Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

1 lutego 2017

Lilla My

 VEIKKA LIIMATAINEN

Pierwsze cztery lata wykreśliła z życia. Potem była upierdliwym i upartym cieniem, który uczepił się dwóch starszych wzorców i koniecznie chciał być jak oni, nawet mimo tego, że mieli całkowicie różną od siebie zawartość majtek. Następnie urosły jej cycki, zrobiła się nieznośnym i drażliwym stworzeniem (jak na nastolatkę przystało), które co tydzień miało nową miłość, a co ciekawsze, wzdychało do kobiet  Choć prawdziwą miłość od zawsze nosi w sobie tylko jedną, jedyną. Następnym etapem było odsunięcie się od dwóch filarów obecnych w jej życiu od zawsze, by znaleźć własną drogę i szczęście. Nie udało się, była jednak zbyt przywiązana.
Niekiedy Veikka miała wrażenie, że jest bardziej chłopcem niż dziewczynką, ale wystarczyła jedna osoba, by z łatwością udowodnić jej, że wcale nie jest niepociągającą chłopczycą, tylko prawdziwie seksowną kobietą, która zasługuje na to, by ją kochać.
Nawet mimo tego, że nie ma w sobie ani trochę z damy i czasem klnie gorzej niż jej "najlepsi kumple".

125 komentarzy:

  1. [ Haha, dokładnie :D Nie będzie wiedział co ma robić, a tylko numer do Veikki będzie znał na pamięć :D]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Możesz napisać, bo ja się właśnie biorę za kartę tego drugiego :) Ogólnie to by wyglądało tak, że rodzice mu nawciskają bujd, że odwiozą go do domu, tylko najpierw sprawdzą czy jego nowe mieszkanie jest już gotowe na jego powrót. I się okaże, że nie. Powiedzą, że Amber to sprawdzała i zaproponują mu żeby został u nich na dwa czy trzy dni, a on się zgodzi. A później się okaże, że nawet nie będzie miał jak się skontaktować z Madsem i Veikką. A że ma gips to nie ucieknie.]

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy wyjeżdżał od Veikki miał nadzieję, że jak trochę ochłonie to spotkają się po południu i wszystko będzie w porządku. Wrócił więc do siebie i zaczął się niezdarnie pakować. Nie miał zamiaru zostawać w klinice ani dnia dłużej. Tym bardziej, że czuł się już naprawdę bardzo dobrze i tylko gips mu przeszkadzał.
    Od razu też pojechał do lekarza, by wyjść na własne życzenie. Po dziurki w nosie miał już leżenia z dupą do góry i patrzenia w sufit. Musiał już być w domu, u Veikki. A nie tutaj.
    Lekarz oczywiście powiadomił jego rodziców. Ci przyjechali natychmiast i wcisnęli mu bajeczkę, że Amber kontaktowała się z Veikką i mieszkanie, do którego Hugo miał się wprowadzić nie było jeszcze gotowe.
    Uwierzył i po dość słabych protestach wrócił z nimi do rodzinnego domu.
    Wszystko było dobrze, dopóki Hugonowi nie zaczęło wydawać się dziwne to, że Veikka się do niego nie odezwała. Przecież podobno kontaktował się z Amber. Carlssonwi coś się nie zgadzało. Nie miał jak tego sprawdzić, bo nadal nie miał swojego telefonu, ani żadnej innej nowej komórki.
    Skorzystał z okazji, kiedy był sam w domu i dorwał się do jednego z zapasowych telefonów komórkowych, które były w domu. Od razu wykręcił numer do Veikki. Do jedynej osoby, której numer znał na pamięć.
    Czekał aż odbierze, a później od razu zaczął mówić. Nie wiedział, kiedy wrócą jego rodzice.
    - Cześć maleńka, to ja. - Odezwał się do słuchawki. - Wybacz, że się nie odzywałem, ale nadal nie mam swojego telefonu. Matka z ojcem przetrzymują mnie u siebie. Nawet stąd wyjść nie mogę, bo mnie zamknęli. Nawkręcali mi, że wiesz o wszystkim, że się zgodziłaś, że moje nowe mieszkanie nie jest jeszcze gotowe, by w nim zamieszkać. - Przerwał na chwilę żeby złapać oddech. - Przyjedźcie po mnie z Madsem. Proszę. Dłużej tu nie wytrzymam.

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Haha spoko :D Mam nadzieję, że Gus się podoba? I mam zacząć?]


    Hugo nigdy by się nie spodziewał, że matka z ojcem zrobią coś takiego. Nigdy by nie sądził, że zamkną go w domu. Przecież był dorosły do cholery. Miał własne życie, miał Veikkę i dziecko w drodze. Nie mógł się kisić tutaj z nimi. Z ludźmi, których nienawidził, i którymi gardził.
    Veikka z Madsem byli jego rodziną i do nich chciał wrócić.
    Westchnął cicho, kiedy usłyszał, że telefon spadł jej na ziemię. Tyle się produkował.
    - Veikka, jestem w domu swoich rodziców. Zamknęli mnie tutaj i stwierdzili, że najwyższa pora żebym zmądrzał. - Powiedział jeszcze raz. - Mam mało czasu, nie wiem, kiedy wrócą, a z gipsem za daleko im nie ucieknę. Pomóżcie mi do cholery, bo już tutaj nie wytrzymam. - Nienawidził być taki bezradny. Sam powinien sobie poradzić, ale rodzice non stop go chyba szprycowali jakimiś lekami, które miały pomóc w szybszym gojeniu się ran.

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Hm, znajdzie go w jego mieszkaniu, na kacu po grubej całonocnej imprezie w towarzystwie trzech prostytutek, oczywiście dalej będą imprezować :D ma 26 lat dopiero dopisałam, zapomniałam o tym :d]

    - Wiem o tym maleńka. - Powiedział cicho. Głupio mu było, że tak się dał podpuścić. - Zanim wyszliśmy z kliniki dostałem jakiś zastrzyk, niby ze środkami przeciwbólowymi. Dają mi to cały czas. - Dodał jeszcze. On sam był wściekły. - A skąd miałem wiedzieć, że Amber to zrobiła. Proszę cię. Nie sądziłem, że mogłaby być tak dwulicowa. Uwierzyłem, że ten telefon się zgubił.
    Odetchnął głęboko. Nie wiedział już co ma robić. Chciał stąd uciec tym bardziej, że matka z ojcem już planowali mu na nowo życie.
    - Nie krzycz na mnie. - Powiedział cicho. - Nie ma ich teraz. Zabierzcie mnie stąd. Oni mi już nawet znaleźli nową dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  6. [ A co :D Jak się bawić to się bawić :D]

    Hugo chciał już wrócić do domu. Miał dość. Najpierw przetrzymywali go w tym pieprzonym szpitalu, później w tej pieprzonej klinice, a na sam koniec jego właśni rodzice go porwali i trzymali siłą w domu. To już było nie do wytrzymania.
    - Veikka to nie czas na żarty. - Powiedział cicho. - I ta laska mnie pierdoli, ma krzywe zęby i zeza. I w ogóle jest głupia. Jakaś taka sztywna jest, jakby jej kij w dupę wjebali po urodzeniu i do teraz się go pozbyć nie może. - Mruknął i niemal aż się obślinił, tak się zezłościł. - Poza tym, nie pamiętam żebyśmy ze sobą zerwali. Więc błagam, ratuj mnie. - Dodał jeszcze cicho. - Nigdzie się przecież nie ruszam. - Powiedział. Żałował, że Veikka się rozłączyła. Wolałby z nią nadal rozmawiać, ale cóż.
    Ledwie odłożył telefon na miejsce, na podjazd zajechał samochód. Przyjechał Byron. On nie wiedział o tym, że jego brat jest w domu.
    - Hugo? - Wyraźnie był zdziwiony. - A co ty tu robisz?
    - Robię kurwa na drutach. - Powiedział. - Mata z ojcem mnie tu zamknęli i chyba myślą, że dzięki temu nie wrócę do Veikki, a zostanę tu z Megan.
    - Że co? Siłą cię tu trzymają?
    - No tak. Veikka zaraz po mnie będzie.
    Byron pokręcił tylko z dezaprobatą głową i poszedł do siebie. Nie chciał się w to mieszać.
    Hugo wrócił do swojego pokoju, by się spakować i to dość szybko. Po jakimś czasie usłyszał, że jakiś samochód podjeżdża pod dom.
    - Byron. - Krzyknął w stronę brata. - Otworzysz? To pewnie Veikka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hugonowi akurat do śmiechu nie było ani trochę. Pewnie jeszcze bardziej by się zdenerwował gdyby Veikka zaczęła tak mówić i jeszcze by się pokłócili.
    Chciał wyrwać się od rodziców raz na zawsze, chciał żeby w końcu dali mu spokój i nie wpierdalali się w jego życie skoro nie wiedzieli co jest dla niego najlepsze.
    Kiedy usłyszał na dole wrzeszczącego Madsa, chwycił swoje kule i pokuśtykał na dół.
    - Mads, daj spokój. - Powiedział. - Byron nic o tym nie wiedział. - Dodał jeszcze
    Widać było, że starzy z Carlssonów jest wkurzony atakiem rudzielca i patrzył na niego spod byka.
    Hugo jednak patrzył tylko na Veikkę.
    - Cześć kochanie. - Mruknął na powitanie, po czym powoli i ostrożnie, zaczął schodzić ze schodów,co łatwe nie było.

    OdpowiedzUsuń
  8. [ U Vill odpisze jak wrócę do domu, bo na telefonie nie bardzo dam radę, a jadę właśnie do pracy.]

    Hugo spojrzał na Veikke.
    - Byron dopiero co wrócił do domu. Nie było go tutaj, kiedy mnie tu siłą zatrzymali. - Odpowiedział jej. - Pretensje możesz mieć tylko do mnie, a nie do niego, bo jak głupi im uwierzyłam.- Dodał jeszcze, pokonując kolejny stopień.
    Bytom spojrzał za to na Madsa.
    - Chwila moment, będziecie mieli dziecko?- Zapytał bardziej Veikke niż Hugona.
    - Tak, a matka z ojcem jak się o tym dowiedzieli to stwierdzili, że to nic takiego, że dadzą jej na skrobanke, żebym nie miał problemu. - Hugo aż zazgrzytał zębami ze złości. - Chyba ich całkiem pojebało jeśli myśleli, że się na to zgodzę. Mads, da się jakoś odkręcić sprawę z tym mieszkaniem? Kurwa, przecież ja mam tam wszystkie swoje rzeczy.- Był wdzięczny przyjacielowi, że pomógł mu zejść że schodów. - I znów muszę szukać mieszkania, ja pierdole, a tamto mi się tak podobało i już nawet wplaciłem zaliczkę.

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Co Ty, żadne osiem godzin. Dziś tylko zdałam test, podpisałam umowę i dopiero od jutra od jedenastej tak naprawdę zaczynam. :)]

    Hugo też się wsciekł. W życiu nie dałby zabić własnego dziecka. Jak mógłby to zrobić?
    Byron faktycznie nic nie wiedział, rzadko przebywał w rodzinnym domu, bo miał swoje mieszkanie i własną pracę.
    - Kurwa, czemu oni zawsze muszą się mieszać we wszystko. - Hugo był zirytowany faktem, że rodzice odebrali mu mieszkanie. Jakby był gowniarzem, który sam nie może o sobie decydować. - A tyle sobie na nie odkładałem. Było idealne, nawet pokoik dla malucha by się znalazł. - Marudził pokonując ostatni schodek.
    - Zawsze możesz zatrzymać się u mnie. - Byron wtrącił się do rozmowy.
    - Nie dzięki. Wracam z nimi. Nikt mnie nie będzie separował od mojej prawdziwej rodziny.- Odpowiedział bratu że złością, chociaż ten przecież nie zrobił niczego złego.
    Hugo też usłyszał chrzęst żwiru i trzaskanie drzwiami. Po chwili w drzwiach pojawili się rodzice.
    - A ty dokąd się wybierasz.- Matka zaatakowała Hugona od razu, przesuwając Veikke.
    - Wracam do domu.
    - Tu jest twój dom. Od tej pory zaczniesz żyć odpowiedzialne, najwyższy czas.
    - Nie macie prawa mówić mi jak mam żyć i gdzie mieszkać. To moja sprawa.- Hugo ledwo mógł się utrzymać na nogach. Zmęczył się tymi schodami, a i stanie w miejscu niemal na jednej nodze nie było zbyt komfortowe. Całe szczęście, że Masz go trzymał, bo jak nic by się przewrócił.
    - Zostaniesz tutaj, skończysz wreszcie studia i zwiążesz się z Megan. Nie będziesz więcej szargał dobrej opinii naszej rodziny. - Ojciec podszedł bliżej syna, a zaraz za nim matka.
    - Pierdolę Wasze pieniądze, pierdolę studia i pierdolę Megan. Gdzie kurwą byliście przez ostatnie kilka lat po tym jak mnie wyrzuciliscie z domu? Teraz wam się nagle przypomniało?mam was w dupie. Oni są moja prawdziwą rodziną nie wy.
    Trzask! To matka uderzyła Hugona w twarz.
    - Nigdzie nie pójdziesz.
    - Mads, idziemy - Hugo zwrócił się do przyjaciela, robiąc krok do przodu.

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Jutro tylko pięć godzin maksymalnie, bo to jeszcze u mnie taki okres przygotowawczy. Dopiero od przyszłego tygodnia zaczynam normalnie po 8 godzin. ]

    - Mniejsza o to, chcę już stąd wyjść. - Powiedział tylko przyjacielowi.
    Jakie to było dziwne. Kilka dni temu pożarli się przecież dość ostro o warsztat, a teraz Mads mu pomagał. Bez piśnięcia słówkiem.
    Byron dalej stał jak wryty. Nie wiedział chyba co ma zrobić, a po tym jak matka dała Hugonowi w twarz, aż wciągnął głośno powietrze.
    - Mamo co ty robisz. - W końcu się odezwał. - Daj mu spokój. Nie mieszaj się w to. Przecież widzisz, że chce wrócić do domu. Przecież oni będą mieli dziecko. - Byron starał się myśleć racjonalnie.
    - A co mnie to obchodzi? Co to w ogóle za dziewczyna? Bez koneksji, bez pieniędzy, bez nazwiska.- Matka powoli zaczynała się nakręcać, a Hugo miał już tego dość. Zatrzymał Madsa i spojrzał na matkę i ojca z nienawiścią przemieszaną z wściekłością.
    - Zamknij się do kurwy nędzy! Co ty możesz kurwa o niej wiedzieć? Widziałaś ją raz, więc zatrzymaj swoje uwagi dla siebie. - Aż się prawie opluł ze złości. - Kocham ją i jest warta więcej niż wy wszyscy razem wzięci. Nie dorastacie jej do pięt, tak samo jak Megan. Ona mnie akceptuje, wiesz w ogóle co to kurwa jest akceptacja?
    - Nie tym tonem młody człowieku. - Teraz wtrącił się ojciec. - Nie zaakceptuję tego bachora. Nie zobaczysz ani grosza. Nie wracaj tu nawet.
    - Pierdolę twoje pieniądze! Pierdolę was wszystkich! Radziłem sobie sam przez tyle lat i teraz to się nie zmieni. Nawet kurwa nie wiesz jak ja was nienawidzę! Gardzę wami! - Splunął ojcu pod nogi. - Mads idziemy.
    Ruszyli razem, wymijając matkę z ojcem, a kiedy dotarli do Veikki, Hugo od razu złapał ją za rękę, wcześniej całując lekko w czoło. - Wracamy do domu?

    OdpowiedzUsuń
  11. [ A później grafik ustalam z góry na cały tydzień albo od 9-17 albo od 13-21, ale tylko dwa razy w tygodniu popołudnie ma być :)]

    Hugo nie odezwał się już ani słowem. Był tak wściekły, że nie może przyłożyć ojcu, albo powiedzieć jeszcze czegoś matce, że aż zaciskał pięści ze złości. Był tak zły, że nawet nie dotarło do niego to, że Veikka zabrała rękę. Wyszedł z Madsem za rękę, nawet nie oglądając się za siebie. Miał dość, całkowicie i nieodwołalnie chciał się odciąć od wszystkiego co wiązało się z jego rodzinnym domem. Nie chciał ich nigdy więcej widzieć na oczy.
    Byrona przez chwilę zatkało po słowach Veikki, ale matka nie straciła animuszu.
    - Wynocha z mojego domu! - A kiedy tylko rudowłosa opuściła jego próg trzasnęła drzwiami ze złości.
    Hugo doczłapał się jakoś z Madsem do samochodu.
    - Usiądę z tyłu. Tam będę mógł spokojnie rozłożyć tą bezużyteczną nogę. - Powiedział, czekając aż przyjaciel otworzy mu drzwi. Carlsson sprawdził jeszcze, czy ma portfel w kieszeni. W całym tym ferworze zapomniał o swojej torbie z rzeczami, ale to już było mało istotne.
    Wsiadł w końcu do samochodu i jakoś rozsiadł się na tylnym siedzeniu. Na razie nie miał ochoty na żadne rozmowy. Musiał przede wszystkim ochłonąć.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hugo był w takim stanie, że wolał się po prostu nie odzywać. Siedział na tylnym siedzeniu, zaciskając dłonie w pięści i patrząc w okno. Nie wiedział, jakim cudem dał się tak podpuścić matce i ojcu. Jak mógł uwierzyć w takie bzdety? Był wściekły na siebie i na nich, ale chyba bardziej na siebie.
    Hugo z kolei się nie zaśmiał. W sumie to się w ogóle nie odzywał. Mruczał sobie tylko pod nosem, obelgi pod adresem matki, ojca i Amber. Jak mogli tak postąpić? Jak mogli tak potraktować Veikkę? To mu się w głowie nie mieściło.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hugo musiał ochłonąć, bo inaczej wyżyłby się na Madsie i Veice, a oni przecież nie byli niczemu winni. Pomogli mu w końcu, kiedy on sam nie wiedział co ma zrobić.
    Patrzył na swoich przyjaciół co jakiś czas, ale nie miał jeszcze ani odwagi, ani tym bardziej ochoty się odezwać.
    Dopiero, kiedy Mads zaczął śpiewać, Hugo ryknął śmiechem.
    - Stary, nie masz za grosz słuchu. Fałszujesz, aż mi uszy krwawią. - Zawołał żeby przekrzyczeć muzykę. - Tak to się robi. - Dodał, po czym sam zaczął śpiewać. Sam nie miał słuchu, więc pewnie fałszował jeszcze gorzej niż Mads.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hugo zaczął się śmiać sam z siebie. Humor ewidentnie mu się poprawił. W końcu był z ludźmi, którym na nim zależało, i na których zależało jemu.
    - Nikt z nas się nie nadaje do Idola. No może ewentualnie Veikka, jak się ją trochę podszkoli. - Zażartował po chwili, kiedy już się uciszyli, a piosenka prawie się skończyła.
    - A myślisz, że mnie nie wkurwia. Czuję się bezużyteczny jak chuj, nawet kurwa do kibla sam wyjść nie mogę. - Powiedział, poirytowany pukając dłonią w chorą nogę. - Pozbędziemy się tego, jak tylko dojedziemy do domu.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Nawet byś go pałko nie utrzymał w dłoniach. - Hugo zaczął już teraz rechotać jak szalony. Wyglądało na to, że zapomnieli już z Madsem o swojej wcześniejszej kłótni. - Mnie miałbyś za co trzymać, bo swojego to pewnie z lupą musisz szukać. - Dodał jeszcze, niemal kładąc się na siedzeniu ze śmiechu.
    Kiedy zatrzymali się na poboczu Hugo zaczął śmiać się jeszcze bardziej.
    - Mads weź ty prowadź, bo ona zaraz wjedzie w jakieś drzewo, a ja jak na razie mam dość wypadków. - Odezwał się po chwili, nie mogąc się powstrzymać od chichotu.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Tak, tak. Jasne. - Powiedział nadal nie mogąc się powstrzymać od chichotu. - Szczególnie na moim motocyklu świetnie ci idzie jazda poniżej dozwolonej prędkości. - Dodał jeszcze, przekomarzając się z nią wesoło.
    Cieszył się, że w końcu wraca do domu.
    - Tak, przydałoby się. Tym bardziej, że nie mam w czym chodzić. - Odezwał się po chwili. - I o jakim Rufusie mówisz? - Zapytał, nie mając bladego pojęcia o co chodzi Veice.

    OdpowiedzUsuń
  17. - Tak, jasne. Patrz lepiej na drogę. - Odpowiedział jej, lekko szturchając ją w ramię. - Tak, a co do naszej ostatniej rozmowy to sorry stary. Nie myślę tak poważnie. Byłem wtedy zły, zirytowany i niewyspany. - Odezwał się do Madsa. - Mam nadzieję, że szybko znajdę sobie jakiś mieszkanie, żeby wam nie siedzieć na głowie po raz kolejny. - Dodał jeszcze.
    Zamilkł na chwilę, przyglądając się znajomej drodze do domu. Dopiero kiedy zaparkowała, Hugo na nią spojrzał.
    - A od kiedy ma na imię Rufus? - Zapytał. - Nie przypominam sobie, żebym go tak nazwał.

    OdpowiedzUsuń
  18. - Dobra stary, było minęło. - Powiedział w końcu Hugo, wyciągając w stronę Madsa dłoń, którą ten uścisnął. - I dzięki za ratunek. Bez wa nie dałbym rady - dodał jeszcze.
    Carlsson spojrzał na Veikkę. Zachowywała się dość dziwnie, jakby miała do niego o coś pretensje, ale na razie się tym nie przejmował.
    Kiedy mieli wysiąść, Hugo poczekał aż Veikka otworzy mu drzwi. Spojrzał na nią przelotnie.
    - Poradzę sobie sam. - Powiedział, wysuwając nogę w gipsie do przodu i powoli przesuwając tyłek w stronę wyjścia. - Dlaczego akurat Rufus? - Zapytał nagle.

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Biały z czarną łatką na lewym oku :D]

    - Poczekaj, przesuń się trochę to spróbję się trochę wysunąć do przodu. - Powiedział po chwili, szorując tyłkiem po siedzeniu, po czym złapał Veikkę za ręce, opierając się na niej. Zaczął się śmiać słysząc jej słowa. - Nie, no niech już będzie Rufus. - Powiedział z lekkim uśmiechem. - I tak pewnie nie będzie reagował na to imię, bo to kot. - Dodał jeszcze, ciągnąc trochę mocniej. - Dziwię się, że Mads w ogóle zgodził się na to, żeby kota w domu trzymać. - Pociągnął mocniej i tak jak przewidywała Veikka wylądowali na siedzeniu. Rudowłosa leżała na jego nogach, a Hugo zaczął się śmiać.

    OdpowiedzUsuń
  20. - Tylko żeby się nie okazało, że będzie chciał tego kota zatrzymać.- Odpowiedział jej z uśmiechem. - Jak już zaczął nazywać go gałganem i karmić mięsem to widać, że go lubi. - Dodał jeszcze, śmiejąc się cicho. Cały Mads. Najpierw na coś marudził, a później jak przychodziło co do czego, to to robił.
    Hugo trochę żałował, że Mads tak szybko się pojawił. Chciał się jeszcze chwilę ponabijać z Veikką z tego co się stało.
    Z pomocą kumpla, Carllson bardzo szybko znalazł się na zewnątrz, jednak nadal siedział na siedzeniu. Mieli w końcu usunąć mu ten gips. - Dobra stary tnij, tylko żebyś mi kurwa czegoś innego przy okazji nie upierdolił, bo Veikka cię zabije. - Powiedział, po czym znowu zaczął się śmiać.

    OdpowiedzUsuń
  21. - To idź. Bo faktycznie Mads nie trafi i zniszczy klientowi samochód. - Przytaknął jej Hugo, po czym spojrzał za nią jak odchodziła. To co powiedziała o drugim dziecku, jakoś napawało go optymizmem. Oznaczało to, że może jakoś zaczynało do niej docierać, że będą prawdziwą rodziną i zawsze już będą razem.
    Hugo spojrzał na Madsa z dziwną miną.
    - Wiem, że powinniśmy poszukać czegoś razem. Tylko nie wiem, czy ona chce ze mną zamieszkać. Wiesz jaka jest. - Odpowiedział mu cicho. - Pogadam z nią na ten temat, bo chciałbym żebyśmy zamieszkali razem. Musimy w końcu się jakoś przygotować na to co nas czeka, nie? - Słaby uśmiech pojawił się na jego ustach. Nadal nie wierzył w to, że zostanie ojcem.

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Szczerze mówiąc stanęłam z nią w miejscu :D A Twoja? ]

    - Damy radę, przecież nie wyprowadzimy się na drugi koniec kraju. - Powiedział Madsowi z lekkim uśmiechem. Hugo najchętniej wynająłby coś w pobliżu warsztatu, żeby być bliżej pracy i żeby też Veikka się nie przemęczała, bo wiedział, że za żadne skarby nie zmusi jej do siedzenia w domu.
    Kiedy dziewczyna wróciła. Hugo podparł się o drzwi samochodu i przeniósł dupsko na krzesełko.
    - Nie panikuj. Noga już dawno mi się zrosła. - Powiedział, uśmiechając się lekko do rudowłosej. - Wszystko będzie dobrze. Mads pamiętaj, o tym żeby uważać na mój skarb między nogami. - Dodał jeszcze, szczerząc się głupio do przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
  23. Może kiedyś dorobią się domku na przedmieściach. Hugo będzie mógł posadzić drzewo i spłodzić syna, o ile teraz to nie będzie chłopiec. Marzyć zawsze było warto, przecież to nic nie kosztowało.
    Teraz, powinno im wystarczyć mieszkanie, gdzie mogliby spokojnie przygotować się na przyjście na świat nowego członka rodziny.
    - Oj nie gniewaj się. - Powiedział cicho, chciał dodać coś jeszcze, ale Mads zaczął ciąć.
    Hugo poczuł ulgę, kiedy stopniowo jego noga była uwalniana z gipsu. W końcu, gdy ostatni kawałek został odcięty, chłopak powoli poruszał nogą zginając ją w kolanie.
    - I zajebiście. - Powiedział, uśmiechając się szeroko.

    OdpowiedzUsuń
  24. - Wybacz stary, w klinice nie było solarium. - Odpowiedział kumplowi w tym samym tonie. - Swoją drogą tyle sobie płacić każą, a nie zadbali o to, żeby mi się pod gipsem kolor skóry zgadzał. - Zaśmiał się cicho.
    Niby wszystko było dobrze, ale noga jakby taka trochę sztywna była i Hugo nie bardzo wiedział jak ma nią poruszać żeby było dobrze.
    Chwycił więc Veikkę za rękę i powoli podniósł się z krzesełka. Syknął z bólu, kiedy przeniósł ciężar ciała na dopiero co uwolnioną nogę.
    - Chwilka. - Mruknął do Veikki, zatrzymując się i jeszcze raz próbując zgiąć nogę w kolanie. Aż się spocił. - Dobra, jest okey, możemy iść. Tylko powoli, bo zapomniałem chyba jak się nią rusza. - Zaśmiał się nieco nerwowo, robiąc krok do przodu.

    OdpowiedzUsuń
  25. Hugo objął Veikkę mocniej i powoli ruszył w stronę kamienicy. Trochę zirytował go fakt, że nie zaczął od razu chodzić, jakby zapomniał, że przez kilka tygodni jego noga była całkowicie unieruchomiona.
    - No tak masz rację. - Odpowiedział jej, uśmiechając się lekko pod nosem. - Tylko pewnie temu małemu szkrabowi będzie to szło dużo lepiej niż mi. - Dodał jeszcze, śmiejąc się cicho.
    Zostali sami, więc Hugo zebrał się na odwagę, by zapytać dziewczynę o pewną sprawę.
    - Słuchaj V., - zaczął cicho, skupiając się jednocześnie na powolnym przesuwaniu nogi o przodu. - Tak się zastanawiałem, czy nie chciałabyś ze mną zamieszkać? - Zapytał, spoglądając na nią kątem oka. - No wiesz,jak już znajdę sobie nowe mieszkanie. Albo razem jakiegoś poszukamy.

    OdpowiedzUsuń
  26. Dla Hugona każdy moment był dobry na rozmowę na ten temat. Przecież powinni coś zadecydować. Tym bardziej, że mieli mieć dziecko. Veikka chyba nie myślała, że będą wiecznie mieszkali osobno.
    Zirytowała go trochę jej odpowiedź, ale nic nie powiedział, bo musiał się skupić na robieniu kroku za krokiem.
    - Jak sobie chcesz. - Mruknął tylko, zaciskając usta w cienką linię.
    Co go w ogóle podkusiło żeby teraz zaczynać ten temat. Tylko sobie znów zepsuł humor. I jej zresztą też.

    OdpowiedzUsuń
  27. - Widzę. - Mruknął tylko w odpowiedzi, podnosząc posłusznie niesprawną nogę wyżej, żeby pokonać pierwszy stopień.
    Veikka znała go na wylot. Wiedziała więc, kiedy był zły, kiedy był rozdrażniony i kiedy nie podobało mu się to, co mówiła.
    - Nie jestem zły. - Powiedział, spoglądając na nią. - Jestem tylko lekko zdenerwowany, a to duża różnica. - Dodał jeszcze, a kącik ust mu zadrżał, jakby chciał się uśmiechnąć. Aż się zapowietrzył, kiedy usłyszał kolejne słowa dziewczyny. - Z Madsem? Nigdy w życiu! Już chyba wolę spać na podłodze. Albo kot niech z nim śpi. - Odezwał się po chwili, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że Veikka żartuje.

    OdpowiedzUsuń
  28. Słysząc jej słowa, aż zacisnął usta ze złości. Ależ go zirytowała. Nawet nie domyślał się, że żartuje. Spojrzał na nią tylko i pokręcił głową, po czym zabrał rękę z jej ramion.
    - Teraz jeszcze będziesz mi mówiła, że jestem mało męski? - Zapytał, chwytając się poręczy. - Że nie jestem mężczyzną? - Dopytał jeszcze. Chciała to miała. Hugo strzelił focha i to sporego. - Sam sobie poradzę. - Mruknął jeszcze, pewniej łapiąc za poręcz i wchodząc do góry dość sprawnie. Chyba szło mu nawet lepiej, niż jak szedł razem z nią.

    OdpowiedzUsuń
  29. Hugo miał wrażenie, że Veikka świetnie się bawi nabijając się z niego. A on ledwo wchodził po tych jebanych schodach. Noga kurewsko go bolała. Chyba za długo nie była używana.
    Kiedy dotarł na górę spojrzał na dziewczynę.
    - Ciesz się, że nie mam sprawnej nogi, bo zaraz przełożyłbym cię przez kolano i dał po tyłku. Zasłużyłaś sobie. - Odezwał się po chwili, po czym sam zaczął się śmiać jak głupi. Już mu przeszło. Chyba faktycznie miał jakieś wahania nastrojów.

    OdpowiedzUsuń
  30. - Taak, już widzę jak na mnie donosisz. - Powiedział ze śmiechem, ściągając buty w przedpokoju. - Dobra, jakoś się postaram zachowywać jak u siebie, chociaż nie bardzo podoba mi się to, że znów muszę was wykorzystywać. - Dodał po chwili, uśmiechając się na widok swojego kota. Faktycznie, go rozpuścili i roztyli przy okazji. Rufus był chyba dwa razy większy, niż wtedy kiedy ostatni raz Hugo go widział. - Coś ty z nim zrobiła? - Zapytał z udawanym przerażeniem w głosie.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Wiesz o co mi chodzi. - Powiedział cicho. - Czuję się tak, jakby powtarzała się sytuacja sprzed dwóch lat. Znów nic nie mam i znów muszę was prosić o pomóc. Nie czuję się z tym fajnie. - Dodał jeszcze po chwili, wyciągając dłoń, by podrapać kota za uchem. - Nie no nie marudzę. Fajnie, że się nim zajęliście i teraz czuję się dobrze. - Odezwał się po chwili. - Mam wrażenie, że nie będzie chciał się ze mną przenosić do nowego mieszkania. - Zaśmiał się cicho, po czym poszedł do kuchni, żeby sobie usiąść. Noga dawała mu się we znaki.

    OdpowiedzUsuń
  32. Hugo spojrzał na Veikke. Musiał ją jakoś przekonać do tego wspólnego mieszkania. Nie chciał mieszkać osobno, skoro mieli mieć dziecko. Dziwnie by to wyglądało.
    - Jak znajdę mieszkanie, wtedy będziemy się zastanawiać co z kotem. - Odezwał się w końcu, mając nadzieję, że na razie ten temat zostanie zakończony. - Ja bym się w sumie napił piwa.- Powiedział, przyglądając się rudowłosej.- A jak ładnie poprosisz to małego łyczka ci dam. Na pewno tyle ci nie zaszkodzi. - Dodał z szerokim uśmiechem, ale zaraz spoważniał słysząc ostatnia informacje. - I co powiedział? Wszystko jest dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  33. - Fakt, zrobiłabyś sobie tylko smaka na więcej. - Powiedział z lekkim uśmiechem. I pewnie by tak było.
    Hugo pamiętał jak wielokrotnie razem pili. Cała trójka i po jakimś czasie na placu boju zostawał tylko on i Veikka. Wyjątkowo mocną głowę miała jak na kobietę. - To jak kochanie, podasz mi to piwo. Czy sam mam się męczyć z dojsciem do lodówki? - Zapytał po chwili.
    Hugo nie zakładał czarnego scenariusza. Po prostu chciał wiedzieć, czy wszystko jest w porządku z ich dzieckiem.
    - To jeszcze długo.- Mruknął.- Masz jakieś zdjęcie, cokolwiek ?- Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Już jestem w domu i spokojnie mogę pisać, bo się mój na piłkę zapatrzył :D]

    - No proszę kochanie. Naprawdę zaczęła mnie ta noga teraz kurewsko boleć. - Powiedział, patrząc na Veikkę. Wiedział, że żartowała, ale mimo to, kultura musi być. Spojrzał tylko jak wyciąga puszkę i odstawia ją na blat kuchenny. Nic nie powiedział na razie, może chciała zacząć pić razem z nim. On piwko, a ona herbatkę.
    - No to masz to zdjęcie czy nie? - Zapytał, ignorując to co powiedziała. - Nawet jeśli jest wielkości główki zapałki, chcę zobaczyć, proszę. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  35. [ Multiligę ogląda, oba mecze na raz więc jeszcze Brussia: Benfica :D A co Twój też się w pudło gapi?:D]

    - Nie, po prostu chcę się odstresować. - Odpowiedział jej. Sporo ostatnio przeżył, więc chyba jedno piwko mu się należało. Kiedy dostał swoje piwo, otworzył je i od razu upił z niego spory łyk.
    - Tak zależy mi. - Odpowiedział jej po chwili. - A może następnym razem pójdę z tobą? - Zaproponował, patrząc na rudowłosą, po czym poklepał swoje kolana. - Chodź, stęskniłem się.

    OdpowiedzUsuń
  36. [ U mnie jest to samo, chociaż powiem Ci, że jak ogląda mecze z Ameryki Południowej to sama się czasami zapatrzę, bo naprawdę fajnie tam ludzie dopingują i spadają z trybun, jak jest bramka :D]

    - Jak to po co? - Zapytał zdziwiony. - To też jest moje dziecko i nie odsuwaj mnie od tego. - Dodał jeszcze.
    Hugo nie miał zielonego pojęcia, dlaczego Veikka tak się zachowuje. Dlaczego jest taka spięta i nie chce żeby gdziekolwiek z nią szedł. Jakby chciała zachować wszystko dla siebie. Jakby nie chciała żeby Hugo też był w to zaangażowany. A on chciał być obecny przy wszystkim. Chciał wiedzieć o wszystkim.
    Przecież nie unikał odpowiedzialności i powoli przyzwyczajał się do tego, że miał zostać ojcem. A ona odbierała mu to wszystko.
    - Dobra, zapomnij o tym. - Powiedział, sięgając po puszkę z piwem. Był trochę zirytowany jej zachowaniem i zastanawiał się jak wytrzyma kolejne osiem miesięcy. - Nie będę z tobą latał po lekarzach, tylko potem nie marudź, że się nie angażuję i nie interesuję. - Dodał jeszcze, podnosząc się ze swojego miejsca, żeby iść do salonu. Chciał przez chwilę pobyć sam.

    OdpowiedzUsuń
  37. - Owszem, odsuwasz. - Odpowiedział jej. - Jak nie ma się czym ekscytować? Będziemy mieli dziecko do kurwy nędzy. W ogóle mam się nie interesować? Olać je, czy może załatwić hajs na skrobankę, bo widzę, że ty się w ogóle nie cieszysz. - Dodał jeszcze, chociaż wiedział, że przekroczył granicę.
    Hugo też nie bardzo lubił zmiany. Nagle musiał uświadomić sobie, że też musi przeorganizować własne życie. Podporządkować je dziecku. Tylko, że miał wrażenie, że Veikka w ogóle nie patrzyła na niego. Patrzyła tylko dla siebie, jaką tragedią będzie dla niej posiadanie dziecka.
    On też przecież musiał zrezygnować z kilu przyzwyczajeń. Zgoda, nie miał studiów, ale miał miał swoje życie. Swoje nawyki. Dziecko też mu wywróci życie do góry nogami.
    - Ja się nie będę męczył? Ty tak myślisz. Zastanów się czasami co mówisz, bo kompletnie nie interesujesz się mną. Nawet nie zapytałaś, jak się z tym wszystkim czuję. - Wszedł z kuchni, bo powiedziałby jej jeszcze więcej.
    Ucieszył się na widok nowej kanapy w salonie. Chociaż miał gdzie spędzić dziś tą noc. Położył się na niej, wyciągając do przodu bolącą coraz mocniej nogę i przymknął oczy. Nawet nie zauważył kiedy przysnął.

    OdpowiedzUsuń
  38. Hugo nie chciał spać z Veikką. Był zły. Na nią. Na siebie i na całą tą sytuację. Powiedział zbyt dużo i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
    Nawet piwa nie dopił. Zasnął na tej kanapie i pewnie zostałby tak całą noc, gdyby nie to, że Mads go obudził.
    Hugo otworzył powoli otworzył oczy i spojrzał na przyjaciela.
    - No jak co robię? - Zapytał, patrząc na kumpla, od razu siadając. - Nic nie oglądałem. Trochę się posprzeczaliśmy z Veikką to zostałem tutaj, ale masz rację. Idę do niej. - Mruknął jeszcze, podnosząc się z kanapy. Poklepał Madsa po ramieniu i skierował się do pokoju rudowłosej.
    Wszedł po cichu do środka i powoli zaczął się rozbierać, by zaraz wślizgnąć się obok niej pod kołdrę. Obrócił się przodem do niej i przymknął oczy. Rozbudził się trochę i wiedział, że teraz szybko nie zaśnie.

    OdpowiedzUsuń
  39. Oboje nie byli gotowi na dziecko. Powinni mieć czas, żeby spróbować razem wszystkiego. Przecież nie byli nawet na randce. Nie mieli czasu na te wszystkie bzdety, którymi zajmowały się normalne pary. Tylko, pytanie czy oni byli taką normalną parą. Chyba nie bardzo.
    Niestety stało się jak się stało i czasu odwrócić już nie mogli. Musieli się pogodzić z nową sytuacją i razem wymyślić jakieś rozwiązanie.
    Hugo nie chciał na razie o tym myśleć. Po jakimś czasie przesunął się bliżej do Veikki i objął ją przyciągając do siebie i wtulając twarz w jej włosy. Wsłuchał się w spokojny oddech dziewczyny i w końcu odpłynął

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Tak, dzisiaj od 11 do 16. Jak coś nie spiesz się, poczekam. Weekend mam cały wolny po raz ostatni, bo od przyszłego tygodnia już normalnie 6 dni w tygodniu praca po 8h]

    OdpowiedzUsuń
  41. [ To znaczy, normalnie jest poniedziałek - piątek, ale mamy obowiązek przepracować również dwie soboty w miesiącu. ]

    Hugo spał w najlepsze, ale poczuł, kiedy Veikka odsunęła jego rękę. Ostatnimi czasy nie spał jak zabity, więc byle ruch go budził. Sam nie wiedział, dlaczego tak było.
    Otworzył powoli oczy i spojrzał na dziewczynę. Miał przeogromne poczucie winy za to, co powiedział dzień wcześniej. Wcale tak nie myślał.
    Zwilżył językiem spierzchnięte wargi.
    - V?- odezwał się cicho, widział, że coś jej było i nie chciał jej drażnić. - Przepraszam za to, co powiedziałem wczoraj. Naprawdę tak nie myślę. - Dodał cicho, podkładając sobie pod głowę dłoń, by móc patrzeć na twarz rudowłosej. - Dobrze się czujesz?

    OdpowiedzUsuń
  42. [ Niby tak, ale oni to sobie jakoś jako nadgodziny rozliczają.]

    Czy oni naprawdę musieli się kłócić od samego rana? Hugo powoli zaczynał tracić do tego cierpliwość. A co jak te kłótnie będą się powtarzały przez cały czas? Przecież to było nienormalne. Sam nie wiedział, co ma zrobić i powiedzieć. W pierwszym odruchu chciał nawet wstać i wyjść, ale nie ruszył się nawet. Noga go tak napieprzała, że ledwo wiedział, jak się nazywa.
    - To idź się wyrzygaj.- Mruknął do niej świecić swoją żelazną logiką. Nie potrafił zrozumieć po cholerę się tak męczyła. - Nie, nie myślę tak. Nie dałbym zabić własnego dziecka, oszalałaś? - Zapytał po chwili. - Po prostu się wkurzyłem, a ty przez cały czas zachowujesz się tak, jakbym ci tego dzieciaka zrobił na siłę i zostawił z tym wszystkim sama. A tak nie jest. - Dodał, podnosząc się żeby usiąść.

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Ja też nie, ale nie mam zamiaru narzekać, bo dobrze płacą. Poza tym to tylko dwie soboty w miesiącu. Problem byłby w momencie gdybym znów musiała zapieprzać 7 dni w tygodniu. ]

    Tylko, że oni w chwili obecnej nie kłócili się o drobnostki. Akurat powód tej kłótni był naprawdę poważny.
    Hugo spojrzał na Veikkę, która nadal leżała na łóżku. Nie rozumiał jej, nie potrafił tego zrobić. Chce jej się rzygać, a zamiast iść i to zrobić to nie ruszała się z miejsca.
    Aż wciągnął głośno powietrze, słysząc jej słowa. Spojrzał na dziewczynę ze złością i bez słowa wstał z łóżka.
    - Teraz przesadziłaś. - Powiedział nad wyraz spokojnym głosem. Wspominanie jego rodziców nie było dobrym pomysłem. - Tak, ty też pewnie byś się ucieszyła gdybym załatwił te pieniądze. Nie miałabyś wtedy na głowie, ani dziecka, ani mnie. - Dodał jeszcze, kierując się powoli do wyjścia. Opuścił pokój głośno trzaskając za sobą drzwiami.
    Musiał znaleźć Madsa. Chciał wziąć od niego laptopa, by jak najszybciej znaleźć dla siebie mieszkanie.

    OdpowiedzUsuń
  44. [ Teraz? Pracuję dalej w telemarketingu, jednak już nie dzwonię, a wytykam błędy innym konsultantom. Weryfikuję ich rozmowy, itd. ]

    Hugo nigdzie nie poszedł. Stał po prostu za drzwiami oparty o ścianę i zastanawiał się nad tym, co będzie dalej.
    Słyszał, więc jak Veikka wymiotuje. Jakoś go to nie ruszyło. Stał dalej w miejscu rozważając wszelkie za i przeciw na temat tego, czy ryzykować i budzić Madsa, czy też nie. Wolał chyba raczej poczekać, bo nie miał do końca sprawnej nogi i nie uciekłby za szybko.
    - To powiedz mi gdzie jest jego komputer. - Mruknął w odpowiedzi, patrząc na plecy dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  45. Cała ta sytuacja naprawdę zaczynała go już irytować. Ile jeszcze mieli się sprzeczać, rozmawiać ze sobą, jakby byli sobie obcy, albo się unikać. Hg chciał żeby przez dłuższy czas było dobrze, ale najwidoczniej się nie dało.
    - Dobra, mniejsza o to. - Mruknął tylko, po czym ruszył się z miejsca. Nie będzie przecież stał jak debil i czekał aż Mads wstanie. Poszedł za to do salonu i odpalił sobie grę na konsoli, żeby jakoś czas sobie zająć.

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Nie chciałabyś żebym Cię słuchała :D Ja się lubię strasznie czepiać o drobnostki, ale o to chodzi, bo jak zrobię coś źle to mnie nie weryfikuje już nikt tylko od razu leci to do siedziby głównej i po łbie dostaję bezpośrednio ja. :D Okey nie spiesz się, ja i tak muszę naczynia umyć, bo te mój chłop ładną piramidkę mi zostawił. ]

    OdpowiedzUsuń
  47. [ Wiem, śmieję się. :) Zróbmy może przeskok do tej jej kolejnej wizyty u lekarza. Hugo jeszcze nadal będzie u nich mieszkał, bo nie może znaleźć żadnego sensownego mieszkania. ]

    OdpowiedzUsuń
  48. [ Powiedzmy, że Mads nieco wjechał im na ego i oboje od czasu tamtej kłótni rozmawiają ze sobą normalnie o wszystkim, udając że wszystko jest dobrze.]

    OdpowiedzUsuń
  49. [ Dokładnie, taki niemy rozejm, żeby się nie kłócić. Niby śpią razem, ale po dwóch stronach łóżka, niby ze sobą rozmawiają, ale takim przesadni miłym tonem, jakby nic się nie stało. ]

    OdpowiedzUsuń
  50. [ Okey, nie ma problemu. Ja jutro jak coś 9-17 pracuję już więc sporadyczne odpisy będą niestety. Dobrej nocy :)]

    OdpowiedzUsuń
  51. [ Co za zołza masakra :/]

    Kilka ostatnich dni było dość... specyficznych. Niby Hugo już się z Veikką nie kłóci, ale jednak nie było w porządku. Unikali siebie nawzajem, starali się jak najmniej przebywać w swoim towarzystwie, a kiedy już musieli się do siebie odezwać, robili to przesadnie miłym tonem.
    Hugo miał powoli tego dość. Nie chciał, żeby wyglądało to w taki sposób, jednak nie miał zamiaru przepraszać pierwszy.
    Oboje powiedzieli za dużo, ale to Veikka wyjechała z jego rodzicami, a to był cios poniżej pasa.
    Każdego dnia, Carlsson przesiadywał w salonie aż do późnego wieczora, zanim Mads nie wyganiał go do łóżka. Hugo robił to specjalnie. Czekał aż Veikka zaśnie. Teraz nawet spali na jej wąskim łóżku po jego dwóch stronach. Żadnego przytulania, żadnego dotyku. Kompletnie nic.
    Próbował znaleźć sobie mieszkanie. Sobie, nie im. Nie wiedział jak to wszystko się ułoży, ale prędzej czy później będą musieli porozmawiać, bo ta sytuacja nie mogła ciągnąć się w nieskończoność.
    Noga na całe szczęście już go nie bolała. Wszystko wróciło do normy, a i w warsztacie zapanował w końcu ład i porządek.
    Minęli się na schodach. Żadne nie odezwało się ani słowem. Spojrzał tylko na Veikkę. Musieli w końcu porozmawiać. Wszedł do mieszkania i skierował się do kuchni. Przyszedł się napić. Dostrzegł wizytówkę i aż go zmroziło. A miała mu powiedzieć. Wybiegł z domu, w ogóle nie przejmując się tym, że ma na sobie robocze ubranie, a ręce umazane smarem. Nawet na policzku jakaś smuga się znalazła.
    Dopadł do Veikki przed wejściem do kamienicy.
    - Jadę z tobą. - Mruknął. Nie miał zamiaru odpuścić, a i nadarzyła się okazja do rozmowy.

    OdpowiedzUsuń
  52. Hugo spojrzał na Veikke. Dlaczego kłamała? Nie męczyła jej cała ta chora sytuacja? Na pewno ją męczyła.
    - V.- zaczął cicho. - Wiem, że masz dziś wizytę. Zostawiłaś kartkę na stole w kuchni, a wiedziałaś, że chciałem tam iść z tobą.- Powiedział po chwili. Bolało go to, że odsuwała go od wszystkiego. - No chodź. - Ponaglił ją zaraz. Czas było albo wszystko naprawić, albo wszystko do końca spieprzyć.- Poza tym i tak musimy porozmawiać. - Odezwał się po jakimś czasie.- Tak dłużej być nie może. Męczy mnie to. - Spojrzał na dziewczynę kątem oka.

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Nie martw się, mój żołądek załatwił mi dziś wolne :D]

    Więc poszedł. Wpadł o warsztatu jakby mu się paliło i szybko zaczął się myć w locie zdejmując z siebie robocze ubranie. Mads patrzył na niego, ale o nic nie pytał.
    - Idziemy do lekarza. - Mruknął tylko Hugo na nieme pytanie przyjaciela, wciągając na siebie spodnie i koszulę.
    Zajęło mu to nawet trzy i pół minuty.
    - Dobra, możemy iść. - Odezwał się do Veikki, kiedy do niej wrócił, zapinając przy okazji ostatnie guziki koszuli.

    OdpowiedzUsuń
  54. [ Haha, zdarza się, ale od przyszłego tygodnia muszę już spiąć pośladki :D Oj to szkoda, ale praktykanci zawsze mają miliony pytań. Do 18:00 jestem dostępna, potem idę na mecz zobaczyć jak moja drużyna spada z ligi. Sama nie wiem po co tam chodzę, chyba tylko po to żeby się wkurwiać :D]

    OdpowiedzUsuń
  55. Cofnął się jeszcze raz do warsztatu, śmiejąc się cicho z samego siebie. Humor mu się odrobinkę poprawił i miał wrażenie, że Veikkę jego wygląd też chyba trochę rozbawił. Kiedy wrócił, spojrzał na nią uważniej.
    - To wolisz samochód? - Zapytał, spoglądając na nią. - Czy raczej chcesz się przejść. Mi to bez różnicy. - Za nic w świecie nie pojechałby z nią tam motorem. Jeszcze by go obrzygała.

    OdpowiedzUsuń
  56. No cóż, albo po prostu Mads miał to w nosie. Całkowicie. Albo to była pewnego rodzaju nauczka dla Hugona za to, jak teraz odnosili się w stosunku do siebie z Veikką. Bo Madsa to jednak strasznie męczyło i bał się pewnie, że w końcu się rozstaną, a jego siostra zostanie sama z dzieckiem.
    - To chodźmy pieszo. - Zdecydował w końcu, ruszając w drogę. Chciał jakoś zacząć rozmowę, ale nie wiedział od czego.
    Chciał w końcu zobaczyć swoje dziecko. Może jeszcze jakoś konkretnie się nie ekscytował, bo to za wcześnie, ale jednak dziwiło go zachowanie Veikki. Przecież pierwszy szok już dawno powinien jej minąć.

    OdpowiedzUsuń
  57. No cóż. Hugo wbił sobie na banię, że musi zobaczyć na tym śmiesznym telewizorku w gabinecie nawet taką małą jasną kropkę wśród szarej masy, żeby się upewnić. Owszem, wierzył, że Veikka jest w ciąży, ale z niego to był taki niewierny Tomasz. Musiał zobaczyć, żeby do końca uwierzyć.
    Nie miał nic przeciwko temu, żeby się przejść.
    - Nie, nic mi nie jest. - Odpowiedział jej równie uprzejmie. To było tak cholernie sztuczne, że aż śmieszne. - Już od dawna mnie nie boli. Przeszło. Najwidoczniej musiałem ją rozchodzić. - Dodał jeszcze.

    [ Tak mi się wbiło odnośnie Veikki i Hugona https://www.youtube.com/watch?v=YFj8SGuVvAY]

    OdpowiedzUsuń
  58. [ Moje też nie, ale szukam czegoś na wolniejszego na wesele i to mi też wpadło :D ]

    Dlatego nic jej nie powiedział. Wiedział, że wściekłaby się jeszcze bardziej, gdyby się dowiedziała, że ma jakiekolwiek wątpliwości to najpewniej by go zabiła.
    Nie chciał wywoływać kolejnej awantury, tym bardziej, że po pierwszej nawet im jeszcze nie przeszło.
    Spojrzał na Veikkę. Jak miał zacząć z nią rozmawiać, skoro opowiadała półsłówkami.
    - Prawie znalazłem mieszkanie. - Odezwał się po chwili. Jeśli to jej nie ruszy to już nie wiedział co. - Mam dwa na oku, więc myślę, że jeszcze góra dwa tygodnie i będę na swoim.

    OdpowiedzUsuń
  59. [ Nie spoko. My nie mamy standardowego pierwszego tańca. Będziemy się bujać do Luxtorpedy, nie wiem czy kojarzysz :D]

    - Ta, dobrze...- Hugo westchnął cicho. Nie wiedział w sumie co więcej miał powiedzieć. Veikka w ogóle z nim nie współpracowała. Ani trochę, a on nie miał zamiaru więcej próbować.
    Najwyraźniej nie chciała rozmawiać. Nie będzie jej zmuszał. Najwyżej pójdą do lekarza w kompletnej ciszy.
    Może jak się od nich wyprowadzi i nie będą na siebie często wpadać to trochę inaczej na to wszystko spojrzą, bo teraz to robiło się coraz gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  60. Zareagował dokładnie tak jak ona.
    - Nie, no dobrze. - Odpowiedział jej, spoglądając na Veikkę kątem oka. - Chcę kupić. Wpakuję się pewnie w kredyt na kilka lat, ale sporo odłożyłem, więc przynajmniej jedną trzecią będę mógł wpłacić od razu. - Dodał po chwili. - Jedno jest na drugim końcu miasta i chyba najbardziej mi się podoba. Jest nawet większe, od tego w którym miałem wcześniej mieszkać. Salon, spora kuchnia, dwa pokoje i wielka łazienka z wanną i wcale nie jest takie drogie. Jutro jadę je obejrzeć. - Wyjaśnił po chwili. Jedynym minusem tego lokum było to, że musiał być codziennie rano stać w korkach żeby dojeżdżać do warsztatu. - A drugie jest jakieś dwie ulice stąd. Ma nawet balkon, ale nie jest aż tak zadbane jak to pierwsze. Też jadę je jutro obejrzeć. - Dodał.
    Teraz się rozgadał, patrzcie państwo.
    Owszem, szukał mieszkań po powrocie z warsztatu, siedząc jak najdłużej, zanim nie był pewien, że Veikka śpi, albo kiedy Mads nie wyganiał go do łóżka. Głupio robił, ale nie wiedział, jak inaczej miałby się zachowywać.

    OdpowiedzUsuń
  61. Oho, rozbawił Veikkę. To już połowa sukcesu chyba była. No, ale nadal nie wyjaśnili sobie pewnych kwestii, chociaż w sumie trochę czasu jeszcze na to mieli.
    Hugo się nie spieszył. Może łatwiej będzie im rozmawiać o trudniejszych rzeczach, jeśli najpierw pogadają o głupotach.
    - Tak, jadę. - Odpowiedział jej zupełnie poważnie. - A to z tego względu, że najpierw muszę odwiedzić to na drugim końcu miasta. - Wyjaśnił. - No chyba nie będę zapieprzał z buta przez kilka godzin do domu, nie? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  62. [ Okey, nie ma problemu. Ja do 18 posiedzę, a potem lecę na mecz i będę ponownie koło 21]

    - Wiem, ale wiesz najpierw zaplanowałem wizytę w tym drugim mieszkaniu, a potem w tym, które jest bliżej. - Odpowiedział jej. Nawet nie miał zamiaru wytykać jej tego, że znów się wymądrza. Miała przecież rację. - Poza tym, co za różnica. Chociaż się przejadę kawałek i wyjdę gdzieś dalej niż do warsztatu, czy sklepu. - Dodał jeszcze po chwili.
    Tak, Hugo w komunikacji miejskiej to był widok niecodzienny. W sumie to chyba jeszcze nigdy nie jeździł autobusem i nawet nie wiedział jak skasować bilet. Veikka pewnie miałaby ubaw o pachy.
    - Jak się czujesz, tak w ogóle? - Zapytał po chwili. - Mdłości nadal dają ci się we znaki?

    OdpowiedzUsuń
  63. Bardziej chodziło mu o spędzanie czasu wolnego. Wyjście do jakiegoś baru, czy coś. Dawno nie był na żadnej imprezie, ale nie robił tego tylko i wyłącznie ze względu na Veikkę. Nie chciał bawić w momencie, kiedy ona nie mogła tego robić.
    Cały czas się interesował i widział co się z nią działo, ale nic nie mówił ze względu na te ich ciche dni.
    - Jak wrócimy mogę ci pokazać zdjęcia. - Zaproponował po chwili. - Zobaczysz które bardziej ci się podoba, bo ja się serio zdecydować nie mogę, a Mads jest niezwykle pomocny. - Dodał jeszcze. - Tak, wiem o tym. Ostatnio też się trochę zastawiałem jak to wszystko zorganizować. Wystawiłem na aukcję tego Harley'a. W końcu go skończyłem, więc pieniądze się znajdą. - Odezwał się po chwili. - No i na pewno przydałby się samochód, bo motocykl odpada.

    OdpowiedzUsuń
  64. Hugo nawet nie miał zamiaru proponować Veice, żeby z nim zamieszkała. Była zbyt sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, więc nie miał zamiaru naciskać. Chociaż nie bardzo mu się to widziało. Będą mieli dziecko i będą mieszkali osobno? Może jeszcze na dwóch krańcach miasta. Bez sensu.
    - Jak chcesz. - Odpowiedział jej równie cicho. I tak bardziej był skłonny ku temu pierwszemu lokum na drugim końcu miasta. Było ładniejsze. - Tak, wczoraj wrzuciłem ogłoszenie. Muszę go sprzedać. - Wyjaśnił. Chciał go sobie zostawić, owszem, albo podarować Veice, ale sytuacja nieco się zmieniła. - Potrzebuję pieniędzy, więc najlepiej będzie go sprzedać. - Dodał. - Widzisz, klinika przysłała mi rachunek za pobyt u nich. - Nie mówił jej o tym wcześniej, bo ze sobą nie rozmawiali. Rodzice odesłali rachunek do szpitala z informacją, że to Hugo ma opłacić swój pobyt tam. Nawet Mads o tym nie wiedział. To była prywatna rozgrywka między Hugonem a Carlssonami.

    OdpowiedzUsuń
  65. Dlatego właśnie najpierw nic jej nie powiedział. Nie chciał, żeby się denerwowała. Skoro jednak zaczęli już ten temat to trzeba go było pociągnąć.
    Hugo podszedł do Veikki i kucnął przed nią, żeby nie musieć patrzeć na nią z góry.
    - Domyślałem się, że prędzej czy później tak się stanie. Przekroczyłem pewną niepisaną granicę i się zemścili. - Powiedział cicho. - Tak, rozmawiam z nim, ale nie chcę go w to mieszać. - Dodał po chwili. - Byron jest prawnikiem owszem, ale jeśli stanie między mną a rodzicami, straci wszystko. Nie zrobię mu tego. - Wyjaśnił, po czym spojrzał Vice w oczy. - Jakoś sobie poradzę. Sprzedam ten motocykl, ewentualnie jeśli będzie za mało, dorzucę coś z tego co mam odłożone na mieszkanie. Nie chcę ich nigdy więcej widzieć na oczy. Nigdy!

    OdpowiedzUsuń
  66. - Nie, wiem. Może z nim porozmawiam, ale wiesz że to się będzie ciągnęło miesiącami, a matka z ojcem nie odpuszczą. - Odezwał się cicho. Wiedział, że jet na przegranej pozycji, a nie chciał ładować pieniędzy w procesy sądowe, bo nie mógł sobie na to pozwolić. W tym momencie najważniejsze było dziecko. - Hej... - szepnął cicho, ujmując Veikkę pod brodę, by na niego spojrzała. - Poradzimy sobie. Będę pracował więcej, wezmę więcej zleceń i może sprzedam jeszcze drugi motocykl. Nie martw się. Damy radę. Zobaczysz. - Zapewnił ją. Mógł nawet tyrać dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, byleby Veikka i ich dziecko mieli wszystko czego potrzebują.

    OdpowiedzUsuń
  67. - Wiesz, według moich rodziców jestem zakałą rodziny, więc chyba można. - Powiedział cicho.
    Jemu też się to w głowie nie mieściło. Teraz miał to w dupie, ale kiedy był młodszy, strasznie bolało go to, jak jego rodzice go traktowali. Jakby był nikim, dzieckiem sąsiadów, które przyszło się pobawić z ich perfekcyjnym potomstwem.
    Teraz, oboje będą musieli wszystko obmyslic. Ustalić jakiś plan działania.
    Hugo chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo odsunęła jego rękę i zaraz go pocałowała. Krótko bo krótko, ale jednak. Chciał to przedłużyć, ale nie miał jak. Veikka zaraz się odsunęła.
    - Dobrze to chodźmy.- Zgodził sie, podnosząc się do pozycji stojącej. Sięgnął po dłoń Veikki by spleść ich palce razem. Najwyżej zabierze rękę.

    OdpowiedzUsuń
  68. Ucieszył się, że nie zabrała ręki. Rozejm więc wisiał w powietrzu i całe szczęście, bo Hugo miał już powoli dość tej dziwnej, sztywnej atmosfery, która między nimi panowała.
    - Dobrze. - Powiedział. - Jeśli nie będziesz chciała, żebym wchodził z tobą do środka to powiedz, poczekam na korytarzu. - Dodał jeszcze po chwili.
    Hugo raczej awantur robił nie będzie, tym bardziej, że przeżywał w środku to, że będzie mógł zobaczyć tego swojego dzieciaczka, nawet jeśli będzie tyci tyci i nic nie zobaczy. Jednak liczyło się to, że tam będzie i będzie wspierał Veikkę.

    [ No, wróciłam to można pisać :)]

    OdpowiedzUsuń
  69. - Nie, no chętnie wejdę do środka. - Powiedział. - Chcę w końcu zobaczyć tą małą fasolkę która ma być moim synem, albo córką. - Dodał jeszcze. - Bardziej mi chodzi o to, że jeśli ty sobie nie życzysz żebym tam był, to poczekam. I nie będę robił awantur. - Wyjaśnił jej swój tok rozumowania.
    Chciał z nią pójść. Chciał tam posiedzieć usłyszeć, że wszystko jest w porządku, że mogą spokojnie planować swoje dalsze życie.
    - Chcę cię wspierać, bo wiem, jak trudne to jest dla ciebie. - Odezwał się jeszcze cicho.

    OdpowiedzUsuń
  70. - V. - zaczął cicho. - Dla mnie płeć jest bez znaczenia, przecież powiedziałem, że chcę zobaczyć swojego syna, albo córkę. Ważne żeby yło zdrowe i szczęśliwe. Tyle. - Dodał po chwili. Obojętne mu było, jaka to będzie płeć. Ważne, że będzie jego, chociaż pewnie kilka miesięcy temu, zacząłby się śmiać, gdyby ktoś mu powiedział, że za kilka miesięcy będzie ojcem.
    - Nie, nie jesteś sama kochanie. - Odezwał się po chwili. - Jesteś ze mną, razem mamy to dziecko, więc razem będziemy się wspierać i razem sobie z tym poradzimy.

    OdpowiedzUsuń
  71. [ No w sumie będzie trzeba wybrać. Jak znów nie będziemy mogły podjąć decyzji to rzucamy monetą haha :D chociaż córeczka tatusia byłaby dobra :D]

    Hugo był jaki był. Jednak się zmienił, co było widać jak na dłoni. Zdeklarował się, teoretycznie się ogarną i został z Veikką. Sam nigdy w życiu by nie pomyślał, że zamieni swoje dotychczasowe życie na monogamiczny związek. Życie jednak bywa przewrotne.
    - Wiem o tym przecież. - Zaśmiał się cicho. Humor wyraźnie mu się poprawił. Kiedy wchodzili do budynku, Hugo czuł lekki podniecenie i ekscytację. Miał zobaczyć swoje dziecko. - Ale to badanie to chyba nie będzie cię bolało co? - Zapytał ją cicho.

    OdpowiedzUsuń
  72. [ On już teraz fiksuj, poczekaj co będzie jak się w gabinecie znajdą :D albo jak się w końcu urodzi haha :D tydzień go w domu nie będzie :D nie no w sumie syn powinien być pierwszy, żeby później córeczki tatusia bronić, jak tatusia w pobliżu nie będzie.]

    Hugo się trochę zdziwił, kiedy zobaczył, że jest jedynym mężczyzną w poczekalni. Nic jednak nie powiedział. Patrzył za to na wszystkie kobiety w różnym stadium ciąży i zastanawiał się, czy za kilka miesięcy Veikka też będzie taka nadmuchana. W pierwszym odruchu, chciał ją o to zapytać, ale wolał nie ryzykować.
    - Okey, rozumiem. - Odezwał się po chwili, patrząc na Veikkę i pochylając się nad nią lekko. - Nie dziwię się, że czujesz dyskomfort, w końcu trzeba wiedzieć co i jak wsadzać, żeby było przyjemnie, nie? - Wymruczał jej do ucha, tak, żeby nikt inny tego nie słyszał. - No dobra, rozumiem. I co po tym jak on to zrobi, będzie widać dziecko? Tak normalnie na tym śmiesznym telewizorku. To będzie coś jak w tym filmie, co go kiedyś oglądaliśmy i co tam babka była u lekarza?

    OdpowiedzUsuń
  73. [ hah, no wiem właśnie, u mnie jest podobnie, ja jestem najstarsza i to ja zawsze musiałam wszystkich bronić. :)]

    O to mu właśnie chodziło, żeby ją trochę rozbawić i siebie przy okazji też.
    - A co? Może nie jestem specjalistą? - Zapytał z udawanym oburzeniem, nadal się śmiejąc. - Jeszcze mi powiedz, że źle to robię i wcale, a wcale ci się to nie podoba. - Wymruczał jej do ucha po chwili, ale zaraz się odsunął i usiadł bardziej prosto.
    - Oj, dobra nie psuj mi zabawy. - Odezwał się po chwili. - Nawet jak nic nie zobaczę to trudno. Ważne, że cokolwiek będzie widać na tym ekraniku. - Dodał jeszcze, po czym sam zmarszczył brwi. Faktycznie, oglądali kiedyś z Madsem jakiś film dla bab, kiedy im się nudziło, a dość mocno byli wstawieni. - No, nie pamiętam tytułu, ale chyba była tam jakaś grubsza babka, co pamiętnik pisała, czy coś. - Powiedział w końcu.

    OdpowiedzUsuń
  74. - To muszę ci wszystko przypomnieć. - Odezwał się po chwili. - Jeszcze mnie rzucisz, bo z wprawy wyjdę i co wtedy? - Zapytał z udawanym przerażeniem w głosie.
    No faktycznie, przestał się ostatnio starać, a skoro teraz rozmawiali w miarę normalnie to powinien jednak na nowo zacząć zabiegać o własną kobietę.
    - Ale w internecie to nie będzie moje. - Odpowiedział jej. - Poza tym, co to za fatyga. Chciałem tu być i jestem. Może jeszcze kiedyś też wpadnę. - Dodał po chwili. Nadal miał niejasne wrażenie, że Veikka nie jest do końca zadowolona z faktu, że z nią tutaj przylazł.
    On sam nie słuchał wszystkich kobiet dookoła, chociaż co nieco do niego docierało. Miał tylko nadzieję, że jego dziewczyna nie będzie tak narzekała na stopy, na pęcherz, albo, że nie będzie go w nocy budziła, bo jej się ogórków kiszonych i lodów zachciało.
    Wstał ze swojego miejsca i poszedł za Veikką.
    - Będę grzeczny. - Mruknął do niej jeszcze, a po wejściu do gabinetu, stanął przy drzwiach, nie bardzo wiedząc, co zrobić dalej.

    OdpowiedzUsuń
  75. [ haha :D ja też nie bardzo wiem, więc improwizujemy ]

    Hugo stał jak wryty. Bardzo chciał przyjść, a nie wiedział co ma robić. Kompletnie. Mruknął coś na powitanie i usiadł na krześle, które wskazał mu lekarz.
    - Tak, przyszły tata. - Odpowiedział. - I dodatkowo zestresowany. - Dodał jeszcze, ale dużo ciszej i bardziej do siebie, niż do kogokolwiek innego.
    Obserwował jak Veikka staje na wadze.
    - A nie powinna tyć, zamiast chudnąć? - Patrzcie państwo, znawca się wtrącił. - Jak to powinno normalnie wyglądać, żeby wszystko było w porządku? - Zaczął zasypywać lekarza pytaniami.

    OdpowiedzUsuń
  76. - To dobrze. - Odpowiedział lekarzowi, nie patrząc na niego, a na Veikkę. - Przypilnuję, żeby się zdrowo odżywiała.
    Patrzył jak rudowłosa się ubiera, jak kładzie się na fotelu. Podszedł bliżej i zaraz usiadł na wskazanym przez lekarza taborecie, żeby mieć lepszy widok na monitor. Ciekaw był jak to wszystko wygląda.
    Hugo patrzył, ale nic nie widział.
    - W które miejsce dokładnie mam patrzeć? - Zapytał po chwili lekarza. Może brzmiało to śmiesznie, ale cóż.
    - Tutaj jest państwa dziecko. - Lekarz wskazał palcem odpowiednie miejsce, jaśniejsze niż cała reszta, a Hugo popatrzył sobie na ten mały punkcik. Jakieś dziwne uczucie się w nim pojawiło, więc nic nie powiedział kompletnie. Zatkało go na chwilę.
    - Będę mógł dostać wydruk? - Zapytał po chwili. Planował pochwalić się Madsowi i schować później zdjęcie do portfela. Był podekscytowany i szczęśliwy. Było to widać jak na dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  77. Kiedy tylko Hugo dostał swój wydruk,wstał z taboretu i zraz troskliwie schował zdjęcie w portfelu, a ten z powrotem wsadził do kieszeni. Dostał to czego chciał. Był tu z Veikką i jeszcze do tego zobaczył coś na tym monitorku. Swoje dziecko. Nic więc dziwnego, że był zadowolony i coś czuł, że może sobie dzisiaj z Madsem zaszaleją. O ile, jego pani nie będzie miała nic przeciwko.
    - Kiedy będzie można określić płeć dziecka? - Zapytał lekarza, kiedy Veikka się ubierała. Strasznie go to interesowało.

    OdpowiedzUsuń
  78. [ haha, czasami też mi się zdarzało, więc teraz sprawdzam trzy razy czy aby na pewno poszła odpowiedź :d poza tym ja zawsze odpisuję od razu jak jestem na blogu :)]

    Hugo patrzył to na lekarza, t na Veikkę. Sytuacja była komiczna i nawet nie był zły, że tak zareagowała.
    - A czemu dopiero wtedy mam się dowiedzieć? - Zapytał ją, powstrzymując się od tego, by nie zacząć się śmiać. - Dobra, niech ci będzie. - Dodał jeszcze, nie chcąc się kłócić.
    Hugo poczekał aż Veikka zabierze wszystkie swoje rzeczy i razem z nią wyszedł z gabinetu.

    OdpowiedzUsuń
  79. - No dobra niech ci będzie.- Zgodził się z nią.
    Chociaż w sumie on wolałby wiedzieć wcześniej. Psychicznie lepiej by się do tego przygotował, a poza tym jak ona sobie wyobrażała kupowanie ubranek i tego typu rzeczy. Przecież nie ubiorą syna w różowe śpioszki.
    - Nawet nie wiesz jak bardzo. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem, automatycznie, przyciągając do siebie Veikkę i całując ją szybo w usta. - Dziękuję, że się jednak zgodziłaś.

    OdpowiedzUsuń
  80. Mogli owszem, ale Hugo już miał we łbie swoje plany. Cieszył się jak dziki, a Veikka trochę tej radości mu odbierała. Nie chciał jednak się z nią wykłócać. Jeszcze na pewno będą mieli czas na to, by sobie o tym pogadać.
    Wyszedł za nią grzecznie, śmiejąc się cicho. Widział spojrzenia innych pacjentek i widział spojrzenie Veikki.
    Objął ją znów, kiedy znaleźli się na zewnątrz.
    - To co wracamy?

    OdpowiedzUsuń
  81. Faktycznie, Hugo czasami zadawał dziwne pytania. Tak już miał i pewnie zmienić to się już nie miało.
    Spojrzał na Veikkę z lekkim uśmiechem.
    - Wiesz co - zaczął, również się z nią drocząc. - Chyba masz rację. Wrócę do poczekalni, one tam chociaż milej mnie traktowały. - Zaśmiał się cicho, odsuwając się od Veikki. - Dobra, to wracamy. Chodź, może złapiemy jakiś autobus.

    OdpowiedzUsuń
  82. - Nieee - pokręcił przecząco głową. - Stężenie marudności było tam zbyt wysokie. - Zaśmiał się cicho. - Poza tym, muszę się zająć swoją ciężarną kobietą. - Zaśmiał się cicho.
    I co z tego, że byli na ulicy. Veikka naprawdę się tym przejmowała? Nie powinna.
    A Hugonowi jej pomysł przypadł do gustu.
    Odwrócił się więc tyłem do niej.
    - Rumak zajechał jaśnie pani. - Zaczął, ledwo powstrzymując się do śmiechu. - No już wskakuj.

    OdpowiedzUsuń
  83. [ W końcu doszłam do tego, czemu mi się co jakiś czas pojawia weryfikacja obrazkowa. xd Jak wysyłam dużo odpisów w krótkim odstępie czasu to od razu muszę się weryfikować. xdxd chyba mnie blogger ma za jakiegoś spamera haha, muszę ograniczyć odpisy do jednego dziennie :D ]

    Dla Hugona Veikka przez cały czas była normalna. Ciąża nie była chorobą, ale najwyższa pora, żeby to sobie uświadomiła. Dla niego zawsze będzie taka sama, nawet jak za kilka miesięcy będzie ważyła te parę(naście) kilo więcej i będzie marudziła, że nie widzi własnych stóp. Dla niego cały czas była piękna, ale chyba zapomniał ją o tym zapewniać.
    - No chodź, nie daj się prosić. - Wymruczał, patrząc jej w oczy. - Chociaż kilka metrów. Jak kiedyś, pamiętasz? - Zapytał, z zadziornym uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  84. [ Nie wiem czemu tak jest, trochę mnie to drażni . ]

    Oj tam, zaraz przestanie mu się podobać. No chyba, że będzie go budziła w środku nocy i marudziła, że jest głodna, że chce akurat czegoś, czego nie ma w lodówce, a on będzie latał do nocnego, żeby jej to przynieść.
    Jakoś to zniesie chyba. Przecież to tylko kilka miesięcy, potem wróci normalna Veikka. Przynajmniej miał taką nadzieję.
    Hugo padł przed rudowłosą na kolana. Skoro miał prosić.
    - Więc ładnie proszę. - Powiedział z zadziornym uśmiechem. - Błagam wręcz na kolanach, uczyń mi tą przyjemność i pozwól się podrzucić do domu na swym wiernym rumaku. - Dodał jeszcze, poważnym tonem, chociaż ledwo powstrzymywał się od śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  85. Hugo zaczął się śmiać. Patrzył na Veikkę uważnie i śmiał się jak głupek, którym w sumie był, bo to on klęczał teraz na środku chodnika.
    Oświadczyć może i się jej kiedyś oświadczy, nigdy nic nie wiadomo. Było jak kiedyś, jak Veikka była jeszcze szczylem, a on był niewiele starszy od niej. Też tak pajacowali, gdziekolwiek byli.
    Zaśmiał się cicho, kiedy władowała mu się na plecy i ruszył przed siebie. Między nimi chyba już wszystko wróciło do normy. I całe szczęście, bo jeszcze chwila, a Hugo by oszalał.
    Uśmiechnął się jednak, słysząc głos dziewczyny w swoim uchu.
    - Mi też się chce. - Przyznał cicho. W końcu kilka dni nawet się do siebie nie przytulali. - Pewnie tak samo mocno jak tobie. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  86. Hugonowi bardzo brakowało tej ich bliskości. Może nie seksu, ale też przede wszystkim zwykłego wtulenia się w Veikkę. Schowania twarzy w jej włosy, jakiegoś kradzionego pocałunku, kiedy Mads ich nie widział.
    Teraz, Carlsson miał nadzieję, że będzie już lepiej, że skoro się pogodzili to wróci dawna atmosfera, która między nimi panowała. Chociaż gdzieś w tyle jego głowy, brzęczała mu myśl, że jak tylko Veice brzuch się powiększy będzie musiał zapomnieć o seksie.
    - Kiedy wrócimy do domu to będzie takie mocne "mocno". - Odpowiedział jej lekko się uśmiechając, chociaż ona tego nie widziała. - Nie sądzę, żebym miał jakiekolwiek problemy. Nie myślę o tym co będzie za miesiąc, a o tym co będzie za jakieś pół godziny. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  87. Hugo chyba faktycznie nie zrozumiał o co jej chodzi. Veikka nie zawsze mówiła wprost czego chce, ale kobiety tak zwykle miały.
    - Dobrze, to będzie delikatnie. - Zgodził się w końcu. Nawet się jeszcze nie zasapał niosąc ją tak ulicą. Chyba miał wystarczająco dobrą kondycję. - A jaki to dla mnie problem? - Zapytał po chwili. Nic nie sprawi mi większej przyjemności, niż zajmowanie się tobą, tym bardziej, że i ja na tym skorzystam. - Zaśmiał się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  88. Zaśmiał cicho słysząc jej słowa i zaraz pocałował wierzch dłoni, którą się go trzymała.
    - Chyba zapomniałaś z kim rozmawiasz, skarbie. - Odezwał się po chwili, chichocząc cicho. - Dla ciebie zawsze znajdę czas. Gorzej z Madsem, bo on akurat może tego psychicznie nie wytrzymać. - Dodał jeszcze.
    Inni ludzie, ci których mijali po drodze mało go obchodzili. Liczyła się tylko Veikka.
    - Skoro mówisz, że nic mu się nie stanie, to nie mam się czego bać. - Odezwał się po chwili, już poważniej. - Poza tym, ty zawsze będziesz mnie pociągała, nawet z dużym brzuchem i kiedy będziesz marudziła, że nie widzisz własnych stóp, i jak będziesz mnie budziła w środku nocy, marudząc, że jesteś głodna, i że mam iść ci coś kupić. - Dodał z pewnością w głosie. Przecież ją kochał, więc nie powinna wątpić w to, że zawsze będzie mu się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  89. - Coś mi wczoraj wspominał, że dzisiaj idzie na randkę z tą panną z moich urodzin. Zapomniałem jak się nazywała. - Odpowiedział jej po chwili. - No, ja jakoś nie narzekam, więc związki nie są złe. - Dodał jeszcze, śmiejąc się cicho. Jemu przecież było dobrze i nie narzekał. Aż mu się czasami chciało śmiać z samego siebie, że kiedyś aż tak bardzo bronił się przed tym, by z kimś być. Tylko, że wtedy jeszcze nie uświadomił sobie, że ta idealna dla niego osoba, jest tuż obok. - Mogę cię nieść nawet do samego domu jeśli chcesz. - Odezwał się po chwili. - Jesteś lekka jak piórko.

    OdpowiedzUsuń
  90. [ hehe, nie spoko:)]

    - Dziwne imię. - Mruknął w odpowiedzi. Nie kojarzył laski ani trochę. - Może ktoś z gości ją przyprowadził. Wiesz, to się mogło zdarzyć, tym bardziej, że sporo osób tam wtedy było. - Dodał jeszcze. Hugo jej nie znał. Kompletnie. Nie miał pojęcia kim ona jest. - Oj jesteś leciutka, nawet nie czuję, że cię niosę. - Odezwał się po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  91. [ Też się właśnie zastanawiam nad tym, co by im tutaj dodatkowo odwalić. Ha, jakoś można by było może pociągnąć kwestię z tymi jego rodzicami czy coś może.]

    OdpowiedzUsuń
  92. [ W sumie coś z tym hajsem można by było pomyśleć. ]

    OdpowiedzUsuń
  93. [ Dobre z tym wyjazdem Hugonowi zawsze jakaś lasia się może wpakować do namiotu Haha. Ja jeszcze wpadłam na dość okrutny pomysł, ale drama była by ogromna, a mianowicie strata dziecka w jakiś sposób. W sumie mogliby mieć do siebie o to obie pretensje, mogliby zerwać. Itd, ale nie wiem czy to nie byłoby za dużo. Jeszcze niecałe trzy godziny o do domu mam dziś taki zapieprz, że glowa mała. ]

    OdpowiedzUsuń
  94. [ Haha awantura byłaby mega ogromna. :) jeszcze by go zamknęli:) no z tym dziecko byłoby zbyt okrutne chyba. Hugo by się chyba załamał. Pomyślimy coś jeszcze jak to będzie. ]

    OdpowiedzUsuń
  95. Faktycznie, Hugo czasami przejawiał niemal skrajny brak odpowiedzialności. Bawił się tak, jakby jutra nie było, nie zważając na konsekwencje. A zbliżał się już prawie do trzydziestki.
    Z Madsem dobrali się idealnie, ale w głupich wyskokach to chyba jednak Carlsson był przodownikiem, bo rudy jeszcze jako tako potrafił się kontrolować i zdarzało mu się od czasu do czasu stopować Hugona.
    - Ważne, że ty tam byłaś. I Mads. - Odezwał się w końcu po jakimś czasie. Kolejne jej słowa były potwierdzeniem tego, o czym on sam myślał. - Wiem, że raczej nie będzie więcej imprez. - Dodał po chwili. - Czas się ustatkować. Jeszcze miejsce na posadzenie drzewa muszę znaleźć. - Zaśmiał się cicho.
    Teraz dopiero, kiedy przeszedł z rudowłosą połowę drogi do domu, poczuł, że oddycha trochę szybciej, ale przecież się jej do tego nie przyzna. Nie ma opcji.
    - To jak mnie będą bolały gnaty to mi zrobisz masaż. - Powiedział w końcu. - A wiesz, że nie wiem. Chyba nie było jakiegoś specjalnego wzoru, który chciałbym tam mieć, ale pewnie z czasem na coś wpadnę.

    OdpowiedzUsuń
  96. Hugo ciekaw był, jak jemu samemu ta odpowiedzialność będzie wychodziła. Do tej pory był beztroski, martwił się głównie o siebie, a teraz będzie musiał troszczyć się dodatkowo o Veikkę i malucha. Nieco go to przerażało, bo po raz pierwszy był w takiej sytuacji. Miał nadzieję, że nie zawiedzie.
    - Żartuję z tym drzewem tylko. - Powiedział, śmiejąc się cicho. Hugo i sadzenie drzew, dobre. - No wiesz, całą drogę niosę cię do domu, a ty chcesz się mścić. Oj ty, niedobra. - Dodał, po chwili. - Siedź tam, jak siedzisz. Doniosę cię już do domu. - Mruknął jeszcze. Jej ostatnie słowa nieco go zaskoczyły. - A co byś chciała mi tam narysować? - Zapytał z ciekawością.

    OdpowiedzUsuń
  97. Hugo może i rozważy drzewko w doniczce, ale kto by je podlewał skoro jemu czasami zdarzało się zapomnieć nakarmić kota. Roślinka jak nic, szybciej by zwiędła, niż Carlsson pamiętałby o jej nawadnianiu.
    Pokręcił głową, czując, że jego nastroszone włosy, pod wpływem dotyku Veikki oklapły. On lubił mieć nieład na głowie.
    - Wiem, że wyglądam jak facet, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Dodałbym jeszcze, że szalenie seksowny ze mnie facet, wręcz. - Odezwał się po chwili, śmiejąc się cicho. Jego ego jak zwykle dawało o sobie znać. - Wiem, że sam wymyślał. Ja też tak czasami robiłem. - Dodał, uśmiechając się lekko. - To co byś chciała mi narysować? Masz jakiś pomysł? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  98. - Od razu narcyz. - Mruknął, śmiejąc się cicho. - To chyba dobrze, że znam swoją wartość, nie? - Zapytał po chwili.
    Dla Hugona Veikka nie musiała się zmieniać, ani tym bardziej wciskać w za ciasne sukienki. Podobała mu się taka, jaka była. Chłopczyca z charakterkiem. Lubił ją taką i nie bez powodu mu się podobała. Przecież nie kłamał.
    - No to wymyśl coś fajnego, bo ja ostatnio jakoś nie mam pomysłu na nowe tatuaże. - Odezwał się po chwili. - Te dla ciebie są moim pomysłem - zaczął wymieniać. - A oprócz tego, te które mam na brzuchu. - Dodał. - Reszta to pomysły Tony'ego, wiesz tego mojego tatuażysty.

    OdpowiedzUsuń
  99. Hugo zaczął się śmiać, słysząc słowa Veikki, jednak się nie obraził. Miała trochę racji. Przecież wśród znajomych uchodził za kogoś z wybujalym ego. No ale z drugiej strony, dobrze przecież, że się cenił i znał swoją wartość.
    Teraz, kiedy zbliżał się już do domu, faktycznie zaczął odczuwać ciężar niesionej dziewczyny. Każdy mięsień na plecach bolał go jak jasna cholera, ale nie chciał marudzić ani stekac. Przecież był mężczyzna.
    - Jak wygląda?- Zapytał po chwili. - Mniej więcej tak jak ja, tyle że cały jest w tatuazach, jest ode mnie wyższy przynajmniej o głowę i że trzy razy szerszy.- Zaśmiał się cicho. - Przez drzwi bokiem przechodzi. - Dodał jeszcze.
    Kiedy dotarli do wejścia kamienicy Hugo zatrzymał się i odetchnal głęboko.
    - Karoca zajechala. Przystanek końcowy, prosimy pasażerów o opuszczenie pojazdu. - Wymruczal. Humor mu odpisywał. - Pewnie, że chce kolejne. - Nawiązał jeszcze do ostatniego pytania Veikki. - Póki mam miejsce to czemu nie. A ty? Nie chcesz chociaż jednego? Dajmy na to mojego imienia na tyłku albo przystojnej twarzy na cyckach?- Zażartował.

    OdpowiedzUsuń
  100. - W sumie masz rację. Jest wyższy od Madsa, a nie ode mnie. - Zgodził się z nią w końcu. Trochę przesadził z tym wzrostem Tony'ego, ale pozostałe kwestie zgadzały się idealnie.
    Kiedy Veikka w końcu zeszła mu z pleców, Hugo teatralnie się przeciągnął, rozprostowując mięśnie. Postękał sobie przez chwilę.
    - Na masaż zasłużyłem, więc będę się go dopominał. - Odezwał się po chwili, idąc za Veikką do garażu. Chciał jeszcze sprawdzić jak Madswoi poszło z silnikiem. - A co do tatuażu to się zastanów, może następnym razem jak będę szedł robić kolejny, to pójdziesz ze mną. - Zaproponował.

    OdpowiedzUsuń
  101. Hugo zaśmiał się cicho, po czym przytrzymał drzwi, które otwierała Veikka.
    - Oczywiście, że będę cię masował. Wątpisz w to? - Powiedział, wchodząc do garażu. Mads jeszcze się męczył z tym silnikiem, i Carlsson wiedział, że będzie musiał to skończyć. - No dobra, możesz iść. Może kiedy tam będziemy to zmienisz zdanie. - Dodał po chwili, uśmiechając się lekko. Nie chciał Veikki do niczego namawiać.
    - Tak już po. Chcesz zobaczyć siostrzeńca? - Zapytał kumpla, szczerząc się głupio i podchodząc do samochodu. Spojrzał do środka. - Chłopie, przecież ty tutaj prawie nic nie zrobiłeś. - Mruknął, ale nic nie powiedział. Przebrał się po prostu w robocze ubranie i zabrał się do pracy. Chciał to jak najszybciej skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  102. No bo faktycznie Hugo się zapomniał. Naprawdę było mu wszystko jedno czy będzie to chłopak, czy dziewczynka, ale najwidoczniej to, że powiedział " siostrzeniec" strasznie rozzłościło Veikkę.
    Jej wahania nastrojów już teraz zaczynały doprowadzać go do białej gorączki, a co będzie za kilka miesięcy. Aż się wzdrygnął na tą myśl.
    - Przestań się czepiać słówek. - Mruknął do niej, wyciągając portfel ze spodni, które przed chwilą miał na sobie.
    - Później mi pokażesz. Jak wrócę. - Mads wyszedł szybko z warsztatu, jakby bał się o własne życie.
    Carlsson wzruszył ramionami, odłożył portfel na szafce i wziął się do roboty. Na całe szczęście Mads zrobił większą część, więc Hugo musiał to tylko dokończyć, a później wyszorować samochód.

    OdpowiedzUsuń
  103. - Jezu, V. - Hugo westchnął cicho. Chyba z bezsilności. - Powiedziałem co powiedziałem, a ty dorabiasz do tego teraz jakąś nieistniejącą historię. - Powiedział, biorąc się za pracę.
    A tak było dobrze jeszcze pięć minut teraz, a teraz wszystko znów się posypało. I znów się Hugo zaczął irytować.
    - Nie wkładaj mi w usta słów, których nie powiedziałem, ani tym bardziej niczego, o czym sobie nie pomyślałem. - Odezwał się po chwili, patrząc jak Veikka się ubiera. - Dziewczynka czy chłopiec? Co to za różnica. - Mruknął jeszcze. - I tak do listopada nie dowiem się czy to córka, czy syn. A jak masz się do mnie zwracać w taki sposób, to się w ogóle nie odzywaj. - Warknął, wracając do przykręcania ostatnich śrubek w silniku.

    OdpowiedzUsuń
  104. Hugo naprawdę starał się nie wybuchać za każdym razem, kiedy Veikka zaczynała się wściekać. Rozumiał, że jest w ciąży, że hormony w niej buzują, że ma prawo być zła i rozdrażniona.
    Tylko czasami naprawdę miał dość. Męczyły go te kłótnie, a szczególnie te kilka ostatnich dni, kiedy ledwo co na siebie patrzyli.
    - Wiem co powiedziałem, ale to nie znaczy, że to koniecznie musi być syn. - Odezwał się w końcu. - Czasami też mówisz coś bez zastanowienia, ale nie robię ci o to afery. - Dodał jeszcze, dokręcając ostatnią śrubkę i zamykając maskę samochodu.
    Podszedł do Veikki.
    - Przeprosiny przyjęte. - Mruknął, całując ją jeszcze w czoło. - Przygotujesz wodę do mycia samochodu, czy mam sam to zrobić? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  105. Tak, Hugo też paplał nie myśląc tak naprawdę o konsekwencjach. Ich ostatnia awantura idealnie to wszystko odzwierciedlała. Oboje czasami mówili zbyt dużo, bez zastanowienia.
    No ale jednak, ta kłótnia jakoś się rozeszła po kościach.
    - Masz rację. Czasem robię. - Zgodził się z nią w końcu, mocno do siebie przytulając. - Tylko nie dźwigaj potem tego wiadra. Ja to zrobię. - Dodał jeszcze, po chwili, całując Veikkę w czubek głowy.

    OdpowiedzUsuń
  106. - Wiem, że nie jesteś chora, ale masz nie dźwigać. - Mruknął tylko. Nie chciał żeby się przemęczała.
    Ciąża nie była chorobą, no ale kurde, pewnych rzeczy jej robić nie wypadało.
    Odwrócił się na dźwięk głosu Madsa.
    - Jak sobie drugiego dorobimy to go w spadku dostaniesz. - Powiedział. - Idź już, bo marudzisz. Tylko tego nie zjeb. - Rzucił jeszcze, zanim rudy nie wyszedł.
    Zaśmiał się słysząc słowa Veikki.
    - To ci kupię drugie, większe. - Powiedział w końcu. Chyba logiczne było to, że nie długo rudowłosa nie będzie mieściła się w prawie żadne swoje ubrania. Hugo był ciekaw, jak będzie wtedy wyglądała. - Dobra, umyjmy ten samochód i będzie spokój.

    OdpowiedzUsuń
  107. - Grzeczna dziewczynka. - Mruknął niemal niedosłyszalnie, śmiejąc się cicho.
    Veikka stawała się niemożliwa. Hugonowi w sumie bardziej chciało się śmiać z tego jej marudzenia, niż się złościć.
    Obserwował ją uważnie, kiedy nalewała wody do wiadra. Kiedy skończyła od razu do niej podszedł, bo zauważył, że już zaczęła próbować wyciągać je ze zlewu.
    - Ani mi się waż. - Powiedział, chwytając za rączkę i odstawiając naczynie z wodą na podłogę. - Przecież te nowe dostaniesz tylko na czas ciąży, do tych wrócisz po niej. - Odpowiedział jej logicznie. W jego mniemaniu Veikka trochę za bardzo się tym wszystkim przejmowała. Przyciągnął ją do siebie. - Nawet jak będziesz gruba to będziesz mi się podobała i będę cię nosił na rękach. - Dodał, patrząc jej w oczy. - Poza tym, jesteś szczupła, a szczupłe kobiety aż tak mocno w ciąży nie tyją, tylko taki fajny seksowny brzuszek mają. - Chciał jej tym chyba dodać otuchy. - Wiem, bo trochę sobie ostatnio o tym w internecie poczytałem.

    OdpowiedzUsuń
  108. Musiał pomagać i nadal uważał, że Veikka nie powinna była dźwigać za dużo. Nie i koniec. Poza tym, to on nosił spodnie w tym związku i powinien był robić takie rzeczy.
    - Oj spokojnie. Opracuję ci szczegółowy plan ćwiczeń fizycznych z moim udziałem i raz dwa wrócisz do dawnej formy. - Odpowiedział jej, śmiejąc się cicho.
    Zaczynała marudzić, to fakt, jednak jemu na razie to nie przeszkadzało. Jakoś to przetrzyma. Przecież jeszcze tylko jakieś osiem miesięcy mu zostało.
    - Widzisz, nie musisz nawet chodzić do lekarza. - Odpowiedział, śmiejąc się cicho. - Sam będę cię badał własnym sprzętem. - Teraz to już zaczął chichotać. Głupi dowcip mu się włączył. - Wiem, że niektóre rzeczy to stereotypy. Ale lody o smaku ryby? Fuj, bo zaraz pawia puszczę. - Mruknął jeszcze, zdejmując z siebie koszulkę, bo wiedział, że i tak za chwilę byłaby mokra.

    OdpowiedzUsuń
  109. - Słonko, ale mi nie chodzi o ćwiczenia, jakie możesz mieć na siłowni. - Odpowiedział jej, śmiejąc się cicho. - Chodzi mi raczej o takie ćwiczenia gimnastyczne, w łóżku. - Wyjaśnił w końcu, patrząc na nią z rozbawieniem.
    Hugonowi tak naprawdę marzyła się cała domowa siłownia, żeby nie musieć wydawać kasy na siłownie, tylko móc ćwiczyć w domu.
    - Masz rację. - Odpowiedział po chwili. - Muszę trochę popracować nad swoimi wybuchami agresji. W nowym mieszkaniu przeznaczę sobie jeden najmniejszy pokój na siłkę. Fajny pomysł nie? - Zapytał.
    Nie chciał jej kusić, wiedział że i tak by się nie dała. Nie chciał się po prostu ochlapać jeszcze bardziej. - To jak, pojedziesz jutro ze mną obejrzeć mieszkanie? - Zapytał po jakimś czasie, kiedy już zaczęli myć auto.

    OdpowiedzUsuń
  110. Zaśmiał się tylko cicho, słysząc słowa Veikki. Wiedział, że kompletnie go w tym momencie nie słyszała, zatopiona we własnych myślach.
    - Małymi kroczkami dotrzemy kochanie do punktu początkowego, nie martw się. - Zaśmiał się cicho. - To jak będziesz się na mnie gapiła, to będę ćwiczył nago. Lepsze widoki. - Zażartował jeszcze, odsuwając się, bo woda, którą polewała samochód, niemal poleciała na niego.
    Podszedł do niej, kiedy się tak kusząco do niego wypinała i objął ją od tyłu w talii.
    - Może cię podsadzić? - Szepnął jej do ucha. - I pytałem, czy chcesz ze mną jechać obejrzeć mieszkanie. - Dodał po chwili. - O czym myślisz, że mnie nie słuchasz? - Zapytał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  111. Widział, że Veikka usilnie o czymś myśli. Nie chciał jednak jej przeszkadzać, może faktycznie rozważała sobie teraz coś ważnego.
    Spojrzał tylko na nią i pokręcił głową, mocząc w wiadrze gąbkę, by zacząć myć maskę samochodu. Nie zrobił tego jednak, bo mu się przytulać zachciało.
    Stał więc teraz za Veikką, napierając na nią swoim ciałem, a dłońmi gładząc nagą skórę, której dotykały. Jego usta sunęły powoli po jej szyi.
    - No dobrze, to obliczaj. Przecież cię nie zmuszam. - Powiedział, całując ją czule w nagie ramię. Zaśmiał się słysząc wzmiankę o cyckach. Później już spoważniał. - Na imiona jeszcze jest za wcześnie, a co do nazwiska, to myślę, że do listopada problem sam się rozwiąże. - Powiedział cicho, przesuwając nosem po jej szyi. - Jak wrócimy możesz mnie zmierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  112. - Na wybieranie imion mamy jeszcze sporo czasu. - Odpowiedział jej w końcu. Pozwalając jej obrócić się przodem do siebie.
    Co do nazwiska też mieli sporo czasu, ale Hugo nie wyobrażał sobie, by dziecko nie nosiło tego należącego do niego. Tak samo jak Veikka, ale teraz jakoś nie było zbyt wielu okazji ku temu, by spokojnie mogli o tym porozmawiać. Przyjdzie na to jeszcze czas.
    - Wiesz, jakoś nigdy się temu wcześniej dokładnie nie przyglądałam. - Powiedział po chwili. - A jakieś kreseczki na ścianie mało mnie interesowały. - dodał jeszcze z lekkim uśmiechem. - Jak skończymy ten samochód możesz zaznaczyć mój wzrost, jeśli chcesz. - Mruknął

    OdpowiedzUsuń
  113. Tak, w przypadku tej dwójki ciężko było mówić o jakiejś spokojnej rozmowie. Z racjonalnymi argumentami na dokładkę. Oboje byli uparcie, oboje mieli własne zdanie w pewnych kwestiach i to powodowało u nich sprzeczki. Hugo coś czuł, że nie tylko nazwisko dziecka skończy się awantura, ale też wybranie imienia dla przyszłego potomka. Co do tego nie miał żadnych wątpliwości.
    Spojrzał na Veikke śmiejąc się cicho.
    - Masz rację. Samochód mało mnie w tym momencie interesuje. - Powiedział, przesuwając dłońmi po nagim a ciele dziewczyny. - Skutecznie odwróciła od niego moja uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  114. Powinna się cieszyć, że mu się chciało. Oznaczało to, że był zdrowy, że z jego hydraulika funkcjonowała poprawnie. Objął Veikke przyciągając ją jeszcze bliżej siebie.
    Pochylił się ułatwiając jej dostęp do swoich ust.
    - Nie moja wina, że mnie tak nakręcasz. - Zaśmiał się cicho, zbliżając usta do jej ust, by w końcu ją pocałować. Stęsknił się za nią, więc nic dziwnego , że mu się spieszyło.

    OdpowiedzUsuń
  115. Hugo nie przywykł przecież do takich przerw w seksie. Zawsze go dostawał. Zazwyczaj kiedy chciał, a dodatkowo Veikka zawsze sama do niego przychodziła, kiedy i ona miała na to ochotę.
    Było mu z nią dobrze i jakoś nie potrafił narzekać. Nawet ta cała monogamia przestała mu aż tak bardzo przeszkadzać.
    - Zawsze będziesz mi się podobała. - Odpowiedział jej, odrywając się na chwilę od jej ust. - Nawet kiedy będziesz stara i pomarszczona i będziesz miała osiemdziesiąt lat.- Dodał jeszcze, uśmiechając się do niej łobuzersko, zaraz wracając do całowania.

    OdpowiedzUsuń
  116. Zaczął się śmiać słysząc jej słowa i jemu też przed oczami stanęła wizja ich dwójki, jako osiemdziesięcioletnich staruszków. Byli by dość oryginalnymi dziadkami. Hugo doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
    - Pewnie, że będę się z tobą kochał. Tak długo, aż mój sprzęt nie odmówi mi posłuszeństwa. - Odpowiedział jej, śmiejąc się cicho. - Oj tam, obwisłe cycki. I tak będą mi się podobały, tym bardziej że będzie mi towarzyszyło wspomnienie, kiedy były jeszcze jędrne i sutki stawały ci niemal od razu. - Dodał jeszcze.
    Owszem, czuł że Veikka ma ochotę. Nie dało się tego nie wyczuć, tak samo jak i ona nie mogła nie poczuć, że i jemu w spodniach co nieco się podniosło.
    - Wiem. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Też cię kocham. - Powiedział równie cicho, przyciągając ją do siebie i wciskając dłoń między ich ciała, by zaraz zacisnąć palce na jej piersi. Brakowało mu tego wszystkiego przez te kilka ostatnich dni.

    OdpowiedzUsuń
  117. Hugo zastanowił się na chwilę nad odpowiedzią.
    - Nie, nikt dzisiaj nie przychodzi odebrać auta. - Odpowiedział jej po chwili, śmiejąc się w duchu z jej rozwagi i racjonalności.
    Przysunął się jeszcze bliżej Veikki, by zaraz pomóc jej z rozpięciem szelek. Kiedy mu się to udało, od razu zabrał się za haftki.
    Spieszyło mu się i nic dziwnego. Stęsknił się za Veikką.

    OdpowiedzUsuń
  118. Obojgu najwidoczniej się spieszyło. Nic dziwnego, kilka dni spokoju od siebie mieli, to i teraz chcieli wykorzystać dany im czas do minimum.
    Zaśmiał się cicho, kiedy zaplątali się nieco, robiąc dwie rzeczy jednocześnie, jednak jakoś udało im się w końcu uwolnić Veikkę ze spodni i ze stanika.
    Hugo spojrzał na nią uważniej.
    - Śliczności moje. - Wymruczał, przesuwając dłonią po jeszcze płaskim brzuchu, kierując się w stronę piersi, by zaraz zacisnąć na nich swoje palce.

    OdpowiedzUsuń
  119. Hugo mało się przejmował tym, czy ktoś do garażu wejdzie czy też nie. Zawsze mógł przerwać na chwilę i dla spokojności zamknąć je na klucz. Wtedy będą mieli stuprocentową pewność, że nikt ich nie najdzie. Tylko, że jakoś nie miał ochoty ruszać się z miejsca. Za dobrze mu teraz było i miał ręce pełne roboty.
    Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa.
    - Wiesz, maluszek będzie miał je na wypożyczeniu. - Odpowiedział jej cicho, pochylając się, by wziąć w usta jeden z sutków i lekko go zassać. Kompletnie nigdzie się nie spieszył. Musieli nadrobić stracony czas.

    OdpowiedzUsuń
  120. - No tak, na wypożyczeniu, przecież nie będzie wiecznie ssał ci cycków. - Wyjaśnił jej dokładnie swój tok rozumowania.
    Nie pomyślał jednak o drugim dziecku, gdyby ewentualnie się pojawiło, ale nawet gdyby odzyskał piersi Veikki dla siebie i po pięciu latach by mu się podobały.
    A i owszem, przygryzł jej sutek, ale nagle pozycja, w której się znajdowali nie bardzo mu odpowiadała, więc otworzył tylne drzwi samochodu, przy którym stali.
    - Będziemy niegrzeczni i zrobimy to na tylnym siedzeniu samochodu klienta? - Zapytał, chociaż wiedział jaka będzie odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  121. - Oczywiście, że tak. Na pewno będę robił to lepiej, niż nas bobasek. - Odpowiedział jej, śmiejąc się cicho. Aż się uśmiechnął sam do siebie, kiedy usłyszał jej jęknięcie.
    Zmarszczył brwi, kiedy nie poparła jego pomysłu, ale z drugiej strony, faktycznie wnętrze samochodu nie było najlepszym miejscem do uprawiania seksu.
    - Niech będzie maska. - Wymruczał cicho, chwytając za majtki Veikki, by pomagając jej zsunąć je z siebie, po czym pociągnął ją w stronę maski i popchnął lekko, by się na niej położyła.

    OdpowiedzUsuń
  122. Zaśmiał się cicho, kiedy Veikka objęła go nogami, przyciągając bliżej siebie. Naparł na nią całym ciałem, odwzajemniając pocałunek, a jedną z dłoni na oślep zdejmował już z siebie bokserki. Trochę opornie mu to szło, ale w końcu się udało.
    - Stęskniłem się za tym. - Wymruczał cicho, między jednym a drugim pocałunkiem, dłonią pieszcząc kobiecość dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  123. Widać było, już na pierwszy rzut oka, że oboje bardzo chyba tego wszystkiego potrzebowali. Te ich pospieszny ruchy, łapczywe pocałunki... I trudno się dziwić, skoro sporo czasu spędzili na tym, by wzajemnie siebie unikać.
    - Nie mów mi, że ty się nie stęskniłaś. - Odpowiedział jej, śmiejąc się cicho.
    Zaraz też zabrał dłoń spomiędzy jej ud, oplótł sobie biodra jej nogami, by zaraz się nad nią pochylić i pocałować, jednocześnie się w nią wsuwając.

    OdpowiedzUsuń
  124. Hugo nic już nie odpowiedział, bo w sumie ostatnich kilka dni było dość mocno napiętych i faktycznie rozmawianie teraz o tym, czy się za sobą stęsknili czy nie, nie było zbyt dobrym pomysłem. Akurat mieli lepsze rzeczy do roboty, aniżeli rozmowy.
    Tego chyba im było trzeba. W końcu, nic tak nie redukowało napięcia i stresu, jak dobry seks, a po kłótni to właśnie było najlepsze.
    Hugo zaraz wpił się w wargi Veikki, lekko przygryzając jej dolną wargę i w końcu zaczął się poruszać, mocno i zdecydowanie, jednocześnie wchodząc w nią jak najgłębiej.

    OdpowiedzUsuń