Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

22 lipca 2000

[KP] a little happiness

ellie dawson
dwadzieścia dwa lata – 13 IV 1996, Tampa – studentka ASP – rysuje, szkicuje i maluje
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mama zawsze nazywała ją małą, upartą bestią, która wszystkimi rządzi. A ona była po prostu bardzo ambitnym dzieckiem, które nie lubiło przegrywać. Na przestrzeni lat niestety, albo i stety, się to nie zmieniło, dzięki czemu przeprowadziła się z Tampa do Miami i poszła na studia ASP, a nie tak jak chciał ojciec i matka – na prawo. Nie zaczęła się też spotykać z aspirującym na chirurga synem ich przyjaciela, a z dużo starszym mężczyzną, na którego rodzice kręcą nosem. Dopóki jednak jest szczęśliwa i bezpieczna, siedzą cicho i starają się podporządkować sobie młodszą z córek, która w przeciwieństwie do starszej siostry jest chodzącym ideałem. Ellie może więc trochę odetchnąć i skupić się w końcu na sobie oraz swoim życiu, które w jej mniemaniu lepsze już być nie może.


Estilia

5 komentarzy:

  1. Hawaje. Pomysł na ten wyjazd był chyba najlepszy pod słońcem. W dodatku obok Daniela smacznie spała właśnie jego ukochana. Uwielbiał na nią patrzeć, a szczególnie we śnie. Gdyby ktoś mu kiedyś powiedział, że będzie z piętnaście lat młodszą od siebie kobietą, nie uwierzyłby, a teraz jego serce wypełniało niesamowite szczęście. Nie oddałby jej za żadne skarby świata. Wymknął się cichaczem z łózka dość wczesnym rankiem, kiedy słońce wschodziło dopiero nad horyzontem. Lodówka w ich domku została uzupełniona przez Daniela po kryjomu. Oczywiście najczęściej wychodzili po prostu gdzieś na coś dobrego, ale mężczyzna nie potrafił sobie odmówić przyjemności z przygotowania czegoś dla kobiety. Wyciągnął na ladę potrzebne rzeczy i zabrał się do pracy. Udało mu się usmażyć porcję pancake'ów dla nich obojga. Wyłożył też na osobny talerz egzotyczne owoce, jakich na Hawajach jest mnóstwo - ananas, karambolę, banany, papaję, rambutan (czyli odmianę liczi) oraz mangostan. Dołożył do tego jeszcze szklankę soku z pomarańczy. Śniadanie niczym z romantycznego filmu. To właśnie był jego cel. Postawił tacę na podłodze, po czym ucałował czule Ellie.
    - Pora wstać, słońce - uśmiechnął się.
    Przeczesał jej włosy palcami, po czym, gdy zdążyła już otworzyć oczy, złożył na jej ustach pocałunek.
    - Mam coś dla ciebie - powiedział tajemniczo, sięgając po tacę. - Tadam! Mam nadzieję, że będzie smakować, starałem się.

    OdpowiedzUsuń
  2. Do tej pory nie mógł się nadziwić, jak taka młoda, piękna dziewczyna mogła wybrać mężczyznę w takim wieku. Czym sobie zasłużył na jej miłość? Nieraz przyłapał się na tym, że zastanawiał się, co by było, gdyby Ellie znalazła sobie kogoś młodszego. Teraz zdarzało mu się to o wiele rzadziej niż na początku ich związku, ale jednak. W końcu pewnie na uczelni kręciło się wokół niej mnóstwo kolegów z roku. To nie tak, że jej nie ufał. Wręcz przeciwnie, jednak czuł pewnego rodzaju zazdrość.
    Cieszył się jak dziecko, że mógł sprawić jej radość. Uwielbiał ją rozpieszczać. Pomimo tych wszystkich miesięcy, spędzonych u jej boku, miał wrażenie, że z każdym dniem coraz bardziej się w niej zakochiwał. Była spełnieniem jego marzeń, ideałem, mimo swoich wad, których pakiet zdążył już poznać. Mógł patrzeć na nią dwadzieścia cztery godziny i nie znudziłoby mu się. Najbardziej kochał te jej przepiękne, mądre, brązowe oczy oraz uśmiech, którego pragnął być powodem.
    - Masz mnie za taki ideał? - uśmiechnął się, próbując swojego wyrobu. Naprawdę mu się udały. Siedzenie w kuchni nie sprawiało mu większego dyskomfortu. Miał większy problem ze sprzątaniem. Wziął kawałek ananasa - jednego ze swoich ulubionych owoców. Potem padł na łóżko, zamykając oczy. Czerpał ogromną radość z pobytu na Hawajach. Mógłby zostać tutaj na wieczność. Z tarasu rozciągał się niesamowity widok na ocean. W dodatku piaszczysta plaża, chwytające za serce zachody słońca. Żyć nie umierać.
    - Tu jest jak w raju - skwitował. - Utopia jednak istnieje - uśmiechnął się.
    Zbliżył się do Ellie. Objął ją w pasie, po czym złożył na jej szyi pocałunek. Przybliżył tacę i skonsumował kęs naleśnika. Jeden z najprzyjemniejszych poranków w jego życiu.
    - To na co masz dzisiaj ochotę, skarbie? - zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, w końcu nie każdemu mężczyźnie chciało się wstawać wcześniej i siedzieć w kuchni, żeby przygotować swojej ukochanej śniadanie. Dla Daniela nie stanowiło to większego problemu. Nie należał do grupy śpiochów, a wręcz przeciwnie, często wstawał na nogi, kiedy wszyscy dookoła przewracali się właśnie na drugi bok. Wydawało mu się, że im wcześniej wstaje, tym czas zwalnia swój bieg. Oczywiście to tylko złudzenie, ale nie patrzył na zegarek z myślą: "To już ta godzina?! Czemu jest tak późno?!" . Poza tym, Bóg jeden tylko wie, dlaczego prace swoich uczniów sprawdzało mu się najlepiej akurat o piątek rano. Większość osób popukałaby się w głowę i kazała mu iść z powrotem do łóżka, ale McCain uważał to za coś zupełnie normalnego. Zaznajamianie się z literaturą, filozofią, językiem przez wiele lat pozwoliło mu nauczyć się, że trzeba czerpać z życia pełnymi garściami. Skoro znajdował swego rodzaju przyjemność we wczesnym wstawaniu, to czemu ktoś miałby mu tego zabraniać albo krzywić się w jego stronę?
    - To piękny sen na jawie i ani myślę go przerywać, El - odezwał się, uśmiechając się.
    Uczynić czyjeś życie snem to naprawdę wielka sztuka. To oznacza, że rzeczywistość jest tak piękna, że aż trudno w nią uwierzyć. Cieszył się, że udało mu się coś takiego stworzyć. Miał nadzieję, że Ellie to doceniała. W końcu w związku chodzi o to, by jedna osoba sprawiała radość drugiej. Jemu to się chyba udawało.
    Spojrzał na dziewczynę, rozważając jej propozycje, których było dość sporo. Wszystkie były tak samo kuszące. Cudowna okolica zachęcała do długich spacerów i odkrywania tutejszych skarbów kulturowych, smaków, bogactwa charakterów, pozytywnej energii. Z drugiej strony do tej pory zwiedzili sporo miejsc na wyspie. Może zatem dzisiaj zrobiliby coś innego...
    - To leniuchujmy dzisiaj, a wieczorem możemy na chwilę się gdzieś przejść. W końcu mamy jeszcze sporo czasu do końca wakacji, zdążymy wszystko zobaczyć - skwitował.
    Potem obrócił się w tym sposób, żeby to Ellie leżała na plecach. Wsparł się na rękach i spoglądał na nią z figlarnym uśmiechem.
    - I co teraz? - zapytał z rozbawieniem.
    Na ogół był pozytywnym człowiekiem, a nie gburem, który patrzy na ludzi tak, jakby chciał zabić ich samym wzrokiem. Przy pannie Dawson jednak jeszcze bardziej rozkwitał i dobrze humor doskwierał mu praktycznie ciągle. Nie sądził, że związek może być tak sielankowy. Jego poprzednie wcale takie nie były, a wręcz przeciwnie. Mnóstwo kłótni, fochów, jakichś dziwnych roszczeń. Myślał, że to młodsze kobiety się tak zachowują, ale to nie do końca prawda. Związek z Ellie był cudowny, najcudowniejszy pod słońcem.
    - Kocham Cię - odezwał się cicho.
    Pochylił się nad nią i zaczął ją namiętnie całować, wplatając palce w jej włosy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiał czuć jej dotyk na skórze. Nie należał do ludzi, którzy potrafili spędzić w łóżku cały dzień, leniuchując. Był po prostu dosyć ruchliwą osobą. Jego znajomi często śmiali się, że był napobudliwy w tej kwestii i dziwią się, czemu we śnie nie lunatykuje. W końcu po co tracić czas na sen, skoro można sobie pochodzić po okolicy, prawda? Z Ellie mógłby spędzić w łóżku cały dzień, rozmawiając, przytulając się, całując, pieszcząc i błagałby o jeszcze. Uwielbiał mieć ją blisko. Była niezmiernie ciekawą, piękną, zajmującą kobietą. Spotkał w swoim życiu wiele przedstawicielek płci pięknej, ale żadna nie skradła jego serca w takim stopniu jak panna Dawson. Podobało mu się w niej dosłownie wszystko. Od wyglądu, po charakter. Kiedy był młody, myślał, że te wszystkie książkowe romanse dzieją się gdzieś na świecie. Potem już przestał w to wierzyć, przekonując samego siebie, że jest to tylko idealny świat stworzony w głowie autora, a każda historii ma niejako niepisaną zasadę, by kończyć się dobrze. W końcu ludzie potrzebują w życiu szczęśliwych zakończeń, potrzebują wiedzieć, że gdzieś tam, nawet w innej rzeczywistości, są one normą. Teraz miał wrażenie, że przeżywa wielką miłość na jawie, na własnej skórze. Nie pamiętał piękniejszego i doskonalszego uczucia niż bycie zakochanym.
    Usłyszał mruczenie Ellie, co skutkowało uśmiechem na jego twarzy. Zabrzmiało niesamowicie zachęcająco. Wsparł się na łokciach i patrzył na nią przez moment - na jej oczy, nos, policzki, pełne usta. Wpił się w jej szyję i zaczął składać na niej pocałunki, jeden po drugim, starając się nie pominąć nawet milimetra. Jednocześnie oplatał rękami jej zgrabne ciało. Kobieta stanowiła dla niego niemałą pokusę. Ujął w palce materiał jej podkoszulka i ściągnął go jej przez głowę. Jego usta powędrowały w stronę jej brzucha, a ręce delikatnie pieściły jej biust. Pragnął sprawić jej mnóstwo przyjemności, z resztą jak zwykle. Podniósł się wyżej i szepnął jej do ucha:
    - Jesteś piękna, wiesz? Najpiękniejsza...
    Czuł, jak jego hormony zaczynają buzować i z każdą chwilą był coraz bardziej podniecony. Tulił ją do siebie, całował, wielbiąc jej niesamowite ciało i nią samą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pragnął, żeby Ellie czuła się przy nim piękna. W końcu to powinno być zadanie każdego mężczyzny. Chciał uczynić ją wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju, pokazać, że tylko ona się dla niego liczyć, a seks był jedną z form przekazania takich emocji. Był dla niej niesamowicie czuły, opiekuńczy, choć powoli zaczynało rządzić nim pożądanie. Mimo to zawsze dotykał jej z szacunkiem i tak pozostanie. Pamiętał ich początki, kiedy była mocno onieśmielona. Akceptował to, starając się jednocześnie pokazać jej, że może mu ufać także w kwestiach damsko-męskich. Okazywał mnóstwo cierpliwości, a ona zaczęła się przed nim otwierać. Starał się z całych sił nie wykraczać poza jej strefy komfortu, póki ona nie wyraziła na to zgody. Cieszył się, że miał jej zaufanie.
    - Nie wpadnie pani, panno Dawson, zapewniam, a komplementów nigdy za wiele - uśmiechnął się.
    Przygryzanie wargi sprawiło, że pożądanie urosło w Danielu momentalnie. Rękami wędrował po całym jej ciele, zachwycony miękkością jej skóry. Zdjął z niej resztę ubrań i teraz leżała przed nim całkowicie naga. Sam skopał z siebie spodnie, ukazując jej się w całej okazałości. Ponownie zaczął składać pocałunki na jej szyi. Jego męskość ocierała się o jej miejsca intymne. Był coraz bardziej podniecony.
    - Jesteś calutka moja, El - szepnął jej do ucha.
    Potem począł całować jej piersi. Pragnął zapewnić jej niewypowiedzianą rozkosz, więc musiał ją rozpalić do granic możliwości. Ręką powędrował do jej kobiecości, delikatnie ją masując.
    Cieszył się, że mają chwilę tylko dla samych siebie. Z dala od zgiełku miasta, obowiązków, znajomych, natarczywych sąsiadów, którzy czasem robili spory hałas. Tutaj liczyli się tylko oni. Nic poza tym nie miało znaczenia. W apartamencie panowała błoga cisza, a jedyne, co się przebijało, to szumy wiatru i fal. Nareszcie miał ją tylko i wyłącznie dla siebie. Mógł skupić na niej całą uwagę. Niezmiernie go to cieszyło.

    OdpowiedzUsuń