Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

24 maja 2016

Something more than just horse

TOM HAMILTOM - 27 LAT - MALARZ -SYN NAJLEPSZEGO HODOWCY
KAZUN - 6 LAT - FRYZ - SKOKI -PO CHEMPIONACH 

Prosto z bogatego domu, porządnej rodziny. Jego życie wydaje się cudowne. Jest dziedzicem fortuny, hodowli fryzyjskich koni, najlepszej na całym świecie. Jeździ ekskluzywnym jaguarem, sprzedaje swoje obrazy i ma najwierniejszego konia na świecie. Ale czy aby na pewno jest szczęśliwi? 
Kiedy jest się bogatym ma się jeden poważny problem. Nigdy nie wiesz czy przyjaciele i dziewczyna są z tobą dla pieniędzy czy dlatego, że im na tobie zależy. 
Tom jest typem samotnika. Ma tylko jednego przyjaciela, którego oczywiście nie akceptuje jego rodzina. Jimmy to gruby okularnik i tester gier komputerowych. Zarabia marne grosze i odkłada na studia. Ale jest jedyną osobą, która lubi Toma nie dla jego pieniędzy. 
Dziewczyny nie ma, aczkolwiek marzy o prawdziwym aniele, który zjawi się na tym okrutnym świecie i przewróci do góry nogami. 


____________________________________
Wątek miłosny z jakąś panną miłe widziany.
Szuka trenera? 
A może nowa osoba i koń w stajni? 
Wspólne treningi i wyjazdy w teren mogą
 przerodzić się w coś pięknego :D 

7 komentarzy:

  1. Jedną śmierć ojciec był w stanie przeboleć. Ale nie już stratę swojej córki – tej starszej. Nie była to wina jednego konia – ale każdemu czasem zdarzy się spaść z siodła. Elisa też czasem trochę jeździła, na początku, gdy uczyła się galopować, też często spadała. Gdy koń się spłoszył, cudem trzymała się w siodle. Gdy pierwszy raz w ogóle go dosiadła – stanął dęba, ale była dzielna i nie dała się zrzucić.
    Kłótnie, prośby, płacz i błagania nic nie dały. Ojciec był zdecydowany oddać Magnate, nawet za cenę nienawiści swojej córki. Bo to „dla jej dobra”. Może faktycznie, trochę tak jest, że się o nią troszczy. Ale, u licha, w wypadkach samochodowych ginie o wiele więcej osób, a samochodem jeździć jej pozwala. Niech zabroni jej żyć i nie odstępuje jej na krok. Życie ludzie w końcu jest kruche i ulotne. W każdej chwili może zniknąć.
    Pojechała razem z nim. Razem ze swoim koniem, którego częściej dosiadała co prawda Jasmine niż ona sama. Jednak kochała go nie mniej i same odwiedziny dużo dawały. Dlatego, nie pytając o zgodę, pojechała za nim, chcąc go odprowadzić – i wiedzieć, gdzie może go odwiedzać.
    Przyglądała się od początku całej sytuacji. Zastanawiała się czy Magnate wie, że Elisa tutaj jest. Stała w jakiejś odległości, przyglądając się, jak podchodzi do niego obcy mężczyzna, starszy od niej i… uspokaja go. Tak cudownie. Jak ręką odjął – cały stres konia minął.
    - Ja… - zająknęła się, gdy się do niej zwrócił. Nie sądziła, że ktoś nawet tutaj dostrzegł jej obecność. – Tak… Nie… - Sama nie wiedziała. Była nią? – W zasadzie sama nie wiem, ale… miałam z nim dość dużą styczność w przeszłości.
    Usiłowała się uśmiechnąć, ale wyszło jej to dość… koślawo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieśmiało i powoli podeszła do konia, którego wyprowadzono właśnie z samochodu transportowego. Położyła lekko dłoń na szyi Magnate i westchnęła cicho. Koń zdawał się wyczuwać jej nastrój – i niekoniecznie działało to na korzyść sytuacji. Nie wyglądało na to, jakby miał się uspokoić.
    - Miło mi cię poznać – odparła wciąż dość niemrawo. Ale z całą pewnością rozumiał, że to nie było wymuszone wyznanie. To po prostu humor i nastrój… były nieodpowiednie. – Jestem Elisa. To jest Magnate. I… jeśli będzie mu tam dobrze, to tak, czemu nie. Chcę, żeby był szczęśliwy. Należy mu się.
    Chociaż on będzie zadowolony i radosny. A ona, na tyle, na ile będzie mogła, będzie go odwiedzać. Mimo że jej studia były dośc wymagające. Ale Magnate mógłby pomóc jej też i w nauce. Skoro nie mogła go dosiąść… chociaż w ten sposób będzie miała z nim kontakt.
    - Jak często będę mogła go odwiedzać? – spytała, podnosząc w końcu wzrok na nowo poznanego mężczyznę.
    Wyglądał na trochę starszego od niej i bardziej doświadczonego niż ona sama. W dodatku miał miły wyraz twarzy i oczy… bardzo ładne oczy. Wcale nie dziwiła się, że Magnate tak szybko mu zaufał. Sama by to zrobiła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zerknęła w bok, na grupkę gapiów, która właśnie była odciągana przez szefową. Zwróciła się z powrotem do konia, który wyraźnie się zrelaksował, chociaż wciąż wyczuwał smutek swojej właścicielki.
    W zasadzie ostatniej, jaka mu została. Ojciec nie chciał go nawet widzieć.
    - Na sam początek wolałabym, aby pobył tylko z innymi końmi. Chociaż już woził niejednego człowieka, czuję, że tym razem może być mu ciężko. A potem… potem może… - westchnęła głęboko. – Ciężko mi to powiedzieć tak już teraz. Najchętniej bym go w ogóle nie oddawała. To nie była moja decyzja… - mruknęła, znów odwracając wzrok w bok. Gdyby tylko mogła go zatrzymać, gdyby ją było tylko stać na jego utrzymanie… - Będę go odwiedzała tak często, jak będę tylko mogła. I wtedy najwyżej podejmiemy inną decyzję – dodała. – Może spróbujmy go teraz zaprowadzić do jego boksu? We dwójkę powinno nam pójść trochę lepiej…

    OdpowiedzUsuń
  4. Magnate powoli się uspokajał i pozwolił zaprowadzić się Tomowi do boksu. Elisa nie opuszczała go jednak, cały czas trzymając dłoń na jego żebrach, gdy mijali kolejne konie odpoczywające czy skubiące owies. Zamknęli za nim drzwi, gdy już wszedł do dość przestrzennego wyznaczonego pomieszczenia.
    Wzrok dziewczyny zaraz padł na drugiego, karego konia, który zarżał radośnie, gdy tylko wyczuł ich obecność. Wyglądał na radosnego, zadowolonego i pewnego siebie konia. Magnate’owi na pewno się przyda jego obecność. Może wpłynie na niego. Nie chciałaby, by jej koń był smutny i zaniedbany. Nie odnalazłby się w nowym stadzie wtedy.
    - Magnate jeździł na zawody. Nie raz, nie dwa. Zebrał niemało trofeów. Tylko że… nie z moją pomocą – westchnęła głęboko na wspomnienie siostry. – Jasmine była wspaniałym jeźdźcem, miała rękę do koni. Po mamie…
    Przykro jej było wspominać dwie ukochane kobiety, które zginęły przez chwilę nieuwagi. Przez niefortunny wypadek. Przez konia.
    - Nie mogę na nim jeździć – dodała. – Chcę tylko, żeby był szczęśliwy. Ale nie chcę go dosiadać.
    Jakkolwiek by teraz ojca nienawidziła, musiała uszanować jego wolę. I zrozumieć, dlaczego tak właśnie postanowił, a nie inaczej.
    Może kiedyś… może kiedyś będzie inaczej…

    OdpowiedzUsuń
  5. - Ze mną jest wszystko w porządku – odparła od razu, trochę ostrzej, jakby zirytowana ostatnią uwagą.
    Znów spojrzała na Magnate’a. On faktycznie będzie potrzebował kogoś, z kim będzie mógł trenować. Ona odpada. Nie jest zawodowym jeźdźcem. Ba, nigdy nie doszła nawet do galopu. Zawsze się bała upadku z konia. Przeniosła wzrok na Toma.
    - Jeśli chcesz, możesz razem z nim trenować. Ja się do tego kompletnie nie nadaję. Jestem jedynie przyszłym weterynarzem – wzruszyła ramionami.
    Magnate potrafił być cierpliwy dla swoich właścicieli, ale był mu potrzebny jeździec bardziej doświadczony niż sama Elisa.

    [Wybacz za długość, zaczyna mi brakować weny :<]

    OdpowiedzUsuń
  6. - To nie była prośba – zauważyła od razu. I zgodnie z prawdą, to nie była prośba, tylko polecenie. Quenby odebrała to wręcz jako rozkaz, a wtedy automatycznie się buntowała i tym bardziej nie chciała czegoś zrobić. Więc nadal nie drgnęła, na złość Willowi. Nie sięgnęła ani po pistolet, ani po mapę, po prostu siedziała niemalże bez ruchu i patrzyła przed siebie. Czuła się trochę urażona tym wszystkim, znowu sobie za wiele pomyślała, dopisała historię do tego, co mówił. I tak było w kółko, ciągle się powtarzało, więc chyba też powinna sama przed sobą stwierdzić, że nie poukłada się już wcale i się nie dogadają, bo jak jedno chciało, to drugie nie, a potem jak drugie chciało, to pierwsze już nie. Oboje byli uparci i robili sobie na złość.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie sądziła, że mowa o trenowaniu konia tak usatysfakcjonuje Toma. W zasadzie spodziewała się jakichś wymówek, że to ona powinna, że koń jest zżyty z właścicielem i nie będzie tak łatwo… a jednak.
    Uniosła brew, gdy wspomniał o zapłacie, ale odetchnęła cicho i uśmiechnęła się lekko.
    - Nie jestem jeszcze wprawionym weterynarzem, ale… chętnie będę oglądała konie, w ramach praktyki – odparła i skinęła głową. – W zasadzie… może dobrze by było pójść na herbatę.
    Elisa nie piła kawy, odkąd była mała i spróbowała jej po raz pierwszy, po prostu jej nie posmakowała. Przemilczała fakt o trenowaniu konia – nie będzie mogła na niego wsiąść i tak… ale nie chciała się już o ten fakt wykłócać.

    OdpowiedzUsuń