Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

27 października 2016

Kill them all


26 lat | uzależniony od wszelkich prochów | aspołeczny | brak empatii | wulgarny | wokalista w Sleepwalkers| ma za sobą dwie próby samobójcze | matka narkomanka i prostytutka | ojciec nieznany | cel w życiu? zabawa | 6 lat w poprawczaku | zazwyczaj maluje twarz by ukryć swoje prawdziwe ja | muzyka tylko ostra z dużą ilością wrzasku i mocnej gitary | czasami słyszy dziwny głos w głowie, który mówi mu straszne rzeczy | uwielbia bójki | ciągle wpada w kłopoty | wierzy w apokalipsę zombie

56 komentarzy:

  1. Głupie pytanie. Oczywiście, że miał być szczery, każdy tego oczekiwał, bo nikt nie chciał usłyszeć kłamstwa w odpowiedzi na pytanie.
    - Nie, oczywiście mi skłam – powiedziała to z lekką ironią, przewracając przy tym oczami.
    Cofnęła się odruchowo, zaskoczona tym razem tym, ze przyznał się do tego, że pamięta. Zdawało jej się, że wypił wtedy tyle, aby nie pamiętać kompletnie nic, ani pocałunków, ani tym bardziej tego, że zasnął z dłonią na piersi Vill.
    - To czym jestem? – spytała dziwnie opryskliwie, nie zdając sobie sprawy z tego, ze nieświadomie powiedziała o sobie „coś”, a nie „ktoś”, a tym samym umniejszyła własne znaczenie.- Skoro wiesz, to po co cała ta dyskusja i szopka? Najlepiej trzymać się od siebie z daleka i już, problem rozwiązany. To właśnie próbowałam robić od samego początku, a ty mi tu skutecznie uniemożliwiasz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciała tego. Na początku. Teraz nie wiedziała, czego chce, ale najwyraźniej Duncan zdecydował za nią. W takim razie niepotrzebnie wchodził za nią, przez to tylko się pokłócili bardziej i wszystko, dokładnie wszystko się posypało.
    Villemo miała ochotę rzucić się na łóżko i dosłownie ryczeć. Martwiła się tym, co będzie dalej. O ile Peter pewnie by się ucieszył, że nie rozmawiają, bo na tym mu przecież zależało, to sama współpraca zapowiadała się okropnie. No i jak miałaby wytłumaczyć te zdjęcia matce?
    Czekała na jej przyjazd praktycznie jak na szpilkach, dziwnie zestresowana. Myślała o tym od rana następnego dnia, kiedy podłączała kable na nowej hali. Dosłownie co sekundę zerkała na telefon, a kiedy dostała zapytanie, gdzie jest, skoro nie ma jej w hotelu, zwlekała dobre dwadzieścia minut z odpowiedzią.
    Atmosfera sama w sobie była napięta, bo Vill włączył się tryb wiecznej złośliwości. Dogryzła Duncanowi ze dwa razy, żeby nie gwiazdorzy, a za drugim razem aż się kolega perkusista pokładał ze śmiechu. Potem starała się zachować profesjonalizm, sprawdzając każdy dźwięk i niewzruszonym głosem mówiąc, aby mówił coś do mikrofonu albo żeby perkusista w nieskończoność uderzał w jeden bęben. Peter gdzieś zniknął, żeby się dogadać z właścicielem hali, Vill właśnie udało się w końcu ustawić natężenie na ten nieszczęsny bęben i dosłownie zamarła, widząc wkraczającą na scenę w szpileczkach blondynkę po czterdziestce.
    Dopadła do Duncana i dosłownie wyrwała mu mikrofon z ręki.
    - Cześć, kochanie! – ryknęła do niego, aż Vill zabolały uszy, bo słyszała do kilkakrotnie głośniej w słuchawce. Matka do niej pomachała, a potem skupiła swoją uwagę na Duncanie.
    Vill wybiegła z budki ze sprzętem, ale i tak było już za późno.
    - No, kochaniutki! – wykrzyknęła, wychylając się tak, jakby chciała go uściskać. Zamiast tego, złapała go za ramiona i ścisnęła lekko, jakby sprawdzała mięśnie.- Ale ci się udało, Villemo – wyciągnęła kciuk do góry, pokazując córce, a Villemo miała ochotę zapaść się pod ziemię i na sto procent była już potwornie czerwona. A do tego jeszcze się potknęła, tak szybko pędziła na scenę przez całą halę.- Na żywo też jesteś śliczniutki! Sama bym cię bzyknęła, ale przecież nie będę zabierać córce faceta – zaśmiała się na koniec,
    - Co to za baba!? – syknął Peter, który pojawił się nie wiadomo skąd. Szedł razem z Vill w stronę sceny, mając zamiar przegonić intruza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Vill wdrapała się na scenę z Peterem depczącym jej po piętach. Wiedziałą, że matka narobi jej wstydu i w sumie przyzwyczaiła się już do jej zachowań i do świadomości, że prędzej czy później stanie się pośmiewiskiem przez to, co Cecilia wygadywała. Teraz, owszem, zrobiła się trochę czerwona, ale to, co powiedział Duncan było gorsze. Mimo to, postanowiła, że nie zareaguje, zwłaszcza, że Peter pewnie zaraz wybuchnie przez takie insynuacje i przez to, że ktoś przeszkadza w próbie.
    Mamusia jednak nie miała zamiaru milczeć.
    - Och, Villemo, dałaś się w końcu rozdziewiczyć? – spytała głośno i to z autentycznym zdziwieniem i to okazało się gorsze niż wszystkie głupie komentarze Duncana.- Gratu... – urwała.
    Pewnie chciała podbiec, uściskać córkę, ale zrobiła ledwie krok w jej stronę i dostrzegła, kto stoi za Vill. Minę miała niewyraźną, więc Vill się odwróciła, aby zobaczyć, o co chodzi i co na to Peter, ale chyba pierwszy raz w życiu widziała, aby wyglądał w taki sposób. Jak idiota, który nie ma pojęcia, co się dzieje, tak bardzo jest zaskoczony.
    - Widzę, że wraz z wiekiem przybyło ci trochę odpowiedzialności – odezwała się Cecilia cicho, mówiąc to do Petera.- Trochę, bo nadal rżniesz co popadnie, nie pytając o wiek i nie dbając o konsekwencje.
    O co tu chodziło, do cholery?! Vill przenosiła wzrok z jednego na drugie, zdezorientowana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby nie to, że sytuacja się zmieniła i Vill chciała się dowiedzieć, o co chodzi i dlaczego Cecilia czym prędzej tu przyjechała, widząc na zdjęciach Petera, to pewnie powiedziałaby coś na temat tego, że mogą pójść do lekarza choćby teraz, a on potwierdzi, że nadal byłą nietknięta.
    - Trzeba było to wziąć na piśmie, a nie teraz się burzyć – odgryzła się jakoś tak odruchowo, zamiast zacząć prostować kłamstwa.
    Odsunęła się i stanęła przy matce, kiedy Duncan przybliżył się do niej. Nie chciała z nim dyskutować ani nawet i odpowiadać na jakiekolwiek pytania. Przecież mieli nie rozmawiać.
    - A co, szkoda ci, że nie udało ci się zatrzymać mnie na dłużej? – spytał Peter kpiąco.- No cóż, najwyraźniej nie byłaś na tyle dobra...
    Mina Cecilii pozostała niewzruszona.
    - Nie jest mi szkoda – stwierdziła stanowczo.- Dzięki tobie mam Villemo – objęła córkę ramieniem i przytuliła do siebie. Tak naprawdę były tego samego wzrostu, ale przez piętnastocentymetrowe szpilki Cecylia mogła teraz przytulić policzek do czubka głowy Vill. Vill stojącej dziwnie sztywno i ewidentnie zaskoczonej.- Szkoda mi tylko, że nie byłeś na tyle dojrzały, aby wziąć za to odpowiedzialność, co każdy prawdziwy facet by zrobił. Ale ty najwyraźniej nim nie jesteś...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jemu nie trzeba było tłumaczyć, natomiast Vill poczuła się tak, jakby dostała maczugą w głowę i jakby całą ta sytuacja nie była rzeczywista. Milczała z początku, oszołomiona, odsunęła się od matki i patrzyła przed siebie, nic jednak nie widząc. Potrząsnęła w końcu głową, a wszystko to, co wykrzykiwał Duncan, jednak do niej dotarło.
    - Zamknij się – powiedziała to cicho, ale zdecydowanie. Głosem dziwnie przepełnionym smutkiem. To, co mówił, zabolało, ale w taki inny sposób. To nie były zwykłe złośliwości, bo sytuacja była teraz całkowicie inna, naprawdę poważna i... Dziwaczna.
    Spojrzała na Cecilię z wyrzutem, ale nadal wzrokiem, jakby niczego nie rozumiała, natomiast Peter stał jak wmurowany.
    - Uznałam, że lepiej będzie, jak nie będziesz znała jego nazwiska. Przecież i tak nie chciałaś go szukać – Cecilia wzruszyła lekko ramionami.- Przecież to bez znaczenia, to on się wypiął, a ty masz prawdziwego ojca, czeka w domu... Nie sądziłam, że kiedykolwiek się na niego natkniesz... Właściwie, to nie masz się z czego cieszyć – w tym ostatnim miała rację, Vill wolałaby nie znać Petera, a już na pewno wolałaby żyć w błogiej nieświadomości. Właściwie, to chyba nadal jeszcze jedną nogą nie była świadoma, bo nic, kompletnie nic do niej nie docierało.
    Znowu pokręciła głową. Cofnęła się jeden krok, potem drugi, jakby nie chciała być w pobliżu tych wszystkich ludzi. Przy trzecim poczuła pod stopą krawędź sceny i lekko się zachwiała, jednak jakimś cudem udało jej się utrzymać równowagę.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Ty sobie jaja robisz? – to była pierwsze słowa Petera, od kiedy padła oficjalnie ta dosyć kontrowersyjna informacja.
    - A niby po co miałabym sobie robić jaja?! – Cecilia nieco podniosła głos.- Ja wiem, słoneczko, że nikt nie chciałby mieć w sobie jego genów i naprawdę mi przykro, ale… - zrobiła krok w stronę Vill, na co ta się cofnęła odruchowo, a że za sobą miała tylko krawędź sceny, to… Cóż, stanęła na niczym tak naprawdę i spadła z krzykiem. Nie było to może jakoś zastraszająco wysoko, ze dwa metry może, ale wystarczyło, aby boleśnie upaść i w najgorszym wypadku coś sobie złamać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiste było, że powie, ze nic jej nie jest. W końcu koncert był najważniejszy, o czym Duncan nie zapomniał wspomnieć. Tak właściwie, to nie odezwała się ani słowem, tylko wyszarpnęła się od razu, odskoczyła i gestem pokazała matce, aby się nie zbliżała, bo przecież już do niej biegła.
    Otrzepała się prowizorycznie, skrzywiła przy okazji, bo bolała ją ręka, chciała oczywiście się zaprzeć i dosyć niefortunnie upadła.
    - Nic nie będę teraz wyjaśniać – stwierdziła stanowczo.- A na koncert sobie szukajcie kogoś do pracy, bo ja wychodzę. Tylko przypominam, że macie gitary niepodłączone i nienastrojone – tym się właśnie zajmowała przed koncertami ale teraz… Nie dość, że była rozbita psychicznie w tym momencie, to jeszcze okropnie rwało ją w nadgarstku.
    Odwróciła się więc i wymaszerowała bocznym wejściem z sali.
    To było do niej niepodobne, ale miała zamiar iść w tym momencie do lekarza.

    OdpowiedzUsuń
  8. Powinna się tym wszystkim bardziej przejąć. Tym, ze zostawia zespół na lodzie w połowie roboty, a koncert zaraz się odbędzie. Tym, że zostawiła tam własną matkę i wyszła, myśląc tylko o sobie. Skupiona była na analizie swojej własnej dotychczasowej pracy i na tym, jak będzie to wyglądało później. Wyjście było tylko jedno. Nie mogła pracować z Peterem. Nie mieściło się jej w głowie, że mógłby być jej ojcem, ale jeśli tak było, to oznaczało to jedno – koniec współpracy. Dla Vill w sumie byłoby to lepsze, nie musiałaby się męczyć ze swoimi własnymi uczuciami, bo byłaby z dala.
    Najpierw, o dziwo, pojechała do szpitala, bo ból w nadgarstku stał się nieznośny, nawet mimo tego, że Vill starała się skupić na czymś innym. Ku jej zdziwieniu, zagipsowali jej rękę, choć całe szczęście, łokieć miała dalej „na chodzie”. Z początku miała zamiar wrócić do hotelu i zacząć się pakować, ale kiedy tam dotarła, uznała, że lepiej będzie, kiedy zrobi to drogą oficjalną. A że z natury była złośliwa, mimo wszystko, nie chciała czekać do końca koncertu i powrotu zespołu do hotelu. Sporządziła szybko coś w rodzaju wypowiedzenia i pojechała na halę, gdzie koncert jeszcze trwał.
    Identyfikator miała nadal, więc bez problemu ją wpuścili. Nie miała pojęcia, kto siedzi w budce, którą sama dotychczas zajmowała w czasie koncertów, ani kto pomógł z podłączeniem wszystkiego. Przecież to nie była jej sprawa. Pokręciła się trochę za kulisami, aż w końcu stanęła z boku sceny, czekając na koniec. Przysiadła sobie na jakimś nieużywanym wzmacniaczu, ściskając w dłoni kartkę.
    A najśmieszniejsze (i najgorsze) w tym wszystkim było to, że kiedy wcześniej lekko się wychyliła, dostrzegła swoją własną matkę podskakującą w jednym z pierwszych rzędów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Im bliżej było końca koncertu, tym bardziej się cieszyła, że będzie miała to wszystko z głowy. I kiedy zdawało się, że to już ostatni utwór, Vill zlazła ze wzmacniacza i w sztywnym pionie czekała, aż zespół zejdzie ze sceny. Tyle że Duncan oczywiście musiał jeszcze zacząć gadać, czego w planie przecież nie było, tak samo jak dodatkowej piosenki.
    Kiedy napomknął o wyrywaniu papierosów, już wiedziała, że chodzi o nikogo innego, tylko właśnie o nią. A nie było zbyt miłym nazywanie kogoś najbardziej wkurwiającą osobą na świecie i nic dziwnego, ze z początku się w niej zagotowało i utwierdziła się w przekonaniu, że rzucenie za chwilę wypowiedzeniem jest rozwiązaniem najlepszym z możliwych. Dopowiedzenie reszty jej nie ugłaskało, bo pomyślała sobie, że właśnie po to jest całe to gadanie. Aby jednak ją ugłaskać. Sam był ostatnio taki niemiły, okropny, więc po co teraz te wszystkie słowa?
    Ale potem sobie pomyślała, że przecież nie miało jej tutaj być i nie miała tego słyszeć. A przede wszystkim: nie miało być żadnej nowej piosenki. Zamyśliła się do tego stopnia, że nawet jej nie słuchała. W efekcie dusiła się w niej mieszanina złości, rozczarowania i zwykłego smutku, więc kiedy utwór się skończył i zaczęli zbierać się ze sceny, Vill nadal stała w tym samym miejscu. Z bardzo niewyraźną miną.
    Nie odezwała się ani słowem, kiedy Duncan pojawił się za kulisami. W momencie, gdy ją dostrzegł, z niewzruszoną miną wyciągnęła przed siebie kartkę z wypowiedzeniem, aby mógł ją wziąć i przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Właściwie nie do końca wiedziała, co ma myśleć o tej piosence. Dlatego najlepiej było nie nawiązywać do tego i nie zaczynać tematu, wiec milczała. Wręczyła mu tę kartkę i stała, nie odzywając się i czekając, aż przeczyta.
    A potem, kiedy się odezwał, wyrwało jej się westchnienie.
    - Jak ci stękałam i marudziłam, że Peter mnie zwolni, to mówiłeś, że tego nie zrobi, bo to nie od niego zależy, tylko od ciebie – zauważyła.- Więc przyniosłam to bezpośrednio do ciebie. Nie wiem, co musiałoby się zmienić, aby wszystko było okej – mówiła jak najbardziej spokojnie, bez złości, bo to była zwykła rozmowa, tym razem na poziomie, a nie kłótnia.- Mogę tam z tobą podejść, ale potrzebuję trochę wody, bo muszę połknąć trochę tabletek przeciwbólowych – uniosła zagipsowaną rękę do góry.- A pewnie masz tam wodę – nadal była trochę śnięta po tej dawce proszków, którą jej dali w szpitalu, ale równocześnie była też napędzana przez adrenalinę, więc jakoś się trzymała prosto.

    OdpowiedzUsuń
  11. Poszła za Duncanem, potem z kieszeni wyjęła blankiecik, wygrzebała ze dwie tabletki i połknęła, popijając wodę i słuchając, co mówił. Mało się nie zakrztusiła.
    - On nie jest moim ojcem – syknęła od razu, bardzo szybko. Więzy krwi to co innego, a prawdziwa relacja to co innego.- Jak on się z tym wszystkim oswoi, to pewnie też nie będzie już chciał mnie wywalać, ale, jak słusznie zauważyłeś, nie tylko o to chodzi.
    Vill, dla odmiany, przysiadła nabocznym oparciu kanapy, byle dalej, byle się za bardzo nie zbliżać.
    - Pytanie tylko, o co tobie chodzi teraz. Jak się trzymam z daleka, to źle, ale jak zbyt blisko, to też źle – trochę była zła o to, że jednak się okazało, że pamiętał, bo jakoś tak podświadomie chyba wolałaby, aby niczego nie pamiętał. Mógłby być błogo nieświadomy, a Vill mogłaby się delektować wspomnieniem.- Do czego ja ci jestem potrzebna w tym wszystkim? Wyjaśnij mi to, proszę, bo mówisz, ze wcale nie jestem zastępczą zabawką, ale mówisz też, że i tak będę cierpieć, więc po co to pierwsze?

    OdpowiedzUsuń
  12. - Kimś w rodzaju... Przyjaciółki – tak trochę prychnęła, a trochę niemalże wypluła to ostatnie słowo. Świetnie, po prostu świetnie. Upokarzające jeszcze było to, że właśnie dowiadywała się, że o wszystkim wiedział, zdawał sobie sprawę z tego, jak to wygląda z perspektywy Vill, a tak spokojnie mówił o tym, że nic z tego i że mogą sobie być przyjaciółmi. To już lepsze by było, żeby w ogóle nie wspominał o tej kwestii, żeby nie mówił, że wie, wtedy żyłaby sobie w tej błogiej nieświadomości. I nie czułaby się teraz jak... Idiotka. Potwornie upokorzona idiotka.
    Cóż, mogła się też do tego wszystkiego nie przyznawać w chwili słabości.
    - Wiesz o wszystkim, ale i tak świadomie chcesz mnie wpakować w wyjazd, żebym się męczyła i cierpiała każdego dnia? – to było takie dosyć okrutne.- Ale lekarz pewnie... – nie dokończyła, bo drzwi się otworzyły i wkroczyła Cecilia.
    - Tak mi powiedzieli, że was tu znajdę... – zaczęła na wstępie.- Godzicie się? – spytała zaciekawiona, a w tym pytaniu krył się też podtekst.- Zrobię wam zdjęcie, co? Czemu tak daleko od siebie siedzicie?

    OdpowiedzUsuń
  13. - Ach, czyli po prostu miałabym odejść, tylko po prostu po powrocie z Japonii, tak? – Vill rozumowała bardzo logicznie (czasem), więc nic dziwnego, że tak szybko doszła do takiego wniosku.- To ja jednak wolę... – nie dokończyła, tylko przewróciła oczami, bo matka naprawdę robiła się uciążliwa. A miała powiedzieć, że woli odejść teraz i nie mieć w CV tego kontraktu, niż męczyć się na tym wyjeździe, cierpieć, a potem mieć taki niby-dorobek.- Zrobisz to zdjęcie i pójdziesz, tak? – spytała Cecilii, wyraźnie zirytowana, po czym zsunęła się z oparcia kanapy i przysunęła minimalnie do Duncana. Nie chciało jej się tłumaczyć całej tej sytuacji, teraz łatwiejsze było pozwolić sobie zrobić zdjęcie i mieć spokój. Nie chciało się jej nawet kłócić i mieć pretensji o to, że zdjęcie jest ważniejsze niż zdrowie, bo Cecilia jakoś nawet nie zwróciła uwagi na gips na ręce Vill.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie chodziło o to, ze nie chciała mówić prawdy, tylko o to, że nie miała siły wszystkiego tłumaczyć i wyjaśniać, czemu udawali. Bo chociaż nie było takiego zamiaru, to i tak wyszło to samoistnie i wszyscy pomyśleli sobie to, czego nie powinni pomyśleć. Westchnęła tylko ciężko.
    - Nikogo nie okłamuję – stwierdziła spokojnie.- To, co sobie inni myślą, nie zależy ode mnie, ja nikomu nie wpierałam, że jesteśmy razem – tak właściwie, to przecież Duncan na początku chciał udawać, a nie Vill.- Jeśli ty mnie nie lubisz, to jest to zrozumiałe. Ja ciebie lubię… Zbyt bardzo – samo jej się wyrwało to ostatnie.
    Natomiast Cecilia stała tak ze zdezorientowaną miną.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kobiety miały to do siebie, że trudno było zrozumieć, co im chodzi po głowie, bo logika myślenia pozostawiała naprawdę wiele do życzenia. Poczuła się trochę urażona tym, że wyśmiał to, co powiedziała, bo przecież mówiła szczerze. Ale resztę jego słów odebrała jako prowokację.
    - A proszę bardzo! – wykrzyknęła, dosłownie do niego podbiegając.- Targaj sobie! – gdyby o tym nie wspomniał, to pewnie by jej nawet do głowy nie przyszło, aby coś takiego zrobić, ale że o tym napomknął, to rzeczywiście wyrwała mu z dłoni papierosa, rzuciła na podłogę i przydepnęła.
    A potem stanęła przy drzwiach, opierając się o nie plecami, tym samym uniemożliwiając Duncanowi wyjście. Szkoda tylko, że tym samym uwięziła w pomieszczeniu własną matkę, bo wolałaby, aby nie była świadkiem tej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  16. Sam chciał. Zwyczajnie ją sprowokował, mówiąc, że jeśli go zabierze, to potarga kontrakt. Więc proszę bardzo, Vill to zrobiła, a Duncan w efekcie potargał kontrakt. Albo raczej go spalił. Odskoczyła od razu, gdy go podpalił, bojąc się, że jakiś kawałek odpadnie, poleci na nią i ją poparzy. Ale kiedy uznała, że nic takiego jej się nie stanie, bez słowa wskazała na drzwi, patrząc wymownie na matkę. Oznaczało to, że czym prędzej powinna wyjść z pomieszczenia, co też Cecilia od razu uczyniła.
    - Zostaw te fajki, pieprzony ćpunie! – wyrwało jej się to, zanim zdążyła pomyśleć, a zdecydowanie było to obraźliwe.
    Dopadła do Duncana, zamierzając zabrać mu drugiego papierosa. Chwilę się szarpali na tej kanapie, bo oczywiste było, że nie będzie chciał go oddać, a że przez to wylądowała na jego kolanach… Taki efekt uboczny. W końcu jej się udało i zgaszonego papierosa wyrzuciła za siebie.
    - Przestań! – krzyknęła i przyłożyła dłonie do policzków Duncana, próbując tym samym przytrzymać mu głowę i zmusić do tego, aby na nią spojrzał. Żeby spojrzał jej w oczy. Siedziała na nim okrakiem.- Czy ty naprawdę nic nie rozumiesz? – spytała, po czym zrobiła coś, czego zdecydowanie nie powinna robić. Czyli zbliżyła usta do jego ust i tak po prostu go pocałowała.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie ukrywajmy, oczekiwała innego rozwinięcia tej sytuacji. Stało się jednak inaczej i nic dziwnego, że poczuła się upokorzona. Już któryś raz. Jakby dostała w twarz. Dobrze, że tym razem przynajmniej nikt tego nie widział.
    - Okej, rozumiem – odezwała się, odsuwając się.- Przepraszam za to – dodała, zsuwając się z kolan Duncana.
    Przepraszała za to, co zrobiła przed chwilą. Za ten pocałunek. Dobrze wiedziała, ze nie powinna, a jednak coś ją podkusiło...
    Nie powiedziała nic więcej. Przygryzła jeszcze na chwilę dolną wargę, potem potrząsnęła głową i odwróciła się z zamiarem wyjścia, pewna tego, że tuż za drzwiami stoi jej wścibska matka. Musiała teraz jej zapytać, czy może wrócić do domu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie oczekiwała, że pójdzie za nią, że ją w jakikolwiek sposób zatrzyma albo coś powie. Chciała tylko wyjść, uznając to za ostateczny koniec, a poza tym, nie chciała, aby widział, że się głupio rozryczała. Mógł jednak zobaczyć, że ma zaszklone oczy, kiedy odwrócił ją do siebie.
    - Tak, ale wymagasz ode mnie, abym ja dbała o ciebie – zauważyła gorzkim tonem.- Żebym ci pomogła, bo sam nie dasz rady. A kiedy próbuję, to się wściekasz!

    OdpowiedzUsuń
  19. - Taaak? A ile razy prosiłam, żebyś nie pił kolejnego drinka? Grzecznie prosiłam! – po co w ogóle była ta dyskusja. Naprawdę chciała już stamtąd wyjść, bo obawiała się, że się rozpłacze. Choć teraz znowu bliżej było złości niż płaczu.-Co za późno? Co za późno!? – mało brakowało, a trzepnęłaby go w ramię.- Bo co, bo lekarz ci pewnie powiedział, że jak nie przestaniesz, to raczej długo nie pociągniesz, tak? Przecież każdy wie, jak to się kończy Więc zamiast jojczyć, że za późno, to się weź w garść i postaraj! Chyba, że wolisz dołączyć do swojej Alice… - może była niemiła w tym momencie, może to, co mówiła, brzmiało brutalnie… Ale przecież nic, dosłownie nic do Duncana nie docierało.
    A poza tym, Vill przed chwilą została potwornie zraniona, więc nie bawiła się w delikatności w ramach odwetu.

    OdpowiedzUsuń
  20. Podskoczyła, kiedy zrzucił wazon, odruchowo się też cofnęła i napotkała za sobą drzwi. Powinna po prostu stamtąd wyjść, a nie tak stać z plecami przyklejonymi do tych drzwi.
    - Uspokój się – powiedziała to spokojnie i zdecydowanie, choć dosłownie się w niej gotowało i miała ochotę zacząć wrzeszczeć.- Nie mądrzę się, po prostu miałam na tyle rozumu, aby nie zaczynać brać, bo wiedziałam, jakie byłyby tego konsekwencje – wyjaśniła spokojnie.- A jeżeli kobietę za drzwiami uważasz za idealną matkę, to gratuluję. Jakbyś nie zauważył, nawet się nie zorientowała, że mi rękę zagipsowali. Więc pomyśl, jak musiało wyglądać moje dzieciństwo, kiedy sobie z czymś nie radziłam – nie miała żalu, nie skarżyła się i nie robiła z siebie ofiary, tylko stwierdzała fakty. Nie było różowo, ale też nigdy na to nie narzekała.- A moja pierwsza miłość powiedziała mi, że nie da się ze mną wytrzymać – uśmiechnęła się krzywo.- Tak więc cóż, masz trochę racji, odpierdoliło mi.

    OdpowiedzUsuń
  21. - A czy ja kiedykolwiek narzekałam na to, co mam? Przecież chciałam z tego nawet zrezygnować i nie mieć nic - zauważyła.
    I może mówiłaby coś dalej, ale po tym, co powiedział Duncan, doskonałe ją zmroziło. Milczała kilka chwil, bo znów czuła się tak, jakby ktoś uderzył ją w twarz.
    - "Mógłbyś nawet się zakochać"? - powtórzyła po nim kpiąco, a kpiną chciała zakryć łzy.- Cóż za zaszczyt mnie kopnął, łaskawy Duncanie! Zdajesz sobie sprawę z tego, że z każdym kolejnym zdaniem upokorzasz mnie coraz bardziej? - ostatnie pytanie zadała już spokojnym, właściwie to smutnym głosem.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Nie wiesz, o co mi chodzi... – naprawdę nie chciała być złośliwa, ale ironia sama się pojawiła. To był instynkt obronny, tak reagowała Vill, kiedy coś ją bolało i za nic nie chciała tego okazać.- Nie chcesz robić z siebie ofiary, ale właśnie to robisz. Użalasz się nad sobą – stwierdziła.- Gadasz tak, bo chcesz, żebym się zainteresowała, żebym skakała wokół ciebie i ci pomogła. A ja nadal tu stoję – rzeczywiście, nadal tam stała, oparta plecami o drzwi.- Choć po tym, co przed chwilą powiedziałeś, co zrobiłeś albo raczej po tym, czego nie zrobiłeś powinnam już dawno wyjść... I nigdy więcej z tobą nie rozmawiać – sama myśl o tym, że mogłoby się tak stać, że miałaby już nigdy z Duncanem nie rozmawiać niewyobrażalnie ją bolała, ale starała się tego nie okazać, choć głos je odrobinę zadrżał.

    OdpowiedzUsuń
  23. - Nikt się nie użala. Sam się nad sobą użalasz – zauważyła.- Ale okej, dobra, kapuję. Ja nie jestem odpowiednią osobą, bo nie mam podejścia. To ta dyskusja w sumie nie ma sensu – byłą bliska wzruszenia ramionami, ale zamiast tego odsunęła się od drzwi, odwróciła do Duncana plecami i złapała za klamkę, otwierając je.
    Była pewna, że matka dalej stoi za nimi i pewnie jeszcze podsłuchiwała przez cały ten czas.

    OdpowiedzUsuń
  24. - I co, Villemo? Dogadaliście się już? – zza drzwi usłyszała głos matki, ale nie odpowiedziała, bo usłyszała jeszcze, co mówił Duncan, a to sprawiło, że trzasnęła drzwiami. Mocno.
    Taki miała charakter, że czasem wystarczyły dwa słowa, aby się zirytowała i... Cóż, zachowywała jak furiatka. Dotychczas nie zdawała sobie z tego sprawy, ale jeśli o to chodziło, to zachowywała się... Jak Peter.
    - Jaki ty jesteś! – wybuchła w momencie, gdy skończył rozmowę. Dopadła do Duncana (znów) i choć nie miała zamiaru wyrywać mu telefonu z ręki i odrzucać gdzieś, to i tak wypadł mu z ręki, z takim impetem na niego wpadła.- Przecież ja chcę ci pomóc! Tylko że ty mnie traktujesz jak zabawkę! – walnęła go raz, drugi, trzeci w ramię i choć było to pełne złości, to raczej lekkie, nie miała zbyt dużo siły.- I wkurza mnie to, że już kilka razy próbowałam stąd wyjść, i ciągle zawracam. A to chyba o czymś świadczy! Przecież ja chcę... Ja chcę, no... – znowu ej głos zadrżał, chociaż tego akurat bardzo nie chciała. A zaraz po tym dosłownie uwiesiła się na szyi Duncana, wtulając w nią twarz.

    OdpowiedzUsuń
  25. - To przestań mnie tak traktować! – nawet jeśli uniosła głos, to tylko na chwilę i nie było w tym złości. Przecież się teraz nie odsunęła, nie zeszła z kanapy i nie popędziła do drzwi kolejny raz.
    Ale taka była prawda, Vill zdawało się, że dla Duncana to wszystko jest zabawa. Raz się zwierza, jest miły, a za chwilę zachowuje się tak, jakby to wszystko nigdy nie miało miejsca. Nic dziwnego, że czuła się jak zabawka i miała problem z własnymi uczuciami. A gdyby teraz bez słowa się odsunął, tak jak wcześniej odwrócił głowę, to byłoby kolejne upokorzenie dla Vill. I pewnie znowu próbowałaby wyjść, i znowu by zawróciła... Mogłoby się to tak ciągnąć bez końca.

    OdpowiedzUsuń
  26. - Możesz tego nie zauważać, ale w tym momencie tak trochę się żalisz… - poinformowała go, ale bez złośliwości, tak naturalnie, czysto informacyjnie. Może nawet trochę łagodniej niż miała w zwyczaju mówić.
    - Chyba nie ma sensu teraz czegokolwiek wyjaśniać, bo oboje się za bardzo zdenerwowaliśmy – stwierdziła, zsuwając się z kanapy.- Może potem – powiedziała to bez przekonania.- Pozbędę się matki, bo dłużej jej nie zniosę w pobliżu. Jeszcze nie wyjeżdżam, więc… Pomyśl może sobie na spokojnie i porozmawiamy za jakiś czas...

    OdpowiedzUsuń
  27. Nawet jeśli wewnątrz siebie Villemo miała chęć, by jak najszybciej się matki pozbyć, to jednak nie miała serca jej odprawić i wygonić. Męczyła się w jej towarzystwie, to fakt (więc jakim cudem wytrzymała z nią tyle lat?), ale jednak postanowiły, że Cecilia zostanie chociaż na jeden dzień. A potem wyjdzie. Tak więc cały następny dzień spędziły razem, co Vill przyjęła nawet z ulgą, bo oznaczało to, że będą z dala od Duncana. Potrzeba im było trochę przestrzeni, żeby się zdystansować do te całej sytuacji i pomyśleć. Vill postanowiła jednak, że jeśli w ciągu dwóch dni się nie dogadają, to i tak zrezygnuje pracy i wyjedzie, bo ciągniecie tego nie miało sensu.
    Przynajmniej matka była zadowolona z zakupów, na których spędziły pół dnia. Potem zjadły obiad i trzeba było się zbierać. Z ogromnym uczuciem ulgi Vill zostawiła Cecylię na lotnisku, a kiedy wróciła do hotelu, przytłoczyła ją świadomość tego, że prędzej czy później będzie jeszcze musiała się rozmówić z Peterem. Bo nie można było tego tak zostawić i zachowywać się, jakby się nic nie stało. A może jednak...? Może by się dało? Nie musieliby się tym przejmować przynajmniej.
    Odłożyła to jednak na to „później”, uznając, że ma jeszcze czas. Czyli cały następny dzień. I następny, i następny... Nie będzie sobie psuła wieczoru. Chciała sobie posiedzieć w samotności, bo dawno nie było jej to dane. Tym razem jednak się udało i względnie spokojna położyła się spać. W końcu udało jej się w miarę oczyścić umysł i niczym się nie przejmować. Bo przecież wszystko się poukłada. Nieważne jak, ale się poukłada. Nie miała co narzekać, niezależnie od tego, czy zostanie, czy wyjedzie.
    Pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna udało jej się szybko i spokojnie zasnąć.

    OdpowiedzUsuń
  28. Vill obudził telefon. Był już ranek, ale o tej porze nikt zwykle do niej nie dzwonił. Prócz Petera. Tym razem również okazało się, że to on i Vill miała opory przed tym, by odebrać, bo ewidentnie chciał porozmawiać na ten problematyczny temat ich łączący. Tatuś się nagle znalazł. Wiedziała jednak, że i tak będą musieli odbyć tę rozmowę prędzej czy później, więc zmusiła się do tego, by odebrać telefon. Peter jednak w ogóle nie poruszył tematu, o którym myślała.
    - Duncan zniknął! - ryknął tak, że aż musiała odsunąć telefon.- Miał się rano pojawić na próbie i nie przyszedł. W pokoju go nie ma, telefon nie odpowiada i nie wiemy, gdzie jest.
    - Przecież to nie moja sprawa. Nie pracuję już - stwierdziła obojętnie i wzruszyła ramionami, choć tego Peter nie mógł widzieć.
    - Jak to nie? Zresztą, to nie na telefon. Nie ma go u ciebie? Możesz go poszukać?
    - Nie, nie ma i nie, nie mogę. Cześć - rozzłościła się, więc czym prędzej się rozłączyła.
    To nie była jej sprawa. Już postanowiła przecież. Nie udało się dogadać, porozumieć, więc sprawa była jasna. Skończyła pracę i powinna wyjechać. Nie miała tylko dokąd.
    Wzięła szybki prysznic, ogarnęła się. Na śniadanie nie poszła, uznała, że lepiej, jak zacznie się pakować, choć wcale nie miała dużo rzeczy. Ale i tak porządki zajęły jej na tyle dużo czasu, ze jak skończyła, było już popołudnie. Coś jednak wypadałoby zjeść, cały dzień na głodzie nie był wskazany. Wyszła na korytarz, a kiedy zamykała drzwi na klucz, kątem oka przyuważyła postać na wpół siedzącą, na wpół leżącą pod drzwiami obok. Zorientowała się, że to Duncan, kiedy odwróciła głowę w jego stronę. Zajmował ten sam pokój, tylko że piętro niżej. Musiał się pomylić.
    - O'Conner, dupku jeden, w co ty żeś się znowu wpakował - zamruczała pod nosem, podchodząc do niego.
    Ewidentnie było widać, że sobie wypił. Poza tym, na trzeźwo by pewnie nie zasnął pod drzwiami czyjegoś pokoju. Swojego też przecież nie.
    - Dan... - zaczęła łagodnie, łapiąc go za ramię i lekko szturchając.- Wstawaj, chodź, położysz się do łóżka - mówiła cicho, przyjemnym głosem. Szturchnęła go jeszcze raz, po czym sięgnęła dłonią do jego policzka i pogłaskała go lekko, myśląc, że może w ten sposób go obudzi.

    OdpowiedzUsuń
  29. Vill kompletnie nie wiedziała, o co chodzi i co się stało, ale jedno było pewne: nigdy wcześniej nie widziała Duncana w takim stanie. Nawet jeśli pił, to raczej po tym piciu rozrabiał, a nie rozpaczał. Choć możliwe było, że naprawdę coś się stało i z tego powodu wypił zbyt dużo, aby zagłuszyć problem i smutek. Na pewno nigdy wcześniej nie płakał, nie w obecności Villemo.
    Westchnęła cicho. Sytuacja nie była łatwa. Nawet mimo tego, że chciał, aby go zostawiła (choć pewnie mówił to, kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy), nie mogła tego zrobić, bo w takim stanie mógł się wpakować w cokolwiek i coś sobie zrobić. Nie celowo, raczej przypadkiem, o celowość robienia sobie krzywdy go nie podejrzewała. Mogła jeszcze zadzwonić do Petera i powiedzieć, ze Duncan się znalazł, a potem umyć ręce i stwierdzić, że to nie jej problem, niech menadżer się zajmuje swoim podopiecznym. Ale w wyobraźni widziała już reakcje Petera. Nikomu nie wyszłoby to na dobre.
    Odsunęła rękę Duncana, złapała go pod ramię i chciała podciągnąć do góry, aby wstał, co było bezcelowe, bo wiedziała, że i tak nie da rady go podnieść takiego bezwładnego i bezwolnego. Jeśli nie pomoże, to nic z tego. Mogłaby go ewentualnie jeszcze zaciągnąć za nogę do swojego pokoju, ale pewnie też byłoby trudno, bo bezwładne ciało jest ciężkie, a do tego wyfroterowaliby całą podłogę w korytarzu.
    - Dan, wstań, proszę – powiedziała to znów łagodnie, ciągnąc go lekko za rękę.- Położysz się czy coś. A potem mi powiesz, o co chodzi. Dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  30. Vill przewróciła oczami. Znowu się nad sobą użalał. Niezależnie od tego, co się stało, nie należało aż tak rozpaczać, tylko wziąć się w garść, unieść brodę i rozwiązać problem. A nie doprowadzać się do takiego stanu. O ile jeszcze szeroko pojętą histerię rozumiała, bo sama pewnie też by się rozryczała w niektórych sytuacjach, o tyle chlanie i robienie z siebie czegoś takiego było już niedopuszczalne.
    - Z tego, co widzę, jeszcze oddychasz – zauważyła obojętnie. Żeby go trochę otrzeźwić.- I jeszcze długo będziesz mnie wkurwiał – zamruczała, podpierając go i próbując nakłonić do tego, aby się ruszył. Już teraz się bała, że jak się Duncan za chwilę na nią zwali, opierając całym ciężarem, to z powrotem wylądują na podłodze i nigdzie nie dojdą.- Chodź - ponagliła go.- Powinieneś się wyspać.

    OdpowiedzUsuń
  31. Krzyknęła po części z zaskoczenia, a po części dlatego, że jak na kogoś totalnie wypitego, odepchnął ją dosyć mocno i rąbnęła plecami o drzwi do pokoju. Klamka wbiła jej się dosyć boleśnie, więc Vill się skrzywiła.
    Świetny sposób na podziękowanie. Chciała mu pomóc, położyć do łóżka i w ogóle, a w zamian znów obrywała i jeszcze się czepiał.
    - Nie twoja sprawa, kiedy wyjeżdżam – rzuciła krótko, powstrzymując się od wygarnięcia mu. A miałaby sporo do powiedzenia. Udało jej się jednak stłumić złość.- Jeśli nie chcesz spać, to nie musisz – powiedziała łagodnie i ugodowo.- Ale chociaż się połóż – wsunęła kartę do czytnika i otworzyła drzwi do swojego pokoju.
    Chciała znów Duncana podtrzymać i podprowadzić, ale bała się, że jak tylko go dotknie, to tym razem zrobi jej coś gorszego niż odepchnięcie, więc trzymała ręce przy sobie.
    - Chodź, Dan. Proszę – pchnęła drzwi, aby otworzyły się szerzej.- Lepiej się ukryć zanim Peter cię znajdzie. Chcesz coś do picia? Dam ci wody. Tylko się połóż.

    OdpowiedzUsuń
  32. Vill w milczeniu znosiła przytyki. Widziała stan Duncana, wiedziała, ze mówi to złośliwie, ale dlatego, ze nad sobą nie panuje. Fakt, na trzeźwo pewnie też mówiłby podobne rzeczy… Ale teraz nie był trzeźwy, więc mogła to zignorować. Inaczej pewnie coś by odpyskowała.
    Zamknęła za nimi drzwi i od razu skierowała się do łóżka, gdzie na szafce nocnej stała woda.
    - To mój pokój – zauważyła.- W swoim możesz palić – powinna mu jeszcze powiedzieć o tym, że na korytarzu są czujki i kiedy tylko zapali, od razu włączy się alarm przeciwpożarowy? Chyba powinna.
    Wlała wodę do szklanki i podeszła do niego z wyciągniętą ręką. Instynktownie trzymała się na dystans, bo czasem potrafił być nieobliczalny. Miała prawo podejrzewać, że coś mógłby jej zrobić. A aktualnie gips na ręce jej wystarczył.
    - Telewizor nie działa – poinformowała, mówiąc prawdę.- Może się położysz? – zasugerowała.- A może chcesz mi powiedzieć, co się stało?

    OdpowiedzUsuń
  33. - Skoro nie chcesz leżeć spać ani tracić czasu na odpoczynek, a ja jestem dziwna, to po co w ogóle wchodziłeś? - spytała logicznie, spokojnym tonem.
    Nikt nie trzeźwiał tak szybko, nadal się chwiał, stojąc, ale oczywiście jest mądrzejszy, wie lepiej, więc po co miałby słuchać Vill. Chciała pomóc, ale skoro tego nie chciał, to naprawdę nie powinien wchodzić, bo teraz okazywało się, że wszedł tylko po to, aby ją obrażać. Niepotrzebnie chciała pomóc, ale oczywiście zmartwiła się tym, że Peter się przyczepi.
    - Nie musisz ze mną siedzieć – zauważyła. Brzmiał, jakby miał pretensje, bo jednak musi, a Vill miała w obowiązku zapewnić mu rozrywkę. Jeszcze czego.- Chciałam tylko pomóc, bo jak się prześpisz, to dobrze ci zrobi. Skoro nie chcesz, to cię nie zmuszę. Tak samo jak nie zmuszę cię do tego, żebyś tu siedział.

    OdpowiedzUsuń
  34. Cóż, chciała dobrze. Nie wyszło. Nadal uważała, że powinien się położyć i trochę przespać. A teraz nie dość, że był pod wpływem, to jeszcze się rozzłościł. Nie mógł być potulnym, śpiącym barankiem po wypiciu alkoholu?
    Nie odezwała się. Zacisnęła mocno usta, uciekając wzrokiem gdzieś w bok, po ścianach, trochę po łóżku, zerknęła w oddalone okno, ale tam nic nie było widać, była zbyt daleko od niego.
    Stała tak tylko z tą szklanką w dłoni.
    Bez słowa wyciągnęła rękę, aby mógł wziąć szklankę z wodą. Była spokojna, nic nie mówiła, choć kiedy indziej zapewne przyczepiłaby się, że wysuwa tu żądania, czepia się, choć nie jest u siebie.
    - Nie bądź taki. Proszę... – spojrzała na Duncana dopiero w tym momencie.
    Stała mu na drodze do drzwi i przeraziła się nagle, że jak zaraz będzie chciał wyjść, to bez zastanowienia po prostu ją odepchnie.

    OdpowiedzUsuń
  35. Teraz to już wymyślał. Vill wiedziała, że to wpływ alkoholu, ale nie zmieniało to faktu, że paplał i paplał, byle cokolwiek mówić, bez zastanowienia i do tego głupie rzeczy, które były bzdurami.
    - Nie jestem w ciąży – odpowiedziała spokojnie. Bo niby z kim? – I nie mam wiecznego okresu – już sobie odpuściła tłumaczenie mu, że w trakcie okresu to kobiety akurat są kochane i się tulą, za to przed okresem zamieniają się w zołzy, i tak by nie dotarło.- Spełnienie prośby nie uwłacza mojej godności, ale to nie była prośba, tylko praktycznie rozkaz. A zdaje się, że już dla ciebie nie pracuję, więc nie mam obowiązku spełniać twoich poleceń – nie wspominała o tym, że kwestia jej pracy tak naprawdę nie została jeszcze rozwiązana, bo nie rozmawiała na ten temat z Peterem.
    Była teraz zaskakująco cierpliwa, mówiła spokojnie, nie zdenerwowała się jeszcze... Choć już zaczynała się gotować od środka. Jakim cudem on jej się kiedykolwiek podobał? No jakim cudem?

    OdpowiedzUsuń
  36. Rzeczywiście, za blisko. Od razu się cofnęła. I tak to miało wyglądać? Miała się go bać i uciekać za każdym razem, gdy się zbliżał, bo potrafił być nieobliczalny? Zacisnęła usta ze złość i zmrużyła oczy, ale panowała nad sobą. Nie chciała wybuchnąć, bo to przerodziłoby się w prawdziwą awanturę. Zapewne z latającymi przedmiotami, które wpadłyby jej w ręce. Już, już chciała mu powiedzieć, żeby sobie radził sam, bo nie będzie latała po żarcie dla niego i mu usługiwała, ale wtedy się odsunął, a Vill trochę odetchnęła. Ugryzła się w język, na szczęście i nie było awantury.
    Bez słowa wskazała na drugą stronę łóżka, gdzie na podłodze leżały pozrzucane przez nią ozdobne poduszki. Nie lubiła ich, więc zawsze przed snem skopywała je na podłogę.
    - Śpij, Dan – zamruczała jeszcze, siadając na krześle, na którym siedział chwilę wcześniej. Nie rozumiała, o co mu chodzi, o czym właściwie mówił. Oparła tylko czoło o stoliczek, nie wiedząc, co ma zrobić. Chciała, żeby już zasnął.

    OdpowiedzUsuń
  37. Zasnął. Całkiem szybko, więc Vill mogła odetchnąć z ulgą. Nie musiała się już z nim o to kłócić. Chociaż kiedy wstanie i będzie trzeźwy, zapewne zrobi się bardziej nieznośny.
    Pokręciła się chwilę po pokoju, szukając notesu, z którego następnie wyrwała kartkę. Miała myśl. Z cichym westchnieniem usiadła przy stoliku, szybko spisała tekst, który chodził jej po głowie, a potem siedziała tak jeszcze przez kilka godzin, póki nie zrobiła się śpiąca. Tak naprawdę był środek nocy i już dawno powinna spać. Tylko gdzie miałaby się położyć? Obok Duncana? Zostawiła kartkę z tekstem, który sama dla siebie nazwała piosenką i wstała.
    Postanowiła, że pójdzie po kawę. To mogło jej pomóc z sennością, a poza tym, mogło się też przydać i Danowi, gdy już się obudzi. Jednak zdobycie kawy o tej porze graniczyło z cudem. Zajęło jej to sporo czasu, a kiedy wróciła, Duncan na szczęścia nadal spał. Vill była jednak tak zmęczona, że picie kawy w tym momencie tylko by jej zaszkodziła.
    Zdjęła więc buty, skarpetki i spodnie, po czym bez zastanowienia położyła się obok Dana. Owszem, śmierdział alkoholem i trochę też fajkami, ale zignorowała to. Przytuliła się delikatnie do jego pleców, o leżał tyłem do niej.
    - Jaki ty głupi jesteś – wymruczała nie wiadomo po co.- Czemu się nie dasz tak po prostu kochać, co?
    Zasnęła całkiem szybko, a trakcie snu, oczywiście, trochę się przekręciła, więc już go nie dotykała.

    OdpowiedzUsuń
  38. Siedziała długo, pilnując Duncana więc zasnęła szybko i spała mocno. Dziwne było, że nie obudziła się, kiedy wstawał, ale najwyraźniej była bardzo zmęczona. Śniło jej się coś miłego. Po tak gwałtownym wyrwaniu ze snu jednak nie potrafiła powiedzieć, co to dokładnie było. Nie pamiętała.
    - Coooo – wymruczała, unosząc rękę i próbując odgonić intruza.
    Przekręciła się na bok, mocno zacisnęła powieki, nie chcąc ich otwierać, ale kiedy nadal ją szturchał, musiała otworzyć oczy. Zrobiła to i z powrotem przekręciła się na plecy.
    - Co chcesz? – spytała trochę schrypniętym głosem, przeciągając się.
    Dopiero wtedy skupiła wzrok na Danie i zorientowała się, że to on ją budził. Wprawdzie rozpoznała jego głos, ale chyba to do niej nie dotarło, bo była jeszcze zaspana.
    - Co tu robisz? – spytała odruchowo, ale sekundę po tym przypomniała sobie, co się działo dzień wcześniej.- Długo już nie śpisz? – pytała, trochę nagle spanikowana.

    OdpowiedzUsuń
  39. - Czytałeś to?! – wykrzyknęła.
    Nie trzeba było dwa razy powtarzać, natychmiast do końca się rozbudziła, usiadła gwałtownie, po czym praktycznie wyskoczyła z łóżka.
    Oczywiście, zapomniała ze ma na sobie tylko koszulkę, a nogi są gołe. Aktualnie byli w takim momencie relacji, ze poczuła się niezręcznie. Ale oczywiście spodnie musiała zostawić po drugiej stronie łóżka i teraz musiała tak stać w samych majtkach.
    Na razie to olała, dopadła do stolika, chwyciła kartkę i ją zgniotła w dłoni. Dlaczego to przeczytał? Dlaczego w ogóle się nie obudziła, gdy wstawał? Wtedy mogłaby go uprzedzić i to schować. I dlaczego, do cholery, tak dziwnie się teraz zachowywał? Może właśnie przez to, że to przeczytał? Łatwo mógł się domyślić, że to dotyczy jego.
    Ale dopiero był taki niedobry, opryskliwy, wręcz niebezpieczny. Tak naprawdę Vill trochę się Duncana poprzedniego wieczora bała. A teraz nagle... Wydawał się dziwnie optymistycznie nastawiony, uśmiechał się, chciał coś robić. Vill jeszcze nie wiedziała co, ale ą poganiał, jakby była mu do czegoś potrzebna, choć przecież dopiero co się pokłócili. Gadał nie wiadomo o czym... Sens dotarł do niej z lekkim opóźnieniem.
    - Zaraz, co? – wypaliła, zrzucając niechcąco zgniecioną w kulkę kartkę na podłogę.- Jaki rak, o czym ty gadasz? Zdążyłeś już coś wciągnąć? – patrzyła na Duncana, nic nie rozumiejąc.

    OdpowiedzUsuń
  40. - Superhit?! – fuknęła.- To jest zbyt osobiste na hit! – oczywiście, próbowała Duncanowi kartkę odebrać, ale jeszcze by się zaczęli szarpać. Poza tym, koszulka jej się podwinęła w tym czasie, więc od razu złapała za materiał na plecach i naciągnęła sobie na tyłek.- Masz zamiar jechać gdzieś? – spytała, widząc kluczyki.- Podejrzewam, że wypiłeś wczoraj morze wódki, a dzisiaj chcesz jeździć autem? – w głosie Vill słychać było dezaprobatę.
    Odpuściła sobie tekst, uznając, że później mu zabierze, gdy nie będzie widział i szybko poszła po spodnie. Przysiadła na brzegu łóżka, chcąc je ubrać, jednym uchem słuchając Duncana, ale w połowie pierwszej nogawki dosłownie zamarła. I trwała tak chwilę bez ruchu, siedząc do niego plecami. Nie obróciła nawet głowy, by na niego spojrzeć.
    - Raka czego? – wydusiła z siebie po chwili, wracając do ubierania spodni. Starała się brzmieć racjonalnie i spokojnie.- Mam z tobą pójść na odwyk? Przecież nie chciałeś, mówiłeś, że nie możesz ot tak zniknąć. Co powiesz? Jak to wyjaśnisz? Powiesz prawdę? – wciągnęła spodnie na tyłek do końca, po czym wstała, odwróciła się do Dana, ale nie podeszła bliżej.- Wtedy cię zjedzą. Nas zjedzą. Przecież te gazety... – zamilkła na chwilę, patrząc na Duncana. Przecież to, co się ostatnio pojawiło w szmatławcach, nie zostało jeszcze odwołane.- Całego to może nie przepieprzyłeś... – odezwała się w końcu cicho.- Ja pojadę, ty śmierdzisz gorzelnią. Powiedz mi tylko, gdzie dokładnie – powiedziała stanowczo, ruszając ku drzwiom.- Coś wymyślę po drodze, jakąś bajkę, którą można będzie uraczyć wszystkich wokół. Trzeba jeszcze ustalić jakieś sensowne leczenie, wszystkiego naraz się chyba nie da, niestety... No i cóż, ja też jestem „jakimiś ludźmi”, a jednak się przyznałeś – zauważyła na koniec, otwierając drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  41. Wzięła od Duncana kluczyki i zatrzymała się na chwilę, patrząc na niego jak na wariata.
    - Rak trzustki? – powtórzyła po nim trochę pytająco.- Gdybyś miał raka trzustki, to byś sobie tak nie biegał teraz, człowieku. Sprawdź badania, bo coś w to nie wierzę – poleciła jeszcze, w końcu wychodząc z pokoju, bo już zdążyła się do końca ubrać i ogarnąć.- Skoro naprawdę chcesz to odstawić, to może ci się uda bardziej samemu, żebyś nie musiał znikać… Ale jeśli trzeba będzie cię ukryć, to… Coś się nakłamie. Mam nawet pomysł – uśmiechnęła się na myśl o tym. Było to głupie, ale gwarantowało, że nikt by mu nie przeszkadzał. A przynajmniej Vill się wydawało, że gwarantowało to spokój.

    OdpowiedzUsuń
  42. - Masz głupiego lekarza – orzekła bez zastanowienia. Choć sama nie mogła mieć bladego pojęcia o medycynie.- Które niby objawy ci się zgadzają, co? Że niby nie masz apetytu? Żresz jak opętany przecież – to jedno jej się akurat przypomniało i, cóż, miała rację, to się kompletnie nie zgadzało, choć może nie ubrała to w zbyt piękne słowa.
    Vill wsiadła do samochodu i słuchała, co mówił Duncan, nie odzywając się. Choć można było mieć wrażenie, ze słucha go jednym uchem, a drugim wypuszcza, bo miała zamyślony wyraz twarzy. Tak naprawdę to go słuchała całkiem uważnie, tylko uznała, że nie będzie komentować, bo i tak nie wiedziała co miałaby powiedzieć. Bo jak by to zabrzmiało, gdyby powiedziała „no to musisz sobie załatwić niańkę”? Zapewne niezbyt miło. Ale Vill taka była i już.
    - No dobrze, to gdzie mam jechać? – spytała odpalając samochód po tym, jak już sobie ustawiła fotel i wszystkie lusterka.

    OdpowiedzUsuń
  43. - Nie musisz – stwierdziła krótko. Choć i na to znalazłoby się rozwiązanie, jej zdaniem. Daleko posunięty alkoholizm. Gdyby tyle nie chlał, to nie rzygałby potem dalej niż widział. Aż dziw, ze po wczorajszym dniu, kiedy to położyła go do łóżka całkowicie najebanego nie spędził połowy poranka w łazience, czule całując kibel. A gdyby była mniej złośliwa, to zwróciłaby uwagę, że to równie dobrze mogą być jakieś wrzody żołądka i tysiąc innych rzeczy. Ale przecież to nie Vill się znała na medycynie. Jeśli już ktoś o nazwisku Steichert miałby się znać, to jej brat.- Weź mi pokaż ten telefon, tam pewnie masz mapkę – Vill nie mieszkała nigdy w tym mieście, dopiero wtedy się tu pojawiła, gdy zaczęła pracę. Ale i tak niewiele czasu tu spędzała, bo przecież z koncertami jeździli w różne miejsca, nie siedzieli ciągle w LA. Nie znała więc miasta na tyle, by swobodnie po nim jeździć. Poza tym, telefon powinien pokazać informacje o korkach na różnych ulicach, ale najwyraźniej Duncan nie miał takiej aplikacji. Pewnie nawet mapy nie włączył, uznając, że po prostu powie jej, jak jechać.- No masz, nie mogłeś wcześniej? Inną drogą byśmy pojechali – i co, mieli tak teraz siedzieć w samochodzie, przesuwając się o pół metra na minutę? W krępującym milczeniu?
    Bo Vill nie wiedziała, co ma mówić. Słuchała cały czas, choć Duncanowi wydawało się, że nie słucha albo ma to gdzieś. Nic nie miała gdzieś. Usłyszała o Alice, usłyszała wszystko. Tylko jak miałaby zareagować? Cieszyć się głupio? Prawić mu morały. Bez sensu. Więc wolała milczeć. Nie wychylać się, nie wykazywać inicjatywy. Ostatnio jej inicjatywa została odepchnięta, więc czuła się przez to jeszcze trochę źle, jeszcze trochę upokorzona.

    OdpowiedzUsuń
  44. Vill nigdy nie woził żaden szofer, właściwie to nawet nie miała własnego samochodu, bo jej się nie opłacało. Nie miała nawet mieszkania w LA. Nic nie miała. Teraz mieszkali w hotelu, ale jeśli będzie musiała się niedługo wynieść, to zwyczajnie będzie musiała wrócić do matki, do Chicago. I na tym się skończy jej „światowa kariera”.
    Duncan włączył radio, a Vill od razy je przyciszyła, gdy tylko zaczął mówić. Żeby słyszeć. Nie złośliwie, tylko żeby nie było zbyt głośno, bo wtedy niektóre rzeczy mogły jej umknąć.
    Milczała, gdy mówił, dłonie mocno zaciskała na kierownicy, nie z powodu natłoku emocji, tylko kompletnie nieświadomie. Kilka sekund później zwyczajnie zgasiła samochód, bo i tak się nie ruszyli ani trochę.
    - Już mówiłeś – odezwała się w końcu.- Mówiłeś, że wszystko pamiętasz. I że pierwszy raz, będąc z kimś innym, nie myślałeś o niej – skoro zarzekał się, że zamknął tamten rozdział, to Vill specjalnie pominęła imię, żeby o tym wszystkim nie przypominać.- Szkoda tylko, że później tego nie obgadaliśmy. Więc nie bądź zły, że się na tobie wyżywałam, bo najpierw przez całą noc spałeś z dłonią na mojej piersi, jakbyśmy byli razem, a później udawałeś, że nic się nie wydarzyło. Bardzo wygodne.

    OdpowiedzUsuń
  45. Fanek chyba nigdy nie przepraszałeś za to, że zostały wykorzystane, bo one chciały być wykorzystane – zauważyła logicznie.- Więc nie byłabym jak jedna z nich. Poza tym, ja się wcale tobą nie zachwycam i nie piszczę, jak tylko cię widzę – przypomniała jeszcze. Bo już nadszedł koniec, dosyć głupich myśli i był czas, aby to ktoś zachwycał się Vill. Tego teraz oczekiwała. Niekoniecznie od Duncana. Chciała po prostu, żeby ktoś wreszcie zauważył ją. Villemo. Żeby kogoś zafascynowała.
    Patrzyła przez chwilę na Duncana, mrużąc oczy, a kiedy wspomniał o cyckach, przyłożyła dłoń do ust, potem odwróciła głowę, gdy się zreflektował, ale to wszystko tylko dlatego, że chciało jej się śmiać. Dłoń nie pomogła, bo i tak parsknęła śmiechem, z tym, że trochę ograniczyła dopływ powietrza i w ciągu kilku sekund Vill zrobiła się lekko czerwona od śmiechu.
    - Tak, wiemy – stwierdziła lekko zduszonym głosem, odnosząc się do komunikatu, ale szybko radio wyłączyła, by nie przeszkadzało. Dowiedzieli się, co chcieli się dowiedzieć i więcej grać nie musiało.- Czyli co, skoro teraz „zaczynasz widzieć świat nieco inaczej” – zacytowała.- To znaczy, że wcale nie są boskie i wcale nie chcesz dotknąć?

    OdpowiedzUsuń
  46. [No był Edward, ale tej dziewczyny nie pamiętam. Chyba Lena.]

    - Nawet jakbym się zamieniła w zombie i byłabym taka… No, taka fuj i jak chciałabym cię zeżreć? – dlaczego myślała o swoich cyckach w postaci zombie? Dlaczego w ogóle nadal rozmawiali o jej piersiach?
    Tak więc chichoty szybko umilkły, bo Vill spoważniała. Nie powinna pozwalać na takie gadanie.
    - Nie mów mi więcej takich rzeczy – powiedziała cicho, odwracając głowę. W samochodzie obok siedziała jakaś rodzina, a dziewczynka przyklejała nos do szyby przy tylnych drzwiach. Vill najpierw jej pomachała, a potem wystawiła język.
    - Kilka godzin… - westchnęła.- Koszmar.
    Potem lekko zmarszczyła brwi. Już praktycznie zapomniała o tym, że Peter jest jej biologicznym ojcem. Nie chciała o tym pamiętać. I to „przypominanie kogoś” kompletnie jej się nie podobało.
    - Mam nadzieję, że ja nigdy w życiu nie będę go przypominać, mimo genów – mruknęła.- No i to kiepsko, skoro Edward tak twierdzi. To znaczy, że nie jesteś sobą, że nie jesteś oryginalny.
    To kwestii dalszej swojej pracy się nie odniosła. Pominęła to na razie.

    OdpowiedzUsuń
  47. Oczywiście, że w ogóle nie przypominała Petera. Bo duży wpływ na końcowy charakter człowieka ma wychowanie. A Vill została wychowana przez innych ludzi, nie przez Petera, więc nie zachowywała się jak on. Ale nie była też cudowna, a to, ze Duncan coś takiego właśnie powiedział, brzmiało dziwne, bo sam nie raz wytykał jej, jaka jest okropna i wkurzająca. I czasem nawet bywałą bez serca. Fakt, Vill była irytująca, miała trudny charakter, wytykała błędy innym, ale sama też je popełniała. Nie byłą złym człowiekiem. Właściwie, jeśli chciała dla kogoś dobrze, a ten ktoś był wobec niej w porządku, to najczęściej była cudownie kochana.
    - Błagam, nie gadajmy już o nich – uśmiechnęła się, ale uśmiech szybko zniknął z jej twarzy, gdy usłyszała resztę wypowiedzi Dana.
    Spoważniała, trochę zacisnęła wargi i automatycznie przypomniała sobie, jak ledwie kilka dni wcześniej ją odrzucił. Tamto było dla niej koszmarnie upokarzające i nie chciała, żeby się powtórzyło. Myślała, że tę kwestię mają już za sobą, ale jednak musiał do niej wrócić, zmieniając swoje nastawienie o sto osiemdziesiąt stopni, czym mógł wszystko zepsuć, namieszać jeszcze bardziej i zrobić bałagan w głowie Villemo.
    - Od tamtej nocy w motelu co chwilę zmieniasz zdanie – zauważyła łagodnie.- Raz mnie chcesz, raz odpychasz... – bezwiednie uniosła rękę, przyłożyła dłoń do policzka Duncana i lekko pogłaskała go kciukiem, po czym zabrała rękę.- Na razie skup się na sobie i na tym, żeby wyzdrowieć.

    OdpowiedzUsuń
  48. - No skoro koniec. To o co chodzi? – spytała, trochę nie rozumiejącym tonem. Rozpaczał, że zostało mu niewiele życia, więc powinien zająć się tym, by je przedłużyć, czyli załatwić leczenie i inne takie sprawy. Ale nie, musiał zacząć kombinować i mieszać w relacji zamiast zająć się chorobą. Celowo chciał zostawić po sobie zamęt?
    - Cooo? – spytała, wyraźnie zaskoczona, bo co w ogóle miało znaczyć stwierdzenie, ze chce ten czas spędzić z nią? Dopiero co wcale nie chciał z nią spędzać czasu. Minę miała zdziwioną i być może dlatego nie zareagowała ucieczką, nie odskoczyła, gdy ją pocałował. Nie odsunęła się, ale też nie zareagowała z prawdziwym zaangażowaniem. Właściwie to zamarła, a kiedy Duncan się odsunął, patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, nadal pełnymi zdziwienia. Aż w końcu potrząsnęła lekko głową. – A tak w ogóle, to rak jest uleczalny i nie mów, że nie jest – stwierdziła, wracając do tego, co powiedział wcześniej. Choć zapewne nie takiej reakcji się spodziewał.

    OdpowiedzUsuń
  49. Cóż, Vill zareagowała tak, jakby się nic nie stało. Jakby wcale jej teraz nie pocałował. Mówiła o czymś, potem to zrobił, a kiedy się odsunął, kontynuowała temat, jakby się to nie zdarzyło. Nie dlatego, że chciała tego uniknąć, zignorować tę kwestię albo do odrzucić. Nie zareagowała dlatego, że była zaskoczona. Jakby do niej kompletnie nie dotarło to, co się stało przed chwilą.
    - Tak, chyba tak właśnie jest – stwierdziła enigmatycznie.- Docenia się to, co się ma dopiero wtedy, gdy istnieje ryzyko, że się to w krótkim czasie utraci. Tak właśnie jest – oznajmiła. Minę miała zamyśloną. Chce ci się żyć, bo masz świadomość, że niedługo zostanie ci to odebrane – pokiwała głową, po czym w końcu spojrzała na Duncana. Zmrużyła lekko oczy i przyglądała mu się, jakby widziała go pierwszy raz w życiu.- Słuchaj… Czy ty mnie przed chwilą pocałowałeś? Z własnej woli?

    OdpowiedzUsuń
  50. Skoro to zrobił z własnej woli... Cóż, na pewno było to zaskakujące, zwłaszcza, ze kiedy Vill to ostatnim razem zrobiła, to ją odrzucił. Wprawdzie to było w trakcie kłótni, ale zabolało jak nigdy nic wcześniej.
    - Chyba się zdenerwował - mruknęła, patrząc w tym samym kierunku, po czym wzruszyła ramionami. Awanturowanie się przecież i tak nic nie pomoże na korek, nadal będą w nim stać i nie rozluźni się tylko dlatego, że ktoś sobie pokrzyczy.- Wiesz, jak to teraz wygląda z mojej perspektywy? – zwróciła się już do Duncana bezpośrednio, przenosząc na niego spojrzenie.- Jakbyś chciał zaliczyć na koniec. A tylko ja jestem w pobliżu – zapewne takie stwierdzenie było okrutne, ale naprawdę tak się poczuła.

    OdpowiedzUsuń
  51. - Taaa – mruknęła.- Ty się pogrążasz i ja też.
    Dla niej nie był to szalony pomysł. Bo skoro wcześniej ją od siebie odpychał... A teraz grunt mu się palił pod stopami, więc chciał jeszcze wszystko na siłę naprawić. Tak to widziała.
    - Długo jeszcze? – westchnęła zniecierpliwiona.- Może pójdziemy na piechotę? Auto się później odbierze czy coś...

    OdpowiedzUsuń
  52. - Szczerze mówiąc, mało mnie obchodzi, o co on się awanturuje – mruknęła, odpalając samochód.
    Oczywiście, kilka zainteresowanych spojrzeń skierowało się na ich samochód, no bo jak to tak, wszyscy stoją, a oni chcą jakimś cudem odjechać? Vill powolutku, powolutku, żeby nikogo nawet nie drasnąć (bo też byłaby awantura, zwłaszcza gdyby Duncan się wtrącił – choć to ona była kierowcą) wyjechała spomiędzy samochodów, wcisnęła się chyba cudem na chodnik tak, aby nikt im też auta nie zarysował, a wszystko to w milczeniu i całkowitym skupieniu.
    - No – mruknęła, zadowolona z siebie, kiedy stali już z boku, tam, gdzie spokojnie mogliby zostawić zaparkowany samochód.- Możemy iść – dodała, gasząc samochód.

    OdpowiedzUsuń
  53. Co jak co, ale w środku miasta, w środku dnia nie spodziewała się takiej akcji. Jeśli już, to w jakichś bocznych uliczkach. A jeśli w na ruchliwej, to raczej wieczorem i w nocy. Nie w korku, gdy świadków było co nie miara. A ludzie? Każdy pilnował swojego nosa, a jakże, ale teraz akurat Vill się nie dziwiła. Też by się w takiej sytuacji nie rzucała na pomoc. Zresztą, ją to akurat zatkało, zatrzymała się i zamarła w napięciu. Kluczyki trzymała jeszcze w dłoni i, owszem, wcisnęła pilota, aby otworzyć samochód, jednak się nie ruszyła.
    A ludzie to jednak są głupi. Drą się, żeby dzwonić na policję, a siedzą w samochodach, to ktoś z nich spokojnie też mógłby zadzwonić.
    - Dan… - odezwała się w końcu cicho, łagodnie.- Skoro stoisz mu na drodze, to z niej zejdź – na logikę to było najlepsze rozwiązanie. Skoro napastnikowi przeszkadzało akurat to, to wystarczyło się odsunąć i po sprawie. Duncan nie musiał zgrywać bohatera. Sięgnęła więc ręką, żeby złapać go za łokieć i lekko pociągnąć w swoją stronę, chociaż stał tyłem do niej, zasłaniając ją.

    OdpowiedzUsuń
  54. Trochę pieniędzy było małą ceną za życie. Nawet jeśli to była stówka, to dla konta Duncana nie miało to pewnie znaczenia, ale dla jego życia już tak. Niezależnie od tego, czy za kilka miesięcy i tak miał odejść z tego świata, czy nie.
    No i przykleiła się do auta, owszem, ale głowę i tak wystawiła zza ramienia Duncana, aby widzieć, co się dzieje i ewentualnie pomóc. Jakby w ogóle mogła w jakikolwiek sposób pomóc. W jednej dłoni nadal trzymała kluczyki, w drugą ściskała ramię Dana. Ale nagły zwrot akcji trochę ją zaskoczył. Trochę bardzo. Zamiast jednak być wystraszona, Vill przewróciła oczami. No nawet w takich chwilach można było wykorzystać to, że się jest muzykiem i całkiem dużo osób cię zna.
    - Tak, to O’Conner. Chcesz autograf? Zdjęcie? Cokolwiek? – odezwała się i choć normalnie byłoby to kpiące, to tym razem brzmiało łagodnie, pojednawczo. A powinna chyba powiedzieć „a może przejedziesz się z nami na odwyk?” Przecież nie miała co robić, tylko wozić pieprzonych ćpunów.

    OdpowiedzUsuń
  55. Może rzeczywiście bez sensu wypaliła. Ale była zdenerwowana (co najmniej), trochę wystraszona i częściowo też zirytowana. Całe szczęście, że niekoniecznie zwrócili uwagę na to, co powiedziała.
    Gorszego popołudnia nie mogła sobie wyobrazić. Miała nadzieję, że ktoś zadzwonił po tę cholerną policję i po karetkę też, bo wcześniej zaatakowany mężczyzna nadal leżał na asfalcie i kiedy zerknęła w tamtą stronę, dostrzegła, że nikt nie próbuje mu pomóc. No co za ludzie…
    Kiedy Duncan się odwrócił, Vill pomyślała, że powinna mu teraz teatralnie zrobić awanturę o to, że w schowku w samochodzie wozi kokę i trawsko. Byliby bardziej wiarygodni. Nawet jeśli wiedziała, że żadnej koki tam nie ma. Ale najwyraźniej takie przedstawienie nie było potrzebne, bo i tak naiwnie się na to nabrał. Odsunęła się powoli, żeby zrobić miejsce. Powinna się może zbliżyć do Duncana, żeby stali obok siebie, ale jakoś tak poszła w drugą stronę, na tył samochodu. Domyśliła się, że coś planuje, a trzaśnięcie napastnika drzwiami było dobrym pomysłem.
    - Walnij go jeszcze w nos – rzuciła gorączkowo, po czym zaczęła odpinać pasek od torebki. Był skórzany, więc nie dałoby się go przerwać, a jak już gościa zaćmi, to będzie można mu związać ręce, aby nie wymachiwał już tym nożem. A skoro oberwał w głowę, to rąbnięcie go pięścią w nos nie mogło być trudne. Nóż zresztą wypadł mu z dłoni i wpadł pod samochodowe siedzenie.

    OdpowiedzUsuń
  56. Cóż, nos na pewno był złamany. Wprawdzie Vill nie usłyszała chrupnięcia, ale to pewnie przez to, że wokół był szum i zamieszanie, mimo wszystko. Kiedy Duncan związywał chłopakowi ręce, torebkę bez paska wrzuciła do samochodu, bo nie miała jej teraz jak trzymać. Kiwnęła głową w odpowiedzi na zadane pytanie, że owszem, wszystko w porządku, w końcu nic jej nie było, po czym schyliła się, by jeszcze poprawić węzeł. Ale nie zrobiła triumfalnej kokardy z paska.
    - Nie denerwuj się tak – powiedziała cicho, wyciągając jeszcze z samochodu telefon. Wybrała numer, w międzyczasie zajrzała do bagażnika, bo powinien mieć tam apteczkę, a o takie rzeczy chyba dbał. I miał, na szczęście. Okazało się, że karetka jest już w drodze, bo ktoś jednak zadzwonił. I poleciała za Duncanem, otwierając po drodze apteczkę.
    - Skoro żyje, to nie będzie źle – mruknęła.- Trzeba to jakoś ucisnąć, żeby się nie lało – mruczała już bardziej do siebie, wyciągając z opakowania bandaż. Jakiś materiał, jakikolwiek, był teraz potrzebny. Spojrzała jeszcze na samochód. Szyba była już uchylona, ale kobieta nie wysiadła.- I co się gapisz, babo? To twój mąż? I jeszcze nie zaczęłaś mu pomagać?! – fuknęła na nią.- Pomóc ci? – zwróciła się już do Duncana,

    [*Może tylko albo wyjść za nią, albo zostać :D A ona już sobie sama poradzi.]

    OdpowiedzUsuń