Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

1 lutego 2017

can you be mine?


VILLEMO STEICHERT
Przyszła realizatorka dźwięku. Póki co, szczyci się mianem pomocniczki akustyka.
Ambicja większa niż wzrost. Tysiące muzycznych miłości. Serduszka w oczach, zbyt dużo marzeń, koszulka z nadrukiem mała wredna zołza i nieodłączne słuchawki.
W pakiecie nadzwyczaj cięty język.
I niebywała zdolność ukrywania własnych uczuć.

200 komentarzy:

  1. Augustus był pewien, że złapał Pana Boga za nogi. od zawsze był utalentowany i wiedział, że kiedyś dojdzie na szczyt. I tak się oczywiście stało. Był gwiazdą dopiero co porządnie rozwijającego się zespołu. Był wokalistą i frontmanem. Uwielbiał śpiewać, uwielbiał od czasu do czasu grać solówki na swojej gitarze elektrycznej.
    Jednak najbardziej na świcie uwielbiał swoje fanki. Biegały za nim wszędzie i pewnie gdyby nie ochrona, która wiecznie łaziła za nim jak cień, do sracza by z nim laski chodziły.
    Gus uwielbiał właśnie ten aspekt swojej sławy. Laski rozkładały dla niego nogi, bez zbędnego proszenia się. Wiedział, że miały kisiel w majtach, jak tylko na nie spojrzał i on to niecnie wykorzystywał. Zdarzały się starsze, czasem młodsze, nawet niepełnoletnie.
    Tym razem było tak samo, ale Riveersowi zachciało się prostytutek. Zapomniał o tym, że następnego dnia mieli lecieć na koncert. Zapomniał, że dostał ścisłe wytyczne od Petera, ale w sumie w miarę jak czas upływał, a impreza coraz bardziej się rozkręcała miał to w nosie. Za dobrze się bawił, by sobie przerywać. Trzy panienki, które z nim były idealnie dawały radę. Alkohol lał się strumieniami, nie zabrakło też narkotyków, więc nic dziwnego, że Augustus był początkowo zupełnie nieświadomy tego, że ktoś wali do drzwi.
    Leżał w swoim małżeńskim łożu w otoczeniu nagich pośladków dalej popijając whiskey prosto z butelki.
    Jedna z dziewczyn, ta ruda, która niezłą laskę mu niedawno zrobiła, spojrzała na chłopaka.
    - Gus - wymruczała. - Ktoś chyba wali do drzwi. Idź otwórz.
    Riveers podniósł się więc z łóżka, klepnął wszystkie trzy po tyłkach, przyrzekając, że zaraz wróci i poszedł otworzyć.
    Chwilę mu zajęło mocowanie się z zamkiem, ale jakoś się udało.
    Przyjrzał się stojącej pod drzwiami dziewczynie. Nie kojarzył jej, albo był tak zamroczony alkoholem, że jej nie pamiętał.
    - Nie rozdaję autografów. Spadaj mała. - Mruknął, upijając kolejny potężny łyk ze swojej butelki. Nawet przez myśl mu nie przemknęło, że miał przecież dziś lecieć na koncert.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gus w ogóle nie interesował się tym, kto dla niego pracuje. Wystarczyło mu to, że zna swojego menadżera i resztę członków zespołu. Reszta załogi mało go obchodziła, więc nic dziwnego, że nie poznał laski, która dobijała mu się do drzwi.
    Poza tym, był zbyt zamroczony alkoholem i narkotykami, żeby myśleć w miarę logicznie. Zapomniał o koncercie, zapomniał o tym, że miał rano wstać i jechać na lotnisko. Samolot przecież mu nie ucieknie. Był Agusutesm Riveersem, więc linie lotnicze powinny być zaszczycone, że ktoś taki jak on, zechciał korzystać z ich usług.
    Augustus spojrzał na stojącą w drzwiach blondynkę i po raz kolejny zdrowo pociągnął ze swojej butelki. Nie interesowało go to, że stoi przed nią zupełnie nago. A co się będzie przejmował tym, że widziała to, czego nie powinna. Wiele razy już ta otwierał drzwi i jakoś nikt nie panikował na widok golusieńkiego Gusa.
    - Jeszcze kurwa jedno słowo w tym tonie, a wylecisz z roboty szybciej, niż cię w niej zatrudnili. - Warknął do niej. Nikomu nie było wolno mówić do niego w taki sposób. Był gwiazdą, był kimś, a blondynka kimkolwiek była, powinna mu okazywać należyty szacunek. - Samolot nie zając, nie ucieknie. Na kogoś takiego jak ja będą czekać i trzy godziny. - Dodał jeszcze, leniwie mierząc ją wzrokiem, po czym zrobił krok w tył, by ją wpuścić do środka. - Zamknij za sobą drzwi! - Odezwał się po chwili wchodząc głębiej do mieszkania i kierując się w stronę sypialni. - Moje panie! Koniec imprezy. Gus musi jechać na koncert. - Wszystkie trzy laski nadal leżały w łóżku, a teraz z zawiedzionymi minami zaczęły się ubierać. - Zdzwonimy się. - Mruknął jeszcze, po czym zniknął za drzwiami łazienki z butelką w dłoni. Musiał wziąć prysznic. Nadal mu się nie spieszyło.

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Haha, a niech będzie i GUS:D]

    Augustus nigdy nie przejmował się tak przyziemnymi rzeczami jak czas, czy to, że samolot może odlecieć bez niego. A niech sobie odlatuje. Najwyżej wsiądzie w następny i będzie w Londynie kilka godzin po reszcie.
    Fani też poczekają, koncert nie zająć, nie ucieknie. Gus nigdy poważnie nie podchodził do tego, co robił. Być może dlatego, że od najmłodszych lat, nikt nigdy go nie kontrolował. Matka z ojcem mieli go w dupie, wychowywała go babcia, która strasznie go zepsuła i rozpieściła, tworząc z niego małego potwora, którym został do tej pory.
    Riveers wychodził z założenia, że wszystko mu się należy. W końcu był gwiazdą, mógł robić co chciał, kiedy chciał i z kim chciał. I nikt mu nie będzie rozkazywał, nawet ten blond chochlik, który teraz wydzierał się do niego przez zamknięte drzwi łazienki.
    - Zluzuj pośladki, mała. - Odkrzyknął jej, biorąc spokojnie prysznic.
    Wyszedł z kabiny po jakichś piętnastu minutach i owinął się ręcznikiem. Wrócił do pokoju, pogwizdując wesoło, żeby znaleźć sobie coś do ubrania. Nie przejmował się tym, że blondyna dalej stoi w miejscu.
    Nałożył na siebie podkoszulek, wciągnął jakieś bokserki i powycierane jeansy z mnóstwem dziur i był gotowy.
    - Komu w drogę, temu kac. - Orzekł wesoło, sięgając jeszcze tylko po telefon i portfel, leżące na szafce nocnej. - O której mamy kolejny samolot?

    OdpowiedzUsuń
  4. Fani przychodzili i odchodzili. Na miejsce tych, którzy porzucali zespół, pojawiało się dwa razy tylu kolejnych, więc Gus akurat o to się nie martwił. Miał na ten temat swoje zdanie, a grupa wiekowa, która ich słuchała, była zawsze zmienna jak pogoda. Nic nie było wieczne, nawet jego sława.
    Słowa, nawet te najostrzejsze nigdy do Gusa nie docierały. Kompletnie nic go nie ruszało i wszyscy, którzy go dobrze znali zdawali sobie z tego doskonale sprawę. To dlatego z nikim się nie związał, bo każda panna zwiewała od niego mniej więcej po dwóch tygodniach, kiedy okazywało się, że od Riveersa nie dostanie kwiatków, romantycznych kolacji i tych wszystkich ckliwych wyznań, o których marzyły wszystkie posiadaczki jajników. On się nie potrafił bawić w romantyzm, nie był tym typem człowieka i nigdy nikomu nie powiedział, że go kocha. Znaczy się, żadnej dziewczynie nie powiedział.
    Spojrzał na blondynę ze zdziwieniem.
    - Moje rzeczy już dawno są w drodze do Londynu. - Powiedział, wchodząc do przedpokoju wciągając na nogi swoje ciężkie wojskowe buty, nawet nie trudząc się, by zawiązać sznurówki. - Jacob wpadł tu wczoraj po południu i zabrał moją walizkę. - Dodał jeszcze, wyjaśniając sytuację nieco dokładniej, bo najwidoczniej blondi nie do końca była we wszystkim zorientowana.
    Gus szedł z przodu, nawet nie czekając na dziewczynę. W jej interesie było to, żeby go dogonić.
    - Ma nadzieję, że samochód już czeka. - Zwrócił się do niej po chwili, wyciągając paczkę z papierosami. Pięć minut ich nie zbawi, a on zapalić musiał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gusowi chciało się śmiać. Widział, że dziewczyna się złości, a on uwielbiał doprowadzać ludzi do takiego stanu. Jego nigdy kompletnie nic nie ruszało, no chyba że wjechałby mu ktoś na ego. Wtedy klękajcie narody. Awantura murowana, a osoba która go sprowokowała od razu wylatywała z pracy. Riveers bardzo często był po prostu nie do zniesienia.
    - Zatrzasną się same. - Odpowiedział jej tylko, stając przed windą i wsadzając ręce do kieszeni, by zaraz zacząć kołysać się do przodu i do tyłu, nucąc coś pod nosem. Mimo wszystko był w świetnym humorze.
    Tak, windy w tym budynku miały to do siebie, że wlokły się niemiłosiernie, a mieli do przejechania ponad dwadzieścia pięter, bo Gusowi zachciało się mieszkać na samej górze.
    - A co ty sobie myślisz? Nie będę się wlókł śmierdzącą taksówką. - Powiedział, wchodząc do windy, kiedy tylko drzwi się przed nimi otworzyły. Coś czuł, że podróż w towarzystwie blondyny będzie mu się dłużyła niemiłosiernie. Wyjął z kieszeni paczkę z gumami do żucia i wziął do buzi cztery na raz, żeby jakoś zabić smród alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Blondi coraz bardziej zaczynała Gusa irytować. I on miał jeszcze spędzić z nią tyle czasu w samolocie? Już czuł jak go zaczyna boleć głowa.
    - Dziękuję bardzo za uświadomienie mi tego mądralo. - Odpowiedział jej ironicznie, stając w windzie jak najdalej od niej.
    Zaczął sobie nucić coś pod nosem, poprawiając jednocześnie przydługie włosy. Blondi grała mu na nerwach i to bardzo. Musiał się ugryźć w język żeby jej czegoś nie powiedzieć, tym bardziej, że byli skazani na siebie w tej ciasnej windzie.
    - Najebanego to ty mnie jeszcze nie widziałaś. - Mruknął tylko w odpowiedzi nawet na nią nie patrząc.
    Po chwili poczuli lekki wstrząs i winda zatrzymała się gdzieś w połowie szesnastego piętra.
    - Co jest kurwa?

    OdpowiedzUsuń
  7. Może i faktycznie widziała go mega najebanego, a on tego nie pamiętał. Dzisiaj nie było aż tak źle. Nadal trzymał się w miarę prosto. Miał mocną głowę, więc nie upijał się tak szybko jak kiedyś. Lata praktyki robiły jednak swoje.
    - Gówno widziałaś. - Mruknął pod nosem, bardziej do siebie, niż do niej.
    Nie miał humoru. Jej wtargnięcie do jego apartamentu wybiło go całkowicie z rytmu. A tak fajnie miał się bawić. A tu lipa. Musiał męczyć się z blondi, która z każdą minutą coraz bardziej go irytowała i jeszcze siedzieć z nią teraz nie wiadomo ile w windzie. Wiedział, jak opieszałe były w tym budynku jakiejkolwiek służby, więc nie sądził, by szybko mieli zareagować.
    Gus stał na swoim miejscu, gapiąc się w lustro, w którym widział odbicie Vill. Po chwili jednak spojrzał na nią już bezpośrednio, leniwie przesuwając po niej wzrok. Nie była w jego typie, ale coś tam w sobie miała.
    Wcisnął od niechcenia guzik alarmowy, po czym usiadł na podłodze.
    - Trochę to zajmie, więc się rozgość. - Mruknął.

    OdpowiedzUsuń
  8. On nigdy nie czuł się winny. Robił co chciał, bez względu na jakiekolwiek konsekwencje. Nie interesował się tym, czy ktoś go widział, czy coś było nagrane. Zazwyczaj Peter wszystko usuwał. Wszystko to, co niszczyło dobry wizerunek zespołu. A że Gus był jego liderem to trzeba było czasami maskować jego wyskoki.
    - No i co z tego? - Mruknął tylko, siadając na tej podłodze wygodniej i opierając brodę o kolano. Przyglądał się przez chwilę dziewczynie, a później wyciągnął swój telefon.
    - Chyba kurwa śnisz, jeśli myślisz, że dostaniesz mój telefon. - Powiedział. Raz mogła kazać mu coś zrobić, drugi raz już nie było takiej opcji. - Poza tym, sorry maleńka. Rozładował się. - Pomachał jej przed nosem ciemnym wyświetlaczem swojego telefonu.
    Nie mieli się jak z kimkolwiek skontaktować. Byli na siebie skazani, zanim ktoś nie zorientuje się, że winda stanęła.

    OdpowiedzUsuń
  9. [ No właśnie, całe szczęście, że nie napisałaś:D]

    Gusowi nie przeszkadzało to, że siedzą zamknięci w windzie. On nawet miał zamiar się zaraz zdrzemnąć i nie miał zielonego pojęcia, dlaczego blondyna aż tak bardzo się wściekała.
    Poza tym, Augustus zawsze dbał tylko o swoje dupsko. Dżentelmenem nie był, więc nie czuł potrzeby ratowania z opresji księżniczek. Vill trafiła nie na tego księcia.
    Dalej, jak gdyby nigdy nic siedział sobie na podłodze kompletnie niczym się nie przejmując. Co miał robić? Panikować tak jak blondi? Nie, nigdy w życiu.
    - Co chcesz niby zrobić? - Zapytał. - Złamać sobie kark? Daj spokój. Zaraz ktoś będzie chciał jechać windą to zauważy, że coś jest nie tak. - Powiedział całkowicie spokojnie. Nie miał zamiaru ruszać się ze swojego miejsca. Poza tym nikt mu nie mógł rozkazywać. Nawet ona.

    OdpowiedzUsuń
  10. Augustus nie szukał rozwiązania na siłę. Zawsze pojawiał się ktoś, kto wymyślał je za niego. Był zbyt leniwy żeby myśleć. Poza tym, nadal był pod wpływem alkoholu, więc tym bardziej. Był teraz podwójnie leniwy.
    Teraz najchętniej by się zdrzemnął, ale nie. Blondi musiała kłapać dziobem i go drażnić.
    Spojrzał na nią uważniej, wzdychając cicho.
    - Mam nadzieję, że jak cię podsadzę do tej kratki to się w końcu uciszysz. Łeb mi pęka. - Odezwał się po chwili, po czym podniósł się, a raczej kucnął. - Wskakuj, a raczej siadaj mi na ramiona. - Zakomenderował po chwili, czekając aż to zrobi. Nich jej już będzie. I tak się pewnie okaże, że do tej kratki potrzebny jest albo kluczyk, albo coś innego, co by ją otwierało. Przecież nie zostawiliby tego tak sobie nie zabezpieczonego, bo każdy by tamtędy sobie wyłaził, albo przynajmniej by próbował.

    OdpowiedzUsuń
  11. Augustus westchnął cicho i spojrzał na dziewczynę. Zbierała się do tego wejścia mu na barana, jakby szykowała się na wojnę.
    Patrzył na nią przez chwilę, kiedy grzebała w torebce, bezkarnie prześlizgując wzrokiem po jej cyckach, talii i ogólnie całej figurze. Była całkiem, całkiem, ale nie o tym powinien był w tym momencie myśleć.
    - Daj już spokój co. - Mruknął tylko, kiedy znów mu dogryzła.
    Nawet nie chciało mu się z nią kłócić. Chciał już wyjść z tej windy. Powoli robiło mu się gorąco, głowa faktycznie mu pękała i miał ochotę puścić pawia. Może rzeczywiście, ostatniej nocy nieco przesadził z alkoholem, ale w życiu by się do tego nie przyznał.
    Kiedy do niego podeszła, miał nadzieję że w końcu wlezie na niego i będzie po sprawie, ale nie musiała kombinować.
    - No co jest kurwa? - Zapytał, patrząc na nią uważniej. Westchnął cicho, podniósł się z kucek i sam spróbował dosięgnąć kratki. - Nie ma opcji, nie sięgnę. Weź się nie wygłupiaj i właź na mnie. - Powiedział po chwili, znów kucając.

    OdpowiedzUsuń
  12. Skoro z nim pracowała to powinna wiedzieć, jaki jest. Powinna wiedzieć, że on się nie pierdoli w tańcu, że zawsze mówi co chce i nie liczy się z konsekwencjami. Powinna była to wiedzieć.
    Augustus mierzył przez chwilę blondynkę wzrokiem. Zaczynała go drażnić. Najpierw chciała żeby ją podsadził, później od niego uciekała. Dziwna była jednym słowem.
    Wiedział, że dla niego pracowała. Przypomniał sobie w końcu. Pamiętał, jak kiedyś kazali jej go pilnować, kiedy się najebał w trzy dupy i opowiadał jej trochę o swoim życiu. Teraz udawał, że tego nie pamięta.
    - Nie marudź tylko właź. - Powiedział w końcu, niecierpliwiąc się coraz bardziej. Kiedy w końcu na niego wsiadła, położył dłonie na jej udach i zacisnął na nich mocniej palce. - Trzymaj ię mocno. Wstaję. - Zakomunikował, jakby to naprawdę było tak strasznie konieczne, po czym powoli uniósł się do góry.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Mojej głowy do chuja, a czego? - Zapytał, nieco już zirytowany.
    Niby blondi była drobna to i tak była lekko ciężkawa. Gus już odczuwał jej ciężar na swoich barkach, ale nie pisnął nawet słówkiem. Przecież nie okaże przy niej słabości, za żadne skarby.
    Podniósł na chwilę głowę do góry, by sprawdzić jak jej idzie i ze zdziwieniem zauważył, że faktycznie coś tam zrobić jej się udało.
    - Super. - Mruknął tylko, wzdychając lekko. - Mogłabyś się trochę pospieszyć? - Zapytał.
    W końcu jednak chyba skończyła i Augustus był już gotów, by ją zdjąć z siebie, ale nie, zachciało jej się tego, by bawił się z nią w strongmena.
    - No już czekaj. - Powiedział przesuwając dłonie nieco dalej, na jej pośladki i spróbował podnieść ją wyżej. - Tylko się pospiesz długo cię tak nie utrzymam. - Dodał jeszcze.
    Nie przewidział jednak tego, że jak będzie chciał poprawić stopę to natnie się na jej torebkę, o którą mało się nie potknął. To wystarczyło, by cofnął ręce, zapominając, że trzymał przecież blondynkę. Zreflektował się niemal natychmiast. Zrobił pół kroku w tył i złapał ją w ramiona akurat kiedy spadała. Spojrzał na nią uważniej.
    - Nic ci nie jest? - Zapytał, patrząc jej w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Złapał ją odruchowo, bo jakby chciał to byłby chujem i pozwoliłby jej spaść. W końcu to przez jej torebkę się potknął i przez jej torebkę znaleźli się teraz w takiej, a nie innej sytuacji.
    Gus powinien był ją puścić natychmiast. Odstawić na podłogę jak najdalej od siebie, ale zapatrzył się w tej jej niesamowite oczy. Na chwilę wyłączyło go to z konwersacji.
    Stał tak jeszcze chwilę i gapił się na nią, ale zaraz wróciła poprzednia arogancja i buta.
    - Chyba o czymś zapomniałaś. - Mruknął, nadal trzymając ją w ramionach. - Odrobina wdzięczności byłaby wskazana. - Dodał jeszcze.
    Powinna mu podziękować jeśli chciała żeby ją puścił. Nie miał zamiaru ustąpić, a poza tym wcale tak źle się jej na tych rękach nie trzymało.

    OdpowiedzUsuń
  15. Gdyby się roześmiała, Gus zjechałby ją z góry do dołu. Przecież ją złapał, tak? Uratował przed uderzeniem tyłkiem o twardą podłogę windy. Zwykłe dziękuję by wystarczyło. Jednak nie, blondi musiała być uparta jak osioł.
    A Augustus nie miał zamiaru jej puszczać. On mógł się z nią tak bawić cały dzień, nigdzie mu się nie spieszyło.
    Jej rozkazujący ton sprawił, że przycisnął ją o siebie jeszcze bardziej.
    - Jeszcze raz odezwij się do mnie tym tonem to zobaczysz. - Warknął już poirytowany jej zachowaniem. Czy naprawdę tak ciężko było jej wypowiedzieć to jedno słowo.
    Dostrzegł krew na przedramieniu i dostrzegł do też na swoim podkoszulku. Odstawił ją na ziemię, ale nie odsunął jej od siebie. Chwycił za to jej rękę, by lepiej przyjrzeć się temu, co tam się jej stało.
    - Musiałaś ją rozciąć. - Zawyrokował po chwili.
    Sam nie wiedział po co to robi. Chyba przede wszystkim tylko dlatego żeby mu się nie nudziło.

    OdpowiedzUsuń
  16. [ A ja sobie zrobiłam dziś wolne :)]

    - Jajco. - Mruknął tylko bardziej do siebie, niż do niej.
    Irytowała go strasznie. Myślała chyba, że zjadła wszystkie rozumy. Ten jej buntowniczy ton strasznie go zirytował. Chciał już wyjść z tej windy i być jak najdalej od niej, ale oczywiście będzie skazany na nią jeszcze w samolocie. Za co, za jakie grzechy on musiał tak strasznie cierpieć?
    - A rób se co chcesz. - Mruknął, puszczając jej rękę i odsuwając się jak najdalej, byleby tylko nie stać obok niej.
    Wyciągnął z kieszeni telefon i spróbował go włączyć. Chciał się stąd jak najszybciej wydostać. Próbował kilka razy, aż w końcu mu się udało. Miał zaledwie 4%, by wykonać połączanie. Wykręcił więc numer na recepcję.
    - Riveers z tej strony. - Warknął, kiedy ktoś odebrał. - Utknąłem w windzie. Spieszę się na samolot, proszę tu przyjść i to naprawić. Daję wam dziesięć minut. - Dodał jeszcze, po czym się rozłączył, a telefon ponownie wyzionął ducha.

    OdpowiedzUsuń
  17. [ No mogę, mogę tylko mojemu chłopu zachciało się świętować dzień kobiet i od piętnastej tak do 21 moja aktywność będzie znikoma niestety :/]

    Musiał w końcu zadziałać. Zrobił to dlatego, że blondynka zaczynała go naprawdę irytować swoim zachowaniem. Burczała na niego, jakby to jego winą było to, że się potknął. A to przecież ona rzuciła torebkę byle jak i byle gdzie. Gdyby nie to, pewnie już by była na zewnątrz windy.
    Na całe szczęście, udało mu się zadzwonić i miał nadzieję, że obsługa ruszy szanowne dupska i zaraz go stąd wyciągnie.
    Gus stanął przy wyjściu, obierając dłonie na rurce przy lustrze, chowając głowę w ramionach. Kiepsko się czuł. Łeb mu pękał, zbierało mu się na wymioty, a jeszcze dodatkowo wyczuł zapach krwi i zobaczył ją kątem oka na stosie chusteczek higienicznych.
    Nienawidził krwi. Jej widoku i zapachu. Od razu go od tego mdliło. Od maleńkości tak miał.
    Żeby więc nie puścić pawia zaczął powoli oddychać. Przez usta.

    OdpowiedzUsuń
  18. [ No niestety:? postaram się odzywać w miarę często, o ile mi się uda. :) u mnie ostatnio były ciche dni, ale jakoś same minęły.]

    Nie odzywał się do niej przez chwilę. Musiał najpierw opanować wariacje, które działy się teraz w jego żołądku. Cały wypity alkohol podjeżdzał mu do gardła i Gus czuł, że jeśli się odezwie to wszystko z niego wyleci.
    Pokręcił tylko głową w odpowiedzi. Przecież nie przyzna się do słabości. Nie przed nią.
    Winda w końcu ruszyła, a on poczuł ulgę. Zaraz uwolni się z tego pomieszczenia, wyjdzie na świeże powietrze i odetchnie głęboko. Wtedy na pewno mu przejdzie.
    No ale niestety, blondi musiała znów się uderzyć i znów pojawiło się więcej krwi, a jego żołądek znów wywinął koziołka.
    - Nic ci nie jest? - Zapytał cicho, spoglądając na nią znad swojego ramienia. Starał się nie patrzeć na krew na jej dłoni, ani na stosik chusteczek higienicznych. - Zanim gdziekolwiek pojedziemy, trzeba cię opatrzyć. - Dodał po chwili i zamilkł. - Nie znoszę widoku krwi. - Mruknął bardziej do siebie, niż do niej.

    OdpowiedzUsuń
  19. - Pierdol się. - Mruknął.
    W tym właśnie momencie Augustus zaczął pluć sobie w brodę, że w ogóle się odezwał. Blondi wjechała mu na ego, a sama nie wiedziała co mówi. Nie wiedziała, że nienawidził widoku krwi tylko dlatego, że kiedy był szczylem, widział jak jego matka popełnia samobójstwo. Jak musiał patrzeć na wylewającą się z niej krew kompletnie nie wiedząc co się dzieje.
    W ogóle już się nie odezwał. Kiedy tyko winda zatrzymała się na parterze, Augustus wyskoczył z niej, nie czekając nawet na blondynkę. Doskoczył do recepcji i zażądał podania mu telefonu. Wykręcił numer do Petera. Znał go na pamięć.
    - Halo? To ja. Gus. - Mruknął, kiedy tamten odebrał. - Ostatni raz wysyłasz do mnie blondynę, zrozumiano? - Warknął wkurwiony na cały świat, od razu się rozłączając.
    Wyszedł na zewnątrz przez obrotowe drzwi i odetchnął świeżym powietrzem, by zaraz zapalić papierosa. Nic go tak nie uspokajało.

    OdpowiedzUsuń
  20. Gus oparł się o jakiś murek na zewnątrz i spokojnie palił papierosa. Robił to w niedozwolonym miejscu, ale mało go to obchodziło.
    Musiał ochłonąć, jeśli miał spędzić w towarzystwie blondyny jeszcze kilka kolejnych godzin. Najchętniej to od razu zacisnąłby palce na tej jej bladej, smukłej szyi i udusił ją za to, że tak strasznie go irytowała.
    Na razie, postanowił, że nie będzie się do niej odzywał ani słowem.
    Kiedy wyszła przed budynek, ledwo na nią spojrzał, kończąc swojego papierosa.
    Długo jednak nie wytrzymał, bo zaczął się śmiać, widząc jak starała się wezwać taksówkę. Westchnął cicho, rzucił niedopałek na ziemię i przydeptał go butem, po czym podszedł do krawężnika i wyciągnął rękę, gwiżdżąc głośno.
    Taksówka podjechała wciągu minuty, a on uśmiechnął się kpiąco do blondynki. Otworzył drzwi i wsiadł do środka.
    - Na lotnisko proszę, migiem. - Zakomenderował, kiedy dziewczyna też już usadziła dupsko w pojeździe.

    OdpowiedzUsuń
  21. Przez pierwszych kilka minut Gus siedział cicho. Świeże powietrze dobrze mu zrobiło, musiał jednak uważać, bo w ciasnej kabinie taksówki mdłości mogły powrócić ponownie.
    Żeby mieć stały dopływ świeżego powietrza, Augustus otworzył sobie okno i patrzył na mijane budynki. Zastanawiał się też nad tym, jak spokojnie przejść przez odprawę. W sumie, nie czuł się już aż tak bardzo pijany jak na początku. Wytrzeźwiał chyba trochę, przez ta cała sytuację z windą. Teraz, zależało mu już tylko na tym, by znaleźć się szybko na pokładzie samolotu i zamknąć oczy. Chciało mu się spać. Calonocna impreza nieźle niego wymęczyła i teraz odczuwał jej skutki.
    Nie skarżył się jednak. Nie chciał żeby blondyna znów mu dogryzała, bo nawet nie miał siły, by odpowiadać jej w tym samym tonie.
    Spojrzał na nią dopiero po chwili, kiedy się do niego odezwała.
    - Nie dziękuję. Nic mi nie jest.- Powiedział cicho. - Nie dam ci okazji do tego, by znów nazwać mnie ciotą.- Mruknął tylko, ale zaraz zmienił zdanie.
    Taksówkarz wjechał na jakąś dziurę w ulicy, a Gus poczuł jak zawartość żołądka podjechała mu do gardła. Westchnął cicho i schował dumę do kieszeni, po czym faktycznie położył głowę na kolanach blondynki i zaraz też przymknął oczy.

    OdpowiedzUsuń
  22. No cóż, żadne z nich nie miało mocy, by usunąć korek. Musieli więc uzbroić się jakoś w cierpliwość i przetrwać te kilkanaście minut więcej w taksówce.
    Gus był w takim stanie, że nawet się tym nie przejął. Naprawdę bardzo kiepsko się czuł, chociaż kiedy blondyna pogłaskała go po głowie, zrobiło mu się przyjemniej. Przymknął oczy i odwrócił się tak, by móc cały czas na nią patrzeć. Oddychał powoli i spokojnie, starając się uspokoić własny żołądek.
    - Wiesz czemu tak reaguje na widok krwi?- Zapytał nagle, otwierając na chwilę oczy. - Bo jak miałem cztery lata, widziałem jak moja matka podcina sobie żyły. Nie mogłem nic zrobić. Siedziałem tylko w tej kałuży krwi i patrzyłem jak umierala. - Wyjaśnił, chociaż sam nienwiedxial po co to mówił. Może dlatego, żeby odwrócić swoją uwagę od wciąż nasilających się mdłości.

    OdpowiedzUsuń
  23. Może i faktycznie nie powinien mówić takich rzeczy głośno. Wielokrotnie już zdarzało się,że ktoś coś posłuchał, potem podał na portal plotkarski i Peter musiał wszystko tuszować. Z Gusem inaczej się jednak nie dało.
    Kiedy był pod wpływem, mówił dużo i nie zawsze zastanawiał się nad tym, co mówił. Taki już był i to akurat ciężko było mu zmienić.
    Dlatego też, jeśli ktoś chciał wyciągnąć od niego chociaż odrobinę prawdy na temat tego, co akurat myślał lub czuł to najlepiej było go pytać, kiedy był pijany. Można wtedy było uzyskać mało składną, ale szczera odpowiedź.
    Westchnął sobie cicho po raz kolejny, wygodniej układając się na kolanach blondynki. Nadal nie pamiętał jak miała na imię. Spojrzał więc na nią tymi swoimi oczami dziecka, starając się skupić na niej swój wzrok.
    - Może i się zdrzemnę.- Powiedział w kocu ziewając lekko.- Tylko nie zabieraj ręki. Pogłasz mnie jeszcze po włosach. - Poprosił cicho, od razu zmienił sposób mówienia do niej. Był milszy. - Jak właściwie masz na imię?- Zapytał nagle.

    OdpowiedzUsuń
  24. Miała praw być zdziwiona i zaskoczona, bo Gus rzadko się tak zachowywał. Był zmęczony, pijany i strasznie go mdliło, to też wpływało na jego zachowanie. Przez większą część doby, był po prostu... chamem i chujem. Inaczej się go nazwać nie dało.
    Teraz, jednak naprawdę chciał być milszy. Nawet nie chciało mu się z blondyną kłócić. Chciał się zdrzemnąć i w samolocie miał zamiar zrobić dokładnie to samo.
    Augustus, nigdy nie miał pamięci do imion. Dlatego ją o to zapytał. Nie chodziło mu o to, żeby ją obrazić albo coś.
    Spojrzał na nią uważniej i sobie przypomniał.
    - Vill...- szepnął cicho, przekręcając się trochę na bok.Tak pamiętał. Wtulił głowę w jej brzuch i przymknął oczy dodatkowo obejmując ją dłonią. - Przepraszam, zawsze mam problem z imionami. - Wymruczał jeszcze ciszej, po czym po jakichś kilku minutach po prostu odpłynął.

    OdpowiedzUsuń
  25. [ A odpisuj gdzie chcesz, jeszcze się jakoś w tym łapię :D
    Dla mnie telewizor też nie musiałby istnieć. Ja mam w necie seriale, o ile mam czas na ich oglądanie. :)]

    Gus, kiedy zasypiał słyszał oczywiście jak Vill mruczała sobie coś pod nosem. Było mu wygodnie na jej kolanach i całkiem przyjemnie. Przez myśl mu nawet przemknęło, że częściej mógłby tak spać, ale zaraz ją od siebie odgonił.
    Vill była dla niego niemiła, uraziła jego męską dumę i powinien jej nie lubić. Tylko, że niektóre myśli same jakoś do niego przychodziły. Tak niespodziewanie.
    Kiedy w końcu go szturchnęła, początkowo nie miał pojęcia co się dzieje. Mruknął tylko, bardziej się w nią wtulając, jednak po minucie dotarło do niego co mówiła.
    Usiadł więc i przetarł zaspane oczy. Czuł się o wiele lepiej. Kac aż tak bardzo go nie męczył, a i mdłości minęły.
    - Skoczymy do strefy bezcłowej. Muszę sobie kupić jakąś wodę i powerbank do telefonu. - Powiedział, wyciągając portfel i podając kartę kredytową taksówkarzowi. Był szybszy niż Vill.
    Wysiadł zaraz z taksówki i rozprostował zesztywniałe mięśnie.

    OdpowiedzUsuń
  26. - Wystarczy mi dziesięć minut. - Odpowiedział jej tylko, od razu kierując się w stronę wejścia na lotnisko. Jak zwykle o tej porze panował tutaj spory ruch. Gus, wyspany i z o wiele mniejszym kacem ruszył w stronę pobliskich sklepików, by kupić to, czego potrzebował.
    Kiedy tylko w jego dłoni pojawiły się dwie butelki z wodą, pierwszą z nich wypił za jednym razem. Tak bardzo chciało mu się pić. Usiadł na jednym z plastikowych krzesełek, czekając na Vill.
    Gdyby Peter chciał ją zwolnić, Gus pewnie by jej bronił. Musiał przyznać przed sobą, dość niechętnie, że ją polubił, nawet jeśli przez trzy czwarte czasu była zołzą i niesamowicie go wkurwiała.

    OdpowiedzUsuń
  27. Gus również nie dążył do kontaktu z Vill. Jakby czas na czułości i miłe zachowanie minął zaraz po tym, jak wysiedli z taksówki. Czuł się teraz zdecydowanie lepiej, więc i pomóc dziewczyny nie była aż taka konieczna. Czekał aż telefon podładuje mu się na tyle, żeby mógł w coś sobie zagrać albo posłuchać muzyki. Byleby tylko nie siedzieć tutaj aż tak całkowicie bezczynnie.
    - Gus!- Pisk jakiejś szalonej nastolatki, pędzącej e jego stronę odbił się echem w jego głowie. - No normalnie nie wierzę. Jadę na twój koncert. Doczekać się nie mogę. Zagrasz Heart on fire?- Trajkotała siadając obok niego. - Na pewno. Twoja dziewczyna musi być naprawdę szczęśliwa. Zrobisz sobie że mną zdjęcie?
    - Jasne.- Czarujący uśmiech pojawił się na twarzy Gusa. Potrafił być miły dla swoich fanek. Przesunął się bliżej dziewczyny i pozwolił na zdjęcie.
    - Do zobaczenia na koncercie. - Nastolatka wróciła do rodziców w podskokach, a GUS spojrzał na Vill. Dostrzegł zaczerwieniona rękę. Coś było nie tak. Jeszcze tego mu brakowało żeby zeszła tu zaraz albo cod. A on nawet nie wiedział, o której mają samolot.
    Wstał więc bez słowa i poszedł kupić dla niej dwie buteleczki wody utlenionej, jakieś gaziki, plastry i bandaż. Patrzcie państwo, Augustus Rivvers troszczył się o kogoś oprócz siebie.
    Wrócił do Vill i stanął przed nią, wyciągając do niej dłoń że swoimi zakupami.
    - Masz, kupiłem to dla ciebie. - Powiedział, patrząc jej w oczy. - Idź to przemyj, żeby nie wdało się zakażenie, bo nie mamy czasu na wizyty na ostrym dyżurze. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Haha, to akurat telefon mi tak przerabia, bo w domu pisze w notatniku, do Worda nie mam cierpliwości ostatnio :)]

    Gus był Gusem i tego się zmienić nie dało. Korzystał z życia, jak tylko mógł, brał co chciał i kiedy chciał. Nie liczył się z konsekwencjami, czy uczuciami innych. Taki już był, ale na pewno pod powłoką chuja, krył się zupełnie ktoś inny, tylko że on sam już o nim zapomniał.
    August na początku, kiedy zespół dopiero zaczynał istnieć i miał ledwie pięćdziesięciu fanów, był naprawdę spoko. Nawet miał dziewczynę. Później dopiero, kiedy ich piosenki zaczęły trafiać na listy przebojów, kiedy zaczynali dawać koncerty, a nie gryzą w garażu za darmoche, sodówka uderzyła mu do głowy.
    Chyba dostał zbyt wiele, a jedynym sposobem na ogarniecie tego wszystkiego i sprzątaniem nowej sytuacji był alkohol, narkotyki i przeprzenie kogokolwiek.
    Robił to, bo tego chciał. Robił to, bo inaczej nie potrafił. Takie trochę zagubione dziecko z niego było, ale przecież nikomu się do tego nie przyzna. Nie mógł być ciotą.
    Spojrzał na Vill. Już zaczynała od nowa. Wziął głębszy oddech, żeby zaraz nie zacząć krzyczeć.
    - Nie pytaj tylko bierz.- Powiedział, rzucając torbę z zakupami na krzesło obok. - Musisz przemyć tą ranę. Chuj wie, kiedy ostatnio ta kratka była czyszczona. - Dodał, jeszcze siadając w końcu obok. Nie chciało mu się stać. - Poza tym, wolałbym żebyś cało dowiozła mnie na miejsce, bo nie będę miał później kogo wkurwiać i na kogo się wkurwiać. - Odezwał się jeszcze po chwili, śmiejąc się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  29. [ W końcu wracam do domu:)]

    GUS chciał być mily, naprawdę. Jednak, Vill jak zwykle musiała wszystko zepsuć jednym głupim komentarzem. No jak tak można? On naprawdę, chociaż raz chciał być dla kogoś uczynny i ogólnie pomocny, bo taki miał kaprys.
    A blondi zamiast podziękować, to musiała wyjeżdżać z tymi swoimi głupimi komentarzami.
    GUS nawet na nią nie spojrzał. Znów zaczynało go mdlić. W miejscu, w którym siedzieli było strasznie duszno i już zaczynał to odczuwać. Spojrzał na Vill przelotnie, a później ukrył twarz w dłoniach oddychsjac głęboko.
    - Mówiłem, że nie mam pamięci do imion, a ty się czepiasz. - Mruknął do niej po jakimś czasie. - Człowiek chce być miły, ale nie. Znajdzie się zołza, która nawet podziękować nie umie.- Wymruczal jeszcze, bardziej do siebie, niż do niej.
    Chciał już się znaleźć na pokładzie samolotu i uciec jak najdalej od niej. Nieziemsko go wkurwiała. Miał nadzieję, że chociaż podczas kilkugodzinnego lotu nie będzie musiał z nią rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
  30. Gus spojrzał na Vill. Powiedziała tym razem odrobinę za dużo. Znieść mógł wiele naprawdę, bo zazwyczaj wszystko spływało po nim jak po kaczce, ale nie tym razem.
    - A kto ci mnie kurwa każe niańczyć? - Zapytał ze złością. - Chcesz? To wracaj do siebie, sam polecę do Londynu i będę szczęśliwy, bo nie będę cię musiał słuchać. - Dodał jeszcze.
    Widział jak się męczyła z wodą utlenioną, więc podszedł do niej bliżej, bez słowa niemal wyrwał jej z ręki buteleczkę i gazik. Wziął się za czyszczenie rany. Musiał zacząć coś robić, bo zaraz chyba zacząłby kopać ze złości kosze na śmieci.
    - Poza tym, wcale się nie dziwie, że zapomniałem jak masz na imię i śmiem wątpić, by wiele osób z ekipy je znało. - Odezwał się po chwili. - Jesteś wredna, niemiła i chamska. Nazywasz mnie rozpuszczonym dupkiem, a sama nie jesteś lepsza. - Dodał jeszcze. - Jeśli faktycznie nie chcesz stracić pracy to radzę ci się albo nie odzywać, albo zacząć być miłą, bo ja w przeciwieństwie do ciebie mam wpływ na Petera. - W trakcie swojej gadki, zdążył całkowicie wyczyścić zranione miejsce. Zaraz też sprawnie położył na nią świeży gazik i owinął wszystko bandażem. Wyrzucił pustą butelkę i zużytą gazę do pobliskiego kosza, po czym wstał z miejsca i poszedł do łazienki. Powiedział co wiedział, zrobił co miał zrobić i poszedł do kibla.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Aż tak się boisz Petera, że nie umiesz się mu sprzeciwić? - Zapytał złośliwie. Chciał jakoś podtrzymywać rozmowę, byleby tylko nie myśleć o tym, że właśnie opatruje jej rozciętą rękę, z której jeszcze niedawno płynęła krew.
    Naprawdę nienawidził tego widoku i aż go od tego skręcało.
    - Nie, nie trzeba mnie niańczyć, a skoro tak bardzo mną gardzisz to nie rozumiem, po co się zgodziłaś. - Dodał jeszcze.
    W głowie mu się to nie mieściło. Vill narzekała na każdym kroku. A to, że był chamski, że się nie słuchał, że był pijany, że go mdliło, że się spóźnił na samolot. Trajkotała jak katarynka, a jego łeb zaczął od tego boleć.
    - Przyganiał kocioł garnkowi. - Mruknął jeszcze. - Ja się staram być miły, ty to wszystko psujesz. Pypci na języku nie dostaniesz, jak choć raz powiesz coś przyjemnego. - Dodał jeszcze.
    Początkowo, faktycznie przemknęło mu przez myśl, żeby specjalnie się spóźnić, żeby nie wrócić na czas. Tylko, że zależało mu na koncercie. Wizyta w Londynie była jego marzeniem i Vill chyba nie domyślała się, jak bardzo Gus chciał się w końcu o niej odczepić, usiąść w wygodnym fotelu i przynajmniej udawać, że śpi. Żeby nie musieć jej słuchać.
    Wrócił po pięciu minutach.
    - Idziemy. - Zakomenderował, kierując się w stronę miejsca, gdzie odbywały się odprawy.

    OdpowiedzUsuń
  32. Gus nie odezwał się już ani słowem. Vill za bardzo go irytowała, żeby miał ochotę z nią rozmawiać.
    Wiedział, że porozmawia sobie poważnie z Peterem na temat tego, kogo do niego wysyła. Nie miał ochoty znosić żadnych uszczypliwości. Był gwiazdą, należał mu się szacunek, nawet jeśli się go nie lubiło.
    Co z tego, że sam był chamem i chujem i nie zachowywał się fair. Vill miała pełne prawo tak do niego mówić i tak się do niego zwracać.
    Odprawa poszła szybko, a kiedy tylko znaleźli się na pokładzie samolotu, Gus usiadł na swoim fotelu, kompletnie ignorując Vill. Gdy tylko maszyna poderwała się do lotu, zasnął niemal natychmiast, a głowa chwiała mu się niebezpiecznie blisko ramienia blondynki.

    OdpowiedzUsuń
  33. Pewnie gdyby Gus był bardziej odpowiedzialny i gdyby potrafił się pohamować na dzień przed koncertem do tej sytuacji by nie doszło. Oboje byli by pewnie już teraz w Londynie, rozstawiając sprzęt i przygotowując się do koncertu.
    Tymczasem, nie byli nawet w połowie drogi.
    Gus spał sobie w najlepsze, nieświadomy tego, że Vill położyła głowę na jego ramieniu, a jego własna opadła na jej ramię. Nawet lekkie turbulencje i komunikat obsługi pokładowej do niego nie dotarł.
    Dopiero,kiedy poczuł, jak samolot zaczyna kołować otworzył oczy i spojrzał na zegarek. Nie było możliwości, żeby już byli w Londynie. Było na to za wcześnie.
    Spojrzał na siedzącą obok Vill i jej wyraz twarzy utwierdził go w przekonaniu, że coś się stało.
    - Co jest? - Zapytał. - Gdzie jesteśmy?

    OdpowiedzUsuń
  34. Gus miał zamiar jej coś odpowiedzieć, coś naprawdę złośliwego jednak się powstrzymał. Zamiast tego zaczepił jedną z pracownic samolotu i zapytał o szczegóły. Byli w Paryżu. Do celu było tak blisko, a oni mu mówią, że dalej nie poleci.
    Nic więc dziwnego, że się wściekły. Zły na cały świat wylazł z samolotu i czekał na Vill. Może ona coś załatwi, ale nie nie udało się. Wiedział, że są udupieni. Gus spojrzał na blondynkę kiedy usiadła obok niego i wygląda tak jakby zaraz miała się rozpłakać. Tym razem to on postanowił spróbować.
    Podszedł do kontuaru, a widząc za nim dość młoda dziewczynę uśmiechnął się do niej promiennie. Riveers wiedział, jak wyciągać informacje.
    - Amber- spojrzał na plakietke przyczepiona do jej bluzki.- Za sześć godzin muszę być w Londynie na własnym koncercie. Proszę powiedz mi jak mam się tam dostać.
    - Proszę pana, wszystkie loty zostały odwołane, przynajmniej do jutra rana.
    - Prywatne samoloty? Awionetki? Cokolwiek.
    - Cały ruch powietrzny został wstrzymany.
    Gus walnął pięścią w kontuar i wrócił na miejsce. Usiadł obok Vill.
    - Ja pierdolę.- Mruknął. Wyjął telefon i zadzwonił do Petera.- Cześć. Musisz przełożyć koncert na jutro. - Powiedział od razu.- Jak kurwa czemu, utknąłem w Paryżu. Nie wydostanę się stąd przynajmniej do jutra. - Warknął. Jego menadżer działa mu na nerwy. - A skąd mam wiedzieć co masz powiedzieć? Wymyśl coś kurwa, od tego jesteś. Nie wiem, powiedz że utknąłem w kiblu ze sraczką. - Mruknął wkurzony i zaraz podnosił się z miejsca po kolejnych słowach Petera.- Jej daj spokój. Wykonała zadanie, przynajmniej w połowie. To nie Vill sterowala samolotem i nie Vill wytrzymała ruch powietrzny. Spróbuj ją zwolnić to wierz mi, że ty wylecisz jeszcze szybciej.- Rozłączył się.
    Nie usiadł jednak od razu. Podszedł do kontuaru i zapytał o najbliższy hotel i poprosił od razu o zarezerwowane dwóch pokoi.Nie widział, że Amber się pomyliła i zamówiła im pokój dla nowożeńców.
    Gus wrócił do Vill.
    - Chodź, znalazłem nam nocleg. Trzeba kupić coś na przebranie i iść zjeść. Jutro dopiero najszybciej stąd wylecimy.- Dodał, jeszcze po czym wyszedł na zewnątrz by tam poczekać na Vill. Musiał zapalić, bo nie palił przez kilka godzin, a był naprawdę wkurzony.

    OdpowiedzUsuń
  35. Gus załatwił wszystko o był z siebie zadowolony. Jednak, fakt że nie da koncertu i zawiedzie swoich fanów sprawił, że trochę oklapł. Pierwszy raz mu się to przytrafiło i solennie obiecał sobie w duchu, że po też ostatni. Musi się wziąć w garść, a przynajmniej spróbować. Nie być takim lekkoduchem i przynajmniej spinać się przed koncertami.
    - Nikt cię nie zwolni.- Powiedział po chwili. - Gwarantuje ci to. Nadal masz tą pracę, a z Peterem sobie porozmawiam, bo chyba zapomniał kto tu tak naprawdę rządzi.- Dodał jeszcze.
    Gusowi zanim wyszli coś się przypomniało.
    - Czekaj chwilę.- Poprosił, by zaraz podejść do bankomatu i wybrać z karty pieniądze, które wymienił w kantorze. Przecież nie będzie płacił we Francji dolarami.
    - To co? Najpierw idziemy coś zjeść, czy kupimy jakieś ubrania?- Zapytał po chwili Vill.
    Mimo wszystko jednak, miał nadzieję że nie będą tutaj nocować, że jakimś cudem uda im się jeszcze dziś znaleźć się w Londynie. Nie chciał jednak się wściekać i rozpaczać. W Paryżu był oraz pierwszy w życiu i chciał skorzystać z okazji, nawet jeśli za towarzyszkę miał wredną blondynkę.

    OdpowiedzUsuń
  36. Tak, Gus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że sam groził jej zwolnieniem. I to dwa razy. No ale kurde, on to mówił w złości i na poważnie by tego nie zrobił. Skoro Vill tak dobrze go znała, powinna była wiedzieć, że zawsze mówił to, co mu śliną na język przyniosła, nawet nie zastanawiać się nad tym przez krótką chwilę. Taki już był.
    Pogoda była chujowa to fakt, ale Gusowi za bardzo to nie przeszkadzało. Jakoś to przeżyje. Wiedział już jednak, że za żadne skarby lotnisko nie wypuści żadnego samolotu. To było zbyt niebezpieczne.
    - Dobra, to najpierw idziemy coś zjeść. O tam.- Wskazał dłonią na jakąś knajpę po drugiej stronie ulicy. Skoro ona nic nie robiła to on przejął dowodzenie.
    Ruszył do przodu nie oglądając się za siebie, a kiedy stanął przed drzwiami, nawet otworzył je dla Vill.- Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  37. Można było w sumie powiedzieć, że w ekipie było naprawdę niewiele osób, które znały prawdziwego Gusa. No może basista, Jacob, który był w zespole od samego początku. Augustus przyjaźnił się z Jake'm od maleńkości. Mieszkali obok siebie i razem się bawili, więc tylko on wiedział w sumie jak Riveers jest naprawdę i jaki był kiedyś. Wielokrotnie już strofował przyjaciela, jednak do niego nic nie docierało.
    Gus nadal robił to, co chciał, a Jacob często zastanawiał się nad tym, gdzie pojawił się jego prawdziwy przyjaciel, ten prawdziwy, szczery i bezpośredni. Zniknął w odmętach sławy i wody sodowej, która uderzyła mu do głowy.
    Augustusowi też wcale ciepło nie było. Pluł sobie w brodę, że nie zabrał ze sobą żadnej bluzy, ale skąd miał wiedzieć, że przytrafi im się awaryjne lądowanie w Paryżu.
    Kiedy usiedli przy wolnym stoliku, chłopak od razu chwycił kartę. Był głodny jak wilk, więc miał zamiar zamówić dla siebie sporą porcję żarcia.
    - Bierz co chcesz. - Rzucił w stronę Vill. To on miał pieniądze, ale nie zamierzał jej tego wyliczać. - Później skoczymy kupić jakieś cieplejsze ubrania i zameldujemy się w hotelu. - Zadecydował po chwili. Bycie miłym w stosunku do niej, wcale tak truno mu nie przychodziło.
    Całe szczęście, że będą spali osobno. Chociaż na chwilę od niej odpocznie.

    OdpowiedzUsuń
  38. Gus w sumie mało się przejmował tą sytuacją. I tak pewnie to nie był ostatni raz, kiedy miał zamiar spóźnić się na własny koncert. Już taki był. Żył chwilą, zupełnie nie patrząc na konsekwencje.
    Kiedyś na pewno się doigra, ale skoro teraz wszystko uchodziło mu płazem to czemu miałby się przejmować. Było dobrze jak było. I korzystając z tego, że był w Paryżu, Riveers miał zamiar później pozwiedzać trochę miasto.
    Augustus spojrzał na Vill. Była jakaś dziwna i domyślał się z czego to wynikało.
    Kiedy kelnerka przyjęła od nich zamówienie w końcu się odezwał.
    - No dalej - zaczął. - Wyżyj się na mnie, bo widzę, że tego potrzebujesz.

    OdpowiedzUsuń
  39. Gusowi chciało się śmiać. Wiedział, że jego słowa sprowokują Vill do odezwania się. Wiedział, że ją irytuje, wiedział, że go nie lubiła.
    A szkoda, bo fajna z niej była dziewczyna, tylko że trochę jędzowata jak na jego gust. Tylko, że on zawsze lubił zadziorne. Takie co to mają dużo d powiedzenia, ale jak się im odpowiednio zamknie usta, np. pocałunkiem to od razu zmieniały front.
    Zaczął się śmiać, zwracając na siebie uwagę kilku pobliskich stolików.
    - Chętnie. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem na ustach. Ona powiedziała A, więc on dopowie B, jeszcze bardziej ją interesując. - Ale z tobą. - Dodał jeszcze po chwili, patrząc jej w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  40. Gus z kolei miał ochotę na słowne potyczki. Szybko się nudził, więc znalazł sobie taką, a nie inną zabawę.
    - Wiem co powiedziałaś. Słuch mam doskonały. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Poza tym, nie sypiam z trupami, mało to fascynujące. - Dodał po chwili, wpatrując się w Vill jak w obrazek.
    Czekał na jej odpowiedź, ale się nie doczekał. Blondynka zamilkła i dopiero po chwili dotarło do niego, że obok ich stolika nadal stoi kelnerka.
    Augustus przeniósł na nią na chwilę swój wzrok.
    - Dziękuję. - Powiedział do niej. - Jeśli jeszcze czegoś nam będzie trzeba to się do pani zwrócę. - Dodał jeszcze, wracając wzrokiem do Vill, by zaraz zabrać się za jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
  41. [ Ja lubię, będziemy mieć na weselu wielu swoich znajomych więc nie będę ich katowała ( i siebie przy okazji też) weselnymi mixami]

    Gus z kolei bawił się wybornie. Czekał, kiedy Vill wybuchnie. Ale sobie zabawę znalazł. Chociaż z drugiej strony, co innego miał robić. A wyprowadzanie blondynki z równowagi na pewno było ciekawsze, niż jedzenie w milczeniu, albo rozmawianie z kelnerką, która wcale a wcale mu się nie podobała. Był zmęczony, zły, bo się spóźnił na koncert. Laska trafiła w zły moment. Może w innej sytuacji by się pokusił, ale tak.
    Gus spojrzał na kelnerkę, po czym podniósł się z miejsca, biorąc kartkę, którą położyła na stoliku.
    - Wybacz. - Spojrzał dziewczynie w oczy, wkładając kawałek papieru do kieszonki na jej koszuli. - Ale nie jestem zainteresowany. Może przy kolejnej wizycie w Paryżu. - Dodał jeszcze.
    Wrócił na swoje miejsce i zaczął jeść. Bez słowa, nie patrząc ani na jedną, ani na drugą.

    OdpowiedzUsuń
  42. [ Ja to się czasami zastanawiam czy połowy swoich nie sprzedać :D chcesz? jeszcze Ci dopłacę jak ich zabierzesz haha :]

    No cóż, Gus miał specyficzny gust. Kelnerka niestety się w niego nie wpasowała, więc została odprawiona z kwitkiem. Zawsze tak robił, poza tym co miał z nią zrobić? Mecz oglądać w telewizji? Nie, to nie było dla niego. Musiał się wyspać i takie plany miał na dzisiejszy wieczór.
    Początkowo nie zareagował na słowa blondynki. Jadł spokojnie swoją porcję, po czym podniósł na nią wzrok.
    - Pierdol się. - Mruknął, tak samo jak ona zrobiła to kilka minut wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Hehe, ja Cię lubię :D]

    Gus za to się nie hamował i parsknął śmiechem w swój talerz spoglądając na Vill. Musiał jej przyznać jedno. Potrafiła go rozbawić i nie obrażała się jak się z nią droczył, jak to miały w zwyczaju inne dziewczyny.
    - Proponowałem to nie chciałaś. - Mruknął w jej stronę, wracając do jedzenia. Fajnie mu się z nią rozmawiało, ale musiał jednak odpocząć.
    Zaczął jeść trochę szybciej, skoro mieli jeszcze skoczyć po jakieś cieplejsze ubrania. Przerwał mu dźwięk nadchodzącej wiadomości, a po jej przeczytaniu, uśmiechnął się i spojrzał na Vill.
    - Udało się przełożyć koncert. - Wyjaśnił jej. - Właściciel sali nawet nie chce pieniędzy za zmarnowaną rezerwację. Okazała się, że jego córka jest moją zagorzałą fanką i poprosiła ojca o przełożenie koncertu. - Powiedział. - Jacob napisał, że chcą zrobić coś w stylu koncertu widmo. Wszyscy, którzy wykupili bilety mają podać swoje numery telefonów. Kiedy pojawimy się na miejscu, na dwie godziny przed występem każdy z nich dostanie smsa z datą i godziną koncertu. Super! - Dodał jeszcze. Odetchnął z ulgą. Nie musiał się już tak stresować.

    OdpowiedzUsuń
  44. - Tobie, słoneczko? - Zapytał, mierząc ją wzrokiem. - Dość dużo, ale z drugiej strony... jesteś wredną jędzą, której pewnie nikt jeszcze nie bzykał, więc pewnie skończysz jako stara panna w otoczeniu dwudziestu kotów. - Odpowiedział jej.
    Owszem, wjechała mu na ego. Gus nawet zaczynał się zastanawiać czemu jest taka jędzowata, skoro on przynajmniej próbował być miły. Znów zaczynała go drażnić. Skończył swoją porcję dość szybko. Nudziło go już siedzenie w tej knajpie w jej towarzystwie. Chciał w końcu odpocząć, znaleźć się daleko od niej. Najlepiej po drugiej stronie globu.
    Spojrzał na nią uważniej.
    - Nie dziwię się, że nie zrozumiałaś. Blondynki już tak mają. - Odpowiedział jej. Jednym słowem potrafiła zepsuć wszystko. Wyjął z kieszeni portfel i rzucił na stolik kilka banknotów. Kelnerka będzie miała chociaż spory napiwek. - Jeśli nie masz nic miłego do powiedzenia to najlepiej się zamknij. - Zwrócił się jeszcze do Vill, po czym po prostu wyszedł z knajpy żeby sobie zapalić. Już go zirytowała i wrócił stary Gus. Chciała to miała.

    OdpowiedzUsuń
  45. Vill osiągnęła swój cel. Zirytowała go strasznie i nie miał zamiaru się do niej odzywać. Sam w ogóle nie wiedział po co się starać, żeby być dla niej miłym i sympatycznym skoro ona i tak mówiła swoje. Ciekaw był tylko jednego.
    Dlaczego tak bardzo go nie lubiła? Przecież nic jej nie zrobił. Nie wykorzystał jej, nie przeleciał, ani tym bardziej nie podrywał. Dziwne to trochę było.
    - Hotel jest dwie ulice stąd. - Odpowiedział jej od niechcenia, gasząc w popielniczce niedopałek papierosa. - Najpierw muszę sobie kupić jakieś cichu. Nie będę chodził w tym samym dwa dni, to niehigieniczne. A ty rób co chcesz. - Dodał jeszcze, ruszając do centrum handlowego majaczącego w pobliżu.

    OdpowiedzUsuń
  46. - Nie wiem jak się nazywa. - Odpowiedział jej. - Babka na lotnisku podała mi dziwną francuską nazwę, jak ją zobaczę to będę wiedział. - Dodał jeszcze.
    No cóż, Gus akurat do tego typu mężczyzn nie należał. On raczej był z tych, którzy po jednym dniu noszenia ubrań stwierdzali, że czas je wyprać. - No widzisz. Ja już tak mam. Nie lubię chodzić dwa razy w tym samym. Koniec tematu. - Dodał jeszcze, ruszając się z miejsca. - Pożyczę ci kasę na cichy jeśli chcesz. Oddasz jak wrócimy do Londynu. - Odezwał się jeszcze po chwili. - Rezerwacja jest na moje nazwisko, to po pierwsze, a po drugie jak im zapłacisz, skoro nie masz hajsu? - Zapytał ją, prezentując swoją żelazną logikę.

    OdpowiedzUsuń
  47. - To sama mogłaś wszystko załatwiać, a nie siedzieć z dupą. - Warknął do niej. Teraz już był kompletnie wściekły. Vill miała talent do tego, by wyprowadzić go z równowagi.
    Gus ruszył przed siebie szybkim krokiem, w dupie mając to czy blondyna za nim nadąży, czy nie. Jej sprawa. Najwyżej będzie spała na ulicy. Jego w tym momencie to już mało obchodziło.
    Usłyszał tekst o pieprzonej gwiazdeczce. Zatrzymał się i obrócił przodem do niej, patrząc na nią z góry.
    - Nie zapominaj, że ta pieprzona gwiazdeczka jest twoim pracodawcą. - Warknął. - Jak coś ci nie pasuje to sama sobie radź. Mam cię kurwa serdecznie dość. Od tej pory działam w pojedynkę, a ty rób co chcesz. - Dodał jeszcze. Obrzucił Vill ostatnim, wściekłym spojrzeniem i ruszył w dalszą drogę do centrum handlowego.

    OdpowiedzUsuń
  48. Nie zatrzymał się. Szedł dalej przed siebie, ignorując krzyczącą na niego dziewczynę. Nie miał ochoty z nią rozmawiać. Zjebała mu humor. Całkowicie. Na resztę dnia.
    Dopiero, kiedy dotarł do centrum handlowego zatrzymał się, odwrócił i spojrzał na Vill.
    - Powiedziałem ci, że jeśli nie masz mi nic miłego do powiedzenia to się zamknij. - Odezwał się w końcu. - Drzesz mordę o byle gówno, jakbym cię zmuszał do siedzenia tu ze mną. Nie potrzebuję cię. Sam trafię do Londynu. - Warknął jeszcze. Miała trochę racji w tym, co mówiła, ale nie zamierzał tego komentować. - Próbowałem być miły, ale nie. Ty zjebałaś wszystko. Jesteś jędzą i wredną małpą, która myśli, że zjadła wszystkie rozumy, a teraz spotkała ją wielka tragedia, bo musi siedzieć ze mną. - Dodał jeszcze. - A zresztą. Daj mi spokój. - Wszedł do budynku, mając nadzieję, że zgubi blondynkę w tłumie.

    OdpowiedzUsuń
  49. [ Ja uciekam. Odpissecpo meczu :)]

    OdpowiedzUsuń
  50. Gus szedł przodem z kpiącym uśmiechem na ustach. Mało interesowało go to, że są w miejscu publicznym i Vill wydziera się tak, że pewnie dwie ulice dalej jeszcze ją słyszeli.
    Augustus sobie pomyślał, że pokrzyczy, pokrzyczy i przestanie. I miał rację, zamilkła bardzo szybko, bo chyba uświadomiła sobie gdzie są, i że robi scenę.
    Rivvers odwrócił się przodem do blondynki i spojrzał na nią. Wiedział, że ma przewagę w postaci pieniędzy w portfelu i to ją jeszcze przy nim trzymało.
    Podszedł do niej.
    - Porozmawiamy w hotelu, a teraz chodź. - Powiedział. - Nie rób scen. Nie tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  51. Może i nie krzyczała głośno, ale sam fakt, że krzyczała na Gusa mógł nieco zmienić oblicze sytuacji. Wystarczyłby jeden fotograf w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, żeby zrobić im zdjęcie. Później, samo odkręcanie tego wszystkie zajęłoby sporo czasu.
    Augustus nie miał się na razie ochoty kłócić. Chciał zrobić te zakupy i pójść wreszcie do hotelu, żeby tyko pozbyć się Vill.
    - Ale się ciebie boję. - Mruknął, na tyle cicho, by tylko ona go słyszała, po czym ruszył w stronę sklepu z bielizną. - Wybierz sobie co chcesz. - Dodał jeszcze, wchodząc do środka i od razu wybierając dla siebie bokserki i skarpetki. Czysta bielizna to była u niego podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  52. - Och, zobacz cały się trzęsę. - Odpowiedział jej z kpiną w głosie.
    Bawiło go jej zachowanie. A kiedy znaleźli się w sklepie mało obchodziło go to, co sobie kupi. Przecież i tak nie będą w jednym pokoju. Poza tym, bielizna, którą nosiła Villemo kompletnie go nie interesowała. Nie miał się z nią bzykać , więc mogła sobie nawet kupić babcine gacie. On płacił, mogła brać co chciała i nawet wykorzystać to, że nie zwracał uwagi na ceny.
    Podszedł do niej w końcu i spojrzał na nią.
    - Wybrałaś już ? - Zapytał. Nienawidził robić zakupów z babami. Zastanawiały się pół godziny nad tym, jaką bieliznę wybrać, a nie miały pewności, że ktokolwiek ją zobaczy.

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Okey, nie ma problemu. Do jutra i dobranoc :)]

    Gusowi nawet nie chciało się z niej nabijać. Był zmęczony i teraz dopiero zaczynał odsuwać całą noc imprezowania. Naprawdę chciał się już znaleźć w hotelu i położyć się do łóżka. Mało go obchodziła bielizna, którą nosiła Villemo.
    - Super. - Wziął od niej wieszak i ruszył do kasy, by stanąć w ogonku. Kiedy blondynka stanęła obok niego spojrzał na nią uważniej. - Pójdziemy jeszcze tylko po jakieś rzeczy na jutro i cieplejsze bluzy i idziemy do hotelu. Spać mi się chce. - Odezwał się po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  54. Do Gusa chyba trochę szybciej dotarło to, że koncertu nie będzie, albo że p prostu na niego nie dotrą. Dlatego wyluzował się trochę szybciej niż Vill. A może po prostu był lekkoduchem, który w dupie miał to, czy zdąży na koncert, czy nie. Jedno z dwóch.
    - Dobra, zaraz przyjdę. - Mruknął o niej, przesuwając się w kolejce.
    W kolejnym sklepie pojawił się jakieś pięć minut później. Vill nie łatwo było zgubić ze względu na kolor jej włosów. Widział na co patrzyła i uśmiechnął się pod nosem.
    - Podoba ci się? - Zapytał zaraz, stając za nią. - To bierz. - Dodał jeszcze, odchodząc w stronę działu męskiego. Chwilę wybierał jeansy. Zdecydował się na czarne, z mnóstwem przetarć i dziur, wybrał jakieś dwa podkoszulki i kraciastą koszulę, oraz czarną skórzaną kurtkę. Tak, on też miał do nich słabość. Przymierzył sobie wszystko, stwierdził, że pasuje i wziął to do kasy, czekając na Vill. Stanął sobie już od razu w kolejce, żeby nie stać potem w niej nie wiadomo jak długo, bo nie wiedział ile czasu zajmie blondynce znalezienie czegoś do ubrania.

    OdpowiedzUsuń
  55. Mogła sobie wziąć tą kurtkę, przecież Gus i tak zapomni jutro rano, najdalej za dwa dni, że cokolwiek jej kupił. Tak już miał, z pamięcią u niego kiepsko było.
    Kiedy pokazała mu bluzkę, zaczął się śmiać, chociaż też zdziwił się, że w ogóle chciała mu o tym powiedzieć.
    - Brakuje jeszcze napisu jędza i zołza. - Odpowiedział jej z łobuzerskim uśmiechem. - Tylko, że suka to zbyt duże słowo, jeśli chodzi o określenie ciebie, ale mniejsza o to. - Dodał jeszcze.
    Wziął od Vill jej rzeczy i podszedł do kasy, marząc o wygodnym łóżku w hotelu. I wcale nie uważał, że blondynka jest suką, tylko czasami za dużo paplała i nie zastanawiała się nad tym, co mówi. Tak samo zresztą jak on.

    OdpowiedzUsuń
  56. On nigdy nie zwracał uwagi na to, co nosił ktoś inny. Bardziej uważał na to, co ubiera on sam. Musiał wyglądać dobrze, był w końcu osobą publiczną i jako taki wizerunek sobie stworzył. I tego się trzymał.
    Nie zauważył, że nie wzięła sobie żadnej cieplejszej bluzy, bo nie zwracał uwagi na to, co sobie kupiła.
    - Nigdy nie powiedziałem, że jesteś suką, więc nie dorabiaj sobie w główce historii do czegoś, co nie miało miejsca. - Odpowiedział jej.
    Gus bardzo nie lubił, kiedy ludzie twierdzili, że uważa ich za takich, czy takich, a sam nawet słowa na ten temat nie powiedział, albo nawet tak nie myślał.
    Riveers zapłacił za zakupy i wyszedł ze sklepu.
    - Dobra, to teraz do hotelu. - Powiedział, kierując się do wyjścia, jednocześnie odczepiając z nowo kupionej koszuli metkę, by zaraz ją na siebie założyć. Kawałek do przejścia mieli, a nie chciał żeby mu było zimno.

    OdpowiedzUsuń
  57. - Różnica jest bardzo duża i byłoby miło gdybyś nie oceniała człowieka po pozorach, bo możesz się zdziwić, jaki jest naprawdę. - Odpowiedział jej jeszcze, później nie mówiąc już nic.
    Był lekko poirytowany, owszem, ale jakimś cudem rozmawiali ze sobą w miarę normalnie, nawet jaka para dobrych znajomych, a nie pracodawca i pracownica, która nienawidzi swojego szefa i przez niego utknęła w Paryżu.
    Gusowi nawet przez myśl przemknęło, że może wcale nie będzie tak, że może się nie pozabijają, przebywając razem.
    - Dobra, ja poczekam. - Mruknął, siadając na pobliskiej ławeczce.
    Podczas nieobecności Vill przejrzał to, co kupili i zarejestrował, że nie kupiła sobie żadnej cieplejszej bluzy. Wrócił więc do sklepu, w którym byli i kupił dla niej tą skórzaną kurtkę, na którą tak patrzyła. Wcale nie był chujem, bo jakby był to by tego nie zrobił.
    Zapłacił i wyszedł na zewnątrz, dostrzegając chyba lekko już przerażoną blondynkę.
    - Masz. - Zwrócił się do niej, podając jej kurtkę. - Mamy wszystko to idziemy. - Dodał jeszcze, ruszając powoli przed siebie. Chciał się przespać, wziąć prysznic i ruszyć w miasto. Vill mogła robić co chciała.

    OdpowiedzUsuń
  58. No przecież by jej nie zostawił. Nie był aż takim chujem za jakiego go uważała.
    Sam ubrał na siebie swoja kurtkę i ruszył w stronę hotelu.
    - Faktycznie, jest zimno jak cholera. No ale, za chwilę będziemy w hotelu, a tam na pewno jest dużo przyjemniej niż na zewnątrz.- Odezwał się o chwili, nadal zdziwiony tym, że normalnie ze sobą rozmawiają. Usłyszał doskonale co powiedziała potem. - Wiem, że nie powinienem, ale chciałem. Teraz przynajmniej będzie ci ciepło. - Dodał jeszcze, nie mówiąc już nic więcej.
    Gus szedł powoli ulicą, rozglądając się dookoła, żeby nie przegapić hotleu. Miał się znajdować po tej stronie co centrum handlowe. Nie był to jakiś moloch, a raczej mały, przytuny hotelik.
    W końcu go znalazł.
    - To tutaj. - Odezwał się po chwili. - Mówiłem, że wiem dokąd idziemy. - Wszedł do środka i od razu podszedł do kontuaru. - Dzień dobry, rezerwacja na nazwisko Riveers. - Zwrócił się do stojącej tam dziewczyny.
    - Tak, pokój dla nowożeńców już czeka. - Odpowiedziała.
    - Miały być dwa pokoje, nie jeden. Proszę to zmienić. - Gus był przerażony.
    - Nie ma już nic wolnego. Tylko ten pokój nam został.
    - Dobra niech będzie. - Zabrał klucz do pokoju i zły na cały świat ruszył do windy. Jeszcze brakowało mu tylko tego, żeby spać z Vill w jednym pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  59. Gus nie odezwał się do Vill ani słowem. Był wściekły. Nie dość, że od rana blondyna łaziła za nim krok w krok, to jeszcze teraz miał z nią spędzić również noc. A tak bardzo liczył na chociaż kilka godzin samotności bez trajkotania Villemo.
    Gdy znaleźli się w windzie, Augustus, modlił się w duchu, żeby tym razem to ta się nie zatrzymała, ale na szczęście szybko dojechali na górę.
    Bez słowa otworzył drzwi i dopiero wtedy spojrzał na Vill.
    - Drugiego klucza nie ma i nie będzie. - Odpowiedział jej, wchodząc do pokoju. Na szczęście stała tu również kanapa, więc nie musiał martwić się o to, że będzie spał z blondynką w jednym łóżku. Rzucił ich zakupy na łóżko i spojrzał na dziewczynę.
    - Dostaliśmy tylko ten pokój. Innych nie ma. - Wyjaśnił dokładniej, bo widział, że nie miała pojęcia co się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  60. Gus wiedział, że Vill zaraz zacznie się awanturować. No dosłownie był tego pewien. On miał tak naprawdę wywalone w to, że będą zajmowali jeden pokój i tak miał zamiar wyjść i zwiedzić sobie miasto, a ona mogła robić co chciała.
    - Żart? Myślisz, że mi się kurwa chce żartować z tego, że mam z tobą dzielić pokój? - Zapytał, podchodząc do niej bliżej. Było widać jak na dłoni, że nie podobało mu się to, co powiedziała. - A ty myślisz, że ja się prosiłem o to, żeby pilnowała mnie jakaś wredna zołza? Nie! - Warknął do niej, mierząc wzrokiem. - Narzekasz kurwa od samego początku. Powiedziałem ci, że sam sobie poradzę, ale nie uczepiłaś się mnie jak rzep psiego ogona. - Wziął głębszy dech. - Będę robił co mi się podoba i nikt nie będzie mi mówił, że to jest kurwa złe. Nawet ty. - Dodał jeszcze. - Poza tym, czego się tak wściekasz o te laski? Zazdrościsz?! Może gdyby ciebie ktoś w końcu przeruchał to byś była inna, bo teraz zachowujesz się jak świętojebliwa dziewica, która porządnego kutasa nie widziała na oczy!. -Chwycił torbę ze swoimi rzeczami i skierował się do łazienki. - Też mam dość! Ciebie przede wszystkim! Więc daj mi kurwa wreszcie spokój. I tak zaraz wychodzę. Może jeszcze zdążę złapać tą kelnerkę i ją przelecieć. - Wszedł do łazienki, trzaskając drzwiami. Ależ go wkurwiła. Aż mu się ręce trzęsły.

    OdpowiedzUsuń
  61. [ Nie, pewnie zostanie żeby ją trochę bardziej powkurzać :D]

    OdpowiedzUsuń
  62. Wygląda na to, że oboje w końcu pokłócą się o kanapę, bo Gus już ją sobie upatrzył. Była wygodna i w miarę długa, więc problemów ze spaniem na niej by nie miał. Z Vill nigdy w życiu nie poszedłby do łóżka.
    - To się trzeba było Peterowi postawić, a nie wyżywać się teraz na mnie. - Powiedział ze złością. Doprowadzała go do szału. - Nikt ci nie kazał po mnie przyjeżdżać, więc przestań się w końcu kurwa na mnie drzeć. Chcesz? Droga wolna, wracaj do domu. Dostaniesz pieniądze na pociąg, samolot czy co tam chcesz, tylko błagam zamknij się do kurwy nędzy i więcej się nie odzywaj. - Warknął na nią jeszcze.
    Kiedy znalazł się już w łazience, nalał sobie pełną wannę wody. Nigdzie mu się nie spieszyło, nie miał zamiaru wychodzić. Po prostu musiał pobyć sam. Ochłonąć przede wszystkim, żeby jeszcze czegoś nie powiedzieć.
    Siedział w łazience prawie godzinę i w końcu wrócił do pokoju w samych bokserkach. Telewizor cicho grał, więc go wyłączył. Sam był już zmęczony, więc najpierw zabrał dla siebie poduszkę i koc, którym przykryte było łóżko i położył to sobie obok kanapy.
    Spojrzał na śpiącą Vill. Była całkiem ładna, dopiero teraz to zauważył. Wziął ją ostrożnie na ręce, by przenieść ją do łóżka. Uważał żeby jej nie obudzić, bo jak nic by go zabiła. Odłożył ją na miejsce i okrył kołdrą, po czym sam przygotował sobie posłanie na kanapie.
    Położył się wygodnie i zamknął oczy. Zasnął dość szybko. W końcu był na nogach od wczorajszego poranka.

    OdpowiedzUsuń
  63. [ Tak, wszystkie szczegóły bierzemy pod uwagę, tylko niech uważa, żeby się nie obudził hahah :D wow jakie cudo to Stefcio jest?]

    OdpowiedzUsuń
  64. [ Ja tam nic nie wiem, ale chyba znalazłam sobie nowy obiekt westchnień, hahah :D ]

    OdpowiedzUsuń
  65. [ haha, pomarzyć dobra rzecz :D ]

    OdpowiedzUsuń
  66. [ O matko :) Al Stefcio jednak ładniejszy i trafia do mojego specjalnego, zabezpieczonego hasłem folderu na kompie :D]

    OdpowiedzUsuń
  67. [ Haha, powiedz, że Ty takowego nie masz, a nie uwierzę :D]

    Spanie na kanapie, na pewno nie było szczytem marzeń Augustusa, jednak było to najlepsze rozwiązanie. Nie chciał i nie mógł spać z Vill w jednym łóżku. Nawet jeśli owo łóżko było ogromne i spokojnie zmieściłoby się w nim pięć osób.
    Riveers wolał nie ryzykować. Znał swoją przypadłość do przytulania się podczas snu do osoby, obok której spał, a przy blondynie nie chciał ryzykować. Jeszcze dałaby mu w twarz albo coś.
    Spał więc tak do rana. Nie zarejestrował nawet tego, że Vill wstała, ani tego że wyszła. Nic by go w tym momencie nie obudziło, nawet bombardowanie. Odsypiał w końcu ponad dobę funkcjonowania, imprezę i zaspokajanie trzech panienek.


    OdpowiedzUsuń
  68. [ Panie też są fajne :)]

    Spał, dopóki nie usłyszał trzaśnięcia drzwiami. Momentalnie poderwał się z kanapy. Otworzył zaspane oczy i zaraz zaczął szukać źródła hałasu. Dostrzegł Vill, która nadal stała przy drzwiach.
    Gus przeciągnął się, a koc całkowicie spadł na ziemię, odsłaniając całą resztę jego ciała. Zaraz też się podniósł, ziewając głośno.
    - Jak pogoda? - Zapytał, zachrypniętym jeszcze od snu głosem. - Trzeba zadzwonić na lotnisko i zapytać czy wznowili loty. - Dodał jeszcze, spoglądając na dziewczynę.
    Ewidentnie gdzieś była, ale nie wnikał gdzie. Mało go to interesowało.

    OdpowiedzUsuń
  69. - Przecież nic nie mówię. - Odezwał się unosząc ręce w obronnym geście.
    Dzisiaj Gus miał naprawdę dobry humor i Vill może mieć problem z wyprowadzeniem go z równowagi.
    Nie zorientował się początkowo, że zabrała jego pieniądze. Nadal był zaspany, ale zaraz ruszył za nią do łazienki. Nie powinien tego robić, ale co mu tam.
    Od razu wziął od niej szczoteczkę i tubkę z pastą, po czym odrobinę naniósł na włosie i zaczął myć zęby, tyłkiem opierając się o umywalkę.
    - Skoro musimy tu siedzieć - zaczął po chwili. - Chcesz iść trochę pozwiedzać? Zobaczyć coś fajnego? - Zapytał. Może nie do końca uśmiechało mu się to, że musi spędzić z nią kolejny dzień, ale przecież nie zostawi jej samej w pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  70. Gus patrzył przez chwilę na dziewczynę. Wszedł do łazienki, bo mu się tak podobało, bo rzadko zastanawiał się nad tym, co robi.
    Przyjrzał się jej uważniej, kiedy klepnęła go w biodro. To było coś nowego, ale nie żeby mu przeszkadzało.
    Przesunął się nieco, dalej szorując zęby i nadal na nią patrząc. Nadal była ładna, nawet z tymi rozczochranymi włosami i bez makijażu.
    - Bo się pewnie ciepło nie ubrałaś. - Odpowiedział jej zgodnie z życiową logiką Augustusa Rivversa. - Poza tym, jak chcesz. Ja mam ochotę iść na miasto. Nie chcę cały dzień siedzieć w pokoju. - Odezwał się jeszcze po chwili, pochylając się nad umywalką, by opłukać sobie usta. Odłożył szczoteczkę na bok i spojrzał na Vill. - Możesz zostać, albo możesz ze mną iść jeśli chcesz. - Dawał jej wybór. Uśmiechnął (!) się jeszcze do niej i wyszedł z łazienki.

    OdpowiedzUsuń
  71. Owszem, czasami powinien pomyśleć, zanim miał zamiar coś zrobić, ale to był Gus, a Gusowi rzadko zdarzało się nad czymś zastanawiać. Gdyby zastał ją półnagą byłby zadowolony. Była ładna to i mógł sobie chociaż popatrzeć, bo na nic więcej by nie pozwoliła.
    Mimo, że było zimno, on naprawdę chciał wyjść do miasta. Może nie tak od razu, ale za jakiś czas na pewno. Był w Paryżu pierwszy raz i naprawdę zależało mu na tym, żeby coś zobaczyć. Nie wiedział przecież, kiedy wróci tutaj po raz kolejny.
    Nie miał zamiaru jeszcze się ubierać. Do tego akurat się nie spieszyło. Rozsiadł się na łóżku wyciągając z kieszeni spodni telefon, by przejrzeć sobie coś na fejsie. Dodał nawet post, że jest w Paryżu.
    Kiedy Vill wróciła, dostrzegł jej minę. Domyślał się, że chyba nie była zadowolona z faktu, że nadal jest półnagi. Spojrzał na nią uważniej.
    - W sumie, masz rację. - Powiedział. - Też jestem głośny. Wolisz zamówić coś do pokoju, czy pójść na dół?- Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  72. - Dobrze, to zaraz zadzwonię. - Zgodził się z nią bez szemrania, bo i tak nie chciało mu się nigdzie wychodzić . - A na co masz ochotę? - Zapytał jeszcze po chwili.
    Przyglądał się dziewczynie jak zbierała swoje rzeczy, ale niezbyt długo. Włączył sobie telewizor na jakąś stację muzyczną i zapatrzył się na ekran. Wiedział, że blondynka zabrała jego portfel, ale jakoś go to nie interesowała. Przecież wróciła do pokoju, a równie dobrze mogła zwiać z tym wszystkim gdzie chciała. Miał za dobry humor, żeby wściekać się o coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  73. Gus, pokiwał głową, żeby dać znać, że owszem, że zrozumiał. Chwycił za telefon, stojący na nocnym stoliku i wykręcił numer na recepcję.
    - Witam, Riveers z tej strony. - Zaczął. - Poprosimy o śniadanie za jakieś pół godziny. Przede wszystkim rogaliki, jakąś jajecznicę, co tam macie dziś w ofercie. I dzbanek herbaty oraz kawy. Dziękuję. - Złożył swoje zamówienie i odłożył słuchawkę, po czym spojrzał na Villemo. - Śniadanie będzie za pół godziny. - Poinformował ją, rozsiadając się wygodniej na łóżku. Nie chciało mu się jeszcze ubierać. Poza tym, skoro pewnie i tak cały dzień spędzą w pokoju, to nie widział sensu w tym, zakładać na siebie cokolwiek innego.
    Spojrzał na nią, kiedy się odezwała i uśmiechnął się lekko.
    - Wiem, że zabrałaś mój portfel. Głupi nie jestem. Nie musisz mi się tłumaczyć, daj spokój. - Westchnął. Ona chyba naprawdę go miała za jakiegoś nieobliczalnego awanturnika. - A masz jeszcze wodę utlenioną i bandaże? - Zapytał. - Jeśli tak, to chodź. Zobaczę jak to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  74. Gus nawet w największym szale potrafił się kontrolować i nigdy nie zrobił nikomu krzywdy i na nikogo nie podniósł ręki.
    - To chodź tutaj, bo na odległość nic nie zrobię. - Powiedział cicho. Miał za dobry humor, by się złościć o to, że zabrała mu portfel i zrobiła zakupy. Przecież to nie było nic takiego.
    Usiadła trochę za daleko, więc Gus be skrupułów chwycił ją w pasie i przysunął bliżej siebie, tak właściwie sadzając ją na kolanach.
    - Nic bym nie zrobił, jakbyś siedziała tam. - Mruknął, wyjaśniając swoje zachowanie, po czym chwycił buteleczkę z wodą utlenioną i czysty gazik, żeby zabrać się do pracy. Starał się ignorować fakt, że Vill siedziała mu na udach. Przecież nawet go nie lubiła.

    OdpowiedzUsuń
  75. Nie, on nie zrobił tego złośliwie. Zrobił to, żeby mu było wygodniej. Nigdy nie pytał nikogo o zdanie, czy może zrobić to, czy tamto. Po prostu to robił. Gus taki już był, a Villemo powinna się powoli do tego przyzwyczajać.
    Kiedy usłyszał jej telefon, a ona powoli zaczęła się odsuwać, szybko chwycił ją w talii, przytrzymując na miejscu. Chciał najpierw skończyć to, co zaczął.
    - Czekaj. - Mruknął tylko. - Telefon nie zająć, nie ucieknie. - Dodał jeszcze. - Daj mi najpierw skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  76. Fakt, kompletnie nic ich nie łączyło, no może poza tym, że dla niego pracowała i doprowadzała go bardzo często do białej gorączki.
    Ale jak to się mówi o miłości do nienawiści cienka linia.
    Gusowi nie przeszkadzało to, że Vill siedziała na jego kolanach, że go dotykała, przypadkowo czy specjalnie. Było mu nawet całkiem przyjemnie, jednak widział jej minę. Coś jej nie pasowało, jednak kompletnie nie wiedział co i chyba raczej wolał o to nie pytać.
    - Przecież nic ci nie robię. - Powiedział cicho, wracając do obmywania jej rany wodą utlenioną. - Zaraz będziesz wolna, tylko się nie wierć, żebym mógł to skończyć. - Wymruczał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  77. Po co miał robić cokolwiek więcej, skoro od niego uciekała, skoro go obrażała i wyraźnie pokazywała, że go nienawidzi. Dziwiło go to, bo przecież nic jej personalnie nie zrobił, nie wykorzystał jej, nie flirtował z nią, nie dawał żadnej nadziei.
    Jednak myślenie o tym, to było jednak za dużo.
    Słysząc jej słowa zmarszczył brwi. O co jej chodziło, nie wiedział. Jednak refleks zadziałał i zanim zdążyła choćby pomyśleć o ucieczce, chwycił ją mocniej w pasie i mocniej do siebie przyciągnął. Buteleczka z wodą utlenioną potoczyła się po podłodze, a gazik wypadł mu z ręki. Teraz już trzymał ją obiema rękami.
    - Ale że co mam robić? - Zapytał, patrząc jej w oczy. Nie miał pojęcia o co jej chodziło, albo udawał, że nie wie o czym ona mówi. Jednak, mało prawdopodobne wydawało mu się to, żeby akurat jej się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  78. [ Okey spokojnie, zawsze mogę poczekać. ]

    Vill może i pomysł miała dobry. Może gdyby faktycznie na każdym kroku pokazywała mu, że gonie lubi, że nim gardzi, sam by sobie odpuścił i unikał jej jak ognia.
    Jednak to był Gus. A Gus lubił przypadki beznadziejne.
    Te wszystkie laski, które za nim latały i piszczały na jego widok, nawet go nie obchodziły. Im chodziło o to, że był sławny, że miał kasy jak lodu, i że był seksowny. Owszem, wykorzystywał je do swoich celów, ale to były łatwe zdobycze.
    A Augustus Riveers uwielbiał wyzwania. A wyzwaniem zdecydowanie była dla niego Villemo. Ona chyba jako jedyna nie powiedziała mu nic miłego. Wręcz łajała go jak psa. Nie zważała na to, co mówi, a jemu się to podobało, bo wiedział, że mówi szczerze.
    Miał ochotę ujarzmić tą złośnicę, kiedy tak siedzieli blisko siebie na łóżku.
    Spojrzał na nią uważniej i wysłuchał tego, co miała mu do powiedzenia, jednak jakoś jej nie uwierzył.
    - Pierdolić podłogę. - Wymruczał tylko, patrząc jej w oczy, w ogóle przyglądając się jej twarzy. Pierwszy raz widział ją bez makijażu. - Tylko, że nikt nie powiedział, że po tym, jak przestaniesz ze mną pracować, nie będziemy utrzymywać kontaktu. - Mówił o sobie, bo domyślił się, że chodziło jej przede wszystkim o niego. - Poza tym, kto powiedział, że mam zamiar cię zastąpić? I wcale nie musisz być suką, bo to nie jest łatwe. W ten sposób odpychasz od siebie ludzi, w tym mnie. - Powiedział cicho. - Poza tym, przyjechałaś po mnie, chociaż tego nie chciałaś. Sprawiłaś, że się ogarnąłem i przyjechałem aż tutaj. Mało kto by tego dokonał, ale ty jakimś dziwnym trafem, wiedziałaś jak ze mną postąpić. - Dodał jeszcze, odruchowo wyciągając dłoń i kładąc ją na jej policzku. - Nie musisz być wredna i złośliwa. Możesz być przecież miła, tym bardziej, że pewnie zanim dotrzemy do Londynu jeszcze jakiś czas na siebie skazani będziemy.

    OdpowiedzUsuń
  79. Tylko, że Vill nie miała pojęcia, że kiedy go od siebie odpychała, to Gus tak naprawdę bardziej nieświadomie chciał się do niej zbliżyć. To było silniejsze od niego. Uwielbiał kobiety, które tak łatwo mu nie ulegały, które wręcz bardzo go nie lubiły. Tak było ciekawiej, a przez to co robiła blondynka, jeszcze bardziej zaczynała nakręcać Augustusa na siebie. Ale wiedzieć przecież o tym nie mogła.
    - Tylko, że w momencie, kiedy odpychasz kogoś od siebie, tracisz szansę na fajną relację. - Powiedział cicho, patrząc jej oczy. Zmarszczył brwi, kiedy odepchnęła jego rękę, ale nie ponowił gestu. Nie to nie. - Tylko, że to jak się zachowujesz w stosunku o mnie, nie zmieni mojego zdania o tobie i tego, czy cię lubię, czy nie. - Odpowiedział jej po chwili.
    W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi, a Gus dość bezceremonialnie zrzucił Vill ze swoich kolan, by pójść otworzyć. Musiał trochę ochłonąć, bo i jego ten gest nieco zaskoczył.
    - Zamówione śniadanie. - Odezwała się dziewczyna, stojąca za drzwiami i wprowadziła wózek z zamówieniem do środka, przyglądając się nadal półnagiemu Gusowi.
    - Dziękujemy bardzo. - Chłopak posłał jej szeroki uśmiech i sięgnął po portfel, by wręczyć dziewczynie napiwek, później zamknął za nią drzwi.
    Bez słowa podszedł do wózka i nalał sobie kawę i chwycił jeden z rogalików, by spocząć na kanie i spokojnie zabrać się za śniadanie.

    OdpowiedzUsuń
  80. - Jak sobie chcesz. - Mruknął jedynie w odpowiedzi na to, co powiedziała. Dobry humor powoli się z niego ulatniał, jak powietrze z balonika. Skoro chciała, żeby ją ignorował, niech więc tak będzie.
    Gus zaczął więc od razu. Zajął się śniadaniem i kawą, nawet nie patrząc na Vill. Miał zamiar zjeść, sprawdzić w internecie jakieś fajne miejsca do zwiedzenia i sobie po prostu tam pójść, a ją zostawić samą w pokoju. W końcu nie chciała, żeby się zaprzyjaźnili, albo zachowywali się w stosunku do siebie przynajmniej poprawnie.
    Gus sięgnął po swój telefon i zaczął przeglądać sieć. Nawet nie zareagował na to, co robiła Vill. Ba! Nawet na nią nie spojrzał.
    W sumie tak było lepiej i dla niego. Nie chciał i nie potrafił się angażować.

    OdpowiedzUsuń
  81. Gus rozsiadł się wygodniej na kanapie, odchylając głowę do tyłu i nieco przymykając oczy. Męczył go już ten nieplanowany pobyt w Paryżu. Chciał już być w Londynie z przyjaciółmi. Zagrać ten cholerny koncert i ruszyć w dalszą trasę. A przede wszystkim chciał być z dala od Vill. Szczególnie po tej ich dość specyficznej rozmowie sprzed chwili.
    - To się napij. Kto ci broni. - Odpowiedział jej cicho, spoglądając na telewizor. Ciekaw był jakby to było gdyby blondyna upiła się dziś porządnie. Chyba jeszcze nigdy nie widział jej po alkoholu. To by mogło być zabawne.

    OdpowiedzUsuń
  82. Gusa nie interesowało to, czy Vill mogła już legalnie pić, czy nie. Skoro chciała to niech sobie pije.
    Jego mało to interesowało, chociaż sam pewnie też chętnie by się napił. Musiał się jakoś odstresować i znieczulić. Wiedział już, że dzisiaj nigdzie nie wyjdzie. Na dworze była mgła, szalała wichura i jeszcze na dodatek się rozpadało. Masakra. Będzie musiał z nią spędzić cały dzień.
    - Nie wydaje mi się, żebyś teraz była w pracy. - Odpowiedział jej po chwili, nadal na nią nie patrząc. - Alkohol zawsze można załatwić. Z resztą, masz szczęście. Ja dysponuję środkami i mam ochotę się dziś upić. Możesz mi potowarzyszyć. - Dodał jeszcze.
    Zmarszczył brwi, kiedy poprosiła go o pomoc. To było coś nowego.
    Aż usiadł na kanapie i na nią spojrzał.
    Przysunął się bliżej do niej i bez słowa owinął jej ranę bandażem.
    - Długo tak nie wytrzymasz. - Odezwał się po chwili, odsuwając się od niej, kiedy tylko skończył. - Wypadałoby iść z tym do lekarza. - Mruknął jeszcze po chwili. Wstał z kanapy, żeby się w końcu ubrać. Nie chciał paradować przy niej w samych bokserkach.

    OdpowiedzUsuń
  83. - Zrobisz jak uważasz, ja nie będę ci mówić, co masz robić. - Odezwał się po chwili, wciągając na siebie nowe spodnie.
    Przecież to była jej ręka, jej skaleczenie i jej sprawa. Nie chciała się z Gusem kumplować, więc nic go ta ręka nie powinna interesować. Z resztą, ona nie powinna go interesować, skoro wyraźnie tego nie chciała.
    I znów zaskoczenie. Podziękowała mu.
    - Nie musisz dziękować. - Mruknął tylko, ubierając koszulkę. - Zaraz zadzwonię. - Odezwał się po chwili, zbierając z podłogi ubrania, które nosił poprzedniego dnia, by zaraz położyć je na kanapie.
    Jemu też ta rozmowa sprzed kilku minut zdawała się nieco niezręczna, tym bardziej, że dotknął w jej dziwny sposób, w taki w jaki nikogo nigdy nie dotykał.
    Wolał więc już więcej nie ryzykować.

    OdpowiedzUsuń
  84. Trzymał dystans, b ona tego chciała, ale on też nie chciał się do niej zbliżać bardziej, niż to było konieczne. Gus był Gusem i Gus do nikogo się nie zbliżał i przed nikim się nie otwierał. Wolał siedzieć we własnej głowie, z własnymi myślami z dala od innych.
    Od razu podszedł do telefonu, wykręcił odpowiedni numer na recepcję i zamówił dla nich kilka butelk alkoholu i coś do popicia. Jeśli Vill nie będzie chciała pić, sam to wszystko opróżni. Musiał odlecieć, musiał przestać myśleć o wszystkim, a przede wszystkim musiał się znieczulić. Po raz kolejny. Tak było łatwiej i prościej. Oby tylko mu się później nie zebrało na jakiś szczere rozmowy z Villemo.
    - Przyniosą nam coś za jakiś czas. - Oznajmił jej po kilku minutach, siadając ponownie na kanapie i wyciągając swój telefon, żeby chociaż przez fejsa pogadać sobie z Jacobem. Jacob na pewno go zrozumie i powie co ma robić dalej.

    OdpowiedzUsuń
  85. [ O biedna, ja dzisiaj na 13:00 idę do pracy do 21:00, więc trochę lipa z odpisami będzie :/]

    Oboje zajęli się własnymi sprawami i Gusowi jakoś to wybitnie nie przeszkadzało. Nie musiał z nią rozmawiać, nie musiał się silić, by być miłym.
    Tylko takie trochę to dziwne było, że zamiast porozmawiać, albo chociaż pooglądać coś razem w telewizji to oni woleli wgapiać się w swoje komórki. Współcześni ludzie i współczesna forma kontaktu.
    Pukanie do drzwi dla Gusa było jak zbawienie. Za chwilę miał się napić. W końcu.
    Wstał z miejsca i poszedł otworzyć. To nie była ta sama dziewczyna, ale jakiś młody chłopak. Wprowadził do pokoju wózek, na którym stało kilka butelek alkoholu, jakieś napoje i coś do przegryzienia, czyli wszystko to, czego w tym momencie potrzeba było Augustusowi.
    - Dziękuję. - Zwrócił się do chłopaka, wręczając mu napiwek i zamknął za nim drzwi.
    Przysunął sobie wózeczek do kanapy. Postawił butelkę na stole i nalał sobie szczodrze do szklanki. Po pierwszym wypitym łyku, spojrzał na Villemo.
    - Chcesz? - Wskazał na butelkę, szturchając ją palcem w ramię, by zwrócić na siebie uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  86. [ Zdarza się, ja za godzinę wychodzę do pracy i wracam koło 22, więc wiesz. Nie spiesz się. Odpiszesz jak tylko będziesz miała czas.]

    OdpowiedzUsuń
  87. Pewnie gdyby Vill powiedziała Gusowi, zecjest uzależniony od alkoholu, jak nic rozpętała by tym piekło i raczej przyjemnie by już między nimi nie było.
    Augustus nie znał innego sposobu na odstresowanie się i poruszenie sobie z zaistniałą sytuacją. Zaczął pić tak naprawdę po tym, jak ich zespół zaczął odnosić ogromne sukcesy i stawał się coraz bardziej sławny. Riveers był pod presją, a ucieczka w alkohol i narkotyki pomagała mu się jakoś z tym wszystkim uporać, przynajmniej w minimalnym stopniu.
    Kiedy się do niego odezwała nie bardzo rozumiem o co jej chodziło. Przecież żadnej dziewczyny u nich nie było. Vill czasami zachowywała się tak, jakby była zazdrosna.
    - Nie wiem o czym mówisz. - Odpowiedział jej krótko, upijajac odrobinę alkoholu ze swojej szklanki. Spojrzał na blondynkę i wpadł na pewien pomysł.
    - Znasz grę " Nigdy nie..."? - Zapytał po chwili. Przecież nie będzie pił sam, a może w ten sposób dziewczyna do niego dołączy.

    OdpowiedzUsuń
  88. Gus nie widział problemu w swoim piciu. Ba! On w ogóle nie miał żadnych problemów. Lepiej było żeby Vill niczego mu nie mówiła. Dla własnego dobra. Riveers jak nic zrobiłby jej z tego powodu awanturę.
    Augustus zaśmiał się słysząc słowa dziewczyny.
    - Serio się gapiła?- Zapytał. - Kompletnie tego nie zauważyłem. Poza tym, teraz przyszedł jakiś koleś.- Dodał jeszcze.
    Tak, naprawdę gdyby Gus miał zwracać uwagę na każdego kto mu się przygląda jak nic by oszalał. Miał to w sumie w nosie. Niech się patrzą. Czasami nawet lekko go to irytowało.
    - Nie, to jest gra dla wszystkich. - Odezwał się po chwili. - Polega to na tym, że mówisz jakaś rzecz, która robiłaś, dodając na początku "nigdy nie.." i upijasz łyk ze swojej szklanki, jeśli ją to robiłem, również to robię. - Wyjaśnił chociaż może nie do końca poprawnie. - Zademonstruje ci.- Zastanowił się przez chwilę. - Nigdy nikogo nie kochałem. - Powiedział. - Tak było jest i będzie, więc piję. Jeśli u ciebie jest tak samo też piszesz. Jeśli nie, omijasz kolejkę i wymyślasz własne zdanie. - Spojrzał na Vill, ciekaw czy zaryzykuje.

    OdpowiedzUsuń
  89. - Faceci też się gapią – poinformowała go, bo najwyraźniej nie miał o tym pojęcia. Powinien się bać niektórych ludzi, niezależnie od płci. Potrafili się naprawdę bardzo narzucać.- Gra dla wszystkich, taaa... Ale w efekcie masz się najebać, nie? A w ogóle, to nic nie zrozumiałam – skoro sobie nalała trochę do szklaneczki, to teraz upiła minimalny łyczek. I się skrzywiła, oczywiście. Żaden alkohol nie był smaczny.- Nie wiem i tak, co miałabym mówić. Na przykład... – zastanowiła się, ale do głowy przychodziło jej tylko nawiązanie do tematu, który przed chwilą zaczęła.- Nigdy nie gapiłam się na babskie cycki po kryjomu. Może być? Ale się gapiłam przecież i to nie raz, więc co mam teraz zrobić?
    Zajęta rozkładaniem tego na czynniki pierwsze nie zareagowała na stwierdzenie Gusa, choć przecież też powinna albo się napić, albo nie. Nie wiedziała tylko, która opcja obowiązywała, gdyby miała tak, jak on, a która, gdy jednak byłoby z nią inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  90. [ Haha, zdarza się :d a ja siedzę i czekam jak głupia na odpis :D]

    - Facie mnie nie interesują. - Odpowiedział jej krótko. Był hetero, więc jak jakiś koleś się na niego gapił, to go Gus wprost pytał, czy się przypadkiem w nim nie zakochał. Bezpośredni był to fakt.
    Augustus pokręcił głową. Vill niby była taka do przodu, a nie znała takiej gry.
    - Skoro to robiłaś to piszesz i ja też, bo również to robiłem. - Powiedział, od razu pociągając łyk ze swojej szklanki. - Pijesz tylko wtedy, kiedy daną rzecz robiłaś, w żadnym innym przypadku. Kto pierwszy wypije wszystko, przegrywa i druga strona ma prawo dać temu przegranemu jakieś zadanie. Rozumiesz? - Zapytał, od razu przechodząc do kolejnego stwierdzenia. - Nigdy nie tańczyłem nago na stole. - I Gus się napił, spoglądając na Vill.

    OdpowiedzUsuń
  91. - Może i tak. - Powiedział cicho, patrząc na Villemo. - Tylko jakoś nigdy nie wiedziałem, co takiego interesującego jest we mnie. - Dodał jeszcze, ale nie oczekiwał od niej odpowiedzi.
    Nie rozumiał tego całego szumu wokół swojej osoby. Nie, żeby mu to przeszkadzało. Po prostu we własnym mniemaniu był normalny, wręcz przeciętny. A reszta kumpli z zespołu też miała przecież tatuaże. Gabe miał nawet tatuaże na penisie, co podobno rajcowało jego laski, ale Gusowi jeszcze na tyle nie odjebało żeby sobie tatuaże robić akurat tam.
    Patrzył jak Vill dolewa sobie alkoholu.
    - Hej! Zaraz wylejesz. - Mruknął, widząc ile trunku znajdowało się w szklance. Gapić się nie gapił. Jeszcze nie był w nastroju na gapienie. - Pewnie, że tak nago nago. A jak myślałaś? - Zapytał. - Nawet kilka razy. - Dodał jeszcze. - Dobra, twoja kolej.

    OdpowiedzUsuń
  92. To tymi słowami naprawdę go zdziwiła. Było na co patrzeć? Być może i było.
    Gus owszem, wiedział, że jest przystojny, że laski kręcą jego tatuaże, ale przecież było multum facetów na świecie, którzy wyglądali tak jak on.
    Niemniej jednak ten temat uznał już za zakończony. Było się na co gapić to było i Vill chyba nieświadomie przyznała się do tego, że i ona się gapi, i że Gus się jej podoba. Przynajmniej to wywnioskował z jej paplaniny.
    - W majtkach też się liczy. Nie gadaj tyle tylko pij. - Powiedział po chwili, śmiejąc się cicho. Jej kolejne zdanie tak go rozbawiło, że Augustus aż się zakrztusił. - Aleś wymyśliła. - Zaczął się śmiać, wypijając trochę bursztynowego płynu i pokręcił głową. - Nigdy nie... powiedziałem nikomu, że go kocham. - Wymyślił po dłuższym namyśle, upijając kolejny łyk.

    OdpowiedzUsuń
  93. Gus też zaczął się śmiać. Całkiem dobrze im szło, chociaż początkowo nawet się nie spodziewał, że Vill da się wciągnąć w tą durną grę.
    Robili coś razem, a nie siedzieli po dwóch stronach kanapy, kompletnie ze sobą nie rozmawiając i robiąc każdy coś innego.
    - Pomyśl trochę kobieto. - Zaśmiał się cicho. On nie miał problemu z wymyślaniem przykładów. Przecież jutro i tak żadne z nich nie będzie pamiętało o tym, o czym mówili. Przynajmniej Augustus miał taką nadzieję. - O faceta mi chodzi Vill, albo kobietę, a nie członka rodziny. - Wyjaśnił, patrząc na nią uważnie. - No, twoja kolej. Tylko tym razem, błagam. Wymyśl coś lepszego. - Ponownie zaczął się śmiać, nie mogąc się powstrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  94. [ 13-21, ale będę w przerwach odpisywać. Teraz do 12:00 mam czas]

    OdpowiedzUsuń
  95. [ O biedna :/ ja mam dziś rozmowę z kierowniczką przed pracą, bo się jakiś konsultant poskarżył, że się na nim uwzięłam i wycofuję co drugą rozmowę. No, ale jak się nie trzyma procedur niech się nie dziwi. Pewnie mi jeszcze każą zrobić dzisiaj mu jakiś retrening, żeby wytłumaczyć co i jak, więc będę dwie godziny do tyłu ze wszystkim :/]

    OdpowiedzUsuń
  96. - Normalnie, przecież mnie nie lubisz. - Odpowiedział cicho, lekko się uśmiechając, chociaż aż tak wesoło to mu nie było. - Tak, to znaczy, że kiedyś to komuś powiedziałem, ale potem tego żałowałem. Życie. - Dodał jeszcze, biorąc jeszcze jeden łyk. Wspomnienia tamtego okresu nadal były bolesne. Gus uniósł brwi ku górze. Tego się nie spodziewał. - Ja nie piję, ale zaintrygowałaś mnie. Długo to trwało? - Zapytał z ciekawością. - W oczekiwaniu na odpowiedź Vill, wymyślił kolejny przykład. - Nigdy nie... byłem w długim związku. Długim, czyli przynajmniej trzyletnim. - Dodał, upijając solidnie ze swojej szklanki. Zaraz też dolał sobie jeszcze trochę bursztynowego płynu.

    OdpowiedzUsuń
  97. [ Mam dzisisj taki zapieprz, że nawet nie wiem w co ręce włożyć, więc pewnie dopiero koło 21 odpis się pojawi. Jutro idę na rano, więc powinno być luźniej.]

    OdpowiedzUsuń
  98. [ W końcu do domu , toć to jakaś totalna masakra była dzisiaj]

    Gus spojrzał na Vill. Ewidentnie była już pod wpływem alkoholu, co łatwo dało się wyczuć.
    Zaśmiał się cicho słysząc jej słowa.
    - Jasne, wpadlabys e depresję. Już to widzę.- Powiedział, ale w żadnym wypadku nie złośliwie. - Zmartwie cię, bo mimo, że jesteś dla mnie wredna i ogólnie małpa z ciebie to i tak cię lubię. - Oznajmił w końcu.
    Faktycznie, oboje pili dość nierówno. Gus na pewno wypił więcej, ale jakoś szczególnie mocno tego nie odczuwał. Miał zdecydowanie mocniejsza głowę.
    - Półtora roku to dość długo. - Odezwał się po chwili, ale nie drazyl tematu. - No jak co powinnaś powiedzieć, wymyślić kolejny przykład. - Stwierdził logicznie. - Chyba, że nie chcesz już grać i wolisz sobie pogadać. - Zaproponował po chwili

    OdpowiedzUsuń
  99. [ Oj, jakiś dzisiaj dziwny dzień jest. U mnie też awantura stulecia rano było. Masakra. Dobrej nocy i do jutra. Jutro 9-17 jestem w pracy, jakby coś.]

    Teraz jednak oboje mogli sobie pozwolić na odrobinę rozluźnienia. Przecież byli w Paryżu, nie gonił ich czas, ani żadne inne obowiązki. Nie mieli pojęcia, kiedy będą mogli polecieć do Londynu. Jeden pijacki wieczór na pewno zrobi dobrze obojgu.
    - Niby czym sobie zasłużyłem? - Zapytał zaskoczony, ale też zaintrygowany. Ciekaw był, czemu Vill za nim nie przepadała. - Dla mnie każdy związek powyżej roku jest długi. - Dodał po chwili w celu wyjaśnienia. - Rozluźnij się kobieto. Czasami chyba trochę za dużo myślisz i za bardzo analizujesz niektóre rzeczy. - Zawyrokował. Patrzcie, znawca się znalazł. Chociaż, z drugiej strony, Gus był akurat zupełnym przeciwieństwem Villemo. Nigdy niczego nie planował. Wszystko robił na spontanie. Kiedy usłyszał słowa blondynki, pił właśnie i aż się zakrztusił. - Mówisz poważnie? - Zapytał w ogóle się nie śmiejąc. To było dla niego dziwne. - Nigdy w życiu nie uprawiałaś seksu? - Dopytał jeszcze. On sam zaraz wypił sporą ilość trunku ze swojej szklanki. Inicjację seksualną już dawno miał za sobą. - Jeśli chcesz to pij. To tylko gra. - Dodał po chwili, przyglądając się uważniej Vill.

    OdpowiedzUsuń
  100. - Nie marudź. Granica to granica, a taką podałem, bo sam tyle w związku byłem. - Odpowiedział jej, patrząc na Vill uważnie. Nawet będąc pod wpływem potrafiła być szalenie irytująca.
    Nie drążył jednak tematu. Rozbawiła go trochę, bo mimo wypitego alkoholu i tak trzymała się naprawdę dzielnie, a on nie bardzo wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć i czy pozwolić jej pić dalej.
    - Seks to seks. Masz rację. - Stwierdził po jakimś czasie. Nie dopytywał i nie wnikał w to głębiej. Chyba jeszcze alkohol nie zaczął na niego tak naprawdę działać, poza tym nie chciał wywoływać kolejnej awantury dość intymnymi pytaniami. Może gdyby byli przyjaciółmi, byłoby inaczej.
    Gus dopił resztę swojego trunku i skierował wzrok na butelkę, bo sam chciał sobie jeszcze dolać. Dostrzegł jednak, że Villemo kurczowo trzymała jej szyjkę.
    - Hej, zwolnij trochę. - Mruknął, kładąc dłoń na jej dłoni. Chciał zabrać jej szkło, nalać sobie jeszcze brunatnego płynu do szklaneczki, ale nie mógł się ruszyć. Trzymał po prostu rękę na dłoni blondynki, patrząc to na nią, to na trzymaną teraz przez nich oboje butelkę.

    OdpowiedzUsuń
  101. GUS stwierdził, że o wiele przyjemniej się im tak siedziało i rozmawiało przy alkoholu, niż wcześniej, kiedy się na siebie darli, trzaskali drzwiami i piorunowali wzrokiem. Zdecydowanie wolał ten stan. Żaden inny.
    Może też dlatego, powiedział Vill więcej, niż kiedykolwiek powiedziałby na trzeźwo. Jego dawne życie nie było jej sprawą, a mimo to podjął temat.
    - To nie jest takie proste jak myślisz. - Odezwał się po chwili. - Związek był i związek się skończył. To było przed tym, jak zespół zaczął odnosić sukcesy. Wierz lub nie, ale kiedyś byłem zupełnie innym człowiekiem. W głównej mierze dzięki niej, ale co się stało to się nie odstanie. - Wyjaśnił szerzej, a stwierdzając, że powiedział jednak trochę za dużo, zaraz dorwał się do szklanki, do której przed chwilą Vill dodała alkoholu.
    - Hej!- Niemal krzyknął, kiedy zauważył, że pije prosto z butli. - Po pierwsze, to nie mleko, a po drugie jak ja mam potem to pić z twoją śliną w środku?- Zapytał z lekkim oburzeniem, ale bardziej żartował.
    Niewiele myśląc, sięgnął leżącą obok niego poduszkę i rzucił nią w Villemo.

    OdpowiedzUsuń
  102. [ Haha, tak spokój przede wszystkim. Byle do 17:)]

    OdpowiedzUsuń
  103. [ Haha i na dziś koniec pracy, spięłam pośladki i zrobiłam to, co miałam zrobić. :) i idę sobie do domu, jutro dopiero na 13]

    OdpowiedzUsuń
  104. [ Haha, mi też zrobili psikusa jak stwierdzili o 15:00, że mogę iść, bo zrobiłam wszystko co miałam zrobić, ale, ale. Niestety ten mój pacan mnie dziś do rodziców na 18:00 ciągnie, ale będę pisać z telefonu. Ciche dni mamy, a on mnie gdzieś wyciąga. ]

    Gus spojrzał na Vill. Jak łatwo założyła, że wszystko rozpadło się z jego winy i to tamta odeszła. Rzeczywistość była nieco brutalniejsza, ale jakoś nie miał ochoty się zwierzać. Nie w tym momencie. A najlepiej nigdy.
    - Pewnie nawet nie wie, że nam się udało. - Odezwał się po chwili. - Z resztą, mniejsza o to. Nie chcę o niej rozmawiać. - Mruknął jeszcze, po czym wypił na raz wszystko co miał w szklance. Byleby nie myśleć o tym, co było.
    - Tak, jesteś jadowita, to pewne. A ja chcę jeszcze żyć. - Zaśmiał się, zabierając z jej rąk butelkę, by po raz kolejny sobie polać. - I wcale się nie burzę, tylko trochę więcej kultry. W towarzystwie jesteś. - Dodał, chichocząc. Już i na niego powoli zaczął działać alkohol.

    OdpowiedzUsuń
  105. [ Nie no są spoko. Bardziej chodziło mi to, że będę musiała udawać, że wszystko jest super i w ogóle :/ zaraz jeszcze raz rzuci poduszką.]

    Nic już nie powiedział na temat swojego wcześniejszego związku. Temat został zamknięty. Poza tym, było minęło. Wystarczyło. że dość często to wspominał, bo nie mógł zapomnieć. Nauczył się jednak jednego. Żeby nigdy nikomu nie ufać do końca i się nie zakochać. Nie mógł sobie na to pozwolić.
    - Byłem u siebie, a ja zawsze chodzę nago po własnym mieszkaniu. Nawet sypiam nago.- Powiedział , śmiejąc się cicho. - Jednak, na potrzeby naszej rozmowy, uznajmy , że oboje nie mamy kultury. - Dodał po chwili. Chwycił druga poduszkę, która leżała obok niego i rzucił nią w dziewczynę. Teraz mu się jeszcze bawić zachciało.

    OdpowiedzUsuń
  106. [ Tak, masakra takie udawanie. :/ tak jutro do 12 będę dostępna:) zaraz na szczęście wracam do domu i będę mogła. komputera pisać. ]

    Gus zaczął się zastanawiać, czy taka atmosfera nie mogłaby panować między nimi przez cały czas. Przecież nie było źle. Rozmawiali w miarę normalnie, ale może to była przynajmniej alkoholu. Kto to wiedział.
    - Ty i kultura? Zabawne. - GUS zaczął się śmiać, a już rechotal wręcz, kiedy poduszką, która rzuciła Vill wylądowała na podłodze. - Nawet trafić porządnie nie potrafisz. Masz cela jak baba z wesela. - Wyszczerzyl żeby w uśmiechu, patrząc na blondynkę. - Już ci wlewam nie marudź. - Mruknął, wypełniając szklankę Villemo szczodrze alkoholem. - A butelki nie oddam, bo znów z gwinta będziesz piła.

    OdpowiedzUsuń
  107. [ No okey, to jakoś tam się to jutro rozwiąże. Ja już w domku piję sobie piwko i ciche dni się znów zaczęły. :)]

    Gus nie mógł się powstrzymać od śmiechu, kiedy tak patrzył na oburzoną dziewczynę. Niezwykle komicznie wyglądała, kiedy się tak złościła.
    - Jak umiesz to udowodnij cwaniaku. - Powiedział, patrząc na nią uważniej. Tak, prowokował ją trochę.
    Gus bez walki by jej tej butelki nie oddał. A to była dopiero pierwsza z kilku, które zamówił. Jak nic jeszcze jedną pewnie opróżnią, bo to był początek. Przynajmniej dla niego.
    - Masz w szklance, to pij ze szklanki. - Stwierdził po chwili, stawając butelkę z powrotem na stole, jak najdalej od Vill.

    OdpowiedzUsuń
  108. Gus stwierdził, że Vill chyba faktycznie chciała się dzisiaj upić do nieprzytomności. Już oczami wyobraźni widział, jak jutro rano blondynka będzie zdychała przez kaca. On pewnie też, ale Villemo pewnie będzie w tym zabawniejsza.
    Spojrzał na nią, kiedy jednak zabrała butelkę i wlała sobie do szklanki resztę alkoholu.
    Zaśmiał się cicho, kiedy usłyszał jej słowa.
    - Nie, nie skończyło się. - Wyciągnął rękę i podniósł z podłogi nową, pełną butelkę. - Będziesz miała co pić. - Dodał, machając jej pełnym płynu szkłem przed nosem. - A co do udowadniania, boisz się, więc nie chcesz tego zrobić. Boisz się, bo wiesz, że i tak nie trafisz.

    OdpowiedzUsuń
  109. [ Haha no ładnie, a ja tu już w rozpaczy, bo myślałam, żeś mi już uciekła :d]

    Gus spojrzał na dziewczynę i zaczął się śmiać. Nie uraziła go w żadnym razie, raczej totalnie rozbawiła. I tym, jak próbowała dosięgnąć butelki, i tym co powiedziała.
    - Skąd wiesz, czy trafiam czy nie? - Zapytał, ledwie powstrzymując się od śmiechu. - Nic nie wiesz, słoneczko. Boisz się nawet zwykłego dotyku. - Dodał już bardziej poważnie.
    Odkręcił butelkę i wlał jej do szklanki kolejną porcję alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  110. [ Też zaraz spadam, żeby się do 7:00 wyspać. :)]

    Gusowi się wydawało, że zachowanie Vill jest jakieś takie trochę dziwne, wyuczone. Jakby próbowała coś prze nim ukryć. Mimo wszystko jenak, nie miał zamiaru w to wnikać. Mogła robić przecież co chciała. I nic mu do tego.
    Sam też opróżnił swoją szklankę i zaraz dolał sobie kolejną porcję alkoholu.
    - Bo tak się zachowujesz. - Powiedział w końcu cicho, patrząc na nią uważniej. - Skąd mam wiedzieć, czemu. Zachowujesz się tak, jakbym miał cię czymś zarazić, kiedy cię dotykam.

    OdpowiedzUsuń
  111. Gus spojrzał na Vill. Jej tok rozumowania kompletnie do niego nie docierał. Jednak może była to wina wypitego alkoholu, albo tego, że po prostu jej nie wierzył. Dla niego po prostu nadal się bała dotyku, albo brzydziła( szczególnie jego). Jeden z dwóch powodów.
    On jakoś nigdy nie miał powodów do tego, by czuć się niekomfortowo, kiedy fani go dotykali, albo jak na koncertach, skakał w tłum ludzi.
    - Pokrętną masz logikę. - Mruknął po chwili, zajmując się swoją szklanką. Rozmawiali o zbyt poważnych rzeczach. - No, bo się otruję. Jesteś jadowita, a na języku pewnie masz kolce. - Dodał po chwili, śmiejąc się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  112. Gus z kolei bardzo lubił się spoufalać. Dla niego bezpieczna odległość była bez sensu. Lubił być blisko, lubił dotykać drugiej osoby, nawet jeśli nie do końca ją znał. Łaknął bliskości. Po prostu, ale to może dlatego, że w dzieciństwie nie miał tego zbyt wiele.
    - Dziwna jesteś. - Podsumował w końcu, po czym chwycił zakrętkę od pustej butelki i zaczął nią kręcić jak bączkiem po stole. - Nie, nie przepadam za macaniem mnie na koncertach, ale w innych sytuacjach to wcale nie jest takie złe. - Odezwał się po chwili, po czym zaczął się śmiać. - Wcale nie wygadują bzdur. Aż stąd widzę te twoje kolce jadowe na języku. - Dodał jeszcze, opierając głowę o brzeg kanapy i zamykając na chwilę oczy. Czuł już przyjemne wirowanie w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  113. Gus spojrzał na Vill nieco poirytowany.
    - Od mojego życia seksualnego to ty się odpierdol. - Mruknął, nawet na nią nie patrząc i nie otwierając oczu. - Gówno wiesz na ten temat, więc się nie odzywaj. - Dodał jeszcze. Strasznie denerwowały go takie wypowiedzi.
    Podniósł w końcu głowę i spojrzał na blondynkę.
    - Owszem, masz. - Odpowiedział jej śmiertelnie poważnie, po czym przesunął butelkę jak najdalej od niej. Villemo w jego mniemaniu miała już dość. - Nie będę później po tobie sprzątał, jak puścisz pawia. - Powiedział, trzymając naczynie jak najdalej od niej.

    OdpowiedzUsuń
  114. Gus już nic nie powiedział. Nie chciał się denerwować. Miało być fajnie, a nie tak jak zwykle, kiedy byli na trzeźwo. Teraz, było o wiele przyjemniej.
    Nie miał zamiaru oddawać jej butelki. W jego mniemaniu miała już dość, chociaż może jeszcze trochę jej poleje, o ile będzie grzeczna i przysięgnie, że sie nie obrzyga. Nic tak Gusa nie drażniło, jak wymioty innej osoby.
    - Tak, ty wiesz, ale ja nie. - Powiedział po chwili. - Z resztą, jak chcesz to pij. - Odstawił butelkę na stolik.
    Zaczął się śmiać. Tłumaczyła mu się gdzie idzie. Po chwili, rechotał jeszcze głośniej, kiedy Villemo wylądowała na podłodze.
    Wstał z kanapy, stanął nad nią i wyciągnął do niej rękę.
    - Chodź, pomogę ci niezdaro. - Powiedział ledwo powstrzymując się od śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  115. Gus stał i patrzył na Villemo. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest jej niedobrze.
    Pochylił się nad nią, by faktycznie złapać ją pod pachy i przytrzymać w pozycji stojącej. Nie wiedział jednak, czy blondynka utrzyma się na nogach, więc położył jedną z dłoni pod jej kolana i wziął po prostu na ręce.
    Na wieść o tym, że chce iść do łóżka, ledwie powstrzymał się od śmiechu, ale nic nie powiedział. - Trzymaj się. - Oznajmił, ruszając powoli w stronę małżeńskiego łoża.
    On się jeszcze jakoś trzymał i szedł w miarę prosto.
    Dotarł z nią jakoś na miejsce i położył ją na łóżku.
    - Proszę bardzo. Łóżko. Leżysz na nim. - Od razu zabrał ręce i się wyprostował. Jeszcze pamiętał jak mówiła, że nie lubi, kiedy jej dotykał.

    OdpowiedzUsuń
  116. Całkiem przyjemnie mu się ją niosło do tego łóżka. Nie skomentował w żaden sposób tego, że oparła o niego głowę.
    Po prostu odłożył ją delikatnie na łóżku. Całkiem dobrze się trzymał, jak na ilość wypitego alkoholu.
    - Nie ma za co. - Odpowiedział jej cicho, po czym zaczął się śmiać. - Chciałaś iść do łóżka. Trzeba było powiedzieć, że mam zrobić przystanek w łazience. - Dodał jeszcze, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
    Kiedy wstała, nawet nie pomyślał o tym, żeby jej pomóc, a już chwilę później zorientował się, że leci razem z nią na łóżko i kładzie się niemal na nią całym ciałem.
    Spojrzał Villemo w oczy, śmiejąc się cicho.
    - I co? Nie jesteś niezdarą? - Zapytał, wyciągając dłoń by odgarnąć z jej twarzy włosy. Dziwna to była sytuacja, dość... niespodziewana, a jemu nagle zachciało się ją pocałować, ale się nie ruszył. Nawet o milimetr. Patrzył po prostu jak Vill się śmieje.

    OdpowiedzUsuń
  117. Gdyby to była podłoga, Gus by miał miękkie lądowanie. Gorzej z Vill, bo nie dość, że uderzyłaby plecami o twardą powierzchnię, to jeszcze spadłby na nią on. Kiepsko by się to skończyło i to bardzo.
    Augustus początkowo chciał odskoczyć, owszem, ale się powstrzymał. Za wygodnie mu się na niej leżało, żeby miał schodzić.
    - Jesteś, jesteś. - Droczył się z nią śmiejąc się cicho. Przysunął twarz bliżej twarzy dziewczyny, próbując niby to sprawdzić czy faktycznie nie ma kolców na języku. - Faktycznie, jesteś nieszkodliwa, zaśmiał się cicho. Uświadomił sobie, że nie zdjął jeszcze dłoni z jej policzka, więc przejechał kciukiem po jej wargach, obrysowując kontur jej ust. - Coś srebrnego? - Zapytał po chwili? - Jak kolczyk w sutku? - Dopytał jeszcze, śmiejąc się cicho, przysuwając się jeszcze bliżej. - Faktycznie, taki kolec na języku mam. - Otworzył usta, żeby jej go pokazać. - Ale spokojnie, nie jest jadowity.

    OdpowiedzUsuń
  118. Zaczął się śmiać, widząc jak Villemo posłusznie pokazuje mu swój język.
    Cała ta sytuacja, w której się znaleźli, zakrawała o absurd, ale chociaż było zabawnie.
    Przynajmniej do pewnego momentu, bo Gusowi nadal nie przeszła ochota, żeby ją pocałować. Tak po prostu. Chyba to leżenie na niej trochę w jakiś sposób go nakręcało.
    - A mam kolczyki, owszem. - Odpowiedział. - Ciesz się, że nie widziałaś tego ostatniego. Wtedy byś się dopiero podnieciła- Zażartował.
    Jej kolejne słowa wprawiły go w osłupienie.
    - Dobra, dobra, już się nie tłumacz, zaśmiał się cicho, chwytając ją pod brodę, by zmusić do tego by ponownie na niego spojrzała.
    Przysunął się jeszcze bliżej, jeszcze raz przejechał kciukiem po jej warg, żeby w końcu ją pocałować. Chciał tego od momentu, kiedy na niej wylądował.
    Już nie mógł wytrzymać. Naprał na nią całym ciałem, sadowiąc się wygodniej między jej nogami. Jedną z dłoni nadal trzymał na policzku blondynki, druga zaś chwyciła spoczęła na nodze dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  119. Gus nie był aż tak pijany, żeby niczego rano nie pamiętać.
    Owszem, pamiętał będzie, może nawet będzie to rozpamiętywał, bo wiedział, że Vill za nic w świecie nie będzie chciała tego już więcej powtórzyć. Ani tym bardziej o tym pamiętać.
    Skorzystał więc z okazji, bo wiedział, że ona też tego chciała, a przynajmniej się tego domyślał. Jutro może mu o to zrobić nawet awanturę.
    Całował ją tak, jakby właśnie nigdy więcej nie miał już ku temu okazji. Całował ją jak żadną inną.
    Zacisnął mocniej dłoń na jej udzie, opierając sobie jej nogę na swoich biodrach. Naprał ją jeszcze mocniej, a jego język zaraz odnalazł ten należący do Vill, by jeszcze bardziej pocałunek pogłębić.

    OdpowiedzUsuń
  120. [ Dzięki, że też w takim momencie muszę wyjść. Masakra. :) postaram się moze naskrobac coś raz na jakiś czas na przerwie później, a jak nie to koło 21 będę ]

    OdpowiedzUsuń
  121. [ Okey, spoko. :) Jak coś to odpisz jak będziesz miała chwilę. Zawsze sprawdzam maila na przerwie, a że na pierwszą wychodzę po piętnastej to wiesz. Mamy czas. :)]

    OdpowiedzUsuń
  122. Z Gusem różnie to bywało. Pewnie, jeśli Vill nie wspomnienia jutro ani słowem, o tym co się działo teraz, on też nic nie powie. Oboje będą udawać, że bić się nie wydarzyło i pewnie wrócą do stanu początkowego. Do wiecznego dogryzania sobie wzajemnie, do małych kłótni i wielkich awantur.
    Augustus miał jednak zamiar pamiętać. Bo miło wszystko lubił Villemo i to, co teraz robili, szalenie mu się podobało. Z innymi tak nie było, bo inne były tylko kolejnymi numerami na jego liście.
    Poza tym, między nim, a Vill do niczego więcej nigdy nie dojdzie. Nie mógł jej nic dać. Poza cierpieniem. Miał serce z kamienia, kochać nie potrafił i chyba nawet nie chciał. Poza tym, blondynka i tak go nie lubiła i sama mówiła, że nie chce się przywiązywać.
    Gus brał z tego pocałunku ile się dało. Póki któreś z nich się nie opamięta i nie odepchnie tego drugiego. Jego dłoń, ta która spokojnie sobie leżała na jej udzie, zaczęła powolutku piać się w górę, badając każdy milimetr ciała Vill.
    Gus ledwie się kontrolował, ale nie chciał posunąć się za daleko. Nie włożył ręki pod jej bluzkę. Nie mógł tego zrobić. A przede wszystkim nie chciał jej wykorzystać. Była pijana, on z resztą też, a później oboje by żałowali.
    Naparł na nią po raz ostatni i na chwilę przerwał pocałunek.
    Spojrzał jej w oczy. Musnął jeszcze raz, drugi i trzeci jej usta i westchnął cicho. Czas było wrócić do rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  123. Villemo owszem, miała pełne prawo do tego, by myśleć, że Gus będzie się jutro zachowywał tak jak zwykle. Czyli obojętnie.
    Chociaż kto go tam wiedział . Blondynka nie siedziała w jego głowie. Nie wiedziała też, jaki on jest tak naprawdę, więc wysuwane pochopnych wniosków też było nie na miejscu.
    Liczyło się przede wszystkim to, co było tu i teraz. A to akurat Riveersowi bardzo się podobało.
    Szkoda, że musiał to przerwać, ale pozostały mu ledwie resztki samokontroli i wolał nie przeginać, tym bardziej, że miał styczność z Vill. Z vill, która nigdy nie uprawiała "prawdziwego" seksu.
    Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa, ale nawet nie ruszył się z miejsca.
    - Nie, nie zejdę. Za dobrze mi się leży.- Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem, po raz kolejny odgarniajac jej włosy z czoła.

    OdpowiedzUsuń
  124. [ Jutro znów mam na popołudnie:/ bardzo nie lubię jak mi grafik zmieniają z dnia na dzień, ale chociaż się wyśpię.]

    OdpowiedzUsuń
  125. [ się wkurzyłam, bo miałam zaplanowany weekend, no ale trudno jakoś raz to przeżyje. ]
    Tego, nie mogła być pewna, ale Gus pewnie będzie się zastanawiał nad tym pocałunkiem. Pierwszy raz aż tak się angażował w całowanie. Nigdy tak nie było, a już ogarnianie włosów z czoła dziewczyny nie należało do jego stałego repertuaru. Właściwie nie robił tego nigdy. No może swojej dawnej dziewczynie.
    Augustus spojrzał na Vill. Co jej chodziło po głowie.
    - Nie zsikalas się przez tyle czasu to wytrzymasz.- Stwierdził, uśmiechając się do niej szeroko. - Ale faktycznie, mogę być za ciężki, więc...- urwał na chwilę, łapiąc blondynkę za uda.- Zmiana pozycji by się przydała.- Dodał jeszcze. Po czym przekręcił się tak by leżeć na plecach, a Villemo siedziała na nim.
    - Zdecydowanie lepiej. - Oznajmił po chwili, patrząc blondynce w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  126. [ To piątek. Mało kto chce przyjść na popołudnie, a jutro akurat jeszcze mamy wizytę z Warszawy i połowie ludzi grafik zmienili. ]

    Tak ja sobie przesuwal, bo mógł i chciał. Nie jego wina, że Villemo była mała i dobrego nieywobrazalnie lekka.
    Zaśmiał się cicho słysząc jej słowa. Żadnego oburzenia, nic. Aż sam się zdziwił, że nie zareagowała w " normalny" dla siebie sposób. Ciekaw był dlaczego tak się działo, ale nie miał zamiaru w to wnikać.
    Zrobił w sumie co chciał, a obojgu teraz było wygodniej.
    - Przecież mówiłaś, że cię gniote.- Stwierdził logicznie. - Zmieniłem więc pozycję i teraz wszystkim jest wygodniej. - Dodał jeszcze, ale zabrał ręce z jej talii.
    Skoro zwróciła się do niego w taki sposób, to może faktycznie jej to nie odpowiadało i chciała zejść.

    OdpowiedzUsuń
  127. Z Gusem bywało różnie. Nigdy jednoznacznie nie można było stwierdzić, czy robi cos, bo ma na to ochotę, czy robi coś z konkretnego celu, czy dla osiągnięcia własnych korzyści.
    Tym razem było podobnie. Augustus całował Vill, bo tego chciał i miał wrażenie, że ona również tego chcę. Podobało mu się to, owszem. Może nawet powtorzylby to jeszcze kilka razy, jednak blondynka niczego więcej po nim oczekiwać nie mogła.
    On się nie angażował, nie zakochiwał się i nie wchodził w stałe związki. Jeden mu wystarczył. Dostał po nim nauczkę i tego samego błędu nie miał zamiaru powtarzać po raz drugi.
    Spojrzał na Vill, kiedy z niego zeszła.
    - To idź, bo mi też się chce. - Odezwał się po chwili, patrząc na nią kątem oka.
    Nie chciało mu się ruszać z miejsca. Dobrze mu było, tak jak było.

    OdpowiedzUsuń
  128. Gus nawet nie chciałby próbować, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że choćby się starał to i tak nic by z tego nie wyszło.
    On się nie nadawał do tych wszystkich chętnych romansów. Nie dla niego było trzymanie się za rączki, nie dla niego był romantyzm i zabieranie panienek na randki.
    Nie potrafilby tak. I chyba nawet nie chciał. Jednak, Jacob się śmiał, że i na niego przyjdzie pora, że kiedyś spotka na swoją drodze dziewczynę, która zawroci mu w głowie i sprawi, że jego serce na nowo będzie chciało zacząć kochać.
    Augustus szczerze w to watpił.
    Kiedy Villemo wyszła, leżał jeszcze przez chwilę kompletnie bez ruchu i zastanawiał się nad tym co się właśnie stało. Sam nie wiedział, co go do tego podkusiło, ale gdyby mógł, zapewne zrobiłby to jeszcze raz i jeszcze raz.
    Wstał w końcu z łóżka, żeby podejść do stolika po butelkę, po czym wrócił na nie i usiadł opierając się o poduszki. Tak mógł pić dalej.

    OdpowiedzUsuń
  129. [ No okey, okey. Ja jutro pewnie koło 6 lub najpóźniej 7 będę dostępna, bo znając mnie dłużej spała nie będę. Dzisiaj też się o 5:30 obudziłam. ]

    Gus w czasie, kiedy Vill nie było w pokoju, opróżnił prawie pół butelki, którą ze sobą zabrał do łóżka. W końcu jednak odechciało mu się pić. Podniósł się więc z miejsca i rozebrał podkoszulek oraz spodnie i położył się zamierzając spać.
    Nie mógł jednak aż tak szybko zasnąć. Chyba trochę za dużo się wydarzyło i teraz Augustus zaczął sobie wszystko przypominać. Jutro pewnie zapanuje między nimi dość niezręczna atmosfera. Sam nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć i jak się zachować. Zastanawiał się też, co o tym wszystkim myśli Villemo, ale nie miał jak jej o to zapytać ( chociaż nawet gdyby mógł to by tego nie zrobił), ale nie wróciła jeszcze z łazienki.
    W końcu jednak, zamknął oczy i powoli odpłynął krainę Morfeusza. Nie wybrał tym razem kanapy, łóżko było tak duże, że oboje spokojnie by się na nim zmieścili w ogóle się nie dotykając.

    OdpowiedzUsuń
  130. [ Tak jak przewidywałam, mimo popołudniowej zmiany wstałam jak zwykle o 5:30. Eh ten mój rozregulowany organizm.]

    Gusa nic nie mogło obudzić, kiedy już zapadł w sen. Od zawsze tak miał. Spał naprawdę twardo i jeśli chciało się go po coś obudzić, to trzeba się było nieźle natrudzić, żeby to się udało.
    Augustus nawet nie zarejestrował tego, że Vill wróciła do pokoju, ani tego że położyła się obok.
    On już był w krainie snów, oglądając sobie jak na filmie to, co się działo jeszcze niedawno. Tak, śniła mu się Villemo.
    Wstał tylko na chwilę, w środku nocy, kiedy obudził go jego przepełniony do granic możliwości pęcherz. Załatwił się, po czym wrócił do łóżka. Trzeba tu zaznaczyć, że był kompletnie nieświadomy tego, co robił, bo spał po prostu. W każdym razie, wsunął się pod kołdrę kładąc się zdecydowanie bliżej blondynki i obejmując ją ramieniem. Wtulił twarz w jej włosy i ponownie zasnął. Do rana nie obudziło go już kompletnie nic.

    OdpowiedzUsuń
  131. [ Tak, przejrzałaś mnie haha :D wstałam specjalnie żeby na odpis czekać <3 W sumie Gus się wcześniej obudzi i może sobie popatrzeć na nią. :) ]

    Gus zazwyczaj spał bardzo długo. Nie wstawał wcześniej, niż przed południem, albo nawet po południu, ale tym razem było nieco inaczej.
    Obudziły go delikatne promienie słońca, które zaczęły świecić mu chamsko po oczach. Nie zasunęli wczoraj zasłon i Augustus powoli zaczynał się wybudzać.
    Nie otwierał jeszcze oczu, ale czuł, że coś jest nie tak.
    Dopiero po kilku sekundach, do jego jeszcze zaspanego mózgu dotarł fakt, że śpi na łóżku, a jego ręka obejmuje blondynkę.
    Ostrożnie otworzył lewe oko i ocenił sytuację.
    Villemo spała przodem do niego. Miała lekko rozchylone usta i straszliwie zmierzwione włosy.
    W tym momencie, Augustus jak nic powinien się odsunąć, a najlepiej to wyskoczyć z łóżka. Przecież tak nie mogło być. Pewnie gdyby była świadoma tego, co się dzieje, jak nic by go za to zabiła.
    Riveers skorzystał więc z okazji. Nie zabrał ręki, o nie.
    Otworzył drugie oko i przyglądał się twarzy Villemo. Nawet bez makijażu była ładna. Zaraz też przypomniało mu się wszystko to, co robili wczoraj. Nie zapomniał. W żadnym razie.
    Uniósł rękę i jak najdelikatniej, żeby tylko jej nie obudzić, odgarnął jej włosy, które spadły jej na twarz.
    Pewnie gapił,by się tak nadal, gdyby nie to, że zadzwonił jego telefon. Od razu się odsunął, a raczej odskoczył od dziewczyny, jakby się paliło i w efekcie spadł z łóżka.
    Zaklął brzydko pod nosem, podniósł się z podłogi i sięgnął po telefon.
    - Halo? - Zapytał, chociaż nie wiedział, kto dzwoni.
    - Witam serdecznie. Dzwonię z lotniska. Ruch powietrzny został wznowiony. W południe startuje samolot do Londynu, czy zarezerwować dla państwa dwa miejsca? - Głos kobiety był oschły i formalny.
    - Tak, oczywiście. Dziękuję za informację. - Gus się rozłączył.
    Wracali do rzeczywistości, chociaż Riveers został by tutaj jeszcze chwilę dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  132. [ Haha, spokojnie, najwyżej sobie chwilę poczekają. ]

    Gusowi to było trochę nie na rękę. Chciał zostać w Paryżu jeszcze chociaż jeden dzień, żeby sobie pozwiedzać, ale najwidoczniej nie było mu to dane.
    Musiał pogadać z Peterem na temat tego, by zorganizować jakiś koncert właśnie tutaj. Chciał tu jeszcze wrócić.
    Kiedy w końcu odłożył telefon, podniósł się z ziemi i spojrzał na Villemo. Czyli już wstała i jak było widać, wrócił jej dawny humor. Czyli wspomnienie wczorajszego wieczoru albo już z niej uleciało, albo jeszcze do niej nie dotarło.
    - W południe. - Odpowiedział, zbierając swoje rzeczy z podłogi. - Mamy niecałe cztery godziny żeby się ogarnąć, zjeść coś i udać się na lotnisko. - Dodał, po czym chwycił spodnie i podkoszulek, które nosił wczoraj i ruszył do łazienki się wykąpać.
    Miał zamiar udawać, że wczoraj nic nie zaszło. Tak będzie łatwiej dla obojga, a w Londynie oboje wrócą do swoich obowiązków.

    OdpowiedzUsuń
  133. Nie usłyszał jej pytania, bo już zniknął w łazience. Chciał pobyć sam. Pomyśleć o tym wszystkim co się stało i zastanowić się co dalej.
    To co się stało, nie miało prawa bytu i nie mogło się wydarzyć nigdy więcej, dla dobra ich obojga, chociaż Gus chciałby pewnie, żeby było inaczej. Wspomnienie nadal było żywe.
    Wpakował się od razu pod natrysk i włączył gorącą wodę, która niemal parzyła. Potrzebował tego. Musiał zmyć z siebie pot, zapach alkoholu i ogólnie to dziwne wrażenie, które cały czas mu towarzyszyło.
    Nie siedział długo. Raptem pół godziny. Ubrał się, umył zęby i wrócił do sypialni.
    - Zaraz zamówię jakieś śniadanie. - Mruknął, chowając wszystkie swoje rzeczy do torby. - A na ból głowy zalecam aspirynę. Jest w apteczce w łazience. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  134. Kiedy Vill poszła do łazienki, Gus w tym czasie zadzwonił na dół, żeby zamówić im jakieś śniadanie.
    Starał się zająć czymkolwiek, nawet oglądaniem wiadomości, chociaż nie rozumiał ani słowa z tego, co było tam mówione.
    Nie myślał o tym, co stało się wczoraj, bo nie chciał o tym myśleć. Przecież Villemo jasno i wyraźnie dała mu do zrozumienia, że nic ich nie łączy, że go nie lubi i pewnie też najchętniej w ogóle nie chciała by go znać.
    Augustus postanowił się więc do tego zastosować, udawać, że nic się tak naprawdę nie stało.
    Spojrzał na nią, kiedy tak nagle wypadła z łazienki w samej koszulce. Zmierzył ją wzrokiem. Nie pomagała mu w ten sposób.
    - O co ci chodzi? - Zapytał. Nie rozumiał jej wybuchu, kompletnie.

    OdpowiedzUsuń
  135. Bo wyglądała przekomicznie, jednak dla Gusa ważniejsze było to, że stała przed nim niemal nago. Nie mógł od niej oderwać wzroku, a jeszcze kiedy się piekliła to już w ogóle bardziej go nakręcała.
    - Nie udaję. Pamiętam wszystko doskonale. - Odpowiedział jej spokojnie, podnosząc się z kanapy i podchodząc bliżej niej. Spojrzał blondynce w oczy. - I nic mi nie odbiło. Chciałem to zrobić i to zrobiłem. A ty nie protestowałaś. - Odezwał się po chwili, robiąc jeszcze jeden krok do przodu.
    - Teraz też mam na to ochotę. Nie dlatego, że mam takie widzimisię, tylko dlatego, że tego chcę. I ty też tego chcesz, więc nie udawaj takiej zezłoszczonej.

    OdpowiedzUsuń
  136. Gus spojrzał na dziewczynę. Zrobił jeszcze jeden krok do przodu, kiedy się od niego odsunęła.
    Miał rację, chciała tego, czyli chyba faktycznie go lubiła. Musiał, więc to zmienić. Nie miał nic do zaoferowania. Kompletnie nic. Nie był tym typem faceta i nie potrafiłby się zaangażować.
    - Vill...- zaczął cicho. - Może i chciałbym to robić częściej. Może i byłoby fajnie, ale to nie nic nie da. - Powiedział, patrząc jej w oczy. - Nie mogę dać ci nic w zamian. Po prostu nie mogę. Nie bawię się w związki, nie bawię się w miłości i dawanie dziewczynom kwiatków. Nie nadaje się do tego. - Dodał jeszcze. - To się więcej nie powtórzy. I wolałbym żebyś się ubrała, bo w ten sposób tylko mnie prowokujesz. - Poprosił jeszcze cicho, odwracając się na pięcie i wracając na kanapę.
    Powiedział trochę za dużo, ale wolał żeby Villemo znała prawdę i nie robiła sobie nadziei.

    OdpowiedzUsuń
  137. Wjechała mu na ego to fakt. Tylko, że to co powiedziała była prawdą. Nie chciał się zobowiązywać do niczego, ani tym bardziej w nic się z nikim nie angażować.
    Spojrzał na nią, momentalnie wstając z kanapy.
    - Może i jestem głupi - zaczął. - Może i nie jestem facetem jak to stwierdziłaś, ale to moja decyzja. - Westchnął. - Nic tego nie zmieni. Gówno o mnie wiesz. Byłem w jednym związku. W pieprzonym związku, który sprawił, że jestem teraz, taki a nie inny, więc z łaski swojej się zamknij i wróć do tego żeby mnie nie lubić. Obojgu będzie nam wtedy łatwiej. - Dodał jeszcze.
    Sprowokowała go. Podszedł do niej bliżej i zanim weszła do łazienki, chwycił ją za ramię, obracając przodem do siebie.
    - To jest moja sprawa. Nie chcę cię więcej całować, a może chcę. Sam już nie wiem. - Mruknął. - Nie mieszaj mi w głowie. - Dodał jeszcze, puszczając jej ramię.

    OdpowiedzUsuń
  138. Spojrzał na nią uważniej. Wiedział, że prędzej czy później wybuchnie. Miała do tego prawo.
    - Przecież i tak mnie nie lubisz, więc nie rozumiem kompletnie w czym problem. - Powiedział cicho. On się nie darł. Starał się mówić spokojnie i w miarę rozsądnie. - Nie nadążam już za tobą, Vill. Czego ty właściwie chcesz? Raz mówisz jedno, potem mówisz drugie, a teraz się na mnie drzesz. Trzeba było mnie odepchnąć, a nie odwzajemniać pocałunek. - Dodał logicznie, bo w końcu gdyby tego nie chciała to by tak nie zrobiła, nie? - Myślisz, że jestem aż tak nieczuły? To nadal nic o mnie nie wiesz. - Dodał jeszcze. Jej ostatnie słowa nim wstrząsnęły, ale nic nie powiedział.
    Kiedy Vill siedziała w łazience, przyniesiono im śniadanie. Gus napił się tylko kawy, bo jakoś apetyt mu się skończył.
    Wolałby już chyba być na lotnisku. Jak najdalej od niej. Tak będzie lepiej i oboje będą mieli szansę, by ochłonąć.
    Zebrał więc swoje rzeczy, potem podszedł do drzwi łazienki i cicho w nie zapukał.
    - Będę na lotnisku. Masz śniadanie na stoliku. - Powiedział cicho.
    Zanim wyszedł musiał jeszcze znaleźć swój portfel, który chyba się gdzieś zawieruszył.

    OdpowiedzUsuń
  139. Gus zapamietale szukał portfela. Chciał wyjść z pokoju zanim Vill opuści łazienkę.
    Już i tak zbyt wiele jej powiedział. Sam miał mętlik w głowie. Chciał jednego, ale z drugiej strony myślał zupełnie inaczej. Chciał zostać sam.
    Może nawet to i lepiej, że blondynka chciała się zwolnić. Dzięki temu oboje zapomną o tym co się stało, a przede wszystkim zapomną o sobie. Tak będzie lepiej.
    Usłyszał jej słowa, nie przerywając szukania portfela.
    - Masz rację. - Odpowiedział jej równie cicho. - Jestem tchórzem i uciekam. Wolę to, niż patrzenie jak się męczysz, bo bez względu na to, co sobie o mnie myślisz, liczę się z uczuciami innych. - Podniósł głowę, by spojrzeć na Villemo. - Widziałaś mój portfel?- Zapytał po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  140. - A co? Mam się drzeć?- Zapytał zdziwony, patrząc na nią uważniej. - Taka jest prawda. Sama powiedziałaś, że nie chcesz się przywiązywać, że nie jesz mnie lubić, więc zrób to. - Dodał po chwili. - Poza ty i tak nic dobrego by z tego nie wynikło. A nie chce żebyś się męczyła, albo robiła sobie nadzieję. Przepraszam za to. - Mruknął jeszcze, klekajac przed kanapą. - Przecież wiem, że go nie masz. - Odezwał się po chwili, patrząc pod stół, a później pod kanapę. - Dobra, nie było pytania. Znalazłem.- dodał po chwili, wyciągając swoją zgube i chowając ją od razu do kieszeni.
    Podszedł jeszcze na chwilę do Villemo. Wyciągnął dłoń i dotknął jej policzka.- Jesteś naprawdę świetną dziewczyną Vill i zasługujesz na kogoś lepszego niż ja. - Powiedział cicho. - Szkoda, że chcesz odejść, ale to twoja decyzja.- Nie zabrał ręki z jej policzka. Patrzył jej jeszcze chwilę w oczy, jakby to było ich ostatnie spotkanie. Jakby właśnie w ten sposób chciał się z nią pożegnać.

    OdpowiedzUsuń
  141. [ aż mi się serce kraje, że w takim momencie muszę przerwać. Już jestem w pracy niestety, ale postaram się na przerwie coś tam skrobnąć.]

    - Krzykiem niczego nie osiągnę. - Powiedział nadal spokojnie. - Poza tym, równie dobrze mógłbym skłamać, nie powiedzieć nic, albo po prostu wyjść na to pieprzone lotnisko, udając, że nic się nie stało. - Dodał po chwili. - Ale zasługujesz. Żeby wiedzieć jaka jest prawda.
    Nie sprzeciwił się, kiedy odepchnela jego rękę. Po prostu stał i na nią patrzył.
    - Wiem, że nie powinienem. Chciałem to zrobić ostatni raz. Zanim się nie nie pożegnamy. - Wyjaśnił jej cicho.
    Miał sobie pójść. Chciał się odwrócić na pięcie i po prostu wyjść. Przecież miał iść na lotnisko. Obiecał jej, że nigdy więcej jej nie dotknie, że nigdy więcej jej nie pocałuje.
    - Co...- zdążył wydusić, zanim go do siebie nie przyciągnęła. Pochylił się trochę, by łatwiej jej było odnaleźć jego usta.
    Powinien był to przerwać. Powinien się od niej odsunac. Powinien jej powiedzieć, że nie powinni, a zamiast tego, położył dłonie na jej talii, przyciągając ją bliżej siebie.
    - Vill...- szepnął cicho w jej usta, przerywając na chwilę, ale zaraz wrócił do całowania. Głupio robili, wiedział to, ale nie potrafił się powstrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  142. [ Okey to koło 16:00 postaram się wyjść na przerwę żeby odpisać. Ja weekend będę miała dopiero od jutra od 17:00, bo jeszcze jutro cały dzień muszę w pracy siedzieć niestety.]

    OdpowiedzUsuń
  143. [ Właśnie się dowiedziałam, że jutro mam wolne. Cały weekend dla siebie z czego naprawdę się cieszę :) ]

    OdpowiedzUsuń
  144. [ zdarza się:) ważne, że wolny weekend będę miała :) ]

    On sam nie wiedział, co mu odbiło. Sam nie wiedział, czemu zamiast odepchnąć Vill po prostu odwzajemnil pocałunek.
    Nie wiedział, czy mu zależy, czy zrobił to pod wpływem emocji, czy jeszcze z jakiegoś innego powodu. Chciał tego, cholernie. Sam jej przecież o tym powiedział.
    Wiedział jednak, że będą musieli o tym porozmawia. I to dość poważnie. Nie mogło tak być, że będą się kłócić, awanturowac a od czadu do czasu. Gus wiedział, że ona nie tego oczekuje, a on przecież nie mógł jej nic dać. Choćby chciał.
    Poglebil pocałunek, jedną z dłoni zanurzajac we włosach Villemo, a drugą kładąc na jej talii, by przyciągnąć ją jeszcze bliżej siebie.
    W tym momencie dawał jej całego siebie.
    Ona to zaczęła i ona musiała to skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  145. Gus chyba nie do końca wiedział co się dzieje. Nie miał bladego pojęcia, czy dalej kontynuować to, co zaczęli, czy po prostu się odsunąć.
    Nie chciał posunąć się za daleko.
    Całował ją zapamietale, zapominając o tym, że przecież obiecał jej, że więcej się do niej nie zbliży, że już nigdy więcej jej nie pocałuje. A zrobił właśnie coś zupełnie innego.
    Kiedy się od niego odsunęła spojrzał na nią zdziwiony. Jej słowa ledwo do niego dotarły. Dotknął jej policzka.
    - hej, a kto powiedział, że chce cię poniżyc?- Zapytał cicho. Patrząc jej w oczy. - Nie mam takiego zamiaru.- Zaraz podnisol ręce do góry, pomagając jej tym samym zdjąć swoją koszulkę.
    Nie wiedział, czego w tym momencie chce Villemo. Nie miał bladego pojęcia. Pozwalał jej na wszystko, chociaż oboje już dawno przekroczyli granicę.
    Pochylił się, żeby lekko ją pocałować.
    - Czego byś chciała Vill?- Szepnął po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  146. Tak, to Vill zaczęła i Vill powinna było to skończyć. powinna była powiedzieć, czego dokładnie chce.
    Gus był facetem. Z nimi trzeba było rozmawiać prosto i wyraźnie. Bez żadnego owijania w bawełnę, bez gadania głupot i na okretke.
    Tego od niej ocziwkial. Musiała mu powiedzieć, a on zastanowiłby się, czy jest w stanie jej to dać.
    W końcu zaczęła mówić, chociaż początkowo skupił się na dotyku jej dłoni na swoim torsie. Nie patrzyła mu w oczy, jakby wstydziła sie, tego co miała mu do powiedzenia.
    Zanim się odezwał, ujął ją pod brodę, by spojrzeć jej w oczy.
    - Vill- zaczął cicho. Sam nie wiedział, jak ma to ująć w słowa. - Nie jesteś kolejną na liście. O tym mogę cię zapewnić. - Powiedział, przyglądając się jej uważnie. - Tylko, że ja nie umiem się bawić w związki. Nie potrafię. Romantyzm i kwiatki to tylko elementy tego. A co z randkami? Albo z wyznawaniem uczuć? To też jest przereklamowane?- Zapytał. - Wydaje mi się, że nie. - Przejechał kciukiem po jej policzku. - Nie wiem czy bym potrafił. Może i bym chciał, ale co jak się nie uda? Co jeśli nie wyjdzie?- Zapytał. - Nie chciałbym żebyś cierpiała, albo żebyś po jakimś czasie stwierdziła, że jednak nie, że to nie tak miało wyglądać. - Westchnął cicho. - Nie wiem co więcej ci powiedzieć. Pierwszy raz chyba zabrakło mi słów. - Uśmiechnął się lekko.
    Gus w życiu by nie pomyślał, że akurat z Villemo będzie rozmawiał na takie tematy. Przecież jeszcze dzień wcześniej skakali sobie do gardeł.

    OdpowiedzUsuń
  147. [ No to weekend oficjalnie czas zacząć :)]

    Może faktycznie byłoby lepiej, gdyby zostało tak jak na początku. Przynajmniej nie musieli by teraz przeprowadzać tej dziwnej rozmowy, która tak naprawdę nie prowadziła donikąd.
    Gdy już całkowicie nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć, jak się zachować, czy co jeszcze powiedzieć.
    Chyba wolałby gdyby Vill wyjaśniła mu to bardziej prosty sposób, albo gdyby po prostu zaczęła go traktować tak jak wcześniej. Z dystansem i chłodną uprzejmoscia.
    - Nie rozumiem już z tego nic. Kompletnie. - Przyznał szczerze, patrząc na blondynkę uważnie. - I nie musisz być złośliwa, chociaż pewnie język by ci wysechł gdybyś zaczęła być cały czas miła.- Żartował, żeby jakoś oczyścić tą napięta atmosferę panującą między nimi. - Poza tym, to że cię pocałowałem mi wystarczyło. Przelecieć cię nie chce. Przynajmniej nie na razie. - Dodał jeszcze.
    Teraz to już w ogóle miał mętlik w głowie. Najpierw odpycha jego rękę, później znów ja bierze i kładzie sobie na tyłku. To jemu nie było wolno jej dotykać, kiedy chciał, ale ona mogła decydować o tym, kiedy on miał ją macać? Villemo chyba strasznie lubiła przejmować nad wszystkim kontrolę.
    Chwycił ją więc za ten tyłek obiema rękami. Pomógł jej się na siebie wspiąć, chociaż teraz to się czuł jakoś dziwnie. Jakby ojciec nosił na rękach własną córkę.
    - Jako taką wierność,?- Przypomniało mi się po chwili. - Albo jest się wiernym, albo nie jest się wiernym wcale. - Skwitował po chwili. Dla niego wszystko było czarne albo białe.
    - I jak ty to sobie wszystko wyobrażasz?- Dopytał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  148. Gus miał totalny mętlik w głowie. Nadal chyba do niego nie docierało to, co się teraz działo. Vill, zamiast wyjaśnić mu łopatologicznie, czego od niego oczekuje, dalej kręciła. Nie miał teraz jednak zamiaru drążyć tematu. Teraz, nie było na to czasu.
    Augustus, czuł że jak tak dalej pójdzie, będą musieli przełożyć wylot do Londynu i zostać jeszcze w Paryżu. Jemu w sumie to nie przeszkadzało.
    Riveers, nie bardzo wiedział dlaczego, ale sam doszedł do wniosku, że spróbuje. Najwyżej im nie wyjdzie. Najwyżej nigdy więcej się do siebie nie odezwą.
    - Staram się. - Zdążył jeszcze wyszeptać, zanim Vill nie wpiła się w jego wargi.
    Gus oddał jej pocałunek, zaciskając mocniej palce na jej pośladkach. Zrobił krok do przodu, by blondynka oparła się plecami o ścianę, a on naparł na nią swoim ciałem jeszcze mocniej.

    OdpowiedzUsuń
  149. Pewnie gdyby Vill powiedziała mu czego naprawdę oczekuje, Gus raczej by się wystraszył. Nadal wychodził z założenia, że do związku się nie nadaje, że nie umie się w to bawić.
    Może jeśli podejdą do tego w zupełnie inny sposób, będzie zupełnie inaczej. Małymi kroczkami powinni osiągnąć jakiś efekt.
    Na rozmowę o tym co ich łączyło będą mieli jeszcze sporo czasu. Może zaczęli trochę od dupy strony, ale w każdym szaleństwie była metoda.
    Kiedy przerwała na chwilę, westchnął cicho.
    - Vill - zaczął. - Nie chcę psuć chwili, ale niedługo mamy samolot. - Powiedział. Nie chciał się jeszcze stąd ruszać, ale obowiązki wzywały, a on w gruncie rzeczy był obowiązkowy. Czasami. Pocałował jej lekko w szyję. - Nie będziemy przecież odkładać koncertu w nieskończoność, chociaż chętnie bym tu jeszcze został. - Dodał po chwili. Nie odsunął się od niej, nie postawił jej też na podłodze.

    OdpowiedzUsuń
  150. Vill powiedziała to, o czym myślał Gus. Olać koncert. Łatwo było mówić. Peter pewnie obsesyjnie śledził już prognozy pogody w Paryżu i wiedział, że powinni dzisiaj być w Londynie, ale Riveers w sumie miał to w dupie.
    Chciał tu jeszcze zostać, chociaż przez kilka kolejnych godzin. Z Villemo byli tu niemal jak w takiej zamkniętej bańce.
    Spojrzał na nią uważniej. Wiele rzeczy mógł z nią teraz zrobić, ale żadna nie wydawała się teraz odpowiednia.
    Nie powiedział nic. Ruszył za to z miejsca i skierował się w stronę łóżka. To stanie powoli zaczynało go męczyć.
    Położył Vill na łóżku, a sam położył się zaraz obok niej.
    - A co mogę zrobić? - Zapytał cicho, całując ją lekko po szyi, a dłoni dość niepewnie jak na niego, wsadzając pod jej koszulkę.

    OdpowiedzUsuń
  151. [ Miałam pisać to samo właśnie :) Dobranoc i do jutra :)]

    Gus chyba właśnie zapomniał o tym jednym istotnym szczególe. To Peter pracował dla niego, a nie odwrotnie. Mógł mu co najwyżej naskoczyć.
    Poza tym, koncert nie odbędzie się póki on się nie pojawi. Bez niego mogli o tym co najmniej pomarzyć. Ludzie chcieli widzieć przede wszystkim jego, a nie niekompletny zespół.
    Także, Gus przestał się tym kompletnie przejmować i zajął się Vill.
    - Cicho - wymruczał jej do ucha, kiedy tam dotarł, przygryzając jego płatek. - Psujesz moment tym paplaniem. - Dodał jeszcze, nie mogąc się powstrzymać od chichotu.
    On sam nie wiedział skąd u niego wzięła nagle taka delikatność. A może jakoś wpływała na niego świadomość tego, że Vill była kompletnie nieświadoma.
    Wrócił zaraz do całowania jej szyi, a dłoń, którą już trzymał pod jej koszulką, powoli przesuwał w górę, badając każdy milimetr delikatnej skóry.

    OdpowiedzUsuń
  152. Gus czuł, że Vill jest jakaś spięta. Jemu kazała nie myśleć o niczym, zapomnieć o wszystkim, a sama robiła coś odwrotnego.
    Domyślał się, że to wszystko może ją nieco przerażać, pewnie też zastanawiała się nad tym, co będzie później, jak już się ze sobą prześpią.
    Miała pełne prawo o tym myśleć. W końcu miała do czynienia z Augustusem Riveersem, który przecież co noc miał inną laskę w łóżku.
    - Zapomnij o wszystkim. - Szepnął, powtarzając jej słowa sprzed kilku minut.
    Skoro pozwoliła mu zdjąć swoją koszulkę, to to zrobił. Podciągnął ją do góry i powoli ją z niej zsunął. Teraz leżała obok niego w samych majtkach.
    Przyglądał się jej przez chwilę, by zaraz pochylić się ponownie i wrócić do obcałowywania jej szyi, powoli kierując się niżej, na dekolt i w stronę nagich teraz piersi.
    To mu wystarczało. Nie musiał się posuwać dalej. Przynajmniej nie w momencie, kiedy nadal czuł, że Vill jest spięta.

    OdpowiedzUsuń
  153. Gus nie miał pojęcia co będzie dalej. Nie wiedział, jak to będzie między nimi wyglądało jutro, albo za tydzień, czy za miesiąc. Nie zastanawiał się nad tym, a Villemo nie chciała mu nic powiedzieć. Nie mówiła, czego ona chce i czego oczekuje.
    Spojrzał na nią, przerywając na chwilę pocałunki. Patrzył jej przez chwilę w oczy.
    - Więc oczekujesz ode mnie wierności? - Zapytał cicho. Wiedział, że o to jej chodziło. Nie miał pojęcia jak mu to wyjdzie. Kobiety zazwyczaj same pchały mu się do łóżka, a on nie potrafił wtedy odmówić. Tylko, że skoro blondynka oczekiwała od niego tego, mógł spróbować. - Dobrze. - Zgodził się w końcu, oddając pocałunek i jeszcze bardziej go pogłębiając.
    Pomógł jej z rozpięciem paska i zamka przy swoich spodniach, żeby zaraz je z siebie zsunąć, zostając w samych bokserkach. Zaraz też uniósł się na dłoniach i przeniósł się między jej nogi, napierając na nią swoim ciałem.
    Wrócił do całowania.
    - Jesteś pewna? - Szepnął jej do ucha. Musiał się upewnić.

    OdpowiedzUsuń
  154. Układ jakiego chciała nieco go zaskoczył. Laski zazwycaj chciały związków, ckliwości, wyznawania uczuć, a przede wszystkim pieprzenia im o tym, jak bardzo się je kocha.
    Gus się do tego nie nadawał, więc poniekąd był bardzo wdzięczny Villemo, że przynajmniej teraz, żądała od niego tylko wierności. Chociaż i to mogło stanowić dla niego wyzwanie. Mimo wszystko miał jednak zamiar spróbować. Najwyżej nie wyjdzie.
    - No dobra, dobra. Nie musisz mi tłumaczyć. - Powiedział, śmiejąc się cicho. - Rozumiem, że podstawy znasz? Wiesz gdzie co się wkłada i jak to wygląda? - Żartował dalej. - Nie, nie udawaj nieśmiałej. Ostatni raz miałem w łóżku dziewicę kilka lat temu. - Dodał jeszcze.
    Żeby już jednak nie przedłużać tych zbędnych gadek, pochylił się nad Villemo by ponownie wrócić do całowania jej dekoltu, ale też zaraz zsunął się niżej na jej piersi. Każdy z sutków wziął w usta, by chwilę go possać. A jego druga ręka, manipulowała już po omacku, przy majtkach blondynki, by się ich pozbyć.

    OdpowiedzUsuń
  155. [ co Ty, Gus nie ma gumek. On się bez obywa :D]

    Zaśmiał się cicho. Na całe szczęście nie było między nimi jakiejś dziwnej, sztywnej atmosfery. Tak było o wiele zabawniej.
    - Chyba nie będę teraz pytał co sobie wsadzałaś. - Odezwał się po chwili, na sekundę odrywając usta od jej piersi. - Zaraz ci wsadzę coś lepszego. - Dodał jeszcze chichocząc i pozwalając jej zdjąć sobie bokserki.
    On się nie zabezpieczał, to kobiety, z którymi sypiał miały o tym pamiętać.
    - Faktycznie. - Zaśmiał się po chwili. - Ciekawe jak ja sobie poradzę z dziewicą. Tylko powiedz mi jak cię będzie coś bolało to przestanę. - Teraz już się śmiał.
    Gus nie potrafił być delikatny, więc pewnie o nic by jej nawet nie zapytał.
    Jego dłoń zaraz powędrowała na jej kobiecość, by nieco się z nią podrażnić i przygotować ją w pewien sposób do tego, co miało nadejść.

    OdpowiedzUsuń
  156. [ oj tam,oj tam :D nie będzie tak źle :)]

    Gus się zaangażować raczej nie potrafił. Nie chciał na pewno skrzywdzić Villemo, ale wiedział, że to co teraz robili nie było podyktowane uczuciami, które do siebie żywili, tylko czymś zupełnie innym.
    Nie wiedział nawet, czy będzie wstanie zastosować się do tego ich dziwnego układu. Nie wiedział, czy będzie wstanie być wierny.
    Pewnie skończy się tym, że trochę wytrzyma, a potem zacznie znów robić to co wcześniej. Vill powinna mieć tego świadomość.
    Teraz jednak Augustus miał zamiar skorzystać z okazji, skoro taka się nadarzyła. Nie chciał myśleć o tym, co będzie za jakiś czas, tylko o tym, co działo się teraz.
    Odwzajemnił jej pocałunek, nadal pieszcząc jej kobiecość, a kiedy poczuł, że jest wystarczająco wilgotna zabrał się do działania.
    Nakierował swojego członka na odpowiednie miejsce i wszedł w blondynkę dość spokojnie jak na niego, bo w gruncie rzeczy, nie chciał żeby ją coś bolało, albo żeby nie było jej przyjemnie czy coś.
    Odczekał chwilę i po chwili wsunął się trochę głębiej, nadal nie przerywając pocałunku.

    OdpowiedzUsuń
  157. Czy to był dla niego suchy akt? Poniekąd tak. Nic do Vill nie czuł, jednak miał wrażenie, że jest inaczej, niż z innymi. Może to ta świadomość, że nie wolno mu było jej skrzywdzić. Postanowił to sobie i słowa miał zamiar dotrzymać.
    Chciał, by i jej było dobrze. Przestał na chwilę, patrząc na nią uważniej.
    - Obejmij mnie. - Poprosił po chwili cicho. Chciał poczuć jej dłonie na swoich plecach i w sumie nie wiedział, dlaczego tego nie zrobiła.
    Pocałował ją delikatnie w wargę, którą nadal przygryzała i spróbował się poruszyć, jeszcze raz, najwolniej jak się dało. Poruszał biodrami powoli, dając jej czas. Musnął ustami jej usta, zaskakująco czule.

    OdpowiedzUsuń
  158. Posłuchał, owszem. Mimo, że nic głębszego do niej nie czuł, to nie chciał jej traktować jak kolejnej laski na liście.
    Zasługiwała na coś innego. Dlatego był delikatny, dlatego robił wszystko powoli i spokojnie.
    Przyspieszył trochę, ale nie za bardzo. Jemu samemu w jakiś sposób ta delikatność i powolność w jego ruchach się podobała. To było... inne. Nigdy wcześniej tak nie robił, nikogo nigdy tak nie pieprzył. Chociaż, czy to co robili, należało nazwać pieprzeniem? To było raczej kochanie.
    On sam po kilkunastu pchnięciach, poczuł przyjemne ciepło zbierające się w podbrzuszu. Pocałował Villemo po raz kolejny, delikatnie z nieznaną sobie czułością.
    To nie był nic nieznaczący seks. Przynajmniej nie dla niego.
    - Vill...- szepnął cicho, między jednym, a drugim pocałunkiem.

    OdpowiedzUsuń
  159. Dla Gusa też to była nowość, ale cóż. Następnym razem zerżnie ją tak, że nie będzie mogła chodzić. Teraz, chciał żeby było inaczej, chociaż sam nie wiedział dlaczego.
    Kiedy czuł, że zbliża się do końca, przyspieszył. Vill nieźle musiała mu przeorać plecy, ale mu to nie przeszkadzało.
    W końcu poczuł, jak powoli jego nasienie wypełnia wnętrze dziewczyny. Pchnął po raz ostatni, wzdychając cicho. Starał się powoli uspokoić, nadal leżąc na dziewczynie.
    Dopiero po jakichś dwóch, trzech minutach wysunął się z niej i położył obok.

    [ Wiesz o tym, że nie będzie tak fajnie, nie? :) Gusowi się odwidzi po jakimś czasie, coś tak czuję xd]

    OdpowiedzUsuń
  160. [ No jak co mu się odwidzi? Bawienie się w wiernego pieska Villemo. :D haha, ja mam plan na to później. Na razie będzie grzeczny, a później przyjdzie rzeczywistość.]

    Gus się nie przytulał. Gus nie sycił się obecnością swojej partnerki. Po prostu robił swoje, wysuwał się i kładł obok. Jak miał dobry humor to laska mogła zostać z nim na noc, a jak nie to dość szybko była wypraszana.
    Teraz, spojrzał na Villemo, która odwróciła się do niego plecami i nie bardzo wiedział, co ma zrobić.
    W końcu, po jakiejś minucie, albo dwóch, przysunął się do niej i objął ją ramieniem, wtulając twarz w jej włosy. Przymknął na chwilę oczy.

    OdpowiedzUsuń
  161. [ Sporo komentarzy jeszcze upłynie zanim dojdą do czegoś normalnego Haha:)]

    Gusowi dobrze się leżało. Wtulił się w Villemo nie zostawiając między nimi ani odrobiny wolnego miejsca. Okryl ich tylko jakimś kocem, kiedy uświadomił sobie, że blondynka zasnęła, a i on sam w końcu się zdrzemnal.
    I spalby pewnie długo, gdyby nie to, że rozdzwonil się jego telefon.
    Augustus początkowo miał zamiar go zignorować, jednak natarczywy dzwonek nie dawał mu zasnąć. Mrucząc coś pod nosem wygramolil się z łóżka, starając się nie obudzić spiacej Villemo.
    Wyjął telefon ze spodni. No tak, dzwonił Peter. A dzwonił dlatego, że była szesnasta a on powinien już dawno być w Londynie.
    - Halo?- Mruknął do słuchawki, starając się jakoś rozbudzić.
    - Gdzie wy kurwa jesteście? Czekam na was na lotnisku. - w głosie Petera było słychać złość.
    - Nie zdążyliśmy na samolot. Jesteśmy nadal w Paryżu. Przylecimy następnym.
    - Następnym? Następny odlatuje dopiero po jutrze z samego rana. Kurwa, Gus. Co ty odpierdalasz. A Villemo może się pakować. Miałam cię dostarczyć na miejsce.
    - Po pierwsze, nie tym kurwa tonem, bo ty pracujesz dla mnie, a nie ja dla ciebie. - Riveers już był zły.- A po drugie, jej w to nie mieszaj. Sam powinieneś był ruszyć dupe. Spróbuj ją zwolnić to wtedy ty wylecisz. Widzimy się za dwa dni.- Rozłączył się i rzucił telefon na stolik.
    Zebrał swoje rzeczy i wszedł do łazienki, by wziąć prysznic. Skoro jeszcze mieli dwie noce spędzić w Paryżu to trzeba było coś wymyślić.

    OdpowiedzUsuń
  162. [ Haha, też mam takie wrażenie, ale jeszcze do nich wrócimy na pewno :) ]

    Gus miał w nosie to, co sobie myślał Peter. Niech tylko spróbuje się wyżywać na Villemo to dopiero wtedy mu się porządnie oberwie.
    Dziwne było to, że w ogóle jej bronił. Lubił ją owszem, ale lubił wiele osób z ekipy i jakoś ich nigdy przed Peterem nie bronił.
    Kiedy tylko znalazł się w łazience wszedł pod prysznic, jednak usłyszał pukanie do drzwi, zanim puścił wodę.
    - Wchodź! - Krzyknął tylko.
    Nawet nie zasunął do końca drzwiczek od kabiny. Stanął pod strumieniem gorącej wody, pozwalając by spokojnie po nim spływała rozluźniając mięśnie.

    OdpowiedzUsuń
  163. Gus spojrzał na wchodzącą do łazienki Villemo. Już na pierwszy rzut oka było widać, że się krępowała. Nie wiedział tylko dlaczego. Przecież parę godzin temu, widział ją nago, a ona widziała jego.
    Nie powinna się tak zachowywać.
    Stanął przodem do niej, przyglądając się co robi.
    - Vill - zaczął cicho, nie bardzo wiedząc, czy może się odezwać, czy ona przypadkiem go zaraz nie zaatakuje. - Lepiej to od razu zmyć. Chodź, nie ugryzę cię, a tu jest dużo miejsca. - Powiedział, chociaż wątpił żeby skorzystała z propozycji.

    OdpowiedzUsuń
  164. Fakt, nie było między nimi standardowej bliskości, ale przecież sama Vill powiedziała mu, że to jej wystarczy, więc nie powinna mieć teraz do niego o nic pretensji.
    Sama stwierdziła, że chce jego wierności i tylko tego. A skoro tak, to nie było miejsca na inne bzdety. Chociaż Gus lubił się do niej przytulać.
    Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa i spojrzał na nią uważniej.
    - Nie mam takiego zamiaru. - Odpowiedział jej, oblizując swoje wargi. - Chyba, że mnie o to poprosisz, to owszem. Przelecę cię pod prysznicem. - Dodał jeszcze. - Możesz się więc czuć bezpieczna. Nawet cię nie dotknę.

    OdpowiedzUsuń
  165. Tak, gdyby do niej wracał to już byłoby dużo. Nigdy nikomu tego nie obiecał, a ona otrzymała od niego potwierdzenie.
    Zgodził się przecież na jej warunki. Powiedział, że spróbuje, więc powinna się cieszyć. Może kiedyś miało przerodzić się to w coś innego, a może wręcz przeciwnie. Czas pokaże.
    - To uwierz. - Powiedział, śmiejąc się cicho. Prowokowała go, ale chyba zapomniała zupełnie z kim rozmawiała. - Dam radę. Przekonasz się. Zrób tylko jeszcze jeden kroczek do przodu. - Powiedział cicho, ale zamiast na to poczekać, po prostu wyszedł z kabiny i pokonał te dwa kroki, które ich dzieliło. - Kobieto, właź póki woda nie jest zimna. - Mruknął, ciągnąc Vill w stronę kabiny. Prawie, że ją tam zaniósł. A kiedy znaleźli się w środku, zasunął drzwi i stanął przy nich żeby mu nie uciekła.

    OdpowiedzUsuń
  166. Gus czasami nie myślał. Po prostu działał. Teraz było tak samo. Nawet nie pomyślał o tym, że może się poślizgnąć, albo zrobić sobie jakąkolwiek inną krzywdę.
    Niemniej jednak, cel osiągnął. Vill znalazła się z nim w kabinie.
    - Jakoś ci nie wierzę. - Powiedział, powtarzając jej słowa sprzed chwili.
    A później po prostu zaniemówił. Patrzył na nią uważnie. Przyglądał się jak wsadza sobie palce do ust, a później zaczyna się pieścić. Przełknął głośno ślinę, nie spuszczając z niej wzroku.
    Prowokowała go, jednak Gus miał nadzieję, że wytrzyma. Nie wytrzymał.
    Co ona z nim robiła?
    - A niech cię cholera! - Warknął tylko, pokonując dzielącą ich odległość i zaraz wpijając się w jej wargi i przyciskając ją swoim ciałem jeszcze bardziej do ściany.

    OdpowiedzUsuń
  167. A jak miał niby wytrzymać, skoro na jego oczach zaczęła się pieścić? Podobała mu się, owszem.
    I w tym momencie cholernie jej pragnął. Tym razem nie miało być delikatnie. Delikatność się skończyła kilka godzin temu.
    Przycisnął ją mocniej do siebie, chociaż zarejestrował wcześniej jej uśmiech. Jego dłoń, zaraz znalazła się między jej nogami, by to on tym razem mógł ją pieścić i robił to na pewno zdecydowanie lepiej niż ona.

    OdpowiedzUsuń
  168. Jak miałby do niej nie wracać, skoro prowokowala go w taki sposób? Jak mógłby jej odmówić?
    Podobała mi się. Pragnął jej i to było widać. Tutaj na pewno go miała. Był jej , przynajmniej pod tym względem i jeśli nadal będzie tak się zachowywała i w taki sposób będzie go prowokowala to będzie miała jego wierność.
    Przynajmniej tyle, ale dla niego to było aż tyle. Reszta może pojawi się kiedyś, ale kto go tam wiedział.
    Wiedział, co robi, świadczyły już o tym jej jęki. Przeniósł się z pocałunkami niżej na jej szyję, muskając ją delikatnie, żeby zaraz przygryźć lekko jej skórę.
    W kabinie była mała dość stabilna półeczka, więc Gus, ciągnąc za sobą dziewczynę rozsiadł się na niej i posadził sobie Vill na kolanach. Tak obojgu będzie wygodniej.

    OdpowiedzUsuń
  169. Tak, teraz było zdecydowanie inaczej. Nawet Gus to zauważył. Vill była bardziej śmiała w tym co robiła.
    Przyciągnął ją bliżej siebie, dłonie kładąc na jej pośladkach, by nie spadła mu z kolan i pozwolił jej na to, by go sobie poodtykała.
    Sama przecież niedawno mówiła, że podoba jej się jego kolczyk w sutku. W sumie to widział w jej spojrzeniu, że on cały jej się podoba.
    Oparł głowę o kafelki i poddał się poczynaniom Villemo. Dotykała go delikatnie, ale jemu to odpowiadało. Miała przyjemnie ciepłe dłonie.
    - Jak będziesz mnie tak prowokowała - wymruczał po chwili, przymykając na chwilę oczy. - To po powrocie do domu, zamknę cię w swoim apartamencie i będę wypuszczał tylko do pracy. - Dodał z lekkim uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  170. Gus chyba już teraz nie bardzo zwracał uwagę na tłum lasek, który zawsze się za nim uganiał. Przyzwyczaił się do tego, jakby tak właśnie miało być.
    Dziwił się tylko, że inni kumple z zespołu w ogóle na te panienki nie reagowały, chociaż z drugiej strony oni byli w związkach, a po drugie, to Augustus był tym, na którego widok laskom robiło się mokro w gaciach.
    Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa i czując jak próbuje mu zrobić malinkę na szyi. Chwała za tatuaże.
    - Wiesz, może i jesteś obok, ale jak mi się zachce, a ciebie w pobliżu nie będzie to co? - Zapytał, śmiejąc się cicho. - Nie, nie mogę aż tak bardzo ryzykować. Trzymanie cię pod kluczem, będzie o wiele lepszym rozwiązaniem. - Dodał po chwili namysłu, przesuwając dłonie na jej plecy.
    - A jak chcesz mnie oznakować to tylko z tyłu. Tam nic nie mam. - Podpowiedział.

    OdpowiedzUsuń
  171. [ Jadę dziś rozwozić zaproszenia, ale postaram się odpisywać z telefonu. ]

    Gus zaczął się śmiać. Teraz ta cała akcja z wiernością mu się podobała, ale co będzie, kiedy wrócą do rzeczywistości. Ani on, ani tym bardziej ona nie mogli o tym wiedzieć.
    - To jak raczej to muszę cię jednak trzymać pod kluczem. - Powiedział w końcu. - Wiem, gdzie mam tatuaże, ale jakbyś się lepiej przyjrzała to na karku kawałek wolnego miejsca jest. I błagam nie całuj mnie po dupie. - Zaśmiał się cicho. - Jego możesz całować. - Stwierdził po chwili, patrząc znacząco na swojego penisa, na którym siedziała.
    Zacisnął palce na jej piersi, mocno, jednak nie poprzestał na tym. Pochylił się, by drugą piersią zająć się ustami. Polizał sutek, potem lekko go zassał, by na sam koniec przygryźć.
    Na szczęście Vill nie była aż tak niedoświadczona i doskonale wiedziała czego chce.

    OdpowiedzUsuń
  172. - Jak tylko wymyślę coś fajnego, na pewno go wypelnie.- Powiedział że śmiechem.
    Jeśli faktycznie dalej miała stosować taka taktykę to mogło jej się udać. Jeśli Gus będzie zaspokojony nie pójdzie do innej, a co za tym idzie, będzie wierny jej i to do niej będzie przychodził. A tego właśnie chciała.
    - Ba to liczę, bo wiesz, będzie mu smutno jak nie dostanie buziaka. - Dodał jeszcze, po czym się zamknął, bo miał lepsze rzeczy do roboty, które najwyraźniej przypadły Vill do gustu, skoro zaczęła jęczeć.
    GUS zmienił taktykę. Ustami pieścić jej piersi, a druga dłoń wsadził między jej nogi, by pomieścić też kobiecość Villemo

    OdpowiedzUsuń
  173. Podobało mu się to, co robiła. Była taka naturalna. A on zazwyczaj miał styczność z kobietami, które raczej udawaly przy nim przyjemność, Vill tego nie robiła.
    Miała go dla siebie, przynajmniej teraz.
    Pocałował ja w usta, kiedy poczuł, że przyjęła go w siebie, dłonie od razu przenosząc na jej pośladki, by mocniej zacisnąć na nich palce.
    Zaczął poruszać biodrami, by być w niej jeszcze głębiej, by czuła go jak najmocniej.
    Chciał, żeby to pamiętała. Dla niego układ działał w dwie strony. Skoro on miał być jej, ona musiała być jego, więc nawet kobiety nie wchodziły tu w grę.
    Pocałował ja jeszcze mocniej, przygryzając jej dolną wargę i wzdychając cicho prosto w jej usta. Dawała mu to czego chciał, a on odwdzieczal się jej tak, jak potrafił najlepiej. Może nawet później, zabierze ją gdzieś w nagrodę. Mogli przecież urozmaicić swoją umowę jakaś randka, czy czymś.

    OdpowiedzUsuń
  174. Przede wszystkim z będąc z tymi innymi, Gus zawsze brał. Czekał na swoją przyjemność, tylko i wyłącznie. A potem trzeba było dementowac głupie plotki, które te wszystkie laski opowiadały.
    Nie sądził, by Vill chodziło o to samo. Ona też czegoś od niego oczekiwała, a jak na razie on jej to dawał. Coś za coś, tak naprawdę.
    Może faktycznie powinni to ukrywać, ale przecież nie będą się trzymać za ręce, ani obejmować. Zawsze mogą mówić, że tylko się przyjaźnią.
    Ten raz, był lepszy. Taki, jaki Gus lubił. Bardziej intensywny i brutalny. Przyspieszył jeszcze, słuchając jęków Vill. by zaraz zamknąć jej usta pocałunkiem. Ściskał jej pośladki z całej siły, więc pewnie odcisk jego palców na nim zostanie.
    Przeniósł się z pocałunkami na jej szyję, zbliżając się do ucha.
    - Dojdź dla mnie, maleńka- szepnął cicho, ochryplym z podniecenia głosem, przygryzajac dość mocno płatek jej ucha.

    OdpowiedzUsuń
  175. Aż się uśmiechnął pod nosem, kiedy poczuł, jak mięśnie Vill zaciskają się wokół jego członka. Jemu samemu wystarczyło jeszcze tylko kilka pchnięć, by i on sam doszedł po raz kolejny wypełniając ja nasieniem. Znów bez zabezpieczenia, nawet o tym teraz nie myślał.
    Oddychał szybko, obejmując wtulajaca się w niego blondynkę i jeszcze mocniej przytulając ją do siebie.
    Zazwyczaj unikał bliskości, jednak tym razem było inaczej. Dpmyslal się, że ona tego potrzebuje, doszedł do tego za pierwszym razem, więc nie odsunął się, tylko dalej siedział na tej półeczce, przytulając ja do siebie i od czasu do czasu, muskajac ustami fragmenty jej twarzy i szyi, do których mógł sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  176. Gus bliskości nie potrzebował, teraz jednak było zupełnie inaczej. Potrzebował się przytulić, potrzebował potrzymać ja w ramionach.
    Poza tym, przecież nie musieli być dla siebie złośliwi, mimo że łączył ich tylko seks.
    Kiedy na niego spojrzała, przejechał nosem po jej szyi. Nie chciał jeszcze wstawać, w ogóle nie chciał się jeszcze ruszać.
    - Jeszcze chwila.- Wymruczal jej do ucha, opierając głowę w zagłębieniu jej szyi. - Jeszcze chociaż pięć minut, dobrze?- Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  177. Augustusowi zawsze wydawało się, że nie potrzebuje uczuć, że bliskość też nie jest mu potrzebna. Od zawsze unikał wszelkiego kontaktu, który nioslby za sobą jakąkolwiek czułość.
    Teraz jednak było inaczej. Potrzebował tego przytulenia pierwszy raz od bardzo dawna, tego czulego głaskania go po włosach.
    Vill mu to dała, bez zbędnych złośliwości. Po prostu spełniła jego prośbę. A on był za to wdzięczny.
    Wtulil się w nią mocniej, pocałował ja lekko w policzek i przymknal na chwilę oczy.
    - Dziękuję. - Wymruczal jej do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  178. Kiedy Vill w końcu zeszła z jego kolan, westchnął cicho. To przyjemne uczucie, ta bliskość, minęła bezpowrotnie.
    Teraz znów byli Gusem i Vill, których nie łączyło nic poza seksem. Teraz w sumie Augustus ponownie stał się tym normalnym Riveersem, którym był zawsze.
    Podniósł się z półeczki i sięgnął po żel pod prysznic, żeby w końcu się wykąpać. Umył się szybko i równie szybko wyszedł z kabiny. Koniec bliskości. Wracała obojętność.
    Wytarl się ręcznikiem i ubrał.
    - Samolot mamy po jutrze rano, więc jeszcze dwie noce tu spędzimy.- Powiedział. - Później chce wyjść. Jest ładna pogoda, więc warto trochę pozwiedzać. Możesz do mnie dołączyć jeśli chcesz. - Dodał, jeszcze po czym wyszedł z łazienki. Usiadł na kanapie, nalal sobie do kubka zimną kawę i zaczął ją pić.

    OdpowiedzUsuń
  179. Może i by chciał ją umyć i dodatkowo podotykac, ale czar prysł w momencie, w którym Vill wstała z jego kolan. Przyjemność i bliskość się skończyły, więc wrócą pewnie do niej dopiero przy kolejnym seksie. I pewnie tak będzie zawsze, przynajmniej tak myślał Gus.
    Kiedy Villemo wróciła do pokoju, spojrzał na nią uważniej.
    - Pewnie bierz. - Odpowiedział jej. - Leży na stoliku koło łóżka, a telefon pewnie masz w spodniach. - Dodał jeszcze.
    Nie miał pojęcia o czym ma z nią rozmawiać. Chociaż chciał trochę urozmaicić ich układ i wiedział, że musi z nią pogadać. - To co, chcesz ze mną wyjść później na miasto?- Zapytał. - Chciałem z tobą pogadać.

    OdpowiedzUsuń
  180. Gus przyglądał się Vill kiedy się ubierała i naszła go ochota, żeby ją przelecieć po raz trzeci. Powstrzymał się jednak. Stwierdził, że poczeka z tym do wieczora. Jeszcze blondynka weźmie go za jakiegoś niewyzytego erotomana i zrezygnuje z całego układu. A jemu zaczęło to odpowiadać.
    - Ogólnie chciałem pogadać. - Odpowiedział jej. - O tej całej naszej umowie. Sprecyzować pewne kwestie i w ogóle. - Wyjaśnił. - Możemy to omówić tutaj, albo pójść gdzieś na kolację i tam porozmawiać. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  181. Gusa trochę zdziwił chłodny ton wypowiedzi Villemo i zwątpił w swój pomysł. Usiadł prosto na kanapie i spokojnie dokończył swoją kawę, zastanawiając się nad tym, czy faktycznie opłaca mu się cokolwiek urozmaicać w tym układzie. Skoro Vill nie podchodziła do tego entuzjastycznie, to czemu on miałby zachować się inaczej.
    - Świetnie. Za pół godziny wyjdziemy w takim razie. - Odpowiedział jej, wstając ze swojego miejsca. - Zapomnij, że coś mówiłem. To już nie ważne. - Dodał jeszcze, kierując się do łazienki.
    Musiał przez chwilę pobyć sam i przede wszystkim umyć zęby.
    Przecież to miał być tylko seks. Tylko tyle powinno ich łączyć i nic więcej. Kompletnie nic.

    OdpowiedzUsuń
  182. Gus słyszał jej pytania, owszem, jednak najpierw musiał umyć zęby i sobie wszystko przemyśleć. Chciał zostać na chwilę sam. Chyba za dużo sobie wyobrażał i myślał. Lepiej, żeby było tak, jak ustalili początkowo.
    Kiedy wrócił, założył ręce na piersi i spojrzał na Villemo.
    - Nie, nie o to chodzi. - Odezwał się w końcu. - Wszystko jest w porządku. Nic nie zrobiłaś. Możemy dalej to kontynuować. - Dodał jeszcze. - Po prostu chciałem dorzucić coś od siebie, ale to już nie ważne. Niech zostanie tak jak jest. Nie ma sensu nic dodawać. Tobie to najwyraźniej wystarcza i mnie też.

    OdpowiedzUsuń
  183. Chciał dobrze. Chciał dać jej więcej. Chciał jej dać namiastkę bliskości, czegokolwiek czego by chciała, ale najwidoczniej nie tego oczekiwała. Może się pomylił. Może źle wszystko ocenił. Dlatego odpuścił. A chciał dać jej coś od siebie.
    - Nie, nie jest dobrze, Vill. - Odezwał cicho, przyglądając się jej uważnie. Widział tylko jej plecy, jakby specjalnie nie chciała na niego patrzeć. - I nie może tak zostać. - Dodał jeszcze.
    Nie miał pojęcia co się z nim dzieje. Czemu zaczął się tak przejmować. Coś było nie tak. Zupełnie nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  184. Teraz to już powiedziała za dużo. Wkurzyła go i to dość mocno.
    Gus zrobił krok do przodu, zaciskając dłonie w pięści. Spojrzał na Villemo uważnie.
    - Nie Vill nie jest dobrze. - Odpowiedział jej w końcu, siląc się na spokojny ton. - Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby się na to godzić. Zapomnij o tym. Wycofuję się. - Dodał jeszcze. - Nie umiem tylko cię rżnąć i w tym jest problem. Z resztą, ty i tak wiesz lepiej nie? - Zapytał chłodno. Odechciało mu się już gdziekolwiek wychodzić. Wrócił na kanapę, założył słuchawki i na uszy i zaczął słuchać muzyki. Dla niego rozmowa była skończona.

    OdpowiedzUsuń
  185. Fakt, gadanie im nie wychodziło, ale to chyba raczej dlatego, że oni ze sobą nie rozmawiali, tylko się na siebie darli. Daleko im było do normalnej, spokojnej konwersacji i to już się raczej nie miało zmienić.
    Nie potrafili być przyjaciółmi i nie mogli być nikim więcej.
    Gus spojrzał tylko na Villemo, kiedy usiadła mu niemal na nogach i wyrwała mu z uszu słuchawki.
    - Może trochę grzeczniej? - Zapytał ją oschle. Irytowała go swoim zachowaniem. - Normalnie, nie umiem cię tylko rżnąć. Nie powiedziałem tego dostatecznie jasno? - Był opryskliwy, ale mało go to obchodziło. Nie chciał z nią rozmawiać, skoro nawet sam nie wiedział, co się z nim dzieje. - Sam nie wiem o co mi chodzi. Wiem tylko, że ten układ to czysta głupota. To się nie uda Vill. Nie i koniec.

    OdpowiedzUsuń
  186. Jak miał jej cokolwiek powiedzieć, albo wyjaśnić, skoro sam nie wiedział jak to ubrać w słowa.
    Widział jednak, że ją to zabolało, a przynajmniej tak mu się wydawało. Usiadł w końcu na kanapie, patrząc przed siebie. Nie odezwał się. Nie wiedział, co ma jej powiedzieć.
    W końcu, westchnął cicho i usiadł tak, by na nią spojrzeć.
    - Nie, nie uciekam Vill. - Powiedział cicho. - A może uciekam? Sam już nie wiem. W każdym razie, nie chodziło mi tylko o to, żeby cię przelecieć. Bo nie tylko o to mi chodziło. - Spojrzał na nią uważnie. - Uciekam przed sobą, głównie przed tym, jak się czułem za tym drugim razem. - Odezwał się w końcu cicho. - Chciałem spróbować, naprawdę, tylko że tak jak mówiłem, rżnięcie ciebie to za mało. Chciałem zaproponować coś jeszcze, ale nie chcę ryzykować, więc się wycofuję. - Powiedział. - Uciekam, jak to nazwałaś.

    OdpowiedzUsuń
  187. Przegięła. Tym razem przekroczyła nieopisaną granicę.
    Augustus spojrzał na Villemo ze złością.
    - Wiesz co, pierdol się. - Powiedział jej, zaciskając dłonie w pięści. - A co ty możesz czuć? Taka zimna suka jak ty, gówno czuje i w dupie ma to, co mówią i czują inni. - Dodał jeszcze. - Gówno mnie obchodzi jakiś bachor. I gówno mnie obchodzisz ty. - On również podniósł się ze swojego miejsca. Zabrał swój telefon, zabrał portfel i po prostu wyszedł z pokoju, nie mówiąc jej gdzie idzie i czy wróci.
    Nie zaszedł jednak daleko. Wszedł do pierwszego lepszego baru, żeby się upić i uspokoić.

    OdpowiedzUsuń
  188. [ Wróci do pokoju jak się upije, mam pewien pomysł co do tego jego powrotu. :) i sądzę, że da radę ich pogodzić zanim wrócą do Londynu.]

    OdpowiedzUsuń
  189. [ Tylko Vill przynajmniej musi udawać, że śpi, bo Gusowi się monolog włączy po pijaku cd]

    OdpowiedzUsuń
  190. [ Niech udaje że śpi, przecież musi słyszeć co będzie mówił Haha]

    OdpowiedzUsuń
  191. [ okey, jutro mam na 13, więc będziemy mogły spokojnie pisać. Spodziewaj się mnie już koło 7:00dobranoc :)]

    OdpowiedzUsuń
  192. Gus miał świadomość tego, że wszystko zjebał. A mógł siedzieć cicho. Mógł się zamknąć i kompletnie nic nie mówić, ale oczywiście zachciało mu się gadać.
    Zatrzymał się w pierwszym lepszym barze, żeby się znieczulić. I to porządnie.
    Nie mógł wyrzucić z głowy tych wszystkich myśli, które się w nim kłębiły. A przecież chciał dobrze. Naprawdę chciał dobrze.
    Nie sądził, że Villemo aż tak źle na wszystko zareaguje. Że będzie aż tak wściekła. Przecież powiedział jej, że nic złego nie zrobiła. Że ten układ mu pasuje, tylko że chciał coś do niego dorzucić.
    Dopiero, kiedy opróżnił niemal całą butelkę whiskey,którą dla siebie zamówił, chwiejnym krokiem wrócił do hotelu. Wszedł po cichu do pokoju ( a przynajmniej tak mu się wydawało) i zaczął się rozbierać.
    Początkowo chciał położyć się na kanapie, ale ostatecznie wlazł do łóżka i położył się obok Villemo.
    Przyjrzał się jej twarzy. Widział, że płakała, aż gdzieś go coś w środku zakuło.
    Widział, że śpi, więc przykrył ją lepiej kołdrą i objął ramieniem. Potrzebował tego.
    - Przepraszam Vill. - szepnął cicho. Nie chciał jej budzić. Na trzeźwo, albo kiedy by nie spała i patrzyłaby na niego tym wściekłym wzrokiem, w życiu nic by jej nie powiedział. - Nie chciałem żeby tak wyszło. - Podjął na nowo. - To było dla mnie takie dziwne, to przytulanie się po seksie. Nigdy tego nie robiłem, ale spodobało mu się na tyle, że chciałem, żeby tak było częściej. Chciałem, żeby było inaczej, ale jak zwykle zjebałem. - Westchnął cicho. - Twierdzisz, że nie mam uczuć, że nie liczę się z uczuciami innych. Częściowo to prawda, ale z twoimi uczuciami się liczę. Chciałem, żebyśmy częściej się przytulali, żebyś mnie głaskała po włosach, to było zaskakująco przyjemne. - Szeptał dalej. - Chciałem żebyśmy nawet od czasu do czasu gdzieś razem wyszli, ale wszystko się skończyło. - Pocałował ją lekko w nagie ramię. - Teraz mnie nienawidzisz i pewnie po powrocie do Londynu już więcej się nie zobaczymy. Przykro mi, że tak wyszło. I całe szczęście, że nic nie słyszałaś z tego monologu, bo chybabym się spalił ze wstydu, gdybyś to jednak słyszała, bo po raz pierwszy od dawna powiedziałem prawdę. - Zamknął się w końcu, przymykając na chwilę oczy.

    OdpowiedzUsuń
  193. Gus tą gadką chyba wyczerpał już swoje możliwości. Powiedział, co chciał powiedzieć i nie bardzo wiedział co dalej.
    Sporo wypił to fakt, ale jeszcze myślał logicznie. Rano na pewno będzie pamiętał swój monolog.
    Spiął się, kiedy Villemo się przekręciła, bo myślał, że się przebudziła, ale zaraz odetchnął, kiedy okazało się, że chciała tylko obrócić się na rugi bok.
    Przysunął się bliżej niej i wtulił twarz w jej włosy. Potrzebował teraz jej bliskości i zamknął oczy.
    - Naprawdę cię przepraszam Vill. - Szepnął jeszcze cicho, zamykając oczy.
    Nie chciało mu się spać, ale musiał chociaż spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  194. [ No nie, w takim momencie? :/]

    OdpowiedzUsuń
  195. Usłyszał to prychnięcie i domyślił się, że Vill nie śpi. Przysunął się bliżej, obejmując ją jeszcze mocniej. Podparł sobie głowę na dłoni i pocałował ją lekko w policzek. Wyczuł słony smak łez.
    To go zdziwiło i zgorszyło jednocześnie. Płakała. Pewnie przez niego.
    - Vill...- szepnął cicho, odsuwając się od niej kawałek. Kompletnie nie wiedział, co ma zrobić. Zatkało go. Chwycił ją za ramię, lekko ciągnąć w swoją stronę, jakby chciał, żeby na niego spojrzała, żeby obróciła się przodem do niego. - Chodź tu. Przytul mnie. - Poprosił cicho.

    OdpowiedzUsuń
  196. Gus po raz pierwszy był w takiej sytuacji. Nie miał pojęcia co ma robić, co powiedzieć, albo jak się zachować.
    Przeraził go ten jej płacz. Nie wiedział z czego wynika. Przecież to miał być układ bez uczuć. Tylko seks, nic więcej.
    A po Villemo było widać, że to jej się nie podoba. Chciała więcej, a on jej tego więcej nie mógł dać.
    Nie potrafił.
    Przygarnął ją do siebie, mocno przytulając i po raz kolejny pocałował ją w czubek głowy. Czule.
    - Nie będziesz. - Powiedział cicho. - Powiedz mi tylko czego dokładnie chcesz. Czego oczekujesz. - Poprosił cicho. - I nie płacz więcej.

    OdpowiedzUsuń
  197. [ Nowa karta, bo niedługo uciekam, a zaraz stuknie mi 200 komentarzy http://in-dy-wi-du-al-nie.blogspot.com/2017/02/kp-baby-im-rock-star_20.html.]

    Gus nadal nie miał pojęcia co się dzieje. Wypity alkohol też zacierał mu całą sytuację i nie do końca myślał logicznie.
    Jednak, wiedział że Villemo nie powinna była przez niego płakać. Że nie powinna była aż tak rozpaczać. Musiała czuć do niego coś więcej, przynajmniej doszedł do takiego wniosku.
    - Mówiłem ci, że nie umiem w związki. Nie umiem kochać, nie potrafię, Vill. - Powiedział cicho. - A seks to nie wszystko. Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała, bo nie warto. - Dodał jeszcze. - Mówiłem ci, że świetna z ciebie dziewczyna i nadal tak uważam. Zasługujesz na kogoś lepszego niż ja. - Westchnął cicho. - Chciałem ci zaproponować coś więcej w tym układzie, ale nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie wiem, czy bym potrafił, chociaż może i bym spróbował.

    OdpowiedzUsuń
  198. Mówił jej przecież cała prawdę. Znał siebie i wiedział, że do wyższych uczuć nie był zdolny. Jakby sława, przemieszana z alkoholem i narkotykami odebrała mu do tego zdolność.
    Nie chciał, więc krzywdzić Villemo i sam nie wiedział, dlaczego zgodził się na ten chory układ. Przecież seks i tak miał codziennie. Przecież żadna nigdy mu nie odmówiła, a mimo to zgodził się, by być z nią, by do niej wracać. Tylko do niej i nie do żadnej innej.
    - Nie pierdolę tylko mówię jak jest Vill.- Powiedział cicho. - I nie chce seksu. To znaczy chcę, ale nie tylko tego. Masz mnie przytulać, całować i w ogóle robić to, co robiłaś wcześniej, a ja będę robił to samo. - Dodał, jeszcze, zanim nie zaczęła niezdarnie szukać jego ust.
    Pochylił się, by jej to ułatwić, by połączyć ich wargi w pocałunku, chociaż wiedział, że powinien się odsunąć, że powinien jej odmówić.
    - Vill- szepnął cicho, automatycznie wkładając dłoń pod jej bluzkę.
    [ właśnie się dowiedziałam, że mam na 16 dziś przyjść.]

    OdpowiedzUsuń
  199. [ Nie do 21:00, bo do tej godziny pracujemy. Po prostu mam być później i tyle. Zaczyna mnie drażnić trochę to obcinanie godzin. :/ I gitara chociaż pisać można :)haha, będę miała chwilę to cały album mu nawet zrobię i podlinkuję w karcie :D nazwę go 50 twarzy Gusa :D]

    - Nie, nie znudzi mi się zapewniam cię. - Powiedział cicho, całując ją ponownie żeby tylko uciąć wszelkie dyskusje.
    Nie chciał teraz o tym rozmawiać. Chciał się z nią pieprzyć.W końcu sama twierdziła, że tylko to im dobrze wychodzi.
    Ale chciał też, żeby go przytulała, żeby głaskała go po włosach, bo Augustusowi Riveersowi nagle zabrakło w życiu czułości i dopiero Villemo pokazała mu, że to jest naprawdę fajne, a przede wszystkim udowodniła mu, że nawet taki nieczuły chuj jak on tej czułości potrzebuje.
    Jego dłoń zaraz odnalazła jej pierś, by mocniej się na niej zacisnąć. Wyczuwał już sterczące sutki. Szybko się podniecała i szybko reagowała na jego dotyk, a to też mu się podobało. Zaraz jednak, przesunął ją niżej, dotykając jej kobiecości przez materiał majtek.

    OdpowiedzUsuń