Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

4 marca 2015

[KP] "Ciemność jest naszym przyjacielem, jak długo nas otacza."


Kim jestem?
Po prostu łucznikiem.
Moje imię?
Bardzo zmienne, choć obecnie to Achel Berd.
Moja rasa?
To trochę bezczelne pytanie. Dobrze wiesz. Ale zgoda, odpowiem. Jestem Maliatą. Lecz zapamiętaj: nigdy nie waż się nazwać mnie Ciemnym... chyba, że twoje serce za długo już bije.
Mój wiek
Niech będzie to jakaś odmiana, ale tu nie skłamię. Po prawdzie, kilka lat temu przestałem liczyć. Trzydzieści parę, tyle wiem.
Chciałbyś mnie poznać dokładniej?
Nie bronię, możesz spróbować. Ale uważaj na siebie. Nie oni są jedynym zagrożeniem.

Ma czarne, długie włosy i szmaragdowozielone oczy o metalicznym pobłysku, jak każdy inny Maliata. Do tego twarde rysy twarzy i opaloną skórę okraszoną licznymi bliznami zdobytymi w trakcie ucieczki.

[Cytat: L. M. Montgomery
Wątek z V.]

85 komentarzy:

  1. Miała zadanie. Zadanie, od którego wszystko się zaczęło. Zadanie, do którego zbierała siły przez kilka dobrych lat. Zadanie, którego teraz zupełnie nie pamiętała, tak właściwie tracąc cały sens swojego chwilowego życia. Będąc między wymiarami jeszcze wiedziała, co takiego ma zrobić i po co właściwie przenosi się do innego świata. Tylko że to wszystko trwało tak długo… Nikt tak naprawdę nie potrafił przewidzieć, co się stanie, nikt nie potrafił jej powiedzieć, jak to przebiega i jakie są skutki. Jedyna czarownica, której udało się przejść między światami, zrobiła to już dobre kilkadziesiąt lat wcześniej i… Nigdy nie wróciła.
    Vestelia miała zamiar wrócić. Zaraz po wykonaniu zadania. Nie przewidziała tylko, jak bardzo wyczerpująca jest sama ta „podróż” i że straci przez to większość mocy. I niektóre wspomnienia. Właściwie też większość, ale tak jak moc, miały powracać z czasem.
    Kiedy więc wylądowała na trawie w jakimś nieokreślonym miejscu nie dość, że nie wiedziała, gdzie się znajduje i po co tu przybyła, to jeszcze nie miała nawet pojęcia, kim tak właściwie jest. W głowie jej wirowało, właściwie to wszystko wokół wirowało, a kiedy spróbowała chociaż trochę się podnieść i rozejrzeć wokół, to wrażenie tylko się wzmogło. Była na to zbyt słaba, a ta słabość wywołała jakąś dziwną, niekontrolowaną złość, że nie może zrobić tego, co by chciała. Nie może wstać, rozejrzeć się dookoła i choćby ocenić, gdzie powinna się ukryć, bo takie na wpół widoczne miejsce na wzgórzu tuż za lasem nie było zbyt bezpiecznym miejscem. Tak przynajmniej podpowiadała jej intuicja. Zacisnęła dłonie z tej złości, mając ochotę powyrywać kępki trawy, jakby to miało pomóc i zwalczyć w uczuciu tej bezsilności. Zamiast tego trawa pod jej dłońmi tak po prostu zapłonęła, co Vestelię zaskoczyło do tego stopnia, że tak zwyczajnie się przestraszyła, odruchowo próbując się odsunąć od ognia. Szkoda, że nie wiedziała jeszcze, że sama jest źródłem owego płomienia.
    Zamiast pomyśleć racjonalnie i uświadomić sobie, że przecież nie czuje bólu, nawet jeśli dłonie przed sekundą jej płonęły, tak zwyczajnie spanikowała. Nie miała tego w zwyczaju, do tej pory chyba nigdy jej się to nie zdarzyło. A teraz? Teraz w tej panice odskoczyła, przez co straciła równowagę, zaczynając się toczyć po zboczu. Coraz szybciej i szybciej, obijając się o każdy wybój, aż w końcu zbocze zakończyło się występem skalnym. Zanim zorientowała się, co tak naprawdę się dzieje (wtedy może udałoby jej się jakoś wyhamować), zdążyła już spaść. Tuż przed wejściem do jaskini. Uderzyła jednak niefortunnie głową o kamień, od razu tracąc przytomność.

    [mam nadzieję, że tak może być.
    I wybacz, że nie zaczęłam, ale naprawdę miałam zły dzień w piątek. Zaczęłabym w końcu i tak :) Dzisiaj w końcu weszłam, bo ogólnie w łikendy rzadko zaglądam na bloga...]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jaka długa? Dwa dni? Toż to żadna nieobecność!]

    Coś jej się śniło. Bo to raczej były zwykłe sny, nie jakieś konkretne wizje, które często przychodziły do niej właśnie w trakcie snu. Jakieś nieokreślone, kolorowe kształty, bez żadnego znaczenia. Żadnych konkretów, choć momentami wzbudzały podświadome emocje. Oscylowały one wokół jakiegoś dziwnego niepokoju, niepewności i nagłego uczucia, ze właśnie teraz, w tym momencie, powinna się obudzić.
    Wychodząc już z tego innego świata pod władaniem snów, tak na wpół sennie poczuła delikatne szturchanie, a do uszu dotarł czyjś głos. Nie znała go, mogła to stwierdzić zanim jeszcze otworzyła oczy. A kiedy już to zrobiła, przed sobą zobaczyła obcą twarz z najbardziej niezwykłymi tęczówkami, jakie w życiu widziała. No, właściwie to nigdy wcześniej takich nie widziała.
    Instynkt samozachowawczy cały czas odpowiadał jej, że nie jest bezpieczna i że nie powinna pozwolić, aby ktokolwiek ją dotykał. To była ta pierwsza chwila po przebudzeniu, kiedy jeszcze nie do końca się wie, co w ogóle dzieje się wokół, a wszystkie reakcje są albo opóźnione, albo przesadzone. Reakcją Vestelii był nagły krzyk, a potem odruchowe odepchnięcie obcych rąk. Zasłoniła się swoimi, jakby to cokolwiek mogło pomóc. Czasem mogło, w tym momencie jednak z dłoni poleciało ledwie kilka iskier, nic ponadto. Mądrzej było się odsunąć, więc kilka sekund później, na wpół siedząc, na wpół leżąc, odpychała się i rękoma, i nogami od ziemi, aby tylko zwiększyć dystans między sobą a nieznajomym osobnikiem, cały czas przesuwając się w tył. Do momentu, w którym natrafiła plecami na ścianę groty.
    Ta jej panika wywołała gwałtowny podmuch wiatru, przez co palenisko zgasło. W jaskini to było raczej dziwne, ale Vestelia zdążyła się już przyzwyczaić, że jej gwałtowne, często skrajne stany emocjonalne wywołują czasem niezależne od niej reakcje natury. Palenisko przez to zgasło. Dosłownie przylgnęła do ściany, kuląc się i próbując zasłonić, jakby to naprawdę było możliwe. Strach najwyraźniej był na tyle mocną emocją, że potrafił w tym momencie zadziałać.
    Szkoda, że o tym nie pamiętała i nie miała pojęcia, że właśnie ona to wszystko wywołuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziała. Wszystko widziała. I o ile do tej pory czuła się niepewnie, tak od teraz już bardzo niepewnie. Bo nie dość, że nie miała pojęcia, gdzie w ogóle jest, jak się tam znalazła i kim jest ten mężczyzna przed nią, to jeszcze jej groził. Sytuacja na pewno nie należała do komfortowych. Gdyby jeszcze cokolwiek pamiętała! Wtedy na pewno wszystko byłoby bardziej zrozumiałe i być może wiedziałaby, jak właściwie powinna się teraz zachować.
    Póki co, mogła polegać tylko na odruchach. I podświadomości.
    - Opuść łuk – odezwała się w końcu. Głosem cichym, spokojnym, ale jednak nakazującym wykonanie tego, co powiedziała. Takim trochę władczym, ale nie było tego słychać, tylko po prostu się czuło. Ją samą to zdziwiło, ale uświadomiła sobie sekundę później, że to właściwie nie od niej zależy. Tak, jakby nie miała wpływu na własne ciało i słowa wypowiadane przez jej własne usta.- Kim są Maliaci? – od tego chyba należałoby zacząć. Podawał jakieś dziwne nazwy, których nie znała, przez co zupełnie nie miała pojęcia, o co chodzi.- I jacy Aniołowie? Nie jestem Aniołem.
    Na pewno nie. Przecież by o tym wiedziała, prawa? No dobra, może nie, skoro tak właściwie na daną chwilę nie wiedziała, kim właściwie jest, ale czuła, że na pewno nie jakąś Anielicą. Nigdy przecież nie miała skrzydeł. Wiedziałaby o tym, nawet gdyby nie pamiętała, jak teraz.
    Przestała się tak mocno wciskać w skałę, jakby ta miała ją pochłonąć. Odrobinę się rozluźniła, choć nadal była spięta. Każdy gest, choćby najmniejszy ruch zdradzał to napięcie. Jakoś tam samoistnie zacisnęła dłonie, czując, że ją palą.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ja się pojawię z odpisem dopiero w poniedziałek, ewentualnie jutro wieczorem, bo jest łikend i nie mam czasu do komputera usiąść na dłużej.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ale zgranie czasowe :D
      Spoko, domyśliłam się co do tamtego :)]

      Usuń
  5. Nic jej to nie mówiło, nawet jeśli powinno. Tak samo jak niczego nie udawała, bo tak po prostu o niczym nie miała pojęcia. Ani skąd się wzięła przed jaskinią (no dobra, to akurat wiedziała – przecież stoczyła się ze wzgórza), ani jakim cudem w ogóle znalazła się w tym świecie, ani nawet jak ma na imię, co sobie właśnie uświadomiła, chcąc się teraz przedstawić. Zdziwienie tym faktem na pewno pojawiło się na jej twarzy, choć równocześnie podświadomość podszeptywała różne rzecz, które odrobinę niwelowały tę niepewność. Bo jedno wiedziała na pewno – na pewno była właśnie w odpowiednim miejscu. Właśnie tutaj powinna być i miała coś do zrobienia. Nie wiedziała tylko jeszcze, co konkretnie.
    - Maliaci żyją pod ziemią – powtórzyła informację, zapamiętując ją. Może trochę niegrzecznie zignorowała to, co mówił na temat przedstawienia się, ale przecież nie potrafiłaby na to odpowiedzieć w tym momencie.- Jesteś Maliatą – tak, to też należało podkreślić. Coś jej teraz podszeptywało, żeby się ruszyć, podejść bliżej. Zrobiła to. Powoli, ostrożnie, żeby czasem nie zostało to źle odebrane. Bez żadnych gwałtownych ruchów, bo choć łuk leżał obok, to i tak widziała te spojrzenia rzucane w jego kierunku, nawet jeśli wzrok mężczyzny był głównie skupiony na Vestelii.- Dlatego masz takie oczy – domyśliła się, bo w z miejsca, z którym się znalazła, mogła już dokładniej je dojrzeć i spojrzeć w nie jeszcze raz.
    Uklękła obok, zerkając na rożno i obracane mięso. Strach się zmniejszył w tym momencie, choć nie zniknął całkowicie. Ale i tak zdecydowała się na tak mały dystans. Intuicja zresztą podpowiadała coś jeszcze, coś odważniejszego, choć Vestelia jeszcze nie wiedziała, jaki byłby tego cel.
    - Nie jestem głodna, dziękuję – przypomniała sobie o tym pytaniu właśnie w tym momencie, więc postanowiła odpowiedzieć.- Mogę cię dotknąć? – spytała nagle.
    Cóż, pytanie na pewno było bardzo zaskakujące. Ale właściwie praktycznie samo wyszło z ust Vestelii.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ja też. Okropny mam ten tydzień, od poniedziałku mi kompletnie nie idzie pisanie.
    Miałam odpisać dzisiaj, ale jestem w takim proszku, że kompletnie nie wiem, w co ręce wsadzić, jak cokolwiek zacząć i w ogóle. Ale jutro już na pewno będzie, mam tutaj plan na jutro motywacyjny!]

    OdpowiedzUsuń
  7. - Nie wiem, jak masz mi mówić – zdecydowała się tylko na tyle, aby tylko do tego się przyznać. Resztę miała zamiar na razie zignorować.
    Sekundę po wypowiedzeniu tego zdania przysunęła się bliżej Achela, wyciągnęła ręce i tak po prostu ujęła jego twarz w dłonie, patrząc mu prosto w oczy. Oczy, które… „Podobały jej się” byłoby złym określeniem, bo tak naprawdę trudno byłoby to wyjaśnić.
    Od razu zobaczyła siebie leżącą przed jaskinią, choć z innej perspektywy. To była jednak krótka migawka, jakich nastąpiło po sobie całe mnóstwo, wraz z dziwnymi przeczuciami i podświadomymi informacjami.
    - Nie zostawiłeś mnie przed jaskinią, bo myślałeś, że jestem jedną z twoich. A później okazało się, że nie, że nie mam takich oczu jak ty – spokojnym, delikatnych ruchem palców gładziła jego policzki.- Masz dobre serce. Tylko zalazłeś komuś za skórę, dlatego teraz cię ścigają. Aniołowie tak ogólnie nie tolerują Maliatów, prawda? – zabrała ręce, trochę się odsuwając.- Oprócz Maliatów i Aniołów są jeszcze dwie inne rasy, prawda? – nie znała ich nazw, ale wyczuła, że ktoś jeszcze żyje w tym świecie.- Ja nie należę do żadnej z nich – teraz przynajmniej miała już pewność. Nie była stąd. A przy okazji odpowiadała na zadane pytania. Na tyle, na ile potrafiła, bo nie byłą w stanie podać jeszcze żadnych konkretów. Nawet tych najważniejszych, jak to, do jakiej razy należy i jak się nazywa. Same przeczucia i skrawki wspomnień, podświadome wrażenia.- Kiedyś uczono mnie strzelać z łuku i używać broni białej – nie miała pojęcia, skąd to wie ani jak to kiedyś wyglądało, ale wiedziała, że coś takiego się działo.- Jeśli chcesz, możesz mnie nauczyć – jeśli miało mu to pomóc i sprawić, ze poczułby się lepiej. Zresztą, zasugerował tym samym, że zabrałby ją ze sobą… Ale nie chciała jeszcze zwracać na to uwagi.- Ale ja nie potrzebuję broni. Nikt się do mnie nie zbliży, jeśli nie chcę – miała pewność, że nie potrzebuj, że poradziłaby sobie o wiele lepiej bez tego i nikt tak właściwie nie będzie dla niej zagrożenia. Chociaż, standardowo, nie miała pojęcia, skąd o tym w ogóle wie.

    OdpowiedzUsuń
  8. - To, że dla ciebie cos jest oczywiste, nie znaczy, ze dla mnie również – odparła na ten jego „zarzut” – bo tak to właśnie odbierała. Widziała to zwątpienie. Słyszała ironię. I zaczynało ją to irytować. Czuła się wprawdzie odrobinę pewniej niż jeszcze chwilę temu, ale nie zmieniało to faktu, że nadal gdzieś tam w środku w niej czaił się strach i że trochę nie mogła odnaleźć się w całej tej sytuacji. I na pewno w tym nie pomagał, momentami wręcz pogarszał sytuację. Ale czego tak naprawdę się spodziewała? Nie powinna liczyć na pomoc od kogokolwiek.
    Odsunęła się, jakoś tak odruchowo się kuląc. Jakby chciała zniknąć. Właściwie chciałaby tak po prostu wrócić tam, skąd przybyła, gdziekolwiek to było, bo instynkt podpowiadał jej, że tam było jej o wiele lepiej. Mówiąc prosto, po prostu nie chciała być teraz w tym miejscu, w którym się znajdowała. I z tym towarzyszem, którego aktualnie miała, choć pewnie mogła trafić znacznie gorzej.
    - Gdy przyjdzie czas, przypomnę sobie imię i wtedy ci je podam – powiedziała sztywno, chcąc utrzymać dystans. Mimo wszystko, nie powinna się spoufalać. Przed chwilą to zrobiła, dotknęła go, a przez to poznała jeszcze paletę różnych uczuć i emocji drzemiących w Achelu, o czym oczywiście nie miała mu zamiaru mówić.- Skąd się znalazłam przed jaskinią? – dopytała jeszcze, czy na pewno chodzi mu właśnie o to.- Stoczyłam się ze wzgórza – pewnie nie o taką odpowiedź mu chodziło, ale tylko tyle mogła mu póki o powiedzieć.
    To oczywiście nie było zbyt bezpieczne ani przyjemne, a gdyby tam tak została, leżąc, mogłoby się skończyć źle. Odruchowo uniosła rękę, dotykając tyłu głowy. Nadal bolało od uderzenia. Poczuła przy okazji kilka sklejonych kosmyków włosów. Najprawdopodobniej sklejonych krwią. Dlaczego wcześniej nie zwróciła na to uwagi? Pewnie adrenalina i strach wywołany nieznanym miejscem jej na to nie pozwoliły.
    - Dziękuję, że mnie tam nie zostawiłeś – odezwała się jeszcze poważnym tonem. Mimo wszystko, wypadało podziękować. Zwłaszcza, że nawet jeśli nie robił tego w zbyt przyjemny sposób, to jednak Vestelii wydawało się, że choć trochę się stara, bo przecież już wiedziała i nawet powiedziała, że ma dobre serce. W końcu jedzeniem też chciał się podzielić. Tylko pewnie nie potrafił tego wszystkiego robić w inny sposób, okazać jakiejkolwiek sympatii. Albo chociaż uprzejmości.

    OdpowiedzUsuń
  9. [damy radę, nie przejmuj się :) co ja tu w ogóle wymyśliłam… ale mam jakiś plan! :D]

    - Zrobiłeś to, co musiałeś – wyczuła to wahanie, wewnętrzne zwątpienie, o ile to możliwe. Pewnie dlatego to powiedziała. Żeby więcej o tym nie myślał, bo mimo wszystko serce miał dobre, niezależnie od tego, co kiedyś zrobił. Przecież mu o tym powiedziała. Nie miała pojęcia, skąd o tym wie, ale powinien uwierzyć, że ma dobre serce. Vestelia byłą pewna tego, co mówi, nawet jeśli w większości były to teraz tylko przeczucia. Tak samo jak to przeczucie, że powinna teraz wstać, gdy wspomniał o warcie. I podejść do wejścia do jaskini.- Nie łudzę się – rzuciła tylko krótko, żeby jakoś odpowiedzieć, ale nie odcinać się wybitnie niemiło na te jego drobne złośliwości. A potem od razu wstała i chociaż zakręciło jej się w głowie, to tylko przyłożyła dłoń do bolącego miejsca na głowie i skierowała się do wyjścia.
    Nie miała pojęcia, co właściwie chce zrobić. Wiedziała tylko, że żadna warta nie będzie potrzebna, o ile tylko tam podejdzie, dotknie kilka skał wokół i wyszepcze słowa, które praktycznie same jej się nasunęły. Oczywiście, zrobiła to, a jeden z tych śmiesznych zawijasów na palcach, którym się wcześniej przyglądała, rozjarzył się na czerwono, pozostawiając po sobie miłe uczucie ciepła. I pojawiła się dziwna, nadzwyczajna wręcz pewność, że póki co, jest bezpieczna, a właściwie są bezpieczni, bo nikt nie jest w stanie ich zobaczyć. To wszystko razem dało jej do myślenia i dlatego miała taką pełną zaskoczenia i zastanowienia minę, gdy wróciła w głąb groty.
    - Możesz położyć się spać – poinformowała tylko. Najwyraźniej nie lubiła zbędnych słów.- Nie trzeba stać na warcie.
    Nie miała zamiaru więcej wyjaśniać. Od razu więc usiadła pod kamienną ścianą, marząc tak naprawdę o ciepłym łóżku. Ale to nie było jej teraz dane, skoro właściwie nawet nie wiedziała, gdzie jest. Ani jak ma na imię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpuści jej ten jeden raz, ale ma nie liczyć na więcej? To brzmiało dziwnie. Wręcz całym sobą pokazywał, jak bardzo Vestelia mu wadzi, a chwilę później tego typu słowami sugerował, że jednak jeszcze trochę czasu razem spędzą. Przecież tak naprawdę nikt mu nie kazał ani zabierać jej sprzed jaskini, ani teraz z nią zostawać, nie był uwiązany, więc tym bardziej nie rozumiała, co go jeszcze trzymało. Zwłaszcza, że otwarcie okazywał niezadowolenie.
    - Powiedziałam ci już, że jeśli nie będę chciała, nikt mnie nie dotknie – poinformowała kolejny raz, nawiązując do tortur. Nie miała pojęcia, skąd o tym wie, ale była pewna, że potrafi sprawić, aby nikt nie mógł jej nawet dotknąć.- I powiedziałam też, że nie trzeba, pilnować wejścia, ale jeśli chcesz tam siedzieć bezczynnie, to proszę – wzruszyła ramionami, nie mając zamiaru dłużej dyskutować. Nie było sensu. Najprawdopodobniej i tak mieli się rozstać nad ranem, każde miało pójść w swoją stronę. Wbrew temu, co chwilę wcześniej Achel pośrednio sugerował.
    Nie dopowiedziała już nic więcej, tylko usiadła od razu pod ścianą. Nie miała ze sobą praktycznie nic, prócz tego, co miała na sobie, a tak bardzo przydałoby jej się teraz okrycie. Mogła się jedynie położyć i skulić, od razu też zamknęła oczy. Nie minęła minuta, a już zasnęła.

    OdpowiedzUsuń
  11. [no nastolatką na pewno nie jest, wydaje mi się, że ma koło 20 lat, tak przekładając na nasze. Tzn. trochę ponad. Mam swoją teorię na ten temat, dlaczego wysłali akurat ją do innego świata, skoro pewnie jest mnóstwo starszych i potężniejszych czarownic.]

    Sen był jej potrzebny. Dzięki niemu odkryła kilka rzeczy, spraw, zrozumiała trochę więcej, choć niedużo. I wydawało jej się, ze gdyby dane było jej spać choć odrobinę dłużej, odkryłaby w końcu, kim tak naprawdę jest i jakie nosi imię. Bo tak było tego blisko… Tylko, ze sen został przerwany.
    Jęknęła cicho, czując ból, bo co to był za dziwny sposób na budzenie kogokolwiek? Spojrzała z urazą na Achela, powoli podnosząc się do siadu. Nie dość, że i tak było obolała, to jeszcze musiał robić coś takiego.
    - Bądź cicho – zganiła go szeptem.
    Dotarło do niej, co właśnie powiedział, więc zaczęła nasłuchiwać głosów. Ale nadal nie wstawała, bo wiedziała, że nie ma potrzeby. Nic nie mogło jej się stać.
    - Nawet jeśli będą chcieli, to tutaj nie wejdę ani nas nie zobaczą. Mogą za to usłyszeć. Nie będą wiedzieli, co im przeszkadza, ale nie przekroczą granicy pola. Ty możesz od wewnątrz, ale jeśli to zrobisz, to już nie wrócisz, więc siedź tu cicho i ciesz się, że jesteś bezpieczny.
    Przecież mówiła, że nie trzeba trzymać warty, bo nikt nie będzie w stanie wejść do jaskini. Ani zobaczyć tego, co jest wewnątrz. Nie potrafiła wprawdzie wyjaśnić, jak to działa i jak to zrobiła, ale była pewna, że stworzyła jakąś dziwną niewidzialną zaporę, dzięki czemu mogłaby się spokojnie wyspać. Szkoda tylko, że zdecydowała się również na to, aby mieć towarzysza, bo przez to jednak wyspać się nie mogła. Pokręciła tylko głową z irytacją, bo naprawdę przerwał jej ważny sen, a było już tak blisko…

    OdpowiedzUsuń
  12. [Nie no,spoko, ja go rozumiem, bo ona się zachowuje trochę jak wariatka i raczej nie ma podstaw, żeby jej ufać i wierzyć w to, co mówi, skoro ona nawet nie wie, jak ma na imię :D
    Tylko co tu teraz zrobić, hm? Napisać, że sobie zasnęła z powrotem i bezpiecznie dotrwała do rana?]

    OdpowiedzUsuń
  13. [A,okej. To mogłoby być. To mam to jakoś ładnie opisać? Chociaż w sumie to chyba najpierw Ty musisz, że ktoś tam na niego czeka przy tym drugim wejściu. To wtedy będzie mogła zareagować.
    To napiszę, że na razie sobie została czy coś, ale to już jutro, bo padam na twarz.]

    OdpowiedzUsuń
  14. Vestelia, gdyby chciała, zapewne mogłaby zmusić Achela, aby został razem z nią, nie miała o tym jednak pojęcia. A poza tym, przecież nie powinna go do niczego zmuszać, nawet jeśli sądziła, że niewychodzenie z jaskini będzie o niebo lepszym, bezpieczniejszym rozwiązaniem. Ba, nie tyle sądziła, co po prostu o tym wiedziała. Nie była jednak w stanie go teraz przekonać, bo nie potrafiła tego udowodnić ani powiedzieć czegoś konkretnego, co świadczyłoby o tym, że rzeczywiście nikt nie jest w stanie się dostać do środka.
    Skoro chciał iść, to kimże była, żeby go zatrzymywać?
    - Tak, tak właśnie zamierzam – potwierdziła tylko. Ze spokojem, który zapewne mógł bardzo irytować.
    Ugryzła się w język zanim powiedziała coś na temat tego, że może sobie zabrać łuk i wcale nie musi rano po nią wracać. Ale najprawdopodobniej tylko bardziej by go to rozzłościło. Ale czy to jej wina, że to, co zamierzał zrobić, było po prostu głupie? I że najwyraźniej potrafiłaby poradzić sobie sama o wiele lepiej niż z nim, bo przynajmniej nie narażała się na niebezpieczeństwo bez potrzeby? A poza tym, nie był zobowiązany do zajmowania się nią, więc nie powinien się przejmować. Była wdzięczna, że nie zostawił jej na zewnątrz, gdy leżała nie przytomna, ale przecież już podziękowała. Nie znała innego sposobu, aby jeszcze mu to jakoś teraz wynagrodzić.
    Wzruszyła tylko ramionami, nie ruszając się z miejsca. Nadal nie miała zamiaru wstawać i za nim iść. I nie podjęła też kolejnej próby zatrzymania go. Pokręciła tylko głową z dezaprobatą, po czym ułożyła się z powrotem, mając zamiar zasnąć.
    Szkoda tylko, że nie potrafiła, bo wkradł się w to wszystko jakiś niepokój. Leżała tylko, nasłuchując uważnie. Choć, póki co, jedyne co słyszała, to chlupot wody wywołany przez płynącego Achela.

    [może być? :)]

    OdpowiedzUsuń
  15. Jedyny niepokój, jaki zakradał się do głowy Vestelii, dotyczył tego, czy Achel na pewno bezpiecznie „ucieknie”, bo o siebie się nie martwiła. O niego też nie powinna, w końcu nie byli w żaden sposób ze sobą związani ani od siebie zależni, ale to była zwykła empatia w tym wypadku. Niepokój nie był jednak na tyle duży, by nie mogła w spokoju zamknąć sobie oczu i próbować zasnąć. Pewnie by zasnęła i obudziła się dopiero wtedy, gdy poczułaby się wypoczęta, jednak dziwne hałasy sprawiły, że od razu się poderwała.
    A przecież mu mówiła, żeby został, bo tutaj będą bezpieczni.
    Najłatwiejszym rozwiązaniem byłoby po prostu nie ruszać się z miejsca i nie przejmować się hałasem, ale przecież zeżarłoby ją sumienie, gdyby teraz się nie ruszyła, wiedząc, że coś tam się dzieje. Od razu się poderwała, wskakując do wody, choć w głowie tliła się myśl o tym, że ma, co chciał i teraz powinna go zostawić, aby zobaczył, że nie miał racji. Ale skoro Achel nie zostawił jej nieprzytomnej przed jaskinią, to teraz nie mogła zostawić jego.
    Tak naprawdę nie wiedziała, co ją czeka, kiedy tylko wynurz się z wody. I na pewno nie spodziewała się lecących od razu w jej stronę strzał. Ale nie mogła się dziwić, w końcu była intruzem, nikt się jej nie spodziewał. Szkoda tylko, że żadna ze strzał jej nie dosięgła, bo wszystkie odbijały się, jakby wokół Vestelii utworzyło się jakieś niewidzialne pole siłowe, choć sama nie miała bladego pojęcia, czy w ogóle coś robiła. Wiedziała tylko, że ogarnęła ją niewyobrażalna wręcz złość, bo nie dość, że dostrzegła leżącego pod drzewem Achela, to jeszcze jakieś nieznajome jej stworzenia strzelają do niej, choć przecież nie miała złych zamiarów! A wystarczyłoby po prostu poczekać chwilę i spytać, dlaczego od razu zakładali, że chciałaby zrobić im krzywdę? Trzeba jednak było się bronić, a owa złość sprawiła, że znów zerwał się dziwny wiatr. I chociaż Vestelia nie miała bladego pojęcia, co w ogóle się dzieje i nawet nie zdawała sobie sprawy, że ona to wywołała, nagłe błyskawice, które się pojawiły, powaliły wszystkie skrzydlate stworzenia.
    Podświadomie wiedziała, że żyją, że tak naprawdę nie zrobiła im krzywdy, tylko zwyczajnie je ogłuszyła. Dopiero wtedy wyszła na brzeg i od razu podbiegła do Achela. Wystarczyło go dotknąć, a jego ubranie wyschło. Dostrzegła, że jest ranny, zastanowienia rozdarła jego ubranie, odkrywając ranę. Uciskała ją chwilę, po czym przyłożyła dłoń do jego policzka, a sekundę później przytknęła usta do jego ust. Trwała tak całą minutę, wiedząc, że to pomoże. A kiedy się odsunęła, od razu oderwała kawałek materiału ze swojego rękawa i otarła tym ranę. Obwiodła palcem jej krawędzie, czując wyraźne ciepło, ale to był akurat powód do zadowolenia, bo rana przestała krwawić. Pokusiłaby się nawet o stwierdzenie, że za godzinę nic mu już nie będzie, bo tak właściwie wzięła wszystko na siebie. Dotarło to do niej kilka chwil później, kiedy to zdążyła tylko uderzyć go lekko w policzek, aby się ocknął, a sama opadła obok, zmagając się z nagłym i mocnym kaszlem. Po którymś z kolei odkrztuszeniu wypluła zresztą krew.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Oj tam, nic się nie dzieje :) Ja teraz też mam urwanie głowy i nie wiem n nawet, kiedy znajdę chwilkę na odpis, więc...]

    OdpowiedzUsuń
  17. Jedyne, co mogła zrobić w odpowiedzi, to potrząsnąć lekko głową. Bo przecież nikt jej nie postrzelił, a to, zenie mogła teraz złapać oddechu i krztusiła się krwią było efektem czegoś innego. Wiedziała jednak, że da temu radę i to za chwilę przejdzie, a najważniejsze w tym momencie było to, aby się ukryć, bo to mogli być nie jedyni aniołowie, za chwilę mogli przybyć kolejni, a wtedy Vestelia nie dałaby im już rady. Przyłożyła czoło do ziemi na chwilę, zamykając oczy. Nie mogła jednak zostawić towarzysza tak długo bez odpowiedzi, bo jeszcze gotów zrobić znowu coś głupiego.
    - O… Oni… - zaczęła w końcu słabym głosem, podnosząc głowę i próbując utrzymać się w pozycji klęczącej, choć cały czas podpierała się na rękach.-… Żyją – dokończyła w końcu.- Gdy się obudzą, nie będą nic pamiętać. Odciągnij ich najdalej, jak się da. Ja za-zaraz – odkaszlnęła znowu.- Ci pomogę. Potem zabezpieczę wejście i tutaj się ukryjemy.
    Spróbowała wstać, ale opadła z powrotem na kolana. Ciało sobie poradzi, potrzebuje tylko czasu, wiedziała o tym, ale nie wiedziała za to, dlaczego w ogóle wzięła obrażenia Achela na siebie, odczuwając teraz ich skutki, podczas gdy jemu prawie nic teraz nie dolegało. Prawie, bo zminimalizowała to tylko do powierzchniowej rany. Czyżby to była spłata długu za to, że nie zostawił jej na pastwę losu przed jaskinią?

    OdpowiedzUsuń
  18. [ No spokoooojnie. Ważne, że wróciłaś :)]

    Ociągnąć. Może brzmiało to dziwnie, ale Vestelia nie miała zamiaru się powtarzać. Głównie dlatego, że i tak powiedzenie tego sprawiło jej trudność i nie bardzo było w stanie jeszcze raz wszystko tłumaczyć. Na szczęście, Achel o nic więcej nie pytał. I choć chciała mu pomóc, tak jak powiedziała, dzięki temu wszystko poszłoby choć trochę szybciej. Ale chociaż chciała, nie bardzo dawała radę w pierwszym momencie, dlatego kilka kolejnych chwil wykorzystała na regenerację. Wiedziała, że w końcu jej przejdzie i nie będzie po tym żadnych następstw, żadnych konsekwencji, potrzebowała jedynie czasu. Ale czasu nie było.
    Zmusiła się w końcu, żeby wstać, dostrzegając, że została tylko jedna postać do odciągnięcia. Chwiejąc się, podeszła do krańca jaskini i, tak jak poprzednim razem, dotknęła kilku skał szepcząc słowa, których sama nie rozumiała. Po palcach znów rozeszło się to uczucie przyjemnego ciepła.
    Achel zniknął już w wodzie i przepłynął na drugą stronę, a Vestelia rozejrzała się jeszcze na koniec, chcąc się upewnić, czy nic im nie grozi, choć teraz również miała tę wewnętrzną pewność, że są bezpieczni i z obu stron coś ich chroni. Chyba tylko cudem udało jej się przepłynąć na drugą stronę. Wytoczyła się na brzeg i dosłownie padła koło ogniska. Zdecydowanie nie miała teraz ochoty na jakąkolwiek rozmowę i tłumaczenie się z tego, co zrobiła, zwłaszcza, że nadal nie potrafiłaby tego wyjaśnić. Skuliła się tylko, bo ból, choć trochę zmalał, nadal był nieznośny.
    - Śpij – rzuciła tylko słabym głosem, jednak pobrzmiewał w tym ton, któremu nie wolno się było sprzeciwiać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jej nie trzeba było nawet mówić, ze powinna się przespać, bo ledwo wyszła z wody, od razu się położyła. Choć lepszym określenie byłoby chyba, że zwyczajnie padła. Nie miała nawet siły, aby nagrzać dłonie i się wysuszyć, więc tym bardziej przysunęła się do ognia, aby w ten sposób się zagrzać i osuszyć. Oczy przymknęła od razu, choć nie oznaczało to, ze w tym samym momencie straciła świadomość i odpłynęła do krainy snów, nic z tych rzeczy. Cały czas słuchała, co Achel mówi.
    - Nie jest potrzebna – potwierdziła, nie otwierając oczu. I chociaż chciała, aby głos brzmiał normalnie, w miarę zdecydowanie, to jednak brzmiał słabo i cicho.
    Pozory, jak widać, lubiły mylić. Choć Vestelia nie mogła się dziwić temu, jak początkowo był do niej nastawiony. Nie znali się, nie mogli sobie przecież ufać, bo trudno ufać obcym istotom. A to, co mówiła, brzmiało przecież, jakby była wariatką i samobójczynią. Nawet według niej tak to brzmiało, ale intuicja nakazywała jej coś odwrotnego, więc słuchała jej, nie wiedząc nawet, dlaczego. Była silniejsza niż zdrowy rozum.
    Kwestię o aniołach dosłyszała, oczywiście. I pewnie powinna spytać, o co dokładnie chodzi, bo wyczuła wcześniej tylko jakieś strzępki, ogólne informacje, bez konkretów, ale stwierdziła, że nie jest to dobry moment. Musiałaby się zrewanżować informacjami na temat tego, co przed chwilą zrobiła. A przecież sama nie do końca wiedziała.
    - Nie obrażam się – nawet się uśmiechnęła, choć uniosła tylko jeden kącik ust, bo prawdziwy, szeroki uśmiech, był ponad jej siły.- Dziękuję – nie zdołała jednak nawet sięgnąć po torbę, aby móc oprzeć na niej głowę, bo po prostu nadzwyczaj szybko zasnęła. W końca.


    Zasnęła po to tylko, by kilka godzin obudzić się z krzykiem, choć odpowiedniejszym określeniem było „z dzikim wrzaskiem”. Przez kilka pierwszych sekund nie miała nawet pojęcia, gdzie się znajduje, czy jest sama, czy z kimś, ale kiedy ostatni, przerażony dźwięk wydobył się z jej gardła, od razu rozejrzała się wokół. Jeśli Achelowi również zdarzyło się zasnąć – tym krzykiem na pewno go obudziła. Oddychała ciężko, jakby przebiegła naprawdę długi dystans, w spojrzeniu czaiło się jakieś dziwne przerażenie, choć trochę złagodniało, kiedy napotkała wzrokiem towarzysza.

    OdpowiedzUsuń
  20. [No widzisz, ludzie przychodzą i odchodzą, rzadko z kimś pisze się naprawdę długo.]

    Może fakt, ze ktoś był obecny, trochę pomógł w pokonaniu tego krzyku, który wręcz pchał się na usta. To, że Achel zaczął mówić, również Vestelii pomogło, bo zamilkła, choć nie mogła jeszcze zwalczyć paniki, przez którą serce biło jej w oszalałym wręcz tempie, a sama miała ochotę poderwać się i biec, uciekać, sama nie wiedziała nawet dokąd.
    Dobrze, że się przysunął, dzięki temu Vestelia mogła bez żadnych przeszkód zarzucić mu ręce na szyję, a potem dosłownie przylgnąć z całej siły, przytulając się. Jej własne emocje zmieszały się z emocjami Achela, które wyczuła poprzez dotyk, a to sprawiło, że mogła się szybciej uspokoić.
    Cóż, zwykły koszmar to to nie był.
    - Vestelia – wykrztusiła w końcu, ale nie, nie odsunęła się, tyko nadal kurczowo trzymała się Achela, jakby był taką kotwicą trzymającą ją w tym świecie. Oddech miała przyspieszony, niespokojny, ale nie obezwładniało jej już to uczucie paniki nakazujące zachowywać się w sposób dosyć… Nielogiczny i nieprzemyślany.- Mam na imię Vestelia. Między wymiarami jest strażnik i… - zacięła się, nie potrafiła teraz tego dokończyć, bo nie pamiętała wszystkich szczegółów; pamiętała tylko jedno – to jest zbyt przerażające, aby o tym mówić. Strach obezwładniał na samo wspomnienie o tym.
    Mogła sprawiać wrażenie, jakby bredziła, ale to przecież była pierwsza konkretna informacja, jaką o sobie udzieliła, od kiedy się na siebie „natknęli”. Brzmiało to trochę nieskładnie, ale chyba jeszcze wzburzenie wygrywało ze spokojem, nie potrafiła do końca racjonalnie myśleć. Na razie próbowała wmówić sobie, że jest względnie bezpieczna, pewnie dlatego tak desperacko uczepiła się Achela. Bo chciała czuć czyjąś obecność, a przytulenie się było na to najlepszym sposobem.

    OdpowiedzUsuń
  21. [To sobie wyobraź, że cię właśnie skrzyczałam :D]

    - Vestelia – powtórzyła własne imię, jakby nie do końca dowierzała, że należy do niej. A później poczuła się uradowana przez kilka sekund, bo nagle jednak była kimś, coś pamiętała, nie była bezimienną istotą bez wspomnień. Czuła się wtedy źle, teraz było trochę lepiej. Ale nadal nie była kimś stąd, nadal nie należała do żadnej z raz, które przedstawił jej Achel. Tę kwestię już przecież ustalili wcześniej. Pytanie tylko, do jakiej rasy należała.
    Przymknęła oczy, starając się skupić, wedle polecenia. Sama nie wiedziała, dlaczego tak mocno ściska jego dłoń swoją w tym momencie. Jakby jej to pomagało.
    - Jestem... – szukała odpowiedniego słowa, bo nie wiedziała, jak to nazwać.- Wiedźmą! – zakończyła triumfalnie.- Cokolwiek to znaczy. Patrz na moje dłonie – jeśli dotychczas tego nie zauważył, to teraz mógł zobaczyć przedziwne zawijasy, nieokreślone znaki pokrywające palce Vestelii. Bo wyciągnęła ręce przed siebie, aby to pokazać, przez co musiała puścić dłoń Achela, zaraz jednak z powrotem ją złapała, przykładając sobie do policzka.- Jeszcze nie wiem, jak to działa, ale na pewno się dowiem. Musiałam tu przejść między wymiarami, jak już powiedziałam i... Zamknij oczy i patrz – nie bez powodu położyła sobie jego dłoń na policzku, przyciskając ją swoją własną dłonią. W ten sposób mogła przekazać mu obrazy dotyczące tego, co przeżyła. Sama była w szoku, mogąc je teraz ponownie ujrzeć, bo nic przyjemnego nie było w tym, co przeżyła, próbując pomiędzy tymi wymiarami pokonać strażnika. Właściwie nadal napełniało ją to strachem, więc w pewnym momencie puściła dłoń towarzysza i dosyć gwałtownie się odsunęła, oddychając szybko, wręcz panicznie.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Chcesz zacząć nowy wątek ze mną?]

    OdpowiedzUsuń
  23. [Rozumiem to świetnie, bo ja tak odświeżam co chwilę panel wielkiego brata, czekając na odpisy :D Nie no, fakt, trochę się cicho zrobiło ostatnio, ale dzisiaj jest niedziela, pewnie się pojawią niedługo i przyjdą przywitać :)]

    Ona nie znała ras z tego świata, bo nikt wcześniej z niego nie wrócił. Nie mogła być więc zdziwiona, że hasło „wiedźma” będzie znajome dla istot z tego świata. Dla niej samej brzmiało jeszcze dziwnie, bo przecież dopiero co się o tym dowiedziała. Nie mogła wyjaśnić, co dokładnie oznaczała, bo sama tego nie wiedziała, ale wiedziała za to, że jest to wytłumaczenie tego wszystkiego, co zrobiła, tego, co potrafiła.
    Wracanie do przeżyć, przez które Achel znalazł ją w takim a nie innym stanie nie było zbyt przyjemne. Choć tak naprawdę powinna się cieszyć, że nie stało jej się nic poważniejszego i wyglądała względnie dobrze. Odetchnęła kilka razy głęboko, kiedy oderwała dłoń od jego policzka, aby się uspokoić, bo też czuła swoje własne emocje, swój strach, kiedy próbowała przechytrzyć strażnika między wymiarami i obawę, że jej się to nie uda. Poza tym, wyglądał potwornie i patrzenie n takie stworzenie też nie było przyjemne.
    - Ja... – zawahała się, bo przez kilka sekund nie wiedziała, jak w ogóle to wyjaśnić, bo nie potrafiła ubrać w słowa tego, co właśnie zrobiła. No bo co takiego zrobiła? Ot, przyłożyła mu dłoń do policzka i tyle.- Pokazałam ci swoje wspomnienia. Nie wiem, jak to zrobiłam. Zrobiłam dzisiaj dużo dziwnych rzeczy... – gdyby wymieniła je na głos, pewnie sama sobie wydałaby się niespełna rozumu.

    OdpowiedzUsuń
  24. [Nic, tylko się cieszyć! :)
    Jak najbardziej mi tak pasuje (tylko mam nadzieję, że będziesz się tego trzymać :P), zwłaszcza, że ja jeszcze zaczynam nową pracę w tym tygodniu i mogę nie ogarniać z początku, póki się nie przyzwyczaję do trybu „osiem godzin w biurze, 7-15”, więc taka częstotliwość jest dla mnie odpowiednia.]

    Nadal czuła, że ma luki w pamięci i pewnych rzeczy nie potrafi wyjaśnić, nawet sama sobie, a skoro nie potrafiła tego, to tym trudniej było je zrozumieć. Podejrzewała jednak, że to wszystko przyjdzie z czasem, że w ciągu kilku dni, może nocy, kiedy zaśnie i da odpocząć umysłowi, wszystko do niej wróci.
    - Musisz mi powiedzieć, kim były te istoty – stwierdziła, rzeczywiście się kładąc. W miarę blisko ogniska, aby się ogrzać, a równocześnie w miarę blisko Achela, jakby czyjaś obecność dodawała jej otuchy. Chyba było to widać, zważywszy na to, jak wcześniej się zachowała, gdy się obudziła z krzykiem, jak szukała kontaktu z drugą osobą i zwyczajnie się do niego przytuliła.- I dlaczego chciały się skrzywdzić – dodała, choć słowa, których używała, mogły brzmieć dziwnie. Bo pewnie właściwsze byłoby określenie „dlaczego chciały cię zabić”, bo zdawało jej się, że taki właśnie był zamiar tych skrzydlatych stworzeń.- Nie posiadam nic, prócz tego, co mam na sobie – zauważyła nagle, bo nasyłają dziwna myśl.- Musisz mnie zaprowadzić do miejsca, w którym mnie znalazłeś. Zdaje mi się, że znajdę w pobliżu coś, co należy do mnie. Nie teraz, oczywiście. Teraz rzeczywiście powinniśmy odpocząć. Ty również, mimo zagojonej rany nadal nie jesteś w pełni sił – akurat w tej kwestii wiedziała, co mówi, przecież sama go uleczyła, choć nie wiedziała, że tak to się nazywa.

    OdpowiedzUsuń
  25. [Od kilku dni męczę się z komputerem, dysk twardy mi pada, więc albo mi się uda odpisać jakimś cudem w pracy, albo wrócę dopiero za kilka dni. Takiego pecha coś mam ostatnio z pisaniem :C]

    OdpowiedzUsuń
  26. Leżała z zamkniętymi oczami, więc nie widziała nic przed sobą, a chcąc nie chcąc, automatycznie wyobrażała sobie to, co mówił Achel. Wprawdzie nie doświadczyła żadnej z tych rzeczy, właściwie nie widziała nawet żadnej z tych istot, tak więc to jej wyobrażenie i obrazy pojawiające się przed oczami były koślawe i w przeważającej mierze miały pewnie niewiele wspólnego z rzeczywistością. Tak po prawdzie, przecież wiedziała jedynie, jak wyglądają aniołowie.
    - Wedle legendy? – powtórzyła po nim, gdy skończył. Przewróciła się na bok, podparła głowę na dłoni i patrzyła tak na Achela z uśmiechem na twarzy. Z rozbawionym uśmiechem, należałoby dodać.- No to sobie dodałeś trochę znaczenia. Naprawdę tak wszędzie o tobie opowiadają, że aż jesteś bohaterem legendy? – nie miała zamiaru być złośliwa ani nic z tych rzeczy, czasem wychodziło jej to samoistnie.- Skoro tamci ze skrzydłami to byli Aniołowie… A ty chyba jesteś Maliatą, jeśli dobrze rozumiem – spoważniała trochę, starając się to wszystko pojąć.- To kim są Lakowie i elfy? I czym się różnią? Skoro oni mieli skrzydła, to co masz ty? – nie znała ras, dla niej było to trochę nie do pojęcia, dlatego tak dopytywała. Chciała zrozumieć. Sama była przecież tylko człowiekiem. No, może człowiekiem z trochę większymi możliwościami niż ci niemagiczni, bo tacy w świecie Vestelii też byli.- Co odróżnia cię od nich prócz skrzydeł?

    [pisanie w pracy zawsze spoko :D]

    OdpowiedzUsuń
  27. [Mój był gorszy. I trwał dłużej :D]

    - Po prostu zareagowałeś trochę zbyt porywczo… - powiedziała to, zanim zdążyła ugryźć się w język. No bo po co to mówiła? Brzmiało jak krytyka, a była ostatnią osobą, która mogłaby się wypowiadać na ten temat, zwłaszcza, że nie miała pojęcia o konfliktach między rasami w tym świecie.
    Zacisnęła usta, przebiegła wzrokiem po wnętrzu jaskini i udawała tym samym, że wcale się przed chwilą nie odezwała.
    - Ci lakowie… - chciała zmienić temat, owszem, ale chciała się też czegoś dowiedzieć.- Czym można im zapłacić? Bo ja chyba muszę kogoś odszukać tutaj… Nie pamiętam kogo i dlaczego, ale wiem, że muszę… Oni mi pomogą? Czy nie?
    To było dosyć ryzykowne, jak pomyślała kilka sekund później. Mogli nie chcieć pomóc komuś, kto w ogóle nie należał do tego świata, a poza tym, od razu mieliby informację, że Vestelia kręci się gdzieś w pobliżu, a najwyraźniej już zdążyła sobie narobić wrogów, więc nie chciałaby, aby ktokolwiek dowiedział się o jej obecności. A Lakowie mogliby tę informację komuś sprzedać. Tak się teraz nad tym zastanawiała w milczeniu.
    - Dlaczego nie odpowiadało ci to, że twoja siostra brata się z aniołami? – spytała w końcu, tak dosyć nagle. I chyba nie powinna być aż tak wścibska.

    OdpowiedzUsuń
  28. - No właśnie, więc chyba lepiej byłoby się u nich nie pokazywać… - stwierdziła w zamyśleniu.- Bo mogliby przekazać informację o mnie dalej, a wtedy aniołowie by się dowiedzieli, ze tam byłam… A skoro pomogłam tobie przy nich, a chcą schwytać ciebie… To mnie też będą chcieli. Dobrze rozumuję?
    Przekręciła się z powrotem na plecy. Chciała już zasnąć, ale równocześnie się tego obawiała. Dokładniej, bała się tego, co tym razem może zobaczyć we śnie.
    - Być może to rozumiem… - odezwała się jeszcze.- To takie trochę rozczarowanie brakiem zaufania...? – nie miała pewności, czy dobrze to odczytała, dlatego brzmiała pytająco.- Chyba trudno jest być takim samotnym, nie? Wiedzieć, że nie można nigdzie pójść swobodnie, cały czas nie móc czuć się bezpiecznie… I nie móc na nikim polegać… - cóż, sama też zawsze czuła się inna w swojej społeczności i może odrobinkę była przez to odepchnięta, ale nigdy w takim stopniu. Nie musiała się ukrywać. I, tak po prawdzie, żyć w ciągłym strachu. No i jeśli by chciała, to imałaby komu zaufać, a Achel… Właściwie nie miał nikogo. Chyba, że mógłby wrócić do domu, ale nie chciał o to pytać. Już za dużo wypytywała.

    [cieszę się :)]

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dobrze, dobrze, to czekam cierpliwie :)]

    OdpowiedzUsuń
  30. - Może miała powód... – zasugerowała cicho.- Może coś w twoim zachowaniu sprawiło, że bała się o tym mówić... – powinna się wtrącać? Na pewno nie. Nie mogła mieć żadnego pojęcia o całej tej sytuacji. Ale miała wrażenie, że Achel potrzebuje sobie pogadać (zwłaszcza, że najwyraźniej od dawna nie miał do kogo się odezwać), może trochę się wyżalić, więc podtrzymywała rozmowę.- To nic, przecież do spania nie potrzeba światła – zauważyła z lekkim rozbawieniem.- Poza tym, z tego, co zrozumiałam, dla ciebie to bez znaczenia, bo i tak widzisz w ciemności – przypomniała, ale i tak zaraz się podniosła i usiadła. Wpatrywała się chwilę w dogasający żar, intensywnie nad czymś myśląc.- Od kilkunastu lat? – powtórzyła, lekko zdziwiona.- To ile właściwie masz? Chociaż... Może u was liczy się to jakoś inaczej... – zastanowiła się na kilka sekund.- Ale! Ogień nie jest problemem. Coś mi się przypomniało, patrz.
    Wyciągnęła rękę przed siebie. Nie musiała nawet nic mówić, jedynie nią potrząsnęła, wskazującym palcem celując w zwęglone drewno. Jeden z czarnych wywiniętych znaczków na sekundę zrobił się złoty, a potem z końca palca wystrzelił płomyczek. Wylądował na resztkach drzewa i rozrósł się. Ogień płonął i nie potrzebował niczego, by się utrzymywać. Vestelia uśmiechnęła się szeroko, zadowolona z siebie.
    - Jest ogień. Chyba się trochę przydaję, nie? – spróbowała zażartować.
    A w rzeczywistości sama była zaskoczona tym, ze potrafi coś takiego. Ale przyszło to samoistnie, instynktownie, bez zastanawiania się.

    OdpowiedzUsuń

  31. - Powinieneś się zagrzać – stwierdziła dziwnie stanowczo.- Nawet jeśli nie potrzebujesz światła, to ciepła jednak tak – doprecyzowała. Sama też powinna się wygrzać, w końcu oboje wylądowali w lodowatej wodzie i nawet jeśli już wyschli, to i tak lepiej było się dobrze wygrzać.
    Sama po części była zaskoczona tym, co zrobiła, bo mimo wszystko nie wiedziała, że coś takiego potrafi. Robiła to automatycznie, jakby kierowała nią podświadomość, głęboko tkwiące wspomnienia. Ale przypominała sobie poszczególne elementy krok po kroku, w końcu znała już własne imię.
    - Kiedy mówisz „zamordowałem anioła”, brzmi to okropnie – powiedziała, kładąc się. Wiedziała, że taka była prawda, że nie dało się tego w żaden sposób złagodzić, skoro jednak go zabił, ale kiedy mówiło się o tym na głos tak bezpośrednio… Naprawdę brzmiało to okropnie.- Nie wiem, jak się u was liczy lata…
    Leżała na plecach, wpatrując się w sklepienie groty, po którym tańcowały cienie. Dzieliła ich pewna odległość. Vestelia wyciągnęła rękę w bok, w stronę Achela.
    - Spróbujmy zasnąć… - poprosiła. Przesunęła się jeszcze kilka centrum w jego stronę.- Mógłbyś mi podać rękę?
    Wiedziała, jak głupio to brzmi, ale… Bała się tego, co się stanie, gdy zaśnie, a to, że kogoś by się trzymała, sprawiało, że czuła się bardziej „w tym świecie”. Jakby miał być jej kotwicą.

    OdpowiedzUsuń
  32. [Chciałam Cię właśnie pogonić, że nie mam odpisu, a innym odpisujesz :D A to się okazało, że ja nie zauważyłam odpisu od Ciebie :D Już się biorę i dziś będzie.]

    OdpowiedzUsuń
  33. Nawet jeśli można to było odbierać dwojako, Vestelia o tym nie wiedziała. Potraktowała to jak łącznik z tym światem, bo dawało jej świadomość, że się kogoś trzyma. Kogoś, kto jest rzeczywisty. Nie odczuwała podtekstów, bo w jej rzeczywistości coś takiego nie istniało. Każda osoba miała przypisaną swoją drugą połówkę od samego urodzenia. No, prawie każda. Vestelia należała do tych „wybranych”, którzy mieli kontynuować badanie magii i eksperymentowanie, dlatego została wysłana do innego świata. Po coś, czego jeszcze nie pamiętała. Ale w tym właśnie momencie przypomniała sobie, dlaczego padło na nią. Bo ona nie miała przeznaczonej osoby. A równocześnie zawsze wiedziała, że którykolwiek z mężczyzn, których spotykała, należał do innej, więc nigdy nie dwuznaczności i podtekstów nawet w kontakcie fizycznym. Dlatego teraz zupełnie o tym nie pomyślała.
    - Chyba wiem, dlaczego tu jestem… - odezwała się cicho.- To znaczy, nie wiem po co dokładnie, ale wiem, dlaczego akurat ja… Tak mi się zdaje – chciała powiedzieć to na głos, opowiedzieć o tym, choć nie wiedziała dlaczego. Po co? Przecież go to nie dotyczyło. A jednak tak leżała, trzymała dłoń Achela i myślała, że mogłoby mu się to wydać interesujące. Taka rzeczywistość z całkowicie innego miejsca, nieznana.

    OdpowiedzUsuń
  34. - To może jednak nie teraz – wprawdzie zgodził się na wysłuchanie historii, choć „historią” nie można tego było nazwać, to jednak widziała, że jest zmęczony. Sama też była. Praktycznie cały czas leżała z zamkniętymi oczami, uchylając je tylko na chwilę, by zerknąć na Achela raz czy dwa.- Kiedy stąd wyjdzie…my – zawahała się odrobinę, bo nie miała pewności, czy może mówić w liczbie mnogiej. Może po przebudzeniu każde pójdzie w swoją stronę? – Muszę koniecznie znaleźć swoje rzeczy. Na pewno leżą gdzieś w pobliżu.- Już o tym wspominała, że gdzieś tam zgubiła swoją torbę, której zawartości zresztą nie pamiętała, ale teraz była pewna, że w większości są to zioła. A teraz o tym przypomniała, aby w ogóle cokolwiek powiedzieć.
    Przekręciła się na bok, bokiem do Achela, równocześnie zabierając rękę. Ale dlatego, że próbowała wygodniej się ułożyć, podłożyć ją pod głowę, za to wyciągnęła drugą i wsunęła dłoń w jego. Ziewnęła, co w tym momencie wydało jej się zabawne.
    - U mnie… To znaczy, w moim świecie… Każdy ma kogoś przeznaczonego. Ja nie mam – czyżby w jej głosie można było usłyszeć odrobinę goryczy? Cóż, każdy miał kogoś, a Vestelia za to miała wrażenie, że świadomie i celowo skazano ją na samotność i brak bratniej duszy.- Dlatego jestem tutaj. Tak mi się zdaje.
    Mogłaby to wyjaśnić konkretniej, ze szczegółami. Z każdą chwilą wiedziała więcej i naprawdę byłoby o czym mówić, o całej tej hierarchii, społeczności, zasadach, obowiązkach przypisanych do konkretnych osób… Ale chyba naprawdę nie miała siły i powiedziała tylko w bardzo, bardzo dużym skrócie, o co chodzi, nie podając żadnych szczegółów, jedynie zdawkowe informacje.


    [przecież kiedyś miałaś wpisane, że wolisz pisać krótko :) mi to nie przeszkadza.]

    OdpowiedzUsuń
  35. Widziała, że mówienie teraz o czymkolwiek nie miało sensu, bo oboje byli zmęczeni.
    - Śpij… - zamruczała tylko łagodnie, jakoś tak odruchowo głaszcząc palcami dłoń Achela.
    I pomyśleć, że normalnie musiałby czuwać z obawy, że ktoś mógłby go zaatakować w trakcie snu, a co za tym szło, nie mógł porządnie odpocząć. Chyba nigdy, tak wynikało z tego wszystkiego, co powiedział.
    Sama leżała jeszcze tylko kilka chwil, nie mogąc zasnąć, mimo zmęczenia. Miała zbyt dużo myśli i zbyt duży mętlik w głowie. W końcu jednak się udało.
    A najzabawniejsze i równocześnie najdziwniejsze było to, że kiedy się obudziła, wcale nie leżała w pewnej odległości od Achela, ściskając jedynie jego rękę. Leżała bliżej, z jego ręką pod swoją głową. Ale dłoń nadal miała wsuniętą w jego.
    Zerwała się dosyć gwałtownie, zaskoczona takim układem. Szturchnęła Achela przy tym niechcąco, a to równało się temu, że go obudzi.
    - Nic… Nic się nie dzieje. Spokojnie – zapewniła od razu, bo zapewne budząc się, pomyślałby, że coś się dzieje, skoro go szturchała. A wtedy mógł złapać za łuk i od razu być w gotowości do obrony.

    OdpowiedzUsuń
  36. - Nie mam – odpowiedziała od razu, jakoś tak samoistnie utrzymując cichy ton, choć nikt nie mógł ich usłyszeć.- Tym razem nie miałam. Nic mi się nie śniło – zaskakujące było to, ze o to spytał. Zaskakujące, bo pomyślała, że to przejaw troski, bo nie chciałby, aby się męczyła w trakcie snu. Ale zaraz do niej dotarło, że to z innego powodu. Po prostu chciał się dowiedzieć czegoś więcej, a prawdopodobne było, że koszmary ukażą jakieś fakty.
    Aż westchnęła cicho, bo dobry nastrój od razu prysł.
    - Odpocznij jeszcze trochę – poleciła.- Spróbuj zasnąć. Nic ci się tutaj nie stanie, nikt cię nie znajdzie... – tego była pewna. Nawet jeśli aniołowie się ocknęli i wiedzieli, gdzie mają szukać Achela, to raz, że na pewno bali się tutaj przybyć ze strachu przed dziwną mocą, a dwa, że i tak nie mogliby wejść do jaskini. Z żadnej strony.- Ja pójdę i poszukam swoich rzeczy... – zamyśliła się, nie wiedząc, czy to na pewno dobry pomysł.- Może tam znajdę coś, co trochę nam rozjaśni sytuację... – nam? Dlaczego powiedziała nam?

    OdpowiedzUsuń
  37. - Tak, w porządku – odpowiedziała trochę ostrzej niż zamierzała.
    Spojrzała na Achela wyraźnie zdziwiona jego gestem, ale szybko odwróciła głowę i milczała przez kilka chwil. Gdy puścił jej dłoń, zabrała ją, odsunęła się i wstała.
    - Prawda, nie ma pośpiechu – przyznała z wahaniem, zaczynając spacerować po grocie. Nie mogła tak siedzieć i nic nie robić, coś wewnątrz ją pchało do działania.- Den chyba dobrze ci zrobił, nie sądzisz? Kiedy ostatni raz przespałeś spokojnie tyle godzin?
    Z tego, co mówił, wywnioskowała, że nigdy nie czuł się bezpieczny i nie mógł spokojnie zasnąć, wiecznie musiał czuwać. A to było ze szkodą dla organizmu, wieczne zmęczenie nie służy. Każdy musiał raz na jakiś czas zregenerować siły.
    Krążyła tak przez kilka chwil, aż w końcu się zatrzymała. Vestelia miała swoje zadanie, Achel swoje. Choć ciągłe ucieczka byłą raczej wątpliwym zadaniem i celem. Ale jakoś tak samoistnie założyli (chyba oboje), że wyjdą z jaskini razem, że dalej pójdą też razem, ale…
    - Co dalej? – spytała niejasno.- Co zamierzasz, tak właściwie? Mówiłeś wcześniej, że będę ci wadzić, więc… Chyba pójdziesz w swoją stronę, a ja w swoją. Tak?

    OdpowiedzUsuń
  38. - To to przynajmniej będziesz miał więcej energii teraz – zauważyła logicznie. Nie wiedziała, co ma powiedzieć, więc powiedziała najbardziej oczywistą rzecz.- Chociaż milej by było spać w wygodniejszym miejscu, nie? – uśmiechnęła się krzywo.
    Przespacerowała się jeszcze raz, analizując to, co powiedział. Nie bez powodu wysłali ją tutaj samą (bo zakładała, że ktoś ją „wysłał”), więc najwyraźniej miała samodzielnie wypełnić zadanie. W planie (którego nie znała) zapewne nie było miejsca na kogoś dodatkowego i nikt nie zakładał, że Vestelia znajdzie się w takiej sytuacji jak ta. Ale zaraz pomyślała też, co by było, gdyby ocknęła się sama… Nie wiedząc, gdzie jest, kim jest, dlaczego i tak dalej…
    - Nie wiem przecież, jakie mam zadanie – powiedziała cicho.- Wiesz, jak to wygląda? – odwróciła się do Achela i skupiła na nim wzrok.- Póki wydawało się, że jestem nieprzydatna, to bym ci wadziła, jak powiedziałeś, więc nie chciałeś mieć ze mną nic wspólnego. Fakt, pomogłeś mi, ale chciałeś czym prędzej zostawić… A teraz, kiedy okazało się, że jednak coś tam potrafię, to jednak chcesz ze mną przebywać, jakbyś miał nadzieję, że dzięki mnie będzie ci łatwiej – zapewne źle to zinterpretowała, ale powiedziała to wszystko, zanim zdążyła jeszcze raz to dokładnie przeanalizować.- Przynajmniej ja sobie tak pomyślałam przed chwilą. Nie brzmi to dobrze, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  39. - No tak, nie ma co narzekać… - zamruczała, zgadzając się, bo najważniejsze było, że nie działa im się krzywda, a to, że się spało na trochę niewygodnym podłożu.
    Podeszła do wody, ukucnęła na brzegu, nabrałą jej trochę w dłonie i przemyła twarz. Szykowała się już do wyjścia, bo skoro tak chwilę wcześniej postanowiła… Tylko się zajęli dyskutowaniem, a zagubiona torba gdzieś tam leżała. Nic prócz niej Vestelia nie miała, więc nie musiała zbierać swoich rzeczy.
    - Taka osoba jak ja? – poniekąd po nim powtórzyła.- Co to znaczy? – spytała, ale nie ze złością, bardziej zaciekawiona tym, co miał na myśli.
    Wstała, przegarnęła palcami włosy i ruszyła ku wyjściu z groty.
    - Idziesz ze mną, tak? – upewniła się jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  40. [Cóż Ci mogę powiedzieć – zniknij na pół dnia, a nagle tysiąc rzeczy do uzupełnienia w linkach :D
    Trzeba się tylko cieszyć, że piszą, bo ja też nie lubię czekać miesiącami, wtedy pisanie tak trochę traci sens. Teraz sobie zrobiłam kilka dni oddechu od pisania, bo się trochę pochorowałam i leżałam tylko pod kocykiem całymi dniami. Ale już jestem! ^^ Też mi się kolejka zrobiła...]

    - Dobrze, wierzę – mruknęła tak trochę dla świętego spokoju, choć nie można tego było odebrać jako „niemiłe”. Gdyby zależało jej jakoś specjalnie na tym wszystkim albo chciałaby mu uświadomić że teraz będzie musiał dotrzymać słowa za wszelką cenę, to poinformowałaby o tym, że ma swoje sposoby by egzekwować obietnice. I wystarczy tylko słowo, aby takową złożyć. Ale przecież nie chciała go pakować w coś takiego.
    - Zrobiło się trochę niezręcznie, nie uważasz? – zagadnęła nagle, kierując się ku wyjściu z jaskini. Trudniej się współpracuje, kiedy jest niezręcznie, więc Vestelia chciała trochę rozluźnić sytuację.
    Zatrzymała się przy wejściu, ale nie wyszła jeszcze na słońce. Stała tak przez kilka chwil i nasłuchiwała.

    OdpowiedzUsuń
  41. [Mi też się zdarza, że przez tydzień nie mogę się zebrać, a wchodzą codziennie :)
    No i, oczywiście, nie ma problemu, trzeba było przesunąć od razu KA, a nie pytać.]

    Najczęście bywało właśnie tak, że kiedy Vestelia pokazywała, co umie, wydawało się to wręcz niewiarygodne i od razu dostawała przypisaną łatkę niemalże wszechmocnej. A wcale tak nie było. Nie miała bladego pojęcia o ukrywaniu się w terenie, o tym, jak powinna się zachowywać i ogólnie się przemieszczać. Najwyraźniej jednak Achelowi się zdawało, że skoro poradziła sobie z aniołami, to poradzi sobie ze wszystkim i na wszystkim się zna. Natomiast prawda była taka, że Vestelia zatrzymała się po to, by na niego zaczekać. Nie wiedziała, czy może wyjść i jak to sprawdzić, nie potrafiła nasłuchiwać i stałą tak, czekając na sygnał.
    - No co? – wypaliła głupio, skupiając wzrok na Achelu.- Możemy wyjść? Słyszysz coś? – dopytywała.- Ja nie jestem czujnikiem, nawet nie wiem, co tutaj żyje...

    OdpowiedzUsuń
  42. [Ale czemu Ty mi się tłumaczysz? :D Nie wnikam, kto czemu bierze urlop i ile ma czasu na pisanie :)
    Znam trochę ból, jeśli chodzi o chorobę. Dawno mnie tak nie rozłożyło...]

    Nie wiedziała, czy już może odetchnąć z ulgą, bo przecież to, że nikogo nie było teraz, nie oznaczało, że nikt nie pojawi się za chwilę, za trzy sekundy nawet. Ale przecież by sobie z tym poradziła, prawda? A skoro przez pół minuty, od kiedy Achel zrobił krok przed siebie, nic się stało, oznaczało to, ze teren jest w miarę czysty. Z naciskiem na „w miarę”.
    - Torba leży na pewno blisko miejsca, z którym tu wpadłam. To znaczy, do was. To znaczy... – chciała się wyrażać jasno, tak aby rozumiał, o co ej chodzi, ale gubiła się już na wstępie.- Ale nie wiem, gdzie to nastąpiło. Musisz mi pokazać miejsce, gdzie mnie znalazłeś, pewnie tam właśnie wylądowałam. To znaczy... Nie musisz, oczywiście, ale dobrze by było...
    Dotarło do niej, że zachowuje się teraz dziwnie i plącze się w prostej wypowiedzi. Może to ze stresu, że nie będzie wiedziała, co zrobić, jak już znajdzie swoje rzeczy? Złapała nagle Achela za łokieć i chciała do odwrócić w swoją stronę.
    - Co jest ze mną? – spytała nagle, jakby mógł jej odpowiedzieć na to pytanie.- Gubię się – przyznała się szczerze, mając na myśli oczywiście własne wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  43. [Omg, znowu nie zauważyłam, że mi odpisałaś. Dlaczego mnie nie poganiasz? :D]

    OdpowiedzUsuń
  44. [Też mam okropny tydzień ;C]

    Liczyła na odrobinę wyrozumiałości, bo sytuacja wcale nie była dla niej łatwa, przecież nagle znalazła się w kompletnie obcym miejscu. Ale najwyraźniej tylko go irytowała tym, że nie wiedziała, co się dzieje, nie mogła się wysłowić, a przede wszystkim nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić. Cóż, w takim razie przyznawanie się na głos i szczerze do słabości i do tego, że czegoś się nie wie, nie było mile widziane.
    Ale Vestelia nie była idealna i nie radziła sobie ze wszystkim tak genialnie, jak można by się spodziewać, gdy widziało się próbkę jej możliwości. Jak każdy, miała słabości. Teraz nawet więcej, gdy miała te ogromne luki w pamięci.
    Poszła za nim, nic nie mówiąc. Poczuła się dziwnie urażona i nie potrafiła wyjaśnić, skąd nagle to uczucie. O przemieszczeniu się po lesie nie miała bladego pojęcia, o tym, by nie zostawiać śladów, by nie robić hałasu... Przecież wcześniej nie miała z tym styczności. Ale i tak szła w miarę cicho, choć zapewne kto, kto żył w taki sposób niemal cały czas, z czułym słuchem i tak by ją usłyszał.
    Achel chciał zostać w cieniu, nie dziwiła mu się. Na odsłonięte polanie było się łatwym celem. Ale Vestelia na to nie zważała, choć może było to odrobinę lekkomyślne. Najpierw wysunęła się przed Achela, a potem pobiegła do wypalonego kręgu. Opadła instynktownie na kolana, macając przypaloną trawę. To było ostateczne miejsce, w którym się znalazła. Ale nie było miejscem, w którym się pojawiła.
    Znalazła jednak trop, chodząc tak na czworaka po trawie. Prowadził pod górę, zaczęła więc się wspinać po pagórku, domyślając się, że nieprzytomna musiała się po nim sturlać. Poślizgnęła się jednak w pewnym momencie i zjechała kawałek na tyłku w dół.

    OdpowiedzUsuń
  45. Gdyby miała o tym jakiekolwiek pojęcie, to pewnie zdawałaby sobie sprawę z tego, że niczym się nie odróżnia od Maliatów. Niczym prócz oczu, ale żeby to zobaczyć, trzeba było podejść raczej blisko. To, oczywiście, szło na plus, bo sprawiało, że nie była jakimś wyróżniającym się ewenementem, bo gdyby tak było, wieść rozniosłaby się szybko i łatwo można by ją odnaleźć. Ale istniał jeszcze jeden szczegół. Nieokreślone, niezrozumiałe aktualnie nawet dla Vestelii znaczki i wzory na palcach. Ale w momencie, gdy miała zabrudzone dłonie, zwłaszcza teraz, gdy nieporadnie przytrzymała się trawy, by nie zjechać całkiem, nie było ich tak widać pod drobinkami ziemi, zielonym barwnikiem, kurzem i pyłem.
    Pomoc przyjęła z wdzięcznością. Nigdy nie musiała się specjalnie wspinać, przedzierać się przez chaszcze, chodziła jedynie po lesie zbierając zioła, ale las koło wioski miały przecież ładny, zadbany… Niemalże jak ogródek. Nie pamiętała tego wprawdzie, ale widać było właśnie teraz, że jakiekolwiek wspinaczki, wędrówki i ogólny wysiłek z tym związany nie są domeną Vestelii. Złapała Achela za wyciągniętą dłoń i bezwiednie go do siebie przyciągnęła. Oplotła jego ręką własną talię, dłoń układając na biodrze i zachowywała się przy tym, jakby nie było to nic dziwnego, jakby wcale nie byli w tym momencie wyjątkowo blisko siebie. Z takich rzeczy nie zdawała sobie sprawy, nie rozumiała, że bliskość można rozumieć też w inny sposób, a dla obcych sobie osób mogłaby być niezręczna. Dla niej nie było w tym nic niezręcznego, traktowała ją jak pomoc i nie czuła się spięta.
    - Nie jestem geniuszem tropienia, ale wyraźnie widać, że ktoś się sturlał po tej skarpie – wskazała ręką na przygniecioną trawę, co było całkiem wyraźnym śladem.- Muszę tam wejść – bała się jednak, że nie da rady, że znów się sturla, dlatego chciała, by ją trochę podtrzymał, co zamiast zasugerować słowami i poprosić, niemalże wymusiła już swoim zachowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  46. Na górze nie było żadnego dziwacznego, wypalonego w trawie okręgu. Byłą jedynie pognieciona, jakby rzeczywiście ktoś tam spadł. Ktoś bardzo ciężki, bo czy możliwym było, że rośliny nie uniosły się z powrotem po całej nocy? Albo jakby ktoś całą noc tam leżał. A przecież Vestelia spała w jaskini, nie było jej tutaj, nawet nie pamiętała tego miejsca.
    Nie podziękowała za pomoc, bo miała głowę zaprzątniętą czymś innym. Niemalże od razu opadła na kolana i zaczęła szukać czegoś w trawie, ale dostrzegła jedynie, że tam, gdzie była przygnieciona, roślinki zaczynały obumierać. Dlatego nie chciały się unieść z powrotem. Przyglądała im się chwilę, unosząc lekko na dłoni, ale nic jej to nie mówiło. Ale miała niejasne wrażenie, że kiedyś bez problemu rozpoznałaby wszystkie.
    Uniosła głowę, rozejrzała się wokół i dostrzegła ciemny kształt leżący po drugiej stronie pagórka, niemalże na skraju, jakby zaraz miał stoczyć się w dół.
    - Tam jest – chciała to wykrzyknąć z entuzjazmem, ze coś udało jej się znaleźć, a zamiast tego ledwo to z siebie wydusiła, niewyraźnym głosem.

    OdpowiedzUsuń
  47. Rzeczywiście, torba była całkowicie zwyczajna. Skórzana, przypominająca chyba bardziej worek niż torbę, trochę już zniszczona i poprzecierana i nie wyglądała na ważną, a jednak dla Vestelii była teraz wyjątkowo cenna. Mogła stanowić łącznik z przeszłością albo rozjaśnić cokolwiek w głowie.
    - Nie mam pojęcia, co w niej jest – odpowiedziała normalnie, choć mogła zwrócić mu uwagę, że jak mogłaby to wiedzieć, skoro jeszcze dzień wcześniej nie pamiętała swojego imienia.
    Usiadła na trawie, mając zamiar już, teraz, od razu i natychmiast zapoznać się z zawartością torby. Choć zapewne mądrzejsze było ukrycie się, by wtedy w spokoju obejrzeć to, co było w środku. Ale nie myślała teraz logicznie, poza tym, nie miała bladego pojęcia o niebezpieczeństwach, nie odczuwała tego jeszcze. A już na pewno nie czuła przymusu ukrywania się. Nikt jej nie szukał ani nie ścigał, nie była przyzwyczajona do uciekania i zwyczajnie nie wpadło jej do głowy, że trzeba się skryć.
    Wysypała na trawę część zawartości torby. W większości były to miniaturowe buteleczki z ususzonymi roślinami, każda z opisem. Vestelia sięgnęła po jedną, większą i wyraźnie się wyróżniającą. Miała przyczepiony do korka kawałek pergaminu z jej własnym imieniem. W środku nie było ziół, tylko niezidentyfikowany płyn. Nie miała pojęcia, co z tym zrobić. Spojrzała więc na Achela trochę niepewnie, jakby on miał to wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  48. Nie wiedziała, co jest w środku, ale podejrzewała, że na pewno było tam coś, co przypomni jej nie tylko o reszcie zawartości, ale też o wszystkim innym. A że spieszno jej do tego było bardzo, to czym prędzej chciała znaleźć coś, co jej pomoże. A przez to ignorowała ewentualne niebezpieczeństwa. Nie była nauczona, by aż tak bardzo się pilnować, trzymana baczności, bo nigdy wcześniej nie musiała tego robić. Zawsze czuła się bezpieczna. Ale tutaj było inaczej, całkiem inaczej.
    Do Vestelii to jednak nie docierało. Wpatrywała się tylko w buteleczkę. Zignorowała i to, co mówił Achel, i to, co zaczął robić. Była skupiona tylko na błyszczącym płynie w szkle, jakby ją to zahipnotyzowało. Bezwiednie wstała, chcąc pójść za towarzyszem, ale robiła to instynktownie, nieuważnie i nawet nie wiedziała, że już zaczął schodzić ze zbocza. Ale nie mogła już wytrzymać. Odkorkowała buteleczkę i jednym haustem wypiła jej zawartość. Podziałało natychmiast i jak szybko Vestelia wstała, tak też szybko z powrotem upadła.
    W tamtym momencie nie kontrolowała swojego ciała ani trochę. Eliksir zaczął działać, umysł znalazł się w całkowicie innym świecie, jedynie ciało pozostało w tym, rzucane teraz drgawkami po trawie.

    [dorzucić im tam jeszcze jakiś atak aniołów czy coś, skoro są na takim odsłoniętym terenie, byłoby ciekawiej? Hm? ;)]

    OdpowiedzUsuń
  49. Fakt, wybrała sobie najgorszy moment i najgorsze miejsce. Mogła chwilę poczekać, najpierw zejść ze wzgórza, żeby mogli się gdzieś ukryć i dopiero, na spokojnie, powinna wypić tę miksturę. Ale Vestelia była zbyt ciekawa, zbyt niecierpliwa, a przede wszystkim miała już dosyć tego, ze nic nie pamięta, że nie ma pojęcia, co oznaczają te zawijasy na jej palcach, dlaczego wyczuwa czyjeś emocje, gdy go dotknie ani, do cholery, jakim cudem uzdrowiła Achela. Nie wspominając już o tym, że do pewnego momentu nie pamiętała własnego imienia.
    A mikstura smakowała okropnie, to powinna jeszcze podkreślić.
    Miała wrażenie, że przed oczami jawią jej się jakby dwie osie zdarzeń. Jedna aktualna, teraźniejsza i Vestelia tak jakby widziała, co się dzieje wokół niej, choć nie mogła zareagować, poruszyć się ani czegokolwiek powiedzieć. Po prostu widziała zmartwienie Achela i chciała go pocieszyć, zapewnić, ze zaraz jej przejdzie – bo miała podświadomą pewność, że to wszystko zaraz minie – i będą mogli uciec z tego wzgórza. Ale nie mogła.
    Natomiast druga oś to były wspomnienia, wszystkie wyjątkowo wyraźne i dokładne, chyba najważniejsze ze wszystkich, te, które coś wyjaśniały. Bo oto widziała swoją Opiekunkę, która tłumaczyła jej spokojnie, że jest wyjątkowa, że dostanie swoje zadanie i nie będzie jedynie warzyć ziół. Po chwili widziała siebie, zazdrosną o to, że wszyscy mają swój odpowiednik i parę, a Vestelia zawsze była sama, w pojedynkę. To wspomnienie wywołało złość i rozczarowanie, ale kolejne ją uspokoiło. Do tego stopnia, że nawet ciało się uspokoiło. Przestała się rzucać i drżeć, ale nadal leżała, teraz już bezwładnie, bez ruchu, nie otwierając oczu. I można było nawet mieć wrażenie, że nie oddycha.

    OdpowiedzUsuń
  50. Faktem było, że pomieszanie zbyt dużej ilości ziół nie wyszłoby Vestelii na dobre. Gdyby wlali w nią cokolwiek, efekt mógłby być odwrotny od oczekiwanego. I nie mogłaby nawet zaprotestować. Im dłużej tak leżała, tym mniej do niej docierało. Wcześniej widziała wszystko wyraźnie, teraz już jak przez mgłę, nie rozumiejąc, co się dzieje. Gdyby rozumiała, zapewne byłaby zaskoczona zachowaniem Achela, bo nie miał żadnych zobowiązań wobec niej i mógłby sobie po prostu teraz odejść. Niby coś obiecał, ale Vestelia i tak podchodziła do tego sceptycznie, nie do końca ufając.
    Nadszedł jednak moment, w którym wyrwała się z czeluści własnego umysłu i otworzyła oczy. To, co działo się do tej pory, zostało za nią i teraz wkraczała w całkowicie nową rzeczywistość, przez co kompletnie nie wiedziała, gdzie jest i co działo się ledwie kilka minut wcześniej. Znów. Poprzednim razem było to okropne uczucie, teraz chyba czuła się jeszcze gorzej. Najpierw widziała tylko niebo, ale zaraz też spróbowała usiąść, rozglądając się w panice dookoła siebie szeroko otwartymi oczami. Wzrok napotkał dwie postacie, których nie znała. I na pewno nie były ani trochę podobne do mieszkańców wioski, w której się wychowała. Ba! Nie byli nawet podobni do ludzi z jej świata! Gdzie więc się znalazła i jakim cudem?
    - Co… - wykrztusiła z trudem, nie kończąc zdania. Potem zaczęła okropnie kaszleć i trwało to tak minimum minutę, aż łzy napłynęły jej do oczu. Pamiętała jedynie, że coś wypiła, bo okropny posmak tego nadal miała w ustach.

    OdpowiedzUsuń
  51. [Spoko loko, nie ma problemu :) Ja też tak trochę pół na pół jestem.]

    Na twarzy Vestelii wyraźnie było widać zdziwienie i zdezorientowanie.
    - Ves? – wydusiła z siebie z trudem, po czym kaszlnęła jeszcze kilka razy. Co to oznaczało? Dlaczego tak do niej powiedział? I kim, do licha, był ten gość, który zachowywał się, jakby się znali? Jakby dobrze się znali.- Ves? – powtórzyła nadal pytająco, teraz już nawet wręcz panicznie.
    Od razu, praktycznie natychmiast zabrała rękę i w tym ruchu też krył się trochę paniki. Z jakiej racji jej dotykał i to tak, jakby ten gest był całkowicie dla nich naturalny? Pomyślała jednak racjonalnie – jeśli zachowywał się w taki sposób, to najwyraźniej musiała czegoś nie pamiętać. Zwłaszcza, ze uświadomiła sobie w tym właśnie momencie, że gdyby miała podać własne imię, to nie wiedziałaby, jak ono brzmi.
    Kiedy odwróciła głowę, zobaczyła wyraźniej drugą postać, której również nie znała. Przytłoczyło ją to wszystko, działo się zbyt szybko i Vestelia chciała tylko uciec. Spróbowała się więc odsunąć, wierzgnęła nogami, odpychając się od ziemi, ale wystarczyło przesunąć tyłek po trawie o metr do tyłu, by poczuła, że twardy grunt się kończy. Zaskoczyło ją to, było nagłe, a w efekcie sturlała się ze wzgórza z dzikim wrzaskiem. Historia się powtórzyła.

    OdpowiedzUsuń
  52. Wylądowała twarzą w trawie i jęknęła cicho. Niby nie było tak twardo, bo trawa była stosunkowo wysoka i gęsta, ale i tak trochę się poobijała. Usiadła powoli i pierwszym odruchem było to, że zasłoniła głowę rękami, widząc, że coś dużego zbliża się w jej kierunku, a właściwie leci prosto na nią. Nic się jednak nie stało, jedynie podmuchy powietrza wzburzyły trochę włosy Vestelii, choć one i tak były już w totalnym nieładzie. Z zaskoczeniem dostrzegła, że oto koło niej pojawiła się postać i że najwyraźniej to właśnie ta postać jeszcze chwilę wcześniej była w powietrzu. Poza tym, była to chyba najpiękniejsza postać, jaką widziała w całym swoim życiu i zwyczajnie się zagapiła. Nawet to, że się odezwała, trafiło do niej z opóźnieniem.
    Proszę pani? Nikt nigdy nie mówił do niej w taki sposób, ale niewątpliwie było to bardzo uprzejme. Zaskakująco uprzejme.
    - W porządku – odpowiedziała więc, nadal zachrypniętym głosem, nie odrywając wzroku od postaci
    Dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, kim może być ta osoba. Jakoś tak samoistnie dotarło do niej, gdzie się znajduje, że nie jest w swojej wiosce i stało się to tka, jakby w ogóle tego nie zapomniała na kilka chwil. Wiedziała już, że między innymi żyją tutaj aniołowie, najwyraźniej jednego miała przed sobą. Achel jej o tym opowiadał, o wszystkich rasach, które żyją w tym świecie. Właśnie, Achel. Jakby na zawołanie, w momencie, gdy myśl o nim pojawiła się w głowie Vestelii, usłyszała jego głos. Odwróciła się od razu, rozpromieniła w uśmiechu i wyciągnęła do Achela ręce. Dziwne zachowanie, ale czuła się tak, jakby w końcu znalazła jakiś stały element w życiu, a co za tym idzie – był względnie bezpieczny, więc mogła odetchnąć, nie bać się, bo nie był obcy i mogła spokojnie ruszyć dalej. Bez niego by się przecież nie dało. Wychyliła się więc, chcąc go dosięgnąć i bez zastanowienia objąć za szyję, byle tylko się przytulić.

    [jakby co, to ja już kilka dni temu ustawiłam dostęp :)]

    OdpowiedzUsuń
  53. W realiach, w których wychowała się Vestelia, nie istniało coś takiego, jak fizyczna bliskość, która pomaga, dając poczucie bezpieczeństwa, zaufania i świadomości, ze nie jest się samym. Tam załatwiało się to w inny sposób i dopiero, gdy miało się swoją wybraną drugą połówkę pojawiało się coś w tym rodzaju, choć nie mogła mieć o tym zielonego pojęcia, bo jej nie było to dane, miała inne przeznaczenie. Dlatego zaskakujące również dla niej było, że zareagowała w taki sposób. Było to chyba instynktowne, choć nie wiedziała, skąd taki instynkt mógł się brać, skoro nikt nigdy wcześniej jej nie przytulał. Nie wiedziała w tym na pewno podtekstów, a przynajmniej nigdy wcześniej tego nie zauważała. Teraz było trochę inaczej. Pojawiły się przedziwne odczucia, których zwyczajnie nie znała.
    Odsunęła się, ale w trakcie jeszcze bezwiednie musnęła palcami policzek Achela, z zaskakującą czułością, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że robi to w taki sposób. I w ogóle dlaczego.
    - To Anioł, prawda? – spytała przejętym głosem, zerkając na wspomnianą postać. Dopiero po wypowiedzeniu tego pytania uświadomiła sobie, jak to brzmi. Jakby pierwszy raz w życiu widziała kogoś tej rasy. Tak właśnie było, a przynajmniej pierwszy raz z bliska widziała Anioła, bo poprzednim razem byli w pewnej od niej odległości, no i nie miała jeszcze pojęcia, kim są i że w ogóle ten świat zamieszkują różne rasy. Ale teraz niemalże oświadczyła swoimi słowami, że „nie jest stąd” i nie ma pojęcia o tym świecie. Bardziej zdradzić się już nie mogła.

    OdpowiedzUsuń

  54. - Ale ja przecież nikomu nie zarzucam, że chce mi zrobić krzywdę – zauważyła od razu. Nie rozumiała, skąd takie gorliwe zapewnianie ze strony Aniołą, że nie jest żadnym zagrożeniem. Dopiero po kilku sekundach domyśliła się, że mogło chodzić o moment, w którym się zasłoniła, widząc, że coś (teraz się okazywało, że ktoś) nadlatuje.- Nie wiedziałam, co takiej leci w moim kierunku i odruchowo się zasłoniłam – wyjaśniła szybko. Potem już przecież nie uciekała, tylko wpatrywała się w postać obok siebie, jakby była jakimś cudem.- Byłam nieprzytomna? – zdziwiła się, teraz przenosząc wzrok na Achela. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętała, było to, że dotarli na wzgórze, znalazła swoją torbę, a potem... Potem najwyraźniej musiała się pośliznąć i dlatego w niezbyt zręczny sposób znalazła się na dole. Ale gdzie tu miejsce na utratę przytomności i pojawienie się jakiegoś Leandra? - Przecież nic mi nie jest, jedynie sobie guza nabiłam chyba. Po co wzywałeś medyka? – zmarszczyła lekko brwi w zastanowieniu. Achel przecież żadnego medyka by nie wezwał, bo uciekał przed Aniołami.
    Vestelia miała chyba kolejną lukę w pamięci, większą niż sądziła. Ale teraz przynajmniej pamiętała skąd jest i jak wyglądało jej życie przed tym, jak dosłownie spadła z nieba na tym wzgórzu właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  55. Po prostu przechodziłem? Dziwne wyjaśnienie, ale jak najbardziej możliwe. Poza tym, Vestelia rzadko była podejrzliwa. Zmarszczyła jedynie lekko brwi, kolejny raz słysząc "pani". Nikt nigdy tak do niej nie mówił, a stara też nie była, ale tak właściwie... Miała inne pojmowanie czasu niż tutaj. Nie mogłaby policzyć wieku latami, bo coś takiego u niej nie funkcjonowało.
    - Nie, raczej nie, ja właściwie... - urwała, uświadamiając sobie, że nie powinna tak szybko informować, że tak właściwie to nie jest stąd, nie wszystko pamięta i ogólnie chyba funkcjonuje inaczej niż wszystkie istoty w tym świecie. Zresztą, dopowiedzieć czegoś i tak nie zdążyła, bo również zerknęła w górę, ale widok nie wywoływał w Vestelii niepokoju. Nie docierało do niej, że to źle, że pojawili się Aniołowie. Właściwie to wszystko docierało do niej z opóźnieniem i zachowywała się jak naiwne dziecko.
    Gwałtowne zachowanie Achela sprawiło, że krzyknęła, trochę odskoczyła, przesuwając tyłkiem po trawie i uświadomiła sobie, że akurat ci aniołowie są z tych, którzy szukali Mroku. Ale to, że chcieli go schwytać, nie oznaczało, że musiał grozić Aniołowi, który dopiero co chciał mu pomóc. Choć w sumie bardziej chciał pomóc Vestelii.
    - Achel! - fuknęła na niego od razu.- Zwariowałeś?! - miała chyba zbyt czyste serduszko, by działać w taki sposób i nie potrafiła tego zrozumieć.
    Nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi, choć wiedziała, że może zadziałać w taki sposób, by wszyscy wyszli z tego bez szwanku. Tylko że to oznaczałoby, że odkryłaby to, co potrafi, a tego chciała uniknąć. Nie wszyscy musieli wiedzieć, że jest dziwadłem, które wzięło się w tym miejscu nie wiadomo skąd. Ale zaraz przypomniała sobie, że i tak już Achela uratowała, a Aniołowie byli wtedy naprawdę zdziwieni, bo unieszkodliwiło ich coś, o czym nie mieli pojęcia. Zapewne byli też zdziwieni, że w ogóle widzą Achela żywego, skoro przecież w tamtej jaskini całkiem nieźle go uszkodzili.
    - Najpierw go puść - odezwała się w końcu cicho, ale stanowczo. Uniosła rękę w górę, wnętrze dłoni kierując w stronę Aniołów.- Puść go - powtórzyła.

    OdpowiedzUsuń
  56. Mogli sobie strzelać, jej to nie przeszkadzało, bo wiedziała, że i tak nic do niej nie doleci. Myślała, że o tym Achel wie. Że prędzej powstrzymałaby strzały niż nagle przeniosła go w inne miejsce. Takich możliwości nie miała. Najwyraźniej powinni sobie wyjaśnić jeszcze kilka rzeczy, ale wcześniej ich przecież nie pamiętała, a teraz, gdy już wiedziała, o co chodzi, nie było czasu, bo wszystko zadziało się tak szybko, oni pojawili się nagle i nie wiadomo skąd, więc nie mieli nawet chwili, by spokojnie porozmawiać.
    Tak więc odepchnięta Vestelia znów wylądowała na trawie z cichym okrzykiem zaskoczenia, ale ta ofiarność w ratowaniu jej nie miała sensu, bo strzały lecące, teraz już w kierunku Achela, odbiły się nagle od niewidzialnej bariery, więc żadna go nie dosięgła. A że Vestelia, upadając, machnęła ręką, to i większość Aniołów została odepchnięta, nie wiadomo właściwie przez co, ale faktem było, że jakaś nieznana siła sprawiła, że odlecieli w tył dosyć spory kawałek. I pospadali na ziemię, ale tego Vestelia już nie widziała, gramoląc się z trawy. Zostało może dwóch Aniołów i ewidentnie mieli na twarzach wypisane zdziwienie przemieszane z niepokojem.
    - Zjeżdżać mi stąd! Ale już! – krzyknęła w ich stronę trochę jak dziecko i mało brakowało, a tupnęłaby jeszcze nogą. Niby nie było to groźne, ale najwyraźniej jednak na tyle, by rzeczywiście w pośpiechu odlecieli.
    Potem bez zastanowienia trzepnęła Achela w tył głowy. Nic przy tym nie powiedziała, bo uznała, że słowa są zbędne, a jak jej się zbierze na gadanie, to wtedy go zbeszta. Skierowała się natomiast szybko do Anioła, którego imienia i tak już nie pamiętała, ale przynajmniej pamiętała, że jest medykiem.
    - Nie marudź – powiedziała szorstko, siadając przy nim.- To tylko draśnięcie, nic ci nie będzie – odchyliła lekko jego głowę na bok, przytrzymując go za brodę.- Podobno jesteś medykiem, więc powinieneś to wiedzieć. A wyglądasz jak wystraszona panienka, taki blady i w ogóle… Gdzie jest moja torba? – odwróciła się do Achela. Z tego, co pamiętała, to on ją wziął. Zaskakujący w ogóle był fakt, że w ogóle pamiętała o jakiejś torbie.

    OdpowiedzUsuń
  57. - A czego niby? Mnie? – spytała, tak trochę kpiąco. Bo sama o sobie nie myślała jako o kimś niebezpiecznym. A może po prostu lepiej było żyć z nią w zgodzie i już.
    Czekała na pytanie „kim jesteś?” wypowiedziane głosem pełnym, no bądźmy szczerzy, strachu i na pewno też zaskoczenia i niedowierzania. Ale nie padło.
    - Co my robimy? Hm, ja właśnie zajmuję się młodym aniołem, którego dziabnąłeś nożem – zauważyła i było w tym trochę pretensji, bo nie musiał się zachowywać w taki sposób. Chociaż instynkt samoobronny często działał sam. Dokończyła w milczeniu to, co robiła do tej pory.- A ty… -zwróciła się do Anioła.- Skoro nam nic nie powiesz, to byłabym wdzięczna, gdybyś też nie mówił nic nikomu innemu… O mnie. O nas – poprawiła się szybko.- Jeśli narobisz nam kłopotów, to cię znajdę i ukarzę – tak trochę zagroziła, równocześnie unosząc rękę, by sekundę później wyrwać Aniołowi kępkę włosów. Aż zapiszczał. Teraz miała pewność, że bez trudu go znajdzie, niezależnie od tego, gdzie by był.

    OdpowiedzUsuń
  58. [Myślałam, myślałam. Ale potrzebowałam jeszcze obiektywnego spojrzenia na inną sytuację i chciałam o tym napisać na mejla, ale mi na poprzednie nie odpisałaś :P]

    Achelowi się to wydawało śmieszne, a Vestelii kilka włosów było potrzebnych właśnie do tego, by w przyszłości kogoś znaleźć. Ale gdyby mu to powiedziała, to zapewne tym razem wyśmiałby ją. Jakby nie przekonał się jeszcze, że robiła różne dziwactwa, które jednak jakimś cudem działały i najczęściej ratowały mu tyłek.
    - Tak? Poradzisz sobie? – spytała jeszcze zaskakująco troskliwie, po czym wstała, nie czekając na odpowiedź, Ciągnąć go ze sobą nie miała zamiaru, wiec musiał sobie poradzić i już. – Jeśli nie zechcę, to nikt mnie nie znajdzie, więc nie musisz się obawiać – zwróciła się jeszcze do Achela, zbierając w międzyczasie swoje rzeczy i wrzucając je nieuważnie do torby.- Bądź zdrów – powiedziała do anioła i wyminęła go, ignorując nadal wystraszone spojrzenie.- A na ciebie jestem zła – oświadczyła jeszcze, kierując te słowa do Achela.- Niestety, musisz mi pomóc zejść, bo nie mam ochoty znów się całować w trawą.

    OdpowiedzUsuń
  59. Kompletnie nie zwróciła uwagi na to, że Achel jest zirytowany. Jakby tego nie zauważyła. Powiodła jedynie wzrokiem za Aniołem, trochę zdziwiona, ze ucieka w taki sposób.
    - Czemu nie odleci? - spytała i to całkiem na serio zdziwiona.- Przecież byłoby szybciej - dla niej to było logiczne. Dla innych też powinno. Ale Vestelia miała takie momenty, gdy była poważna, stanowcza i można się było jej wystraszyć, i takie, gdy była naiwna jak dziecko i zadawała oczywiste pytania.
    Spojrzała w końcu na Achela trochę zdziwionym wzrokiem, jakby nie rozumiała, o co mu chodzi i czemu jest tak trochę złośliwy. Wcześniej koniecznie chciał się ukryć między drzewami, więc teraz ruszyła w ich kierunku, tam, skąd przyszli wcześniej. Mniej więcej wiedziała, co musi zrobić, ale nie wiedziała, jak mu to wytłumaczyć.
    - Przecież nie wiem, co umiem - wzruszyła ramionami, idąc.- Nie musisz być złośliwy. Mogę wytworzyć barierę, od której odbiją się strzały. I taką, przez którą nas nie widać. Jak w jaskini... - zamyśliła się na chwilę.- Umiem też uzdrawiać. Tak jak ten anioł. On pewnie używa ziół, ja też, mam ich całą torbę - potrząsnęła nią, przypominając sobie o niej.- Ale nie tylko, jak cię tam postrzelili, to nie miałam ziół, a rana przecież zniknęła...

    OdpowiedzUsuń
  60. No tak, jeśli się trafiało na irytującego towarzysza, to nic dziwnego, że pojawiała się myśl, ze lepiej było w samotności. Vestelia na pewno bywała irytująca, czasem bardziej, czasem mniej. Głownie wtedy, gdy zachowywała się jak dziecko, które o niczym nie ma pojęcia.
    - Tak, pamiętam – przyznała, idąc przez las i w jej chodzie nie było ostrożności. Nie myślała o tym, by zostawić po sobie jak najmniej śladów.- Wiem, skąd jestem i po co tu jestem – wyjaśniła.- Muszę się dostać do tych… zamilkła, bo zabrakło jej słowa. Już zapomniała nazwy, to była inna kraina i wszystko było nieznajome.- Do tych, co żyją w wodzie. Mówiłeś, że mają informacje – zatrzymała się na chwilę i odwróciła do Achela.- Muszę kogoś znaleźć – poinformowała. Nie musiał jej w tym pomagać, oczywiście, wcale nie musieli trzymać się razem.- A jeśli chodzi o to, co umiem, to nie do końca to wiem… Czasem po prostu przychodzi to pod wpływem chwili. Zawsze tak było. Nie wiem, gdzie leży granica. Mogę po prostu próbować i sprawdzać, co umiem, a czego nie – wzruszyła lekko ramionami.- Zaprowadzisz mnie do nich? – wróciła szybko do poprzedniej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
  61. Najpierw, gdy się odezwał, chciała się odgryźć, że bardzo jej przykro, ale zdaje się, że nie musiała nigdy wcześniej przed nikim uciekać, bo nie zrobiła nikomu niczego złego. A co za tym idzie – nie musiała się skradać, ukrywać, być cicho i czuwać. Nie czuła się zagrożona, więc szła sobie po prostu normalnie, a nie przesadnie ostrożnie. Ale chwilę później zmarszczyła brwi i poczuła, jak znów napływa złoścć.
    - Nie jestem niebezpieczna i nie atakuję innych, po prostu się bronię – rzuciła, trochę już rozzłoszczona.- Więc nie zarzucaj mi, że jestem zła i krzywdzę innych, bo w tym towarzystwie to nie ja jestem osobą, która krzywdzi innych – nie powstrzymała się, powiedziała coś przykrego, bo nie ukrywajmy, że to było przykre. Ale te wszystkie uwagi Achela wyprowadziły ją z równowagi.
    - Nie musisz ze mną iść! – stwierdziła, bo skoro miał opory, to nikt go nie zmuszał. Chronił siebie i już, to zrozumiałe, a Vestelia nie oczekiwała, ze będzie jej ciągle towarzyszył.- I nie udawaj nagle, że obchodzi cię, co się ze mną stanie – to zdanie już było na wyrost, przecież dopiero co, na tym wzgórzu, odepchnął ją i gdyby nie to, że Vestelia wytworzyła tę dziwną barierę, jak nic przyjąłby wszystkie strzały za nią.- Dowiedzą się i co? Ja się nie dam wykorzystać i jeszcze to ja wykorzystam ich – stwierdziła pewnie, po czym odwróciła się gwałtownie, zamierzając dalej przedzierać się przez las. Minę miała tak trochę obrażoną.

    OdpowiedzUsuń
  62. Kiedy wypiła tamten płyn z buteleczki i upadła na trawę, w trakcie tamtych wizji zobaczyła scenę, w której, będąc dzieckiem, tupie ze złości, a jej opiekunka jedynie patrzy na nią z pobłażaniem. Podświadomość podpowiadała jej, że często się tak złościła, że mała Vestelia często tupała nóżkami, aby postawić na swoim. Potem, oczywiście, znalazła inne sposoby na to, ale teraz też miała ochotę tupnąć nogą, zapiszczeć ze złości, a najlepiej to jeszcze rąbnąć Achela prosto w nos.
    Odwróciła się więc, a na jej twarzy nadal widać było złość. Zrobiła ledwie dwa kroki, a już zawracała. I zdawać się mogło, że rzeczywiście go trzepnie, że nawet się rozpędziła i nie powstrzymuje sama siebie, tej swojej złości, bo dzieląca ich odległość pokonała zaskakująco szybko, ale… Wcale go nie rąbnęła. Ani w nos, ani nigdzie indziej. Popchnęła go tylko, na tyle mocno, na ile umiała, a że zahaczyła stopą chyba o jakiś korzeń, to straciła równowagę i polecieli oboje w jakiś krzaki. No, nie do końca o to jej chodziło. Owszem, chciała się ukryć, ale nie w taki sposób, jednak potknęła się, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć i wyjaśnić. Jeszcze próbowała jakoś zamortyzować upadek, ale nic to nie dało. Przynajmniej się nie zderzyli głowami, a Vestelia trafiła twarzą gdzieś w szyję Achela.
    - Ciii, ktoś idzie – szepnęła ledwie słyszalnie, szybko, żeby czasem nie przyszło mu do głowy, żeby ją teraz z siebie spychać, odsuwać się i dalej kłócić.

    OdpowiedzUsuń
  63. Mogła powiedzieć normalnie, że ktoś idzie i w taki sposób nakłonić Achela do ukrycia się. Ale Vestelia była niekiedy dosyć porywcza i tym razem, zamiast powiedzieć, chciała go bez uprzedzenia pociągnąć w zarośla. Potknęła się, niestety, i wyszło co wyszło.
    Może jej się wydawało, że coś słyszy, bo kilka chwil w tak dziwnej pozycji później uznała, że nic nie słyszy i zganiła się za tak bezmyślna zachowanie. Już, już się chciała podnieść, ale jednak usłyszała jakiś szelest. A może to było jakieś zbłąkane zwierzątko? Może, ale nawet jeśli, lepiej było przeczekać.
    - Słyszysz? - szepnęła ledwie słyszalnie i najprawdopodobniej Achel nawet tego by nie usłyszał, gdyby nie to, że usta miała w miarę blisko jego ucha. Już prędzej mógł wyczuć oddech na szyi.
    Przesunęła nosem po szyi Achela. Złość już jej przeszła i teraz za to poczuła się dziwnie. Bardzo dziwnie. Ale mimo to coś w głowie podpowiadało jej, że tak ma być. Że i tak prędzej czy później zrobi się między nimi niezręcznie i to nie dlatego, że się nie lubią, a dlatego, że się lubią zbyt bardzo. Jeśli można to było określić w ten sposób.

    [I co, tym razem jakieś elfy? Choć ich to by pewnie nie było słychać :D]

    OdpowiedzUsuń
  64. [A gdzie tam nudna. To ja jestem, bo kompletnie nie miałam pomysłu, co tam zrobić :D
    Tylko czekaj, te dzieciaki ich jeszcze nie zauważyły, nie? (nie myślę dzisiaj)]

    OdpowiedzUsuń
  65. [Spoko, spoko, tak sobie tylko myślałam po prostu, że skoro ukryła miejsce, w którym spali, to mogłaby zniknąć z pola widzenia również teraz :D]

    OdpowiedzUsuń
  66. To syknięcie odebrała jako ostrzeżenie. Prawdą było, że jeśli widziało się dzieci, to zwykle uważało się je za niegroźne i przez to trochę się je lekceważyło. Teraz najwyraźniej miała ich właśnie nie lekceważyć i nie wychylać się, żeby czasem nie zostać zauważoną, nawet jeśli to tylko dzieci i nic złego (podobno) nie mogły im zrobić.
    Głowę jednak odrobinę uniosła, żeby się przyjrzeć sprawcom „hałasu”. Zmrużyła oczy, próbując sobie przypomnieć, co Achel jej opowiadał i która z tych ich ras jest zielona. Trzy już poznała (w tym dwie osobiście, a o trzeciej ciągle rozmawiali jako o tych, którzy mają informacje), ale kim była ta czwarta – nie pamiętała. Najwyraźniej nadal miała jeszcze jakieś luki w pamięci i ogólnie problemy z zapamiętywaniem, choć większość swojej przeszłości już sobie przypomniała. I wiedziała, ze jeśli zechce się ukryć, to może to zrobić, tak samo jak ukryła jaskinię, w której spędzili noc. Wtedy nikt nie mógł zobaczyć, że ktoś znajduje się w środku. Ale Achel i tak się upierał, żeby stać na straży. Ech, długa przeprawa przed Vestelią, żeby go przekonać do niektórych dziwacznych zjawisk. Ale nie dziwiła mu się. Miał prawo nie wierzyć, niektóre rzeczy były naprawdę niewiarygodne.
    - Mają nas nie widzieć? – spytała cicho, najciszej, jak umiała.
    Na odpowiedź nie czekała, tylko przesunęła powoli rękę, niechcąco przy tym wbijając Achelowi łokieć w żebra, aż w końcu dotknęła dłonią jego policzka, chcąc go nakłonić do tego, by odwrócił głowę chociaż minimalnie w jej stronę.

    OdpowiedzUsuń
  67. Na pewno nie dźgnęła go specjalnie. Po prostu trudno było tak leżeć przy sobie, częściowo też na sobie (w sumie to Vestelia leżała na Achelu, on na niej nie) i, ruszając się, nie walnąć drugiej osoby. Przesuwała tylko rękę. Chciała go nakłonić, by na nią spojrzał, ale patrzył na coś innego. Nie zdawała sobie sprawy z tego, co mu po głowie chodzi i jak to na niego podziałało. Zapatrzył się, no dobra, ale nie miała pojęcia, o czym myli i że mu to coś przypomina.
    - Heeej… - szepnęła w końcu. Spójrz na mnie. Proszę – spróbowała w taki sposób. Bo nawet jeśli coś do niej mówił, to i tak się nie poruszył, tylko patrzył na te dzieciaki. Dłoń już miała ułożoną na jego policzku i teraz, lekko naciskając, ale równocześnie gładząc policzek kciukiem, próbowała nakłonić Achela do spojrzenia na nią.

    OdpowiedzUsuń
  68. - To dobre wspomnienia, czy nie chcesz o nich myśleć? – spytała od razu.
    Ale nie czekała na odpowiedź. Skoro na nią spojrzał, a do tego przecież dążyła, to tak po prostu wychyliła się i, nie zabierając dłoni z policzka Achela, przytknęła usta do jego ust. Wcześniej zrobiła to, by go uleczyć, gdy oberwał od aniołów, teraz był to sposób na to, żeby nikt ich nie zobaczył. Drugą dłoń wczepiła w trawę.
    Dla Vestelii nie istniało coś takiego jak intymność. Nie czuła tego, nie czuła też niezręczności i nie miała pojęcia, jak to jest żywić do kogoś uczucie i łączyć to z fizycznością. Obejmowanie się, stykanie ciałami albo trzymanie za ręce w trakcie snu albo podróży było podyktowane względami praktycznymi i nie było w tym żadnego drugiego dna. U innych owszem, ale jej zawsze mówiono, że będzie sama, bo jest stworzona do innych rzeczy. W tej kwestii byłą trochę jak naiwne i niewinne dziecko. A przynajmniej do tej pory tak było, bo w aktualnym momencie… Już w momencie, gdy usta zetknęły się ze sobą, Vestelia poczuła się niezręcznie i pomyślała, że nie powinna tego robić, bo może to zostać odebrane w inny sposób, że to, co zrobiła, niesie za sobą zaskakująco duży ładunek emocjonalny. I że wcale nie jest to dla niej takie neutrale i obojętne, jak sądziła. E efekcie jakoś tak bezwiednie, instynktownie zaczęła pocierać wargami o wargi Achela, co chyba miało być jakąś dziwną imitacją pocałunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [P.S. Przyuważyłam gdzieś, że robicie coś na kilka osób. To nie lepiej byłoby stworzyć jakiegoś takiego jednego posta do tego?]

      Usuń
  69. [No to taka, hm, baza lokacji gdzieś w linkach? :D Mądrze to zabrzmiało teraz o.O]

    To gorąco nie dotyczyło tylko Achela. Z każdą sekundą Vestelia coraz bardziej miała wrażenie, że coś ją rozsadza od środka. Dotychczas ten płomień, który palił ją od środka, występował pod wpływem silnych emocji, czyli wtedy, gdy się złościła. Jako dziecko i później również. Ale wtedy był jednak inny niż ten obecny. W całym ciele czuła podekscytowanie, co było dla niej o tyle zaskakujące, że nigdy wcześniej nie reagowała w taki sposób w podobnych sytuacjach. Dłoń zsunęła z twarzy Achela i ułożyła ją na jego szyi, usta rozchyliła bardziej, choć to wszystko było instynktowne, bo przecież nie miała pojęcia, jak to powinno wyglądać i jak się robi takie rzeczy. Powinna go najpierw zapytać, jak się to odbywa tutaj, w jego świecie, jak to wygląda pod kątem emocji i relacji, ale… Jakoś nie było okazji. Przecież nie planowała tego i żadne z nich nie miało pojęcia, że coś takiego się wydarzy.

    OdpowiedzUsuń
  70. [I znikniecie na tamtym, a tutaj co będzie?! :D]

    W zamierzeniu ukrycie się przed elfickimi dziećmi miało wyglądać tak, że owszem, nie będzie ich widać, ale będą leżeć spokojnie i cicho. Aż dzieciaki sobie pójdą. Przewracanie się nie mieściło się w ramy „ukrywania się”. Zresztą, całowanie się też nie mieściło się w te ramy, ale ogólnie to, co się działo, jakoś wyparło z głowy Vestelii myśl o zielonych dzieciach. Choć powinna o nich pamiętać, bo teraz jak nic ich widzieli. W sytuacji dosyć dwuznacznej. Zapewne za kilka godzin pomyśli „co ja najlepszego zrobiłam?”, ale… To dopiero za kilka godzin. Teraz było teraz. Działo się dużo, Vestelia była lekko zaskoczona działaniem Achela, ale nie zaprotestowała. To był wyraźny dowód, że nie zrobiła czegoś, czego by nie chciał. Gdyby tego nie chciał, to szybko by to przerwał albo po prostu leżałby bez ruchu, czekając, aż przestanie, choć zapewne wtedy nawet by tego nie odebrała jak upokorzenie, bo nie zdawałaby sobie sprawy, że to coś w rodzaju odrzucenia. Nie zrobił żadnej z tych rzeczy, tylko odpowiedział z zaskakującym zaangażowaniem i choć nie wiedziała, co to tak właściwie oznacza, nie wiedziała, jak będzie między nimi później, po tym wszystkim, to i tak odbierała tę sytuacje jako coś dobrego. Na pewno przyjemnego. Podobało jej się. Dlaczego nigdy wcześniej nikogo nie pocałowała? Ale w taki sposób jak teraz, a nie jedynie dotykając ustami ust? Ach, no tak, przecież nie wolno jej było pakować się w żadne romantyczne relacje. Nawet nie wiedziała, że takowe istnieją. Nie dla niej.

    OdpowiedzUsuń
  71. Dla niej to było całkiem nowe uczucie. Zaskakujące, niezrozumiałe, do tego też intensywne, ale przy tym wyjątkowo przyjemne. Rzeczywiście, gdyby tego nie chciała, już dawno by się odsunęła, przerwałaby to. Albo nawet by tego nie zaczęła, skupiając się jedynie na tym, by zniknąć z pola widzenia.
    A tego, że Achel całkiem nagle się odsunął, choć tylko odrobinę, nie odebrała jako niechęć albo wątpliwości. Uznała, że po prostu, mimo chwilowego zapomnienia, dotarło do niego, że mogą być widoczni. Tej niepewności chyba nie zauważyła. Albo raczej nie chciała, aby to do niej dotarło. Sama też patrzyła na niego przez kilka sekund, szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami, ale była zdziwiona sama sobą. Że jest w stanie czuć coś takiego. Zaraz po tym odwróciła głowę bok, by spojrzeć na elfy.
    Dzieci stały, zaskoczone i wpatrywały się w nich zdezorientowane. Ale tylko przez chwilę.
    - Widziałaś? Pojawili się znikąd! – zakrzyknął chłopiec z entuzjazmem, co samo w sobie było dosyć dziwne. Co go niby tak podekscytowało?

    OdpowiedzUsuń
  72. [No byłaby, byłaby…]

    Wiedziała, że zaraz padną jakieś pytania, ze dzieci będą ciekawe, kim są i skąd się tak nagle tam wzięli, skoro przed chwilą ich nie było. I wiedziała też, że jeśli tak nagle teraz z powrotem znikną, to będzie to równocześnie dziwaczne i podejrzane. Poza tym, nie miała pojęcia, czy to podziała, skoro ledwie chwilę wcześniej skończyło się w taki, a nie inny sposób.
    Posłała idiotyczny uśmiech w stronę dzieci, po czym skierowała spojrzenie z powrotem na Achela. Nie bardzo wiedziała, jak ma odbierać jego minę, ten uśmiech. Pytanie było jasne, a że Vestelia nadal była sobą, to odbierała je dosłownie i racjonalnie.
    - Myślę, że lepiej będzie wstać i zwiewać zanim kogoś zawołają – odszepnęła, choć pewnie nie tego się spodziewał.- Złaź – ułożyła dłonie na jego ramionach, chcąc go z siebie zepchnąć. Nie należało od niej oczekiwać jakiejś czułości lub podobnych rzeczy. Nie w takiej sytuacji, gdy musiała myśleć praktycznie. Musiała się takich uczuć dopiero nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
  73. Nie widziała powodu, aby unosić się dumą i odmawiać sobie pomocy, więc chwyciła się dłoni Achela i wstała. Powinna sobie powyjmować z włosów różne niespodzianki, ale nie było teraz czasu, aby tam stać i doprowadzać się do porządku.
    Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc pytanie. Dzieciak chyba nie mógł się bardziej pomylić. Ale nie powiedziała ani słowa, niech sobie myślą co chcą. No i lepiej, żeby nie znali szczegółów. I tak byłą pewna, że zaraz polecą opowiedzieć dorosłym o tym, co ich spotkało w lesie.
    - Chodź – rzuciła tylko. Nie puściła wcześniej dłoni Achela i teraz lekko go za sobą pociągnęła. Nie miała w sumie pojęcia, w którą stronę iść, ale dla niej to było bez znaczenia. Nie wiedziała nawet, gdzie w ogóle chce iść.
    Miała nadzieję, że dzieciaki nie pójdą za nimi.
    - Ci zieloni są przyjaźni, tak? Dobrze pamiętam? – spytała, gdy trochę już odeszli. Tak jej coś świtało w głowie. Bo na pewno o tym opowiadał. Ale Vestelii trudno jeszcze było pojąć różne rzeczy. Choć zapewne Achelowi trudniej było pojąć to, co sama wyprawiała, bo niektóre rzeczy były niemożliwe. Między innymi to, że strzały się od niej „odbijały”.

    OdpowiedzUsuń
  74. - Już kompletnie nie wiem, kogo powinnam unikać, a kogo nie muszę się bać – stwierdziła, trochę przy tym kręcąc głową. Wcześniej było to takie łatwe, bo nie trzeba się było bać nikogo. Wszyscy żyli w zgodzie (mniej więcej) i można było spać spokojnie. Ewentualna niechęć do kogoś była okazywana w raczej łagodny sposób i Vestelia nie musiała się bać, że ktoś ją najdzie w nocy i zabije.- Oczywiście, że byłabym w stanie – powiedziała od razu, gdy tylko usłyszała pytanie. Aż się zatrzymała, a że nadal mieli splecione dłonie, to Achel też musiał się zatrzymać. Spojrzała na niego z lekką dezaprobatą, bo czy właśnie zwątpił z jej możliwości? Ale miał prawo, przecież nie wiedział, co dokładnie potrafiła, a czego nie. Sama nie do końca to wiedziała.- Teraz przynajmniej wiem, jak to zrobiłam i dlaczego, wtedy nie pamiętałam… Miejsce jest dobre. I będzie bezpieczne. W sumie to bym już coś zjadła, bo łazimy tak już nie wiem ile i trochę zmęczona jestem – przyznała się. Trochę przeżyć za sobą mieli tego dnia. A poza tym, nie byłą przyzwyczajona do wędrówek, wspinania się, przedzierania przez gąszcz… Czasem musiała sobie przystanąć i odsapnąć.

    OdpowiedzUsuń
  75. - Pasuje – odrzekła krótko.
    Potem się schyliła. Przypomniała sobie, że przecież istnieje jeszcze coś takiego jak rośliny. I te tutaj wyglądały praktycznie identycznie, jak te w jej świecie Poruszała się więc tak przez chwilę schylona, badając drobne krzaczki, aż w końcu znalazła jagody i spojrzała triumfalnie na Achela, który został gdzieś za nią. Była zadowolona z siebie teraz. Mogła sobie nazbierać całą garść niebieskich kuleczek, choć w gruncie rzeczy to było tylko chwilowe zaspokojenie głodu.
    - Nie są trujące – zamruczała.- Znam się na tym.
    Znała się, choć niektóre rzeczy musiała sobie przypomnieć. Grzebała więc tak w zaroślach, zbierając jagody, aż dotarła do skraju lasu. Nie obejrzała się za siebie ani razu, co zapewne było lekkomyślne.

    OdpowiedzUsuń
  76. Vestelia była uradowana tym, że w zasięgu ręki (no, prawie) ma owoce i na nic innego aktualnie nie zaważała.
    - A nie chcesz trochę? – podpytała, pokazując garść jagód. Dłonie miała już zabarwione na fioletowo.- Nie są trujące – zapewniła. Na chwilę wróciła ta naiwna jak dziecko Vestelia, która się cieszy z drobiazgów.
    Zerknęła w kierunku góry, na którą wskazał Achel. Rozumiała, że chciał się jak najszybciej ukryć, dlatego tak ją poganiał, ale przecież zawsze miała jakieś ale.
    - Ale… - zaczęła więc, wskazując ręką na drzewo. Przez chwilę milczała, myśląc, że to jedno słowo i gest wystarczą, by zrozumiał, o co jej chodzi.- Nazrywasz mi? – uśmiechnęła się najładniej, jak potrafiła, choć zapewne wyszło to komicznie.

    OdpowiedzUsuń
  77. [Spoko, spoko. Też miałam przerwę, bo musiałam się zająć ratowaniem związku.]

    Oboje byli tacy... Zmienni. Raz mili, bo Vestelia wiedziała albo może to wyczuwała, że Achel, mimo wszystko, ma dobre serca, a za chwilę robił się zirytowany i już nie taki miły, może nawet niebezpieczny. Vestelia też potrafiła być niebezpieczna, ale nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Może dlatego, że nie chciała tych możliwości używać.
    - Mam iść do tej jaskini, tak? – chciała się upewnić.- Sama? A jeśli ktoś tam będzie?
    Taka możliwość też istniała. Ale Vestelia nie poczekała na odpowiedź, tylko ruszyła w odpowiednim kierunku, jeszcze grzebiąc jedną ręką w swojej torbie, aby znaleźć coś, do czego mogłaby schować kilka jagód, które jeszcze trzymała w dłoni. Wiedziała, że mogą się później do czegoś przydać.
    Dotarła do miejsca schronienia całkiem szybko, chociaż ze dwa razy, schodząc z górki albo po kamieniach, wylądowała na tyłku. Niech żyje gracja. Nie byłą przyzwyczajona do takich wędrówek.
    Wiedziała, że Achelowi zależy na tym, aby zabezpieczyła to miejsce w taki sam sposób, jak poprzedniej nocy. Zrobiła to od razu, zapominając o tym, że kiedy on sam tu dotrze, z zewnątrz zobaczy jedynie pustą jaskinię. Ale skoro wiedział, co może się kryć w środku, to będzie mógł swobodnie wejść.
    Cieszyła się teraz z tego, że jest sama, bo przynajmniej mogła się w spokoju umyć. Czuła się pod tym względem okropnie, zdawało jej się, że jest okropnie brudna, wygląda koszmarnie i w ogóle, a ze woda była na miejscu, to dlaczego miałaby z tego nie skorzystać? Wcześniej, kiedy zaatakowali ich tutaj aniołowie, musiała wskoczyć we wszystkich ubraniach. Teraz się spokojnie rozebrała i zaburzyła się w wodzie całkowicie, aż po czubek głowy.

    OdpowiedzUsuń
  78. Trochę straciła poczucie czasu. Woda była przyjemnie chłodna, Vestelia nie musiała się martwić, że ktoś niepożądany ją najdzie, Achela nie było całkiem długo, miała trochę czasu dla siebie, mogła w spokoju wyczyścić włosy i potem sobie popływać.
    Kiedy przyszedł, nawet o tym nie wiedziała, bo akurat była pod wodą. Dopiero gdy ją zawołał, usłyszała, choć było to przytłumione przez wodę. Dziwne, że nie zauważył ubrań i torby leżących w kącie. Ale może zbyt bardzo je ukryła odruchowo...
    Wynurzyła się więc z wody, by pokazać, że owszem, jest tutaj. Wystawiła jedynie głowę, mokre włosy przykleiły jej się do twarzy, więc zanim się odezwała, musiała je odgarnąć.
    - Jestem – poinformowała spokojnie, żeby już się nie denerwował.- Chciałam się tylko umyć – wyjaśniła.- Takie łażenie cały dzień to dla mnie trochę za dużo...

    OdpowiedzUsuń
  79. [Spoko, spoko. Nie trzeba było się spieszyć.
    W piątek byłam na czysto, dziś niedziela i też mam kolejkę, ech.]

    Tak po prawdzie, to Vestelia była przyzwyczajona do codziennej kąpieli w bali z mnóstwem pachnących olejków i kwiatów, znalazła nawet teraz w torbie małe mydełko, więc czymś nowym było dla niej takie raczej koczownicze życie. Cierpiałaby pewnie okropnie, gdyby e tej jaskini nie było wody. Wcześniej nie miała znaczenia, ale wcześniej przecież Vestelia nie wiedziała, że będą tak dreptać cały dzień.
    Z innych aspektów obecnej sytuacji standardowo nie zdawała sobie sprawy. Podpłynęła jedynie do brzegu, sięgnęła po leżącą tam na brzegu mydlaną kostkę i, opierając się ręką o kamień, podniosła drugą, pokazując mydło.
    - Patrz, co mam – pochwaliła się.- Sama to kiedyś zrobiłam. Też możesz się umyć.

    OdpowiedzUsuń
  80. Vestelia miała uczucia, jak każdy. Tylko że nikt jej nie nauczył, co niektóre z nich oznaczają. Nie miała bladego pojęcia, czym jest intymność, bo nigdy jej nie doświadczyła. Zabroniono jej, powiedziano, że nie wolno, schowano pod kloszem. Wiedziała przynajmniej, że takie rzeczy istnieją, że mogą być jakieś uczucia między dwoma osobami, że każdy w jej świecie dostaje swoją drugą połówkę. Każdy, tylko nie ona. I reszta Rady, oczywiście.
    Nie bardzo też czuła wstyd związany z nagością, bo nie łączyło się to w jej głowie właśnie z intymnością. Poza tym, nawet nie pomyślała o tym, że coś może być widać, choć owszem, woda była bardzo czysta. To była dla niej teraz drugorzędna rzecz.
    Natomiast jeśli chodziło o to, co się stało w lesie... Do głowy jej, oczywiście, nie przyszło, że Achel może się nad tym zastanawiać, czy aby nie był osamotniony w tych swoich uczuciach. Bo przecież jej też się podobało, wzbudziło coś nowego i wcale nie chciała kończyć... Po prostu musieli skończyć.
    - To teraz masz okazję – Vestelia też się uśmiechała.- Jest z fiołków i róż, to są moje ulubione kwiaty. Każda z nas musi... – zaczęła opowiadać, ale urwała, nie widząc, żeby Achel się ruszył.- Idziesz? – spytała nagląco.

    OdpowiedzUsuń
  81. Dostrzegła brak entuzjazmu, który sama wykazywała, jeśli chodziło o kąpiel i to sprawiło, że się trochę zastanowiła. Nie zaczęła więc beztrosko opowiadać dalej, jak chciał Achel, tylko uczepiła się kamiennego brzegu, opierając się łokciami. Policzek oparła o dłoń i przypatrywała się Achelowi chwilę.
    - Ty sobie myślisz, że ja mam coś nie tak z głową, prawda? – odezwała się, oczywiście nie przejmując się tym, jak to zabrzmi. Po prostu była szczera, jak zawsze. Ale kłamać, o dziwo, też potrafiła. Jeśli było to potrzebne. Teraz nie było.- Że nie rozumiem podstawowych rzeczy, jestem lekkomyślna jak dziecko i wpakowałabym się nieświadomie w środek niebezpieczeństwa. I pewnie jeszcze, że wypaplałabym wrogowi wszystko, nieświadoma, że mną manipuluje. Trochę się mylisz – uśmiechnęła się krzywo. Mogła się cieszyć z drobiazgów jak dziecko i nie mieć pojęcia, na czym polega intymność między dwoma osobami, ale to przecież nie oznaczało, że jest bezmyślna.- A co do tego w lesie… - zaczęła jeszcze, może rzeczywiście odrobinę niepewnie. Ale niepewnie tylko dlatego, że nie bardzo wiedziała, jak określić to, co się działo wtedy w jej głowie. I w ciele zresztą też.- Podobało mi się – oświadczyła w końcu zdecydowanie.- I chyba chcę więcej. Tak myślę.

    OdpowiedzUsuń