Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

19 września 2014

chamber


Olivia Elqvist
Zawsze z boku. Bo o wiele lepiej jest obserwować niż być w centrum wydarzeń. Sprawia wrażenie wiedźmy niemalże hipnotyzującej wzrokiem, a już na pewno potajemnie rzucającej klątwy. A do tego od zawsze miała czarnego kota, jakby to warunkowało zdolności magiczne.
Nie posiada takowych, oczywiście. Ma jedynie ten psychologiczny zmysł pozwalający na całkiem zręczne manipulowanie ludźmi. Do tego rudą głowę wypełnia tysiąc pomysłów, jak tu zniszczyć kogoś, kto zalazł jej za skórę. Nikt nie może być bezpieczny. Większość ludzi jednak jakoś nie wchodzi jej w drogę, a całość postrzegania przyćmiewa jedna osoba, którą najchętniej by udusiła. Ale nie chce iść do więzienia. Nie przestaje jednak planować zbrodni doskonałej.
Zawodowo zajmuje się fotografią, bo lubi chwytać momenty i zawarte w nich emocje. Bo właśnie, wbrew pozorom, Olivia kryje w sobie naprawdę dużo emocji. I to tych ciepłych, dobrych. Nawet jeśli sprawia wrażenie nieprzyjaznej, to jest to tylko maska, która chroni przed zranieniem.
A serduszko miała już zranione kilka razy.

4 komentarze:

  1. Od dawna planował te wakacje. Samo pakowanie walizek skończył tydzień przed wyjazdem, ale nikt o tym nie wiedział. Swoim kumplom, których skrycie nienawidził, nie wspomniał ani słowem o tym całym przedsięwzięciu. Nie chciał, by ktokolwiek zepsuł jego plany swoją obecnością. Toteż znajomi dowiedzieli się o wszystkim dopiero w przeddzień jego wyjazdu. Zrobili zszokowane miny, powyrzucali mu jak mógł powiedzieć im tak późno i na koniec prawie udusili, ściskając każdy najmocniej jak potrafił. Peter nie potrafił tego zrozumieć, przecież nie odchodził an zawsze. To miał być tylko urlop, wypoczynek. Nikt nie może robić bez przerwy tego samego, a koszykówka, którą wszyscy uważali za jego hobby była tylko jeszcze jednym obowiązkiem. Czasami planował odejście od drużyny, ale wtedy uświadamiał sobie, że inne sporty są mu obce, a kumple by go znienawidzili. Dlatego tylko czasem wieczorami chował twarz w poduszkę i bił pięściami w materac swojego łóżka. Zdarzało się nawet tak, że co trwalsze przedmioty latały po jego mieszkaniu.
    Dzień w którym stanął z walizką na pokładzie wielkiego wycieczkowca, miał być tym, który zmieni jego życie. Tylko że błękitnooki nie spodziewał się, jak bardzo je zmieni. Z hardą miną załatwił wszystkie formalności i już niebawem dostał własny pokoik, w którym zostawił walizkę i wszystko inne. Niestety musiał dzielić pomieszczenie z jakimś obcym chłopakiem, który był od niego młodszy o kilka lat, a z charakteru tak dziecinny, że blondynowi puchły uszy od słuchanie go. Nic też dziwnego, że udał się na pokład i stamtąd obserwował, jak statek odbija od brzegu i że pozostał tam przez cały dzień. Chodził po barach i innych pomieszczeniach, które miały dostarczyć rozrywki pasażerom. Na ten rejs zbierał od dłuższego czasu i miał nadzieję, że nie będą to stracone pieniądze. W końcu tam nie miało być znajomych twarzy, przy których musiałby zgrywać twardziela. Mógł być sam na sam ze swoją romantyczną i delikatną stroną. Nie spodziewał się, że spotkać osoby tak bardzo wrogo do niego nastawionej, której on nienawidził równie mocno. Bo skąd niby miał wiedzieć, że jego sąsiadka gustuje w podobnych rozrywkach i że to rude natręctwo tak szybko go odnajdzie, by uprzykrzać mu życie.

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  2. Po kilku dniach zdał sobie sprawę z obecności tej jednej jedynej osoby, której widoku nie mógł znieść. Wręcz nieprawdopodobnym wydawało mu się, że trafili na ten sam wycieczkowiec przypadkiem. Nie omieszkał więc uprzykrzyć jej życia, jeśli już na siebie wpadli, bo na ogół jej unikał. Nie było w tym nic dziwnego, bo przecież chciał odpocząć od zmartwień nawet tych jej pokroju. Ku zaskoczeniu jego samego zdołał się nawet całkiem odprężyć. Do dnia.
    Zaczęło się całkiem normalnie, a Peter rozpoczął dzień od koktajlu z parasolką. Słoneczne okulary ciążyły mu na nosie, a blondyn zmierzał pewnym krokiem do jakiejś opalającej się brunetki. Nie małą przyjemność sprawiało mu zagadywanie panienek, które wybrały się samotnie w rejs wypoczynkowy. Właśnie przykucał przy leżaku obcej ślicznotki, kiedy rozległ się głośny ryk z głośników pokładowych. Chłopak zerwał się do pionu w samą porę, by przewrócić się wskutek przechylenia pokładu. Nastała panika, a on nie potrafił rozróżnić żadnej twarzy wśród migających ciał. Z minuty na minutę, podczas gdy okręt kołysał się niebezpiecznie na boki strącając ludzi z pokładu, chłopak czuł się coraz słabiej. Mimo rosnącej niemocy, starał się myśleć racjonalnie i podążać ku najbezpieczniejszemu miejscu – dziobowi. Chciał jak najdłużej utrzymać się na statku, by nie umrzeć w wodzie z wyziębienia. Nie udało mu się jednak na długo utrzymać na własnych nogach, bo zemdlał i bez woli spadł w spienioną wodę. Nie był jednym z tych, którzy utrzymali się na statku tak długo jak się dało, ale wyszło mu to na dobre. Bo pomimo omdlenia i tak prędkiego spotkania z wodą, przeżył.
    Chłód, który go dosięgnął, zaraz pobudził jego mózg do pracy i chłopak gwałtownie się przebudził. Zszokowany w pierwszej chwili zaczął się miotać, by zaraz potem ukierunkować swój wysiłek. Dawał z siebie dwieście procent w walce o życie i ciągle nie wierzył, że to wszystko dzieje się naprawdę. Miał ochotę zatrzymać się, odpocząć, ale na to nie mógł sobie pozwolić. Za to zaczął żałować, że zapragnął wakacji i uciekł od koszykówki na morze. Teraz musiał wbrew wszystkiemu walczyć o swoje życie z żywiołem, a myśli o kilometrach wody pod nim i o zwierzętach kryjących się w spienionej toni, lęk ściskał mu serce, a ciarki przebiegały po plecach.
    Dopiero po kilku godzinach walki na śmierć i życie, gdy jego siły były już zdrowo nadszarpnięte, a Peter poruszał się tylko i wyłącznie dzięki działaniu adrenaliny, poczuł grunt pod stopami. Zaraz też wstał i zataczając się jak pijany ruszył do brzegu. Chwilę potem leżał na złotym piasku oddychając ciężko i w końcu pojmując ludzi, którzy całowali w filmach ziemię.
    - Dziękuje Boże – zdołał tylko wyrzucić z siebie i zasnął ze stopami zanurzonymi w wodzie.

    [Przepraszam, że musiałaś tyle czekać, ale po wycieczce nie mogę się psychicznie zebrać w sobie :) ]

    OdpowiedzUsuń
  3. Zbudził go dopiero kobiecy głos, który wykrzykiwał coś niezrozumiałego. Peter musiał wytężyć umysł i bardzo się skupić, by dociec tego, ze słyszanym przez niego wyrazem jest po prostu "hej". Zaraz też zebrał wszystkie siły, zmusił mięśnie do pracy i usiadł. Przysporzyło mu to zawrót głowy, więc uśmiechnął się na myśl, że nie wstał. Teraz mógł rozejrzeć się dokoła i zlokalizować właścicielkę dziwnie znanego mu głosu. Zanim jednak ustalił jej pozycję, zdał sobie sprawę z przerażającego faktu – był na nieznanej mu wyspie na środku oceanu, a jego wycieczkowiec zatonął. Blondyn jęknął zrozpaczony i złapał się za głowę. Odrzucała go myśl o wzywaniu pomocy, walce z naturą i samotności. Choć jeśli głębiej nad tym pomyśleć, to czegoś takiego szukał wypływając.
    Chwilę potem był już na nogach i szedł chwiejnym krokiem w stronę damskiej sylwetki na horyzoncie. Przynajmniej będzie miał z kim porozmawiać i jego udręka nie będzie tak wielka.
    Hej! - odpowiedział na krzyk kobiety i pomachał do niej ręką.
    Ku jego nieszczęściu stała pod słońce i nie mógł z tej odległości zobaczyć jej twarzy. Miał nadzieję, że nie jest to jakaś delikatna lalusia, a inteligentna dziewczyna, która nie wygląda najgorzej. Nie mógł przewiedzieć tego, co miało się zaraz stać i tego, że upierdliwi sąsiedzi dosięgną biednego człowieka nawet na końcu świata.
    [Znów przepraszam za włokę :< ]

    OdpowiedzUsuń
  4. On również zatrzymał się w pół kroku i patrzył an reakcję swojej sąsiadki z narastającym rozbawieniem, ale też pewną dozą zawiedzenia. Dziewczyna opadła na piasek, a on postanowił nie dusić śmiechu cisnącego mu się przez usta. Był zdolny jedynie do takiej reakcji na fakt, że z całej tej katastrofy uratowała się dwójka ludzi, którzy szczerze się nienawidzą. Od zawsze wiedział, że los bywa ironiczny i lubi płatać figle, ale nie podejrzewał, że aż tak.
    Dlaczego to nie wiem, ale powiem ci szczerze, że jestem równie zawiedziony. Maszeruję przed siebie licząc na jakąś piękną towarzyszkę na kolejne dni, dla której mógłbym być obrońcą i bohaterem, a trafiam na.... - pomachał ręką w górę i dół, omiatając tym samym sylwetkę Olivi – ciebie – dokończył z nazbyt podkreślonym niesmakiem.
    Tego się nie spodziewał i powoli narastała w nim ochota na wyżalenie się Bogu ze swego cierpienia, ale wiedział, że nie może pozwolić sobie na taki akt słabości, przy kimś takim. Przecież nie będzie jęczał tuż obok osoby, która chętnie skrupulatnie to wykorzysta. Natomiast wizja dzielenia z dziewczyną wyspy i kolejnych samotnych dni przyprawiał go prawie o mdłości. Peter pozwolił sobie upaść na piach niedaleko sąsiadki i spojrzał w niebo kręcąc przecząco głową.
    Totalna porażka – stwierdził i przeczesał włosy palcami – Trzeba będzie pomyśleć o jakimś szałasie – dodał po dłuższej chwili milczenia – prędko się nie zorientują, że wśród trupów na dnie morza brakuje nas dwojga. Obawiam się, że na dłuższy czas ta wyspa będzie naszym domem. Ciekawe jaka jest duża i co kryje sie głębiej w tym tropikalnym lasku....
    Blondyn szybko zaczął dostrzegać dobre strony zaistniałej sytuacji i począł porównywać się do znanych mu bohaterów filmowych i książkowych. Dostał właśnie jedyną i niepowtarzalna szansę na przygodę i dopiero co to do niego dotarło.

    OdpowiedzUsuń