Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

22 września 2014

[KP] “Protect me from what I want, protect me, protect me...”





Ajay Wilson

22 lata / pochodzi z Australii / nigdy niezapomniany akcent / student literatury / rysownik z zamiłowania / malarz z miłości / artysta / pali / pije / dobrze się bawi / ma gdzieś interesy ojca / po co mi ochroniarz? obronię się pędzlem / miłośnik szybkich samochodów / wcale nie jadę szybko / nie potrafi śpiewać, ale często to robi / w ogóle nie rozumiem, o co chodzi z tymi cyferkami, tato / wielu znajomych, jeden przyjaciel / kupa hajsu włożona w narzędzia do malowania / chyba się boję

19 komentarzy:

  1. Siedział w fotelu i śledził wzrokiem spływające po szybie krople deszczu. Podróż kropli od narodzin, kiedy spada z nieba i uderza w szybę, aż do śmierci, kiedy ociera do framugi i znika z pola widzenia. Zabawa mało energiczna i trzymająca w napięciu, ale kropla od czasu do czasu łączyła się z innymi kroplami albo wytwarzała małe krople dzieci, które zostawały już na szybie, dopóki inna kropla się z nim ni złączy.
    Zmrużył oczy.
    - Odpierdala mi. No na prawdę mi odpierdala... - burknął do siebie, dopijając bursztynowe whishy ze szklaneczki. Odstawił szkoło na komodę i podniósł się, krzywiąc się przy tym. Właściwie było mu wygodnie i nie potrzebował niczego, poza butelką, papierosami i pilotem w zasięgu ręki. Przeciągnął się, ale niewiele to pomogło. Zastałe mięśnie, odmawiały współpracy mrowiąc i drętwiejąc. Od razu odechciewało się ruszać dalej.
    Dzwonek telefonu był czymś co zdecydowanie nie pasowało do atmosfery pokoju. Wydawał się burzyć nudę i spokój. Stał chwilę nad swoją wibrującą komórką i wahał się czy odbierać. "Numer nieznany" krzyczał napis na wyświetlaczu.
    - A jeden pies... - mruknął. Przesunął palec na zielony telefonik i przyłożył aparat do ucha.
    - Mam dla ciebie dość specyficzną pracę. - usłyszał dobrze sobie znany męski głos.
    - Jaką? - przytrzymał telefon ramieniem by spokojnie odpalić papierosa.
    - Ciekawą. Zostaniesz osobistym ochroniarzem.
    - Ramzes, co ty gadasz? Mojego poprzedniego klienta gilgają w nos korzonki trawki, pod którą leży, a ty dajesz mi robotę osobistego ochroniarza?
    - Stul pysk. Za dwie godziny masz samolot do Las Vegas. Odbiorę cie z lotniska.
    Ramzes rozłączył się, jak miał to w zwyczaju, zanim zdążył odpowiedzieć. Znał tego człowieka dobra kilka lat, jeszcze z czasów kiedy pracował w policji. Nigdy nie pytał o to kim jest i czym się zajmuje. Jego przełożeni też mu to radzili. Jesli Ramzes się kimś zainteresuje w ten dobry sposób, trzeba dziękować losowi.

    Samolot wylądował punktualnie. Sebastian odebrał swój bagaż z taśmociągu i ruszył przez terminal, wypatrując nad głowami innych pasażerów łysego czerepu Ramzesa. Sam był wysoki, ale przy tym łysym wielkoludzie, czuł się jak szczyl. Wypatrzył go dość szybko. Skrzywił się, widząc srebrzysty garnitur, w który był odziany. Zastanowił się czy to nie najgorszy z jego dotychczasowych ubiorów, ale przypomniał sobie jego poprzednią kreacje z lamparcie łatki, i uznał ze ten lekko połyskujący garnitur nie wygląda wcale najgorzej. Uściskali sobie dłonie, bez zbędnych uprzejmości.
    Dopiero w samochodzie, pięknym Audi, którego lakier idealnie pasował do koloru garnituru jego właściciela, Ramzes się odezwał.
    - Twoim klientem jest mój stary znajomy. Ale pilnowac będziesz nie jego, tylko jego syna. Może przy okazji uda ci się go jakoś utemperować. Chłopak zupełnie nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, a ojciec nie do końca chce go uświadamiać. Jasne?
    - Jak słoneczko... - odparł Sebastian, dodając w myślach "... odbijające się od twojego wypacykowanego czerepu".
    - Zaraz będziemy na miejscu i poznasz swojego chłopaczka.
    - Marze o tym... - burknął. Bez pytania i pozwolenia, zapalił papierosa.

    OdpowiedzUsuń
  2. - Wiązanie, przykuwanie do różnych przedmiotów, kneblowanie i transport na siłę, wbrew woli pańskiego syna, jeśli sytuacja stanie się niebezpieczna też wchodzi w grę? - spytał jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Nie radził sobie z dziećmi. Wiedział, że będzie za chłopakiem chodzić nawet do toalety i to w pewien sposób go męczyło. Obserwował jak brwi pracodawcy wędrują w górę i niemal widział jak trybiki w głowie, powoli rachują najlepszą odpowiedź, więc postanowił mu nieco ją ułatwić.
    - Młodzi chłopcy w pewnym wieku, w którym jak się domyślam, jest pański syn, mają pewną skłonność do uważania, że wiedzą wszystko najlepiej i nie potrzebują rad i takich tam. Powiem szczerze, że gdybym miał wybór, kłócić się z nim albo dać po gębie i siłą wyciągnąć, z moim zdaniem, niebezpiecznej sytuacji, wybiorę tę drugą opcję. Ja dostrzegam pewne rzeczy, które dla innych wydają się błahe i nieistotne, ale w połączeniu dają sytuacje dość wybuchowe. Nie będę młodzieńca tłukł, żeby to było jasne. Po prostu mam zamiar, nawet siłą, przekonywać go że to ja mam racje. A to czy akurat będzie w klubie czy na basenie, jest mniej istotne.
    Zaciągnął się papierosem i powoli wypuścił kłęby dymu z płuc.
    - Ramzes trochę przybliżył mu postać pańskiego syna. Jestem właściwie pewny w stu procentach, że będzie mi uciekał, chował się i ogólnie będzie sprawiał problemy. Dlatego wolę mieć pewność, czy w razie potrzeby mogę go zamknąć w pokoju na klucz i nie wypuszczać aż się uspokoi.
    Wcisnął niedopałek w popielniczkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. [ To tylko takie gadanie, by trochę swobody zyskać XD Nie naruszam, w żadnym wypadku, twojej postaci ]

    Sebastian przejrzał papiery w teczce, powstrzymując się od prychnięcia. Odnotował w pamięti tylko to co było najbardziej konieczne. Potem obejrzał zdjęcia najbliższych znajomych chłopaka i ułożył je na samym wierzchu. Potem się ich nauczy na pamięć, tak na wszelki wypadek.
    Udał się ze wszystkimi do salonu. Zastanawiał się, dalczego nie dostał wytycznych donośnie stroju. Garnitur jak tajniacy z hollywoodzkich filmów? Luźny strój by wmieszać się w tłum? Tego pewnie dowie się później, jak już rozpocznie pracę. Miał lekkie obawy co do tego stanowiska. Domyślał się dla kogo pracuje i że, najprawdopodobniej, spotka niejednego swojego dawnego kolegę z pracy. Wszyscy go wystawili, nikt się nie wstawił za nim, najpewniej ze strachu. Wmawiał sobie że nie ma im tego za złe, ale wewnątrz aż kipiał wściekłością. Był dobry w tym co robił. Nie mógł tak po prostu zmienić zawodu. Nie wyobrażał sobie siebie jako kelnera, sprzedawce czy kogo tam jeszcze. Był uzależniony od adrenaliny.
    Mimowolnie się uśmiechnął, kiedy zobaczył kogo ma chronić. Właściwie spodziewał się rozwydrzonego bachora, wiecznie żyjącego gumę i durnego jak jasna cholera. Ten wydawał się bardziej normalny, niż jego chore wyobrażenia. Może nawet wiązanie i kneblowanie nie będzie konieczne. Kiedy chłopak wypowiedział magiczne słowa "jadę po farbę", wiedzia już że zaczyna pracę od zaraz. Tak po prosu ma go podwieźć do sklepu, wejść z nim, patrzeć jak wybiera farbę, podejść z nim do kasy, poczekać aż zapłaci, wrócić do samochodu i odwieźć do domu. Niby prosta sprawa...
    Był już w tym mieście i mniej więcej wiedzia gdzie co może się znajdować. Będzie też kierowcą więc czeka go studiowanie map miasta i okolic.
    - To tylko na razie. - powiedział ze spokojem w głosie. Miał dość szorstki, lekko zachrypnięty głos, który niektórzy uważali za przyjemny. - Jeśli pan Wilson uzna, że nie potrzebujesz kogoś takiego jak ja, będziesz miał spokój.
    Potem ustalą, jak będą się do siebie zwracać. Choć mówienie do takiego młodziaka "proszę pana" ubliżało jego godności, ale za takie pieniądze, jakoś to przełknie. Ramzes poklepał Sebastiana po plecach.
    - No dobra. Teraz radźcie sobie sami. Im szybciej się dogadacie tym lepiej dla wszystkich. A na razie... - wcisnął Sebastianowi w dłoń kluczyki do samochodu. - Czeka cie wizyta w sklepie. Jutro dostaniesz resztę sprzętu.
    Sebastian pożegnał się z Ramzesem uściskiem dłoni, po czym zniknął on razem z ojcem Ajaya za kolejnymi drzwiami. Mężczyzna lekko pokręcił głową.
    - Domyślam się, że zachwycony nie jesteś. - powiedział do swojego młodego klienta. - Ale jakoś będzie trzeba sobie z tym poradzić. Jedźmy.

    OdpowiedzUsuń
  4. - Sebastian. - przestawił się choć nie było to wcale konieczne. Poszedł z nim do garażu. Plan domu też musi przestudiować uważnie. Miał dużo pracy zanim tak na prawdę będzie mógł uznać że jest dobrze przygotowany. Oczy mu się zaświeciły widząc piene maszyny. Uwiebiał szybkie samochodu, wsposób w jaki drżały i mruczały, kiedy przekręcało się skluczyk w stacyjce. Mimo to, sam często jeździł mototrem, choć nie swoim. Ale chłopakowi, do którego należał i tak się nie przyda.
    - Możesz jeśli chcesz. Choć wolałbym sam to robić.
    Wyjatkowo usiadł na siedzeniu pasażera. Po kilku plamach z farby na kokpicie, uznał ze chłopak częso jeździ tym samochodem. Zapiął pas i zerknął na swojego klienta.
    - Masz jakieś pytania, wątpliwości, sprawy do załatwienia, zwłoki do zakopania i takie tam?

    OdpowiedzUsuń
  5. - Mną się nie przejmuj. I nie mów do mnie na pan. Lepiej żebyśmy uchodzili za znajomych niż służbę. Rób co chcesz. Jak będzisz miał ochotę gdzieś wyjść czy pojechać, też się nie krępuj. Mam cie chronić, a nie trzymać w domu pod kluczem. Poza tym, twoj ojciec nie życzy sobie, by wyglądało to tak, jakby się bał. Może przyzwyczaisz się do mojej obecności. Nie będę ingerował w twoje towarzystwo, podsłuchiwał rozmów czy co tam jeszcze.
    Kiedy weszli do sklepu, Sebastian aż się zdziwił, że takie przybytki w ogóle istnieją. Jego matka kupowała farby w sklepach szkolnych, bo nie było takich dla artystów. Szedł niespiesznie za swoim młodym klientem. Kiedy znów się znaleźli w samochodzie, dodał:
    - Czy jest coś czego nie wie twój ojciec a ja powinienem? Nikomu nie mam zamiaru donosic, to twoja prywatna sprawa. Masz dziewczyne? Chłopaka? Ulubionego modela, czy modelkę? Wymykasz sie nocami z domu?

    OdpowiedzUsuń
  6. - Czemu miałoby mi to przeszkadzać? To twoja sprawa z kim się spotykasz... poz warunkiem, że najpierw gościa sprawdzę i uznam, że jest na to wystarczająco normalny. - przesunąl językiem po dolnej wardze. Chciało mu się palić, choć ledwie minęło kilkanaście minut od poprzedniego papierosa. Starał się ograniczać, więc i tak był zdziwiony tym, że tak bardzo go ciagnie do dymka.
    - Nie mam nikogo. I nie poświęcam się. To praca, jak każda inna. Podobna do mojej dawnej pracy, tylko nieco dłuższa godzinowo. Ta praca to takie trochę przypadek. Akurat byłem wolny, bo... zrezygnowałem z poprzedniego zlecenia. Mam wrażenie, że Ramzes wybrał mnie, bo nikt mnie tu nie zna, a zanim wpadną na pomysł szukania mnie na innym kontynencie, trochę czasu minie.
    Obserwował uważnie przechodniów na chodniku, jakbysię spodziewał, ze któryś z nich nagle wyciągnie karabin i zacznie strzelać. Zaczął się zastanawiać, czy ta praca nie będzie jego najlepszą jak dotąd. Spokojny chłopak, do tego gej, artysta, który przejmuje się jego losem. Uśmiechnął się do siebie.
    - Umiesz strzelać? Bronić się?

    OdpowiedzUsuń
  7. - W takim radzi przejdziemy się na strzelnicę. Co nieco ci pokażę. Przyda ci się to. Nawet jak już się rozstaniemy.
    Wysiadł z samochodu i raz jeszcze rzucił okiem na kolekcje aut. Też takie chciał, ale nie oszukiwał się, że nawet przy takiej pracy, gdzie miał zapewnione mieszkanie, właściwie pokój i utrzymanie, nie było go stać nawet na silnik w takim aucie. Wzruszył ramionami, pogodzony z losem.
    - Nie mam zbytnio ani hobby ani zainteresowań. Dużo czytam... - i dodał juz w myślach "i piję". - Jak będziesz tak bardzo interesoał się mną, niedługo zacznie cie rytować moja obecność, bo zaczniesz uważać, ze przeze mnie nie możesz robić tego na co masz ochotę. Chociaż wolałbym być unikał szybkich numerków w klubowych kiblach, bo słuchanie takich jęków nie należy do najciekawszej rzeczy na świecie.
    Oglądał pomieszczeia, uważnie przyglądając się temu, na jaką stronę domu wychodza okna w każdym z nich.
    - W domu, nie musze spędzać z tobą każdej chwili. Zwykle będziesz sam, ale od czasu do czasu będę sprawdzał czy na pewno żyjesz, więc się nie zdziw. Mój pracodawa, a twój ojciec życzy sobie dodatkowo, bym zabrał cie gdzieś do lasu do jakiegoś domku wiedźmy czy jakoś tak, i sprawdził jakbyś sobie poradził w dziczy. Takiej zachcianki jeszcze nie słyszałem. Ale pewnie się dogadamy w tej kwestii.
    Dopiero kiedy weszli do pracowni młodego artysty, Sebastian spojrzał w oczy Ajayowi.
    - I żeby było jasne. Nie jestem donosicielem, szpiclem czy kim tam jeszcze. Pracuje z tobą i dla ciebie, więc to co się będzie działo co będziesz robić, jeśli nie zagrozi twojemu życiu, nie będzie przekazywane nikomu. Jestem dyskretny.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Coś zapewne sie znajdzie. - odparł, przelatując spojrzeniem po tytułach, wypisanych na grzbietach.
    - Mam twój rozkład zajęć. Powiem szczerze, że wolałbym nie uczęszczać na twoje wykłady. W tej kwestii też pewnie będziemy musieli się dogadać. Zgłaszani dziekanowi czy wykładowcom, mojej obecności chyba nie ma większego sensu. Będę cie odprowadzał na wykłady i zabierał spod sali. Swoim znajomym możesz powiedzieć co chcesz, ale tylko tym zaufanym. Mogą być twoim ochroniarzem, kuzynem, akimś tam kolegom czy chłopakiem. Tyle tylko by sie na mnie nie gapili za bardzo i darowali sobie te najdurniejsze pytania.
    Znów przeniósł spojrzenie na chłopaka.
    - PRawdę mówiąc, nie pracowałem jeszcze z kimś tak młodym. W policji z resztą też nie było tak młodych funkcjonariuszy. Postaram się dostosować w jakimś stopniu do twojego towarzystwa, ale mam już swoje lata i nadmuchane kondomy mnie nie śmieszą. - przypomniał sobie jedno zdjęcie z teczki, znajomego Ajeya, trzymającego balon. Zdjęcie było trochę niewyraźne, bo robione po tajniacku, ale on od razu rozpoznał nadmuchanego kondoma.
    - A jeśli chodzi o ten biwak. Jeśli twoj ojciec na prawdę, będzie uparcie przystawał przy tym pomyśle, nie będziesz miał większego wyboru. Ale pozwole ci zabrać zeszyt i ołówek. Aż tak podły nie jestem. - uśmiechnął się. - Jutro dostane resztę sprzętu, łącznie z kilkoma małymi gadzetami, któe będziesz musiał obowiązkowo ze sobą nosić. I jutro zaczniemy porządną zabawę Jest tu jakaś siłownia? Albo trochę więcej miejsca, być się nie zabił starając się mnie uderzyć?

    OdpowiedzUsuń
  9. - Świetnie. Całe życie spędziłem w Londynie, więc nie muszę nawet udawać akcentu.
    Rozejrzał się po pokoju dokładniej. Sprawdził okna, tak na wszelki wypadek. Słysząc wzmiankę o kondomach, usmiechnął się mimowolnie.
    - Jak dobrze, że nie będziesz zadawał mu pyta o to co to jest sex i skąd się biorą dzieci? Syn mojego byłego partnera lubował sie w zadawaniu mi takich pytań bo tylko ja odpowiadałem mu szczerze, przez co jego matka mnie nie znosiła.
    Odwrócił się do niego, opierając dłonie na biodrach Przypominał teraz Piotrusia Pana z jakieś alternatywnej rzeczywistości.
    - W porządku. Mój pokój mieści sie obok, więc jak potwory zaczną wychodzić spod łóżka to krzycz. Wstaje wcześnie i kładę się późno, więc jak coś się bardziej działo, będziesz miał jakąś wątpliwość czy problem, to nie martw się że mnie obudzisz. Co jeszcze... Sprzęt jutro, ćwiczenia jutro, biwak kiedy indziej... Aha, nie będę paradował w garniturze. Nie idziemy na ślub ani na stypę. Poza tym widok tych panów w małpich strojach mi już wystarczy. Rzucają się w oczy na kilometr. Dużo palę, więc niech cie to nie zdziwi. Wolałbym wiedzieć, kiedy opuszczasz budynek. Znaczy że jak idziesz do ogrodu, to też mi o tym mówisz. To chyba tyle... Coś jeszcze chcesz wiedzieć? Jakieś pytania?

    OdpowiedzUsuń
  10. Zmrużył oczy. Miał wrażenie, że chłopak nie do konca orientuje sie w tym kim powinni dla siebie być. To zawsze było najtrudniejsze w tej pracy. Zachowanie dystansu w stosunku do pracodawcy. Poprzednio miał podobny problem, ale jak mógł przewidzieć to, że żona klienta się w nim zadurzy. Odrzucona kobieta potrafi być niezwykle pomysłowa a przy tym nieziemsko podła.
    Zastanowił sie chwilę na propozycją, bardziej jak porywatne spotnianie niż wyjście z klientem. Prace tak na prawdę zaczynał od jutra, a od chwili kiedy wylądował, nie miał w ustach kropli alkoholu przez co już zaczęło go nosić.
    -Niech będzie. - zgodził się. - Ale w takie miejsce do którego często chodzisz. Od razu obejrzę sobie to miejsce i bywających tam ludzi.
    Spojrzał na zegarek na swoim nadgarstku i policzył coś w myślach.
    - Za godzinę?
    Robiło się powoli ciemno, a sam wolał nie wracać zbyt późno. Miał w końcu jutro spotkanie z Ramzesem i musiał dobrze wyglądać.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Cudownie.
    to był jego jedyny komentarz. Co prawda posiadał zapas czegoś mocniejszego, co lubił dolewać do herbaty. Jako anglik, przywiózł oczywście swoją herbatę. Widział dziwne spojrzenie gosposi i jednego z goryli kiedy parzył sobie odpowiednią herbatę w odpowiedniej porze dnia. Przed wyjściej wypił jeszcze wieczorną. Umył się, czując jak zmęczenie podróżą powoli znika. Przebrał się w coś wygodniejszego, dobierając coś tak by nie zwracać na siebie większej uwagi. Wsunął pistolet do kabury na boku. Lubił tego Waltera. Broń lekka i celna, ale nie tak spektakularna jak Beretta czy Glock.
    Zapalił, czekając na chłopaka. Miał czas. Zaciągał się dymem, wydmuchując w powoli chłodniejące powietrze zgrabne kółka. Uniósł lekko kąciki ust, kiedy się pojawił.
    Zanim pozwolił mu wysiąść, rozejrzał się. Na ulicy kręciło się sporo ludzi, większośc już nietrzeźwych. Westchnął, przypominając sobie, że to już nie Londyn i że to miasto żyje głównie nocą. Wypuścił Ajeyna i ruszył obok niego, w kierunku baru. Minęli jakąś całującą się parę, potem kolejną i kolejną. Z tymże każda kolejna para była bardziej pobudzona od poprzedniej, więc kiedy minęli dwóch facetów, jednego obciągającego drugiemu, Sebastain zaczął się poważnie zastanawiać, gdzie ten chłopaczek go zaprowadził.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wybacz. Mój błąd :) ]

    - Rzadko opuszczam moją rodzinną Anglię. - przywitał się, starając się nie wyglądać podejrzanie. Otarł kciukiem kącik ust. Rozejrzał się uważniej po lokalu. Był nawet w jego stylu, gdyby nie licząc tego, że nie miał stylu. Podobno też nie miał gustu. Kilka kobiet i nawet panów w zyciu go o tym informowało, a on odkrył że mieli racje, w końcu się z nimi spotykał. Właściwie nie miał sobie wiele do zarzucenia, poza tym że dużo pracował i czasem wracał o dziwnych porach poobijany i zmęczony tak, że zasypiał w wannie.
    Przywitał się z, jego zdaniem, zbyt energicznym i zdecydowanie zbyt pozytywnie nastawionym do zycia, kolegom Ajaya. Podobno szczęście jest zaraźliwe, na jakieś 10 metrów. Może powinien się odsunąć? Wymusił na sobie dośc sztuczny uśmiech.
    Zamówił to co zwykle. Szkocką whisky. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie smakowała tak wstrętnie. Spojrzał ze zdziwiniem na swoją szklankę. Co oni tam kurde dolali? Zapomniał po prostu że to zupełnie inny kraj, inni ludzi i inne smaki.
    Również wydobył paczkę papierosów i zapalił.
    - Długo się znacie? - rzucił by jakoś zagaić rozmowę, choć doskonale to wiedział z akt.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zastanawiał się kilka chwil na odpowiedzą. Mógł nazmyślać albo nieco ubarwić swoją historię, bo ona wcale nie była ciekawa artystycznie.
    - Moja matka była artystką. - zaczął od prawdy, pomijając to że zaćpała się na śmierć. - malowała obrazy i tworzyła rzeźby, które były obrzydliwe. Ale kilka osób je kupowało... - nie dodał również tego, że z artystką w pakiecie. Z tego co wiem jej parce nie wyszły poza Londyn, chociaż kto wie? Może ktoś lubie mieć takie pokręcone szkaradztwa w domu. Zrobiła mi kiedyś lampkę nocną, ale bałem się spać kiedy to coś stało w pokoju albo nawet w domu.
    Poza tymi odlotmi matki, które z czasem stawały się coraz częstsze, miał szczęśliwe dzieciństwo. Ale wspomnienie tych strasznych twarzy na rzeźbionej lampie, przywołały dreszcz.
    - Ja trochę rysuje. Nie jestem artystą, jak niektórzy tutaj. - uśmiechnął się nawet ładnie. - A ojciec był policjantem, więc niewiele miał ze sztuką wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czasem zastanawiał się jak jego życie by się potoczyło, gdyby ojciec nie wziął za żonę dużo młodszej od siebie kobiety. Na upartego mogłaby być jego córką, a co za tym idzie w żaden sposób nie mógł jej zaspokoić tak jakby tego chciała. Koledzy zazdrościli mu pięknej żony a potem uroczego syna, który był niemal żywą kopią matki. Dopił zawartość szklanki i udał się po następną. Jednego drinka wypił przy barze, dopiero następnego zabrał ze sobą i wrócił na miejsce.
    - Nie jestem specjalistą od sztuki. Mogę powiedzieć tylko tyle cy coś mi się podoba czy nie. O kolorach też mi nie opowiadającie, bo rozróżniam tylko ładne i brzydkie.
    Nie było to do końca prawdą, bo odróżniał kolory ale nie znał ich nazw i określeń. Obserwował ukratkiem grupkę nieco starszych mężczyzn, którzy spoglądali na nich od czasu do czasu i coś szeptali. Na razie nie interweniował.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Może lepiej nie? Wszystkie kocury z okolicy się wyniosą, a tym facetom, którzy tak przyjemnie się zabawiają na zewnątrz, pałki opadną.
    Wcisnął niedopałek w popielniczkę. Właściwie nie powinien, ale czasem po prostu nie mógł się powstrzymać. Trzecia porcja czegoś co nazywają tu whisky nie działała tak jak powinna, więc zamówił jeszcze jedną. Mógłby po prostu wypić czytą wódkę, ale miał w sobie na tyle przyzwoitości by nie wstawić się zbyt poważnie w obecności klienta. W końcu miał go pilnować. Zeczesał palcami włosy do tyłu i raz jeszcze zerknął w stronę, zdecydowanie zbyt dobrze bawiącej się grupki. Właśnie wtej chwili jeden z nich się podniósł i ruszył w ich kierunku. Westchnął i odsunął od siebie szklaneczkę, by nie korciło za bardzo by rozwalić mu ją na łbie. Instynkt, który miał od dziecka nie zawiódł jak zwykle. Facet oparł się ciężko dłońmi o blat stołu przy którym siedzieli.
    - No cześć. Was dwóch kojarzę, ale tego tu nie znam. - wskazał na Seastiana i znów zwrócił się do młodszych chłopaków. - No ale jak ma ochotę może dołączyć. Szukamy kogoś, no wiecie, na króliczki playboya. No ten, dużo nie zarobicie, tyle ile wam w gatki wsadzą...
    Sebastian nieznosił kiedy ktoś ciągle mówił "no", albo po każdym zdaniu powtrarzał "tak" lub "nie". Drażniło go to niesamowicie. Zerknął tęskno na szklankę, ale rozróby nie mógł zrobić już pierwszego dnia. Podniósł się powoli, facet chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie zdązył. Dostał w brzuch i krocze. Sebastian rozejrzał się, sprawdzając czy ktoś zwrócił na to uwagę, ale na szczęście każdy był zajęty sobą. Facet zgięty w pół, jęczał prawie szeptem. Wyglądało na to że go boli. Ochroniarz poklepał go po plecach i siłą poprowadził do drzwi, po czym tak po prostu, wypchnął go na chodnik i wrócił do stolika. Wydawał się znudzony kiedy usiadł na swoim miejscu.
    - Kolega ze szkoły?

    OdpowiedzUsuń
  16. - Nie łatwo jest się tego nauczyć w kilka dni, ale jak chcesz to można spróbować. Poza tym, zwykle nie bije ludzi na ulicy. To w sumie karalne...
    Nie do końca rozumiał radość i zachwyt chłopaków. Nie było to nic nadzwyczajnego. Przynajmniej nic co jego zdaniem byłoby nadzwyczajne. Wzruszył ramonami, ale drinka przyjął. Powoli zaczął się rozluźniać i wiedział dobrze, że nie powinien przekraczać tego stanu. Nie powinien się upić będąc z klientem i jego kolegą. Dopóki nie stworzy z nim pewnej relacji, pewnego zaufania, nie mógł narazić sie na choćby podejrzenie nieprofesjonalizmu. chciał zapomnieć o wielu rzeczach w swoim życiu. Głównie dlatego pił.
    - Mam nadzieję, że nie będziesz zaczepiał ludzi tylko po to bym musiał ich walnąć. - zaśmiał się. Ujął szklaneczkę z nową porcją whisky. Przy okazji zerknął na zegarek.
    - Niedługo będziemy się zbierać Ajay

    OdpowiedzUsuń
  17. Przez jakiś czas nie mógł uwierzyć w to co widzia, a raczej słyszy. Może nie było to tak tragiczne jak się spodziewał, ale nie chodziło głównie o to. Pracował z ludźmi powaznymi, zdystansowanymi i eleganckimi. Ajay nie należał do takich. Właściwie był młodym chłopakiem, kóry lubił sobie szaleć. Musiał jakoś się do tego dostosować. Wypił do końca swój drink i kiedy chopak do niego dołączył, wyszli na zewnątrz.
    - Nastęnym razem posiedzisz dłużej. Muszę trochę ogarnąć swoje zadanie, bo jak na razie to się okazuje, ze Ramzes uważa się za bardzo zabawną osobę.
    Nie bełkotał, mówił wyraźnie. Od jakiegoś czasu sporo pił. Alkohol nie działał na niego takjak dawniej. Przeczesał palcami włosy. Przed klubem nie było już faceta, którego troche siłą wyprowadził. Chyba znajomi sie nim zajęli, albo sam postanowił się wynieść. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt że mieli problem ze złapaniem taksówki. Sebastian wsunął dłon do kieszeni i zacisnął palce na kastecie. Właściwie nie powinien go mieć bo była to mimo wszystko nielegalna broń, ale wolał mieć to niż nic.
    - Ajay, stań troche bliżej ulicy. - mruknał do niego, odsuwając się od granicy jezdni i przesuwając się krok w tył na chodnik. Czuł ze jest przerważliwiony. To że gdzieś niedaleko ktoś tłucze butelki i toczą nie nerwowe rozmowy, nie znaczy że ktoś stamtąd zaraz wypadnie i się na nich rzuci. Wytoczyli się po chwili. Kilku młodych facetów, zgolonych na łyso w koszulkach z czarnym orłem albo swastyką.
    - Jeszcze kurwa nazistów brakowało... - mruknął bardziej do siebie niż innych. Stanął tak by zasłonić swoim ciałem Ajaya. Podjechała taksówka, ale kierowca widząc grupę łysoli zawahał się czy się zatrzymać. Sebastian nie chciał mu dać szansy na zastanowienie i stanął na drodze. Mężczyzna w ostatnim momencie zahamował, a ochorniarz uśmiechnął się do niego, kręcąc lekko głową.
    - Do środka. - mruknął do towarzysza.

    OdpowiedzUsuń
  18. - Nie znosze nazistów. - mruknął, siedząc już w taksówce. Z doświadczenia wiedział, że sam a taką grupę, nie miałby szans. To w większości fanatycy, którzy są prawie nieśmiertelni. Można wpakować w każdego z nich cały magazynek a on jeszcze znajdzie siłę by nacisnąć spust i wpakować ci kule w głowe. Pomijał już fakt że zabiliby go za samo bycie "elementem". Podał taksówkarzowi adres. Mężczyzna sam wydawał się zadowolony, że może już odjechać z miejsca, gdzie zaraz poleje sie krew. Takie grupki nigdy nie odpuszczały zabawy.
    Zapłacił za kurs. Machnął ochroniarzom przy bramie i razem ze swoim młodym klientem weszli na teren posesji. Alkohol wciąż przyjemnie rozgrzewał od wewnątrz. Musiał jakoś sobie poradzić z jutrzejszym dniem. Jeśli jutro da radę to już do końca zadania jakoś to będzie.
    Odprowadził Ajaya pod same drzwi jego pokoju
    - Dobrej nocy. - mruknął. Już nie mógł się doczekać kiedy otworzy ofiarowaną mu przez Ramzesa butelkę, ustawioną w honorowym miejscu w pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pił jeszcze godzinę. Właściwie nie pił, tylko delektował się. Whisky była dobra, dużo lepsza niż tam w barze. Ale nie można sie było dziwić, bo taka butelka kosztowała całkiem dużo.

    Obudził się wcześnie, jak zwykle. Drażniło go to, że jego organizm przyzwyczaił się tak bardzo do wczesnego wstawania. Obojętnie o której szedł spać, nadchodziła szósta rano i koniec spania. Trochę szumiało mu w głowie, ale to zawsze przechodziło. Nie lubił tego stanu, dlatego zwykle po przebudzeniu, pił jeszcze klinik, a potem kolejny i kolejny, aż znów kładł się spać. Wziął prysznic, w końcu nie chciał źle pachnieć. Zanim w ogóle znalazł siłownie, złapał go Ramzes, przekazując walizkę ze sprzętem, o który prosił i kilka dobrych cygar. Potem, siedząc już na zydlu przed jednym z urządzeń, zastanawiał się czy przypadkiem nie trafiła mu sie najlpesza robota jaką mógł sobie wymarzyć. Pilnował małego artysty, kóry nie robił problemów, a nawet przejmował się jego losem, dostawał cygara i dobry alkohol, a do tego mógł sobie ćwiczyć i za to nie płacić. Brakowało mu jeszcze seksownego masażysty, widoku na plażę i drinka z parasolką. Kolejny raz przyciągnął do siebie ciężarek, by po trzech sekundach puścić go i zakończyć wstępny trening. Położył się na ławeczce do brzuszków. Przyjemne drobne skórcze mięśni, rozchodziły się po całym ciele. Zamknął oczy. Spocił się i to bardzo. Uznał że traci kondycje. Musi nad tym popracować. Skrzypnięcie przy drzwiach, wyrwało go z rozmyślań. Otworzył oczy i usiadł na ławeczce. Widząc swojego młodego klienta, uśmiechnął się lekko.
    - Ćwiczysz, czy dziś jeszcze odpuszczamy?
    Poprawił bezpalczaste rękawiczki na dłoniach. Wstał i przetarł ręcznikiem kark.

    OdpowiedzUsuń