Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

22 kwietnia 2015

can you be mine?

Villemo Steichert  
Przyszła realizatorka dźwięku. Póki co, szczyci się mianem pomocniczki akustyka.
Ambicja większa niż wzrost. Tysiące muzycznych miłości. Serduszka w oczach, zbyt dużo marzeń i nieodłączne słuchawki.
W pakiecie nadzwyczaj cięty język.
I niebywała zdolność ukrywania własnych uczuć.

7 komentarzy:

  1. Ależ ona urocza! Ten wizerunek to strzał w dziesiątkę, uwielbiam Debby (szczególnie w tym kolorze włosów ^^). To lecę poszukać wizerunku dla mojego Pana, choć nie obiecuję dzisiaj dodać karty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, podoba mi się. Któż zaczyna?

    OdpowiedzUsuń
  3. To będzie naprawdę ciekawe xD
    Nie jest, ciii :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałam tylko przekazać, że dzisiaj mnie nie będzie, ponieważ mam ciężki dzień. Przepraszam za brak odpisu.

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda - on i Shantelle nie dogadywali się ostatnio zbyt dobrze. Zaczynało się od błahostek, jak niezapowiedziany tatuaż, czy nocne wypady z kolegami, a zmieniło w istny koszmar, nasycony kłótnią, wyzwiskami, krzykiem i płaczem. Theodore nie chciał tego, pragnął, by było dobrze, jednak za każdym razem, kiedy wydawało mu się, że nadchodząc zmiany, wszystko nagle się rozpadało, niczym istny domek z kart. Nie miał pojęcia, czy była to jego wina, czy też Shantelle, jednak w głębi duszy czuł i wiedział, że niezależnie od tego, kto jest sprawcą - trzeba wprowadzić pewne zasady, inaczej ich dwuletni związek się rozpadnie. A do tego Teddy nie mógł dopuścić. Zbyt wiele łączyło go z tą kobietą, by tak po prostu miał ją stracić.
    Jednak po kolejnej, naprawdę trudnej i męczącej kłótni, stracił siły, by cokolwiek zmieniać i zamiast być przy Shantelle i porozmawiać z nią - udał się do baru. Idealny pomysł, Theodore! Pogratulować.
    Zalany w trupa, sięgał właśnie po kolejny kieliszek, kiedy ktoś brutalnie wyrwał mu naczynie z dłoni. Rozdrażniony podniósł wzrok i ujrzał kogoś, kogo w tym momencie zupełnie nie miał ochoty widzieć. Wiecznie irytującą, natrętną Villemo - statystkę, która ciągle tylko pałętała się pod nogami. Kiedy przypomniała mu o koncercie, zmarszczył brwi.
    - W takim razie Peter będzie musiał trochę zaczekać, bo jak widzisz nie jestem chwilowo dostępny - warknął, odbierając dziewczynie swój kieliszek i mocząc usta w alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jasny gwint, ta dziewczyna zdecydowanie działała mu na nerwy. Głowa mu pękała od nadmiaru alkoholu i niemiłych wspomnień poprzedniego wieczoru, a na dodatek jeszcze ta okropna Villemo się przyczepiła, jak rzep do psiej dupy. Wziął głęboki oddech.
    - Wyluzuj, okej? Usiądź, napij się. Koleżanka zrobi ci miejsce, prawda? - dziewczę obok skinęło głową i pół-przytomnie doczołgało się na skraj kanapy. - Widzisz? Wszystko da się załatwić, tylko trzeba mieć sposób.
    Poklepał miejsce wysiedziane już miejsce obok siebie, a potem spojrzał na kieliszek w jej dłoni.
    - No, kieliszek masz, to tylko wystarczy go napełnić. Barman! - zawołał ochoczo, zupełnie nie przejmując się żadnymi konsekwencjami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Słuchał jej, próbując cokolwiek zrozumieć z tej zbędnej paplaniny, lecz kiedy do jego uszu dotarło to, w jaki sposób wyraziła się o ukochanej, skrzywił się. Nie miał ochoty na wysłuchiwanie kazań.
    - Słuchaj, to, co jest między mną i Shan nie powinno cię ani trochę obchodzić, więc z łaski swojej przymknij jadaczkę i napij się wreszcie. Może wtedy ci przejdzie interesowanie się nie swoimi sprawami, choć szczerze w to wątpię.
    Mimo faktu, w jakim stanie się obecnie znajdował, nie pozwolił nawet teraz na obrażanie jego dziewczyny - była, jaka była, a ich związek może i był nieco zbyt dynamiczny, ale nie mógł złego słowa o Shantelle powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń