Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

1 września 2016

Gangsta's Paradise


Ethan Ferguson 28 lat | właściciel klubu ze striptizem | trzeci syn znanego gangstera | dodatkowo zajmuje się międzynarodowym przemytem kokainy | hazardzista Czasami nie masz wyboru. Ktoś z góry ustala jaka będzie twoja życiowa droga. Czasami przychodzisz na świat z przypadku, bez perspektyw na przyszłość. Ale on urodził się w zupełnie innym świecie. Rodzice to milionerzy. Szybkie samochody, piękne kobiety, wille z basenem, imprezy w najlepszych dyskotekach i najdroższe garnitury nigdy nie były mu obce. Dostał własny biznes i udziały w międzynarodowym transporcie swojego ojca. Jednak diabeł tkwi w szczegółach... A Ethan jest synem jednego z największych gangsterów XXI wieku i sam powoli zmierza tą drogą.

197 komentarzy:

  1. - Hohoho, cóż za obietnica! – nic sobie nie zrobiła z tego, że swoje powiedział cicho, bo sama odpowiedziała wyjątkowo głośno. Była troszkę rozczarowana tym, że pocałunek trwał tak krótko, dla niej to było ledwie muśnięcie i kolejny raz była zaskoczona tym, jak emocjonalnie zareagowała.
    Nie powinnaś się tak angażować, Virgio Coleman!
    Co z tego, skoro już ją wzięło? I to mocno.
    - Migdałowe, oczywiście – nie wahała się, powtórzyła smak, który podała chwilę wcześniej.- Coś się okropnie ckliwi robimy, wiesz? Gruchamy jak gołąbeczki, trochę dziwnie się przez to czuję... – przyznała ni stąd, ni zowąd, stukając lekko paznokciami w blat stolika.- No a bez obcasów też się dziwnie czuję, jak krasnal jakiś – dodała żartem, tak dla rozluźnienia sytuacji, bo zdawało jej się, że poprzednie stwierdzenie brzmiało trochę... No, po prostu dziwnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zdążyła się nawet zaśmiać, bo późniejsze słowa Ethana dosłownie ją zmroziły.
    - Jeremy? – dopytała, choć przecież bardzo dobrze słyszała, co powiedział.- Jeremy łazi ci po domu, kiedy ciebie tam nie ma? A jak będzie mi grzebał w szufladzie z bielizną, kiedy będzie szukał butów? Wiem, że to twój brat, ale... – może trochę przesadzała, wymyślając takie teorie, ale wydawało jej się to całkiem możliwe. I czuła się trochę nieswojo, gdy myślała o tym, że ktoś mógłby grzebać w jej rzeczach bez jej wiedzy. I to w takich rzeczach! – A tamto to był na razie fałszywy alarm, ale Emma nadal jest w szpitalu. O reszcie może porozmawiamy kiedy indziej? Nie chcę sobie psuć humoru tym, co się kiedyś stało... – uśmiechnęła się niemrawo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Virgia mocno zacisnęła usta i jeśli Ethan uważnie obserwował ją przez ten czas, od kiedy się znali, zapewne zauważył, ze zawsze zaciskała wargi, kiedy czuła się niepewnie, była zdenerwowana albo nie wiedziała, co powiedzieć. Teraz wszystko wystąpiło w pakiecie, więc milczała kilka chwil, wpatrując się w lody. Jakby kompletnie do niej nie dotarło, co właściwie powiedział.
    Aż w końcu sięgnęła po torebkę, wyjęła z niej telefon, coś w nim włączyła, położyła na stole i przesunęła po blacie w stronę Ethana.
    - To są wiadomości od mojego brata – poinformowała.- Z reguły zaszyfrowane. Powinnam je od razu usuwać, ale nie jestem w stanie... Wysyła mi coś co jakiś czas i jakiegoś dziwnego adresu, żeby nikt tego nie znalazł, ja nie mogę odpisywać, oczywiście. Emma leży w szpitalu, bo chociaż to trzecie dziecko, ciąża była zagrożona. Alarm był fałszywy, ale postanowili, że przetrzymają ją tam, póki nie zacznie się naprawdę. Wszystkie te informacje znajdują się w przedostatnim mejlu, przeczytaj – machnęła ręką.- W ostatnim jest filmik, jak Alice i Victor skaczą na trampolinie, a mój brat narzeka, jak to sobie nie radzi sam z dwójką łobuzów. Możesz obejrzeć – coś w tym było, bo naprawdę mówiła to wszystko takim beznamiętnym, wręcz obojętnym tonem, ale to był efekt zdenerwowania, które próbowała za wszelką cenę powstrzymać.- Nie dzwoni do mnie, ma zadzwonić tylko wtedy, kiedy to małe coś się urodzi. Wtedy rano to nie on dzwonił, tylko ja tak pomyślałam, zanim sprawdziłam. Nie pozwalam na więcej kontaktu i myślisz, że mi jest z tym łatwo? – dopiero w tym momencie spojrzała na Ethana i, wbrew jej woli, oczy Virgii się zaszkliły. A lody cały czas się roztapiały.
    Najgorsze w tym wszystkim było to, że wszystko, co powiedziała, było prawdą. Bo przez pracę, właśnie taką jak teraz, nie mogła utrzymywać kontaktów z rodziną, aby nic im się nie stało. Choć i tak mogło, bo już zostali sprawdzeni, o czym Virgia przecież nie wiedziała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odechciało jej się tych lodów. Zamiast jeść, przypatrywała się Ethanowi, gdy czytał, ale kiedy przypomniał o lodach, zmusiła się, aby jeszcze trochę zjeść. Albo raczej poskubać i pogrzebać w pucharku.
    - Mówiłam, że to nie jest najlepszy moment, aby o tym rozmawiać. Miało być miło... – no i trochę przestało być miło, bo Virgia czuła się teraz niezręcznie i nie potrafiła nawet zmusić się do uśmiechu.- To trochę przykre, że nie wierzysz w to, co mówię. Śpisz ze mną w jednym łóżku, ale i tak podejrzewasz mnie o kłamstwa...

    OdpowiedzUsuń
  5. - Nie zmienia to faktu, że dla mnie jest to wręcz obraźliwe – stwierdziła i zapewne dodałaby coś jeszcze, a może nawet zaczęłaby dyskusję lub wykład na ten temat, ale przerwał jej dzwonek telefonu. Trochę zła o to, że telefon i tak jest ważniejszy, trzasnęła łyżeczką o stolik i odsunęła pucharek niedojedzonymi lodami. A potem zagapiła się w okno, znowu mocno zaciskając usta, tym razem ze złości. Nawet nie słuchała, o czym Ethan rozmawiał, choć później postanowił się wyżalić, co Virgię zdziwiło, bo jakoś dotychczas nie mówił o niczym związanym z klubem, jakby nie do końca chciał ją wciągać w interesy. Jako dobra partnerka pewnie powinna go teraz albo pocieszyć, albo pomóc znaleźć rozwiązanie, ale teraz jedynie milczała, nie chcąc powiedzieć nic złośliwego.
    - A zdawało mi się, że trzymasz ją dlatego, ze jest dobra w łóżku – nie powstrzymała się i powiedziała to na głos, niestety.- W końcu sprawdzałeś, nie? – uśmiechnęła się trochę kpiąco.
    Wybuchowi kłótni zapobiegło pojawianie się Jeremiego. I dobrze. Virgia była pewna, że gdyby się teraz nie pojawił, to jak nic by się z Ethanem pożarli.
    - Cześć – przywitała się kulturalnie, zamiast od razu zaczynać od krytyki.- Dzięki za buty – dodała, kiedy pudełko z butami pojawiło się na stoliku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogólnie z nimi nie sypiał i Virgia o tym wiedziała. Sam mówił. I mówił też, ze Lisa była jedyną. Albo nie mówił, może wiedziała to z innego źródła. To było bez znaczenia, znaczenie miało to, że jednak z nią spał, a Virgii po prostu tak jakoś się wyrwał ten komentarz, co zrobić.
    Ale przynajmniej nie złościła się o te trampki, bo mini-dyskusja pomiędzy braćmi ją rozbawiła, więc kiedy zobaczyła, jakie buty przyjdzie je teraz nosić, zwyczaje parsknęła śmiechem.
    - Nie no, spoko – nadal chichotała.- Przecież lubię trampki – no i już ją w nich widział, wiec w czym problem? Ach, no tak, sukienka... – No cóż, po prostu nadal będę krasnalem – zażartowała, wzruszając przy tym ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Może prawdziwym krasnalom do Virgii było daleko, ale Virgii za to było daleko do tych modelek z klubu. Zwłaszcza, że one z reguły miały obcasy. Nie drążyła jednak tej kwestii, nawet nie słuchała kłótni, tylko wzięła trampki i ubrała je, a potem podziwiała przez kilka chwil na własnych stopach, jakby były w tym momencie najciekawsze rzeczą na ziemi. Wszystko, byle tylko nie uczestniczyć w tej sprzeczce. Chciała nawet na powrót zająć się lodami, ale już całkowicie się roztopiły i nie dało się ich zjeść.
    - Co zrobiłeś źle? – zdziwiła się tym pytaniem. Dla Virgii odpowiedź była dosyć... Oczywista. Patrzyła chwilę na Ethana, jakby się urwał z choinki.- Mogłeś to wszystko powiedzieć w inny sposób – powiedziała w końcu, nie rozwijając tematu.- Idziemy już?

    OdpowiedzUsuń
  8. - Mi się nic nie stało – odpowiedziała tak samo obojętnie.- Rozumiem, że to jakaś dziwka, która leci na kasę, ale nie musiałeś podkreślać, jak to bardzo leci na ciebie, a jak bardzo nie podoba jej się twój brat. Cały czas tak właściwie podkreślasz, jak to one wszystkie na ciebie lecą, a na innych nie zwracają uwagi... – troszkę ją ten fakt denerwował, ale nie miało to kompletnie nic wspólnego z zazdrością.- Poza tym, sam musi popełnić swoje błędy, nie? Trochę pocierpieć.
    W samochodzie milczała, zastanawiając się, czy napomknąć o tym, o czym wspominała już kilka razy wcześniej. Bo przecież mówiła, że mogłaby stanąć za barem choćby na kilka godzin, ale Ethan nie chciał o tym słyszeć. Pomyślała, ze teraz byłaby do tego dobra okazji, ale może i tak jej odmówi?
    - Zawieziesz mnie do domu i tam zostawisz, a sam pójdziesz do pracy? – dopytała, chcąc doprecyzować i dowiedzieć się, jak to będzie wyglądało.- Może ja spróbuję, co? Póki nie znajdziesz kogoś. Tylko zgarnę jakieś szpilki z domu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dużo prawdy było w tym, że za dużo jej zabraniał. Niby starał się spełnić zachcianki, ale Virgii się zdawało, ze mimo wszystko nadal próbuje ją tak trochę kupić, a najchętniej zamknąłby ą w domu albo ciągał za sobą wszędzie na smyczy. Żeby robiła tylko to, co powie. A Virgia przecież się buntowała. Aż dziw, że się wtedy aż tak bardzo nie denerwował.
    - A cóż to? – odwróciła głowę od szyby i skierowała wzrok na Ethana.- Co to za zmiana? Będziesz mnie śledził na monitoringu, dlatego mogę przez chwilę popracować? – może była trochę złośliwa i ironiczna, wiec zaraz się uśmiechnęła, dla złagodzenia tego.- No dobrze, to tylko wejdę po te buty i jedźmy tam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak na kogoś, kto nie lubi chodzić na obcasach, Virgia miała dosyć dużo tego rodzaju butów. Albo raczej: dosyć dużo ich ostatnio kupili, jakby przewidywała, że będą potrzebne, bo w czymś takim jak trampki nie dorówna innym kobietom i nie przyciągnie wystarczająco dużo uwagi Ethana. Zgarnęła jedne, trochę może niezadowolona, że nie zdążyła się też przebrać, ale nawet o tym nie wspomniała. Choć może tak krótka sukienka nie była odpowiednia do takiej pracy. Gdyby była kimś innym, zapewne byłaby idealna, ale w takiej sytuacji...
    W pierwszym momencie trochę przytłoczył ją rozgardiasz panujący w klubie, ale dosyć szybko się w nim odnalazła, a słysząc rozmowę z ochroniarzem, zwyczajnie parsknęła śmiechem. Dyskretnie jednak, żeby się nie obraził.
    - Jeśli coś będzie nie tak, to przyjdę... Tak? – chciała się jeszcze upewnić, trochę się poasekurować, gdyby coś okazało się... Niezbyt przyjemne dla niej.
    Mimo obcasów, jeszcze jakiś cudem wspięła się na palce i cmoknęła Ethana w policzek, a potem poleciała na bar. Te dziewczyny, o dziwo, były bardzo miłe i Virgia wyjątkowo szybko załapała, o co chodzi, jak ma lać, co i w jakich ilościach. I nawet sama sobie chlapnęła jednego drinka, bo kto jej zabroni?

    OdpowiedzUsuń
  11. Każda praca miała swoje plusy i minusy. Póki było dobrze, to było, Virgia lała wódkę, lała whisky, drinki robiły pozostał dziewczyny, bo w tym miały wprawę. Wszystko było okej do czasu. Niektórzy po prostu powinni wiedzieć, do którego momentu mogą pić, a kiedy należy przestać.
    Virgia skoczyła szybko do toalety, bo po wypitym drinku (wypiła go chyba dla kurażu) miała potrzebę, a kiedy wyszła, nie zdołała już wrócić za bar. Facet, któremu dopiero co polała pięćdziesiątkę, a który, jak teraz zauważyła, był jednym z ochroniarzy (więc zdecydowanie nie powinien w pracy pić), doczepił się do niej, robiąc niedwuznaczne uwagi. Próbowała z początku grzecznie go spławić, żeby nie przechodzić od razu do gróźb albo rękoczynów, ale uczepił się wyjątkowo natarczywie, jakby nie miał pojęcia, kim jest Virgia. W momencie, gdy je dotknął, zebrała w sobie tyle siły, aby mocno go odepchnąć. Tyle tylko, ze nie zamierzała wrócić na bar, tylko od razu skierowała się do biura. W końcu powiedziała, że jeśli coś będzie nie tak, to przyjdzie, prawda? A wątpiła, aby ochroniarz się od niej odczepił, nawet gdyby ukryła się za barem.
    Ochroniarz pod drzwiami już wiedział, kim jest Virgia, więc nie musiała nic mówić, bez słowa się odsunął, a ona wparowała do środka, gwałtownie otwierając drzwi.
    Widok, który zastała w środku, był raczej jednoznaczny i, cóż, niespecjalnie się Virgii spodobał.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy widziała, ze rozmawiał? Widziała! I najwyraźniej bardzo mu się ta rozmowa podobała, bo paniusia zdążyła się już pozbyć bluzki. To jeszcze nie zrobiłoby na Virgii wrażenia, bo wiedziała, jakie potrafią być tego typu kobiety, ale ton, jakim Ethan się do niej zwrócił, wywołał je złość. Przecież powiedziała, ze przyjdzie, gdy coś będzie nie tak, a teraz właśnie było, więc zamiast ją wyganiać, powinien zainteresować się tym, po co przyszła.
    Jak zawsze w takich chwilach, najpierw mocno zacisnęła usta.
    - Widzę, że rozmawiasz – wycedziła.- Teraz tam nie wrócę. A blondi stąd zjeżdża – wskazała na drzwi, mówiąc to tonem, który brzmiał tak, że nie należało się sprzeciwiać. Chciała brzmieć pewnie, ale z Ethanem to nigdy nie wiadomo, mógł się nie rozejść i nawet ją z biura wyrzucić, a wtedy poczułaby się naprawdę bardzo upokorzona. W końcu wybrałby jakąś gwiazdeczkę zamiast niej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Virgia najpierw otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale trwałą tak chwilę, patrząc na Ethana z niedowierzaniem. Oburzenie aż z niej kipiało, zwłaszcza, że została jeszcze obcięta wzrokiem, jakby była... No, nic nieznaczącym robaczkiem.
    - Czy ja oszalałam?! – wybuchła, no zwyczajnie wybuchła, kiedy drzwi za Sally już się zamknęły.- To przepraszam bardzo, jakaś pieprzona gwiazda porno jest ważniejsza niż ja i musisz mnie poniżać w jej obecności!? Ja mam mieć do niej szacunek, a ona do mnie żadnego, tak? Weź się zastanów, co ty w ogóle mówisz! Ostatni raz odezwałeś się do mnie w ten sposób, rozumiesz?! Nie przyszłam tutaj z kaprysu, tylko z konkretnego powodu, uprzedziłam cię, że może tak się stać, a ty... – zabrakło jej słów, bonie potrafiła wyjaśnić i określić tego, w jaki sposób się poczuła w tym momencie.

    OdpowiedzUsuń
  14. - Kazałam jej zjeżdżać dlatego, że odezwałeś się do mnie tak opryskliwie, jakbym była którymś z tych idiotów ochroniarzy! Dziwisz się, ze wtedy chce się zaznaczyć swoją pozycję? Tylko ty możesz być zazdrosny czy co? Kpina jakaś! – niemalże uniosła ręce do góry, jakby chciała powiedzieć „za jakie grzechy!”.- Może się przyzwyczaj, bo najwyraźniej jestem wariatką. I nie mam pewności, że nadal być go trzymał w tych spodniach, gdybym tutaj nie weszła! Ach, no i przyszłam tu po to, aby ci powiedzieć, że jeden z tych twoich ochroniarzy idiotów się do mnie przed chwilą przystawiał, wiec może byś łaskawie ruszył dupę i poinformował ich o tym, że jestem twoja i urżniesz łapy każdemu, kto mnie dotknie, co!? A nie obracał jakąś dziunię! – ładne przedstawienie się z tego zrobiła, Virgia już niemalże nie panowała nad złością. Ale zanosiło się na to od jakiegoś czasu, tak przeczuwała, więc musieli się w końcu pokłócić.

    OdpowiedzUsuń
  15. - No nie obracasz, bo tutaj weszłam – syknęła złośliwie. Powinna przestać, zakończyć to, a nie jeszcze bardziej prowokować i podjudzać, ale nie potrafiła się powstrzymać. Kwestia charakteru, Virgia po prostu też nie potrafiła ustępować zbyt łatwo.
    Podeszłą do biurka z naprzeciwka i oparła się o nie dłońmi, pochylając trochę w stronę Ethana stojącego po drugiej stronie.
    - Czy masz jakiś problem z tym, że czekam na, jak to określiłeś, wyjątkowy moment, jak jakaś dziewica? – spytała tonem wręcz lodowatym.- Tobie nikt czekać nie każe – zauważyła równie chłodno, mając na myśli to, że gdyby nie miał ochoty dłużej czekać, to mógłby sobie jakąś zaliczyć, tylko że wtedy nie miałby już szans, aby tknąć Virgię. No i cóż, chyba miała prawo zachowywać się jak jakaś dziewica, skoro nią była, prawda? Tylko o tym nie miała zamiaru go informować.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pewnie, że była uparta, cóż za odkrycie. Odkrycie roku, normalnie. Jakby nie zauważył wcześniej.
    - Po prostu cię informuję, że nikt ci nie każe czekać na mnie – powiedziała to, o dziwo, spokojnie. Bo wiedziała, że taki spokój czasem irytuje jeszcze bardziej niż krzyki.- A skoro już to robisz, to chociaż mnie nie obrażaj i nie miej o to pretensji, co? Byłabym wdzięczna.
    To głupie, żeby kłócili się o jakąś dziunię, jak to Vergie wcześniej powiedziała. A to wszystko zaczęło się przez nią.
    - Możesz przywalić każdemu po kolei, chętnie popatrzę – powiedziała nonszalancko i machnęła ręką, odwracając się za nim.- Ten, co miał pilnować baru, żeby się klienci nie awanturowali. Sam chyba już za dużo wypił – poinformowała w końcu szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  17. Najpierw przez chwilę stała, myśląc, że dyskusja jeszcze chwilę potrwa, szykowała sobie nawet w głowie kolejne argumenty i pretensje, ale Ethan nic nie powiedział, tylko po prostu wyszedł. Mogła się tego spodziewać, ale i tak przez kilka sekund stała osłupiała. Dopiero po tych kilku sekundach pobiegła za nim takim śmiesznym truchcikiem ze względu na obcasy. Normalnie biegać się w tym nie dało.
    Tak naprawdę nie o to jej chodziło, aby kogokolwiek atakował. Chciała Ethana tylko poinformować, że wydarzyła się taka a nie inna sytuacja, mógłby ewentualnie ochroniarzowi zwrócić uwagę i wszystko rozeszłoby się po kościach. Virgia tak naprawdę trochę się brzydziła przemocą. Ale wystarczyło jedno spojrzenie na oczy Ethana, na rozszerzone źrenice, aby wiedziała, co jest na rzeczy. Nie powinna go prowokować, bo w takim stanie mógł zrobić dosłownie wszystko. I chyba to właśnie zamierzał.
    Wyleciała za nim przed klub, ignorując wszystkich gapiów. Przystanęła przy drzwiach i przyłożyła dłoń do ust, trochę ze strachu. Nie odważyła się podejść i powstrzymywać Ethana właśnie ze strachu przed tym, że ze złości to jej mogłoby się oberwać. Może przypadkiem, może nie. Nie chciała jednak stwarzać okoliczności, w których to ją mógłby uderzyć, bo wtedy wszystko by się posypało.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie podobało jej się to. Odbierała to raczej jako przedstawienie, żeby pokazać, kto tu rządzi, a nie prawdziwe uczucia i złość dlatego, że ktoś miał odwagę ją zaczepić. No i nie sądziła, że zostanie tak bezczelnie zignorowana, co tylko dowodziło tego, jakie były prawdziwe powody aż takiego ukarania ochroniarza. Spojrzała na Ethana z wyrzutem, kiedy ją minął, ale nie powiedziała nic. Próby wyjaśnienia sytuacji przez Jeremiego zaskoczyły ją, ale, o dziwo, pozytywnie. Nie sądziła, że będzie chciał pomóc.
    - To jest właśnie klucz, Jeremy – stwierdziła.- Kiedy weźmie. Miał dzisiaj nic nie brać – przecież było tu widać wyraźnie wpływ narkotyku, teraz dostała jeszcze potwierdzenie z ust młodszego brata, wiec nie miała już wątpliwości.- No, nie przejmuj się i baw się dobrze, ja to załatwię – klepnęła go jeszcze w ramię, tak po przyjacielsku, i skierowała się do biura.
    Wsunęła się do środka tym razem po cichu i równie cicho zamknęła drzwi.
    - Masz mi może coś do powiedzenia? – spytała spokojnie, ale tonem wyjątkowo chłodnym.

    OdpowiedzUsuń
  19. Liczyła na to, że przyzna się dobrowolnie do tego, że wciągnął działkę. Nie chciała słyszeć pretensji, jakby całą ta sytuacja była jej winą. Miał nic nie brać, a wziął, o to byłą wściekła. A teraz jeszcze dodatkowo bezczelnie wlał sobie do szklanki whisky, choć podobno miał też nie pić.
    - Ach, więc to moja wina, bo świecę dupą, tak? – prychnęła kpiąco.- Wyobraź sobie, że to ty mi kupiłeś tę sukienkę i to ty chciałeś, żebym ją ubrała! Nie bądź hipokrytą, Ethan. Miałeś dzisiaj nie pić. I nie wciągać. Co, myślałeś, że się nie zorientuję?

    OdpowiedzUsuń
  20. - Nic nie usiłuję – syknęła, zirytowana takim oskarżeniem. Jak w ogóle śmiał ją porównywać... Przecież dobrze wiedział, że nigdy w życiu nie chciałaby taka być. I jakoś przed przyjazdem tutaj nie wspomniał ani słowem o tym, że nie powinna się tu pokazywać w takiej sukience. A mógł.
    Stała tak, póki co, przy drzwiach, nie wiedząc, czy podejść bliżej, ale gdyby mada tak stała, to chyba wyraźnie pokazałaby, że się boi, prawda? A tego nie chciała, więc w końcu się ruszyła, podchodząc do biurka.
    - Nic nie musisz – powiedziała chłodno.- Wystarczy odmówić. Ale ty nie chcesz odmawiać, bo już jesteś uzależniony. Dałeś się pokonać nałogowi, nie potrafisz odmówić, bo po prostu jesteś słaby! – wiedziała, że to go obrazi i nie powinna tego mówić, ale jednak to powiedziała, nie zważając na konsekwencje.- Miło wiedzieć, że tylko na seksie ci zależy. Nikt ci nie każe czekać akurat na mnie! Ale masz rację, nie dam ci dzisiaj – ze złości chciała nawet powiedzieć „ani dzisiaj, ani nigdy”.- Tylko jeśli tkniesz jakąkolwiek inną, to o mnie możesz zapomnieć. Ale skoro nie dorównuję tym modelkom, to o czym my w ogóle rozmawiamy...

    OdpowiedzUsuń
  21. Niemalże podskoczyła, kiedy szklanka uderzyła o ścianę. Nie powinna się przybliżać, powinna stać przy tych drzwiach, byle dalej od Ethana. Jak najdalej. Teraz automatycznie się cofnęła, kiedy się do niej przybliżył, aby zachować taki sam dystans.
    - Tak, jesteś słaby – wycedziła- Wpadłeś w pułapkę oczekiwań, robisz tylko to, czego chcą od ciebie inni, jesteś taki, jak oni chcą, jakbyś nie miał swojego zdania. I owszem, coś kurwa jeszcze. Nie traktuj mnie jak szmaty, bo nią nie jestem. Twoją własnością też nie jestem – czy to było takie dziwne, że chciała odrobiny szacunku, a nie poniżania jej przy innych ludziach? A już zwłaszcza przy innych kobietach?

    OdpowiedzUsuń
  22. Powinna się zamknąć już dwie wypowiedzi wcześniej, żeby nie prowokować jeszcze bardziej, ale czasem Virgia nie miała za grosz instynktu samozachowawczego. Jakby kompletnie nie myślała o konsekwencjach. Myślała o nich, ale nie sądziła, że mógłby zachować się w taki sposób, że mógłby zrobić jej krzywdę, nawet mimo tego, że ewidentnie kokaina na niego podziałała.
    Najpierw krzyknęła, ale głos szybko uwiązł jej w gardle. Na twarzy pojawił się autentyczny strach, wręcz przerażenie. Bo w tym momencie była przerażona. Od razu sięgnęła dłońmi do ręki Ethana, złapała go za nadgarstek i próbowała odciągnąć jego rękę, ale trzymał mocno, aż w oczach Virgii zalśniły łzy.
    - Puść – wyszeptała to ledwo słyszalnie, ale głosem niemalże błagalnym.- Puść, proszę.

    OdpowiedzUsuń
  23. Virgia zsunęła się po ścianie na podłogę i siedziała tak chwilę, łkając cicho. Sięgnęła w końcu po torebkę leżącą obok na podłodze i spróbowała wstać, przytrzymując się klamki przy drzwiach.
    - Nigdy więcej mnie nie dotykaj – wydusiła jeszcze z trudem, a potem wyszła, lekko się chwiejąc. I nawet nie trzasnęła drzwiami.
    Co jak co, ale nie miała zamiaru wracać za bar, nie w takim stanie. W normalnym też zresztą by nie chciała. Przeciskała się do wyjścia między ludźmi, aż w końcu rzeczywiście natknęła się na Jeremiego, jednak jego też nie zamierzała prosić o odwiezienie do domu, bo pewnie zabrałby ją do Ethana. A ona za nic nie chciała tam wracać.
    - Zabierz go do domu – powiedziała do niego, odruchowo pocierając szyję.- Trochę za dużo wziął.
    Całe szczęście, o nic nie pytał, nawet mimo tego, że Virgia miała czerwone oczy i posklejane od płaczu rzęsy. Wyszła z klubu, za drzwiami zdjęła te cholerne szpilki i boso przeszła się jedną przecznicę, mając zamiar dopiero tam złapać taksówkę, która zabrałaby ją do jej mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
  24. W nocy, mimo emocji i rozgoryczenia, zdołała jeszcze napisać wyczerpujący raport z informacji, które dotychczas udało je się zebrać. Nad ranem zadzwoniła, aby ktoś go odebrał, informując przy okazji, że na tym zakończy się jej rola. Co więcej, przyznali jej rację, gdy opowiedziała, co się stało, twierdząc, że nie powinna bardziej się narażać.
    Tak więc raport leżał grzecznie na biurku w zaklejonej kopercie, tak aby było wiadomo, gdyby ktoś niepowołany chciał go otworzyć. A Virgia akurat krzątała się po kuchni, znowu w getrach i rozciągniętej koszulce, gdy usłyszała pukanie. Spodziewała się Rogera, który miał wpaść po raport drodze do agencji, więc ruszyła do drzwi i nawet nie spojrzała przez oczko, tylko od razu, trochę bezmyślnie, otworzyła drzwi.
    - Czekaj chwilę, zaraz ci przyniosę te papiery – powiedziała na wstępie i dopiero po tym uniosła głowę, aby spojrzeć na kolegę. Tylko że kolegi wcale tam nie było, za drzwiami stał Ethan, a Virgia zaniemówiła na kilka chwil.- Wynoś się stąd – wykrztusiła w końcu.

    OdpowiedzUsuń
  25. Rzeczywiście, najmądrzejsze, co mogłaby teraz zrobić, to czym prędzej zatrzasnąć drzwi. Gdyby chodziło tylko o sprawy prywatne. I tak miała zamiar to zrobić, ale drzwi zatrzymały się na bucie.
    Virgia była równocześnie wściekła i wystraszona. Poza tym, z tyłu głowy cały czas miała myśl o tym, że od tego zależy jej praca. Gdyby chodziło tylko o samą Virgię, to nigdy więcej nie chciałaby widzieć Ethana, na szczęście nie zdążyła się jeszcze zakochać. Ale jeśli teraz go przegoni, to zaprzepaści szansę na rozpracowanie całej tej sprawy i dalsze zdobywanie informacji.
    - A co takiego chcesz powiedzieć, co? - spytała opryskliwie.- Co z tego, że teraz nic nie brałeś, skoro niedługo znowu weźmiesz i wypijesz morze wódki? Co mi wtedy zrobisz, uderzysz mnie? - mimo tego, co mówiła, uchyliła odrobinę drzwi, aby mógł wejść.- Masz minutę - powiedziała stanowczo.

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak zawsze, zacisnęła usta ze zdenerwowania. Wysłuchała, co miał do powiedzenia i nie przerywała, bo tego wymagała kultura. No a poza tym, dała mu minutę, więc przez minutę mógł mówić, a Virgia w tym czasie stała ze skrzyżowanymi pod biustem rękami i z niewzruszoną miną.
    - Mówiłam, że mnie się nie da kupić - powiedziała chłodno i nawet nie drgnęła, aby cokolwiek od Ethana wziąć.- Ani kwiatami, ani niczym innym. I masz rację, nic cię nie usprawiedliwia, bo po tym, co się stało, jak się po prostu boję, nie rozumiesz? Boję się, że coś mi zrobisz i żadne twoje zapewnienia nie sprawią, że ten strach zniknie. Ale dobrze, że przynajmniej sobie zdajesz sprawę z tego, że zachowałeś się jak kretyn, bo tak właśnie było - odruchowo uniosła dłoń i potarła szyję.

    OdpowiedzUsuń
  27. - Wtedy byłoby inaczej, a teraz po prostu wiem, że kwiatki i czekoladki to dla ciebie wydatek jak za zapałki i nie jest to nic nadzwyczajnego – może była bezlitosna, ale przecież nie mogła odpuścić tylko dlatego, ze przyniósł jej tak duży bukiet róż. Dawno takiego nie dostała. Właściwie to ostatni raz dostała jakiekolwiek kwiaty... Bardzo, bardzo dawno.- Masz szczęście, że lubię słodkości – uśmiechnęła się półgębkiem, żeby czasem nie pomyślał, że już została udobruchana.- Jak niby chcesz to naprawić, co? Nie wierzę, że nagle, ot tak, przestaniesz brać i będziesz słuchał tego, co mówię. Jaką mam pewność, że już nigdy nic mi nie zrobisz? Tylko taką, że ci zależy i tyle? A właściwie, to dlaczego ci zależy, co? Bo tak mówisz. Przecież nic ci nie daję.

    OdpowiedzUsuń
  28. - Gwiżdżę na ten Paryż – wycedziła, chyba trochę niemiło.- Wczoraj powiedziałeś, że właśnie usiłuję być jak te durne modelki, co jest nieprawdą. Jezu... – pokręciła głową i odwróciła się, bo miała ochotę parsknąć śmiechem, co kompletnie teraz nie pasowało, no i sprawiłoby, że Ethan poczułby się pewniej.- Zachowujesz się jak pokraka – mruknęła, odwracając się z powrotem do niego.- Co mam ci powiedzieć? Ja nie wiem... – musiała, musiała to załagodzić, jeśli nadal chciała wyciągać od niego informacje na temat tego, co robi i będzie robił. Ta myśl dzwoniła jej w głowie.- Nie wiem, jak to ma się poukładać, nie umiem tak od razu swobodnie się zachowywać, udawać, że nic się nie stało... Nawet jeśli chcę, jeśli powiem, że okej, spróbujmy, ale... Ale i tak przez jakiś czas będę odskakiwać za każdym razem, gdy mnie dotkniesz, bo po prostu się ciebie boję, rozumiesz?

    OdpowiedzUsuń
  29. - No chociaż do kaca mógłbyś się nie przyznawać, bo współczuć ci zdecydowanie nie będę! – trzeba było zachować umiar, to głowa by nie bolała.- Trzeba było z nią tyle nie dyskutować, ale najwyraźniej świetnie się bawiłeś z cycatą blond – dodała zgryźliwie.- Nie nienawidzę cię, nie potrafię... – powiedziała już łagodniej.- Wrócę tam, ale tylko dla Złoci, ona mnie potrzebuje – nie mogło mu pójść zbyt łatwo, więc musiała znaleźć jakiś inny powód.- Ale nie teraz. Muszę pobyć trochę sama. Przyjadę wieczorem. Obiecuję.

    OdpowiedzUsuń
  30. Na pewno przydałoby mu się doprowadzenie się do porządku, Virgia wątpiła jednak, aby udało mu się to zrobić do wieczora. Musiał swoje odcierpieć. Chciała nawet zaproponować, że może jednak lepiej by było, aby przyjechała rano, przynajmniej mogłaby się wyspać spokojnie we własnym łóżku, a nie trząść się ze strachu, bo co jak co, mimo całej tej jej nonszalancji, naprawdę się bała, ale uznała, ze musi się przemóc i zjawić u Ethana wieczorem, bo inaczej wszystko naprawdę mogłoby się posypać. Potem zwyczajnie nie byłaby w stanie się do niego zbliżyć.
    Może trochę na złość, ale wieczorem wygrzebała z szafy sukienkę podobną do tej, którą miała poprzedniego dnia, może nawet jeszcze krótszą (skąd w ogóle miała taką w szafie? To dopiero pytanie!). Tak, żeby mu dopiec, skoro wytknął jej, że świeci dupą. Miała prawo sobie świecić, a Ethan nie mógł jej tego zabronić. Fakt, że się w taki sposób „zbuntowała” zadziwiająco poprawił jej humor. Nie zepsuł go nawet fakt, że znowu musiała się męczyć na obcasach. Zabrała jeszcze kilka rzeczy, zapakowała się do taksówki, a będąc już pod domem Ethana, uznała, że skoro tu wraca, to raczej nie powinna pukać, tylko bardziej wchodzić jak do siebie. Tak więc nie dzwoniła, nie pukała, tylko po porostu weszła do środka, a pierwsze, na co się natknęła, to bezwłosy kot. Wzięła go na ręce, dał się złapać. Dziwnie się takiego głaskało, ale trzymała go wytrwale, wchodząc głębie do domu, jakby chciała się tym kotem zasłonić i sprawić, że nikt je nie dotknie, skoro ma zajęte ręce.
    - Ale nie zeżarłeś mi rybki, nie? – zamruczała do niego, wchodząc do kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  31. Na jego nieszczęście, usłyszała, co powiedział do rybki (choć samo gadanie do rybki było dosyć... dziwne), aczkolwiek nawet jej to nie rozzłościło, bardziej rozbawiło.
    - Skoro obiecałam, że przyjdę, to przyszłam, ja zawsze dotrzymuję obietnic, w przeciwieństwie do ciebie – na wstępie uraczyła go złośliwością, nie potrafiła się powstrzymać.- Nie masz racji, nie ukręciłabym ci łba, prędzej urwałabym ci jaja razem z pisiorkiem, większy ból byłby dla ciebie nie móc umoczyć niż nie móc myśleć – Virgia miała ochotę dusić się ze śmiechu, zwłaszcza, że rzucała takimi tekstami, a Ethan nie mógł nawet podskoczyć w aktualnej sytuacji. Mogła mu więc dogryzać, a on nawet nie będzie reagował. Normalnie jak w raju...
    Wypuściła kota na podłogę, a potem odruchowo podeszła, aby umyć ręce, choć przecież nie miał sierści.

    OdpowiedzUsuń
  32. - Mam palce i kulki gejszy, wystarczy mi – odpowiedziała pewnie, myjąc ręce.
    Co jak co, ale potulnych szczeniaczków Virgia nie lubiła, więc pewnie szybko jej się ta zabawa znudzi i wszystko wróci do normalności. No, prawie, bo naprawdę trochę się bała, niezależnie od tego, czy pił, czy nie, czy coś wciągał. W każdej chwili mógł się zachować... Dosyć nieoczekiwanie.
    Z trochę niezadowoloną miną usiadła, bo to „siadaj” odebrała jako rozkaz, a nie jak prośbę, a to przecież ona była tu od wydawania rozkazów. Przynajmniej póki co.
    - Wczoraj nie musiałeś – zauważyła.- Co jak co, ale komuś, kto chce pracować dla ciebie - podkreśliła to.- Mogłeś odmówić. To jej zależało na pracy, a nie tobie na tym, aby ją zatrzymać, wiec nie sądzę, aby była urażona – tak naprawdę zastanawiała się, co jest nie tak z tą kobietą, że wystarczyła chwila spotkania, aby nie dość, ze wciągnął, to jeszcze potraktował Virgię w taki sposób w jej obecności.- Tylko w domu, tak? A w biurku w klubie masz pewnie cały zapas, nie?

    OdpowiedzUsuń
  33. - Nie musisz jej zwalniać, skoro przyciągnie więcej klientów. To byłoby jak strzał w kolano trochę – co jak co, ale wiedziała, że klub jest ważny i nie można ze względu na kaprys rezygnować z możliwości rozwoju. Bo to był jakiś rozwój, mimo wszystko.- Liczę na to, że w biurze też powyrzucasz i będziesz pił tylko ze mną – o niedobór alkoholu martwić się nie musiał, Virgia też potrafiła czasem nieźle popić. Ze względu jednak na to, w jakich znajdowali się okolicznościach, ograniczała to, wiedząc, że może coś wypaplać, gdy wypije.- No i nawet mi do głowy nie przyszło, że mógłbyś na nią polecieć albo że zawróciła ci w głowie, mimo wszystko wierzę w twój gust – w końcu, jak by nie patrzeć, to na Virgię czekał.- No, to co tu mamy do jedzenia? – zagadnęła jak gdyby nigdy nic.

    OdpowiedzUsuń
  34. - No bez przesady, to był tylko jeden dzień, jedna noc – mruknęła.- Nie zachowuj się, jakbyś ty też był zakochany po uszy – bo przecież nie był, prawda? Faktem było, że Virgia nie spodziewała się tego, że przyjdzie po tym, co się stało, ale to, co mówił, że mu zależy, było dobrym znakiem, bo oznaczało, ze zdobywała jego zaufanie.- Może ona wcale nie jest taka jak reszta i naprawdę go lubi, co? – zasugerowała, mając nadzieję, ze rzeczywiście tak jest, że ta Cindy jednak ma coś w głowie i nie leci tylko na kasę, bo... O dziwo, Virgia życzyła Jeremiemu dobrze. Zwłaszcza po tym, co zrobił poprzedniego wieczora.
    Zabrała się w końcu za jedzenie, przestając gadać, choć chciała jeszcze dla żartu spytać, czy Ethan czasem nie chce je otruć.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Oczywiście, że jestem tajniakiem – powiedziała poważnie. Odczekała kilka chwil w ciszy, a potem się roześmiała.- Żartuję. Po prostu jesteś seksowny, każda by poleciała, nie? – to też był żart, chociaż gdyby Virgia wiedziała o jego obawach, to zapewne by tego nie powiedziała. Ale co innego mogła powiedzieć? Skłamałaby, mówiąc, że tak po prostu jej zależy, bo nawet jeśli wcześniej tak czuła, to teraz... Teraz bardziej się bała. Ale wierzyła w to, że nic więcej Ethan jej nie zrobi.- Ach, no cóż, no to najwyraźniej się mylę co do niej – mruknęła, a potem skupiła się na jedzeniu i milczała przez kilka kolejnych chwil.- Nie sądzę, abyś chciał się ze mną kiedykolwiek żenić – stwierdziła, unosząc głowę i patrząc uważnie na Ethana. Czemu potraktowała to tak poważnie, a nie jako żart?

    OdpowiedzUsuń
  36. - Nie musisz być złośliwy, niech się sam nauczy na swoich błędach – zaproponowała.- A to ciekawe, patrz, bo ja od razu się do ciebie przeniosłam, a ona tak na kasę leci i nie chce do niego? – zauważyła z lekkim rozbawieniem.- Nie to nie – wzruszyła ramionami; przecież dla niej nie miało znaczenia, czy chciał zakładać rodzinę, czy nie, bo wtedy jej przecież już dawno tutaj nie będzie, a i Ethana pewnie też na wolności nie będzie.- Jak zjem, to ci pokażę, co chciałam wczoraj zrobić, a co skutecznie mi uniemożliwiłeś – poinformowała.- Masz czego żałować.

    OdpowiedzUsuń
  37. - Do nas? – zdziwiła się. Zwróciła uwagę na słowo :nas”, choć właściwsze byłoby powiedzenie „chce przyjść do mnie” albo „chce tu przyjść”, bo to wszystko nie było Virgii, ona nie była u siebie, według niej nie było żadnego nas i taki stan rzeczy miał istnieć jeszcze długo.- Z nią? – dopytała, bo wszystko wydawało jej się takie dziwne, przecież jaka mogłaby to być niespodzianka? Co, Jeremy zamierzał się oświadczać? Już? Po tak krótkim czasie? – Nie, nie powinieneś się bać – odpowiedziała spokojnie, kończąc makaron. Po co w ogóle o tym wspomniała? Powinna zapomnieć o swoich planach z poprzedniego wieczoru, teraz już wszystko było inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  38. Dolly kojarzyło się Virgii z krową, ale nie wspomniała o tym, bo wtedy zapewne zaczęłaby się tak śmiać... Tak, lepiej było nic nie mówić, żeby się czasem nie zakrztusić, zwłaszcza, ze akurat piła sok.
    - Nie wiem, czy będę w ogóle miała córkę kiedykolwiek – stwierdziła.- Nie planuję takich rzeczy, nie wiem, czy zdarzy mi się jakieś dziecko, ale jeśli już, to obstawiam samych chłopców – dlaczego miała takie przeświadczenie? Przecież to było absurdalne.- Nie chcę, co ty, chcesz mnie spaść całkowicie? I tak już wystarczająco dużo jem. A potem będziesz mi wytykał, że nie mam takiej figury jak te modelki, tylko że mam rozstępy. To było niemiłe wtedy.

    OdpowiedzUsuń
  39. - Powiedziałeś tak! Do taksówkarza! – no, wtedy wyglądało to trochę inaczej, ale Virgia była wtedy zła i oburzona, nic więc dziwnego, że jej to zapadło w pamięć. A teraz przypominając to zabrzmiała trochę jak obrażone dziecko.- Porządne dziewczyny najwyraźniej cię ograniczały, jeśli chodzi o picie i ćpanie – mruknęła z przekąsem.- Ja nie mam krótkich włosów. No a teraz właśnie mam obcasy i sukienkę, chyba daleko mi do chłopczycy. No i za duże cycki też mam na chłopczycę... Chyba – mogłaby tak wymienić jeszcze szereg innych rzeczy, bo chociaż miała trampki, to miała też jasne włosy, co ją klasyfikowało jako typową blondynkę, a do tego nie odrosła specjalnie w pionie od podłoża... Tak, to wszystko dyskwalifikowało ją jako chłopczycę. Nawet mimo upodobań z dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  40. - No przecież wiem, że nie na serio, bo nie mogłeś wiedzieć, czy je mam, czy nie, bo wtedy jeszcze mnie nie widziałeś nago – jak zwykle, była logiczna do bólu i chociaż wiedziała, że tamto nie było tak do końca na serio, jak typowa baba się tego uczepiła.- Kiedyś miałam tylko autka i nie chciałam się bawić lalkami – przyznała się.- No i... – zawahała się.- „Przesadziłeś” to trochę za mało powiedziane – nie chciała się już czepiać i krytykować Ethana, ale to jeszcze musiała powiedzieć.- Kazałeś mu wlać do gardła litr wódki, a dzisiaj zaprosiłeś go na drinka? – mało brakowało, a popukałaby się palcem w czoło.- Wiesz, że spożycie ciurkiem takiej ilości czystej wódki grozi zatrzymaniem akcji serca? Chciałeś go zabić?

    OdpowiedzUsuń
  41. - Nie dobierał się do mnie, nie pozwoliłabym na to – doprecyzowała, bo chyba trochę inaczej niż Virgia postrzegał tamtą sytuację.- Nie chcę pić, skoro miałeś wszystko wylać, to i tak nic nie powinieneś w domu mieć, prawda? Jeśli będę chciała, to ci powiem.
    Wstała, mając zamiar pozbierać talerze. Zgarnęła swój, potem Ethana i wsadziła je do zlewu, chociaż pewnie na sto procent miał zmywarkę.

    OdpowiedzUsuń
  42. Virgia odruchowo się zaśmiała z absurdalności pomysłu Ethana.
    - Nie mam zamiaru zmywać – stwierdziła, podchodząc do stołu.- Chciałam tylko oczyścić blat – przesunęła szklanki na jeden koniec.- Żeby móc ci pokazać, co wczoraj zamierzałam, a co ty straciłeś – usiadła na brzeg stołu, potem troszkę się przesunęła, żeby wcisnąć się tuż przed Ethana.
    Oparła stopę o krawędź krzesła, na którym siedział, wsuwając ją pomiędzy jego nogi, naprawdę blisko czułego miejsca. Sukienka jej się samoistnie podwinęła, ukazując brzegi pończoch na udach.

    OdpowiedzUsuń
  43. - Spokojnie, ja nie mam zamiaru do niczego dzisiaj doprowadzić – sama siebie próbowała uspokoić tym stwierdzeniem.- Chciałam ci tylko pokazać, co wczoraj straciłeś przez swoją głupotę – odrobinkę się pochyliła.- Miałam zamiar wczoraj do ciebie przyjść, usiąść tak na biurku i pozwolić ci na wszystko. Na to, abyś dotykał mnie tutaj – powiodła palcami po dekolcie.- I tutaj – przesunęła dłonią po udzie, zsuwając palce pomiędzy nogi.- Bo obiecałam. Bo się na to naszykowałam i naprawdę się cieszyłam. Ale... No cóż, jak widzisz, nie wyszło, a teraz niestety się tego boję – odsunęła się, a potem zeszła ze stołu.

    OdpowiedzUsuń
  44. Virgia spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, zaskoczona jego słowami. Nawet nie zaskoczona, wręcz zszokowana. Bo to było coś w rodzaju deklaracji, przynajmniej według niej. Powiedział między wierszami, ze traktuje to poważnie i oczekuje tego samego. Trudno było jej teraz myśleć o tym optymistycznie, bo w głowie nada miała wydarzenia z poprzedniego wieczora.
    - No dobrze... – powiedziała tylko.- Ale to chyba dobrze, że tak myślę, nie? – uśmiechnęła się, a potem się przeciągnęła, aż sukienka znów jej się podwinęła.; też już była zmęczona.- Chodźmy spać, co?

    OdpowiedzUsuń
  45. Dopiero co zarzucała mu, że tylko na jednym mu zależy. Teraz zarzekał się, że nie tylko. Sama nie wiedziała, co ma myśleć, więc milczała z mętlikiem w głowie. Może dlatego nie zauważyła, co takiego Ethan planuje, bo w innych okolicznościach zapewne ekspresowo by odskoczyła, nie pozwalając się dotknąć. A tak, jedynie krzyknęła krótko z zaskoczenia, nie ze złości, a potem wcale się nie szarpała, co byłoby do niej bardzo podobne, tylko pozwoliła się grzecznie zanieść, powtarzając sobie w głowie, że wytrzyma, że nic jej się nie stanie.
    Na łóżku jeszcze raz się przeciągnęła, ziewnęła, potem zdjęła buty (nareszcie!), rozebrała się i ułożyła niemalże na skraju łóżka, jakby chciała być jak najdalej od Ethana.
    - Ach, i na przyszłość... Lubię słoneczniki. I goździki – wymruczała jeszcze, zanim zasnęła.


    Rano oznajmiła, że zapomniała czegoś od siebie zabrać. I byłą to prawda. Było to coś dla niej ważnego i na dłuższą metę nie mogła się bez tego obejść, więc koniecznie musiała po to wrócić. Chyba tylko cudem udało jej się namówić Ethana, aby mogła pójść sama, choć oczywiście nasłuchała się na temat tego, ze powinna uważać, bo nadal na nich czyhają. Na Virgię również, skoro się z nim pokazała, a teraz jeszcze wyraźniej było widać, że ze sobą są.
    Miał rację. Powinna uważać. Pierwszy strzał padł, kiedy spokojnie szła w kierunku drzwi wejściowych do kamienicy. Ktoś się chyba zagapił, bo oberwała w ramię i mało nie wywinęła orła przez te cholerne obcasy. Udało jej się jednak dopaść do drzwi i ukryła się w środku, a kiedy wyjęła telefon po chwili wahania, czy dzwonić do kolegów z pracy, czy jednak do Ethana, wybrała to drugie.
    Gdyby wiedziała, że postawił swoich ludzi pod jej mieszkaniem, nie martwiłaby się tak bardzo. A tak, nie miała pojęcia, co się dzieje, stała tak ukryta w bramie za ścianą, nasłuchując tego, co dzieje się na zewnątrz, a strzałów było bardzo dużo i zwątpiła już, czy wszystkie aby na pewno są przeznaczone dla niej. W drzwi trafiły może dwa, a reszta... Bała się wyjrzeć na zewnątrz, tak naprawdę nie byłą w stanie nic powiedzieć do telefonu i kiedy Ethan odebrał telefon, mógł tylko nasłuchiwać hałasu z zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  46. Tak jej się wydawało, choć brzmiało to dziwnie, że na ulicy miał miejsce jakiś wypadek samochodowy, choć myśl o tym byłą absurdalna. Zdecydowała się minimalnie wyjrzeć zza drzwi, kiedy strzały ucichły, ale równie szybko się schowała, niezbyt zaciekawiona tym, co się tam działo. Skupiła się bardziej na sobie, nawet jeśli było to egoistyczne. Musiała coś zrobić z krwią cieknąca po ręce, z piekącym ramieniem, a siedzenie na posadzce i czekanie nie wiadomo na co było bez sensu. Standardowo, najpierw zdjęła buty, później wspięła się po ścianie i chciała jakoś dotrzeć do schodów, potem do mieszkania, aby coś ze sobą zrobić albo choćby obejrzeć w lustrze to, co miała na ramieniu, obmyć ranę, ale kiedy się podniosła, akurat w korytarzu pojawił się Ethan.
    - Nic mi nie jest – odpowiedziała odruchowo, bo skoro prosił... I nie miało znaczenia, że ewidentnie było widać, iż jednak coś jest, Virgia i tak by się nie przyznała, nawet gdyby miała dziurę w brzuchu albo oberwaną przez granat nogę.
    Nie czekała, nie stała w miejscu, tylko zrobiła te dwa kroki dzielące ją od Ethana i bez słowa się w niego wtuliła.

    OdpowiedzUsuń
  47. Może rzeczywiście trochę drżała. Ale reakcji na takie sytuacje nie uczyli na szkoleniach. Nie chciała się odsuwać, chciała się tak schować w czyich ramionach, ale w końcu musiała, niestety.
    - Tak, to tylko draśniecie – potwierdziła.- Ktoś miał zły dzień – spróbowała się uśmiechnąć, wyszło blado.- Miałam... – no tak, miała coś zabrać z mieszkania, chciała o tym przypomnieć, ale najwyraźniej zeszło to na dalszy plan i nie było szans, aby teraz tam poszło, no bo skoro policja... Virgia nie musiała się jej obawiać, ale Ethan owszem. Pozwoliła się więc zaprowadzić, a buty zostały na korytarzu. W samochodzie, zamiast przytrzymywać marynarkę przy ręce, z torebki wyciągnęła chusteczki i próbowała nimi powycierać krew.
    - Bez przesady, przecież to nie pierwszy raz, gdy do mnie strzelali – chciała trochę zbagatelizować tę sytuację, jakby nie miała znaczenia, ale... Wiedziała, ze ma, bo nie spodziewali się tak bezpośredniego ataku ze strony Hamiltonów. I to jeszcze na Virgię, jakby w ogóle cokolwiek znaczyła! Ją też to trochę zmartwiło, bo oznaczało, że wpakowała się w coś, z czego trudno będzie się teraz wygrzebać. No i nie ukrywajmy, trochę się jednak wystraszyła.

    OdpowiedzUsuń
  48. Virgia tylko przewróciła oczami, ale nic nie powiedziała. Skupiła się na wycieraniu krwi, myląc o tym, że leci jak opętana i naprawdę mogłaby już przestać, ale lekki zranienia miały to do siebie, że krwawiły i bolały o wiele bardziej, niż te porządne, groźniejsze.
    - Co zrobiłeś? – zamarła w połowie ruchu i spojrzała na Ethana, jakby był z innej planety.
    Jakby wyczuwając moment, telefon w torebce zaczął właśnie dzwonić. Virgia nie kontynuowała dyskusji, tylko próbowała go wyjąć, ignorując czerwony strumyczek cieknący jej po ręce. Widząc na wyświetlaczu imię nikogo innego, jak właśnie brata, miała ochotę parsknąć śmiechem, zważywszy na to, czego się właśnie dowiedziała. Ale to, że dzwonił, oznaczało co innego.
    Odebrała od razu i chwilę rozmawiała, nie okazując praktycznie żadnych emocji. Powstrzymywała się i jakimś cudem udało jej się ukryć wszystkie uczucia.
    - Jednak dziewczynka – poinformowała, zamyślona, kiedy już się rozłączyła.- Amanda będzie.

    OdpowiedzUsuń
  49. - To nie dla mnie gratulacje – mruknęła, dziwnie zasępiona. Skuliła się na siedzeniu i teraz już kompletnie ignorowała to, czy będzie miała zaplamione ubrania, czy nie albo czy zabrudzi siedzenie.
    - Nie no, naprawdę? – odruchowo się odwróciła, aby zerknąć przez tylną szybę.- Mam dosyć – westchnęła. Chcę tylko usiąść na kanapie przed telewizorem i mieć spokój. I może jeszcze się do ciebie przytulić, nie chce mi się użerać z gangsterami, co ja im takiego zrobiłam?

    OdpowiedzUsuń
  50. - Tajniak? – powtórzyła powątpiewająco i jeszcze raz się odwróciła, aby spojrzeć przez tylną szybę na samochód.- Na pewno nie. Zapomniałeś, że zajmuję się znajdowaniem informacji, znam już niemalże wszystkich tajniaków w tym mieście i na pewno nie jest to jeden z nich – zapewniła. Rzeczywiście, znała wszystkich tajniaków, bo sama jednym była i samochód, który za nimi jechał, nie należał do agencji, gdyby tak było, to Virgia wiedziałaby, kto za nimi jedzie. A nie wiedziała.

    OdpowiedzUsuń
  51. - Jezu, zwykli biznesmeni też jeżdżą takimi furami i gadają przez zestawy głośnomówiące – przewróciła oczami, bo zdawało jej się, że Ethan przesadza, jednakże taka podejrzliwość miała swoje plusy. Dobrze, że przynajmniej wobec Virgii nie był taki podejrzliwy. Ani teraz, ani wcześniej.- I nie jechaliby za kimś tak otwarcie, oni raczej się znają na robocie. Co ty robisz? – przytrzymała się, bo samochodem trochę rzucało na tej leśnej drodze.- No słuchaj, ewidentnie coś tu nie gra – mruknęła jeszcze.- Ty coś kombinujesz czy o co chodzi? Przecież tajniacy się nie zachowują tak jak tamten z auta! – trochę się zdenerwowała tą sytuacją, zwłaszcza, gdy zatrzymał samochód i wyjął broń. Nie wiedziała, czy też ma wysiąść, czy lepiej zostać w aucie. A co gorsza, sama nic nie miała, żadnego pistoletu, nawet butów przecież nie miała.

    OdpowiedzUsuń
  52. Virgia siedziała spięta, nie wiedząc, jak to się wszystko rozwinie, ale kiedy okazało się, ze nic im nie grozi, z westchnieniem ulgi oparła się swobodniej o oparcie. Jakoś tak odruchowo poszukała dłoni Ethana, żeby ją uścisnąć.
    - I co, nadal się upierasz, że to tajniak? – zagadnęła z nutą satysfakcji w głosie, bo poniekąd miała rację.
    Przewróciła oczami z powodu określenia, które zdecydowanie jej się nie spodobało, ale nie powiedziała ani słowa. W milczeniu wyjęła kolejną chusteczkę i próbowała zetrzeć zaschniętą już krew.
    - Widzisz, mówiłam ci, żebyś posprawdzał ludzi – przypomniała, a satysfakcja w jej głosie była odrobinę większa niż przed chwilą.- A ty się upierałeś, że są w porządku. Ktoś jednak sypie.

    OdpowiedzUsuń
  53. Virgia była trochę zdezorientowana. Przez to milczenie, brak zainteresowania niczym... Bo najpierw sprawiał wrażenie, jakby naprawdę się martwił tym, co się stało, co stało się Virgii przede wszystkim, a teraz... Teraz miał wszystko gdzieś, takie miała wrażenie. I nieważne, czy to było draśniecie, czy groźna rana, i tak trzeba było się tym zająć oczekiwała, że je w tym pomoże, kiedy tylko dotrą do domu, ale nic nie zrobił.
    Bez słowa poszła do łazienki, mając zamiar obmyć ranę. Przemyła ramię tylko wodą i poszła do salonu, aby spytać, czym mogłaby to zdezynfekować, ale nie zdążyła zadać pytania, bo zarzucił ją swoimi.
    - Co? – zdziwiła się na wstępie i samo jej się to wyrwało.- Czemu o to pytasz? I czemu znowu mi grozisz?

    OdpowiedzUsuń
  54. - Bo pomyślałam, ze założyłeś, że nim jestem. A nie jestem. Podejrzewam, że tajniak nie pozwoliłby sobie na intymne kontakty z rozpracowywanym obiektem. Nie pozwoliłby się dotykać w taki sposób, w jaki ty dotykałeś mnie – podeszła bliżej, aż w końcu zdecydowała się usiąść obok Ethana.- A już na pewno nie zacząłby się zakochiwać, bo to nieprofesjonalne – dopowiedziała jeszcze cicho.
    Odczekała kilka sekund, aby to odpowiednio wybrzmiało, a potem wskazała na swoje ramię.
    - Mógłbyś mi z tym pomóc? Trzeba to oczyścić i jakoś zakleić. Trochę boli – bolało bardziej niż byłaby skłonna przyznać.

    OdpowiedzUsuń
  55. Skutecznie odwróciła jego uwagę tekstem o tym zakochiwaniu. Przynajmniej zapomniał i nie dopytywał o papiery, które były raportem. Problem był w tym, że powiedziała prawdę. Chyba naprawdę zaczynała się zakochiwać.
    - Tak, zakochiwać – powtórzyła dla potwierdzeni, żeby bardziej to do niego dotarło.
    Potem się już nie odzywała, jakby chciała mu dać czas na przemyślenie tego wszystkiego. Siedziała grzecznie, raz się tylko skrzywiła, ale nic nie powiedziała.
    - Tak, wiem, na początku nawet nie zauważyłam, ze coś się stało... – przyznała, a potem spojrzała na Ethana jak na kosmitę.- No coś takiego, pan inteligent! – dla żartu sobie odrobinkę zakpiła.

    OdpowiedzUsuń
  56. - To ty już stary jesteś, tyle kierunków – zaśmiała się.- Na to trzeba czasu. No i...Hm... Wiesz, ja nie bardzo bym chciała, żebyś mnie puszczał z ochroniarzami... Sama też nie mam zamiaru się z nimi puszczać – powiedziała to poważnie, ale teatralnie poważnie, przesadnie, aby było wiadomo, ze żartuje, celowo przekręcając sens wypowiedzi Ethana.
    Nagle jej się humor poprawił, zadziwiające. Bo po chwili się uśmiechnęła i pokręciła głową z rozbawieniem.
    - Wyśmiejesz mnie, jak ci powiem, co takiego mi było tak bardzo potrzebne.
    Jakoś tak płynnie ominęła trudny temat. Nie chciała rozmawiać o mordowaniu w ramach zemsty ani tym bardziej roztrząsać tego, czy naprawdę jest dla niego tak ważna.

    OdpowiedzUsuń
  57. Mógł tego nie widzieć, ale kiedy tak snuł te swoje plany, to Virgia patrzyła na niego przerażeniem. Bo nie było w nich nic fajnego, opierały się na rywalizacji, zemście i zawiści. A ona nie potrzebowała tego wszystkiego, jej też wystarczyłby mały domek i przede wszystkim święty spokój.
    - Troszkę się chyba zapędzasz – wydusiła w końcu, mając jednak nadzieję, że to stwierdzenie nie wywoła dyskusji, a w jej następstwie kłótni.
    Nie kwestionowała decyzji o ochronie, po prostu chciała zażartować, bo użył zabawnego określenia z tym puszczaniem. Ale chyba nie złapał żartu.
    - Tego się nie da wyrazić procentowo, no co ty – uśmiechnęła się blado.- To przychodzi w najmniej spodziewanym momencie zwykle, kiedy sobie cos uświadamiasz i czujesz się tak... – urwała. Sama nie wiedziała, jak dokończyć.- Potrzebowałam kubka. Ulubionego kubka, w którym zawsze piję kawę, w żadnym innym mi nie smakuje. Już możesz się śmiać.
    To było głupie, ale naprawdę wróciła po kubek.

    OdpowiedzUsuń
  58. - Przecież nie pozwoliłbyś mnie zabić - stwierdziła pewnie. A to oznaczało, że żaden nagrobek nie byłby potrzebny.- Ba, jest na nim napisane "pierdolę, nie robię" i taki leniuchujący koleś. Jak mam zły dzień, to sobie wypijam kawkę i olewam robotę. Namówię cię kiedyś do olania obowiązków, zobaczysz. Wypijemy sobie kawkę i będziemy siedzieć cały dzień, może zajmiemy się przyjemniejszymi rzeczami wtedy niż pracą - uśmiechnęła się znacząco. Może to miała być mała prowokacja, żeby teraz coś wywołać, sama nie wiedziała.

    OdpowiedzUsuń
  59. - Denerwujesz się tym wyjazdem? – spytała od razu.- Nie myśl o tym, do tego chyba jeszcze daleko, nie? – zdecydowała się na to, aby wyciągnąć rękę i lekko musnąć palcami policzek Ethana. Ją samą zadziwił ten gest, taki dziwnie czuły.- A co z tym Paryżem? – przypomniała sobie, zabierając rękę.- Muszę się rozebrać, mam już dosyć tej sukienki – stwierdziła nagle.

    OdpowiedzUsuń
  60. - To ci się długo udawało tego uniknąć – zauważyła, bo Virgii wystarczyła tylko chwila w tym świecie, a już oberwała. Wprawdzie nie było to nic poważnego, ale jednak.- Nic ci się nie stanie, nie myśl tak pesymistycznie. Gdzie mam się podziać w tym czasie? Wrócić do siebie? – może propozycja była dziwna, ale naprawdę nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić w tym czasie, bo skoro miał wyjechać na trzy dni... Miała zostać u niego, w tym wielkim domu? – Tak naprawdę nie wiem, czy chcę jechać, czy nie... – trochę zmarkotniała. Decyzja byłą trudna, bo równocześnie chciała, żeby się wszystko poukładało, żeby było przyjemnie, a z drugiej strony trochę się tego wszystkiego obawiała.- Możesz mi rozpiąć? – odwróciła się plecami do Ethana i zgarnęła włosy, wskazując na zamek od sukienki.

    OdpowiedzUsuń
  61. - I będę mogła się rozłożyć na całym łóżku bezkarnie? - zagadnęła z rozbawieniem.- Tylko kto mi śniadanie zrobi... - udała rozczarowanie.- Odwołać lot? Masz prywatny samolot czy co? - trochę ją zdziwiło takie stwierdzenie. Bo przecież wystarczyłoby zwrócić bilety na samolot.
    Zsunęła sukienkę z ramion i zatrzymała się w połowie czynności. Bo jeśli by się rozebrała, to przecież wiadomo było, jak się to skończy.

    OdpowiedzUsuń
  62. Będzie też mogła obejrzeć cały dom, pogrzebać w rzeczach i zajrzeć we wszystkie kąty... Ale o tym nie miała zamiaru Ethanowi mówić.
    - Możemy polecieć... – powiedziała to cicho, bardzo cicho, ledwie słyszalnie, jakby sama nie była pewna.- No ściągam, ściągam – dodała głośniej i zsunęła sukienkę ledwie o kilka milimetrów. I nic więcej. Siedziała tak kilka sekund, jakby się zastanawiała, co zrobić, aż w końcu wstała nagle, a sukienka sama opadła do stóp.

    OdpowiedzUsuń
  63. - Myśl optymistycznie - powiedziała od razu.
    Gdyby wiedziała o tych koszmarach, gdyby zauważyła, że Ethan niespokojnie śpi, zapewne spytałaby, co się dzieje. Ale na pewno nie wypytywałaby na siłę, sam musiał chcieć mówić.
    - Zostaw szlafrok - zareagowała z małym opóźnieniem. Odsunęła sukienkę stopą i ruszyła za Ethanem.- Nie jest mi potrzebny. Wolę chodzić tak, ty chyba też wolisz patrzeć na taki strój, co?

    OdpowiedzUsuń
  64. - A ile masz? – spytała odruchowo, choć przecież dobre wiedziała z akt.- Co, w twoim wieku nie wypada? – uśmiechnęła się półgębkiem, troszkę kpiąco, ale tak dla żartu, nie żeby kogokolwiek urazić.- Do jutra daleko, na razie jest dzisiaj. A dzisiaj... W sumie jeszcze nie wiem, co chciałabym zrobić, nie do końca mogę się zdecydować... – jakby bezwiednie, opuściła ramiączka biustonosza, jednak nadal wszystko, co powinno, było zasłonięte.

    OdpowiedzUsuń
  65. - A skąd niby mam wiedzieć, przecież nie zaglądałam ci do dokumentów! – najpierw powiedziała to z oburzeniem, a potem się zaśmiała.- Skoro wszystko wypada, to w czym problem? Włącz sobie pornosa i się nie krępuj, chętnie popatrzę, jak to robisz – wyszczerzyła się.- No i masz rację, kobiet się o wiek nie pyta. I o wagę też nie. Co, jeśli jestem starsza, hm? – odwróciła się plecami do Ethana.- Mógłbyś? – zerknęła na niego przez ramię, na myśli miała haftki od biustonosza.

    OdpowiedzUsuń
  66. Odruchowo wstrzymała oddech, a ciało samo, niezależnie od niej, zareagowało na dotyk.
    - Dwadzieścia cztery – szepnęła, równocześnie szukając dłońmi dłoni Ethana. Położyła swoje na jego i pomogła mu zsunąć bieliznę jeszcze niżej, aż w końcu pozbyła się jej całkowicie.
    - No... – zaczęła cicho, powoli się odwracając.- To teraz twoja kolej.

    OdpowiedzUsuń
  67. - Chcesz się ze mną bawić w ten sposób? – uniosła brwi.- Masz rację, dotychczas ty wychodziłeś z inicjatywą, też powinnam coś zrobić... – uniosła ręce i zaczęła powoli rozpinać koszulę. Powoli, z każdą sekundą odsłaniając coraz więcej ciała i chyba tylko cudem powstrzymywała się, aby dotykać jedynie materiału, a nie nagiej skóry, bo miała ogromną ochotę wsadzić dłonie pod koszulę.

    OdpowiedzUsuń
  68. - Ooo, kryje się w tobie romantyk, który pragnie stabilizacji? – zatrzymała się na chwilę i zerknęła w górę, na twarz Ethana. Tego typu słowa ją w jakiś sposób zaskoczyły i nie dało się tego ukryć, bo tego typu deklaracji się nie spodziewała.- Szczerze mówiąc, nigdy się z nikim nie pieprzyłam, więc nie wiem, jak to jest – powiedziała cicho, rozpinając koszulę do końca.- No i mówiłam ci przecież, że ja nie jestem na jeden raz, więc nie powinieneś się o to martwić, też nie chcę, aby to było takie... Bezuczuciowe – zaskakujący był fakt, że Virgia w ogóle czegokolwiek teraz chciała. Ale chyba przyzwyczaiła się już do tych pieszczot i kila dni przerwy sprawiło, że znowu ich zapragnęła.- Ale... – zawahała się, znów spojrzała do góry.- Nie zrobisz mi krzywdy? – mimo wszystko, gdzieś tam mała obawa jeszcze się w Virgii tliła.

    OdpowiedzUsuń
  69. Obietnice zwykle były niewiele warte, ale Virgia postanowiła, że tym razem uwierzy i zaufa.
    Po pocałunku uniosła dłoń i jakoś tak samoistnie pogłaskała Ethana po policzku. To był jej sposób na czułości.
    - No dobrze, to zdejmuj to z siebie - powiedziała cicho i zsunęła lekko koszulę z ramion.
    A potem sięgnęła do paska przy spodniach. Ich zawartości jeszcze przecież nie widziała.

    OdpowiedzUsuń
  70. Uśmiechnęła się, rozbawiona.
    - No już nie bądź taki i pomóż - rozpięła pasek, potem rozporek, ale na tym poprzestała, jakby się trochę droczyła. Zajęła się koszulą, zabrała ją i narzuciła na siebie, zakrywając to, co zdecydowanie powinno być zakryte. W normalnym okolicznościach zakryte, bo teraz okoliczności nie były zwyczajne, choć Virgia nie czuła się niezręcznie, już wcześniej przecież się rozbierała w obecności Ethana.
    Nie skończyła tego, co zaczęła, tylko odwróciła się i jakby nigdy nic, uciekła na górę.

    OdpowiedzUsuń
  71. Virgia grzecznie czekała, siedząc na łóżku, no i długo na szczęście czekać nie musiała.
    - Dlaczego pytasz? - zdziwiła się. Uniosła też rękę, żeby gestem go.przywołać, bo z jakiej racji stał tak daleko i nie chciał podejść? - Miałam - odpowiedziała bez wahania i tak naprawdę nie skłamała. Przecież nie powiedział konkretnie, o co mu chodzi, tylko spytał ogólnie o łóżko. Żeby nie szukać daleko, przecież dopiero co kilka dni wcześniej spędzili w łóżku kilka miłych chwil, więc mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że owszem, kogoś miała. A to, że nie robiła jeszcze tej jednej najważniejszej rzeczy, to inna kwestia. Postanowiła już wcześniej, że to będzie jej ofiara dla całej tej sprawy, aby Ethana przy sobie zatrzymać. A poza tym, czuła, że naprawdę tego chce, no nigdy wcześniej nie czuła się z nikim tak dobrze. O tym, że miałby to być pierwszy raz, nie miała zamiaru mówić z obawy, że Ethan zrezygnuje. Przecież i tak się zorientuje, czując opór i widząc krew,ale wtedy będzie już po fakcie.

    OdpowiedzUsuń
  72. - Nie sądziłam, że tak szybko dasz się namówić na leniwy dzień - przyznała. Nie sądziła też, że będzie tak potulnie pytał o to, czy może się napić. Już prędzej spodziewała się potajemnego picia.- Co ty tak nagle mnie pytasz? Przecież nie mogę ci zabronić picia. Jeszcze się pantoflarzem zrobisz i co będzie? - zaśmiała się, bo ostatnie zdanie było żartem, a zaraz po tym odszukała usta Ethana i przylgnęła do nich swoimi na kilka długich chwil.
    - Ociągasz się, zdejmuj te portki - zahaczyła palcami o spodnie, zsuwając je ledwie o kilka milimetrów.- Kilka dni postu, a tak okropnie brakowało mi ciebie, twoich dłoni, dotyku...

    OdpowiedzUsuń
  73. Virgia automatycznie odchyliła głowę, jakby chciała ułatwić dostęp i do szyi, i do sterczących teraz piersi. Zaskakiwało ją, że tak reaguje, że coraz częściej zapomina, po co w ogóle tutaj była i że czasem serce waliło jej tak mocno, jakby zaraz miało wyskoczyć. Nie tak miało być, ale zupełnie o tym nie myślała. W tej chwili na usta cisnęły jej się dwa słowa, ale powstrzymała się przed powiedzeniem ich na głos, bo zmieniłyby całkowicie wszystko, całą sytuację, układ i okoliczności.
    Znowu odszukała usta Ethana, dłońmi przesunęła po jego ramionach, potem zsunęła je na plecy i lekko drapiąc zawędrowała w dół, do gumki bokserek, o którą zaczepiła.
    - Dziwnie się czuję – szepnęła nagle, na sekundę przed tym, jak zsunęła mu trochę bokserki.- Jakoś tak niezręcznie.
    Nie było już w niej tej pewności siebie, jaką wcześniej niemalże emanowała, choć teraz bardzo by się ona przydała.

    OdpowiedzUsuń
  74. - Nie wiem, po prostu... - trochę się zmieszała. Chyba to dla niej zbyt dużo znaczyło, dlatego przeżywała.- Trzeba było mnie wcześniej upić, byłabym łatwiejsza - zaśmiała się.- Moja fantazja mi mówi, że chcę go dotknąć - stwierdziła zaskakująco odważnie.

    OdpowiedzUsuń
  75. Łatwo było powiedzieć "zrób". Gorzej było się zdecydować i odważyć. Może spodziewał się, że to Virgii jakoś wszystko ułatwi i teraz będzie wszystko w porządku, ale zamiast tego, zrobiła coś całkowicie odwrotnego. Najpierw, oczywiście, oddała pocałunek, ale zaraz po nim odsunęła ręce Ethana, a potem sama też się odsunęła. Wstała bez słowa i popędziła do łazienki, aby ochlapać twarz wodą, uspokoić się i zebrać odwagę.

    OdpowiedzUsuń
  76. Wystarczyła chwila, trochę wody i zebranie myśli, aby było lepiej. Virgia nawet uśmiechnęła się do własnego odbicia w lustrze nad umywalką. Przecież nie miała się czego wstydzić. Zakręciła wodę i już miała wychodzić, ale wtedy drzwi się otworzyły i niemalże podskoczyła z zaskoczenia. Przytrzymała się zlewu za plecami.
    - Ale o czym? - naprawdę się zdziwiła, bo nie zorientowała się, o co chodzi Ethanowi. Fakt, uciekła tak nagle, ale przecież już wracała.- Idę już przecież. Przepraszam, musiałam na chwilę... Musiałam się ogarnąć.

    OdpowiedzUsuń
  77. Nie chciała, żeby o tym wiedział, żeby się domyślił, bo wtedy dla niej byłoby to trudniejsze. Ale skoro już się stało, to jedynie krzywo się uśmiechnęła. Nie wszystko było tak, jak myślał.
    - Wcale nie kłamałam! - oburzyła się, wychodząc z łazienki.- Nie pytałeś o to. Pytałeś, czy miałam kogoś w łóżku, a miałam. Różne rzeczy robiłam, tylko po prostu nie zdarzyło mi się jeszcze to w takim pełnym zakresie... - nie wiedziała, jak to określić.- Nie chodzi o to, że się tego obawiam, po prostu... Coś innego mnie przytłacza.
    Świetny moment na dyskusję, naprawdę świetny, kiedy tak stała nago.

    OdpowiedzUsuń
  78. - Po prostu... - nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć, jak to wyjaśnić, powtarzała tylko ciągle " po prostu", co brzmiało głupio.- Nie czujesz tego? - spytała i w końcu zdecydowała się na to, aby podejść i usiąść tuż obok Ethana na łóżku.- Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, takie intensywne uczucie, trochę mnie to przeraża i paraliżuje, bo nie mogę się od ciebie uzależnić. Co się stanie, kiedy wyjedziesz? Albo coś ci się stanie? Zwariuję chyba. Rozumiesz, o co mi chodzi? Przytłacza mnie to, co się we mnie dzieje, bo równocześnie mógłbym cię zadusić od przytulania, bo nie chciałbym cię puścić i tak okropnie się boję tego...
    A do tego przecież miała jeszcze problem z pracą...

    OdpowiedzUsuń
  79. - To wszystko mnie zaskoczyło i dlatego poczułam się przytłoczona, bo dotychczas... No, trafiały mi się jakieś tam zauroczenia, ale to nigdy nie było nic poważnego, tylko taka zabawa, a teraz jest naprawdę inaczej i... I to oznacza, że całe moje życie przewróci się do góry nogami, pomyślałam sobie teraz o tym tak nagle i... I spanikowałam po prostu, dlatego uciekłam do łazienki – w tamtym momencie stwierdziła w duchu, że nie jest w stanie przekazywać więcej informacji do pracy. Albo będzie musiała mówić, że o niczym nie wie i nic nowego nie odkryła, albo zmyślać jakieś informacje. I to też ją rozbiło, bo miała taki okropny dylemat i nie wiedziała, jak z niego wybrnąć. Ale o tym nie mogła wspomnieć ani słowem.- Już jest wszystko w porządku – szepnęła łagodnie, po czym wyciągnęła ręce, oplotła nimi szyję Ethana i wtuliła w nią twarz.

    OdpowiedzUsuń
  80. - No jeszcze czego – zaśmiała się. To nie był dobry moment według niej, wolałaby to zrobić z zaskoczenia, nie wtedy, kiedy było oczywiste, że coś tam jednak czuje.
    Odchyliła głowę, aby udostępnić szyję, ale tylko na chwilę, bo potem w końcu zdecydowała się na to, aby też coś zrobić.
    - No, ściągaj w końcu te gacie, bo mi przeszkadzają – powiedziała to tonem na poły żartobliwym, a na poły takim, że nie należało się jej teraz sprzeciwiać. A przy okazji jeszcze lekko Ethana pchnęła, żeby położył się na łóżku.

    OdpowiedzUsuń
  81. Ciało reagowało samo, tym razem niezależnie od tego, jak duży mętlik miała w głowie. Aż ją zadziwiło to, jak szybko między nogami pojawiła się wilgoć. Tym razem już nie miała oporów, sięgnęła ręką w dół i ujęła w dłoń uniesioną już męskość.

    OdpowiedzUsuń
  82. Poruszała ręką w górę i w dół przez kilka długich chwil i naprawdę cieszyło ją to, że się w końcu na to zdecydowała. Po omacku jednak drugą rękę odszukała dłoni Ethana i nakierowała ją na swoje wrażliwe miejsce, bo również uwielbiała, jak to robił, a poza tym, musiała się przygotować, co zresztą nie było trudne, zważywszy na to, że napięcie w podbrzuszu narastało zaskakująco szybko. Odnalazła jeszcze usta Ethana i pocałowała go delikatnie, zaraz jednak zsuwając wargi na jego szyję. Tego jeszcze nie robiła i należało spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  83. Jak zawsze, odruchowo zacisnęła uda z powodu intensywności uczucia, które pojawiło się między nimi. Przez chwilę pieściła ustami i językiem szyję Ethana, ale szybko przestała, bo wyrwał jej się cichy jęk. Odchyliła głowę do tyłu, oddychała ciężko, ale wytrwale zaciskała palce na członku.

    OdpowiedzUsuń
  84. Dotychczas za każdym razem niewiele je brakowało, aby dojść, i teraz było tak samo. Czuła, że zaraz nastąpi koniec, jak zawsze wyjątkowo szybko. Uniosła więc głowę i cmoknęła Ethana lekko w policzek.
    - Chodź już – szepnęła mu do ucha, równocześnie zabierając rękę, bo zdecydowanie nie była już potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
  85. Virgia kompletnie zapomniała o kwestii zabezpieczenia, co w jej strony było skrajnie nieodpowiedzialne, ale naprawdę jakoś jej to umknęło i nawet nie przyszło do głowy. Może dlatego, że myśli miał zaprzątnięte czymś całkiem innym. No i była na tyle zrelaksowana, że nie myślała o ewentualnych konsekwencjach, co w sumie szło na plus, bo oznaczało, że potrafiła całkowicie się rozluźnić, a nie ciągle spinać i martwić.
    Odrobinę rozchyliła nogi, oplotła nimi Ethana w biodrach, uznając, że tak będzie wygodniej i skupiła się na pocałunku, jakby chciała tym zająć całą swoją uwagę, a dzięki temu nie czuć, gdy coś będzie nie tak. Całowała go z niezwykłym wręcz zaangażowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  86. Starała się nie myśleć i nie analizować tego, co się dzieje, tylko poddać się doznaniom. Najpierw było przyjemnie, Virgia przyjęła go w siebie z zadowoleniem, dopiero po chwili, przy drugim pchnięciu, poczuła ukłucie bólu. Jęknęła bezwiednie prosto w usta Ethana, a sam pocałunek na szczęście stłumił krzyk.
    - Poczekaj chwilkę, proszę – szepnęła to ledwie słyszalnie, mocno zaciskając powieki.
    Dyskomfort trwał jednak ledwie kilka sekund, a potem było już dobrze, chwilowy ból zmienił się w niezwykłą przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  87. Virgia czuła się trochę źle z faktem, że tylko leży i nic nie robi, pozwalając robić sobie, ale trwało to tylko chwilę, na samym początku, bo potem dała się pochłonąć uczuciu całkowitego wypełnienia. W końcu po raz pierwszy miała w sobie mężczyznę. Głowę odchyliła do tyłu, wcisnęła ją w poduszkę, oddychała naprawdę szybko i głośno, pojękiwała cicho przy każdym pchnięciu. Paznokcie wbiła w ramię Ethana, a drugą ręką sięgnęła do łechtaczki, aby trochę sobie pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  88. Trochę ją zaskoczył aż tak zdecydowany gest, jakby sama siebie nie mogła dotknąć, bo nie miała na to pozwolenia. Wiedziała, że poszłoby szybciej, gdyby się dotknęła, a tak, będzie musiała się trochę dłużej „pomęczyć”. Tylko że to była cudowna męczarnia. Virgia przygryzała wargi, żeby nie krzyczeć, oczy miała zamknięte, pulsowanie i ogień narastały, a paznokcie już obu dłoni wbijała teraz w ramiona Ethana o wiele mocniej. Wypychała biodra w jego stronę, choć niemożliwe było, by poczuć go jeszcze głębiej.

    OdpowiedzUsuń
  89. Już się nie powstrzymywała, nie zaciskała ust, tylko otwarcie jęczała, a te jęki szybko zmieniły się w krzyk, bo wystarczyło tylko kilka takich mocniejszych pchnięć, aby szczytowała. Drżała przy tym, wilgotne włosy przykleiły jej się do czoła, a kiedy było już po wszystkim, od razu przyciągnęła Ethana bliżej do siebie, szukając jego ust.

    OdpowiedzUsuń
  90. Virgia odpowiedziała lekkim uśmiechem, bo nie mocniejszy zwyczajnie nie miała siły. Jak dla niej, mogliby teraz poleżeć i po prostu się poprzytulać, ale zdawała sobie sprawę z tego, że to, iż ona dostała swoją dawkę przyjemności, nie oznacza, że Ethanowi tyle wystarczy. Kilka sekund się do niego tuliła, a potem krzyknęła z zaskoczenia, nie tylko dlatego, że ją przewrócił, ale również dlatego, że tak mocno w nią wszedł. Nie zabolało, na szczęście, ale w tej pozycji poczuła doznania, o których wcześniej zupełnie nie pomyślała, że są możliwe. Wyciągnęła rękę nad głową i przyciągnęła do siebie poduszkę, po czym przycisnęła ją do twarzy, tłumiąc w ten sposób ciężki oddech.

    OdpowiedzUsuń
  91. Kiedy poczuła palce na wrażliwym miejscu, od razu chciała zacisnąć uda, a poduszkę jeszcze mocniej przycisnęła do twarzy, krzycząc w nią. Łechtaczka byłą wcześniej niedopieszczona, dlatego Virgia zareagowała teraz mocniej niż zwykle. Nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się szczytować dwa razy w tak krótkim odstępie czasu, ale w tym momencie ogień w podbrzuszu oznaczał, że za chwilę to właśnie nastąpi. Kompletnie nie miała na to siły, nieprzyzwyczajona wcześniej do takiej intensywności, więc drżała praktycznie cały czas, jęczała w poduszkę i tak właściwie totalnie straciła głowę.

    OdpowiedzUsuń
  92. Na pewno mógł poczuć, jak się na nim zaciska. Jeśli to w ogóle było możliwe, to ten orgazm był jeszcze silniejszy niż poprzedni, a Virgia miała wrażenie, że jest w ogóle w jakimś innym świecie. Dopiero po chwili dotarło do niej, gdzie właściwie się znajduje, że przed chwilę wypełniło ją gorące nasienie. Odsunęła poduszkę od twarzy, oddychając z trudem i czując teraz delikatne pchnięcia. Jęknęła jeszcze cichutko, myśląc o tym, że już dłużej nie da rady.
    Dopiero wtedy dotarło do niej, co właśnie się stało.

    OdpowiedzUsuń
  93. Jak na pierwszy raz, to było trochę za dużo. Virgia jeszcze trochę się spięła, kiedy dotarło do niej, co właśnie zrobili i z przyjemności nie zostało zbyt wiele, teraz każde pchnięcie było odrobinę bolesne.
    - Hej... – szepnęła cicho, próbując się przekręcić.- Ja... Ja już nie mogę. Poczekaj chwilę, proszę – najpierw spróbowała łagodnie, dopiero za chwilę miała zamiar mu uświadomić, że się nie zabezpieczyli.

    OdpowiedzUsuń
  94. - Nie, nie byłeś – zapewniła od razu, przytulając się do niego.
    Po udzie pociekła jej gorąco ciesz, kiedy zerknęła w dół, dostrzegła, ze jest zabarwiona odrobinę na czerwono. No tak, o tym już zdążyła zapomnieć, bo czuła się, jakby robili to już setny raz, a nie pierwszy.
    - Podobało mi się, dwa razy doszłam – uśmiechnęła się z zadowoleniem, przeciągając się lekko.- Tylko... Ja nie biorę tabletek.

    OdpowiedzUsuń
  95. - Ale skąd masz pewność, że nie? Nie liczyłam przecież, czy dzisiaj mogę, czy nie... – trochę drążyła, bo naprawdę się zmartwiła.- No i jak zacznę brać, to to nic nie da, bo teraz i tak mogło się coś... – nie dokończyła.- Czemu się nie przejmujesz? Wiem, że na ciebie naciskają, żebyś sobie zrobił dzieciaka, próbujesz teraz celowo odwrócić moją uwagę, mając nadzieję, że to się stanie? – nie powinna go oskarżać o coś takiego, ale zupełnie nie wiedziała, co ma myśleć. Nie chciała się kłócić, choć przeczuwała, że taki scenariusz jest możliwy w tym momencie.

    OdpowiedzUsuń
  96. - Nie twierdzę, że będę – zaprotestowała od razu.- Po prostu nie rozumiem, dlaczego jesteś tego taki pewien i się nie przejmujesz taką ewentualnością – wyjaśniła.- Zresztą, nieważne. Nie roztrząsajmy tego – powinna się być może odsunąć, bo poczuła się przez tę sytuację trochę dziwnie, ale nie odsunęła się, tylko przytuliła mocniej do boku Ethana, wtulając twarz w jego szyję.- Kiedy powtórka? – zażartowała.

    OdpowiedzUsuń
  97. - Teraz to już nie dam razy – zrobiła przepraszającą minę.- Przecież zrobiłeś mi kuku, krew mi leci – przypomniała, a zaraz po tym się odsunęła odrobinę i przewróciła na drugi bok.- Musisz mi wybaczyć, ale nie lubię się tak tulić w nocy – mruknęła, ziewając.- Gorąco mi wtedy. Ale jak chcesz, to możesz się przytulić. Albo mnie posmyrać po plecach.
    Właściwie to Virgia najbardziej lubiła spać sama, teraz cały czas przyzwyczajała się do spania z kimś, choć łóżko było tak wielkie, że praktycznie można się było poczuć tak, jakby spali osobno.

    OdpowiedzUsuń
  98. Awansowała na skarba. To była jej ostatnia myśl, a potem tak po prostu sobie zasnęła, wyczerpana tymi ekscesami. Nawet nie odpowiedziała „dobranoc”.
    Rano była trochę zaskoczona ręką na swoim brzuchu, zwłaszcza że się w nocy przekręciła. Zaskoczona była też tym, że Ethan nadal koło niej leżał, bo dotychczas, kiedy się budziła, zawsze go nie było, bo zdążył już wcześniej wstać. Delikatnie odsunęła jego rękę, przeciągnęła się lekko, potem się do niego przytuliła, sięgając od razu ręką po jego członka, uznając, że będzie to dobry sposób na obudzenie go.

    OdpowiedzUsuń
  99. - No dzień dobry... – zamruczała jeszcze tuż przed pocałunkiem, a później mu się poddała. Poruszała ręką rytmicznie w górę i w dół, a druga ręką odszukała rękę Ethana i nakierowała ją na swoje czułe miejsce, żeby pomógł jej się przygotować, bo tak „na sucho”, jak to Virgia określała, nie dałaby rady przyjąć go w siebie.

    OdpowiedzUsuń
  100. Wilgoć na palcach mógł poczuć ledwie po kilku sekundach, bo Virgia szybko była gotowa. I właściwie o to jej chodziło, bo gdyby Ethan nie pociągnął jej na siebie, to pewnie sama by się na niego wpakowała. Przez chwilę tylko siedziała mu na brzuchu, potem złapała go za nadgarstki i uniosła ręce nad głowę, jakby chciała pokazać, że tym razem to ona ma władzę, choć tylko na chwilę. Pochyliła się jeszcze, pocałowała go lekko, a potem się odsunęła, uniosła biodra i powoli się opuściła, przyjmując go w siebie milimetr po milimetrze. Nie była jeszcze przyzwyczajona do rozmiaru, rozciągała się wewnątrz odrobinę boleśnie, dlatego robiła to powoli.

    OdpowiedzUsuń
  101. To był właśnie, przynajmniej dla Virgii, jeden a mankamentów takiej pozycji, bo kiedy już przyjęła go w siebie i zaczęła się poruszać, piersi podskakiwały przy każdym ruchu. Dlatego też z początku ruchy były delikatne. Przez chwilę nie bardzo wiedziała, co ma zrobić, czy je przytrzymywać, czy pozwolić im się tak kołysać, aż w końcu nakierowała dłonie Ethana na te dwie wypukłości.
    - Musisz je przytrzymać – szepnęła rozbawiona. Dzięki temu przynajmniej mogła przyspieszyć.

    OdpowiedzUsuń
  102. Virgia w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła. Najpierw przyspieszyła ruchy, na tyle, na ile mogła i skupiła się na doznaniach. Odchyliła głowę, ręką sięgnęła do łechtaczki, przez chwilę pocierała ją palcami, a wszystko skończyło się jak zawsze - czyli wyjątkowo szybko. Najwyraźniej Virgii niewiele było trzeba do szczytu. Krzyknęła raz, dochodząc, a potem opadła na Ethana, zwalniając trochę ruchy i tylko lekko się kołysząc z twarz wtuloną w jego szyję.

    OdpowiedzUsuń
  103. Zaskoczył ją, ale tym razem się zaśmiała. Miała ochotę się śmiać i cieszyć, bo zwyczajnie była w tym momencie szczęśliwa. Potem na twarzy Virgii odmalowało się zdziwienie z powodu zmiany pozycji i tego, co poczuła, bo teraz wchodził w nią pod całkiem innym kątem. Od razu zamknęła oczy, odchyliła głowę, wciskając ją w materac i z trudem łapała powietrze. Dłońmi tarmosiła sobie piersi i pojękiwała cicho.

    OdpowiedzUsuń
  104. Z ulgą przyjęła zmianę tempa, bo naprawdę brakowało jej tchu i sił, choć tak naprawdę tylko leżała. Objęła Ethana za szyję i dokładnie do niego przylgnęła, przytulając się.
    - Zwariowałeś – szepnęła mu do ucha z rozbawieniem.- Chcesz mnie zamęczyć – zamilkła na chwilę, myśląc o tym, że jak na kogoś, kto ma szereg chętnych panienek, zdawał się mieć niespożytą energię, a to oznaczało, że chyba nie korzystał z możliwości.- Kiedy ostatnio byłeś z kobietą?- spytała nagle, dziwnie zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  105. - To nie tak dawno. Myślałam, że dłużej – stwierdziła szczerze.- Bo tak to wyglądało, jakbyś pościł gdzieś z rok i w końcu mógł się wyżyć razem ze mną – zaśmiała się. Nie mówiła tego w złej wierze, tylko dla żartu. No i nie zamierzała się przejmować tym, co było wcześniej, z kim, w jakiej ilości i jak często.- Cała się lepię – zauważyła.- Muszę się umyć. Zrobisz śniadanie? – odszukała usta Ethana i delikatnie go pocałowała.

    OdpowiedzUsuń
  106. - Może omlety – rzuciła pierwszy pomysł, jaki wpadł jej do głowy i poszła do łazienki.
    Umyła się szybko, choć chwilę zajęło jej pozbycie się z ud lepkiej, częściowo zaschniętej mazi, która z niej wyciekła. Zawinęła się w szlafrok, nie chcąc więcej prowokować i w takim stroju poszła do kuchni. Trafiłaby tam nawet, gdyby miała zamknięte oczy, bo przyciągnął ją zapach kawy.
    - Co tak stoisz? – spytała od razu, widząc zamyślonego Ethana.
    Sięgnęła po kubek z kawą.

    OdpowiedzUsuń
  107. Właściwie to miała nadzieję na to, że uda je się jeszcze do Ethana przytulić, kiedy tak stał, ale szybko się ruszył. Virgia też usiadła przy stole, zbierając poły szlafroka, który się nieco rozchylił. Mocniej zawiązała pasek i wzięła się za jedzenie. Jadła powoli, co chwilę zerkając na Ethana, jakby w je głowie kiełkował jakiś podejrzany plan i sprawdzała, czy można go zrealizować.
    - Żeby od razu się upijać... – zamruczała.- Nie potrzebuję jutro kaca.

    OdpowiedzUsuń
  108. - Taaak, trzy dni, szaleństwo – mruknęła ironicznie, bo nie dała rady się powstrzymać. Ale miała rację, kilka dni bez picia to żaden wyczyn. To coś normalnego.
    Trochę zesztywniała, słysząc pukanie, bo nie była w stroju odpowiednim do przyjmowania kogokolwiek, nie czułą się z tym swobodnie. Niemalże przyrosła więc do krzesła i ani drgnęła, nie mając zamiaru się stamtąd ruszać, póki intruz sobie nie pójdzie. Skupiła się na dokończeniu śniadania.
    Nawet jak się okazało, że to tylko Jeremy, Virgia wcale się nie rozluźniła.

    OdpowiedzUsuń
  109. Virgia się grzecznie przywitała, posłała Jeremiemu blady uśmiech i dopijała kawę, słuchając rozmowy. Nie wtrącała się, ale w pewnym momencie się zakrztusiła. Prawie parsknęła śmiechem, równocześnie próbowała to powstrzymać, w ustach miała kawę, w efekcie wiec kaszlała przez kilka chwil, aż w kącikach oczu zebrały jej się łzy. Bawił ją ten entuzjazm Jeremiego, a równocześnie dziwiło ją zachowanie Ethana, takie... Niemiłe, łagodnie mówiąc. A do tego, Virgia miała wrażenie, jakby o coś był zazdrosny.
    - Może rzeczywiście się tak nie spiesz z tym pierścionkiem, nie trzeba od razu się chajtać, można mieć dziecko bez ślubu - odezwała się, chociaż nikt w sumie o zdanie jej nie pytał.- Ile ty w ogóle masz lat, co? Po co sobie zakładać smycz tak szybko?

    OdpowiedzUsuń
  110. - Jezu, przestańcie, obaj się zachowujecie jak dzieci - Virgia przewróciła oczami.
    A zaraz po tym wskazała wymownie ręką drzwi od tarasu. Jeśli chciał sobie palić, to na pewno nie w domu, mógł za to ewakuować się na zewnątrz, ale rano nie radziła, jak dla niej było zimno.
    Poza tym, czegoś w tym wszystkim nie rozumiała. Tak się teraz Ethan pluł o zabezpieczanie się, a jak sama zwróciła mu na to uwagę, to kompletnie się nie przejął. I pomyślała odruchowo, że rzeczywiście chce ją wrobić w dzieciaka, bo wszyscy wokół na niego naciskali, a Virgia zdawała się pasować w miarę do roli, w końcu nawet wpasowywała się w określenie "wredna suka, ale porządna kobieta". Zmrużyła lekko oczy, patrząc podejrzliwie na Ethana.

    OdpowiedzUsuń
  111. Miała wrażenie, ze oczekują od niej mediacji, więc postanowiła się wycofać.
    - Ja się nie wtrącam – uniosła w górę obie ręce.- Jestem tu nowa. Idę się ubrać – wstała od stołu.
    Rzeczywiście poszła na górę, aby się ubrać, ale gdy z powrotem zeszła na dół, nadal słyszała z kuchni podniesione głowy i dyskusję. Nie miała zamiaru tam wchodzić, wiec została w salonie, wyciągając telefon z zamiarem zadzwonienia z informacjami. Kłamliwymi tym razem. Jednak niezależnie od tego, co czuła i o czym miała zamiar informować, musiała dawać znać, że w ogóle żyje.

    OdpowiedzUsuń
  112. Drgnęła lekko, kiedy Ethan pojawił się w salonie.
    - Prześlę panu później ten raport, teraz muszę kończyć, do usłyszenia - rzuciła jeszcze do słuchawki i się rozłączyła.
    Słyszał, o czym rozmawiała, czy nie? Stał i słuchał, czy po prostu wszedł, nie zdając sobie sprawy z tego, że Virgia w ogóle z kimś rozmawia?
    - Czemu się tak denerwujesz? On się przecież nie wtrąca w to, z kim ty jesteś - zauważyła.- Daj mu się przekonać, najwyżej powiesz potem "a nie mówiłem".

    OdpowiedzUsuń
  113. Czyli usłyszał. A Virgia westchnęła i pokręciaą ze zrezygnowaniem głową.
    - Nie ufasz mi – stwierdziła ze smutkiem.- O co mnie podejrzewasz, co? – to naprawdę było przykre, niby byli razem, ale wystarczyło jedno zdanie, aby zaczął wypytywać niezbyt przyjemnym (według niej) tonem.- Siadaj, wytłumaczę ci wszystko – poklepała miejsce na kanapie obok siebie i uśmiechnęła się blado do Ethana.- To nic wielkiego, nie denerwuj się tak.

    OdpowiedzUsuń
  114. - Pamiętasz, jak pytałeś o te papiery? Jak przyszedłeś do mnie, a ja tak palnęłam... – na pewno pamiętał, przecież potem o to pytał.- Myślałeś, że przeniosłam się tutaj z Chicago, wynajęłam mieszkanie za darmo i tak sobie żyłam bez niczego? Tak się nie da – pokręciła głową.- Na początku ci pomogłam z szukaniem informacji, bo chciałeś się czegoś dowiedzieć na temat śmierci Julii... Tym właśnie się zajmuję. Szukaniem informacji. Czasem nawet nie wiem dla kogo, bo klienci nie podają nazwisk. A pewnie większość obiektów, które rozpracowuję, znasz też ty, bo są z tego środowiska... Jakoś trzeba zarabiać – uśmiechnęła się krzywo na koniec.

    OdpowiedzUsuń
  115. - Teraz może nie, chociaż nie chciałabym być na czyimś utrzymaniu... Ale wtedy musiałam pracować. Po prostu muszę się wygrzebać ze wszystkiego, czego się zobowiązałam wcześniej, a trochę sobie odpuściłam ostatnio. I nie, nigdy nie dostałam zlecenia od Hamiltonów, podejrzewam, że nawet nie wiedzieli o moim istnieniu. Do tej pory. Mają pewnie swoich informatorów. Możesz mi pomóc, jeśli chcesz. Rozpracowuję teraz takiego jednego gościa – podała imię i nazwisko.- Jest zamieszany w przemyt. A ja nawet nie wiem, kto chce o nim informacji – znowu uśmiechnęła się krzywo. A potem przysunęła się odrobinę do Ethana i musnęła go lekko w usta.- Masz dla mnie pracę? – spytała zaczepnie.- Za seks nie musisz mi płacić, to dla mnie nie jest praca – zażartowała.- Chyba ja powinnam tobie, bo było nieziemsko.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Na kiedy? – spytała od razu, wchodząc w rolę pracownika.- O ile mi się uda, włamanie się do baz agencji państwowych jest naprawdę trudne – musiała coś powiedzieć, bo przecież nie mogła ot tak wydać kolegów, o ile będą to jacyś koledzy. Ale równocześnie coś musiała zrobić, żeby Ethan jej ufał. Czuła się jak między młotem a kowadłem, chciała to wszystko pogodzić, ale się nie dało.- Podaj mi nazwiska – rzuciła jeszcze z poważną miną.

    OdpowiedzUsuń
  117. - Dwie osoby mogę od razu wykreślić, sprawdzałam ich wcześniej dla kogoś innego, nie są tajniakami - powiedziała od razu, bo miała pewność, że akurat oni nie współpracują z agencją. Na sto procent.- Jesteś zawistny - stwierdziła z dezaprobatą. Ale wyciągnęła ręce i objęła Ethana za szyję, aby się przytulić.- Nie bądź taki. Co kogo obchodzi, że ktoś jest gejem?- mówiła to cicho, sunąc nosem po jego szyi.- Ale dobrze, posprawdzam ich. Dla ciebie - zapewniła.- Posprzątałeś w kuchni po śniadaniu? - chciała zmienić temat i zadała pierwsze pytanie, jakie wpadło jej do głowy, choć wątpiła, aby cokolwiek tam poskładał, pewnie był zbyt zajęty kłótnią z Jeremim. Lepiej dla Virgii, mogła tam teraz pójść, ogarnąć, a potem zrobić to, co chodziło jej po głowie.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Ja wtedy będę stać za tobą, przecież ci pomogę – zapewniła go od razu.
    Siedziała tak jeszcze chwilę, nie mogąc się ruszyć, aż w końcu zerwała się z kanapy i poleciała za nim do kuchni.
    -Masz koszmary? – zdziwiła się.- Nie zauważyłam, przepraszam. Ostatnio mocno śpię, bo ktoś mnie przed snem męczy... – wypomniała mu żartem, żeby trochę rozluźnić atmosferę.- Dogadacie się z nimi spokojnie, a wtedy oni ci pomogą zniszczyć Hamiltonów, to będzie pestka. I będziesz kimś – uśmiechnęła się blado.- Zostaw teraz te talerze – wyjęła mu jeden z ręki, upchnęła do zmywarki na oślep i zamknęła ją.- Przytul się do mnie, proszę – wyciągnęła do niego ręce.

    OdpowiedzUsuń
  119. Virgia pomyślała, że Ethan jest teraz jak mały, zagubiony chłopiec i przez kilka chwil głaskała go odruchowo po głowie, jakby to mogło pomóc.
    - Zastanów się więc, czy na pewno chcesz się w to wpakować, możesz jeszcze poddać ster Paulowi, a my sobie gdzieś uciekniemy, aby żyć na odludziu z dala od tego świata i będziemy mogli się kochać codziennie bez końca – uśmiechnęła się lekko, odsuwając się odrobinę od Ethana.- Nie myśl o tym teraz, pomogę ci – od razu po wypowiedzeniu tych słów przykucnęła przed nim i szybko rozpięła mu rozporek w spodniach.

    OdpowiedzUsuń
  120. - No tak, poczucie odpowiedzialności jest ważniejsze niż wszystko inne – podsumowała.
    Ale, jak powiedziała chwilę wcześniej, nie chciała o tym myśleć teraz i nie chciała, aby Ethan o tym myślał, więc miała zamiar skutecznie odwrócić jego uwagę od problemu. Rozchyliła więc spodnie, zsunęła je lekko, ledwie do ud, to samo zrobiła z bokserkami pod spodem i w końcu ujęła w dłoń lekko już uniesionego członka. To było dla niej jak pochlebstwo, komplement, w końcu to na nią tak reagował. Zerknęła jeszcze do góry, uśmiechnęła się do Ethana i dopiero wtedy ujęła czubek w usta.

    OdpowiedzUsuń
  121. O to chodziło, o to, żeby się poddał temu i pozwolił Virgii działać. Żeby chociaż chwilowo zapomniał o problemach i skupił się na doznaniach. Najpierw lekko ssała czubek, potem wsunęła go głębiej i ssała całość, lizała, poruszała głową do rytmu jakieś kompletnie zmyślonej melodii, która grała jej w myślach, raz szybciej, raz wolniej. Dziwiła się temu, jak szybko stwardniał i temu, ze praktycznie w całości nie mieścił się w jej ustach. Ale to wszystko było tylko preludium, bo w pewnym momencie nagle się odsunęła wstała, pocałowała Ethana mocno w usta, po czym szybko zdjęła z siebie spodnie, odrzucając je gdzieś na bok i ułożyła się na kuchennej wyspie, ledwie dotykając palcami podłogi. Wypięła tyłek w jego stronę, a policzek przyłożyła do zimnego blat. To wszystko razem chyba jednoznacznie sugerowało, co powinien zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  122. To wszystko było dosyć spontaniczne i Virgia kompletnie nie pomyślała o tym, żeby samą siebie przygotować. Owszem, zwilgotniałą na samą myśl o tym, co się stanie, jednak nie na tyle, aby wszystko odbyło się bezboleśnie. Bo owszem, jęknęła z bólu przy pierwszym wejściu, tak innym od poprzednich, delikatniejszych. To rzeczywiście było mocne, ostre, tak samo jak kolejne pchnięcia. Przy każdym z nich czuła krawędź blatu wbijającą jej się w podbrzusze, a do tego nawet nie mogła się ruszyć, bo ją przytrzymywał. Fakt, że w tym momencie miał nad nią władzę, że była bezbronna wywoływał w niej tym większą ekscytację. Napięcie i gorąco między nogami wzbierały w niej wyjątkowo szybko, a kiedy poczuła zalewające ją od wewnątrz gorąco, też doszła. W tym samym momencie, co Ethan, zaciskając się na nim mocno i krzycząc, choć krzyk był nieco stłumiony.

    OdpowiedzUsuń
  123. Nie bardzo wiedziała, co się dzieje, kiedy tak odskoczył, myślała, że nie skończy się to tak szybko, że może chociaż porozmawiają po tym i... No, po prostu Virgia poczuła się dosyć dziwnie już przez to, że się odsunął, ale sytuacja wyjaśniła się sekundę później, kiedy zobaczyła intruza. Posłała Ethanowi spojrzenie, o dziwo, nie spanikowane, tylko pełne dezaprobaty, bo mógł chociaż syknąć szybko „ubieraj się” albo cokolwiek. A tak, podczas pierwszego spotkania z potencjalnym teściem stała bez majtek i ze spermą cieknącą po udzie. Dobrze, że chociaż wyspa ją zasłaniała i nie mógł jej w całości widzieć.
    Oczywiście, zarumieniła się, widząc pana Fergusona, a potem otworzyła usta, oburzona tym, że chciał jej zapłacić. Spojrzała na Ethana tym razem pytająco, dziwiąc się, że jeszcze nic mu nie powiedział. Skoro matka wiedziała... Nie rozmawiali ze sobą, czy co?
    Kiwnęła głową, słysząc przeprosiny, bo to przynajmniej było w porządku wobec niej. Nie ruszyła się ze swojego miejsca, czekając aż wyjdą i owszem, usłyszała jeszcze ten ostatni komentarz. Zacisnęła mocno usta, chcąc się powstrzymać przed komentarzem, ale nie dała rady
    - A jak się do kogoś przychodzi, to wypadałoby zapukać! – odkrzyknęła, poczym pognała do łazienki, chcąc z siebie zmyć ślady po seksie sprzed chwili.

    OdpowiedzUsuń
  124. - W porządku, nie każdy musi mnie od razu lubić - stwierdziła, że trochę popracuje, skoro ją o to prosił, więc rozsiadła się z komputerem w kuchni, siedząc przy wyspie, na której dopiero co robili coś całkiem innego. Najwyraźniej miał powód, skoro pomyślał, że trzeba mi zapłacić za numerek - wzruszyła ramionami.- Sprawdzam pierwszego gościa z listy, którą mi wyrecytowałeś - poinformowała, zerkając w komputer.- Dobrze się czujesz? - spytała, podnosząc głowę i patrząc na Ethana.- Coś cię dzisiaj palenie trzyma, to ze stresu?

    OdpowiedzUsuń
  125. - Nie przejmuj się tym dzieckiem, pewnie się potem okaże, że to nie jego. Na razie niech się nacieszy. Są badania i można sprawdzić ojcostwo przed porodem, jeśli chcesz, mogę poszukać informacji... - zaczęła od tematu, który wydawał jej się najlżejszy.- Wiem, że to trudne, bo to mama, ale... Ethan, już nic nie poradzisz - powiedziała to dziwnie łagodnie, równocześnie wstając i podchodząc do niego.- Śmierdzisz fajkami - usiłowała zażartować.- Chyba nie dostaniesz już dzisiaj żadnego buziaka - uśmiechnęła się, po czym się do niego przytuliła, przykładając policzek gdzieś pod obojczykiem.- Nie czujesz się na siłach, żeby jechać tam sam?

    OdpowiedzUsuń
  126. - Skoro on tak woli, to dlaczego tobie to przeszkadza? – trochę się tym zdziwiła.- To jego decyzja, nawet gdyby miał wychowywać cudze dziecko... – uniosła głowę, aby zobaczyć wyraz twarzy Ethana. Cmoknęła go lekko w brodę, potem w policzek.- Dlaczego mieliby cię zabić? Jaki mieliby w tym cel? Przecież przez to nie byłoby umowy, a na pewno tak samo im na tym zależy.

    OdpowiedzUsuń
  127. - Jeśli o to ci chodzi ,to nie będę zła, gdy będziesz musiał tam coś brać albo pić – uśmiechnęła się lekko, głaszcząc go równocześnie uspokajająco po policzku.- Nie ma sprawy, możemy polecieć kiedy indziej, to nam nie ucieknie, jak sądzę.


    Miała przeszukać dom. Znaleźć jakiekolwiek informacje, które mogłaby przekazać dalej. Nieobecność Ethana jej to ułatwiała, bo mogłaby zajrzeć w każdy kąt, nie narażając się na jego pytania i podejrzenia. Ale nie zrobiła tego. Miała cały dom dla siebie, a ograniczyła się do kilku pomieszczeń. Przemilczała również to, że w ogóle gdzieś wyjechał, tym razem kłamiąc w pracy. Wiedziała, że to źle, ale zmyślała informacje, opóźniając tym samym rozwój sprawy.
    Przez to wszystko była trochę rozbita, bo nie była w stanie wybrać, co jest dla niej ważniejsze. Gdyby teraz zrezygnowała z pracy, to zaczęliby jej szukać i musieliby się oboje zacząć ukrywać. Ale gdyby powiedziała o wszystkim Ethanowi, to przecież nigdy więcej nie chciałby jej widzieć... Zupełnie nie miała pojęcia, co robić i było jej tym trudniej.
    Mimo to, cieszyła się, kiedy miał wrócić, choć wyjazd wydłużył się o dwa dni, z czego Virgia była wyraźnie niezadowolona. Bo o dwa dni dłużej musiała czekać i dwie dodatkowe noce spała sama. Była więc zniecierpliwiona i wyczekiwała zdenerwowana na lotnisku, kręcąc się po terminalu, bo nie mogła usiedzieć w miejscu i czekać normalnie jak cywilizowany człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  128. Trochę się rozluźniła, kiedy w końcu zobaczyła Ethana. Nie było jak w filmach, nie biegła przez cały hol, żeby następnie rzucić mu się na szyję, czas nie zwolnił, nie obkręcił jej w powietrzu. To było zwykłe powitanie bez rzucania się na siebie, choć Virgię trochę zaskoczyły pierwsze słowa wypowiedziane przez Ethana. Uśmiechnęła się jedynie blado, a potem objęła go za szyję i przytuliłą się. Na chwilę, bo zaraz odsunęła głowę, a na twarzy odmalowało się jej niezadowolenie, co oznaczało jedno – bardzo by chciała, ale teraz nie ma takiej możliwości.
    - Obawiam się, że musisz najpierw jechać do baru – poinformowała niezbyt z tego zadowolona.- Trevor...Trey... Nie pamiętam, ale któryś z ochroniarzy do mnie dzwonił, że Lisa znowu nie przyszłą. Nie wiem, czemu do mnie, może do ciebie się nie dało, włącz telefon, pewnie będziesz miał jakieś nieodebrane połączenia... – nic dziwnego, że nie mogli się dodzwonić, skoro był w samolocie, ale dlaczego od razu dzwonili do Virgii? Przecież jej nic do tego, i tak nie mogłaby nic poradzić na to, że któraś z dziewczyn nie przyszła do pracy. Nawet ich nie rozróżniała.

    OdpowiedzUsuń
  129. - Taaa, chrzanić Lisę, ale zawracają mi tym dupę – zamruczała, nadal niezadowolona, bo przecież musieli teraz jechać do klubu i sprawdzić, czego tam chcieli. Zostawić wszystko na kilka dni, a już nie potrafią sobie poradzić bez szefa...Virgia pocieszyła się jednak szybko ciekawymi planami, które wpadły jej do głowy.- Hm... – uśmiechnęła się lekko, udając zastanowienie.- Tak się składa, że ani nie jesteśmy w Kolumbii, ani nie jestem twoją żoną – zauważyła, może trochę brutalnie.
    Dotarli już do samochodu na parkingu i tym razem to Virgia miała zamiar jechać.

    OdpowiedzUsuń
  130. Virgia też wsiadła do auta, ściszyła radio, ale zanim zapaliła samochód, jeszcze chwilę poczekała.
    - Na pewno nie chcesz sprawdzić, czy wszystko tam w porządku? – zdawała sobie sprawę z tego, że był zmęczony po tym wyjeździe i po locie, ale miała już w głowie wyobrażenia z biurkiem w roli głównej. Nie pytała, czy wszystko poszło dobrze, bo sprawiał wrażenie zadowolonego, a to oznaczało, że owszem, wszystko się udało.- Ethan... Problem w tym, że nie jesteśmy ani kolumbijskim, ani małżeństwem. Nie spieszy mi się do ślubu. Nawet mimo tego, że cię kocham.
    Powiedziała to teraz kompletnie nieświadomie, bezwiednie, choć ogólnie sam fakt istnienia uczucia, które w niej urosło, uświadomiła sobie właśnie w trakcie tego wyjazdu, kiedy snuła się po domu samotna i kiedy tak okropnie jej się spało samej.

    OdpowiedzUsuń
  131. - Z samego rana to ja będę spać i nawet się nie ruszam z łóżka – no, to był chyba jeden jedyny plus spania samej; nikt jej nie budził. Mogła się wylegiwać, ile chciała.- Sally musi poczekać na moje złośliwości, chociaż mam nadzieję, że sobie nogę złamie albo coś takiego, bo te nogi to ma jednak świetne... Ale jestem okropna, zazdrosna o nogi, bo sama takich nie mam – paplała trochę bezmyślnie, aby tylko nie było ciszy; minęła jedno skrzyżowanie, drugie, ale do domu został jeszcze spory kawałek. Na następnych światłach się zatrzymała i spojrzała na Ethana lekko zdziwiona.- Co? – mruknęła jakoś odruchowo.- Co da się zrobić? – trochę się spłoszyła.- Nieeee, błagam, mówię przecież, że mi się nie spieszy do tego, daj mi jeszcze trochę pożyć.

    OdpowiedzUsuń
  132. Virgia pomyślała w tym momencie ze smutkiem, że tak naprawdę nigdy nie zostanie żoną Ethana, bo nie jest im pisana wspólna przyszłość. Bała się tego momentu, okropnie się bała, bo wiedziała, że kiedy to wszystko się skończy. Że je własne szczęście jest tylko chwilowe.
    - Aż tak cię ciągnie do koki? – spytała odruchowo, bo miała wrażenie, że przez to, co mówił, przebijała się pretensja o to, że nie odpowiada jej picie, wciągania i wszystko inne.- Chyba wolę nie pytać, co tam robiłeś na wyjeździe – uśmiechnęła się blado, ale powiedziała ostatnie zdanie żartobliwie.
    Nasunęło jej się „nie będzie żadnego potem”, ale ugryzła się w język.
    - Zabroniłeś mi spać w piżamie – zauważyła żartem.- Zabroniłeś mi patrzeć na innych facetów. Wychodzić samej. Pracować na barze. I nosić zbyt głęboki dekolt – uśmiechnęła się do niego szerzej.

    OdpowiedzUsuń
  133. - Byś się chociaż nie przyznawał, że jesteś uzależniony - mruknęła, trochę niezadowolona, bo mimo wszystko myślała, że to jest takie "wezmę od czasu do czasu, ale wcale mnie nie ciągnie". A jednak ciągnęło i to jej się nie podobało. Poza tym, cały czas pamiętała, co zrobił ostatnim razem, gdy wziął.- Tęskniłam - odpowiedziała bez wahania, zerkając jeszcze na Ethana i uśmiechając się do niego.- Jak ciebie nie było, zajmowałam się tęsknieniem za tobą - zażartowała.- A poważniej: jeśli masz drukarkę, to dostaniesz dzisiaj obszerny raport o wszystkich osobach, które miałam sprawdzić - tym właśnie się zajmowała przez te kilka dni.
    Na szczęście, do domu było już blisko.

    OdpowiedzUsuń
  134. - Możesz to po prostu zostawić jako sypialnię gościnną, jakby ktoś miał wpaść w odwiedziny i zostać... - zasugerowała, zatrzymując się przed bramą do domu.- Fajne masz to auto - poklepała kierownicę.- Chyba nie jesteś zły, że je wzięłam?

    OdpowiedzUsuń
  135. - Na stałe? Używane? Phi - prychnęła teatralnie.- Chcę nowiuśkie z salonu, co ty sobie mylisz, że będę jeździć używanym? - oczywiście żartowała, bo zaraz po wypowiedzeniu tych słów uśmiechnęła się szeroko. Wjechała na podjazd i zatrzymała się przed garażem.- Daj spokój, nie mogę od ciebie brać takich rzeczy jak samochód - stwierdziła poważnie, ale zaraz po tym się zaśmiała.- Kupiłeś mi bieliznę? - nadal się śmiała, nawet wysiadając z samochodu, bo ją to rozbawiło.- A na pewno dobrze dobrałeś rozmiar? Pewnie nie i cycki mi się nie zmieszczą.

    OdpowiedzUsuń
  136. Virgia wzięła jeszcze z tylnego siedzenia papierową torbę, bo jak przystało na panią domu, po drodze na lotnisko zdążyła jeszcze zrobić zakupy.
    - I mówisz mi, że się wścieknę, z takim spokojem? - dopytała, lekko zdziwiona.- Powinieneś trząść portkami przed moją złością! - zaśmiała się.- Możesz je często dotykać, owszem, ale dobranie odpowiedniego rozmiaru to dla faceta czarna magia, przecież wy się nie znacie na tych oznaczeniach.

    OdpowiedzUsuń
  137. Pierwsze, co Virgia zrobiła, to postawiła torbę na blacie w kuchni, potem zaczęła z niej wyciągać zakupy, mając zamiar pochować je w odpowiednie miejsca. Przerwała w połowie, bo Ethan wydawał się dziwnie podekscytowany, wiec grzecznie usiadła na krześle i zamknęła oczy, choć jej samej się to nie podobało. Otworzyła je, kiedy pozwolił, a kiedy dostrzegła pudełeczko, odruchowo zmarszczyła brwi.- Mam się bać? - spytała nie wiadomo czemu.- Pamiętasz naszą rozmowę pod tytułem "nie da się mnie kupić kolczykami"? - dopytała jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  138. - No dobra no - zamruczała.- To co to jest? - sięgnęła po pudełeczko i zaczęła je oglądać z każdej strony, jakby się bała je otworzyć, bo w środku czekała na nią bomba.- Nie wiem. Środa przecież. Nie mamy żadnej rocznicy, a urodziny mam dopiero w grudniu - zdziwiona była tym, że nawet szampana miał.
    Zdecydowała się w końcu i otworzyła pudełeczko.

    OdpowiedzUsuń
  139. - Z diamentami? - jęknęła. Ale nie dało się zaprzeczyć, kolczyki był piękne i przez kilka chwil wpatrywała się w nie w milczeniu.- Przecież w tym jest fortuna, strach nosić Będziesz teraz musiał puszczać za mną ochroniarza, żeby pilnował tych kolczyków - mówiła to żartem, ale szybko zorientowała się, że nie jest to reakcja, jakiej Ethan oczekuje.- Dziękuję - powiedziała jeszcze cicho.
    Sięgnęła po kieliszek upiła łyk i dosłownie się zakrztusiła.
    - Twoje urodziny? - powtórzyła, kiedy udało jej się w końcu odkaszlnąć.- Czemu mi nie powiedziałeś? Zrobiłabym tort, żeby cię otruć i żeby cała fortuna została dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  140. - No zapalniczka ci raczej nie będzie potrzebna, bo słyszałam, że rzucasz palenie - ciekawa była, czy się oburzy o to stwierdzenie.
    Uniosła kieliszek w górę, co oznaczało coś w rodzaju toastu.
    - No to najlepszego - mruknęła, upijając łyk.- Skoro mi kupiłeś nowe majtusie, to w prezencie pozwalam ci rozerwać te, które mam teraz na sobie - uśmiechnęła się.

    OdpowiedzUsuń
  141. - Jak będziesz śmierdział fajkami, to nie będę się z tobą całować - zagroziła, na poły żartobliwie, na poły jednak serio.- Chcesz wypić całą butelkę? - trochę ją to zaskoczyło.- To nie wiem, czy czasem nie będziesz wtedy musiał kochać się z moimi zwłokami, bo chyba padnę.

    OdpowiedzUsuń
  142. - Imprezka rodzinna, jak słodko - skomentowała ironicznie, zanim zdążyła pomyśleć, ze mogłoby to Ethana urazić.- Co? - wyrwało jej się głupio.- Łaziłam po całej chałupie, ale, doprawdy, nie widziałam żadnego jacuzzi tutaj, gdzie ty to wszystko chowasz, co? - opróżniła kieliszek do końca.

    OdpowiedzUsuń
  143. - Nie, na dachu nie byłam - nawet jej do głowy nie przyszło,żeby tam wchodzić, bo dach to dach, czego miałaby tam szukać? - Jeszcze mi powiedz, ze do szampana, bielizny i truskawek kupiłeś mi strój kąpielowy, to się uśmieję, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  144. - Tak właśnie myślałam, że to powiesz... - mruknęła.- A jeśli ja się wstydzę i nie chcę tam łazić nago, to co? Nie zgadzam się - zrobiła teatralnie obrażoną minkę i skrzyżowała ręce pod biustem.
    Innych szalonych pomysłów nie miała, chyba że liczyć biurko w gabinecie na zapleczu klubu, ale teraz przecież byli w domu, więc nawet o tym nie wspominała.

    OdpowiedzUsuń
  145. - Ej! No ej! Nie rób mi tak - oczywiście, próbowała się wyrwać, żeby móc stanąć z powrotem na własnych nogach.- To nie była moa wina, ze przyszedł, ja wcale nie chciałam się pokazywać, przecież widziałeś, że jestem czerwona ze wstydu! - rąbnęła Ethana pięścią w ramię, chociaż niemocno.- Nie wykorzystuj przewagi! - krzyknęła jeszcze.
    Ale tych jej krzyków wcale nie trzeba było brać aż tak bardzo poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  146. Aha, czyli myślał, ze chwilę sobie pokrzyczy dla zasady i dla żartu, a potem jej przejdzie, szybko zapomni i będą się świetnie bawić. Nic z tego, Virgia miała zamiar się podroczyć. Rozsiadłą się na krześle i nawet nie drgnęła w czasie, gdy Ethan poszedł do kuchni i wrócił. W ogóle nie miała zamiaru się ruszyć.
    - Nie - powiedziała prowokacyjnie, gdy kazał jej się rozebrać. Znowu skrzyżowała ręce pod biustem.- Mówiłam, że się wstydzę, nie będę się rozbierać - zaparła się.

    OdpowiedzUsuń
  147. Chciał, aby to było zaskoczenie, ale Virgia wiedziała, że coś takiego chodzi mu po głowie. Miała tylko nadzieję, że się na to nie zdecyduje, że się powstrzyma.
    - Nie rób tego... – ostrzegła, kiedy podszedł.
    Ale jednak zrobił. Pisnęła idiotycznie, kiedy wpadała do wody. Tyle dobrze, że przynajmniej telefon zostawiła w kuchni i zdjęła wcześniej zegarek, bo mimo wszystko była do nich przywiązana. I ogólnie że nie miała w kieszeniach nic cennego, co mogłoby się zniszczyć pod wpływem wody.
    Zachłysnęła się, spanikowana, i chociaż było płytko, miała problem z wydostaniem się ponad powierzchnię wody.

    OdpowiedzUsuń
  148. Dobrze, że ją wyciągnął, bo sama by sobie nie poradziła, nawet jeśli brzmiało to niedorzecznie, skoro był to tylko płytki basen. Ale Virgia miała mały problem z wodą, reagowała paniką, kiedy nie miała głowy na powierzchni (a co za tym idzie – nie potrafiła nurkować) i zapewne powinna o tym Ethana wcześniej uprzedzić, ale jej nie wpadło do głowy, że będzie to miało jakiekolwiek znaczenie.
    Zamiast oddać pocałunek, instynktownie Ethana odepchnęła, krztusząc się przy tym i wypluwając z ust wodę, choć i tak całkiem sporo się jej nałykała.
    - Nie... Nie rób tak wiecej, pro-proszę – wykrztusiła jakimś cudem.

    OdpowiedzUsuń
  149. Przetarła dłonią twarz, nie myśląc o tym, że pewnie ma na policzkach smugi od tuszu. Włosy lepiły się do policzków i też odgarnęła je dłonią.
    - W porządku – niemalże wypluła to z siebie.- Nie trzeba mnie suszyć, bez przesady... Po prostu... Nie lubię być pod wodą – nie wiedziała, jak to wyjaśnić, kaszlnęła jeszcze dwa razy.- Roz-rozbierzesz mnie?

    OdpowiedzUsuń
  150. - Jestem pewna – potwierdziła, choć wcale nie brzmiała tak, jakby była, bo głos miała słaby.
    Przytrzymywała się krawędzi basenu i odchyliła lekko głowę, zapominając o tym, że może nie najpiękniej wygląda. Zbyt bardzo pochłonęło ją to, co robił Ethan, aż wyrwał jej się cichy jęk.
    - Nieee? – chyba była trochę rozczarowana tym, że nie chce rozerwać tych majtek.- Ty też musisz się rozebrać – zauważyła.

    OdpowiedzUsuń
  151. Od razu sięgnęła dłońmi do koszuli, do guzików i chciała je porozpinać, choć drżały jej ręce i palce się plątały. A do tego mokry materiał kleił się do ciała.
    - Teraz? – trochę się spłoszyła, bo o ile nie miała nic przeciwko temu, to jednak miejsce było jak dla niej trochę niewygodne, bo odruchowo pomyślała o tym, że wokół była woda i musiałaby chociaż trochę zanurzać głowę.- Nie tutaj. Mogę później... Dobrze? Nie będziesz wiedział, co się dzieje, zobaczysz – uśmiechnęła się cwanie.
    Znowu odchyliła głowę, wyrwało jej się westchnienie spowodowane dotykiem w czułym miejscu, ale kiedy usłyszała słowa Ethana, dosłownie zesztywniała. Tego się nie spodziewała. I jakby kompletnie nie pamiętała, że przecież sama dopiero co to powiedziała w samochodzie.
    - Ja... – nie wiedziała, co ma powiedzieć i jak zareagować, więc zamiast mówić cokolwiek po prostu przyciągnęła go do siebie i mocno pocałowała. Mocno i zachłannie, jak nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  152. Zważywszy na miejsce, Virgii po prostu bardziej odpowiadała taka pozycja, bo było mniejsze prawdopodobieństwo, że wpadnie do wody. Mogła sobie spokojnie i stabilnie usiąść, przytulić się do Ethana.
    - Ta, jasne – mruknęła, znów się drocząc.- Przyznaj się, że tylko lubisz patrzeć, jak mi cycki skaczą i to cię najbardziej jara – przysunęła się jeszcze odrobinę, czując wzwód między nogami. I pocałowała Ethana, lekko ssąc jego dolną wargę.

    OdpowiedzUsuń
  153. - Ja też uwielbiam – potwierdziła, ale to nie było wszystko, co zamierzała powiedzieć. W tym momencie Virgia zwyczajnie straciła kontrolę nad językiem i własną głową.- Ale wielbię też, jak mnie pieprzysz jak dziwkę, jakbyś był panem i władcą, aż nie wiem, gdzie jestem – samo jej się wyrwało. Na dodatek, chyba ją to stwierdzenie tym bardziej podnieciło, bo czuła, że jest już gotowa, więc wycelowała i opuściła się na członka, chyba trochę gwałtownie i zbyt mocno, bo aż ją zabolało.- Ty lubisz, jak skaczą, a ja lubię, jak je ściskasz i gryziesz – odnalazła swoją ręką dłoń Ethana i przesunęła ją na pierś, nakazując mu zaciśnięcie palców. Mocno. To też ją podniecało, widok męskiej, szorstkiej i wytatuowanej dłoni na bladej, delikatnej, kobiecej skórze, bo to tworzyło uroczy kontrast.
    Albo jej się zdawało, albo Ethan zesztywniał w niej jeszcze bardziej. Tym razem nie miała zamiaru tylko delikatnie się kołysać, właściwie można było powiedzieć, że Virgię opętała jakaś dziwna furia, bo nabijała się na męskość wyjątkowo szybko, mocno i zdecydowanie, jakby ciągle było jej mało. Ale była bardzo, bardzo spragniona po tych kilku dniach rozłąki.

    OdpowiedzUsuń
  154. Od razu oplotła go nogami, byle mocniej, jakby chciała, żeby wszedł jeszcze głębiej i już nigdy się nie wysuwał. Podparła się rękami z tyłu, odchyliła głowę i jęczała cicho. Cicho, choć wyjątkowo szybko zbliżał się szczyt.
    Gdzieś tam jej w głowie zabrzęczała przyziemna rzecz, że jak się Ethan poślizgnie, to już nie będzie ani przyjemnie, ani śmiesznie. Ale odepchnęła tę myśl szybko, skupiając się na palącym w podbrzuszu podnieceniu, które dosyć szybko rozlało się po całym ciele i sprawiło, że Virgia zaczęła krzyczeć, szczytując.

    OdpowiedzUsuń
  155. Tęsknota tęsknotą, ale Virgia mimo wszystko miała jakieś granice i za każdym razem zaskakiwało ją, że Ethan jest niemalże niezniszczalny, jak to określała w głowie, bo najwyraźniej mógł tak bez końca. Dopiero co doszedł, czuła to w sobie, a już z powrotem był gotowy, co również bardzo dobrze czuła, bo wymęczone wnętrze po orgazmie było tym bardziej wrażliwe. A z drugiej strony, czuła się dzięki temu lepiej, bo to oznaczało, że ją chciał, że mu się podobała i nie robił tego na wyjeździe z żadną inna, skoro teraz był taki spragniony.
    Trzymała się mocno brzegu basenu, żeby nie upaść i sama też wypychała biodra w tył, aby było szybciej i mocniej.

    OdpowiedzUsuń
  156. Czuła się troszkę jak bezwolna, szmaciana laleczka, którą można przestawiać bez jej zgody, ale nie mogła na to nic poradzić. Odruchowo odchyliła się do tyłu, a potem uniosła ręce i wsunęła je we włosy Ethana. Jęknęła cicho przy następnym z kolei ugryzieniu sutka.
    - Kończ już, błagam – wyjęczała to ledwie słyszalnie, a ręką sięgnęła w dół, aby pomasować delikatnie palcem łechtaczkę i tym samym przyspieszyć osiągnięcie kolejnego, chyba jeszcze mocniejszego, szczytu.

    OdpowiedzUsuń
  157. To wszystko było cudowne chociażby z tego względu, że oboje doszli w tym samym momencie i to drugi raz z rzędu. Przez kilka długich chwil po tym Virgia nie mogła uspokoić oddechu. Dlatego pocałunek był urywany, choć chciała nim też przekazać wszystko, co czuje.
    - Nie, po prostu... – zaczęła mrucząco, przytulając się do Ethana.- Nie mam już siły – sapnęła.- Zważ na to, że to dla mnie tak trochę coś nowego... Może za godzinę, jak ochłonę, co? – zaproponowała, odsuwając głowę i zerkając na niego.- Przecież ci coś obiecałam – uśmiechnęła się znacząco, a potem się odsunęła i na drżących nogach wygramoliła się z jacuzzi.- Szampan, truskawki, wszystko, ale o ręcznikach oczywiście zapomniałeś – zauważyła ze śmiechem.
    Była rozgrzana i przez wodę, i przez to, co działo się między nimi, a powietrze okazało się chłodniejsze niż myślała, więc od razu potarła ramiona dłońmi. Oczywiście, automatycznie stwardniały jej sutki, a kiedy na nie zerknęła, zauważyła, że są cudownie zaczerwienione od ugryzień.
    - Lecę się ubrać – zaczęła zbierać mokre rzeczy; i swoje, i Ethana.- Muszę się koniecznie napić kawy – stwierdziła jeszcze, zanim poszła.

    OdpowiedzUsuń
  158. Niewyżyty... To było ciekawe określenie. Virgia porównania nie miała, nie wiedziała, jak to wygląda u innych, ale... Powinna raczej być zadowolona, skoro jej pragnął, bo mógł też ją nagminnie odpychać.
    - Byle to nie była komedia romantyczna, nie cierpię ich – mruknęła jeszcze, zanim poszła.
    Rzeczywiście, mogło to dla niej być trochę zaskakujące, zważywszy na to, że dotychczas za każdym razem musiała się męczyć z guzikami przy eleganckiej koszuli (może kiedyś uda jej się taką rozerwać zamiast rozpinać), a teraz... A teraz Ethan wyglądał inaczej. Ale tak samo dobrze. Nie komentowała tego jednak, bo kwestia stroju nie była jakoś specjalnie znacząca, sama Virgia też postawiła na wygodę.
    - Widzę, że tamten planowany dawno leniwy dzień odbędzie się dzisiaj – zauważyła, wchodząc do kuchni.
    No skoro i tak mieli go spędzić tylko i wyłącznie sami ze sobą, bo reszta podobno nie wiedziała, że Ethan wrócił... Od razu sięgnęła po kubek, bo potrzebowała dawki kawy. Choć Virgia piła coś, co bardziej podchodziło pod „mleko z kawą” niż kawę z mlekiem. A do tego jeszcze koszmarnie dużo słodziła.

    OdpowiedzUsuń
  159. - A skąd takie czułości? –spytała z rozbawieniem, chcąc się trochę podroczyć, bo takie delikatne pocałunki jakoś nie były w stylu Ethana.
    A potem przewróciła oczami, słysząc jego komentarz.
    - No naprawdę daj już sobie spokój, wiem, że jej nie lubisz, nie musisz tego ciągle podkreślać – upiła łyk „kawy”, którą wcześniej obficie posłodziła.
    Skoro Jeremy nie wiedział, że Ethan wrócił, to na pewno nie mógł być on i Virgii przyszło to do głowy dopiero wtedy, kiedy już poszedł do drzwi. Powinien nad tym pomyśleć, ale pewnie też wypadło mu z głowy.
    - Nic nie zamawiałam! – odkrzyknęła od razu, nie podejrzewając nawet, co się zaraz stanie.
    Podskoczyła na krześle, kiedy usłyszała strzały. Całe szczęście, wiedziała, gdzie Ethan w kuchni trzyma broń tak „w razie czego”, więc od razu po nią sięgnęła i popędziła do drzwi wejściowych.
    Chłopak może miał jakieś piętnaście lat, ale i tak był od niej wyższy. Gonienie go było bezcelowe i bez sensu, a poza tym, dla Virgii był jeszcze dzieckiem, jak mogłaby mu coś zrobić? Mimo to, widząc, co się stało, bez zastanowienia strzeliła, celując jednak w nogę. Trafiła, oczywiście, a wszystko po to, aby chłopak nie mógł zbyt daleko uciec. Potem bez zastanowienia zadzwoniła po kartkę, równocześnie opadając na kolana tuż obok Ethana. Kolejny telefon był po kogoś z jego ludzi, bo wiedziała, że pojawią się tutaj w tempie ekspresowym i odpowiednio zajmą rudzielcem. Dobrze, że nie spanikowała, ale o to byłoby trudno, zważywszy na to, że przecież przechodziła wcześniej szereg potrzebnych szkoleń uczących, jak postępować w podobnych sytuacjach.
    - Nie odpływaj – to było pierwsze, co powiedziała, klepiąc Ethana po policzku. Potem całą swoją siłę włożyła w rozdarcie koszulki na brzuchu, żeby następnie zacząć uciskać ranę, aby choć trochę zatamować krwawienie, bo to było najważniejsze.- Ethan, zostań ze mną, zaraz ktoś przyjedzie i ci pomoże – gadała do niego cały czas, zaczynając mówić nawet o totalnych bzdurach jak to, że z chęcią zmieniłaby kolor w kuchni i płytki na podłodze. A przez cały ten czas ścierała krew najpierw jego, już zabrudzoną i podartą koszulką, później swoją, bo z niej też oderwała kawałek. Mogłaby pobiec po coś innego do apteczki, ale nie chciała go ani na sekundę zostawić samego.
    „Koledzy” pojawili się szybko, jeszcze przed karetką, a widząc, co się stało, bez ociągania zajęli się napastnikiem, który chyba zdążył uciec ledwie kawałek ulicą. Virgia wskazała im kierunek, w którym chłopak pobiegł i zapewne tam się wszystko odbyło, już nie na jej oczach. Jeden z ludzi Ethana został z nią, aby pomóc i razem poczekać. Przy okazji, przyniósł apteczkę, więc Virgia mogła jakoś sensowniej Ethanowi pomóc, choć i tak z ulgą oddała go w ręce ratowników, którzy w końcu się pojawili.

    OdpowiedzUsuń
  160. Virgia sama nie pamiętała, jak dotarła do szpitala. Musiała się przyznać, że nie jest z rodziny, więc nie chcieli jej zabrać, chwyciła więc jakiś sweter, aby cokolwiek na siebie narzucić i z taką zakrwawioną bluzką i dłońmi wsiadła do samochodu. Do szpitala dotarła chyba cudem, jakby jechała na pamięć. Po drodze zadzwoniła do Jeremiego (bo nie miała bladego pojęcia, do kogo innego mogłaby, a tylko z nim udawało jej się dogadać), napominając go, aby nic nie mówił matce, bo się niepotrzebnie zestresuje, najwyraźniej jednak w szpitalu o tym nie pomyśleli i ją powiadomili.
    Na początku nie chcieli jej udzielić żądnych informacji, wiec czekając na przybycie Fergusonów postanowiła się doprowadzić jakoś do porządku w łazience, choć ogólnie kiepsko jej to wyszło. A potem była dziwnie nieobecna, praktycznie się nie odzywała, nie uczestniczyła w ich rozmowach, próbie pocieszania się. Cindy chciała być miłą, ale Virgia potrafiła się tylko do niej blado uśmiechnąć. Nie płakała, siedziała jedynie jakaś taka osowiała na krześle i chyba nawet wcześniej nie zarejestrowała, że zachowanie pana Fergusona co do niej się zmieniło.
    Trwało to tak, póki operacja się nie skończyła i lekarz nie udzielił informacji: czekamy. Żadnych wizyt.
    I wtedy Virgia dosłownie wpadła w furię. Nie było w niej ani odrobiny tej poukładanej, eleganckiej kobiety, za którą ją uważali. Wrzeszczała, wyzywała lekarza, aż Paul z ojcem musieli ją odciągać. Zapewne widzieli tutaj gorsze wybuchy złości lub rozpaczy, ale przynajmniej osiągnęła swoje. Mogła wejść do sali, w której leżał Ethan. Wymusiła nawet to, aby móc zostać na noc.

    I tak minęły te cztery dni. Jeremy przynosił jej ubrania na zmianę, jakąś pizzę i kawę z automatu, która totalnie jej nie smakowała. Virgia czytała na głos jakąś durną książkę, jakby Ethan mógł ją słyszeć. Na noc nie dało się je wygonić i chyba odpuścili sobie wynoszenie jej siłą do jakiejś innej sali, gdzie mogłaby spać. Spała więc przeważnie w fotelu w rogu sali. Nie płakała ani razu.
    Kiedy Ethan się obudził, akurat zbliżał się ranek i za oknem się przejaśniało. Virgia zmęczona ułożyła się tym razem na skraju jego łóżka, choć istniało ryzyko, że zwyczajnie z niego spadnie. Mógł więc ją zobaczyć, jak śpi tuż obok niego, jakby chciała być jak najbliżej.

    OdpowiedzUsuń
  161. Najpierw pomyślała, że to lekarz przyszedł i zaraz ją, mówiąc prosto, opierdoli, że leży na łóżku przy pacjencie, bo zdecydowanie nie powinna. Ale on albo pielęgniarka powiedzieliby przecież „panno Coleman”, a nie używaliby imienia. Tak więc nadal na wpół śpiąc pomyślała, że to pewnie Jeremy przyniósł jej jakieś śniadanie i kawę i teraz próbuje ją obudzić. Tylko że Virgia nie chciała się wcale budzić i wracać do tej przykrej rzeczywistości.
    Zwłaszcza, że totalnie zawaliła pracę, chociaż o tym starała się zupełnie nie myśleć.
    - Daj mi spokój, muszę się wyspać w końcu – mruknęła na wpół śpiąco, ale zdecydowanie opryskliwie, myśląc, że mówi do Jeremiego. Dobrze, że przynajmniej nie podniosła ręki i nie machnęła nią, żeby go odgonić, bo pewnie niechcąco by rąbnęła Ethana.
    I wtedy uświadomiła sobie, że co jak co, ale Jeremy nie dotykałby jej w taki sposób i nie głaskał po plecach, tylko na pewno szturchnąłby ją mocno za ramię, nie przejmując się delikatnością. Otworzyła gwałtownie oczy, a widząc na sobie spojrzenie Ethana, odsunęła się gwałtownie, bojąc się, że coś mu zrobi, ze będzie go bolało, jeśli go dotknie i tak dalej. Ale za plecami nie miała już łóżka, więc spadłą na podłogę, boleśnie obijając sobie tyłek o kafelki.
    Jęknęła tylko zamiast cokolwiek powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  162. - Tak, tak, już – trochę się rozproszyła, nie wiedząc, co ma robić. Podniosła się, rozmasowała obitą kość ogonową, a potem dopadła do szafki, gdzie stała woda z przygotowanymi rurkami do picia. Szybko podsunęła mu szklankę z wsadzoną do niej rurką, ignorując fakt, że dłoń, w której ją trzymała, ewidentnie drżała.
    Po prostu teraz za bardzo przeżywała, nie wierzyła, że to się dzieje, ze się obudził i zdawało jej się, że to jakiś sens albo w ogóle nie wiedziała, gdzie teraz tak naprawdę jest.
    - Jezu, Ethan... – wyszeptała i dopiero teraz, pierwszy raz, zaszkliły jej się oczy.
    Kilka sekund później łzy już otwarcie ciekły jej po policzkach, a szklankę w dłoni ledwo była w stanie utrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  163. - No bo jakoś tak...- nie wiedziała, co w ogóle powiedzieć i trochę się jąkała.- Nie wiem, po prostu... - po prostu w końcu odczuła ulgę, bo wszystko było w miarę w porządku i zwyczajnie się ucieszyła. Aż się rozryczała ze szczęścia.
    Odstawiła wodę na szafkę, a potem, trochę bezmyślnie, wyciągnęła ręce i przytuliła się do Ethana, choć nie powinna wcale go dotykać, bo przecież pewnie wszystko go bolało. Ale nie mogła się powstrzymać, po prostu do niego przylgnęła i, nie zważając na kabelki i rurki, łkała cicho z twarzą wciśniętą w szyję Ethana.

    OdpowiedzUsuń
  164. Ledwo się obudził, a już zaczynał myśleć o pracy. Nie o to Virgii chodziło, nie potrzebowała obietnic ani nawet pocieszania, po prostu tak jej ulżyło, że aż łzy się pojawiły. Dlatego trochę zesztywniała, kiedy padło „załatwię to”. Zwłaszcza, że Ethan przecież nie wiedział, co postanowił kilka dni wcześniej jego ojciec.
    - Co załatwisz? – spytała trochę ostrzej niż zamierzała i od razu się odsunęła. Usiadła na brzegu łóżka i dłonią policzki.- Co znowu wymyśliłeś? Nie planuj niczego szalonego.

    OdpowiedzUsuń
  165. - Co? – spytała głupio, z wyraźnym niedowierzaniem w głosie.- Dopiero co ci mówiłam, żebyś się zastanowił nad tym, bo Paul mógłby się tym wszystkim zająć, a ty się wykręcałeś, że nie, że to musisz być ty... – zauważyła, przypominając niedawną rozmowę, kiedy martwił się wyjazdem.- A teraz tak nagle...
    Nie chciała mówić mu teraz tego, co powinien wiedzieć, bo zapewne zniszczyłaby i jego decyzję i zapewne też ulgę z tego powodu, że mógłby to wszystko zrzucić na kogoś innego. A z drugiej strony, im dłużej nie będzie wiedział, tym bardziej nastawi się na to, że odejdzie, a potem tym boleśniejsza będzie wiadomość.
    - Za chwilę powinien przyjść Jeremy ze śniadaniem dla mnie, porozmawiasz z nim... Dasz radę? Czy coś cię boli? Właściwie, to powinnam zawołać lekarza, że się obudziłeś.
    Pomyślała jeszcze o tym, że taka decyzja oznaczała też coś innego. To, że Ethan nie chce w tym żyć i nie chce taki być, a to szło na plus. I miała zamiar o tym powiedzieć, może wtedy odpuściliby sobie kontynuowanie operacji... I nie musiałaby być tak zawieszona między młotem a kowadłem.

    OdpowiedzUsuń
  166. - Ethan, to był dzieciak! Zlał się w gacie ze strachu! Miał po prostu trochę szczęścia i udało mu się nie spudłować. Mi naprawdę nic nie groziło... Powinieneś się lepiej zastanowić, jakim cudem przeszedł przez bramę i to naprawić – czyżby sama jej nie zamknęła, gdy przyjechali do domu? Nie, to nie było możliwe... – Może bym chciała, może nie. Powiem ci tylko jedno: wiedziałam w co się pakuję, a gdybym nie chciała, to nie byłoby mnie tutaj, rozumiesz?
    Wstała gwałtownie i podeszła do okna, zaciskając mocno usta. Przespacerowała się ze dwa metry w jedną i drugą stronę po sali. Zastanawiała się, jak miałaby mu o wszystkim powiedzieć. O tym, że nawet mimo tego, że chce zrezygnować, to nie będzie mógł.- Problem jest w tym, że sprawy aktualnie mają się całkowicie inaczej niż ty myślisz... – zaczęła w końcu.

    OdpowiedzUsuń
  167. - Nie, z mamą wszystko w porządku. Właściwie to nawet jej się polepszyło, o dziwo. Chyba zebrała siły, aby poczekać, aż stąd wyjdziesz... – może chociaż taka informacja go pocieszy. No i właśnie, nie mógł wyjechać, tylko powinien z nią być na sam koniec. Tak przynajmniej uważała Virgia.- Zostaw Cindy w spokoju, to ciebie nie dotyczy, więc po co miałabym o tym teraz mówić? – poniekąd go tym zdaniem trochę zbeształa.- Jeremy ci powie, jak przyjdzie – naprawdę nie chciała przekazywać Ethanowi tej informacji.
    Jakby na zawołanie, młodszy Ferguson właśnie zapukał w szybę. Virgia pokazała mu ręką, aby wszedł.
    - Cześć – odezwała się.- Pogadajcie sobie. Ja zawołam lekarza, musi sprawdzić twój stan – poinformowała jeszcze i ruszyła ku drzwiom.
    Mijając Jeremiego, szepnęła do niego, ze będzie musiał o wszystkim powiedzieć, bo Ethan chce zrezygnować. I nici z planu, aby nie mówić mu o tym od razu.

    OdpowiedzUsuń
  168. Virgia chyba nie chciała wracać, wiedząc, że Ethan o wszystkim wie. Te kilka minut zwłoki, kiedy przyszedł lekarz i musieli poczekać na korytarzu, sprawiły, że była jeszcze bardziej zdenerwowana. Jak miała spojrzeć teraz Ethanowi w oczy? Nie chciała widzieć tej rozpaczy, rozczarowania... Chciał odejść, a nie mógł.
    Milczała, kiedy jeszcze chwilę rozmawiał z Jeremim. Uciekała wzrokiem w stronę okna, ogólnie trzymała się z boku, tyle tylko, że młodszy Ferguson dyplomatycznie (i bezpieczniej dla niego) chciał zwiać i wymówił się śniadaniem.
    Tylko o czym mieliby teraz rozmawiać, kiedy zostali sami? Co miała mu powiedzieć? Co ogólnie powiedzieć kogoś, kogo spotkało takie rozczarowanie i złośliwe zrządzenie lodu?
    - Przykro mi – wydusiła w końcu, stojąc cały czas przy oknie.

    OdpowiedzUsuń
  169. Nie posłuchała i nie usiadła. Stała jeszcze kilka sekund przy oknie, aż zdecydowała się podejść bliżej łóżka i może nawet ewentualnie usiąść, ale wtedy pojawili się Paul i Jane, więc Virgia się wycofała. Zgarnęła z szafki papierową torbę, którą przyniósł Jeremy i odsunęła się na bok, nie chcą wtrącać się do rozmowy. Czuła się trochę jak intruz lub piąte koło u wozu. Nie należała do rodziny. I zapewne nigdy nie będzie. Więc tak po prawdzie to wszystko nie powinno jej dotyczyć i nie powinna o niczym wiedzieć jako ktoś obcy. Kiedy o tym pomyślała, o tym, że jest obca, zrobiło jej się trochę przykro, ale... Taka była prawda i musiała się z tym pogodzić.
    Przysiadłą w fotelu, w którym tak często przez ostatnie kilka dni przysypiała, z torebki wyjęła kanapkę i zaczęła jeść, udając, że nie słucha rozmowy. W sumie to chyba naprawdę nie była nią specjalnie zainteresowana, słuchała jednym uchem, a nie spojrzała na „gości” ani razu.

    OdpowiedzUsuń
  170. Virgia jedynie uniosła brwi, zdziwiona tak nagłą zmianą tematu i wydaniem polecenia, które, o dziwo, zostało ekspresowo wykonane. Standardowo jednak – nie odezwała się, tylko spokojnie kończyła kanapkę. Nie miała siły na żadne dyskusje. Głównie dlatego, że była w chyba jeszcze gorszej sytuacji niż Ethan.
    - No tak, masz wybór – potwierdziła, przełykając ostatni kęs kanapki.- Tylko mną się nie przejmuj, ja nic nie znaczę – mruknęła może z odrobiną, taką maleńką, smutku w głosie.
    A potem tak samo jak Ethan z łóżka, Virgia poderwała się z fotela.
    - Cholera jasna! Pojebało cię!? – krzyknęła na niego.
    Podbiegła od razu i miała zamiaru zmusić go do ponownego położenia się, choćby miała to zrobić siłą. Miała większe szanse niż zwykle, bo przecież był osłabiony.
    - Zostaw te kable! – próbowała go powstrzymać, odpychając jego dłonie, starać się z powrotem podoczepiać kabelki. Potem pchnęła go lekko, aby usiadł na łóżku.

    OdpowiedzUsuń
  171. Nie chciała tego, ale po pocałunku się roześmiała. A ten śmiech należał do tych nieprzyjemnych.
    - Ethan, nie należę do twojej rodziny i raczej nigdy nie będę należeć – było to brutalnie szczere, ale prawdziwe.- Możesz mnie kochać, ale nadal tkwimy w tym bagnie, z którego nie da się wygrzebać.
    Pozwoliła mu poodpinać kabelki, ale zaraz po tym pociągnęła go mocno (na tyle, na ile mogła) za łokieć, aby z powrotem usiadł.
    - Zostaw tę koszulę – powstrzymała jego ręce.- Patrz, szew puścił – wskazała na jego brzuch, po którym ciekła teraz strużka krwi. Pewnie nawet nie poczuł, że coś się dzieje.- Siedź tu, błagam – powiedziała prosząco.- Zawołam lekarza, żeby to naprawili. Nie możesz tak wyskakiwać z łóżka, nie jesteś jeszcze w pełni zdrowy – trochę go zganiła za pomocą tego ostatniego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  172. - Dlatego, że nikt tego nie chce – stwierdziła, jakby była tego pewna.- Paul mnie nie lubi, Jane też nie bardzo, twój ojciec raczej też nie jest przekonany, bo uważa, że będę się rozpraszać i ciągnąć w dół. Tak będzie, on ma rację. Ze mną obok ciebie będzie tylko gorzej, nie rozumiesz? No i tobie się raczej niespecjalnie spieszy do tego, żeby się żenić, nie? – Virgii też się przecież do tego nie spieszyło, ale akurat w kwestii należenia do czyjejś rodziny lub nie, to była sprawa kluczowa według niej.- Nie możesz dzisiaj stąd wyjść, czy ty zwariowałeś? Muszą to zaszyć na nowo... Kula uszkodziła ci wnętrzności, nie rozumiem, ze to jest poważne? Do cholery, co ci teraz odbiło? – trochę się uniosła.

    OdpowiedzUsuń
  173. - To za wcześnie jeszcze na takie deklaracje – powiedziała to łagodnie, żeby nie poczuł się urażony, bo poniekąd w tym momencie odmawiała. Ale przecież rzeczywiście było za wcześnie.- Może za rok – podsunęła na pocieszenie.- Mam gdzieś, ile praw masz do załatwienia, na razie ty jesteś ważniejszy niż te wszystkie sprawy – zabrała mu poduszkę i usiłowała zmusić do położenia się, ciągnąc lekko za ramię.- Kładź się, bo jak przyjdzie, to cię najpierw opierdoli, że wstałeś. Tak przecież nie można... I nie martw się, nic mi nie będzie, potem odeśpię. W łóżku. Z tobą. Nikt nit wie, że tutaj jesteś, wiec nie musisz się martwić, że nagle ktoś od Hamiltonów wparuje do szpitala.

    OdpowiedzUsuń
  174. - A ty myślisz, że nikt o tym wcześniej nie pomyślał, co? – niemalże przewróciła oczami.- Stoją przed szpitalem, domu też pilnują, karmią zwierzaki... – naprawdę miał ich za takich idiotów, którzy nie zadbają o jego własne bezpieczeństwo?
    Dopiero po chwili dotarło do niej dokładnie, co powiedział. Przy naszym domu.
    - Mam przy sobie broń – poinformowała, trochę zła, bo chyba naprawdę miał ją za idiotkę.- Jeśli myślisz, że wrócę do domu, to się grubo mylisz. Po mim rupie Zostaję tutaj, niezależnie od tego, jak dużo czasu jeszcze tu spędzisz – nie byłaby sobą, gdyby się nie sprzeciwiła.- I lepiej ze mną nie dyskutuj. Idę po lekarza – trochę za mocno trzasnęła drzwiami, wychodząc.

    OdpowiedzUsuń
  175. Zawołała lekarza, ale, standardowo, musiała poczekać na korytarzu. Zerkała jeszcze przez szybę, ale potem wyjęła telefon i zadzwoniła do pracy, bo przez ostatnie kilka dni tego nie robiła. Powiedziała pokrótce, co się stało, a potem zaczęła wmawiać przełożonemu, że Ethan ma zamiar odejść. Zniknąć, wyjechać, odciąć się od tego gangsterskiego świata... Brzmiała przekonująco. Musiał uwierzyć, że jest to prawda, że obiekt operacji zniknie i nie będą mogli go już ruszyć, bo nie będzie ani dowodów, ani dalszych działań... Virgia miała nadzieję, że zaniechają dalszego wywiadu, skoro zaserwowała im takie informacje. Potem powiedziała, że również musi wyjechać, bo nie może Ethana tak zostawić, od razu by się zorientował, że coś jest nie tak. Musiała uciec z nim i nadal udawać. Po zakończonej rozmowie wyjęła z telefonu kartę, przełamała ją na pół, poszła do toalety i spuściła w kiblu.
    Na salę wróciła z wątpliwym uśmiechem na twarzy.
    - Muszę się pozbyć telefonu – poinformowała na wstępie. Na szczęście, lekarz już poszedł.- Obawiam się, że mogą go namierzać. Zniszczyłam już kartę. I jak poprawił ci szwy? – zainteresowała się troskliwie.

    OdpowiedzUsuń
  176. - Co ty gadasz? – zdziwiła się.
    Miała ochotę usiąść na brzegu łóżka i klepnąć go w policzek, jakby był trochę nieprzytomny i chciała go obudzić. A potem z chęcią poprawiłaby mocniej, żeby się opamiętał.
    Zamiast tego, jedynie usiadła, patrząc na niego trochę nieprzytomnie.
    - Słyszysz siebie? Dopiero chciałeś to wszystko rzucić w cholerę, a teraz napalasz się na coś naprawdę okropnego – nie wiedziała, co wymyślił, ale zakładała z góry, że to coś okropnego.- Jak w ogóle możesz zakładać, że nie przeżyjesz? I co ja miałabym wtedy zrobić, co? Ethan, opanuj się, błagam – sięgnęła po jego rękę i mocno uścisnęła dłoń swoją.- Chcesz mnie teraz zostawić? Odesłać gdzieś i już nigdy nie zobaczyć?

    OdpowiedzUsuń
  177. - Nie każę ci odchodzić, po prostu się opanuj! – teraz Virgia też powinna się opanować, bo wzbierała w niej złość, aż zacisnęła mocno usta, jak to zawsze robiła. Dopiero co załatwiła sobie czysty teraz, powiedziała, że rzekomo musi wyjechać, zniszczyła kartę, aby tylko móc spokojnie być z Ethanem, a on... A on naprawdę chciał ją gdzieś wysłać.- Nigdzie się stąd nie ruszę – stwierdziła stanowczo.- A jeśli nadal będziesz nalegał, to owszem, zniknę, tylko że nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Nie wrócę do ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  178. - Stracisz, jeśli będziesz się tak zachowywał – stwierdziła dziwnie pewnym głosem. Musiała to wszystko jakoś powstrzymać, żeby nie wpadł w błędne koło przepełnione furią i nienawiścią. Przecież nie był taki.- Po prostu się zastanów i ochłoń trochę. Nie działaj pod wpływem emocji i wściekłości, która w tobie teraz narasta – wstała nagle.- Będę tutaj siedzieć czy ci się to podoba, czy nie. Wyglądasz normalnie. Jeremy zaraz ci przyniesie coś do jedzenia. Wrócę za godzinę, jak ochłoniesz.
    Znowu rąbnęła drzwiami, mocniej niż poprzednio, aż ją na korytarzu pielęgniarka upomniała.

    OdpowiedzUsuń
  179. Virgia też musiała ochłonąć, żeby czasem nie zacząć na Ethana wrzeszczeć. To, że stamtąd wyszła, dobrze jej zrobiła. Pojechała do domu, umyła się porządnie (albo raczej wyszorowała), doprowadziła do względnego porządku, zajęła się zwierzakami, odciążając trochę ochroniarzy praktycznie otaczających dom.
    W drodze powrotnej do szpitala zatrzymała się na moście i wyrzuciła telefon do rzeki.
    Jeremy, jak zwykle szybko się zmył. Virgia mu się nie dziwiła, bo kto chciałby przebywać z Ethanem w takich okolicznościach... Robił się zwyczajnie irytujący.
    - No siadam – zamiast na brzeg łóżka, przysiadła w fotelu, chcąc zachować dystans.- Chyba powinieneś się trochę zdrzemnąć. Dobrze się czujesz? – zainteresowała się.- Musisz odpocząć chociaż przez kilka dni.

    OdpowiedzUsuń
  180. - Słuchaj, grzebali ci w brzuchu, żeby wyjąć dwie kule, może trochę byś się przejął, co? – trochę go zganiła, bo tak sobie lekceważył własne zdrowie...- Jak mnie ledwo drasnęli, to prawie wyszedłeś z siebie. Póki nie dojdziesz do siebie, to nie pozwolę ci się w nic wpakować, niezależnie od tego, jakie masz plany – zagroziła.- Najpierw to chyba przez tydzień nie wyjdziemy z łóżka, taki wyposzczony wrócisz – zażartowała, żeby trochę rozluźnić atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
  181. - Jasne, pójdę. W szafce masz jedną książkę – wstała i podeszła do owej szafki, aby pokazać, gdzie leży.- Czytałam ci na głos, jak byłeś nieprzytomny – uśmiechnęła się z rozbawieniem, bo to, co robiła, było... Głupiutkie.- Jakieś durne romansidło – przysiadła w końcu na brzegu łóżka.- Ale zdawało mi się, że całkiem ci się podobało i że wszystko słyszałeś wyszczerzyła się, ale zaraz spoważniała.- Mogę się położyć obok?

    OdpowiedzUsuń
  182. - Przecież uważam, spokojnie – miał dziwny zwyczaj ciągłego pouczania Virgii lub niemalże dyktowania je, co powinna zrobić. Czasem ją to irytowało, choć w większości przypadków puszczała to mimo uszu.- Ja tam nigdy w to nie wierzyłam – stwierdziła, układając się obok. Starała się zająć jak najmniej miejsca i nie rozkładać się w taki sposób, aby Ethanowi było niewygodnie.- Coś ci się chyba należy przed powrotem do domu, nie? Żebyś mnie nie zamęczył potem... – zasugerowała i przytuliła policzek do jego ramienia.

    OdpowiedzUsuń
  183. Nie mógł siedzieć w tym szpitalu bez końca, każdy by tam zwariował. Ale chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że będzie trzeba odczekać kolejny tydzień, aby można było zdjąć szwy, a do tego czasu nie powinien wyczyniać nie wiadomo czego, a już na pewno nie powinien się wyginać, skakać i uprawiać seksu bez opamiętania. Czekał go kolejny tydzień postu i Virgia już martwiła się tym, że będzie musiała znosić takiego marudnego Ethana.
    - Żyje, nawet ze mną dwa razy spał – to, ze kot z nią spał, było zaskakujące, ale nie oznaczało, że się od razu zaprzyjaźnili, bo jak znikał, to Virgia kompletnie nie miała pojęcia, gdzie się podziewa.
    Oddała pocałunek, przedłużając go ile tylko się dało, ale przecież nie mogli tylko tak stać i się całować.
    - Naprawdę musisz? Powinieneś jeszcze z tydzień odczekać, aż wszystko będzie z tobą w porządku... – pewnie i tak nie posłucha, ale spróbować mogła.- Na co masz ochotę? – uśmiechnęła się krzywo, idąc do kuchni.
    Trochę jej się humor zepsuł. Ze zmartwienia.

    OdpowiedzUsuń
  184. - Podobno przed chwilą byłeś głodny i chciałeś gotować, a teraz już nie chcesz? – chciała się trochę podrażnić, więc przyczepia się do niekonsekwencji. Wydało jej się to najłagodniejszym sposobem odmowy. Wcale nie chciała odmawiać, tak samo miała ochotę kochać z Ethanem, ale cały czas miała w głowie te wszystkie przeciwwskazania i naprawdę się martwiła.- Ty nie potrafisz delikatnie – stwierdziła i to chyba zgodnie z prawdą. Tak jej się zdawało.- Może być spaghetti? – spróbowała zmienić temat i wrócić do kwestii obiadu.

    OdpowiedzUsuń
  185. - Nie potrafisz – stwierdziła na przekór. Za dużo sobie pozwalał. Niby nie był w pełni sił, a i tak ją przestawiał, próbował rozebrać i trzymał zadziwiająco mocno, jakby miała zamiar uciekać. Cóż, miała taki zamiar, ale nie dała rady.
    Chwilę na to pozwalała, przechyliła głowę na bok, ale w końcu położyła dłonie na ramionach Ethana i spróbowała go od siebie odsunąć.
    - Nie słodź mi tutaj, naprawdę nie powinniśmy – powiedziała łagodnie, choć myślała już o czymś całkiem innym.

    OdpowiedzUsuń
  186. - Ethan, przestań – tym razem trochę mocniej go odepchnęła.- Powiedziałam: nie – brzmiała zaskakująco stanowczo.- Ja ustalam zasady, bo ty totalnie lekceważysz kwestię swojego zdrowia – poprawiła bluzkę i zakryła piersi, choć stanik wyciągnęła sobie przez rękaw, bo skoro już go rozpiął...- Idź na tę kanapę i czekaj. Daj mi chwilę po prostu. Mówiłam, że jak stamtąd wyjdziesz, to się na mnie dosłownie rzucisz przez ten post.

    OdpowiedzUsuń
  187. Nie słuchał. No po prostu nie słuchał, co się do niego mówiło.
    - Cholera jasna! – wybuchła w końcu.- Z tobą się nie idzie dogadać! Powiedziałam ci, że masz iść na kanapę! - mówiąc prosto, tak po prostu teraz na Ethana nawrzeszczała.- Więc wypierdalaj na tę pieprzoną kanapę, czekaj tam i mnie nie wkurwiaj więcej, dotarło? – sapnęła jeszcze na koniec, trochę z irytacji, a potem szybkim krokiem i tupiąc niemiłosiernie poszła do łazienki.

    OdpowiedzUsuń
  188. Źle zrozumiał. Przecież powiedziała, aby poszedł na kanapę i poczekał, a to była poniekąd zgoda. Potrzebowała tylko chwili, aby się pozbierać i poukładać sobie to wszystko w głowie. Z łazienki poszła do kuchni, napiła się mleko prosto kartonu, bo... Akurat miała ochotę na mleko. Kiedy poszła do salonu, Ethana na kanapie nie było i znowu lekko się rozzłościła. Wyszła za nim na taras.
    - Miałeś czekać na kanapie – zaczęła dosyć opryskliwie.- Ale skoro wolisz fajkę od orgazmu, to nie moja sprawa, ty wybrałeś – przeszła na drugi koniec tarasu i stamtąd przyciągnęła leżak.- Siadaj – rozkazała.- Wszystko mnie wkurza, nie mam na nic ochoty, z chęcią zjadłabym lody z popcornem, martwię się okropnie o to wszystko i o ciebie, no i pewnie będę miała okres – wyrzuciła o wszystko z siebie na jednym wydechu.- Siadaj, póki jestem miła, to coś dostaniesz.

    OdpowiedzUsuń
  189. - Chciałam, żebyś usiadł. Usiadłeś –zauważyła logicznie.- Zdejmuj spodnie – rozkazała.- Dostaniesz, co chciałeś. Zobaczysz teraz, jak mi się chce po takim czasie bez seksu. A ci przynajmniej ręką zrobiłam w tym pieprzonym szpitalu, a sama nic nie dostałam – marudziła, kiedy zsuwała się na podłogę, aż w końcu uklękła przed Ethanem na podłodze.- Wiecznie tylko tobie się chce, jakiś niewyżyty jesteś – z łazienki wcześniej wzięła gumkę i teraz zgarnęła włosy i je związała.- A spróbuj choćby zajęczeć, że cię coś boli, to nie wiem, co ci zrobię... – zagroziła i zanim sam się wziął za rozpinanie spodni, już się Virgia tym zajęła, odpinając pasek i rozsuwając rozporek.

    OdpowiedzUsuń
  190. - Słuchaj – zabrała ręce, żeby wiedział, że to, co robiła, nie jest pewne, tylko w każdej chwili mogła zrobić mu na złość i się wycofać.- Dobrze ci radzę, zamknij się, bo jestem już wystarczająco zirytowana. Stare baby nie robią tak, jak ja, więc nie narzekaj – teraz już się nie ruszała, klęczała tak tylko, czekając, aż Ethan trochę się ruszy.

    OdpowiedzUsuń
  191. - No tak, a ty sobie będziesz tylko siedział jak panisko... przewróciła oczami, wstając.- Raz niech stracę. Potem ty będziesz skakać wokół mnie. I się nie wywiniesz.
    Odwróciła się tyłem do Ethana i zsunęła spodnie, jakby specjalnie się przy tym wypinając. To samo zrobiła bielizną, a bluzkę podsuwała do góry powoli, centymetr po centymetrze, przeciągając to celowo, aby czasem nie dostał zbyt szybko tego, na czym mu zależało.

    OdpowiedzUsuń
  192. Odwróciła się powoli, aby być przodem do Ethana, podeszła o krok, ale zamiast usiąść, potrząsnęła głową. Jeszcze nie była gotowa.
    - Za chwilę.
    Sięgnęła od razu dłonią w dół, do łechtaczki i zaczęła ją delikatnie pocierać, aby się przygotować i żeby zrobić troszkę na złość, bo nie mógł zrobić nic prócz patrzenia. Jeszcze bezczelnie patrzył Ethanowi w oczy i oblizała usta.

    OdpowiedzUsuń
  193. Pieściła się tak jeszcze przez chwile, aż w końcu się uśmiechnęła i znowu odwróciła do Ethana plecami. Ale tylko po to, aby tym razem usiąść, trafiając idealnie i biorąc go w siebie z cichym jękiem.
    - Rozepnij – przypomniała sobie, że nie jest jeszcze do końca naga, że ma na sobie jeszcze stanik.
    Trwałą bez ruchu przez jakiś czas, napawając się cudownym uczuciem rozciągnięcia od wewnątrz, bo przecież przez niemalże dwa tygodnie nie mogła tego poczuć.

    OdpowiedzUsuń
  194. Bez zastanowienia odrzuciła stanik gdzieś na ok. I nawet nie musiała nakierowywać rąk Ethana, bo sam zajął się tym, co trzeba, a jeszcze chwilę wcześniej planowała, że sama położy jego dłoń na własnej piersi. Poruszała się delikatnie, ledwie kołysząc biodrami, przez co wsunięcia i wysunięcia były powolne. Głowę odchyliła do tyłu, a związane w kucyk włosy mogły smagnąć Ethana po twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  195. Troszkę przyspieszyła swoje ruchy, nie zastanawiając się nad tym, czy może cos Ethana boleć, bo skoro chciał... Ale nie było to aż tak mocne, aby cokolwiek go bolało, chyba, że byłby naprawdę marudą. Tym razem odnalazła jego rękę, złapała ją i nakierowała na własną łechtaczkę, aby zaczął ją lekko pocierać.
    - Złap mnie za włosy – szepnęła nagle. Sam pomysł był nieco dziwny, ale chciała, aby ją tak trzymał. I przyciskał do siebie. I nie pozwalał przestać.

    OdpowiedzUsuń
  196. To popołudnie według Virgii było naprawdę miłe i uśmiała się, próbując nauczyć Ethana jedzenia pałeczkami. Dawno nie czułą się tak beztrosko, jakby nie miała problemów. Szkoda, że ten nastrój szybko się zepsuł.
    Zdecydowanie nie miała ochoty jechać do klubu, bo wiedziała, ze nie jadą tam dla rozrywki. Tak po prawdzie nie chciała uczestniczyć w żadnych „interesach”, bo wiedziała, że nie jest to nic miłego, a przekonywanie Ethana, aby sobie odpuścił było bezcelowe. Virgia nie chciała patrzeć, jak krzywdzą kolejną osobę. Mimo to, sprawdziła chłopaka w międzyczasie, kiedy nie siedziała u Ethana w szpitalu albo kiedy zwyczajnie spał.
    Nie sądziła, że historia się powtórzy. Czuła się, jakby miała deja vu, z tym, że tym razem na krześle na zapleczu nie siedziała dziewczyna, tylko ten rudy chłopak. Przyłożyła rękę do czoła i miała zamiar od razu stamtąd wyjść, tylko że została powstrzymana. Owszem, posłała Ethanowi złowrogie spojrzenie mówiące „po co mnie tutaj przyprowadziłeś?”.
    - Paul, przestań, to tylko dzieciak – odezwała się znudzonym tonem.- To nie jego wina. Zmusili go, aby to zrobił, grożąc, że zabiją jego rodzinę. Złapali go na drobnej kradzieży, chciał pomóc matce. Wiesz, jak zachowują się Hamiltonowie, choćbyś ukradł im najdrobniejszą rzecz, chcą się mścić albo cię wykorzystać. Jego wykorzystali do tego... Przykro mi to mówić, ale... I tak zabili twoją rodzinę, Ian. W momencie, gdy strzelałeś do Ethana, już nie żyli – historia była smutna i Virgia odwróciła wzrok. Nie chciała, aby coś mu zrobili.

    OdpowiedzUsuń
  197. Virgia przewróciła oczami, słysząc komentarz Paula. Ilekroć go widziała, miała ochotę strzelić go w mordę. Tyle dobrze, że tym razem nie powiedział nic na temat tego, że Virgia również przyszła, jak poprzednim razem (chociaż wcale nie miała ochoty).
    - Siostrzeniec Hamiltona, Carl – poinformowała głosem wypranym z emocji, choć złość się w niej kotłowała. Głównie złość na Paula. Znów.
    Potem spojrzała zdziwiona na Ethana. Chciał go ot tak puścić? To rozwiązanie byłoby najlepsze, na pewno dla tego rudzielca, tylko... Czy tym samym nie narażało chłopka naśmieć z rąk Hamiltonów?
    - Ja radzę wziąć pieniądze i wyjechać – odezwała się, mimo wszystko.- Odnalazłam twojego brata, mieszka w Filadelfii. Nie widziałeś go już z dziesięć lat, prawda?
    Miała nadzieję, że to, co teraz powiedziała, jakoś wpłynie na decyzję chłopaczka i decyzję Ethana. Przecież chyba nie chciał werbować w szeregi mafii piętnastolatka?

    OdpowiedzUsuń