Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

22 lipca 2016

Lilla My




                Veikka Liimatainen


Woli nie pamiętać tego, co się z nią działo zanim trafiła pod dach ojca, a potem, gdy ten odszedł, pod opiekę brata. Swoje przeżyła, zdaje jej się jednak, że to wcale nie miało miejsca, bo ważne jest tu i teraz.
Tu i teraz jest szalone i pełne radości, mimo wszystko. 
Ambicja kazała wybrać się na studia, upodobania jednak sprawiają, że mechanika nie jest jej straszna, a wszystko idzie aż nazbyt łatwo. Z zapamiętaniem grzebie w silnikach, jeśli tylko ma taką możliwość. Uwielbia wszelakie samochody, choć na własny ją nie stać. Tak samo uwielbia gry komputerowe, nawet jeśli uznaje wyższość konsoli.
Wszystko to, tak samo jak pozytywne podejście do życia i ciągły uśmiech na twarzy, jest wynikiem wzoru, który wybrała sobie w pewnym momencie swojego życia, a którym jest jej własny brat. Pewnie dlatego nie ma w szafie żadnych szpilek, bo od zawsze lepiej było bawić się autkami niż lalkami.

201 komentarzy:

  1. Takie wieczory Hugo uwielbiał. Po całodziennej harówie w pracy, nie było nic lepszego niż popijawa z kumplem. Nawet jeśli ten był rudy i odstraszał wszystkie panienki. Okazję do picia mieli. Madsa rzuciła kolejna dziewczyna. Carlsson akurat się nie załamywał. Nigdy nie potrafił zrozumieć, dlaczego jego przyjaciel bawi się w związki. Po co zaprzątał sobie głowę jedną panną, skoro w stawie pływało tyle rybek. On, nigdy nie był w prawdziwym związku, nawet nie tego nie chciał. Czułby się tak, jakby był uwiązany na smyczy, a tego nie chciał. Dla niego liczyła się wolność . Wolał się bawić, niż deklarować się tej jednej jedynej. To nie było dla niego.
    Obaj zostali w mieszkanku Hugo. Nie było sensu nigdzie iść, bo znając życie, rudy rozkleiłby się niemal od raz, opowiadając o tym, jaki to jest nieszczęśliwy, bo ta flądra go zostawiła. Jeszcze by odstraszył Carlssonowi jakąś potencjalną pannę. Nawet się nie spostrzegli, a wokół nich stało już pełno pustych butelek po ich ulubionym trunku. Hugo, miał ochotę na więcej, ale Mads zdążył już przysnąć na jego zdezolowanej kanapie. Chłopak westchnął cicho i zaczął ogarniać otaczających ich bałagan, główkując jednocześnie nad tym, jak pozbyć się z mieszania niechcianego gość.
    W końcu, wpadł na pewien pomysł. Dość ryzykowny, ale zawsze. Postanowił zadzwonić do jedynej osoby, która w tym momencie powinna być trzeźwa. W końcu co innego miała do roboty?
    Hugo, chwycił w dłoń swój telefon i wykręcił numer do Veikki. Czekając, odliczał w myślach kolejne sygnały. Jeden...drugi...trzeci...czwarty... Doszedł chyba do dwunastego, kiedy w końcu dziewczyna odebrała. Jej powitanie nieco go rozbawiło, ale też rozzłościło. Ta młoda dama nie miała w sobie ani krztyny kultury. Hugo zmarszczył brwi i westchnął cicho.
    - Trochę milej moja panno, bo będę musiał z tobą poważnie porozmawiać na temat tego, w jaki sposób odbierasz telefon. - Mruknął do słuchawki, ziewając przy tym mocno. Był zmęczony, a gdzieś z boku jęczał Mads nawalony w trzy dupy. Tak się to zwykle u nich kończył. Hugo miał ochotę na więcej, a rudy zawsze odpalał po kilku pierwszych kolejkach. Eh, za słabą głowę miał na takie popijawy.
    - Dobra mała, słuchaj teraz uważnie i przesypiaj. - Zwrócił się znów w stronę telefonu. - Twój kochany braciszek, a mój najlepszy przyjaciel załatwił się na amen... - przerwał na chwilę, bo zauważył, że Mads kieruje się w stronę łazienki. Poszedł za nim, by sprawdzić czy trafi tam gdzie powinien, ale to co zobaczył rozbawiło go do łez. - Ty ruda klucho! To jest pisuar a nie fontanna ze świeżą wodą. Odsuń się od tego! - Krzyknął do przyjaciela, wiedząc jednocześnie, że Veikka słyszy każde słowo. - Zaczekaj sekundę. - Mruknął do słuchawki, po czym odłożył telefon i wyprowadził przyjaciela z pomieszczenia. Jeszcze tego mu brakowało, żeby pił wodę z kibla i przy okazji zabrudził mu potem podłogę. - No, jestem z powrotem. Także, łaskawie cię proszę, przyjedź po te zwłoki, bo ja nie dam rady, a u mnie nie ma tyle miejsca, żebym mógł go przenocować. Za ile będziesz? - Zapytał na koniec, w ogóle chyba nie rejestrując tego, że jest noc, że Veikka może być zmęczona i chce spać. Nie interesowały go w tym momencie jej prywatne sprawy, z resztą nigdy go to nie obchodziło. Teraz, najważniejsze było to, by uwolnił się od zgonującego przyjaciela. Może, kiedy siostra go stąd usunie, Hugo będzie miał czas na zaproszenie do siebie kogoś na noc.




    OdpowiedzUsuń
  2. Hugo nigdy nikogo o nic nie prosił, więc nic dziwnego, że i w tej sytuacji Veikka nie usłyszała od niego słowa " Proszę". Nie miał takiego zwyczaju i nawet dla niej tego nie zmienił, chociaż dziewczyna i Mads byli dla niego jedyną rodziną jaką miał.
    Rozłączył się tak bezceremonialnie, bo wiedział, że ten mały rudy karzełek i tak się u niego pojawi. V., tak jak inne dziewczyny nie potrafiły powiedzieć mu "nie", dzięki czemu Hugo zawsze dostawał to czego chciał.
    Carlssonowi i zgonującemu przyjacielowi pozostało tylko czekać. Z resztą,oczekiwanie i tak urozmaicił im malowniczy paw, który wydobył się z Madsa jakieś piętnaście minut po zakończeniu rozmowy telefonicznej.
    Klnąc na czym świat stoi, Hugo zabrał się za sprzątanie tego całego bałaganu, żeby nie musieć wąchać i oglądać wymiocin przyjaciela, dłużej niż to było konieczne.
    Początkowo, chłopak miał ochotę zostawić ten syf dla Veikki i wręczyć jej mopa, jak tylko pojawi się w jego drzwiach, ale tego nie zrobił. Nie chciał jej jeszcze bardziej rozzłościć.
    W końcu, Hugo usłyszał tak upragniony dźwięk domofonu. Dość natarczywie, dziewczyna dobijała się do drzwi.
    - Wchodź. - Mruknął, podnosząc słuchawkę, jednocześnie przyciskając odpowiedni przycisk na urządzeniu. Otworzył też od razu drzwi, żeby zaraz dziewczyna nie zaczęła dobijać się i do nich, budząc przy okazji wszystkich sąsiadów.
    - Cześć smerfie. - Przywitał się z małolatą, uśmiechając się do niej szeroko i znacząco patrząc na wystającą z kurtki górę od piżamy. Widział ją już kilkukrotnie, w końcu nie raz i nie dwa razy spał w mieszkaniu przyjaciół i widywał dziewczynę w takim właśnie stroju. - Ta ruda kupka nieszczęścia śpi właśnie na mojej kanapie. Dodam jeszcze, że byłem zmuszony kilkukrotnie sprzątać jego malownicze pawie. Nie ma chłop głowy do picia. Już z tobą lepiej się alkoholizować. - Mówił jak najęty, prowadząc Veikkę do ciasnego saloniku, gdzie czekał na nią Mads.
    Hugo myślał, że dziewczyna przyjdzie dużo później, tylko po to, żeby się z nim podroczyć i bardziej go zdenerwować, ale jak zwykle sprawiła, że się zdziwił. Tak, Carlsson zdawał sobie sprawę z tego, że siostra jego przyjaciela zazwyczaj robiła to czego chciał, bez zająknięcia i słowa protestu. Prawdziwy powód nie był mu znany, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, że niczego się nie domyślał.
    Kilkukrotnie przyłapał Veikkę na tym jak się w niego wpatruje i coś tam w tej jego głupiej główce świtać zaczynało. Sam tylko nie wiedział, co miałoby to oznaczać dla niego. Owszem, jego ego po raz kolejny nabrzmiało do rozmiarów sporego balonika, bo lubił się podobać i wiedział, jak kobiety na niego reagują. Z drugiej jednak strony, gdyby dziewczyna się w nim zakochała, byłby to dla niego nielada kłopot. Była jego przyjaciółką, traktował ją jak siostrę i to na pewno nie miało ulec zmianie.
    Hugo liczył na to, że Veikka jest na tyle mądra, żeby wiedzieć, iż podkochiwanie się w nim nie jest najlepszym pomysłem, że on nie jest kimś do kogo można wzdychać, a już na pewno nie jest materiałem na chłopaka. Nic jednak na ten temat nie mówił. Jeśli będzie trzeba, przeprowadzi z nią poważną rozmowę, żeby wiedziała co i jak. Przecież nie miała na co liczyć, nie była w jego typie. Czy to nieoczywiste?

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście, że Hugo zauważył rumieniec na twarzy dziewczyny. Nie dało się go nie dostrzec, bo wręcz gryzł się z jej kolorem włosów. Nie skomentował tego jednak, nie było na to czasu. Chciał się po prostu pozbyć Madsa ze swojego mieszkania, coby je porządnie wywietrzyć i pozbyć się tego okropnego smrodu przetrawionego żarcia zmieszanego z alkoholem.
    Veikkę na pewno obchodziło wszystko to, co było związane z Hugonem. Okłamywała samą siebie, wmawiając sobie, że jest zupełnie inaczej. On to wiedział i ona też. Jednak, z tej dwójki to właśnie on najbardziej wykorzystywał całą tą sytuację i jakoś nie miał z tego powodu poczucia winy.
    - Stary! - Klepnął przyjaciela w plecy, żeby go nieco ocucić. - Przyszła Veikka, żeby zabrać cię do domu. - Dodał jeszcze, chociaż spostrzegł się gadanie do Madsa było zupełnie bezcelowe.
    W sumie, dopiero teraz do Hugona dotarło to, że Veikka nie da rady sama dociągnąć Madsa do domu. To nie było realne. Rudy ważył chyba z tonę - on sam doskonale o tym wiedział, a jego siostra była tylko chucherkiem, co to wiatr pewnie by je porwał, gdyby tylko mocniej zawiał.
    Chłopak podrapał się po czuprynie, zastanawiając się przez chwilę. Ta noc już i tak była dla niego stracona. Żadna panna do niego nie przyjdzie o tej porze, a on z samego rana będzie miał pusty żołądek i Saharę w gębie. Lodówka była pusta - tylko ketchup i światło tam miał, a wiedział, że u przyjaciół i się naje i napije, a do tego porządnie się wyśpi.
    - Wiesz co- zaczął, zbierając swoje rzeczy ze stolika i idąc do przedpokoju po kurtkę. - Pomogę ci i pójdę z wami. Nie ma opcji żebyś sama doprowadziła go do domu. - Dodał, nie wyjawiając jej oczywiście w całości swojego planu. - Pomóż mi go tylko doprowadzić nieco do porządku i możemy iść. Dam ci też jakąś moją bluzę, żebyś się nie przeziębiła. - Zakończył swoją wypowiedzieć, uśmiechając się lekko i znikając za drzwiami prowadzącymi do sypialni, by znaleźć dla niej jakieś dodatkowe odzienie.
    Veikka nie powinna szukać w jego zachowaniu żadnego drugiego dnia. Robił o tylko dlatego, że traktował ją jak siostrę. Nic poza tym.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, Hugo i robienie czegoś z dobrego serca. Te dwa pojęcia gryzły się ze sobą niemiłosiernie, tym bardziej, że on nigdy nie robił czegoś, co nie przyniosłoby mu osobistej korzyści. Tym bardziej teraz nie było inaczej, ale dziewczyna nie musiała o tym wiedzieć, chociaż pewnie i tak prędzej czy później się połapie. Szalenie inteligenta była z niej dziewczyna, tylko lokowała uczucia tam, gdzie nie powinna.
    - Dobrze słyszałaś, idę z wami. - Odpowiedział jej, uśmiechając się do niej przy użyciu swojego uśmiechu firmowego numer pięć, przy którym dziewczynom miękły kolana. - ch, czuję się bardzo dobrze i mam zamiar oprowadzić was do domu. Wiesz, wracać raczej już dziś do siebie nie będę, bo przecież ciemna noc już nastała, ktoś mógłby mnie napaść, a poza tym, Mads mnie potrzebuje. - Wyjaśnił dziewczynie powody swojej decyzji, ukrywając oczywiście ten najważniejszy i najistotniejszy. Robił się powoli też głodny, a wiedział, że jak znajdą się w mieszkaniu tej dwójki i jak ładnie poprosi, V. zrobi mu coś dobrego do jedzenia.
    Uniósł brwi ku górze, słysząc odmowę Veikki. Zawsze zdarzało jej się z nim walczyć, jakby chciała pokazać, że jest samowystarczalna i nie potrzebuje jego pomocy, ale on wiedział swoje.
    - Nie marudź, tylko bierz tą bluzę. - Odpowiedział dziewczynie. Wiedział, że specjalnie się z nim droczy, ale i tak zrobi to, co on będzie chciał. Tak to jest jak komuś na kimś zależy, czasami za bardzo niż powinno. Poza tym, Hugo już taki był. Zawsze wydawał rozkazy, chociaż część z nich wychodziła z niego zupełnie nieświadomie. Teraz jednak nie rozkazywał, a raczej prosi. Serio nie chciał, by Veikka się rozchorowała czy coś. I to jeszcze przez niego, bo to przecież on wyciągnął ją z domu w nocy, tylko po to, by zabrała stąd swojego kompletnie bezwładnego brata.
    Chłopak, sprawdził jeszcze dwukrotnie, czy aby na pewno ma portfel, klucze i telefon. Podszedł do Madsa, chwycił go za ramię i spróbował ustawić do pionu.
    - Będziesz tak stała, czy mi pomożesz? - Zapytał, patrząc znacząco na dziewczynę i czując jak uginają mu się kolana pod ciężarem przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Chyba żartujesz. Ja i Mads w jednym łóżku? Toż to zakrawa o kazirodztwo i homoseksualizm. - Odpowiedział jej w tym samym tonie, uśmiechając się łobuzersko. - Zdecydowanie wolę kobiety, więc... - przerwał na chwilę - prześpię się z tobą. - Dodał, jeszcze bardziej szczerząc się do Veikki. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, jak to zabrzmiało, ale się nie poprawił.
    Fakt, wypił trochę i gadał teraz co mu ślina na język przyniesie. Wielokrotnie też słyszał o znajomych, że po alkoholu mówi się szczerą prawdę. On raczej się kontrolował, więc ciężko byłoby wyciągnąć z niego to, o czym naprawdę myśli.
    - Ładnie ci w niej. - Skomentował wygląd dziewczyny, kiedy ta wystroiła się już w jego bluzę. Mówił szczerze, chociaż ciężko mu było cokolwiek powiedzieć z Madsem uwieszonym mu na ramieniu. Będzie prawdziwy cud jeżeli uda im się dotrzeć do domu rodzeństwa.
    - Mads ty pało! - Warknął na przyjaciela, szturchając go łokciem w bok. - Weź się trochę ogarnij i nam pomóż, a nie bawisz się teraz w kłodę. - Dodał jeszcze, powoli kierując się w stronę drzwi wyjściowych.
    Jakoś udało im się przedostać przez drzwi wejściowe i zamknąć je na klucz.
    Jednak Veikka miała rację. Schody mogły być dla nich zabójcze. Mads nadal z nimi nie współpracował, więc cała ich wędrówka polegała na tym, że oni sapiąc i stękając z wysiłku ciągnęli między sobą bezwładnego rudzielca. Nie ma co, to chyba była najlepsza noc w życiu Hugo. Był zły, że przyjaciel tak się załatwił. Zniszczył mu wieczór, a teraz jeszcze nie chciał im pomóc.
    - Dobra, V. Teraz powoli. Stopień po stopniu. - Odezwał się, kiedy stanęli na szczycie schodów. - Że też musiałem wynająć mieszkanie na samej górze. - Warknął do siebie ze złością.
    Samo zejście ze schodów zajęło im sporo czasu i obfitowało w dość ciekawe wydarzenia. Gdzieś w okolicy drugiego piętra, Madsowi zachciało się pawiować i zarzygał pół klatki schodowej, ozdabiając przy okazji buty Hugona resztkami przetrawionego jedzenia.
    - No żesz kur...- nie dokończył, wiedząc, że nie mogą nikogo obudzić, bo afera byłaby na całą kamienicę.
    Kiedy stanęli już na świeżym powietrzu, Carllson był pewien, że najtrudniejsze już za nim. Jakoś dadzą chyba radę taszczyć nieprzytomnego Madsa przez te kilka ulic, które dzieliły oba mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
  6. - A czy to moja wina, że schlał się jak meserszmit?- Zapytał, czując się nieco obrażony oskarżeniami dziewczyny. - Przecież ja go nie zmuszałem do tego żeby pił. Poza tym, Maya to krowa, a on jest rudy i koniec końców będzie sam jak palec na starość. - Dodał jeszcze, rzeczowym tonem, jakby był znawcą w kwestii związków wszelakich i tego, jaki wpływ ma na to kolor włosów potencjalnego partnera.
    Różnica między pijanym Madesm, a pijanym Hugonem była diametralna i Veikka powinna doskonale o tym wiedzieć. Przecież nie raz z nimi już piła i tylko z tej trójki ona i Carllson wytrwali zawsze do samego końca.
    Tej nocy było dokładnie tak samo. Przecież Hugo nie pił znowu aż tak dużo, bo liczył, że jak tylko pozbędzie się rozpaczającego przyjaciela kogoś do siebie zaprosi. Nie miał jednak zamiaru wyprowadzać Veikki z błędu. Niech sobie o nim myśli co chce i o jego poziomie upojenia alkoholowego również.
    Mężczyzna nie odzywał się przez jakiś czas do dziewczyny, walcząc na przemian z wiatrem, który czochrał jego zbyt długie włosy i z Madesm, który coraz bardziej opierał się na jego osobie. Nogi powoli odmawiały mu posłuszeństwa, ale cieszył się, że mają jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów do pokonania. Dłużej już chyba nie dałby rady.
    - Wracając do tematu, rozpoczętego jeszcze w moim mieszkaniu. - Zaczął po jakimś czasie, kiedy już docierali powoli na miejsce. - Ja cię nie wkurzam, ja tylko stwierdzam fakt. Poza tym, czemu miałbym z tobą nie spać? Mogę się kimnąć na podłodze. - Dla niego wszystko było zawsze łatwe, proste i przyjemne. Zawsze najpierw działał, a dopiero potem myślał. Cały Hugo.
    Kiedy w końcu znaleźli się w mieszkaniu rodzeństwa, Carllson odetchnął z ulgą.
    - Pozwól, że go położę. - Powiedział, przejmując na siebie cały ciężar przyjaciela i wlokąc go do jego pokoju. Tam rzucił go niby worek ziemniaków na łóżko i zdjął mu buty.
    Kiedy skończył, wrócił do przedpokoju żeby rozebrać kurtkę i buty, po czym skierował się do kuchni i usiadł na wolnym krześle.
    - Mam nadzieję, że masz zapas wody, bo jak on jutro wstanie to będzie tragedia. - Zwrócił się do Veikki.
    Teraz byli tak jakby sami, a jemu kompletnie odechciało się spać. Jak nic dziewczyna będzie musiała dotrzymać mu towarzystwa. Albo wyrzuci go ze swojego mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
  7. - To co powiedziałem dotyczy tylko Madsa. Tobie samotność nie grozi, bo masz cycki. - Odpowiedział jej zgodnie ze swoją filozofią życiową. Każda kobieta miała szansę na udany związek, nawet jeśli była ruda i miała fajne cycki, ale tego już jej nie powiedział. Nie chciał jeszcze bardziej rozzłościć Veikki, bo faktycznie jeszcze byłaby gotowa wyrzucić go z domu. A tego nie chciał, bo umarłby u siebie z głodu.
    - Wiesz, że do twojego brata nie docierają żadne rozsądne argumenty. Poza tym, Mads od zawsze był bardzo uczuciowy i wiesz, że on inaczej przeżywa rozstania. - Odpowiedział dziewczynie zgodnie z prawdą. On z kolei był inny, nie płakał jak któraś z jego koleżanek przestawała się do niego odzywać, na jej miejsce czekało dziesięć kolejnych. - Poza tym, co miałem zrobić? Zabrać mu butelkę? - Zapytał, znów podpisując się swoją żelazną logiką.
    Hugo wiedział, że Veikka raczej na pewno będzie chciała się go pozbyć, bo i po co miałby tutaj siedzieć. Chciałby zostać i kiedy tak siedział sam w kuchni zastanawiał się jakich użyć argumentów. Kiedy dziewczyna wróciła do kuchni, spojrzał na nią uważnie i lekko go zatkało, kiedy zaczęła się przy nim rozbierać. Może ie ruszało go aż tak bardzo, jak w przypadku innych dziewczyn, ale z drugiej strony był mężczyzną i widok rozbierającej się przy nim kobiety, jakieś tam wrażenie na nim wywierał.
    Słysząc słowa dziewczyny, zmarszczył brwi i zrobił minę obrażonego dziecka.
    - Wyrzucasz mnie? - Zapytał z wyrzutem.Pomógł jej, był w miarę miły, a ona tak się mu odwdzięcza. - Przecież wiesz, że nie chrapie. Nie raz i nie dwa tu spałem. Poza tym, wcale nie jestem zmęczony. Posiedzenie tu chwilę, a Ty idź się połóż, bo widać, że wpadasz z nóg. - Dodał jeszcze, wiedząc doskonale, że Veikka nie zostawi go samego.

    BiałaGwiazda

    OdpowiedzUsuń
  8. Mads od zawsze był problemem Veikki w mniemaniu Hugona. Przecież była jego rodzoną siostrą. Rodziny się nie wybiera, ale oni byli idealni. Carllson nigdy nikomu niczego nie zazdrościł, ale akurat swoim przyjaciołom zazdrościł tego, jak bardzo są ze sobą zżyci. On też miał kiedyś rodzinę - brata i siostrę, ale po wyrzuceniu go z domu, żaden z nich się do niego nie odezwał. Był samotny, chociaż nie przyznawał się do tego przed Veikką i Madesm, bo też nigdy się nad na sobą nie rozczulał.
    Perspektywa kolejnej samotnej nocy i całego następnego dnia, jakoś nie napawała go optymizmem. Ani trochę!
    Kiedy dziewczyna rzuciła w niego bluzą, chwycił ją sprawnie w obie dłonie i powiesił na krześle. Już miał się do niej uśmiechnąć, ale usłyszał to, co powiedziała, więc zamiast tego zmarszczył tylko brwi w geście niezadowolenia.
    - Wcale nie chrapię... no może odrobinkę, ale to nie powód do tego żeby się mnie stąd pozbywać. Z resztą, jak uważasz. Skoro nie pasuje ci, że mam spać na podłodze to oddaj mi swoje łóżko. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu, lustrując Veikkę swoim spojrzeniem. Często zdarzało mu się to robić. Zmiękczał tym damskie serca, ale ona była ulepiona z zupełnie innej gliny. Była inna niż jego wszystkie dotychczasowe panny razem wzięte. Zawsze go t intrygowało, tylko dlaczego teraz akurat znów zaczął o tym myśleć?
    - Gadasz jak moja matka! - Mruknął, w odpowiedzi na jej ostatnie pytanie. Rozdrażniła go. - Nie rób ze mnie alkoholika. Nie życzę sobie tego. - Sam nie wiedział, czemu jej słowa, tak go zirytowały. - I co? Myślisz, że przylazłem tu tylko po to żeby się jeszcze dochlać? Nie! Znam umiar i wiem kiedy przestać w przeciwieństwie do tej tłustej kluchy, który teraz jest całkowicie nieprzytomna. - Dodał jeszcze i zamilkł na chwilę.
    Popatrzył na Veikkę, podniósł się z krzesła i zabrał wiszącą na oparciu bluzę.
    - Wiesz, chyba jednak wrócę do domu. - Stwierdził, kierując się w stronę przedpokoju.

    OdpowiedzUsuń
  9. - Oj tam, każdy chrapie. I ty na pewno też. - Odpowiedział drocząc się z nią. Lubił to robić. Lubił patrzeć jak się wtedy na niego denerwuje, zaciska usta i patrzy morderczym wzrokiem. - Mads śpi i aż tak strasznie nie śmierdzi... Chociaż z drugiej strony, wali od niego niemiłosiernie. - Dodał ze śmiechem. - Hm, chcesz ze mną spać? - Poruszał zabawnie brwiami. - Jesteś tego pewna? Tak, jesteś. - Spojrzał jej w oczy.
    Do tej pory wszystko było dobrze, później on zniszczył to kilkoma słowami. Swoim głupim wybuchem.
    Tak naprawdę, to nawet sam Hugo nie miał pojęcia dlaczego tak zareagował na jej słowa. Po alkoholu był nieco drażliwy i każda wzmianka o tym, że chrapie, za dużo pije czy inne tego typu teksty zawsze powodowały u niego napady agresji. Może nie używał wtedy przemocy, ale stawał się chamski, jeszcze bardziej niż zwykle.
    Głupio mu trochę było, że tak na nią naskoczył, ale się zdenerwował, a ona wiedziała przecież, że czasami mu się to zdarza.
    - Przepraszam - mruknął w końcu, dość cicho, ale zupełnie słyszalnie. Nigdy nie przepraszał, ale teraz wiedział, że przesadził. Zazwyczaj takie odzywki stosował na Madsie nie na niej. Rudy był w końcu facetem i jego niektóre słowa nie obrażały, co innego kobiety. - Serio, przepraszam. - Powtórzył, tym razem już trochę głośniej, patrząc Veice w oczy.
    Odwiesił bluzę na wieszaku w przedpokoju i nie bardzo wiedział co ma teraz zrobić. Niepewnie podszedł do dziewczyny, dość blisko, tak że dzieliło ich może pięćdziesiąt centymetrów.
    - Zostanę. Nie chce mi się wracać do domu w takie zimno. - Odezwał się w końcu, patrząc jej w oczy. - Obiecuję, że nie będę chrapał, albo postaram się nie chrapać. I owszem wezmę prysznic. - Dodał. - Chyba, że krępujesz się spać ze mną w jednym łóżku, to już jakoś zniosę Madsa. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu, zapominając na dobre o tym, co mówił kilka minut wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  10. - Oj, tam nie wypiłem znów aż tak dużo. Mads wypił większość. To dlatego tak się załatwił. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem.
    Wszystko powoli wracało do normy, ale Hugo już od jakiegoś czasu wyczuwał, że między nimi jest zupełnie inaczej. Wcześniej, Veikka była w stosunku do niego bardziej spontaniczna, teraz już tak nie było. Hamowała się,ograniczała jakikolwiek kontakt cielesny między nimi. Nie ma co, coś się święciło, ale on nie będzie teraz o tym myślał.
    Ona poklepała go po ramieniu, ale za to on, zanim odeszła znaleźć mu ręcznik, pocałował ją lekko w policzek. Tak po prostu, dla oczyszczenia atmosfery.
    - Dzięki. - Odpowiedział, po czym, kiedy już dostał ręcznik, wszedł do łazienki i wziął szybki prysznic. Dopiero teraz poczuł, że jest zmęczony. Po kąpieli, wciągnął na siebie bokserki, bo przecież nie będzie spał z Veikką nago, jako to robił w domu. Trochę kultury jeszcze gdzieś tam w nim było.
    Wyszedł z łazienki i skierował się do pokoju dziewczyny. Kiedy się tam znalazł, wsunął się obok niej pod kołdrę, kładąc się pod ścianą.
    - Dobranoc. - Wyszeptał cicho, po czym odsunął się od niej na bezpieczną odległość i sam nawet nie wiedział kiedy zasnął.
    Pewnie chrapał jakiś czas po zaśnięciu i pewnie spał w końcu w nią wtulony jak dziecko. Hugo zawsze przez sen się przytulał - kiedy był w domu sam, tulił się do poduszki, teraz objął Veikkę ramieniem, a głowę wsadził jej pod szyję, mrucząc przy tym lekko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlaczego miałby być niezadowolony z takiego obrotu sprawy? Przecież w końcu postawił na swoim i został na noc u przyjaciół. Wiedział więc, że kiedy rano wstanie, Veikka zapewne z litości zajmie się i nim, i umierającym na kaca giganta braciszkiem. Domyślał się, że dostanie kawę i pyszne śniadanko, bo nikt nie gotował lepiej niż ona. Gdyby wrócił do domu, jak nic rano umierałby z głodu i pragnienia, a on nigdy nie wychodził do sklepu zaraz po przebudzeniu.
    Owszem, spali razem, ale zazwyczaj był gdzieś obok Mads, który pilnował obojga, że tak można to było ująć. Hugo nigdy też nie próbował dobierać się do Veikki i było ku temu kilka powodów. Od zawsze wolał dziewczyny zupełnie inne niż ona. Rudzielec był dla niego kumplem z cyckami i siostrą w jednym. Mówił jej prawie wszystko, zwierzał się, więc o żadej romantycznej relacji nie było mowy, no bo jakby tak można było z siostrą?
    Hugo pamiętał doskonale okres, kiedy Veikka stawała się kobietą. Kiedy rósł jej biust, a cała sylwetka nabierała kobiecych kształtów. I mimo, że bardzo często kierował wzrok na jej dekolt, bo zawsze mu się wydawało, że czymś wypycha stanik, żeby mieć większe cycki, to ona nigdy jakoś go nie pociągała. Znaczy nie pociągała go tak, jak zazwyczaj kobieta pociąga faceta.
    Carllson nie sądził, by kiedykolwiek miało się to zmienić. Nie było takiej możliwości. Jego " dziewczyny" zawsze były puste jak kałuże, ubierały się jak kobiety, malowały i wiecznie gadały o modzie czy kosmetykach. Veikka była inna i cieszył się z tego, bo jakiekolwiek romantyczne uczucia mogłyby zepsuć ich przyjaźń. Poza tym, więcej było z niej faceta, niż kobiety, ale może to dlatego, że to on i Mads tak go zepsuli.
    Nie, żeby on cokolwiek zarejestrował podczas snu. Zawsze spał twardo, szczególnie w momencie, kiedy naprawdę sporo wypił. Gdyby zorientował się, że wtula się w siostrę swojego kumpla, jak nic by się odsunął, a tak spał sobie w najlepsze, na pewno też nieświadomie, przyciągając ją jeszcze bliżej siebie. Nic ich teraz nie dzieliło, nawet kołdra. Jego twarz wtulona była gdzieś w okolice jej biustu, a dłoń objęła ją w talii. Wygodny z niego był człowiek, nie ma co.
    I pewnie wszystko, rozeszłoby się bez echa, gdyby rano Mads nie wpadł z impetem do pokoju Veikki, otwierając drzwi tak mocno, że te uderzyły o ścianę.
    - Co tu się wyprawia! - Wrzasnął na śpiącą dwójkę, ale Hugo to nie ruszyło. Musieliby go chyba zwalić z tego wygodnego wyrka, żeby w jakikolwiek sposób mógł zareagować.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hugo obudził się dopiero wtedy, kiedy usłyszał wrzaski Madsa i kiedy poczuł, że ciepła kołdra, która był do tej pory przykryty, brutalnie została z niego zdjęta. Wymruczał coś niezrozumiego, przetarł zaspane oczy i dopiero później usiadł na łóżku. Dostrzegł Veikkę w samej koszulce i złego przyjaciela i dopiero po chwili dotarło do niego, co tak naprawdę się stało.
    Że też wczorajszego wieczoru nie przyszło mu do głowy, że przecież lubi się przytulać kiedy śpi, a wściekłość na twarzy Madsa tylko upewniładna go w tym, że musiał kleić się do jego siostry.
    - Chłopie, przestań się drzeć, błagam cię, bo mi głowa pęka. - Mruknął, czując, że ma strasznie sucho w gardle. - Nic się nie działo przecież. Pomogłam wczoraj Veice dotaszczyć cię do domu, bo byłeś nieprzytomny, a ona po prostu pozwoliła mi spać ze sobą, żebym nie musiał wracać po nocy docdomu, albo spać z tobą. - Dodał, po czym podniósł się z łóżka i podszedł do przyjaciela. - Poza tym, wiem że ona jest nienormalna. Jest dla mnie jak siostra, więc bardzo cię proszę, nie szalej. Ach, V. Mads zakazał wszystkim naszym kumplom zbliżać się do ciebie. - Dodał jeszcze, mierząc dziewczynę wzrokiem, po czym wyszedł z pokoju, wiedząc że zaraz zacznie się awantura. Veikka miała charakterek i on doskonale o tym wiedział.
    Nie chcąc uczestniczyć w kłótni rodzeństwa poszedł do kuchni i nastawił ekspres do kawy, po czym udał się do łazienki, wziął szybki prysznic, ubrał się i wrócił do kuchni.
    Zrobił całej trójce kawę i czekał na dwójkę swoich przyjaciół. Tam gdzie był doskonale było słychać jak się kłócą, ale Hugo zajął się swoim telefonem i zauważył, że ma jedną nieprzeczytną wiadomość i to od osoby, od której najmniej się tego spodziewał. Jego siostra napisała do niego, że zaprasza go wraz z dziewczyną na niedzielny obiad do domu rodziców, bo ma jakąś ważną wiadomość do przekazania. Oczywiście, pamiętając o tym, co przeszedł ze swoją rodziną, Carllson nawet nie miał zamiaru odpowiadać. I tak nie miał z kim iść.
    - Przestaliście się już kłócić - krzyknął po jakichś pięciu minutach. - Zrobiłem kawę. - dodał jeszcze, mając nadzieję, że to jakoś załagodzi konflikt, a poza tym, Hugo chciał opowiedzieć przyjaciołom o wiadomości tekstowej, którą dostał.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hugo nie był święty. Co do tego nie było żadnych wątpliwości. I niby faktycznie Mads kazał mu również pilnować Veikki i ich wspólnych kolegów, żeby nie podchodzili do niej zbyt blisko. Oczywiści, Carllson ego nie robił. Dziewczyna nie była jego siostrą, ale tak ją traktował, tylko że Veikka miała rację. Był dorosła, mogła robić co chciała i z kim chciała. A jemu i rudemu nic do tego.
    Hugo to rozumiał i Mads też.
    Kiedy dziewczyna weszła do kuchni, mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że za chwilę zaatakuje i jego i wcale się nie pomylił.
    - Przestań na mnie wrzeszczeć. - Mruknął znad kubka z kawą. Głowa mu pękała i dodatkowo zirytował go sms od siostry. - I co z tego, że mi kazał? A zapytałaś mnie czy to robię, nie? Wolisz rzucać oskarżeniami na lewo i prawo, zamiast zapytać czy biorę w tym udział. - Spojrzał na Veikkę z wyrzutem. - Nie robię tego. Mam swoje sprawy, a ty się umawiaj i sypiaj z kim chcesz. - Dodał ciszej, żeby przypadkiem Mads tego nie usłyszał.
    Swoją drogą dość dziwne było to, że rudy aż tak przesadnie zareagował na tą całą poranną sytuację. Hugo, nie raz i nie dwa razy tłumaczył już przyjacielowi, że jego siostra jest dla niego kompletnie nieatrakcyjna. Nie podobała mu się i tyle, a poza tym nigdy nie zaryzykowałby ich przyjaźni dla jakiejś laski.
    Trochę może koloryzował. Veikka nie była wcale taka zła. Dobrze się z nią spało, było o czym pogadać i w ogóle. W sumie była z niej spoko panna, ale nawet jeśli to nie dla niego. Nie, on doprowadziłby ją do zguby, więc jeśli coś tam do niego czuła, a podejrzewał, że tak, to lepiej by dla niej było żeby znalazła sobie kogoś lepszego od niego.
    - A tak w ogóle, przepraszam za tą całą sytuację. - Odezwał się w końcu, przerywając swoje dziwne rozmyślania i spoglądając na Veikkę. - Lubię się przytulać kiedy śpię i uwierz, że gdybym to zarejestrował to bym się odsunął. Nie chciałem żadnej kłopotliwej sytuacji. - Dodał jeszcze z lekkim uśmiechem.
    A gdzie tam. Powtórzyłby to jeszcze raz. Pierwszy raz tak dobrze mu się z kimś spało.
    - A zmieniając temat, nie uwierzysz kto do mnie napisał. - Zagadnął. - Amber. Zobacz. - Podał Veice telefon by odczytała wiadomość i sama stwierdziła, że jego młodsza siostrzyczka chyba pomyliła numery.

    OdpowiedzUsuń
  14. Może i faktycznie Veikka mówiła cicho, ale tak jak zwykle na kacu wszystko słyszał kilka razy głośniej, niż brzmiało to w rzeczywistości.
    - Bo każdy padalec chodzący po tym świecie nie jest ciebie wart. - Odpowiedział dziewczynie, szczerząc zęby w uśmiechu. - Poza tym, to Mads bardziej wariuje, a nie ja. Ty nie jesteś moją siostrą z krwi i kości. - Dodał jeszcze, jak zwykle popisując się swoją żelazną logiką, która na kacu działała ze zdwojoną siłą.
    Tak poniekąd, Hugo chciał żeby Veikka była szczęśliwa, żeby znalazła kogoś odpowiedniego dla siebie. Nie chciał się wtrącać, rudy też powinien uszanować jej wolę, tylko z drugiej strony ciekaw był, czy nie będzie zazdrosny o jej faceta. W końcu zabierze mu towarzyszkę rozmów, kompana do picia, kiedy Mads już polegnie i ogóle skradnie cały jej wolny czas, który teraz poświęcała jemu i bratu.
    Hugo był samolubny, lubił towarzystwo i Veikki i Madsa, więc dziwnie by było gdyby z trójki muszkieterów nagle została dwójka kompanów, bo dziewczyna zajęłaby się swoim lubym. Tego chyba by nie zniósł, ale też za nic w świecie by się do tego nie przyznał.
    - Tak, pchałem się, a ty się nade mną ulitowałaś, dobra kobieto. - Odpowiedział jej tym samym tonem. Przeprosił ją, ale jakoś nie było mu przykro. W sumie, gdyby mógł i gdyby Mads nie wtargnął tak do pokoju dziewczyny, to kto wie, może jeszcze długo by tak spał wtulony w przyjaciółkę.
    Ostatnie słowa dziewczyny nieco go zdziwiły. Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad tym, co powiedziała.
    - A niech robi co chce, ale mnie niech do tego nie miesza. - Powiedział, zbyt mocno odstawiając kubek na stole i rozlewając nieco kawy. Wstał z krzesła i sięgnął ściereczkę, by sprzątnąć bałagan. - Nie rozmawiają ze mną od kilku lat, a teraz nagle im się przypomniało, że też należę do rodziny? - Był coraz bardziej zirytowany. - Nie obchodzi mnie co ona robi i z kim. Ja nie mam rodziców, nie mam siostry i brata i nie mam zamiaru tam iść. - Dodał jeszcze.
    Hugo nie miał ochoty na rodzinne pojednanie. Matka z ojcem pewnie załamywaliby ręce nad jego tatuażami i zajęciem, a ponadto, gdyby poszedł sam, rozpaczaliby, że taki stary z niego chłop, a jeszcze rodziny nie założył. Poza tym, wyrzucili go z domu, zostawili bez pieniędzy i dachu nad głową. Gdyby nie Mads i Veikka mógłby kiepsko skończyć.
    - Wy jesteście moją prawdziwą rodziną. - Odezwał się jeszcze po chwili, bardziej do siebie, niż do niej.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Owszem jesteśmy siebie warci. Nie na darmo jesteśmy przyjaciółmi, nie? - Zapytał, ale też przestał już mówić w tym drażliwym temacie. Nie chciał denerwować Veikki, bo mu jeszcze śniadania nie zrobi albo coś.
    W sumie, dopiero jak podniosła tyłek z krzesła, to Hugo zarejestrował, że dziewczyna jest niemal naga. Nie mógł nic na to poradzić, zagapił się lekko i kiedy pił kawę nie zauważył, że strużka ściekła mu na brodę i nagą klatkę piersiową. Carllson, zaczął się zastanawiać, kiedy Veikka tak się zmieniła. Miała ładną figurę, nie taką jak jeszcze kilka lat temu. A może po prostu nie dostrzegał tego, bo zawsze nosiła bardziej męskie ubrania, które nie uwydatniały jej figury.
    Z resztą, od kiedy to zaczął interesować się tym, co nosi ruda i ogólnie jak wygląda? Coś tu było nie tak. Hugo przestał jednak o tym myśleć. Później znajdzie na to czas.
    - Haha - skomentował jej żarcik, uśmiechając się kwaśno. - Nic się nie stało. Masz prawo się ze mnie ponabijać. - Dodał. - Nie, nie chce wiedzieć o co im chodzi. I nie sądzę, by mieli ochotę się ze mną godzić. - Odparł, patrząc na dziewczynę. - Poza tym, obie strony powinny chcieć pojednania, a po tym co zrobili, ja jakoś nie mam na to ochoty. - Poza tym, skończyłoby się to tak, jak kończyło się zawsze. Hugo to czarna owca rodziny. Hugo nigdy niczego nie osiągnął. Hugo nic nie potrafi, nic nie jest wart. - Mruknął jeszcze, a w jego głosie słychać było gorycz. Bolało go nadal to, co zrobili jego rodzice, chociaż nigdy się do tego przed nikim nie przyznawał. Przez dość długi czas, po wyrzuceniu go z domu, czuł się bezużyteczny i niechciany. Jednak podniósł się z tego, a gdyby rodzice go teraz zobaczyli, byliby pewnie zszokowani i mieliby na kim sobie poużywać. - A może ty chcesz iść ze mną? - Zapytał w końcu, zanim to przemyślał.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy Veikka schyliła się, by wyciągnąć patelnię, chyba nie sądziła, że Hugo nie będzie na nią patrzył. A jakże. Patrzyła na nią dość długo, choć na początku aż zakrztusił się kawą. Dobrze, że Mads jeszcze siedział w łazience, bo chyba dostałby zawału.
    Carllson ogarnął się szybko, zanim do dziewczyny dotarłoby to, że na nią patrzy. Lepiej nie ryzykować. Teraz, pomysł z zabraniem jej ze sobą do rodziców coraz bardziej zaczynał mu się podobać. Veikka idealnie się do tego nadawała, bo była wesoła i była jego najlepszą przyjaciółką. A żadna z jego koleżanek zupełnie się do tego nie nadawała.
    Może były i ładne, ale jednocześnie były kompletnymi idiotkami, z którymi raz na jakiś czas można było się zabawić. Z kolei jego ruda przyjaciółka była zupełnie inna i na pewno zainteresowałaby rodziców.
    - Przestań pieprzyć głupoty. - Powiedział, kiedy usłyszał jej ostatnie słowa. - Kto ci nagadał głupot, że nie jesteś ładna? - Zapytał. - Znam go? Mam mu obić gębę?
    Też miała pomysły. Przecież niczym nie różniła się od żadnej znanej mu dziewczyny. Była ładna nawet bardzo i chyba teraz tak na poważnie to do niego dotarło.
    - Z tobą byłoby łatwiej to wszystko znieść, poza tym zobaczyłabyś jacy oni są naprawdę. - Powiedział, dopijając swoją kawę i patrząc na nią z nadzieją. - To jak, poszłabyś tam ze mną? Ładnie proszę. - Dodał, robiąc oczy niczym kot ze Shreka. - A w zamian zrobię coś dla ciebie. Będziesz mogła poprosić o co zechcesz. Co ty na to? - Dopytał jeszcze, mając nadzieję, że Veikka się zgodzi.

    OdpowiedzUsuń
  17. - To co kiedyś mówiłem było dawno i było wielką nieprawdą. - Mruknął tylko, bo właśnie sobie przypomniał, że faktycznie, kiedyś jej tak powiedział. Teraz patrzył na to wszystko inaczej, ale tego oczywiście już jej nie mówił. Nie, niech dalej żyje w świadomości, że tak jest. To mogłoby wywołać jakieś komplikacje.
    - Przepraszam za twoją głowę, ale ani trochę nie czuję się winny, to ty się uderzyłaś w głowę, a nie ja ciebie uderzyłem. - Odpowiedział jej w tym samym tonie.
    Przez chwilę przestał mówić, za to przypatrywał się Veice, która robiła śniadanie i rozmyślał nad swoim pomysłem. Musieli by udawać szczęśliwą parę, owszem. Jemu to jednak w żadnym razie by nie przeszkadzało, jej by mogło, gdyby faktycznie coś do niego czuła. Skończyłoby się to pewnie tym, że ona później by to rozpamiętywała, a on puściłby to w niepamięć.
    - Jestem pewien, że chcę tam iść z Tobą. - Odezwał się w końcu cicho, podnosząc na nią wzrok. - Oczywiście, jeśli będziesz chciała. Nie będę cię zmuszał do odgrywania roli mojej dziewczyny, po prostu się nad tym zastanów i daj mi znać dziś wieczorem. Ta impreza jest już jutro. - Dodał jeszcze, stwierdzając że najlepiej będzie zostawić Veice wolną rękę. - Jak ja to przeżyję? Nie wiem. Nigdy chyba nie spotkałaś nikogo z mojej rodziny, nie znasz ich nie wiesz jacy genialni są w pokazywaniu tego, że jest się gorszym. W każdym razie, chciałbym iść tam z kimś, kto mnie przystopuje, okiełzna i sprawi, że to popołudnie będzie bardziej bardziej sensowne i przyjemne. - Dokończył jeszcze, z lekkim uśmiechem na ustach.
    Właśnie dlatego chciał zabrać ją, a nie jedną ze swoich pustych lal. Tylko Veikka znała go na tyle, by wiedzieć, jak go uspokoić, kiedy poważnie się zdenerwuje, wiedziała jak go opanować.
    Jednym słowem posiadała tajemną wiedzę o instrukcji obsługi Hugona Carllsona.
    - Wiem co mówię. - Odpowiedział jej ze śmiechem. - Jestem pewien na sto procent. Jeśli zechciałabyś ze mną pójść, to później zrobię coś o co poprosisz. Oczywiście to musi być coś w zasięgu moich możliwości i możliwości mojego portfela. - Dodał jeszcze, uśmiechają się do Veikki łobuzersko. - Pomóc ci może trochę? - Zapytał znienacka.

    OdpowiedzUsuń
  18. [ w sumie możesz zacząć coś nowego, bo na chwilę obecną chyba ten wątek mamy skończony;) ]

    OdpowiedzUsuń
  19. Od ich porannej rozmowy Hugo już nie widział się z Veikką. Zaraz po śniadaniu wrócił do siebie, by się przebrać i udać się do warsztatu, gdzie czekało na nich dość sporo roboty. Zdziwił się, kiedy na miejscu nie dostrzegł Veikki. Dziewczyna zawsze z nimi tam przesiadywała i pomagała w łatwiejszych pracach.
    Dziś Hugo jednak jej nie widział. Musiała wyjść z domu zaraz po nim i chyba jeszcze do tej pory nie wróciła. Carllson zastanawiał się gdzie ona się podziała i nawet pytał o to Masa, ale chyba nawet on nic na ten temat nie wiedział.
    W ogóle Hugo miał dzisiaj naprawdę kiepski humor. Nie pomógł nawet rudemu przy motocyklu, bo miał swoje sprawy do przemyślenia i swoją własną robotę do skończenia.
    Kiedy w końcu Veikka raczyła pojawić się w warsztacie, mężczyzna zajmował się akurat odkrecaniem śrub przy kołach starego forda, więc początkowo nawet nie zwrócił na nią uwagi.
    - Hej - mruknął tylko na powitanie, ledwo podnosząc na nią wzrok.
    Dopiero informacja o tym, że Veikka była na randce, sprawiła że Hugo upuscil sobie ciężkie koło na stopę, szpetnie przy tym przekładając. Podniósł wzrok na dziewczynę i aż rozdziAwiw usta, kiedy zobaczył jak była ubrana. Kiedy patrzyła na motocykl, on miał na nią idealny widok, więc patrzył sobie do woli.
    - A co ja jestem? - Zapytał, kiedy zwróciła się do niego. Nie sądził, że może być tak zazdrosny o jakiegoś nieznanego sobie idiotę. Przecież nie zależało mu na Vice, chyba nie. Sam już nie wiedział co się z nim dzieje.
    - Mam swoją robotę, ale mówiłem mu, że ma sprawdzić te kable. - dodał jeszcze, po czym wyszedł za dziewczyną i poszedł z nią do domu.
    - A więc byłaś na randce? - Zaginął ją - Kto to jest? Znam go? - dopytać jeszcze.
    Był zły na siebie, że aż bardzo się tym przejmuje, ale nie mógł się wprost powstrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Idąc do domu za Veikką, Hugo pogrążył się w swoich własnych myślach. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak bardzo przejął się tym, że dziewczyna była z kimś na randce. Przecież była dorosłą kobietą, do tego naprawdę bardzo ładną i miała do tego prawo. A przede wszystkim nie była jego.
    Mężczyzna nie miał bladego pojęcia, dlaczego to wszystko tak bardzo go obeszło. Przecież siostra jego najlepszego przyjaciela nie była w jego typie i nigdy mu się nie podobała. A może coś się zmieniło, a on sam o tym nie wiedział? Mało prawdopodobne.
    Szedł za nią grzecznie,początkowo nic nie odpowiadając. Po prosu szedł i na nią patrzył. Veikka nigdy się tak nie ubierała. To nie była "jego" Veikka. To nie była ta sama dziewczyna, którą tak bardzo lubił.
    A może po prostu był tak bardzo zapatrzony w siebie, że nie zauważył czegoś istotnego, a mianowicie tego, że ona się zmieniła. Stała się kimś innym.
    W końcu, kiedy już znaleźli się w jej pokoju, Hugo odważył się na nią spojrzeć. Stała tyłem do niego.
    - Pytałem z ciekawości, ale jak nie chcesz to nie mów. - Odezwał się po krótkiej chwili, odpowiadając na zadane przez nią wcześniej pytanie. - A spotykaj się z kim chcesz, co mi do tego.- Dodał jeszcze, całkowicie niezgodnie z prawdą.
    Obchodziło go to i to cholernie mocno, ale nie z tego samego powodu, z którego obchodziło to Madsa. stało.
    Żeby jednak nie wyjść na idiotę, który stoi i gapi się na nią, jednocześnie nie dając się jej przebrać, podszedł do niej nieco bliżej.
    - Chciałem tylko zapytać, czy przemyślałaś moją poranną propozycję. - Mruknął.

    OdpowiedzUsuń
  21. Veikka zawsze mierzyła Madsa i Hugona jedną miarą, przez co ten drugi czasami czuł się pokrzywdzony. Niby go to nie obchodziło, ale jednak bolało za każdym razem, kiedy dziewczyna rzucała oskarżenia również w jego stronę. Przecież on zazwyczaj był dla niej miły, czasami tylko strzelał jakimś głupim tekstem. Jednak przecież nie robił tego świadomie. Veikka na pewno zdawała sobie sprawę z tego, że Carllson szybciej coś mówił lub robił, zanim przemyślał swoje kolejne kroki. Taki już był.
    - Nie wrzucaj mnie z Madsem do jednego worka. - Powiedział trochę poirytowany, trochę rozbawiony. - Nie jestem twoim bratem i nie mam zamiaru tobą rządzić. Nie zapominaj o tym. - Dodał jeszcze.
    Nic więcej już jednak nie powiedział, miał wyjść, spełnić jej prośbę, ale Veikka nie zaczekała, nie upewniła się czy na pewno Hugo opuścił pomieszczenie.
    Mężczyzna przełknął głośno ślinę, kiedy dziewczyna stała odwrócona do niego plecami i po prostu się na nią zagapił. Nie miał siły wyjść. Nie teraz, kiedy miał takie widoki.
    Jego następnego kroku Veikka mogła się nie spodziewać, z resztą on też sam po sobie się tego nie spodziewał.
    Podszedł do dziewczyny, kiedy tylko już ponownie była wyprostowana. Złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie. Jedną rękę położył na jej talii, przysuwając się jeszcze bliżej, drugą dotknął jej policzka, po czym wpił się w jej wargi. Całował ją tak, jak chyba jeszcze nigdy nie całował innej dziewczyny. To był impuls, jakaś głęboko skrywana potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak mógłby być bardziej konsekwentny w mówieniu o tym, kim dla niego jest Veikka, skoro miał mętlik w głowie. Fakt, przez większość czasu traktował ją jak siostrę. Była jego najlepszą przyjaciółką, kimś kto znał go na wylot. Jej mógł powiedzieć wszystko i robić z nią wszystko, co zawsze robili z kumplami. Mówiąc, że mu się nie podoba, poniekąd mówił prawdę. Przecież od zawsze wolał długonogie blondynki, których inteligencja była niemal zerowa, ale za to koledzy zawsze ich zazdrościli.
    Nie szukał nikogo innego, bo nie musiał tego robić. Nie chciał związku, więc liczyła się dla niego uroda.
    Nadal tak było. Tylko teraz, coś się jednak zmieniło.
    Hugo nie wiedział, czy to przez to wspólne spanie w jednym łóżku, czy przez to jak Veikka zaczęła się ubierać i ogólnie zmieniać, czy przez to jej gadanie o randce, coś zaskoczyło w jego mózgu.
    Carllson zrozumiał, że Veikka mu się podoba. W pewnym sensie. Nie mógł jej tego powiedzieć, nie chciał jej pogrążać, a przede wszystkim był jeszcze Mads.
    Gdyby rudy kiedykolwiek dowiedział się o tym, co się teraz między nimi działo, jak nic Hugo dostałby po mordzie. Przecież jego maleńka siostrzyczka była nietykalna, przynajmniej dla wszystkich kumpli rudzielca.
    Tylko, że akurat w tym momencie Carllson o tym nie myślał. Nie zastanawiał się też nad tym, co będzie kiedy się od siebie oderwą. Nie myślał o tym, co Veikka może sobie pomyśleć, czy czegoś nie uroi sobie w głowie. Zadziałał instynktownie, sam jeszcze tego nie przetrawił.
    Kiedy odwzajemniła jego pocałunek, uznał to jako zachętę. Chciał wykorzystać ten moment, tą chwilę, chciał ją zapamiętać. Nie wiedział, co stanie się za chwilę. Teraz liczyła się tylko ona. Przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie, dłoń którą trzymał na jej talii, przesunął jeszcze niżej. Pozwoliła mu na to. Poddała się temu co się działo, a on skrzętnie to wykorzystał, jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek. Drugą dłonią, którą trzymał na jej policzku, gładził ją po twarzy, po czym przeniósł na kark pod włosy. Pachniała niesamowicie. Kojarzyła mu się z czymś dobrym.
    W tamtym momencie coś sobie uświadomił.
    Nie miał zamiaru jej skrzywdzić. Nie miał zamiaru tylko jej pocałować, a później ignorować. Nie, ona na to nie zasługiwała. A on nie zasługiwał na nią.

    OdpowiedzUsuń
  23. Może i Hugo to zauważył, ale jakoś chyba nie dotarło to do jego mózgu. Od zawsze widział ją w tych za dużych koszulach i jeansach, jakby chciała ukryć to, co miała najlepsze. Mogła się stroić, dla niego. Była ładna, a odrobina makijażu i obcisłych, bardziej kobiecych ubrań na pewno by nie zaszkodziła.
    Carllson już i tak dzisiaj rano widział sporo, kiedy paradowała po kuchni w samej koszulce, ale teraz już przeszła samą siebie. Chyba dopiero teraz, zaczynało do niego docierać to, że Veikka wyrosła na bardzo piękną kobietę. To była dla niego niebezpieczne. Dla niej z resztą też.
    Nie, dziewczyna nie powinna zakładać, że to już się nie powtórzy. Może jeszcze nie wszystko zatrybiło w małym móżdżku Hugona, bo on wolno myślał, ale coś tam powoli do niego docierało. Pytanie tylko, co on sam z tym zrobi.
    Pewnie nic. Zapewne stchórzy i tyle. On się uczuciom nie poddawał. On był ponad tymi wszystkimi miłosnymi wyznaniami i nie chciał tego zmieniać.
    Poza tym, powinien być ostatnim wyborem Veikki. Ba, w ogóle nie powinna brać go pod uwagę, jako kandydata na swojego chłopaka. Nie był dla niej, a ona nie była dla niego.
    Czuł, że Veikka zaczyna się opierać. Że powoli dociera do niej to, co jeszcze nie dotarło do niego. Wykorzystał, więc te ostatnie chwile jak najlepiej, a potem się odsunął, ale tylko odrobinę.
    Patrzyła na nią nadal, mierzył wzrokiem każdy centymetr jej ciała. Potem spojrzał jej w oczy i tam się zatrzymał.
    - Nie, nie zwariowałem. - Odpowiedział jej tym samym spokojnym tonem. - Nie możesz mi mówić co mogę, a czego nie. - Dodał jeszcze, robiąc jeden krok w tył.
    Stał i patrzył na nią. Myśli kłębiły mu się w głowie, ale jeszcze nie miał ochoty na to, by roztrząsać to wszystko.
    Zbliżył się jeszcze jeden raz do Veikki, musnął jej usta swoimi wargami, ale zupełnie inaczej, niż wcześniej. Jakoś tak... czulej.
    - Zobaczymy się na dole. - Odezwał się, posyłając jej swój firmowy, łobuzerski uśmiech i już go nie było.
    Wrócił do warsztatu, słowem nie odzywając się do Madsa i jak gdyby nigdy nic wrócił do wymiany kół przy starym fordzie.
    - Gdzie Veikka? - Zapytał rudzielec, podchodząc do przyjaciela.
    - Zaraz będzie. Chyba się przebiera. - Odparł jak najspokojniej.
    - Czemu nie było cię tak długo? - Mads, dalej drążył temat.
    - Byłem w łazience. Mam ci jeszcze opowiedzieć jaki kolor miał mój klocek, pogadać o jego zapachu i konsystencji? - Zapytał opryskliwie przyjaciela.
    - Dobra, dobra. Tylko pytałem. - Rudzielec zakończył rozmowę, unosząc ręce wysoko jak gdyby się poddawał i wrócił do motocykla, zostawiając Hugona samego.

    OdpowiedzUsuń
  24. Veikka jak zwykle za dużo myślała i zbyt wiele zakładała. Chociaż z drugiej strony miała do tego prawo. Nie raz i nie dwa razy, Hugo pokazał już jakim potrafi być palantem. Wielokrotnie przecież widziała, albo i słyszała od Madsa jak Carllson potraktował tą, czy inną dziewczynę. No cóż, sam sobie na to zasłużył, chociaż może coś do tego jego pustego łba dotarło.
    Na pewno, w najbliższym czasie chłopak nie odważy się pocałować jej po raz kolejny, jednak ziarnko zostało zasiane i trzeba było tylko poczekać aż wykiełkuje.
    Hugo początkowo będzie wszystko wyolbrzymiał, będzie udawał, że tylko mu się wydaje, że Veikka coś dla niego znaczy. Nie przyzna się do niczego i dalej będzie żył swoim własnym życiem.
    Inaczej na pewno będzie z nią. Hugo nie miał oczywiście pewności, ale domyslal sie, że dziewczyna coś do niego czuje. Może przesadził, może zachował się zbyt pochopnie, jednak w chwili obecnej nie widział niczego złego w swoim zachowaniu.
    Zrobił to, bo miał na to ochotę. Zrobił to, bo tego chciał. I nie żałował. To było coś dobrego, a ostatnio dobrych rzeczy było w jego życiu naprawdę niewiele.
    Nie słyszał , kiedy Veikka weszła do warsztatu. Za bardzo był zajęty zmienianiem opon i walką z własnymi myślami. Dopiero kiedy się do niego odezwała, a on zrozumiał sens jej słów, odłożył klucz i spojrzał na nią.
    - Dlaczego?- Zapytał po prostu.
    Chciał iść do rodziny, ale chciał iść tam z nią. Z nikim innym.
    - Nie chcesz iść przez to co się przed chwilą stało, prawda? - Zapytał, chociaż wiedział, jaką otrzyma odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zadał to pytanie, bo dla niego było ono najodpowiedniejsze. Nie potrafił zrozumieć zachowania Veikki. Gdyby nie chciała żeby ją całował, odepchnęła by go od siebie. Ba! Dałaby mu w twarz i wywaliła z pokoju za drzwi. Gdyby zachowała się w ten sposób, on by zrozumiał.
    Hugo był facetem, więc logicznym było to, że do niego docierają jasne i proste sygnały, a nie jakieś kombinowanie i zmiana zachowań, jak sygnalizacji świetnej na ulicy.
    - Przestań się drzeć. - Warknął na nią, stając przed nią i patrząc jej w oczy. - Nie musi cię słyszeć pół ulicy, a przede wszystkim nie musi cię słyszeć Mads. - Dodał. Był zły, teraz już go doprowadziła do szału.
    Nie dość, że stała przed nim i robiła mu wyrzuty to on jeszcze dodatkowo miał we łbie ten cholerny natłok myśli właśnie z nią związany. Po raz pierwszy w życiu, Carllson czuł się tak jak w chwili obecnej. Nie miał jednak wyrzutów sumienia. Chciał pocałować Veikkę i zrobił to.
    - Chciałem cię pocałować i to zrobiłem. - Odezwał się po chwili. - I wcale nie traktuję cię jak zabawki. I nie wyżywaj się na mnie przez swój zespół napięcia przedmiesiączkowego. - Dodał jeszcze, wiedząc, że ryzykuje w tej chwili wiele.
    Miał dosyć tego dnia. Nie dość, że kac morderca jeszcze go dręczył, zastanawiał się, czego od niego chce jego rodzina to dodatkowo Veikka zaczęła mieć do niego pretensje.
    Nie wiedział co robić. Nie wiedział co czuje, co nie wiedział co ma myśleć. Zdecydował się więc na najprostszy sposób rozwiązania sytuacji, który zawsze stosował.
    - Sam pójdę na ten głupi obiad. - Powiedział po chwili, odrzucając klucz do skrzynki z narzędziami. - W ogóle nie wiem, po co cię o to pytałem. Zapomnij. Wracam do domu. - Dodał jeszcze i podszedł na chwilę do umywalki w kącie, żeby choć trochę umyć brudne od smaru ręce.

    OdpowiedzUsuń
  26. -A skąd wiesz co będzie później? - Zapytał teraz już całkiem rozeźlony. na nie będzie mu dyktowała co ma robić, a czego nie.
    Hugo, wiedział jednak, że Veikka ma rację. Między nimi nic ponad przyjaźń nie miało prawa bytu i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nie pasowali do siebie i nigdy raczej nie będą pasować. Jakoś tak dziwnie mu się zrobiło, chyba nawet trochę wstyd, kiedy dobitnie pokazała mu mechanizmy jego własnego postępowania.
    - A może ty się po prostu we mnie podkochujesz? - Zapytał całkiem znienacka wkurzony już do granic możliwości. Miał ochotę wyjść z tego warsztatu i nigdy już nie wrócić. W ogóle nie chciał już pojawiać się w domu rodzeństwa. Nie chciał widzieć więcej Veikki. - Już ci mówiłem, nie będziesz mi mówił czego mogę, a czego nie mogę. To moje życie. - Dodał jeszcze zanim Mads wparował do warsztatu i przerwał ich rozmowę.
    Hugo zignorował Veikkę i podszedł do przyjaciela.
    - Dobra, skończę ten samochód, a potem wracam do domu. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, a wieczorem przychodzi do mnie Agnes, wiesz która prawda? - Odpowiedział przyjacielowi, wiedząc, że jego siostra słyszy wszystko. Chciał ją zranić, tak jak ona zraniła jego, a tak naprawdę miał spędzić ten wieczór sam ze swoim kotem, a jutro iść do rodziców.
    Kiedy Mads opuścił warsztat, Hugo od razu zajął się samochodem. Nie miał ochoty rozmawiać z Veikką.
    - Jezu, to daj mi w mordę i będzie spokój. Chcę to jak najszybciej skończyć. - Odpowiedział jej opryskliwie. Nie miał ochoty siedzieć z nią tutaj sam, tym bardziej po tym co się stało i po tym co mu powiedziała. Hugo nie wiedział, czy nie pocałuje jej po raz kolejny.
    - Pójdę tam, a tobie nic do tego czy wywołam awanturę czy nie. Moje życie, moja sprawa. Nie wtrącaj się w nie. - Odpowiedział jej.
    Miał dość tego dnia, miał dość wszystkiego i jej też miał dość.
    Miał ochotę coś kopnąć, coś przewrócić, albo się na kimś wyżyć. Miał ochotę iść jutro na ten obiad, wywołać awanturę życia i wrócić do siebie. Może wtedy poczułby się lepiej. Może wtedy przestałby mieć te głupie myśli o Veice.
    - Może w ogóle przestaniesz mówić? - Zapytał. Nie chciał, żeby się do niego odzywała. Nie miał ochoty z nią rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
  27. - Veikka, kog ty chcesz oszukiwać siebie, czy mnie ? - Zapytał. - Mnie sobie oszukuj do woli, ja i tak znam prawdę, ale siebie nie oszukasz. Znam cię trochę. - Dodał jeszcze, nieco łagodniej, ale zaraz wziął się za naprawę samochodu.
    Kompletnie nie wiedział co ma jej powiedzieć, co ma zrobić. Przecież nie przyzna się do tego, że mu się podoba, nie powie jej, że nie wie co ma robić. To by całkowicie zburzyło obraz jego osoby. Straciłby przy tym swoją reputację i butę.
    Nigdy jej tego nie powie, nie przyzna się do tych myśli, które od rana kłębiły mu się w głowie. Wyśmiałaby go pewnie, powiedziała, że oszalał, albo powiedziałaby, że nadal jest pod wpływem.
    Nie, tak jak było teraz, było lepiej. Tak było łatwiej i dla niego i dla niej. Może po prostu weźmie sobie urlop na kilka dni i w ogóle przestanie kontaktować się z Veikką i Madsem. To byłby dobry pomysł. Mógłby spokojnie pomyśleć o wszystkim, o sobie, o Veice i o tym, co się stało.
    Pracowali w milczeniu, co mu odpowiadało, ale oczywiście ruda musiała to wszystko zepsuć.
    - Powiedziałem ci to, bo uważałem cię za swoją przyjaciółkę. - Odpowiedział jej równie spokojnie, nie przerywając grzebania w silniku. - Poza tym - dodał, gwałtownie podnosząc głowę i uderzając się w otwartą maskę samochodu - kurwa! Poza tym... skoro cię to nie obchodzi to po co się tym przejmujesz? - Zapytał pocierając bolące miejsce i patrząc na swoją dłoń. Musiał sobie rozciąć skórę na głowie, bo widział trochę krwi na dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  28. Nic jej nie odpowiedział. Nawet gdyby się w nim podkochiwała, nigdy by się do tego tak otwarcie nie przyznała. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. I wcale jej o to nie obwiniał. On sam nie byłby w stanie przyznać się do tego, że Veikka mu się podoba. To by chyba zniszczyło ich przyjaźń i nie tylko ich, bo gdyby Mads się o tym dowiedział, jak nic zabiłby go, pochował, a potem znów by go ożywił, by po raz kolejny go zabić. Carllsonowi nie było wolno zbliżać się do siostry najlepszego kumpla. Jednak to, co zrobił sprawiło, że złamał dane słowo. Jeśli miałby być szczery, zrobiłby to jeszcze raz i jeszcze raz, gdyby miał na to ochotę. Ryzykował by wiele, ale było warto.
    - Tak, uważałem i nadal uważam. - odpowiedział dopiero po chwili. Uderzenie lekko go zamroczyło. Odłożył narzędzia, by umyć ręcę i zająć się rozcięciem na głowie. Wyjął z apteczki wodę utlenioną i polał nią sobie obficie ranę, sycząc przy tym z bólu.
    - Nie musisz mi pomagać. - Odpowiedział jej, patrząc na nią z wyrzutem. - Sam wiem co jest dla mnie dobre. Pójdę tam, nawet sam czy ci się to podoba czy nie. - Dodał jeszcze, wracając do opatrywania głowy.
    Jej kolejna wypowiedź, tak go zaskoczyła, że upuścił plaster, który trzymał w ręce. Sięgnął więc po następny.
    - Ale z ciebie hipokrytka. - Odezwał się po chwili, podchodząc do niej. - I ty ośmielasz mówić mi, że wykorzystuję ciebie, a potem polecę do innej? Zastanów się co ty robisz. A robisz dokładnie to samo. - Dodał jeszcze. - Oszukujesz tego całego George'a i oszukujesz siebie. To nie jest fair. - Skwitował. W sumie zaimponowała mu. Nie sądził, że potrafiła być aż tak przebiegła, chociaż nie podobało mu się to, co robiła. Był chyba zazdrosny. - A skąd wiesz, że ten który ci się podoba cię nie chce? Pytałaś go o to? Rozmawiałaś z nim? - Zapytał logicznie. - Trochę dziwnie jest osądzać kogoś, nawet nie pytając go o zdanie. nie uważasz? - Zapytał, patrząc jej głęboko w oczy.
    Oczywiście domyślał się o kogo chodzi. Miło mu było, ale z drugiej strony było mu przykro, że Veikka dość pochopnie go osądziła.

    OdpowiedzUsuń
  29. - Nawet jeśli zmierzam do autodestrukcji to co z tego? - Zapytał ja całkiem dokładnie. Przecież nie chciała mu pomagać, więc po co tak bardzo naciskała, żeby tam nie szedł. - To moje życie. Mam ochotę tam iść i wygarnąć im wszystko, co zrobili przez te wszystkie lata. To oni są chyba największymi hipokrytami na świecie. Czas zrobić coś, by raz na zawsze się ode mnie odczepili. - Dodał jeszcze.
    Plan na spotkanie z rodzicami miał już wymyślony. Chciał im pokazać, że nie są mu potrzebni. Że żyje po swojemu i dobrze mu z tym. Chciał żeby ich zabolało, bardziej niż przez te wszystkie lata bolało to jego. Co z tego, że potem będzie to roztrząsał i będzie wściekły. Jakoś to przeżyje.
    - Tak wszystko okey tylko łeb mi pęka. Dość mocno go rozciąłem. - Odpowiedział dziewczynie, po czym wziął się za mycie samochodu. Nie podobało mu się to, że muszą robić takie rzeczy, ale w końcu byli profesjonalistami i dzięki temu mieli tak wielu klientów. W międzyczasie słuchał oczywiście bajeczki wciskanej mu przez Veikkę. Kompletnie jej nie wierzył. Wiedział, że chodziło o niego.
    - Wiesz jaki jest Mads. Po prostu się o ciebie martwi. - Powiedział po chwili. - Poza tym, jak nie mówiłaś, że cię wykorzystałem? Powiedziałaś to jakieś dziesięć minut temu. - Dodał jeszcze.
    Kiedy skończył myć samochód, odstawił wiadro na ziemi i podszedł do drzwi wyjściowych. Musiał zapalić.
    - I nie powinnaś zakładać, że nie podobasz się temu komuś, nawet jeśli uważasz że to widać. Czasami ktoś może sprawiać mylne wrażenie. - Odparł otwierając drzwi. - Tak jak ja. - Dodał jeszcze i już go nie było.
    Hugo oparł się o ścianę i odpalił papierosa, zaciągając się nim mocno. Wiedział, że powiedział odrobinę za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  30. [ dobre, to ja zaraz zacznę. :) ]

    OdpowiedzUsuń
  31. Hugo nie wrócił już do warsztatu. Zrobił co mu kazano, więc zebrał swoje rzezy, dokończył papierosa i wrócił do domu.
    Wiedział, że pojawi się jutro u rodziców bez względu na to, co mu mówiła Veikka. Co ona sobie myślała, układając mu życie.
    Zanim wrócił do mieszkania, zrobił szybkie zakupy, pamiętając że w lodówce już zupełnie nic mu nie zostało, a nie chciał przymierać głodem.
    Kiedy znalazł się już w domu, nakarmił swojego kociego przyjaciela, sobie zrobił jakieś mini pizze i z butelką piwa usiadł przed telewizorem by coś obejrzeć zanim położy się spać.

    A spał niemal do południa. Śniła mu się Veikka, ale kiedy się obudził kompletnie nic nie pamiętał, chociaż na pewno był to dobry sen. Mężczyzna zrobił sobie duży kubek mocnej, gorzkiej kawy i poszedł wziąć prysznic. Miał jakieś trzy godziny na to, żeby się przygotować na to, co miał zrobić. Wiedział, że będzie potem tego wszystkiego żałował, ale nie interesowało go to. Musiał zacząć naprawiać swoje życie, a pierwszym krokiem miało być całkowite rozstanie się z rodziną.
    Kąpał się dość długo. Chciał zmyć z siebie cały brud, wszystko co wydarzyło się dzień wcześniej. Nie, nie żałował tego, po prostu chciał pozbyć się tej dziwnej zazdrości i wściekłości po tym, jak dowiedział się, że Veikka spotyka się z kimś innym. Nie chciał na to pozwolić.
    Włosy pozostawił w nieładzie, a niech matka ma na co się wściekać. Ubrał za to czyste jeansy i białą koszule, której dwa górne guziki zostawił odpięte, żeby odsłonić tatuaże i to samo zrobił z rękawami, podwijając je niemal po łokcie.
    Już miał wychodzić, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył je i zobaczył za nimi Veikkę odstrojoną jak na przyjęcie.
    - Co ty tu robisz? - Zapytał, zdziwiony jej widokiem. - Mam nadzieje, że nie przyszłaś się chwalić swoją kolejną randką, ani odwodzić od mojego panu. I tak tam pójdę. - Dodał jeszcze, wchodząc jeszcze raz do mieszkania, bo przypomniał sobie, że zapomniał portfela.

    OdpowiedzUsuń
  32. Musiał jednak przyznać, że bardzo ładnie wyglądała w tej sukience, mimo że była lekko przykrótka i uwydatniała oto, co miała uwydatniać. Hugo zagapił się na nią, kiedy już znalazł portfel i w końcu na nią spojrzał.
    - Cześć. - Przywitał ja w końcu, nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć. Wiedział już dlaczego Veikka pojawiła się u niego w mieszkaniu. Chciała z nim iść, żeby nie robił głupot. Nie był dzieckiem, a czasami przy niej miał takie wrażenie.
    - Całe szczęście, bo nie wytrzymałbym tych jakże przesłodzonych historii, jaki to George jest cudowny i wspaniały. - Mruknął. Nadal był zazdrosny, ale gdzieś tam w głębi duszy cieszył się, że Veikka przyszła do niego i chciała udawać jego dziewczynę przy jego rodzicach. Tylko chyba nie bardzo wiedziała na co się pisze. Przecież będą musieli trzymać się za ręce, pocałować się, czy coś.
    - Wczoraj nie chciałaś nigdzie ze mną iść. - Przypomniał jej, podchodząc bliżej.
    Wiedział, że żeby przejść będzie musiał jej dotknąć, przesunąć ją żeby zrobić miejsce dla siebie.
    - Proszę cię Veikko. Daj spokój.- Spróbował z innej strony. - Przecież wiesz, że masz być moją dziewczyną, a podobno chcesz być w porządku wobec George'a. - Dodał jeszcze, przysuwając się jeszcze bliżej i patrząc na nią uważniej.
    Jemu oczywiście to udawanie by nie przeszkadzało. Na pewno świetnie by się bawił, ale Veikka. Z nią nigdy nic nie było wiadomo. Może coś sobie uroi, może będzie jej później przykro, kiedy wszystko wróci do normy.
    On chociaż będzie miał później o czym myśleć. A miał sporo do przemyślenia.
    - Po co się w ogóle mną przejmujesz? - Zapytał, patrząc jej w oczy. Stali niebezpiecznie blisko siebie.

    OdpowiedzUsuń
  33. - A ty zostaw w spokoju wszystkie moje dziewczyny i moje życie seksualne w ogóle. - Odparował tym samym tonem. - Zachowujesz się jak moja matka. Wszystko mi wypominasz. To moje życie do cholery. - Przy tym ostatnim zdani niemal na nią warknął.
    Veikka siliła się na spokój. Widział to doskonale. Wypominała mu Agnes, która tak naprawdę nie istniała, ale skoro chciała się bawić w podchody, niech będzie na jej sposób. Chciała takiej wojny o ją dostanie. Hugo nie będzie gorszy. Wiedział, że nie o to jej chodziło, ale on nie miał zamiaru zżymać się z zazdrości, kiedy ona dobrze bawiła się z George'm.
    Widział strach w jej oczach, kiedy przysnął się bliżej, ale tym razem nie miał ochoty jej całować. Co to to nie. Był na nią zły. I tyle. Poza tym, po co miał ją całować, skoro tego nie chciała.
    - I co z tego, jeśli tak będzie? I co ma mnie nie niby boleć? To, że powiem im prawdę o tym, jak bardzo nimi gardzę? Nie sądzę. - Odezwał się po chwili, łapiąc Veikkę za ramię i delikatnie wypchnął przez próg. - Jak sobie chcesz. - Mruknął jeszcze, po czym zamknął za sobą drzwi od mieszkania. - Wszystko mi jedno. Idziemy? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  34. - Dobra, skończmy już ten temat. - Powiedział w końcu, ucinając wszelkie dyskusje. Hugo bardzo nie lubił kłócić się z Veikką. Zawsze jakoś to gdzieś tam w środku przeżywał, mimo że zdawał sobie sprawę z tego, że niekiedy dziewczyna zasługiwała na ostrzejsze słowa.
    - Tak tylko po to chciałem tam iść. A co myślałaś? Że będę tam siedzieć ze sztucznym uśmiechem i słuchać jak marudzą, że jestem nieudacznikiem. Nie sądzę. - Odezwał się dopiero wtedy, kiedy już schodzili po schodach. Powoli, bo jak nic, Veikka by się zabiła w tych szpilkach. - Nie no, postaram się opanować, ale jeśli mnie wkurzą, masz mnie nie powstrzymywać. - Dodał jeszcze. - A co to takiego? Koszul mam wiele, ale chyba nie wyobrażasz sobie, że będę w nich chodził po warsztacie. Szkoda materiału. - Odezwał się z lekkim uśmiechem.
    Kiedy znaleźli się już na zewnątrz, Hugo wezwał taksówkę. Za daleko było do domu jego rodziców, by mieli iść tam pieszo, a przez sukienkę Veikki nie mogli podjechać tam motocyklem.
    Gdy tylko samochód podjechał, Carllson otworzył drzwi przed dziewczyną, a sam wsiadł zaraz za nią. Podał adres i rozsiadł się wygodnie. Mieli przed sobą jakieś 40 minut jazdy.
    - Ładnie wyglądasz. - Odezwał się po chwili, żeby jakoś rozładować atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Dla nich jestem nieudacznikiem. - Odpowiedział jej. - Nie znasz ich i nie wiesz jacy są. Zawsze byłem czarną owcą rodziny. Moje tatuaże, styl życia i rzucenie studiów dawały im okazję do mówienia mi, że niczego nie osiągnę. Że zawsze będę nikim. - Dodał jeszcze.
    Później już o tym nie rozmawiali. Hugo nawet nie miał na to ochoty. Nie chciał sobie bardziej dokładać i jeszcze bardziej się denerwować, bo faktycznie mógłby potem powiedzieć rodzicom zbyt wiele. A Veikka miała rację. Trzeba było rozegrać to z klasą, a nie po chamsku, bo nie o to chodziło.
    Wybrał taksówkę również z powodu ego, by nie prowokować głupich komentarzy, a poza tym tak było wygodniej. Wolał spokojnie siedzieć sobie na wygodnym fotelu w samochodzie i patrzeć na mijane ulice, rozmyślając o tym, co się będzie działo w rodzinnym domu.
    - Przecież wiesz, że nawet jeśli zapnę guziki to i tak niektóre tatuaże będą widoczne. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - No, ale niech ci będzie. - Dodał jeszcze, po czym poprawił rękawy i zapiął guzik oraz to samo zrobił górną częścią koszuli.
    Chociaż przez chwilę mógł wyglądać jak człowiek, chociaż wiedział, że matka i tak przyczepi się do jego przydługich włosów, tuneli w uszach i tych tatuaży, które widoczne były nawet bez koszuli.
    Poniekąd, Carllson cieszył się, że Veikka mu towarzyszy. Zawsz będzie mu raźniej, kiedy będzie siedziała obok niego. Będzie mógł spojrzeć na nią, ona go uspokoi, może nawet uściśnie za rękę, żeby się opanował.
    - Mówię poważnie, naprawdę ładnie wyglądasz. - Odpowiedział na jej sceptyczne prychnięcie. Wobec niej nie potrafił być ostatnio złośliwy ani ironiczny. - Nie mów mi, że za którymś razem pomalowałaś sobie całe palce. - Zaśmiał się, wyobrażając sobie, jak Veikka skupia się na tej wysoce trudnej czynności. - Następnym razem, ja ci je pomaluję. Jestem w tym specjalistą. - Dodał jeszcze, chichocząc jak głupi.

    OdpowiedzUsuń
  36. - Wiesz, nie każdy chce zostać prawnikiem czy lekarzem. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - U mnie w domu, zawsze rodzice układali życie swoim dzieciom. Ja z tego schematu wypadłem. Myślisz, że dlaczego wyrzucili mnie z domu? Bo nie byłem idealnym syneczkiem, tylko buntownikiem z dużą ilością tatuaży. - Dodał jeszcze, uśmiechając się szerzej.
    Z Veikką jakoś łatwiej mu się o tym wszystkim rozmawiało. Nie na darmo wiedziała o nim niemal wszystko. to dlatego się przyjaźnili.
    Kiedy dotknęła jego szyi zrobiło mu się jakoś tak cieplej, na pewno na skórze, w miejscu gdzie dotknęła zrobiła mu się gęsia skórka.
    - No dobrze, to podwijamy. - Odezwał się, śmiejąc się i ponownie odpinając guziki przy rękawach, po czym podwinął je ponownie do łokci. - Tak, kolejny tatuaż mam w planach, zobaczymy co z tego wyjdzie. Za tydzień mam zaplanowane wypełnianie konturów. - Dodał jeszcze, po czym spojrzał na dłonie dziewczyny. Jak na jego gust to całkiem dobrze poszło jej to malowanie paznokci. I tak, jak na dziewczynę, która całe dnie spędzała z nimi w warsztacie, potrafiła być od czasu do czasu kobieca.
    - Może i jestem specjalistą w innych kwestiach, np. w składaniu motocykli. - Odpowiedział jej ze śmiechem, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie o tym Veikka mówiła.
    Dla nich akurat te specjalizacje nie były pisane. Oni mieli się przyjaźnić. Tak było lepiej. Mniej niebezpiecznie, chociaż Hugo aż się palił, by przysunąć się bliżej niej. Zamiast tego zarzucił na oparcie fotela swoją rękę, dzięki czemu jego palce lekko muskały włosy Veikki.

    OdpowiedzUsuń
  37. - Być może nikt im życia nie układał.- Odpowiedział jej w tym samym tonie. - Z resztą, niedługo zobaczysz jacy oni są. Za jakieś dziesięć minut powinniśmy być na miejscu. - Dodał jeszcze, spoglądając przez okno i rozpoznając dawne okolice i domy innych znajomych. Zdecydowanie wjeżdżali na inne tereny miasta. Stały tutaj domy, wielkie jak klocki, a jeden był wymyślniejszy od drugiego, jakby ich właściciele chcieli się popisać przed swoimi sąsiadami.
    - Ty i tatuaż? Proszę cię. - Zaczął się śmiać. Hugo jakoś nie wyobrażał sobie Veikki z jakąkolwiek dziarą na swoim ciele. - Ha, ha. Bardzo zabawne. To po co Mads się bierze za naprawę motocykli skoro się na tym nie zna? - Zapytał, również się śmiejąc. Wiedział, że to żarty. - Jak dobrze, że mamy ciebie, bo inaczej nici z tego warsztatu by było. Powinniśmy po stopach cię całować. - Dodał jeszcze. - Tak, wiem, że jest mecz. Może do tego czasu zdążymy wrócić. - Zastanowił się przez chwilę.
    W końcu, kierowca skręcił na żwirowany podjazd i zatrzymał się przed piętrowym białym budynkiem, miejscem gdzie Carllson spędził całe swoje dzieciństwo.
    - To co, gotowa zacząć przedstawienie? - Zapytał z lekkim uśmiechem, ale chyba było po nim widać, że się stresuje.
    Otworzył drzwi, wysiadł z samochodu i podał Veice rękę by pomóc jej wysiąść.
    - Hugo! - Dało się słyszeć od progu, kiedy zmierzali w stronę wejścia. Na ganku stała jego siostra, która machała do nich ręką jak szalona. W końcu, chyba z ekscytacji zbiegła do nich i wyściskała brata.
    - Dobrze cię widzieć. - Powiedziała, patrząc krytycznie na jego tatuaże i przenosząc wzrok na stojącą obok Hugona Veikkę. - A to kto? - Zapytała.
    - To jest Veikka. Moja przyjaciółka. - Odpowiedział z uśmiechem, patrząc na obie dziewczyny.
    - Chodźcie do środka. - Amber złapała Carllsona za rękę i pociągnęła za sobą, a on nie wiedząc co zrobić, chwycił za rękę Veikkę. Jakoś trochę pewniej się wtedy czuł.

    OdpowiedzUsuń
  38. - Masz rację, poniekąd Maia była wszystkiemu winna. Mads strasznie się przy niej nakrecał i nie był sobą. - Odpowiedział Veice z uśmiechem. - Ż jednej strony, dobrze że się rozstali, bo jej głupota zniszczyła by twojego brata. Powiem ci nawet więcej. Ona była glupsza chyba od wszystkich razem wziętych lasek, z którymi do tej pory się spotykałem. - Dodał jeszcze z przekonaniem, jakby jednocześnie przyznawał się Bruce z jakim typem kobiet spotykał się do tej pory. No cóż, nie był z tego dumny, a już na pewno nie zabrałby żadnej z nich na obiad u rodziców.
    Amber, kiedy ich witala była jakaś przesadnie miła, co Hugonowi nie bardzo się podobało. Gdyby mógł zaraz by stąd zwiał, zabierając ze sobą przyjaciółkę. Jednakże skoro już tu byli mogli chociaż dobrze zabawić.
    Carllson widział, że Veikka ma problem z butami, więc zwolnił maksymalnie i mocniej chwycił ją za rękę. Pozwolił jej na to, by całym ciężarem swojego ciała wsparła się na nim kiedy szli tą żwirowaną alejką.
    - Masz to jak w banku - wyszeptał do niej, posyłając jej swój łobuzerski uśmiech.- Czego to się nie robi by ładnie wyglądać.- Dodał jeszcze, śmiejąc się cicho.
    Głos jednak utknął mu w gardle kiedy weszli do wielkiego holu, a przy schodach prowadzących na górę dostrzegł rodziców. Hugo wziął głęboki oddech, scisnal mocniej dłoń Veikki i podszedł z nią do matki i ojca. Oboje patrzyli na niego krytycznym wzrokiem.
    - Miło cię widzieć mamo. - Odezwał się do mamy, która patrzyła na niego krytycznym wzrokiem, ale pozwoliła pocałować się w policzek. - Ojcze! - Skinął mu głową na powitanie i uscisną jego dłoń. Widział spojrzenia rodziców rzucane na jego ręce. Tak, te tatuaże na pewno ich obrzydzały.
    - A to kto? - Zapytała matka wskazując na Veikke, którą Hugo nadal trzymał za rękę.
    - To jest Veikka. Moja przyjaciółka. - Przedstawił rudowłosą rodzicom z szerokim uśmiechem na ustach. Tylko ona sprawiała, że stał jeszcze przed surowym obliczem matki i ojca, a nie zwiał gdzie pieprz rośnie.

    OdpowiedzUsuń
  39. Czasami w życiu każdego mężczyzny przychodził taki moment, że nie patrzył on na inteligencję kobiety, a na to jak wyglądała. Może to był jakiś etap przejściowy, na wyższy level czy coś.
    Hugona dotykało o do ej pory cały czas, u Madsa zaś nie było aż tak źle. Carllsonowi en etap powoli przechodził, chyba po trochu za sprawą Veikki, ale o tym będzie myślał kiedy indziej.
    O obiedzie u rodziców chłopak powiedział tylko Veice. Jakoś nie widziało mu się rozmawiać na ten temat z przyjacielem, bo rudy się do tego nie nadawał. Powiedziałby, że za bardzo się przejmuje, że ma być mężczyzną i tyle. Z kolei Veikka była inna, doskonale go rozumiała. Widziała, że strasznie się tym wszystkim przejmował, a poza tym ona wszystko zawsze rozumiała lepiej.
    Z Madsem, Hugo mógł porozmawiać o dziewczynach czy samochodach, z Veikką na poważniejsze tematy. Nie bez przyczyny znała go tak doskonale, wiedziała jak go okiełznać i opanować. I za to był jej wdzięczny.
    Kiedy poczuł, że dziewczyna wplotła palce w jego własne, uśmiechnął się lekko. Miał ją po swojej stronie. Jedyną osobę w tym domu. Hugo spojrzał na stojącą obok niego dziewczynę. Poświęciła się dla niego, więc będzie musiał jej się za to jakoś odwdzięczyć.
    - Pracujecie razem? - Zapytała matka chłopaka z powątpiewaniem patrząc na dziewczynę.
    - Tak, pracujemy w naszym warsztacie samochodowym. - Odpowiedział z szerokim uśmiechem.
    Zanim jednak ktokolwiek zdołał jeszcze coś na ten temat powiedzieć, pojawiła się służąca informując, że obiad gotowy.Cała rodzina ruszyła więc do jadalni, gdzie zajęto miejsca. Hugo zadbał o to, by Veikka siedziała obok niego i nawet odsunął jej krzesło.
    - Więc Veikko - odezwał się do niej po jakimś czasie ojciec. - Studiujesz? Robisz coś konstruktywnego ze swoim życiem? - Zapytał znienacka. W tym pytaniu dało się wyczuć podtekst. Mężczyzna chciał zapewne sprawdzić, czy dziewczyna jest choć odrobinę lepsza od jego syna.

    OdpowiedzUsuń
  40. Hugo nigdy nie przepadał za wykwintnymi obiadkami podawanymi w rodzinnym domu. Zawsze ciągnęły się w nieskończoność, podawano na nich coś, czego on nie lubił i był zmuszany do jedzenia.
    Z koeli Veikka nawet z paczuszki zamrożonych steaków potrafiła robić takie cuda, że na myśl o nich, chłopak aż uśmiechnął się pod nosem.
    Wiedział, że tak będzie. Wiedział, że ojciec nie da im spokojnie skończyć pierwszego dania i już zaczął swoje przesłuchanie.
    Hugo był dumny z Veikki, że tak zgrabnie odpowiedziała na pytanie ojca.
    Był też zadowolony, bo chyba po raz pierwszy słyszał, jak chwaliła jego pracę. Ciekawe tylko, czy mówiła to szczerze.
    - Hm. - tylko tyle ojciec Hugona potrafił powiedzieć. Zaskoczyła go. - Dziwne tylko, że mój syn wziął się za jakąś pracę i znalazł sobie normalną dziewczynę.
    - Ona nie jest moją dziewczyną. Mówiłem, że to moja przyjaciółka. - Odpowiedział, patrząc na ojca z niechęcią, zaciskając zęby ze złości. Dłoń , którą miał schowaną pod stołem zacisnął z całej siły na swoim udzie, żeby jakoś się uspokoić.
    - I te tatuże... - Tym razem wtrąciła się matka.
    - Hugo, nie uwierzysz. - W końcu odezwała się Amber. - Thomas wreszcie mi się oświadczył. Bierzemy ślub . - Dodała z szerokim uśmiechem na ustach, pokazując bratu przez stół swój pierścionek zaręczynowy z wielkim diamentem.
    - Gratuluję. - Odpowiedział, robiąc jak najbardziej przekonującą minę i wrócił do zupy.
    Teraz zdał sobie sprawę z tego, że złym pomysłem było pojawianie się w domu. Mógł posłuchać Veikki i nigdzie nie iść.

    OdpowiedzUsuń
  41. Hugo był wdzięczny Veice za to, co robiła. Będzie musiał się jej naprawdę odwdzięczyć za to, co teraz powiedziała. Cieszył się, że jednak z nim przyszła, że pomagała mu w tym dość trudnym momencie i powiedziała o nim co powiedziała.
    Koloryzowała trochę, ale tylko po to, żeby ratować mu tyłek. Był jej dozgonnie wdzięczny i chyba tylko dzięki niej w jakiś sposób mógł tutaj siedzieć z rodzicami i słuchać tego, co mają mu do powiedzenia.
    Kiedy powiedziała o jego tatuażach niemal zakrztusił się sokiem, który właśnie pił. Aż nie mógł uwierzyć, że ruda palnęła coś takiego przy stole.
    - Widzisz mamo, są kobiety, którym podobają się moje tatuaże. - Odparował matce, czując napływ nowych sił, dzięki którym też mógł w jakiś sposób walczyć z rodzicami i ich potępieńczymi minami.
    - Pewnie, kupię ci nawet takie dwa. - Odpowiedział jej również z szerokim uśmiechem na ustach. Czuł się teraz dobrze, dzięki niej.
    Wiedział, że Veikka zawsze przy nim będzie.
    - Ślub odbędzie się w grudniu, zawsze chciałam mieć zimowe wesele. - Amber z uśmiechem odpowiedziała dziewczynie. - Oczywiście oboje jesteście zaproszeni. Tworzycie taką ładną parę. Liczę na to, że na waszym ślubie też będę mogła się pojawić. - Zakończyła jeszcze swoją wypowiedź, wprawiając Hugona w jeszcze większe zakłopotanie.
    - Amber my się tylko przyjaźnimy, poważnie. - Odpowiedział siostrze zrezygnowanym tonem.
    - Jasne. Tak możesz mówić komu innemu, widzę jak na nią patrzysz. - Odparowała z uśmiechem.
    Jego cała rodzina chyba faktycznie myślała, że on i Veikka są razem. Nie wiedział co odpowiedzieć, więc nic nie mówił. Nie miał zamiaru komentować tego w żaden sposób. Niech sobie myślą co chcą.

    OdpowiedzUsuń
  42. [tak tylko uprzedzę, że mogę odpisywać dziś trochę wolniej, bo do 22 jestem w pracy niestety]

    Hugo spojrzał na Veikke. Dziewczyna chyba się świetnie bawiła, zartując i rozpływając się nad ślubem Amber.
    On sam na chwilę wyłączył się z rozmowy, bo zaczął się zastanawiać, czy faktycznie tak bardzo widać to, że Veikka mu się podoba, że patrzy na nią jakoś zupełnie inaczej.
    - Łazienka jest zaraz za tymi drzwiami, korytarzem prosto, pierwsze drzwi na lewo. - Poinformowała dziewczynę Amber, zanim sam Carllson zdążył się odezwać.
    Kiedy tylko za rudowłosa zamknęły się drzwi, matka z ojcem porzucili swoje sztuczne uśmiechy.
    - Czy ty naprawdę nie możesz zająć się czymś bardziej konstruktywnym niż jakiś warsztat samochodowy? To nie jest odpowiednia kariera dla mojego syna. Chociaż dziewczyna ci się udała, ale i tak te jej niektóre słowa przy stole są dość... Szokujące. - Ojciec jakby tylko czekał na to, żeby wszystko skomentować.
    - Tato daj spokój, to jest jego sprawa i jego życie. Słyszałeś przecież, że to bardzo dochodowa praca, mają wielu klientów, a Veikka jest naprawdę bardzo fajna. Pasujecie do siebie. - To była dla Hugona nowość, by jego własna siostra zaczęła go bronić. - Jest miła, inteligentna i mam wrażenie, że ma na niego dobry wpływ. - Dodała jeszcze.
    - Tak jest cudowna - Hugo odezwał się do siostry, mając nadzieję, że Veikka nie podsłuchuje za drzwiami tej rozmowy. - Nie jest moja dziewczyną, przyjaźnimy się tylko, ale chyba to mi przestaje wystarczyć. - Dodał jeszcze, patrząc na swoje dłonie.
    - To jej to powiedz.
    - Nie mogę. Ona się spotyka już z kimś innym.- zdziwił się smutkiem w swoim głosie.
    Hugo nic więcej już nie powiedział. Nie chcialcpokazac, że za bardzo zaczęło mu zależeć na Veice, a bał się że Amber może zaraz jej wszystko wygadać, kiedy tylko rudowłosa wróci do jadalni.

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Czemu miałabym nie pisać? Wciągnął mnie ten wątek i już tu się zastanawiam w jaki sposób jeszcze bardziej skomplikowac Hugonowi życie :)
    Ja dziś na 14 godzin jestem w pracy, jeszcze tylko 7 przede mną, ale jutro na szczęście popołudniowa zmiana.
    Ps. Powiem Ci w tajemnicy, że akurat ten wątek faworyzuje:)]

    OdpowiedzUsuń
  44. I całe szczęście, że Veikka nie słyszała drugiej części rozmowy. Hugo chyba zapadlby się pod ziemię, gdyby dowiedziała się, że on coś do niej ma ponad ich przyjaźń. Nie mogli ze sobą być. To było wręcz nierealne. Mass by ich zabił, a sama dziewczyna pewnie by cierpiała przez ekscesy Hugona.
    Dobrze było, jak było. Dlatego chłopak nie miał zamiaru niczego jej na ten temat mówić. Tak było lepiej.
    Kiedy Veikka wróciła do jadalni, mężczyzna od razu rozpromienil się na jej widok. Wszystko znów wróciło do normy, ale sam też był zaskoczony tym, że Amber się za nim wstawila. Może jednak nie wszystko było jeszcze stracone.
    - Jeśli chcesz to po obiedzie mogę pokazać ci dom w towarzystwie Amber, jeśli rodzice nie mają nic przeciwko. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem na ustach. - A właśnie, gdzie jest Byron?- Zwrócił się do siostry.
    - Miał się chwilę spóźnic, ale zaraz powinien tu być. Pytał o ciebie.- Odpowiedziała mu z uśmiechem.
    I jakby na zawołanie do pomieszczenia weszła starsza wersja Hugona, tyle że bez tatuaży.
    - Braciszku!- wyjrzyknal ignorując wszystkich innych i podchodząc do młodszego Carllsona, by go uściskać. - Miło cię widzieć. Zbyt wiele czasu minęło, zbyt wiele. A to pewnie jest twoja dziewczyna?- Zapytał, patrząc na Veikke, po czym bez ostrzeżenia również ja wyściskał.
    - To jest Veikka. - Hugo przedstawił dziewczynę,darując już sobie gadke o tym, że jest jego przyjaciółką. Byron, tak jak reszta na pewno by mu nie uwierzył.

    OdpowiedzUsuń
  45. [ wybacz, że tak późno, ale dopiero co do domu wróciłam.
    Nie martw się, ja Ci nie ucieknę. :)
    U mnie tak jest, że robisz jednego dnia 14 godzin, a potem trzy dni po siedem albo na rano, albo na popołudnie. To infolinia, więc zasady są trochę dziwne. :)]

    Bo wszyscy się od niego odwrócili. Byron z Amber również, jednak Hugo czuł, że to mogła być sprawka rodziców. Matka i ojciec mieli niezwykły dar przekonywania, jeśli chodziło o coś, czego ich dzieci robić nie powinny. Zazwyczaj rodzeństwo chłopaka się do tego stosowało, a on nie. To dlatego zawsze był uważany za czarną owcę i miał ogromny żal do brata i siostry, że ci w ogóle się do niego nie odezwali przez te kilka ostatnich lat. Byli przecież dorośli, więc powinni się umieć postawić rodzicom.
    Być może Byron i Amber, z obawy przed tym, że mogą zostać odcięci od swoich pieniędzy i funduszy powierniczych olali brata i nawet nie próbowali się do niego odezwać.
    To chyba go najbardziej bolało. Jednak teraz, kiedy cała trójka znów była w komplecie, Hugo zauważył, że chyba nic się między nimi nie zmieniło. Ta ich specyficzna więź została zachowana.
    - Cała przyjemność po mojej stronie. - Odpowiedział Veice z lekkim uśmiechem na ustach. Z nią nigdy nie mógł się nudzić. Musiał przyznać, że świetnie się bawił, a i chyba jego towarzyszka nie mogła narzekać na brak atrakcji.
    Byron usiadł obok młodszego brata i z podziwem patrzył na tatuaże brata.
    - Stary, też bym sobie coś wymalował, ale kurde wywaliliby mnie za to z pracy. - Odezwał się do Hugona ze smutkiem. - Opowiadaj co u ciebie? - Dodał jeszcze, pałaszując szybko zupę, żeby zaraz zabrać się do drugiego dania.
    - Prowadzimy z Veikką i jej bratem własnym warsztat samochodowy. Całkiem dochodowy interes. - Odpowiedział z uśmiechem.
    - To znasz się na tych wszystkich sprzęgłach, świecach i tak dalej? - Zapytał Byron, a kiedy Hugo przytaknął dodał - Super! Coś mi wysiadło w samochodzie, a nie wiem jak to naprawić. Zerkniesz na to? Po obiedzie możemy jeszcze skoczyć pograć na konsoli, albo obejrzeć meczyk, a dziewczyny mogą pogadać w tym czasie o babskich sprawach. Mamy męską rozmowę do przeprowadzenia. - Dodał na koniec zabawnie ruszając brwiami.

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Nigdzie się nie wybieram, to mogę Ci zagwarantować :)
    Nie, no 14 godzin siedzę, czasami stoję, bo mój stary kręgosłup mi wysiada po takiej ilości godzin. Rzuciłabym w diabły tą pracę, ale nigdzie mi tyle nie zapłacą co tam, a organizacja ślubu i wesela jest tak kosztowna, że trzeba zapieprzać. :D]


    Hugo też zauważył minę matki. Ojciec zresztą też wyglądał tak, jakby piorun go trzasnął na miejscu. Oboje chyba żałowali, że zgodzili się, by Hugon pojawił się w ich domu. Chyba już zapomnieli jaki wpływ ich drugi syn miał na resztę rodzeństwa.
    Jak na dłoni było widać, że Byron i Amber cieszą się z tej wizyty i być może od tej pory będą już w jakiś sposób kontaktować się z Carllsonem mimo zastrzeżeń rodziców. Chłopak na pewno by nie chciał, żeby stracili swoje pieniądze, które zapewniali im rodzice. Tego nigdy by ich nie pozbawił. Nie chciał im niszczyć życia, tym bardziej, że Amber miała ślub w drodze, a Byron piął się w górę w kancelarii prawniczej.
    - Widzisz Byron - Hugo zwrócił się do brata. - Veikka do babskich spraw ma dość ciekawe podejście. - Mrugnął do przyjaciółki, spoglądając na nią. - Gdybyś zobaczył jak ona majstruje przy samochodach, szczęka by Ci opadała. To samo tyczy się gdy na konsoli. Wiecznie mnie ogrywa. - Z tym ostatnim to już koloryzował, ale nie chciał zmuszać dziewczyny do odgrywania damy dłużej, niż to było konieczne. Nie chciał żeby się męczyła, a już i tak wiele dla niego tego popołudnia zrobiła.

    OdpowiedzUsuń
  47. [ u mnie w życiu nie dałoby się tego zrobić po kryjomu. Poza tym to małe wesele, a ja muszę się ostatni raz pobawić. ]

    Hugo może nie do końca przemyślał to, co powiedział, ale to była szczera prawda. Veikka tak bardzo różniła się od dziewczyn, z którymi do tej pory się spotykał. Dopiero teraz zaczęło chyba do niego docierać jak bardzo jest wartościowa. Nigdy jej pewnie tego nie powie, ale ważne, że on to wiedział.
    - Ja też podziękuję za deser. - Odezwał się po chwili. Nie miał ochoty na jedzenie, nie miał ochoty spoglądać na matkę i ojca, którzy coraz bardziej chyba byli wkurzeni cała sytuacją i tym, jak rodzeństwo Hugona zareagowało na powrót brata.
    - Veikko, chcesz zobaczyć ogród? - Zapytał znienacka. Musiał się wyrwać choć na chwilę z tego pomieszczenia, zapalić i odetchnąć. Musiał odpocząć od spojrzeń rodziców i zapytać rudowłosą, jak się bawi, czy nie chce już może wracać do domu. Nie chciał jej męczyć bardziej, niż to było konieczne i ewentualnie przeprosić za zachowanie rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  48. [ Nie no śmieje się. U nas ślub niczego nie zmienia, poza tym, że będziemy mieli to samo nazwisko. ;)]

    - Oco, jeśli chcesz pokaże ci też dom. - Odpowiedział jej z uśmiechem. - Tylko może najpierw chodźmy do ogrodu, muszę się przewietrzyć. - Dodał jeszcze, wiedząc że Veikka zrozumie, że pod hasłem świeżego powietrza ukrywa się szybki papieros i odcięcie się choć na chwilę od potępieńczego wzroku matki i ojca.
    Hugo wstał więc od stołu i poczekał na Veikke.
    - Hugo, pokaż jej nasz domek na drzewie. - Odezwał się Byron, kiedy oboje wychodzili z jadalni.
    Kiedy tylko zamknęły się za nimi drzwi chłopak odetchnął z ulgą i spojrzał na Veikkę. Nic na razie nie mówił, chciał żeby znaleźli się poza zasięgiem słuchu i wzroku dosłownie wszystkich osób, przebywających w domu.
    Gdy tylko wyszedł na zewnątrz odetchnął głęboko i wyciągnął papierosy. Odpalił jednego, zaciągnął się głęboko i spojrzał na Veikke.
    - Dziękuję, że tu ze mną przyszłaś. Naprawdę. - Powiedział z lekkim uśmiechem na ustach. - Nie wiem, jak ci się odwdzięczę. - Dodał jeszcze, po czym powoli zaczął schodzić po schodach.

    OdpowiedzUsuń
  49. [ Moje też jest ładne, ale bardzo trudne. Klienci mają problem z jego zapisywanie haha]

    Oczywiście, pokazać jej swój dom też miał zamiar, ale na razie chciał się przewietrzyć. Odpocząć od tej przesyconej sztywnością atmosfery rodzinnego domu. Wiedział, że tak będzie, ale mimo to i tak tutaj przyszedł. Sam nie wiedział dlaczego.
    Poza tym, chciał pobyć chwile sam z Veikką. Z jedyną normalną osobą, które tak wiele dla niego poświęciła i nawet udawała damę.
    - Nie marudź. - Skomentował jej tekst o dmuchaniu w nią dymem z papierosa. - Nieźle ci szło, udawanie grzecznej panienki, ale szczerze mówiąc, wolę cie w wersji standardowej, ubabranej smarem, z niedbałym kokiem na głowie i w za dużej koszuli. - Dodał po chwili. - Chociaż ta sukienka jest cholernie seksowna. - Dopowiedział jeszcze, zanim zdążył się ugryźć w język.
    Szli powoli przez rozległy ogród do miejsca, gdzie na drzewie nadal stał ich mały domek.
    - Chcesz wejść do środka? - Zapytał z powątpieniem patrząc na jej przykrótką sukienkę.
    Jednak nie poczekał na odpowiedź i od razu zaczął wchodzić po małej drabinie na samą górę. Kiedy był już na samym szczycie rozejrzał się dookoła i tak jak we wczesnym dzieciństwie poczuł się wolny. Z dala od rodziców, z dala od swoich problemów. Znów był w swoim małym królestwie.

    OdpowiedzUsuń
  50. - Słoneczko, na coś trzeba umrzeć, więc wiesz. - Odpowiedział jej, posyłając jej jednocześnie swój firmowy uśmiech numer cztery. - Poza tym, chyba nie chcesz, żeby mnie zamknęli ci od obrony praw zwierząt za znęcanie się nad zwierzętami? - dodał jeszcze z szerokim uśmiechem.
    Nie skomentował już nic więcej. Skoro mu nie wierzyła i nie dostrzegła tak istotnej zmiany w jej zachowaniu to jej sprawa. On mówił szczerze, rzadko kłamał, ale Veikka chyba nie chciała widzieć tego, co dla Amber stało się oczywiste po kilku minutach obserwowania swojego brata.
    Hugo miał sporo do przemyślenia, więc nie zamierzał niczego jeszcze mówić, ani niczego nie komentować. Jeśli kiedykolwiek zdobędzie się na to, by powiedzieć prawdę, to będzie to niebywale święto. Oby tylko nie było wtedy za późno i oby Veikka nie związała się wtedy na stałe z jakimś idiotą pokroju George 'a.
    - Chodź na tarasik widokowy. - Powiedział, kiedy ruda dotarła już na górę. Miał dość schylania się, a po drugiej stronie była fajna kładka bez żadnego daszkiem, gdzie chłopak mógł stać prosto. Było tam na tyle mało miejsca, że Hugo musiał stanąć za Veikką, żeby oboje się zmieścili.
    - Za brak domu na drzewie wiń Madsa, a nie mnie. - Odpowiedział jej z uśmiechem.
    Stała na tyle blisko niego, że czuł zapach jej perfum wymierzonych z szamponem do włosów. Miał ochotę ją pocałować, ale nie chciał prowokować kłótni, a poza tym przysągł sobie, że więcej tego nie zrobi, chyba że Veikka sama to zainicjuje albo go o to poprosi.
    Hugo wyrzucił niedopalek papierosa na ziemię i wziął sobie z kieszeni gumę do żucia, bo zaraz dziewczyna gotowa by była marudzić, że śmierdzi mu z ust. Oparł lewą dłoń o balustrade i spojrzał przed siebie.
    - Kiedy byłem dzieciakiem uwielbiałem to miejsce. Często się tu chowałem, a nawet spałem, kiedy matka z ojcem nie dawali mi żyć. - Odezwał się po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  51. Eh, Veikka potrafiła być naprawdę bardzo niedomyślna. Chociaż, z drugiej strony Hugo nie powinien jej za to winić. Przecież przez ostatnie kilka lat słyszała od niego tylko jakieś ironiczne odzywki, a nie coś szczerego, więc każde jego prawdziwe słowo teraz musiała uważać za kompletną złośliwość. Sporo czasu zajmie mu przekonanie jej, że jest zupełnie inaczej.
    - Saha kilka minut temu dostałaś próbkę tego, jacy oni są. Tak było zawsze od kiedy tylko okazało się, że nie jestem tak inteligentny jak starszy brat czy uroczy jak młodsza siostra. - Odpowiedział jej bez cienia uśmiechu. - Nigdy nie usłyszałem od nich słowa pochwały, zawsze tylko pretensje i okazywanie tego jak bardzo nieudanym dzieckiem jestem. Nie wpasowałem się w schemat rodziny, nigdy nawet tego nie chciałem, a oni pozbył się mnie przy najbliższej sposobności. - Dodał jeszcze, zwieszając głowę.
    Hugo nie sądził, nie nadal jeszcze czuję żal z tego powodu, ale nie chciał go okazywać nie przy Veice. Nie chciał być uznany za słabeusza.
    -Z Madsem znamy się od jakichś pięciu lat. Byliśmy razem na kursie dla mechaników i jakoś tak wyszło, że się zaprzyjaźnilismy. -Zmienił po chwili temat. Nie chciał za bardzo rozmawiać o rodzicach i o wspomnieniach jakże cudownego dzieciństwa. Wolał rozmawiać o czymś przyjemnym, albo w ogóle nie mówić.

    OdpowiedzUsuń
  52. [ dobra to załóżmy, że znają sienod dziecka;) ]

    OdpowiedzUsuń
  53. - Widziałaś jacy są moi rodzice. Aż tak ciężko sobie wyobrazić ten typ ludzi?- Zapytał. - Oni mieli idealne życie i takie życie powinny mieć ich dzieci. Ja do ich koncepcji nie pasuje. Miałem być lekarzem albo prawnikiem, a ja zostałem mechanikiem, przy okazji olewając studia. - Dodał jeszcze, ale nie mówmy już o tym, dobrze? - poprosił.
    Wiedział przecież, że nosiła długo pieluchy, bo Mads często mu o tym opowiadał żeby się trochę pośmiać. Ale tej drugiej historii nie słyszał. Zmarszczył brwi, jednak tego nie skomentował. Patrzył na Veikkę uważnie i bardzo chciał, żeby już tutaj zostali. Żeby nie musieć tam wracać. Trochę poważnie zrobiło się między nimi w tej chwili, więc dobrze, że dziewczyna rozladowała napięcie.
    - Na pewno jesteś ładniejsza niż Kate Winslet - powiedział z uśmiechem, ale zaraz zniknął on z jej twarzy. - Uważaj! - Krzyknął, wyciągając w jej stronę ręce i łapać ją w talii by przyciągnąć ją do siebie jak najbliżej, a jednocześnie odsunąć ją od krawędzi i barierki.

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie drążył tematu, bo wiedział, że jeśli kiedykolwiek będzie chciała mu opowiedzieć coś więcej to sama to zrobi. W odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Tak jak on. Oboje mieli ze sobą taką więź, że doskonale rozumieli, kiedy jedno nie chce już mówić na dany temat, a drugie po prostu więcej nie pytało. To było coś specyficznego, coś, czego Hugo nie doświadczył z nikim innym, tylko z nią.
    Tak, Hugo doskonale pamiętał jak razem z Madsem starali się nauczyć Veikkę samodzielnego korzystania z toalety, a później już było z górki.
    Poza tym, od zawsze była inteligenta i szybko się uczyła. To samo było, kiedy kazała pokazywać sobie jak się wymienia opony, naprawia silniki, czy wymienia olej w samochodzie.
    - Żarty żartami, ale tutaj jest wysoko i wystarczy jeden ruch żebyś spadła. - Odpowiedział jej. On się cieszył, że było tu tak ciasno, bo bez przeszkód mógł ją obejmować pod pretekstem pilnowania tego żeby nie spadła. Była blisko, a on tego chciał.
    - Nie, nigdy mi o tym nie mówi. - Odpowiedział jej z zaskoczoną miną. Tyle razy rozmawiał z Madsem na jejntemat a on nawet nie omieszkał powiedzieć mu, że Veikka nie jest jego siostra z krwi i kości.

    OdpowiedzUsuń
  55. - Jest na tyle wysoko, że mogłabyś sobie coś złamać. - Odpowiedział. Oczywiście, nigdy by do tego nie dopuścił, a już na pewno sam by za nią skoczył, żeby zamortyzować upadek. Super bohater się znalazł. - Opowiesz mi kiedyś, jeśli będziesz chciała. - Powiedział cicho, patrząc jej w oczy.
    Była blisko, zdecydowanie zbyt blisko niego. Walczył ze sobą by jej nie pocałować.Przysiągł to sobie i ciężko mu było dotrzymac obietnicy.
    Na szczęście Veikka wspomniała o Amber.Hugo nie chciał tam wracać, chciał zostać tutaj z Veikka, ale wiedział, że byłoby to i niestosowne i niebezpieczne. Wiedział, że jeśli spróbuję ja pocałować, jak nic da mu w twarz.
    - To co? Wracamy? - Zapytał, dając jej wolną rękę do podjęcia decyzji za nich oboje.

    OdpowiedzUsuń
  56. - Bez przesady - odpowiedział jej. - Lubiebtwoja paplanine. Chociaż faktycznie może czasami mówisz za dużo i czasami mówisz nieodpowiednie rzeczy w nieodpowiednim czasie. Tak jak z moimi seksownymi tatuażami. - Dodał jeszcze, uśmiechając się do Veikki lobuzersko.
    Hugo wiedział, że prędzej czy później będą musieli wrócić do jego rodziny, ale jemu było tu tak dobrze. Tam na dole znów będzie musiał patrzeć na matkę i ojca, chociaż z drugiej strony Byron chciał z nim rozmawiać.
    - Możesz iść grać ze mną i Byronem na konsoli jeśli chcesz, przecież nie musisz gadać z Amber. - Odpowiedział jej, po czym cofnął się do domu z zamiarem zejścia na ziemię. - Ale nie martw się niedługo wracamy do domu. - Dodał jeszcze, po czym poczekał aż Cebula pierwsza zejdzie na dół.

    OdpowiedzUsuń
  57. [haha wybacz, pisałam to z telefonu, a mój durny telefon z autokorekta przerobił Veikke na Cebulę :)]

    -Oj nie przesadzaj, skoro i tak myślą, że jesteśmy para to zawsze można coś podkoloryzować. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem. - A to o sukience było kompletnie szczere. - Dodał jeszcze.
    A co mu tam, do tego akurat mógł się spokojnie przyznać, przecież Veikka i tak od razu nie załapię, że jego komplementy są szczere.
    Kiedy znaleźli się już na dole Hugo grzecznie poczekał, aż dziewczyna zabierze swoje buty i razem podeszli do Amber.
    - Mama z tatą pojechali rozwozić zaproszenia.- Poinformowała ich. - Więc mamy cały dom dla siebie. Dla was też mam zaproszenie, ale potrzebuję nazwiska Veikki żeby było imieniem. - Dodała jeszcze. -Hugo, Byron na ciebie czeka, więc idź do niego, a my z Veikką zajmiemy się swoimi sprawami. Czuję, że się zaprzyjaźnić. - Zwróciła się już bezpośrednio do rudowłosej, a Hugo chcąc czy nie chcąc, wspiął się po schodach prowadzących do domu i poszedł do brata.

    OdpowiedzUsuń
  58. [ Mój telefon ma ekran prawie 6 cali, więc ciężko się na niem nie pisze, ale czasami autokorekta doprowadza do szału. :) A to jedyny sposób żeby odpisać w pracy na przerwie. ]

    Veikka była strasznie niedomyślna, co Hugona niezmiernie irytowało. Jednak z drugiej strony sam sobie na to zapracował. Tyle razy śmiał się z tego jak się stroiła albo malowała. Tyle razy się z niej nabijał, ironizował był wobec niej złośliwy. Więc nic dziwnego, że teraz dziewczyna bardzo sceptycznie podchodziła do każdego komentarza, który rzucił w jej stronę.
    Sam nie wiedział jak to naprawić nie wiedział, czy chce tą sytuację zmieniać. W końcu sam nawet ostatnio stwierdził, że i tak do siebie nie pasują i nie mogą ze sobą być. Tylko, że trochę zmienił zdanie na ten temat.
    - Podejrzewam, że rodzice chcieli się trochę uwolnić od Hugona. - Odpowiedziała Veice Amber z nieco niezadowoloną miną. - No bo gdyby nie patrzeć to ja go zaprosiłam i dopiero wczoraj im o tym powiedziałam. Hugo na pewno mówił ci jak to wszystko wyglądało, więc wiesz jak jest. - Dodała usprawiedliwiającym tonem. - Dobrze, że pojechali. Do ślubu zostało kilka miesięcy, a ja szczerze mówiąc nie znam połowy gości, bo rodzice moi i Thomasa naspraszali mnóstwo znajomych. - Odezwała się jeszcze.
    Kiedy Veikka szepnęła do niego, że to odkręci, spojrzał na nią i pokręcił głową. Jak mogła marnować kolejną szansę na to, by poszli gdzieś razem? Za karę powinien ją zostawić z Amber jak najdłużej.
    Jednak tego na pewno nie zrobi. Zanim zniknął za drzwiami, jeszcze raz spojrzał na przyjaciółkę, posyłając jej wzrok w stylu " Niedługo cię uratuję".
    Kiedy znalazł Byrona, obaj zasiedli do gry na konsoli, ale w międzyczasie oczywiście starszy braciszek musiał dokładnie wypytać młodszego o jego kobiety i Veikkę.
    - Poważnie nie jesteście razem? - Zapytał Hugona. - Przecież oboje gapicie się na siebie na jakbyście świata poza sobą nie widzieli.
    - Przyjaźnimy się tylko, tyle. - Odpowiedział mu. Nie chciał się za bardzo nad wszystkim rozwodzić i nie chciał, by Veikka cokolwiek podsłuchała, gdyby jakimś cudem była za drzwiami. - Nie preferuję tego typu kobiet. Zawsze wolałem inne, ale ostatnio coś się zmieniło. Tylko, że to i tak w naszych relacjach niczego nie zmieni. Veikka się z kimś spotyka, a wszelkie komplementy odbiera jako żart. Nie mogę jej nic powiedzieć, bo niestety, ale miała by ze mną zbyt ciężko. - Dodał.
    - Nie przesadzaj.
    - Nie przesadzam. Nie wiesz do końca jak się zachowuję. Zapytaj ją. Poda ci długą listę lasek, z którymi się spotykałem i spotykam. Nie chcę się z nikim wiązać. Nie jestem kimś dla niej odpowiednim. Koniec tematu.
    - Już ja to naprawię. Poczekaj braciszku. - W głosie Byrona była słychać rozbawienie, ale i determinację.
    Hugo miał tylko nadzieję, że kochany braciszek niczego Veice nie powie. Przecież to była męska rozmowa.
    Zamiast tego starszy brat wyciągnął telefon i napisał do Amber:

    "Hugo narozrabiał w związku z Veikką. Nic jej nie mów. Później Ci opowiem. Zrób wszystko, żeby przyszła z nim na wesele. Musimy jakoś mu pomóc w zamian za te wszystkie lata, kiedy go olaliśmy."

    OdpowiedzUsuń
  59. [ U mnie w pracy tak dobrze nie ma, bo wszystkie strony, które nie są związane , pracą są zablokowane, żeby nas nie rozpraszać, więc mam znikome pole manewru, aby odpisywać. :) Oj tam, od razu swatanie.]

    Hugo nie sądził, że przez te wszystkie żarty z wyglądu Veikki będzie miał później aż tak duży problem z przekonaniem jej o tym, że mówi szczerze. Było tak też pewnie dlatego, że nigdy nie sądził, że taka dziewczyna jak ona mogłaby mu się podobać. A wszystko przez ten cholerny pocałunek w jej pokoju. Wystarczyła chwila, żeby całkowicie zmienił swoje podejście i nastawienie do całego tematu i sam jeszcze do końca nie wiedział, co ma z tym wszystkim zrobić.
    Lubił Veikkę nawet bardzo, ale nie sądził by dobrym pomysłem było wiązanie się z nią.
    Po pierwsze z powodu Madsa, który chyba by go zabił.A po drugie z jego powodu. Carllson wątpił, że kiedykolwiek zmieni styl swojego życia i zwyczaje, a już szczególnie dla jakiejś dziewczyny i tym sposobem tylko by ranił Veikkę, a tego w gruncie rzeczy nie chciał.
    Niezły problem do rozwiązania sobie znalazł, nie ma co.
    Veikka swoje z Amber cierpieć musiała, a Hugo z kolei świetnie bawił się ze starszym bratem grając na konsoli i słuchając opowieści Byrona.
    Po jakimś czasie Carllson stwierdził jednak, że najwyższy czas uratować swoją towarzyszke z rąk młodszej siostry.
    Poszedł więc do pokoju Amber, zapukał i wszedł do środka.
    - Chcesz zobaczyć mój pokój? - Zapytał, zwracając się do rudowłosej. - O ile rodzice nie przerobili go na magazyn albo skladzik na miotły. - Dodał jeszcze.
    - Jest w nienaruszonym stanie. - Powiedziała mu Amber z dziwna mina na twarzy.- To idźcie, ja muszę porozmawiać z Byronem. - Dodała, niemal niegrzecznie wyrzucajac ich ze swojego pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  60. Hugona mało interesowała damska biżuteria, ale rozumiał doskonale, że Veikka jako chłopczyca cizko znosila rozmowy o biżuterii i strojach. Tym przede wszystkim różniła się od Amber.
    Zasmial się tylko, słysząc informacje o albumach ze zdjęciami.
    - A oglądaj sobie te zdjęcia jak chcesz. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem. - Ja nie mam nic do ukrycia, całkiem słodkim dzieckiem byłem. - Dodał jeszcze.
    Szli powoli przez długi korytarz aż dotarli do ostatnich drzwi po lewej stronie, na której nadal widniala drewniana tabliczka, którą przed laty zawiesił tam Hugo. Napis brzmiał: " Nieupoważnionym wstęp wzbroniony". Chłopak aż się zaśmiał, kiedy ja dostrzegł. Otworzył drzwi i puścił Veikke przodem.
    Nic tu się nie zmieniło. Carllson podejrzewał, że nikt tu nie wchodził i nie sprzatal od czasu, kiedy kilka lat temu Hugo go opuścił.
    Na wielkim łóżku leżała zakurzona kapa w samochody. Na nocnym stoliku stało mnóstwo zdjęć całej trójki Carllsonów z wakacji, różnych imprez i tego typu rzeczy. Na ścianach nadal wisiały plakaty z motocyklami i kobietami w bikini.
    Wszystko to wywoływało wspomnienia, na myśl o których na twarzy Hugona zagościł szeroki uśmiech.
    - Pokój jak pokój. - Odezwał się po chwili do Veikki i podchodząc do biurka, na którym nadal leżał zeszyt z jego rysunkami i zapiskami.

    OdpowiedzUsuń
  61. - Odezwała się ta, co teraz jest taka mega słodka. - Odgryzł jej się w ten sposób. A co, nawet jeśli to były żarty, to mogli sobie żartować w obie strony.
    No cóż, zdjęcia w negliżu też miał, a jakże, tyle że w albumie, o którego istnieniu rodzice nie mieli zielonego pojęcia. Amber, Byron i Hugo sami sobie strzelali takie focie, a potem za plecami rodziców wywoływali, żeby mieć za parę lat z czego się pośmiać.
    Carllson wątpił jednak, by Amber miała pokazać Veice akurat ten album. Był ściśle tajny i przeznaczony tylko dla oczu trójki rodzeństwa. A zdjęć było tam sporo. I nie tylko takich z okresu wczesnego dzieciństwa.
    Hugo, wolał przesiadywać u Madsa, żeby zbyt często nie widzieć się z rodzicami. Ileż to razy Byron albo Amber otwierali mu drzwi w środku nocy, kiedy wracał do domu. Tamte chwile już nie wrócą. Hugo nawet tego nie chciał.
    Zaśmiał się cicho, słysząc słowa dziewczyny.
    - Taak, podobno facet psychicznie rozwija się do trzeciego roku życia, później już tylko rośnie. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem, wracając do przeglądania zeszytu ze swoimi rysunkami. Były tam również zdjęcia z dziewczynami, obrazki samochodów, tatuaży, które chciałby mieć, a nawet gdzieś w połowie pusta paczka po prezerwatywie z jego pierwszego razu. Jak nic, musiał zabrać ten zeszyt do domu. Na pamiątkę i po to żeby pokazać Madsowi.

    OdpowiedzUsuń
  62. - Słodka to ty chyba jesteś, jak śpisz i jeść nie wołasz. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem.
    Skoro już tak sobie dogryzali, to czemu nie mieli by tak sobie jeszcze trochę podogryzać. Tym bardziej, że Hugo chciał stwarzać pozory. Nie chciał, by prawda wyszła na jaw. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
    - Rozwinąłem się w takich kwestiach, o których ty nie masz zielonego pojęcia. - Odpowiedział jej tajemniczo.
    Na pewno będzie wiedziała o co chodzi, powinna wyczuć ukrytą w tym zdaniu aluzję.
    Kiedy do niego podeszła, odruchowo zamknął zeszyt. Taka trochę prywatna rzecz to była.
    - To zeszyt z moimi zapiskami z kilku lat. - Odpowiedział jej. - Coś w rodzaju pamiętnika. Z resztą mało ważna rzecz. - Dodał jeszcze.
    Jej ostatnie zdanie, skwitował jedynie zmarszczonymi brwiami.
    - Okey, nie ma sprawy. - Odpowiedział. - Nie wiem co będzie jutro, czy za tydzień. A do ślubu jeszcze kilka miesięcy. Zobaczymy jak to będzie. - Dodał jeszcze z uśmiechem. - Jak będziesz miała ochotę to ze mną pójdziesz, jak nie to trudno. - Zakończył wypowiedź wzruszeniem ramion, chociaż doskonale zadawał sobie sprawę z tego, że chciałby z nią iść. I tylko z nią.

    [ Chyba powoli będziemy kończyć wizytę u rodzinki co? ]

    OdpowiedzUsuń
  63. [ Okey, to zakończ tamto najwyżej, a ja pomyślę, co można rozegrać dalej. :) Myślę, że może urodziny Hugona, bo mam nawet myśl co on zrobi, jak trochę popije. :D]

    OdpowiedzUsuń
  64. [ To możemy zacząć od Twojej myśli, bo ja nad moją muszę jeszcze pomyśleć chwilę. :)]

    - A ty wiecznie o jedzeniu. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem, rozglądając się jeszcze szybko po pokoju i zastanawiając się co jeszcze mógłby stąd zabrać za pamiątkę. - Możemy zaraz skombinować jakiś deser jeśli chcesz. - Dodał jeszcze.
    Od zawsze, Hugo zastanawiał się, gdzie Veikka mieściła te wszystkie porcje jedzenia, która wchłaniała w regularnych odstępach czasu. Była szczupła i nie widać było po niej, żeby jakikolwiek tłuszczyk jej się okładał. Przyjaciółka była jedyną osobą, którą znał, i która jadła na równi z nim i Madsem. Jego "dziewczyny" zajadały się tylko sałatą i inną zieleniną,byleby tylko być szczupłymi. Że też on musiał teraz widzieć takie drobnostki.
    - Z Agnes? - Powtórzył za Veikką. Nie bardzo pamiętał swoje małe kłamstewko z dnia poprzedniego. - Nie wiem. W sumie sporo czasu jeszcze zostało. - Poza tym, co z tego, że będzie się dobrze prezentowała, skoro nie będę się z nią dobrze bawił. - Dodał jeszcze. - Znam jeszcze inne dziewczyny, o wiele ładniejsze od niej, które potrafią czasami zrzucić naprawdę ciekawym tekstem przy stole, którego inna by nie wypowiedziała. - Dopowiedział jeszcze, pijąc tutaj do Veikki.
    Nie chciał iść z nikim innym, chciał iść z nią. Tylko z nią, tylko jak on miał jej to zakomunikować.
    - Amber pewnie zależy, ale matka z ojcem, jak i reszta gości dostaną chyba zawału jak się tam pojawię. - Odezwał się jeszcze po chwili. - To co chcesz ten deser? - Znienacka zmienił temat.

    OdpowiedzUsuń
  65. [ Oj tam.:) Chronologia chronologią, ale wiesz Hugo jeszcze tej rzeczy zrobić nie może, dlatego to za wcześnie. :) Następny będzie ten mój z urodzinami Carllsona. :)]

    OdpowiedzUsuń
  66. [ Oczywiście, że nie będzie miał tych kluczy, ale będzie musiała go ładnie poprosić, żeby u niego przenocować przez te trzy dni haha :D]

    Od ostatniego spotkania z Veikką u rodziny Hugona minęło już sporo czasu. Od tamtej pory, oboje niemal się nie widywali, ewentualnie mijali się gdzieś w biegu. Wyglądało to trochę tak, jakby oboje specjalnie się mijali.
    Carllson, musiał wybić sobie z głowy rudowłosą całkowicie. Pozbyć się tego nieznośnego uczucia, które gdzieś tam w nim kiełkowało, bo i kompletnie ono do niego nie pasował, to i dodatkowo on sam tego nie chciał.
    Nie mógł sobie pozwolić na żadne emocje względem Veikki, poza tym kompletnie do niczego by one nie doprowadziły.
    Dlatego też dla samego Hugona te kilka ostatnich dni było dość... intensywnych. Wyrywał laski na potęgę, zaprzątał sobie głowę tylko nimi, starając się nie myśleć o rudowłosej.
    Niestety, zawsze się gdzieś tam pojawiała. Hugo przyłapał się nawet na tym, że porównuje swoje "koleżanki" właśnie do niej. Było to irytujące, a zarazem mogłoby być w pewnym stopni rozczulające, gdyby nie fakt, że przecież chłopak nie chciał nic do niej czuć. Nie chciał, by mu się podobała. Nie chciał o niej myśleć, patrzeć na nią, przebywać w jej towarzystwie.
    Dlatego też, kiedy tylko nadarzała się okazja, uciekał z warsztatu pod pretekstem odbioru dodatkowych części. Zanim przychodził do ich domu, pytał Madsa czy jest w domu Veikka, albo po prostu zapraszał przyjaciela do siebie. Jednym słowem, unikał przyjaciółki. A ta przecież tak wiele dla niego zrobiła. Przede wszystkim, dzięki niej znów miał rodzeństwo.
    Od ich wizyty w rodzinnym Carllsona, Byron i Amber codziennie dzwonili do brata, rozmawiali z nim i spotykali się bardzo często.
    Tego dnia, chłopak cały dzień był w domu. Oczywiście, wiedział że Mads wyjeżdża na trzy dni, więc nie miał zamiaru przynajmniej dzisiaj iść do warsztatu. Chciał odpocząć, zrobić sobie jeden dzień wolnego, a przy okazji uniknąć spotkania z Veikką sam na sam, bo nie wiedział jak mogłoby się ono skończyć.
    Brał właśnie prysznic, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Żeby gość nie pomyślał, że nie ma go w domu, chłopak wyskoczył spod natrysku i okrył się ręcznikiem na biodrach. Ociekający wodą podszedł do drzwi. Gdyby użył wizjera, pewnie w ogóle by nie otworzył, a tak zaraz po otwarciu drzwi dostrzegł Veikkę.
    - Co ty tu robisz? - Zapytał, odgarniając z oczu mokre włosy i patrząc na nią uważnie.

    OdpowiedzUsuń
  67. [ Haha, jedna noc na ławce pod blokiem zmieni jej podejście. ]

    Hugo zgrzytał zębami ze złości na swoją głupotę. Mógł spojrzeć przez ten pieprzony wizjer i teraz siedziałby obie sam spokojnie w mieszkaniu, a nie stałby teraz przed Veikką w takim stroju. Po prostu chciał od niej odpocząć, przestać o niej myśleć, a w ogóle dobrze by było jakby zniknęła z jego życia.
    Nie chciał nic czuć. Nie chciał i nie mógł. A każda minuta spędzona w jej towarzystwie sprawiała, że to dziwne uczucie, które się w nim zrodziło, kiełkowało coraz bardziej.
    Stał i patrzył na nią, a sens wypowiedzianych przez nią słów ledwo do niego docierał. Podrapał się po głowie, zastanawiając przez chwilę.
    - Zaraz sprawdzę. - Powiedział, chociaż doskonale wiedział, że żadnych kluczy w jego domu nie ma. Chciał po prostu chociaż na chwilę ją opuścić. Pluł sobie w brodę, że się nie ubrał, że w ogóle otworzył te cholerne drzwi.
    Poudawał, więc przez chwilę, że grzebie w szufaldach w poszukiwaniu tych zapasowych kluczy, po czym odwrócił się i ponownie spojrzał na Veikkę.
    - Nie ma tu tych kluczy. - Powiedział jej. - Mads musiał je zabrać, kiedy był u ostatnim razem. - Dodał jeszcze, patrząc na nią uważnie.
    Nie chciał jej pytać gdzie ma swoje klucze i czemu nie zadzwoni do brata żeby jej te głupie klucze podwiózł. Przecież nie mógł być jeszcze aż tak daleko.

    OdpowiedzUsuń
  68. Nie wpuścił jej z oczywistego powodu. Może zachowywał się jak palant, którym z resztą był, ale nie dbał o to. Nie chciał, by u niego została. Postanowił coś sobie i miał zamiar dotrzymać słowa.
    Tylko, że kiedy teraz tak na nią patrzył, jego silna wola powoli go opuszczała. Stęsknił się za nią i to dość mocno. Był w naprawdę beznadziejnej sytuacji.
    Jej prośba wyraźnie zbiła go z tropu. Przecież powinna mieć swoją komórkę i z niej zadzwonić. Coś musiało się stać, ale że dziewczyna była typową Zosią Samosią to pewnie nie chciała mu nic powiedzieć.
    - Jasne. - Odpowiedział jej, przesuwając się w drzwiach, by wpuścić ją do środka. - Wejdź. - Dodał jeszcze, zamykając za nią drzwi kiedy tylko przekroczyła próg. - Telefon powinien być gdzieś w salonie na stoliku. Ja zaraz wracam. - Odezwał się jeszcze, po czym zniknął za drzwiami łazienki, żeby się przebrać, bo przecież nie będzie paradował po mieszkaniu niemal w negliżu, kiedy Veikka była tam razem z nim.
    Ciekawość go nieco zżerała, co też się stało, że pytała o klucze zapasowe i nie miała ze sobą telefonu. Czegoś tam się domyślał, powoli wszystkie elementy układanki składały się w jedną całość.
    Kiedy się ubrał, wrócił do salonu.
    - Chcesz coś do picia? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  69. Hugo nie skomentował ilości toreb z zakupami. Może Veikka przejęła odrobinę uwielbienia do mody od Amber. A poza tym, nie za bardzo go to interesowało. Mogła robić co chciała, nawet stroić się dla George'a.
    Jej zachowanie trochę go zdziwiło. Hugo nie bardzo wiedział, co się dzieje. Coś musiało się stać.
    - Poczekaj chwilę. - Poszedł za nią do przedpokoju, stając przy drzwiach wejściowych. Gdyby chciała wyjść, musiałaby go odepchnąć. - Co się dzieje? - Zapytał.
    Mimo wszystko był jej przyjacielem. Traktował ją kiedyś jak siostrę, a teraz kiedy Madsa nie było w mieście to na nim teoretycznie spoczywała odpowiedzialność nad tym, by się nią zaopiekować, ewentualnie upewnić się, że wszystko jest w porządku.
    Nie miał zamiaru wypuścić jej ze swojego mieszkania tak po prostu. Martwił się o nią, chociaż wolałby nie.
    - Co się dzieje? - Powtórzył pytanie.

    OdpowiedzUsuń
  70. Ostatnio bardzo dziwnie było między nimi. Ani się nie pokłócili, ani nic, a tu taka zmiana atmosfery między nimi. Hugonowi brakowało rozmów z Veikką, jej towarzystwa, uśmiechu, spojrzenia oczy. W życiu by się do tego nie przyznał, ale tak było.
    Niestety, sytuacja zmusiła go do zastosowania dość drastycznych środków zapomnienia, ale dziewczyna robiła to samo.
    Wcześniej, kiedy chłopak się do niej nie odzywał, albo po prost nie pojawiał się w warsztacie, Veikka wydzwaniała do niego, pytała co się dzieje, a przede wszystkim martwiła się o niego.
    Teraz było inaczej. Teraz pewnie zajmowała się swoim nowym chłopakiem, a o nim zapomniała. Jakieś dziwne uczucie, chyba zazdrości, zagościło w jego sercu, kiedy tylko pomyślał o tym kretynie George'u.
    Nie musiał się przejmować, ale się przejmował. Martwił się o nią, ale nie do końca miał odwagę, żeby poprosić ją by została u niego. Wiedział, że to mogłoby się źle skończyć, a poza tym, jego plan unikania jej i wyleczenia się z pewnych uczuć, wziąłby w łeb.
    Milczał trochę zbyt długo, ale musiał stoczyć ze sobą niezłą bitwę i wziąć się w garść, by zaproponować jej to, co jej zakomunikował.
    - Gdzie niby pójdziesz? - Zapytał. - Zostań tutaj. Ja się prześpię na kanapie, a jutro coś wymyślimy. - Dodał jeszcze.
    Wiedział, że mu odmówi. Liczył się z tym.

    OdpowiedzUsuń
  71. Tak, ta cisza, która teraz między nimi panowała nie należała do najprzyjemniejszych. Trochę się najwidoczniej zmieniło, ale oboje byli temu winni. Sami doprowadzili do takiej sytuacji, w której ze sobą nie rozmawiali, unikali siebie nawzajem i nie starali się wchodzić sobie w drogę.
    Tak naprawdę, Hugonowi brakowało Veikki. Tęsknił za ich rozmowami, za spotkaniami, za tym wzajemnym dogryzaniem, ale nie mógł dalej robić tego tymi dziwnymi myślami. Z tymi uczuciami, które się w nim kłębiły, a które były dla niego nowe i nie zrozumiałe.
    Musiał jednak schować swoją dumę do kieszeni, zostawić plany o zapomnieniu na później. I chociaż wiedział, że będzie żałował swojej propozycji, zrobił to, co zrobił.
    Nie miał zamiaru pozwolić Veice na to, by szwendała się po mieście zupełnie sama z tymi tobołami, albo żeby poszła do tego George'a.
    Zazdrość to takie dziwne uczucie. Hugo czuł je po raz pierwszy w życiu. I chociaż nie znał gościa to najchętniej połamałby mu ręce i nogi.
    - D motelu? Daj spokój. - Odpowiedział, patrząc na nią z niedowierzaniem. - A co złego jest w tej kanapie? - Zapytał. - Dam jakoś radę, mną się przejmować nie musisz. - Dodał jeszcze. Jakoś się te dwie noce przecież przemęczy na tym niewygodnym kawałku mebla, z którego na pewno będą wystawały mu nogi. Ewentualnie, zawsze mógł spać na podłodze. Jednak tego już jej mówić nie zamierzał.
    - Dlaczego mam na ciebie krzyczeć? - Zapytał zdziwiony.- Każdemu może się zdarzyć coś zgubić, a ja nie jestem Madsem, żeby ci prawić kazania. - Dodał jeszcze.
    Nie wiedział czy w końcu dziewczyna u niego zostaje czy nie. Widział doskonale, że się nad tym zastanawiała, ale nie miał zamiaru prosić jej dwa razy. Będzie chciała to zostanie, a jak nie to nie.

    OdpowiedzUsuń
  72. W sumie nie musiała mu o tym mówić, ale gdyby powiedziała, on na pewno odetchnąłby z ulgą. Przyjąłby to ze spokojem, ale gdzieś w duchu skakałby z radości, bo wiedziałby, że ona znów jest sama i żaden frajer jej nie dotyka.
    Zresztą, on też nie mógł jej dotykać, ale o tym kompletnie zapomniał. Chciałby na pewno, ale by nie mógł. Mads powyrywałby mu ręce i obił mordę, a Veikka pewnie zrobiłaby to samo. Dobitnie dała mu to do zrozumienia, kiedy krzyczała na niego po tym pocałunku.
    - Wcale nie jestem aż taki stary. - Odpowiedział jej z udawanym oburzeniem. - Wcale nie będę marudził, daj spokój. Chcę ci pomóc, jesteś moją przyjaciółką, więc nie widzę problemu w tym żebyś tu została. Poza tym, to są dwie noce. Dam radę. - Dodał jeszcze z lekkim uśmiechem, czując że udało mu się postawić na swoim. - Będzie dobrze. - Odruchowo podszedł do Veikki i mocno ją przytulił. - Zadzwoń do operatora żeby zablokował twój numer, a jutro postaramy się znaleźć te klucze i telefon. Dobrze? - Zaproponował z lekkim uśmiechem. - Nie, obiecuję, że będę się trzymał z daleka, ewentualnie będę spał z kotem na podłodze, jeśli nie chcesz spać ze mną w jednym łóżku. - Dodał jeszcze uśmiechając się do niej łobuzersko. - Tylko żebyśmy nie umarli dziś z głosu, muszę iść po zakupy. W lodówce mam tylko światło i ketchup. - Dopowiedział jeszcze na koniec.

    OdpowiedzUsuń
  73. Gdyby mógł, całował by ja cały czas i tylko ją. Dopiero niedawno to sobie uświadomił. Przede wszystkim po tym ich pierwszym niespodziewanym pocałunku. Od wtedy wszystko poprzewracało mu się w głowie. Żadna inna dziewczyna, z którą był do tej pory nie sprawiła, że myślał o niej tak, jak teraz myśli o Veice.
    Hugo sam tego nie rozumiał i wolał już raczej nie zbliżać się do rudowłosej, by nie wzbudzać w sobie pokusy kolejnego pocałunku. Chyba nie potrafiłby jej wtedy niczego racjonalnie wytłumaczyć. Poza tym, ona tego nie chciała i nie chciała jego, więc nie widział sensu w tym wszystkim.
    - Nie przesadzaj, dobrze. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem na ustach. - Mężczyźni podobno stają się coraz lepsi z wiekiem. - Dodał jeszcze. - A o dzieci to się nie martw. Chaplin miał 74 lata, kiedy na świat przyszło jego ostatnie dziecko. Bardziej obawiałbym się o ciebie. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem.
    Cieszył się, że jednak Veikka u niego zostanie, choć nie wiedział co może się przez te trzy dni wydarzyć. Hugo nie był w stanie stwierdzić, czy nie rzuci się na nią, czy nie będzie chciał jej pocałować, a to mogłoby się źle skończyć.
    - Zadzwoń ode mnie. - Odpowiedział logicznie, bo o to od samego początku mu chodziło. - Szczoteczki mam. W łazience pod umywalką, więc weź jedna z nich.- Dodał jeszcze. - No jak co to znaczy? To znaczy, że nie mam zamiaru tulic się do ciebie w nocy. - Wytłumaczył, mając nadzieję, że takie wyjaśnienia jej wystarczą. - I nawet gdybym nie obiecywał to i tak bym się do ciebie w nocy nie kleił, no bo przecież nie będziemy spać razem. - Podsumował.

    OdpowiedzUsuń
  74. - Słonko, nie ja mam w sobie zegar biologiczny, który tyka coraz głośniej, kiedy się zbliżam do trzydziestki. - Odpowiedział jej ze złośliwym uśmieszkiem. - Wiesz, chyba czas żebyś pomyślała o sobie, bo też już młodziutka nie jesteś. - Dodał jeszcze, poszerzając uśmieszki.
    Hugo zdawał sobie sprawę z tego, że będzie trudno. Veikka też nie zachowywała się do końca normalnie. Przecież ona również unikała Carllsona przez te ostatnie dni. Oj, chłopak czuł, że coś się przez te dwa dni może się wydarzyć. Nie wiedział tylko jeszcze co.
    Od razu też spełnił prośbę Veikki i zadzwonił, by zablokować jej numer, aby jakiś uczynny złodziej nie nabił jej potem rachunku.
    Kiedy skończył postał przez chwilę w salonie, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. W tak małym mieszkaniu wiecznie będą na siebie przez te dwa dni wpadać. W końcu poszedł do kuchni.
    - Może masz ochotę na jakiegoś drinka albo piwko? - Zapytał. - No wiesz, tak na poprawę humoru. - Dodał, spoglądając na dziewczynę i siadając naprzeciwko niej.

    OdpowiedzUsuń
  75. - Dobra, dobra. Tak tylko mówię. - Odpowiedział jej z uśmiechem. - A Amber? Amber jest niewiele starsza od ciebie. Po prostu znalazła odpowiedniego człowieka. Z Thomasem znają się od dzieciństwa. Najpierw byli przyjaciółmi, a po jakimś czasie sami doszli do wniosku, że powinni być razem, bo się kochają. - Dodał jeszcze.
    Miał ochotę dopowiedzieć " Tak jak ty i ja", ale oczywiście nie zrobił tego. Jak nic Veikka by go wyśmiała, stwierdziła, że majaczy albo coś sobie uroił.
    Tylko, że Hugo coraz bardziej zastanawiał się jakby to było mieć Veikkę tylko dla siebie. Być z kimś po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, a nie na niby. Tylko nie miał pojęcia, czy nadawał się do czegoś takiego. Nie miał porównania, bo nigdy z nikim nie był.
    Chłopak, wziął sobie jedną rurkę żeby się czymś zająć i nie patrzeć na Veikkę aż tak często, bo coś sobie jeszcze pomyśli.
    - Nie, czuj się jak u siebie. - Odpowiedział jej z uśmiechem. Okey, ale ja sobie wypiję, tylko najpierw zmienię ci pościel w sypialni i urządzę sobie jakieś legowisko na kanapie. - Dodał jeszcze, wychodząc z kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  76. Wcale nie musieli się tylko przyjaźnić. Hugo doskonale wiedział, że kiedyś będzie musiał powiedzieć Veice prawdę o swoich uczuciach, ale ona mu na pewno nie uwierzy. Będzie się śmiała, pewnie powie mu, że oszalał albo coś. Szkoda, że tak bardzo spalił za sobą mosty własnym zachowaniem. A poza tym, wątpił by dziewczyna kiedykolwiek mu zaufała, bo faktycznie pukanie i wyrywanie każdej laski w promieniu dziesięciu kilometrów nie przemawiała na jego korzyść.
    - Okey jak chcesz. - Odpowiedział, kierując się od razu w stronę salonu. - To zdecyduj co chcesz robić, a ja może zrobię jakąś herbatę, sobie wezmę piwko i coś na przegryzienie, co? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  77. Jeśli Veikka chciała unikać bliskości z Hugonem to będzie miała dość spory problem. Mieszkanie chłopaka było tak małe, że nawet jeśli oboje staraliby się unikać siebie nawzajem to i tak w pewnym momencie musieli by na siebie wpaść. Nie dało się tego uniknąć.
    - Haha, w boczki też mogło by ci pójść. - Odpowiedział jej złośliwie, ale oczywiście żartobliwie. Jemu akurat podobała się taka, jaka była. Co mu się w głowie poprzewracało, że zmienił zdanie na jej temat, tego chyba nikt nie wie.
    - Mogą być Simpsonowie. - Zgodził się, po czym wyciągnął sobie z lodówki czteropak ulubionego piwa i nasypał chipsów do miski,żeby mieć co sobie podgryzać przy oglądaniu telewizji.
    To jak będą spali było teraz najmniejszym problemem. Pytanie jak będą siedzieć obok siebie na tej zdezolowanej kanapie. Hugo po krótkiej chwili zastanowienia usiadł na meblu, robiąc dziewczynie miejsce obok siebie.

    OdpowiedzUsuń
  78. Zawsze mogło poprosić Hugona o jakąś koszulkę do spania, ale pewnie sam jej to zaproponuje kiedy będą szli spać. Nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek zachęcanie samego siebie do dobierania się do Veikki. Ba! On nawet nie mógł o tym myśleć, a gdyby zaczęła paradować po jego mieszkaniu w samej bieliźnie, to już wiadomo by było od razu, jakby to się skończyło. Dokładnie tak samo, jak kilka dni wcześniej.
    Hugo zaśmiał się tylko słysząc jej słowa, ale nie skomentował tego w żaden sposób. Rozmowy o cyckach już go trochę przerastały, szczególnie jeśli chodziło o te, należące do Veikki.
    - A jedz ile chcesz, ja ci liczyć nie będę. - Powiedział, uśmiechając się do niej szeroko, po czym chwycił pilota i włączył telewizor na kanale z kreskówkami. - Zawsze możesz potem to jakoś spalić. - Dodał jeszcze.
    Ależ sobie wieczór urządzili. Piwo, chipsy, słodkie rurki no i bajeczki dla dzieci. Jednak nie miał zamiaru narzekać. Wieczór spędzony z Veikką w zupełności mu wystarczał.

    OdpowiedzUsuń
  79. - Nie przesadzaj, dwa czy trzy chipsy nie sprawią, że przytyjesz do rozmiarów małego słonia. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem. - Oj tam, jest wiele odmian sportu, które na pewno nie sprawiłyby ci trudności. - Dodał jeszcze. Najwidoczniej dziewczyna nie złapała aluzji, którą jej rzucił. Ciekaw był czy już kiedyś z kimś się przespała, czy czekała na tego jednego jedynego. Cholernie zaczęło go to interesować, ale przecież o to jej nie zapyta, bo by go chyba zabiła.
    W chwili obecnej na wyobraźnię Hugona działało wszystko, co związane było z Veikką. Wystarczyło, że siedziała tak blisko niego i dotykała swoim ciałem jego ciała. Jakiś taki przyjemny prąd płynął przez jego ciało.
    Hugo zajął się puszką z piwem, byleby tylko mieć co robić z dłońmi. Miał przemożną ochotę pocałować dziewczynę zaraz w tym momencie. Oglądanie bajki nie sprawiało mu jakiejś większej przyjemności. Spojrzał na Veikkę, a widząc że odchyliła głowę do tyłu na oparcie, zrobił to samo.

    OdpowiedzUsuń
  80. - Daj spokój, dobrze wyglądasz. Co innego gdybyś wyglądała jak beczka, wtedy odradzałbym ci jedzenie takich ilości słodyczy. - Powiedział jej jeszcze dodatkowo. Dobrze, że się w końcu zobaczyli. Strasznie mu jej brakowało. Ich rozmów, docinek, tych małych złośliwości. - Haha od szachów się nie chudnie. - Dodał jeszcze, uśmiechając się jeszcze szczerzej.
    Hugo zgodnie z prośbą dziewczyny podał jej puszkę z piwem, przy czym ich dłonie się ze sobą zetknęły i chłopak znów poczuł ten przyjemny prąd.
    Carllson z zaskoczeniem obserwował jak Veikka zjada najpierw cale opakowanie chipsów i rurek i marudzi, że jej mało.
    Oczywiście, znał jej zdolności i możliwości. Zawsze tyle jadła do spółki z nim i Madsem. Nie była taka jak jego koleżanki, które obżerały się sałatą i inną zieleniną, bo musiały walczyć o sylwetkę i idealną figurę. Kolejna pozytywna cecha Veikki, którą Hugo zaczął dostrzegać.
    Zazgrzytał zębami, kiedy zaczęła mówić o George'u. Na końcu języka miał jakąś złośliwą uwagę, ale się powstrzymał. Nie chciał psuć atmosfery.
    - A co to takiego? To chyba dobrze, że dziewczyna lubi jeść. - Odpowiedział w końcu. - A skoro myślisz, że nie byłby z tego zadowolony, to nie jest ciebie wart i jest idiotą. No, ale w końcu to ty się z nim spotykasz. - Dodał jeszcze. - Daj miskę. Przyniosę więcej. - Wstał z kanapy, wziął to cholerne szklane naczynie wyszedł do kuchni. Musiał choć na chwilę, bo by nie wytrzymał. Nie dałby rady uśmiechać się i spokojnie z nią rozmawiać o cudownym George'u.
    Zazdrość. Gorzka zazdrość rozlewała się po jego ciele powoli. Zacisnął pięści, wziął głęboki oddech i wsypał nową paczkę chipsów do miski. Przy okazji, żeby sobie ulżyć, trzasnął drzwiczkami szafki kuchennej tak mocno, że pewnie Veikka to słyszała, a dodatkowo na podłogę posypała się złuszczona farba.
    - Proszę bardzo. - Postawił miskę na stoliku, kiedy wrócił do salonu i usiadł ponownie na kanapie. Upił spory łyk piwa i dopiero wtedy spojrzał na Veikkę.

    OdpowiedzUsuń
  81. Veikka była piękna. Jemu się podobała. Cycki też miała w porządku. Jednak tego Hugo nie miał zamiaru jej mówić. Może dopiero wtedy, kiedy wypije więcej, a jak na razie był w połowie pierwszego piwa, czyli trochę za wcześnie jak na takie wyznania.
    Czy ona naprawdę nie widziała, że drażni go temat jej randki? Na pewno nie pomyślała, że jego to drażni albo irytuje. Nie chciał rozmawiać o George'u.
    - Bardzo mało o mnie wiesz. - Powiedział jej w pewnym momencie ze złością. Nie mógł już wytrzymać tej jej paplaniny o randkach i związkach oraz o tym, jak go z miejsca oceniła i zaszufladkowała.
    - Wiesz, ludzie mają jedną cudowną cechę. - Odezwał się po chwili, nieco łagodniejszym tonem po uprzednim wypiciu reszty swojego piwa. - Potrafią się zmieniać. Pod wpływem pewnych... sytuacji, albo osób. - Dodał jeszcze, mając nadzieję, że Veikka nie wychwyci w tym ukrytej aluzji dotyczącej ich pocałunku i jej osoby.
    Dyskusji raczej nie unikną, szczególnie, kiedy zaczęli pić to piwo i weszli na taki grunt.
    - A jeśli chcesz wiedzieć, byłem kiedyś na kilku randkach. - Odezwał po chwili ciszy, kiedy wpatrywanie się w telewizor zaczęło go irytować. - I to wcale nie jest tak, że nie chcę się wiązać. - Dodał jeszcze, sięgając po kolejną puszkę piwa i otwierając ją szybkim ruchem.

    OdpowiedzUsuń
  82. Powinien był jej powiedzieć, że nie ma ochoty wysłuchiwać historyjek o tym, jak to cudownie bawiła się na randce z George'm. Mało go to obchodziło. Nie chciał sie denerwować. Nie chciał czuć tej głupiej zazdrości. Wiedział, że jeszcze chwila, jeszcze choć jedno słowo o tym kolesiu, a naprawdę by wybuchnął. Więc cieszył się, że Veikka sama zakończyła ten temat. Dzięki temu mógł się uspokoić, zagapić w ten durny telewizor i zacząć pić piwo.
    Niestety, dziewczyna musiała zacząć temat od nowa, tym razem wytykając mu jego liczne romanse.
    - Wydajesz sądy w tematach, o których nie masz bladego pojęcia. - Odpowiedział jej, nawet na nią nie patrząc. Aż się w nim gotowało. Wypił jeszcze trochę piwa, by jakoś się opanować.
    Dziewczyna nie miała pojęcia, że przed jej przyjściem kilka też już poszło, więc teraz był lekko wstawiony, więc mogła się spodziewać napływu pewnej dozy szczerości z jego strony. Po alkoholu zawsze rozgadywał się o uczuciach i mówił wtedy prawdę.
    - Nie wszystkie kończyły się w łóżku. Masz mnie za zimnego skurwysyna bez uczuć, a tak nie jest. - Odezwał się w końcu po jakimś czasie. - Pewne rzeczy się zmieniły. Co ja mówię. Postrzeganie pewnych spraw przeze mnie się zmieniło. Możesz wierzyć, lub nie twoja sprawa. - Dodał jeszcze. - Chcę się związać, z kimś kogo znam od dawna, ale ona akurat... zresztą nieważne. - Dotarło do niego chyba ile powiedział.
    Zerwał się z kanapy i podszedł do okna, po czym zapalił papierosa. Powiedział za dużo. Zbyt dużo.

    OdpowiedzUsuń
  83. Zgadza się, Hugo nie życzył jej dobrze, jeśli chodziło o jakiegokolwiek innego faceta oprócz niego. To on miał z nią być. On miał ją całować, dotykać jej, patrzeć na nią, kiedy tylko rano otworzy oczy. Czcze marzenia. Zapewne nigdy nie będzie miał ani na tyle odwagi, ani też okazji żeby cokolwiek jej na ten temat powiedzieć. Jak nic by go wtedy wyśmiała.
    - Nie, nie bzykam się z każdą, jeśli o to ci chodzi. - Odpowiedział jej, patrząc na nią ze złością. - A co gadasz tak, bo zazdrościsz? - Dopytał jeszcze. Domyślał się, że właśnie tak jest.
    Nie musiała tylko wiedzieć, że odkąd ją pocałował jakoś nie mógł stanąć na wysokości zadania. Jak gdyby jego niezawodny dotąd przyjaciel odmówił mu posłuszeństwa.
    Zdziwiło go to, że kompletnie nie skomentowała tego, co jej powiedział.
    - W ogóle nie słyszałaś tego, co przed chwilą powiedziałem, prawda? - Zapytał ze złością, po czym odszedł od okna i wyszedł na korytarz żeby spokojnie dokończyć papierosa. Teraz już był całkiem wkurzony. Był tak bliski powiedzenia jej prawdy, a ona nawet nie raczyła go słuchać. Stał za drzwiami swojego mieszkania i kończył papierosa. Nawet wtedy kiedy już przydeptał niedopałek nie wrócił do mieszkania. Zamiast tego usiadł na najwyższym schodku. Musiał się uspokoić. Nie mógł wrócić do mieszkania w takim stanie. Chciał najpierw się uspokoić, bo wiedział, że jeśli wróci do niej w takim stanie to jak nic powie jej coś więcej. Zdradzi się. A tego zrobić nie mógł.

    OdpowiedzUsuń
  84. [ Haha, ja też tak czasami mam :)]

    Hugo nie skomentował już tego wszystkiego ani jednym słowem. Jak na jeden dzień miał dość tych wszystkich odcinek Veikki dotyczących jego życia seksualnego. Oczywiście, alizuje w jej ostatnim zdaniu złapał w lot. Chyba tylko idiota, by się nie domyslil. Poniekąd zaimponowała mu tym, że nadal tego nie robiła, ale nie miał zamiaru jej tego mówić.
    Chciał być tym pierwszym, wtedy w jakiś sposób dziewczyna należała by do niego, przynajmniej w jednej kwestii.
    Hugo, kiedy wrócił do mieszkania, zauważył że Veikka już śpi. Po cichu, żeby tylko jej nie obudzić, poszedł do sypialni i przygotował dla niej świeżą pościel. Wrócił do salonu i wziął ja ostrożnie na ręce, uważając na to, by jej nie obudzić. Przytulił ją do siebie, wdychajac zapach jej perfum i zaniósł do pokoju, gdzie ostrożnie położył ja na łóżku.Nakrył Veikke kołdrą, uprzednio ściągając z niej buty, po czym walcząc sam ze sobą, pochylił się i pocalowal ja w czubek głowy.
    - Słodkich snów księżniczko. - Szepnął.
    Chwycił z podłogi koc i już go nie było. Wrócił do salonu, ułożył się jakoś wygodniej na kanapie i przykrył kocem. Zmienił kanał na sportowy, przesunął bliżej siebie puszkę z piwem i miskę z chipasmi po czym zapatrzył się w ekran.
    Nie widział jednak co się dzieje. Miał sporo do przemyślenia, więc nic dziwnego, że to co działo się na ekranie telewizora kompletnie do niego nie docieralo.
    Na razie wiedział jedno. Przyjaźń z Veikka przestała mu wystarczać.

    OdpowiedzUsuń
  85. Hugo nawet nie zarejestrował, w którym dokładnie momencie zasnął. Chyba zdarzyło się to po raz pierwszy odkąd pamiętał. Od zawsze był nocnym markiem, lubił siedzieć do późna, zazwyczaj w towarzystwie. Dziwne było też to, że Veikka nie zapytała go czy się z kimś na ten wieczór umówił. To by było do niego podobne.
    Jednak on, jakoś ostatnio nie miał ochoty na spotkania z kobietami. Wystarczyło mu ostatnie z Inez, sprzed dwóch dni, kiedy to dziewczyna skwitowała, że Hugo musiał się chyba zakochać, bo jego przyjaciel kompletnie nie chciał z nim współpracować. Mówiła to ze złośliwym uśmieszkiem na ustach, bo chyba tak jak wszyscy, sądziła, że Carllson nie jest zdolny do wyższych uczuć. Gardził przecież miłością, poświęceniem się dla jednej osoby i byciu z nią na dobre i na złe.
    Hugo musiał zasnąć, kiedy myślał o tym, co dalej z Veikką. Zastanawiał się jak to wszystko rozegrać, żeby ani jedna, ani druga strona tego nie żałowała i nie wycierpiała. Chyba po części z irytacji, że niczego konkretnego nie wymyślił musiał zasnąć.
    Wielkość kanapy i ogromna niewygoda nie bardzo mu przeszkadzały.
    Przebudził się dopiero po chwili, kiedy poczuł na swoim zarośniętym policzku ciepłą dłoń Veikki i usłyszał jej słowa.
    - Jeszcze pięć minut, proszę. - Mruknął, nawet nie otwierając oczu. - Zaraz wstanę, obiecuję. - Mruczał tak jeszcze przez chwilę, by chwycić dłoń dziewczyny w swoją własną i mocniej przycisnąć ją sobie do policzka, a ustami muskając koniuszki jej palców. Kompletnie nieświadomie.

    OdpowiedzUsuń
  86. Kompletnie nic w tamtym momencie do niego nie docierało. Może dlatego, że w momencie, kiedy Veikka do niego mówiła, on właśnie o niej śnił. To był na pewno dobry sen, przyjemny. Taki, z którego za nic w świecie nie chciał się budzić.
    Dziwnym było tylko dla niego to, że ten sen był tak bardzo realny. Że czuł, jakby naprawdę Veikka go dotykała, jakby naprawdę była obok, bo doskonale wyczuwał jeszcze jej zapach.
    On sam nie wiedział, co ma zrobić w sprawie Veikki. Chciał coś z tym zrobić, dać dziewczynie jakiś znak, ale nie wiedział jak to zrobić. Gdyby tylko była choć trochę bardziej domyślna, ale do niej chyba nie do końca cokolwiek docierało.
    Dopiero kiedy zaczęła ściągać z niego koc, a on poczuł nieprzyjemny chłód, bo nie zamknął wcześniej otwartego okna, otworzył oczy. Rozejrzał się zaspanym wzrokiem po pomieszczeniu. Dostrzegł Veikkę i chyba dopiero wtedy dotarło do niego to, że nie śnił, tylko że wszystko działo się naprawdę.
    - Stało się coś? - Zapytał przecierając oczy i przeciągając się. Ta kanapa była naprawdę niewygodna.

    OdpowiedzUsuń
  87. Teraz, zanim Hugo udowodni Veice cokolwiek będzie musiało minąć naprawdę sporo czasu. Wiedział o tym doskonale. Zbyt wiele razy mówił, że nie jest w jej typie, traktował ją jak kumpla z cyckami i przyjaciółkę. Nigdy nie patrzył na nią jak na kobietę. Zmieniło się to niedawno. Carllson nigdy nie sądził, że będzie kiedykolwiek traktował Veikkę jak prawdziwą kobietę, że będzie o niej myślał i to o niej będzie śnił, a przede wszystkim, że będzie coś do niej czuł.
    - Mam z tobą spać w jednym łóżku? - Zapytał jeszcze zupełnie przytomnie. I to nawet lepiej, że był jeszcze taki zaspany, bo ledwo co dostrzegł, że Veikka jest niemal naga. - Nie boisz się, że będę się znów do ciebie tulił w nocy? - Zapytał jeszcze, trochę bardziej przytomnym głosem i odwracając głowę w jej stronę, by na nią spojrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  88. Chyba Veikka zapomniała o tym, że łóżko Hugona było niemal o połowę mniejsze, niż to, które ona miała we własnym domu. Jednakże chłopak nie miał zamiaru jej tego przypominać. nie będzie możliwości żeby za bardzo się od niej odsunął, bo chyba musiałby się wtedy wtopić w ścianę.
    - No dobrze, dobrze. Już idę. - Odpowiedział jej gramoląc się z kanapy. - Odwrócę się najwyżej do ściany, wtedy przytulać na pewno się nie będę dodał z łobuzerskim uśmiechem.
    Podszedł do okna i je zamknął, a następnie przeszedł do sypialni, gdzie się rozebrał do bokserek i wpakował się do łóżka. Zazwyczaj sypiał nago, ale przecież nie będzie tak spał, kiedy obok niego leży Veikka. Poprawił sobie poduszkę i grzecznie i grzecznie przesunął się do ściany, czekając na dziewczynę.
    Był kompletnie rozbudzony i wątpił, że uda mu się szybko ponownie zasnąć.

    OdpowiedzUsuń
  89. No cóż. Najpierw, żeby kupić większe łóżko, Hugo musiałby zainwestować w większe mieszkanie, co poniekąd powoli już zajmowało jego myśli i plany na przyszłość. Bez pieniędzy od rodziców, mógł sobie pozwolić na jakieś ogromne luksusy, jednak co jak co, ale był dość zorganizowany jeśli chodziło o oszczędzanie. Z warsztatu we trójkę wyciągali sporo pieniędzy, a on większość odkładał, chociaż pewnie inni myśleli, że wydaje wszystko na potęgę.
    Carllson zbierał pieniądze na dwupokojowe mieszkanie, które upatrzył sobie kilka miesięcy tematu. Na razie, nikt jeszcze o tym nie wiedział, nawet Mads i Veikka.
    - Maruda z ciebie. - Mruknął tylko przesuwając się spod ściany na brzeg łóżka, ale tak, że nawet nie wystawił spod kołdry małego palca u stopy. - Może kiedyś będzie nam się wygodniej spało, kiedy mnie odwiedzisz. - Odezwał się po chwili. Chciał się pochwalić dziewczynie. Nie wiedział dlaczego to robi, ale jakaś taka chęć zaimponowania jej się w nim zrodziła. Ciekaw był jej miny kiedy powie jej, że niedługo zmieni mieszkanie, i że w ogóle oszczędza pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  90. - Marudzisz, ty zawsze marudzisz. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem, którego pewnie nie widziała w ciemności. - Tak tylko powiedziałem, nie musisz szukać we wszystkim co mówię drugiego dnia. - Dodał jeszcze. Veikka zawsze we wszystkim widziała jeszcze jakiś ukryty podtekst. A on tak tylko sobie rzucił luźną uwagą. Przecież miał do tego prawo, prawda?
    Kiedy nad nim przechodziła, jego wzrok automatycznie powędrował na jej tyłek Nie mógł nic na to poradzić, skoro nim świeciła, będąc w samych majtkach.
    Hugo przygryzł wargę. Musiał się opanować.
    - Tylko ty mnie z łóżka w nocy nie zrzuć. - Mruknął w końcu po dość długiej chwili ciszy, kiedy już Veikka znalazła się pod kołdrą.
    Chłopak był kompletnie rozbudzony, wiedział że zbyt szybko nie uda mu się zasnąć. Nie z nią w jednym łóżku. Nie kiedy była tak blisko i czuł ciepło bijące z jej ciała.
    Odwrócił się na bok, przodem do rudowłosej i popatrzył na nią. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, jednak zmienił zdanie. Po prostu leżał i się jej przyglądał.

    OdpowiedzUsuń
  91. Hugo widział, jak dziewczyna tarmosi się po łóżku chyba szukając jak najbardziej odpowiedniej pozycji. Patrzył na nią przez cały czas. Mógłby w sumie to robić bez końca. Tak mu to teraz przyszło do głowy.
    I jak miał o niej zapomnieć skoro leżała obok niego, a on czuł jej ciepło. Kiedy ich spojrzenia się spotkały jego serce zabiło trochę szybciej. A kiedy dotknęła jego policzka, przeszło chyba w galop, a po jego ciele rozlało się przyjemne ciepło. Atmosfera jakby nieco się zmieniła i Hugo ciekaw był, czy i Veikka to wyczuła. Niestety od razu odwróciła się do niego plecami.
    - Dobranoc. - Szepnął tylko, patrząc na jej plecy i zamknął oczy. I tak teraz nie zaśnie. Najwyżej trochę poudaje, że śpi, może wtedy dziewczyna ponownie odwróci się w jego stronę.

    OdpowiedzUsuń
  92. Udawanie wychodziło im wręcz idealnie. Udawanie i unikanie siebie wzajemnie. Jednak, najwidoczniej przewrotny los chciał inaczej. Zamiast dać im spokój, pozwolić by wzajemnie o sobie zapomnieli, pchał ich ku sobie, jakby byli dla siebie stworzeni.
    Hugo często się zastanawiał, w sumie od czasu, kiedy zaczął się domyślać, że Veikka czuje do niego miętę, co ona w nim widziała. Przecież nie był nikim specjalnym. Przecież był zwykłym chamem, niezdolnym do uczuć.
    Dopiero, kiedy sam zrozumiał, że dziewczyna mu się podoba, zaczął doceniać, jak wiele pracy musiała wkładać w to by nie okazywać mu otwarcie swoich uczuć.
    Słysząc jej słowa, sam otworzył oczy i usiadł na łóżku.
    Ostrożnie położył dłoń na ramieniu Veikki.
    - O co chodzi? - Zapytał, jednocześnie zachodząc w głowę, czego ona mogłaby od niego chcieć w środku nocy.
    W końcu nie wytrzymując, złapał ją delikatnie pod brodę i zmusił do spojrzenia sobie w oczy.
    - Proś o co chcesz. - Powiedział cicho. Chciał dodać " Dla ciebie zrobię wszystko", ale się powstrzymał.

    OdpowiedzUsuń
  93. Być może ona widziała w nim coś, czego on sam w sobie nie widział. Chyba nawet by jej nie uwierzył, gdyby mu to powiedziała. Hugo Carlsson z jakąś dobrą cechą charakteru? A to dobre.
    Spojrzał na nią, kiedy to powiedziała. Chyba dopasował kilka części układanki.
    - Możesz prosić mnie o co chcesz. Mówię poważenie. - Odezwał się, patrząc jej uważnie w oczy. Skrzywił się, kiedy wytknęła mu to, co tak często powtarzał. - To jest ważne. Masz mi zaraz powiedzieć. - Powiedział, chociaż lekko się zawiódł, kiedy się od niego odsunęła. Ciekawość tak go zżerała, że nie mógł wytrzymać. Chyba nawet zupełnie nieświadomie przysunął się bliżej niej, niemal spychając ją pod samą ścianę. - Poza tym, to co kiedyś mówiłem na temat traktowania cię jak siostry jest już nieważne, pewne rzeczy się zmieniły.- Stwierdził, że tyle może jej zdradzić. - Powiedz mi proszę, co ci chodzi po głowie. - Dodał jeszcze łagodnie.
    Jeśli zaraz tego nie zrobi to on chyba oszaleje. Niech ona się tak nad nim nie znęca, bo chłopak jak nic zaraz nie wytrzyma.

    OdpowiedzUsuń
  94. Już go powoli zaczynała męczyć tymi swoimi zmianami nastroju. Dobrze wiedziała, że zrobiłby dla niej wszystko. Sam jej to powiedział i powiedział też, że nie traktuje jej już jak siostry. Veikka czasami potrafiła być naprawdę niedomyślna. Eh, ciężkie życie z nią miał to fakt. Aż się skręcał z ciekawości, ale nie zamierzał jej prosić po raz trzeci. Domyślał się, że to czego chciała wiązać się mogło z ich wcześniejszym pocałunek. Hugo chciał ją pocałować, ale coś sobie obiecał i nie miał zamiaru zdania zmieniać.
    - Nie chcesz to nie mów. - Powiedział w końcu, odsuwając się od niej i ponownie kładąc się na poduszce, wkładając sobie ręce pod głowę. Westchnął cicho. - Nigdy nie uważałem i nie mam zamiaru uważać cię za idiotkę. - Dodał jeszcze, spoglądając na nią po raz ostatni, po czym przymknął oczy. Musiał się uspokoić, bo krew szumiała mu w uszach i miał ochotę sam się na nią rzucić. Przytulić, przygnieść całym ciężarem ciała do materaca i pocałować. Weź się w garść Carlsson.

    OdpowiedzUsuń
  95. - Jesteś nienormalna! - Skomentował tylko zrywając się z łóżka. Nie wiedział co go poniosło, ale chyba te jej słowa o tym, że mają zerwać kontakt. Wstał i zaczął się ubierać. Był wkurzony i to bardzo.
    - Skoro chcesz zrywać kontakt to po cholerę tu przylazłaś? Trzeba było iść do swojego cudownego George'a a nie do mnie. - Mówił z coraz większą goryczą. - Nie jestem twoim workiem treningowym. Nigdy nie będzie już tak jak kiedyś, nie rozumiesz tego? - Wciągał już na siebie koszulę i spodnie. - Nie będzie tak samo. Nie będziemy się przyjaźnić, bo... - zawahał się przez chwilę. Teraz albo nigdy Carlsson. - Bo zmieniłem nastawienie do twojej osoby. Myślisz, że czemu cię unikam? Bo mi się do jasnej cholery zaczęłaś podobać. Nie zależy mi na tobie jak na siostrze. Nie chce w tobie przyjaciółki. To za mało. - No i stało się. Wypowiedział magiczne słowa. - Zresztą, nieważne. Prześpię się w warsztacie, a ty zostań tutaj. - Dodał jeszcze, po czym wyszedł z sypialni i udał się do przedpokoju. Spieszył się. Nie chciał żeby za nim wyszła. Nie mogła tego zrobić, bo już teraz za siebie nie odpowiadał. Cholerne buty nie chciały dać się zawiązać, a i telefonu nie mógł znaleźć. Tak się spieszył, że aż trzęsły mu się ręce.

    OdpowiedzUsuń
  96. No cóż, każdy moment jest dobry na rozmowę. Szczególnie, kiedy się doprowadzi Hugona do szaleństwa.
    - Daj już spokój, bo aż mnie skręca jak słucham o tym George'u. - Powiedział jej jeszcze.
    O dziwo, czuł się świetnie z tym, że w końcu powiedział jej prawdę. Może nie tak to sobie planował, ale najważniejsze było to, że w końcu to powiedział i jakoś tak mu automatycznie ulżyło.
    Nawet nie zdążył znaleźć tego cholernego telefonu, a ta już za nim wylazła i go zaatakowała.
    - Nie, nie pojebało mnie. - Odpowiedział jej całkowicie spokojnie, aż sam był zaskoczony. - I nie robię sobie z ciebie jaj. Mówię poważnie. Sam nie wiem, kiedy to się stało, no wiesz.. kiedy wszystko się zmieniło. Po prostu, nie umiem cię już ignorować i traktować jak przyjaciółki. - Dodał jeszcze, po czym w końcu znalazł ten cholerny telefon przykopany papierami na stoliku w przedpokoju. - A teraz proszę, odsuń się od drzwi. - Powiedział, podchodząc do niej. - I masz rację. Nie możemy się więcej spotykać i przyjaźnić. To za mało. Poza tym słuchanie o... George'u doprowadza mnie do szału. Nie znam gościa, a z zazdrości, bym mu obił mordę, bo on może robić to, czego ja nie mogę. - Dopowiedział jeszcze.
    Był szczery, cholernie szczery. Chyba po raz pierwszy w życiu. - A teraz wybacz, ale wychodzę. Powiedziałem, co miałem powiedzieć. I nie jestem głupi. Po prostu nie mogę teraz przebywać z tobą w jednym miejscu, nie rozumiesz? Nie wiem ile jeszcze czasu wytrzymam, żeby się powstrzymywać przed rzuceniem się na ciebie. Więc powtarzam po raz ostatni. Odsuń się od drzwi. - Poprosił grzecznie, podchodząc jeszcze bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  97. - Miałbym prawo, bo mnie to obchodzi, rozumiesz? - Zapytał. Irytowała go trochę, ale z drugiej strony cieszył się, że mimo tych wrzasków, które pewnie swoją drogą słyszała cała kamienica, rozmawiają ze sobą. Całkiem szczerze.
    Sam fakt psuł właśnie strój Veikki, ale Hugonowi to nie przeszkadzało. Mógł bez przeszkód na nią patrzeć, pożerać ją wzrokiem. Nie czuł przy tym żadnych wyrzutów sumienia. Przyznał się do tego co czuje, powiedział to na głos, a ona jakoś nie bardzo chciała w to uwierzyć. Domyślał się, że tak będzie i w ogóle się jej nie dziwił.
    - Jeśli myślisz, że zmieniłem zdanie co do twojej osoby po tej naszej wspólnej nocy i po tym, jak cię pocałowałem to się mylisz. - Odpowiedział jej spokojnie. O dziwo, jej przytyki go nie irytowały. Wręcz przeciwnie, jeszcze nigdy nie był tak spokojny, chociaż czuł się tak, jakby miał tłumaczyć małemu dziecku, jak się korzysta z nocnika. - To się zaczęło już wcześniej. Początkowo kompletnie nie byłem tego świadom. I wcale nie chce cię zaliczyć jak innych. Dalej nie rozumiesz, prawda? - Podchodził do niej bliżej, nadal z zamiarem wyjścia. Atmosfera gęstniała coraz bardziej i była nasycona dziwną elektryzującą aurą, a on nie mógł przestać mówić. -Myślisz, że co robiłem przez ostatni tydzień. Próbowałem się pozbyć tego uczucia, ale nie mogłem. Każda, z którą się spotykałem nawet ci nie dorównuje. Sam łapałem się na tym, że kiedy patrzyłem na inną myślałem o tobie. Nawet nie mogłem żadnej... no wiesz. - Nie dokończył, takie dziwne mu się teraz to wszystko wydawało.
    Zamurowało go, kiedy usłyszał ostatnie zdanie. Spojrzał na Veikkę, nie wiedząc kompletnie co ma dalej zrobić. Chciał wyjść, ochłonąć i przemyśleć wszystko, ale z drugiej strony... Chciał też spełnić jej prośbę.
    Sam nawet nie wiedział kiedy odłożył telefon na stolik i pokonał dzielącą ich odległość dwoma krokami. Zawahał się. A co jeśli to był podstęp. Co jeśli chciała zaraz mu zwymyślać za to, że jej dotyka.
    Uniósł rękę, dość niepewnie, po czym położył ją na jej policzku, a drugą wsunął między jej plecy, a drzwi, żeby przyciągnąć ją bliżej siebie.
    Spojrzał Veice w oczy.
    - Nadal tego chcesz? - Zapytał, przysuwając swoją twarz bliżej twarzy rudowłosej. Oczywiście, domyślał się odpowiedzi, ale chciał to usłyszeć od niej.

    OdpowiedzUsuń
  98. Hugo nie mógłby patrzeć na jej szczęście. Nie w momencie, kiedy nie byłaby z nim. Nie pozwoliłby na to. Nie mógłby spokojnie stać z boku i patrzeć, jak układa sobie życie z kimś innym. Nie zniósł by tego.
    - Widzę, że automatycznie wyrobiłaś sobie o mnie zdanie. - Odpowiedział jej cicho. - Wiem, że przez te wszystkie lata nie byłem aniołkiem, że na pewno było ci ciężko, ale uwierz, że się zmieniłem. I nie wiesz, co mógłbym ci dać, bo nawet nie chcesz do tego dopuścić. - Kiedy odwróciła wzrok, chwycił ją pod brodę, by spojrzała mu oczy. - Nie sądziłem, że to aż tyle trwa, ale nie wiesz nawet ile to dla mnie znaczy. - Dodał jeszcze. Kciukiem gładził ją po brodzie cały czas, patrząc jej w oczy.
    - Nigdy nie sądziłem, że poczuje do kogoś coś, co czuję do ciebie. Masz na mnie niewyobrażalny wpływ, ale tego nie dostrzegasz. - Przełknął ślinę, by powiedzieć jej to co musiał. - Powiedz słowo, a więcej mnie nie zobaczysz. Słowo. Wyjadę z miasta i więcej tu nie wrócę. Wiem, że to nie tak powinno wyglądać, powinno być inaczej, ale musiałem to w końcu powiedzieć. I to czego chciałaś wcale nie jest głupie, wręcz przeciwnie.- Miał ochotę ją teraz pocałować, ale nie zrobił tego. Nie mógł. Po prostu nie mógł. Była skrępowana jego dotykiem, więc puścił ją i się odsunął. Mogła zrobić co chciała.
    - Chciałem żebyś o tym wiedziała. Chciałem, żebyś miała świadomość, że przyjaźń to dla mnie za mało. Skoro uważasz, że wolisz zapomnieć... dobrze. Niech tak będzie. Wyjadę i dam ci spokój. - Dodał na koniec.
    Był gotowy to zrobić dla niej. Wystarczyło jedno jej słowo.

    OdpowiedzUsuń
  99. Chciał z nią być, przynajmniej tak mu się wydawało, ale ona była strasznie niepewna. Nie dopuszczała do siebie tej świadomości. Bała się, ale on też się bał. Nigdy nie był w prawdziwym związku, nie wiedział jak to jest, ale chciał spróbować dla niej. Tylko, że ona potrafiła tylko kpić.
    - Czy ty nie potrafisz zrozumieć, że boje się własnych uczuć? - Zapytał, postanawiając, że będzie z nią kompletnie szczery. - Mówię ci prawdę, chyba po raz pierwszy mówię komukolwiek co czuję i nie wiem, co robić, ale ty potrafisz tylko kpić. Czy wpakuję się w stały związek? Dla ciebie tak. - Dodał jeszcze. Jeśli to nie była prawdziwa deklaracja uczuć to już nie wiedział co ją przekona.
    Nie chciał jej skrzywdzić. Ostatnia rzecz jakiej chciał to zranienie jej. Gdyby tylko dała mu szansę, postarałby się dla niej.
    Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zmienił zdanie. Puścił jej brodę i odsunął się jeszcze bardziej.
    - Nie, nie rozumiesz. - Odezwał się po chwili, chociaż walczył ze sobą, by tego nie mówić. - Mówisz, że rozumiesz, ale tak nie jest. Nic nie wiesz kompletnie. Nie wiesz jak cholernie chciałbym cię pocałować, przytulić, wziąć w ramiona. Budzić się obok ciebie co rano, ale nie mogę. - Czuł się źle, ale chociaż powiedział jej wszystko to, co chciał powiedzieć.
    Nie chciał tam stać, więc poszedł do salonu i usiadł na tej zdezolowanej kanapie i ukrył twarz w dłoniach. Teraz musiał ochłonąć. Mówił do niej spokojnie, ale w głębi duszy aż się w nim gotowało.

    OdpowiedzUsuń
  100. [ Tak tylko zauważę, że nie w to miejsce wkleiłaś odpowiedź :D]

    Siedział przez chwilę w salonie, starając się opanować. Nigdy by się nie spodziewał, że aż tyle słów między nimi padnie. A wszystko zaczęło się z takiego błahego powodu.
    Wiedział, że Veikka leży już w łóżku, więc podniósł się z kanapy, ponownie rozebrał i poszedł do sypialni.
    Usiadł na samym brzegu łóżka, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Chciał jej jeszcze coś powiedzieć.
    - Pytasz, czemu nie mogę robić tych wszystkich rzeczy, które wymieniłem. - Zaczął, patrząc na swoje dłonie. Nie wiedział, czy już zasnęła czy też nie, ale łatwiej było mu to wszystko powiedzieć, kiedy na nią nie patrzeć. - Ostatnio, kiedy cię pocałowałem dałaś mi to do zrozumienia, więc staram się trzymać z daleka, tylko że strasznie kiepsko mi to wychodzi. - Mówił i mówił, czując ulgę, że ona w końcu o wszystkim wie. - Nawet nie wiesz, jak teraz muszę walczyć ze sobą, żeby cię nie przytulić, nie dotknąć, nie pocałować. Chciałbym tego, ale widziałem jak na mnie patrzyłaś. Widziałem, że się boisz. - Dodał jeszcze i zamilkł.
    Nie wiedział co ze sobą zrobić w tym momencie. Przy Veice nie był tym samym Hugonem Carlssonem.


    OdpowiedzUsuń
  101. - Wiem, co robiłem wcześniej. Nie musisz przypominać mi o tym na każdym kroku. - Odpowiedział jej.
    Wydawało mu się, że Veikka chyba płacze, ale może mu się przesłyszało. Chciał się odwrócić i to sprawdzić, ale zrobiło się dość niezręcznie. I dla niej i dla niego.
    Chyba powiedział trochę za dużo i teraz nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić.
    Na pewno nie mógł położyć się obok niej.
    Hugo westchnął cicho, chwycił poduszkę i wyszedł z pokoju. Miał sporo do przemyślenia, Veikka z resztą też.
    Carlsson nie chciał myśleć, jak bardzo niezręcznie będzie rano, o ile nie okaże się, że dziewczyna ucieknie.
    Usiadł zrezygnowany na kanapie, mając mętlik w głowie. Wiedział, że tej nocy już nie zaśnie. Chciał być w sypialni z Veikką, ale nie było to możliwe.
    Hugo, podłożył sobie poduszkę pod głowę, przykrył się kocem i zapatrzył przez okno.

    OdpowiedzUsuń
  102. Oboje zachowywali się jak dzieci, to fakt, ale może taki był właśnie ich sposób rozmowy. Hugo nie bardzo wiedział co ma robić, jak się zachowywać i co robić.
    Poraz pierwszy w życiu wyznawał coś jakiejkolwiek dziewczynie. Trudniej mu też było, dlatego że mówił Veice różne rzeczy, bardzo często przykre i takie, które zaprzeczały teraz temu, co mówił. Nie dziwił się jej, że mu nie ufała. On sam, by sobie nie zaufał.
    Trochę dziwnie się zrobiło i faktycznie, jak w komedii romantycznej, które oglądały wszystkie dziewczyny, z którymi do tej pory się spotykał.
    Hugo, nie wiedział co ma robić dalej. Jak udowodnić Veice, że jego słowa były szczere, że chciał się zmienić.
    Kiedy usłszał jej głos otworzył oczy i spojrzał na nią. Wiedział, że przyszła tu, dalej kontynunować rozmowę. Tylko, że on nie wiedział, czy da sobie z tym radę.
    Mimo wszystko spełnił jednak jej prośbę i usiadł na kanapie, robiąc jej miejsce obok siebie.
    - Przykryj się chociaż, bo pewnie ci zimno. - Powiedział jej, wskazując na koc.

    OdpowiedzUsuń
  103. Oboje byli specyficzni to fakt. Całe ich zachowanie względem siebie było komiczne. Tylko, że z drugiej strony było to nawet urocze. Ona czaiła się na niego dwa lata, on zdecydowanie krócej. Mimo wszystko jednak, przekorny los złączył ich razem.
    I teraz byli w tym miejscu, do którego pchała ich przez cały czas długoletnia znajomość.
    Hugo wcale nie uważał, że ona wszystko zepsuła. Przecież oboje byli sobie winni. Powiedzieli za dużo, sporo gorzkich słów też między nimi padło.
    Obserwował dziewczynę uważnie, przez cały czas. Kiedy usiadła mu na kolanach musiała dostrzec zaskoczenie w jego oczach. Nie tego się spodziewał. Spodziewał się kolejnej rozmowy, a tu taka niespodzianka.
    Jego ręce automatycznie znalazły się na jej pośladkach, a usta szybko odnalazły te należące do Veikki, by pogłębić pocałunek.
    Sam nie mógł uwierzyć w to, co się właśnie działo. Nie wiedział co z nimi będzie jutro, za tydzień, czy rok. Liczyła się ta chwila.
    - Poczekaj chwilę. - Wyszeptał między pocałunkami, by w tym samym momencie niezdarnie zrzucić sobie z kolan koc, który ich jeszcze dzielił.
    Zaraz potem od nowa zaczął ją całować. Dotykał jej tak jak chciała. Przesuwał dłońmi po linii kręgosłupa, po kształtnych pośladkach. Czuł jak krew szybko buzuje mu w żyłach. Czuł jej szampon do włosów. Odbierał ją każdym milimetrem swojego ciała. Objął ją jeszcze mocniej, chcąc ją przyciągnąć jeszcze bliżej siebie. Teraz liczyła się tylko ona.


    [ Oni są uroczy. Aż mi się smutno robi na myśl o tym, że będzie trzeba trochę między nimi niedługo namieszać. :D]

    OdpowiedzUsuń
  104. [ Właśnie nie wiem jeszcze, ale chyba zbyt cukierkowych ich nie zrobimy. :) Na pewno Mads się będzie cieszył haha :D Myślę, jednak, że trochę spokoju możemy im dać. Niech się sobą nacieszą :)]

    No chyba w takim momencie nie myślała o Madsie, bo to by było dziwne. Będą mieli na to jeszcze sporo czasu. Hugo na razie jeszcze o tym nie myślał. Wiedział, że przyjaciel się wkurzy, kiedy się o tym dowie, ale na razie miał głowę (i ręce zresztą też) zajęte Veikką.
    Ręce Hugona, chyba ośmielone przez to, że dziewczyna nie protestowała, wsunęły się powoli pod koszulkę, którą jeszcze miała na sobie. Usta oderwał od ust rudowłosej,tylko po to, by złapać oddech i zjechać niżej na szyję. Obcałowywał każdy kawałek jej skóry, przesuwając powoli dłonie bardziej do przodu, by po chwili spokojnie mogły spocząć na jej piersiach.
    - Jesteś piękna. - Wyszeptał gdzieś w zagłębienie jej szyi między jednym, a drugim pocałunkiem i zastanawiał się czy przeniesienie się na łóżko do sypialni nie byłoby lepszym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń
  105. [ Nie, wręcz przeciwnie, bo w mojej głowie nowy lepszy plan się na to wszystko uformował. :)]

    W pierwszym momencie nawet nie zauważył co się dzieje. Mało co w tym momencie do niego docierało, ale kiedy przestał czuć jej dłonie na swojej klatce piersiowej, automatycznie przestał robić cokolwiek. Wyciągnął dłonie spod koszulki Veikki i spojrzał na nią uważnie. Doskonale widział, że coś ją gryzie i chyba domyślał się nawet co. Z nią nie miał zamiaru się spieszyć, chciał to wszystko przeprowadzić powoli. Chciał żeby mu zaufała, uwierzyła. Nie była dla niego kolejną panienką na chwilę. Chciałby to zrozumiała.
    Dlatego też teraz przestał ją całować. Zamiast tego, ujął ją pod brodę, zmuszając ją do spojrzenia sobie w oczy. Musnął lekko jej usta swoimi wargami. Tak czule.
    - Wiem o czym myślisz. - Powiedział cicho, cały czas spoglądając jej w oczy. - Nie gryź się tym. Teraz jest inaczej. Nie chcę cię zranić ani się z niczym spieszyć. Poczekam aż bardziej mi zaufasz. - Dodał jeszcze, tym razem całując Veikkę w nos, po czym przygarnął ją do siebie i mocno przytulił.

    OdpowiedzUsuń
  106. [ Jak tą część skończymy to się weźmiemy za te urodziny. :)]

    - Wiem, wiem. A może raczej się domyślam o co chodzi. - Powiedział jej z uśmiechem. Nie chciał żeby się porównywała do innych. Dla niego była poza wszelką konkurencją. Poza tym, z nią było inaczej. Jej nie traktował jak dmuchanej lali.
    - Przez to nadmierne myślenie przedwcześnie osiwiejesz. Jak ja się potem z taką dziewczyną na mieście pokażę? - Zapytał, oczywiście żartobliwie. - Cieszę się, że mi ufasz. W innych kwestiach też tak będzie, tylko potrzeba na to więcej czasu. - Dodał, całując ją w czubek głowy.
    Chwycił róg koca, który leżał obok nich i lekko okrył Veikkę. Nie chciał żeby się przeziębiła.
    - Ładny czy seksowny? - Zapytał, spoglądając na nią z szerokim uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  107. - Tak, ty będziesz siwa, a ja łysy. Nie ma co, dobrana z nas para. - Odpowiedział jej, uśmiechając się do niej łobuzersko. Przebywanie z nią było naturalne tak samo jak oddychanie. Czuł, że ta dziwna sytuacja w żaden sposób na nich nie wpłynie, no może częściej będą się spotykać sam na sam, trzymać za ręcę, czy całować. - Tak lubię komplementy, uwielbiam być adorowany, niczym kobieta. - Odezwał się po chwili, wyciągając rękę i chowając Veice za ucho zabłąkany kosmyk rudych włosów.
    - Okey, będziesz mogła obejrzeć każdy centymetr mojego ciała i wybrać sobie swój ulubiony tatuaż. - Zgodził się grzecznie. Jeśli tak mówiła to oznaczało to, że nadal chce się z nim widywać. - Następny? Następny będzie malutki, w pewnym specjalnym miejscu i będzie dotyczył pewien osóbki, którą bardzo lubię. Zaraz po urodzinach chciałbym się za to zabrać. Możesz ze mną iść jeśli chcesz. - Powiedział, mając nadzieję, że Veikka zrozumiała tą małą aluzję.
    - Idziemy spać. - Zarządził, kiedy rudowłosa ziewnęła potężnie. Hugo, położył dłonie na pośladkach dziewczyny. - Złap mnie za szyję. - Poprosił, po czym ostrożnie podniósł się z kanapy i z Veikką na rękach poszedł do sypialni.
    Położył dziewczynę delikatnie na łóżku i sam ułożył się obok niej.
    - Mam nadzieję, że teraz to już mogę się do ciebie tulić? - Zapytał żartobliwie.

    OdpowiedzUsuń
  108. - Teoretycznie od godziny, a tak oficjalnie to ile lat się znamy? Piętnaście? Szesnaście? Powiedziałbym, że z nas to już takie stare małżeństwo, które zna się na wylot. - Odpowiedział jej, śmiejąc się cicho.
    W sumie Hugonowi teraz też już zachciało się spać. Ta noc była naprawdę długa i pełna wszelkiego rodzaju dziwnych wydarzeń, a ich zwieńczeniem było to, że po raz pierwszy był w związku. On, Hugo Carlsson miał dziewczynę. To się kupy nie trzymało.
    - Od razu narcyz. Po prostu, lubię się podobać. - Powiedział. Nie bez przyczyny przecież ćwiczył i dbał o wygląd. Uwielbiał, kiedy kobiety na niego patrzyły, podziwiały jego tatuaże. Teraz miało się to zmienić. Żadnych flirtów, niczego. Ciekaw był jak on sobie z tym poradzi.
    - Oj, przecież żartowałem wtedy. - Odezwał się, jeszcze. - Jeśli chcesz zrób sobie coś ładnego. Możesz iść ze mną, po urodzinach. - Dodał jeszcze.
    Hugonowi oczywiście samo trzymanie jego dłoni nie wystarczało, więc kiedy tylko Veikka ułożyła się wygodnie, przysunął się do niej i objął ją w pasie, a twarz zatopił w jej włosach. Nie wiedział nawet, kiedy zasnął.

    Spał dość twardo i mocno, ale zdecydowanie za krótko. Kiedy się obudził, słońce wlewało się do pokoju przez szparę w zasłonach i chyba to go właśnie przebudziło. Hugo, poczuł, że Veikka nadal trzymała jego dłoń. Otworzył oczy i spojrzał na nią. Była taka spokojna, kiedy wstała.
    Chłopak wpadł na pewien pomysł. Delikatnie, żeby nie obudzić rudowłosej podniósł się z łóżka i na palach wyszedł do kuchni. Postanowił zrobić jej śniadaniem.
    Hugo kucharzem nie był żadnym, ale bardzo się starał. Stos naleśników, które usmażył może nie wyglądał imponująco, ale w połączeniu z gorącym kakao i kwiatkiem róży wsadzonym w słoik po dżemie, prezentowało się to wszystko całkiem znośnie. Różyczkę, gwizdnął oczywiście sąsiadce z naprzeciwka, która przed swoim mieszaniem miała dwie doniczki tych cudeniek.
    Kiedy skończył przygotowania śniadania, kuchnia wyglądała jak po bombardowaniu. On sam też miał ciasto naleśnikowe na nosie i mąkę we włosach. Miał nadzieję, że Veikka doceni ten gest.
    Wszedł na palcach do sypialni, ostrożnie odstawił wszystko na stoliku i położył się koło dziewczyny.
    Musnął ustami jej czoło, oba policzki, czubek nosa, a na koniec usta.
    - Dzień dobry. - Mruknął.

    OdpowiedzUsuń
  109. Ważne, że mieli za sobą te najtrudniejsze etapy. Może to i nawet lepiej, bo znali wszystkie swoje zachowania, wiedzieli, które co lubi. Veikka doskonale wiedziała, że Hugo jest bałaganiarzem, że za grosz nie ma talentu kulinarnego i nie bardzo umie obsługiwać się pralką. Wiedziała, że uwielbia mocną, czarną kawę, że ponad wszystko kocha tatuaże i motocykle. Poza tym, zawsze jej się zwierzał.
    Gdyby sama zainicjowała takie kroki, Hugo jako mężczyzna na pewno byłby zadowolony. Chłopak od zawsze wyznawał zasadę, że kobieta też czasami powinna prowokować albo inicjować pewne rzeczy.
    Zaśmiał się cicho, kiedy zobaczył jej poczynania podczas wstawania. Była niesamowita, kiedy ledwo otworzyła oczy, a już wyczuła zapach kakao i spalenizny.
    - Jeśli chcesz mogę cię tak budzić codziennie. Pewnie w większym łóżku i nie w tym mieszkaniu już, ale zawsze. - Odpowiedział jej z uśmiechem. Skąd w ogóle się wzięło w nim tyle romantyzmu? Przecież on nigdy nie był romantyczny. - Kilka naleśników mi się przypaliło, ale chyba się nadają do spożycia. W każdym razie bardzo się starałem. - Dodał jeszcze. Widać to po nim przecież było. - Kwiatka nie kupiłem. Szczerze mówiąc, pożyczyłem od sąsiadki z naprzeciwka. Ma ich tam tyle, więc nie zauważy różnicy. - Dodał z łobuzerskim uśmiechem, po czym podał jej tacę z całym śniadaniem. - Muszę skoczyć pod prysznic, a później do warsztatu. Mam do skończenia jedną robotę dla pana Thompsona. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Też już uciekam. :) Po tak intensywnym tygodniu w końcu można się wyspać. :) Jutro mam wolne, więc będę mogła sobie pospać, chociaż znając siebie i tak wstanę wcześniej. Także dobrej nocy i do jutra. :)]

      Usuń
  110. Ten brak romantyzmy, jak by nie patrzeć wyjdzie im na dobre. Ani ona, ani tym bardziej on nie nadawali się, do jakichś ckliwych wyznań miłosnych, bezmyślnego patrzenia się w gwiazdy, czy romantycznych kolacji.
    Jednakże, raz na jakiś czas, Hugo mógł się wykazać próbą przygotowania czegoś zjadliwego dla Veikki, demolując przy tym pół mieszkania, ale zawsze liczyła się inicjatywa.
    Tak jak jej mówił, chadzał kiedyś na randki, ale były one dla niego katorgą, więc przestał. Jakieś drogie restauracje, oglądanie romantycznych filmów w kinach nie było dla niego. On się do takich rzeczy po prostu nie nadawał.
    - Wcale nie chce cię otruć. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem. - Chyba są zjadliwe, co? - Zapytał, biorąc jednego naleśnika z talerza i niemal w całości wsadzając go sobie do ust. Przeżuwał go przez chwilę, chociaż miał ochotę go wypluć, nie bardzo się to nadawało do jedzenia. - No przecież jem w tym momencie - odpowiedział jej, przełykając to co miał w ustach. - I pełną buzią się nie mówi. - Dodał, grożąc jej żartobliwie palcem.
    Wstał z łóżka i zaczął szukać sobie czegoś do ubrania. Nie chciało mu się iść do warsztatu, ale wiedział, że musi. Thompson był ich najlepszym klientem, więc Hugo musiał się postarać.
    - Jak już będę w warsztacie, postaram się coś zdziałać z tymi kluczami. Może Mads ma gdzieś jakieś zapasowe w warsztacie. - Odpowiedział jej, spoglądając na nią znad szuflady pełnej jego bokserek. - Och, bo widzisz, za jakieś dwa miesiące, może szybciej przenoszę się do innego mieszkania. Odłożyłem trochę i mogę wynająć sobie coś większego niż to. - Dodał, wzruszając ramionami, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  111. - Wcale nie, są pyszne. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem. - Na pewno wyszły mi lepsze niż ostatnio. Pamiętasz, jak mało nie spaliłem patelni, bo nie wlałem na nią oleju i nie przekręciłem naleśnika? - Zapytał.
    Już zaczynała nim komenderować, ale nie zamierzał marudzić. Chociaż zje normalne śniadanie przed wyjściem do pracy.
    - W sumie masz rację. - Powiedział, po czym zamknął szufladę, przy której stał. - Dobrze, może być. Po południu możemy gdzieś iść czy coś, albo zostać w domu i coś porobić. - Zaproponował. - No chyba, że masz inne plany? - Dodał, patrząc na nią uważnie, zanim zniknął za drzwiami łazienki.

    OdpowiedzUsuń
  112. Hugo potrafił być czasami zawzięty. Jak już się na coś uparł nie spoczął, póki nie zaczął tego robić perfekcyjnie. Do Carlssona chyba jednak nie docierało, że nigdy nie będzie świetnym kucharzem, ale jak na dumnego mężczyznę przystało, non stop podejmował próby nauczenia się gotowania.
    - Daj mi znać, gdyby coś ci wypadło. - Odezwał się jeszcze.
    Kiedy brał prysznic zastanowił się przez chwilę. Od wczorajszej nocy sytuacja za bardzo się nie zmieniła, chociaż Hugo myślał, że będzie między nimi jakoś dziwnie, a tak nie było. Było zupełnie... normalnie. Tak jak wcześniej. Carlsson nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. I po raz pierwszy pomyślał o Madsie, który pewnie go zabije, kiedy się dowie. Przecież Veikka była nietykalna, a on nie dość, że jej nie pilnował to jeszcze sam jej dotykał.
    Kiedy wrócił w końcu do kuchni, włosy miał jeszcze mokre. Ubrał koszulę, bo pamiętał jak Veikka się z niego śmiała, kiedy założył ją ostatnim razem. Widok takiej góry kanapek skwitował szerokim uśmiechem.
    Hugo usiadł na krześle i wziął sobie jedną z kanapek.
    - Chodź tutaj. - Odezwał się pomiędzy jednym, a drugim kęsem, klepiąc się w kolano. Chciał się nią jeszcze trochę nacieszyć, zanim zniknie mu na kilka godzin.

    [ Ogólnie tak sobie myślałam i wymyśliłam, że Mads może dowie się o ich związku na urodzinach Hugona. Będą się może początkowo ukrywać, ale dajmy na to wymkną się na chwilę do pokoju Veikki czy coś i tam nakryje ich rudy. Będzie niezła afera. :D Co myślisz? ]

    OdpowiedzUsuń
  113. [ Pewnie, że mi chodzi po głowie. Wiesz, mogą się umówić, że na razie będą ukrywali to, że są razem, co wiąże się z tym, że na imprezie urodzinowej Hugona może być różnie. Przecież muszą grać. On może podrywać laski, a Veikka zaprosić George'a i afera murowana. Zawsze też, Mads może kategorycznie zabronić im się widywać, wyrzucić Hugo z jego własnych urodzin, obić mu mordę czy coś. :) Może Ty też jakieś pomysły masz?]

    Związki zawsze powinny opierać się na przyjaźni, na wzajemnym zaufaniu i dokładnym poznaniu siebie nawzajem. Oni mieli to już dawno za sobą. Taka długoletnia znajomość dawała im duże pole do popisu. Nie musieli się zastanawiać nad tym, czy przypadkiem któreś z nich nie zrobi czegoś głupiego. Veikka doskonale zdawała sobie sprawę z tego jaki jest Hugo i najwyraźniej akceptowała każde, nawet najdziwniejsze zachowanie.
    Jemu też czasami zbierało się na czułości, chociaż faktycznie nieco dziwnie mu było, kiedy poprosił ją żeby usiadła mu na kolanach. Nigdy wcześniej tego nie robili, ale jemu to jak najbardziej pasowało.
    - Zawsze możesz wziąć którąś z moich koszul. - Powiedział jej z lekkim uśmiechem. - W sumie, chętnie bym cię w jakiejś zobaczył. W samej koszuli. - Uściślił jeszcze. Tak nie było nic bardziej seksownego od kobiety ubranej w koszulę własnego mężczyzny. - Tak sobie pomyślałem, że może chciałabyś tu trzymać jakieś swoje rzeczy, szczoteczkę, jakąś bieliznę. No wiesz... gdybyś miała ochotę... zostać kiedyś u mnie. - Odezwał się po chwili, nieco zdziwiony swoją śmiałą propozycją.

    OdpowiedzUsuń
  114. [ Nie, no nic konkretnego nie miało być na tych urodzinach w sumie, poza tym że pijany w sztok Hugo wtedy by jej powiedział to, co już zostało powiedziane :D
    Mogła nawet wymyślić, ale z Veikką różnie to bywa, więc biorę pod uwagę każdą ewentualność :)]

    - O nie, nie. - Odezwał się do niej z udawanym oburzeniem. - Takie widoki mogą być zarezerwowane tylko dla moich oczu, chyba że chcesz żeby polała się krew, kiedy wpadnę w zazdrość. - Dodał jeszcze, uśmiechając się do niej łobuzersko.
    No cóż zobowiązania nie były dla niego, ale dla niej gotów był spróbować.
    - Mówiłem ci już, że zmieniłem poglądy na pewne sprawy, więc nie bądź taka sceptyczna. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Zresztą nie namawiam. Zrobisz jak będziesz chciała. - Dodał jeszcze, całując ją w czoło.
    Kiedy poszła się myć, w pierwszej chwili oczywiście chciał do niej pójść, ale wiedział, że nie może spóźnić się do pracy. Jak nic jego klient miał się pojawić u niego punktualnie, a Hugo nie skończył jeszcze pracy nad motocyklem.
    - Miłego dnia. - Krzyknął, zanim wyszedł z domu.

    Będąc już w warsztacie, Hugo cieszył się, że choć przez chwilę był sam. Musiał nieco ochłonąć, bo zakończenie wczorajszego wieczoru było tak zaskakujące, że chyba jeszcze nie wszystko do niego dotarło. Z jednej strony, czuł jakąś szaleńczą radość, że powiedział o wszystkim Veice, bo strasznie się męczył z tym wszystkim, a i zapominanie o niej było głupim pomysłem. Wiedział, że jeśli tylko się postara wszystko będzie między nimi dobrze.Z drugiej jednak strony, znał samego siebie doskonale. Wiedział do czego potrafił być zdolny i chyba właśnie tego najbardziej się obawiał. Ostatnią rzeczą na świecie jakiej chciał był skrzywdzenie Veikki. Coś będzie musiał z tym zrobić, tak samo jak z Madsem, który na pewno nie będzie skakał z radości na wieść o tym, że jego najlepszy kumpel spotyka się z jego siostrą.
    Na szczęście, praca szła mu dzisiaj naprawdę sprawnie i kiedy kilka godzin później pojawił się u niego Thompson, chłopak już na niego czekał. Zaraz po wyjściu klienta, zamknął warsztat i wrócił do mieszkania. Trochę się obawiał, że może tam Veikki nie zastać. Jaka głupia myśl krążyła mu po głowie, mówiąca o tym, że może jednak rudowłosa się zastanowiła i nie będzie chciała mu zaufać, ani z nim być.
    Kiedy wszedł do mieszkania, poczuł cudowny zapach obiadu. Aż mu ślinka pociekła na myśl o tym, co też dziewczyna dla niego przygotowała.
    - Wróciłem. - Odezwał się, zdejmując kurtkę i buty. - Chyba, że cię tu nie ma i mówię do kota. - Dodał jeszcze żartobliwie.
    Poszedł do salonu i tam znalazł Veikkę. Usiadł obok niej na kanapie.
    - Co robisz? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  115. [ Zgadza się, wszystko jest możliwe. :)]

    Hugo własnie nie bardzo wiedział jak ma się zachować. Takie to dziwne wszystko było. Nie wiedział, czy ją pocałować, czy przytulić, czy nie robić nic.
    Zapewne trochę czasu minie zanim oboje się przyzwyczają do nowej dla nich obojga sytuacji. W tych sprawach, doświadczenie Hugona było zerowe, więc Veikka przez jakiś czas pewnie będzie musiała go prowadzić za rączkę.
    W końcu, chłopak objął dziewczynę ręką i przytulił do siebie, całując ją w czoło.
    - Cześć tak w ogóle. - Przywitał się z lekkim uśmiechem. - Nie nudziłaś się tu za bardzo sama? - Zapytał. - Oczywiście, że nie jestem zły. Możesz brać co chcesz. Nie ma tam niczego, co musiałbym przed tobą ukrywać. - Odezwał się po chwili. Faktycznie, na jego komputerze nie było niczego, czego mógłby się wstydzić. No może poza pewnym folderem ukrytym gdzieś w głębinach dysku twardego i zabezpieczonym hasłem. - Golf? Serio, a co w nim takiego ciekawego? - Zapytał w końcu.
    Jakoś tak dziwnie było, ale Hugo miał nadzieję, że zaraz się rozluźnią i wszystko wróci do normy.

    OdpowiedzUsuń
  116. Oboje na pewno znajdą jakieś rozwiązanie, żeby był dobrze. Sytuacja była dla nich nowa, mimo że się znali, bo przecież jako przyjaciele raczej nie musieli przejmować się jakimiś specjalnymi powitaniami. Zresztą, nie było się czym martwić.
    - Jeśli chcesz, zadzwoń ode mnie, bo na pewno będzie się denerwował czemu nie oddzwoniłaś. - Powiedział jej z uśmiechem. - Zrobiłaś spaghetti? Jesteś cudowna- wykrzyknął z entuzjazmem, całując ją w policzek. - Do dziurki każdy głupek potrafi trafić i to nie tylko grając w golfa. - Oczywiście aluzja do niego dotarła, więc nie został dłużny. - Co tam masz? - Zapytał jeszcze, zaglądając jej przez ramię, by spojrzeć na ekran komputera.

    OdpowiedzUsuń
  117. - To nie dzwoń, opowiesz mu jak co się stało jak wróci. - Odpowiedział jej. - Opowiesz mu o kluczach i telefonie. Chociaż na pewno jeszcze o jednym będzie trzeba mu kiedyś powiedzieć. - Dodał, wyobrażając sobie jednocześnie minę przyjaciela, kiedy ten dowie się, że ten spotyka się z jego siostrą. Nie chciał na razie o tym myśleć. - Słoneczko, wątpisz w moje umiejętności? - Zapytał, udając obrażonego. - W łóżku czy na polu panuje ta sama zasada. Trzeba dobrze wymierzyć. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem na ustach.
    Kiedy pokazała mu motocykl, nieco sceptycznie podszedł do całego przedsięwzięcia. Chociaż cena takiego cuda jakim był wystawiony na sprzedaż Harley była naprawdę niska i kusząca.
    - Pomysł jest dobry. Tylko sporo trzeba będzie w niego zainwestować. Części, farby i czas. - Odpowiedział jej. - Mogę spróbować, ale co jak okaże się, że nikt nie będzie chciał go kupić? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Tak jestem chory - odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Z twojego powodu. - Dodał jeszcze, poszerzając uśmiech. Powinna się cieszyć, że mówi do niej w ten sposób, że się stara, chociaż nie ma bladego pojęcia na temat tego czym jest związek. - Odbiło mi twojego powodu, ale jeśli ci to przeszkadza to przestanę. Możemy wrócić do starego schemat. - Dopowiedział jeszcze z nieco zasmuconą miną.
    Spojrzał na nią uważnie. Nieco oklapła, kiedy dość sceptycznie wyraził swoje zdanie na temat jej pomysłu, ale nie o to mu chodziło.
    - Obiecuję, że się nad tym zastanowię, dobrze. - Powiedział cicho, łapiąc ją pod brodę i patrząc jej w oczy. - Cieszę się, że tak bardzo wierzysz we mnie i moje możliwości. - Dodał jeszcze, po czym wpadł na pewien pomysł. - Idę zjeść obiad, a ty jeśli chcesz to zadzwoń ode mnie do właściciela tego motocykla. Możemy chociaż jechać i go obejrzeć. Co ty na to? - Zaproponował.

    OdpowiedzUsuń
  119. - Nie jestem zły. - odpowiedział jej. - Po prostu po raz pierwszy jestem w takiej sytuacji i nie mam do końca pojęcia, jak się zachowywać, ale masz rację, zachowujmy się normalnie. - Dodał jeszcze z lekkim uśmiechem. - W sumie zmienia się tylko jedna rzecz. Mogę cię dodatkowo przytulać i całować, a reszta zostaje taka sama. - Uśmiechnął się łobuzersko.
    Hugo już się powoli zastanawiała nad tym, jak przekazać Madsowi szczęśliwą nowinę. Może podczas jego urodzin, kiedy przyjaciel będzie w dobrym humorze i nie będzie chciał zamordować przyjaciela.
    - To dzwoń. Ja idę zjeść obiad. - Powiedział po chwili, podnosząc się z kanapy. - Po telefon też możemy podjechać po drodze, jeśli chcesz. - Zawołał z kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  120. - Macaj kiedy tylko chcesz. - Odpowiedział jej, zabawnie ruszając brwiami.
    Będąc już w kuchni zasiadł sobie spokojnie do obiadu, który uprzednio podgrzał w mikrofalówce. Oczywiście, głupek zapomniał, że jedzenie jest gorące, więc poparzył sobie język .Żeby jakoś załagodzić ból, nalał sobie mleka do szklanki i upił z niej spory łyk, po czym znowu zasiadł do stołu.
    - Okey to pojedziemy tam jak tylko zjem. - Zdążył powiedzieć, po czym wziął od Veikki telefon i odebrał połączenie.
    Amber chciała tylko wiedzieć co się dzieje u Hugona, że drugi dzień z rzędu się nie odzywa. Paplała przez jakiś czas do słuchawki, nie dając mu kompletnie dojść do słowa.
    - Przepraszam. - Wtrącił się jej w końcu w zdanie. - Byłem zajęty, no i Veikka u mnie jest. - Uśmiechnął się do rudowłosej.
    - Jak to jest? Spała u ciebie? Gadaj! - Zażądała Amber.
    - Wszystko w porządku. Spała, spała.
    - Ha! Mówiłam, że jeszcze będziecie razem. Daj mi ją.
    Hugo podał telefon dziewczynie.
    - Amber chce z tobą rozmawiać. - Powiedział jej rozbawiony, wracając do obiadu.

    OdpowiedzUsuń
  121. Hugo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że rozmowa z Amber zajmie Veice sporo czasu. Kiedy jego kochana siostrzyczka się rozgadywała nie było mocnych żeby przerwać jej paplaninę i zakończyć rozmowę.
    Może i to było dziwne, że dziewczyna dzwoniła do Hugona codziennie, ale najwidoczniej stęskniła się za starszym bratem. Byron aż tak nadgorliwy nie był. Owszem spotkali się raz czy dwa na piwo albo po to żeby porozmawiać o Veice. Tak, nawet o niej rozmawiał z bratem.
    Kiedy Veikka wróciła do kuchni, spojrzał na nią uważnie.
    - Oj daj spokój. - Odpowiedział dziewczynie z uśmiechem. - Po porstu cieszy się naszym szczęściem i może w jakiś sposób chce naprawić to wszystko. - Dodał jeszcze. Zdążył skończyć obiad, więc wstał od stołu i wstawił talerz do zlewu. - To co jedziemy, czy chcesz jeszcze chwilę posiedzieć w domu? - Zapytał, podchodząc do rudowłosej i łapiąc ją w talii. - Ciekaw jestem, co powiedziałaś Amber. - Dodał jeszcze, uśmiechając się łobuzersko.

    OdpowiedzUsuń
  122. - No naszym szczęściem, tylko mi nie mów, że nie jesteś zadowolona. - Mruknął o niej, udając wkurzonego. - Tylko mi nie mów, że się nie cieszysz, że masz takiego faceta. Inteligentnego, seksownego i na twoją wyłączność. - Uśmiechnął się do niej łobuzersko. Poza tym, jej nie trzeba niczego potwierdzać, ona sama wszystko złapie w lot. Już na obiedzie u rodziców, wiedziała, że coś się świeci - Dodał jeszcze, uśmiechając się do niej. Widział, że spojrzała na talerz, który zostawił w zlewie. - Później go sprzątnę. Jak wrócimy. - Obiecał, a kiedy usłyszał jej kolejne słowa zaczął się śmiać. - Dobrze, powiem jej, że nie jesteś zainteresowana pójściem z nią na przymiarkę. Ona po prostu chce się z tobą zaprzyjaźnić. To wszystko. - Dodał jeszcze.
    Wiedział, że za żadne skarby Veikka nie da się namówić na jakiekolwiek dłuższe spotkania z jego siostrą. Obie bardzo się od siebie różniły, a Hugo nie miał zamiaru zmuszać rudowłosej do udawania słodziutkiej panienki.
    - Zachowywanie się jak grzeczna dama w ogóle do ciebie nie pasuje. - Odezwał się po chwili. - Zdecydowanie wolę cię w tym bardziej złośliwym wydaniu. - Dodał.

    OdpowiedzUsuń
  123. - O tak, mam wiele zalet. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem. Oczywiście, droczył się z nią, chociaż i tak uważał samego siebie za super faceta Był narcyzem, tak jak poprzedniego wieczoru stwierdziła Veikka. Nie interesowały go inne kobiety, miał ją. Dopiął swego i nie miał zamiaru tego zmieniać, tylko miał wrażenie, że rudowłosa nadal mu nie dowierza. - Nie słyszałaś jej, kiedy wyszłaś do łazienki. Od razu zauważyła, że coś się święci, przynajmniej z mojej strony. - Powiedział. Może i Amber naoglądała się wielu romantycznych filmów, ale nosa miała. Przynajmniej w kwestii Hugona.
    Carlsson zdziwił się, że mimo wszystko Veikka tak bardzo do niego nie lgnie, jak się tego spodziewał. Musiał przyznać, że była bardzo spięta i niechętnie się przytulała. Postanowił sobie, że od tej pory nie będzie nic robił. Skoro czuła się z tym niekomfortowo i chciała, żeby było normalnie, tak jak wcześniej to to właśnie od niego otrzyma.
    Poszedł za dziewczyną do przedpokoju i sam zaczął ubierać buty i kurtkę. Chwycił ze stolika portfel, klucze i telefon.
    - Masz adres tego gościa? - Zapytał podchodząc do drzwi i otwierając zamek. - I tak już gadasz całymi dniami. Zdążyłem się przyzwyczaić. - Dodał, po czym przepuścił ją przodem.

    OdpowiedzUsuń
  124. - Widziała jak na ciebie patrzę, to wszystko. - Odpowiedział jej. Nie miał ochoty na drobne złośliwości. Jakoś lekko stracił humor, ale nie chciał tego po sobie okazywać. Nie musiała wiedzieć, że coś się dzieje. - Mniejsza o to. - Skomentował tylko jej słowa o tym, że niby przechwalał się kogo to nie zaliczył. No cóż, każdy mówił o czym chciał, a że on miał się czym chwalić to mówił akurat o tym.
    Tak wychodzili razem, nawet jeśli chodziło o obejrzenie zwykłego motocykla. Hugo miał ochotę złapać Veikkę za rękę, ale tego nie zrobił. Powstrzymał się. Od rana to w sumie tylko on inicjował te bardziej śmiałe gesty, które w jego mniemaniu były odpowiednie, kiedy było się razem. Rudowłosej jednak to chyba nie odpowiadało, więc nie zrobił nic.
    - Nie, nie jedziemy taksówką. - Poinformował ją. - Mamy przecież własny środek transportu. - Dodał jeszcze, również kierując wzrok na te nieszczęsne kwiatki. Oj długo Veikka już nie zobaczy go z jakąś roślinką dla niej.
    Hugo zaczął schodzić po schodach, a kiedy znaleźli się już na zewnątrz, podszedł do swojego motocykla, zaparkowanego nieopodal. Wyciągnął z bagażnika kask dla Veikki i jej go podał.
    - To gdzie mam jechać? - Zapytał, zakładając własny i sadowiąc się na miejscu kierowcy.

    OdpowiedzUsuń
  125. - Nie, nie odwidziało mi się. Wiem, że wolisz motocykle, zresztą ja też, więc po się męczyć w taksówce, skoro możemy podróżować w ten sposób. - Odpowiedział jej, odwracając głowę i uśmiechając się do niej lekko.
    Kiedy tylko Veikka usadowiła się za nim, rozpiął nieco poły swojej skórzanej kurtki, żeby mogła lepiej go chwycić, po czym ruszył z miejsca.
    Podróż do miejsca, do którego zmierzali w taksówce zajęła by im jakąś godzinę, Hugo dotarł na miejsce w ciągu połowy tego czasu, łamiąc po drodze kilka przepisów. Nie lubił jeździć wolno.
    Kiedy znaleźli się na miejscu, zdjął kask i poprawił czuprynę, która nieco oklapła, po czym poczekał na Veikkę.
    Z domu zmierzał już ku nim właściciel tego cuda.
    - Do wy do mnie dzwoniliście? - Zapytał, od razu prowadząc ich do Harley'a. - Należał do mojego ojca, a ja go nie chcę. To złom. - Hugo spojrzał na mężczyznę zdziwiony, ale nic nie powiedział.
    Podszedł za to do maszyny i zaczął ją oglądać. Przejechał dłonią po siodełku, dotknął rączki. Patrzył na ten motocykl z nieukrywaną miłością. Tak jednoślady były jego pasją.
    - Kiedy mogę go zabrać? - Zapytał znienacka. Nie mógł pozwolić na to, by Harley jeszcze bardziej niszczał tutaj, leżąc na kupce złomu.

    OdpowiedzUsuń
  126. [ Okey, spokojnie. Nigdzie dzisiaj mi się nie spieszy, chociaż jutro ograniczona ilość odpisów będzie, bo niestety, ale 14 h w pracy mnie czeka. :/]

    Ale to zrobił. Miło było czuć jej dłonie sunące po jego brzuchu. Co z tego, że wiatr trochę go ochłodził. W sumie w pewnym momencie drogi, chciał się zatrzymać, zsiąść z tego motocykla i ją pocałować, ale się powstrzymał. Innym razem będą mieli na to czas.
    Hugo oglądał przez chwilę motocykl, wybadał go, sprawdził każdą część. Okazało się, że motocykl nie jest aż tak bardzo zniszczony, tylko tu i ówdzie rdza przeżarła kilka części. Już oczami wyobraźni widział, jak go naprawia, jak ponownie przywraca do życia stojącą przed nim maszynę.
    Decyzję podjął w mgnieniu oka. Wiedział, że nie odpuści. Wiedział, że nie może zostawić tutaj motocykla. Każdy dzień zwłoki mógł oznaczać to, że ktoś go kupi, albo spadnie deszcz i maszyna jeszcze bardziej zardzewieje.
    I owszem, był sceptyczny, ale zdjęcia wstawione w internecie nie oddawały piękna pojazdu. Hugo musiał go dotknąć, zobaczyć na własne oczy. Wyobrazić sobie, jak Harley będzie wyglądał, kiedy z nim skończy.
    - Możecie go zabrać jutro. - Odezwał się do nich właściciel tego cudeńka.
    - To jedyna taka okazja. - Powiedział cicho, żeby mężczyzna jej nie usłyszał. - Madsowi powiem jak wróci. Poza tym kupię go za własne pieniądze. - Dodał jeszcze. - Przecież sama mnie namawiałaś żebym coś z nim zrobił. - Spojrzał na nią uważnie.
    Wiedział, że szybko podjął decyzję. Jak na niego bardzo szybko, ale zakochał się w tej maszynie od pierwszego wejrzenia.
    - Dobrze. - Odezwał się ponownie do mężczyzny. - Będę tu jutro w samo południe, żeby go odebrać. Proszę go chociaż czymś przykryć na noc. Na wypadek deszczu. - Dodał jeszcze, kierując wzrok na motocykl.

    OdpowiedzUsuń
  127. [ Na infolinii pracuje się całą dobę niestety, bez względu na to czy sobota, niedziela czy święto. :) Jakoś dam radę, tak myślę:)]


    - Poradzę z tym sobie na pewno. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem. Jeszcze nie bardzo wiedział jak, ale jakoś przyjedzie tu jutro po to cudeńko i zabierze je ze sobą do domu. Może poprosi kogoś z samochodem by mu towarzyszył i pomógł przewieźć do warsztatu. W sumie chyba nawet wiedział, kto mu chętnie pomoże. - Pogadam z Byronem. On ma auto z przyczepą i wątpię, żeby miał z tym jakiś problem. - Powiedział w końcu, dzieląc się z Veikką swoim planem.
    Po prawdzie takie myśli też mu po głowie chodziły. Może sprzedałby swój motocykl, a ten by sobie zostawił. Jednak był bardzo przywiązany do swojej maszyny. To był jego pierwszy jednoślad, którego naprawił. Miał też inny pomysł, który powoli kiełkował mu w głowie.
    Hugo ustalił z właścicielem skarbu, że będzie po niego jutro w południe i jutro też przywiezie gotówkę.
    Po pożegnaniu się z mężczyzną, Carllson podszedł do Veikki.
    - Dziękuję, że mi go pokazałaś. Ten człowiek chyba nie do końca wiedział jaki skarb miał u siebie. - Powiedział i powoli skierował się w stronę swojego motocykla. - Masz ochotę poprowadzić? - Zapytał znienacka, wskazując ręką w stronę swojej maszyny.

    OdpowiedzUsuń
  128. [ Postaram się odpisywać na przerwach co jakiś czas, więc może aż tak ciężko nie będzie. :)
    Na całe szczęście, ja jeszcze na takie sytuacje mam tableta. :)]

    - Wiem, że poczeka. - Powiedział. - Koleś kompletnie nie miał pojęcia, że ma u siebie takie cudo. Przecież to żyła złota. - Dodał. Humor mu się trochę poprawił.
    Hugo był zadowolony. Takiego interesu nie udało się mu jeszcze nigdy w życiu ubić. Był wdzięczny Veice i to bardzo. Gdyby nie ona, nigdy by nie znalazł tego motocykla.
    Kiedy podeszli już do jego maszyny usłyszał jej słowa i zaczął się śmiać.
    - Przejrzałaś mój misterny plan. - Powiedział z łobuzerskim uśmiechem. - A taką miałem ochotę pomacać cię po cyckach. - Dodał jeszcze.
    W pewnym momencie złamał dane sobie słowo i przyciągnął ją do siebie.
    - Dziękuję. - Powiedział w końcu całując ją w usta. - Dziękuję, że mnie namówiłaś i pokazałaś ten motocykl. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  129. [ Hehe, też tak miałam na początku, a później się przyzwyczaiłam :)]

    - Dobrze, jak chcesz. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem.
    Jej zachowanie, kiedy ją przyciągnął do siebie, lekko go zdziwiło. Oczywiście, nie umknęło to jego uwadze. Pluł sobie w brodę, że jednak złamał dane sobie słowo i próbował czegoś więcej. Nie potrafił jej zrozumieć. Z jednej strony, kiedy ze sobą nie byli, marzyła o tym, by jej dotykał, a teraz, kiedy miała go już dla siebie, automatycznie się od niego odsuwała.
    - Jasne. - Mruknął tylko w odpowiedzi, ubierając kask i siadając na swoim miejscu. Nie odezwał się więcej. Kiedy i ona zajęła swoje miejsce i złapała go w pasie od razu ruszył z miejsca. Był zły, a pęd powietrza pozwalał mu zawsze się uspokoić. Nie chciał się kłócić z Veikką, ale cała sytuacja nie mogła tak przez cały czas wyglądać.
    Kiedy zatrzymali się pod domem, Carlsson zsiadł z motoru i zdjął kask. Powstrzymywał się dość długo, ale nie wytrzymał.
    - Zastanów się, czego ty właściwie chcesz, bo w ogóle cię nie rozumiem. - Powiedział, zabierając swoje rzeczy i ruszając do mieszkania. Nawet nie poczekał na Veikkę. Wszedł do domu, zrzucił kurtkę i buty i ruszył do kuchni. Musiał się odstresować, więc poszedł do kuchni, żeby przygotować dla siebie jakiegoś drinka.

    OdpowiedzUsuń
  130. Może i Hugo trochę przesadnie zareagował, ale sądził, że powinni robić takie rzeczy. Wydawało mu się, że ludzie właśnie w taki sposób okazują sobie uczucia. I on to robił. Chciał pokazać Veice, że mu na niej zależy. Tylko na niej. A ona tylko i wyłącznie go odtrącała.
    Nic więc dziwnego, że był zły. Że zareagował tak a nie inaczej.
    Będąc już w kuchni, pierwszego drinka wypił niemal na raz, ale czuł, że to za mało.
    Zabrał więc ze sobą całą butelkę wódki i karton soku, po czym udał się do salonu. Słyszał dokładnie jak Veikka weszła do środka, ale nawet słowem się do niej nie odezwał.
    Zrobił sobie kolejnego drinka i włączył laptopa. Chciał sprawdzić kilka części do naprawy swojego nowego Harley'a. Napisał też wiadomość do Byrona czy miałby jutro czas skoczyć z nim po motocykl. Poniekąd, chłopak cieszył się, że będzie miał co robić. Jeśli zajmie się motocyklem nie będzie musiał się przejmować Veikką, bo naprawdę nie miał pojęcia co ma zrobić.
    Przeglądanie internetu jakoś zajęło mu czas i trochę się cieszył, że dziewczyny obok niego nie było. Musiał sobie wszystko poukładać w głowie. Wiedział jedno. Więcej nie złamie danego sobie słowa.

    OdpowiedzUsuń
  131. Sam nie wiedział, czemu aż tak bardzo się przejmował tym wszystkim. Może chodziło głównie o to, że zawsze dostawał to czego chciał, nawet za bardzo się o to nie prosząc i nie starając, a Veikka unikała wszelkiego kontaktu cielesnego.
    Hugo bardzo chciał to w jakiś sposób rozwiązać, tylko nie wiedział w jaki. Nie miał pojęcia jak dotrzeć do rudowłosej. Jeśli nadal tak to wszystko będzie wyglądało to wątpił w powodzenie ich związku, o ile tak można było to wszystko nazwać.
    Nie wiedział co się dzieje. Powoli zaczynał żałować, że powiedział jej wczoraj prawdę. Chyba wolałby żeby wszystko wróciło do normy, do czasu sprzed rozmowy.
    Ciężko było mu się skupić, więc zamknął komputer dość mocno. Nie przejmował się tym jednak. Miał ważniejsze problemy na głowie. Poza tym, po raz pierwszy w życiu się przejmował. Tak naprawdę.
    Siedział właśnie patrząc w okno, kiedy usłyszał huk dochodzący z sypialni. Początkowo nie chciał nic robić, ale w końcu wstał i poszedł do pokoju.
    Otworzył drzwi i rozejrzał się po pomieszczeniu.
    To co zobaczył nieco zbiło go z tropu.
    - Co robisz? - Zapytał, nadal stojąc w drzwiach. Widok rozebranej Veikki nieco go zaskoczył.

    OdpowiedzUsuń
  132. Oczywiście, że seks nie był najważniejszy w życiu. Hugo doskonale o tym wiedział i wiedział też, że Veikka nie ma zbyt dużego doświadczenia w tej kwestii. Tylko powinno dotrzeć też do niej to, że on o tym wiedział i świadomie dokonał wyboru. Nie zależało mu na tym, żeby jak najszybciej ją zaliczyć. Nie o to mu chodziło, ale ona chyba nie potrafiła tego zrozumieć.
    Podszedł do niej automatycznie, wziął jej dłoń w swoje ręce i przyjrzał się ranie na jej palcu.
    - Poczekaj chwilę. - Powiedział, po czym zniknął za drzwiami łazienki. Przyniósł ze sobą apteczkę i kosz na śmieci.
    Usiadł obok Veikki i delikatnie zaczął przemywać jej ranę, a następnie nakleił na nią plasterek.
    Na sam koniec zabrał się za zbieranie szkła do kosza. Kiedy skończył, odniósł kosz na miejsce i wrócił do pokoju, chociaż nie bardzo wiedział, co go tam pchało. Ponownie stanął w drzwiach i patrzył na Veikkę z nieodgadnioną miną.

    OdpowiedzUsuń
  133. Zdecydowanie nie była dla niego miła. Wiedział, że chodziło o jego złość, o tą całą dziwną atmosferę, która zapanowała między nimi od wczorajszego wieczoru.
    Nie wiedział co ma robić, dlatego też stał i na nią patrzył. Mimo wszystko, kiedy kazała mu do siebie podejść, zrobił to. Nie podobało mu się to w jaki sposób się do niego odnosiła. Traktowała go dziwnie.
    Podszedł jeszcze krok bliżej, ale jej nie dotknął. Chociaż chciał.
    - Co mam zrobić? - Zapytał może trochę głupio. - Wziąć cię siłą? Nie, to tak nie działa. - Powiedział. O dziwo mówił spokojnie. - Nie mam zamiaru zrobić niczego, co nie będzie dla ciebie komfortowe. Powiem więcej, nie mam zamiaru dotknąć cię, póki sama mnie o to nie poprosisz. - Dodał jeszcze, patrząc na nią uważnie i cofając się dwa kroki do tyłu. - Nie po to chciałem z tobą być, żeby cię przerżnąć, ale mam wrażenie, że właśnie na to czekasz.

    OdpowiedzUsuń
  134. Widział, że drgnęła, kiedy do niej podszedł. Nie dał jednak nic po sobie znać. Trochę go to zdziwiło. Miała go na wyłączność, a o to chyba jej chodziło. Odstawiła szopki, ale chyba nadal nie rozumiała, że on ja szanuje, że dla niej się stara.
    - Nigdy. - Potwierdził, zachowując bezpieczną odległość. - Póki nie będziesz gotowa i sama nie będziesz chciała,żebym cokolwiek zrobił. - Dodał jeszcze. Wiedział, że to będzie trudne, ale jakoś chyba da radę.- Nadal chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego,że nie chce cię zranić, ani tym bardziej zaliczyć. Tego miałem na pęczki i wystarczy. Zmieniłem się, ale mam wrażenie, że nadal postrzegasz mnie przez pryzmat mojej przeszłości. - Dopowiedzial jeszcze. - Jesteś piękna, wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. To zobaczysz w lustrze. Dodał, po czym się odwrócił i wyszedł z pokoju.
    Hugo chciał by Veikka dostrzegła to, co on w niej widział. Dlatego zostawił ja samą, żeby wszystko sobie przemyslala.

    OdpowiedzUsuń
  135. Słyszał ja doskonale i zatrzymał się w pół kroku. Nie zdążył nawet wejść do salonu. Stał na progu, zastanawiając się jak jej to wszystko wytłumaczyć, tak by zrozumiała.
    Odwrócił się i podszedł do niej, na tyle blisko by go sluszla, ale też na tyle dalko by czuła jakikolwiek komfort.
    - Szczerze? Nie wiem dokładnie kiedy to się zaczęło. Kiedy inaczej zacząłem na ciebie patrzeć. To było jeszcze przed tym pocalunkiem. Kiedy mowilas o tej randce, krew się we mnie zagotowala. - Powiedział cicho. - Nigdy w życiu bym nie podejrzewał, że spojrzę, na ciebie inaczej. Sam jestem zaskoczony i to dla mnie wielka nowość.- Dodał. - Wiesz jaki jestem. Wiesz, że nie umiem gotować, a zrobiłem dla Ciebie naleśniki, bo mi zależy. Cholernie mi zależy, a ostatnia rzeczą jakiej chce jest zranienie ciebie. Nie chcę tego robić i poczekam jeśli będzie trzeba. - Uśmiechnął się do niej lekko. - Chce spróbować, ale jeśli i ty tego chcesz. Skoro nie czujesz się dobrze w tej sytuacji to może lepiej będzie.....- nie dokończył. - Zrozum, że dla mnie jesteś wyjątkową i staram się zmienić dla Ciebie. Tylko ty masz na mnie taki wpływ. - I znów był zaskoczony swoją szczerością.

    OdpowiedzUsuń
  136. - Wiesz, może nie tyle czuje się zraniony co odepchnęty. - Powiedział. - Zastanawiam się co robię nie tak, Ale może po prostu wyolbrzymiam to wszystko. - W żaden sposób nie skomentował tego, ze wyznała mu uczucie. - Tylko co Ty we mnie widzisz? Przecież jestem największym dupkiem na świecie. - Odpowiedział, delikatnie się uśmiechając. Humor nieco mu się poprawił. Podszedł do niej tak jak prosiła i mocno ja przytulil. - Wiem, że to wszystko stało się z dnia na dzień i sam nie do końca potrafię to jeszcze zrozumieć. Jednak dla Ciebie zrobilbym wszystko , a już na pewno porzuciłem wszelkie romanse. - Dodał. - Poza tym to ciebie chce i nikogo innego, więc poczekam ile będzie trzeba. Nie martw się tym. - Pocalowal ja w czubek głowy. Liczył na to, że Veikka sobie z tym wszystkim poradzi . - Poza tym, masz mnie na wyłączność, a to chyba dobrze, prawda? - Zapytał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  137. Hugo był zadowolony, że po raz pierwszy normalnie ze sobą porozmawiali. Nie klocili się , nie dogryzali sobie tylko poważnie podeszli do tematu.
    - Oczywiście, że chce wiedzieć. - Powiedział jej. - W końcu moja narcystyczna część natury tego pragnie. - Dodał, caluajc czubek jej nosa. W sumie dla niego również całą tą sytuacją była Nowa. Po raz pierwszy był z komis w związku tak na poważnie, więc sam miał jeszcze jako takie problemy z przyzywczajeniem się do tej sytuacji.
    - Dobrze, będę stanowczy i od tej pory nawet cię z rąk nie wypuszcze. - Zażartował, mocniej ją przytulajac.

    OdpowiedzUsuń
  138. - Wcale nie mam aż tak wybujalego ego. - Odpowiedzial jej , udając obrazonego. - No może czasami tylko wzrasta do niewyobrażalnych rozmiarów. - Dodał, uśmiechając się do niej lobuzersko.
    Oni faktycznie byli siebie warci. Najpierw się klocili, potem się zgodzili, by za chwilę się na siebie obrazić i znów wrócić do normy. - No jak będziesz cały czas przy mnie paradowac w takiej bieliźnie to watpie, żebym się powstrzymał. - Dodał jeszcze, po czym zamilkl, poddając się pieszczocie.
    Sam też nie pozostawał jej służby, ale tak jakoś bardziej bezwiednie przesuwal dłońmi po linii kręgosłupa.

    OdpowiedzUsuń
  139. - Nie psuj chwili. - Szepnął jej do ucha w odpowiedzi na odcinki o jego ego, po czym lekko przygryzl jego płatek. Prowokowala go słowami i gestami, a on dostawał szału na myśl o tym, że coś jej obiecał. Ryłko w sumie czy w momencie prowokowania go i nagabywania nie wiedziała, jak to się może skończyć?
    - W jakiej? - Zapytał, po czym przesunął dłoń na jej biodra i mocno chwycił za materiał majtek. Gdyby chciał, jednym ruchem , by ja z niej zerwał. - A na przykład w takiej. Prowokujesz i kusisz, a nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo.- Zrobił jeszcze kilka kroków do przodu, popychajac Veikke do samej ściany. Kiedy już tam się znalazła, napadł na nią całym ciałem. - To nie fair. Jesteś okrutną. - Mruknął, zaciskajac mocniej dłoń na tych nieszczesnych majtkach, po czym wpił się w jej wargi.

    OdpowiedzUsuń
  140. - Sama sprawdź, czy stoisz czy nie - odpowiedział jej z lobuzerdkim uśmiechem. - Na pewno doskonale to czujesz.- Dodał jeszcze.
    Kiedy przestała go całować, on tego nie zrobił. Dalej musiał ustami jej policzki i szyję oraz płatek ucha.
    Nie miał zamiaru pomagać jej z tą koszula, niech się się sama chwilę pomęczy. Wolną dłoń oparł o ścianę tuż za Veikką, a ta która trzymał na materiale majtek zaciskal coraz mocniej. Miał ochotę pociągnąć za materiał, zerwać z niej to co na sobie miała, ale przystopowal.
    - No cóż, musisz się trochę namęczyć, żeby dostać się tam, gdzie chcesz. - Mruknął cicho, uśmiechając się do niej lekko. Dłoń, która trzymał na ścianie przeniósł teraz na ramiona zsuwajac oba ramiączka stanika. Nie spieszyl się. Delektowal się każdym dotykiem, każdym muśnięciem ust na jej bladej skórze.

    OdpowiedzUsuń
  141. Oczywistym było to, że jego ciało na nią reagowało. Jak mogła więc jeszcze wątpić w jego intencje? Dał jej dowód, namacalny dowód na to, że mu się podoba. Działa na niego, czuł to wyraźnie. Wystarczyło jej spojrzenie, otarcie się ciałem o jej ciało, a jego zawodzacy przez ostatni tydzień przyjeciel w końcu zareagował.
    Nie poprzestal na obsypywaniu pocalunkami jej szyi. Poszedł krok dalej, kreslac tylko sobie znane wzory na jej dekolcie, by dotrzeć do piersi. Spojrzał na nią z uwielbieniem w oczach, ale watpil by to dostrzegła. Kiedy dotknęła jego brzucha wzdrygnal się lekko. Miała chłodne dłonie.
    Kiedy wypowiedziała ostatnie zdanie spojrzał na nią przelotnie, by się upewnić,że na pewno tego chce. Trochę nieśmiało przesunął dłoń w stronę jej kobiecości, zgrabnym ruchem pokonał barierę w postaci gumki od majtek i już był tam, gdzie chciała.
    - Jesteś tylko moja. - Szepnął jej do ucha, niemal niezrozumiale, pełnym emocji głosem.
    Jego dłoń delikatnie wsuwala się coraz dalej i dalej, a całe ciało napierało na nią. Wiedział, że już się nie powstrzyma. Przejęła nad nim całkowitą kontrolę. Jeszcze nigdy nie odczuwał wszystkiego tak wyraźnie, jak teraz przy niej.

    OdpowiedzUsuń
  142. Hugo zdawał sobie sprawę z tego, że Veikka w każdym momencie może kazać mu przestać. Na pewno , byłoby to dla niego istna torturą, jednak nie chciał robić niczego wbrew jej woli.
    Jej ciało poddawało się jego pieszczotą. Reagowala nawet na najlżejszy dotyk. Carlsson domyslał się, dziewczyna jest niedoświadczona, jednak jemu to nie przeszkadzało. Jej niewinność chyba jeszcze bardziej na niego działa, a on chciał jej dać z siebie jak najwięcej.
    Usłyszał jej pytanie, jednak początkowo na nie nie zareagował. Dopiero po chwili dotarło do niego to, że coś mówiła.
    - Zrobię wszystko to, czego zechcesz. - Szepnął jej do ucha.
    Jemu też już było mało wygodnie w tej pozycji, więc wyjął rękę z jej majtek i wziął Veikke na ręce, po czym przeszedł z nią do sypialni. Mało co nie wywinął orła na dywaniku, tak mu się spieszylo. Położył rudowłosą na łóżku, sam ściągnął z siebie koszule i położył się obok.
    Przyjzal jej się uważnie. Musiała dostrzec w jego wzroku głód, uznanie dla niej i całą masę pożądania.
    Pochylił się i pocalował ja, najpierw delikatnie, ale zaraz bardziej zdecydowanie.
    Jego dłoń zaś, wędrowała już do poprzedniego miejsca, by zatrzymać się tam i powoli pieścić kobiecość dziewczyny.
    Hugo nie spieszyl się. Poniekąd dawał jej ostatnią szansę mu temu, by mogła się jeszcze wycofać.

    OdpowiedzUsuń
  143. Owszem obiecała, ale zawsze po drodze mogła zmienić zdanie. Kobiety przecież z tego słynęły.
    Hugo jakoś by to zniósł, ale pewnie jego duma i poczucie męskości bardzo by na tym ucierpiały. Nie chciał tego, starał się więc by dać jej jak największą przyjemność.
    Gdyby go o to poprosiła wczorajszej nocy, nie odmówiłby jej. Niczego chyba nie potrafił jej odmówić, ale może teraz przemawiały przez niego jego własne potrzeby i dawne marzenia o tym, by być tym, który będzie jej pierwszym mężczyzną. Wiedział, że to połączy już ich na zawsze. Nawet gdyby kiedyś, jakimś cudem ich drogi się rozeszły.
    Teraz, miał ją przy sobie. Była jego, a on należał do niej. Wiedział,że przepadł. Całkowicie i nieodwracalnie.
    Oddawał jej pocałunki z tą samą pasją, z którą ona całowała jego, a jego dłoń nie przestawała jej pieścić. Czuł jak się pod nim wije. Podobało mu się to. Była taka naturalna. Niczego przed nim nie udawała. Wolną dłonią, nie przerywając tego co robił, zdjął z niej delikatnie stanik. Teraz miała na sobie już tylko majtki, ale nie sądził, by długo pozostały na miejscu.
    Przerwał, by się jej przyjrzeć. On sam ledwo łapał oddech, czując, że pożądanie bierze nad nim górę.
    Nie chcąc, by dotarła na szczyt zbyt szybko ( tak, nawet w tym momencie chciał się z nią podroczyć), zabrał dłoń spomiędzy jej nóg, by chwycić ją gdzieś na zgięciu kolana i wciągnąć na siebie. Sam obrócił się tak, by leżeć na plecach. Dłonie położył na jej biodrach i szybkim ruchem rozerwał delikatny materiał majtek. Odrzucił skrawki materiału gdzieś na bok.
    - Mam nadzieję, że to nie były twoja ulubiona bielizna. - Szepnął, lekko się uśmiechając, po czym wrócił do przyglądania się jej. - Jesteś piękna. - Dodał jeszcze, przesuwając dłonie na jej brzuch, a potem wyżej na piersi, których sutki sterczały już mocno, czekając na jego dłonie.

    OdpowiedzUsuń
  144. Oczywiście, że robił to celowo. Może nie do końca świadomie, ale w pewnym stopniu na pewno.
    Nigdzie się nie spieszył, za niczym nie gonił. Wszystkie jego ruchy były przemyślane,o ile w ogóle mógł w tamtym momencie myśleć.
    Nie zastanawiał się nawet nad własną przyjemnością. Wolałby to ona doznała spełnienia po raz pierwszy.
    Dla niego, poniekąd też wszystko było nowe. Nigdy nie postępował w ten sposób. Rzadko zdarzało mu się zwracać uwagę na potrzeby drugiej strony. Jakby przy Veice odsłaniał inne obszary swoich umiejętności w dziedzinie seksu.
    Uśmiechnął się tylko, słysząc jej słowa. Nie chciał nic mówić, nie teraz, kiedy sam też uświadomił sobie, jak niewiele warstw ubrań ich dzieli. Ciekaw był, czy dziewczynie nie jest niewygodnie, gdy tak siedziała na jego spodniach, a sprzączka paska musiała wbijać jej się w podbrzusze.
    - Dobrze, kupię ci nową, ładniejszą. - Odpowiedział, ponownie się uśmiechając. - Tak jest proszę pani. - Gdyby mógł to by jej zasalutował, ale akurat jego ręce były bardzo zajęte i nie bardzo chciały z nim inaczej współpracować.
    Drażnił palcami sutkami, zataczał palcami małe kółeczka i ściskał raz mocniej, raz delikatniej całe piersi. Zaskakująco idealnie pasowały do jego dłoni.
    Kiedy poczuł dłonie Veikki na swoim brzuchu, wciągnął głośno pojęcie. Miała zimne dłonie, ale jej dotyk mimo wszystko był przyjemny.
    Pogłębił pocałunek, a jedną z dłoni znów przesunął w okolice jej podbrzusza. Może nie była to zbyt wygodna pozycja, jednak trafił tam gdzie chciał. Jego palce sunęły po gładkiej skórze, badając każdy jej cal, aż odnalazły odpowiednie miejsce, nadal wilgotne, które czekało na kolejne pieszczoty.

    OdpowiedzUsuń
  145. [ No właśnie się zdziwiłam, że rano odpowiedzi nie miałam :) ja dzisiaj do 16 tylko na szczęście, więc od tej pory będę pisać częściej, bo teraz masakra z tego telefonu]

    Hugo spojrzał na Viekke niemal z wyrzutem, kiedy się od niego odsunęła i przerwała jego pieszczoty. Spodziewał się tego, że powie, że wystarczy, że koniec zabawy jak na jedną noc,ale pozytywnie go zaskoczyła.
    Przyglądał jej się uważnie, kiedy rozpinała pasek od spodni, a następnie rozporek. Był zadowolony, że chciała nie tylko brać, ale i dawać coś od siebie. Jednak gdyby tak nie było, nie przeszkadzaloby mu to, wręcz przeciwnie.
    Chociaż przez ten ostatni tydzień, faktycznie pościł, a niemal wszystkie próby kończyły się totalnym fiaskiem i dość sporym obniżeniem jego ego. No bo, który facet byłby zadowolony z faktu, że nie może stanąć na wysokości zadania? Hugo , na pewno nie był, ale czuł, że przy Veice wszystko wróciło do normy.

    OdpowiedzUsuń
  146. [ A co było z Twoim? No ja już ostatnio pisałam, że jeszcze mam tableta, ale czasami autokorekta w nim mnie drażni, a nie mogę jej wyłączyć, niestety. :/ No ja dopiero wolne mam w czwartek i piątek w tym tygodniu, więc jeszcze dwa dni muszę się przemęczyć. :)]

    No coż, obiecywać można było wiele, ale z wykonaniem i dotrzymaniem obietnicy bywało różnie. On też zawsze sporo obiecywał, np., że oddzwoni, a tego nie robił. Nic więc dziwnego, że teraz był troszeczkę sceptyczny, ale niczego po sobie nie okazywał.
    Hugo podłożył sobie dłonie pod głowę i przyglądał się poczynaniom Veikki. Dopiero, kiedy się odezwała, zaczął się śmiać.
    - Co ty byś beze mnie zrobiła. - Zażartował w tym samym tonie, po czym podniósł się do pozycji siedzącej i jednym ruchem zdjął z siebie spodnie. Potem wrócił do pozycji wyjściowej. Zżerała go ciekawość na temat tego, co rudowłosa ma zamiar zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  147. [ Oj to szkoda, ale jakoś damy radę. :)]

    To co zrobiła było już ciosem poniżej pasa. Każdą okazję wykorzystywali do tego, by się ze sobą podroczyć. Drobne złośliwości jakoś tak idealnie do nich pasowały i chyba nawet były ich pewnym znakiem rozpoznawczym.
    Spojrzał na nią uważnie, kiedy się od niego odsunęła i usiadł obok. Otworzył szerzej oczy, słysząc to co powiedziała i przez chwilę nie wiedział co ma powiedzieć, czy zrobić.
    Długo tak nie wytrzymał. Z ust wyrwało mu się ciche westchnienie, po czym poderwał się z miejsca i dosłownie rzucił się na Veikkę.
    - Tak możesz robić to sama. - Mruknął, pakując się między jej nogi i lekko pchając ją na poduszki. - Tylko, że ja wolę to robić. - Dodał jeszcze, odciągając jej rękę i zastępując ją własną.
    Pochylił się nad nią i pocałował, zaś drugą ręka układał nogi Veikki na swoich biodrach.

    OdpowiedzUsuń
  148. [ Haha, wiesz telefon warta rzecz, zawsze trzeba się z nim lubić i go uwielbiać :D]

    Hugo nigdy nie był człowiekiem cierpliwym. Veikka znała go tyle lat, więc powinna spodziewać się po nim takiej, a nie innej reakcji. Poza tym, on nie lubił patrzeć, on musiał robić. Musiał być uczestnikiem i mieć chociażby wrażenie, że ma kontrolę nad wszystkim.
    Poruszał dłonią powoli w górę i w dół, pieszcząc ją delikatnie, lekko też się o nią ocierając.
    - Zrobisz... - Obiecał jej jeszcze cicho, przenosząc usta na jej szyję, następnie dekolt, aż dotarł do piersi. Najpierw pocałował każdy z sutków, po czym delikatnie przygryzł jeden z nich.

    OdpowiedzUsuń
  149. Hugonowi zależało przede wszystkim na jej przyjemności, przynajmniej tego wieczoru. Chciał, by zobaczyła, że jest to bardzo przyjemne, że warto czasami dać się podotykać, poddać się temu co się działo.
    Dla Carlssona już samą przyjemnością było patrzenie, jak Veikka się pod nim wije. Jak poddaje się temu, co robił.
    Chłopak, naparł na rudowłosą całym ciałem, mając nadzieję, że jego ciężar nie jest aż tak wielki. Jego dłoń coraz śmielej sobie poczynała, zachęcona wilgocią spomiędzy ud, a usta to ssały to przygryzały raz jedną raz drugą sutkę.
    W pewnym momencie powrócił do całowania jej dekoltu i szyi, by dotrzeć do ucha, którego płatek przygryzł.
    - Pragnę cię. - Szepnął cicho.

    OdpowiedzUsuń
  150. Widział, a może raczej wyczuwał, że Veikka jest już niemal na szczycie. Czuł jej urywany oddech na swojej skórze, dłonie zaciskające się na pościeli i ciało coraz bardziej wyginające się w łuk.
    Przytulił się do niej, wręcz zwalił na nią swoje dość ciężkie ciało, wargami muskając jej włosy. Czekał, aż uspokoi oddech.
    Przekręcił się na bok, żeby było im wygodniej i mocno ją do siebie przytulił. Czuł jak całe ciało jej drżało, jednak nic nie mówił.
    Był zadowolony. Był pewnie pierwszym mężczyzną, z którym zaszła tak daleko. Przynajmniej, miał taką nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  151. [ A jak wolisz, bo w sumie możemy przeskoczyć do rana, albo zacząć coś innego. :)]

    OdpowiedzUsuń
  152. [ Okey, spokojnie ja poczekam. :)]

    OdpowiedzUsuń
  153. [ Nie no spokojnie, ja to rozumiem. :) Też już jestem w pracy.]

    Hugo również spał jak dziecko,ale raczej dlatego, że dzień wcześniej wstał wcześnie. Rzadko mu się to zdarzało, uwielbiał spać, więc nic dziwnego, że tym razem spał jak zabity wtulony w Veikke. Poszedł spać w świetnym humoerze, bo kolejny problem, który mieli został rozwiązany, więc teraz już chyba nic złego nie mogło się wydarzyć.
    Sam nie wiedział, jak bardzo się myli.
    Kiedy usłyszał głos Madsa, myślał, że to mu się śni, ale nie. Poczuł telefon upadający na kołdrę i otworzył oczy.
    Spojrzał na Veikke, podniósł się i wziął telefon do ręki.
    - Halo? - Zapytał zaspanym głosem nie bardzo wiedząc, co się dzieje.
    -Veikka zniknęła już ci to mówiłem. - Hugo automatycznie się obudził.
    Całkowicie zapomniał o tym, że przyjaciel miał wrócić tego dnia i automatycznie wróciły do niego myśli o tym, jak powiedzieć mu o wszystkim co się wydarzyło.
    - Wyluzuj. Jest u mnie. - Spojrzał na dziewczynę i przeciagnal się lekko.
    -Jak to u Ciebie? Co ona tam robi?
    - Zgubiła klucze do mieszkania to gdzie miała spać?
    - Dobra, zaraz u Ciebie będę. - Mads się rozlaczyl.
    Hugo odłożył telefon na szafkę i spojrzał na rudowłosą.
    - Mads zaraz tu będzie. - Poinformował ja zupełnie spokojnie, jakby jeszcze spał, po czym ponownie opadł na poduszki z zamiarem dalszego spania.

    OdpowiedzUsuń
  154. Hugo był tak zasypany, że chyba cała powaga sytuacji do niego nie dotarła. Zachowywał się tak, jakby wszystko było w zupełnym porządku.
    Westchnął tylko, kiedy usłyszał jej słowa.
    - No, dobra dobra już wstaje.- Odezwał się byntowniczym tonem, ale Veikka miała rację.
    Jej brat nie mógł ich zastac w takiej sytuacji. Nie mógł dowiedzieć się o ich związku w taki sposób, bo chyba by zabił Hugona. Chłopak musiał to rozegrać w inny sposób, chyba że dziewczyna już teraz chciała się podzielić z Madsem szczęśliwą nowiną.
    - Chcesz mu powiedzieć? - Zapytał, wygrzebujac się z kołdry i calujac ja w czoło na powitanie.
    Wyszedł z łóżka i zaczął szukać czegoś do ubrania.

    OdpowiedzUsuń
  155. Hugo już wciągnął na siebie spodnie i spojrzał na Veikke, która trzymała w dłoniach strzępy majtek.
    - Możesz ubrać moje jeśli chcesz. - Odpowiedział jej z lobuzerskim uśmiechem na ustach.- Pod spodniami nie będzie nic widać.- Dodał jeszcze.
    Powrót Madsa trochę wybił go z rytmu. Nie wiedział jak poinformować o wszystkim przyjaciela, a on Veikka też za bardzo mu nie pomogła.
    - Dobrze wiesz, że według Madsa jesteś nietykalna dla każdego z jego kumpli. Obojętnie czego bym mu nie udowadniał ani nie robił on tego nie zaakceptuje. - Odpowiedział jej ubierajac koszule. - Jak nic dostanę po gębie, zakaz zbliżania i cholera wie co jeszcze, jednak przemyśle jeszcze kiedy i jak mu to przekazać. - Dodał jeszcze, podchodząc do dziewczyny i calyjac ja w policzek.

    OdpowiedzUsuń
  156. Hugo nie wyobrażał sobie, tego jak teraz będzie to wszytko wyglądało, kiedy Mads będzie obok nich. Będąc w trójkę będą musieli udawać, że nic się między nimi nie wydarzylo, że nic ich nie łączy.
    Hugo chciał to rozegrać w taki sposób, by nie stracić ani Madsa ani Veikki.
    Przygarnął ją do siebie i odwzajemnil pocałunek, żeby wykorzystać do maksimum te kilka chwil, które im zostały.
    - Widzisz, Mads chyba bawi się tro he w twojego ojca i nie dziwię mu się. - Odezwał się po chwili, przerwyjac pocałunek. - Ale nie martw sie, powiem mu. Może na moich urodzinach. - Dodał jeszcze. - Jakoś to przełknie, mam nadzieję, i nie będzie chciał mnie zabić przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
  157. - Będzie dobrze. - Odezwał się jeszcze, calujac Veikke w czubek głowy, po czym wziął od niej spodnie i je ubrał. Nie bardzo podobało mi się to, że muszą się ukrywać jeszcze przez jakiś czas, ale wiedział też, że na taką bombę informacyjną Madsa trzeba przygotować.
    - A co myślisz, że rudy się wscieknie i wywali z moich własnych urodzin? - Zapytał. - Może zrobie to wcześniej, może później. Muszę wyczuć moment.
    Ostatnie, pytanie Veikki skwitowal uniesieniem brwi.
    - A po co mi ona? Dla pozorów? - Zapytał. - A może Ty chcesz George'a zaprosić co?- Dodał tym samym żartobliwym tonem.

    OdpowiedzUsuń
  158. Zapewne tak właśnie będzie. Hugo i Veikka pewnie nie będą się nawet spodziewać, kiedy Mads ich najdzie i wszystko wyjdzie na jaw. Carlsson zastanawiał się, jak na to wszystko zareaguje jego przyjaciel. Na pewno nie będzie szczęśliwy.
    - Żartowałem tylko, daj spokój. - Odpowiedział jej z uśmiechem. Po prostu nie lubił George'a chociaż go nawet nie poznał. - W sumie można by było zaprosić Amber i Byrona może też, ale jeszcze się zastanowię. - Zmienił temat, żeby już nie rozmawiać o tym pseudo chłopaku Veikki. - Tylko wiesz, żeby potem nie wypaplała czegoś o nas Madsowi, bo będzie kiepsko. - Dodał.
    Ledwo zdążył zaścielić łóżko, kiedy zabrzęczał dzwonek do drzwi. Hugo poszedł otworzyć.
    - Siemasz, stary! - Przywitał się z Madsem przesadnie radosnym tonem.

    OdpowiedzUsuń
  159. [ Dziś mam wolne też, więc będę częściej pisała :) Wczoraj się na meczu załatwiłam i straciłam głos :D]

    Hugo przywitał się z Madsem uściskiem dłoni, chociaż nadal przesadnie zadowolony. Ukrywanie, że coś się dzieje kiepsko mu szło i miał nadzieję, że przynajmniej Veice lepiej to wszystko pójdzie.
    Carlsson poszedł za przyjacielem do kuchni i stanął w drzwiach, przysłuchując się rozmowie rodzeństwa. Zmarszczył brwi, kiedy usłyszał, jak rudowłosa go chwali. Chyba faktycznie chciała pokazać bratu, jakim skarbem jest Hugo.
    - Bez przesady. - Skomentował słowa Madsa, pocierając bok, w który ten go walnął. - Co miałem zrobić? Kazać jej spać w jakimś obskurnym motelu i zastanawiać się, czy jakieś typy się do niej nie dobiorą? - Zapytał. - W końcu ciebie nie było, więc to ja musiałem przejąć rolę starszego brata. - Dodał jeszcze, szczerząc się głupio.
    Musiał trochę podkoloryzować wszystko, żeby na razie wszystko nie wyszło na jaw. Wszedł do pomieszczenia i usiadł za stołem.
    - Możesz mi zrobić kawę? - Zwrócił się do Veikki.
    - Hugo, to jak ty te dwie noce wytrzymałeś bez lasek? - Zapytał nagle przyjaciel.
    - Bez przesady, dwie noce to nie tak dużo. Dzisiaj sobie odbiję. - Odpowiedział kumplowi, kłamiąc jak z nut. Wiedział, że nic takiego nie będzie miało miejsca, ale Mads nie musiał o tym wiedzieć. - W ogóle, będę dziś w warsztacie trochę później. Jadę odebrać motocykl, który wczoraj kupiłem. Veikka wpadła na genialny pomysł. - Dodał, zmieniając szybko temat. Nie chciał rozmawiać o swoim trybie życia, który prowadził do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
  160. [ Tym bardziej, że dzisiaj miałam być 14 godzin w pracy, a jakoś dziwnie by było gdybym cały czas skrzeczała do słuchawki :D ale tak to jest, jak się wydziera dwie godziny na meczu :D]

    Hugo patrzył na Veikkę. Widział, że jest zła i doskonale znał powód. Nie mógł jednak nic powiedzieć, bo przecież Mads był razem z nimi. Tylko czemu ona tak się zdenerwowała?
    - Co ci jest Veikka? - Rudy zapytał siostrę.
    - Pewnie napięcie przedmiesiączkowe. - Skomentował złośliwie Hugo, szczerząc się do przyjaciela.
    Dziewczyna powinna zachować trochę pozorów, a zachowywała się tak, jakby była o niego zazdrosna.
    - Jaki motocykl? - Zapytał Mads, kompletnie ignorując komentarz siostry na temat ogarnięcia się.
    - Veikka wynalazła w internecie starego Harley'a dosłownie za bezcen i wpadła na pomysł, żeby go kupić, odnowić i sprzedać z zyskiem. Co myślisz? - Zapytał przyjaciela.
    - Świetny pomysł. - Odpowiedział i nagle poderwał się z miejsca. - Chyba zaszkodziło mi jakieś żarcie. Zaraz wracam. - Dodał jeszcze, po czym wyszedł z kuchni. Po chwili usłyszeli zatrzaskawanie drzwi łazienkowych.
    Hugo skorzystał z okazji i podszedł do Veikki. Chwycił ją za ramię obracając w swoją stronę.
    - Chyba nie sądzisz, że mówiłem poważnie o tym odbijaniu? - Zapytał, nadal zdziwiony jej zachowaniem, patrząc dziewczynie w oczy. - A może jesteś zazdrosna, hm? - Dopytał jeszcze, przyciągając ją do siebie.
    Ryzykował wiele, bo gdyby Madsa zaraz wparował do kuchni, musiałby się gęsto tłumaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  161. Hugo sam zastanawiał się nad tym, jak będą wyglądać ich kolejne dni. Ignorowanie Veikki i ogólnie udawanie, że nic się między nimi nie dzieje, na pewno nie będzie należało do najprostszych zadań.
    Skoro już teraz ledwo mógł wysiedzieć na swoim miejscu, powstrzymywać się od tego, by do niej nie podejść i nie pokazać Madsowi, co się dzieje naprawdę, to co będzie w warsztacie, czy u nich w mieszkaniu?
    Carlsson miał nadzieję, że jakoś uda mu się to wszystko rozwiązać, bo jakieś kradzione chwile, tak jak ta teraz, kiedy przyjaciel na chwilę wyszedł w żadnym wypadku mu nie wystarczą.
    - Wiem, że jesteś zazdrosna. - Mruknął, patrząc jej w oczy. - Dobra, postaram się, ale wątpię, żeby coś do niego dotarło. Wiesz jaki on jest. Będzie się nabijał, że pewnie złapałem jakiegoś syfa czy coś. - Dodał, po czym obejrzał się przez ramię i szybko pocałował dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  162. Hugo i tak wiedział swoje, ale skoro Veikka się upierała, że nie jest zazdrosna to trudno. Uśmiechnął się do niej łobuzersko.
    - Wiesz, takie męskie rozmowy. - Odpowiedział jej. - Zazwyczaj, kiedy ciebie nie ma, albo nie słyszysz. Może to i lepiej, że część historii zostanie w tajemnicy. - Dodał jeszcze, puszczając jej oczko.
    On sam też chciał jeszcze trochę ją poprzytulać, pocałować trochę mocniej, ale dźwięk otwieranych drzwi od łazienki nieco go ocucił.
    - Postaram się. - Mruknął tylko, po czym wziął swój kubek z kawą i wrócił na miejsce.
    W ostatniej chwili, bo Mads właśnie wszedł do środka.
    - Wypijemy kawę i wracamy do domu. Trzeba wymienić te cholerne zamki. - Zawrócił się do siostry. - Hugo, o której będziesz w warsztacie?
    - Myślę, że koło 13:00. Muszę jeszcze odebrać ten motocykl.
    - Z kim jedziesz?
    - Z moim bratem, obiecał, że mnie podrzuci. W ogóle, jak się później spotkamy dogadamy jeszcze szczegóły moich urodzin. To już w następny weekend. - Hugo zaczął pić kawę, by czymś zająć ręce. Myślami był daleko, więc miał nadzieję, że Mads niczego nie zauważy.

    OdpowiedzUsuń
  163. Każda okazja do imprezy była dobra, szczególnie jeśli chodziło o Carlssona. Nigdy nie przepuszczał okazji do tego, by się zabawić. Zbliżał się już do trzydziestki, a nadal czasami ( nawet bardzo często) zachowywał się inaczej.
    Hugo domyślał się jednak, że te urodziny mogą być w tym roku nieco inne. Już nie będzie tak samo, jak wcześniej. Teraz, miał dziewczynę ( nadal dziwnie mu się o tym myślało), więc żadnego zaliczania panienek nie będzie, a nawet nie będzie flirtów. Veikka chyba by go za to zabiła.
    No cóż, gdyby Mads zobaczył te podarte majtki nie mieliby się jak wytłumaczyć. W życiu nie uwierzyłby w bajeczkę, że dziewczyna się potknęła, zahaczyła o coś i materiał sam się rozerwał.
    Kiedy tylko rudowłosa opuściła kuchnię, Mads uważnie spojrzał na przyjaciela.
    - Co się z wami dzisiaj dzieje? Pokłóciliście się? - Zapytał Hugona.
    - Nie, no co ty. Wiesz jaka ona jest. Lubi marudzić. To chyba u was rodzinne. - Odpowiedział przyjacielowi z uśmiechem.
    - To, którą dzisiaj zapraszasz na wieczór? Przez Veikkę pewnie dwa dni posuchy miałeś.
    - Sam nie wiem. Szczerze mówiąc, przestaje mnie to powoli bawić.
    - Co??
    - Mówię poważnie. Poznałem kogoś i tak jakby się z nią spotykam. Tylko z nią.
    - Kto to jest? Znam ją?
    - W pewnym sensie znasz. No, ale mniejsza teraz o to. Pogadamy o tym innym razem. - Hugo zakończył rozmowę, żeby Mads nie zaczął zadawać jeszcze bardziej wścibskich pytań. - Za pół godziny jadę z Byronem po Harley'a. Będzie jeszcze okazja żeby sobie pogadać.
    - Jak chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  164. [ Okey, nie ma problemu :) poczekam]

    OdpowiedzUsuń
  165. Hugo zrobił dokładnie to, co zaproponowała Veikka, chociaż wątpił w powodzenie tego planu. Znał Madsa i wiedział, że ten i tak będzie wściekły, że jego najlepszy przyjaciel śmiał dotknąć jego siostrzyczkę. A przecież obiecał mu, że nigdy tego nie zrobi.
    No dobra, to było dawno. Wtedy Hugo w ogóle nie zakładał, że kiedykolwiek poczuje coś do Veikki, więc ze spokojem mógł taką przysięgę złożyć. Teraz jednak, pluł sobie w brodę.
    Mads był kompletnie nieświadomy tego, co się działo. Carlsson aż zgrzytał zębami ze złości, że ten nie mógł przedłużyć swojej nieobecności jeszcze chociaż o jeden dzień. Zepsuł mu poniekąd plany.
    - No już idę, idę. Nie krzycz na mnie. - Mads wyraźnie nie wiedział co się dzieje. Świadczyła o tym jego mina. - Masz wszystko? - Zapytał, wstając od stołu i kierując się w stronę przedpokoju.
    Hugo też się podniósł. Odstawił kubek do zlewu i wyszedł za przyjacielem do przedpokoju. W tym samym czasie zadzwonił dzwonek. Chłopak otworzył drzwi i stanął twarzą w twarz z Byronem.
    - Gotowy? Mam mało czasu, więc chodźmy. - Zwrócił się nowo przybyły do brata.
    - Tak, tylko ubiorę buty.
    Carlsson ubrał szybko obuwie, wciągnął na siebie kurtkę, chwycił portfel i telefon i już miał wychodzić przez próg.
    - Veikko, zamkniesz drzwi? Oddałabyś mi klucze w warsztacie. - Zwrócił się do niej, jakoś tak dziwnie na nią patrząc, bo nawet nie miał okazji, żeby się normalnie pożegnać.

    OdpowiedzUsuń
  166. I całe szczęście, że Byron nie powiedział słowa, bo jak nic wtedy by wpadli, a Hugo nie był jeszcze przygotowany na złość Madsa. Sam chciał mu powiedzieć, ewentualnie z małą pomocą Veikki. Gorzej, gdyby dowiedział się tego od osób trzecich.
    Oczywiście, Carlsson nie słyszał już wymiany zdań między Veikką a Madsem, bo jak nic by spanikował. Wydawało mu się w sumie, że przyjaciel jakoś dziwnie uważnie mu się przypatruje, ale przecież niczym się nie zdradził, rudowłosa zresztą też nie.
    Chłopak zamarudził trochę przy samochodzie Byrona, żeby chociaż zobaczyć Veikkę, ale się nie udało. Braciszek zaczął marudzić, że się spieszy, więc chcąc nie chcąc, Hugo wsiadł do samochodu.

    Transakcja przebiegła nad wyraz sprawnie. Mężczyzna nadal nie miał pojęcia, że oddaje niemal za bezcen tak cenny motocykl. Hugonowi to się podobało. Nie wydał na niego zbyt wiele, ale kiedy z nim skończy będzie wart przynajmniej dziesięć razy więcej.
    - Na co ci ten motocykl? - Zapytał go Byron, kiedy wracali już do warsztatu.
    - Jak to na co? Odnowię go i sprzedam, ewentualnie dam komuś w prezencie, jeszcze nie wiem.
    - Fajna sprawa. Słuchaj, rozmawiałem z Amber i ona twierdzi, że jesteście z Veikką razem. Nie chciałem nic mówić u ciebie, bo nie wiem jak sprawy stoją, więc...
    - No jesteśmy razem. Przynajmniej próbujemy. Całe szczęście, że nic nie mówiłeś, bo byś nas wydał. Ten rudy to jej brat.
    - No i co z tego?
    - A to z tego, że kilka lat temu, wymógł na mnie przysięgę, że nigdy jej nie dotknę.
    Byron zaczął się śmiać, ale nic więcej już nie powiedział.
    Mniej więcej po piętnastu minutach podjechali pod warsztat i zdjęli z bagażnika motocykl. Hugona zdziwiło to, że nie widział nigdzie samochodu Madsa. Czyżby znów gdzieś pojechał.
    Carlsson pożegnał się z bratem, uprzednio zapraszając jego, Amber i ich pary na swoje urodziny, po czym pchnął drzwi do warsztatu i wprowadził tam motocykl.
    W środku nikogo nie było. Dziwna sprawa. Hugo zdjął z siebie kurtkę, przebrał się w robocze ubrania i wziął się za rozbieranie swojej nowej zdobyczy.

    OdpowiedzUsuń
  167. Może natychmiastowe wzięcie się za motocykl nie było zbyt dobrym pomysłem, bo jeszcze wiele rzeczy było do zrobienia, ale Hugo nie miał serca go tak zostawiać. Od momentu, kiedy stał się jego pełnoprawnym właścicielem miał ochotę się do niego dobrać.
    Carlsson nigdy nie słynął z cierpliwości, ale kiedy chodziło o jego ukochane jednoślady stawał się podwójnie niecierpliwy.
    Był właśnie w trakcie rozmontowywania silnika, kiedy usłyszał głos Veikki.
    - Dopiero teraz o tym wiesz? - Zapytał ją. - Mads zawsze był niecierpliwy i marudny. Zresztą tak jak ty. - Mówiąc to podniósł się, by mogła go zobaczyć. - Tutaj jest, chodź. - Przywołał ją do siebie, po czym wrócił do silnika.
    Wokół niego leżało już sporo części ułożonych w schludnych rzędach. Taki porządek to coś dziwnego w przypadku Hugona, ale warsztat to nie mieszkanie. Tutaj wszystko musiało być idealne, jak te jego rzędy.
    - Zacząłem go rozbierać, żeby wiedzieć, które części trzeba wymienić, a które się nadadzą. - Wyjaśnił jej. - Kiedy z nim skończę będzie jak nowy. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  168. Hugo nigdy nie potrafił zrozumieć kobiet i nawet się z tym nie krył. Były zbyt skomplikowane, a on był facetem, więc logicznym było to, że do niego docierały tylko najprostsze sygnały, a nie jakieś aluzje. Poza tym, on nie lubił nikogo obgadywać, chociaż odnosiło się mylne wrażenie, kiedy razem z Madsem gadali na temat panienek. Teraz miało to się zmienić.
    - Żartowałem tylko. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem, odkładając na bok silnik i spoglądając na Veikkę. Podniósł się z kolan. - Tobie też się tak dziwnie przyglądał? - Zapytał.
    Spojrzał na już wyciągnięte części. Faktycznie, większość była w stanie niemalże nowym.
    - Masz rację, myślę że będzie trzeba włożyć w niego niewiele więcej niż za niego zapłaciłem, a po wszystkim będzie wart dziesięć razy tyle. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem, sięgając po jakąś szmatę i wycierając w nią ręce.

    OdpowiedzUsuń
  169. - To i tak dziwne, że nie pytał jak spaliśmy. - Odpowiedział jej jeszcze. - Tak, tak podogryzaj mi, a ja poopowiadam jak to bardzo mi się nie podobasz, i że traktuję cię jak siostrę. - Dodał jeszcze żartobliwym tonem.
    Oczywiście, nie miał zamiaru tak mówić, bo jeszcze bardziej by tym zdenerwował Veikkę. Mads wszystko utrudniał, a dopiero minęło kilka godzin. Hugo miał ochotę pójść zaraz do niego i wszystko mu powiedzieć.
    - Na razie jeszcze nie szukaj. - Odpowiedział jej. - Nie wiem, ile czasu mi to zajmie, poza tym jeszcze nie zdecydowałem czy będę chciał go sprzedać. - Dodał tajemniczo, odkładając wszystkie części na schludne stosiki, a kiedy skończył podszedł do Veikki. Akurat wybrał sobie taki moment, że większość kurzu poleciała na niego.
    Kaszląc i plując podszedł bliżej.
    - Jak myślisz, ile mu to jeszcze zajmie? - Miał na myśli wymianę zamka.

    OdpowiedzUsuń
  170. - Niewiem, zastanowię się nad tym poważnie, jak już doprowadzę go do takiego stanu w jakim prezentuje się w mojej wyobraźni. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem.
    Hugonowi bardziej zależało na tym, by motocykl prezentował się odpowiednio, bo na to właśnie zasługiwał. Jednoślad nie był stworzony do leżenia i pokrywania się rdzą, gdzieś na stosie śmieci, miał cieszyć nowego właściciela. Nie zależało mu na pieniądzach, tych miał akurat tyle ile potrzebował.
    Owszem, pieniądze były ważne, ale nie najważniejsze. Świadczył o tym sam fakt, że rzucił studia, dobrowolnie pozbawiając się funduszu powierniczego od rodziców.
    Hugo spojrzał na Veikkę ze zdziwieniem.
    - A ty, zamiast skorzystać z pięciu minut bez niego, wolisz myć samochód. - Skomentował.
    Carlsson doskonale zdawał sobie sprawę z tego jaki jest Mads i wiedział, że kiedy wróci na pewno będzie marudził, jak to się z tym cholernym zamkiem namęczył.
    - Skończę silnik w tym drugim samochodzie. - Poinformował dziewczynę i podszedł do białego forda, którego maska już była otwarta.

    OdpowiedzUsuń
  171. [ Nic nie szkodzi, zdarza się. :)]

    Może i zapyta ją o zdanie, ale sam jeszcze nie do końca wiedział, co będzie chciał z nim zrobić. Teraz przede wszystkim, skupiał się na jego naprawie i ogólnym doprowadzeniu go do porządku, żeby jako tako się prezentował.
    Hugo aż wyjrzał zza maski samochodu, żeby spojrzeć na Veikkę z wyrzutem.
    - Wyraziłem tylko swoją opinię, a ty się zachowujesz jakby przynajmniej chciał cię bzyknąć na masce samochodu. - Odpowiedział jej równie niemiło. Ona to zawsze potrafiła strzelić takim tekstem, że krew go zalewała. On chciał dobrze, ale ona tego nie doceniała. - A co ty może wiesz lepiej? Zawsze się wymądrzasz. - Dodał jeszcze. Zdawał sobie sprawę, że nie jest miły, ale nie miał zamiaru pozostawić jej słów bez komentarza. - I wybacz, ale wytrzymam bez klejenia się do ciebie dłużej niż pięć minut. Sama się o tym przekonasz. - Spojrzał na Veikkę po raz ostatni i wrócił do grzebania w silniku samochodu.

    OdpowiedzUsuń
  172. Faktycznie, początek mieli dość trudny. Może też po części dlatego, że ich charaktery były troszeczkę do siebie podobne. Każde chciało postawić na swoim i jakoś tak im to wychodziło, że każda najdrobniejsza rzecz przeradzała się w kłótnię, ewentualnie dość ostrą i niemiłą dla obojga wymianę zdań.
    - Nie prowokuj mnie w ten sposób. - Odpowiedział jej, chociaż z satysfakcją przyjął fakt, że się zarumieniła. Z drugiej strony, był na nią trochę zły o to głupie gadanie. - Jasne, bo ty wiesz wszystko najlepiej, a ze mnie robisz idiotę. - Odparował jeszcze.
    Chciał jeszcze coś dopowiedzieć, ale właśnie do warsztatu wszedł Mads. Hugo zajął się samochodem z gorliwością bardzo rzadko u niego widoczną.
    Hugo, wyszedł zza maski i spojrzał na Veikkę.
    - Jasnowidz się znalazł. - Mruknął, po czym podszedł do drzwi. - Hej! Mads. Weź sprawdź czy nie ma w twojej skrzynce mojego klucza francuskiego. - Krzyknął do przyjaciela, po czym wyszedł, bo okazało się, że właśnie tam jest.
    Wrócił po chwili już narzędziem w dłoni i wrócił do naprawiania samochodu. Wcielał swoje słowa w życie. Nie będzie się kleił do Veikki przez czas dłuższy niż pięć minut.

    OdpowiedzUsuń
  173. Hugo aż zgrzytał zębami ze złości. Po raz kolejny Veikka miała rację, a on nie. Tylko, że z drugiej strony nie musiała być dla niego tak niemiła.
    Kiedy tylko wrócił zajął się naprawą samochodu, jednak co jakiś czas zerkał na dziewczynę. Widział, więc jak ściąga koszulę i bierze się za mycie samochodu.
    Przeceniał chyba swoją silną wolę. Nie mógł się skupić na tym co robi.
    Dopiero po jakimś czasie zdał sobie sprawę, że przez cały czas gapi się na Veikkę, wciąż wkręcając tą samą śrubkę.
    Nie wytrzymał pięciu minut.
    Ba! Nie wytrzymał nawet trzech.
    Veikka mogła usłyszeć dźwięk upadającego na ziemię klucza francuskiego.
    Hugo dopadł do niej w trzech krokach. Chwycił za ramię i obrócił w swoją stronę.
    - A niech cię! - Mruknął tylko, łapczywie wpijając się w jej wargi i całym ciałem przyciskając ją do samochodu, który miała myć.
    W tym momencie nie obchodził go nawet Mads.

    OdpowiedzUsuń
  174. Hugo chciał, naprawdę chciał wytrzymać te cholerne pięć minut i nic nie zrobić, nie kleić się do niej wtedy, ale nie mógł.
    Mała prowokatorka. Może i zrobiła to nieświadomie, ale na niego to jak najbardziej zadziałało.
    Nic dziwnego, że zareagował tak, a nie inaczej. Nie zdążył się nią jeszcze nacieszyć przez te ostanie dwie noce. Dzisiejszego ranka, też ledwo co się dotknęli. A wszystko przez Madsa.
    Teraz, przyciskając Veikkę do samochodu i całując ją zapamiętale nie myślał o przyjacielu. Miał w nosie to, co by powiedział, albo jakby zareagował.
    Jedną z rąk przeniósł w okolice zapięcia ogrodniczek i szybkim ruchem je odpiął.
    W sumie, jemu też perspektywa bzyknięcia Veikki na masce samochodu niezwykle się spodobała. Ta ich sprzeczka już dawno poszła w niepamięć. Teraz wykorzystywał do maksimum te kilkanaście minut, które mieli.

    OdpowiedzUsuń
  175. Znając życie, Hugo i Veikka będą jedną z tych par, które będą się kłócić, a potem godzić w łóżku. Jemu to nie przeszkadzało ani trochę.
    Nie potrafił się na nią długo złościć, czasami tylko doprowadzała go do szału, ale już taka była. Wiedział na co się porywa, kiedy zaczął z nią być.
    - Całuję własną kobietę, bo mam na to ochotę. - Odpowiedział jej na chwilę, przenosząc pocałunki na jej szyję. - Ale jeśli ci to nie odpowiada mogę przestać. - Dodał jeszcze.
    Wiedział, że nie odsunie się od niego. Jej też jeszcze najwidoczniej było go mało.
    Kwestię koszulki zawsze też dałoby się wyjaśnić. Mogli powiedzieć, że Veikka oblała go wodą, albo że wpadł do tego wiadro. Tylko jeśli odpłynęli by w tym momencie za daleko, to byliby wstanie wymyślić jakąś składną bajeczkę? Hugo szczerze w to wątpił.

    OdpowiedzUsuń
  176. [ Bez przesady, nie jest źle. :) Dobrej nocy i do jutra :*]

    Chyba w momencie, w którym odpinał te szelki, nie bardzo jeszcze wiedział, po co to tak naprawdę robił. Zrobił to, bo tak chciał.
    Kiedy tylko przód ogrodniczek opadł na dół, ręka Hugona tylko na to czekała. Automatycznie pojawiła się na piersi dziewczyny, ściskając ją mocno.
    Chłopak miał ochotę posunąć się dalej, zerwać z niej te spodnie, ale to byłoby wysoce niebezpieczne. Wtedy już w ogóle nie mieliby jak wyjaśnić Madsowi, co się dzieje. Chociaż również teraz, z dłonią Hugona na piersi Veikki też jakoś niespecjalnie nie wyglądali.
    Raz już jej to przecież powiedział. Poza tym była jego i tylko jego. A on należał do niej na własność.

    OdpowiedzUsuń
  177. To ich ukrywanie się trwało dopiero kilka godzin, ale Hugo już powoli zaczynał dostawać od tego cholery.
    Wiedział jednak, że nie mogą pozwolić na to, by Mads zastał ich w takiej sytuacji, bo racjonalnego wytłumaczenia na to nie było żadnego. Rudy by się wściekł i Carlsson wiedział, że nie skończyłoby się to wszystko dobrze.
    Nie mógł na to pozwolić. Nie chciał wybierać między Veikką, a przyjacielem.
    - Kurwa...- Mruknął tylko.
    Po raz ostatni pocałował dziewczynę, po czym odsunął się i ubrał swoją koszulkę.
    Pomógł też rudowłosej zapiąć ponownie ogrodniczki, rzucił jej tęskne spojrzenie i wrócił do samochodu. W samą porę, bo Mads wpadł do garażu.
    - Klucz francuski spadł mi na stopę. - Poinformował ich.
    Hugo nie wiedział czy ma się śmiać, czy płakać. Niewiedza jego przyjaciela o tym, co tu się przed chwilą działo była wręcz komiczna.

    OdpowiedzUsuń
  178. Słysząc pytanie Madsa, Hugo wyjrzał zza maski samochodu. Faktycznie, Veikka miała mokre całe spodnie, chociaż jego koszulka też była dość mokra, w końcu trochę wody z węża na niego poleciało.
    - Mads, daj spokój. - Odezwał się do przyjaciela, starając się odwrócić jego uwagę. - Potknęła się i wpadła tyłkiem do wiadra, przy okazji i mnie ochlapując wodą. - Odpowiedział, puszczając rudowłosej oczko, zza ramienia przyjaciela.
    Carlsson wiedział, że niedługo będzie trzeba mu o wszystkim powiedzieć, bo jak nic kiedyś zabraknie im przykrywek i historyjek do opowiadania. Dobrze, że zauważył tylko to, bo co by było, gdyby rudy wpadł tutaj, kiedy się całowali. Co by powiedzieli, że Hugo potknął się o oponę i wpadł na Veikkę tak jakoś niefortunnie, że złapał ją za cycka przy okazji ją całując? Haha. To by się kupy nie trzymało.
    - Kurwa, krew mi leci. - Dało się dosłyszeć, kiedy Mads usiadł i spojrzał na swoją stopę. - Nie dam rady tak pracować. - Mruknął jeszcze, po czym podniósł się z miejsca. - Hugo, jak skończysz, chodź na górę, obgadamy urodziny. Muszę wiedzieć, które laski zaprosić. - Dodał jeszcze, po czym skierował się do drzwi.
    - Spoko. - Mruknął tylko Carlsson w odpowiedzi, chociaż miał w dupie to, kogo Mads chce spraszać.
    Wrócił do pracy, żeby jak najszybciej mieć za sobą ten samochód.

    OdpowiedzUsuń
  179. Musiał jakoś zatuszować to wszystko, a tak naprawdę gdyby nic nie powiedział, Mads mógłby zacząć zadawać więcej niewygodnych pytań, szczególnie jeśli zobaczyłby mokrą koszulkę Hugona.
    Sam się sobie dziwił, że tak łatwo wymyślił odpowiedź na jego pytanie, że go okłamał, choć nigdy tego nie robił. A przynajmniej robił to rzadko.
    Również odetchnął, kiedy drzwi do garażu zamknęły się za przyjacielem. Usłyszał pytanie Veikki.
    - Widział stan tego samochodu, wie że muszę wymieć silnik, a zanim wyszedł dostrzegł na pewno, że nawet nie wyciągnąłem do końca tego starego. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Mads wie, że robię wszystko wolniej, więc na jakieś pół godziny do czterdziestu minut bym liczył, zanim by tu wrócił. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  180. Tak jak zakładała zaczął się śmiać, ale chyba też nieświadomie prowokowała go do działania.
    Hugo wiedział, że żadnego seksu nie będzie. To było zbyt ryzykowne. W każdej chwili mógłby wparować jakiś klient, Mads mógłby czegoś zapomnieć i przyjść na dół, ale z drugiej strony. Perspektywa bycia z Veikką tu sam na sam dłużej niż dziesięć minut trochę go nakręcała.
    - Tak naprawdę. Prawie skończyłem. - Odpowiedział jej, po czym wyciągnął stary silnik i włożył na jego miejsce nowy. - Specjalnie się ociągałem z wyciągnięciem tego starego. Też czasami pomyślę. - Dodał jeszcze, uśmiechając się do niej łobuzersko.
    Wyjaśnień mogło być naprawdę wiele, a już pokazali, że dość pomysłowe były te ich poprzednie.
    - Ty masz zamiar skończyć myć ten samochód? - Zapytał ją jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  181. [ Koło 15:00 będę musiała wyjść, tak na 2-3 godzinki. Mam dzisiaj przymiarkę sukienki. ]

    Nie skomentował tego, co powiedziała. Zdążył się już przyzwyczaić, że zdarzało jej się mu dogryzać. Czasami tylko musiał jej coś powiedzieć, obrazić się, albo coś, żeby zrozumiała, że nie zawsze mu to pasuje. Teraz, jednak chciał jak najszybciej skończyć ten silnik i mieć jeszcze chwilę spokoju.
    - Więc zrób to. - Odpowiedział jej z uśmiechem. - Maskę da się wyczyścić. Masz na tyle mokre spodnie, że się otrzesz i będzie czysta. - Dodał jeszcze, mając nadzieję, że zrozumie aluzję. - A kiedy skończysz, co będziesz tu robić? - Zapytał niewinnie.

    OdpowiedzUsuń
  182. [ Haha, nie chce mi się iść, ale muszę, bo w końcu nie dadzą rady mi przerobić sukienki. :)]

    - Mówiłem ci już, żebyś nie prowokowała mnie w ten sposób. - Odpowiedział Veice nie przerywając pracy.
    Może po prostu nie robiła tego świadomie, ale on akurat tego typu aluzje brał całkowicie poważnie. Tym bardziej, że to ona zaczęła temat.
    Wyjrzał zza maski, słysząc jej ostatnie słowa.
    - To idź się połóż. - Odpowiedział jej równie poważnym tonem. - Skończę samochód i może umyję ten drugi za ciebie. - Dodał jeszcze. Ochota na amory troszeczkę mu przeszła.

    OdpowiedzUsuń
  183. - Robisz, robisz, ale najwidoczniej nie jesteś tego świadoma. - Odpowiedział jej równie poważnie.
    Hugo, w lot łapał każdą, nawet najmniejszą aluzję. Veikka była taka urocza w tej swojej niewiedzy i niewinności i zupełnie nieświadomie jeszcze bardziej go nakręcała. Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jaką władzę nad nim miała. Oczywiście, Carlsson jej tego nie powie, bo jeszcze obrosła by w piórka.
    - No dobra, jak chcesz. - Odpowiedział jej. Dokręcił ostatnią śrubkę i zamknął maskę samochodu.
    Odłożył wszystkie swoje narzędzia do skrzynki i podszedł do umywalki umyć brudne ręce. - A jak spałaś wcześniej? - Zapytał logicznie, chociaż wiedział doskonale o co jej chodzi. On sam na pewno będzie miał problem, żeby zasnąć.

    OdpowiedzUsuń
  184. - Nie może, tylko na pewno. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Hm, aż tak podoba ci się spanie ze mną w jednym łóżku? - Zapytał z łobuzerskim uśmiechem, odwracając się do niej przodem. - Wiesz, zawsze możesz powiedzieć Madsowi, że idziesz na noc do koleżanki. - Podsunął jej po chwili. W sumie to by nie było aż takie głupie,ale dawał jej wybór.
    - Jeszcze się pytasz? No chodź tu. - Dodał, rozkładając szeroko ręce.

    OdpowiedzUsuń
  185. [ Myślę, że niedługo możemy przeskoczyć do tych urodzin.:)]

    OdpowiedzUsuń
  186. [ To niech coś robią jeszcze, urodziny mogą poczekać. :)
    Nie no, spokojnie. Poczekam jak coś, więc się nie spiesz. ]

    OdpowiedzUsuń
  187. Początki związków zawsze są najciekawsze i najtrudniejsze. Ta obustronna fascynacja, chęć spotykania się jak najczęściej się da. Na szczęście to mijało, chociaż dla Hugona będzie to całkowitą nowością. Nigdy przecież nie był w takim prawdziwym związku, bo tych kilku epizodycznych z czasów liceum nie liczył. Carllson czuł, że i dla niego i dla niej bycie w związku jest czymś nowym. Chłopak czuł jednak, że kiedy wszystko wróci do normy i Mads się o wszystkim dowie, będzie zupełnie inaczej niż teraz. Na pewno, nie będą tak do siebie lgnąć, spanie w jednym łóżku stanie się rutyną, nie mówiąc już o randkach, czy właśnie zwykłym pocałunku.
    - Jeśli więc będziesz chciała do mnie przyjść, będę czekał. - Powiedział, przytulając ją mocniej do siebie i całując w czubek głowy.
    Jeśli tylko Veikka dałaby mu szansę, Hugo chętnie by się nią zaopiekował. Czuł silną potrzebę uszczęśliwiania jej i sprawienia, by czuła się przy nim bezpiecznie.

    OdpowiedzUsuń
  188. [ W sumie zależy jaki miesiąc mamy w wątku haha :D myślałam o 14 lutego :D]

    - Tak, tym razem ty przyjedziesz mnie uratować. - Odpowiedział jej tym samym żartobliwym tonem.
    Hugo przyciągnął Veikkę bliżej siebie, dłońmi wodząc po linii jej kręgosłupa. Ciągle było mu jej mało, a wiedział, że jeszcze te kilka godzin będzie musiał poczekać, zanim znów weźmie ją w ramiona. Pochylił się, ujął ją pod brodę, by na niego spojrzała. Pocałował ją, lekko i zdecydowanie zbyt krótko, jednak teraz musiało to wystarczyć. Być może w nocy będą mieli szansę na coś więcej.
    - Skończyłem już, więc tak naprawdę mógłbym tam iść już teraz, ale jakoś nie mam na to ochoty. - Odpowiedział jej uśmiechając się lekko i po raz kolejny, muskając jej usta. - Jednak masz rację. Mads do cierpliwych nie należy niestety, a nie chcę żeby mi potem marudził, że tyle kazałem mu czekać. - Dodał jeszcze, po czym niechętnie odsunął się od Veikki.
    Podszedł do miejsca, gdzie zostawił swoje ubrania i zdjął roboczą koszulkę, by założyć tą, w której przyszedł do pracy.
    - Zobaczymy się na górze. - Posłał Veice lekki uśmiechem zapinając ostatnie guziki, po czym wyszedł z garażu.
    Chciał już mieć tą rozmowę za sobą. Wiedział, że przyjaciel będzie chciał sprosić na jego urodziny przynajmniej połowę lasek, z którymi Carlsson sypiał, a to raczej nie spodoba się rudowłosej. To udawanie coraz bardziej zaczynało go męczyć.

    OdpowiedzUsuń
  189. [ Haha, to nic więcej już robić nie będą w takim razie? Ostatnio napomykałaś, że mają jeszcze coś zrobić. :) ]

    Bo tak naprawdę go uratowała, chociaż on sam jeszcze chyba sobie do końca sprawy z tego nie zdawał. Przez większość czasu po prostu się bawił, w ogóle nie zwracając uwagi na to, że powoli idzie na dno. Wystarczyłaby chwila nieuwagi, a nie skończyłby zbyt dobrze.
    Na szczęście, uświadomił sobie pewne rzeczy, zachciało mu się zmiany, a związek z Veikką na pewno będzie dla niego czymś dobrym. Ona na pewno nie pozwoli wrócić mu do dawnych nawyków, a on sam, nie chcąc jej skrzywdzić, nie powtórzy swoich dawnych błędów.
    - Spokojnie, postaram się zapanować nad sytuacją. - Odezwał się jeszcze, zanim poszedł do kamienicy, by porozmawiać z Madsem.
    Hugo, obawiał się, że na urodzinach może się coś wydarzyć. Coś nie do końca dobrego. Rudy w końcu nie wiedział, że Carlsson spotyka się z jego siostrą, więc pewnych zachowań będzie od niego oczekiwał. Idąc do mieszkania rodzeństwa chłopak zastanawiał się, jak tego wszystkiego uniknąć.

    [ Zaraz wychodzę do pracy, więc trochę rzadziej mogę odpisywać. ]

    OdpowiedzUsuń
  190. [ Haha, okey :) nie myślę dzisiaj :D]

    OdpowiedzUsuń
  191. [ Jednak będziemy mogły sobie dziś spokojnie pisać, bo nie idę do pracy. Chyba jakiś wirus grypy żołądkowej mnie dopadł :) nie, żeby rozpaczala z tego powodu :)]

    OdpowiedzUsuń
  192. [ Haha, znam ten ból, sama w środę mówić nie mogłam, ale to na własne życzenie, bo dzień wcześniej darłam mordę na hokeju Haha :) ]

    OdpowiedzUsuń
  193. [ Weź rusz ten tyłek pisz :D teraz reklama jest :D wiem, bo też oglądam, chociaż znam na pamięć :D]

    OdpowiedzUsuń
  194. Rozmowy o imprezie trwały w najlepsze przez kilka następnych dni. Hugo, dla zachowania pozorów musiał zgodzić się na zaproszenie kilku dziewczyn, z którymi łączyła go przeszłość, jednocześnie mając nadzieję, że Veikka nie będzie miała mu tego za złe. Nie mógł się otwarcie przeciwstawić Madsowi, tym bardziej, że ten jeszcze nic nie wiedział o nim i o swojej siostrze.
    Carlsson nadal zbierał się na odwagę, by w końcu powiedzieć rudemu prawdę.
    Męczyło już go to wszystko, tym bardziej, że przez kilka ostatnich dni, ledwie widział się z Veikką. Doprowadzało go do szału to, że Mads wszędzie za nim łaził, uniemożliwiając mu pozostanie sam na sam z dziewczyną nawet na kilka minut.
    Tego wieczoru, jak zwykle zresztą od kilku ostatnich dni, Hugo był w domu. Nie miał ochoty nigdzie wychodzić, wolał zostać w mieszkaniu, bo być może akurat tego dnia, Veikka zdecyduje się do niego przyjść.
    Brał akurat prysznic, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Wyszedł więc z kabiny, owinął się ręcznikiem i poszedł otworzyć.
    - Hej mała. - Przywitał się z dziewczyną z szerokim uśmiechem na ustach. - Ty to masz chyba szósty zmysł. Zawsze przychodzisz, kiedy jestem pod prysznicem. - Dodał jeszcze, poprawiając na sobie ręcznik.

    OdpowiedzUsuń
  195. Hugo domyślał się, że Veikka mogłaby mu nie ufać jeśli chodzi o jego przeszłość. Przecież wielokrotnie, dobitnie pokazywał na czym mu konkretnie zależy. Mimo to, przez te ostatnie dni, kiedy był z Veikką zupełnie nie myślał o tym, by wrócić do dawnego trybu życia. Przynajmniej tą część swojej osobowości chciał zmienić dla niej. Naprawdę mu na niej zależało.
    On sam się ucieszył, kiedy zobaczył ją w swoich drzwiach. Myślał, że po raz kolejny spędzi samotnie wieczór przed telewizorem i piwem w dłoni, ale rudowłosa sprawiła mu przyjemną niespodziankę.
    - Oj tam. - Odpowiedział jej tylko, zamykając za nią drzwi. - Sąsiadka miała by chociaż co opowiadać swoim koleżankom. - Zażartował. - Dlaczego mała? Bo mi się tak podoba, lepsze to niż mówienie do ciebie skarbie, chyba że ci to przeszkadza, więc przestanę. - Wyjaśnił jej, podchodząc bliżej. - Nie przywitasz się ze mną?

    OdpowiedzUsuń
  196. - Tak, tak. - Odpowiedział jej ze śmiechem. - Kobiecina by się przeżegnała gdyby zobaczyła moje tatuaże. Albo co gorsza, byłbym sprawcą jej śmierci. - Dodał jeszcze.
    Powitanie, które mu zgotowała było dla niego zdecydowanie za krótkie, ale nie przejmował się tym za bardzo. Wiedział, że za jakiś czas dostanie dużo więcej.
    - Nie jestem w negliżu. Przecież mam ręcznik. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem. - Poza tym, nikogo się dziś nie spodziewałem. - Dodał jeszcze, po czym obrócił się na pięcie ruszając w stronę łazienki. - Idę się ubrać, a ty się rozgość. - Wszedł do pomieszczenia, żeby szybko się wytrzeć i wciągnąć na tyłek dresy.

    OdpowiedzUsuń