29 kwietnia 2016

[KP] I want to feel my life still belongs to me, no matter what

Adam Farley

Adam nigdy by nie pomyślał, że przeprowadzka do innego stanu może być aż tak niewygodna. Nie miał przecież żadnych bliskich przyjaciół, a jedynie dobrych znajomych, z którymi od czasu do czasu rozmawiał. A jednak gdy musiał ot tak wszystko zmienić, nagle zaczęło mu tej zwykłości brakować. Tu jakby każdy go unikał. W klasie nie potrafił nawet zapamiętać imion. Nie pomagał fakt, że jedyną osobą, jaką znał, była jego szesnastoletnia siostra. Nawet dziadkowie, u których zamieszkali po śmierci rodziców, byli dla nich zupełnie obcy. 
Nic więc dziwnego, że kiedy dla odmiany był w stanie z kimś porozmawiać, chwycił okazję natychmiastowo... prawda?

I'll let you know
That all this time I've been afraid
W o u l d n ' t   l e t   i t   s h o w



[Cytaty: Riverside – Caterpillar and the Barbed Wire; Imagine Dragons – Battle Cry
Na zdjęciu Alexander Rybak
Wątek z Night Sky]

9 komentarzy:

  1. Sobota! Idealny dzień, by zabawić gdzieś na trochę dłużej i sprawić, że noc skończy się dopiero z pierwszymi promieniami słońca. Nocną porą najwięcej ludzi o świeżej, napełnionej adrenaliną krwi przewijało się przez ciemne uliczki miasta czy zaśmierdłe dymem papierosowym kluby. Wielu kończyło w miejscach w których się siebie nie spodziewali… Lub w ramionach niekoniecznie bezpiecznych osób.
    Sylar wyprostował się i odgarnął kosmyki, które opadły mu na czoło. Zmrużył zadowolony oczy, przyglądając się wyraźnie rozluźnionej i upojonej alkoholem ślicznotce, opartej o obdrapane drzwi toalety. W migającym nad nimi świetle nagiej żarówki dało się widzieć dwie strużki krwi spływające po odsłoniętym ramieniu dziewczyny i wsiąkające w fluorescencyjny materiał koszulki. Muzyka huczała dookoła nich, odbijając się ciężkimi basami po ścianach i mieszając się z szybkim, płytkim oddechem mdlejącej dziewczyny. Pachniała słodkimi, otępiającymi perfumami na równi z ostrą wonią spirytusu i powoli gasnących emocji.
    Mężczyzna wyciągnął rękę i starł zasychającą powoli krew, oblizując ze smakiem bok własnej dłoni. Nie czekając na to aż dziewczyna zemdleje mu w ramionach, ucałował rozgrzaną szyję i usadowił wygodnie dziewczynę na toalecie.
    - Dzięki za miły wieczór… I kolacje – powiedział, otwierając drzwi kabiny.
    - Ale… Wrócisz? – zapytała sennie nim głowa mięciutko opadła jej na ramię.
    Sylar uśmiechnął się tajemniczo i wyszedł z męskiej toalety. Może tak, może nie. Z cała pewnością nie dzisiaj, miał już inne plany i chciał zmienić miejscówkę. Zastanawiał się, czy jego bracia, z którymi rozstał się jakąś godzinę temu, bawią się równie dobrze jak on. Wampir spojrzał na zegarek, gdy zakładał skórzaną kurtkę – zbliżała się dziesiąta. Pora była jeszcze wczesna, a on miał dwie-trzy godziny nim spotka się z chłopakami w umówionym miejscu przy plaży. Mógł jeszcze trochę skorzystać z uroków Santa Barbara.

    Głos Cobaina wdzierał się przez skórę aż do jego martwego serca, gdy tańczył z pewną blondynką w kolejnym klubie. Rozpalone nastolatki skakały dookoła w rytm coraz głośniejszej muzyki, bawiąc się w najlepsze. W końcu była sobota, muszą się wyszaleć nim wrócą do domu i swoich codziennych zajęć czy obowiązków. Sylar cieszył się, że jego „życie” nie było czymś takim ograniczone i mógł zmieniać całe nudne tygodnie w rozrywkowe weekendy.
    Szalona, natapirowana dziewczyna przytulała się do niego i wirowała dookoła, zaczepiając go flirciarsko dłońmi. Jej uśmiech lśnił i mogłaby obdarować zadowoleniem niejednego mężczyznę tutaj, była po prostu śliczna.
    Gdy kawałek powoli cichnął, dziewczyna uwiesiła się na karku Sylara ciągnąc kołnierz jego ciemnego t-shirtu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Pić mi się chce… Postawisz mi coś? – zapytała, a zadowolony grymas ukwiecił jej pociągnięte jasną szminką usta.
      Wampir mruknął, obejmując ją w wąskiej talii.
      - Zależy. Byłaś grzeczna? – wyszeptał przy jej uchu.
      Blondynka zachichotała, uwalniając dłonie i przesuwając nimi po ciele Sylara, by zaczepić palcami o szlufki przetartych dżinsów. Wygięła się flirciarsko, ciągnąc leciutko mężczyznę w kierunku baru.
      - Pokaże ci później jak bardzo potrafię być grzeczna.
      Dał się zaciągnąć do oświetlonego baru. A raczej przeciskał się przez rozbawiony kolejnym utworem tłum. Zgiełk był niesamowity, ale dodawał jakiegoś dziwnego, miłego uroku temu miejscu. Jakby cały ten chaos wydawał się większym ładem niż zwyczajowy spokój i cisza uśpionego miasta.
      Opierając się o bar, obserwował barmankę, która ze znudzeniem wymalowanym na twarzy wyciągała dłoń w kierunku chłopaka w koszuli. Sylar usłyszał tylko jedno krótkie słowo: „Dokumenty”. W tym momencie nie dało się nie przyjrzeć kogo to męczyła wytatuowana barmanka. Młody chłopak, niczym nie wyróżniający się z obecnego tutaj tłumu, chociaż jak na gusta Sylara odrobinę wycofany.
      Dziewczyna towarzysząca wampirowi podniosła dłoń wysoko do góry, czym zwróciła na siebie uwagę obsługującej za barem kobiety, która pokiwała zrezygnowana głową i do nich podeszła.
      - Dwa szoty i… - Sylar odwrócił głowę w kierunku nieznajomego, uśmiechając się kątem ust po czym dodał głośniej – Brandy dla mojego kolegi. Wygląda jak ktoś kto lubi brandy.
      Zapłacił pieniędzmi, które zabrał „chwilowej kochance” z poprzedniego klubu i poczekał aż blondynka wychyli swojego szota. Pokręciła głową i wyszeptała:
      - Idę na łazienki. Czekaj na mnie – puściła chłopakowi w koszuli oczko i zniknęła wśród roztańczonych ludzi.
      Sylar bawił się kieliszkiem, kiwając z rozbawienia głową. Tym razem trafiła mu się bardzo żywiołowa dziewczyna. Ciekawiło go, jak smakowała – z całą pewnością niebanalnie. Mimochodem oblizał usta i uniósł wzrok by spojrzeć na nieznajomego chłopaka, któremu postawił brandy.
      - Hmm…? Napijesz się jeszcze? – zapytał, podnosząc kieliszek – A może przybijesz zdrowie z obcym sobie kolesiem?

      [Zamieszałam trochę, ale mam nadzieję, że jest ok! :D]

      Usuń
  2. [Tym razem ja przepraszam, że tak długo :D]

    Półuśmieszek przeciął usta wampira, gdy nieznajomy przybił kieliszki. Wychylił szybko alkohol, ciesząc się w duchu że wcześniej się posilił. Mógł go bez problemu przyjąć do wysuszonego pośmiertnie organizmu, nie martwiąc się konsekwencjami.
    Uniósł ponownie dłoń, dając znać barmance, że prosi o jeszcze jednego. Choć szot nie działał na niego jak na ludzi, nie przeszkadzało mu to wcale. Lubił czuć alkohol na języku i to jak przyjemnie przepalał przegnite gardło.
    Odwrócił się, opierając łokciami o bar i przyglądając tańczącym na parkiecie ludziom. Czuł wszędzie zapach pulsującej w żyłach krwi i podobało mu się, bo drażniło zmysły zmuszając go do niemalże masochistycznej ostrożności przynoszącej także przyjemność. Starannie odbierał jednak swoje ofiary.
    Usłyszał jak chłopak przedstawia się. Odwróciwszy leniwie głowę, spojrzał mu prosto w oczy.
    Hmm... Ciekawe jak on smakuje. Czy ta ostrożność łączy się z wonią czymś dużo bardziej niezwykłym, co zauważył w dziwnie dzikim błysku w oku? Zainteresowało go to, wachlarz smaków mógłby się rozszerzyć o kolejną intrygującą osobę.
    Wampir uścisnął jego dłoń, nadal nie spuszczając z niego zagadkowego spojrzenia.
    - Sylar.
    Zaśmiał się na podziękowanie. Nie jego pieniądze, więc mógł robić z nimi to co mu się żywnie podobało. Nawet postawić drinka nieznajomemu kolesiowi. Miękkim ruchem Sylar przybliżył się do Adama, niemalże stykając się z nim nosem. Swobodnie oparł dłoń na swoim biodrze. Grymas pełen igraszek nie zniknął ani na sekundę, jakby nagłe naruszenie czyjejś przestrzeni osobistej było dla niego normalnością.
    - Kiedyś mi się odwdzięczysz - mruknął szeptem, prostując się bez pośpiechu i odsuwając odrobinę. Znowu zainteresował się szalenie podskakującymi na środku sali ludziom - Pierwszy raz w Santa Barbarze? Nie widziałem cię tutaj wcześniej. I pewnie żadna z tutejszych dziewczyn też nie.
    Niezobowiązująco, ale jednak nie sposób nie zauważyć, że Adam przyszedł tu sam i nie czeka na chętną tancerkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sylar spojrzał na Adama tak, że wydawało się, że zaraz roześmieje się wyjątkowo głośno. Tak, że aż ponad dudniącą dookoła nich muzykę. On był naprawdę wyjątkowo ostrożnym wobec życia chłopakiem. Wampir już nie pamiętał, kiedy sam tak do wszystkiego podchodził. Całe szczęście spotkał swojego "ojca", który pokazał mu inne życie. Cóż... W sumie chciał go trzymać przy sobie, ale jego braciom i jemu zupełnie nie pasował taki kaganiec. Wydawał się śmiertelnie ograniczający ich kreatywność oraz nowo pozyskane zdolności. Czemu nie skorzystać z mocy, energii i nieśmiertelności póki ma się ku temu okazję? Tylko idiota i emeryt przepuści coś takiego między palcami.
    "Od miesiąca", a miał wrażenie, że przed nim stoi ktoś kto ledwo wkroczył do Santa Barbara.
    - Powiadasz? - odparł Sylar przechylając kolejny kieliszek i opierając podbródek na dłoni - Ze mną udało ci się wyjątkowo szybko.
    Czy to przypadłość ludzi, że sami potrafią się tak mocno ograniczyć? Sylar bardzo zatracił się w swojej nowej osobowości, aż wydawało się jakby zupełnie wykreślił swoją ludzką osobę z życiorysu. Jakby od zawsze był wampirem.
    Adam cmoknął zirytowany, co tylko dodało się do jego niepewnego charakteru, którego nie rozumiał. Zmienił szybko temat, odsuwając pytania od siebie, a zamiast tego zasypując nimi Sylara.
    - Tydzień, plus-minus - mruknął beztrosko. Ciężko było go nazwać stałym bywalcem Santa Barbary, często z chłopakami zmieniali miejscówki. Wcale im to nie przeszkadzało, zmywali się jak zaczynała doskwierać nuda lub pojawiały kłopoty. Wsiadali w "wypożyczony" wóz i znikali tuż po zachodzie słońca. Lubił ich wspólne przygody i brak stateczności. Stagnacja zupełnie nie leżała w ich naturze. Zaśmiał się pod nosem - Wyglądam jakbym siedział tu dłużej?
    Na wspomnienie o jego niedawnej towarzyszce wzruszył ramionami uśmiechając się szczerze, drapiąc po podbródku wierzchem dłoni.
    - To jest... Bardzo dobre pytanie. Nie spytałem jej w ogóle o imię. Poznaliśmy się... - Sylar z ciekawością spojrzał na prosty, czarny zegarek - Z dwadzieścia minut temu, jak nie mniej. Niedawno tu przyszedłem.
    Przysunął się do Adama, nie tracąc nic z dziwnie enigmatycznej swobody.
    - A co, też chcesz ją bliżej poznać? Śmiało, nie obrażę się. Może tobie pójdzie lepiej jak mi - Sylar zamówił kieliszek wódki dla Adama, po chwili trzymając przed nim zimne szkło - Na zachętę i odwagę.
    Jakby przywołana przez słowa wampira pojawiła się dziewczyna z którą niedawno tańczył. Przesunęła dłonią po ramieniu Sylara, wchodząc między rozmawiających i opierając się łokciami o bar w bezpretensjonalnej, absolutnie nieskromnej pozie.
    - Jak się bawicie, chłopcy?
    Nieśmiertelny wyprostował się rozbawiony.
    - Adam chciał spędzić z tobą chwilę.
    - Doprawdy? - zachichotała, spoglądając z zainteresowaniem na młodszego chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Chciałam się zapytać o wątek, bo chciałam go poprowadzić w jednym kierunku, a nie wiem czy Adam się zgodzi na wypad w nieznane z nieznanym facetem :D Dlatego podpytuje czy mogę cisnąć Sylarem hahaha]

    OdpowiedzUsuń
  5. Sylar spojrzał na Adama zupełnie bez cienia zażenowania - co więcej, nadal nie stracił tej zabawnej iskry w jasnych oczach. Zaśmiał się po chwili mijając dziewczynę i bezpretensjonalnie obejmując chłopaka ramieniem.
    - Nie stresuj się tak, tylko żartowałem. Wyglądasz jakbyś wdepnął we własny grób - powiedział, prosząc o kolejną kolejkę. W takim tempie picia szybko się upiją, a przynajmniej chłopak. Czy mu to przeszkadzało? A skąd. Być może dzięki temu Adam trochę się rozluźni i przestanie wszystko brać tak na serio. Naprawdę dzisiaj była doskonała noc, by po prostu wyjść i się zabawić.
    Bez obaw o żadne konsekwencje.
    Wampir opróżnił swój kieliszek i wyprostował się, kiedy poczuł, że wypita w poprzednim klubie krew powoli przestaje już zabezpieczać obecność alkoholu w jego wysuszonym organizmie. Musiał się pożywić i to za niedługo, jeśli nie chciał z własnej głupoty słaniać się na nogach. Lub co gorsza czuć krew wszędzie dookoła siebie. Może i szaleństwo grało u niego pierwszą rolę, ale wolał nie wynosić się stąd szybciej niż zamierzał - jakoś Santa Barbara mu się całkiem spodobała.
    Dziewczyna wzruszyła ramionami i machnęła dłonią, zajmując się swoim drinkiem. Nie wyglądała na zbytnio poruszoną odmową Adama, ale może to i lepiej. Stukała rytmicznie obcasem, chcąc najwidoczniej ruszyć na parkiet w przeciwieństwie do dwóch towarzyszących jej chłopaków.
    Sylar zauważył to i postanowił skorzystać z okazji. Zwrócił się ponownie do Adama, szepcząc cicho:
    - Poczekasz na mnie przy wejściu, proszę? - zapytał, a jego wzrok niemalże przeszywał nie tyle co wymuszając jakieś zachowanie, a po prostu bardzo charyzmatycznie prosząc. Poklepał Adama po ramieniu i nie mówiąc już nic więcej wziął dziewczynę pod rękę. Ale zamiast prowadzić ją na parkiet skierował się w stronę tylnego wyjścia z klubu.
    Gdzie nikt nie będzie podglądał złaknionej emocji parki.

    Sylar nie wiedział w gruncie rzeczy, czy Adam skorzysta z jego zaproszenia i pójdzie z nim zwiedzać Santa Barbarę dalej, ale cóż... Czyja to będzie większa strata?
    Zaśmiał się do siebie, odpalając papierosa i idąc ciemną uliczką w stronę głównego wyjścia do klubu. Dało się zauważyć, jak w oddali chybocze się cień dziewczyny, próbującej przytrzymać się ściany. Wyglądało jakby przesadziła z używkami i teraz organizm dawał o sobie znać.
    Poprawiając poły kurtki, wampir wyszedł zza rogu budynku ku tłumowi ludzi czekającemu by wejść do środka i zostać prześwietlonym przez stojącego na bramce byka. Sylar, wypuszczając delikatne kłęby dymu z ust, rozglądał się dookoła za znajomym chłopakiem w koszuli.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cieszę się, że dobrze wróciło ci się do tego wątku <3 przepraszam jeśli w poniższym będą jakieś błędy lub jest krótki, ale piszę z autobusu :)]

    Sylar uśmiechnął się do idącego w jego kierunku Adama. Krok chłopaka był aż nadto pośpieszny, ale wydawało się to mu całkiem zabawne. Wampirom się jednak nie odmawia. Ten człowiek intrygował go coraz bardziej, a co za tym szło - wiedział, że z całą pewnością rozszerzy swój wachlarz smaków.
    Przychylił lekko głowę, dopalając resztkę papierosa i rzucając peta na ziemię.
    - Jednak nie zrezygnowałeś - powiedział zadowolony, jakby chciał niebezpośrednio pochwalić Adama za jego chęci by dzisiejszą noc zamienić w pasmo niekończącej się, niekoniecznie legalnej zabawy.
    Czy nieśmiertelny mógł dobrze spędzić czas ze zwykłym człowiekiem? Owszem, jeśli nie ograniczała go wyobraźnia. To część wampirzej natury w końcu - wiedział, że nawet nie posilając się dzisiaj na Adamie przyciągnie go do siebie skutecznie.
    Po co?
    Dla zabawy, wydawał mu się niecodzienny w całej tłuszczy Santa Barbary. Wycofany, ale może potrafiący łamać granice? Zazwyczaj miał do czynienia z lekko zrobionymi ludźmi, w wypełnionych klubach i miał wrażenie, że ciągle spotyka ten sam rodzaj człowieka.
    A on nie lubił obracać się wokół nudy - potrzebował ciągłej adrenaliny oraz zabawy. Nie po to uciekli od ojca, żeby prowadzić sztywne, bezemocjonalne nie-życie.
    Rozbawiony uniósł brew na podekscytowane pytanie Adama - widać to była noc jego życia. Urocze.
    - Jedyny plan to taki by bawić się dzisiaj do upadłego - oznajmił mu, mijając go i lekko pociągając za ramię, by szedł za nim. Krótko odwrócił się do niego, rozciągając dłonie na boki - W końcu nasze życie, nasze zasady. Możemy robić co nam się podoba!
    Zaśmiał się głośno, jakby chciał rzucić wyzwanie światu dookoła, że choćby miało się dzisiaj walić i palić - oni będą się wyjątkowo dobrze bawić, nawet łamiąc wszelkie dozwolone formy społeczne. Nie zwracając uwagi na cokolwiek poza własnymi przyjemnościami.
    - No chodźmy więc - odparł, oglądając się przy okazji za mijającą ich rockerką w mocno krótkiej spódniczce. Schowawszy dłonie do kieszeni zrównał krok z Adamem, który odważnie szedł do przodu z totalnie nieznajomym sobie facetem. Może tylko udawał zamkniętego w sobie, a tak naprawdę będzie mógł go zaskoczyć - Adam, siedzisz tu dłużej. Co dwójka kolesi może robić w tym mieście? Co Ty robisz żeby spuścić z siebie trochę pary, hmm...?
    Wzrok Sylara przeniósł się z migoczącej światłami samochodów drogi wprost na chłopaka, przyglądając mu się z uwagą. Nie bał się, że wpadnie na kogoś bo ludzie zdawali się naturalnie go mijać jakby roztaczał wokół siebie jakąś tajemniczą aurę gościa na którego nie warto wpaść.
    Miasto na nich czekało, ale chciał wyrwać też chłopaka z jego bezpiecznej strefy komfortu - ciekawie to będzie wyglądać. Niech się trochę wysili i zacznie tworzyć historie.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hej! Sorry ponownie, że tak późno :) Wprowadziłam też na koniec taką małą akcję, mam nadzieję że ci się spodoba i nie zepsuje jakiś planów :D]

    Sylar uniósł brew do góry w zdziwieniu, gdy Adam z wprost niesamowitą szczerością i niepewnością oznajmił, że pomimo swego dłuższego stażu w Santa Barbara, poza szkołą oraz tym dość powszednim barem nie bawił się nigdzie indziej. Trafił mu się albo wyjątkowo nudny okaz człowieka... Albo bardzo ciekawy na inny sposób. Sylar, choć jego martwe ciało rwała adrenalina, nie skreślał po początkowych osądach - zachował jeszcze cień rozsądku. No i zresztą, najbardziej osobliwe przypadki poznawało się w najmniej przewidywalnych miejscach. To prawie jak wtedy, gdy świętoszka wyskoczy ci z dość specyficznymi fetyszami na randce w jej domu. Nigdy nie wiesz póki nie zedrzesz tej ostatniej warstwy, a Adam zdawał się mieć ich sporo.
    - Udam, że nie słyszałem tego ostatniego - objął chłopaka ramieniem i zaśmiał się cicho. Owszem, nie zamierzał dzisiaj pokazywać Adamowi wszystkich swoich ulubionych rozrywek, bo nie tak buduje się dobry smak. Choć głód i żądza nowej krwi biły się w jego umyśle, potrafił odczekać by przygotować naprawdę wykwintny posiłek. W jakimś stopniu ten niepozorny chłopak wydawał mu się... Sylar przeczuwał, że jeśli pieszczotliwie go rozmiękczy może dać mu to całkiem sympatyczne korzyści.
    Chociaż być może w swojej pogoni za emocjami przecenia pewne osoby i sytuacje. Kto wie?
    - W takim razie spotkamy się z moimi braćmi. Mówili o jakieś imprezie na plaży - powiedział, puszczając Adama i, chowając ręce do kieszeni, idąc spokojnie obok niego. Skończą pewnie z pierwszymi promieniami słońca jak zawsze, a do tego jeszcze kilka godzin. Dobrze, że mieli już zaklepaną miejscówkę w opuszczonym molo poza miastem. Niezła rudera, ale spełniała swoje warunki i chroniła wrażliwe na promienie słoneczne wampirze ciała. Nikt im też nie przeszkadzał, więc większą część dnia mogli spokojnie przespać i zregenerować sił na kolejną noc.
    Przeciągnąwszy się spokojnie, Sylar westchnął wskazując monopolowy.
    - Nie ma co iść na sucho. Adam, weź skocz po coś - obdarzył go nad wyraz uprzejmym uśmiechem - Proszę. Ja zadzwonię do chłopaków, dowiem się gdzie są.
    Oparłszy się o zimną ścianę, wygrzebał z kieszeni komórkę. Jak zwykle żaden z trójki nie odbierał, więc pozostały mu tylko smsy. Jeśli nie znajdzie ich dzisiaj, znajdą się rano. Jakoś niezbyt się o nich martwił. Choć był najstarszy nie zamierzał wiecznie, lub kiedykolwiek, im niańkować jak ich "ojciec" - ten był nie do zniesienia. Wiecznie miał jakieś uwagi, rady i zasady, których jako nieśmiertelni musieli pilnować. Sylar nigdy go nie słuchał i nawet ucieszył się, gdy okazało się, że jego młodsi bracia podzielają jego zdanie.
    Przynajmniej było z kim zwiać na eskapadę nie-życia.
    - Ty, lalusiu.
    Sylar leniwie uniósł głowę znad komórki, a z jego twarzy nie znikał znudzony i spokojny wyraz. Naprzeciwko niego, zdecydowanie zbyt blisko, stanęła trójka wysokich, tyczkowatych zabijaków hodujących swój pierwszy wąs. Owszem, wyczuł ich wcześniej, ale nie zawracał sobie głowy takim narybkiem. Sądził, że po prostu pójdą swoją drogą, ale postanowili poudawać twardzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nie tą osobą co trzeba.
      - Potrzebujesz czegoś? - miękki głos Sylara krył w sobie zimne tony, ale tak niesamowicie subtelne, że ta banda półgłówków nawet za sto lat by tego nie wyczuła. Jakiś blondyn w startej czerwonej katanie, najwyraźniej prowodyr całej tej zgrai, wysunął się na przód i wbił palec w pierś wampira. Ten tylko się uśmiechnął, nie spuszczając z niego spojrzenia jasnych oczu.
      - Nie lubimy takich gości jak ty. Spieprzaj z naszego terenu - warknął, gotowy chwycić niższego nieśmiertelnego za poły koszulki, by wymierzyć mu karę za potencjalne zignorowanie przyjaznego "polecenia".
      - Mocne słowa jak na takiego gówniarza - wampir zaśmiał się, zadzierając podbródek. Cóż mógł poradzić na to, że lubił prowokować takich kolesi? Śmieszyli go, bo być może tak bardzo przypominali mu ich wczesne początki, tuż po ucieczce. Żarli wszystko jak wściekłe psy i każdy był wrogiem. Po jakimś czasie dopiero ogarnęli, że przebywanie dzień w jednej miejscówce to słabe rozwiązanie i można to odpowiednio odwlec.
      A obiecał sobie, że dzisiaj obędzie się bez niepotrzebnych ofiar.

      Usuń