Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

1 sierpnia 2017

[KP] Light me like a fire, I am your beacon


Sólveig, córka Birgira i Astrid
Gdy tylko stopnieją śniegi, rodzice zamierzają ją wyswatać. Sólveig chyba cieszy ta perspektywa; mimo że jej posag nie będzie najbogatszy, to raczej nie spodziewa się problemów ze znalezieniem męża - jest pracowitą, zdrową dziewczyną, poza tym jeszcze na jesieni syn kowala wręczył jej ukradkiem własnoręcznie zrobioną fibulę. To sympatyczny chłopiec, zdecydowanie jedna z lepszych partii we wsi, no i Sólveig wie że mu się podoba. Ale wie też że, jak wszyscy, on cokolwiek się jej boi. Bo czasami oczy dziewczyny stają się lodowate jak jezioro w zimie i odległe. Bo gdy była mała ludzie gadali, że podrzuciły ją trolle. Bo gdy z rozgadanego, żywiołowego dziecka nagle zmieniła się w milczącą, chmurną dziewczynę niektórzy zaczęli mówić, że oszaleje i stanie się taka jak leśna wiedźma. Albo że pewnego dnia też zapadnie na tajemniczą chorobę jak jej brat. Jeśli to nie ona sama rzuciła na niego zaklęcie. Bo przecież wielu widziało, jak latem dziewczyna znika w lesie, pewnie uczy się od wiedźmy i rozmawia z trollami. Ale to tylko gadanie starych bab. Z Sólveig wszystko jest w porządku. Prawda?

6 komentarzy:

  1. Od zostania pozbawiony mocy bogiem zesłanym na ziemię w towarzystwie głupiego osiłka, którego kocha cały świat, a wszystkie panienki piszczą na widok jego jasnych włosów Loki wolałby już śmierć bądź najgorsze tortury jakie mógł zaoferować mu Jotunheim. Ale stary uparł się, że nim w ogóle odda władzę swoim synom... A ściślej mówiąc Thorowi chce by ci przemierzyli ziemię jako zwykli śmiertelnicy by mogli ich bardziej zrozumieć.
    Loki uważał, ze te wszystkie sprawdziany są po prostu głupie. Wszyscy wiedzieli, że wpatrzony w siebie Thor nie nadaje się kompletnie do władania Asgardem, a już na pewno wszystkimi światami. To on zasługiwał na koronę i tytuł. To on potrafił podejmować szybko decyzję i przechytrzać najmądrzejszych. Dlaczego więc znów miał być tym gorszym? A no tak... Jestem adoptowany.
    Pobyt na ziemi okropnie mu się nudził. Włóczyli się po lasach, rozmawiali z jakimiś pustelnikami, a kiedy już trafili do miasta, gdzie miał ochotę poznać trochę ludzkich form rozkoszy Thor narozrabiał, wdał się w bójkę i zostali wyrzuceni. Loki tak się wściekł, że nawet doszło między nimi do awantury i poszarpali się. A potem szli przez polany i jeziora w samym środku szalejącej burzy i natrafili na to małe gospodarstwo. Domek stał na środku pola, obok znajdowała się stara gospoda, która mogła zawalić się w każdej chwili. Do budy na łańcuchu przywiązano psa, który kulił się teraz w jej środku cały mokry.
    -Przeczekamy burzę w tym domostwie.
    -Jak zwykle Thor masz genialne pomysły. -Przekręcił teatralnie oczami.
    I tak oto wylądowali w jadalni u starszego małżeństwa poczęstowani miską ciepłej zupy. Thor oczywiście poprosił o dokładkę, ale jemu nie smakowało. Nie przepadał za wiejskim jedzeniem. W ogóle nie przepadał za wiochami. Tu nie było co robić. Małżeństwo wydało mu się miłymi i pomocnymi ludźmi, ale słabymi. Wtedy do pomieszczenia weszła dwójka ich dzieci. Chorowity, chudy chłopiec w wieku może dwunastu lat, który był blady jak ściana i ta dziewczyna... dojrzała o zaskakującym spojrzeniu.

    [Jeszcze nie ustaliłyśmy czy po prostu przedstawią się jako Thor i Loki? Czy może wymyślą jakieś imiona skoro ludzie w nich wierzą :P?]

    OdpowiedzUsuń
  2. Loki spojrzał wpierw na dziewczynę, a potem wzrok przesunął na chłopca. Był tak blady, że gdyby mógł zrobiłby się wręcz przezroczysty jak duch. Od razu rozpoznał, że coś jest nie tak. Śmiertelnicy kiedy tak wyglądają, a do tego mają takie podkrążone oczy i są tak okropnie chudzi zazwyczaj chorują na jakaś śmiertelną chorobę. Jak dobrze, że jestem nieśmiertelny, pomyślał Loki.
    -Jestem Tobias a to mój brat Loren. -Thor sięgnął po kufel. -Dziękuję ci dobra dziewczyno. Jesteśmy bardzo spragnieni po długiej i wyczerpującej podróży.
    Ty jesteś bracie, ja jestem znudzony.
    -Ja jestem Gustav. Moja żona Ora. -Usiadł na przeciwko Thora. Najwidoczniej to on wyglądał tutaj na godnego zaufania. Loki jak zwykle spadł na drugi plan do czego zdążył się już przyzwyczaić. Co nie oznaczało, że zaakceptował to. Thor zaczął przechwalać się jakie to mieli przygody, że są młodzi i rządni przygód. Loki dodał tylko, że są bogaci, nie mógł się powstrzymać. Czasami specjalnie podsuwał jakieś informacje śmiertelnikom by zobaczyć jak będą ich traktować.
    Na wieść o ogromnym bogactwie jakie zostawili by przeżyć przygodę i trochę popracować jak normalni ludzie oczy Gustava zabłyszczały. Loki był pewny, że chyba spojrzał na swoją córkę. No a potem tak po prostu im zaproponował:
    -Mamy lato. Mamy duże pola, trzeba kosić, siać i orać. Mamy zrujnowane gospodarstwo. Ale mamy też trochę zaoszczędzonych pieniędzy. Zapłacimy, damy wam dach nad głową i jadło w zamian za pomoc. Moja żona i ja jesteśmy już starzy. Nie mam tyle sił co kiedyś. Mój syn jest chory, a córka musi nauczyć się zajmować domem. Przydadzą nam się dodatkowe pary rąk.
    -Zrobimy to w zamian za schronienie i jadło. Nie potrzebujemy pieniędzy.
    Mów za siebie idioto z zaczarowanym młotkiem.
    Na te wieści małżeństwo spojrzało na siebie i uśmiechnęło się.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Faktycznie przegapiłam to :P ale to luźny wątek raczej z Marvela niż mitologii więc nie ma się o co czepiać :D bo jeśli chodzi o mitologie to ja się kompletnie na tym nie znam xD ]

    Thor mógł sobie ich owijać wokół paluszka. Lokiemu najmniej zależało na tym czy rodzina go polubi. Jedyne o czym marzył to skończyć ten chory pobyt na ziemi. Nie lubił być pozbawiony mocy. Bez niej czuł się nie swojo zupełnie jak śmiertelnik, a więc Odynowi udał się plan.
    Loki przy pierwszej okazji postanowił odzyskać moc o ile w ogóle jest to możliwe i uwolnić się od swojego przygłupawego brata, a właściwe przyrodniego brata.
    Thor właśnie zapewniał kobietę, że dziewczyna wcale nie zachowała się niegrzeczni i że jemu nie przeszkadza by po prostu zajęła się domowymi pracami, które w końcu są jej obowiązkiem. Loki znowu przeręcił oczami, a gdyby mógł zwyczajnie by go zaczął przedrzeźniać. Spędzili ze sobą już zbyt wiele czasu i miał go po prostu już serdecznie dość.
    -Na co jest chory wasz syn? -Wypalił niespodziewanie. Thor szturchnął go ramieniem jakby chciał ukarać za niegrzeczne pytanie, ale on się tym wcale nie przejmował.
    Małżeństwo spojrzało po sobie niepewne. Przemówiła kobieta:
    -Geir ma białaczkę. -Opuściła głowę, a mąż objął ją ramieniem jakby chciał ją pocieszyć. -To zaczęło się rok temu, ale choroba strasznie postępuje.
    -Nie ma na to lekarstwa? -Spytał Thor.
    -To chyba oczywiste. -Loki przeszył go swoim spojrzeniem.
    -Wybaczcie jesteśmy już zmęczeni. Czy moglibyśmy udać się na spoczynek?
    Kobieta skinęła głową. Po czym poleciła córce i synowi by zaprowadzili gości do ich izb. Geir zadowolony złapał Thora za rękę i zaczął ciągnąć go po schodach do góry. No tak chłopiec nie dożyje nawet przyszłego lata, a marzy mu się zobaczyć siebie jako dorosłego mężczyznę.
    -Sólveig bądź tak miła i zaprowadź Lorena do jego izby. -Ojciec uśmiechnął się do córki

    OdpowiedzUsuń
  4. Loki zawsze należał do jednych z najbardziej spostrzegawczych bogów w Asgardzie. Potrafił zauważyć wszysto. To jak któryś podrzuca kochankowi swojej żony robaki do jadła, albo jak kobieta spogląda na mężczyznę i marzy tylko o tym by ją dotykał. Ciężko przed nim było ukryć zamiary i zachowania. Teraz kiedy przeszyła go swoim chłodnym wzorkiem od razu zrouzmiał, że nie cieszy się z powodu gości. Jakiś powód musiał być? Zaczął zastanawiać się dlaczego jej rodzice są tak miłymi i uprzejmymi ludzmi, którzy tak szybko ofiarowali im dach nad głową, a ona jest tak zimna i inna...
    No właśnie inna zupełnie tak jak on w Asgardzie. Zawsze się wyróżniał. Kiedy wszyscy bawili się z powodu urodzinowej biesiady Odyna on wolał przesiadywać sam w cichym i oddalonym miejscu, albo udawać się do innego świata by zwyczajnie nie uczestniczyć w tym wszystkim. Chociaż dziewczyna była śmiertelniczką zobaczył w niej wiele wspólnego...
    Poszedł za nią bacznie obserwując jej każdy ruch. Było w niej coś co wyróżniało od przeciętnego ziemianina i Loki od razu to zauważył. Jeśli faktycznie Thor się uprze będą musieli spędzić tutaj całe lato, a dla Lokiego prace w polu i remontowanie rozwalającej się stodoły były zwyczajnie nudne.
    -Dlaczego? -Spytał kiedy zatrzymała się przed drzwiami by je otworzyć. -Dlaczego tak nas nienawidzisz? -Tym razem to on przeszył ją swoim wzrokiem. Wzrokiem, który chociaż był pozbawiony mocy mógł przerazić nie jednego osiłka. Wzrokiem boga kłamstwa i podstępu. -Mój brat chce tu zostać i tak też pewnie się stanie więc będziemy na siebie skazani. Ile masz lat dziewczyno?

    OdpowiedzUsuń
  5. -Daj mi to. -Podszedł do niej zabierając rzeczy i rzucając do skrzyni do, której prawdopodobnie chciała je schować. Była inna niż wszystkie śmiertelniczki jakie do tej pory spotkali, a przede wszystkim nie zachwycała się Thorem zwłaszcza, że była panną do wydania bo w tym wieku w tych czasach powinna mieć już męża. Loki rozumiał dlaczego tak było. To ona trzymała to gospodarstwo w kupie. Jeśli odejdzie wszystko się posypie. Matka jest za stara na niektóre rzeczy... nawet na takie jak urodzenie sobie kolejnych dzieci. Ojciec też nie ma już tyle sił ile dorosły mężczyzna. Pewnie jest przepracowany.
    -Twój brat umrze. -Powiedział bezpośrednio. -Ale to już wiesz. Tak jak twój ojciec. Dlatego chce zapewnić sobie dodatkową parę rąk do pomocy.Lecz twoja matka... -Zabrał od niej świecznik i postawił obok łóżka. Przejechał dłonią po ogniu, ale nic nie poczuł. Mógł zabrać mu moc lecz nie nieśmiertelność, a w to wchodziło też niewrażliwość na niektóre rzeczy takie jak choćby oparzenie od zwykłego ognia ze świecy. -Nie chce tego dopuścić do swojej myśli. Dlatego twój ojciec nie pomoże mu w śmierci... A zrobiłby to. Widzę to w jego oczach. A ty? -Obrócił się w jej stronę spoglądając swoimi tajemniczymi oczami w jej tęczówki. -Mogłabyś skrócić mu cierpienie?

    OdpowiedzUsuń
  6. [O rany a ja widziałam, że masz urlop i nawet nie zaglądałam do Lokiego czy jest odpis xD Mam nadzieję, że wybaczysz hehe. ]

    Loki nie przestraszył się. Będąc bogiem nie musisz bać się latających rzeczy. Dobrze wiedział, że na ziemi nie ma dusz w które wierzyły ubogie ludy więc i teraz żaden duch nie płatał im figli. On nie miał swojej mocy.Więc co rzuciło przedmiotem z taką siłą akurat wtedy kiedy dziewczyna zaczynała się denerwować?
    Odyn wspominał, że na ziemi jest wiele uzdolnionych ludzi, którzy posiadają tak zwane super moce, ale muszą się ukrywać z racji obecnych czasów. A jeśli ta dziewczyna posiadała jakaś moc, która w jakikolwiek sposób mogłaby pomóc mu zwrócić jego... Musiał tego dokonać za wszelką cenę. Tylko w taki sposób będzie mógł pokonać Thora.
    -Czekaj. -Złapał ją za ramię. Delikatnie nie mocno by nie przestraszyła się. Mógł jej teraz powiedzieć kim jest, ale nie był pewny jej reakcji i tego czy nie weźmie go za wariata. Musiał jeszcze z tym poczekać. -To ty to zrobiłaś prawda? -Spojrzał w jej oczy pełne tajemnic. Wiedział, że coś ukrywa. On był bogiem kłamstwa i podstępu. Przed nim nie mogła tego ukryć.
    -Jesteś jedną z tych prawda? -Uniósł brwi do góry czekając na odpowiedź. -Oczywiście, że jesteś, ale ukrywasz to przed rodziną bo wyrzucili by cię z domu i nazwali czarownicą.
    -Czy wszystko w porządku? -Ojciec odezwał się zza drzwi.
    -Powiedz mu, że nic się nie stało. -Przeszył ją wzorkiem.

    OdpowiedzUsuń