Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

11 września 2016

Kill them all

Duncan O'Conner 

26 lat | uzależniony od wszelkich prochów | aspołeczny | brak empatii | wulgarny | wokalista w Sleepwalkers| ma za sobą dwie próby samobójcze | matka narkomanka i prostytutka | ojciec nieznany | cel w życiu? zabawa | 6 lat w poprawczaku | zazwyczaj maluje twarz by ukryć swoje prawdziwe ja | muzyka tylko ostra z dużą ilością wrzasku i mocnej gitary | czasami słyszy dziwny głos w głowie, który mówi mu straszne rzeczy | uwielbia bójki | ciągle wpada w kłopoty | wierzy w apokalipsę zombie


198 komentarzy:

  1. W takich chwilach tak ta Villemo Steichert zastanawiała się, czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby jednak pójście na studia z reżyserii dźwięku, bo dzięki temu miałaby w miarę spokojne życie (no dobra, od czasu do czasu przetykane stresem egzaminów), a na koniec dostałaby świstek, który być może później pomógłby jej znaleźć pracę. Tyle że doświadczenie miałaby zerowe. Nie miała bladego pojęcia, co ją podkusiło, żeby wybrać inną drogę i chociaż zdawała sobie sprawę, że naprawdę może się dużo nauczyć i nabrać doświadczenia, kiedy od razu spróbuje się pracy, ale przecież nie mogła pracować z kimś do końca życia, nie mogła być wiecznie tylko asystentką. Co będzie, jeśli ktoś zażyczy sobie papierka ukończonej szkoły, aby przyjąć ją do pracy gdzieś indziej? Mimo to, podobało się jej to życie i „praca”, nawet jeśli było trochę wariackie i wiecznie na walizkach. Tak, od czasu, kiedy skończyła szkołę średnią, nie była nawet w domu, jeżdżąc praktycznie po całym świecie. I w sumie całkiem to lubiła.
    Tylko właśnie w chwilach, kiedy Peter Williams, menadżer zespołu, chodził taki wściekły, zastanawiała się, co tu właściwie robi. Tak jak większość ekipy, starała się umykać przed nim, żeby czasem nie oberwać rykoszetem. Bo za godzinę mieli samolot do Londynu, a wokalisty nadal nie było, choć właśnie zaczynała się odprawa. Nic dziwnego, że Williams był taki zły, maszerując po terminalu w tę i z powrotem.
    Nic nie pomagało. Telefon milczał, poczta głosowa była najbardziej irytującym wynalazkiem na świecie, nikt nie wiedział, gdzie jest Duncan, a resztę chłopaków z zespołu najwyraźniej to bawiło. Jakby kompletnie ich nie obchodziło, że następnego dnia wieczorem dają koncert na innym kontynencie, a jeszcze tam nie dotarli. Perkusista jednak w końcu się zlitował, podsuwając przypuszczenie, gdzie najprawdopodobniej znajduje się właśnie ich lider.
    Przez kolejne dziesięć minut Peter znów maszerował w tę i z powrotem, zastanawiając się, co zrobić, bo sam przecież nie mógł jechać po krnąbrnego podopiecznego. Musiał koniecznie lecieć do Londynu tym samolotem, wiedząc, że jeśli sam wszystkiego nie dopilnuje, to się to posypie. I kiedy tak potoczył wzrokiem po całej ekipie, chcąc znaleźć kogoś, kogo mógłby wysłać na tę „misję”, spojrzał na Villemo. A ona jeszcze nigdy nie poczuła się tak zbędna jak w tym momencie, bo to oznaczało tylko jedno. Bez nikogo innego nie mogą się obejść, a ona nie jest na tyle potrzebna, więc z braku laku może się poświęcić i najwyżej spóźnić na samolot. Byle tylko dostarczyła najważniejszą osobistość na miejsce.
    Wzięła to na siebie tylko ze względu na groźby o tym, że ją zwolni ze skutkiem natychmiastowym, które padły z usta Williamsa. Jeśli go nie posłucha i nie zrobi tego, co każe. I na nic się zdały czyjekolwiek protesty. Spisała więc adres od perkusisty na dłoni i pobiegła na postój taksówek przed lotniskiem.
    Szkoda, że „bar na trzydziestej czwartej ulicy” okazał się być jednym z co najmniej siedmiu barów. Pół godziny zajęło jej przeszukanie kilku z nich i dopiero w przedostatnim znalazła tę jakże ważną osobistość, której szukała. Szkoda tylko, że Duncan nie był sam, tylko w towarzystwie alkoholu i jakiejś panienki. A jego dłoń znajdowała się w miejscu na pewno dla niej nieodpowiednim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vill stanęła w pewnej odległości od nich, spoglądając z zazdrością na dziewczynę. Krótka spódniczka, niebotycznie długie nogi, jakie Steichert zawsze chciała mieć, a jakich nigdy nie będzie miała. Nie żeby jej zazdrościła, wcale nie chciałaby być teraz na niej miejscu, choć przecież każda dziewczyna dałaby się pokroić za to, aby znaleźć się w takiej sytuacji z Duncanem O’Connerem. I może nawet coś ukłuło Vill w serduszku, gdy zobaczyła tę sytuację i układ, nie mogła jednak tak stać teraz między tymi wszystkimi ludźmi, tylko musiała coś zrobić. Inaczej Williams ją zabije. A potem zwolni.
      Ruszyła więc szybkim krokiem w kierunku Duncana, widząc, jak przymierza się do wypicia kolejnego drinka.
      - Hola, hola, kolego! – zawołała głosem pełnym nagany, dosłownie wyrywając mu szklankę z dłoni. Za to dziewczynę siedzącą obok całkowicie zignorowała. Choć miała ochotę chlupnąć jej tym drinkiem w twarz.- Za chwilę odleci ci samolot! Peter urwie ci jaja!

      Usuń
  2. Mimo całej sympatii dla Duncana i uznania dla jego pracy, Villemo nie patrzyła na niego, jak ci wszyscy fani zachowujący się bardziej jak zakochani w nim fanatycy a nie zwykli fani. No a poza tym, oficjalnie była teraz w pracy, a to wymagało choć trochę odpowiedzialności. Nie chciała jej stracić, więc musiała zrobić wszystko, aby doprowadzić go na lotnisko i jakoś przetransportować do Londynu. Ale wstępna analiza sytuacji twierdziła, że samolot, którym mieli lecieć, zaraz im ucieknie i marne szanse, aby na niego zdążyli. Głównie przez to, że tyle czasu jej zeszło na poszukiwaniach, ale gdyby nigdzie nie poszedł, to Vill nie musiałaby po niego jechać.
    Przez chwilę miała okropną ochotę złapać tę dziewczynę za włosy, a potem dosłownie ją za nie wytarmosić, przy okazji odciągając ją od O’Connera. A że byłaby w ten sposób niegrzeczna - nie dbała o to. Praca to praca. Cel uświęca środki i jeżeli to miało pomóc w zawleczeniu go na lotnisko... Takie jak ona wpasowywały się w fantazje muzyków, zwłaszcza wyglądem, choć według Vill oszpecały się tymi kolczykami na twarzy (i bóg wie w jakich jeszcze miejscach), kolorową szopą na głowie i tatuażami, które kobietom po prostu nie pasowały. Ale nie jej to było oceniać.
    - Co ja odpierdalam!? – syknęła ze złością.- Zapomniałeś o koncercie w Londynie!? Możesz mieć w dupie Petera, ale chyba nie chcesz zawieść fanów, co? Pomyśl o ich rozczarowaniu, gdy dowiadują się, że koncert się nie odbędzie się, ponieważ nie dotarłeś na miejsce - miała nadzieję, że uderzyła w czuły punkt. I te słowa zadziałają. Ale co mogłoby być ciekawsze od całowania tak ponętnej panienki… Choć tak naprawdę nie miała nawet pojęcia, czy jej słowa w ogóle do niego dotarły, czy je usłyszał. Drinka jednak nie miała zamiaru mu oddawać, właściwie to wyciągnęła nawet rękę, aby wyrwać mu butelkę, bo zdecydowanie wystarczyło mu już alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie sądziła, że pójdzie tak łatwo. Że fani są na tyle ważni, aby przez nich zrezygnować z imprezy. Właściwie wręcz przeciwnie, zdawało jej się, że jacyś tam fani, w sumie obcy ludzie, nie będą w stanie odciągnąć Duncana od perspektywy upojnej nocy z ładną kobietą. Choć jak na gust Vill, pokazywała zbyt dużo. (A może powinna wziąć z niej przykład? Wtedy na pewno przyciągnęłaby trochę męskich spojrzeń. Tyle tylko, że Villemo Steichert się po prostu szanowała.) O dziwo, wzmianka o fanach wywołała reakcję i najwyraźniej odezwała się nuta odpowiedzialności w głowie O’Connera. Albo przeraziła go myśl o tym, jak zbeszta go Peter, bo rzeczywiście czasem było się czego bać, tylko że po niektórych to po prostu spływało i niespecjalnie się przejmowali. W końcu to Williams pracował dla Duncana. Villemo pracowała dla Williamsa. I nie chciała być zwolniona, o nie. Ewentualnie przeszkadzała mu samą swoją obecnością, bo skoro tak uporczywie stała z boku, to oczywiste było, że nie da spokoju i nici z podrywu. Głupio robić cokolwiek, kiedy ma się osobistą widownię. Tak, to chyba był najbardziej prawdopodobny powód, bo właściwie to wątpiła, aby Duncan był w ogóle w stanie bardziej sensownie myśleć, zważywszy na to, że pewnie całkiem sporo wcześniej wypił. A to, że być może miał mocną głowę nie miało tu znaczenia.
    Przewróciła jedynie oczami, słysząc jego komentarz, ale nie powiedziała ani słowa. Nie było sensu wdawać się w dyskusję, musiała to po prostu mądrze zignorować. Uważała, że potrzeba pójścia do kibla to kłamstwo, ale też nic nie powiedziała, bo nie miała zamiaru się z nim szarpać i na siłę ciągnąć go do wyjścia, pewnie by tylko tym gorzej na tym wyszła.
    Czekała grzecznie przy drzwiach wejściowych do baru, zastanawiając się, co takiego w ogóle w nim widzi, ale doszła tylko do jednego wniosku: wcześniej Duncan był inny. I chyba zwyczajnie sodówka uderzyła mu do głowy niestety w ten najgorszy sposób z możliwych.
    Vill naprawdę miała nadzieję, ze teraz już pójdzie z górki, ale jak zawsze, były to płonne nadzieje. Słysząc huk, od razu pobiegła w tamtym kierunku, domyślając się, kto go spowodował. Najgorsze w tym wszystkim zawsze było to, że ludzie, zamiast pomóc i spróbować załagodzić sytuację, zawsze tylko stali i patrzyli z ekscytacją na to, kto wygra. Villemo przepchnęła się między ludźmi, którzy już stworzyli mały tłumek gapiów i niemalże złapała się za głowę, kiedy zobaczyła, co się dzieje. Nie miała zamiaru stać jak inni, tylko od razu doskoczyła do bijących się. Próbowała odciągnąć Duncana, odepchnąć go od przeciwnika, coś tam wrzeszczała, żeby przestał, ale niknęło to w ogólnym hałasie. Drugiego gościa nie znała, choć pewnie gdyby go znała, to i tak by nie poznała, bo trochę oberwał. To właśnie on odepchnął mocno Vill, aż wylądowała na podłodze, bo w końcu dla obu bijatyka była teraz najważniejsza, a ona im w tym, jak by nie patrzeć, przeszkadzała. Sama byłą odrobinę szalona, nie dało się tego ukryć, więc nie bardzo się tym przejęła, tylko szybko wstała, mając zamiar kontynuować to, co zaczęła, mianowicie rozdzielanie obu mężczyzn, bo jakoś nikt nie kwapił się, aby to zrobić. Samo w sobie wyglądało to komicznie, zważywszy na to, że Villemo nie należała do zbyt wysokich ludzi skakała tak idiotycznie wokół obu, nadal coś wrzeszcząc. Wszystko działo się naprawdę szybko i mniej zabawnie zrobiło się, kiedy nieznajomy z irytacji zwyczajnie ją walnął, żeby już więcej nie przeszkadzała. Mocno, bo aż się zatoczyła, wpadła na Duncana, z zaskoczeniem zorientowała się, że z nosa cieknie jej krew, a na domiar złego między rozstępującymi się właśnie ludźmi pojawili się policjanci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miała chusteczek, więc otarła krew wierzchem dłoni. Nie zdążyła powstrzymać Duncana, przez co poniekąd jeszcze bardziej się pogrążył, atakując tego gościa na oczach policjantów. Obezwładnili go, fakt, a nie chcąc robić zamieszania, wyprowadzili na zewnątrz, przed bar. Drugiego gościa też pozbierali z podłogi i wyprowadzili, a na Villemo nikt nie zwracał uwagi. Myślała teraz intensywnie tylko o tym, że jeśli zabiorą ich na komisariat albo, nie daj boże, zamkną na czterdzieści osiem, to nie dość, że na bank nie zdążą na samolot, to jeszcze i na koncert, bo Duncan będzie siedział w cholernym areszcie. A Peter ją zwolni, bo nie dość, że nie przyprowadziły jaśnie pana na miejsce, to jeszcze wpakowała go w gorsze tarapaty. Ludzie się rozeszli, jakaś uprzejma dziewczyna wręczyła Vll chusteczkę, więc wytarła nos i pognała do wyjścia, chcąc ratować sytuację.
    - Panie władzo, proszę posłuchać! – zaczęła donośnie, a głos miała mocny, do tego jeszcze tonem nieznoszącym sprzeciwu.- To wszystko moja wina. Ten facet – wskazała oskarżycielsko palcem na nieznajomego.- Się do mnie bezczelnie przystawiał i nie rozumiał, co to znaczy „nie”. Chciał się do mnie dobrać, ja nie chciałam, odpychałam go, ale i tak nie zrozumiał i dopiero Duncan przyszedł mi z pomocą, odepchnął go i...
    - To nieprawda! – rozległo się z boku, śmiesznie sepleniącym głosem ze względu na brak przedniego zęba.
    - Prawda! I ten właśnie facet zaatakował Duncana za to, że się wtrąca, no i zaczęli się przepychać, próbowałam ich rozdzielić, ale widzi pan, mnie też uderzył – wskazała na nos, gdzie jeszcze odrobinę krwi pociekło.
    Kłamała jak z nut, oczywiście, ale musiała zrobić cokolwiek, byle tylko nie wylądowali w areszcie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie polepszał sytuacji. Wrzaski i wyzwiska zapewne nie robiły dobrego wrażenia na policjantach, więc Vill posłała Duncanowi spojrzenie pełne dezaprobaty, mówiące wyraźnie „zamknij się, ja będę mówić”.
    - Ale panie władzo... – zaczęła dyplomatycznie, ale zdecydowanym głosem.
    - Pani niech się lepiej nie wtrąca i proszę się wytrzeć – nie dane jej było dokończyć, ale przynajmniej wyciągnął w jej stronę chusteczkę. Przyjęła ją i do końca wytarła nos. Trochę Bolał. Zapewne będzie miała sińce pod oczami.
    - Ale prosze posłuchać, panie władzo – zaczęła znów, tym razem tonem nieznoszącym sprzeciwu.- Nam się naprawdę spieszy, bo mamy samolot do Londynu. Nie chcieliśmy się pakować w żadną bójkę, ten chłopak się po prostu do mnie przyczepił i nie zrozumiał odmowy, a Duncan jest trochę porywczy... A jak panowie go zamkną, to się zleci prasa i będziecie mieć tylko więcej problemów, bo nie dadzą wam spokoju i będą wypytywać o wszystko – miała nadzieję, że nikt z gapiów nie wpadł na to, aby nagrać bijatykę telefonem, bo jak nic w ciągu kilkunastu minut filmik trafiłby do sieci i mieliby wtedy oboje przesrane.- Naprawdę lepiej załatwić to polubownie, bo chyba nie chcecie panowie mieć problemów z upierdliwym dziennikarzami albo, co gorsza, z naszym menadżerem, nie? – mimo tego, że pewnie nie wyglądała w tym momencie najlepiej, to i tak posłała policjantowi najbardziej uroczy uśmiech, na jaki było ją w tym momencie stać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Vill zrobiła niezadowoloną minę, kiedy została tak otwarcie zbesztana. Ale lepiej było nie podskakiwać, nie prowokować, tylko wymyślić jakiś inny, bardziej dyplomatyczny sposób. Zastanawiała się nad tym, obmacując swój własny, bolący nos. Powinna przyłożyć do twarzy coś zimnego, może wtedy zapobiegłaby opuchliźnie. Ale nic takiego przy sobie teraz nie miała.
    Słuchała trochę przerażona tej wymiany zdań, bo Duncan coraz bardziej się pogrążał, mimo je wysiłków, aby go z tej sytuacji wyciągnąć. A przecież pokazywała mu oczami i miną, żeby się nie odzywał, bo wszystko zepsuje.
    A w pewnym momencie zwyczajnie parsknęła śmiechem, aż jej znowu krew z nosa pociekła. Jezu, ile to jeszcze miało lecieć?
    - To tylko taki głupi żart – wtrąciła się.- On nie ma zamiaru z nikim spędzać nocy, bo jest już zajęty – kolejne kłamstwo, ale musiała zrobić cokolwiek, aby nie wyszedł teraz na napalonego zboczeńca-pedofila. Podeszła więc do Duncana, chcąc go lekko objąć w pasie.- Może pan go już puścić, nic nie zrobi – miała nawet zamiar ofiarnie się do Duncana przytulić, ale... Śmierdział alkoholem.- A panu gratuluję córki, słucha dobrej muzyki. W takim wieku... – zwróciła się do grubszego policjanta.- Większość dziewczynek pewnie słucha jakiegoś głupiego Biebera. To co, autograf? – postanowiła wykorzystać tę szansę.- Z osobistą dedykacją? – podsunęła.
    W tym samym momencie wbiła Duncanowi łokieć w żebra, żeby się ruszył i trochę poudawał zakochanego. Miała nadzieję, że w ogóle jest w stanie pisać, gdyby jednak musiał.
    Nie pomyślała tylko o tym, że informacja o rzekomym, zmyślonym na prędko związku może pójść dalej w świat.

    OdpowiedzUsuń
  7. Villemo zdawała sobie sprawę z tego, że owszem, dla fanek był bardziej atrakcyjny, gdy był singlem, ale, do cholery, na policjantów po czterdziestce to nie działało. Mogło być jeszcze gorzej, jeśli chodziłoby o córkę któregoś z nich, więc Vill chciała załagodzić sytuacją, którą mogli odebrać odwrotnie, ale z tego wszystkiego wyszła na kłamczuchę. Miała ochotę rąbnąć Duncana między żebra jeszcze mocniej, żeby aż się zgiął i chyba cudem się powstrzymała.
    - Tylko się zgrywa- stwierdziła stanowczo, znów posyłając mu mordercze spojrzenie. Nic nie miał pod kontrolą, przecież praktycznie bełkotał zamiast normalnie mówić, jak w takim stanie chciał dzwonić do nastolatki? – Trochę się dzisiaj pokłóciliśmy i teraz robi mi na złość. Nie bez powodu tyle wypił, wie pan, sercowe problemy... – błagała w myślach, aby teraz cokolwiek potwierdził, bo naprawdę mogło być źle.- Ale ogólnie o ukrywamy, żeby nam dziennikarze na głowę nie weszli, to chyba zrozumiałe, prawda? To co, Duncan, dzwonisz do Alice? Na pewno się ucieszy – albo raczej rozczaruje, jak się okaże, że jej idol w rzeczywistości niewiele ma wspólnego z kimś, kogo można naśladować.- Nie będę zazdrosna – zaśmiała się, jakby to był naprawdę dobry żart.
    Policjant już wyciągnął telefon.

    OdpowiedzUsuń
  8. Och, Vill też nie miała ochoty niczego udawać, nawet mimo tego, że kiedyś o takim związku marzyła, jakby była jedną z tych rozwrzeszczanych fanek. Ale przebywanie w pobliżu Duncana na co dzień trochę zmieniło jej postrzeganie go. Teraz powiedziałą, co powiedziała, aby żaden z policjantów nie przyczepił się do hulaszczego trybu życia, który Duncan właśnie zaprezentował. Chciała to zrzucić na problemy w związku. Związku, który nie istniał i najprawdopodobniej nigdy nie będzie istniał.
    Przewróciła jeszcze teatralnie oczami, kiedy znowu zaprzeczył. Miała ochotę udusić go gołymi rękami.
    - Widzą panowie, co ja z nim mam – westchnęła przesadnie.
    Kiedy Duncan rozmawiała, drugi policjant zapakował do wozu gościa od bijatyki, wręczył Villemo kolejną chusteczkę, a nawet poklepał ją po ramieniu pocieszająco. Wytarła nos do końca, krzywiąc się odrobinę z bólu, ale zapewniła policjanta pospiesznie, że nie chce wnosić żadnego oskarżenia.
    - Czyli co, możemy iść, panowie nas puszczają? – dopytała, kiedy Duncan skończył rozmawiać przez telefon.
    O dziwo, brzmiał dobrze i trzymał fason, to Vill musiała przyznać.
    - Dzisiaj będzie tylko małe upomnienie za zakłócanie porządku.
    Odetchnęła z ulgą, słysząc taką informację z ust policjanta.

    OdpowiedzUsuń
  9. Vill już wcześniej była pewna, że nie zdążą na samolot, więc mądrze, za pomocą telefonu, przebudowała bilety, wybierając kolejny, najbliższy lot do Londynu. Szkoda, że miał być dopiero za kilka godzin, ale i tak zdążyliby na koncert, więc aż tak źle nie było. Peter się powścieka, ale koniec końców przecież wszystko będzie dobrze...
    Kolejny raz tego wieczoru przewróciła oczami i spojrzała na Duncana z politowaniem, pokazując swoją miną, że ma kompletnie gdzieś to, co do niej mówił i że miał jakiś problem. Kompletnie nie wyglądali na parę, więc dobrze, że policjanci już odjechali, bo wszystko byłoby jeszcze bardziej podejrzane.
    - Jak myślisz, lepiej by było, gdyby ludzie gadali o tym, że jesteś w związku, czy o tym, że jesteś niewyżytym zboczeńcem-pedofilem, który chciał przelecieć nieletnią? – spytała retorycznie, po czym bezczelnie odwróciła się do niego plecami.
    Nie skomentowała tego, że znowu pije, choć ewidentnie było widać, że powinien przestać. Nie odpowiedziała też na zadane pytanie, choć w środku ją coś zakuło. Nawet nie wiedział, jak ma na imię... No tak, pewnie jak większość ludzi z ekipy, kojarzył ją tylko z tego, ze jest wredną zołzą. Nie było to miłe, zwłaszcza, że... No cóż, mogła się poczuć jak jedna z tysiąca fanek. One wiedziały o nim mnóstwo, on o nich nic.
    Podeszła do krawężnika z zamiarem złapania taksówki, którą pojadą na lotnisko i zaczęła machać ręką, kiedy w zasięgu wzroku pojawiał się żółty pojazd. Wszyscy jednak ją ignorowali. Albo zwyczajnie nie zauważali, bo łatwo było nie zauważyć małej Villemo.

    OdpowiedzUsuń
  10. No tak, mogła sobie kicać i machać ręką jak idiotka i tak właśnie się poczuła, kiedy nikt nie reagował, a wystarczyło, żeby sobie machnął raz ręką i już taksówka się zatrzymała. Zamruczała wtedy pod nosem coś zdecydowanie niecenzuralnego, ale posłusznie wsiadła do taksówki. A ponowne pytanie o imię znowu idealnie zignorowała. Niech pomyśli, może mu się przypomni. Z taksówki wyskoczył, jakby go parzyło, a Vill wygrzebała z torebki ostatnie drobniaki, aby zapłacić za kurs. Zamruczała pod nosem tym razem coś w stylu „chyba zostanę bankrutem” i z cierpiętniczą miną poszła za Duncanem.
    Za jakie grzechy? Dlaczego padło na nią i musiała się z nim teraz użerać?
    W pizzerii tylko popijała colę, bo nie byłą głodna. Nie odzywała się, ogólnie raczej niewiele rozmawiali, wszystko ograniczało się do podstawowych zdań wypowiadanych bez zainteresowania. Vill się zamyśliła, zagapiła nie wiadomo na co, a ocknęła się dopiero wtedy, gdy usłyszała ten jawny flirt.
    Spojrzała na dziewczynę i, cóż, mogła jedynie pomyśleć „kolejna taka sama”, bo wpasowywała się wyglądem w kanon dotychczasowych panienek, które zaliczał Duncan, bo nawet jeśli nie zdawał sobie sprawy, to cała ekipa o nich wiedziała i nawet Vill wiedziała już, w czym gustuje.
    Cóż, w czymś całkowicie innym niż ona sama.
    - Co? – prychnęła, kiedy zadał jej to idiotyczne pytanie.- Nic ciekawego teraz w kinach nie leci, a chłamu nie będę oglądać – powiedziała wyniośle, ale to była tylko poza, wymówka.- Nie ma mowy, nie spuszczę cię nawet z oka, póki nie wsiądziemy do tego cholernego samolotu – dodała zdecydowanie.
    Cóż, tym razem sobie nie zaliczy i już. Pewnie tym, że odmówiła ewakuowania się, rozpęta teraz awanturę, ale... Wolała awanturę z Duncanem niż z Peterem, nawet mimo tego, że obaj mogli ją zwolnić. Poniekąd.

    OdpowiedzUsuń
  11. Puściła mimo uszu uwagę o własnych ubraniach, bo to już było poniżej pewnego poziomu, jakby nie miał się czego przyczepić. Bo Vill, wbrew temu, co mówił, wyglądała dobrze. I pocieszyła się nawet w myślach, że kelnerka najwyraźniej ma sztuczne cycki, bo żadna normalna kobieta nie ma takich sterczących. I że najwyraźniej wcześniej musiała być totalną deską, skoro nawet po poprawce Villemo miała fajniejsze. Tak się właśnie pocieszała, chociaż koniec końców, to nie ją przecież chciał Duncan przelecieć, więc może rzeczywiście coś z nią było nie tak? Ach, no tak, przecież była złośliwą jędzą.
    Pochyliła się odrobinę nad stolikiem w jego stronę, tym samym dając niezły wgląd we własny dekolt, ale kompletnie nie zdawała sobie z tego sprawy.
    - Pozwól, że coś ci powiem – zaczęła, uśmiechając się teatralnie uprzejmie.- Jak już powiedziałam, nie spuszczę cię z oka choćby na minutę, póki nie wsiądziemy do samolotu. To po pierwsze. Po drugiej, jestem tutaj przez ciebie, bo raczyłeś zapomnieć o koncercie. Wcale nie chciałam tutaj być, ale jeśli sprawisz, że przez ciebie będę miała przesrane, to się odegram, rozumiesz? Po trzecie, nie jestem twoją asystentką ani nikim w tym rodzaju, tylko, jak zdążyłeś wcześniej zauważyć, jedynie dziewczyną od akustyki. Więc jeśli chcesz coś od Petera, to sam sobie do niego zadzwoń i to załatw, bo ja rozkazów wypełniać nie będę. Powinieneś się w ogóle cieszyć, że tutaj jestem i pilnuję biletów, bo sam byś nie ogarnął i wcale nie dotarł na koncert – zamilkła na chwilę, przypatrując się Duncanowi.- Ach, i wiem, o czym teraz myślisz – odezwała się triumfalnie.- Tak się składa, że umowę podpisywałam z Peterem, więc ty nie masz prawa mnie zwolnić – uśmiechnęła się do niego radośnie i bezczelnie. Nad tym właśnie chwilę wcześniej rozmyślała, a Vill nie była głupia, coś tam z przepisów rozumiała.- Nawet nie wiesz, jak mam na imię. Matko, co ja w tobie w ogóle wcześniej widziałam? – ostatnie zdanie wymruczała już bardziej pod nosem, odwracając głowę w bok, bo kelnerka wracała już z frytkami.

    OdpowiedzUsuń
  12. - Och, jesteś taki pewny siebie i myślisz, że ja jestem głupia. Traktujesz mnie jak dzieciaka, który o niczym nie ma pojęcia. Wiesz co? Wisi mi, czy Peter coś wciąga i w jakich ilościach – pokiwała głową dla potwierdzenia.- Jeśli jesteś taki pewien, to może lepiej przeczytaj umowę, którą z nim podpisałeś, bo jeśli go zwolnisz, to pójdziesz z torbami – grunt to się dobrze ustawić, a Peter miał dobry łeb do takich rzeczy. Duncan najwyraźniej jednak podchodził do tego trochę zbyt pobłażliwie, jakby się kompletnie niczym nie przejmował. A interesów trzeba pilnować.- No i cóż, skoro na moje miejsce jest milion takich, to proszę, zatrudnij kogoś z tego miliona – rzuciła prowokująco, odchylając się i rozsiadając na krześle.- Póki jednak nie dolecimy do Londynu, nadal pracuję dla Petera. A moim zadaniem jest dowieźć cię w całości na koncert. Żeby to zrobić, nie mam zamiaru spuścić cię z oka, bo na pewno wywiniesz mi jakiś numer. Tak więc jeśli zamierzasz się pieprzyć z tamtą laską, to proszę, ale będziesz miał jednoosobową widownię, chociaż chyba się zrzygam... – pokręciła głową na samą myśl o tym.- Twoich poleceń nie muszę wypełniać – uśmiechnęła się jeszcze, niby zadowolona.- A jeśli w efekcie będziesz siedział ze mną i się nudził, to tak właśnie będzie. Może zamiast się puszyć i wściekać zrobisz coś, żeby się nie nudzić, co?

    OdpowiedzUsuń
  13. Czyli jednak miał ją za idiotkę, która nie potrafi wypełnić obowiązków, a tym samym robi wszystko, aby ją zwolnili. Z każdą chwilą miała go za coraz większego napuszonego kretyna, co było tym gorsze przez to, że naprawdę myślała, iż jest inny. Wyobrażenia już dawno legły w gruzach, ale teraz było tylko gorzej, bo wcześniej jakoś nigdy się nie zdarzyło, aby spędzili w pobliżu siebie tyle czasu. W bezpośrednim kontakcie.
    A do tego jeszcze użył tego tak bardzo irytującego Vill określenia. Tak bardzo nie lubiła, kiedy ktoś nazywał ją małą.
    Ale zamiast się zezłościć, jedynie westchnęła. Nic nie powiedziała, pozwalając mu wyjść.
    Siedziała tak chwilę, jakby się zastanawiała, co właściwie zrobić, aż w końcu złapała ostatni kawałek pizzy, bo w perspektywie nie było żadnego jedzenia przez kilka najbliższych godzin. Po zjedzeniu wstała, posłała jeszcze głupi uśmiech kończącej właśnie pracę kelnerce, a potem poszła w kierunku, w którym udał się Duncan, jak sądziła. Znalazła go przed lotniskiem.
    Trochę się zmartwiła, bo zrobiło się późno, a ewidentnie zbierało się na deszcz.
    - Daj spokój, przecież robię ci na złość – odezwała się o dziwo, łagodnie, chociaż mówiła do ego pleców.- Już w taksówce napisałam do Petera, że nie zdążymy, nie musisz mi mówić, co mam robić. No i chodź do środka, bo zmokniesz, chyba będzie padać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Peter nic jej nie kazał. Więcej czasu poświęcił na grożenie Vill zwolnieniem oraz na narzekanie wszystko wokół, zamiast wydać jej konkretne dyspozycje. Nie powiedział słowa na temat tego, że ma Duncana pilnować albo skakać wokół niego. Sama pomyślała o tym, że nie powinien tak stać, zwłaszcza, że zrobiło się chłodno i odruchowo pomyślała również o sobie, bo potarła ramiona dłońmi, aby się trochę rozgrzać.
    - Och, odezwał się profesjonalista, który proponuje upojną noc trzynastoletniej córce policjanta – wymruczała ironicznie, bo nie dała rady się powstrzymać. Nie miała w zwyczaju dawać po sobie jeździć, zawsze się odgryzała.
    Twarz Villemo wyrażała to, o czym myślała tysiące razy wcześniej w trakcie tego wieczoru. Za jakie grzechy!? Mało brakowało, a plasnęłaby sobie dłonią w twarz, jak to bywa na kreskówkach.
    - Nie no, naprawdę? – spytała ironicznie, ale równocześnie była zrezygnowana.- Spuść to w kiblu. Ciesz się, tam za tobą nie wejdę – uśmiechnęła się krzywo.- Idziemy?

    OdpowiedzUsuń
  15. Żart żartem, ale na samą myśl o przyjemnych chwilach w otoczeniu kibli i smrodu Vill się skrzywiła. Pokręciła jeszcze lekko głową, tak właściwie do siebie, a potem ruszyła w milczeniu w kierunku toalet. Czekała pod drzwiami, ignorując wścibskie spojrzenia przechodzących ludzi, bo pewnie wyglądała jak idiotka, stercząc tak pod męską toaletą. Trochę się niecierpliwiła, bo mijała minuta za minutą i pomyślała głupio, że wir w kiblu go wciągnął, choć to przecież było niemożliwe. Wysypanie zawartości woreczka i spuszczenie wody nie mogło zająć aż tyle czasu, więc niemalże kicała z nogi na nogę, jakby sama miała potrzebę pójścia do toalety.
    Odetchnęła w końcu z ulgą, kiedy Duncan pojawił się w drzwiach, ale uczucie niepokoju nie zniknęło. Wystarczyło jedno spojrzenie na niego, aby wiedziała, że nie wyrzucił wszystkiego, że jeszcze musiał wykorzystać to, co miał. Przez chwilę miała ochotę wyrywać sobie włosy z głowy i wrzeszczeć z bezsilności, przygryzła więc mocno dolną wargę, żeby nie krzyczeć. I tak już nic nie mogła zrobić, więc jedynie cicho westchnęła.
    - Półtorej godziny – mruknęła w odpowiedzi, zrezygnowana i przygnębiona.- Jak chcesz się zabawić? – spytała dyplomatycznie, mając nadzieję, że jakoś sensownie rozwiąże albo obali jego pomysły.
    Nie miała nawet siły na to, aby go teraz opierdzielać. Przecież i tak nic by do niego nie dotarło.

    OdpowiedzUsuń
  16. To był chyba najgorszy pomysł z możliwych i przez ułamek sekundy na twarzy Vill było widać przerażenie. Raz, że kompletnie się nie znała na kartach, dwa, że nie miała przy sobie praktycznie żadnych pieniędzy, więc nie miała co przepieprzać, a trzy – wiedziała, jak to może wciągnąć i jak jest zgubne dla kogoś, kto nie zna umiaru. Nie zdążyła jednak zaprotestować, więc tylko zrezygnowana powlokła się za Duncanem.
    Dlaczego na tym lotnisku musiało być dosłownie wszystko?
    - Blefować świetnie, grać w karty mniej – mruknęła pod nosem, choć chyba nie oczekiwał odpowiedzi, bo był zbyt zadowolony z siebie i musiał się popisać. Nawet gdyby na niego nawrzeszczała i chlasnęła go w twarz, zapewne by nie podziałało, i tak by się nie opanował. Był zwyczajnie naćpany, tak totalnie i Villemo była przez to wyraźnie zmartwiona.
    - Rekompensata za straszny charakter? – prychnęła, o dziwo sięgając po piwo, choć kompletnie nie miała na nie ochoty. Pieniędzy też nie chciała, nie była łakoma ani chciwa.- Nic mi nie zrekompensuje tego, co muszę tu przez ciebie przeżywać. Bo gdybyś nie poleciał na balety, to teraz bym sobie spokojnie spała w samolocie i niczym bym się nie przejmowała. A tak, muszę się z tobą użerać! Poza tym, ty byś pewnie przeleciał wszystko, co się rusza i ma cycki – no, może nie dokładnie wszystko, w końcu sama Vill też się ruszała i miała cycki, a jakoś jeszcze nic takiego jak seks nie robili.- Jak wypijesz piwo, to jeszcze bardziej będziesz głodny... – zauważyła, bo zawsze tak było.- Matko, czy ty wiesz, ze jesteś totalnie napruty? Mam nadzieję, że cię nie zatrzymają na odprawie, bo się chyba spalę ze wstydu.

    OdpowiedzUsuń
  17. - Więc co takiego miała tamta laska w barze albo kelnerka, która przyniosła ci pizzę, co? – odpaliła, bo to, co powiedział, jak dla niej było bez sensu, bo dalej obstawiała, że i tak przeleciałby wszystko, co się da. To było dobre określenie, wszystko co się da. Tamte by się dały. Vill by się nie dała.- Masz zajebisty talent do wkurwiania mnie – mruknęła jeszcze i odwróciła głowę. Nawet jej się nie chciało na niego patrzeć, bo niemalże miała ochotę rozpaczać. Nad tą sytuacją, bo była beznadziejna, i nad sobą, bo naprawdę kiedyś tłumiła w sobie mnóstwo uczuć, a teraz... Rozczarowanie było ogromne, wszystko legło w gruzach, a Villemo ciężko było to w sobie, w środku pozbierać do kupy.- Piję albo palę wtedy, gdy mam na to ochotę, bo mam dobry nastrój – poinformowała, gapiąc się na butelkę z piwem, którego picie słabo jej szło.- Teraz nie mam nastroju, bo mi go skutecznie zepsułeś. Nie ma to nic wspólnego z Peterem i pracą.

    OdpowiedzUsuń
  18. - Jasne, bierz - przesunęła butelkę lekko w jego stronę.
    Zdarzały się takie okresy, że Villemo widziała Duncana codziennie, bo przecież trwała trasa, jeździli z miasta do miasta… Nie musiała więc w żaden sposób sugerować się plotkami ani głupimi artykułami w gazetach, bo wiedziała, jak często są one kłamliwe. Dzięki temu, że przebywała tak blisko, wiedziała również nieco o jego układach z różnymi kobietami i pewnie dlatego zwykle była tak cięta. W głowie miała swoje uczucia, ale kiedy myślała o tym, że to i tak nic nie oznacza, nie jest ważne, bo co innego się dla Duncana liczy… Nic więc dziwnego, że chodziła zła, dodatkowo jeszcze wmawiając sobie, że go nie cierpi i należy mu się trochę złośliwości, bo trzeba mu okazać to, że go nie lubi. Na pewno nie wiedział, o co chodzi, ale skąd mógłby wiedzieć… Nie czytał Villemo w myślach, nie mógł mieć pojęcia, co się tam kryje w jej serduszku. Więc cóż, niby nic jej nie zrobił, ale… Ale i tak przeżywała, karała jego i siebie przy tym również. Więc jak mogłaby się teraz wyluzować?
    A może tak po prostu wystarczyłoby się do tego przyznać? Albo zwyczajnie być miłą i spróbować zwrócić na siebie jego uwagę?
    Tylko co by to dało, skoro nie lubił takich kobiet i wolał ograniczyć się tylko do jednonocnych przygód?
    Pewnie wyglądali odrobinę komicznie, jak tak szli przez terminal, kiedy to Vill odrobinę Duncana za sobą ciągnęła, trzymając go pod ramię. Minusem sławy było to, że wszyscy człowieka rozpoznawali i czasem nie miało się chwili spokoju. Plusem było to, że zezwalało się gwiazdom na więcej pewnie dlatego nie było teraz problemów z odprawą i stanem wskazującym, choć w sumie Duncan zachowywał się całkiem dobrze, Villemo była zadowolona, nie musiałą go besztać i wszystko poszło całkiem sprawnie. Bagażów nie trzeba było pilnować, bo poleciały wcześniejszym lotem z resztą ekipy, teraz tylko należało wsiąść i lecieć do celu.
    Odczuła w końcu pewną ulgę, kiedy nareszcie opadła na fotel. Bo jednak się udało, jednak dotrą do tej Europy na koncert. I nawet wstawiony (a raczej: totalnie naćpany i napity) Duncan O'Conner na siedzeniu obok jej nie przeszkadzał. Przecież leciała pierwszą klasą!
    Te wszystkie wrażenia ją wymęczyły. Odpowiedzialność, którą złożył na niej Peter była trochę przytłaczająca, zważywszy na to, ze groził jej zwolnieniem. Naprawdę się tego obawiała. Póki co jednak, wszystko szło w miarę dobrze, chociaż ta obawa ciągle gdzieś w niej tkwiła i siedziała z tyłu głowy, pewnie dlatego cały czas była taka nerwowa, choć nawet gdyby nie była, Duncanowi i tak co chwilę by się obrywało. Tak dla zasady.
    Ale skoro dotarli i na lotnisko, i nawet siedzieli już w tym cholernym samolocie… Co jeszcze mogłoby się zepsuć? Vill nie miała pomysłów. Niczego złego nie podejrzewała. Pewnie dlatego rozluźniła się na tyle, że również jej się przysnęło i to dosyć szybko. Głowa zresztą opadła jej na ramię Duncana. I gdyby była tego świadoma, zapewne od razu by odskoczyła, besztając w duchu samą siebie, a potem w efekcie wyżyłaby się na bogu ducha winnemu O'Connerowi. Ale nie miała o tym bladego pojęcia, na szczęście, sam Duncan najprawdopodobniej też nie.

    OdpowiedzUsuń
  19. - Cholera jasna - mruknęła odruchowo, kiedy Duncan się poderwał, a co za tym idzie, Vill została wyrwana z krainy snu. Chociaż ogólnie spała płytko, jak zawsze czuwając. Powiedzmy, była chyba na tyle zmęczona, ze nawet nie usłyszała komunikatu.
    Roztarła ucho, bo zabolało, kiedy się podrywał z miejsca i spojrzała na niego trochę zła. A potem zerknęła na zegarek. Jak zwykle zbyt szybko się ucieszyła. Myślała, że już dotarli na miejsce i to nadzwyczaj szybko, ale co się dziwić, skoro praktycznie zaraz po starcie zasnęła? Zegarek jednak mówił coś całkiem innego, Vill więc zaczęła się martwić. A dosłownie się przeraziła, kiedy została powtórzona informacja o awaryjnym lądowaniu. I nie, nie trzymała się fotela tak kurczowo dlatego, że bała się, iż coś im się teraz stanie. Przeraziła się, bo teraz już była pewna, że nie zdążą na ten cholerny koncert a Peter ją zabije. Oskalpuje, poćwiartuje, zakopie. A potem zabije kolejny raz i kolejny.
    - Zbyt krótko - odpowiedziała słabym, ledwie słyszalnym głosem. Już chyba by wolała, żeby samolot się teraz rozbił, niż żeby musiała stawiać czoła Peterowi.- Peter mnie zabije, rozumiesz!? - wrzasnęła nagle na Duncana.- Jeśli nie zginiemy tutaj, to on mnie zabije! Umrę dzisiaj tak czy inaczej!

    OdpowiedzUsuń
  20. - Jak mam się nie martwić, skoro dopiero co ty mi groziłeś, że mnie zwolnisz! - fuknęła na niego.
    Przecież i tak by nie zrozumiał. Co miała powiedzieć, że naprawdę boi się o pracę, bo jej na niej zależało? Że nie będzie miała potem za co żyć, a matka raczej nie weźmie jej z powrotem do domu i nie będzie utrzymywać? Jego to nie dotyczyło, to były przyziemne problemy zwykłych ludzi, Duncan nie musiał się martwić pieniędzmi i tym, że ktoś go zwolni, bo to on co najwyżej mógł pozwalniać ludzi. Nic dziwnego, że Vill była zirytowana i rozdrażniona, bo dostała zadanie, a teraz właśnie się ono całkowicie sypało. Ale gdyby zaczęła by tłumaczyć, o co chodzi… Była pewna, że i tak by nie zrozumiał.
    W tym właśnie momencie była na tyle przerażona całą tą sytuacją, że zwyczajnie zamknęła się w sobie. Nie klaskała i odwróciła nawet głowę, kiedy na nią spojrzał.
    Mógł się więc cieszyć, że milczała. I w czasie lądowania, i w czasie przetransportowywania się do terminalu, i przez kolejnych kilka(naście?) chwil. Przez kilka minut chodziła zdenerwowana w tę i z powrotem, martwiąc się. I klnąc cicho pod nosem. A kiedy pojawiła się możliwość uzyskania informacji, od razu tam pobiegła. Wykłócała się chyba zbyt długo, próbując za wszelką cenę znaleźć jakąś możliwość wydostania się z tego zadupia, aby tylko zdążyć na koncert i zachować głowę. Niezmiennie słyszała tylko, że wszystkie loty zostały odwołana, a wznowione zostaną… Nie bardzo wiadomo kiedy.
    Gdyby tylko miała walizkę, zapewne kopnęłaby w nią ze złości.
    Co miała teraz zrobić? Albo raczej, co mieli teraz zrobić? Choć wątpiła, aby Duncan w ogóle się tym przejął. Bez żadnych rzeczy, bez noclegu, z zobowiązaniami w innym państwie, nie mogąc się ruszyć z obcego miasta? A w dodatku wisiała nad nią wizja utraty pracy… Już nawet nie miała siły się złościć, ani na Duncana, ani na nic innego. Usiadła tylko na najbliższym krzesełku, mając wrażenie, że zaraz się rozpłacze z bezsilności.

    OdpowiedzUsuń
  21. Villemo jakimś cudem powstrzymała łzy. Jak by to w ogóle wyglądało? Nie mogła sobie pozwolić na żadne słabości. Zwłaszcza, ze mimo tego, co się stało, trzeba było wziąć się w garść i jakoś wszystko zorganizować, bo przecież nie mogli tak siedzieć na tym lotnisku przez kilka kolejnych dni, póki nie wznowią lotów. Próbowała więc wyrzucić z głowy kwestię pracy, zwolnienia, wszystkich problemów i skupić się na chwili teraźniejszej, na aktualnych problemach, które trzeba było rozwiązać.
    Słysząc głos Duncana, od razu podniosła głowę. Owszem, starał się teraz być miły i powinna być za to wdzięczna, ale zacisnęła tylko usta, nic nie mówiąc, bo nie chciała powiedzieć niczego, co jeszcze dodatkowo by go uraziło. Przez chwilę tylko się powstrzymywała.
    - To jak, mam dzwonić, czy nie? - spytała opryskliwie. Skoro mam go zostawić tobie, to nie będę teraz dzwonić, bo mi się oberwie. Ale to nie ma znaczenia, co mu później powiesz – trochę posmutniała.- On dla ciebie zawsze będzie miły, bo przecież to dla ciebie pracuje. Nie może ci pyskować, bo to ty możesz zwolnić jego. Ale ja pracuję dla niego i on może się wyżyć na mnie. Gdybym to ja do niego zadzwoniła, to rozmowa nie byłaby zbyt miła, uwierz mi – w gruncie rzeczy nie miała Peterowi aż tak bardzo za złe tego, jak się zachowywał, bo przecież musiał jakoś egzekwować zasady, organizować wszystko i trzymać to jeszcze w ryzach, aby się nie rozleciało, to była też duża odpowiedzialność. Tylko ze czasem zrzucał ją na kogoś innego, a potem się na kimś wyżywał. I tym razem padło na Vill.- On teraz powie, że w porządku, a na następnym koncercie już mnie nie zobaczysz, uwierz – była o tym święcie przekonana. Właściwie, to już próbowała oswoić się z myślą o tym, że właśnie została bez pracy.- Nie możemy tu zostać – dodała jeszcze.- Pracownicy lotniska powiedzieli, że w pobliżu jest jakiś mały hotelik.
    Super, po prostu super. Ale tego już nie dodała, próbowała powstrzymać tę złość. Tylko że to wszystko było takie trudne. Nie miała ani swoich rzeczy, ani nawet pieniędzy, bo resztą drobnych wydała na taksówkę. A tutaj pewnie jeszcze była inna waluta.

    OdpowiedzUsuń
  22. Niechętnie z początku, ale dała mu telefon, myśląc, że sam się przekona, jak Peter na wstępie na niego nawrzeszczy. A dwa, mogła to zrzucić na kogoś innego, tę odpowiedzialność za rozmowę, więc lepiej dla niej,aby dała ten telefon.
    Słuchałą tej rozmowy, choć słyszała jedynie Duncana, jednak wszystkie reakcje Petera mogła sobie wyobrazić w głowie z prawdopodobieństwem wystąpienia bliskim stu procent. Nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać, więc siedziała tylko taka markotna na tym krześle, jakby zupełnie nie wiedziała, co ze sobą zrobić.
    - Zdaje ci się tylko, że po sprawie - mruknęła niemrawo, ale akurat tego była pewna. Podniosła się powoli z krzesełka.- To może jaśnie pan tam popędzi i coś załatwi, co? Mnie nikt nie posłucha, a tobie dadzą wszystko, co chcesz - to, niestety, była prawda.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tyle rzeczy potoczyło się już niezgodnie z planem, na przekór losowi i chyba na złość samej Villemo, że kiedy stanęła w drzwiach pokoju nawet się nie zdziwiła jakoś specjalnie. Już tyle rzeczy zniosła, że, doprawdy, kolejna złośliwość losu nie zrobiła na niej wrażenia. Westchnęła tylko cicho, wiedząc, że jeśli pójdzie się kłócić do recepcji, to usłyszy tylko, że jest nikim i nie będą spełniać jej życzeń. Niech się cieszy, że w ogóle ma gdzie spać.
    Bo nic poza noclegiem aktualnie nie miała. Nawet ubrań na zmianę, bo te pewnie były już w Londynie.
    Warunki nie były zbyt fajne. Pogodziłaby się już nawet z faktem jednego łóżka, bo mogliby spać na dwóch odległych końcach. Ale żeby ono chociaż było czyste, żeby było czysto w każdym pokoju... Wtedy byłaby chociaż odrobinę zadowolona.
    A tak, czuła swego rodzaju obrzydzenie, które jeszcze się zwiększyło, kiedy dostrzegła, że Duncan chwyta butelkę, która wzięła się tam nie wiadomo skąd i nie wiadomo, co dokładnie w niej było ani kto z niej wcześniej pił.
    - Daj spokój, to ohydne - mimo tego, co powiedziała, wzięła od niego butelkę, ale zamiast się z niej napić, pobiegła do łazienki i resztę zawartości wylała do zlewu. Szybko, aby nie zdążył jej powstrzymać.
    Liczyła na to, że naprawdę uda im się dostać pokój w hotelu, bo chciała chociaż mieć telewizor, aby popatrzeć na wiadomości i dowiedzieć się, jak to jest z tą pogodą. A nie było tutaj kompletnie nic, nawet ręczników, żeby się umyć, a pod prysznic strach było wejść bez klapków.
    - Kto gdzie śpi? - spytała niewinnym tonem, choć wiedziała, że Duncan będzie wściekły o to wylanie wódki.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przecież to był jakiś syf, a nie wódka. Nie wiadomo, kto to wcześniej trzymał w ręce, Vill po prostu dbała o bezpieczeństwo. Mógł sobie wyjść i kupić coś prosto ze sklepu i pić, a nie rzucać się na jakiś syf... Ale przecież tego nie rozumiał, był już zbyt bardzo uzależniony, jak na jej gust.
    Zaperzyła się trochę jak dziecko przez ten jawny brak szacunku. Nie chciała pokazać, że to, w jaki sposób się do niej odzywał, jednak ją zabolało. Czasami miała dziwną ochotę, aby przełożyć go przez kolano i dać mu klapsa jak krnąbrnemu dziecku. Teraz nie mogła tego tak zostawić, puścić go na chlanie jak gdyby nigdy nic, bo naprawdę obawiała się tego, w jakim stanie wróci. A najbardziej obawiała się o siebie, bo równie dobrze po pijaku mógł jej coś zrobić.
    Bez zastanowienia wyleciała za nim z pokoju, choć wiedziała, że go to zirytuje. Rąbnęła drzwiami jeszcze mocniej niż on chwilę wcześniej.
    - Duncanie O'Conner! - dosłownie ryknęła, a należałoby nadmienić, że w tej małej posturze Villemo Steichert krył się naprawdę duży głos.- Zachowujesz się jak patentowany dupek! Co ci zrobił ten kosz, co?! I czemu mi robisz to wszystko!? - w tym momencie, o dziwo, głos jej trochę zadrżał.- Utrudniasz mi wszystko! Wiem, że masz mnie głęboko w dupie, ale mi naprawdę nie jest łatwo - bardzo, naprawdę bardzo tego nie chciała, ale oczy jej się zaszkliły.- Jeśli Peter mnie wyjebie, to nie będę miała gdzie pójść... Nikt mnie nigdzie nie chce, ta praca to jedyne co mam w życiu...- dolna warga jej drżała od powstrzymywania łez.

    OdpowiedzUsuń
  25. No tak, mogliby się tak licytować teraz, kto będzie krzyczał głośniej. To była myśl nie na miejscu, ale właśnie taka wpadła teraz Vill do głowy. Nie przestraszyła się, nie cofnęła się, choć większość ludzi tak by pewnie zareagowała na tego typu zachowanie Duncana, bo jednak był... Dosyć przytłaczającą osobą.
    - Nie porównuj mnie do siebie! - trochę ją rozzłościło takie gadanie, przecież każdy miał inną wrażliwość, inną odporność na trudne sytuacje i inne możliwości charakteru, które pozwalały sobie radzić z trudnymi sytuacjami. Villemo długo dawała sobie radę, ale od czasu do czasu zdarzały jej się takie chwile jak ta, kiedy wszystko ją przerastało. I nawet nie miała się wtedy do kogo przytulić. Jakby przytulenie mogło jej w czymkolwiek pomóc...
    - Potrafię się wyluzować, ale to nie jest żaden sposób, bo wtedy rano jest jeszcze gorzej, nie rozumiesz? - na samą myśl o tym, na wyobrażenie sobie tego, jak się nie raz i nie dwa czuła gorzej rano po nocy imprezy, zareagowała łzami i teraz nie dała rady tego powstrzymać, dwie pociekły po policzkach, a Vill była wściekła na siebie, że okazała aż taką słabość.- Jak mam się ciebie trzymać, skoro dotychczas mnie nie zauważałeś, uważasz, że jestem idiotkę i nawet nie znasz mojego imienia, co? - spytała smutno.

    OdpowiedzUsuń
  26. - Łatwo ci mówić, kiedy masz wszystko i nie dotyczą cię takie przyziemne problemy – zaperzyła się, krzyżując ręce pod biustem. Jedynie na chwilę, bo zaraz, bezwiednie po policzku pociekła jej jeszcze jedna, ostatnia łezka, więc uniosła dłoń, aby przetrzeć oczy wokół, uważając przy tym, aby nie rozetrzeć sobie tuszu. I tak pewnie wyglądała już koszmarnie, rozczochrana i w ogóle, nie musiała sobie jeszcze psuć makijażu, który i tak, znając życie, pozostawiał wiele do życzenia.- Jak piję, to mi się włącza melancholia i zachowuję się jak głupek, już wystarczy, że i tak mnie masz za zestresowaną idiotkę. Czy to moja wina, że się przejmuję? Po prostu mam uczucia – nie chciała, aby zabrzmiało to tak, jakby Duncan ich nie miał, ale... Chyba właśnie tak zabrzmiało.
    Sekundę później, gdy usłyszała swoje imię, na jej twarzy było widać i zaskoczenie, i odrobinę radości i... Oburzenie.
    - Grzebałeś mi w dokumentach, jak spałam w samolocie! – wykrzyknęła.- Na pewno! Inaczej wcale byś nie pamiętał mojego imienia!
    To było niedorzeczne oskarżenie, ale według Vill nie istniała możliwość, aby naprawdę pamiętał jej imię.

    OdpowiedzUsuń
  27. - Owszem, nie wiesz, co czuję, bo masz inny charakter i inne przeżycia za sobą, nawet jeśli również trudne. I dobrze, że nie opowiadasz o tym publicznie, bo to już byłoby poniżej pewnego poziomu – tak jakby go w tym momencie pochwaliła, więc powinien być zadowolony. Ale zaraz potem znowu się zaperzyła. Wyglądała zabawnie za każdym razem, gdy robiła tę swoją minę.- Nic ci do tego, kiedy się ostatnio bzykałam! – fuknęła, ale zamiast groźnie, brzmiało to i wyglądało komicznie.- No i wyobraź sobie, że przez te wasze wieczne trasy nawet nie mogę mieć faceta! – chyba że byłby to jakiś z ekipy, wtedy mogłaby się z nim w ogóle widywać, ale... Jakoś tak nie było w ekipie nikogo ciekawego.- No i dobra, dawaj. Ty wracasz do pokoju, teraz, a ja z tobą zapalę. Umowa? – wyciągnęła do niego rękę.
    Nie pomyślała tylko o tym, że przecież Duncan na pewno nic przy sobie nie ma, ale przecież nie powiedziała, że zapali TERAZ.

    OdpowiedzUsuń
  28. - A widzisz tu jakichś chętnych? – to było pytanie retoryczne, rozejrzała się nawet wokół, aby pokazać, że są sami, a gdyby nie to, że właśnie ściskali sobie dłonie, to zapewne wskazałaby jeszcze ręką na otoczenie wokół.
    Wrócił do pokoju, więc było dobrze. Nie było tam już żadnego alkoholu, kokę wyrzucił na lotnisku, a marihuana... Vill myślała, że nie ma ziółka, jednak kiedy usiadła w fotelu, okazało się, że jednak miał. Ale to już było, według niej, nieszkodliwe. Powinna go chyba uprzedzić, że zwykle, gdy paliła, to momentalnie po tym zasypiała. I tak miała ochotę się położyć, choć samo łóżko ją odpychało, ale nie ustalili jeszcze, kto gdzie śpi. Zdjęła trampki, rzuciła je obok fotela i przerzuciła nogi przez oparcie z boku.
    - No dobrze, to daj – westchnęła cicho i wyciągnęła rękę.

    OdpowiedzUsuń
  29. - Ty nic nie dostaniesz, dzisiaj ja palę – powiedziała to dziwnie stanowczo, jakby się nie chciała dzielić. Mogłaby się podzielić, tak naprawdę nie zależało jej na tym, aby palić, ale skoro powiedział, że po tym bierze go głupawka... A to przecież odwrotnie do tego, jak trawka działała na Vill.
    Umowa to umowa, zapalić musiała.
    - Tak, paliłam już, nie jestem aż taka sztywniarą, za jaką mnie masz – wytknęła mu, podpalając skręta.
    Szybko, byle szybciej, byle nie zdążył zareagować, czym prędzej wypaliła całego skręta, trochę się przy tym krztusząc, ale to zwiastowało dobry efekt.
    - Nie chcę, żebyś mi kogoś szukał, nie potrzebuję faceta, przecież jesteście dupkami – stwierdziła, odchylając się trochę w fotelu i zwieszając głowę przez oparcie.- Opowiem ci dowcip – poinformowała rozbawionym tonem.
    Coś tam popaplała, pośmiała się sama z dowcipu, który oczywiście spaliła, potem ułożyła się wygodniej na fotelu i zasnęła bez ostrzeżenia. A śpiąca Villemo Steichert wyglądała naprawdę uroczo.
    Szkoda tylko, że rano będzie stękać, jak to ją gnaty bolą przez spanie na fotelu.

    OdpowiedzUsuń
  30. Przysnęła i nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, jak to po trawce. Do momentu, w którym całkowicie nagle nie okazało się, że jakimś cudem potrafi latać.
    - Hej…? – wymruczała, na ułamek sekundy unosząc głowę, jednak okazała się ona zbyt ciężka i z powrotem opadła. To musiało być miłą odmianą po wcześniejszym jej zachowaniu, bo wcześniej się ciągle o coś czepiała albo zwyczajnie się darła.- Co robisz? – odpowiedź była zbędna, bo w tym samym momencie poczuła pod plecami materac.
    Łóżko. W łóżku się śpi. Jak fajnie. Ale trzeba się rozebrać, bo inaczej będzie niewygodnie. To były takie skrawki myśli na wpół śpiącego człowieka. Ale i tak, choć trochę nieporadnie, sięgnęła do spodni, aby rozpiąć guzik, potem rozporek i odrobinę zsunąć je z tyłka. Razem z majtkami, z czego kompletnie nie zdawała sobie sprawy.
    - Weź mi ściągnij – głos znów brzmiał mrucząco, na wpół śpiąco. Ale reakcji nie było. No gdzie ten służący, który powinien jej pomagać we wszystkim?- Eeeej, gdzie jesteś, przecież ja cię lubię, możesz mi pomóc? – zamruczała jeszcze, nie bardzo wiedząc, gdzie się ten jej cudny książę podział. Bo przecież to jakiś książę ją przeniósł, prawda?
    Zdecydowanie nie powinna palić.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Lubisz mnie? – w głosie Vill zabrzmiała prawdziwa radość i entuzjazm. Były przesadzone, oczywiście, ale to wszystko było efektem upalenia. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że rozmawia, bo zapewne myślała, że to sen.- Myślałam, że uważasz mnie za idiotkę – wymruczała jeszcze, unosząc lekko biodra, aby ułatwić zdejmowanie spodni. Wraz z majtkami, oczywiście, ale gdyby była świadoma nigdy by nie pozwoliła, a już zwłaszcza na to, aby ktokolwiek widział mały rysunek dmuchawca na biodrze.- Nie chcę się bzykać – potwierdziła, przekręcając się na bok.- Ale książę może się ze mną położyć. Chcesz? Choooodź. Proszę – to „proszę” było naprawdę przekonujące.- Zimno mi w tyłek – zamruczała jeszcze, wciskając twarz w poduszkę.

    OdpowiedzUsuń
  32. - Ale nie idź – odezwała się od razu, choć słowa były przytłumione przez poduszkę, do której nadal miała przyciśniętą twarz.- Gdzie jesteś? – w pokoju było ciemno, owszem, ale pewnie coś by zobaczyła, tylko że... Jakoś do tej pory nie otworzyła oczu.- Stanik mnie gniecie, pomóż mi zdjąć – rzeczywiście tak było, niczym przyjemnym było spanie w staniku, a zdjęcie go w obecnym stanie dla Vill było tak właściwie niemożliwe.- No chooodź – wychyliła się poza krawędź łóżka, żeby zobaczyć cokolwiek i w końcu otworzyła oczy. Jednak wychyliła się trochę zbyt bardzo, bo kilka sekund później straciła równowagę i spadła z łóżka z dzikim piskiem, lądując oczywiście na Duncanie. Aczkolwiek wielka krzywda mu się pewnie nie stała, Villemo nie była jakoś specjalnie ciężka, raczej wręcz przeciwnie. A zamiast zacząć przepraszać albo w ogóle się podnieść, zaczęła głupio chichotać z nosem wciśniętym gdzieś w szyję Duncana.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ten upadek sprawił, że Vill się ocknęła z przytępienia, choć nadal chciało jej się spać. Po prostu miała teraz więcej odwagi niż zwykle, choć normalnie też miała jej całkiem sporo, skoro się tak ze wszystkimi wykłócała.
    - Nie służącym, moim księciem - odpowiedziała od razu, choć z księciem zdecydowanie nie miał nic wspólnego. Nic a nic.- Dziękuję - powiedziała to poważnie, z autentyczną wdzięcznością, bo przecież jej pomógł, a Vill była teraz trochę jak naiwne, ale dobrze wychowane dziecko.
    Potrząsnęła głową i spróbowała wstać, ale zakres widzenia ciągle miała dziwnie ograniczony. Dopiero wtedy wpadła na to, aby zdjąć z głowy własną bieliznę.- Wal się - no, może nie była taka dobrze wychowana, kiedy kładła własny stanik na oczach Duncana.- I nie wymyślaj, nie będę się rano czepiać - oparła się dłońmi o jego tors, trochę się pogramoliła, ale w końcu udało jej się wdrapać na łóżko.- Chodź spać na łóżku. Każę ci - rozkaz w głosie był wyraźny.- Chyba że się boisz, ale obiecuję, nie pogryzę cię.

    OdpowiedzUsuń
  34. - Ten w spodniach też jest biały? – zainteresowała się leniwie, tak trochę dla żartu.- Daj spokój, jeśli myślisz, że zjarałam się na tyle, aby się do ciebie dobierać, to jesteś w błędzie – znowu wychyliła się przez krawędź łóżka, ale tym razem mocno się trzymała i nie zamierzała spadać.- Nigdy w życiu. Chociaż nie powiem, czasem jesteś nawet całkiem seksowny – pokiwała głową z uznaniem.- Na łóżku naprawdę będzie lepiej, przecież jaśnie pan gwiazda nie powinien spać na podłodze, jak to tak... – spróbowała jeszcze od tej strony, ale jeśli nadal nie będzie chciał (a powinien docenić, że Vill z dobrego serduszka chce się z nim podzielić łóżkiem), to nie miała zamiaru więcej go namawiać. Nic na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Ta, jasne, już to widzę, jak byś piszczał, gdyby ci coś tam robili – no, skoro przed chwilę się darł, że go niechcąco uderzyła, a to na pewno było tylko leciutkie muśnięcie kolanem, zdaniem Vill.
    Prychnęła pod nosem, ale skoro nie chciał, to nie. Obróciła się na drugą stronę, nie mając zamiaru więcej go namawiać. Zamknęła oczy i, cóż, momentalnie zasnęła.
    Nie powinien się martwić tym, co będzie rano. Bardziej możliwe było, że poczuje się zwyczajnie zawstydzona niż zła, a potem najprawdopodobniej zamknęłaby się w łazience i nie wychodziła przez kilka godzin. A gdyby już się stamtąd wyłoniła, to nadal z buraczanym kolorem na twarzy.
    Ale nie mogła mieć o tym wszystkim jeszcze pojęcia, bo beztroski sen nie przysparzał dodatkowych problemów, tylko dawał wypoczynek. Nareszcie. Po tylu przygodach i problemach naprawdę nie było nic dziwnego w tym, że kiedy tylko z powrotem zamknęła oczy, natychmiast zasnęła. Już tak na twardo, nie na wpół, jak jeszcze chwilę wcześniej. I teraz już chyba nic nie byłoby w stanie jej obudzić, niezależnie od tego, co miałoby się dziać w nocy.
    Nad ranem się obudziła i przeciągnęła, jeszcze nieświadoma swojego stroju, choć mogła z zadowoleniem stwierdzić, że było jej wygodnie i, co najważniejsze, nie miała odciśniętego biustonosza. Zawsze uważała, że lepiej jest bez niego, ale teraz, kiedy dotarło do niej, że go na sobie nie ma i przypomniało jej się, co wczoraj wyprawiała...
    - Ja pierdolę... – jęknęła, siadając na łóżku.
    Wychyliła się odrobinę za krawędź, ale Duncan jeszcze spał. To była dobra okazja, żeby odnaleźć spodnie i wciągnąć je na tyłek tak, żeby nic nie widział.

    OdpowiedzUsuń
  36. Gdzie on te spodnie położył... Gdyby zostawił je na łóżku albo obok, to wcale nie musiałaby wstawać, tylko ubrałaby je, nie ruszając się z łóżka. A tak, musiała się zwlec, no i oczywiście musiał się obudził akurat wtedy, kiedy spokojna, że nikt nic nie widzi, szła po spodnie.
    Niemalże podskoczyła z zaskoczenia, słysząc głos Duncana. Nie wpadła jednak w panikę i nie dopadła gorączkowo do spodni, aby czym prędzej się zasłonić. Zamiast tego bez zastanowienia pokazała mu środkowy palec.
    - Wal się – miłe powitanie, nie ma co.- Zamiast zrzędzić, po prostu nie patrz – podniosła je z podłogi razem z majtkami, ale ich nie miała zamiaru ubierać.- Jakoś nie wierzę, abyś w ogóle miał zamiar mówić mi cześć przed koncertami – stwierdziła, siadając na brzegu łóżka i wciągając spodnie.- No i nie marudź, przecie nagminnie się gapisz na damskie tyłki, więc powinien to być dobry poranek – co jej odbiło, żeby tak gadać? Powinna raczej zwiać czym prędzej do łazienki i się w niej zamknąć, żeby już dłużej z nim nie dyskutować.

    OdpowiedzUsuń
  37. - A skąd takie czułości? –spytała z rozbawieniem, chcąc się trochę podroczyć, bo takie delikatne pocałunki jakoś nie były w stylu Ethana.


    Nie potrafiła nic poradzić na to, że patrzyła na niego, jak się przeciągał i, na domiar złego, nie mogła oderwać wzroku.
    - Jakiego czadu, człowieku – jakoś tak odruchowo popukała się palcem w czoło.- Nie widziałeś mnie jeszcze, jak daję czadu, to było nic, więc się nie ekscytuj.
    Przebyli już całkiem długą drogę od początkowej niechęci do... Dziwnie sympatycznego dogryzania sobie, jak właśnie Vill zauważyła. A może tylko dla niej brzmiało to sympatycznie? Grunt, że żadne nie czuło się urażone takim choćby „wal się”, bo nic z tego nie było na poważnie. Tak przynajmniej sądziła...
    Ale kolejne słowa Duncana trochę ją jednak zabolały. Bo czy poprzedniego wieczora dopiero co prawie mu się nie rozryczała pod nosem, mówiąc o pracy i o tym, jak bardzo je na niej zależy? A teraz znowu to wykorzystywał, grożąc je zwolnieniem.
    - Nie zrzędzę – mruknęła cicho, a potem jakoś dziwnie sposępniała. Siedziała tak na łóżku niewyraźną miną, jakby sama nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  38. Pewnie rzeczywiście wyglądała idiotycznie, siedząc tak ze spodniami podciągniętymi do kolan i bluzką, która z tego wszystkiego trochę się podwinęła do góry.
    - Przecież ci mówię, że to nic takiego – uniosła głowę i obróciła ją w stronę Duncana. Dlaczego usiadł tak blisko? – Robiłam gorsze rzeczy, naprawdę się tym nie przejmuje, nawet mnie nie poniosło, jak to określasz, to był ledwie kawałeczek moich możliwości... – po co się aż tak bardzo z tego tłumaczyła? Odwróciła z powrotem głowę i westchnęła.- Weź się zdecyduj po prostu, bo raz mi grozisz zwolnieniem, za chwilę, że nie, że mam się ciebie trzymać, a za kolejną chwilę już z powrotem chcesz mnie wywalić. Nie rozumiesz, że mi naprawdę jest trudno w całej tej sytuacji? I to jeszcze z tobą na karku... – no, to był największy problem, widywać go codziennie, tak blisko i wiedzieć, że i tak nigdy nie będzie jej.- Nie chcę pić, bo zacznę ryczeć nad piwem, zobaczysz... No i nienawidzę mieć kaca – wprawdzie nigdy jeszcze nie doprowadziła się do takiego stanu, aby mieć porządnego, prawdziwego kaca, ale nasłuchała się zbyt dużo opowieści.- Nie wiem jak ty, ale ja się muszę umyć zanim gdziekolwiek stąd wyjdę. I ubrać coś czystego, przecież to wszystko jest totalnie przepocone... Ty też mógłbyś się umyć. Śmierdzisz – była szczera, no co.- Dałbyś radę załatwić jakieś czyste ciuchy? – spytała jeszcze z nadzieją w głosie.

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie odgryzła się za ten komentarz na temat tego, czy myśli o następnym dniu, czy nie,. Tak jej było dobrze, nie traciła głowy. Przewróciła tylko oczami, choć miała ochotę również wystawić Duncanowi środkowy palec. Znowu.
    - Nie kłamałabym, ściągnąłeś – zauważyła jeszcze, zanim zniknął w łazience.
    No tak, jemu się zdawało, że wygląda świetnie, według Vill śmierdział i alkoholem, i fajkami, a do tego jak się dołożyło ogólny zapach motelu... Nic przyjemnego. No ale niech sobie tam myśli co chce, w końcu, zdaniem Villemo, miał w sobie mnóstwo z narcyza.
    Kiedy wyszedł, też poszła się umyć. Doprowadziła się względnie do porządku, choć zachwycona swoim widokiem w lustrze nie była. W torebce, jak na kobietę przystało, znalazła maleńkie lustereczko, dwie szminki i, o dziwo, znalazł się tam jeszcze mini tusz i jakaś kredka, choć nie miała bladego pojęcia, kiedy to tam wsadziła. Nawet próbkę perfum tam miała, z czego się bardzo, ale to bardzo ucieszyła.
    Była nieco zdziwiona, że tak chętnie poszedł szukać sklepu, bo nie spodziewała się, że zechce jej pomóc i się zająć czymś takim jak damskie cichy. Ale i tak była z tego zadowolona, nie myśląc jeszcze o tym, co takiego Duncan przyniesie. Ale kiedy wyszła z łazienki zawinięta jedynie w ręcznik i zobaczyła, co przyniósł, niemalże złapała się za głowę. Właściwie, to nie spodziewała się, że już będzie (a posiedziała w łazience naprawdę długo, opętańczo się szorując), dlatego wyszła w samym ręczniku. Ale kiedy go zobaczyła, od razu miała ochotę zawrócić i schować się w łazience. Chyba tylko cudem się powstrzymała.
    - Coś ty kupił... – jęknęła, równocześnie uświadamiając sobie, że jest naprawdę głodna.- Zdajesz sobie sprawę z tego, że ja nie jestem jedną z tych dziwek, które jednorazowo pieprzysz? – a co za tym szło, nie musiała wyglądać jak one i pokazywać więcej niż to konieczne.- Ale o majtkach nie pomyślałeś, nie? A zresztą, nieważne, przecież nie będziesz mi kupował bielizny – równie dobre wcale nie musiała jej mieć.
    Podeszła do miejsca, gdzie spał w nocy, do nadal leżał tam je stanik. Podniosła go, wyprostowała się i stała tak chwilę w milczeniu na środku pokoju, myśląc o tym, że okazała trochę niewdzięczności, tak marudząc, no ale kurczę, przecież nie musiała aż tak świecić cyckami. Nawet jeśli było czym.
    - Dziękuję – wydusiła w końcu, bo jednak powinna podziękować.

    OdpowiedzUsuń
  40. - No głodna - mruknęła, z trochę niezadowoloną miną zabierając ubrania, które kupił.- Nie wiem, nie sprawdzałam telefonu - zdecydowanie nie miała ochoty rozmawiać z Peterem.
    Zanim sięgnęła po jedzenie, poszła do łazienki, aby się ubrać. Rzeczywiście ubrała spodnie bez majtek pod spodem. I chociaż sama nigdy w życiu by sobie takich nie kupiła, to kiedy zerknęła na siebie w lustrze, musiała przyznać, że dobrze leżą i miała w nich zwyczajnie świetny tyłek.
    Miała tylko nadzieję, że nikt jej nie klepnie i nikt nie będzie zaglądał w dekolt.
    - Zjadłeś już obydwa, czy coś dla mnie jeszcze zostało? - spytała, wychodząc z łazienki.

    OdpowiedzUsuń
  41. - Nie wiem, czy dobry, w tyłek mi się wżynają – sięgnęła po kebaba.
    Chyba niepotrzebnie cokolwiek mówiła. Chciała niby mu troszkę dogryźć, aby nie myślał, że jest taki genialny i wszystko mu wychodzi, ale tym komentarzem mogła sprawić, że jeszcze celowo na nią spojrzy, aby sprawdzić, a na koniec jeszcze powie „tak właśnie ma być!”. Gdyby tak zrobił, to chciałaby się chyba pod ziemię zapaść, bo jak by nie patrzeć, kontemplowałby je tyłek.
    Usiadła zrezygnowana na fotelu, aby w spokoju zjeść.
    - Szczerze mówiąc, to nie mam bladego pojęcia, gdzie go zostawiłam... W torebce nie mam. Sprawdź pod fotelem może.

    OdpowiedzUsuń
  42. Vill zwykle mało jadła i zawsze dziwnie powoli, takiego kebaba normalnie zjadłaby do połowy i stwierdziłaby, że więcej nie może. A tym razem praktycznie go pochłonęła w kilka minut Cóż, była głodna. No i wieczorem paliła, to zawsze wzmagało apetyt.
    - Ochłonął na chwilę – mruknęła. Wystarczyło, aby Peter ją zobaczył, a już mu się włączała jakaś dziwna furia, a Vill kompletnie tego nie rozumiała. Jakby miała być idealna dla niego. Nikt nie był idealny, a jak nie znało się oczekiwań, to też trudno było się w nie wpasować.- Nie mówiłam, że nie mam – sprostowała.- Mówiłam, że jak się tak jeździ w trasę, to trudno znaleźć kogoś na stałe. No i daj spokój, wasz kierowca jest po czterdziestce, ma brzuszysko od piwa i brodę jak ci z ZZ Top. Pewnie mógłby być moim ojcem.

    OdpowiedzUsuń
  43. - A co ci do tego? – odparowała od razu. Czemu tak wypytywał? Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie... Zwłaszcza dla Duncana. Dla niego zapewne nie miało żadnego, więc po co w ogóle drążył temat? – Wspominał coś? Ta, jasne... – troszkę zakpiła, ale, cóż, to nie było możliwe, aby jakiś tam Tom o niej wspominał, skoro nigdy z nim nawet nie rozmawiała. A nie, przypomniała sobie, że owszem, raz jej się zdarzyło, ale rozmową nie dało się tego nazwać, bo opierdoliła go za to, że pomieszał jej kable przy ładowaniu sprzętu.- Lubię lody – wyszczerzyła się nagle i można było sobie pomyśleć różne rzeczy.- Ale komedii romantycznych nienawidzę. Tylko co złego jest w tym, że ktoś lubi sobie tak siedzieć w domu pod kocem i oglądać romansidła? - Vill sama tak nie robiła, ale jeśli komuś odpowiadało takie życie, to czemu miałaby tego kogoś krytykować?

    OdpowiedzUsuń
  44. - Taaa, pewnie nawet nie pamięta, jakiego są koloru – trochę ją irytowało takie gadanie, no i byłe sceptycznie nastawiona. A swoją drogą, po cholerę bawił się w swatkę? – Jezu, tobie tylko imprezy w głowie. Nie dasz rady przez jeden dzień utrzymać rumaka w spodniach? Tak bardzo musisz umoczyć? – dezaprobata w jej głosie była wyraźna.
    Poza tym, cały czas ją to bolało. Sam fakt, że zaliczał kolejne i kolejne. Tak samo zabolał ją ten śmiech, którym zareagował na stwierdzenie o zakochanej parze. Śmiał się z tego, tak więc nawet nie dopuszczał do siebie możliwości, że coś mogłoby zaistnieć. Na domiar złego, kiedy zobaczyła dziewczynę, która pojawiła się w drzwiach, już wiedziała, kogo Duncan zaliczy wieczorem.
    Posłała jej wymuszony uśmiech i nie odzywała się, bo zwyczajnie na temat ogniska nie miała nic do powiedzenia. Uśmiechnęła się krzywo, kiedy Duncan zamknął drzwi.
    - Nie masz obowiązku ciągnięcia mnie za sobą, wiesz? Bo chyba będę ci przeszkadzać w podrywie...

    OdpowiedzUsuń
  45. Tak, tak właśnie myślała, bo dotychczas tak właśnie się zachowywał. Próbował poderwać wszystko, co się ruszało i miało cycki, przecież już mu o tym powiedziała i wiedział, co o tym wszystkim myśli.
    Ale to, że się tak bardzo oburzył z powodu je uwagi i domniemania, że planował poderwać tę dziewczynę... Nie potrafiła się teraz powstrzymać i zwyczajnie się roześmiała, co mogło wydawać się nie na miejscu i ogólnie nie pasować do sytuacji.
    - Mogę być drętwa, wisi mi to – machnęła ręką.- Nie powiedziałam, że nie pójdę, uświadomiłam cię tylko, że nie musisz mnie ciągać za sobą poczucia obowiązku, bo naprawdę nie masz wobec mnie żadnych zobowiązań, nawet mimo tego, że dla ciebie pracuję – wyjaśniła, o dziwo, z uśmiechem.- Boli cię to, nie? To, że od razu zakładam, że ją zaliczysz.

    OdpowiedzUsuń
  46. - Ale się oburzyłeś – zauważyła.- Gdyby cię to nie obeszło, olałbyś sprawę, z nie się złościł.
    Mógł mówić co chciał, ale Villemo nie była głupia. Wprawdzie nie była psychologiem, ale wystarczyło po prostu uważnie przyglądać się ludziom. Wiedziała też, że tym, iż drąży teraz temat i wytyka Duncanowi niekonsekwencję, jeszcze bardziej go wkurzy.
    - Dobra, daj lepiej to piwo – sięgnęła po puszkę, którą je wcześniej podsunął. Wprawdzie na picie było zdecydowanie za wcześnie... – Bo się zaraz wkurzysz znowu, jakiś nerwowy jesteś, a gadasz, że ja jestem...

    OdpowiedzUsuń
  47. Tak się zarzekał, że nie ma zamiaru jej zaliczać, a jednak Vill wiedziała swoje i, oczywiście, miała rację. Nie potrzeba było dużo, aby parka zaczęła sobie gruchać na uboczu, a Villemo czuła się na całej tej „imprezie” jak kompletnie zbędna osoba. Nie znała tych ludzi, a na dodatek zwykle miała problemy z nawiązywaniem kontaktów z racji tego, że charakter miała trudny i zwykle zamiast zachęcać, to odpychała od siebie ludzi. Często nieświadomie. Nigdy nie bawiło jej picie na umór, ale tym razem, kiedy tak zerkała potajemnie na Duncana i tę rudą dziewczynę, której imienia nawet nie znała, robiło jej się niedobrze. I fizycznie, i psychicznie.
    Widziała tyle razy wcześniej, jak jakąś obracał, a wtedy to aż tak nie bolało... Czy nie powinna się przyzwyczaić do takiego widoku, uodpornić?
    Chyba się nie dało.
    Na domiar złego, obecni na ognisku ludzie jakoś tak niekoniecznie odpowiadali jej wiekowo. Ale ważne, ze podsuwali jej piwo, które z wdzięcznością przyjmowała, pijąc kolejne i kolejne, bo... Co innego miała do roboty? Chciała chociaż na chwilę zapomnieć o wszystkim, nie myśleć o tym, co się dzieje nieopodal, nie widzieć, co robią te dwie osoby... No, po prostu zapomnieć o tym, co się działo w jej głowie i to już od długiego, długiego czasu. Tylko się bardziej męczyła, myśląc o nieprzyjemnych rzeczach.
    Straciła rachubę po czwartym i nawet jeśli zdawało jej się, że ma mocną głowę, to ciało już niekoniecznie. Ktoś większy od Vill po wypiciu sześciu piw zapewne czułby się lepiej niż ona i mniej odczuwał tego skutki. Nie była pijana, co to, to nie, odczuwała tylko przyjemny szum w głowie i równocześnie przestała się wszystkim przejmować.
    Oczy jej się zaświeciły, kiedy w pobliżu pojawiła się butelka z wódką.
    A co, raz można, byle tylko zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  48. Ogólnie wychodziła z założenia, że skoro wylądowali już na tym zadupiu, to jednak są tutaj razem (przecież nawet dzielili pokój) i powinni się w miarę możliwości trzymać blisko siebie i mieć na siebie oko. Przynajmniej tak zamierzała Vill, tak trochę Duncana pilnować, aby nie robił głupot i żeby go czasem nie zgubić, bo mimo wszystko do kolejnego samolotu musieli wsiąść oboje, a nie, że gdzieś by się zaplątał i znowu byliby w dupie.
    Tak więc, choć niespecjalnie pewnie miał zamiar się nią przejmować, postanowiła go poinformować, że wraca do pokoju, aby się położyć. Wystarczająco już wypiła, tak wieć odpuściła sobie wódkę. Podniosła się i, wbrew domysłom, nie chwiała się, tylko normalnym, prostym krokiem skierowała się w stronę Duncana gruchającego sobie z rudowłosą, której imienia nadal Vill nie znała. Zapewne im przeszkodzi, ale pomyślała złośliwie, że dobrze im tak, sekunda lub dwie ich nie zbawią.
    - Duncan... – sapnęła, kiedy w końcu do nich dotarła.- Ja już sobie pójdę, chyba niezbyt dobrze się czuję... Będę w pokoju – jakbyś mnie szukał, ale pewnie nie będziesz, dodała sobie w myślach.

    OdpowiedzUsuń
  49. Vill nie tknęła wódki, więc była w bardzo dobry stanie. Nie chwiała się, mówiła normalnie, wszystko ogarniała, a jedynym efektem wypicia kilku piw było to, ze zrobiło jej się naprawdę smutno, bo jakaś dziwna prawda zawsze głosiła, aby nie topić smutków w alkoholu, bo one świetnie potrafią pływać. No i właśnie, dopadły również ją, ale nie czułą się wcale źle fizycznie, bardziej psychicznie, a powiedziała co powiedziała tylko po to, aby mieć wymówkę, by wrócić do pokoju i nie zostać potem nazwaną drętwą lub sztywną kolejny raz.
    - Nie jestem pijana – powiedziała to wręcz lodowatym tonem, bo zawsze irytowały ją takie pomówienia i ogólnie wtrącanie się w nieswoje sprawy, a to, w jakim Vill była stanie, zdecydowanie nie było sprawą Gwen.
    Nie sądziła, że sytuacje, jakie miały miejsce jeszcze w szkole, później się powtórzą. Bo Vill sprawiała trochę problemów, głównie przez zbyt porywczy charakter, ale równocześnie zachowywała dobre wyniki, więc nikt nie miał jej tego aż tak bardzo za złe. Tylko po prostu zawsze odpowiadała na zaczepki, zamiast inteligentnie je zignorować (co często robiła teraz – takie wyjście było lepsze) i pakowała się w spięcia albo nawet bójki, bezmyślnie nie zwracając uwagi na to, że przeciwnik jest wyższy, cięższy i ogólnie większy. Czasem je się udawało, czasem nie.
    Teraz została zwyczajnie zaskoczona. Nie wypiła aż tyle, żeby się chwiać i polecieć na ziemię przez najdrobniejszym szturchnięciu. Po prostu przez zaskoczenie nie zareagowała odpowiednio i owszem, spotkała się tyłkiem bezpośrednio z ziemią. To było tak zaskakujące, że nawet się nie poderwała od razu, choć normalnie pewnie by zaraz podskoczyła i zaczęła się kłócić. Zwłaszcza, że poczuła się upokorzona, bo widzieli to wszyscy i jeszcze była powodem, przez który się śmiali. Może było jej przykro, ale nie okazałą tego. Właściwie, zanim zdążyła zareagować, Duncan już ją podniósł, czego Vill również się nie spodziewała, bo sądziła raczej, że dołączy do śmiechu i ją zignoruje.
    Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, jakby przyleciał z innej planety, bo raz, że był tak blisko, a dwa – zachowywał się kompletnie jak nie Duncan. Nie była w stanie sensownie zareagować, choć normalnie posłałaby Gwen triumfujący uśmieszek. Trochę zesztywniała, bo taka bliskość była zbyt poufała jak dla ludzi, którzy chcą mieć ze sobą raczej niewiele wspólnego, zwłaszcza fizycznie. Powinna się cieszyć, a czuła się skrępowana, czując dłonie na biodrach, usta niemalże na szyi i w ogóle... I w ogóle to było takie dziwne, że kiedy drzwi od pokoju się zamknęły, Vill od razu się wyrwała.
    - Widzisz? Nie powinnam tam iść. To był koszmar jakiś – palnęła, opadając na fotel. Było jej jeszcze gorzej i teraz naprawdę miała ochotę się porządnie upić.

    OdpowiedzUsuń
  50. Spojrzała na piwo sceptycznie. Nie miała ochoty na kolejne, bo jak na jej aktualny, chwilowy gust, było zbyt słabe, a jednak je otworzyła i upiła łyk.
    On nie chciał jej macać, a Vill, owszem, chciała, żeby to robił. Nie tylko raz, ale i częściej. I nie po to, aby coś udawać, tylko na serio. Ale jak miałaby mu o tym powiedzieć? Przecież by ją wyśmiał.
    - Nie odbiło ci po skręcie, tylko po prostu nie umiesz trzymać kutasa w portkach – powiedziała szczerze, może trochę wulgarnie, ale już jej to teraz wisiało.- I jeśli myślisz, że uwierzę, że masz tylko piwo... – oczywiście, że musiał gdzieś skitrać butelkę czegoś mocniejszego, byłą tego pewna jak jeszcze nigdy niczego w życiu.- Gdzie masz wódkę? – spytała, wstając z fotela. Piwo odstawiła na stoliczek i zaczęaą szukać. Zajrzała pod fotele, pod łóżko... Gdzieś musiał to schować.

    OdpowiedzUsuń
  51. - Ta, jasne – mruknęła kpiąco.- Problem w tym, że tej jedynej nie znajdziesz, nie? – i kółeczko się zamykał, doprowadzając tylko do jednego wniosku: nie potrafił utrzymać go w spodniach. Tak myślała Vill i kropka.
    Kieliszki? Prychnęła cicho. Ale miała rację, gdzieś schował butelkę i przepełniła ją teraz satysfakcja, że się tego domyśliła.
    - Też mam taką nadzieję – mruknęła apropo lotu, unosząc kieliszek. Chlupnęła sobie, skrzywiła się i popiła piwem. A potem już się nie cackała, odsunęła kieliszek na bok, chwyciła butelkę i upiła prosto z niej kilka łyków, aż się zakrztusiła.

    OdpowiedzUsuń
  52. - Nie wierzę ci – wyszczerzyła się do Duncana.
    Sama nie wiedziała, czy wierzyć w taką historyjkę, czy nie, uśmiechała się teraz, bo już trochę wypiła i miała lepszy humor, no i przynajmniej miała pogląd na to, jakie kobiety mu się podobały. W sumie, łyknęła całkiem sporo, zanim zabrał jej butelkę.
    - Wiedziałam, że takie lubisz! – wykrzyknęła triumfalnie.- Żeby były wytatuowane! A ja mam tylko jeden malutki... – który zresztą mogła zobaczyć, jeśli rzeczywiście się przyglądał przy ściąganiu jej spodni poprzedniego wieczora. Tak czy siak, jeśli o to chodziło, nie wpasowywała się w upodobania.
    Nie robiła sobie teraz PR i nie chwaliła się tym, zetem potrafi całkiem nieźle śpiewać. Przecież już dawno uznała, że nie ma to znaczenia i lepiej będzie zająć się produkcją czyjejś muzyki niż tworzyć swoją. Nie bez powodu podłączała teraz kabelki i ustawiała dźwięk.
    - Daj mi jeszcze trochę – wyciągnęła rękę, aby oddał jej butelkę.- I co jeszcze miała, hm? – rozłożyła się na fotelu tak jak poprzedniego dnia, przerzucając nogi z boku i zwieszając głowę.- Kolczyk w języku? – palnęła nie zastanawiając się; skąd je to w ogóle przyszło do głowy? – Podniecają cię takie? – sięgnęła jeszcze po swoje własne piwo, które wcześniej otworzyła i wypiła szybko połowę zawartości, znowu się krztusząc. Trzeba było usiąść prosto, a nie wlewać to w siebie w takiej dziwnej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  53. No, to o czym opowiedział powinno całkowicie zmienić postrzeganie go nie tylko przez Villemo, ale też przez większość ludzi, dla których był tylko dupkiem, który próbuje zaliczyć każdą kolejną. Patrzyła tak na niego chwilę, gdy skończył mówić, z autentycznym zainteresowaniem, ale też niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Nie było dobrych słów na taką chwilę, więc milczała chyba z minutę, aż w końcu trochę się ruszyła na tym fotelu, upiła kilka łyków z butelki, krzywiąc się przy tym, a potem wyciągnęła rękę do Duncana.
    - Napij się jeszcze trochę, to może ci będzie lepiej – stwierdziła. Chociaż na chwilę lepiej. Do końca – nakazała, bo sama już zdecydowanie nie powinna pić wódki. Zamiast tego, dokończyła swoje piwo, znów zwieszając się głową z fotela.
    - Nie ma sensu kochać duchów - stwierdziła.
    To nie był dobry moment na zwierzenia, bo Vill traktowała wszystko zbyt beztrosko i raczej nie okazywała w tym momencie specjalnej empatii. Chociaż starała się być miła.

    OdpowiedzUsuń
  54. - Ten o piciu, czy o duchach? – dopytała, bo cóż, chyba oba brzmiały trochę dziwnie, a trochę śmiesznie. Śmiesznie zwłaszcza wypowiedziane jej beztroskim głosem.- Ja się bawię! – stwierdziła, trochę się wyginając, przez co prawie zleciała z fotela.- Daj mi jeszcze jedno piwo. Jest ohydne... – no tak, ohydne, ale i tak je piłą, gdzie w tym logika? Chyba już nie myślała racjonalnie jak wtedy, gdy była trzeźwa, czyli niemalże zawsze.
    Nie czekała, aż podejdzie i jej poda, sama wstała, choć zaraz po wstaniu wylądowała na podłodze. Dotarła jednak do reklamówki, wyjęła jedno, otworzyła i upiła kilka łyków.
    - Taaak, zajebisty. Ale ja nie umiem tańczyć.
    No na pewno nie w tym stanie, bo choć przez chwilę udało jej się stać, to po wypiciu kolejnych kilku łyków piwa i zrobienia dwóch kroków w stronę łóżka potknęła się nie wiadomo o co i znów wylądowała na podłodze, tym razem chichocząc opętańczo.

    OdpowiedzUsuń
  55. Przez kilka chwil leżała na brzuchu z policzkiem przytulonym do zimnej, brudnej podłogi. Dopiero potem przekręciła się na plecy i nadal leżała, jakby wstanie sprawiało jej ogromną trudność.
    - Gdzie mi tu z tymi łapami – zaśmiała się, na oślep trzaskając go lekko po owych łapach, ale chyba nie trafiła.- Nooo, piwo najważniejsze – stwierdziła, kiedy w końcu zorientowała się, po co sięgał.- Jaaa, ale mi się nic nie chce teraz... – wpatrywała się w sufit, który zamiast biały, był szary od brudu, w większości pewnie od dymu papierosowego.- Zimno się robi... Czujesz? Sutki mi sterczą – no tak, dla Vill była to oznaka tego, że robi się zimno.

    OdpowiedzUsuń
  56. - Ale ja nie chcę iść spać – zaprotestowała od razu.- Nie jestem podniecona. Ale mogę być. Wiesz, co mnie podnieca? – przez ułamek sekundy miała na twarzy rozmarzony wyraz.- Kolczyki w sutkach – wyznała, nawiązując zresztą do tego, co przed chwilą mówiła. Przewróciła się na bok i akurat tak się złożyło, że spojrzeniem napotkała oczy Duncana. Chyba trochę za blisko siebie leżeli.- Masz takie? – spytała jak gdyby nigdy nic.- No normalnie tak mi się tutaj przyjemnie robi... – zsunęła dłoń gdzieś na brzuch.

    OdpowiedzUsuń
  57. - Ale ja nie chcę spać! – powtórzyła dobitniej.- Nie masz takich, ale jestem teraz rozczarowana! – chyba naprawdę była.- Aż mi podniecenie przeszło! – zaśmiała się, o dziwo, co nijak do tego wszystkiego nie pasowało.
    Chciał się obrócić plecami do Duncana, ale podłoga ogólnie była niezbyt wygodna (aż dziwne, ze mógł na niej spać całą noc), więc Vill w końcu usiadła, przykładając dłoń do czoła. Chyba się trochę zrobiła...

    OdpowiedzUsuń
  58. - Nie chcę, co ty. Nawet nie jestem w stanie, najebałam się – chciała wstać i odnaleźć opuszczone piwo, gdzieś je przecież zostawiła, a na pewno coś tam w środku jeszcze było.- Ty zacząłeś temat, więc się mnie nie czepiaj – no tak, przecież on pierwszy powiedział, że może jest podniecona... Choć nie miała powodu. Po prostu było chłodno, choć po wypiciu takiej ilości alkoholu powinno jej być gorąco.
    Dorwała opuszczoną butelkę, dopiła resztkę, to były może ze trzy łykani ruszyła w kierunku łóżka. Znowu się potknęła, tuż przy nim, przez co dosłownie na nie runęła. Znowu trochę za blisko Duncana. Ale przecież nie zrobiła tego celowo.
    - Jakbyś był tak miły, to możesz mnie przytulić, będzie mi lepiej... – tak jej się to jakoś wzięło nie wiadomo skąd i zanim pomyślała, już powiedziała to na głos.

    OdpowiedzUsuń
  59. - Hohoho, ale się cenisz. Że niby tak świetnie przytulasz, całujesz i jesteś taki dobry w łóżku? – zakpiła trochę, też w żartach.- Sprawdzać nie będę, nie stać mnie – gdyby nie leżała, pewnie wzruszyłaby ramionami. Ale leżała, gapiła się w ten sufit i myślała o tym, że wystarczy już tego picia, a pewnie i tak wszystko jest pozamykane i nie powinien iść po następne piwa. Jeszcze mu przecież kilka zostało, no i naprawdę nie chciała, aby rano stękał, że ma kaca... To były zbyt trzeźwe myśli jak na kogoś, kto wypił tyle, co Vill.
    Przekręciła się na bok tak samo jak Duncan i znowu się złożyło tak dziwnie, że miała naprzeciw siebie jego twarz, tak samo jak chwilę wcześniej, gdy leżeli na podłodze. Poczuła się trochę dziwnie, a ta racjonalna nuta w głowie podpowiedziała, aby się odsunęła i zaczęła paplać o jakichś bzdurach, ale zamiast to zrobić, Vill uniosła rękę, położyła ją na policzku Duncana, wyciągnęła szyję i tak po prostu go pocałowała. I zdecydowanie nie było to lekkie, krótkie muśnięcie.

    OdpowiedzUsuń
  60. Było to skrajnie nieodpowiedzialne, lekkomyślne i niebezpieczne dla ej własnej psychiki. Bo przecież nie pomyślała o konsekwencjach, jakie pojawią się rano, o tej niezręczności wynikającej z jej zachowania. A na dodatek, zrobiła to pierwsza! Nawet tak nie wypadało, bo pewnie sobie przez to pomyślał, że na niego leci i ogólnie jest niezaspokojona (co jej zresztą wcześniej wytykał). Nie wypadało, aby to kobiety się narzucały.
    Szkoda tylko, że niezależnie od tego, kto zaczął. Vill poczuła w brzuchu te głupie motylki, dziwną ekscytację wzmożoną przez alkohol. Zamiast mądrze się odsunąć, objęła Duncana rękoma za szyję i przyciągnęła bliżej siebie, zupełnie nie przejmując się tym, co wypada, a co nie. Albo co powinna robić, a czego nie powinna pod żadnym pozorem.
    A pod żadnym pozorem nie powinna go całować. Ani teraz, ani nigdy. A jednak to zrobiła.

    OdpowiedzUsuń
  61. Dla Villemo nie było problemem to, że ze sobą pracowali. Nie było to problemem, gdyby mieli być w związku. A tak jednorazowo, w ramach przygody... Cóż, potem rzeczywiście mogło się zrobić niezręcznie. Tylko że jakoś miała to gdzieś, przecież właśnie działo się coś, o czym kiedyś marzyła (choć z czasem jej przeszło). Całowała się z Duncanem O’Connerem. Co ciekawsze, nie odepchnął jej, tylko się zaangażował, dotykał... I nie miało znaczenia, ze oboje wypili trochę zbyt dużo.
    No, miało znaczenie o tyle, że Vill powoli robiła się senna, zwłaszcza tak leżąc na łóżku.
    Napawała się tą chwilą jeszcze przez pewien czas, z niezwykłym zaangażowaniem oddając pocałunki, ale kiedy poczuła gdzieś na udzie wybrzuszające się spodnie Duncana, trochę ją to otrzeźwiło. Z cichym westchnieniem odsunęła głowę.
    - Dzisiaj też będziesz spał na podłodze? – spytała, bo nie chciała, aby tak było.

    OdpowiedzUsuń
  62. - Ty też jesteś pijany – zauważyła.- Stanął ci – zachichotała, choć to wcale nie było zabawne.
    To było... No, oznaczało, że się podniecił, że jakoś na niego ta sytuacja zadziałała, czyli Vill nie była takim totalnie aseksualnym obiektem, tylko jednak coś tam wywoływała. Poprawiło jej to humor.
    - Na co komu gumki – mruknęła, przeciągając się.- Leż tutaj, wiem, że jest niewygodna. Nie chciałeś wczoraj, mówiłeś, że ci tam dobrze, masz za swoje – była troszkę złośliwa.- Pomóż mi tylko i rozepnij stanik, ciesz się, ze nie musisz takiego nosić, to czasem tak gniecie... I wiesz, w sumie to całkiem dobrze całujesz.

    OdpowiedzUsuń
  63. - Jaram cię – stwierdziła odkrywczo.- Eeeee, to tylko dlatego że jesteś pijany, normalnie byś nawet na mnie nie spojrzał – na pewno tak było, w końcu gdyby było inaczej niż mówiła, to dogadaliby się wcześniej.- Po prostu go rozepnij – rzuciła rozkazująco i przekręciła się na brzuch, aby mógł spokojnie sięgnąć. Sama też spróbowała sięgnąć, aby pozbyć się wżynających się pasków i ramiączek, ale poduszka okazała się zbyt miękka i Vill bezwiednie zamknęła oczy, choć jeszcze nie zasypiała.

    OdpowiedzUsuń
  64. - A ja nie widzę wcale – poinformowała, no i kto miał gorzej? Raz, że trudno wygiąć ręce do tyłu, dwa, że palce już się mieszały od wypitego alkoholu, a trzy, że przecież nie wiedziała tego zapięcia. Ale kiedy poczuła, że paski się rozluźniły, odetchnęła cicho z ulgą i przekręciła się z powrotem na bok, tylko ze tyłem do Duncana. Sama miała zamiar zdjąć sobie ten stanik do końca, ale skoro pomógł... Nie miała nic przeciwko. Była mile zaskoczona. Tam samo tym, gdzie ułożył dłoń, ale nie zaprotestowała, bo zbyt bardzo szumiało jej w głowie.
    Oczy miała zamknięte, jęknęła cicho pod wpływem pieszczoty, ale również całkiem szybko zasnęła.

    Za oknem było trochę jaśniej, kiedy się przebudziła, a to oznaczało zmianę pogody, choćby miała to być tylko drobna zmiana. Zaskoczyło ją to, że głowę miała opartą na ramieniu Duncana, a jego dłoń znajdowała się pod jej własną bluzką i to w miejscu, w którym zdecydowanie nie powinno jej być. Co gorsza, palce zaciśnięte na je własnej piersi, sprawiały Vill przyjemność. Nie zmieniało to jednak faktu, że poczuła się dziwnie, a do tego zaskoczona, że w ogóle śpią razem w jednym łóżku i to do tego w takiej pozycji... To nie powinno się zdarzyć. Ale pewnie i tak przysnęłaby teraz z powrotem i spała dalej, gdyby jakiś natarczywy dźwięk nie wwiercał by jej się przez podświadomość do głowy. Dopiero po chwili udało jej się go zlokalizować.
    - Hej – mruknęła ewidentnie zaspanym głosem, szturchając lekko Duncana.- Telefon ci dzwoni.
    Pewnie Peter, to była pierwsza myśl. Mogła wstać i też odebrać, powinna też strącić czym prędzej z siebie rękę Duncana i odsunąć się od niego, zanim się obudzi, ale... Nie zrobiła tego.

    OdpowiedzUsuń
  65. Do Vill z początku chyba nie bardzo dotarło, gdzie ta ręka Duncana się znajduje. Całkiem, jakby to było coś normalnego, jakby spali w takiej pozycji codziennie. Otworzyła szeroko oczy dopiero wtedy, kiedy zabrał dłoń, ale zdawało się, że nie ma to dla niego żadnego znaczenia, więc nie powiedziała na ten temat ani słowa.
    O dziwo, głowa ją nie bolała jakoś bardzo. Tylko trochę. I owszem, słyszała, co wrzeszczy Peter i dzień wcześniej zapewne by się tym przejęła, teraz było jej wszystko jedno. Przecież całowała się z Duncanem O’Connerem, nic prócz tego nie miało znaczenia. Szkoda tylko, ze sprawiał wrażenie, jakby tego nie pamiętał.
    Wychyliła się za łóżko, aby sięgnąć po stanik, który jej wcześniej zdjął. Koncert czekał, trzeba było się zbierać, choć z chęcią jeszcze trochę by poleżała.
    - Ty masz telefon – stwierdziła.- Sprawdź sobie godzinę. A zresztą, to inny kontynent, chyba ci się nie przestawił sam... Nie wiem, wygląda na jedenastą. O której jest lot? Nie za godzinę czasem? – no tak, potem czekały ich ze trzy godzinki lotu, a później trzeba było się przygotować do koncertu... Jak mu kac nie przejdzie do tej pory...

    OdpowiedzUsuń
  66. Co miała mu podać? Telefon? Przecież dopiero co przez niego rozmawiał. Bo tym razem rozładowany był telefon Vill, co zresztą przyjmowała z ulgą, bo przynajmniej to nie do niej dobijał się Peter.
    Słyszała hałasy z łazienki, ale ani trochę nie było je szkoda Duncana. Właściwie to głupio zachichotała i chciała mu jeszcze trochę dokopać, mówiąc, że jest tylko mocny w gębie, a rzyga jakby dopiero zaczynał porządnie pić. Ale pewnie by się wkurzył, znowu na nią nawrzeszczał, że ją zwolni, więc sobie odpuściła.
    Ogarnęła się i pozbierała swoje rzeczy (których zresztą było niewiele), kiedy był w łazience, więc kiedy z niej wyskoczył, z niewzruszoną miną siedziała na fotelu i cierpliwie czekała. Wprawdzie chciałaby się jeszcze trochę obmyć, choćby przemyć twarz wodą, ale ewidentnie nie mieli czasu. Zawsze mogła to zrobić w samolocie.
    - No ju,z już, chodźmy - powiedziała to uspokajająco, żeby nie panikował.- Załatwiłam już transport na lotnisko.

    OdpowiedzUsuń
  67. Adres mieli, spokojnie dotarliby na miejsce, więc nie trzeba było przyjeżdżać na lotnisko. Vill jednak wiedziała, że Peter sobie nie odpuści, więc nie była zaskoczona, że go widzi. Ale żeby od razu z całą świtą? Jakby chciał mieć świadków, kiedy zacznie się na nią wydzierać, przez co czułaby się podwójnie upokorzona.
    Zadziwiające było to, że nie zaczął na wstępie, tak przy wszystkich ludziach. Cały czas wyczekiwała najgorszego, więc starała się zejść mu z drogi, chcąc to odwlec do momentu, aż będą sami. Chowała się za Duncanem, żeby nie mógł jej zauważyć i przypomnieć sobie, ze przecież miał ją opieprzyć o całą tę sytuację.
    W samochodzie tak samo, wcisnęła się w kąt, aby nikt jej nie przyuważył, byle być dalej od Petera. Nie ze strachu przed nim, ze strachu przed tym, że zaczęłaby się z nim kłócić, a wtedy byłoby tym gorzej.
    Nie rozumiała z początku złości Duncana, bo nie wiedziała, o co chodzi. Kiedy gazeta wylądowała na jej kolanach i Vill przeleciała wzrokiem po tekście, przy okazji patrząc na niewyraźne zdjęcie (ewidentnie z komórki) w dosyć jednoznacznej pozie, najpierw parsknęła cichym śmiechem. Wiedziała, kto zrobił to zdjęcie, przecież to było wiadome. Tak samo jak domyśliła się, kto poszedł z informacją do brukowców. Spoważniałą dopiero po chwili, ale najwyraźniej zbyt późno, bo Peter zdążył usłyszeć to rozbawienie.
    - Tak cię to śmieszy!? – byłaby by bliska prawdy, gdyby powiedziała, że dosłownie w tym momencie ryknął.- Wiedziałem, że mi coś wywiniecie. A ty... – na chwilę oderwał się od patrzenia na drogę i wskazał na Duncana.- Oczywiście nie potrafisz się powstrzymać, nie? Ale żeby tak łapać się wszystkiego, co jest pod ręką! Już żadnej innej nie było?! Zrozumiałbym, jakbyś jakąś inną przeleciał, ale ONA!?
    Villemo poczuła się w tamtym momencie, jakby ktoś przyłożył jej w twarz.

    OdpowiedzUsuń
  68. Trzeba było go nie wpuszczać na przednie siedzenie, tylko wcisnąć do tyłu, bo znała Duncana już na tyle, że wiedziała, że czasem wybuchał bez powodu (tak samo zresztą jak i sama Vill). Teraz wprawdzie powód był, ale gdyby siedzieli obok siebie, to przynajmniej mogłaby go powstrzymać. Inna rzecz, że gdyby tak usiedli, to tylko wzmogłyby się podejrzenia, więc lepiej było zachować dystans i udowadniać, że nic między nimi nie ma.
    Aczkolwiek tego, że wybuchnie w takim momencie, jednak się nie spodziewała. W końcu co go obchodziło, co takiego gada na nią Peter? Nie mogła zaprzeczyć, bo to było miłe, że w tym momencie jej bronił, ale równocześnie poniekąd potwierdzał swoją reakcją, że coś zaszło w trakcie tego przymusowego przystanku na trasie.
    Wyrwała się do przodu, nie zważając na pasy, i próbowała przez siedzenie powstrzymać Duncana, jakoś go przytrzymać, żeby się nie szarpał, nie wrzeszczał już i ogólnie siedział spokojnie. Fakt, słabo jej wyszło, ale kiedy opadł już na siedzenie, mogła przełożyć rękę ponad oparciem i lekko złapać go za ramię.
    - Jest okej – szepnęła.- Daj spokój, nie trzeba.
    Nawet jej się nie śniło, że Peter za cokolwiek przeprosi.

    OdpowiedzUsuń
  69. Chyba wszyscy byli zaskoczeni tym, że kłótnia przybrała aż taki obrót. Kiedy Duncan wysiadł z auta, zapanowała dziwna cisza. Vill siedziała tak bez ruchu, trochę oniemiała, ale kiedy w końcu się ocknęłą, szturchnęła łokciem siedzącego obok niej perkusistę.
    - Zrób coś – szepnęła nagląco.
    Potem otworzyła drzwi i chciała wysiąść, ale zapomniała o pasach, wiec została przez nie zatrzymana, co zapewne wyglądało komicznie i idiotycznie. Gafa stulecia. Kiedy się w końcu wygrzebała z auta, niewiele się zastanawiając poleciała za Duncanem, chociaż takim zachowaniem znowu potwierdzała podejrzenia. Nie zachowywali się tylko i wyłącznie jak współpracownicy, których kompletnie nic nie łączy. Wcześniej tak było, byli dla siebie obcy, ale teraz to już tak nie wyglądało.
    Trudno było go dogonić, ale w końcu jej się udało. Był w obcym mieście, leciał przed siebie jakby go goniło stado duchów co najmniej, nie mógł sobie gdzieś tak pobiec, bo potem mógł nie trafić do hotelu albo, jeszcze gorzej, na koncert.
    - Hej! No hej, no! – dopadła do niego, złapała za łokieć i dosłownie uwiesiła się na ręce.- Odpuść sobie. On się zachowuje jak chuj, wiem, ale naprawdę wszystko ogarnia. Nie niszcz tej współpracy przeze mnie, bo to nie jest tego warte.

    OdpowiedzUsuń
  70. I co miała mu teraz powiedzieć? Że owszem, Peter jest chujem, ale to wszystko wygląda tak właśnie, jak mówił? Vill niby była tak blisko, ale jednak z boku, bo owszem, widziała, jak Duncan sprowadza sobie kolejne dziewczyny, ale nie miała pojęcia, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami, a wnioski nasuwały się same. Zwłaszcza po tym przymusowym przystanku, kiedy to chciał poderwać Gwen, no i po tym, jak sami... Miałaby mu o tym teraz przypomnieć? O tym, ze przecież się całowali? Bo zdawało się, że kompletnie tego nie pamiętał.
    - Słuchaj, bo my... – zaczęła niemrawo. Nie dokończyła, bo parsknęła śmiechem.- Apokalipsa zombie? Ale jak byłby już zombiakiem, czy jeszcze zanim by się stał, to byś mu strzelił? – dopytała żartem.

    OdpowiedzUsuń
  71. Śmiała się jeszcze przez chwilę, bo wyobrażenie sobie tego było zabawne.
    - My nic - odpowiedziała od razu, poważniejąc. Lepiej było o tym nie wspominać, bo pewnie zrobiłoby się niezręcznie, a ta cudem zbudowana nić porozumienia jak nic by pękła i znowu byliby dla siebie praktycznie jak obcy ludzie. A tego Villemo nie chciała.- Już ci lepiej? Jesteś w stanie tam wrócić i nie rzucić się na niego?

    OdpowiedzUsuń
  72. Chciała go jeszcze klepnąć po ramieniu jakoś tak przyjacielsko, ale wydawało jej się to takie niezręczne, więc zrezygnowała. Miała nadzieję, ze coś tam Peterowi nagadali w tym aucie, żeby się uspokoił i ogólnie załagodzili sprawę, zdawało się, że tak, zważywszy na to, że nie było żadnej awantury, kiedy wrócili do auta.
    Tylko ploty... A Vill tak bardzo pragnęła, żeby to wcale nie były tylko ploty. Nie uśmiechała się, jedynie westchnęła.
    - Jedźmy już, bo się jeszcze spóźnimy. Muszę dźwięk ustawić.

    OdpowiedzUsuń
  73. Dla Vill plusem było, że pomiędzy europejską trasą, a tą mini-trasą po USA była taka krótka przerwa, bo to oznaczało ciągłość pracy. A jak trasa się skończy, oficjalnie jej praca również i wtedy albo mogłaby spróbować na czas przerwy zaczepić się przy kimś innym i znowu jeździć, albo... Albo znaleźć mieszkanie, wynająć i czekać na trasę, bo przecież nadal miałaby ważną umowę. Tyle tylko, że nie było ją stać na wynajmowanie mieszkania. Póki co jednak, mogła się rozkoszować hotelami i nawet dostawała zwykle osobny pokój, choć zwykle wszyscy mieszkali po dwoje. Powinna jednak myśleć o tym, żeby zamykać go na klucz, bo potem miała takie niespodzianki jak teraz.
    Była zmęczona i nie mogła się wyspać. A do tego miała za sobą godzinną rozmowę z matką przez skype’a, co dla Vill zawsze było męczące, bo matkę miała specyficzną. Drzemała na łóżku tuż obok laptopa, oczywiście leżąc sobie w samych majtkach, a wtedy musiał wparować Duncan. Pewnie by na niego nawrzeszczała, gdyby nie to, że już ją widział w majtkach. A nawet bez nich.
    - Co? – spytała mało przytomnie, podnosząc głowę.- Tak, jasne - nawet nie wiedziała, o co zapytał, ale oczywiście się zgodziła.

    OdpowiedzUsuń
  74. No pomyślałby kto, że się tak nagle zawstydził. Może dlatego, że był trzeźwy? Gdyby tak teraz powiedziała, to pewnie by się obraził. Ocknęła się, uświadamiając sobie, że nie ma na sobie spodni i mogłoby to być nieco niezręczne, no ale... Bez przesady.
    - No to po co włazisz od razu, zamiast zapukać i poczekać, aż ktoś cię zawoła? – spytała, siadając.- Daj spokój, zaraz coś ubiorę. Co chcesz? coś musiał chcieć, przecież nie przyszedłby ot tak sobie, żeby pogawędzić.

    OdpowiedzUsuń
  75. - Dlaczego miałbyś coś chcieć? Może dlatego, że ot tak sobie nigdy ze mną nie rozmawiałeś, więc nie sądzę, abyś przyszedł sobie pogadać. Lepiej mnie ignorować, jestem tylko członkiem ekipy – ostatnie zdanie mruknęła trochę zgryźliwie. Sięgnęła po spodnie leżące koło łóżka, najwyraźniej bezwiednie je zrzuciła na podłogę po ściągnięciu, a potem przysnęła.- Owszem, miałam plany, zamierzałam odespać, bo jestem potwornie zmęczona nawet nie wiem czym... Ale jak już przylazłeś, to gadaj, co chcesz, a nie zawracasz mi dupę bez powodu – no, nie była zbyt miła, ale nikt nie jest miły, jak się go budzi.

    OdpowiedzUsuń
  76. Akurat wciągała spodnie na tyłek i podskakiwała śmiesznie, jakby chciała siebie samą podnieść do góry za nie, co w całości wyglądało komicznie. A kiedy Duncan w końcu wydusił z siebie, o co mu chodzi, Vill powinna powiedzieć „wiedziałam, że jednak przyszedłeś po coś konkretnego”, ale zamiast tego parsknęła śmiechem.
    - A ty myślisz, że ja się znam na garniakach? Skąd niby? – też sobie wybrał doradcę.- Edward bierze ślub? Nie wiedziałam – pewnie dlatego, że ja akurat nikt nie zaprosił.- Co mu się tak spieszy? Ile on ma lat?

    OdpowiedzUsuń
  77. - Wyżerasz mi zapasy – zauważyła z nutą dezaprobaty w głosie.- Nie masz dziewczyny jakiejś czy coś? Tyle się ich kręci wokół ciebie, każda byłaby zachwycona, mogąc ci pomóc... A jakbyś jeszcze ją tam ze sobą zabrał! A poza tym, masz stylistki na zawołanie! I ty do mnie przychodzisz? – uśmiechnęła się, bo kompletnie nie rozumiała tego, co nim kierowało, a jak się czegoś nie rozumiało, to najlepiej było się uśmiechać.- Nie wiedziałam, bo ze mną prawie nikt nie rozmawia. Przecież raczej nikt mnie ni lubi – nadal się uśmiechała, mówiąc to.- Nie dostałam zaproszenia, przecież jestem tylko z ekipy.

    OdpowiedzUsuń
  78. - To czemu a nie mam wolnego? – spytała ironicznie. Choć to akurat je odpowiadało, płacili za hotel i w ogóle... – Jak nie masz dziewczyny, jak wystarczy sobie przygruchać jakąś chętną, przecież każda na ciebie poleci – każda bez wyjątku, nawet Vill, niestety, ale do tego nigdy w życiu by się nie przyznała.- I nie gadaj bzdur, bo dopiero co mnie nie cierpiałeś i wrzeszczałeś na mnie, że mnie zwolnisz – przypomniała.- Teraz chcesz iść? – dopytała znudzonym głosem, rozkładając się z powrotem na łóżku.

    OdpowiedzUsuń
  79. Villemo z natury wszystkim dogryzała, a skoro jej na to pozwalał, a nie się z nią kłócił albo odpłacał tym samym, tym chętniej to robiła.
    - Pytałam, czy chcesz iść teraz? – powtórzyła, bo nie odpowiedział na pytanie, a przy okazji przeciągnęła się, leżąc na łóżku.- Z kim w ogóle tam pójdziesz? Kogo wybrałeś? – pytała o to, bo autentycznie byłą zaciekawiona, choć nie powinna. Nie powinna się dowiadywać, aby potem nie zazdrościć.

    OdpowiedzUsuń
  80. - Ty nie masz z kim iść? – zakpiła. Chciała jeszcze dodać „nie rozśmieszaj mnie”, ale się powstrzymała.
    Leżała tak na łóżku, gapiąc się w sufit, jakby wcale nie miała ochoty ani zamiaru teraz wstawać i gdziekolwiek iść.
    - Nic od ciebie nie chcę – stwierdziła dziwnie poważnie.- I nie mam zachcianek.
    Może to nie do końca była prawda, bo Vill chciała jednej, jedynej rzeczy. Którą mogła dostać tylko i wyłącznie od Duncana. Żeby po prostu z nią był i kochał. Ale to było niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
  81. - Nie jestem każdą. Ani wszyscy - odpowiedziała od razu, zwlekając się łóżka.- Ani tym bardziej nie jestem babą - mruknęła już bardziej do siebie, idąc do łazienki.
    Musiała się doprowadzić do względnego porządku i szybko przebrać, bo co jak co, ale w czymś, w czym przed chwilą spała, nie miała zamiaru wychodzić na miasto. Nie robiła tego złośliwie, ale pewne było, że trochę sobie poczeka w tym aucie. I chyba minęło z pół godziny, zanim Vill zeszła na dół.
    - Nie znam tutaj żadnych sklepów - poinformowała na wstępie, pakując się do auta.

    OdpowiedzUsuń
  82. - Zrzędzę jak prawdziwy facet, który ma iść na zakupy - zauważyła, rozsiadając się.- To ty powinieneś zachowywać się, jakbyś szedł na ścięcie, a nie na zakupy, spełniam twoją powinność - rozbawiło ją to stwierdzenie, więc się uśmiechnęła.- Po prostu źle trafiłeś, bo nie należę do tego rodzaju kobiet, które uwielbiają łazić po sklepach. Ale dobrze, będę grzeczna i postaram się pomóc na tyle, na ile mogę. Nie powinno nam to długo zająć, bo ładnemu we wszystkim ładnie - trochę się nie zastanowiła przed wypowiedzeniem ostatniego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  83. - No pewnie, że jestem! – zaperzyła się dla żartu.- Przecież nie cierpię zakupów, to jest sto procent męskości! No i patrz, patrz – śmiesznie zgięła rękę.- Takie mam mięśnie! – oczywiście, nic tam nie było, zważywszy na to, że Villemo po prostu należała do tych małych ludzi, którzy naprawdę nie mogą się poszczycić potężną posturą, no ale przecież sobie tylko żartowała, więc koniec końców się zaśmiała sama z siebie.
    Zadziwiające, że jak na kogoś, kto nie lubi chodzić po sklepach, tak bezbłędnie trafił do miejsca, gdzie można było się obkupić i to... Cóż, w cenach zdecydowanie wychodzących poza budżet przeciętnego obywatela. Kiedy palił papierosa, a Vill patrzyła na wystawę, niemalże złapała się na głowę, widząc kwoty na metkach.
    - Co? – spytała trochę nieprzytomnie, kiedy zaczął gadać.- Oglądałeś to? - zdziwiła się.- Nie miałeś co robić, czy co? - znów można było usłyszeć odrobinę kpiny w jej głosie.- Kiedyś tam byłam na jakimś... Ale jako dziecko, więc to się chyba nie do końca liczy... Matka mnie ubrała w taką durną zieloną sukienkę i podkolanówki. Skoro coś tam jest, to tam chodźmy – ruszyła w danym kierunku, myśląc przy tym o tym, że gdyby sama miała sobie kupić coś za taką cenę, to z miejsca by zbankrutowała i musiałaby ogłosić upadek finansowy swojego małego, jednoosobowego gospodarstwa.

    OdpowiedzUsuń
  84. - Tak, wiem, że śpisz... – mruknęła, bo trudno było nie zauważyć, ze szybko zasypiał w samolocie, ostatnim razem zresztą na jej własnym ramieniu.
    Poczekała grzecznie przed sklepem, przewracając oczami. Do zakupów Vill podchodziła zadaniowo. Miał być garnitur? Więc szła prosto po garnitur, a nie zatrzymywała się w tysiącu miejsc po drodze.
    - Skoro Maggie jest niezłą laską, to znaczy, że wolisz ciemne włosy u kobiet? – to było na wpół pytanie, na wpół stwierdzenie.- Wynajmij sobie kogoś, żeby prowadził te strony w Internecie, będziesz miał mniej na głowie – podsunęła, wzruszając ramionami.- Chodź już, proszę, do tamtego sklepu, bo mi się niedobrze robi od nadmiaru ludzi tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  85. - Kolor włosów naprawdę ma aż takie znaczenie? – nie wiadomo po co drążyła tę kwestie i to całkowicie na serio. Całkiem, jakby chciała usłyszeć, że owszem, ona też mogłaby się Duncanowi spodobać, choć wcale nie miała ciemnych włosów.- Ludzie właśnie tego oczekują – mruknęła.- Chyba. Żebyś pokazywał im swoje śniadanie. To chore, ale... – ale co mogła poradzić?
    Chwilę obserwowała ekspedientkę w salonie z garniturami, a kiedy dostrzegła na ladzie centymetr krawiecki, uśmiech pojawił się na ustach Vill.
    - Dzień dobry – przywitała się w końcu.- Pani rozmierzy i zobaczymy, co pasuje, dobrze? – spytała uprzejmie, żeby nie zrazić do siebie kobiety. Nie wyglądała na wyluzowaną i nowoczesną, a oboje, i Vill, i Duncan wyglądali dosyć... Nietuzinkowo.
    Sama zaczęła się rozglądać, chcąc wybrać jakiś krój, aby był równocześnie elegancki i odrobinę szalony, wyróżniający się.

    OdpowiedzUsuń
  86. - Panna młoda z reguły ma sukienkę białą, jak sądzę – zauważyła Vill logicznie, mając na myśli ogół panien młodych, a nie siebie samą, bo cóż, jej do jakiegokolwiek ślubu było daleko. Nawet nie zauważyła, że to był już kolejny raz, kiedy ktoś ich wziął za parę. Nie powinni się tak pokazywać, przecież jedna bzdura w gazecie już się pojawiła.- Jeśli pani go już mierzyła, to proszę podać ten – wskazała na manekina.- I może jeszcze ten – pokazała na inny – może coś z tego będzie, mi się te dwa względnie podobają. A tobie? – odwróciła się do Duncana, ale nie czekała na odpowiedź.- Jak nie, to nie będziemy sprawdzać, w ogóle cokolwiek ci się tu podoba? Jak nie do końca będzie leżało, to zawsze można trochę garniak poprawić, prawda? – zwróciła się do ekspedientki, która potaknęła
    Zadziwiające, jak szybko przejęła kontrolę nad sytuacją..

    OdpowiedzUsuń
  87. - Ja nie potrzebuję sukienki, nigdzie nie idę przecież – zaprotestowała od razu.- A moda to jest na czerwone guziki – mruknęła jeszcze, jakby była znawcą w zakresie mody, choć zdecydowanie nie była.- Trzeba było mi powiedzieć, że lubisz fioletowy. Koszulę przecież możesz taką mieć, nie pomyślałeś? – zwróciła się już do Duncana.- Mi pani niech nic nie przynosi, nie stać mnie na kupowanie w takim sklepie – nie wiadomo po co to powiedziała, ale powiedziała szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  88. - Po chuj mam coś przymierzać, skoro i tak tego nie kupię? – syknęła, już trochę rozzłoszczona, co było widać po słownictwie, bo nie po to tutaj przyszła, aby się stroić.
    Skrzyżowała ręce pod biustem i odwróciła się do Duncana plecami, jakby naprawdę strzeliła focha.
    - Mam specyficzny gust – stwierdziła głośno.- I zwykle nic mi się nie podoba – miała nadzieję, że to zniechęci oboje, i ekspedientkę, i Duncana.- No i nikt tu nic nikomu nie stawia – a już zwłaszcza, że i tak nigdzie nie miała iść.

    OdpowiedzUsuń
  89. - Nie no, pierwszy lepszy to nie! – Vill automatycznie zaprotestowała.- Tak nie możesz, to musi choć trochę pasować! Dobra, idź może do przymierzalni, ja z panią wybiorę i ci przyniosę. Wezmę pod uwagę to, że lubisz fiolet – obiecała. Popchnęła lekko Duncana w stronę przymierzalni i poleciała za ekspedientką, myśląc o tym, że do tego przecież trzeba jeszcze koszulę.
    A buty? Przecież to w innym sklepie. I będą musieli iść do kolejnego? Na co się porwali z tymi zakupami, tak właściwie?

    OdpowiedzUsuń
  90. Wróciła z trzeba wybranymi zestawami.
    - Uprzedzałam, żebyś mnie nie brał – przypomniała, aby podkreślić, że to jest tylko i wyłącznie jego wina. Przecież nie chciała iść u mówiła, że nie lubi zakupów, ale Duncan się uparł... Więc teraz miał za swoje. Powiedziała to przez firankę, a do środka wsunęła tylko dłoń z wieszakami. Zawróciła jeszcze po koszule, takie, aby pasowały kolorystycznie do garniturów, a kiedy przyszła z nimi, mimowolnie odchyliła zasłonkę bardziej, aby podać je Duncanowi.

    OdpowiedzUsuń
  91. Stała tak z tymi wieszakami przed przymierzalnią i mało brakowało, a zaczęłaby pogwizdywać z nudów.
    - Nie, aż tak beznadziejnie to nie jest – odpowiedziała dyplomatycznie.- Po prostu jest niedopasowany, ale akurat tego chyba się nie da poprawić... Przecież rękawy są za krótkie. A kolor chociaż gra?
    Podała mu drugi wieszak. Na szyciu się nie znała, ale niektóre rzeczy mógł zauważyć każdy, bo były zwyczajnie logiczne.

    OdpowiedzUsuń
  92. Żeby tak nie stać jak idiotka, to sobie odeszła na bok, przyglądając się jeszcze innym zestawom i równiutko poukładanym na półkach koszulom. Kiedy ją zawołał, nie zdziwiła się, tylko uznała, że już się przebrał i chce ocenić drugi garnitur. Zdziwiła się dopiero wtedy, gdy podeszła i jednak wcale nie miał na sobie marynarki, tylko w dziwnej pozie wychylał się zza zasłonki. Odruchowo zmarszczyła brwi.
    - Co ty robisz? – dopiero po chwili przetworzyła w głowie to, co powiedział.- Co!? Jak to zepsujesz, to będziesz musiał kupić! Spróbuj to jakoś rozpiąć, delikatnie i spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  93. - Co!? – powtórzyła, jeszcze bardziej zdziwiona.- Zwariowałeś? Co ty w ogóle wyprawiasz, byś się uspokoił lepiej, odetchnął trzy razy i zrobił to na spokojnie, a nie panikujesz! – bo chyba rzeczywiście panikował? Tak się Vill wydawało.- A poza tym, skoro już mnie wołasz do spodni, to wcale nie musiałeś ściągać reszty! – zauważyła, bo cóż, mógł przecież nadal stać w koszuli i męczyć się z rozporkiem, skoro już ją zawołał.
    Wsunęła się po cichu do środka z dosyć niemrawą miną. Plecami dosłownie przylgnęła do ścianki.
    - I co ja ci tu niby mam zrobić, co?

    OdpowiedzUsuń
  94. - Przecież nie powiedziałam, że ściemniasz – syknęła.- Poza tym, nie chodzi kolejność, tylko o to, że równie dobrze mógłbyś teraz tę cholerną koszulę ubrać z powrotem, a takie widoki zostawić dla fanek, bardziej się ucieszą – no dobra, Vill też by się z chęcią pogapiła, ale na odległość, bo teraz było tak jakoś... dziwnie.
    Kucnęła przed Duncanem, myśląc, że wygląda to bardzo dziwacznie, idiotycznie i ogólnie pewnie musiał się czuć tak samo niezręcznie jak i Villemo w tym momencie. Zerknęła jeszcze do góry na jego twarz, zrobiła to odruchowo, nie zastanawiając się nad tym, a sprawiło, że poczuła się jeszcze dziwniej w takiej pozycji.
    Chwilę się wahała, ale w końcu uniosła ręce i sięgnęła do upartego zamka. To było miejsce, w którym zdecydowanie nie powinny się znaleźć jej dłonie. A zwłaszcza nie tak długo, bo rzeczywiście zamek nie chciał ruszyć. Ale Vill próbowała spokojnie, delikatnie go rozsunąć, poprawiając co chwilę materiał drżącymi dłońmi.

    OdpowiedzUsuń
  95. - A może byś przestał gadać? Przeszkadzasz mi tylko – jeszcze tego brakowało, żeby jej instrukcji udzielał, jak ma rozpinać zamek, jakby sama nie potrafiła. Zwłaszcza, że sam go rozpiąć nie mógł.
    Wstała w końcu i, jak na jej własny gust, była zdecydowanie zbyt blisko Duncana. Kiedyś może by ją to ucieszyło, ale teraz, kiedy znała jego nastawienie do niej samej... Było tylko tym niezręczniej.
    - Zrobię coś dziwnego – mruknęła, trochę nieswoim głosem.
    I rzeczywiście zrobiła coś dziwnego, bo bez zastanowienia wsunęła rękę w nieszczęsne spodnie. Niechcąco dotknęła materiału bokserek i ich zwartości, ale za to sięgnęła też do podszewki pod zamkiem. Materiał się zaklinował, a kiedy udało jej się go wyciągnąć spomiędzy ząbków, zamek bez problemu się rozsunął.

    OdpowiedzUsuń
  96. Kiedy już zabrała rękę, odskoczyła tak gwałtownie, że znów zatrzymała się na ściance, uderzając w nią plecami.
    - Wcale nie chcę być wielka – mruknęła.- Ubieraj ten drugi szybko – uciekła z przymierzalni na zewnątrz nie chcąc, aby Duncan przyuważył czerwień, która wkradła się na policzki Vill. Przecież cała ta sytuacja była idiotyczna.
    Wróciła tam, gdzie wcześniej oglądała garnitury, bo zdawało jej się, że przyuważyła coś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
  97. Vill wychyliła się zza jakiegoś manekina, kiedy usłyszała głos Duncana.
    - Może być – stwierdziła dyplomatycznie. Bo wydawało jej się, że owszem, ujdzie, ale dupy nie urywało, jak by to Vill stwierdziła w sposób dla niej właściwy.- Spróbuj jeszcze ten trzeci, dobrze? Tylko weź od pani tę koszulę fioletową – miała nadzieję, że posłucha, a nie uniesie się dumą, że nie będzie wykonywał poleceń.

    OdpowiedzUsuń
  98. - Ja myślę, że tak średnio, jeśli mam być szczera. To znaczy, wyglądasz dobrze, przecież jak zawsze, ale czegoś w tym wszystkim brakuje... - minę miała, jakby się zastanawiała, czego dokładnie mogłoby w tym brakować.- Ubierz się może w swoje już, muszę pomyśleć - zdawało się, że kompletnie nie zauważyła tego, co Duncan miał na myśli, mówiąc, że towarzyszka nie bardzo lubi cokolwiek przymierzać.- Bo oszałamiające to to raczej nie jest... - wprawdzie podważała w tym momencie opinię ekspedientki, ale nie bardzo ją to obchodziło.
    Poszła jeszcze na chwilę wgłąb sklepu i w końcu dorwała coś, co mogłoby podpadać pod określenie "oszałamiające". Że też nie zauważyła tego wcześniej. Nie czekała na sprzedawczynię, sama zdjęła garnitur z manekina i dosłownie poleciała do przymierzalni, wpadając do środka całkowicie nagle, bez zapowiedzi i bez zastanowienia również.
    - Nie zdejmuj koszuli! - wykrzyknęła na wstępie. Szkoda tylko, że już zdążył ją zdjąć.- Ten musisz spróbować! Mówię ci, będzie idealnie w końcu!

    OdpowiedzUsuń
  99. Vill aż podskoczyła, kiedy się uderzył, trochę zmartwiona, czy na pewno nic się nie stało.
    - Wszystko w porządku? - dopytała.- To naprawdę już ostatni, przyrzekam. Ale najlepszy, mówię ci! Tylko jeszcze spodnie do tego przyniosę.
    Troszkę się uspokoiła, uznając od razu, że nie powinna tak wpadać do środka, tylko podać marynarkę przez zasłonkę, bez zaglądania.
    - Jeśli chcesz, to możemy iść - stwierdziła trochę niepewnym głosem i poszła po wspomniane spodnie.
    Kiedy wróciła, tym razem rzeczywiście wsunęła tylko rękę, podając je Duncanowi i nie zaglądała do środka.

    OdpowiedzUsuń
  100. - Słyszałeś: to jest to - powtórzyła po sprzedawczyni, ale takim dziwnie znudzonym głosem, bez przekonania, choć rzeczywiście, to było to i Vill była zadowolona ze swojego własnego wyboru. Ale przecież nie powinna pokazywać entuzjazmu i zachwycać się Duncanem, wystarczyło, że tłum głupich dziewczyn się nim zachwycał.
    - Jak mnie zwolnią, to się zgłoszę do pracy - mruknęła jeszcze.- A zwolnią mnie szybko, jak go wkurzę - wskazała trochę oskarżycielsko palcem na Duncana.- Chodź, trzeba jeszcze buty kupić.

    OdpowiedzUsuń
  101. - Nie wiem, buty muszą ci się po prostu podobać, przyjrzyj się i wybierz któreś - bo z butami było inaczej, tak sobie właśnie Vill myślała. I zamiast skupić się na takich eleganckich do garnituru, poleciała do działu z damskimi.
    Dorwała jedne, bo przyuważyła je już wcześniej, na wystawie, i szybko wróciła do Duncana.
    - A podobają ci się? - spytała logiczni.- Jeśli tak, to spróbuj, może będą pasować - pod pachą trzymała jedno pudełko, a teraz próbowała wyjąć z regału drugie, z tym modelem, który wskazał.- Nie cierpię chodzić w szpilkach, ale mówię ci, patrz na te, cudo jakieś - podała mu pudełko z butami, które przyniosła. A przy okazji zwolniły jej się ręce i mogła wyjąć pudełko z męskimi butami. A kiedy je wyjęła, zorientowała się, że przecież nie spytała o rozmiar, tylko wzięła pierwsze lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  102. - Nie wiedziałam, wzięłam pierwsze lepsze... Naprawdę, nie wiem o tobie wszystkiego i nie śledzę informacji w necie - a zapewne znalazłaby tam również rozmiar buta, ale naprawdę Vill nie była fanatyczką ani nie była też aż tak stuknięta.
    Usiadła sobie na siedzeniu obok, zdjęła swoje buty i przymierzyła te, które przyniosła, po czym wstała i poleciała do lustra.
    - Skoro ci pasują, to weź, będzie z głowy - stwierdziła, zadowolona, że nie marudził, tylko wybrał szybko, co chciał.
    Sama pooglądała się z każdej strony, zadowolona z tego, że przynajmniej dostała gratis kilka centymetrów w pionie.
    - Chodzenie w tym to będzie koszmar... - stwierdziła.- Ale wyglądała tak ślicznie, że nie można się powstrzymać. Co myślisz? - uśmiechała się, bo ewidentnie była teraz zadowolona, zwłaszcza, że podświadomie czuła, że sama wygląda lepiej w czymś takim.

    OdpowiedzUsuń
  103. - Nie padaj teraz, proszę cię, i nie gadaj bzdur, tylko bierz te buty i idź płać - gdyby byli w innych relacjach, to być może by się teraz zarumieniła, zadowolona z komplementu. Ale przecież nie mógł tego mówić poważnie, więc... Jak zawsze, postanowiła to zbyć machnięciem ręki.- Mam za krótkie nogi na takie cuda jak legginsy i inne bajery - zamruczała jeszcze, siadając na siedzeniu. Zdjęła buty, schowała je do pudełka, spojrzała na nalepioną na nim cenę i... Cóż, poszła je odłożyć na półkę, z której je wzięła.

    OdpowiedzUsuń
  104. - A tobie od kiedy się niby obcasy podobają, co? – zagadnęła trochę ironicznie.
    Dostała w tamtym momencie esemesa, więc zajęła się telefonem, więc początku nie przyuważyła w ogóle, co Duncan robi. Podniosła głowę, kiedy stał przy kasie i z lekkim opóźnieniem zorientowała się, że do torby pakuje dwa pudełka, a nie jedno. A potem bezczelnie zwiał.
    Od razu pobiegła za nim.
    - Duncanie O’Conner! – jeśli myślał, że nie będzie się na niego darła, bo wokół było mnóstwo ludzi, to... No, mylił się.- Co żeś zrobił? – więcej nie zdążyła powiedzieć ani go zbesztać, że nie powinien, bo to wykracza poza zwykłą, zawodową znajomość, bo ją zwyczajnie zatkało. Patrzyła na niego, jakby przyleciał z kosmosu przez kilka chwil.- Że co? – spytała głupio.

    OdpowiedzUsuń
  105. - Pozwól, że coś ci przypomnę: skoro mnie nie zaprosili, to znaczy, że mnie tam nie chcieli – mówiła całkowicie poważnie, bo naprawdę tak to odbierała. Wyciągnęła rękę i zaczęła odginać palce.- To po pierwsze. Po drugie: ty będziesz miał tam inne świetne towarzystwo i na pewno nie będziesz siedział ze mną, aby mnie zabawiać. A po trzecie: dlaczego, do cholery, miałbyś kupować mi sukienkę?
    Też wymyślił. Wystarczyłoby, aby spytał jakąkolwiek inną dziewczynę, a zgodziłaby się od razu. A spytał Vill, jakby nie wiedział, że próbuje trzymać się z daleka. Przecież wiedział.

    OdpowiedzUsuń
  106. - Jesteś pewny? – spytała jeszcze poważnym tonem.- Naprawdę nie uważam tego za dobry pomysł, bo mam wrażenie, że będę się tam czuła jak intruz. No i, bez urazy, ale spodziewam się, że przyczaisz sobie zaraz jakąś ślicznotę i znikniesz z nią gdzieś, a ja zostanę tak jak idiotka, nie mając do kogo gęby otworzyć, bo nikt ze mną nie gada. I znowu mi powiesz, że się za bardzo przejmuję, ale nie o to chodzi – potrząsnęła lekko głową, przygryzając przy tym na moment dolną wargę.- Ale skoro te buty już kupiłeś, to je z chęcią wezmę – wyszczerzyła się.- Bo szkoda, żeby się zmarnowały.

    OdpowiedzUsuń
  107. - Ta, jasne. Jak się zatrzymaliśmy na tym zadupiu, to też mówiłeś, że nie zamierzasz żadnej zaliczać, a jak się tylko pojawiła ta ruda, to od razu poleciałeś… - przypomniała trochę złośliwie.- Z nią ci nie wyszło, więc próbowałeś… - urwała. Zdawało się, że Duncan nie pamiętał, co się wtedy działo, bo zbyt dużo wypił, a Vill nie chciała mu tego przypominać. Bo jak by się poczuła, gdyby powiedział, że coś sobie wymyśliła i do niczego takiego nie doszło? – Do moich urodzin jeszcze daleko – mruknęła, żeby zmienić temat.- Jak nazbieram, to ci oddam za te buty – zadeklarowała.- Naprawdę nie masz żadnej innej chętnej? – dopytała. Sama nie wiedziała, czemu tak bardzo się przed tym wzbrania.

    OdpowiedzUsuń
  108. Może to było dziwne i zaskakujące, ale Villemo w tym momencie tak zwyczajnie się roześmiała. Głośno i z wyraźnym rozbawieniem.
    - Z normalną i fajną dziewczyną? – powtórzyła po nim, nadal się śmiejąc.- To są najgorsze określenia, jakie mogłam usłyszeć. Nie z „śliczną i seksowną” albo „zajebistą i inteligentną laską”, tylko z normalną i fajną – pokręciła głową, wciąż jeszcze rozbawiona.- Czuję się urażona normalnie zażartowała.- No ale skoro tak… Co z tego będę miała, że pójdę? – wyszczerzyła się, bo to również był żarcik, w sumie takie trochę podpuszczanie. Zwłaszcza, że dopiero co mówiła, że nic od Duncana nie chce, a przecież obiecywał, że zrobi, co tylko chce, jeśli pójdzie z nim na zakupy.

    OdpowiedzUsuń
  109. - Żartowałam, nic nie chcę od ciebie, już mówiłam – od razu spoważniała, bo nie sądziła, że weźmie to tak na serio i zacznie rzucać propozycjami.- Mogę z tobą pójść, ale sukienkę mogę sobie kupić sama, nie potrzebuję... – urwała, bo nie chciała powiedzieć „:sponsora”, byłoby to dosyć obraźliwe.- Masz rację, nie wiedziałam – potwierdziła, trochę zaskoczona informacją o Japonii.- Ale wolałabym, aby mnie gdzieś brali ze względu na umiejętności, a nie dlatego, że ktoś się za mną wstawił.

    OdpowiedzUsuń
  110. Chyba na głowę upadła, że się na to zgodziła. Tak właśnie sobie o tym wszystkim myślała. Tak długo się wzbraniała, właściwie to z początku nawet nie przyjmowała do siebie takiej opcji, a potem coś ją podkusiło… Całkiem, jakby była masochistką i celowo chciała się męczyć na tym weselu, patrzeć na świetnie bawiącego się Duncana, tyle tylko, że nie bawiącego się z nią.
    Czasem Villemo myślała sobie, że zamiast go od siebie odpychać i ciągle burczeć, powinna się raz czy drugi postarać, zrobić wrażenie i sprawić, że się spodoba, że zacząłby myśleć o niej w inny sposób, a nie tylko jako o irytującej babie z ekipy technicznej. Ale zaraz te myśli weryfikowała, przypominając sobie, że przecież Duncan O’Conner o nikim nie myślał na poważnie, tylko sobie skakał z kwiatka na kwiatek, tyle razy już to widziała…
    Z początku chciała mieć to wszystko gdzieś, nie przykładać się do tego, aby wyglądać jakoś specjalnie, skoro to i tak nie miało znaczenia… A potem jednak się postarała uznając, że chce czuć się ładnie chociaż sama dla siebie. Nie lubiła sukienek, ale udało jej się znaleźć taką, która naprawdę, naprawdę jej się podobała i była w rozsądnej cenie. No i pasowała do butów. Ubłagała nawet stylistkę, aby jej zrobiła makijaż, choć to było już naprawdę święto. Przecież nigdy wcześniej nie zależało Vill na tym, aby komukolwiek się podobać.
    Sama nie wiedziała, czy się denerwuje, czy nie, gdy czekała w swoim pokoju hotelowym na Duncana. Do tego dochodziła jeszcze ta sprawa z Japonią i Vill już kompletnie nie wiedziała, o czym myśleć, czym się zająć, czym martwić… Miała wrażenie, że jest w ciemnej dupie i prędzej lub później zostanie na lodzie z niczym.

    OdpowiedzUsuń
  111. Przeglądała równocześnie jakieś stare czasopismo i poprawiała szminkę. I całe szczęście, że sobie nie wyjechała poza kontur ust, gdy zaskoczyło ją pukanie do drzwi, bo byłaby wtedy bardzo zła, że musi to znowu poprawiać. Co jak co, ale szminki Villemo Steichert uwielbiała.
    - No już idę – zawołała tonem, jakby miała iść na ścięcie, a nie na zabawę.
    Zgarnęła jeszcze z toaletki maleńką torebkę i otworzyła drzwi, wychodząc na korytarz. Z początku nawet nie zaszczyciła Duncana spojrzeniem, bo przecież wiedziała, jak wygląda, skoro sama mu wybrała garnitur. A potem się do niego uśmiechnęła, czując jakąś wewnętrzną dumę, że to właśnie ona sama go wybrała, a nie ktoś inny.

    OdpowiedzUsuń
  112. - Co cholerujesz? – wypaliła na wstępie. Potem się roześmiała. Zadziwiająco beztrosko i radośnie.- Problem w tym, że nie potrafię tańczyć. Chyba że pogo. Piszesz się? Tylko ostrzegam, nie mam glanów, tylko obcasy, jak ci wbiję taki w stopę, to będziesz kwiczał… - uśmiechała się i mówiła z rozbawieniem.- Nie mów mi takich rzeczy, bo jeszcze się zawstydzę! Nie możesz tak do mnie gadać, bo jestem tylko kolega, z tą różnicą, że z cyckami. No i chodź lepiej – chwyciła go za łokieć wcale nie po to, aby pociągnąć za sobą, tylko po to, aby się czegoś podtrzymać i iść w miarę swobodnie, a przynajmniej tak, żeby nie wywinąć orła.

    OdpowiedzUsuń
  113. - Wiem, że na weselu nie wypada, tylko żartowałam, aż takiego wstydu nie mam zamiaru sobie narobić. No i nawet nie próbuj mnie upić, bo będziesz miał większy problem niż zabawę z tego – ostrzegła, choć wątpiła, aby było to zamiarem Duncana. Ale przy okazji przyrzekła sobie w głowie, aby ograniczyć picie, bo ono zdecydowanie nie pomagało rozwiązać problemów. Zwłaszcza sercowych.- Daleko to w ogóle jest? – spytała zaciekawiona.

    OdpowiedzUsuń
  114. - Znowu? – jęknęła, niby zrezygnowana.- Ty wiecznie jesteś głodny – zauważyła.- Dwie godziny… Matko. Dobrze, że potem dadzą jeść, to nie będziesz marudził…
    Nie oczekiwała jakiegoś wielkiego dżentelmeństwa, ale skoro już była taka wystrojona, to jakoś tak samoistnie pomyślała, że powinien najpierw jej otworzyć drzwi, potem za nią zamknąć… Ale chyba głupio by się wtedy czuła tak czy inaczej. Wsiadła sobie do auta sama i był spokój przynajmniej.

    OdpowiedzUsuń
  115. Vill chciała trzymać puste miejsce w brzuchu na porządny obiad, więc zadowoliła się tylko shake’iem. Koniecznie bananowym. Trochę ją przymuliło po tym, nie na tyle jednak, aby od razu miała brudzić tapicerkę zawartością swojego żołądka. Trochę się zamyśliła w trakcie drogi i niewiele się odzywała, a ocknęła się z zamyślenia dopiero wtedy, gdy Duncan się odezwał.
    - Tyle czasu już występujesz przed tłumami ludzi, no co ty… - zamruczała trochę nieprzytomnie.- To wesele, będą nachlani, gadaj cokolwiek, byle się śmiali. O tym, jak poznałeś Edwarda, jaki był zakochany swego czasu, że mu zazdrościsz takiej miłości i inne takie bzdury. Tak myślę. Bo raczej nie wygłaszałam przemowy nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Zwariowałeś?! – wykrzyknęła, gwałtownie łapiąc kierownicę. Samobójca, no po prostu samobójca, żeby tak nagle się odwracać… - Więcej z tobą nie jeżdżę!
    Zapadła się w fotelu z niewyraźną miną, bo nastrój automatycznie jej się pogorszył, kiedy zobaczyła zdjęcie. W tamtym momencie chciała stamtąd tak po prostu zniknąć i nigdzie nie jechać.
    - Zajebiście – mruknęła pod nosem ironicznie i nawet nie drgnęła, aby otworzyć schowek. Zrobiła to dopiero po chwili, ale tylko go otworzyła, nic poza tym. Wzrokiem uciekła w stronę szyby, jakby widok za oknem był jakoś wyjątkowo pasjonujący.

    OdpowiedzUsuń
  117. Przewróciła oczami, słysząc jak zawsze nieuprzejmy głos Petera. Ale Duncan tego nie mógł widzieć, bo uparcie wpatrywała się w pobocze. Chwilowo wygrała w niej zazdrość spowodowana nie wiadomo czym, bo samo pojawienie się tego uczucia było absurdalne, ale Vill nie potrafiła tego zwalczyć. Lepiej było siedzieć cicho, bo jakby się odezwała, to pewnie by się Duncanowi oberwało bez powodu. Ale nie, musiał ją jeszcze zaczepiać, jak na złość.
    - Nie można posiedzieć chwili w milczeniu, żeby nie zostać od razu posądzonym o smutek? – spytała dziwnie zirytowanym tonem.- Wisi mi, z kim Peter przyjdzie. Muszę zostać po tym wszystkim do rana, prawda? Dostanę osobny pokój czy jak?

    OdpowiedzUsuń
  118. - Bo nie chcę? Bo zwyczajnie wolałabym wrócić do siebie? Nie lubię takich spędów, źle się czuję – oczywiście, musiała zacząć marudzić. Nic nie mogła poradzić na to, że opętało ją teraz takie a nie inne uczucie, bo zwyczajnie nie dało się go zwalczyć.- Nikt nie robi się młodszy – mruknęła.- Więc lepiej sobie robić szybko, a nie ocknąć się potem, kiedy już nie można.

    OdpowiedzUsuń
  119. Dwa osobne pokoje. I dobrze. Szkoda tylko, że obok siebie, bo ściany pewnie były cienkie i w nocy Vill, leżąc w łóżku, będzie słyszała wszystko, co dzieje się w pomieszczeniu obok. W domyśle: wszystkie jęki i inne takie, bo już podświadomie zaplanowała wieczór Duncana za niego.
    - W sumie nie trzeba było się tak stroić od razu, nie? – zagadnęła jeszcze.- Można było się na miejscu przygotować... Muszę się trochę poprawić, pewnie sobie pogniotłam wszystko w samochodzie – mówiła teraz o przyziemnych sprawach, choćby takich jak pognieciona sukienka albo to, że starła sobie szminkę, a część z niej została na rurce od shake’a, bo takie tematy były bezpieczne i nie prowadziły do kłótni.- Zabiorę swoje rzeczy – stwierdziła jeszcze, idąc za nim do samochodu.

    OdpowiedzUsuń
  120. Przewróciła oczami, ale rzeczywiście poszła do pokoju. Najchętniej by się w nim teraz zamknęła, nigdzie nie wychodziła i też nikogo nie wpuszczała do środka, aczkolwiek to było nieuniknione, zważywszy na to, że Duncan wrócił z jej torbą. Wprawdzie była nieduża i mogłaby ją spokojnie przynieść sama, ale skoro chciał... Nie mogła go zignorować, tylko musiała pójść otworzyć.
    - Dziękuję – powiedziała od razu Chciała nawet jedynie wziąć torbę, a potem bezczelnie zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale w ostatniej chwili się powstrzymała i stała tak tylko, patrząc wyczekująco, czy coś jeszcze powie, czy pójdzie do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  121. Jakoś tak odruchowo uniosła brwi, kiedy zaczął mówić. Co jak co, ale takiej małej „przemowy” to się nie spodziewała.
    - Nie wszystko – sprostowała, bo jednak nie zaliczał wszystkiego, co nie ucieka na drzewo. Vill nie uciekała.- Mnie nie – zauważyła, wyszarpując mu dosłownie torbę z ręki. Wrzuciła ją do środka pokoju niedbałym ruchem.- Jeśli ci wyjaśnię, dlaczego mi się zepsuł humor, to i tak nie zrozumiesz, więc to bez znaczenia – wzruszyła ramionami.- I nie martw się, nie zepsuję ci weekendu, baw się ile chcesz – na koniec uśmiechnęła się krzywo.

    OdpowiedzUsuń
  122. - Ej no, co mi tu włazisz – mogłaby nie ruszyć się z miejsca, żeby go nie wpuścić, ale odsunęła się odruchowo, bo zdawało jej się, że inaczej ją dosłownie stratuje.- Już będziesz pił przed? Ej, daj spokój, masz być świadkiem... Duncan, przestań – podeszła od razu i chciała mu zabrać tę piersiówkę.- Musisz trzymać fason, pilnować obrączek i takie tam, nie pij jeszcze... Proszę? – miała wrażenie, że i tak jej nie posłucha, ale naprawdę nie powinien jeszcze pić.

    OdpowiedzUsuń
  123. O tak, gdyby Edward wiedział, że Vill właśnie powstrzymała Duncana przed chlapnięciem sobie wódeczki tuż przed ceremonią, zapewne by jej podziękował. Ale bardziej cieszyło ją to, że Duncan posłuchał i oprzytomniał, zanim się napił.
    - Mam brata. Przyrodniego – odpowiedziała, siadając obok, na brzegu łóżka, zdziwiona tym, że się tak położył.- Marynarkę pognieciesz – upomniała go jeszcze.- Czemu pytasz? Chcesz zacząć temat i się wygadać? Czemu nie chciał się wcześniej z tobą kontaktować?

    OdpowiedzUsuń
  124. Nie dość, że sytuacja byłą trudna (niejako) i poważna, to jeszcze zaczął teraz taki trudny i poważny temat. Jak miała się do tego odnieść?
    Westchnęła ciężko, a potem zsunęła ze stóp buty i pochyliła się, aby je rozmasować, byle tylko się czymś zająć. A obcasy to jednak obcasy, trochę niewygodnie się w nich chodziło.
    - Trudno mi cokolwiek powiedzieć – stwierdziła w końcu.- Nie znam go, nie wiem, czy naprawdę chce się zmienić, czy nie... Myślę, że możesz spróbować się z nim zobaczyć, bo lepiej, żebyś żałował tego, niż zadręczał się, że się z nim nie widziałeś i gdybał „co by było...” – przeniosła wzrok z własnych nóg na Duncana

    OdpowiedzUsuń
  125. - A umiesz pływać w ogóle? – trochę sobie zakpiła, tak dla żartu.- Brad Pitt na pewno nie, proszę cię, nie jestem do niego ani trochę podobny – pokręciła głową, obalając tę teorię. Bo przecież należałoby zacząć od tego, że Brad Pitt jest blondynem... – Mój brat jest cudownym dzieckiem i zostanie lekarzem – mruknęła z lekkim przekąsem.- A ja jestem efektem skoku w bok. Matce znudziło się siedzenie w domu z dzieckiem i chciała zaszaleć... Opowiadała mi, że była grupie – Vill pokręciła głową z rozbawieniem, bo to, co mówiła teraz, brzmiało zabawnie w kontekście, w którym oboje się znajdowali.- I wpadła z jakimś muzykiem. Ale, o dziwo, mąż ją przyjął z powrotem, no i tak sobie tworzyliśmy rodzinkę i nawet mnie zaakceptował, choć nie jestem jego córką... – wstała w końcu i również podeszłą do okna. Zobaczyła zbierających się ludzi i zerknęła na zegarek.- Kurczę, musimy już iść chyba. Ty się nie możesz spóźnić – zawróciła do łóżka i chwyciła buty, które dopiero co zdjęła.

    OdpowiedzUsuń
  126. - Jestem jeszcze panną, nie panią – upomniała go żartobliwie i owszem, złapała go za rękę, ale tylko po to, aby się czegoś, przytrzymać i nie stracić równowagi przy ubieraniu butów. Od razu kilkanaście centymetrów więcej, jak miło. Potem jednak puściła dłoń Duncana, zgarnęła torebkę i popędziła do lustra, aby jeszcze poprawić szminkę. I wtedy dopiero mogła iść.
    - No chodź, chodź – ponagliła go otwierając drzwi.- Cycki do przodu i ruszamy – zażartowała jeszcze, rzeczywiście poprawiła sobie cycki i wyszła z pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  127. - Nie będę się upijać – stwierdziła stanowczo. Poza tym, Vill pamiętała, co się stało ostatnio, kiedy razem pili i nie mogła dopuścić, aby cokolwiek z tego się powtórzyło.- No i nie jestem twoją niańką, sam powinieneś trzymać fason i nie robić z siebie chlejusa – było słychać, że mówi z dezaprobatą.- Nie rób takich uwag z podtekstem, przecież wiem, że to nie na poważnie – jak zawsze, myślała do bólu logicznie.- Pomóc ci jakoś, czy nie zrobisz sobie wstydu i będziesz mówił mądrze? – uśmiechnęła się. Chyba brzmiała odrobinkę złośliwie, choć wcale nie chciała.

    OdpowiedzUsuń
  128. Może to dobrze, że ta wymiana zdań została przerwana, bo zapewne zrobiłoby się niemiło, a nie o to chodziło, aby się kłócili na weselu i psuli sobie nawzajem nastrój. Vill trochę się obawiała tego, co Duncan będzie mówił, ale dobrze przynajmniej, że wcześniej nie wypił tak, jak chciał, bo gdyby sobie łyknął, to zapewne gadałby naprawdę okropne bzdury.
    Słuchała jak wszyscy, a w pewnym momencie musiała aż schylić głowę z zażenowania i schować twarz w dłoniach. No naprawdę, po co mówił przy tych wszystkich ludziach o rzygającym kocie... Vill miała minę mówiącą coś w stylu „nie znam go i wcale z nim nie przyszłam.” Ale w pewnym momencie i tak zaczęła się śmiać, tak jak wszyscy inni i widać było tylko, jak jej się trzęsą ramiona z tego powodu i loki na głowie podskakują, bo twarz nadal miała schowaną w dłoniach. Chichotała jeszcze przez chwilę po tym, jak Duncan usiadł, po tym, co powiedział jako ostatnie, bo to również w jej mniemaniu był taki żart, tylko z przymrużeniem oka. Ale zesztywniała nagle, kiedy ją objął.
    - Daj spokój – spoważniała, a po chichocie sprzed chwili nie było nawet śladu.- Pośmialiśmy się, ale już ze mnie nie kpij.

    OdpowiedzUsuń
  129. - Ta, jasne – zamruczała pod nosem, ale naprawdę nie chciała o tym dyskutować, więc owszem, wzięła wtedy ten kieliszek, choć wypiła z niego tylko łyczek, wiedząc, że nie powinna się rozpędzać z piciem. I, wbrew temu, co mówiła wcześniej o tym, że nie jest niczyją niańką, i tak miała zamiar trochę Duncana pilnować i stopować w piciu. To było zwyczajnie odruchowe. No i nie chciała też czuć się jak idiotka, kiedy on się upije i zostanie tak sama wśród tych wszystkich ludzi kompletnie bez wsparcia.
    Vill nie była taka sztywna, jak mogło się wydawać wcześniej i trochę się nabiegała po Sali, trochę poskakała, ale co jak co, nie spodziewała się takiego zachowania w momencie, gdy leciała tego typu ckliwa piosenka. Uniosła wtedy brwi w zdziwieniu, zastanawiając się, czy mimo jej starać wypił jednak trochę zbyt dużo, robi sobie jaja i będzie się chwiała tym parkiecie, czy to jednak jest w miarę na serio.
    - Zaraz – odpowiedziała szybko, widząc wynajętego fotografa zbliżającego się w ich stronę z idiotycznym uśmiechem na ustach. Najwyraźniej chciał uchwycić Duncana w tej dziwnej pozie. Pociągnęła go za rękę z powrotem na krzesło, położyła ją na oparciu własnego i odrobinę się do niego przysunęła.- Uśmiechnij się – syknęła do niego, na swoją twarz również przywołując uśmiech. I owszem, nastąpiło pstryknięcie. A potem Vill przytknęła usta do policzka Duncana, całując go lekko i w tej zabawnej pozie również zostało im pstryknięte zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
  130. - A co, uraziłam cię? Miałam tego nie robić? – od razu się zjeżyła, może trochę przesadnie, ale Vill już tak miała. Mnóstwo rzeczy odbierała jako krytykę i od razu chciała się przed tym bronić, a przecież najlepszą obroną jest atak.- Chciałam, żeby wyszło ładnie – dodała już spokojniej, chyba nawet łagodnie.- Nie mówiłam, że nie chcę tańczyć, mówiłam, ze zaraz pójdziemy – przypomniała jeszcze, po czym odsunęła się i wstała, żeby rzeczywiście udać się na parkiet.

    OdpowiedzUsuń
  131. - Nie nudzę się – odpowiedziała od razu.- Chociaż takie nudne, wolne piosenki to nie dla mnie, bo to takie kołysanie się w kółko bez sensu – przecież tylko przestępowali z nogi na nogę, co dla Vill było idiotyczne i jedyne, co mogłoby być w tym ciekawego, to to, że można się na sobie uwiesić i cieszyć przytulaniem, ale przecież tego robić nie będą, bo nie byli ze sobą.- Dziwisz się? – od razu się zaśmiała.- Jemu nie odpowiada, że tu jestem, za wysokie progi na moje nogi. Uważa, ze narobię wstydu i w ogóle nie powinieneś się ze mną pokazywać - uśmiechnęła się z przekąsem, unosząc odrobinę głowę, aby zobaczyć reakcję Duncana, bo cóż, dotychczas miała wzrok na wysokości jego brody.

    OdpowiedzUsuń
  132. - Spacerem zrobisz mu na złość? – spytała z rozbawieniem.- Po prostu nie zwracaj na niego uwagi – stwierdziła stanowczo.- Zaraz pójdziemy.
    Zbliżyła się w tamtym momencie, o dziwo. Dotychczas miała dłonie ułożone na ramionach Duncana, teraz przesunęła je wyżej, na jego kark. Przytuliła się trochę bez zastanowienia, wtulając twarz w jego szyję. Nadal się tak idiotycznie kołysali, ale Vill myślała o tym, jak bardzo tego pragnęła od bardzo długiego czasu, żeby zrobić to tak bezkarnie. Pragnęła też robić to codziennie bez żadnych konsekwencji, mieć pozwolenie, ale to nie było możliwe, więc cieszyła się z tej krótkiej chwili. Zbyt dobrze wiedziała, że zaraz będzie się musiała odsunąć i więcej się to najprawdopodobniej nie powtórzy.

    OdpowiedzUsuń
  133. - Niech się wścieka, już mi to wisi – gdyby mogła, wzruszyłaby ramionami.- Może dlatego, że do tej pory nie byłeś na żadnym weselu i nie musiałeś kicać jak idiota do takiej durnej muzyki, co? – spróbowała zażartować, odsuwając w końcu głowę.
    Kątem oka dostrzegła oddalającego się fotografa. No tak, w takiej sytuacji też musiał zrobić im zdjęcie. Świetnie. To będzie cos, co będzie potem dręczyło Vill bardzo, bardzo długo, kiedy tylko zdarzy jej się spojrzeć na to zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
  134. - Mówiłam, żebyś zrobili pogo – przypomniała żartobliwie, a potem zamilkła, zdziwiona tym, co robił. Stała tak przez chwilę, zdziwiona, bo nie wiedziała, o co chodzi.- Na co ci to? – spytała, kiedy wrócił. Mieli tylko się przejść, choć też nie wiedziała po co. No bo po co mieliby chodzić bez celu, nie wiedząc nawet, o czym rozmawiać?

    OdpowiedzUsuń
  135. - Co z tego, że nie grozi nam inwazja zombie, skoro ty mnie pewnie wepchniesz do tego jeziora i będę wyglądać jak zmokła kura, co? – zarzuciła mu na wstępie, ale tak na wpół żartem. Ale jakoś tak poszła za nim, choć nie po to, aby serio spacerować i pić, tylko raczej się rozmówić, bo spędziła tam już zbyt dużo czasu.- Późno się już zrobiło – zauważyła.- Powinnam chyba wracać, nie uważasz?

    OdpowiedzUsuń
  136. - Myślałam, że wrócę do domu... Znaczy, do hotelu – powiedziała to cicho, bardzo cicho i nie miała pewności, że Duncan w ogóle ją słyszał. Weszła za nim na mostek, ale minęła ławkę, bo to byłoby takie nudne. Ale kieliszek wzięła. Podeszła do krawędzi pomostu, po czym schyliła się i usiadła, aby zdjąć buty. Od razu poczuła niewyobrażalną wręcz ulgę.- Nigdy nie widziałam pijanej świni – stwierdziła z rozbawieniem, opuszczając nogi z pomostu i zanurzając je w wodzie. Podciągnęła jeszcze sukienkę, aby się czasem przypadkiem nie zmoczyła, choć wcale nie byłą jakoś specjalnie długa. Chyba odkryła zbyt dużo ud, ale zupełnie nie zwróciła na to uwagi.- Za nic, tak po prostu – wzruszyła ramionami, sięgając po kieliszek, który chwilę wcześniej postawiła na desce obok siebie.

    OdpowiedzUsuń
  137. Westchnienie było jak najbardziej na miejscu, zwłaszcza, że pierwszą rzeczą, jaką Vill pomyślała, była dezaprobata.
    - Nie powinieneś się nawet przyznawać – powiedziała to ostrzej niż zamierzała, więc zaraz po tym zdaniu zamilkła.- Powinieneś przestać ćpać – stwierdziła, ale kimże była, aby w ogóle potraktował jej opinię poważnie? Pewnie tylko się zirytuje, potem powie coś przykrego i pójdzie, tego właśnie się Villemo w tym momencie spodziewała. Bo nie miała prawa, aby robić mu uwagi.- Nie jestem święta, różne rzeczy robiłam. A teraz... Nałogowo dłubię pestki dyni, może być?

    OdpowiedzUsuń
  138. - No to chyba słabo próbowałeś – zawyrokowała, choć pewnie nie powinna oceniać, bo nie była w takiej sytuacji i nie wiedziała, jak to działa. Ale jej się to wydawało łatwe, może dlatego, że nigdy nie uległa niczemu takiemu poważnemu.- Albo może ktoś ci powinien pomóc – dodała ciszej.

    OdpowiedzUsuń
  139. - To działa we dwie strony, wiesz? Ze mną też trudno wytrzymać i widziałam nie raz, że masz dosyć – zauważyła z rozbawieniem. Ale przecież swego czasu właśnie o to je chodziło, aby tylko go zirytować, żeby się zraził i trzymał od niej z daleka. Do pewnego momentu jej się udawało, a potem wszystko szlag trafił i sytuacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni.- No i po co brać, co? – dopytała, jakby naprawdę chciała zrozumieć.- Zdejmuj buty, trzeba wyprać skarpetki – zażartowała.

    OdpowiedzUsuń
  140. - Po prostu przestań i już – dla niej to było naprawdę łatwe i równie łatwo było jej to powiedzieć. Bo gdyby miała zostawić te pestki dyni, to przecież zrobiłaby to bez trudu. Choć pewnie nie powinna tych spraw porównywać.- Co ty? – spytała zaskoczona.- Nigdy w życiu – potrząsnęła głową, a potem odwróciła wzrok, żeby na niego nie patrzeć. Poruszyła za to nogami, wzburzając tym samym wodę.- Nie włażę tam, nie wiem, jak jest głęboko - znów pewnie jej nagada, że udaje świetoszkowatą i nie potrafi się bawić. Ale to nie o to chodziło w tym momencie.

    OdpowiedzUsuń
  141. - To idź na odwyk – stwierdziła tak po prostu. Przecież miał na tyle finansów, aby za takie coś zapłacić.
    Zmarszczyła na chwilę nos. To, co dla Duncana oznaczało „niegłęboko”, dla Vill mogło takie właśnie być. Poza tym, powinna brać poprawkę na to, co mówił, a teraz pewnie powiedziałby wszystko, byle tylko się zgodziła. To, że kąpały się tam dzieci, mogło oznaczać, ze woda jemu sięga do brody, bo on jest takim dużym dzieckiem po prostu.
    - Nie wątpię, że byłoby fajnie... Ale ja po prostu nie umiem pływać – przyznała się w końcu.- A oboje piliśmy i trochę się obawiam, że coś się stanie.

    OdpowiedzUsuń
  142. Uśmiechnęła się krzywo, nie wiedząc, czy się cieszyć, że zrezygnował z tego trochę wariackiego pomysłu, czy jednak besztać samą siebie o to, że go ogranicza. Bo skoro chciał, to mógł wskakiwać do wody, a Vill przecież mogła sobie dalej siedzieć. Tylko co to za zabawa w pojedynkę?
    - Czym się zadręczasz? – spytała o to, zanim zdażyła ugryźć się w język. A pewnie nie powinna pytać. Ale jak nie będzie chciał mówić, to po prostu nie powie, w czym problem?

    OdpowiedzUsuń
  143. Wystarczyło jedynie wypowiedzenie tego imienia, a Vill jakoś tak odruchowo mocniej zacisnęła palce na pustym kieliszku. Niepotrzebnie spytała. Przecież mogła się domyślić, o co chodzi i uniknąć słuchania o tym.
    - To po prostu przestań – zmusiła się, żeby to powiedzieć.- Spróbuj z kimś na poważnie, a tak sobie skacz z kwiatka na kwiatek. I nie porównuj. Przede wszystkim nie porównuj – bolało ją coś w środku, kiedy to mówiła.
    Odstawiła kieliszek na bok, a potem się schyliła, aby sięgnąć ręką do wody.
    - W sumie to nawet jest ciepła… - stwierdziła, niby to w zamyśleniu, ale tylko po to, aby odwrócić uwagę Duncana, bo sekundę później machnęła ręką i chlapnęła go wodą z jeziora, śmiejąc się przy tym.

    OdpowiedzUsuń
  144. - Przykładnym mężem? Ty? – zachichotała głupiutko. Może nie powinna sobie z tego tak żartować, ale zupełnie nie wiedziała, jak ma się odnieść do tych wszystkich deklaracji, które padły. Przecież brzmiały tak bardzo niemożliwie…
    Zaśmiała się jeszcze głośniej, kiedy ją uszczypnął, choć zamiast tylko się śmiać, powinna raczej oddać.
    - Moja fryzura jest ważniejsza! – no pewnie, że była, przecież damskie włosy zawsze wymagały więcej uwagi i misternego układania.- Dobra, rozbieraj się i właź do wody. Ale! – jakoś tak bez zastanowienia wyciągnęła rękę, złapała Duncana za przód koszuli i trochę do siebie przyciągnęła.- Próbuję ci teraz zaufać. Rozumiesz? Potraktuj to poważnie. Jeśli coś mi się stanie albo spróbujesz mnie choćby podtopić, to przyrzekam, osobiście urwę ci jaja – po wypowiedzeniu tej groźby puściła go i wstała, zamierzając się rozebrać.

    OdpowiedzUsuń
  145. - A Huncwoci przyrzekali, że knują – zamruczała z rozbawieniem.
    Vill się tak nie spieszyło, może dlatego, że okoliczności były inne niż zwykle. Bo jak się chodziło na basen czy ogólnie pokazywało z stroju, bo on był w miarę normalny, natomiast kiedy kobieta stroi się w sukienkę i idzie na czyjeś wesele… Cóż, zdecydowanie nie ma pod spodem majcioch po pas, tylko takie, które więcej odkrywają niż zakrywają, składają się z koronki albo samych sznureczków, no i po prostu wstyd było jej się tak teraz rozebrać. To samo przecież tyczyło się biustonosza, dlatego Vill robiła to powoli, przekonując do tego samą siebie w duchu, a kiedy chlapnął wodą, odskoczyła trochę w tył na pomoście.
    - Stań normalnie – rozkazała. Musiała zobaczyć, jak jest głęboko, zanim w ogóle zdecyduje się, aby wejść. Na oko wyglądało to tak, jakby woda sięgała Duncanowi do brody, a to oznaczało, że Vill zanurzy się cała i tego właśnie się bała. Usiadła na brzegu pomostu tak, jak siedziała wcześniej, tylko że wtedy miała na sobie sukienkę, a teraz już nie. I znowu zanurzyła nogi.- Możesz podejść?

    OdpowiedzUsuń
  146. - Nie chcę być babą z jajami, zwariowałeś? – syknęła, niby to poważnie, ale kontekst i sam sens zdania brzmiały komicznie.- Mówiłam, żebyś tu przyszedł – no normalnie coś w nią wstąpiło, bo tylko wydawała rozkazy takim typowym tonem nieznoszącym sprzeciwu. Wyciągnęła rękę, ale po to, by złapać rękę Duncana, przyciągnąć go jeszcze trochę bliżej i położyć jego dłoń na własnym biodrze, dokładnie na wytatuowanym dmuchawcu.- Masz mnie trzymać, rozumiesz? – mówiła to naprawdę poważnie, choć niemożliwością było. Aby się utopiła w tym jeziorku. Ale każdy ma jakieś swoje dziwne fobie.
    Przesunęła się minimalnie po pomoście, bo nie miała zamiaru zsunąć się do wody całkowicie, póki nie będzie jej trzymał obiema rękami.

    OdpowiedzUsuń
  147. - O fuuuuj, jak Hasselhoff? A nie możesz być jak ten drugi? – zaśmiała się i mówiła to po to, aby odwrócić własną uwagę od tego, co się teraz działo, bo w końcu zdecydowała się na to, by zsunąć się z pomostu, milimetr po milimetrze, aż w końcu wpadła do wody z dziwnym piskiem, nogi się pod nią ugięły i zanurzyła się cała, łącznie z głową, co zdecydowanie jej nie odpowiadało i zaczęła się dziwnie szamotać, jakby bała się, że coś jej się stanie.

    OdpowiedzUsuń
  148. Duncan się śmiał, Vill wcale do śmiechu nie było, bo najpierw musiała sobie odkaszlnąć i prychnąć kilka razy, żeby pozbyć się wody z nosa. A potem objęła Duncana za szyję i przylgnęła do niego, jakby był boją unoszącą się na wodzie albo słupem, którego można się trzymać.
    - Wcale nie! – zaprotestowała.- Mam wodoodporny tusz! Stella mi robiła makijaż, ona nie używa byle czego! – na pewno ściemniał, Vill była pewna, że nic jej się nie rozmazało.

    OdpowiedzUsuń
  149. Mokry spaniel, też coś. Najpierw rąbnęła go w ramię przez to stwierdzenie, a potem drugi raz go rąbnęła przez to rzekome muśniecie nogi.
    - Weź przestań! – fuknęła, ale raczej tak teatralnie przesadnie, a nie na serio.- To coś, co musnęło twoją nogę, to moja noga, tak się składa!
    No właśnie, w tamtym momencie dotarło do niej, ze są zbyt blisko siebie, że w ogóle nie powinna go tak trzymać i dosłownie przyciskać piersi do jego torsu. Puściła Duncana gwałtownie i znów wpadła do wody, zanurzając się w całości i machając przy tym opętańczo rękami, aby wydostać się na powierzchnię.

    OdpowiedzUsuń
  150. - Weź już przestań – znowu trochę poprychała, a potem odgoniła go ręką. Mogła stać, owszem, wyciągając szyję i unosząc głowę. W ten sposób usta i nos miała nad powierzchnią wody.- Mówiłam ci, że to moja noga, a jak nie, to co najwyżej ryba albo glon, nic ci nie będzie – miała ochotę się trochę ponabijać z niego, że taki zdziwiony jest tym, że w jeziorze są ryby i mogą go dotknąć, ale sobie odpuściła.

    OdpowiedzUsuń
  151. Nie, tym razem nie dała się nabrać. Co jak co, ale na pewno nie było w tej wodzie nic, co mogłoby gryźć, chyba, że wzięłoby się pod uwagę Vill. Przewróciła oczami, kiedy się zanurzył, odliczając w głowie, kiedy wyskoczy, żeby ją nastraszyć. Przyjęła tylko, ze zrobi to w tym samym miejscu, w którym zniknie, a nie za nią, więc trochę jednak podskoczyła z zaskoczenia.
    - Ani trochę! – odpowiedziała przekornie, śmiejąc się przy tym.- Tu masz jakieś wodorosty, przykleiły ci się – zauważyła z rozbawieniem i, mimo tego, że według niej coś takiego było obrzydliwe, to i tak wyciągnęła rękę, aby zdjąć to coś z ramienia Duncana.

    OdpowiedzUsuń
  152. Tym razem zapiszczała głupiutko, ale tak dla zabawy, kiedy próbował ją postraszyć glonami. Owszem, zaczęła uciekać, wdzięczna przy okazji za to, ze może się chociaż trochę wydostać z wody, choć równocześnie niezadowolona z tego, że przez to widać o wiele więcej niż chciałą pokazać, bo przecież biegała w samej bieliźnie.
    Duncan odhaczył jej nogi przy upadku, a że akurat się oglądała, jak daleko od niej jest, upadła na plecy, chichocząc przy tym opętańczo. Uspokoiła się po chwili i też próbowała uspokoić oddech. Leżała tak, ciężko oddychając, aż się speszyła pod jego wzrokiem.
    - Nie gap się tak na mnie – rzeczywiście jakoś się tak dziwnie gapił...

    OdpowiedzUsuń
  153. Vill jakoś tak od razu przyłożyła dłoń do twarzy, zasłaniając w ten sposób oczy, ale rozsunęła palce i wyjrzała spomiędzy nich, patrząc jednym okiem na Duncana.
    - A czemu to tak? Nie zgadzam się – powiedziała to kompletnie bez sensu, no ale co to miało być, że się tak gapił i jeszcze tak zuchwale twierdził, że może lubi się gapić?
    Niby było ciepło, ale jak się wychodziło z wody, to różnica temperatur, zwłaszcza po biegu, sprawiła, że Vill zrobiło się chłodniej. Przesunęła drugą dłonią po własnym brzuchu, jakby chciała się w ten sposób rozgrzać, ale i tak nic nie mogła poradzić na to, ze sutki nagle zrobiły się sterczące i przebijały przez koronkowy materiał biustonosza. Poczuła się dziwnie niezręcznie, tak pod obstrzałem spojrzenia.

    OdpowiedzUsuń
  154. Może to było nie na miejscu, ale Villemo się zaśmiała. Głośno i gwałtownie.
    - No proszę cię, dopiero co mówiłeś, że wyglądam jak mokry spaniel –oczywiście, że nie uwierzyła w to stwierdzenie, tylko wzięła to za droczenie się. Przecież Duncan O’Conner nie powiedziałby do niej czegoś takiego na serio.- No może trochę chłodno się zrobiło – przytaknęła niemrawo, bo nie tylko zrobiło się chłodno, ale też dziwnie, przynajmniej w odczuciu Vill. Nigdy nie sądziła, że będą tak sobie leżeć, niemalże bez niczego... I że równocześnie będzie tak totalnie bez podtekstów, bo to oznaczało jedno. Nie widział w niej kobiety. Więc nie miała na co liczyć.

    OdpowiedzUsuń
  155. No właśnie, miała rację, tylko się droczył. I wcześniej, i teraz również, oczywiście, więc nie było co się łudzić. Ale i tak uniosła brwi, zdziwiona tym, że się tak bardzo przybliżył, a do tego znowu powiedział cos takiego...- Cóż, może to dlatego, ze mam cycki praktycznie na wierzchu, co? – mruknęła ironicznie, bo jakie było inne wyjaśnienie? Każdy facet tak reagował na biust, zareagowałby tak nawet na biust własnej siostry, gdyby ją miał, gdyby miała ładne piersi i gdyby nie wiedział, że należą do niej. Ale następne pytanie zdziwiło ją jeszcze bardziej.- Przecież ci mówiłam, że nie, jak mam kogoś mieć, skoro cały czas jeździmy i nie mam się gdzie zaczepić? Chyba, że byłby to ktoś z ekipy, a ty mi już kierowcę wciskałeś, no ale proszę cię... – pokręciła lekko głową na boki.

    OdpowiedzUsuń
  156. - No i gdzie się gapisz! – ofuknęła go oburzona, ale jednak było w tym trochę rozbawienia, więc nie trzeba było się obrażać. Wystarczyło napomknięcie o biuście, a wzrok od razu tam zjeżdżał, no też coś. Powinna się zasłonić, przykryć ręką czy coś, ale przecież to było bez sensu, bo i tak nic by nie dało.- Właściwie co? – spytała głupio, myśląc o tym, że to już ten moment, w którym powinna się odsunąć i wstać, mówiąc, że jest zmęczona i chciałaby iść spać. Bo naprawdę byli zbyt blisko siebie, a Vill nie była jakoś specjalnie wypita, aby potem o wszystkim zapomnieć, więc na następny dzień czułaby się niezręcznie nawet przez takie leżenie. Bo przecież się dotykali. A do tego więcej na sobie nie miała niż miała.

    OdpowiedzUsuń
  157. Szeroko otworzyła oczy, zdziwiona tym, że Duncan coraz bardziej się przysuwa. Serce dosłownie je łomotało i kiedy już myślała, że coś się stanie, już nawet przymknęła oczy, to nie dość, że zaburczało mu w brzuchu, to jeszcze obok rozległo się pstryknięcie i zabłysnął flesz.
    - Widzę, że zrobiliście sobie osobną imprezę i świetnie się tu bawicie – usłyszała gdzieś nad głową głos fotografa.
    Nawet nie miała za złe tego, ze Duncan się odsunął i śmiał się z tego, ze jest głodny. Rozzłościła się, że ktoś nie dość, ze wkroczył w taką chwilę, to jeszcze zrobił jej (no, właściwie to im, ale dla Vill liczyła się teraz tylko ona sama) zdjęcie w takim negliżu. Dosłownie się zerwała.
    - Spieprza, dupku – syknęła złowrogo, a potem bez tłumaczenia się pobiegła na pomost, aby złapać sukienkę i się ubrać.

    OdpowiedzUsuń
  158. Vill dopadła do sukienki, podniosła ją, zasłoniła się, ale nie zdążyła się ubrać, bo dotarła do niej ta „wymiana zdań”. Zmartwiła się, że zaraz się z tego wywiąże bójka, znając Duncana, bo już raz była świadkiem jego wybuchu i tego, jak się tłukł w barze z jakimś gościem. Nie chciała, aby zepsuł wesele bijatyką i zwrócił na siebie całą uwagę, tym samym sprawiając bardzo złe wrażenie, więc kiedy tylko zgarnęła nieszczęsną sukienkę, od razu zawróciła i popędziła do niego.
    - Zostaw, nie warto – uwiesiła mu się na łokciu, chcąc go odciągnąć. Złośliwie jeszcze kopnęła aparat, aż się skrzywiła, bo nie miała butów.

    OdpowiedzUsuń
  159. Trochę ą zdziwiłą tak gwałtowna reakcja, jeszcze bardziej, jak ją tak za sobą pociągnął za rękę. Ledwo nadążała. A kiedy zatrzymali się przed wejściem, wykorzystała tę chwilę, aby w końcu ubrać sukienkę, choć nie dopięła jej z tyłu, bo nie sięgnęła ręką tak daleko do zamka.
    - Daj spokój, to jego praca. Chociaż trochę przesadził ze wścibstwem... – przyznała, równocześnie odwracając się do Duncana plecami. Chciała go poprosić, aby dopiął sukienkę.- Rzeczywiście już pójdę się położyć... – stwierdziła.- Ale tobie radzę wrócić po ubranie, zanim wejdziesz tak na salę w samych gatkach... – nie przyznałaby się, ale chwilę wcześniej, zanim się odwróciła, dokładnie obcięła go wzrokiem.- Mógłbyś? – wskazała na zamek.

    OdpowiedzUsuń
  160. - No bo dziwnie też wyglądasz – potwierdziła, starając się brzmieć zabawnie, aby rozluźnić sytuację.
    Kiedy odszedł, stałą tak jeszcze chwilę, choć równie dobrze mogłaby po prostu pójść sama do pokoju. Oparła się o drzwi i schowała twarz w dłoniach, myśląc sobie, że więcej nie powinna się pakować w takie sytuacje. A już na pewno nie powinna ulegać namowom Duncana, jeśli chodziło o jakąś głupią zabawę, w tym wskakiwanie do jeziora po nocy.

    OdpowiedzUsuń
  161. Kiedy wrócił, Vill pomyślała, że jednak powinna sobie pójść od razu, nie byłoby teraz tej rozmowy i dziwnej niezręczności. Położyłaby się w spokoju spać, a Duncan poszedł by się dalej bawić bez przejmowania się nią. Nie żeby w ogóle się przejmował, nawet w to nie wierzyła.
    - Zacznij już teraz pić coś na kaca – zasugerowała, bo to byłoby całkiem dobre wyjście.
    Zatrzymała się tak z dłonią na klamce, chciała powiedzieć to głupie „dobranoc” i zniknąć w pokoju, ale jeszcze zaczął gadać i to zatrzymało Vill w miejscu. Na koniec odruchowo potrząsnęła głową.
    - Może ja nie chcę z wami jechać, hm? – podsunęła taką opcję, bo cóż, byłą możliwa.- Już mi jest zbyt trudno z wami... Z tobą.

    OdpowiedzUsuń
  162. Oczywiste było, że nie zrozumie, o co jej chodzi, a Vill naprawdę nie chciała tego teraz wyjaśniać i przyznawać się do różnych rzeczy. Nie powinien o tym wiedzieć i już.
    - Nie chodzi o to – potrząsnęła lekko głową. Przecież sama też była okropna. Dla wszystkich.- I dlaczego to ja mam ci pomóc? Masz przyjaciół, menadżera... – dlaczego w ogóle stała tam nadal i dyskutowała z nim, zamiast po prostu pójść spać?- Nie chcę nic pić. Ty też już nie powinieneś – stwierdziła stanowczo. Nie czekała na reakcję, tylko nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  163. - No co? – trochę się zjeżyła. Bo nie pozwalał jej pójść spać, tylko chciał jeszcze nie wiadomo co, a do tego nie mógł się wysłowić i tak stał tylko. No i nic z tego nie wynikło, oczywiście.- Dobranoc – mruknęła odruchowo.- Baw się dobrze – dodała szczerze, a nie złośliwie, a potem go wyminęła, weszła do pokoju i dosyć mocno zatrzasnęła drzwi.
    Dopiero wtedy odetchnęła z ulgą. Była pewna, że będzie miała problem z zaśnięciem z powodu natłoku emocji i myśli krążących po głowie. Poszła do łazienki, rozebrała się, umyła, dokładnie zmywając makijaż. Potem ubrała na siebie przydużą koszulkę z nadrukiem Sleepwalkers, co wydawało jej się teraz głupio i przewrotnie zabawne. Położyła się spać, ale dosyć długo przewracała się z boku na bok.

    OdpowiedzUsuń
  164. Powinna zamknąć drzwi od wewnątrz, ale nawet by jej do głowy nie przyszło, że ktoś jej się wpakuje do pokoju. Z trudem, bo z trudem, ale w końcu udało jej się zasnąć, choć był to sen raczej niespokojny i nie tak głęboki, jak powinien być. Na tyle jednak głęboki, aby nie usłyszała, jak jej się Duncan pakuje do pokoju. Albo po prostu uznała to za senne marzenie i spała dalej, nie chcąc, aby zniknął.
    Ale kiedy wpakował się do lóżka, dotknął jej nogi zimną stopą i przytulił głowę to jej piersi, jakby to była puchata podusia, dotarło do niej, że to wcale nie jest sen. Gwałtownie go odepchnęła i poderwała się, siadając na łóżku.
    - Co ty tu, do cholery, robisz!? – wrzasnęła na wstępie, próbując zapalić lampkę przy łóżku.- Jebiesz gorzałą!

    OdpowiedzUsuń
  165. - Ja!? Co JA robię w TWOIM pokoju!? Chyba cię pojebało! – nadal krzyczała.
    Kopnęła go jeszcze lekko, chcąc zepchnąć nogami z łóżka. Aby wstał i sobie poszedł.
    - Dlaczego ty mnie tak dręczysz, do cholery!? Mało ci jeszcze?! Przecież widzę, ze jesteś najebany! Wynoś się zaraz i nie udawaj niewiniątka! No normalnie… - oklapła trochę, bo zdawało się, że wrzaski w ogóle na Duncana nie działają.

    OdpowiedzUsuń
  166. Nie powstrzymała się, teraz już regularnie go kopała (choć niemocno), chcąc go… Cóż, wykopać z łóżka.
    - Jaki ty jesteś… Uch! Wynoś się, powiedziałam! – nie miała zamiaru pozwolić, aby tutaj spał. Mogła wprawdzie pójść do jego pokoju i miałaby tam całe łóżko dla siebie, ale przecież nie miała klucza. I nie wiedziała, gdzie go schował. A co, jeśli w bokserkach? Tam by przecież nie wsadziła ręki.- Dlaczego mnie tak dręczysz? – teraz już zajęczała rozpaczliwie.- Nie wystarczy ci, że się męczę z tobą, musisz jeszcze się tak zachowywać i sprawiać, że mi przez to trudniej?

    OdpowiedzUsuń
  167. - Co mnie to obchodzi, że zgubiłeś klucz? Idź do kolegi spać, a nie do mnie! – zaperzyła się od razu.
    Nie przestałą go popychać, choć nie chciał drgnąć i się przesunąć, a już na pewno nie chciał się dać zrzucić z łóżka.
    - Ani mi się śni dobierać do najebanego gościa! – że też się odważył na takie insynuacje.- To ty się do mnie dobierałeś! Macasz mnie po cyckach! Poprzednim razem też to zrobiłeś! Całowałeś się ze mną! Nie pamiętasz, prawda? Ale ja pamiętam i cały czas wspominam! Uczepiłeś się i nie pozwalasz mi cię nie lubić! Nie mogę cię lubić, bo mi będzie gorzej. Przywiążę się, a potem ty mnie zostawisz i co? Nie rozumiesz, jak mi jest trudno z uczuciami? Lepiej, jak nie będziemy się lubić, bo nie będę się łudzić i nie złamiesz mi serca… - frustracja wygrała, powiedziała to wszystko, zrobiło jej się trochę lżej. Choć wiedziała, że do Duncana i tak nic z tego nie dotarło.

    OdpowiedzUsuń
  168. - Nie wyobrażaj sobie za dużo! – syknęła, rozzłoszczona.- Człowiek się nie zakochuje ot tak, więc mi nie wpieraj - to na pewno nie było zakochanie, raczej zauroczenie i marzenia.- Po prostu wróćmy do tego, co było na początku, jak mnie nie lubiłeś i jak sobie dogryzaliśmy. A teraz już sobie idź. Dobra? Ja wcale nie jestem jakąś zakochaną fanką – desperacko zaprzeczała jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  169. - Nie jestem! – zaperzyła się.- W dupę się pocałuj! Wymyślasz teraz!
    Była zadowolona, że wstał i miał zamiar pójść, ale to zadowolenie szybko zniknęło, kiedy stłukł lampkę.
    - Niszczysz! – krzyknęła na niego.- Ja nie będę za to płacić! Cholera no! – i z powrotem się położył, też coś!
    Kopnęła go jeszcze raz, ale nawet nie drgnął, aż w końcu wydają z siebie jakiś dziwny dźwięk złości obróciła się tyłem do Duncana, naciągając kołdrę na głowę. Zabrała jej jak najwięcej, żeby nic dla niego nie zostało.

    OdpowiedzUsuń
  170. Vill znów miała problem z zaśnięciem. Do tego Duncan niemiłosiernie chrapał i śmierdział na kilometr. Przyrzekła sobie w głowie, że rano go udusi i dopiero wtedy udało jej się zapaść w sen.
    Rano się przeciągnęła, rozkładając na całym łóżku, ale nie pamiętała z pierwszym momencie, co działo się w nocy, zwłaszcza, że Duncana nie było. Przewróciła się na drugi bok, zajmując tę połówkę łóżka, na której spał, znów naciągnęła kołdrę na głowę i dopiero kiedy wyszedł z łazienki i się odezwał, Vill dosłownie zesztywniała.
    - I musisz tak kurwować od samego rana? – burknęła wystawiając spod kołdry ledwie czubek głowy.
    Nie mogła się odkryć. Przecież miała na sobie tylko koszulkę, bez majtek. Ale co to za różnica, skoro i tak widział ją już w majtkach, których prawie nie było? No i cóż, spodnie też już jej ściągał...
    - Trzeba było tyle nie chlać. Napadłeś mnie w nocy! Powinieneś za to oberwać!

    OdpowiedzUsuń
  171. - Napadłeś mnie - powtórzyła zdecydowanie, odchylając kołdrę trochę bardziej.- Wparowałeś tutaj jak do siebie i wpakowałeś mi się do łóżka. Mogłeś chociaż zapukać, no trochę kultury... No i tulić się do moich cycków też nie powinieneś. Ale skoro już idziesz, to świetnie. Spadaj i daj się wyspać, bo chrapałeś jak traktor i śmierdzisz na odległość - przekręciła się na bok, tym samym odwracając się do Duncana plecami.- Wisi mi nowy teledysk. Jakoś nie bawi mnie gapienie się na szereg wytatuowanych lasek kręcących dupami w bikini - czyżby przemawiała teraz przez nią odrobina zazdrości?

    OdpowiedzUsuń
  172. Duncan się rozzłościł, a Vill aż usiadła na łóżku. Dla niej to była bezczelność, bo to on się wpakował do jej pokoju w środku nocy, przeszkadzał, hałasował, chrapał, a jak była o to zła, to miał pretensje, że się czepia. Według niej to się kupy nie trzymało i to ją rozzłościło jeszcze bardziej. Zwłaszcza, że miała prawo być zła, a nazywanie jej zołzą i mówienie, że zmarnował z nią czas było naprawdę przykre. Dosłownie wyskoczyła z łóżka, kiedy zatrzasnął za sobą drzwi. Miała zamiar wylecieć za nim, żeby mu wykrzyczeć, że chyba trochę przesadził, a poza tym, przecież powiedziała mu, o co chodzi (choć pewnie tego nie pamiętał – był naprawdę wypity), no i zupełnie nie pomyślała o swoim wybrakowanym stroju, tylko wyskoczyła na korytarz z zamiarem, mówiąc kolokwialnie, darcia mordy. Ale Duncana już nie było, Vill naraziła się za to na dziwne spojrzenie pokojowej, bo skoro stała tak w samej koszulce z całkowicie gołymi nogami...
    - Coś tu pani wypadło... – odezwała się dziewczyna, wskazując na podłogę.
    Villemo już miała odburknąć „to nie moje” i wrócić do pokoju, trzaskając drzwiami, ale odruchowo spojrzała na podłogę. Zgarnęła rozsypane ścinki i dopiero wtedy zawróciła do pokoju. Rzuciła kawałki zdjęcia na stolik. Nie musiała ich składać, by wiedzieć, co przedstawiały, gdy były w całości.
    Kopnęła jeszcze w fotel ze złości, a potem zaczęła głupio podskakiwać, bo zabolały ją palce u stopy. Wczołgała się w końcu do łóżka, pod kołdrę, złorzecząc coś na temat tego, że Duncan sobie polazł i teraz nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Bo z chęcią by stąd wyjechała, tylko że nie bardzo miała jak.
    Z trudem, ale w końcu udało jej się z powrotem zasnąć.

    OdpowiedzUsuń
  173. To był przypadek. Vill przeglądała sobie w spokoju informacje w telefonie, ciekawa, co się dzieje na świecie. Poza tym, nie ukrywajmy, ploteczki też lubiła poczytać, choć nigdy ich nie komentowała, no i wiedziała, że część z tego zwyczajnie jest nieprawdą. Już zdążyła się przekonać, jak media potrafią przeinaczyć prawdę. Nie sądziła jednak, że czytając bzdury o „gwiazdach”, zobaczy tam siebie. Weszła w artykuł, którego treść miała niewiele, naprawdę niewiele w prawdą. Obejrzała wszystkie zdjęcia i ewidentnie było widać, kto je robił. Nie fatygowała się nawet czytaniem komentarzy na stronie, zbyt dobrze wiedziała, co tam będzie napisane. No i zawsze mogła zrobić to później.
    Zerwała się wtedy z łóżka, bez zastanowienia wybiegła z pokoju, dosłownie przeleciała przez korytarz, schody i wpadła na wyższe piętro hotelu. Do pokoju Duncana wparowała bez pukania, bo miała gdzieś to, czy czasem się w tym momencie nie zabawia z jakąś dziewczyną i że mogłaby im przeszkodzić swoim przybyciem. Na szczęście, okazało się, że jest sam.
    - Ile zapłaciliście fotografowi, żeby trzymał gębę na kłódkę? – syknęła, wyraźnie rozwścieczona, rzucając swoim telefonem na łóżko, aby mógł zobaczyć, co jest włączone.- Bo chyba zbyt mało.

    OdpowiedzUsuń
  174. To nie były jedyne zdjęcia. Z samej zabawy też się tam znajdowały. I Vill, i Duncana razem, ale też Petera, pozostałej części zespołu... Zgarnęła z powrotem swój telefon, zjechała na dół artykułu i zaczęła przeglądać komentarze. Nie powinna tego robić, ale jednak przez dłuższą chwilę czytała.
    - Jakim wywiadzie? - syknęła.- Chcesz iść do jakiegoś programu i to wyjaśniać, kosztem kogoś innego? Patrz... - głos jej trochę zadrżał.- Patrz na to - wyciągnęła rękę z telefonem, ekranem do Duncana. Na myśli miała te wszystkie komentarze pełne obraźliwych słów i gróźb.

    OdpowiedzUsuń
  175. - Nie wyluzuję! – pewnie znowu nazwie ją sztywniarą, która się wszystkim przejmuje, ale teraz miała to gdzieś. Nie mogłaby się tym nie przejmować.- Może ciebie to nie rusza, bo już to przeżyłeś, ale dla mnie to nie jest codzienność! Ci ludzie mnie nie znają, a piszą takie rzeczy! I nawet jak to wyprostujesz, to to nie minie, bo to już drugi raz przecież, od razu skojarzą... – trochę przycichła.
    A najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że kompletnie nie przejmowała się tym, czy dobrze wyszła, czy jednak nie, bo przecież zobaczy to rzesza ludzi. Nie ruszyło ją też to, ze miał zamiar rozpowiadać, ze jest tylko koleżanką... Bo przecież wcale nie było inaczej, niezależnie od tego, jak bardzo Vill marzyła o tym, aby się to zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
  176. Złościło ją to, że kompletnie się tym nie przejmował. Może dla niego to było normalne, przyzwyczaił się, ale na Vill podziałało to naprawdę źle, zwłaszcza, jak przejrzała te wyzwiska od spodem. Choć przecież zerknęła na nie tylko pobieżnie. Tyle wystarczyło. Mógłby zrozumieć teraz jej uczucia i nie lekceważyć tego, co mówiła, a miała wrażenie, że potraktował ją pobłażliwie i niepoważnie. A do tego jeszcze bezczelnie zapalił sobie papierosa, jakby był kompletnie niezainteresowany rozmową.
    - Peter będzie miał to w dupie. Jemu wolno spotykać się z kim chce, dlaczego miałby to odkręcać, co? – menadżer pewnie wzruszyłby ramionami i zwyczajnie zbył Villemo. Na myśl o tym, jeszcze bardziej wezbrała w niej złość. Aż się wpakowała na łóżko, zbliżyła do Duncana i bez zastanowienia wyrwała mu papierosa z dłoni. Chciała go wyrzucić, ale nie było gdzie. Zgniotła go w dłoni, parząc się przy tym, a potem rzuciła go na podłogę.- Nie chcę być przejściową laską, z którą się pieprzysz – może to było głupie, ale w tej złości zaczęła okładać go ręką. Trochę na oślep i raczej niezbyt mocno, ale musiała się wyżyć i po prostu w coś uderzać.- Nie jestem nią i nie chcę, aby ktokolwiek tak myślał. A to, że ty masz to wszystko w dupie, nie oznacza, że po mnie spływa wszystko, co piszą. Mnie to boli, rozumiesz!?

    OdpowiedzUsuń
  177. Nie chciała utrzymywać zbyt zażyłych kontaktów, bo uznała, że tak będzie jej łatwiej. Nie było, bo Duncan jakby na złość ostatnio się zbliżał. Ewidentnie nie pamiętał tego, co mu wykrzyczała w nocy, jak ją naszedł. Nic więc dziwnego, że teraz też się wściekł.
    Oczywiście, pierwsze, co zrobiła Vill, to zaczęła się szarpać, żeby się uwolnić.
    - Nie pojebało mnie – syknęła, nadal ze złością w głosie.- Złaź ze mnie! – szarpnęła się jeszcze kilka razy, aż w końcu przestałą i odetchnęła głęboko.- Nie przywyknę do tego – powiedziała cicho.- Nie chcę, żeby ludzie, którzy nawet mnie nie znają, wyzywali mnie od szmat i dziwek… Nie chcę być kimś takim w oczach ludzi, którzy to zobaczą. A co będzie, jak to zobaczy moja rodzina? Co sobie o mnie pomyślą? Naprawdę, może ciebie nie obchodzi, co o tobie piszą, ale mnie boli to, że ktoś nazywa mnie puszczalską, bo wiem, że taka nie jestem. Nie na jeden raz. A to jest jeszcze gorsze, bo… - urwała, bo nie chciała tłumaczyć tego wszystkiego jeszcze raz. Jeden raz wystarczyło i to nie jej wina, że Duncan nie pamiętał. Zresztą, chyba spaliłaby się ze wstydu, gdyby powiedziała cokolwiek na tamten temat.

    OdpowiedzUsuń
  178. Nie powinna się przejmować tym, co sobie inni pomyślą, ale naprawdę to wszystko, co przeczytała, było przykre. Bardzo przykre. Dobrze, że nie siedziała nad tym dłużej, bo wtedy zapewne głupio by się rozryczała.
    - I co, będziesz się na siłę pokazywał z inną, aby odczepili się ode mnie? – spytała z powątpiewaniem. Bo to byłoby bez sensu, przecież tylko by się męczył.- Jeśli zaczniesz rozgadywać, że to tylko taka chwilowa przygoda, to się zrobi jeszcze gorzej… - a jednak, jednak trochę jej się oczy zaszkliły, chociaż tak bardzo tego nie chciała.
    Dziwna byłą pozycja, w jakiej się znajdowali w tym momencie. O tyle dziwna, że tym razem żadne wcześniej nie piło i Vill wyjątkowo uświadomiła sobie tę bliskość.

    OdpowiedzUsuń
  179. - Aleś wymyślił – westchnęła, przewracając oczami.- Nie wiem, co gorsze... I co powiedziałbyś Peterowi? Wściekłby się. A jakbyś powiedział całej ekipie, że to tylko udawanie, to okazałoby się prędzej czy później, że ktoś nie potrafi trzymać języka za zębami. A gdybyś nie powiedział, to musielibyśmy udawać, żeby uwierzyli, a to przecież nie jest możliwe, nie dalibyśmy rady udawać... – no bo jak, skoro nie pałali do siebie żadnym uczuciem (no dobra, może Vill jakieś tam uczucia do Duncana żywiła), to jak mieliby być wiarygodni i przekonać wszystkich, że są razem?
    Nie zapominając o tym, że dla Villemo byłaby to męczarnia. Udawać, wiedząc, że to nigdy nie będzie naprawdę.
    - Przecież nie będziemy się spoufalać przy ludziach, a bez tego się nie da... – wpatrywała się tak w Duncana szeroko otwartymi oczami. Poruszyła w końcu rękami, chcąc, żeby ją puścił, choć podświadomie chciałaby, aby dotykał ją ciągle i bez ustanku.

    OdpowiedzUsuń
  180. - Za ręce to mnie teraz trzymasz – zauważyła.- Możesz puścić?
    Milczała przez kilka kolejnych chwil, ale nawet nie drgnęła, leżąc tak tylko na łóżka niemalże do niego przyciśnięta.
    - Nie dam rady – odezwała się w końcu.- Przykro mi, ale nie dam rady udawać, kiedy... – kiedy naprawdę to czuję, należałoby dodać. Ale tego nie powinna mówić na głos. A potem byłoby jeszcze gorzej, bo nie potrafiłaby wrócić do rzeczywistości i znów zachowywać się tak, jakby nic nie było.- Nie potrafię. Bo... Za bardzo się przywiążę - a potem nie dam ci spokoju i wyjdę na wariatkę. To dopowiedziała już sobie w myślach.

    OdpowiedzUsuń
  181. - Tylko, że z tego sposobu to ja wyjdę ze złamanym sercem - powiedziała to zaskakująco otwarcie, zanim w ogóle zdążyła pomyśleć.
    Na szczęście, Duncan nie miał możliwości zareagowania, bo wszedł Peter, sprawiając samą swoją obecnością , że Vill robiła się zła.
    - Spadaj - burknęła od razu, unosząc się na łokciach.
    Może rzeczywiście układ, w jakim się znajdowali, wyglądał dwuznacznie, ale gorzej by było, gdyby nagle, gwałtownie Duncana odepchnęła. Wtedy ewidentnie byłoby to podejrzane, jakby rzeczywiście coś ukrywali.

    OdpowiedzUsuń
  182. No cóż, Vill też wparowała mu do pokoju bez pukania i mogłaby tam zastać nie wiadomo co i kogo, a jakoś tak bardzo to wtedy Duncana nie rozzłościło. Może dlatego, że to był pierwszy raz i nie robiła tego nagminnie.
    Spojrzała na Duncana szeroko otwartymi oczami, kiedy stwierdził, że ma to w dupie. Villemo potrafiła być pyskata, zwykle tak właśnie się zachowywała, złośliwie i wrednie, ale kiedy pojawiał się Peter, od razu przygasała i kuliła się, jakby mógł jej coś zrobić.
    - Nie pieprzyliśmy się – powiedziała cicho, jakby była wystraszona. Usiadła na brzegu łóżka i opuściła głowę, wpatrując się w podłogę. Aż w końcu się poderwała, czując przypływ odwagi.- A nawet jeśli, to co? Przeszkadza to komuś? Coś nie odpowiada? A może jestem nieodpowiednią kandydatką do romansowania z „gwiazdą”, co? Wstyd przynoszę?

    OdpowiedzUsuń
  183. Odruchowo zmrużyła oczy. Co oznaczało, że tu nie pasuje? Samo stwierdzenie było absurdalne, bo kto w takim razie pasował? Nie odezwała się jednak, widząc, że Duncan będzie się kłócił. Zapewne powinna go powstrzymać, żeby znowu nie było otwartego konfliktu z menadżerem, ale… Nie zrobiła tego.
    Petera najwyraźniej zatkało. Zapewne przez tego typu deklaracje, które padły. Bo to brzmiało jak deklaracje, choć przecież Vill wiedziała, że to nie jest na serio.
    - Serio? – spytał jeszcze Peter powątpiewająco, ani odrobinę nie zbliżając się do drzwi.- Wolisz ją? Jakby jeszcze było na co popatrzeć… A to żadna przyjemność pieprzyć się z czymś takim.
    To już było naprawdę obraźliwe dla Villemo, ale zamiast zareagować i odpalić coś wrednego, dosłownie ją zatkało. Czuła się tak, jakby ktoś uderzył ją w twarz.

    OdpowiedzUsuń
  184. Zdecydowanie powinna powstrzymać Duncana. Odciągnąć go za rękę albo cokolwiek. Zamiast tego potrafiła tylko krzyknąć i odskoczyć z zaskoczenia. I o dziwo, nie krzyczała z dezaprobatą, że co on w ogóle robi. Peterowi chyba się należało.
    Przysiadła na brzegu łóżka z dłonią przyłożoną do ust. Trochę krwi kapnęło na podłogę, zostawiając ślad prowadzący do drzwi. Vill się nawet nie ruszyła, siedziała w takiej samej pozycji, uniosła jedynie głowę, aby spojrzeć na Duncana. Ale nie z oburzeniem albo niezadowoleniem mówiącym „nie powinieneś tego robić”. Jeśli już coś się pokazało na jej twarzy, to strach, co było dosyć zaskakujące.
    - Zareagowałeś dosyć porywczo – odezwała się cicho, odsuwając rękę.- Nie musisz się tak złościć, kiedy on mówi o mnie przykre rzeczy… - no, to było dziwne samo w sobie, że zareagował aż tak tylko dlatego, że Peter ją obraził.- Ale dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  185. - On chyba też był najpierw muzykiem, nie? – zagadnęła.- Najwyraźniej muzykiem jest kiepskim, za to ma łeb do interesów… - wymruczała już pod nosem.- Jakoś tak nie przepadam za facetami starszymi o dwadzieścia lat, wiesz? – usiłowała zażartować.- Więc raczej nigdy w życiu nie pozwoliłabym mu się dotknąć w ten sposób. No i cóż, chyba będę musiała tobie pozwolić, żebyś mnie dotknął, aby to podtrzymać i żeby było wiarygodne… - uśmiechnęła się krzywo.- Normalnie nie wierzę, że będziemy musieli teraz taką szopkę odstawiać…

    OdpowiedzUsuń
  186. Kiedy zobaczyła, że sobie polewa, minę miała wymowną. Naprawdę nie potrafił się powstrzymać? A przecież tak gadał, że chce z tym skończyć.
    - Poznasz inną i zostawisz mnie dla niej? – uniosła brwi powątpiewająco.- Nieładnie… Będzie mi smutno – to oczywiście miały być żarty.
    Chciała mu wyjąc szklankę z ręki, żeby nie pił, bo naprawdę nie powinien, ale w tamtym momencie zadzwonił jej telefon. Sięgnęła po niego, bo nadal leżał na łóżku i mina jej zrzedła, kiedy zobaczyła, że dzwoni jej własna matka.
    Uśmiechnęła się przepraszająco i odebrała.
    - Kim jest ten facet ze zdjęć!? – to nie był normalny ton, tylko krzyk. Dziwnie wystraszony. Vill była pewna, że Duncan też usłyszał głos.
    - Ale który? – spytała spokojnie.
    - Ten dupek z małolatą! Nie ten, co ty z nim jesteś, ten jest fajny, seksowny, cieszę się, tylko ten… Ten… - najwyraźniej zabrakło jej słów, co nie zdarzało się zbyt często.
    Zdziwienie odmalowało się na twarzy Villemo.
    - Em… No to jest menadżer. Nazywa się
    - …Williams. Tak, wiem. Jadę do ciebie.
    Nie zdążyła wykrzyknąć „co!?” ani zaprotestować, bo matka się rozłączyła. A Vill, zdezorientowana, spojrzała na Duncana.

    OdpowiedzUsuń
  187. Zdezorientowanie zamieniło się w zdziwienie. Raz, że Vill zupełnie nie miała pojęcia, o co matce chodzi i po co miałaby przyjeżdżać, a już tym bardziej, dlaczego pytała o Petera. Zdecydowanie nie powinna się tu pojawiać, bo Villemo była pewna, że narobi jej wstydu, ale odwiedzenie jej od tego pomysłu było niemożliwe. A dwa, że Duncan zadał takie dziwne pytanie.
    - Dlaczego miałbyś mieć przejebane? – spytała z autentycznym niezrozumieniem.- Nie pij kolejnego, dobrze ci radzę, nie wychodzisz na tym dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  188. - Prawie. Prawie nagie. To trochę różnica – uśmiechnęła się lekko.- Nie zgadłeś, Tobą będzie zachwycona. Nazwie cię seksownym psiaczkiem, powie, że mam cię nie wypuszczać z łóżka i stwierdzi, że sama by cię z chęcią bzyknęła, ale przecież nie będzie mi zabierać faceta – było w tym trochę żartu i rozbawienia, ale też trochę zażenowania.- Nie wiem, o co jej chodzi, rozpoznała Petera na zdjęciach i zaczynam się trochę martwić... – przygasła momentalnie.- Daj spokój... Proszę. Już i tak byłeś nerwowy, nie możesz pić tyle...

    OdpowiedzUsuń
  189. Jakoś tak odruchowo przewróciła oczami. Musiał palić, no musiał, chociaż dopiero co wyrwała mu fajkę z dłoni. I prosiła, żeby nie pił, a i tak pił. To było bez sensu, po co mówił te wszystkie rzeczy, skoro potem i tak robił to samo? Aż westchnęła.
    - Nie sądzę, aby ją obchodziło, czy to prawda, czy nie – uznała, wstając.- Dużo gada, ale mało czym się przejmuje – podeszłą za Duncanem do okna, a potem zrobiła to samo, co wcześniej. Uniosła rękę, wyjęła mu papierosa z dłoni i tym razem wyrzuciła przez okno, zanim w ogóle zdążył zaprotestować. Choć była pewna, że się wścieknie.
    - Jeśli będziesz palił, to nie będę się z tobą całować – próbowała trochę zażartować.

    OdpowiedzUsuń
  190. Znowu przewróciła oczami.
    - Może się zdecyduj, czy ktoś ma ci pomóc z tymi nałogami, czy jednak nie – mruknęła, odrobinę już zirytowana. Bo mówił wcześniej co innego, a robił teraz co innego.- Nie wymagam od ciebie niczego więcej, szczerze mówiąc, to nawet nie mam ochoty cię trzymać za tę rękę. Tak tylko zażartowałam, powiedzmy. Przyjedzie pewnie jutro – wzruszyła ramionami.- Idę sobie, bo się zdenerwowałam niepotrzebnie. Wkurza mnie ta sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  191. - Nie złoszczę się tylko o to – potrząsnęła głową.- Przed chwilą ci mówiłam, że nie potrafię udawać, rozumiesz? Bo się przywiążę - i zakocham totalnie. Ale tego już, oczywiście, nie powiedziała na głos.- To jest dla mnie zbyt trudne – stwierdziła, próbując go wyminąć.

    OdpowiedzUsuń
  192. - Nie mów tyle naraz, bo się nie da zrozumieć – rzuciła trochę wrednie. Chciała wyjść, a jej nie pozwalał, miała ochotę znowu go walnąć.- Tak się składa, że Peter tutaj właśnie nic nie zobaczył, bo nic się nie działo! Tylko sobie coś ubzdurał i tyle. A ty mnie nie rozumiesz. Nie zrozumiesz. Po prostu daj mi wyjść, bo się chyba zaraz rozpłaczę.

    OdpowiedzUsuń
  193. - Nie wiesz, o co chodzi!? – teraz już wykrzyknęła.- Może gdybyś tyle nie chlał, to pamiętałbyś, co się do ciebie mówi! A gdybyś nie myślał tylko o tym, jak zaliczyć kolejną, byle tylko się nie angażować, bo w głowie masz kogoś, kto nie istnieje i nigdy nie wróci, to może coś by do ciebie dotarło! Żyjesz przeszłością i wybierasz najłatwiejszą drogę, wiesz? Zamiast trochę się postarać!
    Nie miała pojęcia, co jej odbiło, żeby teraz mówić to wszystko... Albo raczej wykrzykiwać.

    OdpowiedzUsuń
  194. Nie mógł wiedzieć, co Villemo kiedyś przeżyła lub nie, czy kogoś straciła, czy jednak nie. Raczej niewiele mówiła o sobie, jedynie jakieś szczątkowe informacje przypadkiem, kiedy sam zaczynał mówić o sobie. Zadziwiające samo w sobie było to, że cokolwiek mówił, bo nigdy by nie pomyślała, że będzie je się na temat czegokolwiek żalił.
    A poza tym, co w ogóle oznaczało, że pamiętał? Nie mógł pamiętać, bo nie zachowywał się, jakby cokolwiek z tego, co mu mówiła, do niego dotarło.
    Sapnęła ze złości, kiedy wyszedł. To ona przecież miała wyjść, choć trzaskać drzwiami nie zamierzała. Postała tak może z minutę, aż w końcu wyszła z pokoju, mając zamiar pójść do siebie. Musiała zejść jedno piętro i, cóż, niestety, natknęła się na Duncana. Nie miała jednak zamiaru prowadzić dalszej dyskusji, nie miałoby to raczej żadnego sensu.
    - Weź trochę oprzytomniej, co? – mruknęła, przechodząc obok niego.- Zachowujesz się, jakby nikt dla ciebie nie miał znaczenia, bo przecież nikt nie dorównuje Alice – zniknęła w swoim pokoju, zanim zdążył zareagować.

    OdpowiedzUsuń
  195. Nie sądziła, że za nią pójdzie, już raczej, że zawróci do siebie, kopnie gdzieś po drodze w drzwi albo coś zniszczy. Ale owszem, miała zamiar zamknąć drzwi na klucz, żeby ani Duncan, ani nikt inny jej do środka nie wparował, bo musiała sobie poleżeć, pomyśleć i pewnie też popłakać.
    Niestety, zdążył wejść, a Vill stała jeszcze przy drzwiach, więc odskoczyła, żeby nimi nie oberwać.
    - Kochasz ją!? – mało brakowało, a popukałaby się palcem w czoło.- Dlaczego? Przecież jej już nie ma! Oprzytomniej trochę – odruchowo cofnęła się o krok, kiedy Duncan się zbliżył.- I nie strzelam fochów z byle powodu! Bo tak się składa, że też mam problem z darzeniem uczuciem kogoś nieosiągalnego! Problem w tym, że traktujesz mnie jak zastępczą zabawkę i oburzasz się, kiedy mi to nie odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  196. - A kim ja jestem, co? Jak masz chwilę słabości, to jesteś miły i chcesz się żalić, ale normalnie traktujesz mnie jak pionek do przestawiania, który powinien robić i zachowywać się tak, jak ty sobie tego życzysz – fakt, że Vill nigdy nie robiła tak, jak ktoś chciał, tylko najczęściej odwrotnie, po swojemu, najlepiej na złość, wcale sprawy nie ułatwiał.- Jak jest inaczej, to się wściekasz. Tak jak teraz. Bo ja nie pasuję do oczekiwań. Bo nie jestem taka idealna jak Alice. Powiedz mi, ile razy myślałeś o niej, pieprząc się z jakąś jednorazową laską? Wyobrażałeś sobie ją? Porównywałeś? Bo miała zły strój, bo nogi krótsze, za niska, kolor włosów nie taki... Ona nie wróci i to nie jest twoja wina, bo wypadki chodzą po ludziach. Wiem, że sam tego widok we wspomnieniach jest koszmarny i to zostanie na zawsze, ale nie ma gdybania, bo lepiej przyjąć, że tak miało być i stałoby się tak czy inaczej. Najwyraźniej co innego masz do zrobienia na tym świecie.

    OdpowiedzUsuń
  197. - Przecież to chore – samo jej się wyrwało to stwierdzenie, całkowicie bez zastanowienia. Ale jak inaczej można było to określić? To, że w takich chwilach wyobrażał sobie kogoś, kto już nie żył, zamiast skupić się na tej osobie, które była z nim naprawdę, nawet jeśli tylko na chwilę... – Całując się ze mną, też myślałeś o niej? – spytała dziwnie wrogo, równocześnie pierwszy raz otwarcie przypominając, że to się wydarzyło. Inna sprawa, ze przecież Duncan i tak już wypił.- No i co jest nie tak z twoim życiem? Może kiedyś nie było kolorowo, wiem, ale przecież ci się udało. Masz wszystko i mnóstwo możliwości, wystarczy to tylko dobrze wykorzystać, a nie użalać się nad sobą, bo naprawdę nie masz nad czym.
    Może była trochę okrutna... A może nie, może po prostu szczera.

    OdpowiedzUsuń