Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

29 lipca 2015

Fear is not my master

Vaverly Marlow

Czasem nie do końca wiadomo, kim tak właściwie jest. Bo jednego dnia jest nieśmiałą, zagubioną panienką, drugiego zimną damą, a trzeciego zwykłą dziwką. No, może wyrafinowaną dziwką.
A już tym bardziej nikt nie ma pojęcia, że ta poza pewnej siebie, bezczelnej i pyskatej panny, która kasy ma jak lodu, a mafiozi jedzą jej z ręki, to tylko maska skrywająca całkiem niewinną i samotną dziewczynę...

...Która nienawidzi całym sercem, ale kocha jeszcze mocniej.

24 komentarze:

  1. Po wyjściu z więzienia chciał zacząć życie od nowa; okazało się to być o wiele trudniejsze, niż w założeniach. Jego kartoteka była zbyt bogata, by jakiś zdrowy na umyśle pracodawca chciał go zatrudnić. Nie mógł odciąć się od przeszłości - był znany w swoim fachu i szybko został zaproszony na rozmowę przez bossa mafii. Nie chciał, nie potrafił odmówić. Dzięki tej pracy udało mu się wyjść na prostą, przynajmniej teoretycznie.
    Poznał ówczesną narzeczoną swojego szefa; piękna, zgrabna i trzydzieści lat młodsza od swojego partnera. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego, a jednak parę dni po powitalnym uścisku dłoni i przedstawieniu się posuwał ją na biurku szefa. Na jednym razie się nie skończyło, tyle, że oboje postrzegali ich relację zupełnie inaczej. On nie obdarzył jej głębszym uczuciem, a ona chciała mieć z nim dzieci.
    Trwało to tygodniami. Wielokrotnie próbował zakończyć chorą relację, która ich łączyła, ale nigdy mu się to nie udawało - nim zdążył cokolwiek powiedzieć, rozpinała mu zamek u spodni. Znajomość nabrała tempa, gdy Sofia zdradziła mu swój plan - wyczyszczą konto jej męża i uciekną na koniec świata. Od tamtego momentu już nie myślał o rozstaniu.
    Został zaproszony na ślub swojej kochanki i szefa, jakkolwiek źle to nie brzmiało. Ubrany w czarny, elegancki garnitur skrojony na miarę wzniósł toast za parę młodą, (a przynajmniej za panią młodą, bo pan młody taki znów młody nie był) ale w gruncie rzeczy chciał się stąd jak najszybciej ulotnić. Wiedział, że Sofia po alkoholu nie tylko dramatyzuje, ale również robi się napalona. A, że jej mąż nie był w najlepszej kondycji, wybór padłby pewnie na niego.
    Wyszedł na dwór z zamiarem zapalenia papierosa, ale nie zabrał ze sobą zapalniczki. Spojrzał na dziewczynę opartą o ścianę.
    - Masz ognia? - przyjrzał się jej. - Nie wyglądasz na najszczęśliwszą. - dodał, nie podnosząc na nią spojrzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podniósł na nią zaskoczone spojrzenie. No... Nie do końca takiej odpowiedzi się spodziewał. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, z kim ma do czynienia - stała przed nim córka szefa we własnej osobie. Na żywo prezentowała się o wiele lepiej niż na zdjęciach, choć miała równie zadziorny wyraz twarzy.
    Zabrał od niej zapalniczkę i odpalił papierosa, mocno się nim zaciągając.
    - Moja. Wyglądasz, jakbyś miała wymordować wszystkich wokół, a ja tu jednak stoję. - stwierdził, uśmiechając się lekko w jej stronę - Powinnaś się cieszyć, będziesz mieć nową mamusię. Będziecie piec razem ciasta i się malować. Może nawet będziecie posuwać tych samych kolesi. - wesoło się zaśmiał. Przecież to zdanie miało drugie dno, którego ona nie była w stanie się doszukać.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Ostatni raz prowadziłem taką dyskusję z trzyletnią córką mojego kumpla. "Co robisz" "stoję" "nie stój" "ale czemu?" "bo tak". - perfidnie sobie z nią pogrywał. Była piękna i pyskata, a on miał słabość do tego typu kobiet, chociaż teraz jej nie okazywał.
    Spojrzał na nią, gdy nachylała się, by zawiązać buta.
    - Cycek ci widać. - odparł z powagą, która po chwili została zaburzona rozbawieniem, stopniowo malującym się na twarzy; nie chciał dać po sobie poznać, że ten widok naprawdę mu się spodobał. Nie spuszczał z niej spojrzenia ani na chwilę.
    - Ja nie miałem nawet jednej matki. To znaczy, urodziła mnie, ale nigdy jej nie widziałem. Skoro można nie mieć ani jednej matki, to czemu nie można mieć dwóch? - wziął od przechodzącej z tacą kelnerki kieliszek szampana i upił łyk. Uśmiechnął się - przecież mówił to wszystko tylko po to, by ją zdenerwować. Sprawiało mu to dziwną satysfakcję.
    - Czyli mam rozumieć, że swój kwiat róży chcesz mieć nietknięty do śmierci? Nie wyglądasz na taką. - spojrzał w stronę drzwi na taras i dostrzegł u progu pana młodego kierującego się w ich stronę. Nachylił się do jej ucha - Raczej na taką, która najpierw mówi nie, a później rozchyla nogi - odsunął się na bezpieczną odległość. W tym samym momencie obok nich przystanął Fabio i objął córkę.
    - Właśnie mówiłem pana córce, że powinna być miła dla Sofii. Po co dwie, piękne i inteligentne kobiety, które mieszkają pod wspólnym dachem mają się kłócić, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  4. - Kwestia czasu - odparł tajemniczo, chwilę przed tym jak pojawił się obok nich Fabio. Wysłuchał tego, co miał do powiedzenia i spojrzał na Vaverly z zaciekawieniem. I ona i jej macocha były bardzo sprytne, skoro udało się im ukryć narastający konflikt przed ojcem. Sofia często mu się zwierzała, niejednokrotnie w łzach przewijał się również temat córki Fabio. Vav od początku jej nie ufała, a z czasem w rozmowach zaczęły wychodzić różnice charakterów. Podobno raz prawie się pobiły. Tymczasem tatuś wciąż myślał, że te dwie się przyjaźnią... Cóż, chyba obie były od niego bystrzejsze.
    - Tak? To dobrze. Pomyślałem, że córka może być trochę zazdrosna o tatę - uśmiechnął się przyjaźnie. Ciszę przerwał dźwięk jego telefonu.
    "Mam dość tej szopki. Spotkajmy się za jeziorem, mam coś dla ciebie ;)" wiadomość była oczywiście od Sofii. Zrobił zatroskaną minę.
    - Sąsiad napisał, że zalałem mu mieszkanie. Muszę was przeprosić. - wsunął telefon do kieszeni spodni i odstawił kieliszek na stół.
    - Niezmiernie miło było mi cię poznać, Vaverly. Zdjęcia nie oddają twojej urody nawet w jednej setnej. - pocałował jej dłoń, jak na dżentelmena przystało. Skierował spojrzenie na Fabio.
    - A panu życzę szczęścia w małżeństwie. Przepraszam, że muszę tak wcześnie iść, ale niestety to niezależne ode mnie. - obdarzył ich ostatnim, promienistym uśmiechem i zniknął, słysząc za sobą jeszcze głos szefa. "Mówiłem ci, że z niego to naprawdę dobry chłopak. Powinnaś się z nim lepiej poznać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Choć nie darzył Sofii żadnym głębszym uczuciem, po prostu ją lubił, choć było w niej coś przerażającego. Była piękna i inteligentna i pomimo swego naturalnego uroku, była też zadziorna, pewna siebie i przebiegła. I chyba nie do końca zdrowa psychicznie. Raz przyłapał ją na dziurawieniu zdjęcia Fabio nożem i wielokrotnie odwodził ją od pomysłu zabicia go we śnie. Darzyła go szaloną nienawiścią, choć przecież nie wyrządził jej żadnej krzywdy, prócz tego, jak traktował ją w łóżku. Ponoć Fabio miał dość dziwne upodobania seksualne, które jej nie do końca się podobały. Wielokrotnie przychodziła do niego ze śladami na ciele po uderzeniach.
    Dziesięć minut po otrzymaniu smsa siedzieli za krzakami nad jeziorem. Byli w mało widocznym miejscu, więc mogli odpocząć po stresującym dniu. Ściągnął z niej suknię ślubną i wylądowali na trawie, a co się później działo, nietrudno się domyślić.
    Korzystając z tego, że wokół nie było żywej duszy, dali upust swoim emocjom, a już zwłaszcza Sofia; wielokrotnie próbował ją uciszyć, ale ona jęczała jak najęta. Ich przyjemny wieczór przerwało głośne pluśnięcie wody i zduszone krzyki. Podciągnął bokserki i zobaczył, że ktoś wpadł do wody i raczej ma problem z wydostaniem się z jeziora.
    - Wejdź na salę weselną tylnym wejściem. To będzie podejrzane, jeśli nas tu zobaczą. Idź! – popędził Sofię, a sam rzucił się na ratunek dziewczynie w wodzie. Kurs ratownika na coś się opłacił – szybko wyciągnął ją z wody, ale wciąż była nieprzytomna. Zaczął jej robić sztuczne oddychanie i wtedy oberwał.
    - Cholera, mogłaś się zabić, wiesz? – dopiero teraz zauważył, że rozcięła sobie nogę. Przycisnął nogawkę swoich spodni do jej rany.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Wróciłem. – poświęcił swoje spodnie od garnituru, szyte na miarę i rozerwał je, by zatamować krwotok. Vaverly była jeszcze pod wpływem adrenaliny, więc nie czuła bólu, ale on widział ranę, na której na pewno trzeba będzie założyć parę szwów.
    - Ale co cię to w ogóle obchodzi? Przecież ja i tak cię nie interesuję. – zawiązał prowizoryczny bandaż. Dopiero teraz zaczął się zastanawiać, czy ich widziała… Miał nadzieję, że nie. Zresztą, Fabio był zbyt wpatrzony w swoją żonę, by uwierzyć swojej córeczce. Sofia świetnie wiedziała, jak owinąć sobie mężczyznę wokół palca.
    - Mam iść przekazać twojemu ojcu, że upiłaś się i wpadłaś do jeziora, czy wolisz, żeby to zostało między nami? – zapytał, choć chyba było to pytanie retoryczne. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, w jak krępującej pozycji zastygli; ona leżała na trawie, a on klęczał nad nią, wpatrując jej się w oczy. No tak… Vaverly ewidentnie miała w sobie coś elektryzującego. Coś o wiele bardziej elektryzującego niż Sofia, choć jeszcze się ze sobą nie przespali.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Nie upiłaś się. Po prostu stałaś na mostku i wpadłaś do jeziora. Dzień jak co dzień. – odsunął się od niej, by nie krępować jej bliskością swojego ciała. Niby nie wyglądała na dziewczynę, która krępowała się czymkolwiek, ale zawsze mógł dostać w twarz. Drugi raz.
    Nie krępując się zupełnie jej obecnością ściągnął z siebie przemoczoną koszulę i wykręcił ją, by pozbyć się wody. Stał przed nią teraz w samych bokserkach. Wolał nie myśleć, co zrobiłby jej ojciec, gdyby ich tak zastał. Niby chciał, by jego córeczka znalazła sobie jakiegoś chłopaka, ale pewnie liczył, że najpierw się z nim ożeni a dopiero później będą uprawiać seks. Fabio był mądrym człowiekiem, ale bardzo niedomyślnym. Pewnie dlatego zdradzała go każda poprzednia żona i aktualna również.
    - Cholera, nie wrócę tak do domu. Skoro już i tak uratowałem ci życie, załatw mi jakieś ciuchy. – rzucił koszulę na ziemię. Była już nie do użytku. – No chyba, że wolisz, żebym tak został. No tak, na pewno tak wolisz. – uśmiechnął się jeszcze szerzej. W sumie było mu dość wesoło.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Cieszę się panno nie-mam-serca-ani-emocji-ale-mam-skałe-i-obojętność. I pośpiesz się, trochę mi zimno – chyba nawzajem się irytowali. Go denerwowały jej wieczne, naburmuszone odzywki, a on sam w sobie był denerwujący, dla niektórych mniej, dla niektórych bardziej. Dla niej bardziej.
    Założył jedyną suchą część garderoby, czyli spodnie i przysiadł na ławce. Nie dość, że przerwał stosunek w połowie, cały się zamoczył, poświęcił się dla niej, to nie usłyszał nawet marnego dziękuję a jedynie jakieś naburmuszone odzywki. Siedział tak na tej ławce, wkurwiony z każdą chwilą coraz bardziej. Całe życie pod górkę!

    OdpowiedzUsuń
  9. Paradoksalnie, po ślubie Sofii ich romans jeszcze bardziej się zaognił. Częstsze spotkania, długie rozmowy, a jego serce skute lodem chyba powoli zaczynało się roztapiać po wpływem jej błękitnych, wielkich oczu patrzących na niego z uczuciem. Nie wiedział, że on również wpadnie w jej sidła.
    Jego relacje z szefem były jak zwykle dobre. Dostawał dużo zleceń, ale zazwyczaj nie było pośród nich takich, które byłyby niebezpieczne – Fabio zwykł wysyłać do takich zadań ludzi, za którymi nie przepadał, by nie mieć wyrzutów sumienia po ich śmierci. Widocznie został ulubieńcem swojego szefa, choć regularnie posuwał jego żonę. Parę razy nawet na jego biurku!
    Gdy dostał telefon z prośbą, by udał się do siedziby, od razu wsiadł w auto i na miejscu pojawił się parę minut później. Widząc przed budynkiem Vaverly miał ochotę założyć pelerynę niewidkę i uciec jak najdalej. Niestety, nie mógł tego zrobić, więc tylko uśmiechnął się w charakterystyczny dla niego, cwaniacki sposób i otworzył przed nią drzwi. Jakby ucieszył się z tego, że ją widzi. Wiedział, że to ją zdenerwuje – jego wrodzona pewność siebie zazwyczaj wszystkich odrzucała.
    Gdy dowiedział się, że będzie musiał z nią współpracować, poczuł się, jakby ktoś strzelił mu z otwartej dłoni w twarz. Spośród setki pracowników akurat ona. Przecież oni nie umieli wytrzymać w swoim towarzystwie pięciu minut, a co dopiero współpracować!
    - To co? Rezygnujesz teraz, czy za chwilę? Powiedz tacie, że źle się czujesz, a ja zajmę się tym sam. Tak będzie lepiej dla nas obojga – stwierdził, opierając się o ścianę. Zapalił papierosa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wsiadając z nią do auta, chyba pierwszy raz w życiu zapiął pasy. Czułby się pewniej, gdyby sam prowadził, ale wiedział, że dyskusja z nią nie doprowadziłaby do niczego. Była jedną z kobiet, które zawsze musiały postawić na swoim.
    Gdy spytała go o imię skierował na nią spojrzenie.
    - Conor - odparł beznamiętnie, przeglądając kartotekę mężczyzny, do którego właśnie zmierzali. Był oskarżony o gwałt i morderstwo, ale uniewinniono go po ty, jak świadek zmienił swoje zeznania. Prócz tego, w notatkach Fabio doczytał się, że zajmuje się głównie handlem narkotykami i wielokrotnie zwlekał ze spłatą należności. Jakby tego mało, ostatni agent który pojechał odzyskać od niego dług wrócił w worku.
    - Facet jest gwałcicielem i kryminalistą. Od dwóch miesięcy nie śpieszy mu się, żeby zapłacić za narkotyki, które dostał od ojca. Ostatni agent z misji wrócił w worku. Zapowiada się naprawdę ciekawy wieczór. - stwierdził. V widocznie zamyśliła się na chwilę, skoro chciała przejechać na czerwonym świetle. -...O ile go dożyję. - dodał już ciszej, pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Jeśli chcesz walczyć o równouprawnienie, to nie ze mną. Widzę jak kobiety jeżdżą, to nie kwestia głupich stereotypów. Zresztą, najpewniej się czuję gdy sam siedzę za kierownicą. - stwierdził uważnie przyglądając się drodze. Sprawdził jeszcze raz, czy na pewno dopiął pasy. Mimo wszystko, zależało mu na życiu. Nie po to rozkochiwał w sobie Sofię dwa miesiące żeby kopnąć w kalendarz jeszcze zanim ona obrabuje swojego męża.
    - Bo trzeba pilnować. Gdyby coś ci się stało, śmierć byłaby dla mnie pewnie najłagodniejszą karą. Wiesz jak to jest z twoim ojcem. Morduje, katuje, budzi postrach, przemyca narkotyki, a dla ciebie jest kochanym, troskliwym tatusiem. - stwierdził gasząc papierosa w popielniczce.
    Gdy dotarli na miejsce wysiadł i uważnie się rozejrzał. Nie czekali długo, już po chwili powitał ich mężczyzna, od którego mieli ściągnąć dług.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdy usłyszał jej oskarżenie o schadzki z Sofią, spojrzał na nią z autentycznym zdziwieniem. Po chwili jednak na jego ustach wykwitł ponownie pewny siebie uśmieszek, który był jego wizytówką.
    - Schadzki z Sofią? Ona nawet nie jest w moim typie. Ty podobasz mi się o wiele bardziej. - w sumie, to nie planował tego mówić. Te słowa same wypłynęły z jego ust i chyba były prawdą. - Przeleciałem ją parę razy przed ślubem, przyznaję się. Sama pchała mi się do łóżka, a ja nie zwykłem wyrzucać z niego kobiet. Poza tym, pewnie cię to nie interesuje, ale twojemu ojcu staje dopiero, jak jej porządnie przyłoży. Od jego zabawek ma blizny na całym ciele. - na horyzoncie zaczynał się pojawiać cel ich podróży. Odpiął pasy.
    - Ale to przeszłość. Mam wyrok w zawieszeniu, a gdybym naraził się twojemu ojcu na pewno źle by się to dla mnie skończyło. - stwierdził wysiadając z auta. W budynku przeszukano ich i zabrano im bronie. Conor czuł się niepewnie, ale nie było tego po nim widać; nie chciał wzbudzać podejrzeń.

    OdpowiedzUsuń
  13. - O nie, młoda damo. To ja stracę cierpliwość. - ton mężczyzny stał się bardzo nieprzyjemny. Conor odruchowo sprawdził, czy jego sztylet ukryty w rękawie marynarki wciąż jest na miejscu.
    - Przez twojego ojca straciłem dwóch agentów. Spędzą w więzieniu resztę swojego życia. Połowa towaru poszła się jebać, a Fabio każe mi zapłacić za cały. Nie zapłacę ani centa. Po moim trupie. - wstał. - Fabio, Cale, zajmijcie się nimi. Może po przelaniu krwi jego córki w końcu zrozumie, że te czterdzieści tysięcy do niego nie należy. - wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko. Conor wstał z krzesła i w błyskawicznym tempie dopadł strażnika, który mierzył do Vaverly i przeciął mu tętnicę ukrytym ostrzem.

    OdpowiedzUsuń
  14. - Cholera, mało brakowało... - mruknął, wsiadając do auta. Wytarł ręce zaplamione krwią w chusteczki, po czym zapiął kurtkę, by ukryć ślady krwi na koszulce. Adrenalina jeszcze buzowała mu w żyłach. Chyba nawet Fabio nie zdawał sobie sprawy, na jak niebezpieczną misję ich wysłał.
    - Przecież nas przeszukiwali, skąd ty wyciągnęłaś tą spluwę? - zapytał, zapalając papierosa. - Albo dobra, nie chcę wiedzieć. - nawet w takiej sytuacji trzymały się go żarty. No, trochę mu zaimponowała, nie spodziewał się po niej takiej odwagi - spodziewał się, że ucieknie i zostawi go samego. Jego życie i tak nie było wiele warte.
    - Podwieź mnie do domu. Przebiorę się i pojedziemy do twojego ojca zdać raport.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Powierzyłem ci kierownicę i swoje życie. Zazwyczaj nie palę w samochodzie, ale przy takiej dawce stresu nie potrafię się powstrzymać.- stwierdził, jeszcze raz nerwowo zaciągając się papierosem. Uchylił szybę, by wpuścić do auta nieco świeżego powietrza - nie dość, że śmierdziało papierosami, to jeszcze krwią i zwłokami, pewnie po poprzednim zleceniu.
    Spojrzał na nią z rozbawieniem.
    - Twój tata mi się podoba i chciałbym wyglądać przy nim przystojnie, a nie jak luj. - stwierdził, jak zwykle z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. - Tak szczerze, to mam zamiar zaraz po spotkaniu z Fabio iść coś zjeść. Jeśli masz ochotę, zapraszam. Ale pojedziemy moim autem, w twoim śmierdzi zwłokami. - stwierdził. Jej pyskowanie nie denerwowało go już tak jak na początku, chyba zdążył się przyzwyczaić.. czy coś.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Fabio nie ma takich fajnych cycków jak Sofia - odparł znudzonym tonem i nie powiedział przez resztę drogi już nic, prócz wskazówek dojazdu. Stwierdził, że lepiej się nie odzywać, niż po raz kolejny narazić. Skoro podejrzewała go o romans z Sofią, musiał jakoś uśpić jej czujność... Wiedział, że nie zrobi tego ani winem, ani dobrym seksem, co zazwyczaj robił. Ją chyba łatwiej byłoby zabić, niż uwieść.
    Gdy zatrzymała się pod jego apartamentowcem wyszedł z auta i ruszył w kierunku budynku. Po dziesięciu minutach wrócił ubrany w skórzaną, czarną kurtkę i białą koszulkę i zwykłe dżinsy. Wsiadł do auta, dalej się nie odzywając.

    OdpowiedzUsuń
  17. - A oglądałaś, że oceniasz? - mruknął tylko. O dziwo, w przeciwieństwie do większości mężczyzn, wolał starsze kobiety, niż młode podlotki. Podczas gdy jego kumple oglądali się za gorącymi szesnastkami, on wodził wzrokiem za doświadczonymi trzydziestolatkami. Pewnie głównie dlatego, że u niego priorytetową rolę w związku pełnił seks, a im bardziej doświadczone, tym pewniejsze siebie i bardziej wyuzdane. Nie kręciły go już niewinne dziewczynki gotowe rozsunąć przed nim uda za same spojrzenie w oczy. A spotykał takie. A o jakość cycków Sofii nie miał zamiaru się kłócić, dla niego były w sam raz, w dodatku od ponad pół roku nie oglądał innych więc nie miał dobreg porównania.
    - Gdybyś ty nie zajęła się tamtym, skończyłbym w kulką w głowie. Jesteśmy kwita. - stwierdził. Reszta drogi minęła im w ciszy i nawet całkiem spokojnej atmosferze.
    Gdy dotarli do kwatery jej ojca otworzył przed nią drzwi, jak na dżentelmena przystało. Opowiedzieli Fabio wszystko, co się wydarzyło, a po krótkiej rozmowie i wymienieniu opinii opuścili jego biuro.

    OdpowiedzUsuń
  18. Vaverly była mu bliska. O wiele bliższa niż Sofia, a jednocześnie miał świadomość, że będą musieli się rozstać. To brzmiało tak ckliwie, a przecież sam podjął taką decyzję. Nie chciał już bać się o swoje życie każdego dnia, nie chciał narażać się podczas każdej misji, chciał w końcu odpocząć. Całe życie nie miał czasu na odpoczynek, a w więzieniu o zaostrzonym rygorze przez pięć lat był sam. Oglądanie świata przez kraty sprawiło, że zaczął postrzegać życie zupełnie inaczej. Jeśli ojciec V. znajdzie ich na tej wyspie, pewnie ich zabije, bo na pewno nie wyśle do więzienia. Dużo ryzykowali z Sofią, ale jeśli chcieli żyć lepiej, musieli się poświęcić.
    I najwięcej trudu nie sprawiała mu organizacja tej wielkiej ucz ucieczki, czy strach przed złapaniem, ale złamanie serca Vaverly. Widział, jak na niego patrzyła. A ona widziała, jak on na nią patrzy. Bardzo długo walczył, by mu zaufała, a teraz miał to wszystko przekreślić. Skoro była to tylko kwestia czasu, postanowił spędzić z nią ostatnie, dobre chwile. Dlatego zaproponował jej kilkudniowy wyjazd daleko od miejskiego zgiełku i jej ojca. Sofii powiedział, że jedzie sam.
    Podjechał pod jej dom i zadzwonił na dzwonek.
    - Gotowa? – zapytał z uśmiechem, gdy otworzyła mu drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ostatnie tygodnie były dla niego, a w zasadzie dla nich bardzo pracowite. Mało sypiał, ale pił dużo kawy, palił dużo papierosów i pił dużo whisky w piątkowe wieczory. Oczywiście, widywał się z Sofią, ale o wiele rzadziej niż wcześniej; tłumaczył to brakiem czasu, ale chyba miał też dość jej towarzystwa. Kiedyś wszystko go tak nie denerwowało, teraz na sam dźwięk jej głosu przechodziły go ciarki. Mówiła dużo, gdy on potrzebował ciszy. Milczała, gdy on chciał rozmawiać. Gdy był zmęczony, ona miała ochotę na seks. Gdy on miał ochotę na seks, ona była zmęczona. On chciał zamówić pizzę, ona sushi. Rzadko się zgadzali, no chyba że milczeli.
    Za to z Vaverly… Z Vaverly było inaczej. Pociągała go i fascynowała w jakiś chory sposób, ale jednocześnie jasno dawała mu do zrozumienia, że ma nawet o niej nie myśleć w tych kategoriach. W sumie, słusznie. Pomimo tego, że on poddał się już jakiś czas temu, ojciec Vaverly z uporem maniaka wysyłał ich wszędzie wspólnie. A Vaverly chyba zaczynała go lubić. Bardzo powoli, ale jednak.
    - Mogłabyś się uśmiechnąć chociaż trochę. Dla mnie, albo chociaż dla twojego taty, który uwielbia bawić się w swatkę. Może kariera mafioza wcale nie była mu pisana. – mruknął z rozbawieniem, wrzucając jej walizkę do bagażnika. Cieszył się z tego wyjazdu, cieszył się z odpoczynku od Sofii, od pracy, od lęku o swoje życie.

    OdpowiedzUsuń
  20. - Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy. – uśmiechnął się lekko, po czym położył dłoń na jej nagie udo i na trochę zbyt długą chwilę ich spojrzenia się spotkały. Ich relacja była dziwna, pokręcona i totalnie niestabilna. Byli całkowicie różni, a ciągnęło ich do siebie, nie mieli wspólnych zainteresowań, a mogli rozmawiać godzinami, on wolał brunetki, a na sam widok Vav robiło mu się trochę cieplej. No i sam fakt, że nie powinien z nią być, bo nie chciał jej ranić a wiedział, że to nieuniknione – to tylko bardziej go do niej ciągnęło.
    - Możesz mi nawet śpiewać Sabaton. – uśmiechnął się lekko. Droga do lotniska minęła im spokojnie, w końcu mogli odetchnąć, cieszyć się słońcem, być normalnymi ludźmi choć na parę chwil. Vaverly całą drogę była zamyślona i zastanawiał się, co tak trwale zaprząta jej myśli, ale nie chciał pytać. Wiedział, że i tak nie powiedziałaby mu prawdy. Oboje mieli swoje tajemnice.
    Po dotarciu pod adres wskazany przez ojca Vav okazało się, że ich willa znajduje się na totalnym pustkowiu, ale nie jeden człowiek oddałby wiele, by spędzić w niej choć parę chwil; zaledwie parę metrów od domu mieli szeroką, piaszczystą plażę z niemalże lazurową wodą. Ojciec Vav zadbał nawet o skutery wodne. Z balkonu willi rozciągał się zapierający dech w piersiach widok; spokojne morze, otoczone małymi wysepkami rysującymi się na tle nieba.
    - Chyba mógłbym tu spędzić resztę życia. – stwierdził opierając się o barierki balkonu. Zapalił papierosa i mocno się nim zaciągnął.

    OdpowiedzUsuń
  21. Był facetem, jego domyślność ograniczała się do minimum, ale widział, jak Vav zaciekle broniła się przed tym, co ich do siebie przyciągało. Gdy robili jeden krok w przód, ona szła dwa kroki w tył. Nie chciał, absolutnie nie powinien chcieć być bliżej niej. Zwłaszcza dlatego, że wiedział, że ją zrani – prędzej, czy później będzie musiał odejść. Wiedział, że była wrażliwa. Kryła to pod grubą skorupą obojętności i milczenia, ale znali się wystarczająco długo, by zobaczył też jej drugą stronę. I nie powinien z nią tu teraz być, bo stała się dla niego ważna, a im bardziej się do niej zbliżał tym bardziej miał ją zranić. Przy niej Sofia straciła cały swój urok, spotkania z nią stały się obowiązkiem, tak samo jak seks czy rozmowy. Czasem łapał się na tym, że nawet podczas stosunku myślał o pracy, tym co musi jeszcze zrobić i o… Vaverly. Ona krzyżowała mu wszystkie plany, ona wprowadzała zamęt w jego poukładanym życiu uczuciowym. Myślał, że Sofia będzie tą, z którą będzie chciał spędzić resztę życia. Naprawdę tak mu się wydawało. Teraz nie wiedział już nic. I co najgorsze – nawet myśl o fortunie nie cieszyła go tak, jak powinna.
    - Bardzo śmieszne. Próbowałem być romantyczny. – uśmiechnął się z rozbawieniem i zgasił papierosa. Bez chwili zawahania ruszył za nią biegiem, pędząc po zakręconych schodzach. Udało mu się ją złapać przy wyjściu z domu; złapał ją i bez problemu przewiesił sobie przez ramię.
    - Sama tego chciałaś. – stwierdził wchodząc z nią do wody niemalże pod samą szyję i dopiero wtedy pomógł jej stanąć na nogi. Bliskość ich ciał była elektryzująca, byli mokrzy i wpatrzeni w siebie. Teraz z boku mogli wyglądać na normalną zakochaną parę, która spędza razem wakacje, a nie na partnerów w mafii, którzy jeszcze miesiąc temu rzucali się sobie do gardeł. Chciał ją mieć teraz, chciał ściągnąć z niej koszulkę, chciał całować jej piersi i zaciskać dłonie na pośladkach, chciał czuć bliskość jej ciała i duszy, ale nie mógł. Nie mógł.
    - Muszę przyznać, że twój tata ma gust. Pewnie zabierał tu którąś ze swoich żon. – stwierdził z rozbawieniem, by trochę rozluźnić napięcie, które się pomiędzy nimi zrodziło.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Masz rację. Może zmieńmy temat – zanurzył się w wodzie, korzystając z tego, że – w przeciwieństwie do Viv – ściągnął wcześniej koszulkę, a że czarne spodenki przed kolano zdążył już zamoczyć i tak nie miał nic do stracenia. Przeczesał mokrymi dłońmi włosy, wpatrując się w horyzont, za którym powoli chowało się słońce. Nie zatrzymał jednak tam wzroku na długo; przecież najpiękniejszy widok i tak miał zaraz obok siebie. Już od dawna nie była mu obojętna, a wiedział, że to co dzieje się pomiędzy nimi tylko utrudnia mu drogę. Wiedział, że ta ucieczka już nie będzie taka, jaką ją sobie wymarzył. Czuł coś do Sofii, chciał ją pokochać, żyć normalnie, ale gdy poznał Viv ta sympatia szybko wygasła. Nie spodziewał się, że pyskata i aż nazbyt pewna siebie córka szefa kiedyś zawróci mu, dorosłemu i dojrzałemu facetowi w głowie.
    - Uszykuj się i pojedźmy gdzieś na kolację. No chyba, że ty chcesz coś ugotować. – zaproponował.

    OdpowiedzUsuń
  23. - Jesteś jedną z nielicznych kobiet, które bez makijażu wyglądają równie dobrze, co bez. – chciał powiedzieć coś o Sofii, ale w ostatnim momencie ugryzł się w język. - A co do wrzucenia do wody… Nie umiałem się powstrzymać. – dodał już z lekkim uśmiechem. Dalsze jego słowa, oczywiście, trochę go zaskoczyły. Uśmiechnął się w duszy, ale jego mimika pozostała niewzruszona – oczywiście, że miał na nią ochotę. Najchętniej ściągnąłby z niej tą przemoczoną, przywierającą do jej piersi koszulkę, ale nie powinien. Choć, z drugiej strony, chyba nie będzie potrafił jej się dłużej opierać.
    - Skoro nalegasz – uśmiechał się, choć przecież nie mogła tego zobaczyć. Szli w ciszy do willi. Viv ruszyła w stronę łazienki, a on udał się do kuchni. Wyciągnął z lodówki sok i upił parę łyków. Przemoczone spodenki zaczęły mu ciążyć. Zupełnie zapomniał, że Viv poszła do łazienki; z typowym dla siebie impetem i stanowczością w ruchach otworzył szybko drzwi łazienki i zobaczył Ją kompletnie nago. Jej jędrne piersi, szczupły brzuch, zaokrąglone pośladki… Na chwilę odebrało mu mowę. I zamiast szybko zamknąć za sobą drzwi i przeprosić, stał tak, z prawie że rozdziawioną buzią dobre pół minuty, dopóki ich spojrzenia się nie spotkały.

    OdpowiedzUsuń
  24. - Przepraszam - mruknął, ale zamiast od razu się skrępować i zasłonić oczy jeszcze parę długich chwil cieszył się tym widokiem. Dopiero później odwrócił się plecami.
    - Nie wiem, czy będę mógł spać, przez ten widok. - stwierdził, uśmiechając się pod nosem. Vaverly była piękna, miała w sobie mnóstwo dziewczęcości, a jednocześnie kobiecości. Mógłby patrzyć na nią, nagą, godzinami. Nie umawiał się z takimi młodymi dziewczynami jak ona, był przyzwyczajony do Sofii, której ciało, owszem - było zgrabne, ale od dawna nie zapierało mu tchu w piersi.
    W czasie, gdy ona była w łazience zabrał się za przygotowywanie spaghetti; jedynego dania, które mu wychodziło. Akurat, gdy kończył usłyszał szczęk otwieranych drzwi. Wyłożył jedzenie na talerze i sam usiadł naprzeciwko małego stolika.
    Uśmiechnął się na jej widok.
    - Dobrze, że nie pracujesz w takim stroju. Mógłbym się zamyślić, strzelić sobie w nogę, czy coś. - puścił jej oczko i usiadł na krześle.

    OdpowiedzUsuń