Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

15 lipca 2000

There was no future and there wasn’t even a tomorrow


Liam Gervasio Olivares 



Patrz mi w oczy

Liam nie zawsze czuł tę żądzę, rozchodzącą się po jego ciele niczym nieustępliwa toksyna; pragnienie, żar, palący od środka, uwrażliwiający skórę, przyśpieszający oddech. To się w nim przebudziło, zew krwi, spiętrzenie emocji, czysta cielesność. Pieszczenie języka smakiem słonych łez, potu, gorzkiej krwi, czy nasienia. Podniecająca deprawacja, namiętna destrukcja, następujące po niej spełnienie. To nie było nawet niewłaściwe, tylko zwyczajnie złe, dla postronnych oczu z pewnością obrzydliwe, grzeszna satysfakcja, uciszane wyrzuty sumienia.

Krzycz głośniej 


Ta chora fascynacja nie przeminęła, wręcz przeciwnie, zaczęła wzrastać, zmierzać ku apogeum. Kto by pomyślał, że igranie ze śmiercią może być aż tak przyjemne?


Jak chciałbyś umrzeć? 


Było stanowczo za późno, by temu zaprzeczyć. 




                             

1 komentarz:

  1. Uśmiechnął się, spoglądając na Liama z uniesionymi brwiami. Cieszył się, że jego chłopak wydaje się na tyle rozluźniony, na ile było to możliwe w tej sytuacji. Sam również czuł się z tym dobrze. Chciał rozmawiać z nim o czymkolwiek Liam tylko miał ochotę mówić, byle nie skupiać się na nieprzyjemnych sprawach. Lecieli do Hiszpanii, żeby się odprężyć i właśnie o tym powinni myśleć. Na szczęście lot zapowiadał się dość spokojnie i gładko, bez turbulencji, więc to zdecydowanie sprzyjało pozytywnym myślom, pewnie nie zdążą się obejrzeć, a już będą lądować.
    – Jesteś pewny, że nie wywalą mnie… nas z wesela za takie zaskoczenie? Pamiętasz o mojej kruchej psychice? – zapytał z szerokim uśmiechem i chociaż w większości żartował o tej psychice, to rzeczywiście trochę niepokoiła go wizja zostania wykopanym ze ślubu za… właściwie to nie wiedział, za co, sprowadzanie Liama na złą drogę? Jakkolwiek śmiesznie by to brzmiało, nie można było przecież tego absolutnie wykluczyć, kto wie, co jego rodzina sobie o tym wszystkim pomyśli skoro nikt jeszcze nie wiedział, co ich łączyło. Z drugiej strony, Marcel również miał ochotę zobaczyć szok malujący na się kilku poważnych, ciotkowych twarzach. To była niebezpieczna mieszanka, chęć przypodobania się i umiłowanie do szokowania. Może to był całkiem dobry plan. Gdyby pierwszego dnia mógł wykazać się swoimi nienagannymi manierami bez żadnych dodatkowych atrakcji, jeszcze wyszłoby mu to na dobre? Marcel miał już pewne doświadczenie w udawaniu, że nic go z pewną osobą nie łączy, gdy byli razem w tym samym pomieszczeniu. Tak naprawdę nie wiedział, na ile jest w tym przekonujący, ale mógł się postarać.
    – Wiesz, słyszałem o udawaniu, że jest się czyimś chłopakiem albo dziewczyną, gdy tak naprawdę jest się tylko przyjaciółmi, bo na ślubie chce się pokazać rodzinie, że się kogoś ma, ale odwrotnie to jeszcze nie. – Spojrzał na Liama z rozbawieniem, wkładając sobie do ust sporą porcję ciasta. Było truskawkowe, a Marcel naprawdę za takim przepadał… no, właściwie to przepadał za wszelkimi słodyczami, kropka. – Ale w porządku, zgadzam się. Będziemy tylko przyjaciółmi, a potem zszokujemy ciotki, dasz mi buzi, przelecisz mnie na stole, czy co tam uważasz za odpowiednio gorszące – powiedział z zadowoleniem, lekko przechylając głowę w bok, po czym z pełną premedytacją oblizał dokładnie widelczyk i mrugnął do swojego chłopaka sugestywnie, już na zapas odbijając sobie swoje późniejsze grzeczne zachowanie.
    Marcel odłożył widelczyk i sięgnął po kieliszek z winem, żeby wziąć kilka łyków. No dobra, ta druga opcja nie wchodziła w grę, ale wizja wciąż była odpowiednio gorąca i szokująca, żeby mu się podobała.

    OdpowiedzUsuń