Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

23 lipca 2000

[KP] I'm invincible

alyssa farlow
dwadzieścia trzy lata; czwarty rok medycyny; stażystka na urazówce
------------------------------------------------------------------------------------------
Mając za ojca kardiologa i matkę pielęgniarkę, medycyna zawsze była nieodłączną częścią jej życia. I to wcale nie było tak, że rodzice ją zmuszali do studiów medycznych, sama chciała na nie iść. Od dziecka pragnęła pomagać ludziom, a przede wszystkim ratować ich życie, i z wiekiem wcale jej nie przeszło. Chciała wyjechać z Phoenix i dostać się na najlepsze studia w kraju, ale choroba matki sprawiła, że została w mieście i na studia trafiła na miejscowy uniwersytet. Mimo to nie narzeka i cieszy się, że jej marzenia się spełniają, w taki czy inny sposób. Nieważne, że czasem nie śpi, żyje jedynie dzięki kawie i bywa, że płacze w poduszkę. W końcu wiedziała na co się pisze.


Ice Queen

1 komentarz:

  1. Do tej pory pamięta jak mu mówili, że wybór studiów medycznych nie jest dobrą opcją. W całej jego rodzinie poza nim i bratem ojca nie było innych lekarzy. Widział, że praca pochłonęła wujka na tyle, że powoli przeniósł tam całe swoje życie. Przez to, że więcej czasu spędzał w szpitalu rozwiódł się z żoną, a córkę widywał jedynie w weekendy, kiedy miał trochę luźniejszy dzień. Jednak Logan nie miał żony, ani tym bardziej dziecka i nie zanosiło się na to, aby kiedykolwiek miałoby się to zmienić. Prawdę powiedziawszy nie spieszyło mu się do tego ani trochę. Zresztą nie było też odpowiedniej kandydatki na tego typu stanowisko, a on czuł się dobrze sam ze sobą. Może i za kilkanaście lat zacząłby żałować, że po randce z Penny nie dał kobiecie drugiej szansy, bo co gdyby jednak się w niej zakochał i za te kilka lat miały dom z ogródkiem, dwójkę dzieci, żonę i psa? To miałby nazwać szczęściem? Dla każdego szczęście było czymś innym, a dla Logana już na pewno nie było nim posiadanie materialnych rzeczy i zamknięcie się w domu z gromadką dzieci, które nic tylko wiecznie by piszczały i kłóciły się o to czyja teraz kolej oglądać telewizję.
    Niedziela była dobrym dniem do tego, aby usiąść przed telewizorem i oglądać mecze, ale Logan nie miał ochoty marnować w ten sposób czasu. Chociaż można powiedzieć, że będąc w barze też go marnował, aczkolwiek tam było o wiele ciekawiej, niż w mieszkaniu, gdzie zapewne by się nudził i chodził z kąta w kąt. Przyszedł tutaj ze swoim znajomym, który w zasadzie nie zniknął, a schował się między dwiema dziewczynami, które go zainteresowały. Czasem się zastanawiał co te wszystkie kobiety w nim widzą, oczywiście poza portfelem, który kupuje drinki.
    Siedząc przy barze zamówił sobie jeszcze raz whiskey. Pił powoli, nie chciał wlewać w sobie alkoholu po to, aby następnego dnia zawitać do pracy z bólem głowy. Kilka mu na pewno nie zaszkodzi, chociaż bardzo miał ochotę spić się w trupa i wylądować w nieznanym miejscu, a potem jakoś doczołgać się do domu. Chociaż na to raczej nie miał co liczyć. A takie wycieczki już dawno mu przepadły, w końcu nie miał już dwudziestu lat.
    Logan przekręcił głowę w stronę dziewczyny, której barman podał to samo co wcześniej jemu i lekko uśmiechnął się pod nosem.
    - Może sobie odpuścisz? - zapytał nieco rozbawiony tym, że siedzi nad tym drinkiem taka… hm, zmęczona i jakby ktoś ją do tego przymuszał. - Ciężki dzień? Czy ciężkie jutro?

    OdpowiedzUsuń