Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

6 kwietnia 2014

[KP] Long live the King(stons)

Elizabeth Kingston
Rojalistka | A po co komu rewolucja? | Wychowana wśród dworzan | Dyplomatka na przeszpiegach

Och, tak, tak, oczywiście, Wasza Wysokość. Rozumiem, Wasza Wysokość, jest mi niezmiernie miło, że mogę się tak przysłużyć, Wasza Wysokość. Oczywiście, dowiem się, Wasza Wysokość. Powstrzymam, zrobię, co tylko mogę, tak. Tak, Wasza Wysokość, ta rewolucja mi również wydaje się absurdem, Wasza Wysokość. Każdy z tych niewdzięczników zapłaci za niesubordynację, Wasza Wysokość. Wynagrodzenie? Ach, jak ja dziękuję, jak mi jest miło, Wasza Wysokość.

Wątek z Nicole

3 komentarze:

  1. Kiedy Arthur po raz pierwszy usłyszał, że ma wyciągnąć od kogoś informacje, był niewątpliwie zaskoczony. Nie dlatego, że nigdy wcześniej tego nie robił – o nie, wręcz przeciwnie, zdarzało mu się to niejednokrotnie. Raczej dlatego, że już na początku powiedziano mu, od kogo te informacje będzie miał wyciągnąć. Kiedy usłyszał, że jest to rojalistka, bliska królowi jak mało kto, zwątpił najpierw w siebie, potem w Philipa, który ponoć jego właśnie do tej roli zaproponował.
    Oboje wiedzieli przecież, że co jak co, ale aktorem potrafił być naprawdę słabym. A przy osobie, która będzie wygadywała takie absurdy, jakich można się spodziewać po monarchistce, Arthur musiałby się naprawdę powstrzymywać. Oczywiście wiedział, że da z siebie wszystko, mając na uwadze ilość informacji, które przekazać im mogła Elizabeth, ale nie rozumiał, czemu nie wybrano kogoś odpowiedniejszego. On przecież nie był nawet specjalnie przystojny. I choć nie wątpił w inteligencję i brak próżności dyplomatki – która przecież, nawet mimo bycia rojalistką, te cechy musiała posiadać – wiedział, że dobry wygląd potrafi się przyczynić do tych kwestii, choćby i podświadomie.
    Mężczyzna już teraz zastanawiał się, jak zamierza podejść do Elizabeth. Wiedział, że tego dnia powinna znajdować się w okolicznej kawiarni. Szykował się, żeby wyglądać możliwie jak najlepiej. Ubrał najlepsze, co miał i zadbał o siebie znacznie bardziej niż z reguły. Nawet jeśli na co dzień nie był zupełnie nieschludny, czasem przykładał mniejszą wagę do swojego wyglądu. A teraz chciał, żeby wszystko było jak najlepiej.
    Najgorsze w całej tej sytuacji wcale nie było to, że musiał zdobyć informacje. O nie, znacznie bardziej wadziło mu, że oczekiwano od niego, że dotrze do kobiety przez zaloty. I choć niesamowicie mu się to nie podobało, nie miał pojęcia, jak miałby inaczej tego dokonać. Na razie musiał po prostu zbliżyć się nieco do Elizabeth i nie trafić na temat rojalizmu. Cóż, miał szczerą nadzieje, że gdyby do tego doszło, udałoby mu się znaleźć jakieś zalety monarchii i ich króla jako takiego.
    Ich. Zabawnie to brzmiało, gdy o tym myślał.
    Wyszedł z domu i skierował się do wskazanej mu uprzednio kawiarenki. Westchnął, uśmiechając się, w końcu szczerze. Uświadomił sobie, że jeśli mu się uda, ich plany rewolucyjne znacznie posunęłyby się do przodu w znacznym stopniu. Mógłby wreszcie w jakiś sposób zaistnieć, wspomóc sprawę. Tylko musiał się do tego przyłożyć i to właśnie zamierzał zrobić.
    Z tymże uśmiechem wszedł do kawiarenki i poszukał wzrokiem kobiety, która pasowałaby do tej, którą widział na pokazanym mu portrecie. Zobaczył jedną, która wydawała się pasować temu, co zapamiętał. Siedziała sama, co ucieszyło Arthura tym bardziej, bo wskazywało na to, że może się nie pomylił. Raczej się nie pomylił.
    Przeszedł obok niej i niby bezwiednie spojrzał na nią. Zatrzymał się nagle przy jej stoliku i popatrzył na nią nieco uważniej. Uśmiechnął się ciepło i zaczął:
    – Dzień dobry. Co osoba o równie oszałamiającej urodzie robi sama w takim miejscu?
    Udało mu się powstrzymać jakiekolwiek drżenie w głosie czy jakieś sztuczne nuty. Cóż, przynajmniej taką miał nadzieję. W kwestii urody przesadzał może nieco, ale kobieta była naprawdę ładna. Oczywiście musiał doprawić nieco komplement, ale z pewnością jej wygląd był naprawdę przyjemny dla oczu.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Boże, czuję się ziemniakiem. Wchodzę dziś na bloga i już zauważyłam ze smutkiem, że mi nie odpisałaś, po czym zauważyłam, że nie wysłałam ci napisanego już odpisu. Więc ten. Sorry. I do tego za długość, bo nie chciałam się tam wpraszać specjalnie.]
    Na szeroki uśmiech kobiety Arthur niemal zareagował westchnieniem ulgi. Niemal. Oczywiście, że bał się, że Elizabeth najzwyczajniej w świecie go spławi. Bał się, że coś zepsuje w pierwszym ważnym zadaniu, za które się zabierał. Zresztą, przecież nie zasugerowała mu, żeby zaraz obok usiadł, ergo niekoniecznie musiała chcieć spędzić z nim trochę czasu.
    Zaśmiał się ciepło na jej uwagę o jedzeniu, choć powstrzymywał się od skrzywienia się. Rozpieszczona, kapryśna Brytyjka. Zresztą, czego on oczekiwał. Chciał powiedzieć jej, że angielskie herbaty są jednak znacznie bardziej bezpłciowe od tych amerykańskich. Tak jak zresztą wszystko, co pochodziło z tego wyspiarskiego kraju pełnego sprzeczności, absurdalnych zwyczajów i imitatorów. O tak, imitatorów w szczególności.
    – Może mogę pani umilić nieco tę samotność? – zapytał przyjaźnie, z trudem powstrzymując jakiekolwiek wahanie czy sztuczność na twarzy. Musiał się postarać; dla dobra Ameryki. – Jeśli ta herbata pani nie odpowiada, mogę zaproponować inną. Gwarantuję, że jest naprawdę znakomita – dodał.
    Chodził do tej kawiarenki regularnie od wieków. Tu kształtowały się jego opinie, jego gusta, szczególnie w kwestii herbaty. Więc spodziewał się, że ta akurat posmakuje Elizabeth. A przynajmniej miał taką nadzieję, choć niespecjalnie w to wierzył – zapewne zbyt przywykła do tego papierowego smaku, który oferują w Wielkiej Brytanii. Phi.
    Zresztą, nie tylko jego smak się tu gust się tu wyrabiał. W tejże kawiarence kiedyś nierzadko spotykali się wtedy jeszcze nieco młodsi rewolucjoniści, wtedy jeszcze wymieniając tylko swoje opinie. W ten sposób Arthur poznał Philipa i wielu innych bliskich znajomych. Teraz, co prawda, mieli już raczej inną, nieco prywatniejszą siedzibę, ale z tym miejscem nadal wiązało się niewypowiedzianie wiele wspomnień, właściwie tylko pozytywnych.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Uch, nie lubię przepraszać dwa posty z rzędu, ale wybacz, miałam trochę problemów. Ale już zupełnie ogarnięte i teraz będę miała raczej dużo czasu :)]
    Gdy tylko Arthur usłyszał kolejne prychnięcie, z trudem przemógł usilną ochotę zaatakowania Angielki. Słownie, oczywiście. Przynajmniej raczej. Tak właściwie chciał udowodnić jej, że tu mieli wszystko, czego potrzebowali. Chciał pokazać, jak bardzo Ameryka nie potrzebuje Europy. Chciał, ale z każdym jej słowem coraz bardziej przypominał sobie, że to przecież szlachcianka.
    Phi, te idiotyczne podziały w Europie. Tylko one pozwalały jej się czuć ponad Arthurem. One, i relacje z królem, o których szczegóły mężczyzna musiał przecież zabiegać, o czym przypomniał sobie po dłuższej chwili. Uśmiechnął się więc i usiadł przy kobiecie.
    – Nazywam się Arthur Oakley, pani – odpowiedział ciepło, choć jego dusza wołała o ratunek. – A jak brzmi twoje imię, pani?
    Zerknął na kelnerkę, która szła akurat obok ich stolika. Kojarzyła go. Tak jak zresztą każdy tutaj. Uśmiechnął się do niej, a ona odpowiedziała mu tym samym i podeszła do niego.
    – Co dla was? – spytała, lustrując wzrokiem Elizabeth.
    – Poproszę coś specjalnego dla mojej towarzyszki – powiedział ciepło do Anny, kelnerki. – Ja poproszę earl graya.
    – Oczywiście – odparła ciepło kobieta i odeszła od ich stolika.
    Arthur zerknął za nią jedynie krótko i wrócił wzrokiem do Angielki. Tym razem uśmiech na jego twarzy był szczery, choć to był zasługą tylko i wyłącznie Anny. Nie była może ona może aktywną rewolucjonistką, ale popierała odłączenie się Ameryki od Europy. Jak każdy inteligentny mieszkaniec tego pięknego kontynentu zresztą. Cóż, wszędzie tu znajdowały się osoby w jakiś sposób mu bliskie. Poza Elizabeth.
    – Jak ci, pani, mija dotychczas czas tu, w Ameryce? – spytał, a jego szczery uśmiech nadal nie zrzedł.
    Bogu dzięki, chociaż tyle, że ta szlachcianka wybrała akurat to miejsce. Co za szczęśliwy przypadek. Tylko ta atmosfera utrzymywała jeszcze Arthura w ryzach. Wiedział, że jakby tu wybuchł albo chociaż odezwał się nieco ostrzej, jego przyjaciele na własne oczy widzieliby, czy słyszeli, jego porażkę. I nawet jeśli na razie była to tylko Anna, i tak wolał tego uniknąć.

    OdpowiedzUsuń