Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

8 kwietnia 2015

I loved you from the very first night




Verity

Kochliwe toto i płochliwe przy okazji też. Ufa tylko jednej osobie na całym świecie i, o dziwo, nie jest to jej własna matka. Przyjaźń ceni ponad wszystko Wysłucha i przytuli albo zbeszta i kopnie w tyłek. Szczerość powinna być jej drugim imieniem i choć wygląda na osobę nieśmiałą, czasem potrafi porządnie tupnąć nogą. W kryzysowych sytuacjach łatwo wpada w panikę. Nie przebiera w słowach, a kreatywność i czasem zbyt odważne, dziwaczne pomysły pomogą jej w przyszłości zostać architektem.

Jestem fajniejsza, bo mam cycki.

9 komentarzy:

  1. Theodor zazwyczaj nie wierzył w zakorzenione w umysłach ludzkości stereotypy odnośnie tego, iż to właśnie geje są najlepszymi przyjaciółmi kobiet, potrafiącymi przegadać z przedstawicielkami płci żeńskiej praktycznie całą noc, aby następnego dnia wybrać się z nimi na równie zajmujące zakupy po największej z możliwych galerii handlowych i nie pisnąć przy tym ani jednego słówka sprzeciwu. Theo z jednej strony był żywym potwierdzeniem owego mitu, chociaż coraz częściej obalał go z pełną świadomością, robiąc rzeczy, które nie wpisywały się w książkową definicję kumpla-pedała. Przyjaźń z Verity była dla niego stosunkowo ważna i był pewien, że nie zamieniłby jej na nic innego - za wyjątkiem umięśnionego przystojniaka żywcem wyciągniętego z okładki Playboya - chociaż musiał przyznać, że sporadycznie ta jasnowłosa istota skutecznie podnosiła mu ciśnienie, działając na nerwy i sprawiając, iż pięknie zapowiadający się dzień nagle i niespodziewanie ukazywał się w przygnębiających i szarych barwach. Mimo wszystko lubił z nią rozmawiać i przybierać rolę typowego wujka-dobra-rada, nie szczędząc przy tym uwag na temat aktualnej miłości jej życia czy plotując o chłopakach, którzy przewijali się przez jego własne cztery ściany. Theodor nie widział w niej rywalki, mogącej w każdej chwili wykraść jego osobisty obiekt westchnień, dlatego też nie zastanawiał się ani minuty, gdy przedstawiał ją obecnemu partnerowi, wokół którego od paru miesięcy obracał się cały wszechświat blondyna.
    W każdą sobotę odsypiał zaległości nagromadzone w ciągu tygodnia, potrafiąc obudzić się w samo południe i stwierdzić, iż najchętniej powróciłby do łóżka w trybie natychmiastowym, toteż na jego zaspanej twarzy pojawił się wyraz prawdziwego buntu, kiedy to niewidzialna siła brutalnie ściągnęła z niech kołdrę, narażając na kontakt z zimnym powietrzem, wydobywającym się z nieszczelnego okna. Przetarł wciąż zamykające się oczy nadgarstkiem, ziewając przeciągle i podnosząc głowę, by stanąć oko w oko z nieproszonym intruzem.
    — Zwariowałaś? — syknął, wyciągając rękę po swoją własność w postaci kołdry. Nie miał zamiaru paradować przy niej w samych bokserkach w urocze słoniki, woląc mimo poufałości i ogromu wspólnych doświadczeń zachować choć odrobinę intymności.
    — Wiesz która jest godzina? — zapytał czysto retorycznie — Czego chcesz? — posyłając jej spojrzenie mówiące tylko jedno: mów, albo uduszę cię gołymi rękoma.

    OdpowiedzUsuń
  2. Westchnął cicho, w dalszym ciągu nie potrafiąc przyzwyczaić się do tej niekończącej się paplaniny, do której paradoksalnie powinien przywyknąć. W końcu znosił to dzielnie przez calutkie przedszkole, podstawówkę, gimnazjum i liceum, kiedy to chcąc-nie chcąc, siedział z nią w jednej ławce. Jej gadulstwo nie przeszkadzałoby mu ani trochę, gdyby ograniczało się do przynajmniej pięciu dni w tygodniu, weekendy mogła łaskawie zostawić wyłącznie do jego osobistej dyspozycji. Wiedział jednak, że nie pozbędzie się jak tak łatwo, dlatego też dla własnego świętego spokoju odpuszczał i nie próbował dyskutować wiedząc, iż i tak przegra już na samym wstępie.
    — Masz rację — odpowiedział, podnosząc się na łokciach i szczelnie owijając kołdrą. Już nie raz słyszał, że w majtkach w słoniki wygląda seksownie, lecz nie pamiętał, kto zaszczycił go takim komplementem. Może James, albo Ben... — Nareszcie przyznałaś, że jestem seksowny — dodał, formując z ust szeroki uśmiech. Przy Verity zawsze czuł się w pełni swobodnie i nie umiał znaleźć tematu, na którego rozmawianie skrępowałoby któregokolwiek z ich dwójki. — A teraz wskakuj i mów po co tak naprawdę przyszłaś — mruknął, unosząc do góry materiał kołdry i wyciągając rękę po jej dłoń, aby przyciągnąć ją na bliższą dla siebie odległość. Już w dzieciństwie sypiali razem, zazwyczaj padając po godzinach wspólnej zabawy, dlatego też uważał za naturalne takie a nie inne zachowanie, w którym ani razu nie ukrył się łatwy do odczytania podtekst. Gorączkowo przeczesał odmęty pamięci w poszukiwaniu tego konkretnego wspomnienia o osobie, która najwyraźniej lada moment stanie się głównym bohaterem ich niezaplanowanych, porannych plotek. Teodorek przeważnie nie miał żadnego ale co do wybranków serca Verity, aczkolwiek Dane wzbudzał w nim cały szereg skrajnych emocji, w większej mierze pejoratywnych. Trzymał jednak język za zębami, gdyż doskonale pamiętał swoje własne nietrafione wybory, których sama Verity nie kwestionowała i nie krytykowała przyprowadzanych do domu kandydatów na potencjalnego teosiowego partnera. Okazjonalnie wypłakiwał się na jej ramieniu - i z wzajemnością - lecz jeszcze nigdy nie usłyszał i nie wypowiedział tych niesamowicie irytujących słów: a nie mówiłam/em.
    — Co tym razem zrobił pan idealny? — zapytał z wyczuwalną w głosie ironią. — Tylko błagam cię, nie kręć. Jest dopiero dziesięć po ósmej, wyrzucisz to z siebie i wrócę spaaać — z ust Teodora ponownie wydobyło się przeciągłe ziewnięcie, automatycznie stłumione dłonią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teodor nie zauważył nawet, kiedy temat ich rozmowy nagle i niespodziewanie zszedł na nieco niebezpieczny tor, a mianowicie seks. Sam nigdy nie zwierzał się jej ze swojego życia łóżkowego - no chyba, że opowiadał o jakimś wyjątkowo dziwnym śnie, co ze względu na jego wybujałą wyobraźnie zdarzało się nagminnie. Mimo wszystko wątpił, by odważył się spowiadać jej ze swoich miłosnych podbojów, dlatego też pomimo lekkiego rozbawienia był pełen podziwu za odwagę, którą bez wątpienia musiała się wykazać. Stłumił w sobie chęć wybuchnięcia śmiechem, na wszelki wypadek przyciskając policzek do poduszki; wolał nie dopuścić do sytuacji, w której Verity mylnie odczytałaby jego intencje, zapewne wychodząc jeszcze szybciej niż przyszła. Sama wiadomość nie wydała mu się ani trochę zabawna, jednak rzadko spotykany, poddenerwowany to jej głosu, plączący się język i prędkość, z jaką wyrzuciła z siebie to jedno zdanie, według Theo były niesamowicie komiczne. Chłopak nie miał jednak bladego pojęcia, czego od niego oczekiwała. W prawdzie uczęszczali razem na lekcje biologii i był pewny, że jego przyjaciółka wie co nieco o tamtych sprawach, więc od razu odrzucił myśl o tym, iż wybrała go na swojego nauczyciela, odkrywającego przed nią zakamarki niedostępnego jak dotąd świata. Poza tym wiedział, że jak każdy serdeczny kumpel, nie uważała go za mądrego i stworzonego do dawania dobrych rad człowieka, który bez problemu wskazałby jej drogę i powiedział, jak zachować się w łóżku z zapewne napalonym facetem.
    — Jesteś dziewicą i co z tego? — wypalił bez zastanowienia, odwracając głowę i wpatrując się w jej ukrytą pod materiałem poduszki twarz. Nie miał zamiaru naciskać, jednak ciekawość zżerała go z sekundy na sekundę coraz bardziej, choć generalnie nie należał do wścibskich. Tym razem chciał jednak poznać powód tej wizyty, domyślając się, że pod maską ekscytacji musiało kryć się coś więcej. — Mam ci opowiedzieć o swoim pierwszym razie? — zapytał, szczerząc zęby w uśmiechu. — Jeśli tak to wybij to sobie z głowy — mruknął, powoli podnosząc się do pozycji siedzącej. Wspomnienia tamtych chwil pod wpływem czasu zatarły się w jego pamięci, aczkolwiek nawet gdyby wydarzyło się to wczoraj, to tak czy siak nie pisnąłby ani słówka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mógł kazać jej wyjść albo zamknąć jej usta pierwszym lepszym kłamstwem odnośnie napiętego grafiku i konieczności opuszczenia domu na rzecz pomaszerowania na spotkanie, o którym zapomniał, jednak wiedział, że nie miało to najmniejszego sensu. Rzeczywiście, biorąc pod uwagę tematy rozmów, które odbyli wspólnie przez cały okres ich przyjaźni, beznamiętne rozprawianie o seksie nie było wcale aż tak straszne jak mu się wydawało. O wiele gorsze w jego osobistym mniemaniu były slowa o zdobyciu praktyki, dzięki której zadowoli pana idealnego i jego wygórowane oczekiwania względem nowicjuszki. Teodorek żył w przekonaniu, iż do niektórych wydarzeń nie powinno się przygotowywać, a zbyt dalekie wybieganie w przyszłość także nie miało dla niego najmniejszego sensu. W końcu on także nie urodził się ze stu procentową wiedzą odnośnie seksu, jednak za nic w świecie dobrowolnie nie zrezygnowałby z oddaniem własnego ciała osobie, z którą naprawdę pragnął to zrobić, tym bardziej po raz pierwszy. Theo być może i posiadał naturę romantyka, którą skrzętnie ukrywał przed wzrokiem natrętnych osób, jednakże traktował ten specyficzny, przełomowy epizod jako coś niepowtarzalnego, dlatego też nie rozumiał, z jakiego powodu Verity pragnęła zaprzepaścić jedyną taką okazję, poniekąd robią z samej siebie żywy towar. Westchnął cicho, chwilowo woląc skupić się na niechcianej lecz koniecznej odpowiedzi na pytanie, niżeli na rozpoczęcie długiego i nudnego kazania, za które prawdopodobnie dostałby po głowie.
    — Naprawdę chcesz to wiedzieć? — zapytał, wzruszając ramionami i dając za wygraną — No więc słuchaj... — dodał, rozsiadając się wygodnie i startując z aż nadto szczegółową opowieść. — Miałem szesnaście lat i razem z Tonym robiliśmy projekt roczny na ekonomię — zaczął, wypowiadając na głos imię chłopaka, który razem z nim i Verity chodził do jednej klasy w miejscowym liceum. — Ale po dwóch godzinach postanowiliśmy odpocząć, więc usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizję. Akurat leciała jakaś denna komedia — powiedział, uśmiechając się na samo wspomnienie. Streścił moment, w którym niespodziewanie ich usta złączyły się w pocałunku i opowiedział o tym, jak ku jego zaskoczeniu oboje sukcesywnie pozbawiali się swoich ubrań. — Było.... dziwnie — zakończył, nieznacznie się krzywiąc. — Sama rozumiesz, w końcu nie wyobrażałem sobie, że kolega dobierze mi się do tyłka — dopowiedział, nie potrafiąc zapanować nad śmiechem. — Masz już kogoś na oku? — spytał, przegrywając z ciekawością.

    OdpowiedzUsuń
  5. Teodorek nie był wróżką i nie posiadał umiejętności czytania w myślach, jednak w tym jednym momencie poczuł się dokładnie tak, jakby zajrzał do umysłu siedzącej obok Verity i siłą wydarł słowo, które prawdopodobnie uznała za jego jedyną i słuszną reakcję. Oczywiście, że zwariowała i nie omieszkał wykrzyczeć jej tego prosto w twarz. Prawie prosto w twarz, gdyż jego własna ponownie przycisnęła się do poduszki, tym samym kamuflując lekki rumieniec, który wbrew woli pojawił się na jego obu policzkach. Był na siebie wściekły za samą myśl o tym, iż mógłby przespać się z własną przyjaciółką. Przyjaciółką, którą praktycznie traktował jak młodszą siostrę. Na nią samą także był niesamowicie zły i nie chodziło mu już o samo złożenie tak bezwstydnej w jego rozumowaniu propozycji; po pierwsze łączyły ich zbyt bliskie stosunki, aby zniszczyć je jednorazowym pójściem do łóżka, a poza tym w grę wchodziła także jego odmienna orientacja. Jeszcze nigdy nie spojrzał na żadną reprezentantkę płci pięknej jak na kogoś, z kim byłby w stanie spędzić najbliższą przyszłość i nie pociągał go widok dziewczyn w jego wieku, nawet jeśli te dokładały wszelkich starań, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Odkąd tylko pamiętał, wodził tęsknym wzrokiem za kolegami z klasy czy znajomymi, widywanym raz na przysłowiowy rok, i Verity doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nie miał bladego pojęcia, czy chciała wykorzystać to, że rzadko kiedy udawało mu się jej odmówić, czy może wręcz przeciwnie: uważała go za wyjątkowo łatwy odpowiednik męskiej prostytutki, jedynie czekającej na to, aż ktoś wskoczy do zajmowanego przez niego łóżka.
    — Albo masz gorączkę, albo uderzyłaś się w głowę, albo po prostu ci odbiło — wyliczył, wyskakując z łóżka jak oparzony. Starał się zachować przy tym względny spokój i nie dać po sobie poznać, że cała ta sytuacja w rzeczywistości nie obeszła go tak jak zeszłoroczny śnieg, chociaż bardzo chciał, by tak było. — Naprawdę myślisz, że mógłbym się z tobą przespać?! Ja?! Odbiło ci — stwierdził, przesuwając wzrokiem po zagraconym pokoju w poszukiwaniu czegoś do ubrania. Szybko wskoczył w znoszone dresy, jakby bojąc się, że lada chwila zostanie zgwałcony przez zdeterminowaną i zdolną do wszystkiego dziewczynę. — I chyba zapomniałaś o najważniejszym: jestem zajęty, skarbie — dodał, starając się obrócić to w żart, lecz wiedział, że rezultat wyszedł diametralnie odwrotny od zamierzonego. Theo naprawdę nie chciał, aby przez swoją zawziętość zrobiła to z obcym, napotkanym na ulicy facetem, jednak równocześnie wiedział, że było ostatnią, odpowiednią do tego łóżkowego eksperymentu osobą. W ich relacjach to zawsze do niej należało ostatnie zdanie, dlatego też nie zamierzał wybijać jej z głowy tego zdecydowanie złego pomysłu wiedząc, że i tak przegra. — Podobno przyjaciele do łóżka są ostatnio w modzie, ale nie sądziłem, że dojdziemy do tego etapu. Lepiej już idź — mruknął, krzyżując ręce na klatce piersiowej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może to brzmiało nieco naiwnie, jednak teksty o zaufaniu schlebiały mu i mile łechtały jego nieprzerośnięte jeszcze ego. Teodorek rozumiał jej tok myślenia - chociaż wciąż uparcie nie dopuszczał tego do świadomości. Być może facet podchodził do tych spraw diametralnie inaczej, jednakże dla każdej dziewczyny kwestia zaufania była zapewne najważniejsza. Nie wiedział, dlaczego nie mogła poczekać aż obdarzy Dane'a identycznym zaufaniem. Wątpił, aby tak bardzo śpieszyło jej się do rozpoczęcia współżycia, lecz równocześnie nie miał też dowodów na to, że tak właśnie nie było. Może naprawdę chciała zrobić to z kimś, kto na przestrzeni kilkunastu lat nie zawiódł jej ani razu, czego nie można było powiedzieć o jej aktualnym wybranku serca. Znali się zdecydowanie zbyt krótko, by mógł spełnić jej wizję pierwszego razu. Może i na drugi raz był idealny, lecz nie na pierwszy. Nie dla Verity.
    — Wiesz dobrze, że cię kocham, ale to nie mogę być ja — westchnął, siadając na brzegu łóżka. Osobiście mógł przytoczyć przynajmniej kilkanaście nowych argumentów, za sprawą których najzwyczajniej w świecie znudziłaby się i odpuściła, lecz nie miał siły wdawać się w kolejne z rzędu kłótnie. Bał się, że pęknie i zgodzi się na coś, czego w następnej chwili będzie żałował, dlatego też wolał grzecznie odprowadzić ją do drzwi i przynajmniej na calutki jeden dzień wybić ją sobie z głowy. W ramach ochłonięcia mógł wybrać się jak typowy facet na kufel piwa, czy po prosto pozostać w domu i obejrzeć odmóżdżający serial, których zazwyczaj unikał jak ognia; wiedział jednak, że ten temat prędzej czy później powróci, nie dając mu spokoju i nie pozwalając zarówno jemu jak i Verity kontynuować rozpoczętej we wczesnym dzieciństwie przyjaźni pozbawionej jakichkolwiek podtekstów.
    — Przynajmniej teraz wiem, że tego nie zrobisz, ani ze mną, ani z panem idealnym — dodał, wbijając wzrok we własne stopy. Theodor nie planował zabrzmieć zaborczo i wyjść przy tym jak rasowy zazdrośnik, aczkolwiek wątpił, by osiągnął taki efekt. Verity mogła robić cokolwiek chciała i z kim chciała, a on sam nie miał nic do gadania. Teoretycznie.
    — Skoro chciałaś przeżyć to ze mną, a ja powtarzam, mówię kategorycznie nie, to pewnie z weekendu z Dane'm nici. Poczekaj, aż będziesz gotowa zrobić to z nim. Nie z kumplem gejem — szepnął, powoli wstając i podchodząc do drzwi. — I może rzeczywiście wróć wieczorem, może przestaniesz pleść te głupoty — nacisnął na klamkę i posłał w jej kierunku wymuszony, pożegnalny uśmiech, by następnie raz jeszcze znaleźć się w swojej małej sypialni i paść twarzą prosto na łóżko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przez kolejne długie godziny nie potrafił znaleźć sobie miejsca, ani skupić się na wykonaniu innej czynności, różniącej się od myślenia o porannej rozmowie. Najchętniej w ramach ochłonięcia kopnąłby z całych sił w ścianę czy stojącą obok łóżka szafkę, jednak wizja złamania palca czy kontuzji stopy nie bardzo mu się uśmiechała. Zamiast tego wczesnym popołudniem wybrał się do pobliskiego sklepu, kupując piwo, które zazwyczaj omijał szerokim łukiem. Nigdy nie przepadał za tym gorzkim posmakiem, aczkolwiek tym razem uważał, że jedynie to pomoże mu odgonić natrętne myśli lawirujące wokół Verity i jej jednoznacznej propozycji. Nie mógł i nie chciał jej unikać, jednak nie wyobrażał sobie, by po czymś takim potrafił spojrzeć jej w oczy i nie dostrzec w spojrzeniu tej samej propozycji, którą zapewne będzie go męczyła jeszcze przez jakiś czas. Teodor nie był mistrzem w rozplanowywaniu intryg, lecz nawet jemu pomysł z częstszym przyprowadzaniu własnego chłopaka do swojego mieszkania wydał się lekką przesadą. Nie miał zamiaru obnosić się ze swoją będąca w początkowym stadium rozwoju miłością, robiąc to tylko i wyłącznie po ty, by odwieść dziewczynę od zrodzonego w umyśle zamysłu. Wciąż miał nadzieję, że Verity da sobie z tym spokój, przynajmniej na bliżej nieokreślony czas, żeby po dokładniejszym przemyśleniu dojść do wniosku, iż cierpliwie zaczeka na nabranie większego zaufania do Dana.
    Rozsiadł się wygodnie na obrotowym krześle, odpalając laptopa i automatycznie rzucając okiem na dodane do zakładki strony internetowe, nie wysilając się, by zagłębić się w treść jakiejkolwiek z nich. Co jakiś czas zatrzymywał wzrok na wyskakującej znienacka reklamie czy przyciągającym uwagę obrazku, popijając już drugie z rzędu piwo, od którego zaczynała boleć go głowa. Nie usłyszał dźwięku otwieranych drzwi, acz odwrócił głowę, gdy do jego uszu dobiegł znajomy głos. Nie spodziewał się zobaczyć jej drugi raz w ciągu tego samego dnia i nie miał bladego pojęcia co zrobić, by ponownie ją wyprosić; jedynym rozwiązaniem wydało mu się zlekceważenie problemu i zachowanie się tak, jak gdyby nic się nie stało, chociaż aktorstwo nigdy nie było jego mocną stroną. Nawet za czasów szkolnych, kiedy to na siłę wciągnięto go do uczestniczenia w spektaklu, skąd uciekł jeszcze przed podniesieniem się czerwonej kotary.
    — Nie, nie przeszkadzasz — odpowiedział, okręcając się na krześle i zamykając klapę komputera. Dobił ostatni łyk piwa, zgniatając puszkę w dłoniach i celnie trafiając nią do stojącego w rogu pokoju plastikowego kosza na śmieci. Jeśli przyszłaś po to, po co myślę to możesz wyjść — pomyślał, wstając z krzesła i powoli niwelując dzielący ich dystans. — Przyszłaś po coś konkretnego? Właśnie miałem robić kolacje, możesz zostać — zaproponował, zmuszając się do wygięcia ust w lekkim uśmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Teodor był zdezorientowany i nie bardzo wiedział co robić, kiedy tylko poczuł jak jej wargi dotykają jego lekko rozchylonych ust, zaczynając je całować. Automatycznie, kierowany doświadczeniem zamknął oczy, zapominając, że całuje dziewczynę. W dodatku bliską przyjaciółkę. Z jednej strony wiedział, że poprzez swoje zachowanie łamie wszelkie możliwe moralne zasady, wychodząc poza wyznaczoną kilka długich lat temu granicę, jednak z drugiej pamiętał, że nie są rodzeństwem. Może i traktował ją tak praktycznie od zawsze, lecz nie łączyły ich żadne więzy krwi, dzięki którym ktoś mógłby posądzić go o kazirodztwo. Nie miał pojęcia czy to wina wypitego piwa - chociaż pozbył się raptem dwóch puszek, a jego głowa nigdy nie należała do słabych, a przynajmniej żył w takim przekonaniu - czy chęć poznania czegoś nowego, aczkolwiek nie zamierzał przestać, bynajmniej nie w tamtym momencie. Theo jeszcze nigdy wcześniej nie zbliżył się do żadnej dziewczyny, od zawsze wiedząc, że kręcą go wyłącznie faceci. Nie obalał tej tezy i nie próbował na siłę zakochać się w jakiejkolwiek reprezentantce płci przeciwnej, obecnie również nie, jednak pomyślał, że być może i na niego przyszła wreszcie pora. Oczywiście w żadnym razie nie podważał własnej homoseksualnej orientacji, jednak chyba - gdyż wciąż nie był tego pewien - chciał poddać ją malutkiej próbie, dlatego też poniekąd zrozumiał wcześniejszą propozycję. Osobiście nie chciałby wykonywać tego drobnego eksperymentu z pierwszą lepszą napotkaną laską; zaufanie również dla niego było czymś istotnym, a jeśli za jednym zamachem mógł spełnić jej dość specyficzne życzenie, robiąc test swojej własnej orientacji i przeżywając pierwszy raz z dziewczyną. Nie chłopakiem.
    — A potem wszystko wróci do normy, Theo — pomyślał, odwzajemniając pocałunki. Po każdym z nich robił kroczek do przodu, co w rezultacie poskutkowało tym, iż padł plecami na łóżko, pociągając za sobą Verity. Musiał przyznać, że całowała zadziwiająco dobrze, porównywalnie do jego pierwszej, wielkiej lecz krótkiej miłości. Zaczynał żałować, że wciąż ma na sobie bokserki w słoniki, jednak nie było zdecydowanie czasu żeby się przebrać. Lekko podekscytowany na myśl o rozpoczęciu próby, na którą niegdyś nigdy by się nie zdecydował, ściągnął koszulkę, otwierając oczy i napotykając wzrokiem na spojrzenie blondynki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Teodorek nie był romantykiem, który wieczorami czytywałby Szekspira i wyobrażał sobie swoje pierwsze spotkanie z wyśnioną Julią - czy jak w jego przypadku Romeem - dlatego też zdziwiło go zachowanie Verity, w którym na pierwszy rzut oka widać było skrajny romantyzm. Nadmiar cukru zazwyczaj szkodził praktycznie każdemu, chociaż mimo tego nawet Theo od czasu do czasu wpadał w sidła głębszych uczuć, dając się ponieść emocjom, zarezerwowanym przede wszystkim dla aktualnej miłości jego życia, którą - co musiał przyznać z bolącym sercem - nie była Verity. Kochał ją po swojemu, dotykanie, pocałunek i słyszane słowa sprawiały mu przyjemność, lecz istniał jeden drobny lecz istotny defekt: nie była chłopakiem. Przygodę z jej udziałem traktował jako test, acz skłamałby mówiąc, że nic to dla niego nie znaczy. Trzęsące się dłonie były ku temu najlepszym dowodem, a Theodor starał się je ukrywać jak tylko mógł. W końcu nie chciał wyjść przed dziewczyną jak skończony tchórz, który drży na myśl o zrzuceniu ciuchów przed reprezentantką płci przeciwnej. Może i miał doświadczenie, jednak w obecnej sytuacji nie miał bladego pojęcia co zrobić; pamiętał, jak wielokrotnie z braku lepszego zadania, pod wpływem nudy czy za sprawą kapiącego o parapet deszczu, siadywali wraz z Verity przed laptopem czy telewizorem, oglądając komedie romantyczne, które zazwyczaj jeszcze bardziej go usypiały. Bądź śmieszyły, ale nigdy nie poruszały czy pozostawiały trwalsze wspomnienia. Nie wiedział, czy właśnie tak Verity wyobrażała sobie swój pierwszy raz. Nie był pewien, czy sprosta oczekiwaniom i wątpił, czy dałby radę wyjść z inicjatywą i ponownie złączyć ze sobą ich usta. Nie wiedział, czy będzie potrafił ją dotykać, rozbierać i dać jej to, na co zasłużyła. Nie mógł się jednak wycofać i o tym wiedział doskonale; uśmiechnął się lekko, również zatapiając wcześniej błądzące po całym pokoju spojrzenie w jej jasnych oczach, usilnie próbując dostrzec w nich coś więcej. Wpatrywał się w te błyszczące tęczówki szeroko otwartymi oczami czując, że jeszcze chwila bez mrugania a zacznie płakać, do czego oczywiście nie mógł dopuścić, bojąc się, że zostanie źle odebrany. Dopiero po kilku dłużących się sekundach utarty w pamięci obraz Verity zaczął się rozmazywać, zastępując je czymś zupełnie nowym i jak dotąd nieznanym. Zauważał to, co niedawno dla niego nie istniało, chociaż w dalszym ciągu oglądał to wszystko jak przez delikatną mgłę. Podziwiał kształt jej warg, badał pod palcami fakturę skóry na policzku i walczył z samym sobą o to, by wydobyć z siebie choć odrobinę potrzebnej do działania odwagi.
    — A teraz w jaki sposób na mnie patrzysz? — zapytał, obniżając głos do szeptu. Zaczesał jej włosy za plecy, nachylając się ku niej i zamykając oczy, by następnie ledwo co musnąć kącik jej ust. — Jak na przyjaciela czy...? — urwał, chcąc dać jej możliwość dopowiedzenia. Nie zapomniał do czego obaj zmierzali, dlatego też pod wpływem kolejnego impulsu zsunął z jej ramion koszulkę, by następnie bez czekania na zgodę podciągnąć ją do góry i odrzucić na bok. Przynajmniej oboje nie mieli już górnej części garderoby i jedynie ta świadomość w pewnym stopniu podtrzymywała go na duchu. — Co ze mnie za przyjaciel — mruknął, niewprawnie zabierając się za rzucenie wyznawania zapięciu jej stanika, z którym nie potrafił sobie poradzić.

    OdpowiedzUsuń