Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

17 lutego 2015

cukiereczek


 
Lola Rosseau

Lollie, 21 lat
I want to fuck you like an animal
Studentka mechaniki i budowy maszyn. Kompletnie jej to niepotrzebne, ale to przecież taki typowo męski kierunek. Co równa się tabunowi niewinnych studentów, których przecież może omotać i wykorzystać.
Wyjątkowo rozbrykane stworzenie mające w głębokim poważaniu konsekwencje wszystkich swoich czynów. Bo przecież i tak ze wszystkiego uda jej się wywinąć, nie ma takiej możliwości, żeby to było niemożliwe.
Wykorzystuje wszystkich jak leci, w ten sposób zapewniając sobie w miarę dostatnie życie. Chociaż i tak jej jest zawsze mało.


Tyziphone
Wciąż jeszcze pamięta swoje poprzednie istnienie.
Istnienie, w którym była pozornie kochanym aniołkiem wymierzającym sprawiedliwość. Nie według własnego widzimisie, tylko według ustalonych zasad. Dopiero gdy przestała słuchać zasad i zaczęła robić, co jej się podoba, praktycznie mszcząc się na niewinnych ludziach, mogła poczuć jak bardzo boli upadek. I odcięcie skrzydeł.
A gdyby jakimś cudem ktoś ją spytał, jak znalazła się na Ziemi, odpowie Pokazałam Luckowi cycki! Argument nie do przebicia, tak więc Lucyfer nie mógł postąpić inaczej jak tylko wysłać ją do świata ludzi w pogoni za jej mistrzem.
A żeby było jej łatwiej w tym dziwnym, ale i zabawnym świecie - potrafi w pewnym stopniu kontrolować ludzkie emocje, świadomość oraz część pamięci. Tak, aby czasem nikt nie pamiętał, kto przywłaszczył sobie wszystkie jego pieniądze i jakim cudem znalazł się nago na dachu sąsiedniej kamienicy..

14 komentarzy:

  1. Demony przebywające w świecie śmiertelników przybierają ludzkie postacie dlatego, żeby nikt nigdy nie odkrył ich istnienia. I wbrew pozorom miało to sens - im więcej ludzi nie wierzyło w istnienie Boga i Szatana, tym więcej po śmierci trafiało do piekła. Co oznaczało więcej cierpiących dusz i więcej pożywienia dla nich, upadłych.
    Mefisto musiał jednak przyznać przed samym sobą, że coraz częściej irytowały go ograniczenia ludzkiej powłoki. Musiała odpoczywać podczas snu, musiała pobierać pokarm i płyny, a na dodatek trzeba było dbać o to, jak się wygląda, żeby inni ludzie Cię zaakceptowali.
    Czyli zestaw, z którym standardowy demon na co dzień nie ma do czynienia.
    No i słońce! Słońce było jego przekleństwem. Przez tysiące lat przebywania w mroku był na nie bardzo wrażliwy. Nie mogło go zabić, ale na pewno powodowało ból i rozdrażnienie.
    Pomimo tego, że duchem wcale nie czuł się zmęczony, to jego ludzkie ciało dosłownie słaniało się na nogach. Czas najwyższy, żeby dać mu odpocząć, staruszku, pomyślał z rozgoryczeniem, kiedy wrócił do mieszkania po nocnej zmianie w klubie.
    Tyziphone jak zwykle nie było. Gdyby byli ludźmi, to większość matek z pewnością wyklęłaby go, jako wyrodnego wujka, ale osobiście Mefistofeles, czy też Malcolm Faye, był zachwycony, że jego mała podopieczna poznaje ten przedziwny, ludzki świat.
    I tak, miał bardzo konkretny powód, aby ulokować ich w dwóch sypialniach. Czasem wpadali do niego koledzy z pracy, a on za wszelką cenę chciał utrzymywać przy ludziach, że Lola to tylko jego siostrzenica, która mieszka u niego w czasie roku akademickiego na uczelni.
    Większość ludzi uważała, że mieszkanie z dziewczyną przed ślubem to faux pas, więc...
    Sen miał lekki i przyjemny. Nawet bardzo przyjemny. Przynajmniej do momentu, w którym nie usłyszał gdzieś obok siebie znajomego, złośliwego głosiku.
    - Mm? - mruknął na wpół przytomny i szczerze powiedziawszy naprawdę nie chciało mu się z nią teraz bawić, a przynajmniej do czasu, aż piekące jego oczy i skórę słońce nie wdarło się do mrocznej samotni demona.
    Na krótką chwilę jego tęczówki nabrały szkarłatnego odcienia, a trzeba było zaznaczyć, że nabierały takiego koloru tylko kiedy coś naprawdę go rozwścieczyło.
    - Ty chora suko! - warknął na nią z rozdrażnieniem chowając się pod prowizorycznym schronem z kołdry. Stoczył się z łóżka i wyczołgał z zalanego słońcem pomieszczenia na bardziej przyjazny dla niego korytarz. Wysunął swoją rozczochraną czuprynę spod materiału i wbił gniewne spojrzenie w protegowaną.
    - Słońce mnie nie zabije, wiesz o tym. Za to ja nadal nie rozumiem, czemu tak bardzo zależy Ci na tym, żeby mnie rozdrażnić... - mruknął markotnie, pocierając wierzchem dłoni nabrzmiałe, czerwone oczy. Może zabić by go nie mogła, ale oślepić na pewno.
    Wbrew wszystkiemu, nie potrafił gniewać się na nią dłużej niż pięć minut. W końcu była jego ulubioną i najcenniejszą uczennicą, która teraz dla odmiany górowała nad sponiewieraną sylwetką swojego mistrza, niedbale owiniętego w kołdrę. Książę Piekła, też mi coś...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano, bo ona na ziemi jest od pięciu minut na dobrą sprawę, a on od pięćdziesięciu lat. I jak tam przywędrował, to takie rzeczy były złe i tylko po łapach bić. A wcześniej, jak był zsyłany na Ziemię to było z tym wszystkim jeszcze gorzej - no i, że jest staruszkiem, to ciężko mu przyswajać nowe rzeczy w tak krótkim czasie. To tak, jakby próbować staruszkę nauczyć obsługiwać tablet ;)
    Ale to nie jego jedyne dziwactwo. Ostrzegam ;D


    Jeśli chodziło o manipulację ludźmi, to nawet bez używania demonicznych zdolności sprawa wyglądała dość prosto. Śmiertelnicy byli naiwni, prości i bardzo, ale to bardzo przewidywalni. Jeżeli Lola kiedykolwiek spytałaby go, dlaczego kilka aniołów przed wiekami dobrowolnie opuściło Królestwo Niebieskie, jedynie wskazałby jej palcem na pierwszego, lepszego człowieka. Bo to właśnie ludzie byli powodem upadku aniołów i krwawych konfliktów pomiędzy niebem, a piekłem. Osobiście Mefisto uważał nawet, że mogliby żyć wszyscy w zgodzie, gdyby tylko Najwyższy zgodził się raz na zawsze pozbyć tych niedoskonałych istot ze wszechświata.
    Tak ludzie byli plagą, chorobą, która trawiła wyższe istoty. Ale nie znaczyło to, że nie są, jak ujęła to Lola - zabawni. Kreatywni. No i mają ciekawą kulturę, o wiele bardziej rozwiniętą, niż ta piekielna.
    Mają książki, filmy, niezliczone wręcz ilości rozrywek dla umysłu i ciała. To akurat mu się podobało, ale gdyby mógł jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniszczyć całą ludzkość ot tak, zrobiłby to bez wahania.
    - Suka to rodzaj żeński. Ja jestem facetem. Tłumaczyłem Ci to już - mruknął ze znużeniem, jakby nie rozumiał, że nazywanie go damskimi imionami, czy odniesienia podobne do tego sprzed chwili miały go w pewnym sensie urazić.
    Wiedzieć wiedział. Po prostu nie rozumiał dlaczego tak bardzo chciała mu dopiec. Przecież tak o nią dbał! Nawet wskazał jej wszystkie swoje słabe punkty, żeby było jej łatwiej go zabić. A to małe cholerstwo interesowało tylko to, w jaki sposób doprowadzić go do szaleństwa.
    Może to wina płci? Powiedz kobiecie czego chcesz, a zrobi dokładnie na odwrót? Tak? Być może.
    Zerknął w jej stronę kątem napuchniętego oka, gdy chwyciła za jego prowizoryczne schronienie. Strategiczny błąd, ale mógł jej to wybaczyć, bo przecież była jeszcze młoda. Właściwie, to wszystko był jej w stanie wybaczyć.
    Chwycił jej wyciągniętą dłoń i przyciągnął drobną postać do siebie, sadzając ją na podłodze i uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Naprawdę był już za stary na takie przekomarzanie się z młódkami.
    - Nie chcę się dzisiaj z Tobą bawić. Jak masz za dużo energii to znajdź jakiegoś człowieka i zrób mu jesień średniowiecza z mózgu albo tyłka, ale mnie zostaw w spokoju. - mruknął znużony i delikatnie musnął ustami czubek jej głowy. Obrzydliwie jasne głowy, która wpędzała go w dziką rozpacz. - i zmień kolor włosów, jesteś tak słodka, że to aż nieprzyzwoite. Prawie jak anioł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak właśnie sobie pomyślałam... Lola? Lola Bunny? :D

    Uwagę tę uznał za z grubsza niestosowną. Oczywiście, wszyscy byli kiedyś aniołami. W zasadzie to nazwę demon wymyślili ludzie, bo przed wiekami istoty takie jak oni nazywano upadłymi aniołami. Chcąc nie chcąc mieli więcej z aniołów niż można by było przypuszczać, ale samo odnoszenie się do poprzedniego życia i swojego pochodzenia było według Malcolma niestosowne. Jakby tym wszystkim, swoim wyglądem i zachowaniem, chciała dać mu do zrozumienia, że tęskni za Niebiańskimi Wrotami. Głupota. Nawet, jeśli chciała go tylko wkurzyć, to nie powinna przekraczać pewnych granic przyzwoitości i własnej godności.
    - Myślę, że ciężko prosić o poczucie humoru, kiedy wypala Ci oczy - odparł kąśliwie, wypuszczając ją z uścisku, gdy zaczęła się nieporadnie szamotać, a widząc, że kolejny raz łapie za jego "schron" wywrócił tylko oczami. - No naprawdę, jak dziecko. Mógłbym kupić sobie szczeniaka i na to samo by wyszło.
    Ostatnie zdanie wypowiedział już z rozbawieniem, bo dziś faktycznie zachowywała się jak niesforny futrzak spragniony zabawy ze swoim panem.
    Jak bardzo nie marudziłby na swoje ludzkie ciało, ich sztuczny inkubator i tak był ulepszoną wersją organizmu śmiertelników. Ich rany goiły się w zastraszającym tempie, ręka potrafiła odrosnąć, gdyby przez przypadek ją stracić, nie zostawały na nich blizny, ani zadrapania, nawet nie chorowali na tak typowe ludzkie schorzenia jak grypa. Niemniej, gdy tylko Tyziphone przeliczyła się ze swoimi siłami i miała runąć na podłogę, błyskawicznie złapał ją w locie, żeby przypadkiem nie wyrżnęła swoją rozczochraną główką w podłogę. I tak nic by jej się nie stało, ale przecież była jego najukochańszą podopieczną. Nie miał zamiaru pozwolić jej nawet zadrapać kolana.
    - Jak nadal będziesz nieznośna, to wykąpie Cię w wodzie święconej. - zagroził jej z westchnieniem. Wbrew obiegowej opinii woda święcona nie mogła zabić nawet bardzo słabego demona, ale zetknięcie się z nią było na wskroś nieprzyjemnym doświadczeniem. Lola na pewno nie chciałaby przeżyć tego na sobie.
    Tym razem nie dał jej się wyszarpnąć. Przerzucił sobie jej szamoczące się ciało przez ramię i ostrożnie zajrzał do swojego pokoju. Na szczęście nie odsłoniła zasłon do końca, więc znalazł bezpieczną ścieżkę, którą mógł dotrzeć do kotar i na powrót je zasłonić.
    - Przestań się szarpać, złośnico. - mruknął z lekkim rozbawieniem, czując, że blondynka za chwilę wyślizgnie mu się z rąk i spadnie na podłogę. Co za uparta bestia...
    Jego obawy się spełniły i niesforne dziewczę faktycznie w końcu się wyswobodziło i spadło, na jego szczęście na miękki materac.
    Mefisto uśmiechnął się na ten widok i pochylił się nad ciałem podopiecznej, żeby na krótką chwilę złączyć ich usta w pocałunku.
    Ułożył się obok niej i używając Loli jak żywej poduszki, wtulił się w nią wygodnie.
    - Daj mi się wyspać. Jeśli będziesz grzeczna, to wieczorem pójdziemy coś zjeść... - powiedział sennym głosem, a mówiąc "zjeść" nie miał rzecz jasna na myśli mdłego, ludzkiego pokarmu. - jeden, jeśli chcesz go trochę pomęczyć... dwóch jeśli załatwimy to szybko. Przemyśl to sobie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie fajnie :D Jak ma być słodziachna to po całości ^^

    Efekt uboczny przebywania w ludzkim świecie. Malcolm sam ostatnio przyłapał się na przesadnym przeświadczeniu, że znajomi z pracy go nie lubią i obgadują za plecami. Kilka dni zajęło mu uświadomienie sobie, że przecież tak właściwie to nie obchodzi go co myślą o nim durni ludzie, którzy służą mu głównie za pożywienie i rozrywkę.
    To tak, jakby właściciel restauracji ze stekami przejmował się tym, co pomyśli sobie o nim jego krowa. Paranoja.
    - Czy ja wiem. Jak dalej będziesz się tak zachowywać, to może Twoją sypialnię zajmie jakiś puchaty szczeniak. A Lola powie "papa" wygodnemu życiu - zakpił z niej, choć w gruncie rzeczy wiedział, że nigdy nie doświadczyłaby trudów życia codziennego. Gdyby ją wyrzucił, albo wróciłaby do piekła, albo znalazła innego frajera, który łożyłby na jej utrzymanie i komfort. Bestia nie demon.
    Tak, Mefistofeles ani jego bracia nie znali bólu wyrwanych skrzydeł. Nie wiedzieli jak to jest, bo dobrowolnie opuścili Raj i udali się do podziemia. Nawet, jeśli twierdzili, że są sobie w stanie to wyobrazić, to było bardzo dyplomatyczne kłamstwo aby uniknąć dyskusji. Prawda była taka, że chełpili się swoim szczęściem i przewagą nad cierpiącymi w mękach, młodszymi upadłymi.
    - Jesteś jak rozpieszczony dzieciak, wiesz? - spytał z rozbawieniem, mocniej przytulając ją do siebie, gdy wystosowała swoje żądania - a, przepraszam. Nie "jak", Ty po prostu jesteś rozpieszczona. Przeze mnie. Co za hańba. - parsknął cichym śmiechem i zaczął się bawić jej włosami. Tak naprawdę to jako jedyny spośród piekielnych książąt do tego stopnia rozpieszczał swoich uczniów. Lucyfer uważał, że ma za miękkie serce i powinien trzymać ich krótko, żeby się nie rozbestwili.
    Pewnie, gdyby go posłuchał, nie musiałby teraz wysłuchiwać jej marudnych żądań, ale z drugiej strony, gdy wszyscy bezwarunkowo Cię słuchali i podporządkowywali się Twojej woli było nudno. Z kim by się kłócił, gdyby nie miał Tyziphone i innych upadłych?
    - No wiesz? Jestem Twoim wujkiem, nie wypada mi robić takich niegodnych rzeczy. - zauważył z oburzeniem, chcąc się z nią nieco podroczyć. Nie lubiła tej całej rodzinnej szopki, którą Malcolm odstawiał za każdym razem, więc skoro ona może go drażnić, to czemu i on nie miałby rozstroić jej nerwowo?

    OdpowiedzUsuń
  5. Zbytnia pewność siebie rzeczywiście mogła ją kiedyś zgubić. Na razie się na to nie zapowiadało, bo jedyne przewinienie jakiego się dopuściła to niewinne sprzeczki z Mefistem. Powinna jednak pamiętać, że inne demony, jak bardzo by nie umiłowały sobie swoich podopiecznych, często ich zabijały.
    Mefisto nie sądził, aby kiedykolwiek musiał aż tak ukarać Tyziphone, faktem było jednak, że zdarzyło się i jemu pozbyć niewygodnych uczniów.
    Lola w pewnym sensie była wyjątkowa. Przecież to ją wybrał, żeby pozbawiła go życia, zdradził swoje tajemnice i słabości, których nikomu miała nie ujawniać. Jednakże poza nią miał wielu innych, wspaniałych protegowanych, o których dbał równie mocno, co o Lolę, a może nawet i bardziej, gdy chodziło o młodsze i nieco zagubione demony.
    W pewnym sensie bawiły go te spory pomiędzy nimi. Konflikty pomiędzy młodymi demonami zawsze były uciechą dla sadystycznego oka Mefistofelesa, który w pewien sposób chełpił się faktem, że są o siebie nawzajem zazdrośni, że każdy chciałby być "tym jedynym". Nie byli jednak ludźmi, aby bawić się w monogamiczne małżeństwa, czy przyjaźnie, więc... pozostawała destrukcyjna zazdrość, z których chełpił się Malcolm.
    - Czego się spodziewałaś, jestem jakieś... no, dużo tysięcy lat starszy od Ciebie. Jestem starym, zramolałym nudziarzem. - Zgodził się z nią, obojętnie wzruszając ramionami. W pewnym wieku nic już nie poradzisz na to, że nie tryskasz energią i nie chce Ci się... no nie wiem. Wywoływać masowych zamieszek w jakimś kraju. Jak stuknie Ci te pięć tysięcy lat, to już tylko chcesz siedzieć i obserwować młodsze pokolenia, taka była kolej rzeczy.
    A trzeba było przyznać, że Mefisto był naprawdę staroświecki. I nadal uważał, że ta fizyczna różnica w ich wyglądzie byłaby przeszkodą, przez którą niektórzy ludzie traktowaliby go z rezerwą. Zresztą, on też nie rozumiał, czemu aż tak przeszkadza to Loli.
    Co prawda ulokował ją w innej sypialni i mówił wszystkim wokoło, że jest jego rodziną, ale to nie znaczyło, że zacznie ją inaczej traktować w zaciszu domostwa. Czego ona chciała? Żeby trzymali się za rączki na ulicy i przesyłali sobie słodkie smsy? Raczej nie, więc niby czemu była taka uparta?
    Uchylił jedną powiekę, gdy się od niego odsunęła i westchnął cicho pod nosem.
    - Jak teraz zgodzę się z tym co powiedziałaś i zasnę, to nie dasz mi żyć, prawda? - spytał, bo potrafił sobie wyobrazić ją z tym toporem, jakkolwiek szalenie by to nie brzmiało. - A poza tym, jeśli Ci na czymś zależy, to powinnaś bardziej się o to postarać, niż tylko zażądać spełnienia swojego życzenia. - dodał z rozbawieniem, tym razem układając twarz na prawdziwej poduszce. Malcolm jak nikt inny uwielbiał być rozpieszczany i na pewno nie da jej niczego za darmo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Powód był prosty - po pierwsze, myśl, że kiedyś Gabriel albo Rafael mogliby go zgładzić doprowadzała go do spazmów. Jeżeli i tak miał umrzeć, chciał być zabity przez osobę, którą własnoręcznie do tego przygotował.
    Po drugie, jeśli zginąłby z ręki anioła, jego moce bezpowrotnie by zniknęły, piekło by ostygło, a potępione dusze nie miały się w czym gotować. Już kiedyś Lucyfer ofiarował się, że własnoręcznie skróci go o głowę, jeśli będzie to konieczne, ale Mefisto nie chciał zostać zabity przez kogoś, kogo uważał za mistrza i przyjaciela. Poza tym, Lucyfer miał ważniejsze sprawy na głowie, niż zajmowanie się piekielnym ogniem, dlatego Mefistofeles obiecał mu, że zajmie się tym na własną rękę.
    O, Malcolm lubił dręczyć innych. Ale nie swoich uczniów, których darzył wielką sympatią. Niby po co miałby się nad nimi pastwić? Czasem, w nielicznych wypadkach mu się zdarzało, ale tylko wtedy, gdy naprawdę poniosła go fantazja.
    Poza tym, był starym demonem, który na dobrą sprawę chciał głównie spać i się wylegiwać! Kiedyś nie wyszedł z łóżka przez dwa lata i nikt nie marudził. A wystarczyło zstąpić na Ziemię, żeby Tyziphone odwaliło!
    Jej zachowanie bawiło go z wielu powodów. Twierdziła, że różnica wieku nie jest niczym strasznym, ale tę różnicę najlepiej było widać pomiędzy nimi. Szczególnie, że Mefistofeles był stary jak cały ludzi świat, a mała Lola miała tylko kilkaset lat. Różnica wieku pomiędzy nimi była więc przytłaczająca i czasem sam karcił się za to, że na uczniów i uczennice nie wybiera starszych i stateczniejszych demonów.
    Mimo wszystko nadal wyznawał zasadę "wszystko co młodsze jest lepsze". Chyba dzięki swojej wesołej gromadce sam czuł się nieco młodszy.
    - Właściwie to nie. Jestem demonem. Mężczyzna to określenie używane wobec ludzi, a nie demonów. Więc nie jestem mężczyzną, a już na pewno nie prawdziwym. - poprawił ją już któryś raz z kolei, spokojnie. Na powrót zamknął oczy, zastanawiając się w jaki sposób rozwiązać tę sytuację.
    Właściwie to nie miałby absolutnie nic przeciwko, gdyby poszła się pieprzyć z ludźmi. Dla niego było to naturalne, a i od swoich podopiecznych nie wymagał wierności. Przecież byli istotami zrodzonymi z grzechu, rozpusta była ich wrodzonym instynktem, a myśl, że jego protegowani urządzali sobie od czasu do czasu orgie w jego pałacu napawała go wręcz dumą!
    - Ale skoro i ty jesteś demonem i uważasz mnie za mężczyznę, to nie powinnaś mieć z tym problemu prawda? Spróbuj mnie uwieść, a zobaczymy, czy coś z tego będzie. Jak mnie znudzisz, to pewnie zasnę, a to będzie ujmą dla Twojej godności, mylę się?

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo długo. Siedzę nad notatkami i odpisuje w przerwach między nauką. Będę tu aż nie padnę ze zmęczenia! >.< Czemu? I nie obrazisz się za trochę brutalne potraktowanie Twojej postaci?

    On jej nie dręczył! On ją chciał wychować!
    Prosta zasada była taka, że jeśli chcesz coś dostać, nie wystarczy wyciągnąć po to ręki. Trzeba się choć trochę wysilić.
    Przeszło mu nawet przez myśl, że izolacja od innych demonów źle na nią wpływa, ale z drugiej strony była to jego i tylko jego wina, że nie nauczył jej szacunku do własnej osoby.
    Jeżeli chciała go zabić, musiała włożyć w to wiele wysiłku, jeżeli chciała go zaciągnąć do łóżka, to również musiała wykazać choć odrobinę inicjatywy, a przynajmniej Mefisto miał takie przeświadczenie. Przystanie na jej żądanie uwłaczało by jego dumie, dlatego niemożliwym było, aby się zgodził.
    Westchnął ciężko, gdy wyszła, uświadamiając sobie, że próba wyrobienia w młodym demonie dobrych manier to syzyfowa praca. Teraz się wkurzy, zacznie czymś w niego ciskać, a potem cała zabawa zacznie się od nowa. I co on biedny miał w tym wypadku zrobić?
    Oczywiście to, co zrobiłby każdy ludzki mężczyzna w starciu z urażoną kobietą, czyli zwyczajnie uciec jak najdalej.
    Ale. No, zawsze było jakieś "ale". Na pewno jej nie wychowa, skoro wyrobiła już w sobie przekonanie, że powinna dostawać wszystko do ślicznych rączek, ale może przynajmniej pouczyć ją za niesubordynację. Bo właśnie tak postrzegał jej zachowanie. Żądanie od niego czegokolwiek było niestosowne i jego bracia z pewnością nakazaliby mu szybko ją zlikwidować, gdyby podpatrzyli u upadłej tak aroganckie zachowanie. A przecież nie mógłby zignorować ich opinii i tym bardziej nie chciał, żeby za pięćdziesiąt lat pojawiła się w piekle z przekonaniem, że może mu rozkazywać.
    Założył na koszulkę z zacnym nadrukiem "Ave Satan" (ku chwale swojemu królowi) bluzę z kapturem. Zabrał też ciemne okulary z szafki przy łóżku i udał się do pokoju swojej podopiecznej. Miał zamiar ulotnić się zaraz po ich rozmowie, żeby dać jej trochę czasu sam na sam ze sobą. Zdecydowanie tego teraz potrzebowała.
    Podszedł do blondynki, chwycił jej włosy i cisnął jej głową o najbliższą ścianę. Demony nie były wrażliwe na ataki fizyczne, ale dopóki trzymał ją w ten sposób miał przynajmniej pewność, że nie będzie próbowała zrobić nic głupiego.
    - No dobra, nie lubię rozmawiać z wami w ten sposób, ale ostatnio trochę przeginasz. - zauważył i tym razem pociągnął za jej włosy tak, że musiała mocno odchylić głowę do tyłu i spojrzeć mu w twarz z dość nieprzyjemnej pozycji. - jeśli jeszcze raz usłyszę, że mi rozkazujesz, to rzucę Cię Belzebubowi na pożarcie i nie jest to czcza groźba. Widocznie przebywanie w tym świecie Ci nie służy, ale to nie usprawiedliwia takiego zachowania. Bądź rozsądna i wybierz czy wolisz nadal zgrywać obrażona idiotkę i zostać wyrzutkiem na skraju piekła czy jednak wolisz zajmować komnatę w moim pałacu.
    Nie chciał jej grozić, ani traktować w ten sposób, ale sama się o to prosiła i właściwie robił to dla jej dobra. Ludzie to jedno, ale zachowania tego typu wobec starszych demonów było niedopuszczalne. Wszyscy inni już dawno by ją zabili za bezczelność, ale Lucyfer miał jednak rację - Mefisto był zbyt miękki.
    - Nie będziemy musieli rozmawiać w ten sposób, jeśli nauczysz się pokory. Przemyśl to sobie - dodał, puszczając ją wreszcie i nałożył na nos swoje nieodzowne ciemne okulary. Pomysł z porannym spacerem nieszczególnie mu się spodobał, ale faktycznie był głodny, a skoro nie mógł się wyspać, to przynajmniej pójdzie się najeść.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nałóg ;D No przecież nie opuszcza jej na zawsze :P Opisz co zrobi, jak wyrodny Mal wróci do domu. Ewentualnie może za nim pójść

    OdpowiedzUsuń
  9. Dłuuugo ;_;

    Może słońce, może zmęczenie, może głód, a może wszystko na raz. Mefisto nie czuł się odpowiedzialny nawet za to, żeby przed samym sobą wytłumaczyć pobudki, które kierowały jego zachowaniem. Był zły i tę złość chciał jakoś wyładować. A, że pomimo swojej zadziwiająco dziwacznej powierzchowności, to skrupułów czy wyrzutów sumienia nie miał za grosz, nic dziwnego, że postanowił ową złość wyładować na żywej istocie.
    Właściwie miała rację - świat ludzi dziwnie wpływał na pozbawione wyższych uczuć demony, które z czasem dostawały małych fiksacji. Mefisto też tego doświadczył, jednakże dawno, dawno temu. Jego również trzeba było stawiać do pionu, gdy na zbyt wiele sobie pozwalał, choć w stosunku do Loli, nie miał pomysłu na to, co mogłoby przywrócić ją do pierwotnego stanu.
    Chyba tylko powrót do ich rzeczywistości był sensownym wyjściem.
    Słów kobiety nie skomentował, bo uznał je za co najmniej dziwaczne. Takie ludzkie. Kolejny objaw choroby uczłowieczenia, albo zapowiedź tego, że ta się rozwija. Aż wzdrygnął się na myśl, że któryś z jego demonów mógłby zacząć przypominać człowieka.
    - Przyjdź o północy do Parku w centrum. - powiedział tylko, zastanawiając się, czy to, co chce jej pokazać ma jakikolwiek sens. Nie wiedział jednak jak inaczej mógłby przywrócić ją do normalności. No, o ile w ogóle istniała taka potrzeba. Może to tylko jego paranoja, że jej zachowanie się zmieniło, ale nawet, jeśli nie uczłowieczyła się ani trochę i tak miał jej kilka rzeczy do powiedzenia. O ludziach.

    Tak, jak obiecał, czekał na nią we wcześniej wspomnianym parku, wygodnie oparty na jednej z pustych ławek, popalając jakiegoś smakowego papierosa. Mieli to szczęście, że nie uzależniali się od tego typu pierdół, ani one same nie mogły im zniszczyć organów i Mefisto dziękował swojemu Królowi za tak szczodre ziemskie okrycie, bo szczerze powiedziawszy lubił ten dymny posmaczek wanilii.
    Nie miał pojęcia, czy Lola przyjdzie, czy może zignoruje jego prośbę i nie będzie się odzywać przez kilka następnych lat. Czas pokaże.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niby tak. Mefisto miał słabą tróję na świadectwie z przedmiotu, którym było proszenie, a najzabawniejsze w tym było to, że za każdym razem dałby sobie rękę uciąć, że faktycznie użył słowa proszę. I co? I teraz nie miałby ręki, albo nawet dwóch.
    Właściwie to rozważał możliwość, że dziewczyna nie zastosuje się do jego słów i go oleje. Nawet do pewnego stopnia byłby w stanie to zrozumieć, ale z drugiej strony czemu miałaby to zrobić? Obecnie na świecie nie stacjonowały inne demony, więc na dobrą sprawę mieli tylko siebie, jeśli chodziło o rozmowy na poziomie. Bo z ludźmi nie dało się przeprowadzić poważnej rozmowy, niezależnie od tego, jak bardzo by się starali.
    Nawet o tak późnej porze po słabo oświetlonym parku kręciło się kilka osób. Jakaś kobieta wracająca pospiesznie z pracy, kilku bezdomnych, imprezowicze i typy spod ciemnej gwiazdy, szukające okazji.
    Cała ta mieszanka towarzyska nie robi wrażenia na istotach, które wśród towarzystwa są i tak najbardziej niebezpieczne.
    - Ostatnio dręczy mnie taki sen. Że Rafael pyta o to samo, a potem ścina mi głowę niebiańskim ostrzem. - wzdrygnął się mimowolnie, odchylając głowę do tyłu i spoglądając na blondynkę z tego dziwnego kąta. Gdyby była człowiekiem upomniałby ją, że powinna się cieplej ubrać.
    - Co myślisz o ludziach? - spytał prosto z mostu, zaciągając się papierosem - Lubisz ich? - doprecyzował swoje pytanie i naprawdę był ciekaw jej szczerej odpowiedzi. Wbrew pozorom ludzki świat był dla nich niebezpieczny. Tak jak oni potrafili opętać śmiertelnika i odebrać mu jego człowieczeństwo, tak samo ten pokręcony świat mógł pochłonąć ich istnienie.
    I gdyby tylko zobaczył, że Tyziphone zaczyna się staczać, z pewnością natychmiast odesłałby ją do piekielnych czeluści. Na razie jednak w jej oczach widział tylko ten bystry, niebezpieczny błysk, który trzeźwo powinien oceniać otaczającą ją rzeczywistość. Chyba trochę źle ocenił jej stan, jednakże taka rozmowa nie zaszkodzi. I przekąska z człowieka również nie.
    - Ja uważam, że są całkiem ciekawi. Ale nie zmienia to faktu, że ich nienawidzę. Pod pewnymi względami są o wiele gorsi od nas. Udają dobrych, kiedy tak naprawdę są zepsuci do szpiku kości, ustalają kodeksy etyczne i moralne, po to, żeby usidlić słabsze jednostki, podczas gdy Ci silniejsi w ogóle ich nie przestrzegają. Są jak choroba, robactwo, które niesie tylko nieszczęście, płacz i udrękę pod fałszywą maską życzliwości. Ale mimo tego wszystkiego to my zostaliśmy potępieni przez Boga, a oni umiłowani. Myślę, że nie muszę Cię pouczać, bo jesteś dość bystra, żeby to zauważyć, ale jeśli kiedykolwiek zapomnisz o swojej nienawiści do ludzi i zaczniesz przejmować ich wartości, będziesz zgubiona. Nie chcę, żeby się to stało. Możesz mi obiecać, że nie będę musiał Cię odesłać do piekła w krytycznym momencie? - właściwie chciał tylko, żeby mu to obiecała, że się nie pogubi w tym wszystkim. Żeby na dobre i na złe pamiętała o tym, kim jest.

    OdpowiedzUsuń
  11. Odrastanie jednak trochę boli. Tak samo, jak obcinanie, a jego skłonności masochistyczne, co prawda były, ale nie usytuowane na aż tak wysokim progu, aby odcinać sobie poszczególne części ciała.
    Alternatywa Loli w jego snach wcale nie była kwestią mocno kuszącą. W końcu ona też starała się go zabić, więc czy ona, czy Rafael... No dobra, Rafael był gorszy. Nie znosił Mefista, a Tyziphone przecież była jego uczennicą, która... okazywała mu zalążek substytutu szacunku wobec swojego ofiarodawcy. Mniej więcej.
    Co nie zmienia faktu, że koszmary, w których ktoś Cię morduje nie były przyjemnym doświadczeniem.
    Nie musiała udawać przejętej. Mal sam wiedział, jak takie wywody potrafią nudzić, po prostu nie chciał, żeby straciła swój oryginalny, cięty charakter na rzecz ludzkich, niedoskonałych emocji.
    Przecież nawet się jej nie czepiał! Chciał dla niej dobrze! Jak krzyczy, to źle. Jak próbuje okazać zainteresowanie, też źle. No nie dogodzisz babie, nie ma zmiłuj.
    Westchnął ciężko.
    - Przecież nie o to mi chodzi. Martwię się tylko o Ciebie i chcę Cię chronić. Dlatego ostrzegam Cię przed tym ścierwem, które się tu czai. Oni mogą Cię zniszczyć... - mruknął markotnie, zły, że w ogóle musi jej się tłumaczyć.
    Czego oczekiwał? Tego co każdy demon. Że młodzi upadli będą nienawidzić ludzi z całego serca i potępiać ich istnienie, nie przejmując ich wartości. Tylko tego od niej oczekiwał, czym zresztą chwilę później się z nią podzielił.
    - Nie złość się. Dobrze wiesz, że robię wszystko, żeby dobrze się wami zająć. - dodał jeszcze, żeby nieco ją udobruchać. Jeśli ona przestanie z nim gadać, to co mu niby zostanie?

    OdpowiedzUsuń
  12. Krótko bo rano wyjeżdżam. I nie będzie mnie cały weekend, soo...

    Miał taki pogląd, jaki sama sobie wyrobiła. Bo jakoś nie umiał powiedzieć, żeby szanowała go z przesadną czcią, jaką chociażby odznaczali się uczniowie Asmodeusza.
    Nawet, jeśli były to tylko jej przypuszczenia, powinna mu powiedzieć, co się działo. Przecież był od tego, żeby jej pomagać, sam Lucyfer kazał mu pilnować tego "małego wypierdka", gdy tylko postanowiła podążyć za nim do świata ludzi.
    I nie, nie rozzłościła go zaborczość Tyziphone. Mefistofeles był demonem niesamowicie narcystycznym i zapatrzonym w siebie, więc zacięte walki o jego względy pomiędzy młodymi upadłymi tylko go uszczęśliwiały i podbudowywały jego ego.
    Było coś fajnego w byciu uwielbianym, choć po prawdzie nikt nigdy nie miał stać się jego faworytem, bez względu na to, jak bardzo by się nie starał.
    - Czepiasz się szczegółów - odpowiedział tylko z rozbawieniem, gdy zobaczył jej naburmuszoną minę.
    Skoro wytłumaczyli już sobie najważniejsze rzeczy, przyszedł czas na rzeczy przyjemniejsze.
    - To co? Idziemy coś zjeść?

    OdpowiedzUsuń