Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

20 stycznia 2016

[KP] no one likes a clown at midnight


kiedyś chciał zostać pisarzem - teraz stara się być tym fajnym nauczycielem angielskiego, którego wszyscy lubią// nie przyzna się, ale jest uzależniony od kawy i papierosów// 
mieszka sam// prawie sam// dwa koty liczą się jako współlokatorzy?// wszyscy jego znajomi powoli zakładają rodziny, a on nadal wieczorami przegląda tindera// 
z zasady nie choruje// zdarzyło mu się opuścić dzień w szkole tylko raz// zrobiło mu się niedobrze po lekturze 50 twarzy jakmutam// dlaczego świat jest taki niesprawiedliwy, że szajs pani E.L. zostaje wydany, a jego wciąż odrzucają?
stara się nauczyć grać na pianinie// nawet kupił keyboard// przynajmniej koty dobrze się bawią
jakoś się żyje

157 komentarzy:

  1. Nie rozumiał, po co rodzice załatwili mu korepetytora. Nie był głupi. Radził sobie. Jasne, mógłby trochę bardziej przyłożyć się do angielskiego, ale po co? Na weterynarii nie przyda mu się dobra ocena z ojczystego języka. Niestety nie udało mu się ubłagać matki, by odwołała dzisiejszą lekcję, więc udał się tam jak na skazanie.
    Nie uśmiechało mu się spędzania soboty na nauce, ale nie miał innego wyjścia.
    Punktualnie, bo jakżeby inaczej?, zadzwonił do drzwi i oparł się o ścianę obok. Oderwał się od niej, gdy tylko zobaczył znajomego nauczyciela.
    Bingo. Była szansa na wykaraskanie się z tego.
    - Ja... może przyjdę kiedy indziej? - Ugh, jego głos znacznie pewniej brzmiał w jego głowie. No nic. Próbujemy dalej. - Widzę, że jest pan... - chwilę szukał odpowiedniego słowa - zmęczony. Tak, zmęczony. Może przełożymy to na za tydzień?
    Gdy tylko wszedł do środka, zapomniał o czym mówił. Jego wzrok padł na kota, który - nie, wcale mu się to nie wydawało - przypatrywał się mu z ciekawością.
    - Cześć śliczny, a może śliczna? - Kucnął i pogłaskał kociaka, nie przejmując się tym, że pewnie robi z siebie kompletnego idiotę. Choć on przecież nigdy nie był do końca normalny, wiec po co udawać?
    - Emmm, przepraszam - wymamrotał, prostując się. Spojrzeniem uciekł gdzieś w bok. Nie był do końca pewien, za co go przeprasza. Za to, że przyszedł, czy może za to, że tak po prostu zaczął głaskać jego kota? Życie zdecydowanie było za bardzo skomplikowane.

    OdpowiedzUsuń
  2. - No błagam. Serio możemy to przełożyć, nie będę płakać - uśmiechnął się szeroko, ani przekonująco, ani szczerze. Och, no dobra, był kiepski. Mało kto go słuchał. To zazwyczaj on słuchał innych.
    - Tonks? Jak Andromeda Tonks, metamorfomag, żona Remusa Lupina? - Zapytał z rozbawieniem uważnie przyglądając się kotce.
    Gdy facet zniknął w pokoju, który zapewne był jego sypialnią, Sed wziął Tonks na ręce i wszedł z nią do kuchni. Usiadł na krześle, a swój plecak położył na podłodze.
    Podniósł wzrok i tym razem uśmiechnął się szczerze, choć trochę krzywo. Może jednak nie będzie tak źle?
    - Poproszę kawę - powiedział w końcu. - Długa noc? - Wymsknęło mu się, ale zaraz poczuł jak na jego policzkach pojawia się rumieniec. Cholera. - Przepraszam, to nie moja sprawa. Ale, ale, im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy, nie? Po pana reakcji na mój widok stwierdzam, że wolałby pan spędzić te kilka godzin w jakiś przyjemniejszy sposób. Mówiłem mamie żeby zadzwoniła i odwołała te dzisiejsze korepetycje... - zamilkł, uświadamiając sobie, że chyba zaczął mówić za dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Kuźwa, Nimfadora! Niemiecki wyżarł mi mózg, przepraszam. XD]

      Usuń
  3. [Ja jutro o 7:30 mam próbną maturę z niemca... Ehe, już widzę, jak ja ją napiszę ;x]
    - Niby dlaczego głupio? Harry Potter to moje dzieciństwo. Jednego psa nazywałem Syriusz, oryginalnie, co?
    Podrapał kotkę za uchem i zaczął przypatrywać się poczynaniom mężczyzny.
    - Jasne, panie profesorze - wyszczerzył się. Sed nie do końca wiedział, jak powinien się zachowywać. Cholera, on nigdy nie był nawet na korkach. Ale oczywiście matka musiała go w nie wkopać w ostatniej klasie.
    - Stary? - Uniósł jedną brew - stawiam na to, że nie ma pan nawet trzydziestki, więc Asperger ze starości panu nie grozi. Niech się pan po prostu przyzna, że noc była wspaniała, wrócił pan nad ranem i po prostu nie ma głowy do tego, by w sobotę udzielać korepetycji - gdyby tylko mógł, uśmiechnąłby się jeszcze szerzej.
    - Mleko. - Wywrócił oczami - rozmawiał pan z moją mamą? No właśnie. Ona jest... specyficzna. Nigdy nie miałem problemów z angielskim, ale nagle ubzdurała sobie, że powinienem się jeszcze podciągnąć. Nie rozumie, że i tak mi się to do niczego nie przyda. - Westchnął z rezygnacją. Jak jego matka się na coś uprze to koniec.
    - W gruncie rzeczy przyszedłem tu z nadzieją, że jednak pan wywinie się jakoś z tych korepetycji.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Nie dziękuję. Jak wstanę to będzie cud. :D Jestem w liceum. Jak na razie jestem nastawiona na psychologię, ale kto wie... jeszcze wszystko może mi się zmienić. ;x]
    - Thomas, jasne. - Zamrużył oczy, zastanawiając się chwilę. - może na naszym następnym spokoju zacznę się czuć bardziej frywolnie, więc zdecyduję się na Toma. Zgoda?
    W pierwszej chwili wątpił w to, by dał radę tak po prostu mówić do niego po imieniu, ale po głębszym zastanowieniu... Może gdyby miał pięćdziesiąt lat, a tak? Dobra, Sed, za dużo myślisz.
    - Jestem spostrzegawczy - uśmiechnął się, błyskając przy tym zębami. Wziął od niego kubek i upił kilka łyków. Po wstaniu nie zdążył wypić kawy. A o śniadaniu nawet nie wspominając. Tak naprawdę to ledwie zdążył się w ogóle ubrać.
    - Przemiła? Owszem, czasami. Ale też zbyt opiekuńcza. Traktuje mnie jakbym miał co najwyżej dziesięć lat. Pomiędzy troszczeniem się, a interesowaniem się całym życiem swojego syna jest duża różnica, Thomas. Nie zrozum mnie źle, kocham ją, ale często mam jej dosyć.
    Co do mamy to musiał przyznać mu rację. Ta kobieta była twardą babką, która nigdy nie da sobie w kasze dmuchać.
    - Prace pisemne z adaptacji filmowych i teatralnych? - Wolał jednak się upewnić, ale zaraz dodał: - Nie ma problemu. To coś, co mogę robić. - Zagryzł mocno dolną wargę. - Więc... zaczniemy już dzisiaj, czy dajemy sobie spokój?
    Jeszcze kilka minut wcześniej chciałby się stąd jak najszybciej urwać, ale nagle przebywanie z tym facetem nie było takie złe. Mógłby się do tego przyzwyczaić.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Żaaaal :( Ale, ale! Ja już od piątku mam ferie <3
    A tak w ogóle to zaspalam na maturę, to się nazywa szaleństwo XD A teraz siedzę na religii i się nudzę, ooo]
    - Może i nie czeka na razie na wnuki, ale to nie przeszkadza jej w umawianiu mnie na randki z córkami swoich koleżanek - skrzywil się jeszcze bardziej, przypominając sobie ostatnią "randkę". - Randki w ciemno w porównaniu do tych, które wymyśla moja mama to nic. Hmmm... Rozumiem, że twoja nie może doczekać się aż się ożenisz, ciesz się, że nasze matki się nie znają. Moja od razu by Ci kogoś znalazła - wyszczerzyl się i zaczął bawić się już prawie całkowicie pustymi kubkiem.
    Podniósł wzrok, wypił resztę kawy i postawił kubek na stole.
    -Tak, to dobry plan. Podoba mi się. Może jednak przekonam się do tych korków i nie będzie tak źle, jak myślałem? Żeby nie marnować czasu i kasy, nie? - Uśmiechnął się ironicznie. I dopiero teraz przypomniał sobie o tym, o czym wczoraj rozmawiał z rodzicielką. - A właśnie, co z pieniędzmi? Mieliśmy się dziś dogadać, co do tego.
    Ściągnął kotkę ze swoich kolan, a po jej spojrzeniu stwierdził, że za bardzo jej się to nie spodobało. Podrapal ją za uchem w ramach rekompensaty.
    - Ja mogę Ci zrobić - wyrwało mu się, nim zdążył to przemyśleć. Czy tylko według niego dziwnie to zabrzmiało? - To znaczy śniadanie. Mogę zrobić Ci śniadanie. Jestem całkiem dobrym kucharzem i jeszcze nikogo nie otrulem. Słowo skauta. - Podniósł się i bez ceregieli podszedł do jego lodówki. - To co chcesz? - Zajrzał do środka - jajecznica, czy może naleśniki?

    OdpowiedzUsuń
  6. [Taak, jestem szalona - https://www.youtube.com/watch?v=wUUXcoZqYaI To tak nawiązując do niemieckiego. XD]
    - Żartujesz, tak? Chcesz to robić za darmo? - Przez chwilę myślał, że facet zwyczajnie żartuje. Przecież nie mógł mówić serio. - Zajmę twój wolny czas, który mógłbyś spędzić lepiej, niż oglądając filmy z osiemnastolatkiem. Bez względu na to, jak bardzo wygodną masz kanapę.
    Roześmiał się, wyciągając z lodówki potrzebne składniki.
    - Nie wydaje mi się, żeby to było wykorzystywanie małoletnich. - Powiedział ze śmiechem. - Lubię piec. Moja siostra powtarza, że to trochę babskie i byłbym idealną kurą domową, ale prawda jest taka, że uwielbia moje jedzenie.
    Zajrzał do szafki - i bingo, znalazł odpowiednią miskę do wyrobienia ciasta na naleśniki. Wziął od niego paczkę z mąką.
    - Uspokój się, chcę zrobić śniadanie, to robię. - Wywrócił oczami. - Możesz robić z jajkami co tylko chcesz - spojrzał na niego sugestywnie - ale dziś zjesz naleśniki. Ja zrobię ciasto i je usmażę, ty pomyśl z czym chcesz je zjeść. Masz jakiś dżem, może nutellę? I nie patrz tak na mnie. Serio lubię gotować.

    OdpowiedzUsuń
  7. [O matko, co to jest?! XD
    Ale najlepsze jest to, że oni i tak śpiewają lepiej ode mnie... :C]
    - Moja mama od dobrych kilkunastu lat myśli, że jest świetną kucharką. - Wzdrygnął się - ale nie, nie jest. Nikt jednak nie jest na tyle okrutny, żeby ją w końcu uświadomić.
    O dziwo naprawdę dobrze czuł się w jego kuchni. Może było to głupie, ale gotowanie go odprężało. A teraz po stresie, który zżerał go odkąd wyszedł z domu i przyszedł do swojego korepetytora, nie było śladu.
    - Szczerze? Nie kręcą mnie bogate bizneswoman. Ja nienawidzę sprzątać. Jak dla mnie to najgorsze co może być - zerknął na niego przez ramię, ale zaraz wrócił do robienia ciasta naleśnikowego. Zaraz wynalazł także patelnię i zaczął je smażyć.
    - To jak, zdecydowałeś już z czym chcesz te naleśniki?

    OdpowiedzUsuń
  8. [Coś mnie wczoraj wzięło na Śliwowicę - https://youtu.be/qtsfPZsN2xM, przeniosłam się na nią z "Nur ihre schwarzen Augen" XD]
    - Choćby nie wiadomo co, nie przekonasz mnie do sprzątania. Pozostanę wierny gotowaniu.
    Zaledwie po kilku minutach na dużym talerzu pojawiła się góra naleśników. Jeden z nich prawie przypalił, gdy jego wzrok padł na rudego kociaka. Albo raczej kicię, o ile dobrze pamiętał.
    - Mam rudego kocura. Jest bardziej humorzasty od moich młodszych sióstr razem wziętych - rzucił mimochodem, wyłączając palnik i odstawiając patelnię na bok.
    - Sam cukier? Nie, będą niedobre z samym cukrem. - Uniósł jedną brew. - Nie chcę być niemiły, czy coś, ale zdecydowanie powinieneś pomyśleć o zakupach - wyszczerzył się. - Spoko, lody też będą okej. O ile nie są sprzed kilku lat - spojrzał na niego uważnie i się roześmiał. Zajrzał do zamrażalnika i wyciągnął stamtąd pudełko z lodami.
    - Tylko trzeba będzie to szybko zjeść, bo jak się lody rozpuszczą, to nie będzie zbyt smacznie.
    Zawahał się, ale już po chwili wyciągnął dwa talerze i położył je na stole. Na środku postawił talerz z naleśnikami i pudełko z lodami.

    OdpowiedzUsuń
  9. - Mam cztery młodsze siostry. Katastrofa, co? Kocham je, ale im stają się starsze, tym gorsze. Kiedyś wystarczyło im, że po prostu byłem. Zawsze miałem czas by się z nimi pobawić, zaopiekować się nimi, ale tym starszym to już nie wystarcza. Zazdroszczę ci, że masz brata. Od małego prosiłem rodziców i Mikołaja – zrobił krótką pauzę – o brata. Ojciec chyba też miał nadzieję na drugiego syna, ale nic z tego nie wyszło.
    Wybuchł śmiechem, gdy zobaczył jego minę.
    - Obiecanki cacanki – powiedział ze śmiechem siadając przy stole. – Ale sprawdze to, jak przyjdę do ciebie następnym razem. – Wycelował w niego sztućcem. – Ogranicz mrożonki, bo inaczej pogadamy, Tom.
    Zaraz sam zabrał sobie za jedzenie, bo jego kiszki zaczęły grać już marsza. Od wczorajszego wieczora nic nie zjadł, a perspektywa zjedzenia naleśników z lodami nie była taka zła.
    - Cieszę się, że ci smakuje. I nie, nie planuję karierę w gastronomii, to tylko naleśniki. – Nagle go olśniło – wiem! Skoro nie chcesz pieniędzy, to zawsze, jak przyjdę na korki to coś ugotuję. Co ty na to? To chyba uczciwa propozycja, nie? – Wyszczerzył się – ja ugotuję, ty pozmywasz, a potem będziemy oglądać adaptacje.

    OdpowiedzUsuń
  10. [<3
    W ogóle to jeszcze przepraszam za błędy. Niby czytam odpis, zanim go wyślę, ale ciągle coś mi umyka :X]
    – Zawsze możemy się zamienić. Chętnie oddam ci jedną siostrę, ale radzę ci, żebyś się najpierw nad tym dobrze zastanowił. Taka, jak już się przyczepi to koniec.
    Wywrócił oczami i dokończył jeść swojego naleśnika. Był pełny i gdyby mógł, to nigdzie by się nie ruszałz tego krzesła.
    – Nie chcę brzmieć jak twoja mama. Po prostu lubię, jak ludzie… – nie dokończył, bo jego wzrok podążył za palcem faceta, który następnie został oblizany. Cholera, skup się Sed! O czym on właśnie mówił? Kurwa, kurwa… Jeszcze tego brakowało, żeby wyszedł przed nim na jeszcze większego idiotę.
    – Twoje dziewczynki sa cudowne, uwielbiam koty – wymamrotał w końcu, również się podnosząc. Zgarnął swój talerz i wstawił go do zlewu. – Zapamiętam o tych orzeszkach. Musisz teraz uważać, żeby mi nie podpaść. – Odwrócił od niego wzrok, bo nagle poczuł, że jego policzki robią się gorące. – Salon, jasne. Tak, chodźmy do salonu. – Chwycił swój plecak i ruszył za nim do salonu.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ojej, chyba czas zabunkrować się w piwncy. Ale gotowana rzepa? Fuuj.]

    – Och, czyli widzę, że my się na pewno dogadamy. Moja mama nie przepada za kotami, ale w końcu przestała ze mną walczyć i chyba w końcu przyzwyczaiła się do tej mojej miłości do wszystkich zwierząt, nie tylko kociaków.
    Rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu i podszedł do kanapy. Plecak po raz kolejny wylądował na podłodze.
    – Koc, poduszka… A może popcorn do tego? – Rzucił z rozbawieniem, rozsiadając się wygodnie na kanapie. – Nie, dzięki. Masz naprawdę wygodną kanapę, więc obejdzie się bez dodatkowych udogodnień.
    Minęła zaledwie chwila, gdy tuż przed jego nosem przeszła Tonks. I niby jak miał się jej oprzeć. Pdoniósł ją i położył na swoich kolanach.
    – Nie, nie widziałem tego filmu, ale wiem oczym jest. Wiem też, że ten film jest na liście amerykańskiego dziedzictwa filmowego, ale nigdy go nie oglądałem. – Dopiero, gdy usłyszał piknięcie podniósł wzrok i zerknął na telewizor.
    – Jeżeli nie masz dziś czasu, to możemy go obejrzeć następnym razem. Dziś i tak chyba mieliśmy tylko ustalić to, co robimy, nie? No właśnie, jaki dzień w tygodniu ci pasuje, bo spotkanie się w soboty to zdecydowanie nie jest dobry pomysł – uśmiechnął się znacząco. – Mi pasuje każdy dzień. Kiedyś trenowałem, więc małem mniej czasu, ale teraz mam go aż zanadto.

    OdpowiedzUsuń
  12. [No to dobrze. :)
    Pozwoliłam sobie przeskoczyć do następnego spotkania. ]
    – Na nasze następne spotkanie przyniosę orzeszki ziemne. – Uśmiechnłą się szeroko. Po chwili dodał: – Oczywiście dla mnie, ty będziesz trzymał się od nich z daleka. – Podrapał kotkę za uchem. – Taka z ciebie wariatka? No, no, Tonks, nie wyglądasz.
    Kotka zeskoczyła z jego kolan, a on się podniósł.
    – Pasuje ci środka około szesnastej? Wcześniej nie mogę, bo kończę przed piętnastą. – Zapisał jego numer w telefonie i zarzucił plecak na plecy. – Biegi długodystansowe. Trochę też pływałem, a teraz się lenię. Aaa i Tom? Pamiętaj o zakupach – spojrzał na niego poważnym wzrokiem.
    Nie do końca rozumiał swoje zachowanie, bo przecież kilka minut wcześniej bardzo dobrze czuł się w towarzystwie Thomasa, ale gdy tylko wyszedł z jego mieszkania odetchnął z ulgą. Świrował. Bez wątpienia. Padło mu już całkowicie na mózg.
    Resztę weekendu spędził tradycyjnie. Pierwsze dni nowego tygodnia dłużyły mu się niemiłosiernie, a za to środa minęła bardzo szybko. Nim się obejrzał, znów pukał do drzwi Thomasa. Był jednak bardziej rozluźniony, niż poprzednio, bo wiedział co go czeka. No, a przynajmniej częściowo. Nadal nie rozgryzł swojego zachowania.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakby automatycznie na jego twarzy również pojawił się szeroki uśmiech.
    – Cześć. Dobrze, chyba. – Zmarszczył brwi. – Mieliśmy dziś jakiś dziwny test z angielskiego – wszedł do środka i ściągnął buty. – Nie wiem, czy wiesz, ale twój przyjaciel, a mój ukochany nauczyciel czasami robi testy trudniejsze, niż egzaminy końcowe.
    Zaraz jednak jego uwaga została zajęta przez dwie kotki. Kucnął przed nimi, najpierw pogłaskał jedną, a potem drugą.
    – Cześć, piękne. Jak się macie? A właśnie… – sięgnął do swojego plecaka i wyciągnął z niego dwie puszki karmy. – Nie patrz tak na mnie, Tom. Moja mama wzięła sobie do serca twoje słowa. Nie jestem jednak pewien, czy będą smakować twoim paniom, choć moje kociaki je uwielbiają.
    Wyprostował się.
    – Jadłeś obiad? – Spytał, a zaraz dał sobie mentalnego kopniaka. Niby co go to obchodziło? Musi się ogarnąć. – To znaczy, emmm, moja propozycja gotowania nadal jest aktualna, więc wiesz.

    OdpowiedzUsuń
  14. – Dzięki, może jakoś sobie poradzę. A jak nie, to od razu się do ciebie zwrócę.
    Gdy ich dłonie się zetknęły, szybko zabrał swoje i wręcz wepchnął je do kieszeni jeansów.
    – Powiedziała, że nie możesz mnie uczyć za darmo. – Wzruszył ramionami. Choć próbował, to nie zdołał przekonać mamy. Uparła się, że Sed ma dać te puszki, to nie był innego wyjścia.
    – Spoko, pal sobie. Nie przeszkadza mi to – wszedł do kuchni i od razu poczuł się lepiej. Musi się rozluźnić, bo to bez sensu żeby się tak spinał podczas każdego ich spotkania. Zwłaszcza, że to było dopiero drugie.
    Roześmiał się, podszedł do niego i zajrzał mu przez ramię do lodówki. Wcześniej nawet nie zauważył, że byli prawie tego samego wzrostu.
    – Brawo, jestem dumny. Należy ci się nagroda, nie ma to tamto – odwrócił wzrok od wnętrza lodówki i spojrzał na niego. Dotarło do niego, jak blisko siebie stali i prawie od niego odskoczył. – To… na co masz dziś ochotę? Wymyśl coś, a ja spróbuję to ugotować.
    Musiał czymś zająć ręce i umysł, bo zaraz zacznie zachowywać się jak kompletny idiota.

    OdpowiedzUsuń
  15. [ja też. *-* Ale sądzę, że to napięcie pomiędzy nimi dędzie się długo utrzymywać :D]
    – Hmmm, jak spróbujesz mojej pizzy, to się w niej zakochasz i już nigdy żadna ci nie będzie tak smakować – wyszczerzył się i tym razem uważniej przejrzał wszystkie produkty, które miał w lodówce. – Nie wiem, tylko… Dobra, zrobię ciasto bez drożdży, bo pewnie ich nie masz, co? I tak będzie dobra. Mam w głowie dobry przepis.
    Zaczął wyciągać po kolei wszystko, co może mu się przydać. Nie, nie jemu, im.
    – Serio? Chcesz mi pomóc, tak? Okej, zazwyczaj gotuję sam, ale jakoś to pogodzimy. Ja zrobię ciasto i sos, a ty wybierzesz, co chcesz mieć na pizzy, a potem to pokroisz o ile będzie trzeba. Zgoda?
    Umył ręce i zabrał się do roboty.
    Gdy się tym zajął chociaż na chwilę zapomniał o tym, że znów chciałby się znaleźć bliżej niego, bądź go dotknąć.
    – Nie będzie okrągła, bo i tak trzeba ją upiec na blaszce. Zadowolisz się prostokątną? Zobaczysz, że będzie pyszna – uśmiechnął się szeroko.

    OdpowiedzUsuń
  16. - To dobrze, że tak uważasz - powiedział z rozbawieniem i zagniótł ciasto.
    Przyglądał mu się przez chwilę, gdy kroił pieczarki. Otrząsnął się dopiero, gdy usłyszał jego głos.
    - Zamierzam wybrać się na weterynarię. Uwielbiam zwierzęta i zawsze chciałem je leczyć. Jeszcze kiedyś wiązałem swoją przyszłość ze sportem, ale teraz już jestem prawie w stu procentach pewien, że chcę być weterynarzem. A ty zawsze wiedziałeś, co chcesz robić w życiu?
    Odstawił ciasto i zrobił swój popisowy sos.
    - Masz wałek? Chociaż, może też być szklana butelka, na przykład po winie.
    Gdy ciasto było już rozwałkowane i gotowe, włączył piekarnik, a następnie zajął się układaniem składników na pizzy. Sos, ser, szynka i pieczarki.
    - Jesteś pewien, że nie chcesz dodać nic więcej?

    OdpowiedzUsuń
  17. Znów się na niego zapatrzył i prawie wypuścił z dłoni butelkę czerwonego wina.
    - Cieszę się, że ci smakuje - wymamrotał w końcu i skupił się na gotowaniu.
    - Moja mama chyba by mnie zamordowała, gdybym wyprowadził się z domu przed końcem liceum. Nie, żebym był jakimś maminsynkiem, czy coś. Po prostu... uch, ona po prostu taka jest. A z resztą nie miałbym dokąd się wyprowadzić. Nie mam dziewczyny ani - zmarszczył brwi i się zawahał - ani nikogo innego równie bliskiego.
    Spojrzał na niego z autentycznym zainteresowaniem.
    - Co to za tatuaż? - Zamrużył oczy i obejrzał go od stóp do głów. - No powiedz mi, nie daj się prosić. - Uśmiechnął się łagodnie. - Lubią cię. To znaczy, w szkole. Mówią, że jesteś serio dobrym nauczycielem.
    Pizza wylądowała na blaszce, którą następnie wstawił do nagrzanego piekarnika. Zerknął jeszcze na godzinę. Szkoda by było, gdyby przypalił pizzę.
    Oparł się biodrem o szafkę.
    - Dlaczego według ciebie idealnie pasuję do leczenia chorych szczeniaczków? Przypominam ci szczeniaka? Ach, no jasne, jestem tylko głupim dzieciakiem, nie? Szczeniak, który chce leczyć szczeniaki. Idealnie.
    Kuźwa, co się z nim działo? Wpadał z jednego nastroju w drugi. Wytarł ręce z mąki.
    - Gdzie jest toaleta?

    OdpowiedzUsuń
  18. W pierwszej chwili w ogóle nie zwrócił uwagi na jego słowa. Był zły na siebie za ten wybuch.
    - To ja przepraszam. Nie powinienem tak na ciebie naskakiwać.
    Z każdą kolną sekundą robiło mu się także coraz bardziej wstyd. Spuścił wzrok na podłogę.
    - Po prostu... nie jestem już dzieciakiem, wiesz? Nikt jednak nie potrafi tego zrozumieć. Nikt mnie nie słucha i nie traktuje, jak dorosłego. Jakbym nadal był dziesięciolatkiem. - Miał nadzieję, że tylko w jego głowie jego głos brzmiał tak żałośnie. - Dlatego wydawało mi się... miałem nadzieję, że ty... - podniósł wzrok i spojrzał mu w oczy. - Nieważne. Zapomnij. I jeszcze raz przepraszam.
    Uśmiechnął się z wymuszeniem, chwycił jego nadgarstek i odsunął jego rękę od swojego ramienia. Zignorował chęć złapania jego dłoni i splecenia razem ich palców... Cholera.
    - Obejrzałem Dwunasty Gniewnych Ludzi - podniósł swój plecak i wyciągnął z niego kilka kartek. - Napisałem streszczenie i recenzję. Nie wiedziałem, czy pisać coś jeszcze.
    Wzruszył lekko ramionami i podał mu kartki, nawet na niego nie patrząc.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wypuścił drżący oddech, gdy Tom go przytulił. Automatycznie się rozluźnił i nawet wbrew samemu sobie, wtulił się w niego. Dopiero, gdy mężczyzna się od niego odsunął, poczuł, że wstyd miesza się z zażenowaniem. Jego policzki zabarwiły się na czerwono.
    - Nie chcę być już dzieckiem, Tom. Kilka lat temu owszem, ale wtedy musiałem być dorosły, by móc opiekować się rodzeństwem. Teraz jest ode mnie wymagane, by bym był dzieckiem.
    Zrobił kilka kroków w tył, aż oparł się plecami o lodówkę i odetchnął głęboko.
    - Wiem co robisz - wymamrotał. - Litujesz się nade mną. Nie chcę żebyś się nade mną litował. Nie ty.
    Zmarszczył brwi i przeczesał dłonią włosy w nerwowym geście.
    - Nie wiem, co się ze mną dzieje. Normalnie się tak nie zachowuję. Przy tobie czuję się jakoś inaczej. Tak, jakbym mógł być po prostu sobą. - Roześmiał się, bez grama wesołości. - Wiem, to głupie. Jestem żałosny.

    OdpowiedzUsuń
  20. Przyglądał mu się uważnie, nadal opierając się plecami o lodówkę.
    - Nawet jeżeli eksploduję od kiszenia w sobie wszystkie, to nie powinienem zawracać ci tym głowy.
    Pokręcił głową, a na jego wargach pojawił się ironiczny uśmiech.
    - Chcesz się pobawić w mojego psychologa? - Podszedł do niego - nie będę ci się żalić. Ogarnę się. Gdy następnym razem tu przyjdę, obejrzymy jakiś film i nic więcej. Nie będę zachowywać się tak, jak dzisiaj. - Chwycił jego dłoń i wyciągnął z niej paczkę fajek. - A teraz podziel się tym ze mną.
    Wyciągnął papierosa i odpalił go.
    - No co? Skoro ty możesz, to ja nie? - Uniósł jedną brew, a zaraz się zaciągnął. - I tak przebywając z tobą stałem się biernym palaczem.
    Zmarszczył brwi, gdy usłyszał pikanie.
    Jedzenie!
    Zajrzał do piekarnika, a następnie go wyłączył. Podał mu swojego niedopalonego papierosa, bo nie dostrzegł nigdzie popielniczki. Sięgnął po rękawicę kuchenną i wyciągnął gorącą blachę z piekarnika.

    OdpowiedzUsuń
  21. - W czym chcesz mi pomóc, Thomas? Każdy ma swoje problemy, dlaczego miałbyś zacząć przejmować się moimi? - Uśmiechnął się kpiąco - jestem tylko twoim uczniem, a ty moim nauczycielem.
    Te słowa zupełnie inaczej brzmiały w jego głowie, ale teraz było już za późno. Powiedział to głośno. Tom był nauczycielem, a Sed uczniem. Tyle. Nic więcej.
    - Zazwyczaj nie palę. Tylko wtedy, gdy jestem za bardzo zdenerwowany, a przy okazji mam fajki pod ręką.
    Nie był uzależniony od palenia. Ostatnim razem miał w ustach papieros może z pół roku temu?
    Spojrzał na niego, nawet nie ukrywając zaskoczenia, na ten szorstki ton.
    - Okej.
    Wiedział, że spieprzył. Dał sobie kolejnego mentalnego kopniaka.
    Pokroił pizzę na kilka kawałków, a następnie wyłożył je na dwa talerze. Wziął swój i usiadł przy stole.
    - Smacznego - rzucił, nie podnosząc wzroku znad swojego talerza. Nagle stracił cały apetyt i myślał tylko o tym, że powinien stąd wyjść.
    - Dziś nie musimy nic oglądać. Możemy uznać, że już zrobiłem to, co mieliśmy zrobić razem.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Jest wielu uczniów, którzy mogą potrzebować twojej pomocy.
    Odsunął od siebie talerz, oparł łokcie na stole i wsunął palce we włosy, ciągnąc za nie mocno.
    - Nie ma czegoś takiego jak bezinteresowność. Każdy czegoś chce w zamian. A jeżeli nie, to prędzej czy później kopnie cię w tyłek. - Mówił równie cicho, co on, ale był pewien, że Thomas go słyszy. A jeżeli nie, to trudno.
    Przestał nawet przejmować się swoim językiem.
    - Wszyscy uważają, że jestem naiwny, ale to gówno prawda. Mogę być nieśmiały, roztrzepany... ale nie jestem naiwny. Już nie. Wiesz, dlaczego nie wierzę w to, że ludzie potrafią być bezinteresowni? Opowiem ci o tym, bo dlaczego nie? Dwa lata temu potrzebowaliśmy pieniędzy. Mama znów miała nawrót choroby, a ojciec miał zastój w kancelarii. Mój przyjaciel obiecał mi pomóc. To bogacz, więc mógł sobie na to pozwolić. Powiedział, że robi to bezinteresownie. - Roześmiał się gorzko i dopiero teraz podniósł na niego wzrok. - Miesiąc po tym, powiedział, że chce swoją zapłatę. Chciał zobaczyć, jak to jest pieprzyć się z facetem, a ja byłem idealnym kandydatem - ostatnie słowa wypowiedział ledwie słyszalnie.
    Podniósł się i wyminął go.
    - Nie wiem, po co ci to powiedziałem. Lepiej już pójdę.

    [Drama poziom hard :x]

    OdpowiedzUsuń
  23. - C-co? Nie! Oczywiście, że nie. - Spojrzał na niego, nieco zszokowanym wzrokiem. - Nie boję się, że mnie wykorzystasz. Nie chciałem żebyś tak to odebrał.
    Jakby na potwierdzenie sowich słów, ścisnął jego dłoń.
    - Nikomu o tym nie mówiłem. Moi rodzice by tego nie wytrzymali. - Pokręcił głową - a jak miałem mu to udowodnić? Nie zgwałcił mnie, Tom.
    Mimo tego, że wiele go to kosztowało, to spojrzał mu prosto w oczy.
    - Oddałem mu się. I owszem, brzydzę się sobą, ale tylko dlatego, że dałem się podejść. Nie wiem jak, ale dowiedział się, że ja... no wiesz, nie lubię dziewczyn w ten sposób, w jaki powinienem - jego policzki znów zrobiły się czerwone. - Wykorzystał to.
    I nagle coś do niego dotarło. Tak po prostu. To było zaledwie ich drugie spotkanie, ale...
    - Ufam ci. Nie pytaj dlaczego, bo sam tego nie wiem.

    [o cholera, czyli troszku spieprzyłam? XD no nic, w takim razie to Sed będzie musiał wykonać pierwszy ruch :D]

    OdpowiedzUsuń
  24. Podążył wzrokiem za jego ręką i musiał mocno wysilić wzrok, by dojrzeć tę bliznę pod jego okiem.
    - Jesteś pierwszą osobą, której o tym powiedziałem. On chodzi do nas do szkoły, wiesz? Nigdy nie byłem strachliwy i nadal nie jestem, ale zawsze, gdy go widzę mam ochotę uciec i schować się tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie.
    Uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
    - Myślałem, że jak komuś o tym powiem, to ten ktoś zacznie się mną brzydzić i ode mnie ucieknie.
    Puścił jego dłoń i zrobił krok do przodu, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Objął go ramionami w pasie i przytulił się do niego. Wtulił twarz w jego szyję. W pierwszej chwili obawiał się, że Tom go odepchnie, ale uczucie, że tego nie zrobi było silniejsze.
    - Nie brzydzisz się mną? - Wymamrotał w jego szyję, nie odsuwając się od niego nawet na milimetr.

    OdpowiedzUsuń
  25. Roześmiał się, tym razem jak najbardziej szczerze.
    - Och, serio mógłbyś? - Mruknął z rozbawieniem. - Choć nie wiem, czy akurat on by się tym przejął.
    Odsunął się od niego zaledwie odrobinę.
    Starał się nie myśleć, jak dobrze czuł się w ramionach swojego nauczyciela. Mężczyzny, który był od niego starszy o dobrych kilka lat.
    Odetchnął z ulgą. Niby miał dowód w postaci tego, że Tom go nie odepchnął, ale jednak wolał to od niego usłyszeć.
    - Nie sądziłem, że osobą, przed którą się otworzę będziesz ty.
    Nadal go obejmował, co z jednej strony trochę wprawiało go w zakłopotanie, ale z drugiej bardzo mu się podobało.
    Podniósł głowę, a ich twarze znalazły się zaledwie kilka milimetrów od siebie. Mimowolnie zadrżał, gdy poczuł jego gorący oddech na twarzy.
    - Thomas...

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie był do końca pewien, co się właśnie działo. Czuł jego szybko bijące serce, a jego własne biło jeszcze szybciej.
    Również spojrzał na jego usta, a wszelkie opory co do tego, że to przecież był jego nauczyciel, zniknęły.
    Jedną ręką nadal obejmował go w pasie, a druga podążyła w górę jego ramienia. Objął dłonią jego policzek. Przechylił głowę odrobinę w bok i dotknął ustami jego ust.
    Jego pocałunek był dosyć niepewny. Był gotów na to, że Tom może odepchnąć go w każdej chwili. Mimo to, przycisnął się jeszcze bardziej do niego, jakby chcąc się w niego wtopić.

    OdpowiedzUsuń
  27. Zamknął oczy i poddał się temu dobremu uczuciu, które opanowało całe jego ciało. Zacisnął dłoń na jego koszulce, gdy Tom odwzajemnił pocałunek.
    Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czuł. Gdyby tylko mógł, przedłużyłby to w nieskończoność.
    Zamrugał kilka razy, by jego wzrok się wyostrzył. Otworzył usta i zaraz je zamknął.
    - Przepraszam, cholera, naprawdę przepraszam - wyrzucił z siebie. - Nie wiem co... jak... dlaczego... - jąkał się, nie mogąc zebrać myśli. Niby co miał mu powiedzieć? Skłamałby mówiąc, że żałuje tego, że go pocałował.
    Znał tylko jedno wyjście z sytuacji. Prawie wybiegł z kuchni, w biegu założył buty i pospiesznie wyszedł z mieszkania Thomasa.
    Uciekł.
    Zapomniał o swoim plecaku i telefonie, które zostały w kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie wiedział dokąd ma iść. Chwilę błąkał się po ulicach, przeklinając na siebie w duchu za swoją głupotę. Był pieprzonym tchórzem. Jak on miał mu potem spojrzeć w oczy? A do tego zapomniał telefonu. Gorzej już chyba być nie mogło.
    W końcu zdecydował się, że najlepiej będzie wrócić do domu. Jakoś wytłumaczy matce to, że zostawił u swojego korepetytora plecak i telefon.
    Nie zwracał uwagi na otoczenie, gdy znalazł się już przed swoim domem. Coś go jednak tknęło i podniósł wzrok, nim wspiął się po małych schodkach na ganek.
    Zamarł, gdy przed drzwiami zobaczył Thomasa.
    - Co ty tu robisz? - Zapytał cicho i z ociąganiem wszedł po schodkach. Nie doczekał się jednak odpowiedzi, bo drzwi się otworzyły.
    Kobieta nawet nie ukrywała zaskoczenia, gdy zobaczyła swojego syna, a obok jego nauczyciela.
    - Sedric, coś ty znowu wymyślił? Pan McVries przywiózł rzeczy, które u niego zostawiłeś. - W końcu przeniosła spojrzenie na Thomasa i uśmiechnęła się szeroko. - Zapraszam, niech pan wejdzie. Właśnie zrobiłam obiad. Może pan z nami zje?

    OdpowiedzUsuń
  29. Modlił się o to, by Thomas odmówił. Sed i tak był już na skraju... No właśnie, skraju czego? Rozpaczy?
    - Mamo, jeżeli nie chcesz otruć pana Thomasa, to nie powinnaś zapraszać go na obiad - mruknął, wchodząc za nim do domu. Kobieta spojrzała na niego groźnym wzrokiem i pacnęła go ścierką, którą miała w ręce, po głowie.
    Jego najmłodsza siostra nadal z ciekawością przyglądała się gościowi, ale zaraz jej wzrok padł na Sedrica, do którego podbiegła. Chłopak ledwie zdążył ściągnąć buty, gdy dziewczynka objęła jego nogi swoimi małymi ramionkami.
    - Aria - powiedziała cicho i uśmiechnęła się niepewnie, wtulając w nogi swojego brata. Sed roześmiał się na tę jej niecodzienną nieśmiałość i wziął ją za rękę.
    Jakimś cudem jego mama zniknęła w kuchni, a on został z Thomasem i Arią w przedpokoju.
    Wpatrywał się w niego dłuższą chwilę, gdy nagle poczuł, jak coś - albo raczej ktoś - ociera się o jego nogi.
    - Cześć, Nike - kucnął, nadal z siostrą na rękach i podrapał czarną kotkę z uchem. - Może chodźmy do salonu, co?
    Nie był do końca pewien, do kogo były skierowane te słowa, ale i tak ruszył w kierunku salonu. Na wielkiej kanapie spały jeszcze dwa rude koty, a obok nich spał młody husky.
    Do pokoju wkroczył ojciec Seda. Jego postura była prawie taka sama jak syna. A na pewno mieli ten sam uśmiech.
    - Miło pana w końcu poznać. - Podszedł do Thomasa i uścisnął jego dłoń. - Może opowie pan, jak się panu pracuje z moim synem?

    [Spoko, dobrze trafiłaś z mamą i siostrą z resztą też :D]

    OdpowiedzUsuń
  30. Był ciekaw odpowiedzi Toma. Nagle stanęła mu scena, która miała miejsce zaledwie godzinę, dwie temu? Szybko się z tego otrząsnął.
    Prychnął z rozbawieniem na słowa Thomasa. Jego najmłodsza siostra spojrzała na niego z zainteresowaniem, ale zaraz opuściła go na rzecz zwierzaków. Też miał wielką ochotę położyć się na kanapie i zapomnieć o wszystkim, co go dręczy.
    - Ja uważam, że Sedric nie potrzebuje tych korepetycji, ale moja żona... cóż, ona ma inne zdanie na ten temat - ojciec błysnął szerokim uśmiechem. - A właśnie, Sed, synku, jeżeli nie chcesz żeby twój nauczyciel padł trupem, to lepiej pomóż mamie przy obiedzie.
    - A jeżeli chcę żeby padł trupem, to mam nie pomagać, co? - Zapytał z rozbawieniem, ale posłusznie ruszył w stronę kuchni. Przelotnie zerknął na Toma, ale wiedział, że zostawił go w dobrych rękach. Ojciec zapewne zaraz zacznie z nim rozmawiać o sporcie.
    Był ciekaw, gdzie jest reszta jego sióstr, ale nawet nie zdążył zapytać o to mamy, bo zajął się ratowaniem sałatki z kurczakiem i pieczonych ziemniaków. Po kilku minutach wszystko stało już na dużym stole.
    Usiadł na swoim stałym miejscu, obok Arii, a oczywiście naprzeciwko niego usiadł Thomas. Rodzice zajęli miejsca obok niego.
    Sed nałożył trochę sałatki siostrze, a następnie sobie parę ziemniaków. Nadal jednak nie był głodny i wątpił, by był w stanie cokolwiek przełknąć.
    Jeszcze tylko chwila... sekunda i...
    - Ma pan żonę, panie McVries? Bo mamy cudowną kuzynkę, która jest wolna...
    - Mamo, daj mu spokój. Nie przyszedł tu na przesłuchanie - przerwał matce, rzucając sztućce na talerz.

    OdpowiedzUsuń
  31. Mama była nieco zmieszana jego krótkim wybuchem, ale o dziwo w żaden sposób tego nie skomentowała. Jak się po chwili okazało, wolała skupić się na gościu. Ojciec jak zwykle milczał, choć uśmiech majaczył na jego ustach.
    Sed uniósł jedną brew, gdy Tom wspomniał o zaręczynach. Zaraz jednak po raz kolejny wbił sobie do głowy, że nie powinno go to w ogóle obchodzić.
    - Przed panem jeszcze całe życie, a na dzieci na pewno przyjdzie czas - uśmiech na twarzy mamy zamienił się w grymas. - Największym miłośnikiem zwierząt jest Sedric. Te wszystkie zwierzaki są jego. A średnio co dzień przynosi jakieś nowe, a potem szuka im domu.
    Jego mama dużo narzekała, ale w gruncie rzeczy była dobrą kobietą. No i nigdy nie wyrzuciła z domu jakiegoś zmaltretowanego zwierzaka, którego właśnie przyniósł jej syn.
    Zerkał na niego co chwila, choć próbował się powstrzymać. A gdy ich spojrzenia się spotkały, szybko odwrócił wzrok.
    - Mamy pięć kotów i trzy psy - powiedziała Aria, która w końcu odzyskała gdzieś swoją śmiałość. - Sed kocha koty i psy.
    Sedric roześmiał się i zmierzwił siostrze włosy, na co ona zareagowała oburzonym prychnięciem.
    - Sedric mógłby przelać tę swoją miłość do zwierząt, na jakąś miłą dziewczynę. Nie rozumiem dlaczego jeszcze nie przyprowadziłeś do domu żadnej dziewczyny, synu. Przecież masz już osiemnaście lat. Nawet Tatia już się z kimś spotyka.
    - Kochanie, daj spokój... - ojciec próbował jakoś załagodzić sytuację, bo zauważył, że jeszcze chwila, a Sed wybuchnie.
    I stało się.
    - Naprawdę chcesz o tym rozmawiać teraz, mamo? Przy nim? - Wskazał brodą na Thomasa. Podniósł się. Dziś zbyt wiele się wydarzyło, żeby mógł być spokojny. - Nie przyprowadzę żadnej dziewczyny do domu, bo jestem... - zawahał się. Zamknął oczy i zagryzł mocno dolną wargę. - Jestem gejem, mamo. Zadowolona?
    Zignorował szok i czym prędzej wyszedł z jadalni, a następnie z domu. Nie zamierzał jednak nigdzie uciekać. Usiadł na schodkach przed domem i ukrył twarz w dłoniach.

    OdpowiedzUsuń
  32. W pierwszej chwili spiął się, gdy Thomas objął go ramieniem. Nie sądził, że po tej popisowej ucieczce z jego domu, Sed jeszcze kiedyś poczuje go tak blisko siebie. Nie spodziewał się także, że mężczyzna za nim pójdzie.
    Przejechał dłonią po włosach, mierzwiąc je jeszcze bardziej.
    - Serio, Tom? Widziałeś ją? Ona nigdy się do tego nie przyzwyczai. Kocham ją, ona kocha mnie, ale... może przyzwyczai się do mojej orientacji za czterdzieści lat? Kto wie?
    Potrzebował teraz kogoś. Tak po prostu, by przy nim był.
    - Wiesz, że to przez ciebie, nie? Człowieku, co ty ze mną robisz? - Przyjrzał się uważnie jego twarzy, ale niestety nie wyczytał z niej odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania.
    - Opowiedz mi o sobie. O twoim chłopaku, który zrobił ci to - podniósł rękę i musnął palcem bliznę na jego twarzy. - O twoich zaręczynach. O wszystkim, o czym tylko chcesz i możesz.
    Wiedział, że teraz rodzice zostawią go w spokoju. Zajmie trochę czasu, aż do mamy dojdzie sam sens jego słów. Pomijając to, że nigdy się z nimi nie pogodzi.
    - Chyba, że nie chcesz. Zrozumiem - dodał pospiesznie. Nie zamierzał go do niczego zmuszać.

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie czuł chłodu, pomimo tego, że miał na sobie tylko koszulkę. Bez wątpienia było to zasługą tego, że Thomas mocno go obejmował. Na chwilę zapomniał o tym, że zaledwie kilka minut temu przyznał się rodzicom, że jest gejem. Całkowicie skupił się na słowach mężczyzny obok niego.
    Wpatrywał się w dom naprzeciwko i ani razu mu nie przerwał.
    Nie spodziewał się tego, że Tom tak po prostu mu o tym wszystkim opowie. Nagle zaufanie Seda, względem tego człowieka wzrosło jeszcze bardziej.
    - Zauważyłem już, że najczęściej, najmocniej ranią nas ci, których kochamy.
    Przerwał ciszę, która nastąpiła, gdy Thomas przestał mówić.
    - Nie wiem, jakbym zachował się, gdybym znalazł się w twojej sytuacji. Jak to było, każdy ma swój krzyż, który musi dźwigać przez całego życie?
    Zerknął na niego z krzywym uśmiechem na ustach.
    - Miałem jedenaście lat, gdy zdiagnozowano u mamy białaczkę. Na świecie nie było wtedy jeszcze Arii, ale były już Tatia, Katie i Lydia. Nie miał, kto się nimi zająć. Tato był chyba w jeszcze gorszym stanie niż mama. Bałem się, że jeżeli ona umrze, to on się podda i odejdzie razem z nią - wziął drżący oddech, gdy wspomnienia z tamtego okresu pojawiły się w jego głowie.
    - Właśnie dlatego musiałem dorosnąć. Prawie przez rok zajmowałem się siostrami. Byłem dzieciakiem, który musiał dorosnąć. Nie było innego wyjścia. Potem wszystko powoli wróciło do normy, ale ja już nie byłem taki, jak przed chorobą mamy.
    Zamilkł na chwilę, próbując zebrać wszystkie swoje myśli w całość.
    - Zakochałem się, gdy skończyłem piętnaście lat. Był starszy ode mnie o cztery lata i wydawało mi się, że dojrzały. - Prychnął z rozbawieniem. - Byłem cholernie głupi. Zdeptał moje serce, choć początkowo udawał, że coś do mnie czuje. Potem mama miała nawrót. Pojawił się Mike, jak dobry duszek. Nie kochałem go. Lubiłem. Ale on też zdeptał moje serce.
    Spojrzał na niego i jakby potrzebując choć odrobiny pocieszenia, złapał jego dłoń.
    - I choćbym chciał, nie umiem być teraz beztroskim dzieciakiem, rozumiesz?

    OdpowiedzUsuń
  34. - Jeszcze całe życie przede mną, co? Przejadę się na ludziach jeszcze wiele razy. - Mruknął z nutką rozbawienia, choć w tym wszystkim tak naprawdę nie było nic śmiesznego
    - I to ja powinienem ci podziękować. Fajnie jest się w końcu komuś wygadać.
    Dopiero teraz puścił jego dłoń.
    - Taa, pewnie powinienem powiedzieć im to jakoś spokojniej. - Skrzywił się - mam nadzieję, że kiedyś im przejdzie i mnie zrozumieją.
    Nagle na jego kolana wślizgnęła się czarna kotka. Podrapał ją za uszami i uśmiechnął się, gdy zaczęła głośno mruczeć. Minęła zaledwie chwila, gdy kicia przeniosła się na kolana Toma i wygodnie się na nich rozłożyła.
    - I ty Brutusie przeciwko mnie? - Rzucił oburzonym tonem. - Nike nie jest zbyt przyjacielskim kotem. Daje się dotykać tylko mnie i Arii - podniósł wzrok znad zadowolonej kotki na twarz Thomasa. - Cóż, wygląda na to, że zostałeś jej nowym ulubieńcem.
    Odchrząknął i potarł dłońmi ramiona, bo dopiero teraz poczuł, że na dworze zrobiło się zimno.
    - To... zobaczymy się za tydzień, tak? - Zapytał cicho. Nie miał przecież pewności, czy Tom przypadkiem nie będzie chciał zrezygnować z korepetycji.

    OdpowiedzUsuń
  35. Wiedział, że raczej nie wpadnie do niego tak po prostu, nawet jeżeli będzie czegoś potrzebował. Naprawdę polubił tego faceta, ale nie chciał żeby Tom zaczął postrzegać go za osobę, która usilnie próbuje zyskać jego uwagę. Nawet jeżeli rzeczywiście chciałby zyskać więcej jego uwagi. Cholera, stop. Znów za bardzo pokręcił się w swoich własnych myślach.
    Skrzywił się, gdy Thomas zmierzwił jego włosy.
    - Hej, McVries! Nie jestem dzieckiem - krzyknął za nim i roześmiał się. Wziął kotkę na ręce i wrócił do domu. Był ciekaw tego, co go tam czeka.

    Nie było tak źle, jak się spodziewał. Co prawda cały wieczór jego mama unikała go jak ognia, to ojciec okazał mu pełne wsparcie. Jego siostry zareagowały na tę informację z wielkim szokiem, ale w żaden sposób tego nie skomentowały. Mogłoby być gorzej.

    Następnego dnia czuł się dziwnie i sam nie wiedział, co było tego powodem. Jakiś dziwny niepokój, który wkradł się do jego umysłu podczas śniadania. Jego siostra, Tatia, przez cały czas unikała jego wzroku i była dziwnie milcząca. Nie wiedział, o co może chodzić, aż do czasu gdy znalazł się w szkole...
    Rozmawiając ze swoim kumplem podszedł do swojej szafki i znieruchomiał. Na jego szafce widniał napis, wykonany sprayem, zdradzający jego orientację. Jednak nie to było najgorsze. Najgorszy był śmiech, który doskonale znał.
    Odwrócił się szybko.
    Jego koszmar, razem ze swoim przyjacielem i siostrą, Tatią. Otworzył usta, ale zaraz szybko je zamknął. Zapomniał, jak bardzo boli zdrada. Nawet nie zauważył, że na korytarzu zaczęło pojawiać się coraz więcej uczniów.
    - Co, pedale, nie podoba ci się, jak ozdobiliśmy twoją szafkę? - Dotarł do niego szyderczy głos należący do chłopaka jego siostry.
    Zacisnął dłonie w pięści i znów się odwrócił - tym razem z zamiarem odejścia, gdy czyjaś silna dłoń złapała go za tył koszulki i popchnęła na szafki.

    [Mam nadzieję, że wybaczysz mi tą ilość dramy, ale coś mnie ostatnio na nią wzięło. Mam nadzieję, że się nie gniewasz czy cuś :C]

    OdpowiedzUsuń
  36. Sedric nie był chucherkiem, ale w porównaniu do Nicka Williamsa wyglądał jak dzieciak. Często zastanawiał się, co jego siostra widziała w taki głupim osiłku, jak on.
    Nie, to nie może dziać się naprawdę. To musi być jakiś chory sen.
    I właśnie wtedy usłyszał ten głos.
    Nie, nie, nie! Tylko nie Tom. Każdy inny nauczyciel, ale nie Tom… Jego błagania jednak nie zostały wysłuchane. Wyprostował się z niemałym trudem. Nie wiedział, jak mocno przywalił głową w szafkę, ale czuł pulsujący ból na skroni. I warga… Dotknął palcami dolnej wargi i skrzywił się na widok krwi.
    Zignorował zaciekawione spojrzenia uczniów, którzy jeszcze pozostali na korytarzu i ruszył w kierunku gabinetu dyrektora.
    Milczał, bo niby co miał powiedzieć? Zacisnął dłonie w pięści i wcisnął je do kieszeni swoich ciemnych jeansów.
    - Sinclair rzucił się na mnie, bo ktoś napisał na jego szafce, że jest pedałem – powiedział w końcu Nick, całkowicie obojętnym tonem.
    Szybko podniósł wzrok i spojrzał na chłopaka, jak na skończonego idiotę. On miał się na niego rzucić? Kurwa, serio? Sed nigdy się z nikim nie bił, teraz miał zacząć?
    - Sedric, co masz do powiedzenia w tej sprawie? – Dotarł do niego głos dyrektorki, więc odwrócił wzrok od Williamsa i spojrzał na nią.
    - Nie rzuciłem się na niego, pani Lopez. Ktoś rzeczywiście napisał coś na mojej szafce, ale nawet nie pomyślałem, że to on.
    Kłamał. Był pewny prawie w stu procentach, że to Nick. Bo nigdy kto inny? Tatia musiała mu o tym powiedzieć. Wątpił, by zrobił to Mike, bo wtedy podkopałby dołek pod sobą.
    - Gówno prawda, Sinclair. Rzuciłeś się na mnie, a ja mam na to świadków.
    Miał zamiar się z nim kłócić i powiedzieć, że przecież są kamery, ale wtedy przypomniał sobie, że na tamtym odcinku korytarza od kilku dni nie było kamery. Miała zostać wymieniona, ale jakoś w to wątpił. Ale zaraz, niby jakiś świadków? Tatia i Mike… Cholera.
    - Panie, McVries, co pana zdaniem mam z nimi zrobić? Nie było mnie tam, a widzę, że chłopcy nie chcą współpracować. – Dyrektorka uważnie przyjrzała się najpierw Sedrikowi, następnie Nickowi, a na końcu spojrzała na Toma.

    [uff, to dobrze. tzn, chyba dobrze? :D]

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie słuchał tego, co Tom miał do powiedzenia.
    Wpatrywał się w jeden punkt, tuż obok głowy pani Lopez i myślał o tym, czy pozwolą mu wcześniej wrócić do domu. Mógłby schować się w swoim pokoju i trochę się nad sobą poużalać. Mało to dorosłe, no ale.
    Próbował też ignorować ból. Bo bolała go chyba cała twarz. Nawet nie chciał się zastanawiać nad tym, czy ten idiota złamał mu nos.
    Mama jak nic dostanie zawału na jego widok. Może w końcu się do niego odezwie? To znaczy, zanim dostanie zawału.
    Wrócił do rzeczywistości dopiero, gdy głos znów zabrała dyrektorka.
    - Do widzenia - mruknął cicho i wyszedł z gabinetu.
    W oknie odbijała się jego postać. Jezusie, wyglądał jak zombie z rozkwaszoną twarzą.
    - Nie musisz mnie odprowadzać. Sam trafię do pielęgniarki - oderwał wzrok od swojego odbicia i spojrzał na Thomasa.
    Sam nie do końca wiedział dlaczego, ale czuł się strasznie głupio. Na pewno nie chodziło o to, że Tom dowiedział się o jego orientacji, jakby nie było - wiedział o tym już od wczoraj. Skrzywił się, uświadamiając sobie, że teraz pewnie już cała szkoła o tym wie.
    Westchnął z rezygnacją i ruszył w kierunku gabinetu pielęgniarki. W domu się nad sobą poużala. Cholera, był żałosny. Może od razu powinien zamknąć się w pokoju i nie wychodzić z niego przez kilka lat? Nie żeby kiedykolwiek przejmował się tym, co myślą o nim ludzie.
    Nawet nie odwrócił się, by sprawdzić, czy Tom idzie za nim.

    [Tak szczerze, to już powoli zaczęłam zapominać, jak to było na onecie, ale cieszę się że ten duch nadal we mnie jest. :D
    A co do Jessiki Jones, ostatnio zastanawiałam się nad obejrzeniem tego serialu. Rozumiem, że polecasz? :D]

    OdpowiedzUsuń
  38. [O, czyli koniecznie muszę go obejrzeć. :D
    Ja poszłam spać o trzeciej, a wstałam o 15. Znów pewnie będę tak długo siedzieć. XD]

    - Spoko. Jak chcesz - wzruszył ramionami. Nie zamierzał przecież się z nim kłócić o to, by zostawił go w spokoju. Z jednej strony chciałby zostać sam, ale z drugiej chciałby mieć kogoś obok. Nawet jeżeli tym kimś miałby być nauczyciel.
    Jego myśli w końcu wróciły na odpowiedni tor. Jeżeli dziś zwolnią go wcześniej, a jutro nie pójdzie do szkoły, to zyska kilka dni na... Nie, stop. Sed nigdy nie był tchórzem. Miał daleko w poważaniu to, co myśleli o nim inni.
    Wszedł do gabinetu i uśmiechnął się krzywo do pielęgniarki.
    Wywrócił oczami na słowa Toma, siadając na kozetce.
    Uważnie rozejrzał się po całym gabinecie. Był tu zaledwie kilka razy i to tylko wtedy, gdy trzeba było przynieść jakieś badania, czy coś podpisać. Nigdy nie przyszedł tu z pokiereszowaną twarzą.
    Próbował ignorować Toma, ale nie za dobrze mu to wychodziło.
    Syknął, gdy wacik z utlenioną wodą dotknął jakiejś ranki.
    - Nos jest cały, wstrząsu mózgu nie ma. Mogło być gorzej - kobieta uśmiechnęła się do niego szeroko, przyklejając plaster na jego skroni. - Dam ci coś na ból głowy. Nie wracaj już dziś na lekcje. Lepiej by było gdybyś trochę odpoczął.
    Odetchnął z ulgą. Tak, idealnie.
    - Dziękuję - tym razem uśmiechnął się szczerze. Wziął od niej tabletkę i popił kilkoma łykami wody. Zeskoczył z kozetki i od razu tego pożałował, bo zakręciło mu się w głowie. W ostatniej chwili przytrzymał się szafki.

    OdpowiedzUsuń
  39. [Zgadza się. :D
    Kurde, minął już prawie tydzień ferii, a ja nie zrobiłam jeszcze nic, co sobie zaplanowałam. Maskara. :>]
    Gdyby wiedział, że od takiego szybkiego wstawania zakręci mu się w głowie, byłby bardziej uważny. Cóż, prawda była taka, że jak najszybciej chciał wyjść ze szkoły. Tylko niby dokąd miał iść? Jasne, zaledwie kilka minut temu planował wrócić do domu, ale nie mógł tego zrobić.
    Może powinien pójść do parku? Albo nie, najpierw pójdzie coś zjeść. Tak, to dobry plan.
    - Nie, wszystko jest w porządku. Serio. Po prostu... trochę zakręciło mi się w głowie.
    Odsunął się od niego dopiero, gdy był pewien, że jego nogi go nie zawiodą.
    - Muszę iść - mruknął w końcu. - Dziękuję - zerknął na pielęgniarkę, a potem na Toma. - Panu też, profesorze. - Tym razem do jego głosu wkradła się odrobina ironii.
    Otworzył drzwi i boleśnie powolnym krokiem wyszedł z gabinetu. Najpierw musiał pójść do szafki. Skrzywił się na samą myśl.

    OdpowiedzUsuń
  40. [<3]
    Udawał, że Tom wcale za nim nie idzie. Nie chciał z nim rozmawiać. Chciał jak najszybciej stąd wyjść.
    Zatrzymał się przy swojej szafce.
    Przez długą chwilę wpatrywał się w napis. W końcu pokręcił głową i otworzył szafkę.
    - Dlaczego za mną poszedłeś? - Zapytał, wyciągając plecak. Schował do niego kilka książek.
    Zatrzasnął szafkę i oparł się o nią.
    - Chcesz upewnić się, że nie wpadnę w większe kłopoty? - Uniósł jedną brew, zarzucając plecak na plecy. - Profesorze?

    OdpowiedzUsuń
  41. Roześmiał się cicho i zaraz tego pożałował. Syknął cicho i dotknął opuchniętej wargi.
    - Dziękuję, profesorze, ale nie wybieram się do domu. Nie musi mnie pan niańczyć. Postaram się nie zemdleć. - uśmiechnął się sztucznie, odepchnął się od szafki i ruszył w stronę wyjścia ze szkoły.
    Odetchnął głęboko, gdy znalazł się w końcu na świeżym powietrzu. Przez chwilę żałował, że nie przyjechał do szkoły swoim rowerem. Zaraz jednak stwierdził, że rower i tak na nic by się nie zdał. Jeszcze przez przypadek spowodowałby jakiś wypadek.

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Nie miał nawet dokąd pójść.
    Był żałosny. Cholera, tak bardzo żałosny.
    Ale zaraz, od kiedy to on się tak naprawdę nad sobą użalał? Zawsze starał się być szczęśliwy. Albo przynajmniej udawał. A teraz?
    Nim się obejrzał, znalazł się pod tymi drzwiami, pod którymi nie powinno go być.
    Nie powinien tu przychodzić. Jednak coś znacznie silniejszego od jego samego, przyciągało go do tego mieszkania.
    Zapukał i czekał, aż Tom otworzy.
    - To twoja wina - powiedział, gdy tylko drzwi się otworzyły. - To przez ciebie najpierw powiedziałem rodzicom, że jestem gejem, a potem dałem sobą pomiatać temu idiocie. A jeszcze wcześniej cię pocałowałem. Reakcja łańcuchowa.

    OdpowiedzUsuń
  43. Zacisnął mocno szczękę, gdy Tom parsknął śmiechem.
    Cholera, naprawdę nie powinien tu przychodzić. Był popieprzony i tyle. Innego wytłumaczenia nie było. Co z tego, że starał się być normalny?
    - Biorę odpowiedzialność za swoje czyny. To ty się wtrąciłeś pomiędzy mnie, a Williamsa. Nie potrzebowałem twojej pomocy. Nie potrzebuję ciebie - wycedził przez zaciśnięte zęby.
    Zrobił krok w jego stronę.
    - Jesteś taki dorosły, tak? Lubisz dawać rady. Boże, tak bardzo żałuję, że przyszedłem tego dnia na korki.
    Po co to mówił? Przecież wcale tak nie było. Zwyczajnie był rozżalony.
    - Gdyby nie ty, nadal żyłbym spokojnie. Przewróciłeś mój świat do góry nogami i nawet sobie, kurwa, nie zdajesz z tego sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  44. Thomas miał rację, co Sed musiał przyznać z bólem. Próbował przekonać samego siebie. Próbował sobie wmówić, że go nie potrzebuje.
    Ale niby dlaczego miałby go w ogóle potrzebować? Przecież Tom był tylko jego nauczycielem. Nikim więcej.
    - Nie chcę zwalać na ciebie winy.
    Wsunął dłonie we włosy i pociągnął za nie mocno. Musiał się skupić. Jego myśli stały się zbyt rozbiegane.
    - Ja... nie wiem. Nie uciekłbym. Po prostu... po prostu jeszcze bym trochę poczekał z powiedzeniem prawdy. Może do końca szkoły? - Podniósł wzrok i spojrzał mu w oczy. - Sam widziałeś, do czego to doprowadziło. Prawda nie zawsze jest dobra!
    Odetchnął głęboko.
    - Cholera, nie wiem po co do ciebie przyszedłem.

    OdpowiedzUsuń
  45. - Moja mama się do mnie nie odzywa. Tato jest w porządku. Powiedział, że będzie mnie wspierać.
    Uniósł jedną brew, zostawiając w spokoju swoje włosy.
    - Może i masz rację - wzruszył lekko ramionami. - Może to dlatego. Żałujesz tego, co? Wyciągnąłeś do mnie rękę, a ja się do ciebie przyczepiłem. Jak mały szczeniak.
    Uśmiechnął się ironicznie.
    - Zawahałeś się. Czekasz na kogoś, prawda? - Starał się by jego głos brzmiał jak najbardziej obojętnie. Może powinien wziąć kilka lekcji u Nicka? - Tylko chwila, bo i tak muszę skorzystać z toalety. Nie martw się, nie popsuję ci kolejnego dnia.
    Wszedł do środka, ignorując cichy głosik z tyłu głowy, który mówił mu, żeby tego nie robił.
    - Cześć, śliczna - mruknął, kucając przed Tonks. Podrapał ją za uszami.

    OdpowiedzUsuń
  46. - Kilka osób wie, ale nie wszyscy.
    Wziął Tonks na ręce i poszedł za nim do dużego pokoju. Mimowolnie roześmiał się cicho, gdy zobaczył go leżącego na kanapie z kotką na plecach.
    Nie do końca był pewien, dlaczego to robi, ale podszedł do niego i usiadł na podłodze, opierając się plecami o kanapę.
    Jakimś cudem stawał się coraz spokojniejszy.
    - Bzdury gadasz. Dla kobiet, dziewczyn, dam... ważne są ładne stroje. Jasne, nie dla wszystkich, ale jednak - głaskał Tonks, która usadowiła się wygodnie na jego nogach.
    - To znaczy, czują się pięknie, gdy mogą się wystroić. A na ślub, to już w ogóle. Widać, że nie masz sióstr. - Mruknął z rozbawieniem. - Kobiety stają się skomplikowane, gdy facet próbuje rozgryźć ich niektóre decyzje. Dlatego przestałem się nad tym zastanawiać. Gdy ciągnął mnie do sklepów, bym był ich tragarzem, to się z nimi nie kłócę. Moim jedynym sprzymierzeńcem jest Aria, ale ona też w końcu dorośnie.

    OdpowiedzUsuń
  47. - A czy to koniecznie musi być biała sukienka? - Obrócił głowę, by móc na niego spojrzeć. - Przecież są też inne kolory, nie? Nie mówię o czarnym, no ale.
    Wywrócił oczami.
    - Dobra, spójrz na to inaczej. Gdybyś to ty brał ślub, ale z facetem, to kazałbyś mu włożyć sukienkę, bo ty chciałbyś garnitur? To podobna sytuacja.
    Teraz obrócił się prawie całym ciałem i oparł się ramieniem o kanapę.
    - Już dobrze. - Wzrok utkwił w czarnym futerku kotki. Jakoś nie potrafił spojrzeć Thomasowi w oczy. - Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem. Ja... ja nie jestem taki. Nie lubię się wyżywać na innych. Nie wiem, co we mnie wstąpiło.

    OdpowiedzUsuń
  48. - Wiesz, tak naprawdę to chyba masz jeszcze czas, by przekonać ją do garnituru, nie? - Uśmiechnął się krzywo. - Może i uparła się na białą sukienkę, ale zawsze może także zmienić zdanie. To kobieta. One często zmieniają zdanie.
    Dopiero po kilku minutach podniósł wzrok, ale tym razem utkwił go w kocie leżącym na plecach Toma. Z małym wahaniem wyciągnął dłoń i delikatnie pogłaskał Ender po miękkim futerku. Jego dłoń przez przypadek zsunęła się na plecy mężczyzny, ale zaraz się ogarnął i wrócił do głaskania kota.
    - Może i tak, ale nie miałem prawa zganiać wszystkiego na ciebie. Mogłem trzymać język za zębami i o niczym wczoraj nie mówić. - Westchnął. - Jednak z drugiej strony cieszę się, że w końcu rodzice się o tym dowiedzieli. Zajmie pewnie dużo czasu, zanim mama to zrozumie, ale przynajmniej mam ojca po swojej stronie.
    Zachichotał cicho.
    - A ta akcja w szkole... Cóż, może mi się należało? Dobrze, że przynajmniej mój nos jest cały.

    OdpowiedzUsuń
  49. Dlaczego zwyczajnie nie potrafił stąd wyjść? Powinien zostawić Thomasa w spokoju, ale zwyczajnie nie potrafił. Sed zawsze szybko przywiązywał się do ludzi, ale nie aż tak szybko.
    - Uwalnia - powtórzył to słowo kilka razy w myślach, choć nadal nie był co do tego przekonany w stu procentach.
    - Nie wiem, co moja siostra w nim widzi. Jest idiotą. - Szturchnął go palcem w bok - to ona mu powiedziała. Nawet jeżeli to nie Nick napisał na mojej szafce, że jestem pedałem - skrzywił się - to on i tak o tym wiedział i pewno powiedział o tym komuś innemu. Nikt inny tego nie mógł zrobić. Wiem to.
    Milczał przez chwilę, wpatrując się w jeden punkt na ścianie. Drgnął, gdy zadzwonił dzwonek.
    - Cholera, pójdę już, to pewnie twoja przyjaciółka - wymamrotał, podnosząc się.

    OdpowiedzUsuń
  50. - Już z nią rozmawiał. Nie podobało mu się to, że spotyka się z Nickiem. Ona jednak nic sobie z tego nie robi.
    Roześmiał się, gdy Tom zerwał się z kanapy, zrzucając przy tym z siebie biedną kicię.
    Nie zdążył jednak powiedzieć mu, że nie zamierza zawracać głowy kolejnej osobie, bo nim się obejrzał, Thomas otwierał już drzwi.
    Nie do końca był pewien, co w tym momencie powinien ze sobą zrobić, więc ruszył w kierunku holu.
    Dyskretnie przyjrzał się kobiecie, a uśmiech jakby automatycznie, pojawił się na jego ustach.
    Zaraz jednak uśmiech trochę zmalał, a jego policzki zrobiły się czerwone.
    Cholera, niby dlaczego się zarumienił?
    Zrobił kilka kroków do przodu.
    - Emm, dzień dobry? Cześć? - Wyciągnął dłoń w jej stronę. Chyba powinien się z nią przywitać, prawda? Tak, kultura przede wszystkim. - Jestem Sedric, miło panią poznać.
    Rozejrzał się uważnie w poszukiwaniu swojego plecaka.
    - Gratuluję i życzę wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. Będzie pani wyglądać świetnie w białej sukience - wypalił nagle, nim zdążył się powstrzymać.
    Wyszczerzył się, spoglądając na Toma.

    OdpowiedzUsuń
  51. - Max, jasne. Miło cię poznać.
    Znów się zaśmiał, rozluźniając się prawie całkowicie. Jakimś cudem, zarówno przy niej, jak i przy nim, Sed czuł się naprawdę dobrze. Pomijając to, że Max w ogóle nie znał. A Toma tylko częściowo.
    - Tak, poproszę - spojrzał na niego, tym razem uważnie. Nie chciał się wciskać tam, gdzie go nie chcieli. Jedno spojrzenie Thomasa i zniknie.
    - Ach, to... - dotknął swojej twarzy i się skrzywił.
    Zdążył już prawie całkowicie zapomnieć o tym niezbyt miłym incydencie, w którym jego twarz spotkała się z bezlitosną szafką.
    I nagle poczuł przemożną chęć powiedzenia jej o wszystkim.
    - Wczoraj powiedziałem rodzicom o mojej orientacji. Moja siostra powiedziała o tym swojego chłopakowi. Gdy przyszedłem dziś do szkoły, to zobaczyłem wspaniały napis na mojej szafce. Potem ten jej chłopak, naprawdę agresywny typ, popchnął mnie na szafkę, a dzięki temu moja twarz miała z nią bliskie spotkanie. - Wyrzucił z siebie jednym tchem. Od razu poczuł się znacznie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  52. - Wiesz... mój tato jest w porządku. Powiedział, że zawsze będzie mnie wspierać. Gorzej z mamą, ale mam nadzieję, że kiedyś to w końcu zrozumie. Dzięki. I jeszcze raz gratuluję.
    Również się uśmiechnął. Miał dziwne wrażenie, że przy tej kobiecie nie dało się tak po zwyczajnie smucić.
    - Ale czy to koniecznie musi być biała sukienka? No wiesz, Max, przecież są też inne kolory, nie? Chociażby kremowy. Skoro twoja partnerka też będzie mieć białą sukienkę, to na zdjęciach możecie wyglądać jak biała plama.
    Nie chciał się wtrącać w jej sprawy, ale jednak to zrobił. Miał tylko nadzieję, że oboje nie będą mieli mu tego za złe. Tom równie dobrze mógłby go już stąd wygonić.
    Wszedł za nią do kuchni i usiadł przy stole.
    - Mama mojej przyjaciółki ma salon sukien ślubnych. Mogę wam podać adres, jeżeli chcecie. Czasami pomagam im z rachunkami, albo po prostu przesiaduję tam z Lily, gdy pracuje. Nie za bardzo znam się na takich miejscach, ale mają sporo klientów.

    OdpowiedzUsuń
  53. - Czyli twoja dziewczyna jest Hinduską? Fajnie.
    Pokiwał głową. Uwielbiał kawę, ale nie potrafił pić czarnej. Zawsze musiał dodawać do niej mleko.
    - Ślub w Vegas to też jest wyjście. Zwłaszcza dla tych, którzy lubi dziesięciominutowe ceremonie i starych facetów, którzy lubią przepierać się za Elvisa Presleya.
    Chwycił kawę i upił kilka łyków. Z rozbawieniem przysłuchiwał się ich wymianie zdań.
    - Ja nigdy nie chciałbym przechodzić przez coś takiego. To znaczy, gdyby już moja druga połowa uparła się na wystawny ślub, to również musiałaby się tym zająć. Jak dla mnie organizowanie ślubu jest zbyt wielkim, bezsensownym stresem. Moja kuzynka niedawno wychodziła za mąż, a moje siostry wtedy oszalały. Czułem się, jak w wariatkowie.
    Wyciągnął telefon z kieszeni i napisał smsa do Lily, by podała adres salonu matki.
    Odpowiedź przyszła po zaledwie kilkunastu sekundach.
    - Masz szczęście, Max. Dziś podobno jest mały ruch, więc śmiało możecie tam pojechać. Lily na pewno wam pomoże, jest w tym niezła.
    Odstawił kubek i zapisał adres na karteczce.

    OdpowiedzUsuń
  54. [Dobra, lol, dopiero teraz zauważyłam błędy. Przepraszam. XD
    Powinno być "lubią dziesięciominutowe [...]", "przebierać się za Elvisa" i "chwycił kubek i upił kilka łyków kawy".
    Jeszcze raz przepraszam. :D]
    Zakrztusił się kawą, gdy wyobraził sobie Toma przebranego z Presleya. Kurczę, nie. Teraz nie będzie potrafił wyrzucić tego obrazu z głowy.
    - Nie ma za co. Powołajcie się na mnie w razie czego.
    Czuł, że od nich odstaje. Nie był taki, jak oni. Przebywając z nimi miał wrażenie, że stracił najlepsze lata swojego życia. Czuł się, jakby był zgorzkniałym staruszkiem. Chciał być inny, ale nie potrafił. Podziwiał łączącą ich więź i w pewnym sensie zazdrościł im tego. Miał dwójkę swoich najbliższych przyjaciół, ale nie łączyło ich nic takiego, jak Max i Toma.
    Dopił kawę i się podniósł.
    - Lepiej już pójdę.
    Musiał wrócić do swojego normalnego życia i stawić czoło swojej rodzinie, nawet jeżeli nie był na to gotowy. A sama myśl o tym, że miałby już teraz wrócić do domu, wywoływała na jego ciele dreszcze.
    - I panie profesorze? - Uśmiechnął się krzywo, stając tuż przed Tomem. - Dzięki za uratowanie twarzy. Gdyby nie pan, to pewnie skończyłoby się gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  55. Max zaskoczyła go swoim zachowaniem, ale musiał przyznać, że dzięki temu zrobiło mu się cieplej na sercu.
    - Dzięki, Max. Jeszcze raz wszystkiego dobrego. Mam nadzieję, że znajdziesz swoją wymarzoną suknię. Do zobaczenia - uśmiechnął się do niej i szybko wyszedł z kuchni, nawet nie patrząc na Toma.
    W salonie znalazł swój plecak, a potem czym prędzej wyszedł z mieszkania.
    Następne kilka dni prawie w ogóle nie różniły się od poprzednich. Pomijając to, że więcej czasu spędzał poza domem. W szkole unikał Thomasa, tak samo jak Nicka. Po weekendzie czekały na niego nowe drzwi od szafki. Przez cały czas czuł na sobie ciekawskie spojrzenia, ale w końcu nauczył się je ignorować.
    Na korki przyszedł prawie godzinę spóźniony.
    Po szkole zajmował się Arią i nie miał ją z kim zostawić. W końcu zaprowadził ją do salonu mamy Lily.
    Gdzieś po drodze rozładował mu się także telefon, więc nie mógł zadzwonić do Toma.
    Zapukał do drzwi i zziajany oparł czoło o chłodną ścianę obok.
    Biegł przez prawie połowę miasta. Wiedział, że źle się to skończy dla jego nogi, ale już było za późno na rozmyślaniem nad własną głupotą.

    [To dobrze. :D]

    OdpowiedzUsuń
  56. Odsunął się od ściany, gdy drzwi w końcu się otworzyły. Wszedł do środka, nawet nie zwracając większej uwagi na Thomasa. Jeżeli zaraz gdzies nie usiądzie, to padnie jak długi na podłogę.
    - Cześć. Przepraszam, że przychodzę godzinę spóźniony, ale miałem w domu mały problem i musiałem... - Urwał. Dopiero, gdy pochylił się, by ściągnąć swoje trampki uświadomił sobie, że coś było nie tak.
    Podniósł wzrok i spojrzał na niego z zaskoczeniem, malującym się na twarzy.
    - Czekaj… czy ty jesteś pijany?
    Przyjrzał się rumieńcom na jego twarzy i parsknął śmiechem.
    - Serio, Tom, upiłeś się?
    Wyszczerzył się i pokręcił głową z dezaprobatą. To nie tak, że myślał, że Thomas nie pije. Po prostu nie sądził, że będzie pił w środku tygodnia.
    - Rozumiem, że w takim razie z naszych dzisiejszych korków nici?
    To było czysto retoryczne pytanie, ale i tak wolał je zadać. Powinien wyjść, ale wiedział, że i tak daleko nie zajdzie, więc poszedł do salonu i usiadł na kanapie.
    - Zaraz sobie pójdę. Muszę tylko chwilę odpocząć.

    OdpowiedzUsuń
  57. Roześmiał się.
    - Jassne, Tom. Kogo ty chcesz oszukać? Chyba siebie, bo na pewno nie mnie. Myślisz, że ci uwierzę?
    Odetchnął z ulgą, gdy usiadł na kanapie. Tak, potrzebował chwili odpoczynku.
    Otworzył usta, ale zaraz szybko je zamknął. Przez długą chwilę wpatrywał się w tył jego głowy.
    Nie, nie chciał iść, ale czy aby na pewno mógł zostać?
    Ostrożnie zsunął się na podłogę i usiadł obok niego.
    Nim zdążył się zastanowić nad tym, co robi, wsunął dłoń w jego włosy i odchylił jego głowę do tyłu.
    - Nie mamrocz, bo cię nie rozumiem - powiedział z rozbawieniem, gdy mężczyzna w końcu na niego spojrzał.
    Rozejrzał się uważnie po pokoju, a jego wzrok w końcu spoczął na w połowie opróżnionej butelce tequili.
    - Mogę? - Uśmiechnął się krzywo i wskazał głową na alkohol.

    OdpowiedzUsuń
  58. Uśmiechnął się szerzej, gdy dłoń Toma zaledwie musnęła jego policzek.
    Powinien widzieć w tym coś nieodpowiedniego, ale nie widział.
    Wywrócił oczami.
    - Przynajmniej dziś nie baw się w mojego nauczyciela, co? - Rozluźnił się, czując go tak blisko siebie i również wbił wzrok w ścianę. - Nie uczysz mnie, wiec dziś możemy udawać, że nie jesteś także nauczycielem w szkole, do której chodzę.
    Sięgnął po butelkę.
    - Obiecuję, że się nie upiję. Słowo skauta - wyszczerzył się i pociągnął jeden, długi łyk z butelki.
    Sed zaliczał się do grona tych grzecznych osób, ale to wcale nie oznaczało, że nigdy nie pił. A żeby było jeszcze lepiej, miał dosyć mocną głowę.
    Bez słowa podał mu butelkę.

    OdpowiedzUsuń
  59. - Tak, możemy. Cokolwiek zechcesz.
    Zachichotał, również przyglądając się etykiecie.
    - Tania tequila? Nie stać cię na nic lepszego? Podobno nauczyciele wcale nie zarabiają tak źle, jak twierdzą. - Dodał po chwili z sarkazmem: - Nie, żebym znał blisko jakiegoś nauczyciela.
    Wziął od niego butelkę. Napił się, ale tym razem już się nie skrzywił. Każdy kolejny łyk będzie lepszy od poprzedniego.
    Objął go ramieniem i jeszcze bardziej do siebie przycisnął.
    - Jakie jest twoje hobby? - Spytał.
    Chciał się dowiedzieć o nim jeszcze czegoś więcej, a teraz miał ku temu dobrą okazję.

    OdpowiedzUsuń
  60. - Dobrze, dobrze. Skoro tak stawiasz sprawę - lekko wzruszył ramionami. - Kim bym był, gdybym się teraz zaczął z tobą kłócić?
    Westchnął i całkowicie poddał się dłoni Toma, wędrującej po jego ramieniu. Czuł się tak dobrze, że nie wyszedłby stąd nawet gdyby ktoś go do tego zmusił.
    - Kiedyś chciałem nauczyć się gry na perkusji, ale mam do tego dwie lewe ręce.
    Mimowolnie zadrżał i prawie wypuścił z rąk butelkę, gdy usta Thomasa przycisnęły się do jego obojczyka.
    Wybuchnął śmiechem.
    - Nie, nigdy nie byłem skautem. Harcerstwo nie za bardzo mnie kręci. Też jestem Wagą, jestem z trzynastego października.
    Znów pociągnął z butelki kilka łyków. Niechętnie się od niego odsunął i wsunął mu butelkę do ręki.
    - Masz, wypij jeszcze trochę, jeżeli nadal chcesz się urżnąć. Mam nadzieję, że masz gdzieś jeszcze schowaną druga butelkę.

    OdpowiedzUsuń
  61. Obserwował go z rozbawieniem.
    Powstrzymał się jednak przed śmiechem, by go przypadkiem nie zdenerwować. Sed doskonale wie, że pijanych ludzi jest bardzo łatwo zdenerwować. Miał na ramieniu pamiątkę w postaci długiej blizny, gdy jego pijany przyjaciel popchnął go na lustro, które następnie w dosyć efektywny sposób się rozbiło, bo nie chciał iść do domu.
    - Lubię whisky.
    Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale jego język się nieco zaplątał, gdy Tom się przeciągnął.
    Siedział tak jeszcze chwilę, wpatrując się w jeden punkt na ścianie i czekał na powrót Thomasa.
    W końcu jednak stwierdził, że raczej się nie doczeka.
    Podniósł się i ruszył, jak mu się wydawało, w kierunku sypialni. Podszedł do łóżka, chwycił go za ramię i delikatnie nim potrząsnął.
    - Hej, nie śpij. Thomas, no. - Pochylił się nad nim. - Co z moją whisky?

    OdpowiedzUsuń
  62. Zaplótł ramiona na piersi, uważnie przyglądając się jego poczynaniom. Jak na pijaną osobę, Thomas miał nieźle skoordynowane ruchy.
    - Mój dziadek uwielbiał Blue Label.
    Wziął od niego alkohol i upił kilka łyków.
    Tak, własnie tego mu było trzeba. Tequila nich się schowa.
    - Ty byłeś nieśmiały? Jakoś sobie nie potrafię tego wyobrazić. - Wskazał na siebie - to ja jestem nieśmiały. - Zmarszczył brwi - może mamy więcej wspólnego, niż mi się wydawało - wymamrotał cicho, zdecydowanie sam do siebie.
    Pokręcił głową i prychnął w odpowiedzi na jego uśmiech. Wspiął się jednak na łóżko i usiadł obok niego.
    - Jak często organizujesz sobie takie popijawy w środku tygodnia?
    Było mu przyjemnie ciepło, więc po uprzednim dużym łyku trunku i podaniu butelki Thomasowi, opadł na plecy.

    OdpowiedzUsuń
  63. Roześmiał się cicho.
    - Wow, musiało być naprawdę nieźle, Freddie.
    Ułożył się wygodnie na boku, opierając głowę na ramieniu zgiętym w łokciu.
    Westchnął z rezygnacją uświadamiając sobie, że on niestety będzie musiał następnego dnia iść do szkoły.
    - Zazdroszczę ci. Wiesz... chciałbym być już po szkole, może nawet po studiach. Problem polega na tym, że wydaje im się, że nigdzie nie pasuję. Nie zrozum mnie źle, kocham moją rodzinę i przyjaciół, ale czegoś mi w tym wszystkim jednak brakuje.
    Jakby dopiero teraz poczuł, że alkohol zaczyna krążyć razem z jego krwią po całym jego organizmie.
    Znów wziął od niego butelkę.
    Przełykając spojrzał mu w oczy, a następnie jego wzrok ześlizgnął się na usta mężczyzny.
    Odsunął od siebie butelkę i przejechał językiem po dolnej wardze, nie odrywając spojrzenia od jego twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  64. - Tak, liceum jest do dupy, ale ma też kilka plusów - spojrzał na niego znacząco.
    Wywrócił oczami i parsknął śmiechem.
    - Mówiłem ci już, że jesteś niemożliwy?
    Uniósł jedną brew, gdy Tom popchnął go na łóżko. Na jego twarzy mimowolnie pojawił się szeroki, zadowolony uśmiech, gdy opadł plecami na pościel.
    Wyciągnął rękę do góry i chwycił jego podbródek. Przyciągnął jego głowę do swojej i jęknął cicho, gdy ich usta się ze sobą zderzyły.
    Tom smakował tequilą wymieszaną z whisky oraz czymś, co Sed sklasyfikował jako "smak Thomasa".
    Było tak samo, a nawet znacznie lepiej, niż tydzień temu. Prawie każdego dnia myślał o całowaniu tych ust, ale wątpił, by to kiedykolwiek miało się powtórzyć. Jak widać, nigdy nie można w nic wątpić i z góry zakładać, że coś już więcej się nie wydarzy.
    Jedną z dłoni wsunął we włosy mężczyzny, a druga zaczęła błądzić po jego plecach. W końcu jakimś cudem wślizgnęła się pod koszulkę. Jego zimna dłoń dotknęła gorących pleców Toma i zaczęła kreślić na nich nieodgadnione wzory.

    OdpowiedzUsuń
  65. - Och, serio o to pytasz, Tom? - Spojrzał na niego spod wpół przymkniętych powiek. - Jakbyś nie widział tego, że bardziej pewny już nie będę.
    Niechętnie wyciągnął dłoń z jego włosów i spod koszulki.
    - A co jeżeli to ja uwodzę ciebie? - Spytał z przekąsem.
    Wysunął język i dotknął nim jego kciuka.
    - Jak się czujesz, będąc uwodzonym przez osiemnastolatka?
    Chwycił go za ramię i pchnął go na łóżko. Usiadł okrakiem na jego udach.
    Oparł ręce po obu stronach jego głowy i pochylił się nad nim. Przejechał ustami wzdłuż jego policzka, aż dotarł do ucha. Przygryzł delikatnie jego płatek.
    - I jak, co o tym sądzisz? - Wyszeptał mu wprost do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  66. Zachichotał w jego usta i odsunął się od niego odrobinę.
    - No skoro tak... - przygryzł mocno dolna wargę i jednym ruchem ściągnął z siebie koszulkę, która następnie wylądowała gdzieś na podłodze.
    - Ty też masz na sobie stanowczo za dużo ubrań - wymamrotał. Wsunął dłonie pod jego koszulkę i podciągnął ją do góry. Już po chwili dołączyła na podłodze do tej jego.
    Pocałował go krótko w usta, a potem zjechał na jego szyję. Na przemian przygryzał i lizał skórę na jego szyi.
    Było mu gorąco, ale bez wątpienia nie było to zasługą wypitego alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  67. Jego ramiona zatrzęsły się od śmiechu. Z ociąganiem oderwał usta od jego skóry.
    - Jakoś sobie z tym poradzisz. Kto, jak nie ty? - Rzucił rozbawionym tonem.
    Zaraz jednak rozbawienie zniknęło, a pojawił się jeszcze większy, niż chwilę temu, żar, z którym nawet nie próbował walczyć.
    Dopiero teraz uważnie przyjrzał się jego nagiej klatce piersiowej i przełknął głośno ślinę. Objął go mocno ramionami, gdy Tom przyciągnął go do siebie.
    Jego nad wyraz ciekawskie palce zahaczyły o szlufki spodni mężczyzny.
    Jedna z jego dłoni wsunęła się pomiędzy ich ciała. Sunął nią w dół, aż dotarł do zamka.
    Zawahał się i spojrzał mu w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  68. - Nie czuję się do niczego zobligowany - również wyszeptał i uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
    Wpatrywał się przez długą chwilę w jego oczy. Sam do końca nie wiedział, skąd nagle wzięła się w nim ta niepewność.
    Pragnął Thomasa tak bardzo, że aż wręcz bolało.
    - Dobrze.
    Odetchnął głęboko, rozpiął jego pasek, a potem rozporek i zsunął jego spodnie w dół. Zerknął na jego krocze i uśmiechnął się szerzej.
    Wsunął dłoń w bieliznę mężczyzny i objął go pewnie palcami. Odnalazł jego usta i znów go pocałował, w międzyczasie powoli poruszając dłonią.

    [O cholerka, zapomniałam wcześniej spytać o to, czy piszesz sceny erotyczne (bo chyba tak to powinnam nazwać, nie?). Wiem, że sporo osób za tym nie przepada, więc daj mi znać. Jak coś to możemy po prostu przewinąć do przodu. :D]

    OdpowiedzUsuń
  69. Uśmiechnął się z zadowoleniem, poruszając dłonią w stałym rytmie. Muskał ustami jego szyję, aż brutalnie mu przerwano.
    Uniósł jedną brew, a jego uśmiech nieco zbladł, gdy zobaczył ten błysk w jego oku.
    - Ej, co ty... - urwał, gdy Thomas pozbawił go spodni. Uniósł się na łokciach, by móc na niego patrzeć.
    O jasna cholera.
    Wierzgnął biodrami, gdy poczuł usta Toma na swojej męskości.
    Tak, tak, tak!
    Myślenie o tym, a przeżywanie tego, to wielka różnica i właśnie w tym momencie Sed się o tym przekonał.
    Z westchnieniem opadł z powrotem na pościel.
    Wsunął dłonie w jego włosy i pociągnął za nie.
    - Jeżeli teraz nie przestaniesz, to zaraz dojdę - wymamrotał, przygryzając mocno dolną wargę.

    [O matko, padłam jak to przeczytałam. Dziewczyno, uwielbiam Cię! :D
    "Thomas, Twoja grucha mnie oczarowała". Emmmm, nie. XD]

    OdpowiedzUsuń
  70. [Kapucyna... Matko Święta. To za dużo, jak na moje nerwy. :D]
    Sedric z natury był uległy i nigdy jakoś specjalnie nie pociągało go dominowanie w łóżku. Nie żeby miał jakoś wyjątkowo dużo łóżkowych przygód. Jasne, czasem dominacja była dobra, ale nie za każdym razem.
    Przestał panować nad swoim ciałem, więc wkrótce jego biodra zaczęły współpracować z dłonią Thomasa.
    Chwycił jego ramię i mocno zacisnął na nim palce.
    - Cholera - przeklął, gdy przyjemne ciepło zaczęło kumulować się w jego lędźwiach.
    Odchylił głowę do tyłu i doszedł z głośnym jękiem, brudząc przy tym zarówno dłoń mężczyzny, jak i swój brzuch.
    Jeszcze przez chwilę targały nim dreszcze i nie mógł uspokoić oddechu.
    Jeszcze chyba nigdy nie doszedł tak szybko i mocno.
    Spojrzał na niego nieco zamglonym wzrokiem i pocałował go leniwie w usta. Poluźnił chwyt na jego ramieniu, a dłoń zsunęła się w dół klatki piersiowej mężczyzny.

    OdpowiedzUsuń
  71. Wstrzymał oddech, gdy Thomas oblizywał swoją dłoń. Gdyby nie doszedł zaledwie kilka minut temu, to zapewne zrobiłby to teraz.
    - Jestem nastolatkiem w okresie dojrzewania. Oczywiście, że mam siłę. - Wyszczerzył się. - Więc na co czekasz, Tom? Zrób to, o czym myślisz.
    Spojrzał na niego znacząco.
    - Jak mnie chcesz? - Zapytał cicho, ale za to pewnie.
    Resztki nieśmiałości i niepewności wyparowały razem z pierwszym dotykiem ust Toma na jego członku.
    - Tylko... dawno tego nie robiłem, więc musisz mnie dobrze przygotować. - Zerknął na jego męskość i znów wziął ją w dłoń. Przejechał kciukiem po wrażliwym czubku, a potem zaczął poruszać dłonią w boleśnie powolnym rytmie.

    [Ja tego nie zrobię. Pozostanę przy członku i męskości, ale Ty jeżeli chcesz to szalej z tymi synonimami. :D]

    OdpowiedzUsuń
  72. Jego dłoń na chwilę straciła rytm, gdy poczuł jak palec mężczyzny się w niego wsuwa. Jego oddech przyspieszył, a z ust wydostało się ciche sapnięcie.
    Nie był do końca pewien, czy to jego dotyk, czy może słowa, ale ku swojemu zdziwieniu, znów zaczął twardnieć.
    Jego całe ciało drżało, więc zamknął oczy, by choć trochę się uspokoić. To jednak nic nie dało, bo słowa Toma nadal krążyły w jego głowie. Był pewien prawie w stu procentach, że jeszcze przez długi czas ten niski, zachrypnięty głos będzie go prześladować.
    Rozsunął szerzej nogi, by dać mu do siebie lepszy dostęp.
    Z jego ust wydobył się okrzyk, gdy Thomas w końcu w niego wszedł.
    Oderwał dłonie od pościeli i umieścił je na jego plecach.
    - Tak, cholera, tak - wymamrotał i oplótł go nogami w pasie, wypychając biodra do góry. - Rusz się, proszę, Tom.
    Zacisnął swoje wewnętrzne mięśnie tak mocno, jak potrafił, by zmusić go do poruszania się.
    - Thomas! - Wykrzyknął jego imię, palce zaciskając na jego plecach. Sam spróbował się poruszyć, ale był unieruchomiony.
    [Nie smuć się. :<]

    OdpowiedzUsuń
  73. Zacisnął mocno szczękę i spojrzał na niego groźnie.
    Zaraz jednak zapomniał o tym, że się na niego złościł. Jeżeli myślał, że Tom doprowadził go do szaleństwa swoimi ustami i ręką, to cholernie mocno się mylił.
    Nawet nie próbował zapanować nad jękami i westchnieniami, które opuszczały jego usta. Zazwyczaj starał się być cicho, ale tym razem wszystkie jego hamulce puściły.
    - Tak... chcę... żebyś.. we mnie... doszedł - mówił pomiędzy kolejnymi jękami - błagam, Tom!
    Sam znów był na skraju i wiedział, że wystarczyłby zaledwie lekki dotyk na jego członku, by doszedł.
    Ostatkiem silnej woli powstrzymywał się przed objęciem swojej męskości i kolejnego doprowadzenia się na szczyt.
    Spojrzał mu w oczy i przycisnął usta do jego ust w ostrym pocałunku.

    OdpowiedzUsuń
  74. Z zafascynowaniem przyglądał się jego twarzy, gdy dochodził. Chyba jeszcze nigdy nie widział niczego równie pięknego.
    Chciał go powstrzymać, ale był już tak blisko krawędzi...
    Wystarczyło zaledwie kilka sekund, by doszedł. Ten orgazm nie był tak mocny, jak pierwszy, ale równie intensywny.
    Całkowicie rozluźniony opadł na plecy i wpatrzył się w sufit. Zerknął na niego kątem oka i wyciągnął dłoń w jego stronę. Kciukiem starł spermę z jego ust.
    Minęła jeszcze chwila, nim tak naprawdę dotarło do niego, co właśnie się wydarzyło.
    Pieprzył się z Thomasem. Albo raczej - Thomas pieprzył jego. Thomas, który jest starszym o dziewięć lat mężczyzną, a do tego nauczycielem.
    Brawo, Sedric.
    Przerzucił ramię przez jego klatkę piersiową.
    - O matko - wymamrotał, wtulając twarz w jego szyję. - Jeszcze nigdy nikogo o nic nie błagałem. To było... ciekawe.
    Zachichotał nawet wbrew sobie.
    Czuł, że jego policzki płoną z zażenowania, ale ani trochę nie żałował tego, co się pomiędzy nimi wydarzyło.
    - I to ty mnie wymęczyłeś - szturchnął go w bok. - Jestem pewien, że jutro nie dam rady na niczym usiąść - dodał z rozbawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  75. Zachichotał.
    - Polecasz się? To propozycja? - Spojrzał na niego, unosząc jedną brew. Zaraz jednak odwrócił wzrok od jego twarzy i znów się w niego wtulił.
    Spiął się nieco, gdy Tom powiedział o szkole.
    Oparł podbródek na jego klatce piersiowej.
    Minęło kilka boleśnie długich minut, nim się odezwał.
    - Żałujesz tego? - Zapytał w końcu, przerywając ciszę, która zapanowała pomiędzy nimi, po ostatnich słowach Thomasa.
    Męczyło go to pytanie i musiał znać na nie odpowiedzieć. Nawet jeżeli to będzie najbardziej bolesna odpowiedź z możliwych.
    - Bo ja nie. Nie mógłbym tego żałować. Chciałem tego i nic się nie zmieniło. Nawet biorąc pod uwagę to, że jeszcze przez jakiś czas będziemy spotykać się na szkolnym korytarzu. Do czasu, aż skończę szkołę.

    OdpowiedzUsuń
  76. Poczuł, że jego serce opuściło jedno uderzenie, gdy Thomas powiedział, że nie żałuje.
    Potem zaczęło bić jak szalone i był pewien, że nawet mężczyzna leżący obok niego, może je usłyszeć.
    Odetchnął z ulgą i pocałował wnętrze jego dłoni.
    - Mi tez na tobie zależy - wyszeptał i uśmiechnął się trochę nieśmiało.
    Nie chciał myśleć o tym, który z nich ma więcej do stracenia, gdyby to wszystko się wydało. Nie zamierzał niszczyć nauczycielskiej kariery Thomasa, ale nie wiedział też, czy tak po prostu potrafiłby z niego zrezygnować.
    Podniósł głowę z jego torsu i chwycił jego podbródek, zmuszając go do tego, by spojrzał mu w oczy.
    - Hej, o czym myślisz? - Spytał rozbawionym tonem. Przybliżył swoją twarz do jego i musnął jego usta. Dłonią objął jego policzek. - Rumienisz się, McVries? Huh, coś czuję, że myślisz o bardzo nieprzyzwoitych rzeczach.

    OdpowiedzUsuń
  77. Teraz przyszedł jego czas na rumieńce.
    - Dobrze. Skoro tak, to następnym razem postaram się być bardziej wygadany - powiedział ze śmiechem.
    Przygryzł mocno dolną wargę.
    - Cóż, w takim razie powinniśmy się cieszyć, że nie mamy razem lekcji, nie? Bo byłoby nam trochę ciężko.
    Przyglądał mu się, gdy szedł w stronę łazienki.
    Westchnął i z ociąganiem wyplątał się spod kołdry.
    - Nie. Tylko się czegoś napiję i zniknę - uśmiechnął się krzywo i zajął się odnalezieniem swoich ubrań.
    Też powinien wziąć prysznic, ale zrobi to, jak już wróci do domu.
    Dom... Cholera, zapomniał o Arii! Miał ją odebrać od Lily zapewne już jakiś czas temu.
    W spodniach znalazł swój telefon i wcale nie zdziwił się, widząc kilka nieodebranych połączeń. Na szczęście był także sms od przyjaciółki, w którym napisała mu, że odwiozła małą do domu.
    Odetchnął i z ulgą stwierdził, że nie musi się tak spieszyć do domu.
    Ubrał się i poszedł do kuchni.
    Jakby automatycznie, zaburczało mu w brzuchu, a jego wzrok padł na lodówkę. Nie zamierzał się jednak rządzić w cudzym domu, więc tylko nalał sobie wody i wypił ją duszkiem.
    [Luzik arbuzik. Ja cały czas tutaj będę, bo nie zamierzam nigdzie uciekać. Za bardzo polubiłam naszych panów. A do tego świetnie mi się z Tobą pisze. :) Miłego wyjazdu!]

    OdpowiedzUsuń
  78. [<3]
    Stał tak chwilę, obracając szklankę w dłoniach, zastanawiając się, czy rzeczywiście powinien już wyjść.
    Postanowił, że najpierw poczeka na powrót Thomasa.
    Gdy Tom wszedł do kuchni, na ustach Seda pojawił się szeroki uśmiech.
    Odstawił pustą szklankę na blat.
    - Szczerze? Jak wilk. Jestem pewien, że mógłbym zjeść konia z kopytami. - Stwierdził z rozbawieniem.
    Podszedł do lodówki. Spojrzał na niego z niemym pytaniem, nim zajrzał do środka.
    - Mogę zrobić kanapki, jeżeli chcesz - zerknął na niego przez ramię. - Następnym razem postaram się coś dla nas ugotować.
    Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad tym, kiedy będzie ten następny raz. W przyszłą środę?
    Jasne, będą widzieć się w szkole, ale to przecież nie to samo. Zwłaszcza, że żaden z nich nie może dać po sobie znać, że łączy ich cokolwiek więcej niż tylko relacje uczeń-nauczyciel.
    Wyciągnął z lodówki składniki na kanapki.
    - Z czym chcesz te kanapki, Tom? - Zapytał, kładąc wszystko na blacie.

    [A tak w ogóle, to jaki mamy u nich miesiąc? Pytam, bo tak mniej więcej chcę wiedzieć, ile Sedricowi zostanie do końca szkoły. :D]

    OdpowiedzUsuń
  79. [Czyli możemy założyć, że jest grudzień, a za jakieś kilka dni będą święta, o.
    A scena na weselu Max musi być koniecznie! Jej ślub mógłby odbyć się właśnie w święta, albo tuż przed lub po. :D]
    - No błagam cię. Przecież dobrze wiesz, że lubię gotować. Wcale mnie nie wykorzystujesz - wyszczerzył się. - A to są tylko kanapki, nic wielkiego. Równie dobrze sam mógłbyś je zrobić, ale jestem zbyt głodny, a wspólnie zrobimy je szybciej.
    Przerwał to, co robił i spojrzał na niego.
    Wiedział, że powinni porozmawiać, ale nie miał pojęcia, jak powinni się za to zabrać.
    W końcu odwrócił od niego wzrok.
    Przez długą chwilę wpatrywał się w kromki chleba, które położył na talerzu.
    Westchnął i oparł się plecami o jego tors.
    - Przecież dobrze wiem, że nie możesz mnie zabrać w żadne publiczne miejsce.
    Obrócił się w jego ramionach, by móc spojrzeć mu w oczy. Objął ramionami jego szyję.
    - Nie masz za co przepraszać. - Oparł czoło o jego i uśmiechnął się łagodnie. - Wiem, z czym się to wszystko wiąże. I chcę tego. Chcę ciebie, rozumiesz? - Musnął ustami jego policzek, a następnie wyszeptał mu do ucha: - Jeżeli mnie chcesz, to jestem cały twój.
    Odchylił się odrobinę i znów spojrzał mu w oczy.
    - Pytanie tylko, czy chcesz się w to wplątywać. Nie musisz odpowiadać od razu. Możesz się nad tym zastanowić. Nie będę cię do niczego zmuszać.

    OdpowiedzUsuń
  80. [Hmm, jak dla mnie to mogliby mieszkać w Kalifornii, tam przez cały rok jest względnie ciepło. Ale tak szczerze, to mi jest zupełnie obojętnie. Ty zdecyduj. :D]
    Odetchnął z wyraźną ulgą.
    - Damy radę, Tom. Kto, jak nie my? - Uśmiechnął się szeroko. - Pół roku to nie tragedia. Zawsze mogło być gorzej.
    Przyglądał mu się przez chwilę, jakby nie mogąc uwierzyć w to, że Thomas jednak z niego nie zrezygnował. Chciał z nim być.
    - W takim razie ty skończ kanapki, a ja zrobię kawę. Chcesz też?
    Wyciągnął z szafki dwa kubki, czując się jak u siebie w domu. Jakby nie było, już jakiś czas temu czuł się tu jak w domu. A teraz… Teraz czuł się jakby był dokładnie tam, gdzie powinien być.
    Wstawił wodę na kawę.
    - Naprawdę chcesz, żebym poszedł z tobą na ślub twojej przyjaciółki? - Spytał, nawet nie próbując ukryć zaskoczenia. - To znaczy... oczywiście, że mam ochotę. Ale co na to Max? Myślisz, że nie będzie miała nic przeciwko?
    Usiadł na krześle. Podniósł Tonks, która pojawiła się w kuchni i położył ją na swoim kolanach.
    - A tak w ogóle, to co robisz w święta?

    OdpowiedzUsuń
  81. [Skoro już wybrałyśmy Stan, to może zdecydujemy się też na miasto? Wolisz coś większego, czy raczej jakąś mieścinę? :D]
    - Okej.
    Schował jeden kubek z powrotem do szafki. Sam również był wyczerpany, ale czekał go jeszcze powrót do domu. A do tego potrzebował kawy.
    - Skoro tak mówisz. Ja też ją polubiłem - wzruszył ramionami, ale miał wrażenie, że Thomas nie mówi mu wszystkiego. Nie zamierzał jednak naciskać. Jeżeli będzie chciał, to sam mu powie.
    Podniósł wzrok, a w jego ciele rozlało się przyjemne ciepło, gdy Tom wplótł palce w jego włosy.
    - Och, to nieźle. Ja osobiście nie przepadam za świętami. Zazwyczaj to ja gotuję, bo gdy moja mama się za to zabiera, to potem nikt nie chce tego jeść - skrzywił się. - W tym roku jakoś wyjątkowo nie mam ochoty na spędzenie dwóch tygodni wolnych od szkoły w domu. Może jakoś uda mi się to przeżyć, a jak nie to ucieknę do Lily - jęknął cierpiętniczo i podniósł się, by zalać swoją kawę.
    Nawet nie kłopotał się dolaniem mleka. Zajął swoje miejsce i pochłonął kilka kanapek.
    Już otwierał usta, by coś powiedzieć, gdy nagle telefon w jego kieszeni zaczął wibrować.
    Zerknął na wyświetlacz.
    - Powinienem już iść - wymamrotał i odstawił kubek do zlewu.
    Zajrzał do salonu i wziął stamtąd swój plecak, a potem wrócił do holu.

    OdpowiedzUsuń
  82. [Jasne, jakieś miasto nad morzem. Jak dla mnie ekstra. :D]
    Naprawdę nie chciał jeszcze wychodzić, ale musiał. Nie było sensu dłużej tego odkładać. Przecież i tak niedługo zobaczą się ponownie.
    Upuścił plecak na podłogę, gdy Tom przyciągnął go do siebie. Wplątał dłonie w jego włosy i oddał mu pocałunek.
    Ledwo mógł złapać oddech, gdy się od siebie oderwali. Na jego ustach pojawił się jednak leniwy uśmiech.
    - Tak, muszę iść - wymamrotał w końcu, całkowicie bez przekonania.
    Chwycił jego podbródek i tym razem to on go pocałował.
    Odsunął się od niego z ociąganiem i schylił się, by móc założyć buty.
    - To... do środy, tak? - Zapytał, gdy był już gotowy do wyjścia. Nie ustalili co prawda, kiedy będą się spotykać, ale Sed założył, że będą to właśnie środy.

    OdpowiedzUsuń
  83. Wrócił do domu na miękkich nogach i przez resztę wieczoru nie mógł się na niczym skupić. Od czwartku wpadł w wir nauki i świątecznych przygotowań.
    Niestety ani na chwilę nie potrafił przestać o nim myśleć.
    Jedynie jego przyjaciółka zauważyła, że coś jest nie tak, ale nie skomentowała tego w żaden sposób.
    Czasami obserwował Thomasa na korytarzu, ale robił to dyskretnie.
    Gdy mężczyzna pewnego dnia złapał jego wzrok i puścił do niego oko, prawie zwariował. Nawet przed samym sobą nie chciał przyznać, że mocno za nim tęsknił.
    Środa dłużyła mu się niemiłosiernie.
    W końcu jednak stanął przed jego drzwiami i zadzwonił do drzwi.
    Przyjrzał mu się i zachichotał.
    - Cześć... spałeś?
    Wszedł do środka i wcisnął mu w ręce małe pudełeczko przewiązane wściekle różową wstążką.
    - To od Arii - wyszczerzył się, ściągając buty. - Upiekliśmy dziś ciasteczka z kawałkami czekolady i kazała mi je ze sobą wziąć.

    OdpowiedzUsuń
  84. - Ciesze się, że masz taki wspaniały gust, jak moja mała siostrzyczka. Powiem jej to. Na pewno się ucieszy.
    Tym razem roześmiał się głośno.
    - No już, już, nie słódź tak. Te ciastka są już wystarczająco słodkie. Więcej cukru żaden z nas nie przełknie. Ale kawy chętnie się napiję.
    Dał się poprowadzić do kuchni.
    Uśmiechnął się i chciał go pocałować, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, Tom zapchał się ciastkiem.
    Burknął coś niezadowolony i kucnął, by przywitać się z kociakami.
    W końcu wyprostował się i objął dłonią jego policzek.
    Przybliżył się do niego z błyskiem w oku i szybko musnął jego usta swoimi.
    - Jak ci minął tydzień, Tom?

    OdpowiedzUsuń
  85. [Cieszę się <3]
    - Rzeczywiście pracowicie - przyznał, odsuwając się od niego.
    Usiadł na swoim stałym miejscu przy stole.
    - Ja się uczyłem i wpadłem w szaleńczy wir świątecznych przygotowań. Prawie cały weekend spędziłem u Lily, bo w domu nie dałem rady. Mama nadal się do mnie nie odzywa.
    Roześmiał się.
    - Wow, nie imprezowałeś? Starzejesz się, Tom? - Rzucił ironicznym tonem.
    Rozsiadł się wygodniej na krześle i przeczesał dłonią włosy.
    - Wiesz... jeżeli chcesz, to możemy coś wspólnie upiec. No wiesz, jakieś świąteczne ciasto, albo nawet ciastka. To nie jest takie skomplikowane, jak się wydaje. Lubisz szarlotkę? Albo sernik?
    Nagle poczuł się, że strasznie odstaje od Thomasa. Nie za bardzo podobała mu się ta przepaść pomiędzy nimi. Mimo wszystko, naprawdę chciał być częścią jego życia. Nawet jeżeli musieli się ukrywać.
    - W przyszłą środę zaczyna się już przerwa świąteczna. Czy to znaczy, że spotkamy się dopiero po świętach? - Spytał cicho, jakoś nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  86. - Wiem - mruknął. Nie zamierzał rozmawiać z nim o swojej mamie. Wiedział, że rodzicielka w końcu będzie musiała się do niego odezwać, a przede wszystkim przyzwyczaić się do tego, że jej syn jest gejem. Nie zmieniło to jednak tego, że czuł się naprawdę dotknięty.
    - Jasne, staruszku. Myślisz, że ci uwierzę?
    Uniósł jedną brew, szczerząc się.
    - Szarlotka to moje ulubione ciasto. Mam na nią świetny przepis.
    Przygryzł mocno dolną wargę.
    - Czyli jednak zdecydowałeś się polecieć do brata? - Zapytał, nalewając mleka do swojej kawy.
    Milczał przez chwilę, aż w końcu westchnął i pokręcił głową.
    - Nie, nie będę ci przeszkadzać, skoro pewnie będziesz padnięty. - Upił kilka łyków kawy, nim kontynuował: - Spotkamy się po świętach.
    Wzruszył ramionami, jakby było mu to zupełnie obojętne, co było kompletną bzdurą.
    - Wiesz, gdybyś chciał pogadać, albo... cokolwiek, to mam telefon. Możesz do mnie w każdej chwili zadzwonić.

    OdpowiedzUsuń
  87. - Rozumiem. Fajnie. To znaczy, święta są po to, by spędzać je z rodziną, nie? Ludzie chyba powoli zaczęli o tym zapominać.
    Przyglądał mu się uważnie i nawet nie próbował ukryć rozbawienia.
    - Dobra, w takim razie wpadnę. I tak pewnie nie będę miał nic lepszego do roboty.
    Zawahał się.
    - Nie, cholera, nie chciałem żeby to tak zabrzmiało.
    Znów przeczesał włosy dłonią, tym razem z irytacją.
    - Chciałem powiedzieć, że chętnie wpadnę. Nawet jeżeli zaśniesz po moim przyjściu.
    Odstawił kubek i chwycił jego telefon. Szybko zapisał swój numer.
    - Dzwoń kiedy chcesz - dodał jeszcze, nim przesunął komórkę z powrotem w jego stronę.
    Spojrzał na niego spod lekko przymrużonych powiek.
    - To podzielisz się w końcu ze mną choć jednym ciastkiem, czy sam będziesz się nimi zajadał? - spytał i zachichotał.

    OdpowiedzUsuń
  88. [Kochanie, ja uwielbiam dramy. <3 Szalejmy! Wizyta byłej narzeczonej to dobry pomysł. Jeżeli chcesz to tę wizytę możemy wrzucić tuż po powrocie Thomasa od brata (ba, jeżeli masz ochotę to możemy nawet się już przenieść te kilkanaście dni do przodu). :D]

    Otworzył usta, a potem szybko je zamknął. Fakt faktem, takiej odpowiedzi się nie spodziewał.
    - Słucham? - Uniósł jedną brew. - W porządku, zapamiętam to sobie - dodał z urazą.
    Przyglądał mu się przez chwilę, aż w końcu parsknął śmiechem.
    Wyciągnął telefon z kieszeni, odczytał wiadomość i uśmiechnął się krzywo. Zapisał jego numer i schował telefon z powrotem do kieszeni.
    - A jeżeli powiem, że mam ochotę na ciastka? - Spojrzał na niego z miną zbitego psa, choć wiedział, że to i tak nic nie da. - Żartuję, i tak wiem, że się nimi ze mną nie podzielisz.
    Podniósł się i westchnął z udawaną rezygnacją.
    - Nie potrzebujesz mnie, skoro masz ciastka. Z nimi możesz coś obejrzeć, poleżeć i pogadać o wszechświecie.
    Wyszczerzył się i pokazał mu język.
    - Skoro nie lubisz mnie wystarczająco, by podzielić się ze mną słodyczami, to chyba nic tu po mnie, co?

    OdpowiedzUsuń
  89. [To jak, chcesz już przenieść się do tego drugiego dnia świąt, czy jak na razie jeszcze kontynuujemy? :D]
    - W porządku. Może w końcu pogodzę się z tym, że nie chcesz podzielić się ze mną głupim ciastkiem.
    Wzruszył lekko ramionami.
    - Ale wiesz... - ściszył głos do szeptu - mogę ci upiec tyle tych ciastek, ile tylko zapragniesz. Mogę ci upiec szarlotkę, ciastka, wszystko, co lubisz.
    Wywrócił oczami na jego słowa. Wyciągnął drugą dłoń i pacnął go w czoło.
    - No błagam cię. Myślisz, że na kogoś to w ogóle działa?
    Pokręcił głową z rozbawieniem.
    Zaraz jednak pokonał dzieląca ich odległość i wpakował mu się na kolana.
    Jedną dłoń wsunął w jego włosy, a druga zanurkowała pod koszulkę. Uśmiechnął się radośnie i pocałował go, przyciskając swoją klatkę piersiową do jego.
    W końcu zjechał ustami na jego szyję i zaczął składać na niej delikatne pocałunki.

    OdpowiedzUsuń
  90. [W takim razie myślę, że możemy doprowadzić ten wieczór do końca, a potem już się przenieść. Co Ty na to? :D]
    - Puścisz mnie, gdy tylko dostaniesz swoją szarlotkę - mruknął ze śmiechem.
    Wywrócił oczami. Jego dłoń nadal krążyła po plecach Thomasa.
    - Nie. Na mnie też to nie działa. Ja po prostu myślałem o tym przez cały, cholernie długi tydzień i już dłużej nie byłem w stanie się powstrzymywać. Nie mów, że ci się to nie podoba, Tom.
    Uśmiechnął się szeroko z ustami nadal tuż przy jego skórze.
    Odchylił się odrobinę, by ich wargi mogły się spotkać.
    Przeczesał dłonią jego włosy.
    - Nie wymęczę cię, staruszku, jeżeli tego nie chcesz.
    Trącił nosem jego nos, a następnie zsunął się z jego kolan, co było nie lada wyzwaniem, bo mężczyzna trzymał go naprawdę mocno.
    - Żebyś się za bardzo nie zmęczył, to najpierw coś pooglądamy.
    Złapał go za rękę i pociągnął w stronę salonu. Popchnął go na kanapę, a następnie ułożył się na niej obok niego.

    OdpowiedzUsuń
  91. - Miałem nadzieję, że się będę mylić. Nie chciałbym, żebyś mnie puścił po tylko jednej szarlotce.
    Śmiał się nadal, gdy przenieśli się do salonu.
    - Bez obaw. Obiecuję ci, że jeszcze cię dzisiaj wymęczę. Mamy przed sobą cały wieczór, prawda? - Zerknął na niego spod lekko przymrużonych powiek. - Chyba, że umówiłeś się z kimś na wieczór.
    Ułożył się na nim wygodnie i westchnął w jego włosy. Cóż miał poradzić na to, ze uwielbiał się przytulać, czuć obecność drugiej osoby obok?
    - Kurczę, w takim razie nie chcę nic oglądać. Tak jest idealnie - wyszeptał mu do ucha, muskając je lekko ustami.
    Najchętniej pozostałby w tej pozycji przez kilka kolejnych godzin. Nie musieli rozmawiać, mogli milczeć. Sedowi wystarczyło to, że miał Toma tak blisko.
    - Myślę, że jesteśmy na takim etapie - wymamrotał w końcu. Podniósł głowę, by móc spojrzeć mu w oczy. - W takim razie, jakie serial chcesz zacząć ze mną oglądać, kochanie?
    Zsunął się z niego z ociąganiem.

    OdpowiedzUsuń
  92. - Okej. Cieszę się, że środy są tylko dla mnie.
    Chciał dodać, że chętnie przejąłby jeszcze jeden dzień, bądź wieczór tylko dla siebie, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
    - Nie? Myślałem, że lubisz seriale - mruknął, ponownie się na nim układając.
    Uniósł jedną brew, a na jego ustach pojawił się krzywy uśmiech.
    - Doprawdy, Tom? Co rozumiesz poprzez zachwycanie się chwilą?
    Zachichotał i oparł podbródek na jego ramieniu. Zamknął na chwilę oczy.
    - Lubisz mój tyłek, co? - rzucił zaczepnym tonem i również się wyszczerzył.
    Usiadł na jego udach i wsunął dłonie pod jego koszulkę, która zaraz wylądowała na podłodze.
    - Tak lepiej - wymamrotał, układając głowę na jego nagiej klatce piersiowej. - Ja w ten sposób chcę pozachwycać się chwilą. Masz coś przeciwko?
    Po chwili zaczął sunąć wargami po jego skórze.

    OdpowiedzUsuń
  93. - Skoro tak, to czuję się naprawdę zaszczycony.
    Również parsknął śmiechem.
    Wędrował ustami po jego nagiej klatce piersiowej.
    Słuchał go przy tym uważnie, bojąc się, że czegoś nie usłyszy, a potem będzie tego żałować.
    Słowa Thomasa wywoływały przyjemne ciepło w ciele Seda.
    Oparł podbródek na jego torsie.
    - Czyli rozumiem, że tak naprawdę chodzi ci tylko o mój tyłek, hm?
    Uśmiechnął się ironicznie. Palcem zaczął kreślić wzory na jego klatce.
    Milczał przez chwilę.
    - Nie wiem, co ze mną zrobiłeś, ale nie mogłem przestać o tobie myśleć. Gdy w poniedziałek zobaczyłem cię w szkole, byłem pewien, że wybuchnę. Próbowałem wyrzucić cię z głowy, ale to nic nie dało.
    Westchnął i podciągnął się do góry. Zawisł nad nim, opierając czoło o jego.
    - Myślę, że jeżeli będziemy spotykać się tylko we środy, to w końcu na serio zwariuję.

    OdpowiedzUsuń
  94. - Możesz mieć mój tyłek za każdym razem, gdy tylko poprosisz - powiedział, ale zaraz szybko sprostował: - żeby nie było, nie oferuję mojego tyłka każdemu. Ty jesteś wyjątkiem.
    Również spoważniał.
    - W porządku - uśmiechnął się jednym kącikiem ust. - Pamiętaj, że jeżeli będziesz chciał, żebym przyszedł, to wystarczy, że dasz mi znać.
    Jeszcze chyba nigdy aż tak bardzo nie pragnął ukończenia szkoły. Na samym początku roku żałował, że to jego ostatnia klasa liceum, ale teraz pragnął, by koniec przyszedł jak najprędzej.
    - Pół roku, Tom. To tylko pół roku - wymamrotał, wtulając twarz w zagłębienie jego szyi.
    Trzymał się go mocno, jakby bojąc się, że to wszystko zniknie, gdy tylko się od niego odsunie.
    - To będzie najdłuższe pół roku w moim życiu - dodał z westchnieniem.
    Odsunął się od niego jedynie odrobinę. Musiał zadać pytanie, które krążyło po jego głowie już od tygodnia.
    - Powiedz mi prawdę, co Max sądzi o tym wszystkim?

    OdpowiedzUsuń
  95. - Tak często wpadać nie mogę, ale i tak możesz do mnie napisać, gdy zechcesz się ze mną spotkać. I nie jesteś centrum mojego wszechświata. Bez obaw, zamierzam cieszyć się ostatnimi miesiącami w liceum.
    Zamarł, czekając na jego odpowiedź.
    Skłamałby mówiąc, że się tego nie spodziewał.
    - Denerwujesz się.
    Przejechał palcem po jego policzku.
    Spróbował się z niego zsunąć, by położyć się obok, ale kanapa okazała się za mała, więc w wyniku swoich manewrów wylądował na podłodze.
    Przeklął cicho, ale nie ruszył się.
    Wbił wzrok w sufit.
    - A co jeżeli Max ma rację, a ty po prostu nie chcesz przyjąć tego do wiadomości?
    Jego głos był cichy, ale pewny. Mimo tego, że Sed w środku nie był niczego pewien. Taka abstrakcja.
    - Twoja narzeczona złamała ci serce. To byłoby normalne, gdybyś szukał kogoś, by choć trochę zapełnił tę pustkę po niej.
    Przygryzł mocno dolną wargę.
    - Tylko pamiętaj, że ja też mam uczucia - powiedział tym razem znacznie ciszej, ledwie słyszalnie. - Nigdy więcej nie chcę być niczyją zabawką.

    OdpowiedzUsuń
  96. - Wiem, że nie jesteś sam.
    Żałował swoich słów i gdyby tylko mógł, na pewno by je cofnął.
    Odetchnął głęboko.
    - Nie myślę tak. Gdybym myślał, że potraktujesz mnie jak zabawkę, już dawno by mnie tu nie było. Ja po prostu... Wiesz, że nie mam zbyt dobrych doświadczeń.
    Podniósł się w końcu i usiadł po turecku na podłodze.
    - Przepraszam, Tom - wyszeptał.
    Wyciągnął dłoń i położył ją na jego piersi, w okolicy serca.
    - Ufam ci. Boże, chyba jeszcze nigdy nikomu tak nie ufałem, jak tobie. Wiem, że nie potraktujesz mnie tak, jak on - skrzywił się, ale kontynuował: - po prostu... jestem dla ciebie tylko dzieciakiem. Tak właściwie, to nawet nie mogę ci niczego zaoferować.
    Westchnął i podciągnął się na nogi.
    - Widzisz? Zawsze wszystko spieprzę. Lepiej już pójdę.
    Zawahał się.
    - Jeżeli nadal będziesz mnie chciał, to... spotkamy się po świętach, tak?

    OdpowiedzUsuń
  97. Patrzył na niego, czekając na dokończenie zdania.
    W końcu spuścił wzrok i kiwnął głową.
    Odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę holu.
    Stał tak przez chwilę, wpatrując się w drzwi. Miał mętlik w głowie i kompletnie nie wiedział, co powinien zrobić.
    Jakiś cichy głosik w jego głowie podpowiadał, że przede wszystkim nie powinien uciekać. Nie od Thomasa.
    Obrócił się i wrócił do salonu.
    Bez słowa wpakował się z powrotem na kanapę i przycisnął do Toma.
    - Przepraszam - wymamrotał w jego koszulkę. - Przepraszam, Tom. Nie chcę wychodzić. Chcę... chcę spędzić z tobą tyle czasu, ile mogę. Nie zamierzam tego zmarnować przez własną głupotę.

    OdpowiedzUsuń
  98. [Spoko, nic się przecież nie stało. :D]
    - Nie mam niczego do przemyślenia. Chcę być z tobą.
    Westchnął, przytulając się do niego jeszcze bardziej. O ile to w ogóle było możliwe. Pomiędzy nimi nie było ani milimetra wolnej przestrzeni.
    - Nie mogę cię stracić - wyszeptał, wtulając twarz w szyję mężczyzny.
    Nie był w stanie do końca zrozumieć tego, jakie uczucia nim kierowały. Nadal miał mętlik w głowie.
    Wiedział jedno - nie może stracić Toma.
    Jego oddech w końcu się uspokoił, a serce przestało szaleńczo bić.
    Napawał się bliskością Thomasa.
    Bolało go to, że następnym razem zobaczą się dopiero za dobrych kilka dni, ale w tym momencie nie chciał się tym przejmować.
    Po zaledwie kilku minutach, utulony ciepłym ciałem Thomasa, zwyczajnie zasnął.
    Później będzie na siebie zły, bo zasypiając zmarnował czas, który mógł spędzić z Thomasem w jakiś lepszy sposób.
    Było mu jednak zbyt przyjemnie, a sen w ramionach mężczyzny wydawał się niezwykle kusząca opcją.

    OdpowiedzUsuń
  99. Nie był do końca pewien, co go obudziło.
    Otworzył oczy i zamrugał.
    W pierwszej chwili nie miał pojęcia, gdzie się znajduje.
    Dopiero gdy przewrócił wzrok, a jego wzrok padł na śpiącego w fotelu Thomasa, odetchnął z ulgą.
    Odrzucił na bok koc i się podniósł.
    Zerknął na swój telefon i jęknął sfrustrowany, gdy zobaczył godzinę. Zmarnował wieczór na spaniu.
    Brawo, Sed!
    Podszedł do fotela, wyciągnął dłoń i pogłaskał Thomasa po policzku.
    Nie chciał go budzić, ale nie zamierzał wychodzić bez pożegnania.
    - Obudź się, Tom - wymamrotał, pochylając się nad nim.
    Pochylił się jeszcze bardziej i najpierw złożył pocałunek na obu policzkach, a następnie na ustach mężczyzny.
    - Już późno. Zaraz muszę iść.

    OdpowiedzUsuń
  100. [Boże, dostałam ataku śmiechu, gdy przeczytałam o tym śnie. XD]
    Zachichotał.
    - Następnym razem zacznę cię szturchać, żebyś się obudził. Lepiej?
    Wyszczerzył się, prostując się.
    - Kilka minut po dziewiątej.
    Nagle zrobiło mu się głupio. Może nie powinien go budzić? Z drugiej strony, naprawdę nie uśmiechało mu się wychodzenie bez pożegnania.
    - Przepraszam, że cię obudziłem - dodał, przeczesując ręką włosy.
    Sam był jeszcze zaspany i najchętniej znów poszedłby spać. Nie chciał wracać do domu ani trochę.
    - Zaraz sobie pójdę, więc będziesz mógł wrócić do spania. Myślę, że w łóżku będzie ci wygodniej.
    Stanął na środku salonu, nie wiedząc co ze sobą zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  101. [Ja też miewam dziwne sny. Naprawdę bardzo, bardzo dziwne sny... Hmm, lepiej o tym nie myśleć. XD
    Fakt. Nawet tego nie zauważyłam. Lecimy jak burza. :D]
    - Muszę cię zmartwić, że bardziej przypominasz księcia, niż księżniczkę. Żeby nie było, ja się z tego powodu bardzo cieszę - powiedział ze śmiechem.
    W tym momencie szczerzył się jak głupi, ale nie za bardzo go to obchodziło.
    - Chyba nie mógłbym wyjść bez pożegnania - wyznał.
    Objął go ramionami w pasie, tuląc się.
    - Mogę zostać jeszcze chwilę, jeżeli chcesz.
    Odchylił odrobinę głowę, by móc spojrzeć mu w oczy.
    - Powiem rodzicom, że byłem u Lily - mruknął, opierając swoje czoło o jego. - Jutro i tak mam na później, bo ma nie być dwóch pierwszych lekcji.

    OdpowiedzUsuń
  102. [Nie chcę wyjść na jeszcze dziwniejszą, niż jestem. A najlepsze jest to, że gadam przez sen - kiedyś opowiedziałam mamie i mojej przyrodniej siostrze o chłopaku, który mi się podobał. Czasami nadal się ze mnie śmieją przez tamten incydent. XD
    A jak ostatnio spałam u koleżanki to zaczęłam powtarzać "gorąco mi, boże, jak tu gorąco, zabierz tego smoka!". Nadal jestem ciekawa, co takiego mi się wtedy śniło. XD]
    - Dobra, dobra. Możesz być księżniczką, skoro aż tak bardzo tego chcesz.
    Wywrócił oczami i parsknął śmiechem.
    Zaraz jednak całe rozbawienie wyparowało.
    - Okej.
    Westchnął z rezygnacją doskonale wiedząc, że Tom ma rację.
    Patrzył na niego groźnie mrużąc oczy, idąc tyłem do przedpokoju.
    Z ociąganiem założył buty i kurtkę.
    - Odzywaj się do mnie - mruknął, podchodząc do niego.
    Zarzucił mu ręce na szyję i mocno pocałował.
    - Pisz, kiedy chcesz...
    Kolejny pocałunek.
    - Możesz też dzwonić...
    Następny.
    - I daj mi znać, jak już wrócisz do domu.
    Pocałował go po raz ostatni i odsunął się z bladym uśmiechem na ustach.
    - Nie rozrabiaj za bardzo - dodał jeszcze, nim otworzył drzwi i wyszedł na korytarz.
    Posłał mu buziaka w powietrzu i zniknął.

    [Przenosimy się do drugiego dnia świąt i powrotu Toma? :D]

    OdpowiedzUsuń
  103. [Siostro! Ja też kiedyś lunatykowałam. Gdy miałam jakieś osiem/dziewięć lat, wyszłam ze swojego pokoju, otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. Zaczęłam sobie schodzić na dół, już prawie wyszłam na ulicę, gdy nagle zdenerwowana mama zbiegła po schodach, a ja do niej spokojnym głosem "mamusiu, chyba zaspałam do szkoły, muszę iść". XD
    <3]
    Ostatnie dni w szkole przed przerwą świąteczną minęły mu niezwykle szybko. Atmosfera w domu również się ociepliła, więc było całkiem nieźle. Spędził sporo czasu z Arią w kuchni. Dziewczynka jako jedyna spośród jego sióstr postanowiła mu pomóc - pomijając to, że musiał jej ciągle pilnować, by nie wrzuciła skorupek do ciasta, ani kociej lub psiej karmy do sałatek. Pisał o tym Tomowi. I nie tylko o tym. O wielu innych, na pozór nic nie znaczących rzeczach.
    Mama w końcu zaczęła się do niego odzywać, więc święta upłynęły w dosyć przyjaznej atmosferze.
    Drugiego dnia świąt Tatia zaprosiła Nicka do domu, więc Sed postanowił zaszyć się u swojej przyjaciółki. Nie bał się tego idioty, ale zwyczajnie wolał go unikać.
    Właśnie grał w Monopoly razem z Lily i jej rodzicami, gdy dostał smsa.
    Nie odpisał, tylko zerwał się z miejsca, ubrał w zawrotnym tempie i wręcz wybiegł z domu przyjaciółki.
    Doskonale wiedział, że Thomas będzie zmęczony po podróży, ale chciał go zobaczyć.
    Zapukał do drzwi, mając nadzieję, że mężczyzna nie będzie się na niego złościć za to najście.
    Zapukał ponownie.
    Gdy drzwi w końcu się otworzyły, wpadł do środka jak burza i wręcz rzucił się na Toma.
    - Musiałem cię zobaczyć - wymamrotał.
    Objął go ramionami i pocałował.
    Odsunął się po kilku sekundach, zamknął za sobą drzwi, zdjął kurtkę i buty.
    Złapał go za rękę i pociągnął go w stronę sypialni.
    - Wiem, że spałeś i mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko, jeżeli położę się teraz z tobą.

    OdpowiedzUsuń
  104. [Najlepsze jest to, że kiepska ze mnie była uczennica w podstawówce i gimnazjum. Dopiero w liceum nastąpiła dosyć... drastyczna zmiana. XD Żeby nie było - nadal nie lubię się uczyć, ale teraz zdecydowanie łatwiej mi to przychodzi. No i dużo zapamiętuję z lekcji, więc nie muszę siedzieć w domu nad książkami.]
    Zachichotał.
    - Oczywiście, że troszczę się o twój odpoczynek.
    Przyglądał mu się przez chwilę, aż w końcu sam ściągnął koszulkę i jeansy, pozostając jedynie w bokserkach.
    Z lekkim uśmiecham na ustach wsunął się pod kołdrę.
    Gdy Tom w końcu dołączył do niego, Sed przysunął się i przytulił do niego.
    - Tęskniłem za tobą - wyszeptał i pocałował go w podbródek.
    Pokręcił się chwilę, aż ostatecznie ułożył się w wygodnej pozycji, przyciskając się przy tym do Thomasa.
    - A teraz śpimy. Pogadamy jutro.

    OdpowiedzUsuń
  105. [Fizyka to koszmar. Nienawidziłam tego przedmiotu. :x
    Uwielbiam bezdomnych artystów! <3]
    Uśmiechnął się jeszcze, gdy usłyszał jego słowa, ale nie powiedział już nic więcej.
    Wystarczyło mu zaledwie kilka minut, by zasnąć.
    Zazwyczaj w nocy budził się kilka razy, ale nie tym razem.
    Nie był pewien, która była godzina, gdy w końcu się obudził.
    Nadal z zamkniętymi oczami wyciągnął dłoń i pomacał materac obok siebie. Podniósł się, gdy dotarło do niego, że Toma nie ma obok.
    Przeciągnął się i włożył spodnie. Koszulkę na razie sobie darował.
    Zauważył, że mężczyzna jest na balkonie, ale nie poszedł do niego, tylko najpierw zajrzał do kuchni.
    Zrobił kawę, dla Thomasa z dwiema łyżeczkami cukru a dla siebie tylko z mlekiem.
    - Mam nadzieję, że się wyspałeś - zagadnął, opierając się o framugę balkonowych drzwi.
    Wyciągnął w jego stronę kubek.

    OdpowiedzUsuń
  106. - Cieszę się.
    Wyszczerzył się, ale zaraz jego uśmiech znacznie zbladł.
    Przez całe święta wydawało mu się, że o czymś zapomniał. I teraz już wiedział o czym.
    Poczuł, jak gorąco oblewa jego policzki.
    - Dziękuję, ale ja... ja nie mam nic dla ciebie - wymamrotał, ściskając w dłoni paczuszkę.
    Jeszcze chyba nigdy nie było mu tak głupio, jak właśnie w tej chwili.
    - Nienawidzę kupowania prezentów. Zazwyczaj proszę Lily żeby kupiła coś dla moich sióstr, bo ja się do tego nie nadaję. Nie to, że o tobie nie myślałem. Myślałem o tobie dużo. Bardzo dużo. Zamierzałem upiec dla ciebie szarlotkę, ale wydawało mi się, że możesz mieć dość ciasta, no wiesz, przez święta - zaczął wyrzucać z siebie słowa jak maszyna, nawet nie zdając sobie sprawy ze swojego słowotoku.
    Skrzywił się.
    - Okropny ze mnie chłopak, co?
    Odstawił kubek oraz prezent na stolik i podszedł do niego. Objął ramionami jego szyję i pocałował go krótko w usta.
    - Jeszcze raz dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  107. - Wiem, że nie oczekujesz nic w zamian, ale powinieneś dostać ode mnie jakiś prezent.
    Próbował zachować powagę, ale nie za dobrze mu to wyszło i już po chwili chichotał jak głupi.
    - Co ty we mnie widzisz, skoro jestem najokropniejszym chłopakiem?
    Znów objął go ramionami i wtulił się w niego.
    - Ja też tęskniłem. Już widzenie cię na szkolnym korytarzu jest znacznie lepsze od smsów. Chociaż... może jednak nie? Zawsze jak widzę cię w szkole, to mam ochotę do ciebie podejść i się zwyczajnie przytulić. Właśnie dlatego cieszę się, że mnie nie uczysz. Zwariowałbym.
    Popchnął go w stronę kanapy, a następnie usiadł okrakiem na jego kolanach.
    - Mam nadzieję, że jak na razie nie planujesz żadnych dłuższych wyjazdów.
    Chciał znów się w niego wtulić, ale uniemożliwiła mu to kicia, która wcisnęła się pomiędzy nich.
    - Och, cześć, piękna. Za tobą też tęskniłem.
    Roześmiał się i podrapał Tonks za uchem.

    OdpowiedzUsuń
  108. - Jeżeli ta propozycja nadal jest aktualna, to bardzo chętnie pojadę z tobą na ślub. Musisz mi tylko podać dokładny termin.
    Na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, gdy przyglądał się Thomasowi i kotce.
    Zaraz jednak spojrzał na niego mrużąc oczy.
    - No ej, dlaczego to zrobiłeś? - spytał obrażonym tonem i wydął wargi. - Stęskniłem się za nią. Może nawet bardziej niż za tobą?
    Nie czekając na jego odpowiedź, pochylił się do przodu i go pocałował.
    - Albo może i nie.
    Wsunął palce w jego włosy, przysuwając się do niego maksymalnie blisko.
    Pocałował go ponownie i całkowicie zapomniał o reszcie świata. Zawsze tak było, gdy był z Thomasem - wystarczyła sama bliskość tego mężczyzny, by Sed zapomniał o tym, że oprócz nich na świecie są także inni ludzie.
    - Za tym też tęskniłem - wymruczał, przechodząc z pocałunkami na szyję Toma.

    OdpowiedzUsuń
  109. Oderwał się od niego z ociąganiem.
    Spojrzał na niego nieco zamglonym wzrokiem. Musiał zamrugać kilka razy, by wzrok mu się wyostrzył.
    Na samo wspomnienie o śniadaniu zaburczało mu w brzuchu.
    Chciał wstać z jego kolan, ale zanim zdążył to zrobić już był w górze. Automatycznie oplótł ramionami jego szyję, a nogami biodra.
    - Jesteś młodym facetem, ogarnij się - powiedział i się roześmiał. - Jak już nie będziesz mieć sił, by mnie podnieść, to się zamienimy. Okej?
    Stanął na podłodze, nadal się śmiejąc.
    Wywrócił oczami.
    - Tak jest, tato - mruknął z przekąsem.
    Zasalutował, wziął swój kubek z resztką kawy, obrócił się na pięcie i poszedł do kuchni.
    - W takim razie, co jemy? - spytał, opierając się o blat i opróżniając do końca kubek.

    OdpowiedzUsuń
  110. - Jesteś głupi. Piękny, ale głupi.
    Ze śmiechem szturchnął go w bok.
    Odstawił kubek do zlewu i podszedł do niego.
    Zajrzał mu przez ramię do lodówki.
    - Widzę, że mama o ciebie zadbała. To dobrze. Przynajmniej przez jakiś czas będziesz mógł jeść normalne pożywienie.
    Korzystając z chwili nieuwagi, zmierzwił mu włosy.
    Wyciągnął z lodówki jajka i odsunął się od niego. Tak dla bezpieczeństwa.
    - Proponuję jajecznicę. Indyka i sałatki możesz zjeść na obiad albo na kolację - wyszczerzył się, wyciągając patelnię.
    Rozbił jajka i w szybkim tempie zajął się zrobieniem jajecznicy.
    - Dobrze, że nie upiekłem tej szarlotki. I tak byś nie dał rady jej zjeść.
    Przysunął się do niego i poklepał go po brzuchu.
    - Widzę, że przytyłeś przez święta - zażartował. - Myślę, że przydałaby ci się dieta, piękny.
    Przełożył jedzenie na talerze i postawił je na stole.

    OdpowiedzUsuń
  111. - Możemy biegać razem - wyszczerzyl się. - Nie no, przecież żartowałem. Jesteś idealny.
    Zajął swoje miejsce i również zaczął jeść.
    - Myślę, że spokojnie możesz się do tego przyzwyczaić. Nie mam nic przeciwko rozpuszczalniu cię.
    Roześmiał się.
    - Och, okej. Ja w takim razie pozmywam.
    Podniósł się i odstawił talerze do zlewu.
    Zanim jednak zabrał się za zmywanie, coś mu wpadło do głowy.
    Nie wiedział, czy to aby na pewno dobry pomysł, ale postanowił zaryzykować.
    Poszedł za Tomem do łazienki, po drodze pozbywając się spodni i bielizny.
    Wszedł do łazienki i wpakował się pod prysznic.
    - Pomyślałem, że w ten sposób zaoszczędzimy wodę, a do tego mogę ci umyć plecy - powiedział, zanim Thomas zdążył się odezwać.
    Uśmiechnął się niewinnie. Chwycił żel pod prysznic i wylał trochę na ręce.
    Odwrócił mężczyznę tyłem do siebie i jakby nigdy nic zaczął myć jego plecy.

    OdpowiedzUsuń
  112. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  113. [Jaki zdemoralizowany?! On tylko dba o środowisko, a przy okazji także o Toma! XD]
    Jakoś wcześniej nie miał zamiaru pakować się Tomowi pod prysznic i obawiał się, że mężczyźnie może się to nie spodobać.
    Właśnie dlatego był nieco zaskoczony, gdy Thomas się odwrócił.
    Jęknął w jego usta oddając pocałunek.
    Zaczął błądzić namydlonymi dłońmi po jego ciele.
    - Wiesz... W każdej chwili mogę wyjść - wysapał, gdy się od siebie oderwali.
    Uśmiechnął się krzywo i zahaczył zębami o jego dolną wargę.
    Przesunął dłonie na jego klatkę piersiową.
    Trącił palcami jego sutki i zjechał w dół.
    Spojrzał mu z błyskiem w oczy i dotknął dłonią jego krocza.
    - To jak, Tom?
    Objął palcami jego męskość i przesunął po niej kilka razy, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z jego twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  114. [Mówiłam już, że Cię uwielbiam? Hahahah. XD <3]

    Uniósł jedną brew, gdy Tom uklęknął.
    Cóż, nie do końca tak to sobie zaplanował. Nie mógł jednak narzekać.
    Jęknął głośno, gdy poczuł jego usta na swojej męskości.
    Wsunął palce w jego włosy i pociągnął za nie dosyć mocno.
    Odchylił głowę do tyłu, zamknął oczy i zaczął poruszać lekko biodrami.
    Nie potrzebował wiele, był już mocno podniecony i prawie...
    Mruknął z niezadowoleniem.
    Zmarszczył brwi i spojrzał na niego nieco zaskoczonym wzrokiem.
    - To tak - powtórzył jego słowa dosyć ochrypłym głosem.
    Chwycił swojego członka w dłoń i otarł się główką o usta Toma.
    - Pozwól mi dojść - wymamrotał, a gdy usta mężczyzny się rozchyliły, wsunął się w nie ostrożnie. - Proszę...

    OdpowiedzUsuń
  115. [Wiem. A ja przez to odstaję ataku śmiechu przez co moja mama zaczyna podejrzewać, że zwariowałam. XD
    Ale... miotacz jogurtu? Skąd to wzięłaś? Z porno? :> XD]
    Miał nadzieję, że mężczyzna nie zechce się z nim dłużej droczyć. W tym momencie był zbyt zdesperowany na to.
    Przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, ale w końcu zamknął oczy.
    Rzeczywiście wystarczyła zaledwie chwila, by Sed dotarł na szczyt.
    Jago całe ciało zaczęło drżeć, gdy przyjemne ciepło skumulowało się w jego lędźwiach.
    - Tom... - wymamrotał ostrzegawczo i w ostatniej chwili wysunął się z jego ust.
    Z jękiem wytrysnął na jego usta, podbródek i szyję.
    Jego nogi zmiękły i nie były w stanie już dłużej utrzymać jego ciężaru, wiec upadł na kolana tuż przed Thomasem.
    Skrzywił się odrobinę, gdy poczuł tępy ból w kolanach, ale zaraz przysunął się do mężczyzny i pocałował go, zlizując swoje nasienie z jego ust.
    Przesunął dłonią wzdłuż jego ciała.
    Gdy dotarł do jego krocza, odsunął jego rękę i objął dłonią jego męskość. Zaczął nią powoli poruszać.

    OdpowiedzUsuń
  116. [Mama też pozdrawia. :D
    Aa, widziałam to! Lubię Twoje żarty. Pocieszę Cię tym, że z moich żartów również to ja śmieję się najbardziej. XD]
    Dopiero po chwili w pełni doszedł do siebie po orgazmie.
    - Hmmm?
    Znacznie przyspieszył ruchy swojej dłoni.
    Zaczął przesuwać językiem po odsłoniętej szyi mężczyzny, zlizując kropelki wody i resztki swojej spermy.
    Zwolnił, gdy poczuł, że Tom jest już blisko.
    Przesunął usta na jego ucho.
    - Chcę żebyś mnie wziął - wyszeptał mu do ucha. - Jestem czysty, ale jak chcesz to możemy przenieść się do sypialni.
    Pomimo jego śmiałych słów, na jego policzkach pojawiły się krwiste rumieńce.
    Spojrzał mu w oczy, uśmiechając się nieśmiało.

    OdpowiedzUsuń
  117. [Huh, właśnie sobie uświadomiłam, że mam jutro o 7:30 maturę z polskiego... Ups. -.-]
    Gdyby tylko mógł bez wątpienia zarumieniłby się jeszcze bardziej.
    - Nie jestem słodki - wymamrotał, ale uśmiech nadal błąkał się na jego ustach.
    Roześmiał się w odpowiedzi na jego słowa.
    - Ojej, szkoda. Miałem nadzieję, że to z tobą przeżyję mój pierwszy raz pod prysznicem, ale najwyraźniej muszę poczekać na kogoś innego.
    Westchnął z udawanym żalem, ale zaraz zachichotał.
    Wyszedł zaraz za nim spod prysznica i pobieżnie się wytarł.
    Ledwo zdążył odłożyć ręcznik, a już był ciągnięty do sypialni.
    Położył się na łóżku i pociągnął go na siebie.
    W międzyczasie sięgnął do szafki nocnej i wyciągnął z niej lubrykant i prezerwatywę.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Mam bardzo dobrą pamięć - odpowiedział i po raz kolejny parsknął śmiechem.
    Jak tak dalej pójdzie, to umrze od takiej ilości śmiechu. Jeszcze chyba nigdy nie śmiał się aż tak dużo.
    Przyglądał mu się, usilnie się nad czymś zastanawiając.
    - Tak właściwie to nie - odpowiedział i pchnął go na plecy.
    Usiadł okrakiem na jego udach i spojrzał na niego pytającym wzrokiem.
    Podniósł się odrobinę i chwycił jego członka w dłoń.
    Przygryzając mocno dolną wargę zaczął się na niego osuwać, wsuwając go w siebie.
    W pierwszej chwili jęknął z bólu, ale już po chwili zaczął odczuwać przyjemność.
    Znieruchomiał na sekundę, ale zaraz zaczął się powoli poruszać, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z twarzy Toma.
    Pomimo tego, że to on był na górze doskonale wiedział, że mężczyzna zaraz przejmie całą kontrolę.
    I ani trochę nie miał nic przeciwko temu.
    [A ja trzymam kciuki za Twój test z fizyki. Dobranoc! <3]

    OdpowiedzUsuń
  119. [Rano wstałam z tak wielkim bólem głowy, że nie dałam rady się podnieść z łóżka. Napisałam smsa do mojej polonistki, a potem spałam do 10. XD
    Ale spoko, jutro mam maturę z niemca, na którą na pewno pójdę.
    A jak tam Twój test z fizyki? :D]
    Był zaskoczony, gdy dotarło do niego, że Tom oddał mu dziś całą kontrolę.
    Zaraz jednak się ogarnął i skupił się na swoich ruchach.
    Na przemian zwalniał i przyspieszał.
    W końcu pochylił się do przodu i pocałował go mocno.
    - Patrz na mnie - wyszeptał, przygryzając lekko jego dolną wargę.
    Ostatni raz musnął jego usta swoimi i odchylił się do tyłu, by móc nabijać się na niego pod innym kątem.
    Objął palcami swoją ponownie twardą męskość i zaczął poruszać dłonią w rytm swoich ruchów.
    Nie minęło dużo czasu, gdy doszedł w swojej dłoni, wyjękując przy tym dosyć głośno imię mężczyzny.
    Jego całe ciało było przyjemnie rozluźnione, ale nogi powoli zaczęły go boleć.
    Nie przestawał jednak, a nawet przyspieszył i mocniej się na nim zacisnął, dążąc do jego spełnienia.

    OdpowiedzUsuń
  120. [Ooo, to dobrze. :D
    Fizyka to najgorsze co może być (dobra, chemii też nie lubię, choć z nią zawsze szło mi lepiej niż z fizyką).
    Przyglądał mu się, nawet nie ukrywając fascynacji, doskonale widocznej w jego oczach.
    Poruszał się jeszcze przez chwilę, aż w końcu znieruchomiał.
    - Tak, cholera - przyznał równie cicho.
    Chwycił jego dłoń i splótł razem ich palce.
    Uniósł ich splecione dłonie wyżej, a następnie musnął ustami jego knykcie.
    Na jego ustach również pojawił się krzywy uśmiech.
    Podniósł się i z cichym sykiem opadł na łóżko obok niego.
    Puścił jego dłoń i sięgnął po paczkę chusteczek. Wyciągnął chusteczkę i wytarł swoją rękę.
    Z powrotem się koło niego położył, kładąc głowę na jego ramieniu.
    - Nie wstanę. Nie dam rady. Jak będziesz chciał się mnie pozbyć, to będziesz mnie musiał stąd wynieść - powiedział i zachichotał.

    OdpowiedzUsuń
  121. [Matematykę? Nieźle.
    Ja tak miałam z biologią i chemią - zawsze chciałam iść na biochemy, ale nie mogłam, bo nie radziłam sobie z chemią, podczas gdy biologię uwielbiałam.]
    Milczał przez chwilę.
    - Dobrze się składa, bo ja na twoim też.
    Westchnął z zadowoleniem, przerzucając ramię przez jego brzuch, przytulając się tym samym do niego jeszcze bardziej.
    Parsknął śmiechem.
    - Nie mów o umieraniu. Całe życie przed tobą. Nie masz jeszcze nawet trzydziestki.
    Przymknął oczy.
    Jego ciało było przyjemnie rozluźnione i najchętniej uciąłby sobie teraz krótką drzemkę.
    Syknął, gdy spróbował zgiąć nogę, by ułożyć się wygodniej.
    - Chyba poobijałem sobie kolana - wymamrotał i roześmiał się. - Ale było warto. Takie poranki mógłbym przeżywać codziennie.

    OdpowiedzUsuń
  122. [Prawno-informatycznym, mam rozszerzenie z wosu, historii i informatyki. Zaszalałam, nie ma co. XD
    A Ty na jakim jesteś profilu?]
    - Uważaj, bo pomyślę, że ci się nie podobało i nie będę chciał więcej tego powtórzyć.
    Szturchnął go palcem w bok.
    Skrzywił się nieco na myśl o zakwasach.
    - Jakoś przeżyję. Gorzej będzie, jak okaże się, że przeforsowałem nogę - westchnął. - Tak czy siak, naprawdę było warto i nie żałuję. Nawet perspektywa zakwasów nie popsuje mojego dobrego humoru.
    Leżał tak jeszcze chwilę, kątem oka obserwując Toma.
    Sam w końcu się podniósł i przeciągnął.
    - Bokserki? I może jakąś koszulkę?
    Obaj byli prawie tego samego wzrostu, a do tego mieli podobną budowę, więc Sed spokojnie mógł pożyczyć ubranie od mężczyzny.
    Gdy tylko włożył jeansy, telefon w jego kieszeni zaczął wibrować.
    Zerknął na wyświetlacz i zmarszczył brwi.
    - Halo? - Roześmiał się, słysząc głos siostry. - Cześć, maleńka, poczekaj chwilę - odsunął telefon od ucha i zerknął na Toma. - Chyba ktoś puka.
    W pierwszej chwili był pewien, że tylko mu się to wydawało, ale zaraz rozbrzmiał dzwonek do drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  123. [ASP? Cholerka, pewnie jesteś zajebiście zdolna. :D
    Jak już zostaniesz słynną artystką (a nie bezdomną) to nie zapomnij o mnie! XD
    Hmm, myślę, że to Tom bardziej potrzebował takiego ostrzeżenia. :x]
    Po raz ostatni zerknął na Toma i usiadł na łóżku.
    Już po chwili obok niego pojawiła się kicia, więc wciągnął ją na swoje kolana, przez cały czas słuchając swojej małej siostrzyczki.
    Wieczorem pierwszego dnia świąt pojechała z ciocią do sąsiedniego miasta, a teraz nagle zatęskniła za swoim braciszkiem i wybłagała ciotkę o to, by pozwoliła jej do niego zadzwonić.
    Mówiła, mówiła... jej głos w końcu zaczął się rozmywać, a do niego dotarły głosy z przedpokoju.
    Nie miał pojęcia, kim był gość Toma.
    Słyszał tylko strzępki rozmowy, a nie zamierzał podsłuchiwać.
    Sam do końca nie wiedział, co go podkusiło, żeby wyjść z sypialni.
    Schował telefon do kieszeni, wziął Ender na ręce i poszedł do kuchni.
    - Słuchaj Tom, kicia się chyba na ciebie obra... - urwał, gdy jego wzrok padł na kobietę.
    Nie wiedział, jak wyglądała była narzeczona Thomasa, ale Sed od razu ją rozpoznał, gdy tylko ją zobaczył.
    Może jednak powinien zostać w pokoju?
    Tak, zdecydowanie powinien.
    Głupi, głupi, bardzo głupi Sed.
    Następnym razem zastanowi się pięć razy, zanim cokolwiek zrobi.
    Odchrząknął.
    - Dzień dobry?
    Mama mawia, że grunt to dobre wychowanie.
    Problem polega na tym, że "dzień dobry" zdecydowanie nie było dobrym powitaniem byłej swojego faceta.
    - Lepiej będzie, jak już pójdę - wyrzucił w końcu z siebie i postawił kotkę na podłodze.
    [Kontuzja. Sed pewnie kiedyś opowie o niej Tomowi.]

    OdpowiedzUsuń
  124. [Chciałabym umieć rysować gołych ludzi. Naprawdę... Zawsze chciałam. Niestety brak mi talentu. :c
    Obiecuję, że nie zapomnę!]
    - Sedric - powiedział, starając się brzmieć najbardziej uprzejmie, jak tylko potrafił. Uścisnął lekko jej dłoń, ale zaraz wsunął obie dłonie do kieszeni spodni.
    Jeszcze nigdy nie czuł się bardziej nie na miejscu niż właśnie w tej chwili.
    A szorstki ton głosy Toma tylko utwierdził Seda w przekonaniu, że nie powinno go tutaj być.
    Gdy tylko mężczyzna wyszedł z kuchni, on i Ella zaczęli mierzyć się wzrokiem.
    - Więc... Ella, ta sama, która złamała Thomasowi serce? - mruknął, nim zdążył porządnie ugryźć się w język.
    Cholera, cholera, cholera!
    Zdecydowanie powinien trzymać język za zębami.
    - Ja... przepraszam - wymamrotał, obrócił się na pięcie i czym prędzej opuścił kuchnię.
    Od razu skierował się do sypialni.
    Stanął za Tomem i położył mu dłoń na ramieniu.
    - Może powinniście pogadać?
    Obrócił go w swoją stronę i aż coś go ścisnęło w środku, gdy zobaczył, że mężczyzna walczy ze łzami.
    - Tom...
    [Nie przesadzaj. Tom wcale nie jest taką bezduszną świnią. XD No i nie można się na niego zbyt długo złościć.]

    OdpowiedzUsuń
  125. [Nie, ja jestem po prostu beznadziejna. Mówię serio. Nie nadaję się do tego. :c]
    Ścisnął mocniej jego ramię, ale zaraz zrobił kilka kroków w tył, odsuwając się od niego.
    - W porządku, poczekam tutaj. Nie będę wam przeszkadzać.
    Spróbował się uśmiechnąć, ale zamiast tego na jego ustach pojawił się grymas.
    Dał sobie mentalnego kopniaka.
    Odwrócił wzrok i usiadł na brzegu łóżka.
    Miliony myśli kotłowało się w jego głowie.
    A jedna z nich wręcz krzyczała, by uciekał stąd jak najdalej.
    Chwilę zajęło mu uświadomienie sobie tego, że zaczął zakochiwać się w Thomasie.
    Ale Thomas nadal kochał Ellę.
    Nawet jeżeli będzie się tego wypierać, to Sed i tak mu nie uwierzy. Gdyby przestał ją kochać, nie przeżywałby jej wizyty aż tak bardzo.
    Miał wrażenie, że znalazł się w samym środku brazylijskiej telenoweli.
    Albo tureckiej. Ostatnio jest moda na tureckie seriale.
    Podniósł się z łóżka, zebrał swoje ubrania i wyszedł z sypialni.
    [Czekaj, którego masz teraz na myśli? Sorry, ale jestem jakaś zaspana.]

    OdpowiedzUsuń
  126. [Dziękuję. Jesteś naprawdę kochana. <3 Jako jedyna we mnie wierzysz. Zaraz znów się popłaczę]
    Mimo tego, że nie chciał, to tym razem doskonale słyszał ich krótką wymianę zdań.
    Jeszcze długo po jej wyjściu zastanawiał się, czy to co postanowił, aby na pewno było dobrym rozwiązaniem.
    Sam sobie łamał serce.
    Wszedł do kuchni
    - Pójdę już. Nie powinno mnie tu być.
    Jego głos drżał niebezpiecznie, choć próbował nad nim zapanować.
    - Ja... nie mogę.
    Zawahał się.
    - Nie mogę tak. Nie potrafię.
    Wziął drżący oddech.
    - Kochasz ją. A ja nie mogę być z tobą wiedząc, że nadal ją kochasz.
    Przeczesał włosy drżącą dłonią.
    - Dlatego, że się w tobie zakochuję. Nie umiem nad tym zapanować.
    Odetchnął głęboko.
    - Nie jestem dzieckiem i już dawno przestałem wierzyć w bajki. Nie mogę cię mieć całego, jeżeli twoje serce, nawet jeżeli jest zranione, należy do niej.
    Przygryzł mocno dolną wargę.
    - Nie mogę się z tobą spotkać, całować, przytulać, kochać... Przepraszam.
    [Tom jest wspaniały <3
    Boże, to było takie... takie... piękne! Aż mi zły po policzkach pociekły. :x]

    OdpowiedzUsuń
  127. - Rozumiem, że to zwyczajnie po tobie spłynęło, tak? Ani trochę ci na mnie nie zależy?
    Obserwował go z coraz szybciej bijącym sercem.
    - A co jeżeli chcę, żebyś mnie o to poprosił? Co jeżeli chcę spróbować spędzić z tobą życie?
    Więc to wszystko miało się tak po prostu skończyć?
    - Gówno prawda.
    Jego broda zaczęła niebezpiecznie drżeć.
    - Pieprzysz durnoty.
    Jeszcze chwila i zwyczajnie się rozryczy.
    Nie chciał przy nim płakać. Będzie mógł to zrobić, gdy już wróci do domu.
    - Ty naprawdę masz mnie za gówniarza, skoro tak mówisz.
    Podszedł do niego i wyciągnął mu szklankę z ręki.
    Wypił resztkę alkoholu.
    Odstawił szklankę na blat.
    - Nie chodzi o to, że jesteś starszy i doświadczony.
    Trącił go palcem wskazującym w pierś.
    - Zakochuję się w tobie. W osobie, którą jesteś. Owszem, składa się na to twój wiek, doświadczenie, charakter, wygląd...
    Zamrużył oczy.
    - Myślisz, że po co tu przychodzę? Dla seksu? Dla chwili pieprzonej rozrywki? Żebyś mnie czegoś nauczył, bo jesteś starszy i doświadczony?
    [W pierwszej chwili chciałam napisać "A ja Gucio" (ach te moje żarty) XD
    Miło mi Cię poznać Maju, jestem Ola. :D]

    OdpowiedzUsuń
  128. Jego serce biło jak szalone, gdy czekał na jakąkolwiek reakcję ze strony mężczyzny.
    Przełknął głośno ślinę i zrobił krok do przodu.
    - Kogoś, kto...?
    Potem następny.
    I następny, aż w końcu stanął tuż przed Tomem.
    - Spójrz na mnie.
    Objął dłonią jego policzek.
    - Jeżeli myślisz, że ja nie jestem połamanym człowiekiem, to grubo się mylisz. Wiem, że dla ciebie jestem jeszcze dzieciakiem, ale sam wiesz, że trochę już zdążyłem przeżyć.
    Jego głos znów zaczął niebezpiecznie drżeć, ale nie przestawał mówić.
    - Wewnątrz, tak jak ty, jestem połamanym człowiekiem. I potrzebuję cię. Potrzebuję cię, żeby nie spieprzyć sobie życia. Potrzebuję cię, żeby żyć.
    Oparł czoło o jego.
    - Jest w tobie coś, co mnie przyciąga. Przyciągnęło mnie to już tego pierwszego dnia, gdy przyszedłem na korki. Nie wiem dlaczego, ale tak właśnie jest.
    [U mnie zawsze było "Ola poszła do przedszkola, zapomniała parasola..." a potem też "Ola z pornola", chyba wolałabym żarty o Pszczółce Mai. :c]

    OdpowiedzUsuń
  129. Chciał dodać coś jeszcze, ale wszystko się w nim zablokowało, gdy dotarło do niego, że mężczyzna płacze.
    Objął go mocno ramionami, pragnąc mieć go jeszcze bliżej.
    - Cii, spokojnie.
    Jedną dłoń wsunął w jego włosy, a drugą gładził jego plecy.
    - Jestem tu, Tom.
    Minęło zaledwie kilka minut, gdy po jego policzkach również zaczęły spływać łzy.
    Nie było sensu już dłużej ich powstrzymywać.
    Nie teraz.
    Nie przy nim.
    Nie wiedział jak, ale jakimś cudem znaleźli się na podłodze.
    Oparł się plecami o szafki i ponownie zgarnął mężczyznę w swoje ramiona.
    Płakali razem.
    W tym momencie Sed czuł się bliżej kogoś niż kiedykolwiek wcześniej.
    [Brawo dla Twojej mamy! <3
    Ja ostatnio jak się pokłóciłam z moją, bo nie było co jeść to wykrzyczałam "Dobra, to chuja zjem!" a ona "No, no, Oleńko, ja nie będę wnikać w to, co ty z chujami robisz. Ale zaraz jeść? Nie lepiej zrobić z nim coś przyjemniejszego?"]

    OdpowiedzUsuń
  130. Przestał w końcu płakać, ale nadal się nie odzywał.
    Był pewien, że nawet gdyby spróbował coś powiedzieć, nie byłby w stanie.
    Cieszył się jego bliskością, czekając aż się uspokoi.
    Wziął od niego rolkę i również wytarł twarz.
    Podniósł na niego wzrok i uśmiechnął się nieśmiało.
    - To dobrze, bo i tak nie zamierzam odchodzić - odpowiedział, a jego głos wcale nie brzmiał lepiej.
    Sam w końcu się podniósł.
    Odchrząknął.
    - Jeszcze raz przepraszam.
    Nie był do końca pewien za co przeprasza, ale wiedział, że musi to zrobić.
    Pochylił się do przodu i musnął wargami jego policzek.
    [Nasze mamy są super. A dzięki temu my jesteśmy super. Po kimś trzeba to było odziedziczyć, nie? :D
    Maju, trzymaj jutro za mnie kciuki na maturze z matmy. A najlepiej podaruj mi trochę swojej wiedzy, o. <3]

    OdpowiedzUsuń
  131. [Dziękuję bardzo! Nie wiem, czy masz już próbne matury, ale jak już zaczniesz je mieć, to też będę trzymać kciuki. No i podczas tej prawdziwej także (co z tego, że to dopiero za rok? phi). :D
    I hej, lubię skrzaty.
    Dobranoc!]

    OdpowiedzUsuń
  132. [Zaspalam, a to tylko dlatego, że matura była na 7:30... Na prawdziwą na pewno nie zaśpię. :D]
    - Myślę, że mógłbym dać się pokroić za pizzę.
    Uśmiechnął się krzywo.
    - Chyba, że nie zechcesz się ze mną podzielić.
    Roześmiał się cicho, rozluźniajac się nieco.
    Zaraz jednak przypomniał sobie o czymś.
    - Słuchaj, Tom... Za jakiś czas będę musiał pójść do domu, ale jeżeli zechcesz, to przyjdę wieczorem.
    Spojrzał na niego dosyć niepewnie.
    Chciał, by mężczyzna się zgodził.
    - Lubię z tobą spać. Chyba po raz pierwszy od dawna przespałem spokojnie całą noc.

    OdpowiedzUsuń
  133. [A już myślałam, że o mnie zapomniałaś! :c]
    - Głupek? Zaraz, że niby ja?
    Prychnął z udawanym oburzeniem, ale zaraz się uśmiechnął.
    - Pizzą tak, ale ciastkami już nie?
    Ani na chwilę nie odwrócił od niego wzroku, a na jego ustach zaczął błądzić coraz szerszy uśmiech.
    Podszedł do niego, gdy ten jeszcze był w trakcie składania zamówienia, zatrzymał go w miejscu i pocałował go w czoło.
    Zachichotał i wyszedł z kuchni z zamiarem odnalezienia swojego telefonu, który zostawił chyba w salonie.
    Napisał ojcu, że pojawi się w domu za jakiś czas. Na szczęście nie musiał czekać długo na odpowiedź.
    - Rodzice jadą dziś wieczorem razem z dziewczynami do swoich znajomych - zaczął po powrocie do kuchni. - Więc przyjdę gdzieś po dwudziestej, okej?
    Usiadł na swoim stałym miejscu, wyciągając nogi przed sobą.
    Zerknął na Toma.
    - A właśnie! Jak spędzasz Sylwestra?
    [No bo kto normalny robi matury o 7:30? No kto? Nikt! XD
    Byłam dziś na dniu otwartym UMCS, przez prawie godzinę szukałam Wydziału Psychologii... Porażka. Zgubiłam się w Lublinie - mieście, w którym byłam już wiele razy. Nawet będąc sama w Katowicach się nie zgubiłam! To znak, żeby nie iść tam na studia. XD]

    OdpowiedzUsuń
  134. [<3]
    - W porządku. Zjem coś w domu - powiedział z rozbawieniem.
    Pokiwał przecząco głową. Uwielbiał kawę, ale dziś już jedną wypił. No i postanowił, że pójdzie wcześniej do domu.
    Roześmiał się.
    - Hmm, obie propozycje są niezwykle kuszące, tak myślę. Coś czuję, że jednak zdecydujesz się na pójście do Alexa. Tylko obiecaj mi, że będziesz na siebie uważać.
    Spojrzał na niego znacząco, szczerząc się.
    - Lily wyjeżdża i wraca dopiero po Nowym Roku. Ja w tym roku zgłosiłem się do pilnowania Arii. Rodzice chcieli gdzieś wyjść, dziewczyny też coś sobie zorganizowały. A ja jako najlepszy na świecie starszy brat postanowiłem zająć się maleństwem - uśmiechnął się krzywo. - Dlatego ty musisz wybawić się za nas dwóch.
    Podniósł się.
    - Pójdę już. Będę o dwudziestej - mruknął, podchodząc do niego. Poczekał aż Tom zaleje kawę i dopiero wtedy go pocałował.
    - Bądź grzeczny.
    Uśmiechnął się jeszcze i zniknął w przedpokoju.
    Zgarnął jeszcze wszystkie swoje rzeczy, włożył buty oraz kurtkę i już go nie było.
    [A no tak. Jesteś dziewuszką ze stolicy. Zazdro. :D
    Ja też myślałam o studiach w Niemczech, ale chyba pozostanę przy Polsce. Chciałabym studiować na Uniwersytecie Śląskim. Rozważałam też Gdański, ale teraz waham się pomiędzy UŚ a UMCS. Do Katowic mam ponad 400 km, a do Lublina około 70.]

    OdpowiedzUsuń
  135. - Ale raczej nie dla osiemnastolatka, co? - rzucił z rozbawieniem. Jasne, wolałby spędzić Sylwestra w jakiś ciekawszy sposób, ale ubóstwiał swoją małą siostrzyczkę i był w stanie się poświęcić. To tylko jedna noc. Nic nadzwyczajnego.
    Wrócił do domu w bardzo dobrym humorze, który poprawił mu się jeszcze bardziej, gdy okazało się, że wczoraj wieczorem tato wygonił Nicka, gdy dowiedział się o akcji z szafką.
    Niestety nie miał co ze sobą zrobić.
    Obejrzał kreskówki z Katie i poszedł na długi spacer z psiakami.
    Porozmawiał nawet chwilę z mamą, która powoli zaczęła rozumieć to, że jej jedyny synek nie przyprowadzi do domu żadnej dziewczyny.
    Nadal pozostało mu dużo czasu do wyjazdu rodziców, więc postanowił coś upiec.
    Resztę ciastek, które zostawił dla siebie starannie zapakował i zabrał ze sobą do Toma.
    Jak się okazało, Tatia miała zostać w domu, więc nie musiał się martwić o zwierzęta.
    U Toma był kilka minut po dwudziestej.
    Ciastka zostawił w kuchni, a dopiero potem zajrzał do salonu.
    Uśmiechnął się na widok śpiącego mężczyzny.
    A potem wcisnął się obok niego na kanapę, uważając by go przypadkiem nie zbudzić, przytulił do niego i sam niedługo potem zasnął.
    [Ja w stolicy byłam chyba tylko ze dwa lub trzy razy. Ale jakoś mnie nie ciągnie do studiowania tam.
    Phi, to zapraszam do mnie do Chełma. Udowodnię Ci, że w stolicy jest znacznie lepiej. XD
    JESTEM TAKA CUDOWNA, WIEM. MOJE ZAANGAŻOWANIE ZASŁUGUJE NA ZŁOTY MEDAL]

    OdpowiedzUsuń
  136. [OJ MAJA, PRZESADZASZ]
    Zasnął prawie od razu, gdy tylko przytulił się do Toma.
    Nie był pewien, jak długo spał.
    Obudził się.
    Na jego ustach pojawił się lekki uśmiech, gdy poczuł usta na policzku.
    Powoli otworzył oczy i spojrzał na Toma.
    - Hej - wyszeptał zachrypniętym głosem.
    Podniósł głowę i pocałował go w kącik ust.
    Odchrząknął.
    - Jak się masz? - spytał.
    Ziewnął i wtulił twarz w zagłębienie jego szyi.
    - Mam nadzieję, że zostawiłeś mi choć jeden kawałek pizzy. Umieram z głodu - wymamrotał z ustami tuż przy jego szyi.
    W tym momencie zaburczało mu w brzuchu, jakby na potwierdzenie jego słów.
    Zachichotał cicho, ale nie ruszył się z miejsca.
    [Wolałabym jednak, gdybyś dała mi wcześniej znać. Ugotowałabym coś dobrego. No i nie przepadam za niezapowiedzianymi wizytami. :D]

    OdpowiedzUsuń
  137. [Spoko, Maju, ja wszystko rozumiem. Odpisuj kiedy masz czas. :D
    Ooo kurde, aż z Chełma? Czuję, że to przeznaczenie! XD]
    Westchnął z zadowoleniem, gdy Tom go mocniej przytulił.
    - Taak, ja też nie chcę, żebyś mnie wypuścił.
    Objął dłonią jego policzek i odwzajemnił pocałunek.
    - Jestem nawet skłony umrzeć z głodu. Myślę, że śmierć przy tobie nie byłaby taka zła.
    Zachichotał i tym razem to on go pocałował.
    Oderwał się od niego i oparł czoło o jego.
    - Ale... upiekłem coś dla ciebie i sądzę, że jak cię tym skuszę, to bez problemu mnie wypuścisz - wyszeptał z rozbawieniem. - Myślę, że możemy się poprzytulać po jedzeniu. Jakby nie było, mamy na to całą noc - dodał z psotnym błyskiem w oku.
    [No właśnie nie. Nie mam pojęcia co się dzieje. Nawet napisałam do Ciebie na gg w tej sprawie.
    Wysłałam ten ostatni odpis, zaglądam pod moją kartę... a Twój odpis zniknął. W pierwszej chwili myślałam, że jestem świrem i odpisałam na nieistniejący komentarz. :o]

    OdpowiedzUsuń
  138. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  139. [Uwielbiam głębokie pogaduchy o życiu + wino.]
    Parsknął śmiechem i odsunął się od Toma.
    Bez słowa, odprowadził go wzrokiem.
    Wygodniej ułożył się na kanapie i pogłaskał Tonks, z której obecności sobie nawet nie zdawał sprawy.
    Cierpliwie czekał na jego powrót, a szeroki uśmiech nie schodził mu z twarzy.
    Usiadł po turecku na kanapie i wziął od niego talerz.
    - Woow, dziękuję – wyszczerzył się jeszcze bardziej.
    Zajął się jedzeniem, ale zaraz sobie o czymś przypomniał.
    - Skoro nadal tu jesteś to mam rozumieć, że nie zauważyłeś tego pudełeczka, które postawiłem na stole w kuchni? - spojrzał na niego znacząco. - No wiesz, pudełeczko pełne ciastek z nutellą...
    Zerknął w kierunku kuchni.
    - Upiekłem je specjalnie dla ciebie, ale jak chcesz to sam mogę je zjeść. Ba, nawet jednym się z tobą podzielę.
    Zjadł pizzę i podniósł się.
    Zdążył zrobić tylko jeden krok, bo poczuł straszny ból w nodze.
    Przeklął i opadł z powrotem na kanapę.

    OdpowiedzUsuń
  140. - Jasne, jasne. Przyznaj, że zwyczajnie jesteś mało spostrzegawczy - powiedział i się roześmiał.
    Przygryzł mocno dolną wargę.
    - Nic mi nie jest.
    Uśmiechnął się blado.
    - Ej, nie przejmuj się. To tylko stara kontuzja. Nic mi nie jest, naprawdę.
    Odetchnął głęboko i rozmasował nogę.
    - To nic, naprawdę.
    Nie chciał, żeby Tom się nim przejmował. Ba, nie zamierzał w ten sposób niszczyć im wieczoru.
    - Miałem kiedyś paskudne złamanie, a do tego problem z rzepką. Właśnie dlatego musiałem odpuścić sobie bieganie i pływanie. Jak przeforsuję nogę, to potem trochę boli.
    Wyciągnął dłoń i pogłaskał go po policzku.
    - Kostki lodu by mi się przydały. Albo mrożony groszek?
    Zarumienił się.
    - Rano trochę przesadziłem. Gdybym znów zaczął godzić na ćwiczenia...

    OdpowiedzUsuń
  141. - Przestań, proszę cię. Jesteś świetnym chłopakiem.
    Chciał dodać coś jeszcze, ale nie zdążył, bo Tom pobiegł do kuchni.
    Wziął od niego mrożony szpinak i przyłożył go do obolałego miejsca.
    - Tom...
    Westchnął i pokręcił głową, gdy zobaczył jego minę.
    Był zły na siebie. Powinien uważać, bardziej się oszczędzać.
    - To głupia historia - wymamrotał i parsknął śmiechem. - no nie patrz tak na mnie. Serio jest głupia.
    Ułożył się wygodniej i utkwił spojrzenie w jego twarzy.
    - Zawsze chciałem spróbować surfingu. Kręciło mnie to jeszcze bardziej niż lekkoatletyka. Wszyscy mówili mi, że się do tego nie nadaję, a ja chciałem im udowodnić, że jest inaczej. Nadal nie wiem, jakim cudem udało mi się tego dokonać.
    Zachichotał.
    - Uszkodziłem rzepkę, gdy wpakowałem się na deskę i chciałem nauczyć się surfingu. Jakieś dwa miesiące później miałem niemiłe zderzenie podczas jazdy na rowerze i miałem okropne złamanie tej samej nogi.
    Po raz kolejny roześmiał sie z własnej głupoty.
    - Naprawdę nic mi nie jest, Tom. Nie przejmuj się, prosze cię. Muszę po prostu znów zacząć chodzić na rehabilitacje i wszystko wróci do normy.
    Gdyby mógł zarumieniłby się jeszcze bardziej.
    - To wszystko przez wczorajszy prysznic. No wiesz... to tylko dlatego, że upadłem na kolana. Gdybyśmy tylko... później... jak uprawialiśmy seks... No wiesz... Nic by mi się nie stało... - jąkał się, nie potrafiąc się wysłowić.
    W końcu z zażenowaniem zakrył twarz wolną dłonią.

    OdpowiedzUsuń
  142. - Taak, śmiej się ze swojego chłopaka, śmiej - burknął.
    Odsunął dłoń od twarzy. Miał wrażenie, że jego policzki wręcz płoną.
    - Wcale nie wyglądam uroczo.
    Pacnął go ręką w czoło.
    - Głupek - wymamrotał.
    Uśmiechnął się krzywo.
    - Robiliśmy to tylko dwa razy, a ty już wymyślasz jakieś ograniczenia? No wiesz co, Tom. To nie fair - zamrużył groźnie oczy. - Uważaj, bo pomyślę, że nie podobało ci się to, co robiliśmy rano.
    Spojrzał na niego smutnym wzrokiem i wydął wargę.
    - Jeżeli raz na jakiś czas nadwyrężę nogę, to nic mi się nie stanie. Nie jestem przecież z porcelany. I cholera, jak tylko wrócę jutro do domu to zadzwonię do mojego starego rehabilitanta.
    Uniósł jedną brew i prychnął.
    - Wybrałeś złą karierę. Powinieneś zostać aktorem, a nie nauczycielem.
    Położył szpinak na stoliku, pochylił się i niepostrzeżenie wsunął mokre i zimne dłonie pod jego koszulkę.
    Wyciągnął się jeszcze bardziej zaczął go łaskotać.

    OdpowiedzUsuń
  143. - No i tak ma być. Żadnych ograniczeń.
    Zdążył już zauważyć, że Tom miał straszne łaskotki i właśnie w tym momencie postanowił wykorzystać tę wiedzę.
    Zwyczajnie nie potrafił powstrzymać śmiechu.
    Śmiał się jak dziecko, całkowicie zapominając o swojej bolącej nodze.
    - Tom, Tom...
    Nie zamierzał jednak zbyt długo się nad nim znęcać, więc już po chwili zostawił go w spokoju i wyciągnął dłonie spod jego koszulki.
    - No już, już. Spokojnie. Nie denerwuj się tak, bo jeszcze zawału dostaniesz.
    Pochylił się i pocałował go w czoło.
    - Nie mógłbyś mnie zabić, bo za bardzo mnie lubisz.
    Znów się roześmiał.
    - No i za bardzo byś tęsknił.
    Wyszczerzył się.
    - No przyznaj się, że byś za mną tęsknił.
    Spojrzał na niego spod rzęs, przygryzając dolną wargę.

    OdpowiedzUsuń
  144. Uśmiech zniknął z jego twarzy.
    - Tylko za tyłkiem i gotowaniem?
    Urażony siorbnął nosem.
    - Czyli potrzebujesz mnie tylko do seksu i jedzenia? Dobra, zapamiętam to sobie.
    Zamrużył oczy.
    - Będziesz coś chciał...
    Uśmiechnął się krzywo.
    - Już nigdy nie upiekę ci ciastek! O moim tyłku też zapomnij! - krzyknął buńczucznie.
    Zaraz jednak zdał sobie sprawę z tego co powiedział i przygryzł dolną wargę.
    - Cofam to ostatnie.
    Wyszczerzył się, złapał go za rękę i pociągnął na kanapę.
    - Co powiesz na rozejm? Ty zapominasz o łaskotkach i mojej kontuzji, a ja o tym, że byś za mną nie tęsknił. Obejrzyjmy coś, zjedzmy ciastka... - zawahał się - okej, okej. Ty zjesz ciastka, ja popatrzę - dodał i parsknął śmiechem. - Pasi?

    OdpowiedzUsuń
  145. Jeszcze nigdy z nikim nie podróżowało mu się tak świetnie.
    Jak dla niego, Thomas był idealnym kompanem do tak długiej jazdy.
    Sed nawet nie wiedział, kiedy zasnął.
    W jednej chwili rozmawiał jeszcze z Tomem o tym, że już niedługo dotrą na miejsce, a w następnej już smacznie spał.
    Obudził się ze swojej drzemki dopiero, gdy ktoś otworzył drzwi od strony pasażera.
    - C-co? - wymamrotał trochę niemrawo, przeciągając się na siedzeniu.
    Odpiął pas i wygramolił się z auta.
    Prawie się przy tym wywalił, ale to szczegół.
    Odchrząknął.
    - Myślę, że przysnąłem, sorki.
    Przejechał dłonią po rozwichrzonych włosach, mierzwiąc je jeszcze bardziej.
    Był jeszcze trochę nieprzytomny, więc dopiero po kilku minutach uświadomił sobie, że powinien zabrać swoje rzezy z samochodu.
    Wziął wszystko z tylnego siedzenia.
    Zerknął na Toma i uśmiechnął się słodko.
    - Na co czekamy, kochanie? Idziemy, nie ma co się obijać - rzucił z rozbawieniem. - Nie możemy się przecież spóźnić, prawda?
    Powolnym krokiem ruszył w stronę hotelu.

    OdpowiedzUsuń
  146. Wyszczerzył się.
    - Tak, kochanie. Masz z tym jakiś problem? - spytał, spoglądając na niego niewinnym wzrokiem.
    Trzymał się Toma, gdy weszli do hotelu.
    Rozglądał się uważnie i prawie przegapił moment, w którym mężczyzna ruszył w kierunku windy.
    Wszedł za nim do pokoju i postawił swoją torbę tuż obok fotela stojącego niedaleko łóżka.
    Wywrócił oczami i podszedł do łóżka. Wspiął się na nie i usiadł okrakiem na udach Toma.
    - Tak, ale jeszcze trzeba wziąć prysznic i się przebrać.
    Pochylił się i musnął ustami jego podbródek.
    - To ślub twojej najlepszej przyjaciółki. Nie możesz się spóźnić.
    Przesunął usta trochę wyżej i pocałował go najpierw w jeden, a potem drugi policzek.
    - Tom, podnieś tyłek i idź pod prysznic.

    OdpowiedzUsuń
  147. Wywrócił oczami.
    - Wiem, że jesteś świadkiem. Właśnie dlatego nie chcę żebyś się spóźnił.
    Uśmiechnął się, wtulając policzek w jego dłoń.
    Oparł dłonie po obu stronach jego głowy i odwzajemnił pocałunek.
    Zachichotał.
    - No, nie byłoby miło, gdyby cię zabiła. Jakoś muszę wrócić do domu, nie?
    Pocałował go jeszcze raz i dopiero po tym zszedł z niego.
    Ułożył się wygonie na łóżku. Teraz najchętniej uciąłby sobie krótką drzemkę. Albo by coś zjadł.
    A najlepiej byłoby gdyby mógł coś zjeść, a potem się zdrzemnąć.
    - Tylko się pospiesz. Ja też chcę wziąć prysznic - rzucił jeszcze, zanim Tom zniknął w łazience.
    Po kilku minutach sam sturlał się z łóżka i wyciągnął garnitur z pokrowca.
    Zerknął na zegarek i zapukał do drzwi łazienki.
    - Pięć minut, staruszku!

    OdpowiedzUsuń
  148. Odwrócił się w stronę łazienkowych drzwi i znieruchomiał.
    Nawet te skarpetki wyglądały na nim świetnie.
    - O cholera - wymamrotał, nadal wpatrując się w Toma.
    Zamrugał kilka razy i odchrząknął.
    - Ja... em, może powinieneś pójść sam na ten ślub, co? Będę przy tobie wyglądać jak przybłęda z ulicy.
    Z powątpiewaniem przyjrzał się pokrowcowi ze swoim garniturem.
    Sed nienawidził odświętnych ubrań. A krawaty uważał za największe zło na świecie.
    Poszedł do łazienki, mamrocząc coś pod nosem.
    Wziął ekstremalnie szybki prysznic i zajął się włożeniem swojego zwyczajnego, czarnego garnituru.
    Zdecydowanie powinien kupić nowy. Cudem będzie jeżeli nie wezmą go za czternastolatka.
    Boże, co on sobie wyobrażał zgadzając się na towarzyszenie Tomowi na ślubie Max? Idiota, idiota, idiota...
    Tak bardzo zaczął się nad sobą użalać, że aż się zdenerwował i nie potrafił drżącymi dłońmi zawiązać krawata.
    Wyszedł z łazienki i spojrzał na Toma z miną zbitego psa.
    - Pomożesz mi? - spytał cicho, wyciągając w jego kierunku czarny krawat.
    Siorbnął nosem, by dodać sobie jeszcze więcej żałosności.
    - Wyglądam okropnie. Nie możesz pokazać się z kimś takim.

    OdpowiedzUsuń
  149. Uśmiechnął się krzywo, wciskając ręce do kieszeni garniturowych spodni.
    Nie miał pojęcia dlaczego, ale właśnie w tym momencie naszło go na przemyślenia.
    Nawet nie zauważył, kiedy Tom tak sprawnie rozprawił się z krawatem.
    Chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył.
    Przytulił policzek do jego dłoni.
    - Dziękuję.
    Nie dziękował mu tylko za zawiązanie krawata, ale za więcej. Zdecydowanie więcej.
    - To ty wyglądasz świetnie. Żebyś tylko nie przyćmił panien młodych. Myślę, że mogłoby im się to nie spodobać.
    Spojrzał na niego znacząco.
    - Swoją drogą... Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? Gdybym zobaczył cię dziś na ulicy po raz pierwszy, wpadłbym po uszy.
    Wyszczerzył się.
    - Tak, możemy już iść.
    Pociągnął go w stronę drzwi, ale zatrzymał się nagle.
    - Masz obrączki, prawda?
    Gdy znaleźli się w końcu na dworze, Sed skrzywił się i westchnął.
    - Wydaje mi się, że tu jest bardziej upalnie niż w domu. Mam nadzieję, że tam, gdzie odbędzie się ślub będzie chłodniej, bo jak tak dalej pójdzie to zamiast chłopaka będziesz miał skwarkę - powiedział z rozbawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  150. - Nie masz jeszcze nawet trzydziestki, nie przesadzaj.
    Wywrócił oczami i się roześmiał.
    - Pozwolę ci narzekać, jak skończysz sześćdziesiątkę. Pasuje?
    Sed od początku wiedział, że się spóźnią i już miał to w jakiś sposób skomentować, gdy znaleźli się w środku.
    Wygląd sali za bardzo go oszołomił, żeby był w stanie wykrztusić z siebie coś więcej niż "wow".
    Był tak zaabsorbowany wystrojem sali, że w pierwszej chwili nawet nie zauważył Max.
    - Nie tak znowu bardzo. Tęskniłbym za nim tylko tak trochę, tyci-tyci.
    Uśmiechnął się i objął Max ramieniem, uważając przy tym, by w żaden sposób nie uszkodzić przypadkiem jej pięknej sukni.
    - Myślę, że możesz się z nim rozprawić, ale najlepiej po ślubie. Chyba nie chcesz przypadkiem zniszczyć swojej kreacji, co? - wyszeptał jej do ucha na tyle głośno, by Tom również go usłyszał.
    Roześmiał się i wyprostował.
    - Pięknie wyglądasz, Max. Tom miał rację mówiąc, że nie da się ciebie przyćmić. - W jego oczach błysnęły iskierki rozbawienia. - Gdybym już nie zakochał się w tym facecie obok, na pewno zabujałbym się w tobie.
    Podszedł do Thomasa i szybko pocałował go w policzek.
    - Idę zająć miejsce. Pewnie macie jeszcze coś do obgadania.
    Ścisnął dłoń mężczyzny po raz ostatni i ruszył w kierunku rzędów krzesełek. Nie miał pojęcia, gdzie powinien usiąść i przez chwilę błąkał się niezdecydowany.
    W końcu usiadł w drugim rzędzie i ponownie zaczął zachwycać się dekoracjami.
    Sed uwielbiał śluby i nie mógł się już doczekać. Mimo wszystko wiedział, że ten będzie najbardziej magiczny ze wszystkich, na jakich dotąd był.

    OdpowiedzUsuń
  151. Jeszcze nigdy nie brał udziału w tak pięknej ceremonii.
    Zwyczajnie nie potrafił oderwać wzroku od kobiet i choć starał się trzymać dzielnie, to w końcu i po jego policzkach zaczęły spływać łzy.
    Nie znał Max zbyt dobrze, a jej wybranki w ogóle, ale wiedział ile kobieta znaczyła dla Toma i to mu wystarczyło.
    Gdyby młoda kobieta siedząca obok niego, nie podzieliła się z nim chusteczkami, po całej ceremonii wyglądałby zapewne jak siedem nieszczęść.

    Po wszystkim cofnął się trochę do tyłu, nie chcąc przeszkadzać tłumowi w dostaniu się do młodej pary.
    Drgnął, gdy ktoś złapał go za dłoń.
    Spojrzał na Toma nieco zaskoczonym wzrokiem.
    Spodziewał się tego, że mężczyzna w tym momencie będzie ze swoją przyjaciółką, a nie z nim.
    Zanim jednak zdążył o cokolwiek zapytać, Tom go do siebie przyciągnął.
    Objął go ramionami w pasie i również się w niego wtulił.
    W pierwszej chwili był pewien, że zwyczajnie się przesłyszał.
    Gdy jednak dotarło do niego, co Tom właśnie powiedział, jego serce ominęło jedno uderzenie. A potem zaczęło bić jak szalone.
    Tak wiele chciał mu w tamtej chwili powiedzieć, ale zwyczajnie nie potrafił. Miał ściśnięte gardło.
    Przytulił go jeszcze mocniej.
    Nie miał pojęcia ile tak trwali, ale w końcu odsunął się od niego odrobinę i wsunął dłoń w jego włosy, zmuszając go tym samym do odchylenia głowy do tyłu.
    - Kocham cię - szeptem powtórzył jego słowa.
    W oczach Seda zaszkliły się łzy. Zamrugał szybko, starając się je odgonić.
    Patrząc mu prosto w oczy, przybliżył swoją twarz do jego i pocałował go delikatnie w usta.
    Oderwał się od niego dopiero, gdy poczuł kilka zaciekawionych spojrzeń.
    - Chodźmy. Teraz nasza kolej, żeby złożyć dziewczynom gratulacje.
    Chwycił jego dłoń i splótł razem ich palce.

    OdpowiedzUsuń
  152. Dawno nie czuł się tak szczęśliwy, jak właśnie w tym momencie.
    Jeszcze chwila i zwyczajnie zacząłby skakać ze szczęścia.
    Uśmiechnął się szeroko, gdy Tom pociągnął go za sobą w stronę dziewczyn.
    Roześmiał się głośno i pokręcił głową z dezaprobatą, gdy Tom podniósł Max.
    Sed zerknął na Anvi i wyciągnął dłoń w jej stronę.
    - Cześć, jestem Sedric, miło cię w końcu poznać.
    Uścisnął delikatnie jej dłoń, a następnie pocałował ją w policzek.
    Potem ominął Toma i uścisnął Max.
    - Taak, wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
    Nigdy nie wiedział, co powinno się mówić w takich chwilach, więc speszył się nieco i przeczesał dłonią włosy.
    - To był najpiękniejszy ślub, na jakim byłem - dodał, uśmiechając się nieco nieśmiało. - Płakałem jak bóbr. Z resztą, nie tylko ja, co Thomas?
    Szturchnął Toma łokciem w bok i parsknął śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  153. - A czy ja powiedziałem, że wstydzę się swoich łez?
    Uniósł jedną brew i pokręcił głową z rozbawieniem.
    Sed nie potrafił zapanować nad śmiechem, gdy Tom nieco się speszył.
    Pomachał jeszcze do dziewczyn, nim został brutalnie pociągnięty w drugą stronę.
    W końcu zrównał swój krok z Toma, więc mężczyzna nie musiał go już za sobą ciągnąć.
    - Patrz, to chyba tam - mruknął, wskazując wolną dłonią na wielkie drzwi.
    Potem dojrzał jeszcze jedne i kolejne.
    - Cholera, ile tutaj jest pomieszczeń?
    Otworzył jedne z drzwi i zajrzał do środka.
    Zmarszczył brwi, gdy zauważył samych ludzi mniej więcej po sześćdziesiątce.
    - Nie, to zdecydowanie nie tu.
    Kolejne to też nie było to, czego szukali.
    Sed w końcu stracił nadzieję na to, że znajdą restaurację, w której miało odbyć się wesele Anvi i Max.
    Otworzył ostatnie drzwi i... bingo!
    Wszedł do środka, ciągnąc Toma za sobą.
    Pomachał do kobiety, która podzieliła się z nim chusteczkami.
    - Nie mam pojęcia, kto to jest - wyszeptał mężczyźnie na ucho. - Mniejsza z tym, gdzie siadamy?

    OdpowiedzUsuń
  154. - Jasne, rozumiem. Gdyby nie ta dziewczyna, to musiałbym smarkać w rękawy koszuli - parsknął śmiechem.
    Rozejrzał się uważnie po całej sali.
    - Szczerze? Nie spodziewałem się, że będzie tu aż tyle ludzi - wyznał, gdy ruszyli w stronę wskazanego przez Toma miejsca.
    Usiadł obok mężczyzny i ledwo powstrzymał się przed wybuchnięciem śmiechem na widok jego miny.
    - Co, aż taka straszna jest? - spytał również szeptem, pochylając się w stronę Toma.
    Niestety nie zapytał tak cicho, jak mu się wydawało, bo ktoś obok niego znacząco odkaszlnął.
    Wyprostował się i spojrzał na kobietę.
    Uśmiechnął się nieśmiało.
    - Dzień dobry. Piękny ślub, prawda?
    Ta spojrzała na niego jak na kompletnego idiotę i odwróciła się w drugą stronę.
    - Akurat to nie było miłe - wymamrotał sam do siebie.
    Kątem oka zerknął na Toma.
    - Dlaczego usadziły nas w takim miejscu, co? - spytał, tym razem z rozbawieniem.
    Nawet nie zauważył, kiedy do pomieszczenia weszły panny młode razem z resztą gości.
    - Pamiętasz o przemowie? - spytał, skanując wzrokiem tłum.

    OdpowiedzUsuń
  155. – Wiesz… już obiecałem, że z nią zatańczę – powiedział i poruszył zabawnie brwiami.
    Uśmiechnął się szerzej, gdy Tom splótł razem ich palce, a następnie pcoałował jego dłoń.
    Boże, naprawdę mocno kochał tego człowieka.
    Uniósł jedną brew, zastanawiając się z jakiego powodu ta kobieta może nienawidzić Toma.
    Sam się do niego jeszcze bardziej przysunął i przytulił.
    Starał się nie roześmiać, naprawdę się starał.
    W końcu jego ramiona zaczęły drżeć.
    Nie wytrzymał dłużej i zwyczajnie się roześmiał.
    Całkowicie rozumiał nienawiść kobiety do Thomasa.
    Poczuł na sobie kilka zaciekawionych spojrzeń, a jedno z nich, jak się okazało gdy podniósł głowę, należało do owej ciotki. Kobieta mruknęła pod nosem coś o braku wychowania i ponownie się odwróciła.
    Tym razem parsknął śmiechem.
    Zapowiadało się naprawdę ciekawie.
    – Jesteś niemożliwy, wiesz? – mruknął, gdy w końcu udało mu się ogarnąć.
    Wytarł mokre policzki.
    Mamo, nawet nie zauważył, że popłakał się ze śmiechu.
    Zaraz jednak spoważniał i objął dłonią policzek Toma.
    – Hej, nie denerwuj się – wyszeptał, uśmiechając się lekko. Pochylił się i otarł się ustami o jego usta. – Chociaż przede mną nie udawaj, że nie jesteś zdenerwowany – dodał, odsuwając się od niego odrobinę. – Może powinienem przysiąść się do Julie, co? Albo nie, przemiła ciocia Max na pewno ma chusteczki w zapasie.
    Wyszczerzył się.
    Zmarszczył brwi, gdy dotarło do niego coś w stylu „Czas na przemowę świadka”.
    Szturchnął Toma w bok.
    – Czas na ciebie. Idź i powal wszystkich na kolana…– zawahał się. – No może nie dosłownie, jest tu pewnie paru gejów, którzy chętnie padliby przed tobą na kolana, więc lepiej pozostawić to w przenośni.

    OdpowiedzUsuń
  156. Wzruszył lekko ramionami, uśmiechając się słodko.
    - Powinieneś się do tego przyzwyczaić.
    Rozsiadł się wygodniej na krześle, w międzyczasie rozglądając się wokoło.
    Tym razem chusteczkami podzieliła się z nim... ciotka Max, która wyglądała na naprawdę wzruszoną. Dobra, wciąż patrzyła niezbyt miłym wzrokiem na Thomasa, ale kilka łez wzruszenia spłynęło po jej policzkach.
    Sed trzymał się dzielnie i tylko raz siorbnął nosem.
    Gdzieś podczas tego przemówienia jego myśli podążyły w stronę jego przyjaciółki. Może nie przeżył z Lily tak wiele, jak Thomas z Max, ale i tak cieszył się z tego, że ją miał. A potem zaczął zastanawiać się, czy w podobny sposób Tom przemawia do młodzieży na swoich lekcjach.
    Boże, dlaczego on w takiej chwili myśli o szkole? Idiota.
    Roześmiał się razem z innymi gośćmi, a jego wesołość wzrosła, gdy usłyszał prychnięcie kochanej cioci. Zerknął na nią i prawie spadł z krzesła, gdy ta do niego mrugnęła.
    Przycisnął usta do jego policzka, gdy usiadł.
    - Myślę, że ciocia Max powoli zaczyna się do ciebie przekonywać - wyszeptał mu do ucha.
    Wyszczerzył się, odsuwając się od niego odrobinę.
    - Byłeś świetny. Jeżeli tak przemawiasz do swoich uczniów, to żałuję, że nie jestem jednym z nich.
    Roześmiał się, ale zaraz spoważniał.
    Kurczę, naprawdę powinien przestać myśleć o szkole. Jeszcze tylko kilka miesięcy...
    Nawet nie zauważył kiedy wszyscy ruszyli na parkiet, by obejrzeć pierwszy taniec Max i Anvi.
    Podniósł się, chwycił Toma za rękę i pociągnął go w stronę tłumu.
    Weselni goście zaczęli łączyć się w pary. Sed zdumiał się widząc tylko jednopłciowych par.
    Zanim jednak zdążył zapytać swojego faceta o to, czy z nim zatańczy, został od niego brutalnie odsunięty i wylądował w ramionach Julie.
    Zerknął na Thomasa z krzywym uśmieszkiem, nim dał się porwać do tańca.

    OdpowiedzUsuń