Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

3 maja 2016

[KP] Rust Butler



Rust Butler

Dwudziestosiedmioletni psychokinetyk — Wychowany przez dwie kobiety, Carol i Millę. ♦ Rodowity Brytyjczyk, jednak ze względu na swą biologiczną (!) ułomność (wspomniana psychokineza), zmuszony do ciągłego przemieszczania się. W konsekwencji nomadyczny styl życia prowadzi od siedemnastu lat. ♦ Apodyktyczny awangardzista ówczesnych czasów; odrzuca przeszłość, starość i apatię, a kieruje swą uwagę ku wolności, młodym i intelektualistom. ♦ Od dziesiątego roku życia, wpierw nieświadomy, ale jednak, członek tajnego stowarzyszenia parapsychologicznego. ♦ Skrycie buntujący się anarchista.

3 komentarze:

  1. Waszyngton to przepiękne miasto. Pomimo bycia stolicą Stanów Zjednoczonych nie znajdowało się tam aż tylu turystów, co w innych miastach. Było przyjemnie. Timothy nie pozwalał jednak sobie na zbytnie przywiązywanie się do okolicy. Wiedział, że za kilka lat będzie musiał po raz kolejny się przenieść. Bycie psychokinetykiem było straszne. Można by sobie myśleć, że osoba, która potrafi czytać w myślach, może robić wiele fajnych rzeczy. Otóż nie do końca taka była prawda. Niewiele osób wiedziało o istnieniu ludzi ze zdolnościami umożliwiającymi wsłuchanie się w myśli innych. Osoby takie jak Russel były wykorzystywane przez rząd, wojsko, policje a nawet prywatne jednostki, które zapłaciły odpowiednio dużo, by mieć słyszących tylko dla siebie. Niektórzy w desperacji potrafili zapłacić bardzo dużo. Oczywiście znaczna większość pieniędzy wpływała na konto rządu czy specjalnych agencji i tylko niewielka część trafiała do rąk tych, którzy odwalali całą robotę. Nic dziwnego, że Russel zaczął to nazywać ukrytym niewolnictwem psychokinetycznym. Oczywiście można by się sprzeczać i nie zgadzać ze stwierdzeniem chłopaka, bo przecież miał zapewniony byt, żył wśród zwykłych ludzi i teoretycznie mógł robić co chciał. Niestety drugą, mniej przyjemną stroną medalu była ciągła obserwacja, która niejednokrotnie wchodziła w niezwykle prywatną i intymną sferę. Psychokinetycy mieli absolutny zakaz zawierania jakichkolwiek kontaktów z innymi ludźmi, co w sumie i tak było niewykonalne, bo w każdym miejscu, w którym przebywali, mogli być tylko trzy lata a potem wyprowadzali się gdzieś indziej. W takich sytuacjach trudno jest się z kimś zaprzyjaźnić, więc Tony już dawno zaprzestał starań.
    Obudził się dość późno. Nie miał przygotowanych żadnych planów. Już od jakiegoś czasu, jego życie wyglądało tak samo, jednakże on sam nie narzekał na tę monotonię. Tak właściwie, to taki stan rzeczy bardzo mu odpowiadał, bo znaczyło to, że wszystko było w porządku, a on nie musiał przejmować się kontrolami i tym, że ściągnie na siebie uwagę. Po przygodzie jaką przeżył jego ojciec, Timothy obiecał sobie, że nigdy nie zrobi tego samego. Utrata ojca bardzo na niego wpłynęła i na pewno nie sprawiła, że chłopak pogodził się z sytuacją. Był w sytuacji bez wyjścia, bo nie podobało mu się to całe wykorzystywanie jego umiejętności, ale z drugiej strony wiedział, że wszelkie próby buntu są z góry skazane na porażkę. Wielu próbowało lecz jeszcze nikomu nie udało się obalić systemu. Doskonale pamiętał chwilę, w której policja weszła do domu i w kajdankach wyprowadziła jego ojca. Podobno aktualnie Michael odsiaduje kilkunastoletni wyrok za oszustwa podatkowe, których rzekomo się dopuścił. Prawda jest jednak taka, że nikt nie wie, co dzieje się z mężczyzną i kiedy wróci do rodziny. O ile dostanie możliwość powrotu. Potem pojawiły się kontrole, przesłuchania i śledztwa. Złapano jeszcze kilku innych Psychokinetyków, którzy, jak się okazało, byli zrzeszeni w sekretnej organizacji mającej skrócić dalszy wyzysk. Można się domyślić, że zarówno Tim jak i jego matka – Maria – nie mieli pojęcia o tym, w co zaangażowana była głowa rodziny. Nie wiadomo jakby potoczyły się sprawy, gdyby o wszystkim wiedzieli. Mieli szczęście, że nie zostały im postawione żadne zarzuty i łaskawie pozwolono im się przeprowadzić do innego stanu i tak z bagnistej Luizjany znaleźli się niemal na drugim końcu Stanów Zjednoczonych – Waszyngtonie.
    Po kilku minutach bezczynnego leżenia na łóżku postanowił w końcu się ruszyć. Moment wyjścia spod ciepłej kołdry był najgorszy. Uczucie błogiego i przyjemnego ciepła było nagle rozrywane przeszywającym zimnem. Oczywiście nie trwało to długo, jednakże ta pierwsza i krótka chwila sprawiał, że wstawanie i rozpoczynanie dnia było tak zniechęcające. Wygrał swoją pierwszą walkę i po chwili stał już przy oknie. Zarzucił na siebie bluzę i odświeżył się w łazience. Spał długo lecz mimo tego jego twarz wyglądała tak, jakby zbyt długo nie zaznała snu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie śpieszył się z jedzeniem śniadania. Mleko z płatkami zawsze lepiej smakowało mu na zimno. Rozsiadł się wygodnie na kanapie i włączył telewizor. Przeskakiwał z kanału na kanał, szukając jakiegoś ciekawego programu. Żeby coś go zainteresowało nie potrzeba było cudów. Chłopak potrafił zachwycić się nawet najbardziej przeciętnym serialem czy filmem. Takie odmóżdżenie było dla niego czymś wspaniałym. Fajnie było móc nie myśleć o niczym ważnym tylko skupić się na problemach chociażby rodziny Kardashianów. On sam chciałby mieć takie problemy.
    Po śniadaniu nie miał już żadnych planów. Nie chciał jednak czekać aż coś mu nagle wyskoczy do zrobienia i sam postanowił znaleźć sobie jakieś zajęcie. Długo nie myślał, gdyż już po kilku minutach stania przed otwartą lodówką dostrzegł, że brakuje w niej kilku podstawowych produktów, takich jak szynka czy chociażby ser, za którym on sam nie przepadał. Samotny, opróżniony do połowy karton mleka aż prosił o jakieś towarzystwo. Russel zgarnął z blatu portfel i pobiegł do najbliższego spożywczego.
    W drodze powrotnej nie biegł już jak oszalały, bo w końcu siatka zakupów mu to uniemożliwiała, a nie chciał wymachiwać nią na wszystkie strony, bo jeszcze nie daj Boże coś by się stłukło i pieniądze poszłyby w błoto. Tak nie mogło być. Nie śpieszyło mu się. Robiło się coraz cieplej i ciemnowłosy chciał nacieszyć się pogodą. Waszyngton często bywa ponury, gdyż klimat jaki tam panuje nie jest w żadnym stopniu podobny do tego z Florydy czy Kalifornii. Odpowiadało mu to. Nie przepadał za wiecznym słońcem i wysokimi temperaturami. Wbrew pozorom nie wszystkich raduje widok ludzi paradujących półnago w samych spodenkach czy bikini. Padało tu dość często, jednak do tego deszczu można się było łatwo przyzwyczaić. Był o kolejny argument, dzięki któremu można się było usprawiedliwiać z niewychodzenia na zewnątrz.
    Był już pod domem, gdy zobaczył, że drzwi wejściowe są otwarte. W pierwszej chwili pomyślał, że to jego matka wróciła, jednakże ona miała w zwyczaju zamykać drzwi, nawet wtedy, gdy nie miała wolnej ręki. Widząc jednak, że na podjeździe nie ma znajomego czarnego Forda, chłopak wiedział, że jego rodzicielka jeszcze nie wróciła. Próbował w myślach ustalić, czy zamknął drzwi czy też nie, bo w końcu każdemu może zdarzyć się takie przeoczenia. Wsłuchiwał się również w myśli i próbował wyłapać z nich jakieś obce obrazy lub słowa. Nic takiego się nie stało. Na szczęście okolica, w której obecnie mieszkał należała do tych względnie bezpiecznych, w których to mieszkańcy lubią zostawiać otwarte drzwi na noc, bo wiedzą, że nikt się do nich nie włamie.
    Wszedł do środka i już na samym początku zorientował się, że coś jest nie tak. Automatycznie skierował się do kuchni, gdzie też zastał siedzącą na krześle postać.
    – Kim jesteś i co robisz w moim domu? – zapytał, nawet nie siląc się na groźny ton. Spojrzał na intruza, którego obadał wzrokiem bardzo dokładnie. Nie przypominał sobie jednak, żeby go skądś kojarzył.


    [ Nie lubię zaczynać c: ]

    OdpowiedzUsuń
  3. Spojrzał na obcego mężczyznę, który siedział na jednym z krzeseł w kuchni. Nie wiedział co się dzieje i nie podobało mu się to. Ludzie tacy jak on musieli być wyczuleni na wszelkie dziwne wydarzenia. Zazwyczaj gdy czuł, że coś jest nie tak, to nie kończyło się to dla niego zbyt dobrze. Intruz nie wyglądał jednak na kogoś, kto chciałby zrobić chłopakowi krzywdę. Oczywiście mogło to być tylko mylne wrażenie.
    Gdy drzwi same z siebie się zatrzasnęły a krzesło powędrowało w jego stronę, Timothy wiedział już z kim ma do czynienia. Ani na chwilę nie poczuł się pewniej i bezpieczniej, bo w końcu osoby o takim talencie działały na polecenie rządu. Russel nie miał bladego pojęcia o żadnym ruchu oporu, nie wiedział nic o dawnej działalności swojego ojca ani dlaczego tak naprawdę wylądował w więzieniu. Posłusznie usiadł. Posłuchał się głosu mężczyzny od którego bił spokój. Potem spojrzał na teczkę i bransoletę. Widział już podobną ozdobę na dłoni swojego ojca, więc na samym początku pomyślał, że należała ona do niego. Nie miał jednak pojęcia do czego służyła. Założył ją, bo skoro ojciec miał taką samą, to nie powinna mu zaszkodzić. Poczuł się pewniej, wiedząc że obcy mężczyzna mógł znać jego ojca i nie musiał stanowić zagrożenia. Tej wersji chciał się trzymać.
    – Wiem, że jest w więzieniu gdzieś w Luizjanie i nie widziałem go odkąd wyprowadzili go z domu – powiedział, przypominając sobie tamten dzień i to, jak matka kazała mu siedzieć spokojnie w salonie i oglądać telewizję, zupełnie jakby chciała uchronić go przed traumą. Niestety to się nie udało, bo nie skończyło się tylko na zniknięciu ojca, ale również na przesłuchiwaniach i przeprowadzce. – Dlaczego mam w ogóle mówić o moim ojcu przy kimś, kogo widzę pierwszy raz w życiu? – zapytał. Nie chciał wypaplać niczego czego nie mógłby wyciągnąć z jego głowy mężczyzna. Każdego psychokinetyka poddawano specjalnym ćwiczeniom, które miały nauczyć go opracować metodę tworzenia czegoś na wzór zasłony, uniemożliwiającej innym wtargnięcie do umysłu.
    Przyjrzał się mężczyźnie raz jeszcze. Starał się odnaleźć w głowie jego obraz i przypomnieć sobie czy już wcześniej go gdzieś nie spotkał. Niestety wszelkie starania poszły na marne. Kusiło go, by dowiedzieć się więcej o ojcu i zajrzeć do środka teczki, ale fakt że może zginąć przestraszył go wystarczająco. Nie wiedział, co zrobić, ale czas mijał i jego matka wkrótce wróci do domu, a wtedy może nie być kolorowo. Chłopak nie chciał kolejnej przeprowadzki, a wiedział, że gdy kobieta nabierze jakichkolwiek podejrzeń, to może się tak skończyć. Sięgnął po teczkę, Domyślał się, że pożałuje tej decyzji.
    – Mówienie komuś, ze może zginąć nie ułatwia podjęcia decyzji – odparł, kładąc teczkę na kolanach. Nie otworzył jej jednak, bo najpierw chciał dowiedzieć się co mężczyzna miał do powiedzenia. Najbardziej interesowało go, po co w ogóle ktoś zjawił się u niego w domu tak nagle i bez żadnego słowa stawia chłopaka przed takim wyborem. – Skąd znasz mojego ojca? – zapytał. W jego głowie kłębiło się wiele myśli, których nie potrafił uporządkować.

    [ Wybacz zwłokę, ale mam sporo zaległości przez ten miesiąc urlopowania ]

    OdpowiedzUsuń