Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

27 lipca 2000

[KP] Żyje się chwilą, a czas jest tylko przezroczystą perłą wypełnioną oddechem

Janina Janda
19 XII 1923, Lisice, Polska; dwadzieścia jeden lat trzymania się z tyłu za innymi; fałszerz dokumentów, członkini Armii Krajowej; córka zamordowanej nauczycielki historii i zaginionego piekarza; chude półtora metra podejrzliwości i rudej zwichrzonej czupryny; aparycja nastoletniego podrostka; najmłodsza z czwórki rodzeństwa, druga córka; obaj bracia na służbie, zastraszona siostra z dzieckiem w domu; Mysz

Dzień po dniu mija mi bez ciebie, mamo, bez ciebie, tato, a ja udaję, że nie pamiętam już resztek mózgu na schodach ani nie zastanawia mnie, gdzie podział się świeżo pieczony chleb i czy je go teraz ktoś inny. Wiem, że nic nie daje zatracanie się w przeszłości, ale niesprawiedliwość dotykająca tylko tych wybranych, kładzie się coraz szerszym cieniem na perspektywicznym patrzeniu w przyszłość. Najciężej chyba pojąć, że nawet zło w końcu wszystkim powszednieje; można być świadkiem, jak sąsiedzi giną od strzałów i nawet nie mrugnąć. Zmarszczyć brwi z irytacją, kiedy ich krew plami podeszwy. I nabrać trochę nadziei, bo przecież stało się już najgorsze.
A przynajmniej bardzo chcemy w to wierzyć. 

Wątek z Głosem bez rozsądku

1 komentarz:

  1. Kiedy reszta czteroosobowej grupy odpowiedzialnej za rozpoznanie dopadła punktu obserwacyjnego, Sroka leżała na rozmiękłej po deszczu ziemi. Zdobyty w grudniu na jakimś esesmanie karabin uwierał w ramię, wojskowa koszula przyklejała się do pleców. Tkwiący tuż obok emerytowany myśliwy, zwany w oddziale „Grzybem”, co zawdzięczał swojej stałej śpiewce „gdybyś był takim starym grzybem, jak ja…”, kierowanej do młodych, poruszył się, usiłując zmienić pozycję na wygodniejszą. Skrzywiła się. Sama tkwiła nieruchomo, od dwudziestu minut ignorując wbijającą się w łokieć szyszkę. Marszcząc brwi w skupieniu, obserwowała zwinne sylwetki „Iwana” i „Suchego”. Pierwszy z nich, trzydziestoletni uciekinier z obozu dla radzieckich jeńców, w rzeczywistości podobno nazywał się Wasilij Greniawin i był oficerem spod Sewastopola. Drugi ze zwiadowców, słynący z niezrozumiałych dla pozostałych żarcików, żylasty czterdziestolatek, do niedawna cywil, wyciągnął zza pazuchy lornetkę i rozejrzał się po okolicy. „Sroka” czujnie zbadała otoczenie, w poszukiwaniu jakiegokolwiek podejrzanego ruchu. Oparty na cynglu palec jednym pociągnięciem mógł wyeliminować wroga, gdy tylko pojawiłby się w polu widzenia. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Chwilę później „Iwan” i „Suchy” wycofali się do pozostałych członków rozpoznania.
    - Czysto? – spytała samym ruchem warg.
    „Iwan” pokręcił głową, dając do zrozumienia, że porozmawiają później. Raz jeszcze kontrolnie zerknęła dookoła. Dała znak do odwrotu. Szła przodem, za nią Polak i Rosjanin. „Grzyb” jak zawsze ubezpieczał tyły.
    ***
    Dochodziła szesnasta. Kapitan „Murawa” przechadzał się po trzy metry wte i wewte.
    - Ilu ich jest? – zapytał wreszcie.
    - Widieł trioch, „Suchy” jeszio dwóch. - „Iwan” jak zwykle odpowiadał prawie bez zastanowienia, od czasu do czasu ubarwiając rusyczyznę zapamiętanym polskim słowem, co tworzyło kombinację trudną do zniesienia dla obu nacji.
    Przysłuchujący się temu blady dwudziestolatek, zwany „Niemcem” podrapał się po płowych włosach i zapalił papierosa. Podsunął go „Sroce”.
    - Chcesz?
    Zaciągnęła się i oddała.
    - No i co robimy? – „Suchy” przestąpił z nogi na nogę. „Murawa” wyraźnie się wahał.
    - Jesteście pewni, że to AK?
    - Gadali po polsku. Mają niezłą broń, jeden z nich mówił do dowódcy per pan. Musi być AK, bo niby kto?
    „Iwan” potwierdził wypowiedź „Suchego” krótkim skinieniem. „Murawa” skrzywił się wyraźnie.
    - Szlag by ich.
    - Moim zdaniem trzeba próbować. Nie po to tu czekamy, żeby…
    „Murawa” uciszył „Suchego” machnięciem ręki. Spojrzał na „Iwana”, Rosjanin w końcu był żołnierzem, sam fakt, że zdołał uciec z oflagu o czymś świadczył. Ten znów skinął głową.
    - Probowat’.
    - A ty, „Sroka”?
    Kobieta od dłuższego czasu patrzyła głównie na dowódcę.
    - Ta łączniczka jest pewna?
    - „Miłka”? Nie takie rzeczy dla nas robiła.
    Zmarszczyła brwi, analizując potencjalne straty i zyski.
    - Potrzebujemy tej broni. Inaczej szkopy wytłuką nas w tydzień.
    - „Niemiec”, ty masz cierpliwość do kapitalistów. Idź do tych pieprzonych AK-owców i zaproponuj współpracę. Wysonduj, czy wiedzą co jedzie w pociągu. Jeśli tak, zaproponuj układ pół na pół. Jeśli nie, spróbuj ugrać towar w zamian za ochronę. „Grzyb”, osłaniaj go.
    Rozległy się dwa lojalne, ale pozbawione entuzjazmu „tak jest”.

    OdpowiedzUsuń