Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

31 grudnia 2015

[KP] Please don't say you love me


James Jamie Scott 
22 lata - student edytorstwa - w weekendy pracownik kawiarni - najlepsza kawa w mieście tylko u niego - heterochromia, jedno oko zielone, a drugie niebieskie - metr dziewięćdziesiąt wzrostu - ogólnie to całkiem fajny z niego facet - uzależniony od kawy i papierosów - krzywy uśmiech znakiem rozpoznawczym - najważniejszą osobą w jego życiu jest ta mała, wredna dziewucha, której próbuje się pozbyć już od dobrych kilku lat (a tak naprawdę to gdyby nie ona, to zapewne popadłby już w depresję) - nie przyzna się przecież, że kocha ją tak samo, jak uwielbia ją dręczyć - ma zdecydowanie za miękkie serce - rozczulają go szczeniaki i dzieciaki - nie, nie jestem pedofilem, przysięgam! - jest zdania, że związki nie są dla niego - korzysta z życia - bierze to, co los mu daje i stara się zbyt często nie narzekać

17 komentarzy:

  1. W trakcie całego swojego nastoletniego życia zdążyła obejrzeć naprawdę sporo tych niby fajnych filmów dla nastolatek, które zwykle ogląda się z „najlepszą przyjaciółką” podczas wielkiego nocowania czy czegoś w tym guście. Verity wprawdzie żadnej takowej przyjaciółeczki nie miała, naoglądała się jednak tych filmów sama, za każdym razem wzdychając tak samo, kiedy wszystko dobrze się kończyło. W nich, o ile sąsiedzi się przyjaźnili, zazwyczaj mieszkali w domach usytuowanych obok siebie, a pomiędzy oknami ich sypialni zawsze znajdowało się duże drzewo, po którym można było swobodnie przejść od okna do okna. Czasem zdarzał się też domek na drzewie… Ale, niestety, Verity nie żyła w takim filmie, nie mogła przejść po drzewie w piżamie i zastukać w okno naprzeciwko. Musiała zwlec się po schodach i pójść normalną drogą, a to wykluczało również chodzenie w piżamie, choć akurat niespecjalnie się przejmowała tym, co mogliby ludzie powiedzieć na taki strój. Piżamkę jednak miała zdecydowanie niewyjściową, kompletnie niezakrywającą tego, co powinno się zakryć, wychodząc na zewnątrz.
    Jednak w stanie, w jakim się znajdowała, nie miało to dla niej zbyt dużego znaczenia, choć zachowała na tyle przytomności umysłu, aby jednak się ubrać przed wyjściem. Potem jednak pobiegła jakby ją goniło co najmniej stado bizonów, tak bardzo była podekscytowana i tak szybko chciała się podzielić swoim, bądź co bądź, raczej idiotycznym pomysłem. Jej jednak wydawał się odkrywczy i nie miał przecież żadnych wad. Mogła mieć z tego tylko korzyści, z takiego wychodziła założenia, bo co złego mogłoby się stać? Miała nawet przygotowaną w głowie listę argumentów, dzięki którym da radę przekonać Jamiego, że naprawdę powinni to zrobić. Poleciała więc do niego jak na skrzydłach, nie kłopocząc się nawet pukaniem, bo i tak bywała tam na tyle często, że czuła się bardziej jak dodatkowy domownik niż jak gość.
    Wparowała Jamesowi do pokoju, spodziewając się, że będzie spał, bo przecież to takie absorbujące zajęcie. Co innego mógłby robić, skoro po spojrzeniu do kalendarza widziało się zaznaczoną sobotę? Entuzjazm, który ją wręcz rozsadzał widać było dosłownie w każdym ruchu i geście, choć przede wszystkim wypisany był na twarzy. Pewnie dlatego z taką energią ściągnęła z przyjaciela kołdrę, choć właściwsze byłoby stwierdzenie, że ją wręcz z niego zerwała. Równocześnie krzyczała coś o tym, aby raczył ruszyć swoje dupsko, bo ma mu coś bardzo ważnego do zakomunikowania.
    Biedny. Byle tylko na zawał nie padł. Chociaż przez te wszystkie lata powinien już się przyzwyczaić do tego typu nagłych pobudek.

    [Nie miałam takiego zamiaru, ale mi chyba trochę komediowo wyszło :D
    No to masz jeszcze jeden gratis: http://data.whicdn.com/images/57747095/large.gif]

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czuła się urażona przez to „spieprzaj”, właściwie to się nawet spodziewała czegoś w takim stylu, bo pewnym było to, że Jamie nie będzie zadowolony. No bo kto by był na jego miejscu? Verity mogła w tym momencie podejrzewać, że poprzedniego wieczora trochę zabalował (i pewnie się to przeciągnęło do rana), a w takim wypadku niczym dziwnym nie było, że nie będzie chciał wstać. Ale zdawało jej się, że całkowicie nie będzie mu się chciało ruszyć, więc została odrobinę zaskoczona działaniem zbyt szybkim jak na kogoś, kto jest zaspany. Udało jej się tylko głupio zapiszczeć, zanim na jej ustach wylądowała dłoń. A potem wymownie przewróciła oczami, skoro nie mogła mówić.
    - Wcale nic nie chcę – zaperzyła się od razu, kiedy tylko zabrał dłoń. Ale na łóżku się rozłożyła, a jakże, tylko najpierw zdjęła buty, a potem już mogła spokojnie mówić, tak sobie leżąc.- Masz zegarek godzinę do tyłu, jest jedenasta trzydzieści – poinformowała jak gdyby nigdy nic. Nic sobie nie robiła z jego złości, chęci dalszego spania ani tego morderczego spojrzenia. Choć gdyby mogło zabijać, pewnie już dawno leżałaby martwa. Cóż, łudziła się jednak, że James by jej nie zabił, przecież nie mógłby bez niej dalej żyć, prawda? – A ja wcale nie jestem mała – no dobra, może trochę była, ale się do tego nie przyznawała.- Nie chcę cię wykończyć, co ja bym bez ciebie potem zrobiła? Nie miałabym kogo wykańczać ani mówić, że ma seksi majtusie, bo masz, a ja wcale nic nie chcę, ale pamiętasz tego Dana, o którym ci ostatnio mówiłam? - powiedziała to wszystko razem, bardzo szybko, na jednym wydechu, ale przecież zawsze tak mówiła, przeskakując od tematu do tematu.
    A teraz przecież musiała mu opowiedzieć, że całkiem nieźle jej się ostatnio wiedzie uczuciowo. A przynajmniej jednostronnie, bo motylki w brzuchu miała za każdym razem, gdy widziała pewnego osobnika, a kiedy zdarzyło się, że do niej zagadał, myślała, że się udusi, nie będąc w stanie w pierwszym momencie nawet odpowiedzieć, tak się zapowietrzyła. Może to pierwsze wrażenie, jakie zrobiła, nie było oszałamiające, na tyle jednak okazała się godna zainteresowania, że znajomość, póki co, trwała. I zmierzała w konkretnym kierunku, a owy zbliżający się kierunek sprawił, że Verity zaczęła panikować, jak to będzie. I dlatego wpadła teraz do pokoju Jamiego z tym pożal-się-boże genialnym pomysłem, nie zważając na to, że przeszkadza mu w spaniu.


    [Spoko loko, zdarza się. Mi się często zdarza odpisać pod własną kartą i wtedy dopiero jest zdziwienie po kilku dniach :D]

    OdpowiedzUsuń
  3. - Greg? – wyrwało je się, jakby z całej wypowiedzi wyłapała akurat tylko tę jedną informację.
    Verity nie była z natury ani zazdrosna, ani zawistna i chociaż trudno jej było pojąć sam fakt tego, że jakiś facet może nie zwracać uwagi na dziewczyny, to jednak w jakimś stopniu to rozumiała. I nawet jeśli zdarzało się, że któregoś z tych, których James od czasu do czasu przyprowadzał i jej przedstawiał, uznawała za godnego uwagi, to nie miała zamiaru tańcować i kombinować, żeby zwrócić na siebie uwagę i spróbować go „odbić”, bo to przecież nie miało racji bytu. Tak samo nie wściekała się o to, że przyjaciel spędza czas z nimi zamiast z nią ani nie przeszkadzało jej, że jemu czasem wiedzie się w kwestii uczuciowej lepiej niż jej samej. Nie miała też tego przeświadczenia, które towarzyszyło Jamiemu względem jej samej, że żaden nie będzie dla niego wystarczająco dobry.
    No ale Greg...
    - Wróciliście do siebie? – spytała, bo nie mogłaby sobie tego odpuścić. Ale na myśl o tym, że rzeczywiście mogłoby tak być, poczuła dziwne ukłucie w środku, chyba w serduszku. Czyżby jednak zazdrość? Czy zawód? – Zresztą, nieważne, nie moja sprawa, nie będę wściubiać nosa – gdyby siedziała, najprawdopodobniej uniosłaby obie ręce, aby pokazać, że się wycofuje i nie ma z tą kwestią nic wspólnego.
    W międzyczasie zdjęła sweter i pociągnęła skraj kołdry w swoją stronę, aby chociaż troche się przykryć. Nawet nie pisnęła, kiedy jej się guzik od spodni wbił w brzuch. Tak, w ubraniach zdecydowanie nie należy spać. Fakt, nie miałaby problemu z tym, żeby się rozebrać, James i tak widział ją w piżamie nie raz i nie dwa, w samych majtusiach zresztą również, ale to raczej nie był moment na to.
    - Co w nim jest fajnego? – powtórzyła ze zdziwieniem, jakby nie dowierzała, że ktokolwiek mógł zadać takie pytanie.- Człowieku, jakbyś go zobaczył bez koszulki, to by ci stanął. Wyrolowałbyś mnie i zabrał go dla siebie – jak zawsze, nie przebierała w słowach.
    Fakt, z tej wypowiedzi wynikało jedno – wspomniany Dan miał wszelkie fizyczne walory. Z kwestią charakteru było już trochę gorzej, ale... Ale chyba i tak powinna się czuć zaszczycona, że w ogóle zwrócił na nią uwagę! W końcu tyle dziewcząt się zawsze wokół niego kręciło…
    - No może ma trochę zbyt bardzo wydepilowaną klatę, ale ogólnie to wygląda jak taki typowy umięśniony przystojniak żywcem wyjęty z okładki jakiegoś pisemka, mówię ci.
    To był chyba jedyny plus (według Verity) odmiennej orientacji Jamesa - mogli się wspólnie zachwycać facetami.

    OdpowiedzUsuń
  4. [ojessu! Nie mam pojęcia, co to się może dziać o.O a sobie na pewno nie usuwam, bo nie byłoby w tym sensu, na każdy odpis czekam z utęsknieniem :D Może wrócę kartę do roboczych i jeszcze raz opublikuję?]

    - Na piwo i bzykanko – dodała od siebie, uśmiechając się znacząco. Użyła tego idiotycznego słowa, żeby nie brzmiało to tak poważnie i ciężko, tylko bardziej lekceważąco, ale sens został zachowany. Cóż, nie było co ukrywać, zdawała sobie sprawę z tego, że na samo piwo by się nie umawiali, bo po co. Jamie mógł zaprzeczać, a Verity i tak wiedziała swoje.
    - Kiedy, kiedy, a co, też chciałeś zobaczyć? – usiłowała zażartować, ale koniec końców trochę spoważniała.- Nie, nie przespałam się z nim – poinformowała spokojnie, cichym głosem. I dziwnie łagodnym, jakby chciała Jakiego uspokoić, choć głosik w głowie podszeptywał jej, że to przecież nie jego sprawa i żeby mu powiedziała „a nawet jeśli, to nic ci do tego”. Oczywiście, nie powiedziała tego.
    Przyłożyła głowę do poduszki, na chwilę przymykając oczy. Tak było łatwiej mówić, nie patrząc na Jamesa. Wyjaśnienie wszystkiego bez patrzenia na drugą osobę, a uż tym bardziej w oczy, zawsze było łatwiejsze.
    - W sumie tak się już z nim trochę widuję i mam wrażenie, znaczy tak czuję, że w sumie chyba z nim już tak jakby jestem… I umówiliśmy się na przyszły tydzień, ale tak bardzo oficjalnie i w ogóle, i zdaje mi się, że będzie czegoś wtedy już oczekiwał… A ja, no wiesz… Przecież jeszcze nic nigdy - niby nie powinna się wstydzić, przecież to był tylko (albo aż) Jamie, ale i tak głupio jej było mówić o takich rzeczach. Pewnie dlatego się trochę pogubiła, sklejając takie nieskładne i pełne powtórzeń zdania. Trwało to jednak tylko chwilę. - No i wiesz co! Nie jestem aż taką idiotką, żeby lecieć tylko na klatę. A poza tym, Greg nie jest ani specjalnie piękny, ani mądry, więc może mi nie wytykaj – w tym momencie chyba wyszła ta niechęć Verity do wspomnianego Grega, choć zapewne James o tym wiedział. W końcu to była odwzajemniona niechęć.- A ty... Może... Może mógłbyś mi opowiedzieć o swoim pierwszym razie, co?
    Nie była w stanie. Nie potrafiła powiedzieć otwarcie i konkretnie, o co jej chodzi i z jaką prośbą przyszła. W ostatniej chwili znalazła zastępczy temat.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ja mam mozillę. Na tym dla odmiany nie widać dobrze szablonów.
    Masz w nagrodę: http://data.whicdn.com/images/49965101/large.jpg http://data.whicdn.com/images/58986864/large.gif :D]

    Na początku chciała potwierdzić, że owszem, zabujał się w idiocie, ale... Może to, że Greg był idiotą, kobyłą tylko subiektywna opinia? Może dla Jamiego był całkiem inny niż dla Verity? Może po prostu mieli coś takiego jak wspólny temat, którego sama nie potrafiła z nim odnaleźć? Wszystko było możliwe, więc ugryzła się w język i na ten temat już nic nie powiedziała. W sumie też dlatego, że James zaczął gadać i nawet nie zdołała dojść do głosu. Zamachała tylko odruchowo rękami, chcąc go odgonić, bo wcale nie chciała na niego patrzeć, a właśnie ją zmuszał.
    - Nie zmieniam tematu! – oburzyła się.
    Nie plątała się wcześniej w tym wszystkim dlatego, że trudno jej było powiedzieć o tym, że nadal jest dziewicą, tylko dlatego, że nie miała pojęcia, jak wyjaśnić, o co jej chodzi, właściwie zaczynając od kwestii tego, że zwyczajnie ją to przeraża, bo nie ufała jeszcze Danowi na tyle. Nie ufała też sobie i choć niby wiedziała, na czym to polega, to przecież nic nie było takie proste. Nie chciała wyjść na jakąś niedoświadczoną cnotkę niewydymkę, bo wtedy jej obiekt westchnień najprawdopodobniej by się nią znudził i to był właśnie główny problem.
    - Mógłbyś mi o swoim opowiedzieć, serio. To przecież nie jest nic, z czego można by się śmiać, a przynajmniej poznałoby się czyjeś doświadczenia… No a poza tym, gorsze rzeczy sobie opowiadaliśmy, sam to przed chwilą powiedziałeś – brzmiała, jak na jej gust, trochę zbyt poważnie, bo przez to jej samej wydawało się, że to, co mówi, urosło do nie wiadomo jakiej rangi A przecież nie było tematem na wskroś poważnym i sztywnym, powinna brzmieć bardziej swobodnie. Chyba na razie nie potrafiła. Póki nie wyrzuci z siebie wszystkiego.- Po prostu wolałabym wiedzieć trochę więcej od strony praktycznej zanim do czegoś z nim dojdzie. Może wypróbować to wcześniej z kimś, komu ufam bardziej – może dziwnie to wytłumaczyła, ale to, co jej chodziło pogłowie, przecież wcale nie było proste do przekazania. Przynajmniej próbowała, zważywszy na to, jaką trudność jej to sprawiało.
    Jakby teraz Jamesowi powiedziała, że tak naprawdę jest jedyną osobą na świecie, której całkowicie ufa, to by mu się w głowie poprzewracało z nadmiaru ego, więc lepiej było tego nie mówić w tym momencie. Zwłaszcza, że zbyt wyraźnie zasugerowałoby, kogo miała na myśli. A z tym chciała jeszcze kilka chwil poczekać.

    OdpowiedzUsuń
  6. [I wszystkim tak dodajesz z telefonu?]

    - Nie wciskam ci żadnego kitu, już nie wymyślaj, przecież ci mówię, co mi po głowie chodzi, po prostu musiałam to obgadać, czy brzmi tak głupio, jak mi się zdaje, czy jednak logicznie. Taką porę sobie wybrałam, bo mnie to męczy akurat teraz i już – w głosie pojawił się zalążek irytacji, co zresztą nadawało jej wiarygodności, że niby wcale nie przyszła tu z niczym konkretnym i się złości, kiedy coś takiego jej się sugeruje.- Uznałam, że opowieść o twoim pierwszym doświadczeniu trochę mi pomoże i to wcale nie jest nic dziwnego, niezależnie od tego, w jaki sposób się myśli. Wyobraź sobie, że świetnie sobie zdaję sprawę z faktu, że jesteś facetem – tak, była tego wyjątkowo świadoma. Może Jamesowi ta przyjaźń nie sprawiała trudności, ale Verity owszem. W końcu nie bez powodu się mówi, że przyjaźń między kobietą i mężczyzną nie istnieje. Albo istnieje do czasu, aż oboje wylądują w łóżku. Tylko że w tym wypadku to również rzekomo nie miało racji bytu, nie powinno się zdarzyć, więc przyjaźnienie się było łatwiejsze. Pomijając fakt, że właśnie razem leżeli w jednym łóżku. Ale to nie była wina Jamiego, że Verity odbierała to jednak trochę inaczej, całą tę relację i choć nie powinna mieć nadziei, zawsze się łudziła.
    - Ale ja chcę to zrobić! Tylko po prostu obawiam się, że zrobię coś nie tak, dlatego chciałam najpierw spróbować z kimś, dla kogo nie będzie miało takiego znaczenia, czy coś zepsuję, czy nie. I właściwie nie wiem, od kiedy z nim jestem, po prostu się spotykamy i już... Ale marudzisz, w ogóle mi nie pomagasz.
    Wtuliła twarz w poduszkę, zerkając na Jamesa tylko jednym okiem. Patrzyła na niego przez kilka chwil, któryś już raz w swoim życiu mówiąc sobie w głowie, ze naprawdę miał łądne oczęta i lubiła w nie patrzeć. A kiedy zadał pytanie... Spodziewała się innej reakcji, a nie pytania o szczegóły, więc określając to łagodnie, można było powiedzieć, że Verity wpadła w popłoch. Choć nie było widać tego wcale tak wyraźnie, jak sama myślała. Całe szczęście, że już wcześniej przytuliła się do poduszki, teraz przynajmniej mogła mocno zacisnąć powieki, udając zmęczenie i senność. Choć w to akurat nikt by nie uwierzył, nie było większego rannego ptaszka od niej. Odczekała chwilę, zwalczając w tym czasie pragnienie, aby zwyczajnie odwrócić się do Jamiego plecami i udawać, że niczego nie słyszała.
    Miała ochotę teraz spytać, tak dla upewnienie się, czy w takim razie cały ten pomysł nie wydaje mu się dziwny albo szalony. Bo taka powinna być reakcja każdego normalnego człowieka. Skoro jednak zadał pytanie, czy już sobie kogoś upatrzyła do tej roli… Najwyraźniej przyswoił już fakt, że niezależnie od wszystkiego, miała zamiar pomysł wprowadzić w życie i jakiekolwiek dyskusje nie miałyby sensu.
    - Pytasz, czy mam kogoś na oku, kto mógłby to ze mną zrobić? – dobrze wiedziała, że właśnie o to chodzi, mimo to jednak spytała, chcąc odwlec moment, w którym powie, kogo „ma na oku”.- Tak, mam – odpowiedziała, nie dodając nic więcej, tylko milcząc dłuższą chwilę, jakby czekała na doprecyzowanie pytania, kogo.- Ciebie – wypaliła w końcu.
    I spodziewała się, że usłyszy w tym momencie jakieś pełne oburzenia „zwariowałaś!?”.

    OdpowiedzUsuń
  7. [No, bo to pewnie meczące jest.]

    Może zwariowała, może nie. Wszystko miało złe i dobre strony, Verity widziała w tym momencie tylko plusy i mogłaby przedstawić argumenty za, wydało jej się jednak, że jak na jeden raz wystarczy. Nie oczekiwała cudów, nie spodziewała się żadnej entuzjastycznej reakcji, wręcz przeciwnie. Powinna wszystko zrobić powoli, a może z czasem pogląd na tę kwestię się zmieni. Na razie nie miała zamiaru naciskać ani też nie miała zamiaru wstać i się rzucać na Jamiego, nic z tych rzeczy. To by już była autentyczna desperacja i totalne wariactwo, a idiotką, co jak co, nie była.
    Usiadła na łóżku, opuszczając nogi na podłogę. Sięgnęła po odrzucony wcześniej na bok sweter i powoli go ubrała. Stopy wsunęła w buty.
    - Stwierdziłam, że tylko tobie ufam na tyle, żeby się na to zdecydować – poinformowała, zdobywając się na całkowitą szczerość.- I nie chodzi tylko o to, aby to przeżyć i nie wyjść potem na idiotkę przy Danie i go zadowolić. Po prostu… Nie chcę tego pierwszy raz zrobić z nikim innym, tylko z kimś, komu ufam, a jemu nigdy nie będę ufać tak bardzo, jak tobie – ją samą w tym momencie przeraziło to, co powiedziała. Minę musiała mieć przez to bardzo dziwną.
    Ale jak miałaby się przyznać, że tak naprawdę lubi go bardziej niż zwykłego przyjaciela? I to niemalże od zawsze, a przynajmniej od czasu, kiedy dał jej buziaka na swoich dziewiątych urodzinach, co dla siedmiolatki było niebywałym przeżyciem. No i tak zostało aż do teraz. Tyle czasu ukrywała różne rzeczy, więc mogła to ukrywać nadal. Choć ukrywanie czegokolwiek nie wpasowywało się w definicję zaufania.
    - Wiem, że to wariactwo, masz rację w tej kwestii, ale... – co ale, co ale? Co właściwie chciała teraz powiedzieć? Sama nie wiedziała, tak naprawdę.- Chyba już pójdę. Musisz się obudzić do końca i wszystko przetrawić chyba. O której dzisiaj kończysz? To może wpadnę wieczorem i obejrzymy jakiś serial dla odmóżdżenia się, co? – uśmiechnęła się krzywo. Próbowała powiedzieć to wszystko tak, jakby nic się nie działo, jakby przed chwilą nie mówiła o całym tym szalonym pomyśle. Chciała, aby nic się nie zmieniało, przynajmniej nie znacząco, bo drobne zmiany zawsze były mile widziane, ale nie chciała po prostu, aby amie przez to wszystko zniknął z jej życia albo żeby przestali spędzaj razem beztrosko czas, choćby marnując go na oglądanie głupiego serialu. Chciała czuć, że nadal mogą się zachowywać w swoim towarzystwie swobodnie i mówić sobie o różnych dziwnych rzeczach, a między nimi wcale nie ma mentalnej ściany.

    OdpowiedzUsuń
  8. Verity nie gapiła się na Jamiego, kiedy się ubierał, traktowała to jak coś naturalnego, w końcu to nie był pierwszy raz, kiedy był przy nie niemalże nagi. Tak samo często się zdarzało, że w takim stroju ona była przy nim. Nie było to jakieś wielce fascynujące męskie ciało, którym można się w duchu pozachwycać, jak to się to robiło, oglądając innych facetów. To po prostu było ciało brata, nawet jeśli nie łączyły ich więzy krwi. A o bracie nie myśli się przecież w ten sposób. Może uświadomienie sobie tego faktu teraz sprawiło, że w niej również pojawiły się wątpliwości co do tego pomysłu, bo jak miałaby patrzeć na niego w inny sposób, skąd miałaby się wziąć jakakolwiek chemia?
    Ale nie podzieliła się tymi wątpliwościami.
    - Możemy tak zrobić – mruknęła trochę niemrawo, choć wcale nie chciała, aby brak entuzjazmu był widoczny. Chciałaby się cieszyć z tego, że wspólnie spędzą czas, nawet jeśli miałoby to być tylko pożeranie pizzy.
    A potem machnęła ręką i odrobinę się odsunęła, choć ta dziwna czułość ze strony Jamesa trochę ją zdziwiła, a trochę sprawiła przyjemność. Odsunęła się z innego powodu.
    - Nie jestem zła – zapewniła od razu.- Śmierdzisz fajkami – przecież wiedział, że Verity tego nie lubi.- Wiem, że to wariactwo, ale... – ale co? No nic, nie wiedziała, jak dokończyć to zdanie.- Ale nie musisz mnie nazywać „maleńka” – dokończyła głupio, w tym samym momencie wstając.
    I teraz właśnie było wyraźnie widać, że jednak jest , zważywszy na tę różnicę wzrostu, która byłą wyraźniejsza, gdy przez chwilę stali obok siebie. Kilka sekund zaledwie.
    - To przyjdę wieczorem – rzuciła jeszcze obojętnie.
    I poszła.

    [chciałam od razu przeskoczyć, ale nie mogę się zdecydować, czy go dopadnie pod drzwiami, jak wróci i zrobi coś głupiego, czy jednak trochę odczeka, żeby to zrobić :D]

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiedziała, że palił, ale nie oznaczało to, ze to lubiła. Nikt nie był idealny, istniało mnóstwo rzeczy, które ją irytowały, mimo wszystko, mimo tych kilkunastu już lat przyjaźni, tak samo jak sama miała kilka dziwacznych nawyków, które niewątpliwie wkurzały Jamesa. Jednym z nich pewnie było gadanie bez przerw, czym go uraczyła na pobudkę i czym miała zamiar uraczyć go wieczorem. Bo owszem, przez cały dzień ta sprawa zaprzątała jej głowę, przez co nie mogła skupić się dokładnie na niczym innym, wszystko robiła na pół gwizdka, ale i tak postanowiła, że kiedy przyjdzie, to nie będzie drążyć, tylko spróbuje zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Nie chciała stracić tej swobody, która byłą w ich relacji. Wprawdzie przygotowała sobie plan „argumentów” i powtarzała je w głowie, przechodząc wieczorem przez ulicę, ale i tak wiedziała, że nic z tego nie powie. Nabrała pewności, kiedy weszła do mieszkania, tak samo jak rano nie pukając i tak samo nie zdejmując butów, co mogło być odrobinę niegrzeczne, ale była zbyt zaaferowana tym, co mogło się stać i jak będzie wyglądała ich rozmowa, aby się przejmować jakimiś butami.
    - Heeej!- zawołała beztrosko, wchodząc do salonu. W głosie nawet nie było słychać sztuczności, o co bardzo się starała.- Czuję pizzę – uśmiechnęła się.- Jaką wziąłeś? Zresztą, po co ja pytam, przecież dobrze wiesz, co ja lubię – nie czekała na reakcję, na słowa zachęty, nie potrzebowała tego, przecież była prawie u siebie, więc od razu poleciała do kuchni, jakby domyślając się, ze reszta czeka właśnie tam. Zgarnęła dwie butelki i wróciła do salonu, dopiero wtedy siadając na kanapie obok Jamesa. Piwo postawiła na stoliku obok pudełka z pizzą.
    - Trochę mi zeszło, bo Tony chciał, żebym mu wytłumaczyła zasady gry w szachy, ale chyba jest jeszcze na to za głupiutki. No i nie chciał się dać położyć do łóżka, czasem mam taką ochotę wytargać go za ucho, no naprawdę, bardziej niż ciebie, a też mi się zdarzało, że miałam ochotę trzepnąć się w łeb – zaczęła paplać, a jakże, wspominając przy okazji o młodszym bracie, bo wydawało jej się to bezpiecznym tematem. Do niczego nie można się było przyczepić.
    Przypomniała sobie o butach i zdjęła je, odsuwając na bok. Przeciągnęła się jeszcze, potem rozłożyła na kanapie, ale tylko na chwilę.
    - Co oglądamy? – spytała może trochę głupio.- Sama sprawdzę, co jest – stwierdziła i brzmiało to naprawdę naturalnie, tak samo jak to, że od razu przysunęła się do Jamesa, żeby sięgnąć po pilota, który trzymał w dłoni. Przechyliła się, wyciągnęła rękę nad przyjacielem, chcąc chwycić narzędzie władzy, ale tak naprawdę to nie pilot ją interesował. Wprawdzie udało jej się go zabrać i nawet odrobinę się odsunęła, ale tylko na kilka sekund, bo te kilka sekund później była już z powrotem blisko, może trochę za blisko. Dłoń Verity wylądowała na szyi Jamiego, a potem przyciągnęła go do siebie i tak po prostu pocałowała prosto w usta.

    [No to masz :D Miało to wyglądać trochę inaczej, przynajmniej w mojej głowie, ale wyszło jak wyszło, ech.]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Nie, nie, z tym komentarzem chodziło mi o to, że on całkiem zniknął. Autorzy nie mają możliwości usunięcia komentarza, nawet swojego, żeby nie został po nim żaden ślad, zawsze coś zostaje. Dlatego się zdziwiłam, bo był przez chwilę, a potem nagle go nie było o.O
    Zaraz się wezmę za odpis jakoś :)]

    OdpowiedzUsuń
  11. Verity nie miała za złe, że już zaczął pizzę, właściwie nie miało to dla niej znaczenia i nawet tego nie zauważyła. Nie w głowie jej była pizza, bo od kiedy tylko weszła, myślała tylko i wyłącznie o jednej sprawie, aż w końcu zrobiła to, co zrobiła. Czy to było głupie albo szalone? Może. Ale nie traktowała tego w ten sposób, bardziej się cieszyła. Naprawdę się cieszyła.
    Przecież tak naprawdę zawsze tego chciała, prawda? Tyle tylko, że inaczej sobie wyobrażała.
    Ale reakcja Jamiego jej odpowiadała. Nie odsunął się, nie odepchnął jej, to już był sukces. A potem jeszcze odwzajemnił ten pocałunek, tak zwyczajnie jej dotknął, przyciągnął do siebie, czy mogłaby być rozczarowana lub niezadowolona z takiej reakcji? Na pewno nie, była wręcz szczęśliwa.
    Może to głupie, ale chciałaby, aby ten pocałunek trwał i trwał. Choć nie wydawała się rozczarowana, kiedy się skończył. Uśmiechnęła się tylko, a potem cmoknęła Jamesa gdzieś we włosy, równocześnie przytulając do nich policzek i obejmując go za szyję. Na pewno nie miała wrażenia, że całuje się z bratem, nie było w niej ani odrobiny obrzydzenia. Poza tym, brata już miała, miał osiem lat i był nieznośny, ale Verity nie potrafiłaby się przyznać, że mino tych kilkunastu lat przyjaźni i wrażenia, że traktują się jak rodzeństwo, zawsze miała świadomość tego, że nim nie są.
    - To ja zazwyczaj dużo gadam, ale tym razem to ty mógłbyś się zamknąć zamiast mówić takie rzeczy – nie czuła się urażona, ale brwi i tak podsunęły się chwilę wcześniej odrobinę do góry.- Nie chodzi o to, żeby się z kimś przespać, gdyby tak było, to nie zawracałabym ci głowy, tylko od razu zrobiłabym to z Danem. I nie, nie czułam się jakbym całowała brata. Albo geja. Nic z tych rzeczy. Właściwie, to ja tak naprawdę od zawsze... – urwała, uznając, że nie może powiedzieć za dużo. Bo jak miałaby dokończyć to zdanie? Od zawsze cię kocham i od zawsze o tym marzyłam? Niedorzeczne.- A nieważne – mruknęła tylko, a po tym zrobiła znów to samo. Zbliżyła twarz i pocałowała Jamesa, ale tym razem mocniej, rozchylając usta i zmuszając do pracy język.
    I jak miałaby się teraz przyznać, że tak naprawdę to w brzuchu czuje to głupie stado motyli, podczas gdy on traktował to w taki sposób? A najbardziej zadziwiające było to, ze teraz je czuła, a podczas całowania się z Danem nie czuła nic, żadne motylki nigdy się nie pojawiły.


    [No ja też właśnie nie wiem, co się stało, dlatego od razu napisałam :D
    Usunęłam tamten.
    No i masz jeszcze, tak w temacie: (znowu zbreźne zdjęcia :D)
    http://data.whicdn.com/images/55096426/large.jpg]

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdyby powiedziała, co „od zawsze”, to wtedy naprawdę wszystko by się zepsuło, Verity zostałaby zepchnięta z kolan, a James by czym prędzej zwiał, nie chcąc nawet słyszeć wyjaśnień. Tak sobie to wyobrażała. Powiedziałby, że o niemożliwe, żeby już nie wymyślała albo czemu nie przyznała się nigdy wcześniej i już nic nigdy nie byłoby tak, jak dawniej. A teraz, nawet mimo tego, co właśnie się działo, nadal istniała szansa, że nic się nie zmieni, że „po wszystkim” (o ile do czegokolwiek dojdzie) wciąż będzie tak samo jak wcześniej. A może nawet lepiej. Na to Verity po cichu, gdzieś tam w sobie, liczyła.
    Jej również w pewnym momencie zabrakło powietrza, co było dosyć jasnym potwierdzeniem faktu, że się zapomniała. Potem próbowała uspokoić oddech, ale głowę posłusznie odchyliła. Przez kilka sekund zastanawiała się, czy Jamie słyszy, jak bardzo tłucze jej się serce. Z ekscytacji i nawet nie chciała tego faktu ukrywać. Z ekscytacji tym, że ją chciał, że nie musiała go do niczego zmuszać, że przejął inicjatywę, że zrobił cos, czego się nie spodziewała, a to wszystko razem sprawiało, że czuła się szczęśliwa. Przecież takie zachowanie nie mogło być tylko zwykłym, mechanicznym działaniem, musiał, po prostu musiał tego pragnąć w podobnym stopniu co ona. Inne wytłumaczenie według niej nie istniało.
    Zdziwiła się, słysząc przeprosiny, a pierwszą reakcją, kiedy się odsunął, było uniesienie brwi w niemym pytaniu. Dopiero sekundę później pojawił się niepokój, że to już koniec, że nic więcej się nie stanie. Ale przecież Jamie się uśmiechał, więc na pewno nie mógł to być koniec.
    - Cooo? – dopytała zdziwiona, nie bardzo pojmując, o co chodzi i za co dokładnie przeprasza. Przecież chyba nie za to, że się całowali? Przecież sama zaczęła. Dopiero po chwili zorientowała się, o co może mu chodzić.- Ach, to. Nie szkodzi przecież – przyłożyła dłoń do szyi. Nie przeszkadzało jej to. Bardziej prawdopodobne byłoby, że będzie z tego dumna, że z chęcią by się z tym obnosiła, bo to był jawny dowód na to, że do kogoś należy. Tak, jakby chciała wszystkim wokół powiedzieć patrzcie, co zrobił mi mój facet. Problem w tym, że Jamie nie był jej, a do tego był jeszcze Dan. I wtedy właśnie Verity zrobiła wielkie oczy, uświadamiając sobie, co to znaczy i co może się stać.- O boże, jak Dan to zobaczy, to... – urwała na chwilę, bo nie wiedziała, co mógłby zrobić.- Nieważne, przez tydzień zniknie, to będę go spławiać przez ten czas – szybko znalazła rozwiązanie i była z siebie wyjątkowo zadowolona, bo to oznaczało, że mogą kontynuować to, co robili.

    [No magia, patrz na to:
    https://i.imgur.com/CYuAj3Q.png
    Wczoraj o 22:30 się pojawił w panelu, kliknęłam w odsyłacz i przeniosło mnie do takiego widoku, jak odświeżyłam panel, to komentarza już w nim nie było i żadnego śladu po nim o.O]

    OdpowiedzUsuń
  13. Verity była zadowolona z takiego obrotu sprawy, widać to było w jej twarzy, ale ta radość stosunkowo szybko zgasła, kiedy Jamie stwierdził, że nie powinien był tego zrobić.
    - To nie jest mój chłopak – wyjaśniła gwałtownie tonem, który wskazywał na oburzenie tym, że ktoś w ogóle śmiał powtarzać takie pomówienia.- Nie oficjalnie. Jeszcze – dodała, żeby nie było też wątpliwości co do tego, że jednak coś miedzy nią a Danem zaistniało, bo gdyby nie, to przecież całą ta sytuacja teraz nie miałaby sensu.
    Jamie jednak już się odsunął, a Verity uznała, ze chyba nie powinna nic więcej mówić, żeby się czasem nie pogrążyć. Bo niby się z nim spotykała, ale jednak nie byli razem, to wszystko brzmiało tak podejrzanie, że gdyby zabrała się za wyjaśnianie całej sytuacji, to tylko pogorszyłaby sprawę. Zresztą, najwyraźniej i tak było już pozamiatane, bo James się wycofał.
    Skuliła się na kanapie, jakby chciała, żeby nie było jej widać i rzeczywiście, chciałaby teraz zniknąć, aby w samotności uporać się z upokorzeniem i rozczarowaniem. Chwila przyjemności i koniec. Bo niewątpliwie sprawiło to Verity przyjemność, nie ukrywała tego. Tylko najwyraźniej zbyt dużo sobie wyobraziła, myśląc, że jej najlepszy przyjaciel będzie w stanie potraktować ją inaczej, a nie tylko jak przyjaciółkę. Przecież przyjaciółek się nie pragnie, nie pożąda się ich, zwłaszcza wtedy, gdy woli się mężczyzn. Zwyczajnie się łudziła, jak zawsze. A dodatkowo się jeszcze wpakowała w kabałę, bo ona Jamesa, niestety, pragnęła.
    Trzeba było jednak wziąć się w garść i już, już chciała się odezwać, powiedzieć, że nieważne, powinna już sobie pójść albo ewentualnie czy nie mogliby obejrzeć jakiegoś głupiego filmu, skoro taki był zamiar, nawet zdążyła otworzyć usta, ale nie wydobyło się z nich żadne słowo, bo Jamie ją ubiegł, odzywając się, a do tego chwilę później dosyć skutecznie jej usta zatkał.
    Stado motyli znowu wzbiło się do lotu, a Verity pomyślała, jak wielką jest idiotką, mając nadzieję, że po tym wszystko się jakoś poukłada. Nie poukłada się, bo już zawsze będzie miała świadomość tego, że posunęli się zbyt daleko niż przewiduje przyjaźń, a do tego, że i tak nigdy nie będą razem. Ale gdyby się tym bardzo teraz przejęła, to pewnie tym razem to ona by Jamiego odepchnęła, a potem czym prędzej zwiała. Zamiast tego wyjątkowo chętnie oddała pocałunek. Ręce oplotły się wokół szyi w dziwnie zaborczym geście, jakby już nigdy nie chciała Jamesa puścić i żeby był jak najbliżej, żeby ciała nie dzieliły nawet milimetry pustej przestrzeni. Potem dłonie zsunęły się odrobinę na plecy, aby podciągnąć koszulkę. Przecież była zbędna. A Verity nie zamierzała tylko bezczynnie leżeć.

    [Ale nawet gdybyś dodała przypadkiem komentarz, to nie mogłabyś go usunąć tak, żeby nie został po nim ślad, a nie było żadnego śladu.]

    OdpowiedzUsuń
  14. Verity już kompletnie zapomniała o Danie, skupiając się na chwili i niczego nie trzeba było jej udowadniać. Sama wiedziała, kto jest lepszy, a świadczył o tym choćby fakt, że w tym momencie była z Jamiem, to z nim się całowała i do niego chciała się przytulić. Była pewna, że gdyby po tym wszystkim jakimś cudem usłyszała od niego, że wcale nie chce, aby na tym się skończyło i mogliby spróbować coś stworzyć, to z miejsca i bez zastanowienia wystawiłaby Dana, pewnie jeszcze mówiąc mu, żeby się pocałował w nos, jeśli nie gdzie indziej.
    Ale to było niemożliwe, więc dobrze było mieć go jako drugą opcję.
    Nie wstydziła się, więc nie zaprotestowała, kiedy zdjął jej koszulkę. Przecież już tyle razy widzieli siebie nawzajem bez ubrań, że wstyd całkowicie zaniknął, co oczywiście szło w tym momencie na plus. Przecież dopiero co rano widziała Jamiego w samych bokserkach. Tyle tylko, że wtedy jeszcze patrzyła na niego w inny sposób. Jakby to nie było nic niezwykłego. Bo wtedy nie było, tak naprawdę nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy pod względem fizycznym mógłby jej się podobać, bo w jej głowie był zaszufladkowany pod etykietką przyjaciel, a nie facet, na którym można zawiesić oko. Dopiero teraz to spojrzenie było inne, a Verity podobało się to, co widziała. Ale nie chciała tylko patrzeć, chciała też dotykać.
    Zaśmiała się, kiedy cmoknął ją w czoło i zaraz po tym też przekręciła się na bok, po to aby mogli na siebie swobodnie patrzeć.
    - Obgadać? – powtórzyła, odrobinę zdziwiona.- Co ty chcesz obgadywać? Nic nie ma do obgadywania, dobrze się czujesz? – bez zastanowienia przyłożyła dłoń do czoła Jamesa, jakby sprawdzała, czy nie ma gorączki, ale bardzo szybko ją zabrała. Przecież to oczywiste, ze nie czuł się dobrze, Verity chyba też nie, przecież niewątpliwie upadła na głowę, zważywszy na to, że to, co właśnie robili, było szalone.- Decyzja jest taka, że nie ma już odwrotu – stwierdziła stanowczo. Przesunęła palcami po policzku Jamiego, zsunęła je na szyję, delikatnie ją posmyrała, a potem wędrowała dłonią dalej, sunąc palcami po ręce, po brzuchu, wokół pępka i z powrotem w górę, po torsie.- Nie chcę, żebyś przestawał albo żeby to były ustalone, zaplanowane działania. Chcę, żeby to było naturalne, żebyś robił to, co akurat przyszło ci do głowy i żeby tobie również sprawiało to przyjemność. Po prostu chcę, żebyś ty chciał mnie i żeby ci się podobało to, co widzisz. I co robisz – a najlepiej, żebyś chciał to zrobić jeszcze raz, i znowu, i kolejny, i już zawsze robił to tylko ze mną. Tego, niestety, nie mogła powiedzieć.
    Palce zacisnęły się na ramieniu Jamiego, a sekundę później Verity lekko go pchnęła, aby zsunął się z kanapy. Niespodziewanie, fakt, ale nie groził mu w tym momencie żaden okropny wypadek, zwłaszcza, ze spadł na dywan. Sama zsunęła się za nim i przez kilka sekund mogła nacieszyć się myślą, że jest na górze, a potem to już przylgnęła ciałem do ciała i wtuliła twarz w szyję Jamesa, muskając ją przy okazji kilkakrotnie ustami.
    - Chodźmy gdzie indziej – odezwała się cicho na ułamek sekundy przed tym, jak usta przylgnęły do ust w kolejnym pocałunku.
    Nie mogła się nimi nasycić. A gdyby przyznała się do tego sama przed sobą, to sama siebie by wyśmiała.

    OdpowiedzUsuń
  15. [Ja „półurlop” pojmuję jako takie „zaglądam codziennie, ale nie bardzo mam czas cokolwiek zrobić”, więc też mogę Ci taki wpisać :D Miałam po prostu bardzo zabiegane trzy ostatnie dni, ale dzisiaj się wzięłam za nadrabianie wszystkich odpisów, tak więc ode mnie będą się pojawiały normalnie, jeśli o to chodzi. A takie z telefonu krótsze zupełnie mi nie przeszkadzają.]

    Żołądek wykonał kolejne salto i był już chyba skręcony na supeł. Nie z nerwów, tylko z radości i ekscytacji po tym, co Jamie powiedział, choć wszystko razem na kilka chwil dosłownie Verity przytępiło. Nie zareagowała, nie odezwała się, jedynie grzecznie odsunęła, myśląc o tym, że to musi być jakaś bajka albo może sen, bo na pewno nie działo się naprawdę. Wcześniej nie zastanawiała się jakoś specjalnie nad tym, jak właściwie funkcjonuje szeroko pojęte podniecenie i czy ktoś, kto na co dzień woli mężczyzn będzie potrafił w taki sam sposób zareagować na kobietę. Gdyby rozmawiała o tym z Jamesem, pewnie nawet nie przebierałaby w słowach, tylko spytałaby z właściwą dla siebie szczerością i ogólną otwartością, która między nimi panowała, czy gejowi tak po prostu stanie, gdy zobaczy ładną kobietę. Ale o tym nie rozmawiali, bo ta kwestia jedynie przemknęła jej przez głowę, nie tworząc problemu, dopiero w tym momencie sobie o tym przypomniała, a zważywszy na to, co się działo, była naprawdę, ale to naprawdę zaskoczona. I oczywiście ucieszona również. Tym, że Jamie zareagował w taki sposób i tym, że naprawdę jej chce, jak powiedział, bo jeszcze dzień wcześniej wydawało jej się to niemożliwe.
    Ocknęła się z tych myśli, gdy ją podniósł i jakoś tak samoistnie się zaśmiała. Potem klepnęła go w tyłek, nadal rozbawiona, a kiedy z powrotem poczuła pod stopami podłogę, też od razu chciała odszukać usta Jamiego, przez co poniekąd wyszli sobie na spotkanie.
    Nie wstydziła się, nie zasłoniła piersi teraz nieosłoniętych materiałem stanika, nie czuła się skrępowana. To było takie normalne, naturalne, że aż dziwiło samą Verity. Była pewna, że gdyby na miejscu Jamesa w tym momencie był ktokolwiek inny, to gorączkowo myślałaby o tym, czy wszystko jest w porządku, czy na pewno ładnie wygląda, co powinna teraz zrobić, aby było dobrze, czy czasem nie zrobiła czegoś głupiego, a wszystko razem podpadałoby tak naprawdę pod „mały stres”. A przecież teraz ani nie zastanawiała się nad każdym ruchem, nie przejmowała się zupełnie niczym, nie protestowała, kiedy ją rozbierał i nie obchodziło ją, czy ładnie się prezentuje. A już tym bardziej miała gdzieś, czy dobrze się zachowuje, bo przecież i tak zbłaźniła się przed nim już tyle razy przez te wszystkie lata, w różnych sytuacjach, że teraz miała pewność, iż cokolwiek by nie zrobiła, na pewno jej nie wyśmieje.
    To się chyba nazywa zaufanie. I to właśnie była ta kluczowa różnica między Jamesem a Danem. Przecież cała ta sytuacja wynikłą tylko dlatego, że Verity chciała spełnić oczekiwania. Dobrze wyglądać, dobrze się zachowywać i się nie zbłaźnić chociażby niewiedzą. Teraz nie miała tego problemu.
    Tak naprawdę na początku tylko leżała, zaskoczona inicjatywą ze strony Jamiego. Wcześniej myślała, że będzie musiała sama nakłaniać go do każdego ruchu, zaczepiać, nie mając nawet pewności, czy cokolwiek z tego wyjdzie, przecież mógł zupełnie nie zareagować na osobę płci żeńskiej, a do tego jeszcze na przyjaciółkę. Okazało się być inaczej, Verity dostrzegła to wyraźne wybrzuszenie w spodniach, których jeszcze nie zdjął i to między innymi też ją tak zaskoczyło. Nie kłamał. Nie kłamał, mówiąc, że jej chce. Udowadniał to w każdej sekundzie, każdym dotykiem, a Verity mogła tylko poddawać się przyjemności i pokazać, jak to wszystko mocno na nią działa. A ciało reagowało samo. Sutki stwardniały, oddech przyspieszył, skóra niemalże ją paliła w miejscach, gdzie Jamie ją całował albo nawet lekko musnął opuszkami palców. A to zaskakująco przyjemne pulsowanie zaczynało się kumulować u zbiegu ud.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pocałunek odpowiedziała przedziwną łapczywością. Ręce (znów) oplotły się wokół szyi, a Verity (znów) chciała zniwelować odległość między ciałami. Kiedy przesunął palcem po wrażliwym miejscu odruchowo i niezależnie od siebie zacisnęła uda na dłoni Jamesa i równocześnie jęknęła cicho prosto w jego usta. Tak naprawdę to był pierwszy raz, gdy ktokolwiek ją w ten sposób dotykał i nigdy nie sądziła, że będzie to aż tak intensywne.

      [Się rozpisałam o.O
      ach, no i jeszcze: zastanawiałam się trochę nad tym, co dalej i mam coś w głowie.]

      Usuń