Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

2 października 2014

princesa

Mathilda Caldwell
Mattie
24 lata
Rozpieszczona księżniczka, a z księżniczkami się nie zadziera. 
Fakt, lepiej nie wchodzić jej w drogę, ale poza rozpuszczonej panienki jest tylko maską, która odpowiada każdej pannie, której ojciec znajduje się na tak wysokim stanowisku.
Tak naprawdę to dziewczyna inteligentna i ambitna, zamknięta jednak w czterech ścianach bez możliwości samodzielnego rozwoju , przez co zwyczajnie jest samotna. Nic dziwnego, że zaczyna rozmawiać z własnym kotem. Nieufna, a strach tłumi wyniosłą pozą i traktowaniem wszystkich z góry. Buntowałaby się, gdyby tylko mogła. Zamiast tego robi swoje, uśmiecha się, pozuje do zdjęć, jest grzeczna i dystyngowana. I cały czas się zastanawia, co dalej będzie z jej życiem, bo póki co utknęła w jakiejś farsie, chorym przedstawieniu, przez co nie może realizować swoich marzeń. A przecież czas ucieka, nikt nie młodnieje.

10 komentarzy:

  1. [Kurczę wybacz, ale nie ogarnęłam że to jest link. Cudowne zdjęcie, wręcz zakochałam się i jeszcze kot - uwielbiam koty. No i blondynka :)
    W takim razie można zacząć i to spada na Ciebie chyba, że serio serio nie wymyślisz nic :(]

    OdpowiedzUsuń
  2. Ktokolwiek jak by to nazwał, dla kogokolwiek to było przyjemne i był to cel zawodowej kariery mógł nazwać siedzenie na drewnianym krześle, i do tego wcale nie wygodnym oraz wpatrywanie się przez lornetkę w jeden niezmieniony punkt jakim była blondwłosa dziewczyna wystukująca palcami czyjąś melodie - był kompletnym kretynem, gdyż ja nigdy nie miałem zamiaru właśnie tego robić i wcale nie należałem do wybrednych osób za jakiego uważała mnie moja matka. Z początku wyśmiałem to co miałem zrobić, ale potem stwierdziłem, że z tego wszystkiego może wyjść całkiem niezła zabawa, którą można obejrzeć przy małym zestawie z pobliskiego fast fooda jakim miałem zaraz po swojej prawej stronie na plastikowym, ogrodowym stoliku, który połączyłem a niewielką porcją kofeiny co bym czasami nie usnął - musiałem przygotować się na wszystko. Odstawiłem lornetkę na bok widząc że nic się takiego nie dzieje, pochwyciłem burgera i wpakowałem do ust jeden, ale porządny gryz prawdziwego niezdrowego żarcia kiedy małoletnia miała tylko do swojej dyspozycji szklankę z wodą i cytryną. Zaśmiałem się kiedy do z sivi-radia dobiegł jej cichy, ale i przyjemny dla ucha głos domagający się o pomoc. Nie miałem w umowie zawartej rozmowy z "obiektem" przeze mnie strzeżonym z resztą raczej nikt tego by nie pochwalił patrząc na profesjonalizm owej pracy. Jednakże nazbyt zrobiło mi się szkoda blondynki, której randka ewidentnie miała już dobre pięć minut spóźnienia.
    Wbiłem wzrok w lornetkę - Obiekt sto osiemdziesiąt centymetrów nadchodzi panno Caldwell. Zasugeruj mi siłownie - stwierdziłem po dokładniejszych oględzinach swetra, który w niewielki sposób opinał się na jego bicepsie jak i klatce piersiowej. Jednak śmiem stwierdzić, że zabawa się zaczęła.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nieee, ja doglądam zawsze :)]

    Cóż nic dziwnego, że ktoś pragnął likwidacji tej małej gdyż po jej złośliwościach płynących z tych jakże niewinnych ust mogło się mieć na wiele rzeczy ochotę - Uuuu... Pewnie miało zaboleć - zachichotałem na tyle złośliwie na ile potrafiłem i ponownie powróciłem do burgera po czym spróbowałem tych nieziemsko wyglądających frytek.
    Mój cel był prosty i wydany z góry; poznać, przebadać, ująć i zlikwidować przy czym nie dać się złapać a potem żyć jak król pływając w pieniądzach otrzymanych z zadania. Już dawno przestałem się bawić w zwyczajną sprawiedliwość. Stwierdziłem, że to Państwo to zwyczajna dziwka, która chce oskubać każdego do cna, więc czemu by nie odebrać naszego kochanemu Prezydentowi tego co dla niego najważniejsze.
    - Już tak nie marszcz tego czoła... Coś Ci się w nim nie podoba? - zapytałem z ironią i wielką przyjemnością w głosie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłem pod wrażeniem jej zmyślonej historyjki o brudnym bucie a żaby tylko dała radę rzucić co do mnie. - Wypij tą kawę. Może nie okażę się aż taki zły - potarłem zmęczone oczy, które zaczęły dawać o sobie znać od tak długie wpatrywania się w jedno miejsce.Z każdym słowem skierowanym do dziewczyny łamałem coraz to inna zasadę, więc wolałem już zwyczajnie nie liczyć a jeśli zacznę interwieniować i to tego w spotkanie, na które wydał zgodę jej ojciec tym bardziej narażę się i może nawet odstawią mnie zbyt daleko od dziewczyny. Z drugiej strony pomagając niej mogę w jakikolwiek sposób urosnąć w jej oczach i stwierdzi, że wcale nie jestem tym złym i nudnym ochroniarzem i łatwiej będzie mi się do nie zbliżyć co da łatwiejszy dostęp do osiągnięcia celu.
    -Przemyślę twoje błagania. Dam znać po skończonym burgerze bo pewnie i tak wcześniej się stąd nie ruszę póki go nie zjem. - uśmiech namalował się od ucha do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż wcale nie zazdrościłem chłopakowi siedzącemu naprzeciwko niej. Szkoda byłoby gdyby poznał jej myśli właśnie w tym momencie tak jak ja je znałem. Wiedziałem, że nie powinienem grać na czas bo dziewczyna była raczej gotowa do samoczynnego opuszczenia restauracji a to nie było mile widzie przez jej ojca. Dokończyłem burgera i skubnąłem jeszcze parę frytek zostawiając w pudełeczku dwie może trzy. Wrzuciłem wszystko do papierowej torebki i porządnie zgniotłem. Dłońmi potarłem o brodę sprawdzając tym samym stan swojego kilkudniowego zarostu oraz rozmyślając swoją iście ważna rolę gdzie odbijam Richardowi jego wybrankę.
    Papierową torebkę i napój chwyciłem w jedną dłoń - wszystko wyrzuciłem do pobliskiego śmietnika, który znajdował się zaraz obok wyjścia z budynku.
    Mój strój z pewnością nie nadawał się do takiej restauracji w jakiej znajdowała się Panna Caldwell, więc mam nadzieję, że jakimś cudem wpuszczą mnie do środka. Z resztą coś wymyślę.
    Kierowniczka restauracji powitała mnie w wejściu skutecznie zagradzając mi drogę - Dobry wieczór, witam w Eivet La'rite. W czym mogę służyć? - Zmierzyła mnie wzrokiem i przez chwilę skrzywiła się na widok sportowej bluzy i jeansów jednak zaraz potem spojrzenie skierowała na moją twarz a jej usta wykrzywiły się w uśmiech ukazujac rząd białych zębów- Ja tylko na chwilę. Do koleżanki. Można? - Nie czekając na jej pozwolenie szybkim ruchem ominąłem ją i kierowałem się w stronę przedostatniego stolika zaraz przy oknie.
    -Mam nadzieję, że jesteś dobrą aktorką - wypowiedziałem ostatnie słowa do mikrofonu i z uśmiechem wymalowanym na twarzy szedłem w stronę blondynki. Mój plan był prostu; udać jego dobrego kolegę, który jakimś trafem zauważył ją za okna restauracji. - Mattie! - krzyknąłem entuzjastycznie kątem oka dostrzegając kierowniczke sali zmierzającą w moim kierunku jak i klientów, którzy bacznie mnie obserwują.

    OdpowiedzUsuń
  6. -Świetnie wyglądasz! - te słowa nie były tak bardzo w moim stylu jak i uśmiech namalowany od ucha do ucha. Byłem prawdziwym, już nie zimnym a lodowatym draniem, który absolutnie nie liczy się z innymi a na dodatek jest pozbawiony wszelkich zasad moralnych i bez problemu mógłby zamordować właśnie oto tą uroczą blondynkę stojącą naprzeciw. - Niech to ja spojrzę. - Chwyciłem ją delikatnie za dłoń i okręciłem aby dokładniej jej się przyjrzeć. Cóż chyba pomyślę o zmianie zawodu.
    -Przepraszam Pa... - odezwała się kierowniczka stojąca tuż za mną jednak ja niemal natychmiastowo uciszyłem ją swoim wzrokiem mówiącym "zamknij się". - Nie widzi Pani, że jestem zajęty. - Ponownie powróciłem do kobiety. Poczułem się jak samiec alfa, z resztą byłem nim i wcale nie musiałem tego okazywać. Nie to co ten, siedzący przy stoliku i wpatrujący się w nas z osłupieniem na twarzy. - Oj wybacz... Chyba Ci przeszkadzam... W randce? - Tak nieco specjalnie użyłem tych ostatnich słów aby jej dokuczyć, ale cóż niech się cieszy, że zaraz wyrwę ją z pola widzenia tego mężczyzny.

    OdpowiedzUsuń
  7. -Cudownie - klasnąłem w dłonie bo raczej wyglądało ma posunięcie jakiegoś geja widziącego swoją przyjaciółkę w wystrzałowej kietce. Nie ważne to chyba nie była do końca przemyślane posunięcie z mojej strony zważywszy na to, że jeszcze przed chwilą byłem typowym samcem alfa.
    Z kieszeni wyciągnąłem pięćdziesiąt dolarów i położyłem je na stole uśmiechając się uroczo do kierowniczki i momencie obrotu - Reszty nie trzeba. - Mina Richarda była nie do opisania, był od w takim szoku że musiał pewnie zbierać szczękę z podłogi po naszym wyjściu. Nic dziwnego, dziewczyna w perfidny sposób olała go pokazując jak głęboko ma go i ich randkę.
    -Wisisz mi piędziesiąt dolców - poinformowałem blondynkę zaraz po wyjściu z restauracji. Nałożyłem kaptur na głowę i objąłem dziewczynę ramieniem. Była jeszcze drobniejsza niż się mogła zdawać. Dopiero gdy zniknęliśmy za rogiem skończyłem swoją rolę. - Ewentualnie możesz postawić mi coś do jedzenia bo nadal jestem głodny - dodałem z uśmiechem zatrzymując się przed przejściem dla pierwszych - Ty pewnie też jesteś głodna - zmierzyłem ją wzrokiem i nawet wyglądająca na trochę niedożywioną; zaśmiałem się w duchu.
    -Tam - wskazałem palcem - są dobre steki. Lubisz steki?

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczy miałem jak pięć złoty bo wzmianka co cyckach wręcz zbiła mnie z tropu. Rety taka zadufana księżniczka potrafi się bawić i być zabawna? Niestety w tym samym momencie dość perfidnie spojrzałem na jej drugie okrągłe oczęta i w środku aż zbeształem się za to bo niekontrolowanie wyobraziłem sobie co bym z nimi mógł zrobić. Cóż byłem facetem, miałem prawo na takie myśli. - Noooooo - pokiwałem głową w górę i w dół z rękoma w kieszeni. Zwróciłem uwagę na ludzika zmieniającego swój kolor na zielony i ruszyłem bez słowa z automatu na przód. Nagle wkroczyliśmy w zupełnie inna dzielnicę. Cóż dzielnica wręcz bez kija tu nie wchodź lub bez czegoś innego. Do baru mieliśmy niecałe dwadzieścia metrów gdzie po drodze musieliśmy przejść koło grupki trzech może czterech cwaniaków. Moja intuicja nigdy mnie nie myliła i wiedziałem, że mogą z tego wyjść jakiegoś kłopoty. Wieloletnia służba w wojsku nauczyła mnie oceniać zagrożenie już z daleka. Cóż miałem za zadanie oceniać plany wyspecjalizowanych wrogich oddziałów, więc grupka pozerów nie była niczym trudnym. Daje sobie rękę uciąć, że zagrodzą nam drogę i tak też się stało...

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje źrenice powiększyły się natychmiast - zawsze tak było gdy w moich żyłach zaczęła płynąć adrenalina. Słowa dziewczyny wpuściłem jednym uchem a wypuściłem drugim jednak przez chwile rozważałem ojce wycofania się i dania satysfakcji tym cwaniaczkom. Mój plan był prosty i mało skomplikowany; czekałem na ich atak, który z pewnością nastąpi za chwilę. Chwyciłem Mattie za dłoń chcąc przeprowadzić ją prze grupkę tarasującą nam drogę tak aby czasami nie została zbyt daleko za mną. Przypuszczałem, że któryś z nich nie powoli mi odejść, więc wtedy dopiero moim atakiem będzie zwyczajna obrona, ale nie przypuszczałem że zajmą się dziewczyną. Usłyszałem plask klapsa, który został wymierzony wprost w pośladki blondynki. - Hej kochanie, gdzie uciekasz? - rzucił czarnoskóry mężczyzna zaraz potem śmiejąc się z całych sił bo tylko wzbudziło moją agresję.
    Nie zważając na nic podszedłem do osobnika a tym samym nadawcy jej klapsa. Byłem od niego wyższy i zdecydowanie lepiej zbudowany, z pewnością pewności siebie dodawali mu koledzy jak i schowany nóż w kieszeni jednak nawet nie zdążył ją wyjąć a cios został wymierzony prosto w tchawice odbierając mu zdolność do mowy jak i oddechu. Kilku kumpli ruszyło mu na pomoc a reszta ruszyła na mnie. Na szczęście Mattie wycofała się i przyglądała sie wszystkiego w bezpiecznego odległości. Dwoje mężczyzn wyciągnęło noże i zaczęło wymachiwać nimi w moim kierunku. Starałem się unikać ostrzy po czym zaatakowałem jednego z nich umiejętnie odbierając mu nóż po czym wymierzyłem frontalny cios nogą aby skutecznie go odepchnąć i zając się drugim, który na powitanie został potraktowany rzutem przez biodro po czym wykręceniem nadgarstka. Krzyczał z bólu po czym puściłem go - Ja pie@#!!dole spadamy chłopaki! To jakiś świr! - unieśli swoje kolegę, który wił się z bólu i pobiegli w stronę jakieś uliczki.
    Starłem pot z czoła i podszedłem do dziewczyny ułożyłem dłoń na jej barku. - Nic Ci nie jest? Mam nadzieję, że nie straciłaś apetytu. - Ona miała być moja ofiarą a nie jakiś amatorskich buntowników.

    OdpowiedzUsuń
  10. Odetchnąłem z ulgą ja również nadal miałem ochotę na tego steka, wręcz marzyłem o nim bo burger, którego wcześniej spożyłem ani trochę nie umywał się do steka z tej knajpy, w której zawsze była miła atmosfera w iście amerykańskim z stylu gdzie w powietrzu unosił się zapach świeżej, smażonej wołowiny i różnorodnych przypraw. - Christian - uciąłem krótko. Nigdy nie przepadałem na utożsamianiem swoich danych, ale to niestety liczyło się z moją pracą. Bardziej przywykłem do zwracała się do mnie po nazwisku, gdyż tak to najczęściej bywało w wojsku. - Niestety nie trafiłeś z Ethanem.
    Zatrzymałem się przed szklanymi drzwiami knajpy. - Panie przodem - otworzyłem drzwi przed nią przepuszczając jak pierwszą.

    OdpowiedzUsuń