Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

1 lutego 2016

Baby, I'm a gangsta too

Virgia Coleman
Nie wiadomo, czyj to był pomysł, aby w ramach testu wrzucić ją na głęboką wodę i powierzyć od razu tego typu akcję. Może celem jest utarcie nosa i udowodnienie, że i tak nie podoła, a całą operację zwyczajnie zepsuje. Ona jednak nie ma zamiaru się poddać, a zamiast tego pokaże wszystkim, że nawet blondynka z nieodłączną szminką w torebce i pomalowanymi paznokciami nadaje się do takiej pracy. Przecież przyłożyć potrafi tak samo, a poza tym, kto mógłby tak dobrze omotać faceta, jak nie ona?
Szkoda tylko, że tak naprawdę Virgia nie jest ani prawdziwą wymuskaną laleczką, ani całkowicie twardą babą. I że jej słabością od zawsze były uczucia.

200 komentarzy:

  1. Ethan często bywał na pokazach mody. Nie dlatego, że interesował się modą czy chciał wiedzieć co będzie modne tegorocznej jesieni. Modelki dawały mu dużo zysku. Po pierwsze ich świat różnił się nieco od świata zwykłych kobiet. Chociaż były szczupłe, a nawet jak dla Ethana zbyt chude i piękne były też bardzo głupie. Lubiły płacić za sukces ciałem, za idealne ciało zdrowiem. Bo brały ogromne ilości kokainy. W końcu nie chciało im się jeść i spalały szybciej cenne kalorie. A czasami kiedy powijały się im nogi były chętne przyjąć propozycję pracy w barze ze striptizem, a tam no cóż... który klient nie chciałby mieć byłej znanej modelki prosto z wybiegu.
    Ethan prowadził taki bar doskonale i choć jego pracownice uwielbiały go i każda marzyła o spędzonej z nim nocy albo płomiennym romansie on nie tykał byle czego. Choć bywało czasem że lubił się zabawić...
    Bar dostał od ojca. Jako jeden z trzech synów Fergusona nie miał wyjścia. Musiał działać tak jak zagrał mu ojciec. Pierwszy i najstarszy syn Paul prowadził restaurację i dyskotekę. Miał dwójkę czteroletnich bliźniaków i piękną żone o imieniu Jane. Potem urodził się Ethan młodszy o pięć lat. A rok potem na świat przyszedł ostatni z synów Fergusonów czyli Jeremy.
    Najmłodszy był również najgrubszym synem. A Ethan poczuwał się do obowiązku starszego brata i zabierał go na pokazy mody by ten znalazł sobie w końcu jakąś dziewczynę. Tak też było tym razem. Poznali dwie śliczne blondyneczki. Oczywiście obydwie chciały spędzić dzisiejszy wieczór wyłącznie w towarzystwie Ethana, ale on urwał się ze stolika na jakiś czas zostawiając je same z bratem.
    Wpatrywał się w rudowłosą kobietą, która szła właśnie przez wybieg. Zastanawiał się jak w ogóle może poruszać się w takim stroju. Kiedy nagle poczuł lekkie zderzeni i spostrzegł, że ma mokrą koszulę od szampana. Dopiero po chwili zauważył atrakcyjną kobietę, która zderzyła się z nim wylewając na niego swojego drinka.
    -Nic się nie stało. -Uśmiechnął się do niej. -To moja wina. Zgapiłem się... Dobrze, że wszystko wylądowało na mnie, anie na twojej ślicznej sukience.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyna wydała mu się naprawdę atrakcyjna. Na pewno nie była żadną modelką to poznał od razu, ani też projektantką mody bo zazwyczaj one ubierały się idiotycznie. Pierwsze co zwrócił uwagę na jej figurę, duże piersi i delikatną twarz, która wyglądała nieco tajemniczo.
    Z daleka zauważył jak jego brat coraz bardziej angażuje się w rozmowę z dwiema młodymi modelkami, którym zresztą Ethan nie wróżył zbytnio sukcesu. Jedna była głupia, a druga za bardzo nieśmiała żeby wznieść się na szczyt w tym biznesie. Ale skoro Jeremy zajął się już dziewczynami, on mógł poznać tę ślicznotkę nieco bliżej. A poza tym strasznie się nudził więc nie zaszkodzi zagadać.
    -Tak... -Zaśmiał się. -Cieszę się, że nie miałaś ochoty na wino dzisiejszego wieczoru.
    Wypatrzył z daleka kelnera, który biegał jak szalony z tacą pełną kieliszków z szampanem byle tylko zaspokoić pragnienie wszystkich bogaczy. Sam był zapewne chłopakiem z przeciętnej rodziny, który usiłował sobie dorobić na wakacje więc wkręcił się do pracy podczas pokazów mody, a może sam wierzył, że uda mu się jakoś zabłysnąć... W każdym bądź razie ludzie z tak wysokich sfer nie zwracali na niego uwagi i zazwyczaj po prostu poganiali.
    Ethan też nie miał zamiaru przejmować się zabieganym chłopakiem, który właśnie niósł drinki do jednego ze stolików. Zagrodził mu drogę i zabrał dwa kieliszki.
    -Im zrobisz nowe. -Rzucił obojętnie. -Potem dam ci napiwek.
    A później wręczył jednego nieznajomej.
    -Jestem ci winien drinka. -Puścił do niej oczko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyglądał się kobiecie, która właśnie odstawiła pusty kieliszek na tacę kelnera. Kiwnął mu dłonią by doniósł im następne drinki. Młody chłopak zrozumiał polecenie i poleciał biegiem w stronę baru by spełnić zachcianki Ethana.
    Kiedy tajemnicza nieznajoma oznajmiła, że idzie przypudrować nosek wydało mu się to takie typowe dla kobiet. Uśmiechnął się do niej jednak przyjaźnie i kiwną głową, jakby na znak, że się zgadza.
    -Będę siedział przy którymś ze stolików. -Oznajmił jej jakby chciał dać jej znać, że ma ochotę na dalszą rozmowę. Bo czemu nie przecież była atrakcyjna.
    Kiedy zniknęła w tłumie zaczął rozglądać się za swoim bratem. Zauważył go właśnie przy barze. Podszedł do niego i klepnął go w plecy. Jeremy obrócił się w jego stronę mocno odurzony alkoholem.
    -Zaraz wychodzimy. -Oznajmił puszczając mu oczko. -Te dwie modelki chcą zobaczyć moje mieszkanie. Jedziesz z nami?
    -Nie dzięki. -Spojrzał stronę ubikacji szukając wzrokiem nieznajomej.
    -Serio obchodzi cię pokaz najnowszych szyków mody na zimę skoro mamy takie dwie piękne blondyneczki?
    -Poważnie zostaję.
    -No dobra jak wolisz.
    Pożegnał brata i sam usiadł przy jednym ze stolików, gdzie szybko odnalazł go kelner i postawił przed nim dwa drinki. Ethan dał mu napiwek i zerknął na zegarek. Coś długo jej nie ma, pomyślał. Ale postanowił poczekać jeszcze trochę. W najgorszym przypadku dołączy do brata, który czekał na taksówkę ze swoimi dziewczynami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ethan otworzył szeroko oczy kiedy usłyszał zdania wypowiedziane z jej ust. Nieco skrzywił się mierząc ją ostrożne wzrokiem. Ojciec i inni jego przyjaciele ostrzegali go przed tajniakami. Zmierzył ją wzrokiem powoli od ramion, powoli przez piersi, aż w stronę pasa, ale tu zasłaniał wszystko stolik przy którym siedziała. Cóż nie zauważył niczego podejrzanego dlatego pewnie postanowił kontynuować dalej tą rozmowę chociaż musiał przyznać, że inaczej wyobrażał sobie ten wieczór. Cóż... Miało być miło, a jednak nie będzie i trzeba znów przejść do formalności. Upił więc kilka głębszych łyków drinku, który podał wcześniej kelner i odstawił kieliszek nachylając się nad stołem.
    -Niegrzeczna dziewczyna. -Uśmiechnął się podstępnie. -Dlaczego więc nie zgłosisz się do mojego ojca skoro? I z jakiego w ogóle gangu jesteś? -Chciał ją sprawdzić. -Czyż to nie dziwne, że rozlewasz szampana akurat na synu kogoś w kim pokładasz nadzieje? -Uniósł brwi do góry oczekując odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ethan ponownie się uśmiechnął nie odrywając od niej wzorku. Dziewczyna była bardzo inteligentna co mogło potwierdzać jej słowa, ale mimo wszystko nauczył się, żeby nikomu nie ufać do końca nawet jeśli wszystko mówi, że ten ktoś jest godnym zaufania. Tak zawsze powtarzał jego ojciec, a Ethan szanował słowa swojego starego... W końcu był mu to winny. Dzięki niemu miał wszystko to o czym marzył za jedną tylko cenę... A mianowicie przejęciu części obowiązków. Na to niestety nie miał wpływu jeśli chciał być szanowany w swojej rodzinie.
    -Zgadza się. Mojego ojca nie łatwo dorwać. -Dopił resztę drinka po czym wyciągnął niespodziewanie papierośnicę. Otworzył ją jednak w środku nie było papierosów lecz mały woreczek z białym proszkiem. Ethan wyciągnął go i wysypał połowę jego zawartości. Potem zza marynarki wyjął portfel, a z niego platynową kartę. Ułożył nią kilka kresek i podał jej studolarówkę zwiniętą w rurkę. -W Chicago są dwa gangi które toczą walkę nad władzą nad miastem. Obydwa te gangi zajmują się narkotykami więc kokaina nie powinna ci być obca, Virigie. -Tylko nie mów mi, że nie bierzesz...

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedzial, że będzie wymyślać wszystko żeby tylko nie wziąść. A zdaniem jego ojca jak i innych od których się uczył to było podejrzane jak na kogoś takiego za kogo uważała się Vigrie.
    -owszem.nie bierze się tego co sprzedaje się niższej warstwie spoleczniej. Tego co jest wymieszane z jakimś swinstwem. Tego co w czterdziestu procentach Noe jest tym.czyn ma być. Lecz bierze się to co jest dokładnie tym.
    Uniósł brwi do góry kiedy wspomniała o wykorzystaniu.
    -nie narzekalabys wtedy a wręcz przeciwnie chciała jeszcze. - kiwnal w stronę kelenera o kolejnego drinka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiedzial, że będzie wymyślać wszystko żeby tylko nie wziąść. A zdaniem jego ojca jak i innych od których się uczył to było podejrzane jak na kogoś takiego za kogo uważała się Vigrie.
    -owszem.nie bierze się tego co sprzedaje się niższej warstwie spoleczniej. Tego co jest wymieszane z jakimś swinstwem. Tego co w czterdziestu procentach Noe jest tym.czyn ma być. Lecz bierze się to co jest dokładnie tym.
    Uniósł brwi do góry kiedy wspomniała o wykorzystaniu.
    -nie narzekalabys wtedy a wręcz przeciwnie chciała jeszcze. - kiwnal w stronę kelenera o kolejnego drinka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ethan coraz bardziej przekonywał się, że miał rację i kobieta nie weźmie niczego. Po części podobało mu się jej myślenie. Widać była ostrożna i w przeciwieństwie do wychudzonych modelek, które wciągały kreski jak stąd do Chicago, ona wolała myśleć rozsądnie podczas spotkania z nieznajomym.
    -Skąd pomysł, że cały czas chcę cię naćpać i wykorzystać?
    Kelner spojrzał na nią dziwnie słysząc jego zdanie i poczuł się nieco nieswojo widząc to co mają na stoliku. Położył drinki na blacie i stał nieruchomo.
    -Dziękuję możesz odejść. -Odparł surowo i przewrócił oczami kiedy młody chłopak zerwał się jak oparzony. -Przyjmują tu byle kogo... -Skomentował krótko. -No ale wracając do tematu... Nie potrzebuję szprycować kobiet jakimś gównem, żeby pójść z nimi od łóżka. Możesz odmówić koki, ale już na pewno nie alkoholu. -Podsunął jej kolejnego drinka. -Nie uznaję żadnych wymówek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uśmiechnął się kiedy upiła łyk drinka. To nie tak, że chciał ją upić i w jakiś sposób wykorzystać, ale miał nadzieję, że bardziej się otworzy i zacznie więcej mówić. W końcu nie zamierzał wprowadzić do rodziny bo tak nazywali swój gang kogoś zupełnie obcego nie upewniwszy się z kim ma do czynienia.
    -Jestem stuprocentowym gentlemanem w razie czego odstawię cię bezpiecznie do domu. -Nachylił się nad usypaną kreską, która miała być dla Virgie i wciągnął ją za jednym razem. Nie brał często, ale czasami musiał sprawdzić jaki towar sprzedaje no i pokazać się wśród ludzi, że sam również bierze to czym targuje inaczej ci z wyższych sfer nie byli by takimi chętnymi klientami. -Gdybyś zmieniła zdanie mam jeszcze trochę. -Poklepał się po marynarce. -No tak jeśli piękna kobieta wpada na nieznajomego z zamiarem to musi mieć dwa powody. Albo v=chce z nim iść do łóżka albo ma jakiś interes. Czego więc chcesz Virgie?

    OdpowiedzUsuń
  10. -Czyli jeszcze nic straconego. -Sięgnął po swojego drinka.
    Nie był głupi pewnie dlatego to on był na pierwszym miejscu przejęcia wszystkich interesów ojca w razie jego przejścia na emeryturę bądź co gorsza śmierci. W przeciwieństwie do swoich braci to on myślał najbardziej racjonalnie. Może dlatego nie pakował się w kłopoty jak Jeremy i nie robił dzieci kobiecie, z którą wcale nie chciał spędzić reszty życia jak Paul. Tak więc wolał zachować ostrożność co do pięknej nieznajomej.
    -Ale czego dokładnie oczekujesz? Chyba nie myślisz, że wprowadzę cię do mojej rodziny tak po prostu? Nawet się nie znamy. -Oparł się o krzesło. -To co takiego przeskrobała taka ślicznotka, że ściga ją policja?

    OdpowiedzUsuń
  11. Faktycznie jednego z synów bossa zastrzelono dość nie dawno więc Ethan nie miał podstaw do tego by jej nie ufać, ale jak ojciec powtarzał upewniaj się tak długo... aż przekonasz się, że ten ktoś kłamie. Może w innych okolicznościach zaufałby dziewczynie, ale nie w takim świecie w jakim przyszło mu żyć. Tu nie ufało się nikomu, nawet sobie.
    -Ten rozmiar buta to po to, żebym kupił ci jakieś szpilki pod kolor oczu? -Uniósł brwi do góry nieco rozbawiony. Oczywiście wszystko było zwykłą grą słowną. -Czy po takich przeżyciach i stracie ukochanego nie powinnaś była zacząć żyć inaczej? A nie brnąć w to dalej? -Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i podsunął w jej stronę. -To tylko zwykłe Marlboro chyba, że nie palisz... -Puścił jej oczko. -Co mnie skusiło, żeby tak żyć? Virgie ja nie znam innego życia. -Nieco spoważniał. -Urodziłem się w takim, a nie innym świecie. Nikt mnie nie pytał czy chcę zostać gangsterem i czy chce tak żyć.

    OdpowiedzUsuń
  12. -No tak nie palisz. -Uśmiechnął się i schował paczkę papierosów do kieszeni. -Nie będę więc smrodzić ci pod nosem.
    Miał w zwyczaju raczej kulturalnie odnosić się do kobiet chyba, że któraś wyjątkowo prosiła się o powiedzenie jej kilka słów prawdy. Jednak został tak wychowany, że ma szanować płeć przeciwną pod każdym pozorem. Jego ojciec szanował matkę i po dwudziestupięciu latach małżeństwa traktuje ją nadal jak boginię.
    -Przykro mi z powodu twojego chłopaka. -Kiwnął ręką na kelnera by ten przyniósł im już całą butelkę wina. -Na pewno musi ci być ciężko. -Zaczął bawić się zapalniczką benzynową przewracając ją w palcach. -Dlaczego po prostu nie zniknęłaś tylko chcesz roboty u mojego ojca? Nie wyglądasz na dziewczynę, która zabija, diluje czy robi napady na bank. Nie uważasz, że śmierć twojego faceta była czymś w rodzaju ostrzeżenia? -Mogło wydawać się dziwne, że mówiła to osoba, która miała stać się w przyszłości największym bossem mafii gdyż miała przejąć po ojcu wszystkie interesy. Ale Ethan nie raz marzył o tym by żyć jak zwyczajni ludzie. By nie nastawiać karku przy każdej robocie. -Myślisz, że nie wolałbym wracać codziennie z pracy witając w drzwiach żonę i labradora? -Kelner postawił butelkę na stolik. Ethan rozlał im po drinku. -Nie bój się nie mam złych zamiarów. Nie jesteś jak te modelki. -Uspokoił ją żeby znów nie martwiła się czy czasem nie chce jej wykorzystać. -U nas jest znacznie niebezpieczniej niż w Chicago. Mamy zatargi z inną rodziną. Nawet teraz siedząc tutaj ze mną ryzykujesz życiem. -Odchylił marynarkę i pokazał jej pistolet. -Nie rozstaję się z nim nawet jak idę spać. Wszyscy z przeciwnego gangu chcą pozbyć się kogoś takiego jak ja. Spójrz w stronę drzwi wyjściowych. -Kiwnął na dwóch dobrze zbudowanych typków. -Moi ochroniarze. Przy barze siedzi kolejnych dwóch. Obserwują każdy ruch, nawet twój. Dokładnie ci się przyglądają chociaż wcześniej nie zwróciłaś na nich uwagi. Jeden twój podejrzany ruch i wpakują ci kulkę w łeb na oczach wszystkich i nikt nawet nie wezwie policji. Robią to tylko dlatego, żeby mnie chronić. Jeśli zostaniesz jedną z nas staniesz się wrogiem wielu ludzi w tym mieście. Dalej chcesz w to wejść?

    OdpowiedzUsuń
  13. Ethan nie miał wobec niej złych zamiarów. Chciał by dała sobie z tym wszystkim spokój i zwyczajnie odeszła. Coś mu się tu jednak nie podobało. Niby co takiego miała przeskrobać, że wszyscy ją szukali? Żył w tym świecie i wiedział, że nie jest to takie proste. Dlatego musiał być ostrożny. Ta kobieta, albo kłamała, albo wyolbrzymiała wszystko. Tego był pewien. Nawet on gdyby chciał mógłby zniknąć, a co dopiero kobieta, o której nikt nic nie wiedział.
    -Nie grożę ci w żaden sposób. Pokazuje tylko, że tu nie jest bezpiecznie. -Wypił swojego drinka. -Moja rodzina nie da ci ochrony ani ci nie pomoże póki ty nie poświęcisz dla niej całego swojego życia. Nie wejdziesz do nas tak po prostu... -Zerknął w stronę wyjścia. -Musiałabyś być bardzo blisko mnie, albo któregoś z moich braci, żeby to wyglądało tak prosto jak ci się wydaje. I nie... Nie zachęcam cię do niczego. Chcę ci uświadomić, że chcesz dokonać czegoś niemożliwego. A na razie mogę jedynie zaoferować ci prace jako barmanka w moim klubie. To wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  14. Spojrzał na kartkę, którą mu podsunęła. Jej numer telefonu... Wziął ją do ręki i schował do kieszeni swojej marynarki. Znał ją zaledwie pół godziny i nie zamierzał wprowadzać jej do swojej rodziny. Mogła być każdym, podstawioną agentką, kimś z rywalizującej rodziny czy oszustką chcącą wyłudzić od niego pieniądze albo narkotyki. Chociaż dziewczyna wydała mu się atrakcyjna bardziej niż jakiekolwiek panienki z którymi się do tej pory spotykał to uznał, że nie może polegać tylko na tym. Tego w końcu uczył go ojciec. Nie bez powodu ma zostać bossem całej mafii by teraz wpuścić ją od tak do rodzinnego interesu. Trudno to ona traci wiele nie on. Na jej miejsce przyjedzie jeszcze wiele innych kobiet.
    -Powodzenia Virigia. -Kiwnął głową w jej stronę i odprowadził ją wzrokiem.
    Cóż został sam przy stoliku z butelką wina. Wyjął z kieszeni telefon i wykręcił numer swojego brata.
    -Część Jeremy, impreza u ciebie dalej aktualna?
    -Jasne wpadaj.
    -Zaraz będę.

    Moonlight był najbardziej popularnym klubem ze strpitizem w okolicy. Oczywiście nie tylko można tu było pooglądać nagie kobiety tańczące przy rurze, ale kupić dobry towar oraz zabrać panienkę do swojego mieszkania za dodatkową opłatą. Wszystkim tym rządził właśnie Ethan. Tego wieczoru siedział w swoim biurze. Na przeciwko niego siedziała młoda, rudowłosa dziewczyna, która starała się o pracę jako pani do towarzystwa. Nie była zbyt atrakcyjna jak uważał Ethan. Za dużo piegów i za bardzo chuda. Sama skóra i kości nawet nie ma na czym zawiesić oczu. Do tego sińce pod oczami co wskazywało na to że dużo brała. A takich tutaj nie potrzebował.
    -Jeśli zwolni się miejsce zadzwonię do ciebie. -Skłamał. -Trev prowadź następną. -Zwrócił się do czarnoskórego ochroniarza mniej więcej w jego wieku.
    Mężczyzna podszedł od kobiety i wziął ją pod ramię. Otworzył drzwi od biura wyprowadzając na korytarz i częstując papierosem. Mimo wszystko należało dbać o wszystkie kobiety starające się o pracę w klubie, nawet jeśli były brzydkie jak noc.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy Virgia stanęła w drzwiach otworzył szeroko oczy. Jej spodziewał się tutaj ostatniej. Był mocno zaskoczony. Od razu zauważył jej mniej wyzywający strój, który kompletnie nie pasował do tej klubu. Tutaj kobiety chodziły prawie pół nagie, a zwłaszcza te które przychodziły tutaj w sprawie pracy. W oczy rzucił mu się tlący papieros w jej dłoni. Zmierzył wzrokiem swojego ochroniarza i wpierw odezwał się do niego :
    -Nie przypominam sobie bym był umówiony z tą panią. A ty? Masz może jej imię i nazwisko widniejące na liście starających się o prace?
    -Yyy... -ochroniarz nieco się zmieszał.
    -Czyżbyś nie spytał nawet jak pani się nazywa?
    -Wybacz szefie.
    -To może przestań uganiać się za dupami i skoncentruj się na pracy. Jasne?
    -Sory szefie to się nie powtórzy. Wychodzimy panienko.
    -O nie. -Uspokoił go gestem reki. -Ty wyjdziesz, a pani zostanie. Zamknij drzwi i upewnij się, że nikt nie będzie nam przeszkadzał.
    -Yyy... szefie czy motel nie byłby bardziej odpowiedni do tego?
    -Wyjdź nim cię zwolnię! -Wrzasnął.
    Po chwili drzwi zamknęły się na klucz z zewnętrznej strony.
    -Przepraszam, że musiałaś to oglądać. Może i mięśniak i potrafi się bić, ale móżdżek ma nie wielki. -Zmierzył ją wzrokiem. -A mi mówiłaś, że nie palisz. -Podsunął jej popielniczkę. -Kłamstwo nie popłaca szczególnie tutaj. -Sam wyjął papierosa z paczki, która leżała wcześniej na stoliku i zapalił go. -A więc Virgia co cię tutaj sprowadza? -Zaciągnął się dymem.

    OdpowiedzUsuń
  16. -A miałem zadzwonić? -Zdziwił się nieco dopalając swojego papierosa i bacznie ją obserwując. Potem skierował wzrok na biurko, na którym leżało pełno CV wraz ze zdjęciami modelek starających się o pracę w jego klubie. Dostać się tutaj oczywiście nie było łatwo. Ethan starannie dopierał swoje pracownice by być pewnym, że zadowolą jego klientów pod każdym względem. -Czyżbyś była zainteresowana posadą striptizerki bo dziś właśnie organizuję spotkania z chętnymi. -Zaczął układać dokumenty na jedną kupkę. -Ale muszę cię pochwalić załatwiłaś tego głupka, aż miło patrzeć. -Kiwnął w stronę drzwi za którymi prawdopodobnie stał ochroniarz. -Ze mną nie pójdzie ci tak łatwo dlatego właśnie to ja jestem po tej stronie biurka. Więc mów szybko o co chodzi? -Dziś nie miał humoru do żartów ani chęci do przegadywania się. Wszystko to było związane ze stresem jaki ostatnio przeżywał. Bowiem konflikt z drugą rodziną znacznie narastał i w jednej z dzielnic doszło do ostrej strzelaniny w której zginęła ich daleka kuzynka. Ojciec kazał wszędzie podwoić wartę, a jemu mieć się na baczności. Ktoś za wszelką cenę chciał pozbawić ich gangu dziedzica.

    OdpowiedzUsuń
  17. Unikała odpowiedzi na zadane pytania. To było oczywiste. Chciała odwrócić jego uwagę by skierowali rozmowę na bezsensowne paplanie. Cóż postanowił jej to ułatwić i zobaczyć bo ta dziewczyna kombinuje. Może i była sprytna, ale nie tak jak on. W końcu musiał potrafić podjeść podstępem nie jednego gangstera. Gdyby był kiepski w te klocki ojciec nigdy nie powierzyłby mu żadnego poważnego zadania.
    -Zaczynam powoli żałować, że ja nie jestem tym facetem. -Wypuścił dym i zaczął się jej przyglądać z dziwnym uśmiechem na twarzy. -Nie wyglądasz na taką. W przeciwnym razie tego wieczoru, kiedy oblałaś mnie drinkiem skończylibyśmy w łóżku, a jednak tak się nie stało.
    Ich rozmowę niespodziewanie przerwał telefon. Ethan wyciągnął go z kieszeni od swojej marynarki i odebrał połączenie.
    -O co chodzi? Jestem zajęty... Możesz podjechać do klubu mam coś jeszcze... Stary cię zabije jak się dowie, że znowu przeginasz z koką.... Ta jasne... Przywieź mi pizze bo cholernie zgłodniałem. Podwójny ser... Żadnych oliwek. Dobra czekam. -Odłożył telefon. -Na czym to stanęliśmy? Ach tak jak bardzo stęskniłaś się za mną i musiałaś mnie odwiedzić w pracy. Ale muszę przyjąć jeszcze parę modelek. Możemy umówić się na drinka jak skończę chyba, że bardzo mnie przekonasz bym dał sobie spokój na dziś.

    OdpowiedzUsuń
  18. -Każdy z nas odziedziczył coś po ojcu. Jeremy dostał motel, ale uwierz nie chciałabyś tam spędzić nocy. Paul ma restaurację i dyskotekę, a ja dostałem klub ze striptizem największą dumę ojca. A poza tym mogę oglądać te wszystkie fajne laski za darmo i jeszcze same proszą się mnie bym je zatrudnił.
    Na wspomnienie o swojej kuzynce serce zaczęło mu szybciej bić. Julia była od nich młodsza, ale traktowali ją zawsze jak swoją siostrę. Stawali w jej obronie, tłukli na kwaśne jabłko jej byłych, którzy ją źle traktowali i starali się spełniać marzenia dziewczyny.
    -Julia miała skończyć w tym roku studia. Miała być lekarzem. Zawsze chciała pomagać ludziom.- Zamyślił się. Wyjął z szafki butelkę wódki i dwie szklanki. Rozlał alkohol podająć jedną szklankę dziewczynie. Potem sam opróżnił swoją. Tak to już było w tym świecie, że wszyscy dużo pili, palili i brali. -Pogrzeb był wczoraj... Ten kto to zrobił zapłaci mi... -Nalał kolejną szklankę wódki. -Moim tyłeczkiem się nie interesuj. -Zmierzył ją wzrokiem kiedy oparła się o biurko po jego stronie zatrzymując wzrok na jej udach i piersiach. -Póki nie jest twój...

    OdpowiedzUsuń
  19. -W ogóle mnie nie znasz. Wydaje ci się, że wiesz o mnie wszystko. Bogaty synalek jednego z gangsterów w LA. Ma wszystko o czym marzy i w końcu skończy z kulką w łbie przez porachunki jego ojca. Ale nic o mnie nie wiesz. -Wypił szklankę do dna. Od razu dolał sobie nową. -A dlaczego ty tak się tym interesujesz? Aż tak bardzo cię obchodzi mój los albo któregoś z moich braci? -Zbliżył się do niej.
    Nie mógł rozgryźć jednego. Czego właściwie tak dziewczyna od niego chciała. Do łóżka się nie pchała, zresztą to rozgryzł już dawno. Pracy jako striptizerka też nie chciała. Musiała za ten pragnąć wkręcić się w szeregi gangu. Do prawdy myślała, że to będzie tak proste?
    -Chyba nie chcesz pchać się w kolejny związek z synem gangstera, którego mogą zdjąć w każdej chwili? Znów zostałabyś sama. -Nachylił się nad nią jeszcze bardziej. -Chyba, że nie możesz się oprzeć temu tyłeczkowi.

    OdpowiedzUsuń
  20. -Nie chciałabyś być moją dziewczyną, uwierz mi. -Skomentował krótko jej zdanie.
    Ethan nie należał do osób, które szybko nawiązywały kontakty i ufały byle komu. Musiało minąć wiele czasu nim pozwolił wejść komuś z butami w swoje życie. Chociaż miał jedną zasadę. Nie ufaj nigdy nikomu do końca. I jej trzymał się mimo wszystko.
    -Jak powiedziałem ochrony nie dostaje się w mojej rodzinie za darmo. Trzeba się poświęcić i dać coś w zamian. Niestety nie widzę cię w roli nikogo w naszych szeregach. Nie wiele możesz nam dać.
    Zauważył, że przez chwilę przystanęła, ale nie zamierzał jej zatrzymywać. Był jednym z najważniejszych osób w tym mieście, Przecież nie będzie się jej prosić by została? Wypił kolejną szklankę wódki, ale wcale nie czuł się pijany. Wyjął zza marynarki woreczek z kokainą. Wysypał jej niewielką zawartość i kartą kredytową usypał z niej kreskę. Resztę odłożył dla Jeremiego, który miał tu zaraz zjawić się z pizzą.
    -Robert! -Wrzasnął. Po chwili drzwi otworzyły się i stanął w nich ochroniarz, który wcześniej wpuścił tutaj Virgię. -Pani już wychodzi. Karz przygotować się tej cytatej blondi.

    OdpowiedzUsuń

  21. Zaraz po tym jak Virgia wyszła Ethan zignorował jej komentarz i wciągnął kreskę czystej kokainy. Pociągnął nosem jeszcze kilka razy i wytarł go mocno prawą dłonią. Potem nalał sobie jeszcze trochę wódki, a raczej tego co zostało z butelki. Tym razem przez drzwi nie weszła blondynka tylko jego brat Jeremy. Bracia przywitali się serdecznie jakby nie widzieli się od kilku lat.
    W rodzinie Fergusonów od dawna najwazniejsza była zasada, że rodzinę zawsze stawia się na pierwszym miejscu, zwłaszcza nad jakaś obcą kobieta, która pragnie ochrony od ludzi, którzy kompletnie jej nie znają i nie ufają.
    Jeremy położył mu pizzę na biurku, a ten podał mu woreczek z kokainą. Zmierzył swojego młodszego brata przenikliwym wzrokiem, a potem otworzył pudełko i wyjął pierwszy kawałek pizzy.
    -Jak jesteś na haju to ci odbija. -Skomentował.
    -Tobie też. -Pokazał na jego nos. -Myślisz, że nie wiem, że też ćpasz?
    -Rekreacyjnie dla reklamy naszego towaru. Ty wciągasz ścieżki długości Broadwayu.
    Przez chwilę jadł w ciszy. Coś jakby usłyszał. Jakiś krzyk, może szarpaninę. Początkowo to ignorował, ale krzyki nasilały się. Wstał więc by zamknąć okno od biura. Choć krzyki były stłumione, a muzyka z klubu grała głośno rozpraszały go. Kiedy podszedł pod okno zauważył jak dwójka mężczyzn obezwładnia kobietę... Tę samą kobietę, która przed chwilą wyszła z jego biura.
    Nie zastanawiając się złapał za swoją spluwę i wyszedł.
    Otworzył gwałtownie wyjście na zaplecze. Huk był tak głośny, że dwójka mężczyzn przestała rozbierać Virgi i skierowała wzrok w stronę Ethana.
    -Panowie czy to ładnie tak traktować moją barmankę skoro w ofercie mam mnóstwo piękniejszych panienek? -Rozłożył ręce w geście pokoju.
    -Jej nie miał każdy w mieście, a twoje kurwy tak.
    -Jak widzicie pani nie ma ochoty zabawiać się z wami.
    -A gadanie... Zabaw się z nami. -Chciał ściągnąć z niej bluzkę.
    -Czy nie wyraziłem się, kurwa jasno? -Odbezpieczył broń. Mężczyźni zamarli w przerażeniu. -Albo ją zostawicie, albo wasze mózgi wylądują na jej seksownych udach. Wybierajcie.
    Nie mieli wyjścia. Dobrze wiedzieli do czyjego klubu chodzili i kim był Ethan. Podnieśli ręce do góry i powoli się wycofali zostawiając w końcu dwójkę razem.
    Ethan zdjął z siebie marynarkę i otulił nią leżąca na ziemi Virgię. Potem podniósł ją trzymając w swoich ramionach. Czuł jak cała się trzęsła.
    -Zdążyli ci coś zrobić? -Spytał troskliwie. Może tolerował prostytucję, ale nigdy nie pozwolił by ktoś brał od kobiety cokolwiek siłą.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedy się do niego przytuliła stał nieruchomo czekając, aż nieco się uspokoi. Mógł tylko przypuszczać,że dla kobiety takiej jak Virgia mógł być to szok. W sumie gwałty zawsze były dla niego bezsensowne, a oni prawdopodobnie właśnie tego chcieli dokonać. Owszem nieco zdziwił się, że taka twarda kobieta jak ona nie dała sobie rady, ale po chwili pomyślał, że co niby miała zrobić? Była bez broni, zupełnie sama i do tego znacznie słabsza niż oni. Nie miałaby z nimi szans. Gdyby nie niepokojące krzyki tuż za oknem przeczytałby w jutrzejszych wiadomościach informacje o znalezionych zwłokach dwudziestoparo letniej kobiety pochodzącej z Chicago.
    -Odwiozę cię do domu. -Powiedział spokojnie delikatnie ciągnąc ją w stronę swojego samochodu, który stał na pobliskim parkingu. Uznał, że bar ze striptizem, gdzie roi się od napalonych facetów nie będzie dobrym miejscem by Virgia doszła do siebie po takiej napaści.
    Na parkingu stał najnowszy Jaguar wart zapewne więcej niż niejedno życie przeciętnej osoby. Przecież syn gangstera nie będzie woził się golfem?
    -Pieprzone gnojki nie potrafią trzymać łap przy sobie. -Schował broń za marynarkę. -Chodź po drodze kupię ci coś do picia. Cała się trzęsiesz.

    OdpowiedzUsuń
  23. Przewrócił oczami kiedy wspomniała o tym, że za dużo wypił. Otworzył drzwi od samochodu po stronie pasażera, a sam obszedł Jaguara i wsiadł na miejsce kierowcy. Nie obawiał się policji, kontroli drogowej czy czegokolwiek bowiem nie było w tym mieście nikogo kogo nie można by było kupić.
    -Mogę prowadzić. Nie czuję się pijany. -Odpalił samochód. -Nic nam nie będzie wiem co robię. -Spojrzał na nią. Na zewnątrz było już chłodno jak na tę porę roku więc włączył ogrzewanie.
    Nie ważne czy kobieta, którą spotkało coś takiego była elegancką panną, prostytutką czy niewinną studentką... Pomógłby każdej bo właśnie tak został wychowany.
    -Podjadę pod stację i kupię ci coś ciepłego. Może herbata? To gdzie mieszkasz? -Włączył radio, a w tle rozbrzmiała cicha muzyka.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedy zamknęła drzwi powoli ruszył z miejsca parkingowego. Prowadził bez zarzutu zupełnie tak jakby nic nie pił, ani nie brał. Może to wynikało z tego, że często to robił więc jego organizm się uodpornił na tego typu używki, a przynajmniej w takiej ilości. Ethan częściej pił niż brał, ale wiedział, że ani jednego ani drugiego nie pochwala jego ojciec. W końcu Jeremy nie miał kontroli nad żadną używką, a Paul lubił pakować się w kłopoty po kokainie. Tylko on był tym najrozsądniejszym jak na ironię.
    -Ok zaparzę ci herbatę w domu. -Odparł spokojnym głosem. -A co mam myśleć? Dwóch dupków prawie cię zgwał... -Przerwał zerkając na nią. Nie był pewny czy powinien używac tego słowa kiedy była taka roztrzęsiona. -Powinien był ich zastrzelić...

    OdpowiedzUsuń
  25. Kiedy zamknęła drzwi powoli ruszył z miejsca parkingowego. Prowadził bez zarzutu zupełnie tak jakby nic nie pił, ani nie brał. Może to wynikało z tego, że często to robił więc jego organizm się uodpornił na tego typu używki, a przynajmniej w takiej ilości. Ethan częściej pił niż brał, ale wiedział, że ani jednego ani drugiego nie pochwala jego ojciec. W końcu Jeremy nie miał kontroli nad żadną używką, a Paul lubił pakować się w kłopoty po kokainie. Tylko on był tym najrozsądniejszym jak na ironię.
    -Ok zaparzę ci herbatę w domu. -Odparł spokojnym głosem. -A co mam myśleć? Dwóch dupków prawie cię zgwał... -Przerwał zerkając na nią. Nie był pewny czy powinien używac tego słowa kiedy była taka roztrzęsiona. -Powinien był ich zastrzelić...

    OdpowiedzUsuń
  26. Słuchał dokładnie każde jej słowo. Wywnioskował, że musiała być jakimś informatorem, kto wie może zawiodła, sprawy się posypały i jej ukochany zginął przez co się winiła. Wjechał właśnie na główną ulicę, która była praktycznie pusta.
    -Więc gdzie mieszkasz? -Powtórzył pytanie. -Bo nie wiem w którą stronę mam skręcić. -Zatrzymał samochód na czerwonym świetle. -Wiem, że chcą mnie zabić to żadna nowość. Moi bracia też ryzykują życiem. Ale skoro chcesz pomóc czemu nie? -Spojrzał na nią podstępnie się uśmiechając. -Mogę wstawić się za tobą u starego, ale najpierw musisz pokazać mi na co cię stać i czy można ci ufać. Skąd niby mam mieć pewność, że nie jesteś podstawiona? -Tutaj zamilknął na chwilę. -Dlatego twoim zadaniem będzie dowiedzieć się kto zabił Julie. Mam być pierwszą osobą, która się o tym dowie. Resztą zajmę się sam...

    OdpowiedzUsuń
  27. Uśmiechnął się pod nosem. Światło zmieniło się na zielone. Ruszył z piskiem opon może trochę dla popisu, a trochę od tak bo lubił szybką jazdę. Pomyślał, że jeśli Virigia dokona tego i faktycznie wystawi mu tych ludzi by mógł się zemścić to może naprawdę się mu przydać. Zwłaszcza do wyeliminowania bossa konkurencyjnej mafii.
    -Jeśli mi ich wystawisz dam ci robotę jako barmanka u mnie. Oczywiście to będzie tylko przykrywka. Kto wie może zostaniesz moją prawą ręką w przyszłości... -Dojechali właśnie do skrzyżowania. Włączył kierunkowskaz i skręcił. -Ale nie zapędzaj się... To nie nastąpi od razu. -Chciał tym sprowadzić ją na ziemię, żeby nie wyobrażała sobie za dużo. -Ale jeśli mnie wystawisz... -Spojrzał teraz na nią przenikliwym wzrokiem. To był znak, że nie żartuje i że naprawdę jest zdolny do wszystkiego. -... zabiję cię.
    Jechali już jakiś czas. W radio grała przyjemna dla ucha muzyka, a w samochodzie zrobiło się już o wiele cieplej.
    -Powiedz mi... Masz rodzinę? Twoi rodzice żyją? Rodzeństwo? Ktokolwiek? Bo jeśli naprawdę w to wejdziesz od tej chwili będą zagrożeni tak samo jak ty.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ethan zmierzył ją krzywo wzrokiem. Wydawało mu się, że ta dziewczyna nic nie wie o życiu gangsterskim. Jak ona wogóle odnosiła się do kogoś takiego jak on? Igrała z losem i nawet nie miała o tym pojęcia.
    -Będziesz musiała nauczyć się rozlewać wódkę... i tak grożę ci bo ci nie ufam. Spróbujesz coś odwinąć, wykiwać mnie, a skończysz źle. Lepiej to zapamiętaj. -Nie zamierzał się z nią droczyć, ani bawić. Nie lubił tego typu kobiet, które myślały, że pozjadały wszystkie rozumy, albo chciały zgrywać cwane, a ona najwyraźniej tak robiła i za maską biednej i pokrzywdzonej wciąż siedziała ta niby twarda suka.
    -Nie pijesz, nie bierzesz, nie palisz i nie dajesz... -Spojrzał na nią. -Co ty do cholery robisz w takim środowisku? -Pokręcił głową. -Nie kończ. Odpowiem za ciebie. Fajki śmierdzą, alkohol ci nie smakuje a po dragach ludzie robią głupoty. A dziewictwa nie zdążyłaś stracić bo ukochanemu wpakowali kulkę w łeb... -Dogryzł jej odwdzięczając się za jej niepotrzebne komentarze. -Miłość potrafi być ślepa. Lepiej nie zakochaj się w żadnym z mojego gangu bo nie wyjdzie ci to na dobre, a na pewno nie jemu.

    OdpowiedzUsuń
  29. Zrobił to o co go poprosiła. Cóż według niego ich współpraca nie miała najmniejszego sensu, ale jeśli dziewczyna faktycznie mogła pomóc mu w zdobyciu informacji na temat zabójcy Julii to mógł się poświęcić na ten czas.
    -Jasne jak sobie życzysz. -Odparł spokojnie zatrzymując Jaguara w miejscu w którym mu wskazała. Grupka nastolatków, która siedziała na ławce wytrzeszczyła oczy na widok samochodu takiej klasy. Ale Ethan był już do tego przyzwyczajony i nie zwracał na to najmniejszej uwagi. -W takim razie do zobaczenia. -Puścił jej oczko nie gasząc silnika.

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy zniknęła na klatce schodowej nie odjechał od razu. Wpierw poczekał przyglądając się uważnie oknom mieszkań. W jednym po chwili zapaliło się światło. Uśmiechnął się i odjechał z piskiem opon. Potem od razu udał się do swojego klubu. Czekał tam na niego już Jeremy. Posiedzieli do późna w nocy pijąc i rozmawiając na temat ważnej misji jaką ojciec polecił Jeremiemu.

    Kolejny dzień był dla Ethana ciężki. Nie dlatego, że znów musiał przyjmować mnóstwo nowych modelek czy zajmować się finansami. Obiecał swojemu starszemu bratu Paulowi, że wybierze się z nim i jego żoną na całodniowy wypad na wycieczkę. Oczywiście wszystko było wcześniej ustawione bo brat chciał go wyswatać z przyjaciółką Janie. Cała rodzina kładła już na niego nacisk, że ma prawie trzydzieści lat i wciąż się nie ustatkował. Według ojca powinien był znaleźć sobie jakąś odpowiednią żonę. Tak więc niechętnie pojechał na wycieczkę.
    Jechał właśnie samochodem. Był już późny wieczór, a jemu zamykały się oczy. Nigdy w życiu się tak nie wynudził. Bawił się radiem mając nadzieje, że znajdzie jakaś fajną muzykę, ale na próżno. Wszędzie w wiadomościach mówili o jakimś zamachu terrorystycznym. Wyłaczył radio zdenerwowany i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przejeżdża obok mieszkania Virigii.
    A czemu nie? Pomysł i zaparkował niedaleko samochód. Najpierw jednak poszedł do całodobowej restauracji i zamówił na wynos jedzenie. Z ogromną reklamówką wszedł po schodach i zapukał do jej drzwi.Właściwie nie wiedział dlaczego tu przyszedł. Czy tylko z powodu tego by dowiedzieć się coś o mordercy Julii czy może szukał jakiejś rozrywki?

    OdpowiedzUsuń
  31. Trochę zaskoczył go jej ubiór, ale musiał przyznać, że nie wyglądała źle. Na jej reakcje nieco się zdziwił. Naprawdę przyszedł tu z dobrymi zamiarami. Nie chciał znów się sprzeczać czy coś. Kiedy czekał w restauracji na jedzenie nawet zapomniał, że w ogóle zlecił jej tą całą sprawę z mordercą Julii.
    -Czas do jutra? -Spytał z uniesionymi brwiami. -Przychodzę w odwiedziny, a ty nawet nie powiesz cześć? Przyniosłem pizze. -Uniósł go góry reklamówkę pełną jedzenia. -A jak nie jesz pizzy to mam hamburgera. Jak nie lubisz fast foodów to mam chińszczyznę, a jeśli w nic nie trafiłem to jest jeszcze surówka no i frytki. Wszyscy lubią frytki. -Wolał zabezpieczyć się z każdej strony zwłaszcza, że Virigii trudno było dogodzić. -No i przyniosłem nam po butelce... uwaga i tu cię zdziwię... coli. -Uśmiechnął się zaglądając do środka mieszkania. W sumie nie pomyślał, że Virigia mogła nie być sama i teraz zrobiło mu się nieco głupio. -Chyba, że z kimś jesteś to...

    OdpowiedzUsuń
  32. -Nie koniecznie facet. -Zaśmiał się.
    Nikt nie musiał powtarzać mu dwa razy. Wszedł do mieszkania, zdjął buty, a marynarkę powiesił na wieszaku w przedpokoju. Potem ruszył w stronę salony. Położył reklamówkę na stół i zaczął wyciągać z niej jedzenie.
    -Przydadzą się jakieś szklanki. -Rzucił krótko stawiając butelki coli na środku stolika. Dopiero teraz zauważył, że Virigia musiała być bardzo zajęta bo na biurku było mnóstwo papierkowej roboty. Nie przyglądał jednak się jej zbytnio. -Chyba ci w czymś przerwałem. -Spojrzał na nią. -Ale na pewno zgłodniałaś. -Otworzył karton z pizza. Jej zapach rozniósł się po całym mieszkaniu. -Jestem samochodem więc lepiej mnie nie upij bo będę musiał nocować u ciebie. -Rozpiął koszulę pod szyją i usiadł na jednym z krzeseł. -Ładne mieszkanko... -Rozglądał się wkoło. -Nieźle się urządziłaś... Brakuje tylko kota albo psa... -Ethan chociaż był gangsterem, zabijał bez skrupułów i rzecz biorąc był uznawany za twarde faceta miał jedną słabość... Zwierzęta... Któż mógł pomyśleć?

    OdpowiedzUsuń
  33. -A ja chciałem dziś na trzeźwo z tobą. -Zaśmiał się pod nosem biorąc butelkę do ręki. Otworzył ją i rozlał zawartość do dwóch szklanek potem dolał coli. -I jeśli chodzi o wczoraj to była wyjątkowa sytuacja dobrze wiesz... Z resztą nawet jak się spiję mogę spać na kanapie. Mam dzisiaj pokojowe zamiary. -Sięgnął po pierwszy kawałek pizzy. -Mam taką zasadę, że muszę dogadywać się z każdym z kim pracuję, a my ostatnio nieźle się gryźliśmy...
    Taka była prawda. Nigdy nie przyjmował to pracy ludzi, z którymi nie potrafił się dogadać. Nie ważne czy była to striptizerka w jego barze czy ochroniarz, który miał oddać za niego życie w razie potrzeby. Najważniejsze było ufać sobie do dobrze się dogadywać.
    -Jedna rybka? Może przydałby się jej towarzysz tak jak i tobie Virigia? -Powiedział to przyjaźnie nie chciał jej w żaden sposób urazić. -Jaki chcesz sos?

    OdpowiedzUsuń
  34. Kiedy usłyszał o tym, że skończyła kompletować informacje nieco rozszerzył oczy. Jednak zachował zimną krew. Skoro zdobyła informację może poczekać w końcu i tak mu to powie, a on tylko się zezłości, a nie chciał psuć atmosfery... Sięgnął po sos czosnkowy i podał jej, a sam oderwał kawałek pizzy. -Dobra już nie będę groził... Dam ci się wykazać... -Machnął ręką upijając łyk drinka. -Jesteś tak ładna, że nawet sos by mi nie przeszkadzał. -Zażartował sobie. Owszem była ładna jednak nie myślał o niej w takich kategoriach. A przynajmniej na razie. -Ale jesteś też porządną dziewczyną więc nie będę się przystawiał. -Polał kawałek pizzy ostrym sosem. -Wiesz co zrobię z tym kto ją zabił? -Miał na myśli swoją kuzynkę. Mówił spokojnym tonem nie chciał znów wywołać awantury. -Zabiję go. Nie będziesz się z tym źle czuła? Bo uwierz mi chcę znać jego nazwisko... ale jeszcze nie teraz... Spędźmy miło czas. Poznajmy się, a potem spytam kto ją zabił... Bo widzisz.. Pewnie myślisz, że Julia była taka jak my... Ale mylisz się... To był anioł... Chciała wynaleźć lekarstwo na raka. Wiem jak z typowego filmu amerykańskiego, ale taka już była. Nie mieszała się w sprawy mafii po prostu chciała pomagać ludziom. -Posmutniał nieco a w jego oczach można było dostrzec zarys łez. -Nie skrzywdziłaby nawet muchy, a ktoś zabił ją bez skrupułów z mojego powodu.

    OdpowiedzUsuń
  35. Owszem uważał ją za porządną dziewczynę. Inną upiłby i zaciągnął do łóżka już dawno jednak ona była inna. A przynajmniej takie sprawiałą wrażenie bo i z tym liczył się Ethan, że mógł się mylić... A jednak wolał dziś ciągnąć ten wieczór dalej by było miło i wesoło.
    To nie było tak, że szukał rozrywki po spędzonym dniu z Kate, bratem i jego żoną. Po prostu jakoś tak w jego głowie zaszumiała wiadomość, że chce spędzić ten wieczór właśnie z nią. Nie potrafił tego wytłumaczyć. Sam nawet miał dziwne myśli dlaczego właśnie ona? Ale ta kobieta po prostu cholernie go interesowała... Może z początku nie jako obiekt westchnień lecz jako osoba. Była inteligenta,a on przeważnie obracał się pośród idiotek.
    -Właśnie tak uważam. -odparł z pewnością. -Nie masz nic wspólnego z kobietami z którymi zazwyczaj się spotykam... I dobrze. Ok... -Zgodził się by nie wspominali na razie o interesach. Uniósł szklankę w górę stukając delikatnie jej. -Za nasza współpracę. -Uśmiechnął się.

    OdpowiedzUsuń
  36. Jakoś nie bardzo przejął się tym, że wiedziała tyle o jego życiu i o tym że chcieli go wydać za kogokolwiek byle tylko się ustatkował. Dojadł kawałek pizzy, wypił drinka do końca i zaczął rozlewać kolejne.
    -Zazwyczaj są to chude, niedożywione modelki, którym nie wyszło w branży i chcą pracować u mnie w klubie, ale nie sypiam z nimi. Szanuję swoją prace... -Podsunął jej szklankę, a sam zabrał się szybko za swojego drinka. Może zbyt szybko... -Dzisiaj spotkałem się z jedną kandydatką... -Przekręcił oczami. -To była najnudniejsza baba pod słońcem. -Wybuchnął śmiechem. -Gadała tylko o kwiatach bo to jej mania... Wyobrażasz sobie? I w ogóle była jakaś taka dziwna... -Dopił drinka. -Kompletnie nie mój styl. A jeśli chodzi o dzieciaka.... Tak stary chciałby kolejnego wnuka zwłaszcza po swoim ulubionym synu, ale się go nie doczeka. -Wolał pewną informację zachować dla siebie. Lepiej żeby na razie nikt nie dowiedział się o tym, że przyszły boss mafii nie może mieć dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  37. Ethan wypił całą swoją szklankę whiskey zamyślony... Po chwili znów zaczał sobie dolewać.
    -A może to siebie chcę upić? -Spytał nieco zasmucony. Owszem miał wiele powodów by pić. Nie był pewny co do tego by przejąć po ojcu wszelkie interesy, nie mógł mieć dzieci i nie spotkał żadnej kobiety która sprawiłaby, że w tym zimnym ciele zabiłoby ponownie serce.
    -Położę cię do łóżka grzecznie i przykryję kocykiem. -Dolał jej whiskey. -A sam położę się na kanapie. -Kiwnął w stronę kanapy, która stała przed telewizorem. -Uwierz nie mam złych zamiarów. -Oparł się o krzesło.

    OdpowiedzUsuń
  38. Była bystrzejsza niż mu się wydawało. Od razu udało się jej odgadnąć, że coś jest nie tak. Znów opróżnił całą szklankę i sięgnął po butelkę. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów.
    -Będzie ci przeszkadzać jak zapale? -Spytał szukając zapalniczki.
    Czasami człowiek wiele w sobie tłumił, skrywał to co go dręczy i męczył się z tym w samotności. Ale w końcu przychodził taki moment, że się komuś zwierzał... Oczywiście Ethan mógł powiedzieć tylko to czego nie mogłaby użyć przeciwko niemu.
    -Natłok obowiązków... Właśnie o nich chcę zapomnieć. -Zrobił kilka głębszych łyków. -Biorę, żeby podołać oczekiwaniom ojca, a piję by o tym zapomnieć... -Kiedy był pod wpływem kokainy czuł się pewnie, że jest niezniszczalny, że może wszystko. Wydawało mu się, że będzie taki jak ojciec. -Spróbuj jednocześnie prowadzić klub, użerać się z młodszym bratem, dbać o reputację rodziny, uczyć się w firmie transportowej ojca, pilnować by nikt nie wpakował ci kulkę w łeb, a do tego zajmować się chorą matką... -Na wspomnienie o niej spuścił wzrok wpatrując się w swoją szklankę. Nie było łatwo chociaż wszyscy wkoło myśleli, że jego życie układa się idealnie. Inny mogliby powiedzieć, że zasłużył sobie na to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  39. -Masz jeszcze jedną butelkę? Jak co mogę skoczyć do sklepu. -Kiwnął na swoją już pustą szklankę. Czuł, że kręci mu się w głowie. Cóż w końcu chyba uda mu się upić. Może dlatego, że dziś nic nie brał, a po tym ciężko mu było się upić był bardziej pobudzony i spity. -Staram się to rozłożyć na moich braci, ale z nimi się nie da. -Wyciągnął papierosa i zaciągnął się wypuszczając powoli dym. -Paul ma żonkę, której nie cierpię i dzieciaki. Do tego jest na mnie wściekły, że to ja przejmuję interesy, dlatego stara mi się dopiec jak tylko może. Jeremy z kolei to idiota. Ja nie jestem idealny i potrafię przepieprzyć dwa tysiaki na grze w Black Jacka, ale on przechodzi samego siebie... Jest jedyną osoba jaką znam, która potrafi wpieprzać na okrągło. Potrafi zjeść piętnaście cheesburgerów, wypić do tego dwa litry coli i jeszcze po drodze zatrzymać się na stacji na hot doga. -Zaśmiał się ze swoich słów. -Pierwszy tłumaczy się rodziną, a drugi w ogóle bo jest kretynem... Dlatego wszystko jest na mojej głowie. Nikt nie przejmuje się, że matka umiera bo wydaje im się, że wszystko załatwię... Nie jestem niestety bogiem... Mogę zastrzelić wszystkich lekarzy, ale nie zastrzelę jej raka...

    OdpowiedzUsuń
  40. -Być może, ale ja nie ufam nikomu. Każdy może być podstawiony, być tajniakiem, albo szpiegiem z innego gangu. -Zgasił papierosa. -Ojciec wyznawał taką zasadę i pomimo paru postrzałów żyje i ma się świetnie i zamierzam trzymać się tego samego. Sama powinnaś coś o tym wiedzieć... Życie nas nie rozpieszcza... Co to w ogóle była za akcja w której zginął twój facet? W telewizji coś wspominali, ale nikt więcej nic nie mówił, a my nie interesowaliśmy się nigdy gangiem z Chicago... -Spojrzał na pustą butelkę. Miał ochotę na więcej chociaż coraz bardziej czuł się pijany. -To ja może skoczę do sklepu? Zajmie mi to chwilę.

    OdpowiedzUsuń
  41. -Obawiam się, że to za mało. -Wziął jej szklankę i wypił naraz. -Przepraszam... Nie powinienem cię tak o to wypytywać. Współczuję ci... -Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w niedojedzoną pizzę, aż w końcu ciężko westchnął i spytał o to co było nieuniknione bo w końcu tym miała się wykazać by narobić sobie u niego plusów. Do tej pory próbował to przeciągać, ale ciekawość wzrastała. Pragnął zemsty tak samo jak i jego bracia. -Więc kto ją zabił? -Skierował wzrok na Virgii. -Ktoś ważny w gangu czy jakiś zwykły pionek?

    OdpowiedzUsuń
  42. Ethan spojrzał na Virgii nieco zszokowany. O co jej chodziło? Przecież miała znaleźć nazwisko faceta, która ją zabił, a nie szukać informacji o samej Julii.
    -O czym ty mówisz? -Sięgnął po kopertę, ale jej nie otworzył. Czekał na jakiekolwiek wyjaśnienia. -Miała jakieś faceta czy co? Bo nie rozumiem... -Wciąż jednak był spokojny i nie zamierzał wybuchnąć. W końcu mieli pracować razem, a konflikty nie były mu potrzebne. Miał ich już za wiele.

    OdpowiedzUsuń
  43. Ethan otworzył kopertę. Faktycznie był tam jakiś mężczyzna nieco młodszy od niego, dobrze zbudowany w guście Julii. Na pierwszym zdjęciu szedł za rękę z Amelią. Rudowłosą dziewczyną w czerwonej sukience, którą Ethan już kiedyś widział parę razy, a nim wybuchł konflikt ich gangów nawet mieli okazję porozmawiać. Wolał jednak pominąć fakt, że ruda chciała z nim pójść do łóżka bo faktycznie miała coś z psychiką i chyba dawała niejednemu od tak... Drugi zdjęcie przedstawiało ich jak się całują, trzecie jak wsiadają razem do samochodu.
    -Pierdolona suka. Zapłaci mi za to. -Zacisnął dłoń w pięść.

    OdpowiedzUsuń
  44. Minęło jeszcze trochę czasu nim oderwal wzrok od zdjęć i się odezwał.
    -Wojna już trwa. Nie interesuje mnie nic innego tylko jej śmierć. Ja i moi bracia zrobimy jej z dupy jesień średniowiecza. -Wyciągnął papierosa i odpalił. -Dobrze wiem gdzie ta suka często bywa. Jej godziny są policzone.

    OdpowiedzUsuń
  45. Minęło jeszcze trochę czasu nim oderwal wzrok od zdjęć i się odezwał.
    -Wojna już trwa. Nie interesuje mnie nic innego tylko jej śmierć. Ja i moi bracia zrobimy jej z dupy jesień średniowiecza. -Wyciągnął papierosa i odpalił. -Dobrze wiem gdzie ta suka często bywa. Jej godziny są policzone.

    OdpowiedzUsuń
  46. -Daj spokój? Wiedzialas co będzie kiedy się dowiem kto ją zabił więc dlaczego sie teraz dziwisz? Poza tym dziękuję ci za te informacje... Masz u mnie dług. -spojrzał jeszcze raz na zdjęcia. Spisała się dobrze. Na pewno nie była z ich gangu. Jhon Hammilton nie pozwoliłby tak wystawiać swoją córkę. -Jedyne co muszę teraz zrobić to pojechać do moich braci i znaleźć tą suke. -Wyjął telefon z kieszeni. -Jeśli pozwolisz zatrzymam te zdjecia. -Wstał od stołu. Kompletnie nie spodziewał sir, że jest aż tak pijany. Zakrecilo mu się w glowie więc podtrzymał się stołu. -Kurwa gdzie sa moje kluczyki od auta?

    OdpowiedzUsuń
  47. -Przestań ... Przewrócił oczami i ciężki westchnął. -nie jestem głupi... Dobrze wiem, że nie chciałaś nawet mnie tutaj wpuścić. Nie lubisz mnie z jakiegoś powodu i ok nie zmuszam cię. Rozumiem, że chcesz tylko ochrony więc ci ją dam. W moim klubie nie chcesz pracować to pogadam z Paulem... W restauracji powinno ci być lepiej. Jak on się za tobą wstawi to na pewno ojciec cię wpusci do nas... Ale musisz zacisnąć zeby i tam popracować. Jak co wstawię się za ciebie... Nie zamierzam też prowadzić w takim stanie. Zadzwonię po kogos. -Usiadł na kanapie szukajac w kontaktach Jeremiego. Wykrecil do niego numer i czekał na połączenie. -Przeklęty grubas nigdy nie odbiera kiedy jest potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  48. Jej zachowanie naprawdę go zdziwilo, ale musiał przyznać że nieco zadziałało bo poczuł się trzezwiejszy niestety tylko trochę nie na tyle by prowadzić samochód.
    -A co chcesz powiedziec, że kłamie? Od początku zmuszasz się żeby utrzymywać jakąś relację ze mną. Pomoglas mi i teraz ja pomogę tobie. Dopielas swego. -Spróbował zadzwonić jeszcze raz lecz bezskutecznie. -Gowniarz pieprzony... -Skrytykowal brata. Miał nadzieję, że spotka go jutro i da mu nauczke za ignorowanie go. -Tak jestem szefem dlatego nie mogę pozwolić by honor mojej rodziny ucierpiał. Najpierw zabije ją a potem tego dupka, który ją wplatal w to wszystko... Prace masz załatwiona więc nie udawaj, że przejmujesz się moim losem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -No ty chyba sobie teraz kurwa żartujesz? -Wstał gwałtownie i zwrócił się w jej strone. Był wsciekly. Szanował kobiety, ale teraz Virgia już przesadzila pozwalając sobie na tak wiele. Miała szczęście tylko ze byli tutaj sami. -Wiesz co powiniem ci teraz zrobić za takie coś?! -Zbliżył sie do niej na tyle blisko ze czuł na twarzy jej oddech. -Nie oddam ci tylko dlatego że nie bije kobiet.
      Potem obrócił się plecami do niej i chwiejnym krokiem poszedł po telefon. Schował go do kieszeni i zaswiecil światło na przedpokoju. Trudno będzie musiał albo jechać tak pijany albo spać w aucie bo zamowienie taksówki bylo zbyt ryzykowne.
      -Jutro skontaktuje się z tobą Paul.

      Usuń
    2. Jakby wogole ja obchodziło co się stanie z nim... Dobrze wiedział, że robi wszystko tylko dla własnych korzyści. Jako przyszły boss musiał znac się na ludziach...
      -A co obchodzi cię to? Od kiedy się mna przejmujesz? -Oparł się o ścianę. Miał wszystkiego dość. Tego jak go wszyscy traktowali ale nie chciał dac po sobie tego poznac. -Nie dbam o to co mi się stanie chce tylko zajebac ta suke ...

      Usuń
  49. -A wy baby jesteście takie dziwne! Naprawdę chciałem spędzić miło czas. Nie chodziło mi o interesy. -Jego ton zlagodnial. Nie było sensu się dłużej kłócić. -I wiem jakcy są faceci... Jeszcze gorsi niż wy kobiety... -Spojrzał na nia. -Zostanę, ale masz schować tą zimną i twarda suke, która czasami jesteś do kieszeni i wyjąć ją dopiero jak będę o to prosił. I nie mówię złośliwie... Jak chcesz mi pomóc? Zabijesz Amelie?

    OdpowiedzUsuń
  50. Już nie opierał się. Jej dotyk był stanowczy aczkolwiek delikatny. Spojrzał na nią i ruszył w stronę pokoju. Pozwolił zaprowadzić się na kanapę, na której usiadł i oparł się plecami. Wpatrywał się w sufit próbując się uspokoić i analizując w głowie wszystko to co mógł teraz zrobić. Po pijaku lepiej było nie wpadać do domu Amelii z braćmi strzelając gdzie tylko się da. Tak więc faktycznie będzie jeśli zostanie chociaż wiedział, że Virgii nie jest to na rękę.
    -Nie mogę przecież tego tak zostawić. Dobrze o tym wiesz. -Spojrzał jej w oczy. -Moi bracia kiedy dowiedzą się o tym będą chcieli zrobić to samo, a ich już nie powstrzymasz. -Rozpiął pierwsze trzy guziki od swojej koszuli. Właściwie nie chciało mu się spać, ale wolał nie robić większych problemów.

    OdpowiedzUsuń
  51. Wsadzić ją do więzienia nie było sensu. Tatusiek szybko by ją wyciągnął zza kratek więc to wolał pominąć. Ale oszpecić ją? To była myśl... to było coś lepszego niż tylko bezużyteczna śmierć. Z blizną będzie musiała żyć do końca życia. Julia przynajmniej już się nie męczy.
    -Oszpecić... -Powtórzył po ciuchu. -Jesteś mądrzejsza niż myślałem. Ale moi bracia nie mogą na razie o niczym się dowiedzieć. Ja mogę się powstrzymać, oni słyną z szaleństwa.
    Odgarnął kosmyki włosów, które opadały mu na czoło do tyłu. W głowie już miał świetny plan. Wiedział też do kogo powinien się zgłosić z tą sprawą. Mieli bowiem takiego znajomego, którego nazywali Brzytwa. Zajmował się właśnie takimi sprawami.
    -Jutro kiedy wstanę muszę zawieźć mamę na pierwszą chemię... Potem po ciebie wpadnę i pojedziemy coś załatwić.

    OdpowiedzUsuń
  52. Zasmial się na jej słowa o zawale i o tym, że powinien doprowadzić się do porządku.
    -Spokojnie jutro nic po mnie nie będzie widać. -Puścił do niej oczko. -Będę tylko rano potrzebował butelkę z wodą bo będzie mnie sluszyc jak diabli. -Oparł głowę o kanape. -Na czternasta bądź jutro gotowa. Pojedziemy do pewnego gościa... I dzięki za... Za otrzasniecie mnie bo niezłego bagna chciałem narobić.

    OdpowiedzUsuń
  53. Ethan obudził się wczas rano. Poszedł ogarnąć się do łazienki, a potem wypił prawie całą butelkę naraz. Na jego szczęście nigdy na drugi dzień po imprezie nie umierał, nie bolała go głowa, nie wymiotował. Zawsze okropnie go suszyło, a poza tym kompletnie nic. Z natury był przystojny i nawet po całonocnym piciu wyglądał nadal atrakcyjnie i nie można było po nim poznać, że dzień wcześniej nieco przesadził. Tak tez było tym razem.
    Zaczął krzątać się po kuchni czując głód. Sam nie wiedział dlaczego po prostu nie wyszedł z jej mieszkania. Zajrzał do lodówki oceniając sytuację. Mógł mieć tylko nadzieję, że Virgia nie zdenerwuje się i niespodzianka będzie dla niej przyjemna.
    Wyciągnął potrzebne rzeczy i dwadzieścia minut później na stole było już śniadanie, zaparzona kawa oraz wysprzątane mieszkanie po wczorajszej kolacji. Kiedy Virgia wyszła ze swojej sypialni przywitał ją uśmiechnięty i zadowolony, zupełnie niepodobny do kogoś kto wczoraj doprowadził się do takiego stanu jak on.
    -Cześć. -Postawił na stół sok pomarańczowy. -Wybacz, że się tak rozgościłem, ale pomyślałem, że będziesz głodna jak wstaniesz... No i chciałem ci podziękować za wczoraj. Zrobiłem jajecznicę. -Nie przestawał się uśmiechać. -Siadaj... -Odsunął jedno z krzeseł. -Powinna być już gotowa do jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  54. Ethan obudził się wczas rano. Poszedł ogarnąć się do łazienki, a potem wypił prawie całą butelkę naraz. Na jego szczęście nigdy na drugi dzień po imprezie nie umierał, nie bolała go głowa, nie wymiotował. Zawsze okropnie go suszyło, a poza tym kompletnie nic. Z natury był przystojny i nawet po całonocnym piciu wyglądał nadal atrakcyjnie i nie można było po nim poznać, że dzień wcześniej nieco przesadził. Tak tez było tym razem.
    Zaczął krzątać się po kuchni czując głód. Sam nie wiedział dlaczego po prostu nie wyszedł z jej mieszkania. Zajrzał do lodówki oceniając sytuację. Mógł mieć tylko nadzieję, że Virgia nie zdenerwuje się i niespodzianka będzie dla niej przyjemna.
    Wyciągnął potrzebne rzeczy i dwadzieścia minut później na stole było już śniadanie, zaparzona kawa oraz wysprzątane mieszkanie po wczorajszej kolacji. Kiedy Virgia wyszła ze swojej sypialni przywitał ją uśmiechnięty i zadowolony, zupełnie niepodobny do kogoś kto wczoraj doprowadził się do takiego stanu jak on.
    -Cześć. -Postawił na stół sok pomarańczowy. -Wybacz, że się tak rozgościłem, ale pomyślałem, że będziesz głodna jak wstaniesz... No i chciałem ci podziękować za wczoraj. Zrobiłem jajecznicę. -Nie przestawał się uśmiechać. -Siadaj... -Odsunął jedno z krzeseł. -Powinna być już gotowa do jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  55. -To, że jestem gangsterem nie znaczy, że mam być chamem, skurczybykiem i kawałem gnoja. Wbrew pozorom też jestem normalnym człowiekiem. -Również powiedział żartobliwie nie chcąc jej obrazić. Usiadł obok niej podsuwając jej kawę. A potem zaczął zapinać swoją koszulę tak jak prosiła. W końcu sięgnął po szklankę z sokiem i zrobił kilka łyków. -Nie złość się już zrobiłem wszystko w dobrej wierze. -Puścił jej oczko. -Ktoś do ciebie dzwonił chyba z pięć razy. Telefon wibrował ci w torebce jak szalony. Cholera! Ale mi wyszła ta jajecznica!

    OdpowiedzUsuń
  56. -Wiem bywam czasami okropny, ale taki muszę być. -Wpatrzył się w swój talerz. Sam też nie pamiętał kiedy ostatnio jadł śniadanie w obecności jakiejś kobiety. Zazwyczaj po wspólnej nocy to on uciekał, albo ona. Wcale nie był z tego dumny bo zawsze marzył o jakimś stałym związku w którym będzie mógł być sobą, a nie udawać kogoś kim nie jest, ale musi być... -To ile masz bratanków czy tam bratanic? Ile mają lat? Ja mam dwójkę bliźniaków... To dzieciaki Paula. Mają po pięć lat. Totalne wariaty. Może kiedyś ich poznasz. -Rozgadał się przy niej jak nigdy dotąd co było zupełnie niemożliwe. Zwłaszcza, że przy innych kobietach nie zdradzał żadnych szczegółów. -U nas w gangu wszyscy bardziej traktujemy się jak rodzina a nie pracownicy... Zobaczysz spodoba ci się...

    OdpowiedzUsuń
  57. -No to twój brat nie próżnuje. -Zaśmiał się sięgając po jajecznicę. -Musze zawieść moją mamę do szpitala. Sam nie wiem jak to będzie.. Po chemii mają wypaść jej włosy... -Sam nie wiedział dlaczego zaczął się jej żalić. -Moja mama zawsze była elegancką kobietą... No wiesz dobrany idealnie strój, fryzura zrobiona u fryzjera i zawsze uprzejma do wszystkich. I nie... nie ubierała się wcale u najdroższych projektantów mody. Potrafiła kupować nawet używane ciuchy bo nigdy nie szastała pieniędzmi... Jeśli wypadną jej włosy załamie się... Zawsze były dla niej najważniejsze, idealnie ułożone... Będę musiał kupić jej jakąś perukę. Chcesz pojechać ze mną po nią? -Spojrzał w jej oczy. -Jakoś będzie mi raźniej... Bardziej ja z braćmi przeżywamy jej raka niż ona sama. Nie chcę, żeby poznała po mnie, że jest mi ciężko... Skupi całą swoją uwagę na tobie. To znaczy nie chcę cię wykorzystywać... Po prostu pogadacie jak kobiety.. No wiesz... Ona nie ma przyjaciółek... Ale zrozumiem jeśli masz coś innego na głowie.

    OdpowiedzUsuń
  58. Tego nie wziął pod uwagę, ale jakoś mu ta wizja nie przeszkadzała.
    -Wiesz moja mama zawsze chciała zobaczyć mnie przed śmiercią u boku kogoś kto się mną zajmie... -Chyba powiedział za dużo. W końcu to miała być tylko jego wspólniczka, partnerka w pracy, a nie dziewczyna czy seksualny obiekt. Jednak Virgia była kimś całkiem innym niż myślał i dostrzegał w niej inną osobę. -Żartuję... Wytłumaczę jej, że pracujemy razem. Jeśli chodzi o sprawy związane z gangsterką nie zadaje pytań. Wolałaby mnie jako zwykłego faceta u boku ślicznej żony i czwórki dzieci... -Dopił ze szklanki resztę soku. -Nawet mama gangstera jest taka sama jak inne... -Uśmiechnął się.

    OdpowiedzUsuń
  59. -Dokładnie tak jest. -Zaśmiał się głośno i szczerze. -Wciska jedzenie każdemu, z taką różnicą, że na przykład ja potrafię jej odmówić a on nie... Udawać? -Uniósł brwi do góry. No cóż musiał przyznać, że gdyby nawet skusił się do kłamstwa to jego matka mogłaby się nigdy o tym nie dowiedzieć. Umarłaby z przekonaniem, że jej ukochany syn znalazł partnerkę na całe życie, ale czy to byłoby w porządku wobec niej? -A co chcesz grac moja dziewczynę? -Dojadł jajecznice i sięgnął po paczkę papierosów, ale przypomniał sobie, że Virgia jest temu przeciwna. -Czy to byłoby w porządku?

    OdpowiedzUsuń
  60. -Okey. -Wstał od stołu i wyciągnął z kieszeni telefon. Spojrzał na godzinę. Było już dość późno więc musiał się pospieszyć. -Z szpitala odbierze ją ojciec więc musimy tylko ją zawieść. -Dobrze wiedział, że nie powinien proponować jej takich rzeczy. Mieli być tylko współpracownikami, a nie udawać przed matką nie wiadomo czego. Do tego nie powinien był prowadzać Virgii aż tak blisko swojej rodziny. Ale jakoś wewnętrznie chciał to zrobić. I nikt ani nic nie potrafiło wytłumaczyć dlaczego. -Zbieraj się... Zostało nam pół godziny. Jak jajecznica? Smakowała? Dawno nie robiłem nikomu śniadania.

    OdpowiedzUsuń
  61. Kiedy odłożyła naczynia do zlewu i poszła się szykowac od razu je umył i odstawił do suszarki.
    -Dlaczego nie powinniśmy? -Spojrzał w jej oczy i wpatrywał się w nie przez dłuższą chwilę sam nie wiedząc czemu. -Zostały jej z trzy miesiące życia... I chcę żeby odeszła z tego świata szczęśliwa. Czy to takie złe? -Założył na siebie marynarkę i wyciągnął klucze. -Gotowa?

    OdpowiedzUsuń
  62. Uznała, że lepiej będzie, kiedy nie będzie się stroić, tylko ubierze się całkowicie zwyczajnie. Naturalność przyciąga, wzbudza zaufanie i wywołuje dobre wrażenie, a Virgia przecież nie miała być wymuskaną panienką, tylko zwyczajną dziewczyną. Takie są najbardziej pożądane przez potencjalne teściowe. Bo chyba jednak miała udawać? Niezależnie od tego, czy tak, czy nie, im mniej będzie sztuczna, tym lepiej. Tak więc ogarnięcie się nie zajęło jej dużo czasu i stosunkowo szybko wyszła z sypialni.
    - Gotowa – potwierdziła skinieniem głowy, kiedy znalazła się już w przedpokoju.- A nie powinniśmy tego robić, bo... – schyliła się po buty, a potem, ubierając je, wyprostowała się i spojrzała Ethanowi prosto w oczy.- Mieliśmy zachować dystans. Nie nawiązywać zbytniej zażyłości, przed tym mnie ostrzegałeś. A teraz sam się do mnie zbliżasz.

    OdpowiedzUsuń
  63. Virgia po części miała rację. Ich relacja miała kończyć się na interesach. Żadnych wspólnych wypadów, zwierzeń i śniadań... A jednak nie potrafił tego wytłumaczyć. Jakoś tak dziwnie go do niej ciągnęło. Może potrzebował przyjaciół innych niż jego bracia?
    -No bez przesady... -Machnął reką i wyjął z kieszeni kluczki od samochodu. -Spałem na kanapie cóż to za zbliżenie. -Zażartował otwierając drzwi. -Teraz czekają nas same interesy więc nie będziesz narzekać.
    Kiedy zeszli na parking otworzył jej drzwi od samochodu. Zawsze to robił kiedy jechał z jakąś kobietą. Po prostu był nauczony do nich szacunku. Chociaż mogło to wydawać się sprzeczne z jego pracą i tym, że był właścicielem klubu ze striptizem. Ale przecież nie zmuszał tych kobiet by szły z klientami do łóżka... To był ich wybór.
    -Powinna czekać na nas w kawiarni bo zawsze rano pije tam kawę. -Wyjął ze schowka pistolet i wsadził go zza pasek przykrywając marynarką. -Co? Muszę to mieć przy sobie.

    OdpowiedzUsuń
  64. -Wystarczy, że ja mam broń. -Odparł krótko.
    Jechali nie długo bo kawiarnia okazała się być zaraz przed centrum miasta. Ethan wysiadł z auta i zniknął w jej środku. Po chwili wyszedł z kobietą w średnim wieku pod ręką. Miała piękne długie,brązowe loki spięte wysoko na głowie w koka. Sama była bardzo atrakcyjną kobietą, aczkolwiek choroba odcisnęła na niej piętno. Bardzo schudła i teraz miała niedowagę. Ale wciąż była ładna i przyciągała uwagę nie tylko starszych mężczyzn. Z jej twarzy praktycznie w ogóle nie znikał uśmiech. Wpatrywała się w swojego syna jak obrazek. A kiedy podeszli pod samochód wytrzeszczyła oczy na widok Virgii i jeszcze bardziej się uśmiechnęła.
    Ethan otworzył jej tylne drzwi, kobieta wsiadła do środka, a od wrócił na miejsce kierowcy. Chwilę później odpalił samochód ruszając spokojnie co kompletnie nie było do niego podobne.
    -Dzień dobry. -Przywitała się z entuzjazmem. -Ehtan dlaczego nie powiedziałeś, że przyjedziesz z taką śliczną dziewczyną! -Spojrzała na Virgii. -Jakoś bym się lepiej ubrała, a nie te stare szmaty. -Zaśmiała się przyjaźnie.
    -Mamo to jest Virgia, moja przyjaciółka. -Oznajmił nie chcąc obciążać zbytnio dziewczynę. Przyjaciółka powinna zadowolić matkę i wystarczyć jak na razie...
    -Bardzo mi miło. Nie widziałam cię jeszcze! Musiałaś przeprowadzić się niedawno.
    -Jest z Chicago. -Spojrzał na Virgii.

    OdpowiedzUsuń
  65. Ethan ponownie na nią spojrzał. Co ona wygaduje? Ale zaśmiał się i może i nawet zarumienił. Kobieta siedząca z tyłu również się zaśmiała nieco głośniej. Nora była dobrym człowiekiem wbrew pozorom. Chociaż jako żona gangstera powinna być zimną i bezwzględną suką, która nie akceptowała żadnych kobiet jakie kręciły się wokół jej synów... Jednak ona zawsze była inna... Jej dom był otwarty dla każdego, kto potrzebował pomocy. Prawdopodobnie była jedną z najbardziej gościnnych kobiet w LA. W innych okolicznościach kazałaby Ethanowi zawieść ich do jakiejś restauracji i zjeść razem obiad by bliżej poznać Virgii. Niestety jej choroba zaczynała powoli władać tym życiem. Po mimo tego Nora starała się zachować pogodę ducha.
    -Zawsze mu powtarzałam, że ma szanować kobiety. -Poklepała ją po ramieniu. -Szczególnie takie śliczne. Bo te jego modelki wulgarnie ubrane w klubie mi się nie podobają.
    -Rany mamo... -Przewrócił oczami.
    -Wiem wiem interesy nie wtrącam się. Bierz się lepiej za nią bo ci ją ktoś sprzątnie sprzed nosa.
    Ethan zatrzymał się na skrzyżowaniu i powoli spojrzał na swoją towarzyszkę ciekawy jej reakcji. Ale szybko postanowił zmienić temat, żeby matka nie pogrążyła go jeszcze bardziej. Przecież w oczach Virgii miał być szefem mafii, a nie przykładnym synem.
    -Ojciec cię odbierze ze szpitala i zabierze do domu. Potem odwiedzi cię Jane z bliźniakami.

    OdpowiedzUsuń
  66. No to mnie załatwiła, pomyślał. Miał ochotę zatrzymać samochód i wysiąść z niego byle tylko nie musiał tego znosić. Matka miała manię na punkcie przyszłych partnerek swoich synów. Zwłaszcza, że nie zostało jej wiele czasu i chciała być pewna, że jej synowie będą mieli kogoś do kogo będą wracać po ciężkim dniu.
    -A co znów się ociąga z zaproszeniem cię na randkę? -Zbliżyła się nieco do przodu samochodu. -To ja to załatwię za niego. W przyszłą sobotę organizujemy urodziny bliźniaków musisz koniecznie przyjść. O piętnastej zaczynamy. Ethan poda ci adres bo będę go męczyć z tym.
    Ethan obrócił się do tyłu z krzywą miną. Tak jakby chciał dać matce znać, że oszalała. Powiedział do niej bezgłośnie „Przestań.” Byle tylko Virgia nic nie usłyszała.
    -Tak... Nie interesują mnie. -Modlił się byle tylko podjechać do już do szpitala i uwolnić się od matki. -Jak dwie kobiety się spotkają to facet nie ma już szans... -Skomentował jak obrażony nastolatek. -Ale Virgia chyba nie jest zainteresowana mną... -Chciał się jej odgryźć. -Prawda?

    OdpowiedzUsuń
  67. No to teraz wkopała go do końca. Bo kiedy jego matka usłyszała o nocy jeszcze bardziej się podekscytowała i zalała ich mnóstwem pytań na temat tego co się działo, czy aby na pewno nie ukrywa, że Virgia to już jego dziewczyna i że nie ładnie tak wymagać od dziewczyny. Ethan czuł się jak dziecko.
    -Dobrze mówisz. Zobacz jaka porządna dziewczyna ci się trafiła.
    -Miałem problem z samochodem więc przenocowałem u niej to wszystko. Z resztą mam dwadzieścia osiem lat i nie mam zamiaru się tłumaczyć. -Nieco się oburzył. -Zaraz będziemy na miejscu.
    Puścił radio głośniej mając nadzieję, że to przeszkodzi im w rozmowach, ale jak to zawsze jego mama dopiero się rozkręcała i musiała palnąć znów coś głupiego.
    -No właśnie, a wnuków ani widu ani słychu. Zanim umrę muszę jeszcze twoje dzieci zobaczyć.
    -To będziesz żyła wiecznie. -Odparł nieco smutniej.

    OdpowiedzUsuń
  68. Na całe szczeście byli już prawie na miejscu. Skręcił gwałtownie w lewo, ale nie był już zły. Trochę go zdziwiły jej pochwały. Jego matka zaśmiała się na wspomnienie o śniadaniu i opowiedziała jej krótko historyjkę o tym jak przypalił kiedyś obiad kiedy był dzieckiem i nie umiał wyłączyć alarmu. Postawił nim całe osiedle na nogi.
    -Musimy teraz mówić o dzieciach? -Spojrzał na nią zmieniając temat. -Nie udawaj takiej świętej... Chciałaś, żebym spał w twojej sypialni. -Pokazał jej ukradkiem język. Oczywiście wszystko było po to by wyjść z tego lepiej niż ona. Co również zaczęło go bawić.

    OdpowiedzUsuń
  69. -Dobrze się bawiłas? -Spytał kiedy zostali sami. Aczkolwiek nie był zły. -Gratuluję zalapallas się na rodzinną imprezę.

    Ethan w życiu prywatnym był całkiem inną osobą niż w interesach. Dbał o swoich bliskich, był gotowy dla nich zrobić wszystko, potrafił zrezygnować z własnych przyjemności jeśli była taka potrzeba. Na święta zabierał mamę na zakupy żeby kupiła wszystkim prezenty, ojcu pomagał przystrajać dom, bliźniaki zabierał na sanki... Jednak w interesach bywał bezwzględny i okrutny. Chociaż nie podejmował pochopnych decyzji. Wszystko było przemyślane i dopracowane na ostatni guzik. Tym razem też tak miało być.
    Weszli do niewielkiej chińskiej kawiarenki, gdzie ukłonem powitała ich starsza kobieta i zaprowadziła na zaplecze. Potem usiedli przy okrągłym stole w zaciemnionym pomieszczeniu. Tylko mała lampka na suficie dawała jakiekolwiek światło.
    Po chwili dołączył do nich młody chłopak. Podał im kieliszki z sake, a na stół wysypał biały proszek dzieląc go na trzy kreski. Jedną podsunął Ethanowi drugą Virgii. Trzecia czekała na gospodarza.
    -Zaraz do was przyjdzie. Tymczasem się rozgoście. -Ukłonił się i wyszedł.

    OdpowiedzUsuń
  70. -Jeśli się nie poczestujemy obrazi sie... Ufasz mi?- Spojrzal jej głęboko w oczy. Dobrze wiedział że Virgia nie weźmie tego. - To najpierw wypij sake.
    -Witajcie. -Czterdziesto paro letni mężczyzna wszedł do pomieszczenia. Ukłonił się. Ethan wstał i zrobił to samo. -Panie Ferguson jestem zaszczycony pana odwiedzinami. Nie spodziewałem się tego.
    Mężczyzna pochylił się nad stolikiem i wciągnął swoją działkę. Kiwnął głową zachęcając swoich gości. Przysięgał, że towar podchodzi z najwyżej półki prosto z Chin. Ethan nie zastanawiając się zrobił to samo. Potem dopiero zerknął na Virgii...
    Korzystając z okazji kiedy mężczyzna na chwilę się odwrócił by dolać im sake, Ethan zgarnął proszek ręką i zrzucił ze stołu. Kokaina rozsypała się po dywanie tworząc nieco jaśniejszą plamę. Puścił jej oczko, a po chwili znów założył na twarz maskę do interesów. Był poważny i ostrożny. Bacznie obserwował mężczyznę.
    -Cena nie gra roli. -Rzucił na stół zdjęcia, które dała mu Virgia.
    Chińczyk otworzył kopertę. Jego oczy powiększyły się momentalnie. Nigdy nie interesowało go co zrobiła osoba, ani dlaczego zlecono mu jej oszpecenie, ale tym razem to była inna sprawa. Chodziło o córkę szefa gangu.
    -Sprawy prywatne. -Odparł zimno Ethan.
    -Mam wiele sposobów. -Sięgnął pod stolik i wyciągnął walizkę. Zaczął wykładać kolejno zdjęcia poprzednich ofiar. -Kwas, pogryzienie przez psa, odcięte kończyny i moja ulubiona... pocięcie brzytwą... -W jego oczach pojawił się dziwny błysk.
    Ethan przyglądał się bez emocji oszpeconym ludziom. Wydawało się, że takie widoki nie wywierały na nim żadnego wzruszenia.

    OdpowiedzUsuń
  71. Ethan długo się nic nie odzywał. Próbował przeanalizować każdą opcję. Wybrać tę, która byłaby najlepsza. Kwas owszem był skuteczny, ale używali do skrzywdzeni kochankowie w krajach arabskich... W Los Angeles był to stary i przestarzały sposób. Może i mogła sobie zoperować blizny cięte, ale nie takie jakie on chciał by zadał jej Chińczyk.
    Trochę się zdziwił, że Virgia w ogóle się odezwała, ale ucieszyło go to, że jest mu pomocna przynajmniej w tym, gdzie mogą ją spotkać. Musiał przyznać, że nieźle się przejęła swoją rolą. Przez chwilę, możne nawet dłużej niż chwilę zawiesił na niej wzrok.
    -Chcę pozbawić ją tego co kocha... -Oparł się o krzesło poprawiając marynarkę. Sięgnął po kieliszek z sake i wypił kolejny raz. -Niezły ten twój towar. Może wpadnę innym razem i pogadamy na temat jego wartości i transportu.
    Chińczyk posypał mu kolejną kreskę. Ethan kiwnął głową na znak, że się zgadza. Mężczyzna spojrzał na Virgii czy i ona chce kolejną działkę.
    -Uwielbia grać na pianinie. -Zaczął rozmyślać na głos. -Możesz odciąć jej dłoń.... Kwas jest dla muzułmanów. Brzytwa... Kiedyś oglądałem film ''Mroczny Rycerz''. Kojarzycie scenę jak Joker opowiada skąd ma rozcięte usta i grozi jakiemuś facetowi? A na koniec mówi 'Why so serious?' Poszerz jej ten uśmiech i dodaj na koniec te słowa. Kiedyś przyjdzie taki dzień, że usłyszy je ode mnie i będzie wiedziała... -Uśmiechnął się podstępnie. Zupełnie niepodobnie do siebie... Do kogoś kto troszczył się o matkę, otwierał kobiecie drzwi i prawił komplementy. To była jego druga twarz...
    Wciągnął kolejna działkę. Czuł się już zupełnie inaczej. Był bardziej pobudzony, pewny siebie i gotowy do działania. To dobrze bo musieli załatwić jeszcze wiele innych spraw tego dnia o których Virgii nie miała pojęcia. I nie wszystko mogło się jej spodobać.

    OdpowiedzUsuń
  72. Kiedy położyła mu dłoń na udzie poczuł się nieco dziwnie, aczkolwiek w jakiś sposób było to przyjemnie. Nie wiedział tylko czy spodobało mu się to tak po prostu czy, że kokaina zaczynała już działać, a po niej człowiek robił rzeczy o które nie podejrzewałby się na trzeźwo. Skierował ponownie wzrok na Virgii. Ich spojrzenia się spotkały. Mówił teraz bardziej do niej niż do obecnego w pokoju mężczyzny o którym jakby przez chwilę zapomniał.
    -Najbardziej na świecie jest zakochana w sobie, ale zgadza się... Jego też jej odbiorę.
    Problem był taki, że Chińczyk nie zajmował się morderstwami tylko oszpeceniem na trwałe. Jeśli Ethan chciał się kogoś pozbyć musiał to zrobić sam. Dopiero po chwili jakby otrząsnął się i przypomniał sobie o Chińczyku.
    -Ile? -Spytał krótko.
    -Dwadzieścia tysięcy jak dla pana. -Skinął głową.
    Ethan położył na stole znacznie grubszą kupkę pieniędzy, którą wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki.
    -Ma być efektownie jak w filmie. Reszta dla ciebie. -Wstał od stołu. Pora była się pożegnać i ruszyć dalej załatwić kolejną sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  73. Kiedy położyła mu dłoń na udzie poczuł się nieco dziwnie, aczkolwiek w jakiś sposób było to przyjemnie. Nie wiedział tylko czy spodobało mu się to tak po prostu czy, że kokaina zaczynała już działać, a po niej człowiek robił rzeczy o które nie podejrzewałby się na trzeźwo. Skierował ponownie wzrok na Virgii. Ich spojrzenia się spotkały. Mówił teraz bardziej do niej niż do obecnego w pokoju mężczyzny o którym jakby przez chwilę zapomniał.
    -Najbardziej na świecie jest zakochana w sobie, ale zgadza się... Jego też jej odbiorę.
    Problem był taki, że Chińczyk nie zajmował się morderstwami tylko oszpeceniem na trwałe. Jeśli Ethan chciał się kogoś pozbyć musiał to zrobić sam. Dopiero po chwili jakby otrząsnął się i przypomniał sobie o Chińczyku.
    -Ile? -Spytał krótko.
    -Dwadzieścia tysięcy jak dla pana. -Skinął głową.
    Ethan położył na stole znacznie grubszą kupkę pieniędzy, którą wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki.
    -Ma być efektownie jak w filmie. Reszta dla ciebie. -Wstał od stołu. Pora była się pożegnać i ruszyć dalej załatwić kolejną sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  74. -Jak to po co? -Wyciągnął papierosa kiedy wyszli na zewnątrz. -Prosiłaś o ochronę, a ja mówiłem, że w zamian za nią musisz pracować. -Odparł nieco oschle zupełnie niepodobnie do Ethana, kiedy byli w drodze do restauracji. -Musimy pojechać w jeszcze jedno miejsce. -Otworzył drzwi od samochodu zachęcając ją by wsiadała. -O co chodzi? Przeraziły cię te zdjęcia czy co? -jego ton nagle złagodniał. Jakby znów był tamtym Ethanem. -Przyznam mógł zaoszczędzić tych widoków kobiecie, ale musiałem to zrobić. Teraz muszę jeszcze zając się planem jak załatwić tego faceta.

    OdpowiedzUsuń
  75. -Jeśli się nie zemszczę nikt nie będzie mnie traktował poważnie. -Usiadł za kierownicą i odpalił samochód. -Wiem jak to wygląda. Zniszczę jej życie... a jemu odbiorę. Ale takie są tu prawa. Musi zapłacić za to.
    Nim ruszył zamyślił się przez chwilę. Zastanawiał się jak załatwić sprawę po cichu. Nie chciał by Amelia skapnęła się, że to jego sprawka. Tak więc Chińczyk załatwi sprawę tak by wyglądało to na napaść jakiegoś psychopaty z kolei on będzie musiał załatwić go tak jakby to był wypadek. Potrącenie samochodem będzie najlepszym rozwiązaniem.
    -Wynagrodzę ci to dręczenie. -Powiedział łagodnie. -Musimy ściągnąć dług od jednego frajera. Miejscowy diler... Powinno pójść łatwo. A potem czeka nas nieco gorsza sprawa... Ale to na sam koniec.

    OdpowiedzUsuń
  76. Nie zezłościł się na nią. Jakoś chyba w tej chwili nie potrafił. Przytłoczyło go to wszystko związane z matką, wizytą u Chińczyka i to co mówiła Virgia. No tak miała go za zwykłego bogatego faceta, który prezentami chce udobruchać każdą kobietę. Cóż nawet nie miała pojęcia jak bardzo się myliła. Może i był okrutnym gangsterem, ale na pewno nie człowiekiem.
    -Nie miałem na myśli kolczyków... I nie chcę cię kupić... -Odpowiedział zupełnie spokojnie. Nie rozumiał czemu tak nagle wybuchła, ale wolał siedzieć cicho. Towar był bardzo mocno i lepiej żeby teraz nie dał się wyprowadzić z równowagi. Często tracił wtedy panowanie. Chociaż na pewno nie skrzywdziłby jej ale mogłoby to się odbić na otoczeniu. -Możesz sobie wybrać to wynagrodzenie sama.

    OdpowiedzUsuń
  77. Ethan jednak ją zignorował. Wcale nie chodziło mu o rzeczy materialne. Nie miał ochoty wdawać się w kolejną sprzeczkę, a najwyraźniej ona tego właśnie chciała jakby to miała być kara za Amelię. On jednak był pewny o słuszności swojej decyzji. Julię należało pomścić. To że zakochała się w niewłaściwym facecie i to, że on ją zdradził można było wybaczyć, ale nie dało się tego zrobić w przypadku jej morderstwa z powodu zazdrości.
    Wyciągnął telefon i wykręcił numer. Jedną ręką trzymał kierownicę drugą telefon. Pewnie gdyby miał jeszcze dodatkową parę zapaliłby papierosa i bawił się radiem.
    -Jest dalej u siebie? Ok. Zaraz będę. Pilnujcie, żeby nie wyszedł tyłem. -Odłączył się. -Chcesz jechać czy mam cię odwieść? -Spytał poważnie. -Nie zmuszam cię do niczego, ale może ci się nie spodobać to co będzie się tam działo.

    OdpowiedzUsuń
  78. Ethan jednak ją zignorował. Wcale nie chodziło mu o rzeczy materialne. Nie miał ochoty wdawać się w kolejną sprzeczkę, a najwyraźniej ona tego właśnie chciała jakby to miała być kara za Amelię. On jednak był pewny o słuszności swojej decyzji. Julię należało pomścić. To że zakochała się w niewłaściwym facecie i to, że on ją zdradził można było wybaczyć, ale nie dało się tego zrobić w przypadku jej morderstwa z powodu zazdrości.
    Wyciągnął telefon i wykręcił numer. Jedną ręką trzymał kierownicę drugą telefon. Pewnie gdyby miał jeszcze dodatkową parę zapaliłby papierosa i bawił się radiem.
    -Jest dalej u siebie? Ok. Zaraz będę. Pilnujcie, żeby nie wyszedł tyłem. -Odłączył się. -Chcesz jechać czy mam cię odwieść? -Spytał poważnie. -Nie zmuszam cię do niczego, ale może ci się nie spodobać to co będzie się tam działo.

    OdpowiedzUsuń
  79. Ethan jednak ją zignorował. Wcale nie chodziło mu o rzeczy materialne. Nie miał ochoty wdawać się w kolejną sprzeczkę, a najwyraźniej ona tego właśnie chciała jakby to miała być kara za Amelię. On jednak był pewny o słuszności swojej decyzji. Julię należało pomścić. To że zakochała się w niewłaściwym facecie i to, że on ją zdradził można było wybaczyć, ale nie dało się tego zrobić w przypadku jej morderstwa z powodu zazdrości.
    Wyciągnął telefon i wykręcił numer. Jedną ręką trzymał kierownicę drugą telefon. Pewnie gdyby miał jeszcze dodatkową parę zapaliłby papierosa i bawił się radiem.
    -Jest dalej u siebie? Ok. Zaraz będę. Pilnujcie, żeby nie wyszedł tyłem. -Odłączył się. -Chcesz jechać czy mam cię odwieść? -Spytał poważnie. -Nie zmuszam cię do niczego, ale może ci się nie spodobać to co będzie się tam działo.

    OdpowiedzUsuń
  80. -A skąd ja mam ci teraz załatwić jakaś broń, co? -Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Akurat mówił prawdę. Przy sobie miał tylko swój pistolet, jego ochroniarze, którzy pilnowali tylnego wyjścia na pewno nie zamierzali się z nikim dzielić bronią. -Dobra załatwię ci jakąś jeśli będziesz grzeczna. -Mrugnął do niej.
    Zaparkował nieco dalej niż lokal do którego zmierzali. Przeszli razem przez ulicę. Ethan podszedł od jednego ze swoich ludzi. Ten wyjaśnił mu, że diler jest w środku z jakaś prostytutką. Piją razem drinki.
    Weszli więc do środka. Zauważył go już z daleka. Siedzieli przy wejściu na zaplecze. Idealnie, pomyślał Ethan. Rozejrzał się jeszcze wkoło. Nikt znaczący tu nie przesiadywał więc mógł robić swoje. Obejrzał się na Virgii by sprawdzić czy dotrzymuje mu kroku. Zatrzymał się w połowie drogi i podszedł do niej bardzo blisko, tak że czuł jej delikatny zapach i wyszeptał do ucha:
    -Wziął od nas towar i nie zapłacił za niego. Dobrze wiemy, że wszystko sprzedał a kasy nie zwrócił. Gdzieś ją schował.
    Komuś obcemu mogło wydawać się, że to dwoje kochanków szeptających sobie czułe słówka.. Cóż za ironia.
    -Mogę być trochę wulgarny... -Nie wiedział jak ma ją ostrzec. -W każdym bądź razie pilnuj żebym nie przesadził bo mam go nastraszyć nie zabić.

    OdpowiedzUsuń
  81. Teraz i on spojrzał na nią. Przez chwilę nic nie mówił. Nawet dłuższą chwilę co zauważyli nawet jego ochroniarze, ale nic nie skomentowali w końcu jego życie prywatne nie należało do ich interesów. Dlatego czekali posłusznie na jego jakikolwiek znak.
    -Ty nie musisz się bać. -Szturchnął ją delikatnie ramieniem. Niemalże niezauważalnie. -Wolisz niegrzecznych chłopców? -Poruszał brwiami i nieco się rozchmurzył. Cóż tego po niej się nie spodziewał. Ale w jakiś sposób się wyluzował. -Już nie gadaj tyle tylko chodź. -Wsunął jej niewielki pistolet w tylną kieszeń dżinsów zupełnie niezauważalnie.
    Nikt nawet nie wiedział kiedy nastąpił moment.
    -Skłamałem. -Wyszeptał jej do ucha. -Miałem drugą broń i też wolę jak jesteś niegrzeczna.
    A potem ruszył w stronę obściskującej się ze sobą pary w ogóle nie zastanawiając nad tym, że nie powinien był w taki sposób się do niej zachowywać.

    OdpowiedzUsuń
  82. Musiał przyznać że cholernie go zaskoczyła ale pozytywnie. Kiedy tak się zachowywała wyglądała strasznie seksownie.
    Ethan podszedł do ich stolika. Chłopak miał około dwadzieścia dwa lata. Stanął nad nim a chłopak zbladl na jego widok.
    -Część Josh. Nie przywitasz się ze mną? -Klepnął go w plecy. -Mnie już znasz. To jest Virgia. -Odsunął jej krzesło i poprosił by usiadła a potem sam zajął miejsce obok niej. -Prosiłbym żebyś zachowywał się przy niej kulturalnie. To prawdziwa dama, a wiem, że raczej pośród takich kobiet nie miałeś okazji spędzać czasu. -Odchylił delikatnie marynarkę pokazując mu swoją broń.
    -Josh... Josh... Powiedz ile to temu się widzieliśmy? Kiedy obiecałeś mi, że rozprowadzisz mój towar po twojej dzielnicy i będziemy mieli więcej klientów?
    -Jakiś... jakiś czas temu.
    -I gdzie są kurwa moje pieniądze? Co? -Usiadł bliżej niego obejmując go ramieniem. -Czyżby wyleciało ci z głowy, że wisisz mi dziesięć patyków?

    OdpowiedzUsuń
  83. -Ja... ukradli mi towar. To dlatego.
    -Oh Josh... -Ethan kiwnął w stronę jednego ochroniarza, który siedział kilka stolików dalej. Ten podszedł do niego i podał mu jakieś pudełko. Kompletnie nie zwrócił uwagi na tajemniczego mężczyznę.-Wiesz co tam jest? Nie no skąd mógłbyś wiedzieć.
    Chłopak mógł przysiądź, że coś poruszyło się w pudełku.
    -Na świecie istnieje ponad trzy tysiące gatunków węży. Większość z nich jest jadowita. Najbardziej trujący jad pochodzi od Tajpana Pustynnego... Ale nie o to głównie mi chodzi. Jeśli z kimś nawiązuję współprace to chcę być pewny, że mogę mu ufać. Również oczekuję zaufania z drugiej strony. Wtedy współpraca ma największy sens. Ja na przykład ufałem ci kiedy dostałeś mój nowy towar do rozprowadzenia. A czy ty ufałeś mi wtedy? -Poczuł dłoń na swoim udzie. Nie wiedząc czemu podobało się mu kiedy tak robiła.
    -T...tak...
    -Świetnie. Przybij piątkę.
    Metody Ethana były dość dziwne. Wielu gangsterów załatwiało sprawy po ciuchu. Zakopywali delikwenta, albo topili go w wodzie. Inni wpadali z pistoletem i grozili. Ethan jednak inne sposoby. Sprawiał wrażenie kogoś może lekko niepoczytalnego, kogoś kto nie zawaha się przed niczym aczkolwiek starał się być miły. Póki oczywiście, ktoś nie wyprowadził go z równowagi. Wtedy żarty i sposoby się kończyły.
    -Dlatego daj mi rękę. No dawaj. -Chwycił jego lewą dłoń. -W środku może być jeden z niejadowitych gatunków węży... ale kto wie... Może właśnie tam skrywa się piękny okaz tajpana. A wiec jak ufamy sobie?

    OdpowiedzUsuń
  84. -Ja... ukradli mi towar. To dlatego.
    -Oh Josh... -Ethan kiwnął w stronę jednego ochroniarza, który siedział kilka stolików dalej. Ten podszedł do niego i podał mu jakieś pudełko. Kompletnie nie zwrócił uwagi na tajemniczego mężczyznę.-Wiesz co tam jest? Nie no skąd mógłbyś wiedzieć.
    Chłopak mógł przysiądź, że coś poruszyło się w pudełku.
    -Na świecie istnieje ponad trzy tysiące gatunków węży. Większość z nich jest jadowita. Najbardziej trujący jad pochodzi od Tajpana Pustynnego... Ale nie o to głównie mi chodzi. Jeśli z kimś nawiązuję współprace to chcę być pewny, że mogę mu ufać. Również oczekuję zaufania z drugiej strony. Wtedy współpraca ma największy sens. Ja na przykład ufałem ci kiedy dostałeś mój nowy towar do rozprowadzenia. A czy ty ufałeś mi wtedy? -Poczuł dłoń na swoim udzie. Nie wiedząc czemu podobało się mu kiedy tak robiła.
    -T...tak...
    -Świetnie. Przybij piątkę.
    Metody Ethana były dość dziwne. Wielu gangsterów załatwiało sprawy po ciuchu. Zakopywali delikwenta, albo topili go w wodzie. Inni wpadali z pistoletem i grozili. Ethan jednak inne sposoby. Sprawiał wrażenie kogoś może lekko niepoczytalnego, kogoś kto nie zawaha się przed niczym aczkolwiek starał się być miły. Póki oczywiście, ktoś nie wyprowadził go z równowagi. Wtedy żarty i sposoby się kończyły.
    -Dlatego daj mi rękę. No dawaj. -Chwycił jego lewą dłoń. -W środku może być jeden z niejadowitych gatunków węży... ale kto wie... Może właśnie tam skrywa się piękny okaz tajpana. A wiec jak ufamy sobie?

    OdpowiedzUsuń
  85. Gdyby przeszkodził mu ktokolwiek inni za pewne wściekłby się i wpakował jego dłoń do pudełka, gdzie naprawdę znajdował się tajpan. Ale jakoś w ogóle mu nie przeszkadzało, kiedy Virgia wtrącała się do rozmowy. Robiła to w taki sposób, że czuł się bardziej męsko no i cholernie kręciło go to kiedy udawała taką ważną i niezależną.
    Kiedy padł pierwszy strzał, a Virgia schowała się pod stołem wyciągnął od razu broń. Przeładował ją w tym samym momencie, kiedy przewrócił stolik by zrobić z niego osłonę dla nich. Jedno było pewne chłopak, który wisiał mu kasę dostał kolejną szansę. O ile w ogóle przeżyje dzisiaj.
    -Nic ci nie jest? -Spojrzał w jej oczy.
    Po chwili dołączył do nich ochroniarz. Padł kolejny strzał.
    -Kurwa co się dzieje?
    -To w twoim kierunku. -Wyjaśnił. -Musicie stąd spieprzać. Ja będę was osłaniał.
    Ethan chwycił Virgii za rękę. W drugiej dłoni wciąż trzymał pistolet. Czekali na sygnał, a kiedy mężczyzna wstał strzelając jak szalony we wszystkich kierunkach Ethan pociągnął ją za sobą w stronę tylnego wyjścia. Był pewien, że jedna z kul prawie trafił go w głowę. Oddał kilka strzałów by wspomóc swoich ludzi, a potem otworzył drzwi wciągając ze sobą Virgii. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a oni znaleźli się w ciemny zaułku.

    OdpowiedzUsuń
  86. Przytrzymał ją kiedy się potknęła i również ciężko dyszał. Byli w beznadziejnej sytuacji. Prawdopodobnie tutaj miał dziś zginąć. Ktoś musiał ich śledzić już od dawna. Kto wie, może nawet od poprzedniego wieczoru kiedy przyjechał do Virgii... Ale szybko odsunął ten pomysł. Przecież kiedy byli sami w domu to był najlepszy moment by się go pozbyć. W takim razie śledzili ich od niedawna, albo jego ochroniarzy. Co gorsza to co mówiła Virgia to była prawda. Zaraz zleci się tutaj tłum policji. Zawsze tak było kiedy gdzieś wybuchała strzelanina. Co gorsza jego ludzie zostali w środku, a on był tylko w towarzystwie przerażonej kobiety. Samochód stał po drugiej stronie ulicy więc na pewno zauważyliby ich gdyby zaczęli teraz do niego biec. Mógł tylko mieć nadzieje, że nikt nie zauważył, że wybiegają.
    -Skurwysyny. -Rzucił wściekły w stronę drzwi.
    Dopiero teraz zauważył stojący obok samochód. Prawdopodobnie właściciela baru. Trochę rodem z szybcy wściekli, ale jakie auto miało być lepsze do pościgu? Bo był on nieunikniony. Albo będą uciekać przed policją, albo przed rodziną Hamiltonów.
    -Wyjedziemy stąd tym samochodem -Wskazał na sportowy samochód.

    OdpowiedzUsuń
  87. Pozwolił się poprowadzić jej. Faktycznie pomysł z kradzieżą samochodu i wyjechaniem stąd prosto w otwarty ogień nie był rozsądny. Tak więc postanowił jej zaufać. Nie na zawsze oczywiście, ale w tym momencie. W końcu jej na pewno zależało na swoim życiu więc musiała ich wyprowadzić stąd jakoś bezpiecznie, a wcześniej pokazał mu że zna się na rzeczy.
    Kiedy szarpnęła go nie miał pojęcia co się dzieje. Nagle znaleźli się tak blisko siebie... Może nawet za blisko. Ethan czuł jej oddech na sobie.
    Udawaj... Od razu zrozumiał co dziewczyna ma na myśli. Ktoś zmierzał w ich kierunku i nie mógł ich rozpoznać.
    -Mam nadzieję, że wiesz co robisz.
    Ethan dobrze wiedział, że ludzie wstydzili się pokazywać publicznie uczucia a jeszcze bardziej wstydzili się na to patrzeć. Objął ją w talii i przycisnął mocniej do ściany swoim ciałem. Z perspektywy osoby trzeciej wyglądali na parę kochanków klejącą się do siebie w ciemny zaułku. Byli zbyt zajęci sobą by zwracać uwagę na strzelaninę.

    OdpowiedzUsuń
  88. Nie wątpił w jej słowa. Chociaż przez chwilę pomyślał, że to on powinien teraz ratować im tyłek, a nie ona. Cóż raczej to nie ona wydała go Hamiltonom skoro teraz próbowała wydostać ich stąd by nikt tego nie zauważył.
    Syreny policyjne ucichły, a więc było już po akcji. Sprawy musieli ucie, albo zostali złapani. Mógł tylko mieć nadzieję, że nie stracił swoich ludzi. A przynajmniej zbyt wielu...
    Ethan poczuł na sobie jej wzrok. Jakoś tak mimowolnie opuścił delikatnie głowę i spojrzał prosto w jej zielone tęczówki. Nie wiedział ile tak stali, ale poczuł się jak zahipnotyzowany. Nie potrafił oderwać od niej wzroku. Czuł jej ciepło, oddech, bliskość...

    OdpowiedzUsuń
  89. Wszystko podpowiadalo mu ze nie powinien się tak zachowywac zwłaszcza że Virgia miała być jego pracownica, a nie przygoda. Tyle, że on wbrew pozorom nie marzył o przygodach na jedną noc a ona zdecydowanie nie była tego typu dziewczyna. Powinien się odsunąć, ale dalej się w nią wpatrywal. Nie wiedział czemu ale zrobiło mu się gorąco chociaż ten wieczór nie należał do najcieplejszych.
    -A jak myślisz?- wyszeptal do niej jakoś mimowolnie przyciągając ja bliżej siebie.

    OdpowiedzUsuń
  90. Mógł sie odsunąć albo ja pocalowac takie były dwa wyjscia. Ale jakoś nie spieszylo mu się do podjecia decyzji.
    -Panno Coleman, nie przypominam sobie zęby pani coś brała, a mimo wszystko zrobiła sie pani przytulasna.
    Przestań się wyglupiac... Podpowiedział my glos w glowie. Nie powinien robić z nią takich rzeczy. Jest jej szefem.

    OdpowiedzUsuń
  91. Powiedzmy szczerze żaden facet nie przepuscilby takiej okazji zwłaszcza że kobieta sama się o to prosiła a prawda była taka że podobała mu się nie tyko z wygladu.
    -Jak sobie pani życzy. -Przysiagnal delikatnie jej głowę wkładając slinie między jej gęste wlosy. A potem ich usta się zlaczyly. Kiedy już zdecydował się na taki krok poszlo z górki i niewinny pocałunek zamienił się w długi i namietny.

    OdpowiedzUsuń
  92. Kiedy przerwała pocałunek nie bardzo ucieszył się z tego powodu. Jego wyobraźnią zadziała i to może zbyt bardzo. Bo gdyby nie byli teraz w jakimś zaulku tylko hotelu, jej mieszkaniu lub w jego domu na pewno dałby ponieść się emocja i nie skończyłoby się tylko na pocałunku.
    Dopiero teraz zdał sobie sprawę że dzięki niej się wyluzowal. Zdjął maskę gangstera i znów mógł być sobą.
    -To też bylo udawane?- Nie spytał tego złośliwie. Po prostu chciał wiedzieć. Wciąż wpatrywal się w jej oczy. Jeśli udawała trudno... Ale jeśli nie to wcześniej czy później wyląduje z nia w lozku....-I lepiej spsdajmy bo gliny zaczną zaraz weszyc.

    OdpowiedzUsuń
  93. Trochę się zdziwił kiedy go przyciągnęła do siebie, ale kiedy usłyszał jej słowa uśmiechnął się.
    -Moi ludzie są przygotowani na takie sytuacje. Wiedzą jak sobie poradzić. -Dostrzegł w oddali taksówkę. -Cóż samochód obiorę dopiero jutro więc... Pojedziemy taksówką. -Spojrzał na broń, którą jej dał. -Zatrzymaj ją sobie, ale następnym razem celuj skutecznie. -Powiedział to żartobliwym tonem i ruszył w stronę taksówki. Po chwili obrócił się w jej stronę. -No dobra to kim był ten facet? Nie chciałaś żeby cię poznał.

    OdpowiedzUsuń
  94. -Oni są w porządku. -Odparł bez zastanowienia. To była prawda. Byli to ludzie, którzy całe swoje życie poświęcili jego ojcu. Byli mu wdzięczni za szanse jaką od niego dostali i byli gotowi zasłonić Ethana nawet własnym ciałem. Ktoś na pewno ich sprzedał, ale nie był to żaden z obecnych tam ludzi. Aż tak by się nie narażał. -Ale między nami jest jakiś zdrajca... -Teraz szedł z nią ramię w ramię. -A więc chciałaś się całować po tym jak prawie straciliśmy życie? -Uniósł brwi do góry. -Boję się pomyśleć w jakich okolicznościach będziesz miała ochotę na seks. -Zaśmiał się. -A teraz powiedz prawdę. Kim on był? -Spoważniał nieco. Wiedział, że kłamie. Udawała do momentu, aż zaczęli się wpatrywać w siebie.
    Wyszedł nieco bardziej do przodu i zastawił jej drogę.
    -Daj mi swój telefon. -Odpowiedział poważnie nie spuszczając z niej wzroku. Zapadła chwila ciszy. -Nie będę ci przecież przeglądać wiadomości jak zazdrosny kochanek tylko chcę zadzwonić do ochroniarza, który nas osłaniał. A mój telefon się rozładował.

    OdpowiedzUsuń
  95. -Virgia ale się zrobiłaś nieprzyzwoita. Chyba dawno nie uprawiałaś seksu... -Sięgnął po telefon. -A powinnaś. Żyjesz w ciągłym stresie więc przydałaby ci się chwila relaksu.
    Odblokował telefon i wpisał numer. Nie czekał długo na odebranie połączenia.
    -Sprawdź kto oprócz nas wiedział o tej akcji. Wypytaj wszystkich... -Przez chwile słuchał w zamyśleniu. Mężczyzna coś mu opowiadał. Ethan kiwał głową. -Przywiozła go tu? Idiota... Jak tylko wrócicie to go... Och... Ktoś jeszcze? Rozumiem... Dobra sprawdź mi ją. Czy miała jakieś kontakty z nimi. Ja jestem w drodze do domu. -Odłączył się i podał jej telefon. Przez chwilę wpatrywał się w ziemię. Potem jakby nagle się ocknął. -Nasz diler nie żyje. Tak jak jeden z moich ludzi. Przed akcją nabrał ochoty na seks i pojechał do swojej dziewczyny. Przywiozła go tutaj... Suka mogła nas sprzedać.
    Za nim wsiedli to taksówki schylił się do kierowcy i kazał mu czekać. Oczywiście wręczył mu banknot więc taksówkarz nie narzekał. Kiwnął głową i odpalił sobie papierosa spokojnie czekając.
    -Musimy podjąć decyzję dokąd chcesz jechać. Bo do domu wrócić na razie nie możesz
    Nie była to żadna prowokacja z jego strony, ani nic podobnego. Po prostu myślał teraz racjonalnie i wiedział jak to wszystko co stało się w barze mogło wyglądać. Wiedział też, że teraz nie tylko on będzie na liście Hamiltonów.
    -Teraz naprawdę muszę dać ci ochronę. Wszyscy obecni w barze myślą, że jesteś moją kobietą. A co będą chcieli odebrać mi najpierw? Tak więc... Od teraz polują również na ciebie...

    OdpowiedzUsuń
  96. -Ja to wiem i ty też, ale oni nie... Myślisz, że uwierzą ci kiedy powiesz, że tylko udawałaś? -Znał się na tych sprawach i dobrze wiedział, ze jej nie odpuszczą. Wszyscy Hamiltonowie będą już wiedzieli, że przyszły następca pokazał się w towarzystwie jakiejś kobiety i zachowywali się jak para. Za pewne mają już ich zdjęcia... Miał tylko nadzieję, że już wkrótce usłyszy w wiadomościach o Amelii... -Nie możesz wrócić do mieszkania póki sprawy nie ucichną i nie zorientujemy się czy jesteś bezpieczna. Muszę znaleźć ci miejsce na tymczasowy pobyt. Mój brat ma motel, ale... Chyba nie masz ochoty słuchać po nocach jak przykładni mężowie zdradzają swoje żony... No i nie ma w zwyczaju nikogo wystawiać. Musisz żyć przynajmniej do urodzin bliźniaków bo obiecałaś że przyjdziesz mojej matce. -Zdobył się znów na lekki żart.

    OdpowiedzUsuń
  97. -Miałem dać ci ochronę od tak? Postaw się na moim miejscu. Sama widzisz, że wszyscy chcą mi wpakować kulkę w łeb. Mam wpuszczać do rodziny byle kogo? -Odszedł kilka kroków od niej i podniósł głowę do góry wpatrując się w niebo. Ciężko westchnął. -Virgia... -Opuścił głowę. -Chciałaś ochrony, dałem ci możliwość żebyś się wykazała. Powiedzmy, ze.. -Obrócił się teraz w jej stronę. -Jestem pod wrażeniem. Jeśli dalej chcesz współpracować i życie ci miłe powiedz mi gdzie chcesz się zatrzymać. Jakaś przyjaciółka? Może chcesz jechać do brata? Hotel? Ale tam będę musiał załatwić ci ochroniarza. Spokojnie wpakuję go do pokoju obok. -Podszedł kilka kroków bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  98. Traktowała go tak jak nie powinna była traktować kogoś takiego jak on żadna inna kobieta. Ale cholera przecież jak tak się złościła i stawała twardą kobietą podobała mu się. Miała w sobie to coś czego brakowało innym kobietą. Uśmiech znów pojawił się na jego twarzy.
    -Spokojnie... Mówiłem tylko o twojej pracy. No i to ty pomyślałaś o tym, że chcę cię zaciągnąć do łóżka. -Puścił jej oczko. -Nadajesz się do nas. Pokazałaś mi dzisiaj, a niestety wpadliśmy w takie a nie inne kłopoty. Teraz zaraz po mnie na ich liście jesteś ty. A kto wie może nawet na pierwszym miejscu. Ja też wolałbym odebrać im najpierw to co kochają.
    Spojrzał teraz na taksówkarza, który spokojnie odpalał kolejnego papierosa. Cóż dał mu sto dolców mogliby się tu teraz obmacywać w krzakach i facet by czekał jak potulny szczeniaczek przed sklepem.
    -A ja do ciebie, co? -Zaśmiał się. -Chciałabyś... Ale na razie mamy co innego na głowie. W takim razie zostaje ci hotel.

    OdpowiedzUsuń
  99. -Czy ty jesteś taka głupia czy tylko udajesz? -Teraz on się trochę zdenerwował. Do prawdy każdy widział w nim aż takiego potwora? Że jej życie miałoby mu totalnie zwisać. -Myślisz, że jak ktoś handluje dragami i jest synem największego gangstera to musisz wszystkich wykorzystywać do własnych celów? To wiesz co? Pomyliłaś się kurwa.
    Usiadł na ławce obok chowając twarz w dłoniach. Chyba musiał coś wziąć bo zaczynał się rozsypywać, a wolał jednak tego nie robić tutaj. Taksówka może i dostał zapłatę za posłuszne czekanie, ale nie za trzymanie gęby na kłódkę. Przetarł oczy i sięgnął do kieszeni po papierosa. Zorientował się, że zgubił w barze zapalniczkę. Podszedł więc do taksówkarza i odpalił papierosa zapewniając, że nie potrwa to długo.
    -Więc dokąd chcesz iść? -Wypuścił dym. -W twoim mieszkaniu nie będzie bezpiecznie. Z resztą jest blisko granicy Hamiltonów. Hotel nie, koleżanka nie to co mam cię do Meksyku wywieźć?

    OdpowiedzUsuń
  100. Na słowa wypowiedziane przez taksówkarza Ethan również otworzył szeroko oczy, a potem w duszy się zaśmiał. Najwidoczniej facet wkręcił się w ich rozmowę, a więc czemu by nie ciągnąć tego przedstawienia dalej tym bardziej, że Virgia była poirytowana co go nie ukrywając kręciło trochę.
    -Widzisz? Nawet obcy facet ma dość twojego gadania! Mówiłem ci za mało seksu! Ciągle tylko nie Ethan... głowa mnie boli... nie Ethan... mam rozstępy... nie Ethan... cuchniesz tytoniem... -Zaczął ją przedrzeźniać. -Ma pan rację! Ale bić jej nie będę bo nie wiem czy byśmy wyszli z tego żywy. Ma charakterek po teściowej. -Otworzył drzwi od taksówki. -Wsiadaj! Myślisz, że po co kupiłem łóżko wodne? Trzeba je ochrzcić. No co się tak patrzysz? Masz krzyczeć tak głośno jak chcesz bo mnie to podnieca bardziej. -Podszedł do niej i chwycił ją za łokieć delikatnie ciągnąc w stronę taksówki.

    OdpowiedzUsuń
  101. Taksówkarz zaśmiał się i odpalił samochód. Włączył licznik i obrócił się w ich stronę. Ethan właśnie wsiadł na kanapę z tyłu i poprawił marynarkę zerkając co chwila na Virgii.
    -To dokąd?
    -Sunset Street 56.
    -A bogata dzielnica. Pan ma tyle kasy, a ta jeszcze narzeka.... -Pokręcił głową. -Moja stara to samo... Haruje jak wół, wracam zmęczony, a ta drze się po mnie, że mam śmieci wyrzucić... Że znowu gorzałę piłem... A obiad jak zawsze przypalony bo seriale ogladała... -Taksówkarz najwyraźniej trzymał stronę mężczyzny.
    -I co pan robi wtedy? -Spytał rozbawiony Ethan.
    -Przez kolano, a potem od tyłu.
    Ethan wybuchnął śmiechem.
    -A ja ci kwiaty kupowałem... Mogłaś mi powiedzieć, że wolisz orgazm.
    -Jeśli mogę wtrącić... Nie będzie mi przeszkadzało jak zaczniecie tutaj. -Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  102. -Patrz pan przed siebie bo wypadek jeszcze spowodujesz. Może jest upierdliwa i za dużo gada, ale nikt nie będzie na nią patrzył kiedy robię jej dobrze.
    Nieco spoważniał. Przecież nie zamierzał się do niej dobierać przy tym starym zboczeńcu. Pewnie całe LA by wiedziało o tym, że facet z Sunset przeleciał swoją dziewczynę w taksówce.
    Oparł głowę o szybę i wpatrywał się jezdnię. Na jego twarzy pojawił się smutek co można było od razu zauważyć. Nie interesowały go widoki za oknem. Pogrążył się w swoich myślach... Dziś o mały włos nie zginął, a to był dopiero początek. Wszyscy pragną jego śmierci, albo chcą go posłać za kraty. Ufać może tylko niewielkiej grupie ludzi. Każdy dzień może być jego ostatnim. W każdej chwili może dostać kulkę w głowę i nawet nie zorientuje się co się stało. I co pozostawi po sobie? Tylko pusty dom, który zgarnie Jeremy i przehandluje za długi, wspomnienie, że prawie udało mu się być bossem mafii oraz zapłakaną matkę...
    Aż w końcu dojechali na miejsce. Wysiadł jako pierwszy.
    -Pani... -Zwrócił się do Virgii. -Chodzi chłop niewyżyty. Co pani chce, żeby inną obracał w biurze? Jest taka jedna rzecz... którą można w pełni zadowolić faceta...
    -Niech pan nie kończy. -Podał mu banknoty. -Dzięki za dobrą radę. -Zamknął drzwi i obrócił się w jej stronę. -Ostrzegam mam bardzo wygodne łóżko... -Zbliżył się do niej.

    OdpowiedzUsuń
  103. -W mojej sypialni mam normalne łóżko.
    Tak jak można było się spodziewać Ethan mieszkał na jednej z najbogatszych dzielnicy LA. Jego dom jednak znajdował się nieco dalej niż wszystkie inne. Na samym końcu ulicy. Kiedy stało się naprzeciwko posiadłości miało się wrażenie, że jest się w MTV Cribs... W domu jakiejś gwiazdy. Dom był nieduży, ale elegancki. Przed nim stały trzy samochody sportowe. Wszystko było ogrodzone wysokim żywopłotem. Po posesji biegały dwa dobermany. Z tyłu domu znajdował się basen, którym można było przepływać do krytego w środku domu.
    Ethan wcisnął jakiś kod i otworzyła się brama wejściowa. Potem to samo zrobił przy drzwiach wejściowych. Kiedy weszli do środka klasnął w dłoń, a światła zapaliły się ukazując eleganckie i nowoczesne wnętrze willi. Potem włączył alarm upewniając się, że wszystko jest zamknięte. Na przedpokoju wisiało mnóstwo zdjęć jego całej rodziny. Ojca, matki... Na jednym ze zdjęci Ethan przytulał dwójkę bliźniaków od Paula. Wszyscy wyglądali jak szczęśliwa rodzina.
    -Jeśli naprawdę nie masz ochoty jak to określiłaś dalej się w to bawić to lepiej przemyśl przez noc gdzie wyjedziesz.

    OdpowiedzUsuń
  104. -Nic ci się nie stanie jak podejmiesz decyzję rano. Chodź. -Ruszył na koniec przedpokoju. -Tutaj masz kuchnię. Więc jak zgłodniejesz możesz coś zjeść. Nie martw się nie mam w lodówce zamrożonej głowy modelki...
    Minęli salon i poszli schodami na wyższe piętro. Po prawej znajdowała się Ethana sypialnia. Ogromny pokój z ogromnym łóżkiem. Nieco zaciemniony. Oświetlała go tylko jedna mała lampka. Jednak nie udali się w jej stronę. Tylko w przeciwną. Na sam koniec korytarzu. Otworzył drzwi od nieco mniejszego pomieszczenia. Pokój choć był gorzej umeblowany niż reszta domu to i tak wyglądał lepiej niż nie jedno mieszkanie przeciętnej rodziny.
    -Wybacz za syf, ale czasami Jeremi tu mieszka i sprowadza dziewczyny... A tu jest łazienka. Rozgość się. Tylko nie otwieraj drzwi wyjściowych bo zacznie wyć alarm. Rano powiesz jaką podjęłaś decyzję. Czy odchodzisz czy zostajesz. Byle wczas rano bo mam ważną sprawę do załatwienia. Ktoś odwiezie cię na lotnisko... Chyba, że zostaniesz...

    OdpowiedzUsuń
  105. Zdziwił się jej pytaniem, ale mógł się spodziewać, że dziewczyna nie zapomni o tym tak łatwo. Stanął obok niej ramię w ramię wpatrując się w pusty pokój.
    -A dlatego ty chciałaś? -Spytał łagodnym tonem. -Zjawiasz się tak zupełnie nagle, wpadasz na mnie, zawracasz w głowie mojej matce i... -Machnął ręką urywając w połowie zdania. Miał wrażenie, że plecie głupoty. -Bo miałem na to ochotę. -Powiedział starając się by nie zabrzmiało to w jakiś sposób złośliwie.

    OdpowiedzUsuń
  106. -Nie... Poza tym gdybyś nie chciała tego mogłaś mnie odepchnąć. -Odparł jakoś tak bez entuzjazmu. W sumie ciągle w głowie miał dzisiejsze wydarzenia. Chociaż od dawna widział, że przymierzają się do tego by go zabić to jeszcze nigdy nie przekonał się o tym na swojej skórze, aż do dzisiaj, I wcale mu się to nie podobało. Ciągle o tym myślał nie potrafiąc wyrzucić z głowy złych myśli. Z resztą było po nim widać, że nie miał ochoty nawet na rozmowę i wyglądał na nieco przybitego. Dopiero teraz emocje opadły i pojął co mogło się stać.

    OdpowiedzUsuń
  107. -Nie... Poza tym gdybyś nie chciała tego mogłaś mnie odepchnąć. -Odparł jakoś tak bez entuzjazmu. W sumie ciągle w głowie miał dzisiejsze wydarzenia. Chociaż od dawna widział, że przymierzają się do tego by go zabić to jeszcze nigdy nie przekonał się o tym na swojej skórze, aż do dzisiaj, I wcale mu się to nie podobało. Ciągle o tym myślał nie potrafiąc wyrzucić z głowy złych myśli. Z resztą było po nim widać, że nie miał ochoty nawet na rozmowę i wyglądał na nieco przybitego. Dopiero teraz emocje opadły i pojął co mogło się stać.

    OdpowiedzUsuń
  108. Na prawdę nie miał ochoty na nic z takich rzeczy. Głowę miał zabitą gorszymi sprawami. Jednak kiedy pociągnęła go do siebie i pocałowała otworzył szeroko oczy próbując w ogóle zrozumieć co się stało.
    A potem? Cóż... Dał się ponieść emocjom.
    Oddał jej pocałunek z jeszcze większym zaangażowaniem niż wtedy w ciemnym i obskurnym zaułku. A potem jego dłonie powędrowały wzdłuż jej tali i zatrzymały się na biodrach.
    Zaczął całować ją po szyi i dekoldzie długi i namiętnie. Robił to tak jakby od zawsze byli parą, jakby to wszystko nie było dla nich obce. A potem spojrzał w jej oczy. Tak lubił to robić do tego już zdążył dojść sam.
    -Jeśli teraz nie przestaniemy to... Źle to się skończy dla nas...

    OdpowiedzUsuń
  109. -Uwierz mi chciałbym nawet seksu... -Przekręcił oczami i uśmiechnął się. Przycisnął ją troszkę mocniej do ściany, kiedy musnęła jego wargę. -A co będzie jak się zaangażuję? Zobacz w jakim stresie żyję... Mam chodzić jeszcze ze złamanym sercem?
    Owszem zdarzały mu się kiedyś za dawnych lat przygody na jedną noc, ale mówimy o studiach. Kiedy większość roku imprezował z bratem. Potem już chciał się ustatkować. Niestety kobiety w jego kręgach były zbyt... wulgarne. I lubiły dawać za koczyki czy buty.
    -A co boisz się ciemności? -Zbliżył nieco swoją twarz do jej.

    OdpowiedzUsuń
  110. -Oprócz mnie? -Zdziwił się. Nie wydawało mu się, że jest osoba, której mogliby się wszyscy bać. Owszem siał postrach pośród takich typków jak chłopak, który zginął w barze i słynął z nieobliczalności, ale jakoś nigdy się nad tym bardziej nie zastanawiał. -A cię takiego we mnie przeraża? -Miał ochotę znów ją pocałować, ale chciał usłyszeć jej odpowiedź. Jego dłonie powędrowały nieco bardziej do tyłu na jej lędźwie. -Znamy się dopiero drugi dzień. Zaczynam podejrzewać, że nie padałaś na mnie tam na pokazie dla ochrony tylko. -Zażartował oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  111. -Mógłbym... bo mam takie możliwości. Ale nie chcę cię skrzywdzić. Masz być sobą, a nie zgrywać kogoś kim nie jesteś. Najważniejsze to być szczerym chyba, nie? -Nie bardzo spodobało mu się to, że się go boi. Oczywiście nie był zły na nią, ale bardziej na siebie. W sumie teraz pomyślał jak musiał okrutnie wyglądać, kiedy tak traktował tych wszystkich ludzi, ale co miał zrobić? Musiał taki być by przetrwać w tym świecie. -W pracy jestem kimś innym. W życiu osobistym zupełnie inną osobą. -Więc przyznaj, że lecisz na mnie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  112. No to wpadłem po uszy pomyślał.
    Związek był teraz ostatnia rzeczą jakiej potrzebował. Wydawało się mu ze w jej przypadku jest tak samo.w końcu niedawno straciła faceta ...
    No ale kiedy usłyszał ze chce być jego poczuł się wyjątkowo. Przecież musiala go cholernie porzadac skoro była tego taka pewna. Albo udawać bo przez chwilę i tak pomyslal.
    Znów pocalowal ja namiętnie. Trwając tak w tym pocałunku posunął swoje dłonie pod hej pośladki i podniósł ją tak, że plecami opierała się ściany a nogami mogła objąć go w pasie.

    OdpowiedzUsuń
  113. Niechętnie znów przerwał pocałunek. Chciał trwać w tej chwili przez cały czas. Ale soojrzal na nią również odchylajac głowę.
    -Tam naprawdę byl jadowity waz. Chciałem mu pokazać jak ja się poczułem kiedy mu zaufalem a on mnie okradł. Ale nie pozwolilbym ci tam wlozyc ręki. Chociaż miałem przy sobie antidotum. To nie był bardzo jadowity wąż. -Zaczął ją całować namiętnie.

    OdpowiedzUsuń
  114. -Czekaj... Ja naprawdę nie mogę być teraz w związku... To niebezpieczne dla ciebie. A ja mogę zginąć w każdej chwili.
    Chciał ją całować, kochać się z nią ale przecież obiecał sobie ze nie bedzie zawracal sobie glowy kobietami póki nie zostanie bossem i nie uspokoi się wszystko. Wojna była teraz najważniejsza.
    -Skąd ta zmiana w tobie? -Coś ciągle nie dawali mu spokoju jakby przeczucie że cos jest nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  115. Kompletnie go nie zrozumiała, ale to co mówiła bylo prawda. Nie powinien jej całować tylko ze kiedy zaczął nie potrafił już przestać. Była dla niego jak kokaina im więcej brał tym więcej jej potrzebował.
    -I co zamieszkały razem a jak tu wpadną to zabija nas dwoje... - Oparł sie o ścianę. -Wiem powinien nie robić tego, ale to silniejsze ode mnie.Nie będę przykladnym mężem wiesz o tym. -Spojrzał na nią. -Chodź do sypialni mojej. Ja cos muszę jeszcze zrobić i zaraz do ciebie przyjdę.

    OdpowiedzUsuń
  116. Trudno na razie spruboje, pomyślał. Jednak pod żadnym względem postanowił się nie angażować. Nie żeby się nie chciał starać, ale wolał dmuchać na zimno. Bo owszem Virginia go krecila fizycznie i nie tylko. Podobał mu się jej styl bycia oraz to, że była taka inna niż wszystkie, które znał.
    -Idź do sypialni. Jutro pojedziemy na zakupy. -Zapewnił ją spokojnym głosem. -W życiu nie pozwolę żeby jakiś facet grzebal ci w bieliźnie... Ostrzegam jestem bardzo zazdrosny o swoja kobietę ... -To powiedział już nieco bardziej poważnie jakby chciał dac jej do zrozumienia, żeby lepiej pozostała wierna.
    Potem ruszył w stronę schodów upewniajac sie, że trafiła do sypialni. Zszedł do kuchni, przymknal za sobą drzwi tak by widzieć czy nie postanowiła go podsluchiwac i wyciągnął telefon. Zadzwonił do jednego z zaufanych ludzi.
    -Postaw kogoś pod jej domem i niech obserwują każdego kto się tam zjawi. I znajdź mi jej brata... To będzie moja karta przetargowa jeśli Virgia cos knuje...

    OdpowiedzUsuń
  117. Kiedy wrócił do sypialni Virgia już smacznie spała. Ethan musiał przyznać, że czuł się nieco dziwnie. Raczej nie sprowadzał kobiet do swojego domu, a już na pewno nie spały w jego łóżku. Ostatnim razem kiedy był z kobietą to była tylko jedna noc z jedną z modelek. Był pijany, naćpany i Paul go namawiał by sobie skorzystał skoro na niego leciała. Ale do siebie jej nie zabrał.
    Usiadł na łóżku i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią. Wszystko stało się tak szybko. Jeszcze parę dni temu nie miał żadnej kobiety i nawet o tym nie myślał by szukać, ale teraz spała obok niego taka prawdziwa...
    Zdjął swoją koszulę i spodnie od garnituru po czym poszedł się wykąpać, a kiedy wrócił położył się obok niej chociaż nie miał za dużo miejsca. Dał swoją rękę na jej brzuchu.
    -Hej przesuń się. -Wyszeptał jej do ucha. -Przesuń swój seksowny tyłeczek do przodu bo zaraz spadnę.
    Oczywiście Ethan obudził się pierwszy. Zszedł na dół, ubrał się, wyłączył alarmy i otworzył drzwi od jadalni z widokiem na piękny ogród po czym przyrządził śniadanie na szybko. Zwykłe tosty nic wymyślnego bo musieli z rana jechać tak jak obiecał na zakupy.
    Boże zaczynam naprawdę być jak mój ojciec, pomyślał. Bo tak mu się skojarzyło to, że będzie chodził za Virgii z tysiącem reklamówek, a ona będzie przymierzała kolejne ciuchy. Ale w jakiś sposób mu się to spodobało więc uśmiechnął się sam do siebie. Wtedy do domu wpadły jego dwa dobermany.
    -Co jest diabły? -Schylił się do nich i zaczął je głaskać.

    OdpowiedzUsuń
  118. Nim weszła do kuchni ostrzegły go o tym psy bacznie wpatrujące się w stronę wejścia w którym po chwili pojawiła się w jego koszulce. Kiedy się podwinęła widok okazał się znacznie przyjemniejszy niż myślał więc uśmiechnął się do niej i wstał z ziemi. Odsunął jej krzesło i rzucił krótko:
    -Siadaj.
    A potem nalał jej soku pomarańczowego do szklanki i sam zabrał się za jedzenie śniadania dość szybko jak to zawsze miał w zwyczaju robić bo ciągle się gdzieś spieszył.
    -Zawsze wstaję tak wczas. -Powiedział z pełnymi ustami popijając sokiem. -Siad. -Wydał polecenie psom. Posłuchały go od razu. -Pojedziemy do pobliskiej galerii przynajmniej nie spotkamy tam nikogo z Hamiltonów bo to nasz rewir. -Podzielił tosta na pół i rzucił psom. Wtedy na stół wskoczył niespodziewanie kot zupełnie pozbawiony sierści i otarł się o ramię Ethana. -Uciekaj stąd. -Przepędził go delikatnie. -Dałem za tego gnoja trzy koła... Za taką cenę powinien zmywać naczynia i robić pranie.

    OdpowiedzUsuń
  119. Początkowo trochę nie zrozumiał O czym ona gada? Otworzył oczy szeroko i patrzył na nią jak na ducha. Dopiero po chwili dotarły do niego jej słowa.
    -Co? Złocia? -Wybuchnął śmiechem aż się zakrztusił. -Chcesz żebym wysłał moich ludzi do twojego mieszkania po złotą rybkę? Jak ja im się potem pokarze na oczy? -Wciąż się uśmiechał. -No chyba, że oddasz mi jedno życzenie to mogę podjechać po nią później, ale ty zostaniesz tutaj.
    Wolał nie narażać ich dwoje... chociaż zaraz chwila co on robił? Chciał pojechać po tej akcji do jej domu żeby zabrać Złocię? Chyba mu odbiło... Albo stawał się już pantoflarzem, a przed tym ostrzegali go wszyscy. Dlatego po chwili dodał:
    -Mogę ci kupić przecież tysiąc takich.
    Wstał od stołu by zaparzyć kawy.
    -Poczekaj aż zobaczysz papugę... Paul kupił ją dzieciakom ale nikt się nią nie zajmował. Za czasów jak mieszkałem razem z Jeremim wzieliśmy ją razem, żeby rozbawiała towarzystwo... Nauczyła się trochę... nieładnych wyrażeń od nas... Anderson to prawdopodobnie najwulgarniejsza papuga na świecie.
    Jak na takie człowieka jakim był Ethan było to dość dziwne, że w jego domu było aż tyle zwierząt. Ale nie lubił pustych ścian, a do tej pory nikt z nim nie mieszkał na długo...
    -Po zakupach muszę pojechać do klubu sprawdzić jak idą interesy. Możesz zabrać się ze mną jeśli chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  120. W tle leciało radio i początkowo nikt na nie nie zwrócił uwagi. Jakaś kobieta śpiewała wolna miłosna piosenkę.
    -Dam ci pół godziny na ogarniecie się. Ciuchy musisz założyć te co wczoraj. Chwilowo nie mam nic z damskiej garderoby. Chcesz kawy?
    Usiadł obok niej przyglądając się jej zielonym oczom. Nie mógł się na nie napatrzec. A kiedy znów chciał ją pocalowac tak samo jak wczoraj wieczorem usłyszeli komunikat w radio.
    -Z najświeższych informacji. Wczoraj znaleziono okaleczona kobietę. Amanda H. lat 23 obecnie przebywa w szpitalu. Jej stan jest krytyczny. Ma odcięta dłoń rozciete usta oraz pocięte całe ciało. Policja podaje że została zaatakowana przez kogoś niepoczytalnego.

    OdpowiedzUsuń
  121. Kiedy usłyszał komunikat na jego twarzy pojawił się delikatny zarys uśmiechu. Dopiął swego... Zemścił się... A zemsta będzie jeszcze słodksza kiedy spotka po wszystkim Amelię i dowie się, że to on za tym stoi.
    -Właściwie to dałem czterdzieści by mieć pewność. -Oparł się o krzesło kiedy wyszła.
    Choć to co się stało było najgorszym aktem okrucieństwa i tam w szpitalu okaleczona dziewczyna leżała nieprzytomna walcząc o życie, on radował się jak nigdy przedtem. Podkręcił głośniej radio kiedy puścili piosenkę, a potem wyciągnął z kieszeni woreczek z kokainą i usypał z niej kreski czekając na Virgii.
    Zupełnie nie zwrócił uwagi no to jak zareagowała na ten komunikat. Liczyła się zemsta.

    OdpowiedzUsuń
  122. Kiedy usłyszał komunikat na jego twarzy pojawił się delikatny zarys uśmiechu. Dopiął swego... Zemścił się... A zemsta będzie jeszcze słodksza kiedy spotka po wszystkim Amelię i dowie się, że to on za tym stoi.
    -Właściwie to dałem czterdzieści by mieć pewność. -Oparł się o krzesło kiedy wyszła.
    Choć to co się stało było najgorszym aktem okrucieństwa i tam w szpitalu okaleczona dziewczyna leżała nieprzytomna walcząc o życie, on radował się jak nigdy przedtem. Podkręcił głośniej radio kiedy puścili piosenkę, a potem wyciągnął z kieszeni woreczek z kokainą i usypał z niej kreski czekając na Virgii.
    Zupełnie nie zwrócił uwagi no to jak zareagowała na ten komunikat. Liczyła się zemsta.

    OdpowiedzUsuń
  123. Spojrzał na nią znad stołu. Właśnie miał wciągnąć swoją działkę, ale powstrzymał się przez chwile.
    -Świętuje, a co? Ty też powinnaś. To chyba nic złego? Po zakupach pojdziemy na jakiś obiad. Musisz mi pomóc jeszcze z wyborem prezentu dla bliźniaków bo idziemy tam za dwa dni.

    OdpowiedzUsuń
  124. -Daj spokój... Chyba nie chcesz mi teraz robić o to scen?-Nic sobie nie zrobił z jej uwagi. Nie był przyzwyczajony do tego że ktoś pilnował go w tych sprawach. -Wyluzuj Virgia przecież nie będę po tym widział różowych słoni. Więc nie złość się. Zawsze możesz spróbować... -Spojrzał na nią zachęcajaco. -Nie chcesz świętować sukcesu swojego faceta?

    OdpowiedzUsuń
  125. Kompletnie nie rozumiał czemu tak się tego czepia przecież byli ze sobą dopiero od wczoraj a ona już się wtrąca. Jednak wcale nie oznaczało to że był na nią zły. Cieszył się wręcz obsesyjnie ze Amelia dostała za swoje i chciał to jakiś uczcic. Wiedział że nie był to powód do dumy ale on byl z siebie dumny.
    -Nie złość się już tak. -przewrócił oczami. -Dobrze ... -westchnął - żeby nie było ze Ethan jest takim złym potworem...-zgarnal proszek do ręki i wysypal go do zlewu. Faktycznie ostatnio przesadzal.. A nie chciał przecież pójść w ślady braci.
    -Gotowa? Jedziemy?

    OdpowiedzUsuń
  126. Kompletnie nie rozumiał czemu tak się tego czepia przecież byli ze sobą dopiero od wczoraj a ona już się wtrąca. Jednak wcale nie oznaczało to że był na nią zły. Cieszył się wręcz obsesyjnie ze Amelia dostała za swoje i chciał to jakiś uczcic. Wiedział że nie był to powód do dumy ale on byl z siebie dumny.
    -Nie złość się już tak. -przewrócił oczami. -Dobrze ... -westchnął - żeby nie było ze Ethan jest takim złym potworem...-zgarnal proszek do ręki i wysypal go do zlewu. Faktycznie ostatnio przesadzal.. A nie chciał przecież pójść w ślady braci.
    -Gotowa? Jedziemy?

    OdpowiedzUsuń
  127. Dla Ethana wszystko to było zupełną nowością. Kobieta w jego domu, wspólne śniadania, pocałunki i inne rzeczy typowe dla ludzi w związku. Nawet zaczynało mu się to podobać jednak najlelsze było to że jakaś kobieta należała tylko do niego i nikogo innego.
    Poszedł za nią do samochodu. Kiedy do niego wsiedli nim przekrecilv kluczyk przysunal się do niej i powiedział :
    -Czyżbyś miała ochotę na seks?

    OdpowiedzUsuń
  128. -A co będzie jak już nie wytrzymam? -Przekręcił kluczyk w stacyjce. W tym samym momencie rozległ się dźwięk jego telefonu. -Wybacz muszę odebrać. -Sięgnął do kieszeni. -Tak? Muszę coś załatwić teraz. Ważnego. Tak będę w klubie wieczorem. -Jego oczy rozszerzyły się na twarzy pojawił się zarys uśmiechu. -Spotkamy się tam wszyscy. Wejdzie od strony zaplecza. -Odłożył telefon i ruszył spod podjazdu. -Wieczorem musimy pojechać do klubu. Paul dowiedział się kto powiadomił Hamiltonów o naszym pobycie w barze. To była dziewczyna jednego z naszych...
    Wyjechał na główną ulicę. Galeria znajdowała się zaledwie piętnaście minut od jego osiedla więc podróż upłynęła całkiem szybko i przyjemnie.
    -Dobra teraz ty tutaj rządzisz. -Weszli do środka.

    OdpowiedzUsuń
  129. -A co będzie jak już nie wytrzymam? -Przekręcił kluczyk w stacyjce. W tym samym momencie rozległ się dźwięk jego telefonu. -Wybacz muszę odebrać. -Sięgnął do kieszeni. -Tak? Muszę coś załatwić teraz. Ważnego. Tak będę w klubie wieczorem. -Jego oczy rozszerzyły się na twarzy pojawił się zarys uśmiechu. -Spotkamy się tam wszyscy. Wejdzie od strony zaplecza. -Odłożył telefon i ruszył spod podjazdu. -Wieczorem musimy pojechać do klubu. Paul dowiedział się kto powiadomił Hamiltonów o naszym pobycie w barze. To była dziewczyna jednego z naszych...
    Wyjechał na główną ulicę. Galeria znajdowała się zaledwie piętnaście minut od jego osiedla więc podróż upłynęła całkiem szybko i przyjemnie.
    -Dobra teraz ty tutaj rządzisz. -Weszli do środka.

    OdpowiedzUsuń
  130. -Spróbować na barze? -Zdziwił się. Jakoś nie wyobrażał sobie, żeby jego kobieta pracowała w klubie ze striptizem nawet jako zwykła barmanka. -Przestań nie musisz pracować. Ale zaraz czekaj czekaj... Ty pewnie jesteś zazdrosna o te modelki? -Podekscytował się nieco. -Nie martw się nie sypiam z nimi, a ty masz fajniejsze cycki niż one wszystkie razem wzięte.

    OdpowiedzUsuń
  131. -Pogadamy o tym innym razem. -Skomentował krótko temat jej pracy w barze. Jakoś nie bardzo miał ochotę by pilnowała go podczas pracy. Zwłaszcza, że w klubie często spotykał się z typkami o których Virgia nawet nie pomyślałaby, że mogliby istnieć. No i te kobiety... ciągle się do niego kleiły.
    -Wydała nas Hamiltonom. Była podstawiona... Musi zapłacić za swoje. -Zaparkował pod klubem. -Jeszcze jedno. -Złapał ją za rękę kiedy mieli wysiadać. -Cokolwiek tam się stanie to tylko interesy. Rozumiesz?
    Weszli do środka. Ethan szedł nieco bardziej w przodzie. Wszystkie pracownice już tam był. Prawie nagie, pomalowane mocno i idealnie zaczesane. Oczywiście wszystkie spoglądały wyłącznie na Ethana i witały się z nim uśmiechem, skinieniem głowy, a nawet posyłały mu całusy. Każda z nich marzyła o tym by stać się kiedyś panią Ferguson. Wszystkie wzdychał do niego, a nawet potrafiły się o niego pobić oczywiście w niewiedzy szefa bo straciłyby pracę. Nikt temu się nie dziwił w końcu Ethan był najprzystojniejszy z całej rodziny i nie tylko...
    W szczególności jedna z modelek miała ogromne nadzieję na związek z nim. Zwłaszcza, że była jedną z nich wszystkich, która spędziła z nim noc.
    -Cześć Ethan. -Podeszła do niego dotrzymując mu kroku. Virgia została za ich plecami. Uwiesiła się jego ramienia. Wszystkie modelki wpatrywały się w nią z zazdrością. Spytała go dlaczego nie zadzwonił i czy chce to powtórzyć.
    -Wracaj do pracy Lisa.
    Ethan otworzył drzwi od swojego biura i przepuścił w nich Virgii. Potem wszedł do środka zaraz za nią i zamknął je przed nosem modelki. Podszedł do Virgii i jedną ręką objął ja w pasie przyciągając do ciebie. Znaleźli się bardzo blisko siebie.
    -Za nim przejdziemy do interesów...-Pocałował ją tak władczo jak jeszcze nigdy wcześniej. Jakby chciał tym podkreślić, że to co przed chwilą mówiła modelka nie miało dla niego znaczenia, bo Virgia należała do niego. -Chcę zobaczyć jak leży na tobie nowa bielizna.

    OdpowiedzUsuń
  132. -Tak. Teraz. -Odparł stanowczo.
    Popchnął ją na biurko dość mocno aczkolwiek nie w taki sposób by miało jej się coś stać i posadził Virgii na nim nie przestając całować namiętnie w usta. Jego dłonie błądziły po całym jej ciele. Jedną wsunął pod jej obcisnął bluzkę, którą podciągnął do góry tak by widzieć jej nowy stanik. Zupełnie zapomniał o tym, że na zapleczu czeka na nich ważna sprawa. Tak bardzo pożądał jej w tej właśnie chwili, że stracił kompletnie głowę.Nie usłyszał też jak właśnie stamtąd otwierają się drzwi i wychodzi do nich ochroniarz.
    -Ekhm... Wszyscy czekają. -Odchrząknął aby zwrócić na siebie uwagę.
    Ethan odsunął się od Virgii spoglądając w jej oczy. Jakoś nie bardzo przejął się obecnością Roba.
    -Nie uczyli pukać? Mam wam przeprowadzić szkolenie z zakresu bhp? -Jego ton wcale nie brzmiał łagodnie. Teraz w pomieszczeniu znów stał ten Ethan, który nie znosi sprzeciwu i bierze sprawy w swoje ręce.
    -Wybacz szefie.

    OdpowiedzUsuń
  133. -To kurwa pukaj następnym razem. -Odsunął się od niej całkiem, ale nim obrócił się do Roba puścił jej oczko na znak żeby się nie przejmowała.
    Po chwili weszli na zaplecze. Widok taki tam zastali nie należał do najprzyjemniejszych. Stał tam Paul oraz Jeremy. Był jeszcze jeden czarnoskóry ochroniarz, a Rob zamykał właśnie drzwi na klucz. Po lewej stronie stał okrągły stolik, na którym była wysypana kokaina. Na środku pomieszczenia na krześle siedziała związana dziewczyna w wieku może dziewiętnastu lat. Miał na sobie brudną od swojej krwi sukienkę. Była pobita i posiniaczona. Pod nosem zaschły jej stróżki krwi. Jej makijaż był rozmazany.
    -A ta czego tutaj? -Paul kiwnął w stronę Virgii. -Po cholerę ją tu przyprowadzasz?
    -Zamknij się. Nie po to tu przyszliśmy. -Ethan wziął krzesło i usiadł naprzeciwko dziewczyny. -To ty jesteś tą dziewczyną, która nas wystawiła i przez którą zginęli moi ludzie? -Zapalił papierosa.
    Kobieta załkała głośno. Błagała o wybaczenie, o to by ją wypuścili a nic nie powie i zniknie z LA.
    -Pora ją ukarać Ethan... Tak jak karze się takich jak ona. -Paul nachylił się nad stolikiem i wciągnął dwie kreski kokainy.

    OdpowiedzUsuń
  134. Paul wydał rozkaz by dwójka osiłków przytrzymała ją. Sam podszedł do niej i ściągnął z niej majtki. Podsunął sukienkę na wysokość ud, a potem zaczął rozpinać swój rozporek. Dziewczyna wrzeszczała, wołała o pomoc... Nikt nic z tego sobie nie robił. To pomieszczenie było przygotowane na tego typu rzeczy. Nie mógł usłyszeć jej nikt.
    Ethan siedział na krześle zupełnie nieporuszony. Dym z jego papierosa roznosił się w powietrzu. Wpatrywał się w całą tą scenerię bez najmniejszego zmrużenia oka. Takie było prawo. Mężczyzn, którzy ich sprzedawali bito oraz poniżano przez kilka dni podtrzymując ich jak najdłużej przy życiu. Dla kobiet mieli inne sposoby... Zazwyczaj gwałt nie kończył się ze strony pojedynczego faceta. Taką kobietą zajmował się każdy kto tylko chciał... Tylko tak można było ją złamać, poniżyć by poczuła się niewarta niczego.

    OdpowiedzUsuń
  135. -To tylko interesy. -Wyszeptał do niej.
    Paul zanim przeszedł do rzeczy podszedł jeszcze do stolika by wciągnąć kolejne dwie kreski. Jeremy zrobił to samo. Starszy brat otworzył butelkę wódki i rozlał ją do trzech szklanek. Ethan wstał z krzesła i wziął od niego jednego z drinków. Ochroniarze wciąż przytrzymywali przerażoną dziewczynę, która nie przestawała błagać o litość.
    -Za rodzinę. -Paul wzniósł toast, a potem trójka braci wypiła wódkę do dna. Rozlał po kolejnym drinku. -Każdy kto spróbuje nas skrzywdzić i zdradzić zapłaci za to słono.
    Ethan odstawił pustą szklankę na stół lekko krzywiąc się. Paul zawsze pił jakąś ohydną wódkę za która nie przepadał, a do tego dosypywał do niej kokainę. Dobrze, że Virgia o tym nie wiedziała bo znów suszyłaby mu głowę.
    -Ethan może ty pierwszy? -Paul spojrzał na brata. -W końcu to ciebie wystawiła.

    OdpowiedzUsuń
  136. -Pomóż mi... Proszę cię... -Dziewczyna skierowała teraz swoje prośby w stronę Virgii. -Nie pozwól im błagam cię.
    -Niech się dziwka zamknie. -Ethan rzucił rozwścieczony. Jeden z ochroniarzy uderzył ją w twarz.
    Paul wciąż zachęcał go by zrobił to jako pierwszy. Jeremy był nieco niepocieszony, ze znów będzie musiał czekać na swoją kolej jak ze wszystkim.
    -Dzisiaj bawisz się sam. -Skomentował krótko spoglądając na Virgii.
    -Przez tą sukę? Tak? -Paul podszedł do Ethana. -Słuchaj pieprzysz ją to ją pieprz nie wtrącam się... Ale chyba ci kurwa za dobrze zrobiła, że teraz odmawiasz. Jak chcesz ja się nią zajmę, a ty pokaż tej szmacie co czeka każdego za zdradę. -Kiwnął na dziewczynę.
    To co potem zrobił Ethan zaszokowało wszystkich. Jeremy wrzasnął, dziewczyna przestała płakać i pisnęła, a ochroniarze podskoczyli nerwowo.
    Ethan zamachnął się i z całej siły uderzył swojego brata pięścią prosto w nos, z którego momentalnie polała się krew. Paul prawie przewrócił się na ziemię, ale podtrzymał się stolika obok na którym była rozsypana kokaina.
    -Nienawidzę twojej żony, ale zawsze ją szanowałem. -Podszedł do niego chwytając go za koszulę. -Dlatego dobrze radzę ci szanować również moją kobietę. Przypominam ci, że to ja tu jestem szefem. I jeszcze jedno nigdy mi nie rozkazuj.
    Potem Ethan podszedł do Virgii.
    -Jak chcesz możesz go kopnąć prosto w jaja.

    OdpowiedzUsuń
  137. O dziwno nie zwracając uwagi na nikogo z obecnych objął ją, a po chwili odsunął głowę by na nią spojrzeć i namiętnie pocałować. Nie był to zwykły krótki pocałunek bo trwał kilka dobrych chwil. Podczas niego przesunął swoje dłonie na jej pośladki. Zupełnie tak jakby tu nikogo nie było. Oczywiście nikt z wyjątkiem Paula nie ośmielił się nawet spojrzeć w ich kierunku.
    A potem jak gdyby nic osunął się od niej. Jego brat wycierał krew spod nosa. Za pewne był złamany, ale od ilości koki jaką wciągnął nie czuł nawet bólu.
    Jeremy jako najmłodszy brat chciał załagodzić sytuację. Polał im wódkę i kazał wypić na zgodę. Choć niechętnie oboje zrobili to bez słowa.Potem zwrócił się do Virgii. -Zaraz stąd idziemy.
    -Wiesz, że nie możesz jej wypuścić. Wiesz to! Musi zostać ukarana.
    Paul miał rację. Jeśli pozwoliłby jej odejść i nawet jeśli mówiłaby prawdę związaną z tym, że ucieknie jak najdalej by ją nie znaleźli to tak by na pewno się nie stało... Bo odszukali by ją... Potraktowali zacznie gorzej, a do tego naraziłaby całą rodzinę bo za dużo wiedziała.
    -Trzymaj ją. -Kiwnął głową w stronę Paula i zaczął do niej podchodzić.

    OdpowiedzUsuń
  138. Ethan chociaż miał teraz zamiar ukarać dziewczynę dobrze widział co zrobiła. Wiedział też, że pewnie znajdzie sobie w Jeremim bratnią duszę bo choć był idiotom to był dobrym człowiekiem. A Ethan jako jego straszy brat zawsze starał się by wyszedł na prostą. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że przecież w wódce było mnóstwo kokainy. Nim zacznie działać lepiej żeby stąd wyszli bo nie wiadomo co odbije Virgii.
    Wyciągnął broń, odbezpieczył ją i wymierzył w swoją ofiarę. Dziewczyna rzuciła się mu pod nogi błagając by jej nie zabijał. Cała się trzęsła. Łzy kapały na podłogę jak krople wody z kranu. Poczołgała się w jego stronę i objęła go w pasie błagając. Śmierć była przecież dla niej czymś lepszym niż gwałt. A nie ukrywając gwałt również skończył by się nią..
    -Patrz mi w oczy. PATRZ MI W OCZY KURWA! -Wrzasnął na cały głos.
    Dziewczyna podniosła się z ziemi, ale wciąż klęczała. Płakała jak małe dziecko, ale wypełniła jego polecenie. Ethan przyłożył jej broń do czoła.
    -Zaoszczędzę ci bólu i upokorzenia.

    OdpowiedzUsuń
  139. -Bł...Bła... Błagam... -Poprosiła jeszcze ostatni raz mając nadzieję, że może teraz to wszystko zmieni. Ethan spojrzał na Virgii. Zdziwiło go jej zachowanie. Teraz kompletnie nie przypominała siebie. Ale musiał zrobić to co nieuniknione. Znów skierował wzrok na dziewczynę.
    To był ułamek sekundy.
    Po zapleczu rozniósł się huk wystrzału.... Jej martwe ciało podało na ziemię, a wokół głowy momentalnie utworzyła się czerwona kałuża. Zapadła długa cisza. Jeremy oparł się o ścianę. Pierwszy raz widział roztrzaskaną od kuli głowę. Był to paskudny widok.
    Ethan ruszył w stronę wyjścia. Po drodze wcisnął broń Paulowi w taki sposób, że brat pod wpływem jego pchnięcia odsunął się o krok do tyłu. Chwycił Virgii za rękę i pociągnął mocno zatrzaskując za nimi drzwi. Zamknął je od strony biura tak by nikt mu nie przeszkadzał i posadził ją na krześle.

    OdpowiedzUsuń
  140. -Zamknij się. -Odparł zimnym tonem. Był nieco rozdrażniony jej zachowaniem. Ale przecież to nie jej wina, że się tak zachowywała. W końcu nie była przyzwyczajona do picia i ćpania w jednym. -Nigdy nie pij nic w towarzystwie póki ja ci nie zaproponuję tego drinka rozumiesz? -Nachylił się nad nią tak, że ich twarze znajdowały się pod siebie oddalone o kilka centymetrów.
    Musiał ją jeszcze wiele nauczyć nim w świecie gangsterskim jeśli miał w ogóle zacząć myśleć o niej poważnie. Bo na razie była tylko jego kobietą... Nie miłością. Bo nie kochał jej. Przecież prawie w ogóle się nie znali, a on postanowił nie angażowac się póki dobrze jej nie pozna. Chociaż fakt faktem był taki, że nie była mu obojętna i chciał żeby coś z tego wyszło. Coś poważnego.
    -Gratuluję właśnie wypiłaś dwie działki koki. Zadowolona? To co chcesz jeszcze porozwalać dziewczynką łby?

    OdpowiedzUsuń
  141. -A nie szanuję cię? -Zbliżył się jeszcze bardziej. -Gdybym tego nie robił pozwoliłbym nie raz cię skrzywdzić. Nie wciągałaś tylko piłaś. -Pociągnął ją za rękę by wstała. Musieli jakość przejść przez klub pełen klientów i rozebranych kobiet, a Virgia nie bardzo się do tego nadawała. -Była w wódce... -Potem westchnął i jakoś przeszły mu wszystkie nerwy na nią. -Dobrze zabiorę cię. Tylko staraj się iść prosto i się mnie trzymaj.
    W domu zaprowadził ją do sypialni. Co prawda były nikłe szanse, ze pójdzie spać po kokainie, ale przynajmniej nie będzie się plątała. Posadził ją na łóżku i po chwili wrócił z szklanką wody.
    -Masz napij się. Do dwóch godzin wszystko zejdzie... I poczujesz się do dupy... -Usiadł obok niej podając jej szklankę. -Może spróbuj się przespać? Ja opróżnię ci szafkę... Musimy upchać gdzieś tą stertę ciuchów. -Dopiero teraz zauważył, że ma na swojej koszuli krople krwi tamtej dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  142. -No co ty robisz? -Niby się zaśmiał chociaż nie miał tak naprawdę humoru. Potem zaczął rozpinać swoją koszulę. Nie będzie przecież siedział w brudnej. Zdjął ją z siebie i rzucił w jej stronę jakby chciał jej oddać. Potem opadł na łóżko czując zmęcznie przez wszystko to co dziś się stało, ale nie zamierzał iść spać. Po prostu był wykończony psychicznie i chciał chwilę poleżeć. -Siadaj. -Odparł obojętnie. -Albo się przebierz w coś seksownego co ci kupiłem... Może ta fajna krótka sukienka?

    OdpowiedzUsuń
  143. Oczywiście kiedy zaczęła się przebierać zerknął na nią, ale nie na długo po wylądowała obok niego. Musze pamiętać, żeby nigdy nie dawać jej kokainy, pomyślał nieco rozbawiony. Zachowywała się jak dziecko, a może nawet gorzej. Cóż będzie musiał to przeczekać.
    -Ja? No co ty... -Skłamał. Nie chciał okazywać słabości. Czasami już tak po prostu miał. Potem sam obrócił się na bok i podparł głowę o swoją rękę. -Też sobie zrób. O tutaj. -Wskazał na jej podbrzusze. Dokładnie przyglądał się jej ciału jakby chciał zapamiętać każdy szczegół.
    -Po co ze mną jesteś? -Spytał bezpośrednio spoglądając w jej oczy. Zastanawiało go czemu taka dziewczyna chciała być z kimś takim jak on. Przecież od początku powtarzała, że dziwką nie jest więc nie chodziło o seks ani pieniądze. Więc o co?

    OdpowiedzUsuń
  144. -I nie przeszkadza ci to kim jestem? Virgia... Zabiłem przed chwilą człowieka, a ty zachowujesz się jak gdyby nigdy nic. -Zaczął bawić się jej kosmykami włosów. -Nie żebym narzekał, ale nie wyglądałaś na kogoś takiego. -Przez chwilę zamyślił się.
    Sam nie wiedział co skrywało wnętrze tej dziewczyny. Ale tak jakoś podświadomie czuł, że miała jakaś tajemnicę. Może wcale nie była w żadnym gangu? Nie wiele wiedziała o zasadach w takim świecie. Aczkolwiek potrafiła sobie w nim poradzić. Była zaradna i to mu się podobało. Zwłaszcza wtedy w barze kiedy pozbyła się w mgnieniu oka dziewczyny.
    -Nic o tobie prawie nie wiem... Co stało się z twoimi rodzicami? Mówiłaś, że nie żyją. Od jak dawna? -Teraz zaczął smyrać ją delikatnie po ramieniu.

    OdpowiedzUsuń
  145. -Mądra dziewczynka. -Uśmiechnął się.
    Widział, ze chyba nie chce chętnie o tym rozmawiać więc postanowił, że wrócą do tego za jakiś czas. W końcu jeśli miało coś z nich być więcej to chciał wiedziec coś o jej życiu. A jeśli ten ktoś kto ich zabił wciąż chodził na wolności należało go ukarać.
    -A twój brat? Powiedz mi coś o nim. -Spytał tylko tak by ją sprawdzić bo dobrze już wiedział jaka była prawda. Znaleźli go, wiedzieli gdzie mieszka, gdzie posyła do szkoły dzieci i jak wygląda jego żona. To było banalnie proste.
    Jego dłoń zjechała nieco bardziej na jej dekolt, ale wciąż wpatrywał się w jej oczy. -Co w ogóle lubisz robić? No tak wiesz w wolnym czasie... Jakie masz marzenia?

    OdpowiedzUsuń

  146. -W nerwach człowiek plecie głupoty... Chcesz pojechać razem zobaczyć bobasa jak już się urodzi? -Spytał na prawdę na powaznie. -Pewnie by się ucieszyli na twój widok. Mogę cię zawieść.
    Czemu nie pomyślał. Przecież byli razem, na razie wszystko wskazywało na to, że będą dalej bo ani ona ani on nie chcieli się rozstawać. Jak dla niego była interesująca i całkiem inna niż wszystkie. Wtedy po raz pierwszy pomyslał, że mogłby ją pokochać.
    -Jared Leto? No nie! Teraz robię się zazdrosny... -Jego twarz rozpromieniła się tak samo jak i jego humor. -To co ma Jared lepsze niż ja? -Teraz jego dłoń powędrowała na pierś Virgii. Nie dotykał jej całej lecz lekko smyrał. -Tylko zimne? Może chcesz spróbować inne? -Zaśmiał się. -Akurat masz okazję.

    OdpowiedzUsuń
  147. -W jakim wieku są jego dzieciaki? Poczekaj aż poznasz moich bliźniaków. Pokochasz ich. Wszyscy śmieją się, że mają charakter po mnie a nie po ojcu i że Jane chyba pomyliła braci w sypialni, ale nie martw się nie są moje. Jane mnie nienawidzi. -Rozgadał się. -To możemy tam polecieć. Na parę dni. Wynajmiemy pokój w jakimś hotelu, żeby im nie zawracać głowy.
    Kiedy podziwiała jego tatuaże przez chwile zamknął się. Właściwie zrobił je sobie niedawno i była pierwszą kobietą, która mogła oglądąc je w całości.
    -Może robimy tutaj napis Virigia? -Zażartował pokazując na wolne miejsce na żebrach.
    -Możemy poczekać aż ci przejdzie... -Jego dłoń tym razem powędrowała na jej bok. -Ale jak co ja nie narzekam na nudności...

    OdpowiedzUsuń
  148. -Jane wini mnie za wszystko bo to ja mam być bossem. Dlatego kiedy Paul ją zdradza i spędza noc w domu jakiejś dziewczyny ona myśli, że jest u mnie... Obwinia mnie za wszystko co złe spotyka ich małżeństwo. Ciągle to ja jestem ten zły... A ja cholera przecież nie jestem niczemu winny sam go proszę by nie zdradzał jej. Ale Paul już tak ma... Musi zaliczyć każdą...
    Patrzył na nią z takim pożądaniem jak nigdy przedtem. Chciał się z nią kochać, chciał by była wpatrzona tylko w niego. By nie widziała poza nim świata.
    -Całował cię ktoś tam kiedyś? -Spojrzał na jej majtki. -Spokojnie na tym się skończy. Seks będzie innym razem. -Puścił jej oczko. -No wiesz kolacja, wino, róże i te sprawy... I bez koki. -Dodał pospiesznie naczepiając palcem o jej majtki. -Nie musisz nic robić. Wystarczy, że będziesz leżeć. -Delikatnie naciągnął majtki, ale tylko trochę by się nie zezłościła. -Nic ci nie będzie... Zawsze ma się nudności po wódce Paula. Ale nie porzygasz się jeśli o to chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  149. -Zgadzam się... Ale właśnie traktuje ją dobrze... To samo dzieciaki. Tylko nie potrafi być wierny. Ciebie też chce przelecieć. -Przysunął się do niej. -Ale prędzej go zabiję niż to zrobi.
    -No więc jak całował cię tam ktoś? -Powtórzył pytanie. Już było jasne, że jej nie odpuści i oczekuje odpowiedzi. -Chcę je zdjąć z ciebie. Zobaczyć jak tam wyglądasz. -Przeszył ją swoim wzrokiem. -Góry też możemy się pozbyć...
    Sam zdziwił się, że aż tak bardzo jej pragnął, ale dlaczego miałby tego nie robić? Tak dawno nie miał kobiety, a ona cholernie go kręciła.

    OdpowiedzUsuń
  150. -Oczywiście że tak. -Prawie położył się na niej i zaczął ją niemętnie całować. Chociaż sam wypił wódkę od Paula i był pod wpływem kokainy w niej zawartej to nie odczuwał tego tak mocno jak Virgia. Jednak musiał się pilnować by nie stracić panowania. Nie chciał się z nią kochać tylko dlatego, że uległa pod wpływem kokainy. Ale czemu by nie mieli inaczej się zabawić? Na razie tylko ona czerpała z ich związku korzyści. On też chciał mieć z tego coś przyjemnego.
    Przywarł do niej całym swoim ciałem. Jego dłoń delikatnie chwyciła za majtki i zsunęła je do kolan.
    -Nie bój się nie zrobię nic czego nie będziesz chciała.

    OdpowiedzUsuń
  151. -Tylko lubisz? -Pocałował ją w szyję i zaczął dobierać się do jej stanika by go odpiąć. -To co będziesz robić z kimś kogo kochasz? -Zdjął stanik i spojrzał na jej piersi. Nie mógł oderwać od nich oczu. -Tak mi się wydaję, że nie oddam cię już nikomu. -Pocałował ją w prawą pierś zaciskając swoje dłonie na jej pośladkach. -To czemu wcześniej kłamałaś? Co? -Przycisnął ją mocniej do łóżka.

    OdpowiedzUsuń
  152. -Bo chciałaś mnie? -Zdziwił się. Nie uwierzył. Zazwyczaj był ostrożny do ludzi. Musiał taki być skoro miał zostać głową rodziny. Ale chciał by myślała, że połknął haczyk. Jednak coraz bardziej coś tu nie grało. -To co takiego mówili? -Jego jedna dłoń z pośladka powędrowała wewnętrzną stronę uda bardzo blisko jej kobiecości... -To dlaczego tu jesteś? -Wyszeptał jej do ucha. -Bo raczej nie za sprawą wymyślonego faceta, który zginął przez ciebie? -Przesunął dłoń jeszcze bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  153. Jakoś nie wszystko co mówiła mu pasowało. Będzie musiał to sprawdzić. Kto wie może nawet wyśle kogoś do gangu w Chicago. Nic dziwnego że był taki podejrzliwy. Nie chciał by jakaś kobieta zrujnowała życie jemu i jego rodzinie.
    Bo zdawał sobie sprawę, że ich układ czy związek był dziwny. Żadne z nich nie kochało drugiego. Obje się pożądali i zakładał, że jeśli w końcu się prześpią ze sobą wszystko minie i każde rozjedzie się w swoją stronę.
    -Nie tylko mnie chce ktoś zabić. -Wyszeptał jej do ucha.
    Podniósł się nagle i gwałtownie. Cały czas patrzył w jej oczy. Rozchylił jej uda kładąc się między nimi na jej nagim ciele. Przycisnął ją delikatnie swoim ciałem do łóżka, a potem zaczął namiętnie całować. Od ust przez szyją aż do brzucha.

    OdpowiedzUsuń
  154. Całował ją delikatnie muskając jej skórę swoim językiem. Jakby chciał skosztować każdy centymetr jej ciała. Schodził coraz niżej i niżej, aż w końcu pocałował ją właśnie tam... Długo, czule i namiętnie. Językiem dotykał każdy jej kobiecości. Trwało to naprawdę długo. Może dłużej niż powinno, ale jemu to nie przeszkadzało. Chciał by było jej dobrze, by czuła się wyjątkowa. A potem podniósł się nieco spoglądając na jej nagie piersi.
    -Na dzisiaj ci wystarczy. Nie możesz dostać od razu wszystkiego bo ci się znudzę. -Puścił jej oczko i odgarnął do tyłu swoje włosy, które opadały mu teraz na twarz i znów nachylił się nad nią. Bardziej zasugerował się jej słowami, kiedy powiedziała, ze i on nie dostanie wszystkiego od razu. -I jak? -Spytał przysuwając się do niej. -Było ci dobrze? Dalej masz nudności?

    OdpowiedzUsuń
  155. Położył się obok niej obejmując ją w pasie. Ledwo powstrzymywał się żeby nie wybuchnąć śmiechem. Nie złośliwie oczywiście, ale zrobił to celowo. Chciał by nie szczytowała. Dzięki temu będzie jeszcze bardziej go pragnąć. Oczywiście w głowie wyobrażał sobie jak robią znacznie bardziej... odważniejsze rzeczy i miał nadzieję, że kiedyś staną się rzeczywistością.
    -Nie złość się tak, maleńka. -Klepną ją w pośladek. -No co? Trzeba było nie wypinać. -Zaśmiał się szczerze. -Jak mi powiesz, że mnie kochasz to ci dam jeszcze więcej przyjemności. Tylko nie kłam. -Przyciągnął ją do siebie tak by widzieć jej twarz.

    OdpowiedzUsuń
  156. -Będę się starał, żebyś to powiedziała szybciej. -Nie skłamał. Na prawde zamierzał się starać. To było dziwne, ale zależało mu na niej. I zdał sobie właśnie teraz z tego sprawę.
    Obrócił się na plecy i wpatrywał jakiś czas w sufit. Znów czuł że zyje, że może być szczęśliwym człowiekiem, a nie tylko potworem, który zabija dla interesów.
    -Zgłodniałaś? A może masz ochotę na spacer z psami po okolicy? -O dziwo nie tylko takie intymne rzeczy były mu głowie. Chciał też robić z nią normalne... Takie zwyczajne które tez mogły ich zbliżyć do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  157. Zerknął na nią i nieco wytrzeszczył oczy. Tego się nie spodziewał, ale widocznie Virgia nie należała do tego typu kobiet, które mogły czekać.
    -Łooo film porno na żywo. -Oparł się łokciami o łóżko by się jej lepiej przyjrzeć. -A chciałem być romantyczny z tym spacerem to widzę, że to przestarzałe w tych czasach. Ale chętnie popatrzę na twoje przedstawienie. -Poruszał brwiami do góry.

    OdpowiedzUsuń
  158. -Nie przeszkadzaj sobie. -Wpatrywał się w nią. W każdy jej centymetr nagiego ciała. Był podniecony i to bardzo, ale jakoś tak wewnętrznie wiedział, że i tak nie skończy się to seksem. Chociaż Virgia była coraz bardziej odważniejsza.
    -To masz jeszcze te nudności? -Spytał zaczepnie.

    OdpowiedzUsuń
  159. Po tym wszystkim pocałował ją jeszcze namiętnie w usta, ale nie długo. Potem przyłożył swoją dłoń do jej policzka i wpatrywał się w jej oczy. Była piękna, kiedy tak leżała.
    -A ja mam być taki niedopieszczony? -Powiedział po cichu. -Słabo coś dbasz o tego swojego faceta.

    OdpowiedzUsuń
  160. -No wiesz co? -Obrócił się plecami do niej. -W takim razie będę musiał obracać jakieś na boku bo moja kobieta to samolub. -Skomentował krótko. Cóż jakoś będzie musiał to przeżyć. Jeszcze będzie mnie prosić, żebym to zrobił ponownie, pomyślał.
    A potem jakoś tak poczuł straszne znużenie. Było już bardzo późno i mieli za sobą okropny dzień, a jutro czekała ich impreza. Zgasił więc lampkę i zamknął oczy. Usnął nawet nie wiedząc kiedy.

    OdpowiedzUsuń
  161. Ethan spał wyjątkowo dobrze tej nocy i nawet nie obudzil się wczas rano jak to miał w zwyczaju. Obrócił się słysząc wibracje które nagle ucichly.
    -Kto dzwonił?-Spytał przecierajac zasypane oczy. Sięgnął na zegarek. Była już jedenasta więc piderwal się z łóżka.
    -Cholera miałem zrobić tort!

    OdpowiedzUsuń
  162. -Nie nie nie... Obiecałem że sam upiekę i tak potrafię. Zdziwiona?-Nachylil się nad nią bardzo blisko jej twarzy. -Chodź będę potrzebował twojej pomocy a mamy tylko 3 godziny... -Pocalowal ja u usta czule. I niespodziewanie odsunal pościel. Spoglądajac na jejnagie ciało. -Wstawaj wstawaj piekna. I nie przejmuj się wczorajszym wieczorem. Trochę zaszalalas to wszystko-Jakby podświadomie wiedział że jest jej z tym zle. -Będę już cię pilnował. Chodź...-wyciągnął do niej dłoń.

    OdpowiedzUsuń
  163. Objął ją deliaknie w pasie i poprowadzil do ciuchów które jej kupił. Wygrzebal szlafrok i założył na ja.
    -Chcoiaz trochę musisz mi pomóc. Aaaa! Prawie bym zapomniał.... -Zachęcił ją by zeszła z nim do kuchni. Tam na stole stało dziwne prostokątne pudełko przykryte materiałem. Odsłonił je i ich oczom ukazał się akwarium w którym plywala złota rybka Virgii. -Wiem byłem przeciwny ale zanim usnelas napisalem że mają ją przywieźć. No i oto jest twoja zlocia. Tylko kretyn dał mi ją w kubku po kawie z mc Donalda bo zbil twoja kulę więc kupiliśmy nowe akwarium. Jutro pojedziemy jej po kolegów jeśli chcesz .

    OdpowiedzUsuń
  164. -Dobrze czekam na ciebie. Ja powiem Złoci moje życzenie. -Uśmiechnął się do niej. Może nazywanie rybki bylo dziecinne ale podobało mu się w jej wykonaniu.
    Oczywiście kiedy poszła się myć przygotowal jakieś kanapki i kawę bo wydawało mu się ze Virgia nie może dojść do siebie po wczorajszym. Miał ochotę cos wziąść ale postanowił ze dziś tego nie zrobi i dziwne było to że pomyślał i tym że zrobi to dla niej. Potem zabrał się za pakowanie prezentów i czekał na nią.

    OdpowiedzUsuń
  165. -Ostrzegam cię są nieobliczalni. Więc to ty będziesz się im tłumaczyła kim jesteś. Nie musisz się bać ojca nie będzie. Jest na jakiejś ważnej delegacji i nie mógł przylecieć, żeby nie obrazić klienta więc znów zostałem głową rodziny. Mamę już znasz i najwidoczniej świetnie się dogadujecie... -Spojrzał na nią. -Na Jeremiego nie zwracaj uwagi bo to idiota i nie słuchaj nic co mówi na mój temat. On żyje jeszcze czasami kiedy razem imprezowaliśmy... Paul będzie chciał cię zaliczyć bo ciągle szuka okazji do zdradzenia swojej żony. A z kolei ona... Lepiej przywyknij do tego, że będzie się mnie czepiała na każdym kroku. Jestem przecież tym co demoralizuje jej kochanego męża.
    Impreza urodzinowa była w domu Paula. Jak można było się spodziewać posesja była ogromna, trawa idealnie przystrzyżona, na tyłach domu basen, na jednym z drzew domek dla dzieci i wielki plac zabaw. Na podjeździe stały dwa eleganckie samochody. Czarny suv i białe kombi na rodzinne wypady. Obok nich leżały dwa malutkie rowerki. Już z daleka dzieci wypatrzyły swoich gości.
    -Wujek Ethan! -Bliźniaki rzuciły się w jego stronę.
    -Co jest moje urwisy?! -Schylił się by ich wyściskać. Za pewne nikt w tym momencie nie powiedziałby, że mógłby być kimś innym... bezwzględnym gangsterem i przyszłym bossem mafii.
    -Kiedy zabierzesz nas do Disneylandu? -Spytał Zack.
    -Jak wasza mama mi pozwoli. -Uśmiechnął się do niego.
    -Mama mówi, że nie możemy jechać z tobą bo masz złych kolegów. -Powiedział nieśmiało Nick.
    -Ja mam złych kolegów, a ona brzydkie koleżanki. -Puścił do nich oczko rozbawiając ich.

    OdpowiedzUsuń
  166. -Dzień dobry! -Przywitali się jednocześnie. -Babcia mówiła też, że to twoja dziewczyna. -Pokazał palcem na Virgii.
    Ethan zaśmiał się głośno.
    -Więc jej nie przestraszcie bo mi ucieknie. -Spojrzał na nią.
    -Miałam nadzieję, że cię jednak nie będzie. -W przedpokoju stanęła jego bratowa Jane. Nigdy nie przepadali za sobą. Może dlatego, że Paul kiedy ją zdradzał zawsze zganiał winę, że nie będzie go na noc w domu bo musi załatwiać coś z Ethanem. Więc kobieta w końcu go znienawidziła. Obarczając winą za wszystkie małżeńskie kłótnie.
    -Też cię kocham, Jane. -Wyszczerzył zęby w sztucznym uśmiechu.
    -Złamałeś nos mojemu mężowi.
    -A ty mi serce... -Zażartował. -Chodź Virigii. -Zachęcił ją machnięciem ręki, a potem podszedł do niej i objął ją w pasie.
    Wtedy na przedpokój wyszedł Paul z opatrunkiem na nosie. Nie wyglądał na pocieszonego.
    -Wszystko gra? -Szepnął jej do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  167. Jane wpuscila ich do środka a sama zmierzyła męża wzrokiem. Uwierzyła jej bo wiedziała jaki jest. Na stole stała już zastawa i wszystko było przygotowane. Wyjasnila tylko że mama zle się czuje po chemii i nie ma siły zejść po schhodach. Ethan jednak zachcowal zimna krew. Wziął Vigrii za rękę i zaprowadził ją na górę do sypialni mamy.
    -Nie mam sił nawet się podnieść. A na poduszce były już pierwsze włosy... -Dopiero teraz zauważyła Virgii. -Przyprowadziłeś ją? Jak dobrze. -Uśmiechnęła się. -Musisz się nim opiekować Virigii... Bo mnie niedługo zabraknie.
    -Mamo nie wygaduj takich głupot. -Chciał ją pocieszyć.
    -To prawda... Jedyna kobieta, która kocha cię ponad całe życie odejdzie i kto będzie z tobą? Ty też musisz się zająć Virgii...

    OdpowiedzUsuń
  168. -Mamo my... -Chciał powiedzieć, że nie są w aż takim zwiazku i raczej nie będą. Popatrzył na Virgii nieco smutny. Jakoś tak wewnętrznie czuł ze ona nie czuje do niego kompletnie nic... Jest tylko seksowny dla niej... Postanowił ze poruszy tą sprawę wczesniej czy później. Ale jakoś nie miał serca tego zrobić mamie więc nie powiedział prawdy. -Nie martw się o nas... Powinnaś tera pomyśleć o tym jak zejść na dół.
    -Nie dam rady. Wytłumacz im to...
    -Sama nie. -Osunął kołdrę na bok. -Złap się mojej szyi.
    -Co ty wyprawiasz? -Zdziwiła się jednak pozytywnie. Ethan wziął ją na ręce.
    -Jak nie dasz rady zejść to ja cię zaniosę.
    -Ale jak ja wyglądam? Okropnie.
    -Daj spokój. Wyglądasz ślicznie

    OdpowiedzUsuń
  169. -Mamo my... -Chciał powiedzieć, że nie są w aż takim zwiazku i raczej nie będą. Popatrzył na Virgii nieco smutny. Jakoś tak wewnętrznie czuł ze ona nie czuje do niego kompletnie nic... Jest tylko seksowny dla niej... Postanowił ze poruszy tą sprawę wczesniej czy później. Ale jakoś nie miał serca tego zrobić mamie więc nie powiedział prawdy. -Nie martw się o nas... Powinnaś tera pomyśleć o tym jak zejść na dół.
    -Nie dam rady. Wytłumacz im to...
    -Sama nie. -Osunął kołdrę na bok. -Złap się mojej szyi.
    -Co ty wyprawiasz? -Zdziwiła się jednak pozytywnie. Ethan wziął ją na ręce.
    -Jak nie dasz rady zejść to ja cię zaniosę.
    -Ale jak ja wyglądam? Okropnie.
    -Daj spokój. Wyglądasz ślicznie

    OdpowiedzUsuń
  170. Ethan wytrzeszczyl tylko oczy kiedy to powiedziala a potem rzucił w niezbyt dobrym humorze:
    -Oszczędź tych szcczegolw nie każdego one obchodzą...
    Jednak pani Ferguson kompletnie się nie przejęła jego złym komentarzem.
    -O czyli stara się o wnuki? -Pocalowala go opiekuńczo w policzek. Taka już była rodzinną i bardzo kochała wsZystkich bez wyjątku. A wnuków zawsze marzyła mieć całe mnóstwo.
    -Nie staram się. I nie będę. -Odparl zimno.
    Kiedy dołączyli do reszty blizniaki pobiegly do babci radośnie. Potem był tort, prezenty i główne danie. Mimo wszystko atmosfera była udana. Jeremy najwyrazniej polubił Vigrii, Jane nawet byla dla niej mila, ale sZukała byle pretekstu by dopiec Ethanowi oczyqiscie on nie pozostawał jej dłużny

    OdpowiedzUsuń
  171. Cała imprezę ja bacznie obserwował i jedyne co wywnioskowal to to że go unika jakby nie chciała tu być może nawet być z nim. Nie umiał tego rozgryźć a przez sytuację z matką miał wogole czarne myśli.
    Kiedy poszła na taras odczekal chwile i ruszył zaraz za nią zabierając ze sobą drinka. Oparł się o barierki obok niej i przez dłuższą chwilę milczał. Sam nie wiedział jak zagadać. W końcu dotknął ją lekko w przestanie zakuja dłonią jakby chciał ją posmyrac i uśmiechał się do niej.
    -Zalujesz? -spytał spokojnie. -Wczorajszego wieczoru? I swojej decyzji ze chcesz być moja?

    OdpowiedzUsuń
  172. -Tak mam nie równo pod sufitem... -Przekrecil oczami. -Pytam poważnie. Zachowujesz się jakoś dziwinie. Mówisz przy mojej matce takie rzeczy.... Nie musi wiedzieć ze sypiasz nago i tak mi się podoba. Wiem że jest zakręcona ale głupio mi się robi kiedy tak mówisz do niej. To moja matka nie kolega.

    OdpowiedzUsuń
  173. Ethan obrócił się w jej stronę stawiajac drinka na bariere.
    -Spialem się tak bo jesteś... Pierwsza kobieta jaką przedstawiłem matce... To wszystko. I może podałem się z tym do ojca bo on nie lubi okazywać uczuć i przy nim byś tak nie mogła powiedzieć... -Był zupełnie szczery. -I nie wiem sam chyba mi na tobie zależy...

    OdpowiedzUsuń
  174. Tego się już kompletnie nie spodziewał. Początkowo zaczął mówić starając się przerwać jej pocałunek:
    -Ale... Wszyscy... Na nas.... Patrzą...
    A potem jakos już przestał się tym przejmować. Przycisnaj ja do siebie i oddał namiętnie i mocno pocałunek. Kompletnie się zapomniał gdzie jest i co robi. Może i było to za szybko ale przecież chciał by była szczęśliwa by miała wszystko to o czym marzy.
    -Fuuuuj oni się celują!-wrzasnely blizniaki.

    OdpowiedzUsuń
  175. -Fuuuj jesteś jesteś cały brudny od tortu.-Ethan pokazałblizniakowi język. Reszta imprezy przebiegła spokojnie. Mama poszła spać wcześniej. Jeremy poprosił Ethana czy go nie podrzuci do domu żeby pijany nie wracał na nogach. Oczywiście ten się zgodził. Jeremy mieszkał blisko więc po chwili w samotności wracali pusta droga prosto do.domu Ethana.
    -I jak ci się podobało? - Spytał już nieco bardziej wyluzowany. -A kiedy ty mi okarzesz uczucia? Co? Jakoś tak nigdy Nie pytasz o mnie o to co lubię albo czym się interesuje. -Spytał spokojnym głosem. On przecież interesował się jej rodzina, przeszłością, jej marzeniami tylko ona ciągle unikala takich rozmów.

    OdpowiedzUsuń
  176. -Tak? Wszystko wiesz? To o lubię jeść? Albo robić w wolnym czasie? -Spytał spoglądając na nią. -A widzisz nic nie wiesz. -Nie mówił tego złośliwie. Wciąż się uśmiechał. -Nigdy nawet nie spytałaś o imiona dzieciaków. Nigdy nie spytałaś czego raka ma moja mama. -Ethan był bardzo spostrzegawczy i ciężko było przed nim cokolwiek ukryć. -A ja wypytywałem i nawet chciałem odwiedzić twoją rodzinę. Bo pewnie Emma już urodziła? Nawet nie pochwaliłaś się co... Wygląda jakby była ze mną dla jakiegoś jednego celu... Chociaż wiem, że zaprzeczysz, że tak nie jest bo taka nie jesteś. I wiem, że mówiłaś do mnie, że jak masz ze mną spać to już na zawsze... Więc o co tu chodzi bo ja się trochę gubię... Czuję się jakbym grał główną rolę w jakimś przedstawieniu. -Zerkał co chwilę na nią. -I teraz zaczynam pleść bez sensu bo się stresuje... Naszą rozmową. A to nie jest normalne w moim przypadku.

    OdpowiedzUsuń
  177. -Dobra czemu od razu się tak złościsz? Jutro cię gdzieś zabiorę. Zobaczysz coś z mojego normalnego życia czym się prywatnie zajmuję, a nie tylko gangsterka, kokaina i dziwki... Chyba naprawdę powinienem przełożyć cię przez kolano dać klapsa w tyłek a potem porządnie przelecieć, wiesz? Bo przysięgam, że kiedy to zrobię to...
    I wtedy zobaczył radiowóz policyjny oraz policjanta, który machał mu ten zjechał na bok. Ethan mimowolnie zwolnił, obserwując mężczyznę.
    -Ja pierdole za dużo wypiłem zabierze mi prawko. -Wiedział, że nie przekupi policjanta bo nie miał nawet przy sobie gotówki, a lepiej żeby ten nie grzebał w bagażniku... Była tam nielegalna broń. -Kurwa. Idiota. Mogłem cię słuchać i nie jeździć po alkoholu. Kurwa. Kurwa. Kurwa. -Uderzał pięścią w kierownicę. A potem nagle przyszło mu coś do głowy. Sięgnął po koc leżacy na tylnym siedzeniu i zwinął go podając Virgii. -Wsiać to pod brzuch. No już szybko. Szybko. -Zatrzymał samochód.

    OdpowiedzUsuń
  178. -Jak się nie uda możesz mnie zabić. -Wyszpetał, kiedy mężczyzna podchodził do nich.
    -Dobry wieczór. -Policjant schylił się nad samochodem.
    -Dobry wieczór, panie władzo. -Ethan uśmiechnął się. Był świetnym aktorem nawet teraz.
    -Będzie kontrola. Proszę wysiąść. Jechał pan krzywo.
    -Czy to konieczne? Żona właśnie zaczęła poród. -Kiwnął na Virgii. -Odeszły jej wody i bardzo nam się spieszy.
    Mężczyzna zajrzał do srodka.
    -Ma skurcze co jakiś czas. To nasze pierwsze dziecko i oboje jesteśmy przerażeni. Wie pan jak to jest... Ledwo prowadzę samochód, ale żona powiedziała, że mam ją zawieść osobiście. Jak się czujesz kochanie? Bardzo boli?
    -Pamiętam jak moja żona rodziła pierwsze... Ale się wtedy trząsłem.... Dobra odeskortuję was pod szpital. Jedźcie za mną.
    Oczywiście Ethan zgodził się na to i powoli ruszył samochodem za radiowozem. No cóż będą mieli najwyżej nocną przejażdżkę przed położeniem się do łóżka. Jechali powoli, a on wyglądał na wyjątkowo rozbawionego. Bo owszem bawiła go ta sytuacja i zachowywali się jak jacyś nastolatkowie, którzy uprowadzili rodzicom auto. A potem niespodziewanie położył Virgii rękę na kolanie.
    -Moglibyśmy mu uciec, ale złamiemy mu serce. Facet jest pomocny. Więc... -Jego dłoń zaczęła wędrować między uda Virgii. -Zajmij mnie czymś przez ten czas nim dojedziemy.

    OdpowiedzUsuń
  179. Ethan jednak miał wyjątkowo dobry humor przez całą tą sytuację więc zasmial się tylko i położył dłoń spowrotem między jej uda tym razem jednak palcami zahaczyl lekko o krawędź jej majtek.
    -Daj spokój już tak nie wczuwaj się do swojej roli. Przecież mowilas że lubisz robić takie rZeczy z dreszczykiem emocji. Więc na co czekasz?- musiał przyznać że kiedy się zloscila wyglądała strasznie seksownie i jakiś nie potrafił się na nią wsciekac.

    OdpowiedzUsuń
  180. -Owszem jestem. I właśnie dlatego się we mnie zakochasz bez opamiętania. -Naciągnął jej bieliznę by mieć lepszy dostęp i delikatnie wsunął tam dłoń. Zaczął ją tam masować uśmiechając się pod nosem w dziwny sposób. Po części cieszyło go, że jednak mu uległa, a z drugiej strony tez był rozbawiony całą tą sytuacją z policjantem. -Nie żebym nalegał, ale wciąż czekam na coś z twojej strony. -Spojrzał na nią ukradkiem zapominając całkiem, że pod chwilą jeszcze się kłócili. Albo raczej ostro wymieniali zdania.

    OdpowiedzUsuń
  181. -Ani mi się śni przerywać. -Poruszał dłonią coraz szybciej i szybciej. Potem przesunął dłoń nieco głębiej wsuwając delikatnie swojego palca do środka. Teraz jego ruchy były nieco mocniejsze. Sam też był bardzo podniecony chociaż miał nadzieję, że w końcu i ona zacznie coś robić.
    -Szybciej się zakochasz niż myślisz. -Musiał w końcu przyznać się sam przed sobą, że na prawde tego chciał. By go kochała. By była gotowa wskoczyć za nim w ogień. Zauważył już w oddali szpital. Przyspieszył więc swoje ruchy mając nadzieję, że nie będzie musiał tłumaczyć się policjantowi, że próbuję sprawdzić rozwarcie...

    OdpowiedzUsuń
  182. -W domu powtórka. -Pocałował ją niespodziewanie w policzek.
    Wtedy zatrzymali się przed szpitalem.
    -Poradzi pan sobie czy pomóc panu? -Spytał policjant podchodząc do ich samochodu. Bacznie obserwował Virgii. -Bo chyba żona strasznie cierpi... -Spojrzał na jej rozgrzane ciało.
    -Damy rade. Bardzo panu dziękuję.
    -Powodzenia i gratulacje. Życzę żeby dziecko było zdrowe.
    -Dziękujemy. -Pomachał policjantowi na do widzenia, a potem pociągnął Virgii w stronę szpitala. Na korytarzu widząc ciężarną kobietę podeszła do nich z wózkiem inwalidzkim pielęgniarka, ale właśnie w tym samym momencie Ethan wyjął jej spod sukienki koc i wybuchnął głośno śmiechem. Pielęgniarka wyglądała na zdezorientowaną. A on pociągnął Virgii za rękę w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Po chwili znaleźli się na tyłach szpitala. Objął ją w pasie i głośno się śmiejąc przycisnął do zimnej ściany.
    -Wiesz, że jesteś równie popieprzona jak ja? -Musnął swoimi ustami jej dolną wargę.

    OdpowiedzUsuń
  183. -Coś byś wymyśliła wtedy i uratowała swojego faceta. -Pocałował ją w usta. Dłońmi zjechał wzdłuż jej talii zatrzymując na udach, a potem podciągnął jej sukienkę i opuścił nieco majtki znów przykładając swoją dłoń w jeszcze wilgotne i rozgrzane miejsce. Stracił nad sobą panowanie i chciał jej coraz więcej i więcej... Całował ją wzdłuż szyi i ramionach. Trwało to dość długo. Za długo zwłaszcza że w każdej chwili ktoś mogł ich przyłapać. -Pragnę cię... -Wyszeptał jej do ucha. -Wracajmy do domu... bo jeszcze cię tutaj przelecę...

    OdpowiedzUsuń
  184. Oczywiście Ethan od razu zauwazył jej przerażenie. Coś musiało nie grać skoro bała się takich rzeczy. Ale objął ją w pasie i wcale nie był zły z tego powodu. Będzie musiał poczekać. Zaczął prowadzić do samochodu by pojechać do domu.
    -Spokojnie... -Powiedział łagodnym tonem. -Niech będzie jutro -Pocałował ją jeszcze. Kiedy wsiedli do samochodu i byli już blisko jego posiadłości spytał:
    -Virgia...Czemu się tak tego boisz? Ktoś cię skrzywdził? Nie żebym nalegał... chcę tylko wiedzieć, żeby nie zrobić niczego czego nie chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  185. -i do jutra się z tym oswoisz ?-Spytal trochę podejrzliwie.-Zrobimy to kiedy i jak będziesz chciała.
    Wrócili do domu, ale Ethan nie zamierzał jeszcze iść spać. Wyjął butelkę z whiskey oraz colę i rozlał im po drinku. Usiadł na kanapie, a w tle leciała telewizja. Jakaś komedia romantyczna na którą nawet nie zamierzał zwracać uwagi. Oparł głowę o oparcie i zamyślił się.
    -Chodź tutaj. -Poklepał miejsce obok siebie. -Nie będę się do ciebie dobierał bo stracę panowanie. No chyba, że będziesz chciała.

    OdpowiedzUsuń
  186. Po prostu objął ją i chciał tak posiedzieć. Czuć jej bliskość, jej ciepło. Zachowywać się tak jakby się kochali, jakby byli w stanie oddać za siebie życie. I przez tę właśnie jedną chwilę tak się poczuł. Może i był jednym z najokrutniejszych ludzi w LA, ale miał więcej uczuć niż mogło się wydawać.
    -Będę wtedy najtrzezwiejszym pod słońcem człowiekiem. -Przyłożył dłoń do swojego serca na znak ze obiecuję. -A jaka druga zasada?

    OdpowiedzUsuń
  187. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  188. -Wiem wiem bez kokainy też. -Przekrecil oczami. -Ja też mam jedną zasadę. Masz się dac ponieść emocjom a nie spinac. -Przesunął ją bliżej siebie. -No dobrze a co lubię jeść? Jaki jest mój ulubiony film i o czym marzę? Twojego marzenia też nie znam bo unikasz tego pytania. Więc o czym marzysz co chcesz od życia?

    OdpowiedzUsuń
  189. -Lubisz jeść lody te zimne i filmy z Jaredem. -Wyszczerzyl żeby w usmiechhu. -Coś tam jednak wiem... Chcesz gdzieś wyjechać? No wiesz na wakacje. Teraz mam trochę luzu, ale za dwa tygodnie muszę polecieć gdzieś z ojcem... Chce mnie przedstawić nowym klientom... To ważna sprawa więc... Przydałby mi się wypoczynek przed tym. Gdzie zawsze chciałaś pojechać?

    OdpowiedzUsuń
  190. -Więc lećmy tam w ten weekend. -Sam nie wiedział czemu tak do niej wypalił z tym wyjazdem ale miał ochotę przy niej robić rzeczy jakich nigdy do tej pory nie robil.-No co nie chcesz się zbliżyć do siebie ? Romantyczny weekend w Paryżu... Może być fajnie.
    Prawda była taka że chciał z nią gdzieś pobyć zuplenie sam z dala od wszystkich problemów. Poznać ją lepiej i przekonać się czy aby na pewno jest ta na którą tyle czekał.

    OdpowiedzUsuń
  191. -Jak to kto? No ja. -Sięgnął do drinka do drinka i wypił go do dna. -Chodzi ci o twojego faceta? Że go nie kochalas? Wiesz... Mam wrażenie że ciągle z czymś kłamiesz. -Nie chciał tego powiedziec złośliwie. Po jego dobrym humorze nie został już nawet cień a on posmutnial. Chciał mieć w życiu chociaż jedną osobę która byłaby wobec niego szczera. Niestety kłamali wszyscy... Nawet jego matka z tym jak się czuje.

    OdpowiedzUsuń
  192. -Wcale nie jest powiedziane ze sie dogadany. Ale jeśli nam się ulozy i będziemy dalej chcieli być ze sobą to zalatwie ci jakąś fajną pracę i będziesz miała pieniądze na te swoje kobiece wydatki. -Zmusił się do uśmiechu ale jakoś nie potrafił znów się tak rozbawic jak wcześniej. -Nie wiem czemu się nie zloszcze na ciebie o to... Może nie potrafię. Pewnie jeśli kiedyś mnie oklmiesz to się wsciekne, bo w końcu już jesteśmy razem ale wtedy byłem ci zupełnie obcy. Teraz już chyba jest inaczej prawda? -Sięgnął po następnego drinka.-Odkąd mam przejąć te całe interesy więcej pije...

    OdpowiedzUsuń
  193. -Moja kobieta nie będzie pracować za barem w klubie z dziełami. -Zaprotestował od razu. Jakoś nie wyobrażał sobie tego. -Pomyślimy o twojej pracy. Na jutro mam juz plan. Chcę cię gdzieś zabrać pokazać ci czym zajmuje się dla siebie a nie dla rodziny. -Dopiero teraz uśmiechnął się na myśl o tym. Ale zaraz potem przypomniał sobie o swoich obowiązkach... -Widzisz Vigria... Kiedy już będę bossem to... Życie tych wszystkich ludzi nie tylko mojej rodziny ale i tych którzy dla nas pracuja będzie zależeć od moich decyzji. jeśli popelnie błąd mogę wywołać kolejną wojnę albo stracić sojuszników. Ojciec chce to zrobić po śmierci mojej matki...

    OdpowiedzUsuń
  194. -Odpowiedzialności chyba nie... Bardziej tego że stanę się kimś całkiem innym... Bezwzględnym potworem którego już nic nie powstrzyma. -Moglo się wydawać ze juz taki był ale wcale tak nie było przecież. -Powiedzieli mi że dają jej pół roku... Jeśli nie będzie przerzutow...

    OdpowiedzUsuń
  195. -Narazie nie ma ale z reguły tak trzustki to koniec... Czasami nie wiem który ja to ten prawdziwy. -Był całkowicie szczery. Gubil się już w swoich dwóch twarzach. Raz był kochacym synem a raz zabijał z zimną krwia.-Ale jakoś przy tobie czyje się całkiem inaczej. Jak ktoś nie wiem... Nowo narodzony?-Spojrzał w jej oczy. Poczuł między nimi naprawdę jakąś więź taką która trudno było wytumaczyc więc szybki opuścił głowę. Miał się nie angażować bo przecież z góry założył ze złamie mu serce.

    OdpowiedzUsuń
  196. -Ty musisz pierwsza...-Odwzajemnil jej pocałunek. -No wiesz męskie ego i te sprawy...-Zażartował sobie i nieco poprawił mu się humor. -Chyba jestem pijany. -Położył jej dłoń na kolanie i oparł głowę o.kanapę. ciężko westchnął i na chwilę zamknął oczy. -Ilu facetów miałaś przede mna ?

    OdpowiedzUsuń
  197. -Z iloma byłaś i z iloma uprawialas seks? -Zadał bezpośrednio pytanie. -A z iloma w poważnym związku takim ze myslalas że to już na zawsze? -Zaczął bawić się krawędzią jej sukienki. Bylo to dla niego dziwne że potrafiaby niby pójść do łóżka z kimś z kim nie jest a z nim nie chce. Coś ciągle nie dawało mu spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  198. -No zdążyło mi się obudzić parę razy u boku obcej panienki... -Zasmial się na to wspomnienie. -Spieprzalem wtedy dalej niż widziałem. Ale to było za czasów jak na studiach ostro imprezowalem z Jeremim. Zawsze potem był zły ze to ja wychodzilem z dziewczynami nie on... Potem w pozniejszych latach podstawilem mu modelkę żeby w końcu zaliczylt... Do tej pory o tym nie wie. Ale był szczęśliwy. A w poważnych związkach byłem dwóch. W liceum z moją wielką miłością która niestety wyjechała. O drugim nie lubię mówić...

    OdpowiedzUsuń