Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

28 stycznia 2016

[KP] Salt, pepper or cyanide?




Leo Hautamäki
urodzony 8 stycznia 1994 roku w Helsinkach
17 lat w USA
II rok astronomii
Lunatyk, niespełniony filozof, cichy miłośnik komiksów i fantastyki


Leo to taka trochę pomyłka gatunkowa. Z imienia lew, z wyglądu człowiek a z charakteru zdecydowanie baran. Każdemu powtarza, że nie czuje potrzeby integrowania się, przynależenia do żadnych grup czy klubów. To zaledwie półprawda, bo czasem chciałby być nieco bardziej uspołeczniony. Matka natura poskąpiła mu jednak mocnej, wyrazistej osobowości i klasycznej, męskiej urody (przestał twierdzić, że urody jako-takiej, kiedy jego siostra bliźniaczka, której ewidentnie przypadła ta lepsza połowa genów, przyprowadziła swojego pierwszego chłopaka). Jest tylko cichym, spokojnym i nieco nudnym niemową z obsesją na punkcie czystości i wszechobecnych bakterii. Uchodzi za dość tajemniczego, głównie dlatego, że nie ma w zwyczaju upubliczniać własnych uczuć, przemyśleń i namiętności, Podobno na takich facetów lecą dziewczyny, głównie te z natury ciekawskie; Leo w to nie wierzy, dostrzegł natomiast, że takim jak on wszyscy chętnie się zwierzają. Nie przepada za tym, dlatego nigdy nie wykorzystuje tego do własnych celów, w przeciwieństwie do jego najlepszego przyjaciela, który notorycznie posyła go na zwiady do dziewczyn, które aktualnie mu się podobają. Tym sposobem Leo spełnia się w roli cichej swatki, darmowego psychologa, rękawa w który można się wypłakać i etatowego doradcy w sprawach wszelakich, samemu dusząc w sobie ból i żal po wyjątkowo bolesnym końcu wielkiej miłości, frustrację spowodowaną byciem rodzinną tęczową czarną owcą i niewielką kupkę innych, codziennych nieszczęść. I nawet by mu to nie przeszkadzało, gdyby w końcu pozbył się wrażenia, że jego najbliżsi traktują go jak maszynę.

Wątek z hyacinth 

2 komentarze:

  1. [E tam, czy według Ciebie długość ma znaczenie? Oczywiście, że długość nie ma znaczenia! ;> XD]

    Serce Eana zabiło odrobinę szybciej, gdy Leo znów powiedział, że go kocha. Był pewien, że mógłby słuchać tych słów do końca życia i nigdy by mu się one nie znudziły.
    – Chciałem ci powiedzieć, ale nie potrafiłem – wyznał. – Naprawdę bałem się, że gdy wyznam ci, że cię kocham, ty powiesz, że powinniśmy zostać przyjaciółmi, bo kochasz Victora. Tchórz ze mnie, co? Jeszcze chyba nigdy niczego aż tak bardzo się nie bałem.
    Usiadł na łóżku i cierpliwie czekał na powrót chłopaka. Gdy Leo wrócił, Ean zagapił się na jego uśmiech. Uśmiech, który robił dziwne rzeczy z jego sercem (i nie tylko sercem, z reszta organów wewnętrznych pewnie też) za każdym razem, gdy tylko formowały się w niego wargi Leo. Dopiero po chwili dotarło do niego, że zwyczajnie gapi się na swojego ukochanego. Odwrócił wzrok, dziwnie speszony.
    W pierwszej chwili planował zażyć jedną tabletkę, ale ostatecznie zdecydował się na dwie. Połknął je i popił wodą. Opróżnił całą szklankę i pustą odstawił na stoliku nocnym, razem z listkiem z tabletkami. Zerknął na Leo i zaśmiał się cicho.
    – Twoja mama jest świetna. Opowiadałeś mi już kiedyś, że nie jest zbyt wielką fanką słodzonych napojów. Ciekawe co by powiedziała, gdyby się dowiedziała, że jej Leo pił dziś coca-colę. No, no, czy dostałbyś szlaban? – parsknął śmiechem. Ean już jakiś czas temu, nawet dokładnie nie pamiętał kiedy, poznał panią Hautamäki. Kobieta wydała mu się tak różna od jego matki i od razu ją polubił.
    – Jeżeli mam wybierać pomiędzy jedzeniem, a tobą to... wybór jest oczywisty. Nawet nie mam się nad czym zastanawiać – powiedział z rozbawieniem, nim przysunął się i wtulił się w niego. Westchnął z zadowoleniem. – Tak bardzo cieszę się, że jesteś – mruknął, muskając ustami jego szyję. – Jestem wściekły na Victora, ale chyba powinienem też być mu wdzięczny. Oczywiście, nigdy mu nie wybaczę tego, że mnie uderzył, ale... – zamilkł na chwilę i odchylił głowę do tyłu, by móc spojrzeć Leo w oczy. – Gdyby nigdy się z tobą nie związał, albo z tobą nie zerwał to nigdy mógłbym się nie dowiedzieć, że osoba, o której marzyłem całe swoje życie jest tak blisko – uśmiechnął się jednym kącikiem ust. – No i Mikaelowi też powinienem być wdzięczny – dodał. – Rozstanie z nim wiele mnie kosztowało, ale było warto – zaśmiał się, ale zaraz zmarszczył brwi. – Mówię trochę bezsensownie, prawda? Najlepiej będzie jak już się zamknę. Wszyscy mi mówią, że trochę za dużo gadam i to zdecydowanie w tym momencie się potwierdza.
    Jeszcze raz delikatnie musnął wargi Leo swoimi, a potem ułożył się obok niego wygodnie na łóżku i zamknął oczy.
    – Tylko szkoda mi tej lasagne. Vic pewnie ją zje. Ale to nic, zrobię dla ciebie kolejną. I kolejną, i kolejną... – wymamrotał sennym głosem, nim w końcu zasnął.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ean uwielbiał spać. Zazwyczaj. Potrafił przesypiać ponad połowę dnia, gdy miał wolne od zajęć. Tłumaczył to tym, że w dzieciństwie męczyły go straszne koszmary, więc spał bardzo mało, a teraz zwyczajnie odsypiał. Choć oczywiście nie zawsze. Wciąż zdarzały się bezsenne noce. Noce pełne wiercenia się, spacerowania po pokoju i zawsze włączonego światła. Tym razem na szczęście spał spokojnie, więc jak na razie nie zrobił z siebie idioty przed Leo.
    W pierwszej chwili, tuż po otworzeniu oczu, nie miał pojęcia, gdzie tak właściwie się znajduje. Z pewnością nie była to jego sypialnia, ale mimo wszystko wydawała się znajoma. Już kiedyś tutaj był, tego był pewien. No, nieważne. Zamknął oczy i wtulił twarz w poduszkę, próbując zignorować piekący policzek. Co tam piekący policzek, wolał powrócić do snu, w którym Leo go kochał i wybrał jego, a nie Victora. Ktoś, bardzo niedobry ktoś, miał jednak inne plany. Ktoś, kogo pocałunki były bardzo przyjemne, ale odrywały go od jego snu...
    – Och, nie. Jeszcze pięć minut, proszę... – wymamrotał, nim w końcu dotarło do niego, kto go budzi. Leo. Jego Leo. Jego ukochany. Nie potrafił zapanować nad lekkim uśmiechem wykrzywiającym jego wargi. Czyli jednak nie śnił. Obrócił się na plecy i spojrzał na chłopaka spod lekko przymrużonych powiek. Przez chwilę tak po prostu się w niego wpatrywał.
    – Hej. Długo spałem? Która godzina? – spytał zachrypniętym od snu głosem. Już przymierzał się do tego, by go pocałować na dzień dobry, ale przypomniał sobie, że najpierw powinien umyć zęby. Prysznic też pewnie by mu się przydał. Zdecydowanie, zapewne strasznie śmierdział. Aż dziw, że jeszcze nie odstraszył Leo. Ean powinien się od niego jak najszybciej odsunąć, ale Leo miał jednak w sobie coś takiego, co przyciągało i mamiło Eana, który nie potrafił powstrzymać się przed przybliżeniem się i cmoknięciem go w policzek, zaledwie parę milimetrów od ust. Ten mały ruch przypomniał mu o opatrunku, który wciąż miał na głowie. Opatrunku i szwach. Skrzywił się, gdy przed oczami zaczęły mu przelatywać obrazy bójki z Victorem. O ile to w ogóle można nazwać bójką.
    Dotknął palcami opatrunku. Lekarz coś wspominał, że trzeba będzie go zmienić. Potem dotknął nosa, na którym wciąż były przyklejone dwa plastry. Nawet nie chciał zastanawiać się nad tym, jak okropnie wygląda jego twarz. Pewnie spokojnie mógłby straszyć dzieci na Halloween. Ostatecznie jednak musiał przyznać, że było warto, a wczorajszy dzień nie był wcale taki zły, jak mógłby się wydawać. Jasne, Vic uderzył go po raz pierwszy (i na pewno ostatni), ale to właśnie wczoraj Ean dowiedział się, że jego uczucia są odwzajemnione i nie musi martwić się o to, że Leo jednak będzie chciał wrócić do Victora. Czy można chcieć czegoś więcej? No, czegoś oprócz porządnego prysznica, pasty do zębów oraz... śniadania, bo właśnie w tym momencie jego żołądek głośno o sobie przypomniał.
    – Wiesz... chyba powinienem wziąć prysznic i umyć zęby – powiedział z rozbawieniem. – A moja osobista pielęgniarka będzie musiała zmienić mi opatrunek, czy tego chce, czy nie – dodał. – O śniadanie już nie śmiem cię prosić, ale jeżeli pozwolisz mi poszaleć w twojej kuchni, to mogę nam coś zrobić – zaśmiał się. – No chyba, że już mam się zmywać do siebie. Tak właściwie to nawet nie wiem, jaki mamy dziś dzień. Sobotę? – zmarszczył brwi. – Czuję się tak, jakbym przespał cały weekend, ale to pewnie wina tego, że wczoraj moja głowa dosyć mocno oberwała – uśmiechnął się krzywo.

    OdpowiedzUsuń