Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

4 sierpnia 2000

I’ll find a four leaf clover where you never saw a flower



Lucien Desrosiers
Gdy skończył dziesięć lat, rodzice pozwolili mu siadać przy stole dla dorosłych na rodzinnych spotkaniach i zaczęli podsuwać mu pod nos szklanki pełne rozcieńczonego wodą wina swojej własnej produkcji. Latem ojciec wsadzał go na przyczepę traktora i pozwalał biegać po rozciągających się aż za horyzont polach winogron oraz zbierać dojrzałe owoce i jeść je dopóki nie zrobiło mu się niedobrze i nie wrócił do domu cały klejący i fioletowy od ich soku.
Jego życie nigdy nie było trudne. Od dawna wie, co chce robić w przyszłości – to samo, co tata. Gdy pierwszy raz wziął udział w zbiorach, nawet nie musiał się schylać, aby obciąć kiść winogron z krzaka. Teraz już trochę urósł, ale wciąż pracuje. Pracuje, ponieważ chce, ponieważ potrafi i bawią go poważne, wykończone miny niektórych pracowników ojca, którzy ciągle narzekają na gorąco. On uwielbia gorąco. Uwielbia oddychać ciężkim, lepkim powietrzem, w którym latem zawsze unosi się nuta słodyczy dojrzewających winogron oraz gruszek, pod którymi to uginają się gałęzie drzew. Uwielbia protest obolałych mięśni po dniu ciężkiej pracy.

2 komentarze:

  1. Siostra rzuciła mu wielki, górski plecak i kazała się pakować, ponieważ ona wspaniałomyślnie, razem ze wspólnymi znajomymi, zamierza go wyrwać z tej dusznej nory - w sumie trudno się sprzeczać, Kluż-Napoka było duszne, może trochę przypominało norę, ale za to jaką dużą! Chyba, że siostrze chodziło o jego pokój, wtedy Vasile mógł się zgodzić, to była duszna nora - i zafundować mu przygodę życia. No i przecież zawsze miał słabość do francuskiego gotyku i chciał zobaczyć te katedry duże i większe, no a potem to w ogóle może do niej dołączyć w Barcelonie, wie, że on już był w Barcelonie, ale to jest takie miasto że ojej! No i efekt był taki, że kilka dni później, z siostrą i jej znajomymi jeszcze z liceum wylądował we francuskiej winnicy. Wielka przygoda była pomocą przy winobraniu, żeby ufundować dalszą, ciekawszą cześć wycieczki.
    Znaczy, on nie narzekał. Ba, cieszył się niemożliwie. Brakowało mu wyjazdów na wieś, odkąd ojciec pokłócił się z resztą rodziny. Co prawda na transylwańskiej wsi zajmował się wypasaniem łagodnych, powolnych krów babci i czasami pilnowaniem wespół ze starym psem stada kóz, które zakupiła ciotka. To miał być początek gospodarstwa agroturystycznego, ale nie miał pojęcia, jak się ta sprawa potoczyła. Nie miał kontaktu z rodziną ojca od sześciu lat.
    Więc tak, doświadczenia w winobraniu per se nie miał - winnice widywał tylko zza okien najpierw pociągu, potem samochodu. Ale ogólnie przyzwyczajony był do pracy fizycznej, zwłaszcza tak monotonnej i zrytmizowanej jak zbieranie winogron. To było miłe, zatracić się w powtarzalnej czynności, która w pewnym momencie staje się tak naturalna, jakby robiło się to od urodzenia. Uczucie zmęczenia, ból pleców - to wszystko witał może nie z radością, ale pogodnie, jak starych znajomych. Pogoda co prawda była inna niż w Transylwanii - tutaj słońce prażyło bezlitośnie, a w rodzinnych stronach, mimo podobnych temperatur, mógł liczyć na lekki wiaterek lub też cienie gór, padające na wieś już wczesnym wieczorem.
    Chociaż, chyba trochę wypadł z wprawy, jeśli szło o wytężony wysiłek - ostatnie pół godziny było mordęgą. Siostra, młodsza o trzy lata, i co najważniejsze, niższa od Vasila, dogryzała mu, że jest już za stary na takie rzeczy gdy raz na moment oderwał się od zrywania winogron, by nieco porozciągać kręgosłup.
    Przy kolacji raczej starał się trzymać swojego grona znajomych. Nie czuł się jeszcze zbyt pewnie, i mimo tego, że jego francuski był nie najgorszy - było nie było, też język romański, jednakże jakby ostrzejszy i bardziej porywczy - to natura wycofanego flegmatyka dawała o sobie znać. Ale zapewne pod koniec winobrania będzie się przyjaźnił absolutnie ze wszystkimi. Albo gorsza opcja, wszystkich znienawidzi, musząc przebywać z nimi dwadzieścia cztery godziny na dobę. Albo też w żartach będzie mówił, że wszystkich nienawidzi i nie może patrzeć na winogrona. Miał dziwne poczucie humoru.
    Chociaż może zawrze przyjaźnie szybciej, niż myślał, zwłaszcza że na stole pojawiło się więcej wina. W tym momencie właściwie, to na stole było samo wino. Udzieliła mu się radość i ekscytacja innych ludzi, gdzieś zniknęło postanowienie, że zaraz po kolacji idzie spać. Już miał wstać od stołu, by przenieść się na zewnątrz, gdzie wywędrowało już sporo osób, gdy zatrzymało go czyjeś pytanie.
    Syn gospodarza. Szczerze mówiąc, Vasile odnotował jedynie fakt, że chłopak istnieje. Nie miał wyjątkowo podzielnej uwagi i gdy pracował, całkowicie oddawał się tej jednej czynności, a przy kolacji, cóż. Był zbyt głodny, by prowadzić jakąś ciągłą, konkretną rozmowę z osobami siedzącymi obok.
    - Ja? Stąd? - był szczerze zdziwiony. - Jestem z Rumunii. Z Transylwanii - to ostatnie dodał, pchnięty lokalnym patriotyzmem. Bo Transylwania była kompletnie inna niż reszta kraju i każdy, kto Rumunię odwiedził, musiał to przyznać. W Vasilu rzadko uruchamiało się uczucie dumy z pochodzenia, ale tym razem zadziałało. Żeby go brać za Francuza? - Jest tam kilka winnic, ale w żadnej nie pracowałem. Jeszcze.

    [meh, nie potrafię ci dorównać ;__; ]

    OdpowiedzUsuń
  2. [wybacz że tak późno odpis i krótki w dodatku, życie mi się trochę rozjechało]

    - Nie, umarłem. Nie widać? - uśmiechnął się delikatnie, jeden kącik jego ust unosił się nieco wyżej niż drugi. Wszelkie uwagi o wampirach czy samym Draculi były normą, gdy tylko wspomniał skąd jest. Przywykł, czasami go to nawet bawiło. Lepsze to niż ludzie pytający, gdzie dokładnie na mapie jest Rumunia. Albo, jeszcze lepiej, czy to kraj bałkański? To nie było dobre pytanie do zadania, chyba że chciało się spędzić całą noc na tłumaczeniu tego, że Rumunia jest... cóż, szczególna.
    Również zwrócił uwagę na dziewczynę, odpowiedział spojrzeniem na jej spojrzenie. Miał nadzieję, że straci ona przez to nieco animuszu. Nie lubił, gdy ktoś przerywał mu rozmowę, w jakikolwiek sposób. Nawet tak urocza osoba jak siostra Luciena.
    Skoro o siostrach mowa... Pozbawiony rozmówcy, Vasile wstał od stołu i rozejrzał się, poszukując wzrokiem Livii. Martwił się o nią nieco, tak minimalnie, ot, szorstka troska starszego brata. Bo siostra Vasilea po odpowiedniej ilości alkoholu gotowa była i tańczyć na jednym z wystawionych na pole stołów. Prawda, Livia była pełnoletnia i jej sprawą było, jak bardzo zamierza się upić, ewentualnie upokorzyć i cierpieć dnia następnego, ale Vasile czuł się za nią cokolwiek odpowiedzialny. To on ją zbierał po jej pierwszych nastoletnich libacjach, to on, czasami, dyskretnie i niechętnie, kupował dla niej alkohol na urodziny koleżanki. A jeszcze wcześniej w ich wspólnym życiu, odbierał Livię ze szkoły. Ślęczał z nią nad historią. A teraz jego siostra za rok wybierała się na medycynę.
    W końcu wypatrzył jej krótko ściętą, kręconą czuprynę. Dziewczyna rozmawiała z jakimś chłopakiem, którego nie potrafił skojarzyć, żywo gestykulowała i śmiała się. Cóż, dobrze że się śmieje, a nie wścieka. Livia bardzo lubiła dyskutować, ale robiła to w sposób... gwałtowny, graniczący z awanturą. Miała w sobie całą tę energię i porywczość której Vasileowi kompletnie brakowało.
    Uspokojony, usiadł z powrotem, co jakiś czas tylko zerkając w stronę siostry. Do momentu, aż centralnie przed nim wylądowała butelka wina. A zaraz po niej szklanka pełna wina musującego.
    - Sănătate - odparł odruchowo, unosząc szklankę do ust. Dopiero po pierwszym łyku nadeszło zdziwienie. - Znasz rumuński?

    OdpowiedzUsuń