Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

24 lutego 2011

[KP] Kiedyś chciałem być emerytem a teraz...nic w tej kwestii się nie zmieniło.

Kyle Teague
36 lat || Porucznik policji || od prawie sześciu lat mąż || do czterech ojciec Sary

Oficer policji mieszkający Od paru ładnych lat w Clifton. Przeprowadził się tam z Nowego Jorku, kiedy po długich i żmudnych poszukiwaniach jako młody policjant nie znalazł zabójcy kobiet. Do tej pory nie potrafi sobie darować, że nie udało mu się złapać "Chirurga z NYC". Jednak nie mówi o tym swojej małżonce. Stara się być przykładnym mężem oraz ojcem, czasami zostanie dłużej w pracy, jednak stara się tego uniknąć i chce wyjść ze schematu policjantów-rozwodników, których jest wielu, może nawet zbyt wielu.
Często chodzi w okularach przeciwsłonecznych, ponieważ dosyć często ma przekrwione oczy spowodowane bezsennością. Coraz częściej bierze środki nasenne, w dosyć sporych ilościach, do czego nie przyznaje się znajomym, o tej słabości wie tylko jego żona - Janet.

wątek z Władca Nocy Złodziej Snów

29 komentarzy:

  1. Funkcjonariuszka Anett wprowadziła gościa do budynku, prowadząc go z recepcji w głab, plątaniną korytarzy.
    - Będzie pan pracował w tym budynku. Kartę do drzwi otrzyma pan jutro i sam będzie mógł wchodzic i wychodzić. Dziś to taki wieczorek zapoznawczy…
    Prowadziła gościa wprost do dali konferencyjnej, z której korzystali zwykle funkcjonariusze pracujący w wydziale zabójstw. Ona sama pracowała w tym budynku od lat. Znała każdy kąt i każdego kto tu pracował. W pewnym sensie współczuła porucznikowi Teague. Wiedziała z kim będzie współpracował. Pchnęła drzwi. Pomieszczenie było wąskie ale długie. Jego większość zajmował prostokątny stół oraz kanapa, przy której zebrało się już kilka osób.
    - mamy jeszcze trochę czasu bo jak widzę, nie jesteśmy w komplecie. – zaczęła Anett, prowadząc gościa do grupy detektywów, palących przy uchylonym oknie.
    - I dzięki Bogu. - zaśmiał się jeden z tych, stojących przy oknie. - Jak ja go dzisiaj nie uduszę, to będzie kolejny cud nad Wisłą.
    Reszta zachichotała.
    - Eh... No tak. Bo kawa była za słodka. - pokręciła głową i znów spojrzała na porucznika. - Taka krótka prezentacja. Panowie Brian Lane i Jack Halford, są z FBI. Współpracują z nami bo dostarczyli nowe dowody. Pani Sandra Pullman, Gerry Standingi i Sasha Miller są współpracownikami wydziału i pracownikami laboratorium. Są nam całkowicie niezbędni. Pani Pullman jest naszym najlepszym patologiem.
    Mężczyźni i kobiety po kolei skinali lekko głowy, pokazując o którym właśnie kobieta mówi.
    - A pan Danny Griffin jest nasz własny,z tego wydziału i jak na razie osierocony przez partnera.
    - Przyjdzie zaraz. Poszedł po kawę do McDonalda, bo podobno tej waszej nie da się pić. Choć on ujął to w innych słowach. - zaśmiał się Griffin.
    Cesar wszedł do pokoju, głośno tupiąc. Po części dlatego, ze odbył właśnie nieprzyjemną rozmowę z lekarzem, a po części dlatego by oznajmić wszech i wobec, swoje niezadowolenie.
    - Który geniusz, zamknął tylne drzwi? - mruknął, wchodząc do pokoju. - Musiałem leźć dookoła.
    Podszedł od razu do okna i wyciągnął paczkę fajek. Ignorował chrząknięcie kobiety. Przywitał się z resztą uściskiem dłoni.
    - A gdzie kawa? - rzucił Griffin.
    - Odechciało mi się. Byłem u tej lekarki, wiesz, tej niewyżytej.
    - Doktor... Kennedy. - przypomniała Pullman. Reszta pokiwała głową, widząc o kogo chodzi.
    - I co?
    - Nic. W zeszłym miesiącu u niej byłem to truła coś o sercu i czymś tak. Dała mi dietę i jakieś tabletki. - mruknął mężczyzn, zaciągając się dymem.
    - I co? Lepsze wyniki?
    - Gdzie tam, takie same. Pyta mnie czy stosowałem dietę... Co jej będę kłamał. Mówie wprost, że nie, a ta że jestem niepoważny. To jej powiedziałem, że sama jest niepoważna skoro myśli że będę żarł jakieś zielska i nasionka jakiegoś badziewia. I że w tych kabaretkach wygląda jak wielki baleron.
    Towarzystwo parsknęło śmiechem. Tylko Griffin pozostał w miarę poważny.
    - To nie zmienia faktu, że powinieneś o siebie bardziej dbać.
    - Masz racje, Danny. Kupie sobie nawilżający żel pod prysznic.
    Wcisnął niedopałek do popielniczki i dopiero wtedy spojrzał na kobietę i przyprowadzonego przez nią mężczyznę. Zmarszczył brwi. Poznał go od razu. Ciężko było zapomnieć. Jednak milczał.
    - No tak... - zaczęła funkcjonariuszka Anett. - A to nasza zguba, pan Wick też jest od nas. To zostawiam państwa. Mam jeszcze sporo pracy.
    - Jasne, paznokcie się same nie pomalują. - fuknął Cesar, siadając na kanapie, obok swojego kolegi z wydziału.
    - Skoro jesteśmy wszyscy, to chyba możemy zaczynać. - rozpoczęła Pullman. Podeszła do ustawionego na pulpicie laptopa i uruchomiła rzutnik. Odpaliła pierwsze zdjęcie. Nie potrzebny był komentarz. Wszyscy zebrani doskonale wiedzieli na co patrzą i jaki koszmar się znów przebudził.

    OdpowiedzUsuń
  2. - Narysowany przez dziecko. - odparł Cesar. Chyba wszystkie spojrzenia przeniosły się na niego. Mężczyzna wcisnął w popielniczkę niedopałek. Odsunął jedno z krzeseł i usiadł na nim okrakiem, opierając ramiona i brodę o oparcie.
    - Jakieś dwa tygodnie przed zabójstwem w jednej ze szkół podstawowoych doszło do incydentu. Jakiś obcy mężczyzna rozmawiał z jedną z uczennic. Proponował jej słodycze jeśli z nim pójdzie. Nauczycielka dostrzegła sytuację i zareagowała poprawnie. Twierdziła, że widziała kilkukrotnie tego człowieka kiedy czytał książkę siedząc na ławce, naprzeciw przyszkolnego placu zabaw. Uznała, że jest niegroźny bo nie przyglądał się dziecom tylko czytał... Mamy jego rysopis.
    - Pedofil? - spytał Halford, częstując się donatami z obszernego kartonu. Nie można było mysleć z pustym żołądkiem.
    - Chyba... Nie prowadziliśmy sprawy. To rewir czwartego posterunku. Rozesłałem zapytania do wszystkich posterunków odnośnie incydentów związanych z dziećmi i szkołami i przedszkolami. W chuja tego przysłali i wertowałem to pół nocy. Ale do brzegu... Nauczucielka odgoniła faceta i wezwała policje. Paru chłopaków przeszło się po okolicy z rysopisem w łapkach ale nikt faceta nie poznał. Musiał być z innej części miasta albo na codzień wyglądał inaczej. Trafił na listę możliwych pedofili i takie tam...
    - A co to ma do rysunku? - spytała Pullman, znajdzując już konkretne zdjęcie przedstawiające obrazek i wyświetliła je na ścienie.
    - Po tej akcji, pierdolone lenie z działu przestępstw seksualnych, wysłały do placówki kilka mondrali by zrobili prelekcje o pedofilii. I wtedy dzieciaki rysowały odznaki. Mieli je potem wyciąć i nosić przy sobie by pamiętać te ich zasady by nie gadać z obcymi i nosić majtki
    - Jesteś ostatnio strasznie wulgarny. - burknęła Sasha Miller, robiąc obrażoną minę matki, karcącej swoje dziecko.
    - Ostatnio? - sarknął.
    - Dowiedziałeś się czyj to rysunek? - przerwał Danny. Wiedział dobrze, że kiedy jego partner zaczyna sarkastycznie powtarzać po kimś słowa to zapowada się ostra kłótnia którą i tak Cesar wygra.
    - Wyglądam na debila? Oczywiście, ze się dowiedziałem. Ja nie siedze na dupie przy biurku i nie wpierdalam pączków.
    - Więc czyj to rysunek? - drązył dalej Danny. Cesarowi trzeba zadawać proste pytania, bo za każdym razem kiedy pozwalało mu się na dłuższą wypowiedz, obrażał kogoś albo wszystkich od razu by się nie rozdrabniać.
    - Stworzyła go własnoręcznie Emilia Borrowby. Siedmioletnia uczennica tej właśnie placówki. Ta sama, która była niedoszła ofiarą pedofila.
    - Cała kartka jest dokładnie wytarta. Nie ma na niej nawet pyłka kurzu. - podsumowała Pullman, otwierając teczkę z aktami i szukając odpowiednich danych.
    - Emilia twierdzi, że podarowała swój rysunek pewnemu panu, który był smutny. I to koniec znanej drogi rysunku.
    - I dlaczego nie przekazałeś tych informacji wcześniej? - warknął Lane, drugi z agentów FBI.
    - Boooo... z dziewczynką rozmawiałem dziś rano? A potem byłem i tej niewyżytej lekarki, która szuka dawcy nasienia?
    - To cholernie ważna wiadomość! - warknął Lane, podnosząc się z miejsca.
    - Chuja tam ważna. A ty się tak nie spinaj bo ci pęknie żyłka. Mała i tak więcej nie powie. Czekam na nagrania z monitoringu z miejsca i czasu kiedy ponoć przekazała smutnemu jebańcowi obrazek. Do tego czasu możemy się nawpierdalać pączków bo czasu się nie przyspieszy. Lepiej się teraz czujesz?

    OdpowiedzUsuń
  3. Cesar wyciągnął z kieszeni czarny policyjny notes i zaczał go kartkować. Znalazł to czego szukał i przeczytał.
    - Z opisu nauczycielki wynika, ze ten niby pedofil to biały mężczyzna, w wieku około 60-70 lat, niski, szczupły i garbaty. Albo jest superhero albo przez cały czas chodzi zgarniony na wciągniętym brzuchu.
    - Uważasz, że ludzie w pewnym wieku nie mają już sił?
    - Nie gadamy o ilpotencji, tylko o dźwiganiu ciała. Poza tym mamy dowody że w kilku przypadkach, ofiary z własnej wolu wsiadły z zabójcą do auta. Są świadkowie. - przypomniał Cesar.
    - I co z tego? - spytała Pullman.
    - Jak to co? Wsiadłabyś do samochodu z obleśnym starym dziadem?
    - No nie...
    - No właśnie.
    - Ale to też nie siadczy o tym, że poszukiwany jest top modelem.
    - Jasne że nie. Świadczy tylko o tym, że wzbudza zaufanie. Niewiele jest osób, które wzbudzają zaufanie chociaż się ich nie zna. Cięzko byłoby wsiąść z kimś obcym do samochodu to po prostu. - mruknął Cesar. Nie raz zastanawiał sie nad tym wszystkim. Sprawa Chirurga była pierwszą w jego karierze i omal tej kariery nie zakończyła. Facet się rozpłynął po ostatniej zbrodni. Po prostu zniknął. A teraz znów terroryzuje miasto. Człowiek, który się dopuścił najnowszej zbrodni albo był tym samym człowiekiem albo znał zawartość policyjnych akt. Na ciele były znaki i pewne cechy, o których nie wiedział nikt poza prowadzącymi śledztwo. Nie ujawniali tych informacji do prasy. Chyba że woeidział się tego od prawdziwego zabójcy. Jak mistrz i uczeń.
    - spróbujemy się zaczepić o nagrania z monitoringu i sprawę rysunku. A potem... będziemy szukać innych tropów. - postanowił Cesar, a reszta wydawała się z tym zgadzać.

    OdpowiedzUsuń
  4. - Właściwie myślałem o tym. - mruknął Cesar, gdy nastała chwila ciszy. - Znalazłem... pewną osobę...
    - Że co?! - spytał Danny, odwracając sie przodem do partnera. - Jaką osobę?
    - To było dawno. Kiedy Chirurg dopiero zaczynał. Obaj z Kylem byliśmy dzieciakami. Dali nam to śledztwo bo sami bali się umoczyć. Wiedzieli, ze żółtodzioby mają niewiele do stracenia. Dla mnie... kogoś kto miał głowę wciąż napchaną książkowymi teoriami i pewnym doświadczeniem, jakie miałem z wojska, spraa wydawała się... dziwna. Dziwnie przegrana.
    Zaciągnął się papierosowym dymem. Sięgnął tez po pączka. Lubił to robić. Przerwywał w najciekawszym momencie, a potem delektował się tą niecierpliwością malującą się na twarzyach słuchaczy.
    - Chirurg był zawsze krok przed nami. Wtedy działał w jednej dzielnicy więc zakładaliśmy, ze pochodzi z tej dzielnicy. Sprawdzaliśmy kto w czasie zabójstw był w domu, kto wychodził, kto nie ma alibi. Jesli byli mężczyźni, którzy nie mieli alibi na conajmniej dwie zbrodnie, braliśmy ich pod lupę. Wśród tych osób był... Thomas Keppe.
    - Przecież... on pracował w kostnicy. - przyomniała Pullman, znając bardzo dobrze to nazwisko.
    - Pracował. Trzymał w jednej z lodówek zwłoki takieg chłopca. Był po sekcji a potem wiadomo, wnętrzności się wrzuca jak leci i zaszywa. On wyciągnął wszystkie flaki, wsadził gąbkę i zszył. Nadał jego ciału znów żywe kształty. Na ogoloną po sekcji głowę, nałożył perukę i zaczął go nawet malować by wyglądał żywo.
    - Pierwsze słyszę. - mruknął Griffin. Obaj agęci FBI równiez pokiwali głowami.
    - W obrzydliwe jest... - mruknął Lane.
    - No jest. Ale facet dbał o tego dzieciaka jak o jakiś swój skarb. Bo zwłoki nikt się nie zgłosił. Podejrzewaliśmy że chłopak uciekł z domu, przyjechał do miasta, szukając szczęścia i... ktoś go dopadł, okradł i zabił. Ameryka to duży kraj. A on wciąz pozostaje NN.
    - Dlaczego mówisz to teraz? - spytała Pullman, zajmując miejsce za stołem.
    - Bo to nie miało nic wspólnego ze sprawą. Każdy ma swoje dziwactwa. To że on wyciąga sobie chłopaczka w peruce z lodówki, maluje go i do niego gada jak robi sekcje, to nic... nadzwyczajnego. Widziałem gorsze rzeczy. Mnie chodzi o to, ze kiedy Keppe się zwolnił z pracy... Zabrał tego NNa. Nie wiem czy to ma cokolwiek wspólnego z tą sprawą. On pracował dla nas, ale był jednym z podejrzanych. A skoro chcemy też szkać wśród naszych...
    Zjadł pączka i dopalił papierosa. Sprawa Chirurga nie dawała mu spokoju przez lata. Podejrzewał, ze właśnie dlatego stracił swój mały skarb. Swoją małą księżniczkę a teraz wszyscy patrzyli na niego ze współczuciem, kiedy zaczynał się denerwować albo gdy sprawa którą miał prowadzić, miała coś wspólnego z dziećmi.
    - To co robimy? Trzeba ustalić plan... - postanowił w końcu Danny.
    - Racja. - przyznał jeden z agentów.
    - Czekamy na zdjęcia z monitoringu. - postanowiła Pullman. - A potem... jesli to nie da wyników, wrócimy do sprawy i sprawdzimy wszystko od początku.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Przedstawiłem wam swoją teorię już wcześniej. Co prawda nie było wtedy Kylea, ale teraz ją mniej więcej powtórzyłem. Mamy do czynienia z człowiekiem inteligentnym, wiedzącym jak na prawdę działa policja. Pewnych szczegółów nie można poznać jeżeli nie zna się kogoś kto się tym zajmuje albo jeżeli w ogóle się tym zajmuje.
    Od długiego już czasu był uznawany za dziwaka. Nie przeszkadzało mu to. Miał szacunek kolegów i koleżanek, mimo że wszystkich denerwował swoją osobowością. Miał intuicję i pewne zdolności, które pozwalały mu na wykonywanie zadań.
    Zapadła chwila ciszy po słowach Dannego. Cesar dobrze wiedział, że jego partner jest zły przez całą tę sytuację. Miał małe dziecko, z którym chciał spędzać jak najwięcej czasu.
    - No dobra przyjemniczaki. - postanowił w końcu Cesar, wstając. - Czekamy na zdjęcia z monioringu. Do tego czasu, możecie robić co chcecie. Ja sobie porwę naszego gościa na romantyczną randkę, połączoną z oglądaniem zdjęć nagich zwłok. Widzimy się tu jutro, o tej samej porze. Pasuje?
    Nawet nie czekał na odpowiedź. Po prostu wyszedł. Udał się do swojego pokoju. Dzielił go z Dannym a teraz pewnie i z Kylem.
    Jak się spodziewał po chwili drzwi się otworzyły i wkroczyli dwaj mężczyźni jego życia. Podniósł spojrzenie.
    - No dobra... Leć do Prosiątka Danny. Nie musisz mnie niańczyć.
    - Ja się martwie o Kylea nie o ciebie. Tobie już nic nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Nie masz pojęcia Kylea, w coś się wpakował... - westchnął Danny. Ale wyszedł. Chciał spędzać więcej czasu w domu. Z jednej strony był bardzo wdzięczny Cesarowi, który brał za niego nadgodziny i wyręczał go w wielu sprawach, tylko po to by mógł wcześniej wrócić do domu, do syna. Chyba właśnie dlatego wybrał Cesara na ojca chrzestnego Anthonego. Znał swojego partnera już kilka lat. Wiedział, że za grubym murem, który zbudował wokół siebie, tli się głęboko ukryte uczucie i empatia.
    - Chyba nikt nie przypuszczał. Sam miałem nadzieję, ze facet zdechł gdzieś pod drzewem w męczarniach a jego ścierwo rozniosły kraby.
    Wyciągnął z szafki napoczętą butelkę whisky i dwie szklanki. Byli już po służbie, chociaż Cesar wychodził z założenia, że w każdej chwili swojego życia jest na służbie. Wolał trochę bursztynowego alkoholu do szklaneczek.
    - Żona? - spytał, unosząc brew i jeden z kącików ust w dość sarkastycznym uśmiechu. - Widziałem obrączkę. A jednak miałem nadzieję, że wrócimy do naszych wspólnych pijackich drzemkach na kanapie, takich bardzo romantycznych. - zachichotał, upijając łyk. On sam raczej nie wpracał do przeszłości. Nie lubił wspominać. Ale dobrze pamiętał jak czasem wypili razem na nierozłożonej kanapie, kiedy impreza okazała się zbyt obfita w alkohol.
    - Co u mnie może słychać? Nie wiele w ostatnim czasie. Było dobrze, potem źle, potem znów dobrze a teraz jestem tutaj i własciwie... pasuje mi to gdzie jestem. - upił kolejny łyk. - Miałem dużego pecha w życiu. Ale to już przeszłość. Odległa i nieważna. A co u ciebie? Poza żoneczką? Dzieci, dom z ogródkiem i białym płotkiem? Pis jest?

    OdpowiedzUsuń
  7. - Mnie to akurat picie w niczym nie przeszkadza. - wzruszył ramionami. Podejrzewał, że będą się musieli zaraz ulotnić z budynku, bo zaraz znów ktoś znajdzie mu coś do roboty, a teraz na prawdę nie miał na to ochoty.
    - Miałem. - wzruszył ramionami. - Ale chyba nie nadaję się do związków. Na początku było dobrze. Chciała mnie uczłowieczyć i chyba jej się udało. A potem... wszystko jebło i nie mogliśmy nawet na siebie patrzeć. Tak jest lepiej. Dbam o mojego chrzesniaka, wysyłając Dannego do domu przy każdej powazniejszej akcji.
    Dopił whisky.
    - Chyba spodziewałem się po tobie czegoś innego. Chociaż z drugiej strony... zawsze chciałeś być normalny.
    Schował obie szklanki z powrotem do szafki i zamknął ją na klucz.
    - Niektórzy mają tylko sobie zrozumiałe powody by zachowywać się tak a nie inaczej. Czytałem wiele portretów psychologicznych Chirurga. W niemal wszystkich była wzmanka o tym, że stracił kobietę i dziecko, albo w wyniku śmierci albo go opuściła dla kogoś innego. Dawniej tego nie rozumiałem... Teraz aż za dobrze.
    Zgarnął kurtkę z wieszaka i włożył się. Sprawdził czy broń, którą zwykle nosił na szelkach odpowiednio leży.
    - Chodź, pogadamy o tym przy drinku. U mnie czy w barze?
    Wyszli z komisariatu. Cesar zapalił papierosa i zaciągnął się mocno dymem.

    [Nie wiem czy to ustalaliśmy, ale czy tworzymy między nimi jakąś bliższą relację? W sensie romansu na przykład?]

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Mogą nawet być dla siebie pewnego rodzaju partnerami ale tylko od seksu. Ale to się pewnie wykluje w trakcie XD ]

    - Dopóki go nie złapiemy, nie dowiemy się tego. - odparł Cesar. Wiele nieprzespanych nocy spędził na rozmyślaniach o tym, kto był jego dawnym koszmarem, wracającym teraz do życia.
    Wsiedli do służbowego auta Cesara. Danny jeździł zwykle do domu swoim, zostawiając to służbowe Cesarowi, który zawsze był dostępny, gotów przyjechać na miejsce zbrodni nawet w srodku nocy. Dodge Charger, który obecnie był na wyposażeniu był na prawdę dobrym autem.
    - Tylko byś nie nawykł do upijania się ze mną. U mnie alkohol jest na porządku dziennym.
    Cesar odmeldował się przez radio. Mieszkał niedaleko. Po śmierci babci, która go wychowywała właściwie, odziedziczył po niej nieduży majątek i mieszkanie. Wszystko sprzedał i kupił swoje własne mieszkanie, które wypatrzył dawno temu, kiedy jeszcze był na studiach. Nie chciał mieszkać w starym mieszkaniu babci. Zbyt wiele wspomnień i bólu tam pozostawił.
    Jego lokum było nowoczesne i przyjemne. Był to loft z wysokim sufitem i dużymi oknami. Były w nim cztery pokoje, duża otwarta na salon kuchnia i dwie łazienki. Salon i pokój dla gości znajdował się na dole a sypialnia Cesara i gabinet, z którego prawie w ogóle nie korzytał, na piętrze.
    - Zjesz coś? - spytał gdy weszli ju do środka. - Dalej nie potrafię gotować, ale mam telefon i numer do pizzerii.

    OdpowiedzUsuń
  9. -Alkohol, jedzenie i sex. Największe rozkosze życia.
    Zamówił w swojej ulubionej pizzerii cztery pizze. Coś musi zostać w końcu na śniadanie. Otworzył lodówkę. Więcej w niej było butelek niż jedzenia. Miał swoje problemy. Nie chciał się nimi z nikim dzielić. Zamknął się w sobie tak skutecznie, że większość ludzi nie wiedziała o jego przeszłości i cenił to sobie. Ostatnie czego chciał to te ukratkowe spojrzenia pełne współczucia i nagle pojawiającej się armij ludzi, którzy chcą się z nim witać i pytać "co słychać?".
    - Ty musiałeś się nauczyć robić papki dla bobasów. Danny szaleje za swoim prosiątkiem ale przy każdej okazji wciska mi go w ręce bo podobno mnie lubi. Nie wiem jak on widzi to że ten bobas mnie lubi. Że mnie nie obrzygał nigdy to znaczy że mnie lubi? Bez sensu...
    Na stole przed kanapą ułożył kilka butelek z piwem, idealnie schłodzonych. Miał jeszcze inne alkohle i on sam zwykł mieszać wszystko by mieć później wystrzałowego kaca. Bo w końcu po co żyć skoro nie czujesz że żyjesz.
    - Oczekujesz że ci powiem co masz robić byś potem mógł na mnie zwalić wszystko jak w pornolach, jak ci coś nie wyjdzie?
    Doniósł whisky, czystą wódkę i popitkę, bo nie wiedział czy przyzwyczajenia jego towarzysza nie uległy zmianie.
    Wsadził swoją broń do sejfu. Zwykle miał ją przy sobie zawsze ale nie kiedy pił dużo i kiedy miał gości.
    Włączył telewizor i zajął miejsce na kanapie obok Kyle'a.
    - Sprawa z Chirurgiem ciągnie się jak smród. Dobrze że się przeniosłeś. Tytaj miałbyś tylko problemy. I jeśli mam być szczery... nie wracaj tu. Nie przywoź tu rodziny na stałe.

    OdpowiedzUsuń
  10. - Nie wiem co dla ciebie jest nieprzyjemnością. Mi chcieli zrujnować życie. Zozstałem się z dziewczyną i na tym się skończyły moje związki z kobietami na dłużej niż kilka godzin. Z resztą jak pamiętasz zapewne, facetami też nie gardziłem. - wzruszył ramionami. Otworzył sobie piwo i zaczął przeskakiwać po kanałach szuając czegoś ciekawego.
    - Nie znam się na dzieciach. Dla mnie to dziwne oślinione gremliny. A im są starsze tym więcej gadają. I jeszcze oczekują odpowiedzi. A jeśli chodzi o drinki... to próbuj i eksperymentuj. Chętnie popaatrzę jak się zarzygujesz na śmierć w kiblu.
    W końcu wybrał jakiś film akcji.
    Dopił piwo. Potem pojawił się dostawca z pudłami i ich drogocenną zawartością. Otworzył dwa kartony i podstawił je na stole obok piwa.
    - Jak chcesz oszczędzić to możesz tu nocować gdy będzie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Teraz mamy większy zespół. Nie będzie trzeba siedzieć we dwóch do rana. Możemy dać trochę popracować innym. A potem będziemy mogli ich besztać. Same pozytywy.
    Sięgnął po pizze i wpakował sobie do ust niemal połowę na raz. Popił wszystko zimnym piwem.
    - Ta babeczka, która cie do nas przyprowadziła szuka dawcy nasienia. patrzyła sobie mnie i ciągle wysyła mi subtelne sygnały, które wcale subtelne nie są. Na przyjęciu Noworocznym tak się do mnie przyssała, że dowiedziałem się jak musi się czuć coś, do czego przyssał sie glonojad. Nie zdziwie się, jak ciebie też zechce wypróbować.
    Sięgnął po kolejny kawałek pizzy.
    - Dobrze ci chociaż z tą żoną jest? Większość glin nie ma szczęśliwych związków... Właściwie to znam tylko jednego takiego.

    OdpowiedzUsuń
  12. - Z ciekawości. Po prostu zapamiętałem cie trochę inaczej i się zastanawiam jak wiele się zmieniło.
    Dokończył piwo i otworzył sobie następne. Musiał się podchmielić zanim zacznie pić na powaznie. Alkohol i pełny żołądek to było wszystko, no prawie wszystko, czego potrzebował.
    - Ale się chłopie nie zdziw, kiedy Anett się dowie że masz dziecko i to zdrowe dziecko. Pewnie znajdzie jakiś sposób by cie schlać i wykorzystać. Do mnie się dobiera regularnie ale za bardzo jej się nie daje. Danny nie zdradza żony, więc do niego nie uderza ale może uznać, że z dala od żony sobie pofolgujesz.
    Wlepił spojrzenie w ekran telewizora, starając się śledzić akcję filmu. Już za pare godzin, będą mieli przebadany materiał z kamer i jakieś dane o dawnym pracowniku kostnicy i jego martwym przyjacielu z lodówki.
    - Jakiś miesiąc temu prowadziłem pewne śledztwo. Ktoś atakował kobiety, ogłuszał je i dokonywał rytualnego obrzezania. Bystry jesteś, nie będę ci tłumaczył o co dokładnie chodziło. Podejrzewaliśmy cały czas że to mężczyzna. Kobiety były porywane, ozbawiane przytomności i przenoszone w odludne miejsce. Podejrzewaliśmy faceta. Wiesz, kogoś silnego. A wiesz co się okazało? Że to baba. Stara ciemnoskóra baba, która kilka lat temu przyjechała tu do córki z Afryki. Brała je na litość. Prosiła o pomoc a te kobiety wszystkie, chętnie uzielały pomocy starszej pani. Szkoda tylko ze nie wiedziały, ze zostaną okaleczone i to na prawde podle. Wtedy, gdybyśmy wczesniej wiedzieli ze w Afryce takich operacji dokonują tylko kobiety, nie szukalibyśmy faceta. Zaoszczędzilibyśmy czas. I zacząłem się zastanawiać... czy teraz nie jest podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Kobiety przenoszono, to fakt. Ale nie chodzi mi o samą tą część tylko to, jak Chirurg ja porywa. To mnie zastanawia. No bo patrz...
    Wychylił całą zawartość butelki na raz. Zaczynał powoli odczuwać przyjemne szumienie w głowie.Odstawił butelkę i wstał. Otarł usta wierzchem dłoni. Przeszedł na drugą stronę stołu i uniósł obie dłonie, wskazując palcami na Kyle'a.
    - Wyobraź sobie że jesteś dziunią w ciąży. Masz sobie taki wielorybi bebzon i tam się wierci taki pasożyt, którym potem się baędziesz zachwycać, będziesz go ubierać, karmić i tak dalej. Słyszysz w wiadomościach, bo wszędzie o tym trąbią, ze pojawił się ktoś kto morduje kobiety w ciąży. A że takową jesteś... to postanawiasz być czujny. - odchrząknął i przeczesał palcami włosy. - Wiemy, ze ofiary pochodziły z różnych części miasta i były uprowadzane o różnych porach i miejscach. Jedna została porwana na odcinku dwudziestu metrów, między budynkiem w którym zajduje się szkoła rodzenia a swoim zaparkowanym samochodem. I wracając teraz do ciebie i twojej kobiecej natury. - zachochotał. - żeby porwać takiego wieloryba i pasożytem, trzeba mieć samochód. Chirurg nie mógłby cie wciągnąć do furgonetki, bo musiałoby być w dwóch osobach i zrobić to tak, byś nie krzyczała i by nikt tego nie zauważył, a to nie jest proste. Więc, jak już wczułeś się w te rolę, powiedz... Jak możnaby cie porwać w biały dzień? Oczywiście pod warunkiem, ze facet nie jest takim przystojniakiem jak ja. Bo na mnie to wszystkie lecą...

    OdpowiedzUsuń
  14. - Akurat przede mnę jeszcze żadna nie uciekała. Mam w sobie to coś i to coś bardzo lubię. Musiałbym się zastanowić czy mi krótaś kiedyś odmówiła. - wzruszył ramionami. Sięgnął po kolejne piwo i kawałek pizzy. Nie wiedział dlaczego nagle przed oczami stanął mu obraz jego dawnej dziewczyny, trzymającej w ramionach ich trzymiesięczne dziecko. Pokręcił szybko głową, odganiając wspomnienie. Popił pizze piwem by się nie zakrztusić.
    - Z taką babką jak ty też nie miałbym problemu. Wystarczy ci odpowiedno dużym chujem przed oczami pomachać a ty już lecisz z otwartą japą i ślinotokiem tam gdzie chuj wskaże. - pokazał mu język i zarechotał. Czuł jak powoli opuszcza go stres i napięcie skumulowane przez cały dzień.
    ​- Sprawdziłem ten trop o szkołach rodzenia. Zimny i denatki. Część nie chodziła w ogóle do szkoły rodzenia, ani nawet nie znały nikogo kto chodził. - dokończył pizze. - Ale gdybym był Chirurgiem... to byłbym człowiekiem, który nie rzuca się w oczy. Nie mógłbym podejść do kobiet tak po prostu na ulicy. Musiałbym miec samochód. Przekonać je by wsiadły. Nie wciągnąłbym ich siłą, bo do tego potrzebował bym kierowcy. A poza tym, trudnoby było porwać kogoś w biały dzień do furgonetki tak by nikt tego nie zauważył. Kimś kogo ludzie widzą a nie dostrzegają. Kimś przeciętnym. Kimś kogo ludzie nie znają a mu ufają... Jak lekarz. Ale musiałbym mieć jakiś charakterystyczny samochód by od razu ludzie wiedzieli kim jesteś. Do ambulansu nikt zdrowy bez powodu nie wsiądzie. Ale gdybym był policjantem... To już prędzej. Ale kiedy idzie sie ciemną ulicą to policja raczej nie byłaby mile widziana... Ale za to taksówkarz? Mógłbym być taksówkarzem, oferującym podwiezienie kobietą w wyraźniej ciąży... Taki charakterystyczny żółty samochód, których jest tak wiele że stały się niewidzialne. Nie zostawiałem śladów, bo nie chciałem być znaleziony, jak Zodiak. A przerwałem bo... no właśnie...

    OdpowiedzUsuń
  15. - Jaw odróżnieniu od ciebie, nie nie ograniczam się w niczym. Ty masz swoje nudne życie seksualne a ja wręcz epickie. - zarechotał. Dopił kolejne piwo. Zebrał wszystkie butelki i zaniósł do kuchni, w której miał specjalny worek na odpady szklane. Segregował śmiecie, bo tak było wygodniej.
    Wrócił, zastanawiając się nad dalszym rozwinięciem tematu.
    - Dlaczego... tu może być kilka odpowiedzi. Jeśli chodzi o tą, która została porwana między szkołą rodzenia a parkingiem, nie znaleziono przy niej kluczyków ani w samochodzie ani w torebce ani nigdzie. Więc może... może uznała ze je zgubiła? A on zaoferował podwiezienie? To są takie szczegóły, na które nie zwraca się większej uwagi ale jeśli już ma się teorię, to nagle okazuje się że te szczegóły mogę mieć duże znaczenie...
    Zajął miejsce znów obok niego. Sięgnął po whisky i kolejny kawałek pizzy.
    - A może on po prostu ma ucznia? Te zbrodnie są jakby inne. Jakby nieco chaotyczne. Zostawia ślady, poszlaki a jego ofiary zdradzają jego preferencje. Poprzednio punktem wspólnym była płeć i ciąża. A teraz wszystkie ofiary są białymi kobietami, między dwudziestym piątym a dwudziestym ósmym rokiem życia. Są też podobne fizycznie, wysokie, szczupłe o ile można powiedzieć tak o babce w ciąży i mają długie włosy. Więc co? Najpierw brak schematu a teraz nagle coś odwrotnego?

    OdpowiedzUsuń
  16. - Na trzeźwo nie zwykłem zartować. - parsknął. Cała ta sprawa nurtowała go od lat. Potem przyschło lekko, a teraz wszystko wylało się krwią i żółcią, znów wywołując ból.
    Po kilku kolejnych drinkach, poczuł ten cudowny szum w głowie, który zagłuszał wszystko.
    Jego telefon zabrzęczał, inforamując że przyszła wiadomość. Zerknął od niechcenia na wyświatlacz. Znów ta dziewczyna... Uparła się by ciągle do niego pisać, ignorując to, ze jej nie odpisywał. Nie ukrywał tego, że lubił seks i często znajdował kogoś, ktro zechciałby mu ulżyć tak jak lubił. Preferował bardzo mocny seks. A na to nie zawsze byli chętni. Odłożył telefon. Powinien zarzyć tabetki, ale z alkoholem się ich nie powinno mieszać...
    A może? Co to za różnica? Najwyżej wikituje.
    Podniósł się i poczłapał do łazienki. Z szafi za lustrem wydobył pomarańczową fiolkę. Wybrał dwie tabeltki i wrócił do Kyla.
    Łyknął tabletki popijając je whisky. Całość zagryzł pizzą.
    - Właściwie dlaczego ciebie przysłali? Sam się zgłosiłeś czy zrobiłeś komuś problem i chcieli się ciebie pozbyć?

    OdpowiedzUsuń
  17. - Proponowałesz szefom by zrobić taką kampanie, zebrac dziennikarzy i wydać oświadczenie o tym... bezpieczeństwie. By baby w ciąży nie łaziły same, by nie ufały ludziom obcym i takie tam... Chciałem by inwestowali w te takie bransoletki dla dzieci... wiesz, gdzie rodzic sobie przez telefon sprawdza gdzie gówniarz się podziewa. Cokolwiek. By ludzie sobie organizowali na osiedlach jakieś sąsiedzkie patrole. Kurwa wszyscy maja pretensje jak coś się stanie. a prewencja leży i kwiczy, dobijana przez debili owtarzających że to bez sensu.
    dolał sobie whisky. Miło było mieć towarzystwo do kieliszka. Danny więcej pił gdy jego żoneczka była w ciąży i miała te swoje humory. Teraz kiedy już wyrzuciła z siebie tego pasożyta, chciał być przykładnym ojcem.
    - Widzisz tamte drzwi. - wskazał pokój. - Tam jest łóżko. Będziesz tam spał. A spróbuj mi coś orzygać to sam będziesz to potem zlizywał.
    W filmie główny bohater właśnie zasłużenie posuwał swoją kobietę, męsko nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Ona za to wręcz przeciwnie. Powoli zaczynała krzyczeć chociaż nic spektakularnego nie robił. Cesar parsknłą.
    - Co za żenada...

    OdpowiedzUsuń
  18. Machnął ręką. Niech sobie idzie gdzie chce. A więc sam dokończył film, pizze i część alkoholu. Miał wstać i iść spać do siebie, ale nie zdązył się zebrać. Usnął na kanapie.
    miał dziwny sen. Niepokojący. Pełen czerwieni, dziwnych pomieszczeń, z których wydawały się być zrobione z miękkich, cieknących scian.
    Gdy się obudził, a raczej został wybudzony, czuł wciąż irracjonalny niepokój. Rozejrzał się, szukając źródła tego bezprawnego zbudzenia. Westchnął, widząc Kylea. Przetarł twarz dłońmi.
    - świetnie... Weź pizza spakuj. W kuchni leżą dwa nietknięte pudełka.
    Wstał chwiejąc się nieco. Po podłodze poturlała się kopnięta butelka. Cesar pomaszerował na piętro do sowjej sypialni i łazienki. Wziął bardzo szybki prysznic, wyszorował zęby i łyknął kilka tabletek, pomagających pozbyc się alkoholu z organizmu.
    Po piętnasstu minutach był już gotowy. Świeży, przebrany ale głodny. Złapał kawałek pizzy, wrzucjaąc ją sobie do ust. Jako początkujący akoholik, jeszcze chciało mu się ukrywac swój nałóg.
    - To jedziemy. - wziął karton z pizzą i uśmiechnął się do kolegi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mimo że wypił więcej niż Kyle i do tego zagryzł to tabletkami na uspokojenie, wyglądał dużo lepiej niż on. Przynajmniej nikt go nie oskarży o picie.
    Prowadził, bo Kyle nie wyglądał najlepiej. Mimo wszystko, wybrał dla siebie inną, lepszą śmierć niż rozwalenie na drzewie albo zgniecenie w zderzeniu z innym pojazdem lub ściana.
    Miejsce pasowało do innych, w których znajdowali zwłoki jednak Cesarowi coś się nie podobało. Na miejscu był już Danny i dwóch agentów FBI. Po chwili pojawiła się Pullman i zjakimś drugim patologiem by zbadać zwłoki. Cesar wręczył jeden z kartonów z pizzą Dannemu a drugi otworzył sam. Znał już swojego przyjaciela na tyle by wiedzieć że przyleci na miejsce bez śniadanie i będzie zaraz marudził, ze jest głodny. Stali w czwórkę, jedząc pizzę, patrząc jak policyjny fotograf robi zdjęcia a Pullman zaczyna oznaczać miejsce zbrodni.
    - Wiemy kto to? - spytał Cesar.
    - Alice Moor. Dokumenty znaleźliśmy w torebce porzuconej obok ciała.
    Cesar spojrzał na Dennego, który ujawnił tę informacje.
    - Jak to w torebce? Zostawił jej torebkę z dokumentami?
    - Tak, są na niej nawet ślady kwi. Musiała leżeć obok niej gdy ją zabijał. Wysłaliśmy ją do laboratorium ekspreseowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Boćku mój drogi, widziałem że swobodnie sobie działasz na Fabletown. Zastanawiałem się czy się tam nie zapisać, bo ciekawa tematyka, ale że już odzwyczaiłem się od pisania na "zwykłych" gupowcach więc się ciągle waham czy sam sobie radę. chciałem tylko cie zapytać o taką twoją opinię o tym blogu. Watro się zapisać? ]

      Usuń
  20. [Widziałem, ze i ty i Pterodaktyl jesteście na tym blogu.Zapiszę się jak wymyślę sobie postać :) Chociaż właściwie mam już pewien pomysł, tylko muszę pogadać z Administracją czy się nadaje XD ]

    - Podrzuca nam tropy, to jasne. - mruknął Cesar. Czekał aż technicy skończą zabezpieczanie śladów i będą mogli podejść do ciała. Oddali puste kartony jednemu ze stójkowych, który przyzwyczajony już do tego wyrzucił je do pierwszego śmietnika, który już został sprawdzony. Cesar wsunął dłonie do kieszeni i zerknął na Kylea.
    - Rzuca nam wyzwanie. Jak Kuba Rozpruwacz. Chce być sławny. Kuba brał się za dziwki, którymi nikt się nie przejmował. On chce być lepszy. Każda jego zbrodnia to podwójna ofiara.
    Podeszli gdy Pullman przywołała ich gestem.
    - TO co poprzednio. Żadnych znaków szczególnych... Ale ułatwił nam sprawę, zostawiając przy ofierze jej dokumenty. Musial je oglądać bo wszystkie są dokładnie wytarte. Ale liczę, że może zostawił chociąż częściowy odcisk wewnątrz torebki.
    Cesar przyjrzał się kobiecie. Wydawała się spać. Była dziwnie spokojna.
    - Czas zgonu? - spytał.
    - Jakieś cztery - sześć godzin temu.
    - Płód na pewno nie żyje?
    - Na pewno. -odparła Pullman. Stała chwilę obok Cesara, przyglądając się mężczyźnie, którego twarz nie wyrażała żadnych emocji poza skupieniem. Potem położyła mu dłoń na ramieniu i zacisnęła na nim palce.
    - Wciąż ci ciężko... Mozesz zostawić te sprawę. Nikt nie będzie miał ci za złe.
    - Nie, chce ją prowadzić. Coś dziwnego znalazłaś?

    OdpowiedzUsuń
  21. Z tego co pamiętał, żadna ofiara nie miała na sobie biżuterii gdy je znajdowali. Z resztą nie było to nic dziwnego.
    - W niektórych społeczościach daje sie kobietą bliskim rozwiązania wyjątkową biżuterię. - powiedział w zamyśleniu przyglądjąc się ciału.
    - Racja... Ja swojej dałem wisiorek. - dodał Danny - Długo szukałem takiego w kształcie jaskółki. Już rozważałem zamówienie u jubilera. Może... to rzeczywiście jakiś trop.
    - Sprawdzisz to z Wickiem? - spytała Teagua Pullman. - Nasz kolega umie rozmawiać z biznesmenami.
    - Też pojadę. - zaoferował się Danny. - tutaj i tak się na razie nie przydam.
    - No to prowadź. - zadecydował Cesar. - Skoro znasz adresy to ty prowadzisz.

    OdpowiedzUsuń
  22. Poczuł jak zaczyna go ogarniać dziwna irytacja. Powinien zażyć leki. Uspokoić się, wyciszyć i dopiero wtedy przesłuchiwać. Ale... Ale był tu tylko z Keylem. On był niegroźny...
    Przyjrzał się kobiecie, siedzącej za ladom. Nie zainteresowały go błyskotki w gablotach a właśnie ona. Wydawała się zaskoczona ale nie tym, że pytają o szefa a tym, że mogą wypytać ją. Cesarowi się ta kobieta zdecydownanie nie podobała. Za tą całą aktorską reakcją coś się kryło, jakaś tajemnica która mogła wyjść na jaw. Ale teraz, spodziewał sie raczej że chodzi o niezapłacony mandat niż zbrodnie. Ale o to zapyta później.
    - Jasne, że chce- odparł. Wyciągnął z kieszeni odznakę i machnął nią przed nosem mężczyzny. POtem pchnął go w stronę gabinetu, nie siląc się nawet na delikatność czy uprzejmość. Zwykle jego wpadanie w szał pomagało, gdy sytuacja tego wymagała. Stawał się wtedy napompowaną agresją, adrenaliną i testosteronem bestiom, która była w stanie zatłuc człowieka na śmierć gołymi rękami.
    - No dobra, złociutki. - mruknął. Wyciągnął z kieszeni woreczek na dowody z kolczykami w środku. - To twoja robota. Nawet nie próbuj zaprzeczać. Komu je sprzedałeś?
    Jubiler poprawił okulary na nosi i cofnął się o krok by spojrzeć na kolczyki w woreczku. Poczuł jak po skroni spływa mu kropla potu. Instynktownie czuł strach przed tym policjantem. I miał racje...
    - Ja... nie sprzedałem ich nikomu...
    - Nie zgrywaj się. Mów co chce wiedzieć a nie napuszczę na ciebie bandy czystorasowych łysoli z pałami i swastykami na mordach.
    - Czy pan mi grozi? - spytał, siląc się na to by jego głos zabrzmiał silnie.
    - Nie, ja tylko informuje. Gadaj bo nie mam czasu.
    Mężczyzna znów przyjrzał się kolczykom. Czuł strach. Rosnący niepokój.
    - To... one zostały skradzione... Tak mi się zdaje... bo zniknęły...
    - Nie jąkaj się stary pierdzielu. Nie mam czasu na twoje pierdolenie. - warknął Cesar, zaciskając wolną dłoń w pięść.
    - One zniknęły z wystawy tydzień temu. Nie wiem jak to się stało. Mój syn tu wtedy pracował, miał swoją zamianę... Ale on tez nie wie co...
    - On wie. - mruknął Wick. Wsadził woreczek do kieszeni. - Adres...
    W jego głosie nie było prośby. Był to suchy rozkaz, który jubiler wykonał bez wahania.

    [ OK :) Wybacz że to tyle trwało]

    OdpowiedzUsuń
  23. Wcale nie miał ochoty się uspokajać. Najchętniej zacząłby uderzać głową tego faceta o podłogę, tak długo aż wypadłyby mu gałki oczne z oczodołów. Był zły. Wszystko przychodziło jak fala i wlewała się do środka, napinając każdy mięsień. Teraz wystarczyło słowo albo gest by wybuchnął. Poprzednim razem był z Dannym i mieli pewnego rodzaju szczęście bo akurat trafił im się groźny przestępca. Co z tego, że teraz leży w śpiączce i już prawdopodobnie do końca życia będzie warzywem. Gryffin nie odważył się go odciągnąć, dopóki nie pojawiło się wsparcie. Jednak trzech rosłych agentów, odciągających jednego wściekłego od zmasakrowanego ciała, było widokiem wręcz filmowym.
    Uśmiechnął się wrednie do jubilera. Z chęcią zostałby tu dłużej... Ale miał jeszcze do przesłuchania dziś jego synusia.
    - Nie mów mi co mam robić. - warknął do partnera. Niby przypadkiem trzasnął drzwiami tak mocno, że aż szyba z drzwi wyleciała i roztrzaskała się na drobne kawałki.
    Wyszarpał z kieszeni pomarańczową fiolkę z lekami. Jednak ręce trzęsły mu się tak bardzo że wszystkie tabletki po prostu się rozsypały na chodnik. Cesar przyglądał się białym sukom leżącym na ziemi i niemal słyszał ich szyderczy śmiech. Zacisnął mocno szczęki i dłonie w pięści.
    Daniel, który przecież z nimi pojechał a który w czasie kiedy Cesar i Kyle poszli do jubilera poszedł po kawę, zatrzymał się w półkroku. Widział oczami wyobraźni jak Cesar demoluje okolicę.
    - Kyle... - zwrócił się do nowego, wciskając mu w ręce transporterek z kawami i siatkę z pączkami. - ...odsuń się.
    Danny wziął głęboki oddech i zbliżył się do swojego przyjaciela.
    - Podniosę. - mruknął i zacżął zbierać tabletki. Robił to niejako na oślep gdyż przyglądał się twarzy przyjaciele szukając jakichś oznak utraty kontroli.
    - Słuchaj stary... Wiem, ze jest ci ciężko. To nie twoja wina. Ale mamy robotę. Weź tabletki i jedziemy dalej.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie zastanawiał się długo nad tym co zrobić. Gdy łyknął tabletki i te małe białe suki zaczęły się rozpuszczać w żołądku i rozchodzić z prądem krwi po ciele. Jednak mimo powolnego działania leków, miał ogromną ochotę wyładować się na czymś lub na kimś. Chodził do klubu na kickboxing ale czasem to nie wystarczało by się wyładować.
    Obecna sytuacja miała jakieś plusy. Mógł zjeść wszystkie pączki sam. Zapewne chłopakom przesłuchanie zajmie sporo czasu.
    Wysiadł z samochodu i z nudów zaczął przechadzać się po chodniku. Musiał się uspokoić. Według lekarzy zrobił już duży pierwszy krok do przodu. Uświadamiał sobie, ze dzieje się z nim coś niedobrego i mógł próbować nad sobą zapanować. Wcześniej był po prostu nieprzewidywalny.
    Przez chwilę starał się sobie przypomnieć jaki był wcześniej, te kilka lat temu. To wydawało mu się tak odległe i nieprawdziwe.
    Aż tu nagle, krzyk.
    - Łap go!
    Ale kogo? Odpowiedź pojawiła się szybko. Mężczyzna zatrzymał się nagle kilka metrów przed Cesarem. Patrzyli na siebie, a policjant czuł jak wzrasta w nim adrenalina i prawdziwa potrzeba zrobienia komuś krzywdy. Cesar ruszył pierwszy i jak się spodziewał, jego ofiara zaczęła uciekać. Tak, tego właśnie mu było trzeba.
    Człowiek ten musiał znać okolicę. Wiedział w którą alejkę skręcić i przez który płot przeskoczyć. Co chwilę odwracał się, sprawdzając czy policjant goni go dalej. Jednak miał pecha. Cesar nie odpuszczał, zwłaszcza gdy miał swój napad, a pompowana adrenalina w żyłach sprawiała, że nie czuł zmęczenia.
    Dorwał go, gdy mężczyzna popełnił błąd i potknął się o murek. Rewers barkiem pchnął go na ścianę.

    Czujeś ramiona objęły go w pasie i silnie odciągnęły od nieruchomego już ciała, rozłożonego na chodniku. Sukinsyn sobie zemdlał... Dwóch ratowników medycznych klęknęło przy nieprzytomnym, natomiast trzeci dopadł do, wciąż wyrywającego się Cesara.
    - Niech się pan uspokoi!
    Pojawił się Danny wraz z Kylem. Gryffin złapał swojego partnera za głowę i zmusił by na niego spojrzał.
    - Stary... Masz jego zęby wbite w rękę!
    Rewers wziął głębszy oddech. Zaczynał odczuwać ból. Przyłożył dłoń do twarzy.
    - Ała... - stęknął. Trzymający go policjant, rozluźnił uścisk i puścił go. Cesar pozwolił ratownikowi się opatrzyć. Wstrząs mózgu, złamany nos i dwa złamane palce. Do tego, jak podejrzewał ratownik możliwe złamanie żebra. Policjant nie pamiętał zbyt dobrze, tego co się działo. Wiedział, ze dogonił tego uciekającego i zaczęli się bić. I ten uciekinier wcale nie był taki słabowity.
    - Kyle, pojedź z nim do szpitala. Ja to wszystko ogarnę...
    Cesar nie prostestował gdy pakowali go do karetki. Ból w dłoni i twarzy zaczynał narastać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Otrzeźwiał dopiero gdy przegrał walkę z sanitariuszami, którzy starali się wpiąć mu w żyłę wenflon. Dopiero gdy w pełni się uspokoił, poczuł ból. Bolało go wszystko. Zacisnął zęby. Wiedział, ze jeszcze przez jakiś czas nie dostanie morfiny, przynajmniej dopóki nie przetrawi wszystkich połkniętych dziś tabletek.
    Zszywali go. Ktoś zrobił mu okład na obiciach i sińcach.
    Potem pojawił się Kyle.
    - A jak mogę się czuć? Prawie zabiłem człowieka... Znowu. Słuchaj... mojemu mózgowi nie da się już pomóc. Jestem niebezpieczny dla społeczeństwa. Pewnie wyrzucą mnie z policji. Wątpię by komisarz zdołał to zatuszować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płyn który płynął cienka przejrzystą rurką wprost do jego żył, sprawiał, ze czuł się nieco otępiały. Obraz zamazywał mu się przed oczami, ale zdaniem lekarza który niedawno wyszedł był to objaw wstrząsu mózgu. Leżąc przez prawie dwie godziny w samotności, mół raz jeszcze przeanalizować sprawę nad którą się obecnie głowili. Doszedł do dwóch ciekawych wniosków i musiał je zweryfikować.
      Jednak będąc tutaj,nie miał dostępu do komputera, nie mówiąc już o aktach. Dopiero gdy ten cały amok znikł, mógł logicznie przyjrzeć się pewnym faktom.
      Spojrzał na Kylea.
      - Co znaleźliście w mieszkaniu?

      Usuń
  26. - Wiesz, to wszystko to... - zawahał się. Nie lubił o tym mówić, jednak czuł ze powinien. Skoro jeszcze nikt nie powiedział Kylowi prawdy, to zapewne teraz poczują że muszą. On jednak wolał by jego dawny przyjaciel znał całą historię od niego, a nie z drugiej ręki.
    - Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał. - odchrząknął i poprawił się na poduszkach. - Miałem dwie córki... Całkiem niedawno. Były bliźniaczkami, Lizzbeth i Kathrin. Jak dwie krople wody, nawet ich matka miała czasem problem by je odróżnić. Ja natomiast zawsze wiedziałem która jest która. Nie będę ukrywał, ze nie były planowane. Ich matka, Mona była dość specyficzną kobietą, ale wydawało się, ze nam się ułoży. Jednak macierzyństwo ją przerosło, ona chciała się bawić, szaleć i poznawać świat. Nigdy nie chciała być kurą domową i odeszła w końcu. Nie miałem żalu. W opiece nad nimi pomagała mi boja ciotka, pamiętasz ją pewnie...- oblizał wargi i kontynuował - Skończyły trzy lata i wysłaliśmy je do przedszkola. Zwykle ja je odwoziłem, bo wstawałem wcześniej a Mari je zabierała. Pewnego dnia, Mari zadzwoniła zdziwiona, ze zabrałem dzieci wcześniej i jej o tym nie powiedziałem. Tylko że ja ich nie zabrałem...
    Zamilkł na chwilę. Odtwarzanie tego wszystkiego w pamięci było bardzo nieprzyjemne. Ale teraz konieczne.
    - Ktoś podał się za mojego kuzyna i zabrał dziewczynki z przedszkola. Byliśmy o pięć godzin do tyłu, ale poszukiwania i śledztwo ruszyło pełną parą. Takich rzeczy nie robi się gliniarzowi. Inni uznali to za potwarz i starali się dwa razy bardziej niż gdyby chodziło o cywila. Jednak niewiele znaleźli... Kilka marnych tropów. Nikt się nie przyznał. Nie było żądania okupu, szantażu, listów, zemsty... Miesiąc od porwania, znaleźli ciało w parku. Mały chłopiec. Nie wiedziałem dlaczego wezwali mnie na sekcje. Aż okazało się, że to nie był chłopiec. To jedna z moich córek, przebrana za chłopczyka, ze ściętymi włosami... Gdy tylko spojrzałem na to zimne martwe ciało, wiedziałem że to ona. Wszędzie bym ją poznał. Moją małą Kathrin. Niewiele pamiętam z tego co było później, ale straciłem przytomność. Żaden z moich kolegów nie wpadł na pomysł by mnie złapać i z całej siły grawitacji pierdolnołwm w stół łbem a potem w podłogę. Zrobił mi się krwiak, gdzieś tu. - wskazał miejsce na czaszce. - Uciska obszar odpowiedzialny za agresję i złość. Dlatego nie umiem czasem zapanować nad językiem i złością. Leżałem w szpitalu w śpiączce ze dwa tygodnie. Wyszedłem z tego taki jaki jestem teraz. - wzruszył ramionami. - Lizzbeth nie odnaleziono ani żywej ani martwej. I chyba jej już nigdy nie odnajdą... Nie wróci do mnie, chociaż bardzo bym chciał.
    Znów zamilkł. Patrzył na Kylea, nie szukając u niego współczucia a czegoś na kształt zrozumienia.
    - Niedługo po pogrzebie Karthin, odbył się drugi. Mari nie mogła znieść tego wszystkiego. Zmarła, zostawiając mi całkiem duży spadek.
    Pojawiła się pielęgniarka. Podłączyła dodatkowy woreczek z jakimś płynem do wenflonu, wpisała coś w kartę pacjenta i wyszła. Cesar poczuł jak ogarnia go błogi spokój.
    - Nie chce. Jutro będę w domu...

    OdpowiedzUsuń
  27. - Nie chce współczucia. Wszyscy mi współczują a ja to bezczelnie i bezwstydnie wykorzystuje i dobrze mi z tym.
    Poprawił się na łóżku. Coś gniotło go w bok. Oby to nie było zrolowane prześcieradło bo będzie musiał wstać i poprawić całe łózko...
    Prychnął, słysząc pytanie o matkę dzieci.
    - Mało mnie to interesuje. Z tego co wiem siedzi gdzieś w stanach. Zrzekła się praw do dzieci i nawet nie pogrzeb nie przyjechała. Kiedyś... gdy mi się bardzo nudziło, dopisałem ją do poszukiwanych w Interpolu. Potem powiedziałem, że to była jakaś dziwna pomyłka ale miałem jej adres... Teraz od czasu do czasu wysyłam do niej kolegę z FBI by nie było jej zbyt miło i spokojnie. Lubie dręczyć ludzi. Zwłaszcza takich którzy mnie zawiedli. Ale ja mogę się usprawiedliwić tym, ze sprawdzam czy przypadkiem nie ma u niej porwanego dziecka.
    Odetchnął głęboko, przymykając powieki. Już układał w głowie co powiedzieć by się stąd wydostać.
    - Nie, nic nie chce. Masz klucze? Już nie pamiętam czy ci dawałem czy nie... - wskazał na szafeczkę przy łóżku. - W szufladzie są. Papierosy i zapalniczka ma tam zostać.

    OdpowiedzUsuń