Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

25 kwietnia 2015

[KP] We’re going to hell.


Noah Attwood
27 lat / członek gangu / Australijczyk / obecnie Los Angeles / trudne dzieciństwo / apodyktyczny starszy brat / bez studiów / artysta, ale lepiej, żeby nikt o tym nie wiedział / udaje kogoś, kim nie jest / postać tragiczna / niecierpliwy / skłonny do nałogów / zdarza mu się być słabym, co ukrywa w swoich czterech ścianach / psiarz / w gruncie rzeczy dobry człowiek, ale ciii / czasami nie panuje nad emocjami / bardzo zaborczy / bardzo zazdrosny


„Nie przepraszaj, z niczego się nie tłumacz.”

21 komentarzy:

  1. Wstępny bunt Virgii dotyczący tego, że żadne słuchawki nie są jej potrzebne chyba bardzo szefa zirytował. Bo przecież wytknęła mu brak logiki. Jak miałaby iść między ludzi, którzy za nic w świecie nie powinni wiedzieć, kim właściwie jest, z tak bardzo widoczną słuchawką w uchu? To się przecież kupy nie trzymało i nie omieszkała tego wytknąć temu przygrubawemu facetowi, który od bodajże dwóch miesięcy nosił miano jej szefa. Niemalże ze złością rzuciła te kabelki na stolik, ryzykując tym samym utratę pracy. Bo przecież nie stosowała się do poleceń. Szkoda tylko, że była im zbyt bardzo potrzebna, nawet mimo braku doświadczenia. I że bardzo dobrze o tym wiedziała.
    Akcja była starannie zaplanowana, zaaranżowany nalot miał na celu tylko stworzenie możliwości wprowadzenia kreta do nowego środowiska. A z racji tego, że Virgia musiała znać dokładne położenie swojej „ofiary” (a zmieniało się przecież dosłownie co sekundę), stanęło na zestawie głośnomówiącym w samochodzie zamiast słuchawek.
    Słuchając wskazówek, jechała między uliczkami, aż w końcu dostrzegła osobnika, którego potrzebowała. Od razu odtworzyła sobie w głowie wszystkie informacje na jego temat, jakie jej przekazano. Wyłączyła telefon, odłączyła od zestawu, potem go schowała. Więcej wskazówek nie potrzebowała, a gdyby zostawiła wszystko tak, jak było, mogłaby się nieopatrznie zdemaskować. Opuściła szybę i podjechała bliżej, zatrzymując się obok mężczyzny dosłownie z piskiem opon.
    - Wsiadaj – zachęciła go ruchem głowy, równocześnie puszczając mu oczko.
    Zdawała sobie sprawę, że nie jest zbyt godna zaufania, w końcu się nie znali. Ale mógł w tym momencie albo uciekać dalej, przez co z pewnością zostałby złapany, albo zaryzykować i wsiąść do samochodu z obcą kobietą, która mogła mu pomóc lub zawieźć prosto na policję. Które wyjście było lepsze?
    Zawsze trzeba było mieć cień nadziei. A szansa na pomoc jawiła się chyba w bardziej optymistycznych barwach niż świadomość tego, że zaraz zostanie się złapanym. Tonący brzytwy się chwyta.

    OdpowiedzUsuń
  2. To na pewno nie było normalne, że ktoś by się zatrzymał i bezinteresownie zaproponował podwiezienie. Wręcz oczywiste było, że owa uprzejma osoba miałaby w tym jakiś interes, niezależnie od tego, kim tak naprawdę była. Bo możliwości było kilka i niekoniecznie pierwszą myślą powinna być policja.
    Kluczyła uliczkami, nie ściągają stopy z gazu, więc graniczyło to trochę z piractwem drogowym. Wiedziała jednak, że nikt jej nie zatrzyma ani na nikogo się nie natkną, bo trasę miała ustaloną już wcześniej. Właściwie narzucili jej ją z góry, gwarantując, że akurat ten teren będzie oczyszczony. Nie denerwowała się więc i nie okazywała ani odrobiny stresu. No i zgodnie z życzeniem, miała zamiar odjechać jak najdalej.
    - Gdybyś miał broń i chciał mnie zabić – zaczęła, powoli wypowiadając każde słowo. Zdążyła już wyjechać na jakąś większą ulicę, a że, mimo wszystko, nie wypadało przejeżdżać na czerwonym, aby nie zwracać na siebie uwagi, to kulturalnie zatrzymała się na światłach. Odwróciła głowę w stronę mężczyzny.- To dostałbyś pięścią w mordę zanim zdążyłbyś ową broń wyciągnąć – uśmiechnęła się uroczo, wręcz słodko, co zupełnie nie współgrało z tym, co powiedziała, po czym wróciła spojrzeniem do drogi przed sobą, a że światła się zmieniły, od razu ruszyła.- Virgia – rzuciła po chwili jak gdyby nigdy nic.- Mam na imię Virgia – nie było potrzeby, aby wymyślać niwą tożsamość, więc bez oporów podała prawdziwe imię.- Przyjechałam z Chicago, bo tam szuka mnie policja. Mój boss stwierdził, że LA będzie najlepszym miejscem i poradził, aby dołączyła do gangu tutaj – wyjaśniła, aby mogli się oboje trochę rozluźnić i żeby nikt się nie bał, że zaraz zostanie wydany stróżom prawa.- Tak, wiem, kim jesteś – dodała jeszcze z uśmiechem.
    Zerknęła na niego szybko, zaraz jednak z powrotem skupiając się na drodze. Niby widziała zdjęcia, w większości robione raczej z ukrycia, choć ogólnie było ich bardzo mało. Nijak się jednak miały do rzeczywistości. Ta było o niebo lepsza, zdecydowanie.
    Uśmiechnęła się głupiutko sama do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Jestem tutaj dopiero od tygodnia, wiec jakbyś mógł, to trochę mnie pokieruj, bo nie znam jeszcze miasta zbyt dobrze – przecież podobno przyjechała z Chicago.
    I nie miał tu znaczenia fakt, że mieszka w Los Angeles praktycznie od urodzenia. Przed chwilą powiedziała co innego i nawet jeśli bardzo dobrze wiedziała, jak dojechać pod wskazany adres, musiała trzymać się jednej wersji. Póki co, skoro miała jechać trochę „naokoło”, mógł sobie skręcić w dowolną uliczkę i zwyczajnie jechać przed siebie. Do momentu, aż towarzysz uzna, że już wystarczy i mogą jechać do celu.
    Uśmiechała się sama do siebie, nie wiedząc właściwie czemu.
    - Myślisz, że ktoś was wydał, skoro policja zorganizowała nalot akurat w trakcie transakcji? – spytała nagle. I mogło się wydawać dziwnym, że wie o takich rzeczach, wie o jakichś transakcjach i o tym, co się stało. Wiedzieć musiała, w końcu zostało to zaaranżowane przez jej własnych współpracowników, ale jako całkowicie obca osoba nie powinna tego wiedzieć, mimo wszystko…- Bo właściwie to was szukałam i część z tego widziałam. To znaczy, domyślałam się, gdzie was znajdę i rzeczywiście znalazłam, ale nie sądziłam, że ma się dziś odbyć jakaś transakcja, ale dobrze, że się pojawiłam, przynajmniej wyszedłeś z tego w całości – posłała mu uśmiech, równocześnie ganiąc się w duchu, ze chyba zbyt dużo gada. Gdyby ją teraz szef słyszał, to najprawdopodobniej zostałaby porządnie zbesztana za brak profesjonalizmu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Domu, mimo wszystko, Virgia nie znała. Jakoś do tej pory nikomu nie udało się tego odkryć i tutaj dotrzeć, ale teraz już znała adres, więc pewne było, że jak tylko wróci do siebie, od razu zawiadomi kogo trzeba, a otoczenie od razu zaroi się od obserwatorów. Póki co jednak nie mogła w żaden sposób przekazać informacji o swoim otoczeniu, więc jakby coś się działo, to byłaby zdana tylko na siebie. Ale przecież nic się nie będzie działo i wszystko pójdzie dobrze. Pierwszy krok ku zdobyciu zaufania jednego z braci Attwood już zrobiła.
    - Poczekamy – uśmiechnęła się, unosząc tylko jeden kącik ust. Nigdzie jej się nie spieszyło, miała mnóstwo czasu, a jeśli dzięki temu mogła się przyjrzeć otoczeniu i zarejestrować szczegóły, to tym lepiej.
    Zachowywała się, mimo wszystko, całkowicie swobodnie. Jakby się znali przynajmniej już dziesięć lat i cały ten czas przyjaźnili. A przynajmniej starała się wprowadzić taką atmosferę.
    - Nie musisz już dziękować, to było moje zadanie, żeby ci pomóc - znów się uśmiechnęła, tym razem całkowicie szczerze, równocześnie sięgając do kieszeni spodni, aby wyjąć z niej zapalniczkę. Otworzyła nią butelkę.- Ładnie, już próbujesz mnie upić, a potem będę wracać do domu slalomem… - zażartowała.- Albo masz w tym jakiś cel, co? Jakieś ukryte zamiary? – spytała prowokacyjnie, choć słychać było w jej głosie, że to tylko niewinne żarty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Virgia również upiła łyk, choć piwo nie należało do jej ulubionych trunków, więc standardowo się skrzywiła. Takie rzeczy się pije po to, żeby pić, więc nie musiała zachwycać się smakiem. Natomiast słysząc reakcję na to, co powiedziała, zwłaszcza ton, ta skrzywiona mina zmieniła się w wyraźnie zaskoczoną.
    - Ej, ej, ja tylko żartowałam, wyluzuj – przecież to był tylko głupi żart, nawet nie pomyślała na serio, że mógłby jej coś zrobić, już pomijając kwestię, że potrafiłaby się z łatwością obronić. Myślała, że da się wyczuć, iż to tylko żart, nie sądziła, że Noah mógłby to wziąć tak bardzo na serio i zareagować w ten sposób. Nie chciała jednak drążyć tej kwestii, więc nic już nie dopowiadała odnośnie piwa i wszystkiego, co było z nim powiązane.
    Zdecydowała się na to, aby podejść bliżej i również usiąść na kanapie, choć oczywiście zachowując pewien dystans. Zresztą, tę zbyt dużą ostrożność było chyba widać w każdym jej ruchu, za co oczywiście zganiła się w myślach, bo przecież powinna się zachowywać bardziej naturalnie, a nie tak, jakby się bała zdemaskowania.
    - Robiłam to, co pewnie będę robić również tutaj – zauważyła z uśmiechem i delikatnie pobrzmiewającym w głosie rozbawieniem.- A tak bardziej na serio, to tam również należałam do gangu. Właściwie to mój chłopak należał i on mnie wciągnął w to wszystko… Jego ojciec był bossem, w sumie nadal jest i to on mnie tu wysłał, bo Matt… Byliśmy raz, jeden jedyny, razem na akcji. Nie słuchałam go, zbyt bardzo ryzykowałam, znalazłam się w sytuacji bez wyjścia, Matt próbował mnie uratować i… Zastrzelili go. Zabili, tak po prostu. Przeze mnie. Tak przynajmniej myślałam, miałam wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie z pretensją, że to moja wina… I lepiej było, że wyjechałam. A ja naprawdę go kochałam… - no ładna bajeczka, ładna.- Przepraszam, nie powinnam ci tego mówić – uśmiechnęła się przepraszająco, co oczywiście cały czas było grą.- Za dużo gadam jak na pierwszy raz – pokręciła głową z dezaprobatą dla samej siebie.- Może lepiej ty powiedz, co cię skusiło, żeby żyć w taki sposób.
    Pociągnęła z butelki zdrowy łyk, znowu się lekko krzywiąc.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli wypadła przekonująco i realistycznie. No ale skoro tyle razy wcześnie już myślała nad swoją historią… Niekiedy nawet miała łzy w oczach, bo wyimaginowany Matt stawał się w jej głowie niemalże realistyczną postacią, momentami chyba zaczynała wierzyć w to kłamstwo. Mogła nawet przyjąć, że naprawdę go kochała, pewnie dlatego głos jej zadrżał, gdy wypowiadała przed chwilą jego imię. Szkoda tylko, że nie istniał, co Virgia chyba była tak naprawdę była spragniona jakiegokolwiek uczucia i choć odrobiny poczucia bezpieczeństwa, a nie tylko praca i praca, a niekiedy nawet nie było wiadomo, czy w ogóle w niej wróci. Szkoda tylko, że wracała zawsze, jak do tej pory, do pustego mieszkania.
    Skoro Noah wstał, to Virgia też poderwała się z miejsca, zważywszy na to, że dostrzegła przybysza. Od razu przed oczami śmignęły jej akta, przypomniała sobie część szczegółów, ale na twarzy i tak pojawił się swobodny uśmiech.
    - Virgia Coleman – rzuciła niby bez stresu, ściskając rękę. A kiedy ją zabrała, jakoś tak odruchowo przysunęła się do młodszego z braci Attwood. Zrobiła to całkowicie nieświadomie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, ale o ile można to było w ten sposób określić, po prostu jemu ufała bardziej. Choć nie powinna tutaj ufać nikomu, tak naprawdę. To nie miało nic wspólnego z pracą, bardziej było intuicją zwykłego człowieka. Erica Attwooda zwyczajnie się obawiała, w końcu kartotekę miał całkiem pokaźną. Choć nic z niej nie zostało udowodnione. Nawet mimo tego, że przeszkolono ją, aby radzić sobie w każdej sytuacji, z takimi osobnikami również, to i tak była przecież tylko kobietą, która czasem potrzebowała się zwyczajnie za kimś schować.
    - Jak mogłabym się wykazać? – spytała spokojnie, choć tak naprawdę serce tłukło jej się w piersi niemiłosiernie.- I przekonać cię do siebie?
    Posłała Noah niepewne spojrzenie, jakby szukała wsparcia. Zawsze to lepiej sprawiać takie wrażenie, jakoby się było słabszym człowiekiem niż w rzeczywistości. Wtedy przecież usypia się czujność przeciwnika.

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie było jeszcze przeświadczenie ludzi, stereotypowe zresztą, ze jeśli ktoś ma jakikolwiek tatuaż, to na pewno jest zaplątany w jakieś ciemne sprawki. Fakt, w tej sytuacji teoria się potwierdzała, ale Virgia na tę kwestię miała dosyć liberalny pogląd. Właściwie bardzo, bo tatuaże według niej były cholernie seksowne. Ogólnie jej się podobały, choć nie zdążyła jeszcze się przyjrzeć tym, które miał Noah, za to sobie by raczej żadnego nie zrobiła. Głównie dlatego, że zwyczajnie do niej nie pasowały. Nie pasowały tak samo, jak ona nie pasowała do miejsca, w którym pracowała. Bo kto miałby traktować poważnie jako agentkę osobę, która wzrostem ani posturą zdecydowanie nie grzeszyła, do tego miała jasne włosy, zbyt delikatne rysy, a środowisko pracownicze było zdominowane przez seksistowskich facetów, którzy widzieli w niej przede wszystkim cycki, swoją drogą całkiem niezłe, a nie partnerkę do akcji. Aż dziwne było, że i Eric, i Noah podeszli do niej w taki sposób, a nie skreślili na samym początku, uznając, że się kompletnie nie nadaje do współpracy, bo jest przecież tylko małą kobietką, którą z powierzchni ziemi może zdmuchnąć głębszy oddech.
    Zdziwiła się, słysząc, że tego wieczora jednak nic jej nie czeka i spojrzała pytająco na Noah, unosząc nawet brwi. Ale właściwie nie powinna być zaskoczona, w końcu kto miałby jeszcze siłę planować jakąś kolejną akcję albo powierzać jej zadanie, skoro już jedno dzisiaj nie wypaliło.
    - Polubił? – mruknęła, kiedy Eric już sobie poszedł.- Pewnie tak, mając na uwadze to, że przed chwilą mnie spławił – nie chciała tego, ale w głosie pobrzmiewała nutka ironii. Nadal stała w tym samym miejscu, obracając w dłoni butelkę z piwem i analizując, czy powinna zostawać, czy jednak nie.- Może nie powinnam ci przeszkadzać… - stwierdziła w końcu.- Pewnie też jesteś zmęczony. Jutro będzie lepszy dzień, wtedy się dowiem, czy Eric coś przygotował dla mnie… A teraz chyba powinnam się już zbierać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta niby swobodna, naturalna propozycja i tak ją zaskoczyła, zważywszy na to, że przecież kilka sekund temu mówiła o tym, że powinna już się ewakuować.
    - Może innym razem, teraz naprawdę powinnam już iść – zaskoczyła ją ta wewnętrzna, tląca się w niej chęć zostania, jednak zdrowy rozsądek tym razem wygrał.- Zgadamy się jutro, pewnie będziecie mieli już coś dla mnie przygotowane. A teraz chyba powinieneś za mną zamknąć drzwi, nie? – nie wiadomo czemu tak ją to rozbawiło, aż się głupio uśmiechnęła.
    Całe szczęście, że nie wypiła całego piwa, mogła przynajmniej z czystym sumieniem wsiąść do samochodu. Choć przez moment wydawało jej się niegrzeczne, zostawiać aż połowę zawartości butelki. Odjeżdżając, jeszcze głupiutko pomachała przez szybę do Noah.


    Rano telefon rozdzwonił się, jakby Virgia pracowała co najmniej w centrali. Jeden był całkiem zaskakujący, ale nakazywał pozytywne myślenie, skoro sam Eric Attwood się pofatygował, aby powiedzieć Virgii, aby przyjechała, bo coś już przygotował. Następnie były dwa telefony od szefa, jak zwykle pełne dezaprobaty, bo on akurat zawsze był niezadowolony, niezależnie od tego, jak świetnie radził sobie któryś z podwładnych. W drodze do samochodu, już na zewnątrz, miała kolejny przykład zbyt wielkiego zaangażowania szefa próbującego dopilnować prawie wszystkiego. Trochę poklęła na agenta, którego po prostu nie dało się nie zauważyć i nie domyślić się, kim tak naprawdę jest. Odprawiła go czym prędzej, żeby nie ściągnął na nią kłopotów, a potem w końcu udało jej się ruszyć spod domu.
    Podejrzewała, że nie musi trąbić, aby zasygnalizować, że jest już na miejscu, bo ktoś na pewno już to zauważył i zaraz wyjdzie, aby się kulturalnie przywitać. Wysiadła więc spokojnie z samochodu pod domem Erica, odruchowo się rozglądając i zapamiętując szczegóły otoczenia, tym razem w innym, o wiele lepszym świetle niż to wieczorne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Może to już właśnie było spoufalanie się, bo kiedy wysiadła z samochodu i dostrzegła Noah, do razu podeszła, chcąc się przywitać, a w tym celu tak zwyczajnie wspinając się na palce i całując go w policzek. Z uśmiechem, a jakże. Nie było to w żaden sposób dziwne, po prostu wpisane w naturę Virgii, bo zawsze się tak zachowywała. Nie chciała teraz sprawiać wrażenia jakiejś specjalnie sympatycznej, bo jeśli byłabym sobą, prawdziwą Virgią Coleman, a nie ukrywającą swój prawdziwy zawód, na pewno zachowałaby się tak samo i obdarzyła kogoś, zależnie od tego, kto byłby na miejscu Noah, takim samym uśmiechem i gestem.
    Instrukcje dostała, wiedziała, co trzeba zrobić, więc nie pozostawało nic innego, jak po prostu wziąć się za robotę.
    Ten, jak by nie patrzeć, dżentelmeński gest, zaskoczył ją. Choć było to zaskoczenie z rodzaju tych miłych, mimo wszystko.
    - Mam, jasne, że mam – to na pewno było pytanie retoryczne, przecież nie mogłaby zapomnieć broni, no ale nie zamierzała zwracać złośliwie uwagi, ze wcale nie jest głupią blondynką i pamięta o takich rzeczach, tylko zwyczajnie odpowiedzieć. Zrobiła to, potem szybko wsiadła do samochodu. Drogi nie znała oficjalnie, swój samochód więc musiała zostawić. Role tego dnia się zmieniały, bo teraz miała siedzieć na miejscu pasażera, a to Noah miał prowadzić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Miejsce, jak się okazało, było Virgii znane. Wprawdzie wewnątrz nigdy wcześniej nie była, jednak adres znała, bo był to obiekt obserwacji kolegów z wydziały antynarkotykowego od dłuższego czasu. Musiała się więc mieć na baczności, aby nie spalić ani siebie, ani całej akcji, ani miejscówki.
    Rozglądała się więc wokół, chcąc dostrzec i zapamiętać jak najwięcej szczegółów, a jeśli zdarzyłoby się tak, że spotkałaby jakiegoś agenta pod przykrywką, to przecież nie mogła choćby najmniejszym grymasem twarzy zdradzić, że w ogóle go zna.
    Noah nie odezwał się ani słowem, nie dał żadnej wskazówki, jednak nietrudno było się domyślić, kto jest celem i winowajcą. Umykająca barmanka rozbawiła ją, chociaż w związku z tym pojawiło się też dziwne uczucie zazdrości powiązanej z nadzieją, że Noah nie zwróci na nią uwagi. Bo, cóż, dziewczyna była naprawdę ładna.
    Skupiła się na sytuacji dopiero w momencie, gdy usłyszała swoje imię.
    - Na pewno – potwierdziła od razu.- Ja chętnie posłucham – uśmiechnęła się słodko, choć była w tym duża doza cynizmu.
    Stanęła po drugiej stronie mężczyzny, chcąc tym samym odciąć mu ewentualną drogę ucieczki. Niepostrzeżenie wyjęła glocka, od razu przyciskając mu go do pleców. Nie miała pojęcia, czy tak należało zrobić, wszystko zresztą robiła na czuja, ale wychodziła z założenia, ze jak się go trochę postraszy, to na pewno nie zaszkodzi.
    - No? Słuchamy – rzuciła jeszcze, nadal z uśmiechem i z nadzwyczajną wręcz sympatią w głosie. Jakby wcale nie miała złych zamiarów. Tylko że to było udawane, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znała szczegółów sprawy, nie wiedziała, za co i ile owy diler jest winien, więc nie odzywała się i tylko słuchała z niewzruszoną miną, co mówił Noah. Może powinna się jakoś wykazać, ale tak naprawdę co takiego miałaby teraz zrobić? Mogła jedynie pchnąć jego w momencie, gdy padły strzały, ale najwyraźniej tym razem nie musiała być wybawcą, tylko miała zostać wybawiona. Jęknęła cicho przy zetknięciu z podłogą, potem jednak od razu podczołgała się za bar. Nie w jej stylu było jednak bezczynnie siedzenie, więc niemalże od razu się odrobinę wychyliła, nawet mimo tego, że Noah wyraźnie powiedział, aby tego nie robiła.
    - To wrogi gang – poinformowała.- Widziałeś tamtego faceta w rogu, jak weszliśmy? Należał do nich, ale zdradził, więc teraz postanowili się go pozbyć – zastanawiała się, jak mogłaby „uratować” biednego dilera, póki co jednak obawiała się wychylić choć trochę bardziej, żeby nie oberwać. Sama strzelać nie miała zamiaru, to byłoby bezcelowo i mogłoby tylko ściągnąć większe niebezpieczeństwo.- Odrobiłam lekcje zanim tu przyjechałam – rzuciła jeszcze wyjaśniająco.- Jeśli chcesz jeszcze odzyskać te pieniądze, to pomóż mi go jakoś tutaj wciągnąć. Oni powinni zaraz przestać ostrzeliwać lokal, ale pewnie potem wejdą, żeby wszystko sprawdzić, a wtedy na pewno byś nie chciał, żeby nas zobaczyli… - cóż, jak by nie patrzeć, należeli do konkurencyjnego gangu, a to oznaczało tylko jedno. Wrogów trzeba się pozbywać bez wahania.

    OdpowiedzUsuń
  12. Naprawdę chciała oszczędzić Ericowi wściekłości, ale żeby to zrobić, musiałaby mieć dar przywracania ludziom życia. Nie miała i chociaż w pierwszym odruchu chciała jakoś ratować dilera, nie mogła nic zrobić. Pozostawało tylko podążać za wskazówkami Noah, bo najrozsądniejsze, co można było zrobić w tym momencie, to czym prędzej się ewakuować. Tu nie było miejsca na bohaterską brawurę, zwłaszcza, ze sprawa tak naprawdę ich nie dotyczyła.
    Pozwoliła się pociągnąć, choć przecież potrafiłaby sama sobie poradzić, znaleźć drogę i w ogóle, ale jeśli mu to pomagało, jeśli dzięki temu ma poczucie, że zachowuje choć trochę kontroli, to dlaczego miałaby protestować? Choć sam gest wydał jej się zbędny, przecież nie miała zamiaru uciekać. We dwójkę, mimo wszystko, byli bezpieczniejsi.
    Szkoda tylko, że uliczka, w której się znaleźli, nie była tak pusta, jak by się chciało. Możliwe, że nikt nie zwróciłby na nich uwagi, a już na pewno nie mężczyzna, którego Virgia dostrzegła już z daleka. Tyle tylko, że go rozpoznała, a on musiał, po prostu musiał wiedzieć, kim ona jest naprawdę. Gdyby faktycznie należała do gangu, przeszliby teraz spokojnie. Ale to nie do końca była prawda, więc czym prędzej musiała się ukryć. Tylko jak to teraz zrobić.
    - Cholera – wyrwało jej się.- Tę stronę też obstawili – tylko takie wyjaśnienie znalazła, całkiem sensowne zresztą. Wyszarpnęła przy okazji rękę z uścisku Noah, ale za to złapała go za łokieć i mocno pociągnęła w stronę ściany odrapanego budynku. Z powodu gwałtowności tego gestu sama poleciała na tę ścianę, uderzając o nią plecami, a kiedy Noah na nią wpadł, od razu wtuliła twarz w jego szyję.
    - Udawaj – szepnęła.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mówiąc „udawaj” na myśli miała tylko i wyłącznie udawanie. Przytulenie się, aby zasłonić twarze i sprawiać wrażenie, że zajmują się sobą w stopniu bardziej zaawansowanym niż naprawdę. Nie chciała wcale wykorzystywać sytuacji i pod pretekstem „kamuflażu” próbować takich rzeczy.
    I właśnie dlatego na początku była w szoku. Nie spodziewała się takiego obrotu sytuacji. Chociaż i tak zadziałał instynkt, chyba instynkt niedopieszczenia, tak konkretniej, bo w ostatnim czasie przecież liczyła się tylko praca i praca, a na nic innego Virgia tak naprawdę nie miała czasu.
    No właśnie. Virgio Coleman, jesteś w pracy.
    Ale kogo to obchodzi?
    Oddała pocałunek i chyba tylko ostatkiem sił powstrzymała się przed tym, aby nie zarzucić Noah rąk na szyję, bo to było tak już całkowicie spoufalającym się gestem, choć dzięki temu na pewno wyglądaliby autentyczniej. I mogłaby tak trwać i trwać, myśląc o tym, jak euforycznie się poczuła przez kilka sekund, jak przyjemna jest świadomość, ze Noah to zrobił, że chciał, miał ochotę, że dotyka jej właśnie w taki sposób… Szkoda tylko, że kolejna myśl dotyczyła tego, że najprawdopodobniej za chwilę powie „tylko udawałem” i to będzie wyjaśnieniem na wszystko. Właśnie ta myśl sprawiła, że Virgia w końcu odsunęła głowę, nawet jeśli podświadomość podszeptywała, aby wcale nie przerywać pocałunku i nie odbierać sobie przyjemności.
    - Co ty… - nie dokończyła pytania, bo nawet nie wiedziała jak, chociaż niewypowiedziane do końca i tak chyba wybrzmiało w odpowiedni sposób. Zwłaszcza, gdy dołożyło się do tego na współ zaskoczone, a na wpół rozmarzone (naprawdę?) spojrzenie.
    Całe szczęście, ze w ogóle podziałało, bo nie dość, że nikt ich nie zaczepił, to jeszcze nikogo w uliczce już nie było, a intruz, przed którym tak koniecznie chciała się schować, najwyraźniej już sobie poszedł, zupełnie nie zwracając na nich uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  14. „Czymś zająć”?! Czymś? Nawet nie była zła o to, co zrobił, ale o to, co powiedział owszem. Ale czego mogła się spodziewać, przecież bardzo dobrze wiedziała, że to nic nie znaczyło. Chociaż być może chciałaby, aby coś znaczyło, tylko ze samo to też nie miało znaczenia. Zacisnęła tylko usta z tej złości, nawet się nie odzywając, choć najchętniej by zwyczajnie na Noah nawrzeszczała, co oczywiście byłoby takie typowo babskie, a już na pewno nieprofesjonalne.
    Nie pozostawało nic innego, jak tylko przejść nad tym do porządku dziennego i, oczywiście, zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Pójść grzecznie, starać się nie rzucać w oczy, a jeśli by trzeba było, znów udawać. To było Virgii już trochę nie w smak. Wydawanie poleceń i ręka Noah, która znalazła się tam, gdzie nie powinna, zdaniem Virgii i chyba tylko cudem powstrzymała się, aby się gwałtownie nie odsunąć albo go nie odtrącić. Ale wtedy wyglądaliby przez to podejrzanie, a na to nie mogli sobie pozwolić.
    Nawet ten poniekąd żart jej nie rozbawił, choć w każdej innej sytuacji by się roześmiała na to stwierdzenie.
    - Poradzę sobie – burknęła tylko, a będąc w obecnym nastroju miała wrażenie, że jeśli Eric o cokolwiek się przyczepi, to sama go walnie w nos. Tak, urażonej kobiecie nie powinno się wchodzić w drogę.- Skręć w prawo, proszę, bo gliny za nami jadą nieoznakowanym wozem – mruknęła nagle, zerkając w lusterko. Od razu dostrzegła auto, a trudno byłoby go nie poznać, gdy się nawet samemu nim czasem jeździło. Nie podejrzewała, aby jechali akurat za nimi, ale wypadałoby to sprawdzić. A najlepiej się pokazać w szybie, wtedy na pewno odpuszczą.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziwny był brak podejrzeń i pytań, bo skoro w mieście było podobno dopiero od tygodnia, to skąd mogła znać wszystkie nieoznakowane radiowozy? Noah jednak o nic nie pytał, Virgia nie miała zamiaru się wychylać, a mogła jedynie się cieszyć, że nie zakwestionował tego, co powiedziała, tylko posłuchał, bo to oznaczało zalążek zaufania. Dziwnie szybko, fakt, ale to tylko motywowało Virgię do zachowywania większej ostrożności. I nienagannego zachowania. Bo skoro otrzymała teraz swego rodzaju „wskazówki”, to postanowiła jednak schować dumę i złość do kieszeni i do tego się stosować, w końcu cały czas była w pracy. Chwilami o tym zapominała. I, o dziwo, czuła się wtedy świetnie.
    Miała odpowiadać na pytanie, ale żadne pytanie skierowane do niej nie padło. Może to i lepiej. Miała dzięki temu kilka chwil więcej, aby uporać się ze swoimi emocjami i niechcąco nie wybuchnąć. Więc tylko milczała przez całą dalszą drogę, milczała idąc do domu Erica i milczała w trakcie „rozmowy z nim”.
    I chociaż wiedziała, ze wystarczyłoby spytać o tego dilera, a potem obiecać, że się tym zajmie, a Eric dostanie z powrotem swoje pieniądze, to jednak się nie odezwała. To było do zrobienia, zwłaszcza gdyby poprosiła o to resztę agentów zaangażowanych w sprawę. Ale czy powinna się deklarować, skoro jednak coś zawsze mogło pójść nie tak?
    - Jak nazywał się ten diler? – spytała, gdy Eric wyszedł.
    Znowu zostali sami. A Virgia nadal czuła się dziwnie niezręcznie. Głupota.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Nie mam jeszcze planu… - zaczęła powoli, jakby niepewnie, przesuwając palcem po własnym kolanie i skupiając na tym wzrok, jakby w tym momencie było to najważniejsze na świecie. Wszystko, byle nie patrzeć na Noah.- Ale myślę, że udałoby mi się coś w tej sprawie załatwić i odzyskać pieniądze. Wtedy może Eric byłby zadowolony i odpuścił trochę… - rzadko się myliła, obserwując ludzi, a teraz miała wrażenie, że jakakolwiek heca, która mogła wyniknąć, niespecjalnie się Noah podobała. I z chęcią by tego uniknął. W sumie, kto by się cieszył na jakąś krwawą rzeź?
    Ale to, co powiedział później, sprawiło, że na niego spojrzała, zdziwiona. A potem i tak z powrotem odwróciła wzrok. Nie do końca spodobał jej się fakt, że chciał ją odwieźć do domu, bo obawiała się, że mógłby też chcieć wejść na górę. A zbyt dużo rzeczy tam świadczyło o tym, kim Virgia była naprawdę. Ale to było mało prawdopodobne. Natomiast to, co zaproponował potem… Właściwie to nawet nie była propozycja, tylko stwierdzenie, poinformowanie o tym, ze po prostu przyjedzie i ją zabierze. Bez pytania, czy w ogóle miałaby na to ochotę. To było takie typowe dla facetów. Ale równocześnie męskie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
    - Chcesz iść ze mną coś zjeść? Po co? – spytała otwarcie.
    Bo wydawało jej się to odrobinkę dziwne, że Noah zapałał taką sympatią (o ile można to było tak nazwać) i chociaż znali się niedługo, to tak uprzejmie się do Virgii zawsze odnosił, aż ją to dziwiło, bo nie było w tym tak typowego dystansu, który się ma do ludzi, których ledwo się zna.
    A nigdy by jej do głowy nie wpadło, że mogłaby zwracać czyjąś uwagę, będąc po prostu kobietą.

    OdpowiedzUsuń
  17. Może zbyt bardzo była nastawiona na to, że pracuje i skupiała się na rzeczach z tym związanych, chcąc dostrzec szczegóły, które pomogłyby w rozpracowaniu sprawy. I przez to nie zauważała innych rzeczy lub sygnałów. A przez formę pracy zapominała też czasem, że jest właśnie kobietą, bo nikt jej tak nie traktował. I dlatego tak bardzo zdziwiła ją propozycja Noah. A już zwłaszcza ostatnie zdanie. Pewnie powinna się zaczerwienić czy coś na wspomnienie tego działania „pod przykrywką”, ale zaczęła już myśleć o tym, jakie korzyści mogłaby wynieść z takiego spotkania. Może to „porozmawiamy” dałoby jakieś możliwości podpytywania i dowiedzenia się szczegółów… Nie mogła teraz odmówić, widząc w tym spotkaniu szansę, ale przecież wieczorem miała składać raport szefowi.
    Pewnie dlatego wysiadła z samochodu trochę zamyślona, żegnając się tak lakonicznie, bo zastanawiała się już nad tym, jak wykręcić się z tego raportu i nie dostać po dupie.
    Jakoś się udało, o dziwo. Chociaż standardowo musiała się nasłuchać. Do tej pory miała wrażenie, że współpracownicy nie do końca jej ufają i uważają za osobę zbyt mało doświadczoną, aby poradzić sobie z taką operacją.
    Virgia nie należała do kobiet, która pałają miłością do szpilek. Owszem, pewnie dodałoby jej to wzrostu, bo zbyt dużo nie urosła, kobiecości zapewne też, ale i tak przeważały względy praktyczne. Jak miałaby w tym biegać? I może sytuacja byłaby odpowiednia do takiego ubioru, to i tak zrezygnowała z obcasów. Zresztą, gdyby je ubrała, z pewnością wywinęłaby orła, wpadając w drzwiach na sąsiadkę. I chociaż z chęcią by jej zwiała, to wrodzona kultura i uprzejmość kazały jej się zatrzymać i grzecznie porozmawiać ze starszą panią. Albo raczej wysłuchać jej monologu.
    Stała więc tak z nią pod blokiem, dosłownie przestępując z nogi na nogę, choć przecież Noah jeszcze się nie pojawił. Dostrzegła samochód w momencie, w którym staruszka trzeci raz opowiadała tę samą historię, jakby nauczyła się jej nie pamięć. Virgia naprawdę ją lubiła, ale w obecnej sytuacji była już wystarczająco zdenerwowana, aby jeszcze starać się być wyjątkowo miłą i zainteresowaną. Zwłaszcza, że przecież znała już te opowieści.
    - No co za babsko – fuknęła tylko, chcąc się podzielić zirytowaniem, w chwili, gdy tylko wsiadła do samochodu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Noah jak na gust Virgii jakoś nadzwyczaj szybko jej „zaufał”, choć może to wszystko było tylko grą, przedstawieniem, a potem rzeczywiście mieli zamiar wyciągnąć z niej wszystkie informacje, bo już dawno domyślili się, kim jest. Ale nie wyglądał na takiego. No, może akurat wyglądał w sensie dosłownym, ale na pewno nie zachowywał się w sposób, który świadczyłby o tym, że chce jej coś zrobić. Okej, mógł być świetnym aktorem, ale…Virgia miała jakąś tam intuicję (przydatną zresztą w pracy) i po prostu czuła, że Noah nie ma złych zamiarów.
    Ucieczka była dobrym sposobem na sąsiadkę, która jeszcze kilka dobrych chwil siedziała w głowie Virgii. Pewnie dlatego była zdziwiona i zaskoczona miejscem, do którego dotarli.
    W pracy przez większość współpracowników była traktowana poniekąd jak kolega, bo na pewno nikt nie widział w niej prawdziwej kobiety, ale w jakimś stopniu też byłą takim niepełnowartościowym pracownikiem w ich oczach, bo mimo wszystko pozostawała babą, która nie da sobie rady z tym, czy z tamtym. Przez to chyba zwyczajnie zapomniała, jak to jest chodzić w spódnicy i gdy ktoś otwiera przed nią drzwi, bo to się nie zdarzało. A ostatni raz na randce była chyba… W liceum? Tak, chyba w liceum.
    Nie sądziła jednak, że tak szybko zrobi się… Hm, niezręcznie? Jakby Noah był skrępowany i traktował to wszystko nad wyraz poważnie. Ale kiedy zadał pytanie, tak ogólne i brzmiące po prostu sztywno i sztucznie w uszach Virgii, jakby chciał koniecznie zagadać i o coś spytać, to… Musiała również schować się za kartą dań, aby ukryć głupkowaty uśmieszek. Bo pewnie poczułby się urażony, gdyby teraz zachichotała, powstrzymała się więc ze wszystkich sił i nic jej się nie wymknęło.
    - Urodziłam się tutaj, ale większość życia spędziłam w Chicago – odpowiedziała poważnie, choć, oczywiście, było to kłamstwem.- Mój brat również teraz mieszka tutaj – kontynuowała, o dziwo, myśląc, że to będzie całkiem dobry żarcik i rozluźnienie atmosfery.- Oczy mam zielone, choć może już zauważyłeś, urodziny mam w czerwcu, rozmiar buta to trzydzieści siedem, ulubiony kolor to fioletowy, a wagi ci nie podam za nic w świecie. Coś jeszcze chciałbyś wiedzieć? – uśmiechnęła się, oczywiście rozbawiona tym wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na pewno nie miała nic złego na myśli, to było raczej w ramach żartu i nie przywiązywała nawet zbyt dużej wagi do informacji, które podała. Chyba rzeczywiście nie było nawet do czego nawiązać, bo o cokolwiek by się nie zaczepiło, brzmiałoby to sztucznie. Chyba naprawdę odrobiną szczęścia było to, że kelner właśnie w tym momencie przyniósł wino, bo dzięki temu można było chwilę pomilczeć i zacząć tak jakby od początku. Bez odnoszenia się do podanych informacji, bo przecież ktoś na chwilę przerwał rozmowę.
    O dziwo, Noah zaczął mówić. Virgia wprawdzie o nic nie spytała, ale w gruncie rzeczy to dobrze, że nie potrzebował jakiejś specjalnej zachęty i ciągnięcia za język, aby mówić o sobie. Dwie milczące osoby to nie byłoby zbyt dobre zestawienie. Wystarczyła sama Virgia niezbyt pałająca chęcią, by mówić coś o sobie. Chyba, że chodziło o te banalne informacje, które nic nie wnosiły i w gruncie rzeczy mogły zostać zmyślone. Choć akurat podała prawdziwe.
    - A na jakie studia byś poszedł? – spytała, naprawdę w tym momencie zainteresowana. Szkoda, ze tak szybko przeskoczył z tematu na temat, więc odruchowo zerknęła na kelnera, a potem, wyczuwając sugestię, zerknęła do karty dań. Nie dostrzegła, aby rzeczywiście drgała mu brew, więc wzięła to za żart i nawet się lekko uśmiechnęła, czytając kolejne pozycje.
    - Mam – rzuciła tylko, przez chwilę pochłonięta wybieraniem.- Jest agentem nieruchomości, więc na swój sposób też kręci, choć nie w takim stopniu jak my – uniosła głowę, żeby spojrzeć na Noah. I, oczywiście, uśmiechała się przy tym, bo przecież to ostatnie zdanie poniekąd również było żartem i miała nadzieję, że nie odbierze tego jakoś źle ani nie poczuje się urażony.

    OdpowiedzUsuń
  20. - Przecież ani razu cię nie uderzyłam, a jesteś niegrzecznym chłopcem – zauważyła, choć oczywiście, pobrzmiewał w tym żart. Aczkolwiek nie dało się zaprzeczyć temu, że było to zgodne z prawdą. Co prawda, nie znała jeszcze Noah zbyt dobrze, aby gdyby był całkowicie grzecznym chłopcem, to przecież nie zajmowałby się tym, czym się zajmował no i na pewno wyglądałby trochę inaczej, nie miałby tych wszystkich tatuaży na przykład. Uśmiechnęła się zresztą, mówiąc to, ale uśmiech dosyć szybko zszedł z jej twarzy, gdy zadał pytanie.
    - Mówiłam ci już – opuściła wzrok.- Zakochałam się. Wcześniej byłam grzeczną, poukładaną dziewczyną, miałam iść na studia chemiczne – no, to akurat była totalna bzdura, bo Virgia znała się na chemii tyle co nic.- No a potem poznałam jego. A wiesz, był starszy, bardziej doświadczony, imponował mi, ja chciałam mu udowodnić, że jestem go warta, no i… Tak jakoś wyszło – uśmiechnęła się krzywo, podnosząc wzrok z powrotem na Noah.- Mój brat już dawno wtedy była studiach, więc o niczym nie wiedział, potem znalazł dobrą pracę, mieszka tutaj, ale nadal nie ma o niczym pojęcia. Zresztą, rzadko się widujemy – wzruszyła na koniec ramionami.
    O dziwo, mała część tego nawet była prawdą.

    OdpowiedzUsuń
  21. - To nie zrywaj, może sam się kiedyś urwie – Virgia wzruszyła ramionami, co mogłoby sprawiać wrażenie, jakoby trochę sprawę bagatelizowała, ale wcale tak nie było. Po prostu czasem coś się samo urywało, nie można było spędzać całego, calutkiego życia w tym samym towarzystwie, choćby to był nawet brat. Pomijając, oczywiście, ukochana osobę, choć to też zwykle nie było całe życie, bo rodzeństwo znał się od zawsze, a wybraków serca niekoniecznie.
    Virgia odsunęła talerz po to, by pochylić się nad stołem. Wodziła palcem po krawędzi kieliszka z winem, robiła to jednak całkowicie nieświadomie, bardziej odruchowo niż w jakimś kolejnym celu.
    - Coś posmutniałeś – stwierdziła, nadzwyczaj pewna swego, choć głos akurat brzmiał jej łagodnie.- Coś się stało? Nie odpowiada ci to życie? – na chwilę chyba zapomniała, kim jest i że tak po prawdzie, to poniekąd znajduje się w pracy.
    To była jednak tylko chwila, bo zaraz przeniosła wzrok z Noah na drzwi wejściowe do lokalu, przy których zrobił się tłok i wyraźne zamieszanie.

    OdpowiedzUsuń