Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

14 sierpnia 2014

Lola





Lola Carlsson
33 lata.



niegdyś pani inżynier
teraz próbuje sobie przypomnieć, do czego służą te wszystkie kabelki i jak naprawić statek, kiedy coś z tyłu zacznie się kopcić




Żyła w swoim małym, poukładanym i ustabilizowanym świecie. Z pierścionkiem na palcu i osobnikiem do dzielenia łóżka. Wszystko się jednak rozsypało, ludzie okazali się być inni niż jej się wydawało. Koniec końców, trzeba było sobie radzić samodzielnie.

Z początku szło dosyć opornie, ale jakimś cudem jednak dotarła do momentu swojego życia, w którym jest teraz. Unika „starych znajomych”, bo nie ma z nimi zbyt dobrych relacji. Skupia się na przypomnieniu sobie własnych umiejętności. I zdobyciu jak największej ilości pieniędzy dzięki kolejnym zleceniom. Z nadzieją, że kiedyś tam jakoś jej się to życie poukłada i nie będzie już zawsze tylko kowbojem bez żadnego wyższego celu.

3 komentarze:

  1. Jeśli statkiem rzucało, a z głośników w kabinie pilota dobywały się ogłuszające niemalże dźwięki Cwału Walkirii, znaczyło to, że kapitan prowadził. Harold miał ciężką rękę i nadawał się bardziej do prowadzenia furmanki, a nie statku kosmicznego, ale ktoś musiał siedzieć za sterami, odkąd nawalił autopilot. Stało się to jakieś dwa tygodnie temu, jednak wyskrobanie pieniędzy na naprawę i znalezienie kompetentnego mechanika w tym dzikim sektorze nastręczało spore problemy. Kapitan wolał nie naciąć się tak, jak ostatnio, kiedy mieli mu uszczelnić śluzę w ładowni - dwa loty i wywaliło drzwi razem z framugą, zaś ładunek odleciał w przestrzeń, radośnie niesiony wiatrem kosmicznym. Tyle dobrze, że nie było tam nikogo z załogi. I do tego jeszcze lądowanie rozszczelnionym statkiem...
    Coś tąpnęło i na rozległym panelu w kokpicie zapaliła się czerwona dioda. Kapitan spojrzał na nią spod oka, a potem z premedytacją zdjął kapelusz i położył na migoczącej denerwująco diodzie. Skoro nikt z załogi jeszcze nie przyszedł z wiadomością, że gubią części statku, to nie powinno być w końcu tak źle...

    Kapitan

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedną z cech kapitana, która spotykała się z kompletnym niezrozumieniem, był całkowity brak pośpiechu. Williams nigdy nigdzie się nie spieszył. Pożar, walący się budynek, ostrzał wroga - kapitan po prostu szedł dystyngowanym krokiem, opierając się o swoją rzeźbioną laskę i za nic sobie miał szalejące wokół zniszczenie. Do tej pory jeszcze nic złego go z tego powodu nie spotkało i nie wiadomo, czy to szczęście głupca, czy po prostu złego diabli nie biorą.
    Na dźwięk otwieranych drzwi i głosu załogantki, kapitan Harold odwrócił się lekko, następnie wyjął fajkę z ust i ściszył muzykę. Zero pośpiechu, zero stresu czy napięcia.
    - Dzień dobry. Jak mija ten pogodny, gwiezdny dzień? - zapytał, wskazując końcem fajki widoczną za oknem przestrzeń. - Zechce pani spocząć, pani Carlsson.
    Kapitan generalnie nie przejmował się drobiazgami i nie panikował. Jeśli coś odpadło ze statku, ale mimo to nadal lecą, widać część ta nie była tak istotna, jak się początkowo wydawało.
    - Moje umiejętności pilotażu na pewno nie należą do moich atutów, jednak na pewno nie oceniałbym ich tak surowo - odparł w końcu, lekko zerkając tylko na ułożony w strategicznym miejscu kapelusz.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Och, po prostu nie ufam maszynom i zdaję się na intuicję - powiedział z rozbrajającą szczerością, prowadząc ster jedną ręką i w najmniejszym stopniu nie przejmując się wstrząsami.
    Podobno na Ziemi, tej pierwszej i jedynej, zaawansowanie technologiczne przechodziło wyobrażenie kogokolwiek. Najlepszym tego przykładem były same arki oraz maszyny do terraformowania, które potrafiły z kompletnie jałowej i pustej planety uczynić prawdziwy raj. Kapitan powinien być w teorii oblatany z dowolnym rodzajem sprzętu, ale wiadomo, że teoria i praktyka nieczęsto idą w parze ze sobą. Harold żywił co najmniej niechętne uczucia do wszystkiego, co przerastało stopniem komplikacji ekspres do kawy i wyznawał pogląd, że jeśli maszyna nie działała, seria odpowiedniego ostukiwania powinna pomóc.
    - Jeżeli zgubiliśmy część statku, to najpewniej był to fragment prawego napędu. Możemy spróbować go gonić i naprawić, albo dolecieć do celu i tam spróbować wszystko naprawiać.

    OdpowiedzUsuń