Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

13 listopada 2016

[KP] I've been living in the darkness, shadow was in my apartment

Pinterest // confusedtumblr ✦:
Beaufort Emerson
16 lat || 1.01.2001r., Nowy Jork || jedyny syn nauczycielki historii, ojciec nieznany || dwa lata temu, po śmierci matki zamieszkał z ciotką w Chicago || oczy koloru bezchmurnego nieba, które stają się niemal czarne za każdym razem, gdy ktoś go zdenerwuje || cichy, wycofany || marzyciel-samotnik || bardziej pesymista, niż realista || Beau, nigdy Beaufort || podobno ma talent, ale nigdy nikomu nie pokazuje swoich prac || rysunki najczęściej odzwierciedlają jego sny || Achilles jedynym przyjacielem || zbyt dojrzały, jak na swój wiek || nienawiść do ojca, którego nigdy nie miał okazji poznać || prawdopodobnie dyslektyk || nie umie pływać, a baseny nieco go przerażają


wątek z: speszal persona

12 komentarzy:

  1. — Na gacie Hefajstosa. Co to jest do cholery? — mruknął do siebie, widząc bestię, która pojawiła się tuż za rogiem. Chłopaka śledził już od kilku dobrych godzin. Dziwił się, że jeszcze go nie zauważył, ale skąd mógł wiedzieć, że grozi mu wielkie niebezpieczeństwo. Był synem jednego z najpotężniejszych bogów, a szedł niczym kolejny zwykły nastolatek. Takie życie było obce Austinowi, który większość wspomnień ma tylko z Obozu. Już zaraz miał pokazać, czego nauczył się przez te wszystkie lata. Trzeba było pokonać bestię. Wyjął strzałę z kołczanu, który nosił na plecach i wycelował ją w bestię.
    — Schyl się! — krzyknął do chłopaka posyłając strzałę prosto w oko stwora, który otwierał paszczę. Austin zdradził swe położenie i z pewnością wystraszył drugiego herosa. Bestia nadal żyła, ale miał przynajmniej pewność, że widzi go również i syn Hadesa. Odnalazł go, a teraz był czas, by uratować mu życie.

    tydzień wcześniej
    Austin został po raz kolejny ukarany, za dokuczacie Teddy podczas jej nauki greki. Była to najmłodsza dziewczynka z domku Ateny nie mogła mieć więcej niż 10 lat. Chłopak nigdy nie miał młodszej siostry, ale takim przydomkiem mógł ją właśnie nazwać. Może i wiecznie jej dokuczał, ale był w stanie zawsze stanąć w jej obronie. Nie żałował więc kolejnego szurania szczotką po domku wyroczni.
    — Kobieto, podnieś nogi. Staram się tu sprzątać. — Dźgnął ją w stopę końcówką szczotki, ale ta nawet nie drgnęła. Ślepa staruszka, odpowiadała jedynie wtedy, gdy dostawała wizji. Jej oczy wtedy... — Cholera! Ej ludziska ona ma wizję!
    Krzyknął, gdy zobaczył jak jej ślepia zabarwiły się na zielono i zaczęła powoli szeptać słowa przepowiedni. Kolejny dzieciak miał pójść na misję, a austin szczerze liczył, że padnie właśnie na niego. Już dawno nie opuszczał tego miejsca i powoli czuł, ze zaraz coś go rozsadzi od środka. Pierwszy zjawił się Chejron, opiekun obozowiczów a wraz z nim grupka herosów.
    — Odsuńcie się wszyscy — mruknął centaur. — Dajcie jej mówić.
    Słowa przepowiedni były jak zwykle niejasne. Austin tak skupił się na córkach Afrodyty, ze kompletnie zapomniał słuchać. Gdy wyrocznia ucichła, zobaczył, że wszyscy bacznie się w niego wpatrują.
    — No co? Nic nie zrobiłem... Tym razem.
    — Musimy porozmawiać — powiedział poważnym głosem Chejron. — Mógłbyś przynajmniej uważać. Przepowiednia tyczy się ciebie.

    Trzy dni wcześniej
    — Wszystko pamiętasz? — głos mężczyzny zagłuszał trwający właśnie trening, stal zderzająca się o siebie, potrafi zrobić niemały hałas.
    — Tak, tak. Dzieciak Pana Złego, przyprowadzić, nie zgubić i nie pozwolić zabić. To nie jest aż takie trudne. — Przewrócił beztrosko oczami. Tutaj naprawdę nikt mu nie ufał. Może i zdarzyło mu się nawalić kilka razy, ale wszyscy są nadal w jednym kawałku. Maja co świętować. Poprawił zegarek, który otrzymał rok temu od ojca. Liczył na to, ze w końcu będzie mógł go użyć w ciekawszy sposób. W Obozie nie można było posiadać żadnych urządzeń elektrycznych, które jak wszyscy wiedzą ściągają potwory. Był to jednak zegarek wyjątkowy, magiczny. Zrobiony przez samego Hefajstosa na polecenie Apolla.
    — To nie są żarty. Nawet nie zdajesz sobie sprawy...
    — Z tego jaki jest cenny — dokończył za niego. — Daj mi szansę. Sprowadzę go tutaj.
    — Nie mam innego wyboru. Musimy słuchać się wyroczni. Uważaj na potwory i pamiętaj o haczyku w przepowiedni. Może się zdarzyć, że nie tylko chłopaka będzie dane ci odszukać.

    [Początki nigdy nie idą mi dobrze xD Mam tylko nadzieję, że ma to wszystko jakiś sens]

    OdpowiedzUsuń
  2. Austin miał mało czasu na opracowanie planu. Czas mijał nieubłaganie, a potwór cały czas zbliżał się do chłopaka. I wtedy wpadł na genialny pomysł.
    — Błagam tato, niech on przynajmniej strzela laserami — wzniósł swe słowa do góry, jakby ktoś miałby go usłyszeć. Przekręcił godzinę w zegarku na dwunastą, tak jak pouczał go Apollo. Miał go użyć w ostateczności, ale to właśnie była ostateczność. Czekał chwilę, aż coś by się zadziało. Zegarek jednak nie zaczął strzelać laserami. — Ale grat.
    Postanowił wiec zakraść się do potwora od tyłu i uderzyć z zaskoczenia. Wyjął już kolejną strzałę, tym razem z metalową końcówką. Coś jednak było nie tak. Jego orle oko zauważyło coś, na co większość pewnie nie zwróciła uwagi. W metalowej końcówce strzały, nie widział swojego odbicia. Powierzchnia była czysta niczym łza. Zajęło mu chwilę, by skojarzyć fakty. Był niewidzialny!
    — Dzięki tatku! — ucieszył się niezmiernie. Nie musiał się już zakradać. Wystarczyło tylko, ze nie zrobi hałasu, a będzie mógł podejść tak blisko, jak tylko będzie chciał. Im mniejsza odległość, tym celniejszy strzał.
    Kucnął tuż przy chłopaku, który nadal leżał na ziemi. Strach z pewnością go paraliżował. Nie co dzień bowiem spotyka się takie monstra na ulicach ruchliwego miasta, a konkretniej to nigdy. Austin żałował, ze nie uważał na wykładach nauczycieli. Doskonale wiedziałby wtedy o słabych punktach bestii. Postanowił zaryzykować i słał strzałę za strzałą. Miał ich dokładnie trzynaście, ale jego kołczan z każdym ubytkiem, ponownie się napełniał. Pierwsza trafiła w ramię, druga tuż koło lewego płuca i dopiero piąta wbiła się w serce. Stwór poległ, a jego martwe ciało bezwiednie opadło tuż koło chłopców. Dopiero teraz Austin mógł baczniej przyjrzeć się swemu przeciwnikowi. Wyglądało to jak coś na kształt chimery, ale nie do końca. Posiadało tylko jeden łeb, a ogon był zakończony szpikulcem. Ciało pokrywała gruba sierść, a łapy zakończone były ostrymi pazurami. Stwór przypominał genetycznie zmutowanego lwa. Przypatrując się zwłokom, całkowicie zapomniał o głównym celu jego wyprawy. Obejrzał się do tyłu, lecz chłopak zniknął. Przeklną pod nosem, ale nie mógł mu się dziwić. Zegarek austina nadal działał, więc mógł pomyśleć, że zwariował i wszystko to, było wytworem jego wyobraźni. Jones musiał odnaleźć herosa i wszystko mu wytłumaczyć. Przekręcił wskazówkę o godzinę do przodu i ruszył jedyną możliwą drogą. Nie musiał martwić się potworem, który już za chwile miał się stać garstką popiołów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie szukał go tyle czasu, by teraz go zgubić. Nie chciał zwracać na siebie większej uwagi więc wybierał mniej uczęszczane uliczki. Już wcześniej dowiedział się, gdzie mieszkał. Nie było to dosyć trudne, biorąc pod uwagę ile nagromadziło się tej magii. Chłopak o tym nie wiedział, ale wykorzystywał swoje magiczne zdolności.
    –– Ciekawe, co potrafisz... Wskrzeszasz zmarłych? Rozmawiasz z duchami? –– Takie pytania i myśli zaprzątały głowę Austina. Jeszcze nigdy nie spotkał dziecka Hadesa, bo jego ojczulek raczej nie ten teges ze śmiertelniczkami. Nie to, co Apollo, którego domek pękał w szwach. Ten to potrafił uwieść kobietę jednym spojrzeniem. Niestety Austin nie nabył takiej zdolności (chociaż próbował i to nie raz). W dodatku nie szło mu w medycynie. Zdarzyło mu się raz pomagać przy masowaniu zbolałego miejsca u herosa po walce, a skończyło się na złamanej ręce. Nikt później nie chciał już jego pomocy. Na miejsce dotarł dopiero późnym wieczorem. Nie znał okolicy i zdarzyło mu się skręcić kilkukrotnie w złą uliczkę. Na szczęście rozpoznał charakterystyczny graffiti na jednym z budynków. Wielki jaskrawo czerwony napis Chicago naprawdę przykuwał wzrok. Jednak to nie na nim skupił się Austin. Szybko znalazł okno, z którego wyglądał jego nowy znajomy. Stał po drugiej ulicy, samotny jak kołek. Scena niczym z horroru. Pomachał do niego dłonią, ale szybko zaprzestał bo poczuł się idiotycznie. Jak ciotka, która macha ci na powitanie na stacji kolejowej. Postanowił więc zrobić coś, co było bardziej w jego stylu. Znalazł zwitek kartki, był to paragon ze sklepu, i napisał na nim kilka krótkich zdań.
    "Potwór nie żyje. Jesteś bezpieczny. Zejdź na dół to wszystko ci wytłumaczę"
    Chciał napisać więcej lecz zabrakło miejsca. Poza tym on nie należał do osób, które obwijają w bawełnę. Karteczką przywiązał na gumkę recepturkę do strzały, którą posłał w ścianę, kilka milimetrów od okna. Liczył, że chłopak przeczyta wiadomość. Tymczasem usiadł wygodnie na krawężniku i przypatrywał się tym kilku gwiazdom. Były one niczym w porównaniu do tych w Obozie, ale i tak cieszyły oko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet on uważał go za żartownisia. Czy to przez wyraz mojej twarzy? Zaczął się nad tym zastanawiać, ale szybko przestał. Nie był typem myśliciela, zdecydowanie wolał swymi czynami udowodnić... Co tak właściwie? Że chłopak ma rację? Że w Obozie też nikt nie bierze go na poważnie? Przecież on nawet nie wie, co to jest Obóz.
    — Daj mi chwilę, to wszystko ci wytłumaczę. Zacznijmy od tego, że nazywam się Najprzystojniejszy Chłopak Chodzący Po Tym Świecie, ale mówią też na mnie Austin. Austin Jones, konkretniej. Syn Amandy Jones i Apolla. Nie, to nie ksywka sceniczna mojego ojczulka. Chociaż jakby tak pomyśleć, to nieźle by się sprawdził jako muzyk. Czekaj, nie rób takiej miny. Błagam. Słuchaj, na pewno kiedyś słyszałeś o mitologi greckiej. Nimfy, centaury i bogowie. Tak się składa, że jeden z nich ten teges z twoją mamą i tak o to jesteś. Nigdy go nie poznałeś, prawda? Na pewno kiedyś się nad tym zastanawiałeś, mam rację? Prawda jest taka, że jesteś herosem. Czy ci się podoba czy nie. A ten potwór? Ścigał cię, bo wyczuł w tobie krew półboga. Dziwne, ze jeszcze żyjesz. Z pewnością kilka czai się, aż cię opuszczę. One się mnie boją. — Zamachnął swym łukiem, ale przez przypadek trafił się jego końcówką w oko. Nie było to bolesne, ale zdecydowanie upokarzające. Nie potrafił dać pokazu swych umiejętności, niczym Percy Jackson, który kontrolował wodę, ani nie był synem zeusa więc nie trzaskał piorunami. Dzieci Wielkiej Trójki były najbardziej uprzywilejowaną grupą, ale od zawsze groziło im niebezpieczeństwo. Od czasu traktatu, który głosił że Hades, Zeus, a nawet Posejdon nie spłodzą już więcej pół ludzkich dzieci. Nie chcieli nikogo dodatkowo narażać, ale przez to, ci już żyjący stali się o wiele cenniejsi. Wrogowie Olimpu, tylko czekali na łatwy kąsek. Prawdopodobnie chłopak wytwarzał wokół siebie barierę, o której nawet nie miał pojęcia. A może po prostu tak zalatuje śmiercią, że boja się do niego zbliżyć. — Nie jesteś tu bezpieczny. zabiorę cię do Obozu. Tam Chejron, całkiem spoko facet, wszystko ci lepiej wytłumaczy. Spakuj się i weź to, co ci potrzebne. Nie mamy zbyt wiele czasu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonale rozumiał chłopaka, co nie zmieniało faktu, że strasznie go irytował. Nie pokonywał takiego dystansu aby być odesłany z kwitkiem. Może i zasypał go ogromem informacji, ale mówił prawdę!
    –– Wszędzie rozpoznam herosa. Gdybyś nim nie był, to z pewnością nie zobaczyłbyś tej paskudnej bestii, która cię goniła. Tylko my fajni, tak umiemy. Jest nas takich więcej w Obozie. Mówisz, że Chicago to twój dom, ale jak cię dziś obserwowałem, to niewielu masz znajomych. Oni nie lubią takich jak my, bo jesteśmy od nich o wiele lepsi. Nie żebym teraz był bardzo skromny. –– Wziął większy krok i zbliżył się do chłopaka. Wyznawał zasadę im bliżej tym bezpośredniej. –– Tak, dokładnie tego boga mam na myśli. Ktoś jednak uważał na wykładach, co? Nie spławisz mnie tak łatwo.
    Odwzajemnił się krzywym uśmiechem. Austin był w stanie zrobić wszystko, by zaciągnąć za sobą chłopaka. Nie zamierzał wracać z pustymi rękami i po raz kolejny wystawić się na pośmiewisko.
    –– Mówisz, że tu ci się podoba, tak? Może nie jest tak źle. Myślisz, że w tym wielkim mieście znajdzie się miejsce dla nas dwóch? Słuchaj jeśli ty nie pójdziesz ze mną, to ja zostanę tutaj. Nie odczepię się. To brzmi jak jakiś słaby tekst na podryw, ale naprawdę nie zamierzam nigdzie bez ciebie iść. –– Oparł się o murek i wyczekiwał odpowiedzi. Było już naprawdę ciemno, a w dodatku robiło się coraz chłodniej. Miał nadzieje, że nie będą stać tu całej nocy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy tylko chłopak zaproponował wejście do środka, Austin wyczuł szansę dla siebie. Przez jakiś czas pokręci się za nim i spróbuje go przekonać. Liczył też na to, że nie tylko dzisiaj będzie mógł się u niego zatrzymać, gdyż nie miał pieniędzy, którymi mógłby zapłacić za pokój w motelu. Chciał załatwić sprawę szybko.
    –– Czekaj na mnie! –– krzyknął za chłopakiem i przebiegł przez pustą już od dłuższego czasu ulicę. Szybko znalazł się przy boku chłopaka ze swym słynnym uśmieszkiem. –– Nie chcesz abym zamarzł na dworze. To urocze. To zabawne, biorąc pod uwagę kto jest twoim ojcem.
    Cholera! Nie, nie, nie. Austin za dużo gadasz.
    Jeśli chłopak teraz się dowie, ze wielki pan śmierci to jego ojczulek, to już na pewno mu nie uwierzy. Poza tym to nie jest coś, czym można się pochwalić kolegom w szkole.
    –– Jeśli zasłużysz to powiem ci o nim coś więcej, a teraz lepiej wejdźmy do środka. –– Austin zdecydowanie nie należy do osób, które są wstydliwe i często zapomina o dobrym wychowaniu, tak jak w tym momencie. Mimo, że był gościem, a nie gospodarzem to wszedł pierwszy do środka. Było już późno więc pamiętał o tym by nie zbudzić śpiących domowników.Poczekał aż chłopak wskaże swój pokój i tam też się udali. Austin odłożył łuk z kołczanem na ziemię, ale w bezpiecznej odległości na wyciągnięcie ręki. Usiadł na ziemi i bacznie obejrzał się wokół, starając się dostrzec choć najmniejsze szczegóły, które mogłyby pomóc w utwierdzaniu jego tezy. Nagle coś połaskotało go po odkrytej kostce. Rozejrzał się znów i tym razem ujrzał przed sobą czarnego kocura, który miał coś w swoim pyszczku. Chłopak wyrwał zwiniętą karteczkę i rozwinął ja z ciekawości, co ona skrywa.
    –– Całkiem podobny, ale ja jestem znacznie przystojniejszy –– uśmiechnął się widząc szybki szkic jego postaci. Gdy już bacznie się mu przyjrzał, nie podnosił spojrzenia z chłopaka. –– Kiedyś mogę ci za pozować. Będę niczym twój Napoleon! Będziesz mógł później to sobie oprawić i postawić koło łóżka. Budzić się codziennie koło Austina Jones'a, to dopiero szczęście! Wiem, co mówię!
    Puścił mu oczko, ale wtedy dostrzegł ranki na jego dłoniach, których wcześniej nie dostrzegł. Upadając, musiał zdrapać sobie skórę, a w dodatku mogło się wdać zakażenie.
    –– Czemu nie mówiłeś wcześniej? Mam coś, co może pomóc... –– Zaczął grzebać w swoim małym podręcznym plecaczku, w którym było dosłownie wszystko. –– Jest!
    Krzyknął zadowolony wyjmując małe pudełeczko, ale chłopak szybko go uciszył. W końcu był środek nocy i nie chcieli nikogo wybudzić.
    –– Słuchaj to może się wydać dziwne, ale słaby ze mnie medyk –– mówił, nakładając kolejne warstwy kleistej mazi. Ich dłonie po raz pierwszy się styknęły. Musiał przyznać, że dłonie chłopaka mimo tych głębszych zadrapań, były niezwykle delikatne w przeciwieństwie do jego, które od długich godzin treningów, były już twarde. –– Apollo, to patron lekarzy, ale ja raczej szkodzę niżeli pomagam. Taka maść to super sprawa. Jak skończy piec, to zmyj wodą i gotowe! Rączki jak u niemowlaka!

    OdpowiedzUsuń
  7. — Zdarza mi się. Tylko piękne i całuśne dziewczęta wiedzą jak mnie uciszyć — zaśmiał sie melodyjnie, jakby teatralnie, choć śmiech był wyjątkowo szczery. Austin nie miał powodzenia u kobiet, które szalały za wyższymi i bardziej przystojniejszymi herosami z długimi mieczami. — Wszyscy tak mówią. Najpierw zadrapanie i zanim się obejrzysz już nie żyjesz. Podałbym jakiś konkretny przykład, ale żaden nie przychodzi mi teraz do głowy.
    Chłopak przyjrzał się dokładnie Austinowi, ale jego wzrok ciągnął się przez dłuższą chwilę. To sprawiło, że syn Apolla zaczął się zastanawiać, co chodzi mu po głowie. Nie przeszkadzało mu też, gdy jego nowy znajomy oblał się czerwonym rumieńcem. Określiłby to nawet mianem "urocze".
    — Zaszczytne miejsce. Podłoga. — mruknął udając wielce niezadowolonego, gdyż w głębi serca cieszył się, że ma w ogóle dach nad głową. Przejął poduszkę i koc od chłopaka. — Mówili mi o tobie trochę. W sensie wyrocznia, ale nie mówiła, jak będziesz miał na imię. Nawet ona nie jest w stanie tego przepowiedzieć. Mogłeś mieć na imię George, Fred, a nawet Jessica. No może nie Jessica, bo wiedziałem, że będziesz facetem.
    Nie mógł powiedzieć mu przecież, że przez ostatni czas uparcie go śledził i zdążył poznać już większość szczegółów jego życia. Wiedział gdzie chodzi do szkoły, gdzie mieszka i którymi ścieżkami chodzi. Był jego osobistym stalkerem.
    — Ładne. Może nie aż tak jak Austin, ale ujdzie — prychnął, przykrywając się kocem i odsłaniając tylko swoją małą główkę, by móc obserwować gospodarza domu. — Rzadko zapraszasz do siebie ludzi, prawda? — Uniósł jedną brew w geście zapytania, gdyby jego charakterystyczne zakończenie zdania nie wystarczyło. — Nie licząc obcych herosów oczywiście, ale to było z twojej strony bardzo uprzejme. Dziękuję.
    Czy Austin Jones podziękował po raz pierwszy? Chyba tak. Dziwne...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie tylko on nie potrafił zasnąć. Słyszał doskonale, jak Beau kręci się na łóżku. Austin nie obawiał się ciemności, pająków, czy potworów. Jedyną rzeczą, która go przerażała były klauni. Dawna — Na gacie Posejdona. Myślałem, że nigdy nie zapytasz. — uśmiechnął się, bo ostatnim ciepłym posiłkiem, który jadł była owsianka trzy dni temu. Poza tym był wielkim miłośnikiem masła orzechowego. Gdy był jeszcze małym chłopcem, mama robiła mu kanapki z z nim i z dżemem truskawkowym. To było idealne połączenie.— Przy okazji słyszałem, że są w kaczuszki.
    Wyszli z pokoju i gdy dotarli do kuchni, Austin usiadł na kuchennym blacie.
    — Widzisz? Potrafię być cicho. — Minęło zaledwie kilka sekund, ale on jak zwykle lubił się popisywać, a szczególnie przed nieznajomymi. Podał opakowanie chleba tostowego chłopakowi, który w tym czasie zdążył już przygotować opiekacz do tostów i masło orzechowe. — Już dawno ich nie jadłem. W sensie tostów.
    Za oknem panował całkowity mrok, a kuchnie rozświetlał zaledwie jeden żyrandol. Bez przeszkód widział każdy najdrobniejszy ruch chłopaka.
    — Teoretycznie już wszystko o mnie wiesz, Beau. Może zdradzisz mi coś o sobie? Jakiś ulubiony kolor, albo nawet por roku. Cokolwiek. — Austin dopiero poznawał owego herosa, ale już na tą chwilę był w stanie powiedzieć, że mógłby się z nim zaprzyjaźnić. Nie był zadufanym w sobie dupkiem, czy złośliwym ignorantem. — Błagam tylko nie mów, że czarny i zima. Potwierdziłbyś tylko te wszystkie stereotypy.
    Poczekał chwilę, która wypełniła się odgłosem opiekanego właśnie tosta.
    — Przepraszam. Znowu za dużo gadam?

    OdpowiedzUsuń
  9. Chłopak zrobił lekko naburmuszoną minę i skrzyżował ręce, po czym odsunął się odrobinę by dać więcej miejsca Beau.
    — Wcale nie zamierzałem krzyczeć. — Odgryzł duży kawałek tosta i popił go łykiem kakao. Tą jedna krótką chwilę czuł się jak u siebie w domu. Tylko tam pytano go, o to co robił w szkole, czy znowu wdał się w jakąś bójkę. Nikogo teraz nie obchodził austin Jones wiec może to dlatego tak przejął się pytaniem w jego kierunku. Jaki naprawdę był? Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Całe jego życie polegało na uganianiem się za potworami. Nie pamiętał już nawet co robił w wolnym czasie, nim ukończył trzynasty rok życia. — To nie takie łatwe.
    Westchnął i po raz pierwszy od dłuższego czasu zamilkł. Potrzebował chwili by zebrać wszystkie myśli w jedno. To było dla niego naprawdę trudne pytanie.
    — Lubie tosty z masłem orzechowym, ale zabiłbym za spaghetti. Kocham je! — krzyknął odrobinę zbyt głośno, ale zrobił szybko zakłopotana minę i przeprosił, tym razem o wiele już ciszej. — Ogólnie to lubię dużo rzeczy, nie tylko jedzenie. Nie wiem co jeszcze chciałbyś wiedzieć.
    zrobił przerwę by ugryźć jeszcze jeden kawałek tosta, ale jego natura nie pozwoliła mu dokończyć i zaczął znowu gadać. Tym razem z pełnymi ustami.
    — Mam siedemnaście lat i też urodziłem się w Chicago, ale nie pamiętam dokładnie gdzie. Moja mama była początkującą malarką wiec gnieździliśmy się w jakiejś małej klitce, ale było przytulnie. — Już chciał opowiedzieć jak trafił do obozu, ale przypomniał sobie, że miał pominąć kwestie potworów. — Teraz pewnie wystawia już swoje obrazy w jakiejś galerii, bo były całkiem niezłe. Mi się podobały.
    Uśmiechnął się, ale szybko ukrył uśmiech kubkiem gorącego kakao.

    OdpowiedzUsuń
  10. — Nie widziałem się z nią odkąd trafiłem do Obozu. To nie tak, że nie pozwalają się nam spotykać z naszymi rodzicami ale... Nie chcę ją narażać na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Poza tym pewnie już o mnie zapomniała. Sama mnie zabrała do Obozu. Może robiłem zbyt dużo problemów, czy coś takiego. — Wzruszył ramionami, choć tak naprawdę bardzo za nią tęsknił. Pamiętał dni kiedy źle się czuł, a ona pozwalała mu zostać cały dzień w łóżku i oglądać telewizję na małym ekranie. Kochał ją, dlatego zawsze tłumaczył sobie, że postąpiła słusznie. Austin nie odnalazłby się na tym świecie, nawet gdyby próbował. Jego ADHD i dysleksja, coraz bardziej by mu to utrudniały.
    — Czemu właściwie mieszkasz z ciotką? Nie wolałeś zostać w Nowym Yorku z mamą? — zadał pytanie, ale zanim usłyszał odpowiedź w jego kierunku poleciało kolejne ze strony Beau. Pijąc kakao, o mało co się nie udławił. Spróbował odkaszlnąć, ale jednocześnie próbował być cicho.
    — Hadesa? — Gdyby tylko chłopak wiedział, że to właśnie Pan Śmierci jest jego ojczulkiem... Komizm sytuacji. — Tak, przefarbowałem się. Wszyscy w domku Apolla są blondynami, a ja lubię się wyróżniać. Nie chcę być jak wszyscy. Bawi mnie też, jak tacy jak ty biorą mnie za kogoś ważniejszego. No wiesz, Apollo nie jest jakimś tam super wojownikiem. To lepsze dla lasek. Lepiej uchodzić za syna Aresa, czy nawet Hefajstosa. Nie zabiję bestii, graniem na lirze.
    Spojrzał się w górę, tak jakby jego ojczulek miał słyszeć całą tą rozmowę. Austin jednak wiedział, że bogowie nie zawracają sobie nimi głowy. Mają przecież ważniejsze sprawy do roboty.
    — Wiem, że miałem nie gadać o Obozie, ale czemu właściwie nie chcesz tam pojechać? Podoba Ci się tutaj? Moim zdaniem nie wyglądasz na szczególnie zadowolonego mieszkaniem z wujostwem.

    [Spóźnionego Smacznego jajka! <3]

    OdpowiedzUsuń
  11. Większość herosów nie dożywała swych osiemnastych urodzin, a w szczególności nie dzieci wielkiej trójki. Nie zależało to od ich genów, a od zagrożenia, które czekało ich na każdym kroku. Oni nie są zwierzętami w klatce, które można zamknąć w klatce i nie ma takiej siły, która ich by zatrzymała.
    — Przepraszam, nie wiedziałem — powiedział skruszony Austin i podał chłopakowi swój talerz. Nie potrafił zrozumieć, jakim cudem urządzenie pożera naczynia i oddaje je czyste. Jego matka nie zarabiała wiele więc oni nie mogli pozwolić sobie na drogi sprzęt, a w Obozie takie coś było nie do pomyślenia.
    — Idę, idę — zeskoczył z blatu i ruszył za Beau. zatrzymał go jednak jeszcze zanim weszli do pokoju. — Słuchaj Obóz to nie jest jakaś sekta, gdzie rekrutujemy dzieciaków. Jesteśmy jedna wielką rodziną. Tam każdy jest mile widziany, w przeciwieństwie do innych miejsc gdzie wytykają nas palcami. Wszyscy się wspieramy i sobie pomagamy. Nikt nie jest odmieńcem.
    Zaakcentował ostatnie słowo, bo właśnie tak czuł się zawsze. Nigdzie nie pasował, a dzieciaki nie chciały się z nim bawić. Wdawał się bójki, a matka zawsze robiła minę do złej gry. W Obozie nie był ulubieńcem tłumów, ale czuł, że trafił tam gdzie powinien. Nie było jednak sensu namawiać chłopaka jeśli nie chciał z nim tam iść. Ściągnięty tam siłą, nie ma prawa być szczęśliwy.
    — Nie będę cię zmuszał, ale przemyśl to przez noc, okej? — uśmiechnął się lekko i położył dłoń na jego ramieniu. — Potrzebujemy cię. Ja cię potrzebuję.
    Miał oczywiście na myśli swoją przepowiednię, ale to nie było istotne. Tak naprawdę potrzebował przyjaciela. We dwójkę przeciwko całemu światu. Brzmi świetnie, ale czy Beau w to wejdzie? Przecież nie mają nic do stracenia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwszym co zobaczył Austin po otworzeniu oczu była twarz Beau, w dodatku niebezpiecznie blisko jego.
    — Cholera! — To słowo od razu cisnęło mu sie na usta, — Daj się przynajmniej człowiekowi obudzić.
    Austin powiedział to półżartem, półserio. Nie należał do rannych ptaszków, a już zdecydowanie nie lubił, gdy ktoś go budził. Może chłopak zrobił to nieświadomie, ale przypatrując się komuś, możliwe ze jakimś sposobem dajemy mu znak do pobudki.
    — Przepraszam — mruknął, widząc odrobinę smutniejszy wyraz jego twarzy. — Achilles?
    W tym samym momencie, był tego pewien, że kocur mruknął. Prawdopodobnie chciał przypomnieć Austinowi o swojej obecności. A gdy już to zrobił, doskonale zrozumiał obawy chłopaka.
    — Może iść z nami. Centaury go raczej nie zjedzą, to wegetarianie. — Uśmiechnął się łobuzersko i pogładził futrzaka po głowie. — Większość dzieciaków nie wie kim jest ich "boski" rodzic, gdy przychodzą do Obozu.
    Spojrzał na chłopaka i się zawahał. Znał go zaledwie jeden dzień, ale czuł, że jest mu winien prawdę. Nawet jeśli ma to zepsuć jego plan. Może wyrocznia się myliła i wysłała złego herosa na to zadanie? Wysłali nieudacznika, choć w obozie mają legion wspaniałych. Niech ich piorun Zeusa trzaśnie!
    — Słuchaj Beau... Ja wiem, kto jest twoim ojcem. — Spuścił wzrok, bo nie był w stanie spojrzeń mu prosto w oczy. Czuł się, jakby zrobił coś złego. I tak nie miał pewności, że mu uwierzy. Nie chciał przytłoczyć go natłokiem informacji, ale nie mógł dłużej tego ukrywać. Musiał poznać prawdę. — Wysłali mnie na misję, bym cie odnalazł. Bym odnalazł dziecko Hadesa.

    OdpowiedzUsuń