Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

13 października 2016

Villemo


Villemo Steichert  
Przyszła realizatorka dźwięku. Póki co, szczyci się mianem pomocniczki akustyka.
Ambicja większa niż wzrost. Tysiące muzycznych miłości. Serduszka w oczach, zbyt dużo marzeń i nieodłączne słuchawki.
W pakiecie nadzwyczaj cięty język.
I niebywała zdolność ukrywania własnych uczuć.

57 komentarzy:

  1. Duncan usiadł na pobliskim fotelu i schował twarz w dłoniach. Ciężko westchnął... Nie pora była na kłamstwa. Nawet nie miał ochoty wymyślać.
    -Za każdym razem kiedy pieprzyłem się z inną wyobrażałem sobie, że to ona... Żadna nie była odpowiednia bo nie wyglądała tak jak Alice. Nie wiem czy kiedyś byłaś bardzo zakochana... czy darzyłaś kogoś tak wielkim uczuciem. -Podniósł głowę i spojrzał na nią. -To nie była zwykła miłość nastolatków wiem to... Byliśmy po prostu idealni. A ja nie mogłem się pogodzić i nie mogę dalej z jej stratą. Tylko, że teraz... Nie powinienem kochać ducha. -Zacytował ją. -Wiem, że nie wróci. Wiem, że życie toczy się dalej i sam chcę zacząć od nowa. Chce pokochać jakaś dziewczynę zupełnie inną niż Alice wiesz dlaczego? Żeby już nic mi o niej nie przypominało. Ale nie potrafię sam sobie z tym poradzić. I nie jestem dla ciebie miły tylko jak mam chwile słabości. Jestem miły jak nie jestem mega naćpany i wtedy też przychodzą te głupie myśli o niej... o moim życiu.

    OdpowiedzUsuń
  2. -No i mam być szczery? Tego chcesz? -Wstał i podszedł do niej. Pieprzyć to raz się żyje, pomyślał... -Pierwszy raz kiedy się całowałem... z tobą. Tak bo pamiętam to dokładnie, nie myślałem o Alice tylko o tobie. Więc nie jesteś pieprzoną zastępczą zabawką. -Zbliżył się do niej tak, że byli oddaleni od siebie o zaledwie kilka centymetrów. -I twoje obawy są słuszne mogę złamać ci serce... tylko dlatego, ze wiem jaki jestem.

    OdpowiedzUsuń
  3. -Rany boskie chcesz tego naprawdę? Chcesz trzymać się z daleka? Nic prostszego. Mówisz i masz. -Wyszedł na korytarz. Tym razem nie zatrzymał się. Nie czekał aż wyjdzie i porozmawiają. Próbował jej jakoś wyjaśnić co czuje ale ona ciągle na niego naskakiwała, ciągle widział jakiś problem. A że była jedyną osoba której o tym powiedział, nie wiedział jak sobie poradzić.
    -To sobie żyj w wiecznych fochach i problemach. -Zamknął swoje drzwi od pokoju. Wyjął kokainę i rozsypał ją na blacie od szafki nocnej. -Pierdolić to. -Wciągnął większą część. Nic juz się nie liczyło. Kompletnie nic ani nikt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze pamiętał co powiedziała Vill w motelu i po weselu. Nie ciężko było wywnioskować, że cholernie na niego leciała. Może nawet i była zakochana. Raczej na pewno. On z kolei przy niej czuł się inaczej niż przy wszystkich kobietach. Kto wie może z czasem by mogło coś z tego być, ale wolał nie wybiegać tak w przyszłość bo najpierw musiał pozbyć się Alice. A raczej tego co siedzi mu w głowie i niszczy od środka. Tylko że Vill była cholernie chamska, złośliwa i ogólnie nie do życia. Myślała, że tym głupim dogryzaniem wyżyje się na nim za nie wiadomo co.... Bo chyba tylko za to, że cierpiał po stracie ukochanej, a ona była zazdrosna o ducha.
    Tak nie powinno się kochać duchów, ale nie powinno się też być o nie zazdrosnym.
    Kiedy na salę koncertową wkroczyła jej mamusia i wyrwała mu mikrofon początkowo chciał się wydrzeć na nią, ale potem wydała mu się pokrewną duszą. Więc zaśmiał się wesoło i kiwnął do ochrony, że nic się nie dzieje. Dlatego nie rzucili się na nią i nie wyprowadzili tylnym wyjściem.
    I to była właśnie okazja by Vill poczuła się jak wszyscy ci ludzie dla których była złośliwa, a zwłaszcza jak on się czuł. Bo chciał się z nią spotykać, spędzać czas a dostawał tylko chamskie komentarze wzamian i ciągłe wypominanie jakby była jego dziewczyna, a on zdradzał ją na każdym kroku.
    -Dzień dobry, pani. -Uśmiechnął się do niej. -Kompletne przeciwieństwo córki. Szkoda, że Vill taka chętna do bzykania nie jest jak pani. -Wszyscy w koło się zaśmiali. -Daje tylko jak wypije albo się ujara, a tak to tylko 'głowa mnie boli'.... -Przewrócił oczami udając ją. -W porządku Peter to moja przyszła, seksowna teściowa. -Pomachał mu ręką. -Vill kochanie przywitaj się z mamusią. I przestań się złościć już za te zdjęcia w gazecie. Dobrze, że nie zrobił ich pół godziny wcześniej jak szczytowałaś w wodzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Duncana najwyraźniej cała ta akcja strasznie bawiła. W końcu mogł się odgryźć na Vill, do tego jej matka wydawała się fajną kobietą, a Peter aż gotował się ze złości.
    -O już dawno... Wtedy mi obiecywała, że będziemy to robić codziennie... A teraz tylko gada o pracy...
    Słuchał uważnie co ta kobieta mówiła do Petera i prawdopodobnie zaraz będą tu mieli niezłą komedię. Duncan stanął obok Vill i spytał po cichu:
    -Twoja mama i Peter się znają? Ale przynajmniej nieźle mu przygadała

    OdpowiedzUsuń
  6. Duncanowi nie trzeba było powtarzać dwa razy, żeby skumał o co chodzi.Może dla większości był tylko głupią gwiazdą, ale pozory myliły. Oczywiście nie zdziwiła go reakcja Villemo na to, że zbliżył się do niej. Ta dziewczyna po prostu za wszelką cene chciała mu dopiec. Była złośliwa i chamska bo się w nim bujała. Trudno... Ale na słowa jej mamy aż go zatkało.
    -O kurwa! -Wrzasnął nagle. -Peter ta wordzona wredota to twoja córka?! -Podszedł bliżej Petera. -Faktycznie widać jakieś podobne rysy! To już wiem po kim ma charakter bo na pewno nie po pani. Pani wydaje się być wyluzowana. -Uśmiechnął się do matki Vill. -A ona jest taki sam cham jak i ty! -Wskazał na Petera. -Ale jaja! Dobrze, że jej nie bzyknąłeś a wspominałeś, że mogłbyś! -A potem dotarło do niego, że przecież rzekomo on ją bzyknął... -O kurwa... Peter ale nie nie zasuń mi tu teraz gadki w stylu teścia... Ja jej nic nie zrobiłem. Nic co by nie chciała. No nie Vill? To ty kazałaś mi ściagać stanik...

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla samego Duncana był to szok, a co dopiero dla Vill. W końcu poznała swojego prawdziwego ojca i to wcale nie w miłych okolicznościach.
    -Dobra kumam aluzję mam się zamknąć. -W końcu przestał mówić i czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Chociaż miał nadzieję, że obejdzie się łagodnie bo za godzinę czekał ich koncert.

    OdpowiedzUsuń
  8. Duncan widział że Vill unika go i skoro nie chciała z nim żadnego kontaktu został na miejscu kiedy to się stało. Perkusista podbiegl do niej by ją podnieść.
    -Nic ci nie jest?-Spytall.
    -Może zalatwicie sprawy rodzinne po koncercie bo zaraz zaczną wpuszczać fanów. -Zauważył Duncan.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie pobiegnal za nią bo miał dość złośliwości z jej strony i wiecznego niezadowolenia. A do tego była w szoku więc już wogole groziło to śmiercią....
    -Peter bierz się z szukanie kogoś i to już ba jutro. A wy... -Wziął sprawy w swoje ręce ku zaskoczeniu wszystkich. -Podepnijcie gitary.

    OdpowiedzUsuń
  10. Peter zorganizował jakiegoś faceta w ciągu chwili. Ponoć był to dzwiekowiec od jakiegoś zespołu który miał grać zaraz po Sleepwalkers. Dzięki temu koncert opoznil się tylko o parę minut. Jak zawsze wszyscy bawili się świetnie. Ale na sam koniec Duncan zamierzał przedstawić ich najnowsza piosenkę. Głosna muzyka ucichla a on wziął mikrofon do reki.
    -Chce wam opowiedzieć o pewnej osobie. Cóż zaczynam podejrzewać ze ma rozdwojenie jaźni. -Wszyscy wybuneli śmiechem. -Raz potrafi byc najbardziej wkurwiajaca osoba na świecie... Papierosa wyrwie i zgasi a wódkę wyleje... -Sala znów zasniala się . -Bo ona tego nie lubi bo się śmierdzi i takie tam. Mówię wam masakra. Ale innym razem jest najwspanialsza osoba ktora spotkałem ba tym świecie. Najchętniej wtedy bym ją wpakował do torby i zabrał do domu. I to właśnie dzięki tej osobie powstał nasz nowy kawałek "Nie powinno się kochac duchów". Niesteety jej z nami nie ma i raczej już nie będzie a szkoda bo.może w końcu przestała by patrzeć na mnie jak na potwora którym wcale nie jestem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy ją zobaczył początkowo przeraził się że mogła usłyszeć te słowa. Mówił do fanów bo zawsze jako wokalista nie chciał tylko bezmyślnie grać, ale nawiązać kontakt z nimi. Do tego nowa piosenka była dla niego wyjątkowa i chciał tym fanom obecnym aktualnie na koncercie wyjaśnić jako pierwszym skąd powstała i jakie ma dla niego znaczenia. Był przy tym pewny, że Vill nie usłyszy go. Jednak stało się inaczej...
    Wziął kartkę do reki i spojrzał na nią. No tak wypowiedzenie. Mógł się spodziewac po złośliwej, wrednej i chamskiej Vill, że wisi jej jego przemówienie, którego i tak miała nigdy nie usłyszeć oraz ma w dupie jego, swoją pracę i zespół.
    -Rozumiem... -Powiedział oddając jej kartkę. -Ale Peter zajmuje się wypowiedzeniami nie ja. -Spojrzał na nią. -Ale jeśli naprawdę chcesz odejść to obróć się i po prostu wyjdź, a jeśli pozwolisz mi... daj mi pięć minut, tam na zapleczu. -Wskazał miejsce gdzie wczesniej przygotowywał się na koncert. -A przekonam cię byś została. Wybór należy do ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  12. -Chodź. -Obrócił się od razu i prowadził ją na zaplecze. Ludzie trochę dziwnie się na nich patrzyli ale nie zwracał na nich uwagi. Kiedy byli już w środku zamknął drzwi by nikt im nie przeszkadzal i sięgnął do małej lodówki po butelkę z zimną woda i podał Vill.
    -Jeśli chcesz odejść tylko ze względu na Petera to zrozumiem. Sam nie chcialbym robić z takim ojcem. Ale wiem że nie jest to jedyny powód... Ostatnio przeglądałem kontrakty do Japonii i twój przedluzajacy umowę też tam jest. -Spojrzał na nią i usiadł na kanapie. -Pamiętam że się calowalismy. Jak mówiłeś że za dużo sobie wyobrażasz i cierpisz. Obecnie tez uważam że będziesz cierpieć bo nie nadaje się do normalnego życia. Ale... Chcę się zmienić chociaż idzie mi beznadziejnie. I nigdy nie porownywalem się do Alice ... Ani nie byłaś zastępcza zabawka ... Nimi były te inne...

    OdpowiedzUsuń
  13. Dancan sięgnął po puszkę pepsi, która leżała na stoliku i otowrzył ją. Zrobił kilka łyków i wpatrywał się przez chwilę w ciszy w dywan. Mało interesujący bo nawet nie miał wzorków tylko był szary jak i to miejsce. Ale wolał patrzeć w podłogę niż na nią. Bo sam nie miał pojęcia już jak ma jej to wyjaśnić wszystko tak, żeby znów się nie zmieniła w tą Vill, której nie cierpiał.
    -Nie chcę w żaden sposób się urazić, ani nic... Powiem to po prostu prosto z mostu. Chociaż nie znam cię długo to jesteś dla mnie kimś w rodzaju.... Przyjaciółki. Przy tobie nie boję się otworzyć i zwierzyć. Nawet z chłopakami z zespołu tak nie mam. Lubię z tobą spędzać czas i mogąc współpracować z taką osobą zwłaszcza w Japonii byłoby jakoś raźniej, lepiej. A skrzywdzić faktycznie cię mogę w obecnej chwili bo skoro wyobrażasz sobie coś więcej... A ja... ja nie potrafię przez... tak i znów się wkurzysz bo powiem jej imię. Musze zupełnie uwolnić się od Alice, bo dzięki tobie zrozumiałem, że nie ma sensu jej kochać. Jej nie ma i nie wróci, a ja jestem tu i mogę zacząć od nowa i czuję, że to najodpowiedniejsza pora. Chcę cię zmienić, ale pewnie nie przyjdzie mi to łatwo. Chociaż powinno po tym co mi powiedział lekarz...

    OdpowiedzUsuń
  14. -Wiesz po co chce cię namuwic na to? Po tym przyjmie cię do pracy każdy. Japonia... Wszyscy o tym marzą. -to była prawda w cv wpisać kontrakt z zespołem który robi karierę w Japonii to na prawdę cos.
    Kiedy jej mama wparowala do środka spojrzał na Vill czekając aż wyjaśni jej że wcale nie są razem .

    OdpowiedzUsuń
  15. Duncan jednak odsunął się od niej. Potem wstał z kanapy i podszedł do drzwi.
    -No powiedz mamie jaka jest prawda. Nie chcesz chyba jej okłamywać? -Uśmiechnął się bo na nic znów były jego gadki... Vill jest zbyt złośliwa by zrozumieć. -Nie jesteśmy parą. Znaleźliśmy się w złym momencie i miejscu to wszystko. Nawet się nie lubimy, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  16. -Ja cię lubię? JA CIĘ LUBIĘ? -Duncan roześmiał się bo po prostu już nie wytrzymał tego wszystkiego. -Nie ogarniam twojego umysłu wiesz? -Wstał i zapalił papierosa. -Decyzja należy do ciebie z Japonią. Ja cię więcej nie będę przekonywać. I spróbuj zgasić tego papierosa, a potargam ten kontrakt do Japonii.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tego było za wiele. Bo kto normalny wyrywa i gasi komuś papierosa? Ich basista też nie palił i nawet nie przepadał za papierosami, ale nigdy nie zachowałby się w podobny sposób bo było to zwyczajnie dziecinne. Zachowywała się jak rozpuszczona nastolatka. Dlatego nerwy w nim puściły.
    Wyjął kolejnego papierosa, zapalił, a potem podpalił od żaru kontrakt Vill do Japonii. Usiadł na kanapie i mocno się zaciągnął.
    -Wypowiedzenie przyjęte. Dziękuję za współpracę. Resztę dokumentów i referencję odeśle Peter.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pocałunek w obecnym stanie Duncana był ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę. Po pierwsze nazwała go ćpunem. I chociaż wiedział, że nim jest nikt nie musiał mu o tym mówić. Jeśli ktoś jest uzależniony zwłaszcza od narkotyków nie może tak po prostu z dnia na dzień powiedzieć nie biorę i koniec. Rzucenie nałogu wiąże się z długą drogą, która wiedzie przez najgorsze zakamarki ludzkiego umysłu. I choć Duncan obiecał sobie, że dziś nie weźmie nic to i tak koniec końców ciągnął kokainę przed występem. Bo po prostu go skręcało... Nie dlatego, że chciał, ale dlatego, że musiał. A Vill kompletnie tego nie rozumiała. Coś albo było białe albo czarne.
    Po drugie obiecał sobie, że koniec z kobietami póki nie pozbędzie się traumy związanej ze śmiercią Alice. I akurat tą obietnice dotrzymywał. A już na pewno nie miał ochoty wiązać się z kimś bo to byłoby nie w porządku wobec tego kogoś.
    Tak więc nie odwzajemnił jej pocałunku. Nie spojrzał na nią. Tylko odwrócił głowę w bok spoglądając na spalony kontrakt.

    OdpowiedzUsuń
  19. Duncan przez chwilę siedział w milczeniu, ale kiedy wstała w stronę drzwi on też się podniósł i złapał ją delikatnie za ramię by tym samym powstrzymać ją od wychodzenia.
    -Czekaj. -Spojrzał w jej oczy. -Posłuchaj... Ja... Vill ja... -Sam nie wiedział co ma powiedzieć. -Muszę się najpierw zmienić. -Opuścił głowę i ciężko westchnął. -Zadbać o siebie... a na razie nawet nie potrafię tego, a co dopiero dbać o kogoś drugiego.

    OdpowiedzUsuń
  20. -Wyrywanie papierosów i ich gaszenie nie jest żadną formą pomocy dla kogoś tak uzależnionego jak ja. Powiedziałem, że chcę rzucić narkotyki i picie, ale nie wspominałem o fajkach. -Wytłumaczył spokojnie. -Chociaż i tak może już... -Na chwile zamilknął. -Może być za późno na wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  21. -Tak najgorsze, że chcę do niej dołączyć, ale i nie chcę! I nie powiedział mi, że jeśli się nie opamiętam to umrę! -Obrócił się gwałtownie w stronę stolika i zrzucił z niego wazon, który na nim stał. Roztrzaskał się z hukiem. -Jesteś jak kurwa cholernie złośliwa, że nawet gdybym był normalnym facetem nie wytrzymałbym z tobą tygodnia... Nic nie wiesz, nie masz pojęcia co czują ludzie tacy jak ja a najbardziej się mądrzysz! Sądzisz, że osoba uzależniona od lat może tak po prostu odmówić i suuuuper.... -Teraz znów spojrzał na nią. -I nagle ozdrowiała! Już nie weźmie nawet grama pierdolonej kokainy bo nie chce! Nie Vill! To kurwa tak nie funkcjonuje! Ale ty jestes przecież taka IDEALNA! Nie palisz, nie pijesz i nie bierzesz! Masz kochającą mamusię i... rodzinę! Takie IDEALNE życie! I zaraz mi powiesz, że się wściekam bo ci zazdroszczę! TAK! Zazdroszczę każdemu kto miał normalne dzieciństwo! Zazdroszczę każdemu kto dożył chwili kiedy ze swoją pierwszą miłością stanął przed ołtarzem i wziął z nią ślub! I zazdroszczę wszystkim tym którzy dożyją starości!

    OdpowiedzUsuń
  22. Spodziewał się wybuchu złości, nerwow i wszystkiego co gorsze ale nie spokojnego tonu i przyznania się ze ma rację.
    -Ale miałaś gdzie spać i masz gdzie wrócić. Ja nie miałem takiego przywileju. Nie raz zanykala mi drzwi przed nosem bo pieprzyla się z z gachem. Ale nie chce z siebie robić ofiary.... Po prostu doceń to co masz i ludzi którzy jeszcze mogą z tobą wytrzymać. I niech wróci ta Vill z wesela w której mógłbym się nawet zakochać.

    OdpowiedzUsuń
  23. -Upokarzam? Nie wiem o co ci chodzi. Serio. I widzisz już zaczynasz być złośliwa. Jeśli nie przestaniesz taka być to żaden facet z tobą nie wytrzyma tak jak ze mną żadna porządna kobieta. -Usiadł ponownie na kanapie. -Z resztą kto wie... może wkrótce dołączę do tej pieprzonej Alice... -Wyjął z kieszeni telefon i sprawdził czy ma nieodebrane połączenia. -Wszystko okaże się jutro... Ale nie będę robił z siebie ofiary. W końcu kogoś takiego jak ja powinien spotkać właśnie taki los...

    OdpowiedzUsuń
  24. -Mylisz się. -Spojrzał na nią. Ostatnio zmienił zdanie do wielu spraw i również do tego. -Nie chce by ktokolwiek się uzalal nade mna. I nie chcę też żebyś mi pomagała. Tak zmieniłem zdanie ale to musi być ktoś kto naprawdę będzie tego chciał. Ktoś kto nie wyrywa papierosa za każdym razem kiedy zapale i kto nie będzie co dogryzac przez moje słabości. -Tak był szczery o wiedział że z Vill prędzej by bardziej popadł w nałogi przez jej zachoeanueu złośliwe. -może ktoś kto ma podejście do takich ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  25. -Będę szczery. Poprosiłem cię o pomoc... -Zaczął mówić spokojnie. Miał gdzieś czy teraz wyjdzie i więcej nie wróci czy w końcu zmądrzeje i przestanie strzelać fochy.-Niepotrzebnie bo nie wykazujesz w ogóle chęci do czegokolwiek nawet do rozmowy ze mną. Tak więc nie zatrzymuję cię, nie proszę o pomoc... I tak użalam się nad sobą, ale przynajmniej się potrafię do tego przyznać. Obyś ty nigdy nie musiała czegoś takiego doświadczyć.
    I wtedy zadzownił telefon. Ten na który czekał i jednocześnie nie. Odebrał szybko.
    -Tak? Już są? Jak bardzo jest źle? Rozumiem, że to nie rozmowa na telefon, ale chcę wiedzieć czy... -Spojrzał na Vill. Nie chciał by to słyszała bo pewnie znowu by powiedziała coś w stylu 'po co mi to mówisz? robisz to specjalnie? co mam się litować?' Obrócił się plecami do niej. -Czy to najgorsze? Eh... dobrze przyjadę jeszcze dziś panie doktorze.

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedy się przytuliła zamarł w bezruchu. Raz wrzeszczy, raz całuje, raz przytula to zaś mówi, że nie chce go znać. Jaki w tym sens? Dla Duncana nie było żadnego. Ale jakoś tak poczuł jej ciepło i bliskość i chciał by ta chwila trwała dłużej. Zwłaszcza po tym telefonie... i wizycie u lekarza, która miała okazać się najgorszą w jego życiu.
    -Nie jesteś zabawką... zrozum to w końcu. Proszę zrozum...

    OdpowiedzUsuń
  27. -Całe życie to mnie wszyscy traktowali jak zabawkę... -Zaczął niepewnie. -Najpierw matka, potem rodziny adopcyjne, dla których okazywałem się nie dość idealny... Tak więc nie traktuje nikogo jak zabawkę. Nawet Petera chociaż ten dupek zasługuje na najgorsze. -Westchnął ciężko i na chwilę zamknął oczy.

    OdpowiedzUsuń
  28. Duncan wrócił zmęczony i zrezygnowany do swojego pokoju hotelowego. Zadzwonił do doktora Freemana i umowil się z nim na jutrzejsza wizytę. Potem usiadł na kanapie, włączył telewizje, zapalił papierosa i bezmyślnie wpatrywal się w ekran na którym wyświetlał się jakiś beznadziejny serial. Główny bohater desperacko poszukiwał żony, ale wszystkie próby kończyły się porażką. W koncu poznał cudowną dziewczynę która również się w nim zakochała i uwaga... Zginęła z rąk seryjnego mordercy.
    -Przynajmniej nie rozjechal jej tir na twoich oczach. -Skomentował obojętnie.
    A później zaczal się zastanawiać co wogole zrobić z Villemo. Dziewczyna czuła do niego cos wiecej, a on nie był pewny czy powinien to ciągnąć dalej. Jakby nie patrzeć miała okropny charakter.raz milutka a za chwilę potwór... To nie było na jego nerwy ale w jakiś sposób ciągnęło go do niej.

    OdpowiedzUsuń
  29. Duncan obudził się następnego dnia bardzo wcześnie. Wziął prysznic, przesłuchał płytę jakiegoś nowego zespołu, który miał być ich supportem na trasie w Japonii uznając, że to całkiem niezła muzyka, a potem wyszykował się i zszedł na dół. Na parkingu wypalił papierosa, w samochodzie w drodze do lekarza chyba z cztery, na poczekalni pięć. W końcu usłyszał swoje nazwisko. Kiedy wchodził do środka miał wrażenie, że zaraz straci przytomność. Za chwilę miał usłyszeć diagnozę.
    -Panie O'Conner. Proszę usiąść. -Lekarz wskazał na krzesło na przeciwko. -Obawiam się, że mam bardzo złe wieści...
    Wrócił do hotelu kompletnie pijany. Tak pijany, że nie dał rady otworzyć drzwi kluczem więc usiadł na wycieraczce i zapalił papierosa chyba już dwudziestego tego dnia. Nie chciał iść do swoim kumpli z zespołu. Wiedział, że wpadną w panikę. Oni bali się śmierci bardziej niż on... Przekonał się o tym po wypadku Alice. Nie miał rodziny... Co prawda z przyrodnim bratem miał się spotkać za miesiąc, ale nie zamierzał lecieć do zakładu karnego i żalić się obcemu praktycznie człowiekowi. Nie miał wiec nikogo....
    Siedział tak pod drzwiami, aż w końcu po prostu zwyczajnie rozpłakał się jak dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  30. Już od dawna nie wypił takiej ilości alkoholu. Może nie powinien, ale przecież i tak umierał... To była tylko kwestia czasu jak rak zeżre go od środka. Mógł więc wlewać w siebie tyle alkoholu ile miał ochotę. A przynajmniej tak mu się wydawało.
    Ocknął się kiedy dotknęła go w twarz. Przez chwile miał wrażenie, że to tylko sen. Otworzył oczy i spojrzał na nią jakby była duchem. Był przekonany, że jej już nie ma. Że wyjechała razem z matką.
    -Zostaw.... -Ledwo podniósł rękę chcą odepchnąć Vill, która przecież nie mogła być tą Vill, ale był tak pijany, że tylko położył dłoń na jej udzie. -Odejdź...
    Jednak po chwili znów na nią spojrzał. Jakby nieco bardziej się przebudził. A potem zwyczajnie rozpłakał chowając twarz w dłoniach. Płakał długo, jak dziecko, głośno zanosząc się od łez. Wtedy po raz pierwszy zapragnął zostać na tym świecie, czerpać z niego przyjemności. Nie te w postaci używek bo to one doprowadziły do tego, że teraz umiera. Chciał kogoś kochać, chciał dzielić z kimś swoje życie, chciał zobaczyć Wielki Kanion, pojechać na safari, kupić psa i po prostu żyć...

    OdpowiedzUsuń
  31. Początkowo nic do niego nie docierało. Płakał i płakał jakby nie miało to końca. Kiedy się nieco uspokoił podniósł się gwałtownie. Zarzuciło nim dość mocno i podtrzymał się jedną ręką Vill, a drugą ściany.
    -Okey... -Wyszeptał pociągając nosem. -Chociaż to i tak wszystko bez znaczenia. Nie da się już mnie uratować. -Wyciągnął zza kurtki małą piersiówkę. Próbował ją odkręcić, ale na próżno. Rzucił więc buteleczką w kąt korytarza i oparł się plecami o ścianę ciężko wzdychając. -Trupom nie można już pomóc...

    OdpowiedzUsuń
  32. Wyspać... wyśpi się w grobie, pomyślał. Teraz nie chce tracić czasu na głupi sen skoro zostało mu go tak nie wiele. Wtedy nagle jakby ktoś nacisnął jakiś guzik odepchnął Vill od siebie i spojrzał na nią skrzywiony.
    -A ty co? Dlaczego jeszcze nie wyjechałaś? I nie. Nie pójdę spać. Już mi przechodzi. -Akurat to była prawda. Zaczynał czuć się nieco lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  33. Spojrzał na nią, a potem na pokój. Cóż lepiej było siedzieć w pokoju i użalać się nad swoim beznadziejnym i jak się okazało krótkim losem. Wszedł więc do środka. Chociaż był pijany dał radę zapalić światło i usiąść na pobliskim fotelu.
    -Gdzie popielniczka? -Spytał wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. -Ach zapomniałem, że jesteś nienormalna i zaraz zaczniesz rzucać fajkami po całym pokoju bo poczujesz dym... Codziennie wdychasz gorsze gówna, a nie gasisz wszystkich samochodów jakie zapalają ludzie na twojej drodze. -Odrzucił paczkę fajek na stół. Za chwilę wyjdzie i zapali na korytarzu kiedy tylko ochłonie i dojdzie do siebie. -Daj mi tej wody.... I włącz telewizor może akurat ktoś wymyślił lek na raka, a o niczym nie wiemy.

    OdpowiedzUsuń
  34. -Może się położysz... -Powtórzył naśladując jej ton. -Wiesz, że jesteś dziwna? Czuję się już lepiej i nie mam ochoty leżeć, spać, ani tracić czasu na odpoczynek. Chcę wykorzystać to co mi zostało tak dobrze jak tylko się da. A poza tym czuję się już lepiej. -Zdjął z siebie skórzaną kurtkę i powiesił na krześle. -A radio? Działa chociaż radio? Czy będziemy siedzieć w ciszy?

    OdpowiedzUsuń
  35. -Chyba zawracałaś mi głowę żebym tu wszedł, a teraz się pytasz po co to zrobiłem? -Pokręcił przecząco głową. -Trzeba było mnie tam zostawić. Nie pracujesz już dla nas, nie dostanie ci się o Petera i nie musisz się mną przejmować, opiekować czy tysiąc innych rzeczy, które tam sobie myślisz... Daj mi wodę muszę się napić, a potem spadam. Nie będę zawracał ci głowy. Tylko znowu nie truj, że właśnie to robię.

    OdpowiedzUsuń
  36. -Nie bądź taki? -Spojrzał na nią. Ciężko westchnął i pokręcił głową. -To ty nie bądź taka. Nie możesz się zachowywać jak normalna dziewczyna? Masz jakieś pieprzone wahania nastrojów jak baba w ciąży. Jesteś w ciąży? A może masz wiecznie okres? -Opadł bezwładnie na fotel. Nie powinien być taki nie miły, ale miał wszystkie dość. A zwłaszcza jej komentarzy. -A najlepiej po prostu nic już nie mów tylko zamów jakaś pizze bo jestem głodny. Chyba, że to uwłacza twojej godności spełnienie prośby kogokolwiek...

    OdpowiedzUsuń
  37. -Rozkazem... rozkazem... -Wstał z krzesła i podszedł w jej stronę. Zatrzymał się dość blisko. Może za blisko i mogła to odebrać w dwuznaczny sposób, ale jakoś mało go to obchodziło. Spojrzał w jej oczy przez ich chwilę, a potem westchnął. -Wygrałaś. Położę się spać, ale kiedy się obudzę byłoby fajnie gdybyś zrobiła albo kupiła coś do jedzenia. I kawa... Przyda się kawa. -Teraz powiedział to tonem spokojnym proszącym, a nie rozkazującym. A potem jak gdyby nigdy nic wskoczył na pobliskie łóżko. -Ponoć ludzie się zmieniają w takich chwilach... -wyszeptał pod nosem. -Kiedy się im dziwiłem... teraz już nie. Lepiej przeżyć godnie ten czas, który nam został, co nie Villemo? Masz więcej poduszek? -Spojrzał na nią ponownie.

    OdpowiedzUsuń
  38. Zasnął od razu co nie było podobne odkąd się dowiedział co mu dolega. Obudził się jednak w środku nocy. Nie czuł już odurzenia od alkoholu. Był wyjątkowo trzeźwy, aż za bardzo. Rozejrzał się po pokoju i wstał do swojej kurtki, która leżała na krześle. Wyjął z niej paczkę papierosów i zapalniczkę. Stanął w oknie i zapalił papierosa mocno się zaciągając. I wtedy wybuchnął płaczem. A potem po prostu wyrzucił papierosa za okno. To samo zrobił z resztą fajek i zapalniczką. Wyjął ze spodni działkę kokainy i wysypał ją. Jej biały proszek uniósł się na wietrze znikając w mgnieniu oka.
    A potem spojrzał na świat całkiem inaczej niż dotychczas. Ulica w dole, światła nocnych lamp i pojedyńczy ludzie wracający z pracy? Może imprezy? Wszystko to toczyło się wokół niego. Normalne życie, którego nie dostrzegał.
    Gdybym tylko mógł to wszystko naprawić, pomyślał.

    OdpowiedzUsuń
  39. Obudził się pierwszy.Czuł się całkiem dobrze i nawet nie miał kaca. Usiadł przy stole i zauważył kartkę na której było coś napisane. Zerknął początkowo nieśmiało bo nie chciał przeczytać czegoś co nie było przeznaczone dla niego, ale zauważył, że jest to coś w rodzaju piosenki. Chwycił kartkę i przysunął do siebie, a potem zaczął ją czytać. Tekst był dobry. Z odpowiednią melodią i małymi poprawkami mógł być niezłym hitem.
    A potem spojrzał na Vill... Jeszcze spała i wyglądała słodko nie wrzeszcząc i nie buntując się. Wtedy złapał się na tym, że na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
    Wszystko to co w życiu zrobił i przeżył znów krążyło mu po głowie. Był z patologicznej rodziny i był z góry skazany na porażkę, a po mimo to wybił się. Stał się kimś, miał fanów, przyjaciół... ale miał też nałogi z którymi sam nie potrafił walczyć. Wtedy podjął decyzję, decyzję, która miała zmienić jego życie. Nawet jeśli skończy się ono lada dzień.
    Usiadł na łóżku i położył dłoń na jej ramieniu.
    -Vill... -Wyszeptał. -Vill obudź się... Vill... -Delikatnie ją szturchnął. -Musimy coś zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  40. Duncan uśmiechnął się tylko do niej a potem zerknął w stronę stolika na którym leżała kartka z tekstem.
    -Na tyle długo by ją przeczytać. -Puścił do niej oczko. -Zbieraj się no. -Pociągnął ją jeszcze za ramię delikatnie. -Za pół godziny musimy się zbierać. Musimy to zrobić szybko bo potem mogę zmienić zdanie i zachce mi się znów użalać nad sobą i godzić ze śmiercią, a przecież z raka udaje się niektórym wyjść... Widziałem kiedyś taki film, gdzie facet wyleczył się z raka, znalazł fajną dziewczynę i byli szczęśliwi.
    Wyprostował się rozglądając po pokoju.
    -Zjadłbym też coś.

    OdpowiedzUsuń
  41. -Hej! Hej! Zostaw to! -Podbiegł do zgniecionej kartki i zaczął prostować papier. -To może być super hit, a ty to wyrzucasz od tak.... Tekst jest na prawdę dobry. Powinnaś powiedzieć coś więcej o nim, a nie targać go bezmyślnie. -Schował tekst do kieszeni, a potem zaczął grzebać w kurtce w poszukiwaniu kluczyków od samochodu. Odpowiedział jej jak gdyby nigdy nic:
    -A dlaczego się upijam i użalam nad sobą? Mam raka i lekarz twierdzi, że mogę umrzeć, ale zdarzają się cuda... Powiedział, że jeśli wierzę w boga to powinienem się modlić. -Zaśmiał się nerwowo. -Nie brałem dziś nic... i już nic nigdy nie wezmę choćbym miał umrzeć za miesiąc. -Teraz jego ton wydawał się być znacznie poważniejszy. -Chcę pojechać zapisać się na odwyk. Musisz zrobić to ze mną bo sam... ja nie mam chyba odwagi by przyznać się przed jakimiś ludźmi, że jestem uzależniony. -Zaczął nerwowo bawić się breloczkiem od kluczy. -Przepieprzyłem całe swoje życie Vill... -Spojrzał w jej oczy. -Ale już nie chcę... Szkoda tylko, że mogę umrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  42. -Masz rację... rozsądniej będzie jeśli ty poprowadzisz. -Oddał jej z uśmiechem kluczyki. -Rak trzustki... -Powiedział kiedy zaczęli schodzić do samochodu. -Ale przecież są tacy co wyszli z tego. -Próbował sam sobie to wmówić. -Znalazłem taką klinikę, gdzie przyjeżdża do ciebie terapeuta, ale początkowo musisz przychodzić do nich przez pierwszy tydzień. To klinka dla znanych osobistości więc wszystko trzymane jest w tajemnicy pod przykrywką chirurgii plastycznej więc w najgorszym przypadku będą gadać, że wstrzyknąłem sobie botoks. -Jeśli poradzę sobie sam z małą pomocą terapeuty to nie będzie trzeba mnie zamykać nigdzie, a jeśli uznają, że jednak nie dam rady to wyślą mnie do inne kraju rzekomo na wakacje.

    OdpowiedzUsuń
  43. -Lekarz mówił, że to dopiero początek, ale może rozwinąć się dość szybko. Z resztą objawy by się zgadzały... -Oparł głowę o szybę samochodu. -Mogłoby mi się udać, ale kiedy będę miał napad głodu to co wtedy? -Spojrzał na nią. -Mam mnóstwo kontaktów do dilerów. Nawet jeśli usunę ich numery to i tak wiem gdzie mieszkają. -Westchnął ciężko. Rzucenie takiego nałogu wcale nie było tak proste jak mu się wydawało gdy podejmował tą decyzję. -Musiałbym cały czas być z kimś... Jeśli pogadam z chłopakami to spoko pomogą mi. Ale nie zawsze będą przy mnie mają dziewczyny i żony. A ja? Brata kryminalistę z którym postanowiłem się dziś zobaczyć. A co tam... tak przed śmiercią trzeba się pojednać. Wyszedł kilka dni temu i dzwonił. Zobaczę tylko czego chce... Wiesz, że ten kretyn nie wiedział nawet, że Alice nie żyje? Myślał, że dalej z nią jestem. -Znów na nią spojrzał. -Pamiętasz jak mówiłaś, że nie powinniśmy kochać duchów? Jakiś czas temu pojechałem na jej grób. Zostawiłem tam jedną różę i pożegnałem się. Po raz pierwszy od tylu lat po prostu się pożegnałem bo zapragnąłem żyć... Wiele się wydarzyło ostatnio...

    OdpowiedzUsuń
  44. -Nietolerancja glukozy, dolegliwości żołądka i jelit... Bóle brzucha, wymioty... serio mam wymieniać dalej? -Zaczął przeglądać coś w telefonie. -Dobra na Raven Street 5. -Postanowił się zamknąć. Cóż zaczął się zwierzać, ale w ogóle ją to nie wzruszyło. Nie obchodziło jej to, że dał sobie spokój z Alice która doprowadziła go do tego stanu. Właściwie czy cokolwiek ją obchodziło? Ale z jakieś powodu pomagała mu i był za to jej wdzięczny.
    -Skręć tutaj w prawo. -Skazał palcem. -Cholera niezły korek. Ale chyba nie da się tego objechać. Śpieszy ci się gdzieś? I dziękuję, że to robisz.

    OdpowiedzUsuń
  45. Duncan nie potrzebował nigdy żadnej nawigacji bo wszędzie woził go szofer, a kiedy jeździł swoim prywatnym samochodem raczej odwiedzał tylko dobrze znane mu miejsca. Na szczęście w samochodzie miał przyciemniane szyby więc perspektywa stania w korku nie była taka straszna ponieważ nie groziło mu rozpoznanie przez jakąś nachalną fankę.
    Włączył klimatyzację, a potem radio.
    -Może coś powiedzą o korkach. Pewnie był jakiś wypadek. -Oparł się o siedzenie i ciężko westchnął. -Przepraszam, że taki byłem. Że byłem dupkiem i idiotą. -Spojrzał na nią, ale nie uśmiechał się jak zawsze głupkowato, ani nie sprawiał wrażenia złego czy obojętnego. -Tego dnia kiedy spóźniliśmy się na samolot i nocowaliśmy w motelu... Pamiętam wszystko. To co robiliśmy i mówiłaś. Udawałem tylko bo nie wiedziałem jak mam się po tym wszystkim zachować.
    I to by było tyle jego kłamstw. W końcu się przyznał i spodziewał się, że Vill zaraz wybuchnie. Czekał na te wrzaski bo to było pewne jak w banku. Jednak najbardziej obawiał się, że wysiądzie tu na środku drogi i odejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  46. -Zawsze lubiłem wygodę. -Odparł spokojnie, ale nawet się nie zaśmiał jak to było w jego stylu. -Nie chciałem przepraszać na drugi dzień bo bałem się, że poczujesz się jak jedna z tych głupich fanek, które można wykorzystać. Ale nie chciałem też niczego ci proponować... żadnej randki i spotkania bo wtedy wiedziałem, że nic z tego nie będzie. -Przecież nie był osobą z którą można było się związać. Pił, brał, do tego miał opinie tego który zalicza wszystko co się rusza. A ona zawsze wydawała mu się porządną dziewczyną. -Przeze mnie miałaś niezłe kłopoty... Musiałaś zajmować się mną jak dzieckiem, a ja jeszcze olewałem wszystko. Ale teraz to się zmieni Vill... -Spojrzał na nią. -No i pewnie kiedyś powiedziałbym ci, że masz boskie cycki i chętnie dotknę je jeszcze raz, ale zaczynam już świat widzieć nieco inaczej więc... Cholera właśnie to powiedziałem. -Zasłonił twarz dłonią.
    -Nadajemy ważny komunikat. Na obwodnicy doszło do wypadku samochodowego. Na razie wiadomo tylko tyle, że zderzyły się ze sobą dwa samochody. Zaleca się objazd inną drogą gdyż obwodnica jest już mocno zakorkowana. -Powiedział głos w radio.
    -To już wiemy. -Zaśmiał się.

    OdpowiedzUsuń
  47. -Nic nawet apokalipsa zombie nie jest w stanie zmienić mojego zdania na temat twoich cycków. -Wybuchnął śmiechem chociaż po chwili trochę się uspokoił ponieważ zdziwił się, że Vill nie była zła. W końcu jakby zaczęło do niego docierać, że mogła taka być z jego powodu. Ciągle na haju i wiecznie olewał wszystkie rzeczy, które dla Vill mogły być ważne. Choćby te zdjęcia z wesela.
    -Najwidoczniej nie ruszymy się stąd przez kilka godzin. -Zerknął na ciągnący się w nieskończoność korek. -Wiesz co mi powiedział Edward* ? Że zaczynam przypominać Petera... Robię się tam samo egoistyczny jak on, a przecież wcale taki nie chce być. Dlatego chciałem jeszcze prosić cię byś nie odchodziła z pracy. Ekipa cię polubiła, zespół również, szczególnie Edward. Masz talent i pracujesz z pasją. Nie ma powodu byś odchodziła przez to jaki byłem. Chyba, że główny powód to Peter?

    *kurcze pozapominał te imiona tych gości z zespołu to chyba był ten co wyszedł za przyjaciółkę Alice? Tylko zaś jak ona miała :P Nie skopiowałam sobie tych wpisów :(

    OdpowiedzUsuń
  48. -Masz racje... ja zawsze patrzę tylko na siebie, wiesz? Wiesz bo znasz mnie. Teraz wszystko się zmieni. Będę inny. Będę sobą. -Spojrzał w jej oczy. -Vill... -Sam nie wiedział jak zacząć. Moze w ogóle nie powinien? -Wiesz co... ty w ogóle nie przypominasz go. Jesteś cudowna... -Zbliżył się nieco do niej. Właściwie może aż za blisko. -A twoje cycki nawet jak będą chciały mnie zjeść będą zajebiste. -Zaśmiał się na głos. -Jestem totalnie trzeźwy i cholernie cię pragnę Vill... -Wypalił niespodziewanie. -Jak od tej chwili gdy byliśmy sami w tym motelu.

    OdpowiedzUsuń
  49. -Rak jest nieuleczalny. Kto z tego wyjdzie i tak wcześniej czy później dopadną go przerzuty. A wtedy to koniec....
    Nie chciał na razie o tym myśleć. Nie chciał skupiać się na chorobie, która może wykończyć go w ciagu kilku miesięcy. Nie to się teraz liczyło.
    -Nie powinienem ci tego mówić skoro mogę wkrótce umrzeć. -Wciąż się w nią wpatrywał. -Ale jeśli zostało mi na tym świecie nie wiele to chce ten czas spędzić z tobą. -Zbliżył się do niej i delikatnie ją pocałował w usta.
    Miał wyrzuty sumienia od razu kiedy tylko to zrobił. Nie dlatego, że przecież umrze i Vill zostawi ze złamanym sercem. Miał wyrzuty, że zrobił to dopiero teraz.

    OdpowiedzUsuń
  50. Oparł się plecami o siedzenie i ciężko westchnął. Nie liczył na to że Vill rzuci się mu w ramiona. Co to to nie, ale znów dopadły go czarne myśli na temat swojej choroby.
    -Być może da się wyleczyć, ale w niewielu przypadkach. Spójrz prawdzie w oczy i tak dopadną mnie przerzuty i na nic tu moja sława czy znajomości. A co dopiero pieniądze. Zamiast się poddać... Kurwa zamiast po protu odpuścić dopiero teraz chce mi się żyć. Czy tak zawsze jest na koniec? Kiedy już wiesz, że nie wiele ci zostało?

    OdpowiedzUsuń
  51. -Pewnie masz rację... pewnie zawsze tak jest kiedy zostało nam nie wiele. -Zaczął obserwować mężczyznę wychodzącego z samochodu krzyczał i machal rękami jak opętany. Najwidoczniej miał już dość stania w korku. -Tak Vill... Z własnej woli.

    OdpowiedzUsuń
  52. -Co? Zaliczyć? -wybuchnąl na głos śmiechem. -Ok Vill Ty to masz szalone pomysły. Nie chce zaliczać nikogo a tym bardziej Ciebie na koniec... to znaczy jesteś atrakcyjną i chętnie bym z Tobą... ale... dobra zaczynam sie pogrążac prawda?-Spojrzał na nia ukradkiem.

    OdpowiedzUsuń
  53. -Masz rację... ten korek ciagnie się w nieskończoność. -Wyjrzal przez okno. Mężczyzna który wcześniej krzyczał i gestykulowal klocil sie teraz z jakimś innym facetem. -Zjedz na pobocze tu zostawimy auto i pójdziemy dalej. Ten gość chyba nie awanturuje sie o korek... -Duncan dziwnie sie mi przyglądał cos mu się nie podobało i miał jakies złe przeczucie.

    OdpowiedzUsuń
  54. -Super. -Uśmiechnął się do niej i ruszył do przodu.
    Wtedy nagle usłyszeli pisk kobiety dochodzący z samochodu przy którym stał awanturujący się mężczyzna. Duncan spojrzał w ich stronę. Mężczyzna leżał teraz na ziemi w kałuży krwi, a nad nim stał jakiś młody, chudy chłopak, pokryty tatuażami nawet na twarzy i wymachiwał nożem.
    -Na co się kurwa gapicie? -Wrzasnął w stronę Duncana i Vill.
    Duncan stanął przed Vill zasłaniając ją swoim ciałem, kiedy chłopak ruszył w ich stronę.
    -Dzwoń na policję. -Wrzasnął ktoś z sąsiedniego samochodu zamykając się od środka w pojeździe.
    -Hej... hej koleś uspokój się... -Duncan próbował uspokoić go gestem dłoni. -Vill wejdź do auta. -Szepnął jej po cichu.
    Chłopak zatrzymał się wciąż ściskając zakrwawiony nóż. Ranny mężczyzna przestał się ruszać, a kałuża krwi wokół niego powiększała się znacznie.
    -Stoisz mi na drodze. -Warknął zaciskając zęby.
    -Wyluzuj.... Odłóż ten nóż... -Spojrzał na niego.

    OdpowiedzUsuń
  55. Pozwolił by przyciągnęła go do siebie. Nie zamierzał dostać od niego nożem. Po chłopaku od razu było widać, że jest na głodzie. Dan od razu to rozpoznał. Kto inny mógłby lepiej się na tym znać jak nie on. zrobił kilka kroków w tył tak, że Vill przylgnęła do samochodu, a on do niej.
    -Wyglądacie na kasiastych. -Machnął nożem w ich stronę. -Dawajcie forse. Potrzebuję forsy! Dawaj! -Chłopak pocił się i trząsł.
    -Spokojnie... Daj mi wyjąć portfel... Jasne? -Zerknął w stronę jakiejś starszej kobiety która wykręcała gdzieś numer. Modlił się by na policję. -Ok?
    -Ta... Tak. -Powiedział nieco spokojniejszy.
    Duncan sięgnął za kurtkę i wyciągnął portfel. Ręce mu trochę drżały bo bał się, że po ostatnich libacjach nie będzie miał nic pieniędzy. Na szczęście kiedy odsunął zamek ujrzał sto dolarów. Wyjął je pospiesznie i podał chłopakowi.
    -Są ludzie którzy mogą ci pomóc. -Sam zdziwił się dlaczego to powiedział.
    -Zamknij się! Nic nie rozumiesz!
    -O daj spokój i schowaj ten nóż! -Warknął na niego. -Wyćpałem więc niż widziałeś przez wszystkie swoje lata ale nie odbiło mi tak jak tobie!
    To było głupie nie powinien go zaczepiać zwłaszcza, że nie był sam i życie Vill też było zagrożone. Ale wtedy stało się coś zaskakującego.
    -Ty jesteś Duncan O'Conner? -Opuścił nóż.

    OdpowiedzUsuń
  56. -Jak ja kurwa nienawidzę twojej muzyki. -Na jego twarzy pojawiła się ponownie złość.
    -Ja nie lubię Rihanny, ale bym jej nie zabił za muzykę. -Duncan poczuł, że teraz dopiero zaczyna się denerwować. Zwłaszcza, że Vill wypaliła to bezmyślnie sądząc, że na świecie wszyscy są jego fanami. Bardziej nie mogła się pomylić...
    -I dajesz mi tylko stówkę? Na pewno masz coś jeszcze. Wyskakuj z forsy.
    No i dupa, pomyślał Duncan. Chyba wolałby teraz żeby ten koleś prosił się o jego autograf niż ponownie groził mu nożem. Pieprzyć to, pierwsze co przyszło mu na myśl, przecież i tak umieram.
    -Jasne... Mam coś w samochodzie. Chodź. -Obrócił się do Vill. Popatrzył w jej oczy. A potem otworzył drzwi od samochodu. -W schowku. -Powiedział spokojnym głosem. -Trzysta dolców, trochę trawki i koki.
    Facet musiał być długo na głodzie bo od razu sięgnął do schowka bez namysłu. Dobrze, żę był na tyle głupi, że niczego się nie spodziewał. Kiedy włożył głowę do środka Dan z całej siły przytrzasnął mu głowę drzwiami.

    OdpowiedzUsuń
  57. Oczywiście Duncanowi nie trzeba było powtarzać dwa razy. Rąbnął chłopaka pięścią w nos tak, że od razu poleciała z niego krew. Napastnik, a raczej już ofiara nie bardzo kontaktowała ze światem rzeczywistym. Chwycił od Vill pasek i związał mu ręce. A potem próbując złapać oddech rzucił do niego krótko:
    -Takich jak ty załatwiałem mając piętnaście lat ty pieprzony dupku. -A potem spojrzał na Vill. -Wszystko ok? Dzwoń po karetkę bo te PIERDOLONE LUDZIE potrafią się tylko gapić. -Wrzasnął na cały głos. A potem zaczął iść w stronę leżącego mężczyzny. Nie pierwszy raz widział ranę zadaną nożem. Dobrze nie było bo krew wylewała się z brzucha, ale ratując nie raz swoich kolegów narkomanów wiedział, że jeśli krew nie jest ciemna i nie tryska za bardzo to narząd wewnętrzny nie jest uszkodzony. -Żyje. Ale jest nieprzytomny chyba bardziej z szoku.

    *Na Ethana muszę weny nabrać bo nie wiem co tam napisac :C

    OdpowiedzUsuń