Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

11 maja 2015

boss's daughter

Vea Harlow

W mniemaniu matki jest porażką wychowawczą, gdyż poglądy pani Harlow mówią o tym, że kobieta jest niczym więcej jak ozdobą u boku mężczyzny, pełni jedynie funkcję reprezentatywną, a co za tym idzie – nie musi robić nic poza tym, że wygląda.
Vea na złość matce nie wygląda. A do tego samodzielnie myśli!


w głowie ma mały procesorek, jest w stanie włamać się na dokładnie każdy serwer
informatyk, ekonomistka, asystentka, księgowa - wszystko w pakiecie
zwykle woli o niczym nie wiedzieć, bo przecież im mniej wiesz, tym lepiej śpisz
robi swoje i nigdzie nie wściubia nosa
 a przynajmniej udaje
a to, że się do ciebie uśmiecha, nie oznacza, że cię lubi

201 komentarzy:

  1. Sterczał przed lustrem prawie pół godziny. Uważał to za stratę czasu, ale nie mógł przecież wybrać się do pracy w wymiętym podkoszulku i przetartych spodniach. Wdział garnitur i koszulę. Karwat sobie darował. I tak czuł się jak małpa w zoo. Wziął kilka głębokich oddechów, ćwicząc uprzejme uśmiechy, skinienia głową i inne "zwyczajne" gesty. Wsunął na nos okulary, odpowiednio przygotowane i był już gotowy.
    Dotknął malutkiego guziczka, umieszczonego po wewnętrznej stronie oprawki, uruchamiając to małe cudeńko techniki. Sprawdził jakość obrazu na ekranie laptopa i uznał, że pora ruszać.
    Idąc korytarzami, czuł na sobie spojrzenia innych. Było to tak wyraźne, że przybrało niemal kształt małego, przejrzystego i niezwykle oślizgłego zwierzątka, pełzającego mu po szyi. Wzdrygnął się kiedy przez chwilę, mał czas dla siebie, jadąc samotnie windą. Potem poszło już łatwiej. Poflirtował chwilę z sekretarką, zanim głos z interkomu, poinformował kobietę, że może wpuścić gościa. Wszedł odważnie do gabinetu szefa, wiedząc już kto zostanie jego głównym źródłem informacji, zwłaszcza, ze widocznie przypadł do gustu sekretarce szefa. Odnotował w pamięci by sprawdzić ją jeszcze raz.
    Usiadł we wskazanym fotelu i rozpoczął, przygotowaną wcześniej, mowę odnośnie swoich zdolności analitycznych. Posiadał je, ale bynajmniej nie specjalizował się w analizie działania korporacji, ale teraz nie miało to znaczenia. Był już w środku i wyjść nie było wiele. Musiał znaleźć wszystko, ale to czym było to wszystko, jeszcze nie był pewien. To właśnie najbardziej irytowało go w tej pracy.
    Poprawił palcem zsuwające się z nosa okulary. Nie był do nich przyzwyczajony i miał nadzieję, ze nigdzie ich nie zostawi, nie zdejmie i nie zniszczy. Kiedy weszła, uśmiechnął się mimowolnie. Akurat o niej akta przeczytał z uśmiechem i lekkim rozbawieniem. Podniósł się z miejsca kiedy się zbliżyła.
    - Dzień dobry. - powiedział spokojnie. Zerknął na kartki, które wylądowały na biurku i miał wrażenie, ze mignęło mu jego nazwisko. Uśmiechnął się nieco szerzej. Od góry do dołu był kimś sztucznym i szczerze wierzył, że nic więcej o nim nie znalazła.
    Poprawił marynarkę.
    - Właściwie to... nie chciałbym sprawiać kłopotów. Pani jest pewnie zajęta. Wystarczy wskazać mi moje stanowisko i to mi chyba wystarczy. Chociaż wycieczka po firmie w tak miłym towarzystwie, na pewno jest niesamowitym przeżyciem. - powiedział, z niewinnym uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Zauważyłem drobną literówkę w karcie w nazwisku :) ]

    Zaczęła boleć go nieco twarz od usmiechu. Pożegnał się z sekretarką miłym, ale tylko, słowem. Nie zatrzymał na niej dłużej wzroku, choć dostrzegł że poprawiła dekolt kiedy wychodzili z gabinetu szefa. Chyba wpadł jej w oko, choć domyślał się że w firmie wielu było takich, którzy oddaliby wszystko za jej spojrzenie i zajrzenie głębsze do jej dekoltu.
    Udał się za Veą gdzieś w czeluścia budynku. Zrównał się z nią i zagadał, jakby nigdy nic.
    - Właściwie to, nie musi mnie pani oprowadzać. I tak zapewne nigdzy nie pojawię się nainnych piętrach, niż to na którym będę pracował. W zamian za to, proponuję pani kawę w zamian za kilka słów o firmie i wskazanie mi mojego miejsca. Aha i gdzie tu można palić? Bo na dach, niestety, zapewne nie można wychodzić?
    Zerknął na nią kiedy szła tak obok, sztywna i zła. Właściwie to jej się nie dziwił. Rozpiął jeszcze jeden guzik koszuli. Małpi strój, ale gdyby wiedział, że Vea będzie dziś tak wyglądać, wcale by się nie przebierał. Wtedy by do siebie pasowali bardziej niż teraz.
    - Chyba że nie pije pani kawy, ale na coś mocniejszego mogę zaprosić dopiero po pracy.
    Ktoś z pracowników usłyszał to co mówił i nagle, ze świstem wciągnął powietrze. Jakoś nie przejmował się tym, czy powstaną plotki, a powstaną na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Chciałem po prostu wypić kawę i porozmawiać spokojnie, zamiast krążyć po piętrach tego gmaszyska. Gdybym chciał pójść na kawę z sekretarką szefa pewnie ją bym zaprosił. Ale jak mi się wydaje, nie jej właściwie, nakazano, oprowadzić mnie po firmie. To tylko luźna propozycja, nikt nie każe jej pani przyjmować. Pewnie i tak nie będziemy razem pracować, więc nic pani nie traci. A zyskać może pani kawę i święty spokój przez jakiś czas.
    Wciąż się uśmiechał, ale już nie w tak wymuszony sposób jak wcześniej.
    - I bardzo proszę, by nie robiła pani takiej miny. Już i tak wszyscy na nas patrzą. Pewnie, jak tylko pani zniknie za rogiem, dowiem się różnych niestworzonych rzeczy, a na razie wolę żyć w błogiej nieświadomości od firmowych plotek.
    Winda w końcu się pojawiła, informując o swoim przybyciu cichym dzwonkiem. Drzwi się rozsunęły. Wysiadły z niej dwie kobiety, z szeroko otwartymi oczami, mijając tę dwójkę w drzwiach. Wsiedli. Sledził przez chwilę jej palec, wędruący po tablicy z przyciskami.
    - A jeśli chodzi o drugą propozycje... Na prawdę uważa pani że ja się tak ubieram po pracy? I że zaprosiłbym panią w jakieś nudne miejsce pełne konwenansów i nudnych rozmów przy lampce wina w kieliszkach, które można zgnieść w dłoni, nie stosując do tego zbyt wielkiej siły?

    OdpowiedzUsuń
  4. - Alexander jestem - przedstwił się od razu, choc wcale nie musiał bo dobrze wiedziała jak ma na imie. - Właściwie odpowiada mi przejście na "ty". Zwykle mówią mi Lex, więc nie krępuj się jesli ci również to odpowiada.
    Zamilkł na chwilę, odliczając czas do ponownego podjęcia wątku.
    - Rozumiem, że taka dziewczyna jak ty, często dostaje różne propozycje, ale ja chciałbym tylko wpić wspólnie kawę i troche porozmawiać. Jeśli sobie życzysz, możemy nawet podjechać do kawiarni, nieco dalej od firmy, by było bardziej... komfortowo.
    Wsunął dłoń do kieszeni i sprawdził czy kluczyki wciąż tam są. Jak na złość, przyjechał motorem. Mógł wziąć samochód, ale nie spodziewał się, ze już pierwszego dnia będzie miał taką okazję i to z samą córką szefa. No ale trudno.
    - Po co facet w graniaku zaprasza na kawę dziewczynę w trampkach? Jesli przeszkadzają ci trampki, to możesz je zdjąć. Nie przeszkadz mi to za bardzo.
    Coś zapiszczało, po czym wszystki przyciski z numeramipiętek zaczęły migać. Winda zatrzymała się nagle, przez co oboje prawie stracili równowagę. Lex spojrzał na miganący bez sensu wyświetlacz. To się nazywa pech. Przeklął pod nosem.
    - Jesteś bardzo zdeterminowana by nie iść na tę kawę... nawet popsułaś windę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mężczyzna wzruszył ramionami. Na pewno nie zostaną tu n zawsze, ale koro już siedzą w tym razem, można coś wymyślić. Powiódł oczami po wnętrzu windy. Lustra i oświetlona podsufitka, która jak się domyślał, kryła kamerkę. W takich miejscach zawsze były kamery. To był pewien standard.
    - Cóż możemy zrobić... Wiele wyjść nie ma. Możemy poczekać aż konserwator naprawi windę, co pewnie potrwa dobrą godzinę. Można jak w szpiegowskich filmach, wykopać podsufitkę i wejść do szybu, ale nie jestem pewien czy to najlepszy pomysł. - uśmiechnął się, widząc jej minę. - Domyślam się, że winda utknęła między piętrami, a że w każdej, zgodnie z przepisami, musi być guzik awaryjnego otwierania drzwi, można będzie wyjść na któreś z pięter, ale możemy przy tym uszkodzić mechanizm, więc to na twoją odpowiedzialność. Nie znam się na elektornice, więc nie otworze panelu, jak to robią w filmach i nie złącze dwóch przewodów by winda znów ruszyła. Chyba że ty to potrafisz, to chętnie popatrzę. No i twoich propozycji też bym wysłuchał.
    Oparł się o jedną ze ścian windy i poprawił mankiet.
    - Mnie się w sumie nie spieszy. Miłe towarzystwo mam.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Oczywiście.
    Wydobył telefon z kieszeni i oświetlił swojej towarzyszce panel. Przez chwilę zasanawiał sie czy na prawdę nie zechce zerwać osłony i łączyć kabelków, ale szczerze w to wątpił. SPokojnie czekał na jej ruch. Był nawet zdziwiony, że ta młoda kobieta, wcale nawet nie próbuje udawać, że nie chce go poznać i obojętnym jest jej kim jest. Musiał uważniej przeczytać raz jeszcze to co o niej miał.Może jest homo? Albo może kogoś ma? Może kimś się interesuje? Musiał to wiedzieć, zanim wybierze odpowiednią osobę. Miał jeszcze sekretarkę.
    - Nie mam zbyt wielu informacji. Zastanawia mnie tylko dlaczego starasz się mnie do siebie zrazić. Przecież nie będę przed tobą klęczał z pierścionkiem i nie będę ciągnąc cie przed ołtarz. Kawy mogę napić się sam.
    Uważnie przyglądał się, a właściwie jego olulary przyglądały się, temu co robi i jaki kod wpisuje, choć sam patrzył w inną stronę. Może się to przydać. Może nawet ten kod działa do innych sprzętów i przejść.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Na miłość nie liczyłem. Kawa wystarczy.
    Wystukał numer na dotykowej klawiaturce swojego telefonu i chwilę czekał na połączenie.
    - Dzień dobry. - słuchał chwilę - Tak, wszystko w porządku. No może nie wszystko, bo tak się składa, że pani koleżanka bardzo nie chciała się nigdzie ze mną wybrać i popsuła windę. Zaczynam martwić się o własne życie, bo chyba panna Vea mnie nie polubiła za bardzo. - znów słuchał chwilę. Uśmiechnął się do towarzyszki. - Ależ oczywiście. Tylko wie pani... albo może i nie wie... winda nie nalezy do najprzyjemniejszych miejsc na zdobywanie sympatii, więc byłbym wdzięczny gdyby pani coś... - przerwała mu, a on uśmiechnął sie szerzej. - Wiszę pani czekoladki. Do zobaczenia.
    Rozłączył się i wsunął telefon do kieszeni.
    - Poszła załatwić. A załatwi na pewno. Ale wracając do twojej opinii o mojej osobie... o której kończysz? Kawa nie wypaliła, więc na wieczór możemy się umówić.
    Jak się spodziewał, po chwili światło znów się zapaliło, ale winda jeszcze nie ruszyła.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Swojego telefonu w końcu i tak nie miała, a siedzenie w windzie bez żadnej chemii, też się nudzi XD Ale przepraszam za taki myk bez konsultacji ]

    - Nie patrz tak na mnie. Tam na dole, w recepcji siedzi taka miała pani, która dała mi swój numer, gdyby coś się działo. Podobno każdemu nowemu daje. Zupełnie nie rozumiem dlaczego mówi się tu na nią Buldog.
    Kobieta pacowała w firmie już pięć lat i to właśnie przez jej obserwacje, zaczął tu pracować. dskonale wiedział dlaczego mówią na nią Buldog. Poza tym, ze kobieta wyjątkowo przypomina tego niezbyt atrakcyjnego, krępego psa to jeszcze nie jest zbyt uprzejma. Zajmuje się głównie patrzeniem w monitory i sprawdzaniem czy wszystko jestw porządku. Dawniej obsługiwała petentów, którzy chcieli się dostać do konkretnego działu, ale przez jej sposób bycia, niektórzy szli na górę i ponoć nigdy nie wracali.
    - Przez wiele lat pracy i wcześniej studiów, nauczyłem się operować konkretnymi datami. Gdybanie nie ma większego sensu. Więc skoro nie dziś, proponuje jutro albo po jutrze. Skoro i tak już pewnie pół, jak nie cała firma uważa nas za windowych kochanków, wypieranie sie zapewne wiele nie pomorze. Ale wracając do firmy... Pokarz mi moje stanowisko pracy, palarnie i tyle wrażeń na dziś mi wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. - No dobrze, skoro to ty chcesz zaprosić mnie, nie będę się wykłócał. - wzruszył lekko ramionami. - Rzadko nosze okulary. Nie lubię ich. Ale jak trzeba to trzeba.
    Przeszedł po korytarzu, łapiąc kontem oka ciekawskiej spojrzenia. Już nie mógł się doczekać tego co usłyszy, kiedy szefowa zniknie. Zerknął na swoje nowe biurko. Komputer, nowy ale już podłączony do systemu. Domyślał sie że będą śledzić każdy jego ruch.
    - Będę wiedział gdzie cie znaleźć. Chłód mnie poprowadzi. - uśmiechnął się na prawdę rozbrajająco. - A poza tym, wszystko jasne i klarowne. Więc, do zobaczenia, bo pewnie widzieć się będziemy nie raz.
    Odprowadził ją spojrzeniem. Miał wrażenie, ze chce powiedzieć więcej, ale chyba się powstrzymała. Usiadł za biurkiem, w swoim fotelu i obrócił się na nim dookoła własnej osi, jak dziecko w sklepie meblowym. Postukał palcami w blat. Zerknął w stronę sąsiadki, która wyglądała tak jakby szukała jego wzroku. Uśmiechnął się. Wyciągnłą dośc wymiętą paczkę papierosów i pokazał je dziewczynie, pytając w ten sposób czy pali i czy ma ochotę na dymka.

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Pewnie że tak :) Pisz, pisz. Dostosuje się do twojej wyobraźni ]

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie trwało długo nim z pomocą pani Buldog, podłączył sobie do oddzielnego monitora kamery w tej części firmy, która go interesowała. Ustawił monitor tak, by to co jest na nim wyświetlane, nie zostało objęte wzrokiem z kamery która bardzo uważnie śledziła jego ruchy. Mimo, że pani Buldog obiecała mu uszkodzić nieco obraz z tej konkretnej kamery, wolał i tak się zabezpieczać. Jednak coś na jednym z obrazów go zaniepokoiło. A dokładniej widok z kamery z gabinetu Vei. Ona też miała obraz z kamer, a konkretnie z jednej z nich. Tej przed gabinetem ojca. Zrobił lekkie zbliżenie, wciskając kombinację klawiszy na klawiaturze. Obserwowała dokładnie tych samych ludzi w tym samym momencie. Zastanawiał się, czy ona ma coś z tym wspólnego. Może ubezpiecza ojca, na wypadek gdyby coś poszło nie tak. Ale kiedy nagle zerwała się z miejsca, domyślił się, że raczej nie jest zbyt zachwycona nowymi gośćmi ojca. Wyłączył monitor i porywając marynarkę, półbiegiem, tak by nie zwracać na siebie większej uwagi, co oczywiście i tak nie wyszło jak powinno, udał się pod jej gabinet. Nie czekał na windę. Wbiegł schodami. Przeczesał palcami włosy, pozbywając się kropelki potu ze skroni i już miał zapukać, kiedy nagle drzwi się otworzyły. Całe szczęście, że do wewnątrz, bo teraz musiałby sobie radzić ze złamanym nosem. Uśmiechnął się szeroko, poprawiając marynarkę, wdziewaną w biegu.
    - Dzień dobry. - przywitał się. - Całe szczęście, że robisz sobie akurat przerwę. Wiesz, mam bardzo ważne wyliczenia do zrobienia... a komputer zupełnie odmówił współpracy. Szef bardzo nalegał na raport na wczoraj więc trochę mi śpieszno.
    Zastawił jej drogę. Kiedy ona przesunęła się w bok by go minąć, znów zagrodził jej drogę. Musiało to wyglądać komicznie, ale po krótkim tańcu tego rodzaju, miał wrażenie że kobieta się poddała.
    Nie mógł dopuścić by teraz wkroczyła i zapobiegła rozmową w gabinecie. Założone tam podsłuchy i kamerki, wszystko pięknie rejestrowały, choć niestety szef miał w zwyczaju, prowadzić rozmowy, te ważniejsze, poza biurem a cała zabawa miała na celu głównie ustalenie miejsc i terminów tych rozmów.

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Nie jest. Nawet ją polubiłem :D Ale jakoś musiał się dowiedzieć gdzie ona się wybiera XD ]

    - Nadal wisisz mi tę kawę. Więc skoro i tak robisz sobie przerwę, to rzeczywiście moge poczekać te kilka minut i wypić ją z tobą. Na dole facet sprzedaje całkiem dobre hotdogi więc na to też mogę cie zaprosić.
    Zatrzymał się w końcu na środku przejścia. Zastanawiał się, czy przejdzie mu pod ramieniem czy po prostu odepchnie go, zwracając przy tym uwagę wszystkich w okolicy. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
    - No, chyba że nie możesz iść na kawę bo wcale sobie przerwy nie robisz, to w takim razie, zapraszam do siebie. Szef nie lubi czekać... i nie lubi jak się mu przeszkadza. - dodał z większym naciskiem - Więc nie mogę do niego iść i zapytać ile mam jeszcze czasu na skończenie tego wszystkiego. Jak się spieszysz odpowadzę cie do księgowości a potem do mnie. Wiesz, jak znów się zatniesz w windzie, to chociaż będziesz miała towarzystwo. - wzruszył ramionami. Musiał zyskać choć trochę na czasie. Zauważył już że te spotkania nie trwały długo. Dowiedział się już który guzik wcisnąć w windzie by ją zatrzymać, więc tym też mógł zyskać trochę czasu, jeśli jednak postanowi go przeskoczyć albo powalić jakimś zmyślnym ciosem karate.
    - Bardzo ładnie dziś wyglądasz. - doda, już bardziej od siebie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mężczyzna zerknął na wiszący na ściane zegar. Potem przesunął spojrzenie znów na kobietę.
    - Laptop się ładuje, więc nie brałem go ze sobą.
    Tak na prawdę cały czas trzymał go podłączonego do ładowarki, ale tego akurat nie musiałą wiedzieć.
    - W takiem razie, zaraz wrócę.
    Odszedł, niespiesznym krokiem. Chwilę stał przy windzie, udając że czeka aż zjedzie. Wolał się upewnić, że Vea nigdzie się nie wybierze. Dopiero kiedy zniknęła u siebie, podszedł do wyjścia na schody i zbiegł na sam dół, do niewielkiej kawiarni. Wziął dwie kawy, tak na wszelki wypadek, powiedział czego sobie życzy czyli dwóch espersso, wlanych do jednego kubka, bez cukru, z niedużą ilościć mleka. Zwykle tak zamiawiał. Podwójne espresso często parzone było na jednym wkładzie, a on tolerował tylko mocną kawę. Drugą wziął taką "jak zwykle bierze Vea". Kobieta w kawiarni spojrzała na niego tak, jakby właśnie zamówił jajo dinozaura.
    Wrócił na właściwe piątro już windą. Dotarł na miejsce i z lekkim, acz przyjemnym uśmiechem, postawił kawe na biurku Vei.

    OdpowiedzUsuń
  14. - Nie chodzi o to że się gubię... - musiał coś na szybko wymyślić. Właściwie nie przewidział takiej sytuacji, bo szczerze wątpił że Vea będzie chciała się spotkać sam na sam, tak szybko. Teraz jak najszybciej chciał przesłuchać taśmy i zobaczyć o czym rozmawiali szef i jego goście. Jeśli szykuje się coś dużego, to już niedługo.
    Napił się kawy, przyglądając się powoli znikającej piance. Zerknął na Veę spod rzęs. Przydałoby się ją jakoś przepytać, ale to wale nie było proste. Dziewczna była bystra a wolał by się niczego nie domyślała. Mogła spalić cały plan, przygotowywany już od dłuższego czasu. Mógł dalej grać faceta, który bardzo się chce z nią umówić albo głupka, który nie ogarnia świata. Obie te opcje były złe. W obu przypadkach, nie mógł sie do niej zbliżyć na tyle, by dowiedzieć się którą stronę, w razie wystąpienia nieoczekiwanych zwrotów akcji, Vea by trzymała. Uniósł nieco kąciki ust.
    - Ostatnio ktoś mnie pytał, czy wiem kim są te pdejrzane typy, które od czasu do czasu wpadają bez zapowiedzi do szefa. To jacyś wspólnicy?

    OdpowiedzUsuń
  15. Starał się powstrzymac wszelkie reakcje, by wyglądać jak najbardziej naturalnie i swobodnie. Nie do końca mu się to udało tak jakby tego chciał. Przyjął talerzyk i przyjarzał się wypiekowi.
    - Na pewno mogę to zjeść? Nie wstrzyknęłaś jakiegoś jadu albo coś? - zerknął na nią podejrzliwie, ale wzruszył ramionami. - Nie pamiętam kto. Dziewczyna. Rozmawiałem już chyba ze wszystkimi które tu pracują. Przychodziły się przywitać z nowym pracownikiem i z lubością wyrzucały z siebie tysiące słów na różne, zwykle mało interesujące tematy. Chyba blondynka jakaś. Ale głowy nie dam.
    Ugryzł pączka. Był niezły, choć trochę za słodki. Popił go gorzką kawą. Oblizał wargi.
    - Poza tym, dziś wpadłem na tych panów i rzeczywiście wyglądali dziwnie. Wtedy to sobie przypomniałem. To oni często przychodzą? Takie zakazane mordy, jakby dopiero z więzienia wyszli...

    OdpowiedzUsuń
  16. - Komputer i dokumenty zabierają większość powierzchni blatu, więc za bardzo nie miały miejsca. Niestety większości ich imion nie pamiętam. Zapamiętałem za to twoje, więc chyba widzę przed nami owocną współpracę.
    Napił się znów kawy, przełukując cukier z języka.
    - Nie znam się na drogich czy ubraniach. Jeśli mi się coś podoba to to kupuje i noszę. To czy ktoś na mnie przez to krzywo spojrzy czy nie, to już tylko jego problem. No nie mów, że to nei było podejrzane. Nawet jak mieli takie drogie łaszki, to i tak zakazane gęby mieli. Jeden mi wytrącił papiery z ręki, specjalnie jak na mój gust, to spojrzał na mnie tak, jakby tylko obecność innych go powstrzymywała, przed wyciągnięciem noża i odcięciem mi nosa. Bo tak to chyba robią w półświatku, nie?
    Właściwie to sam na nich wpadł, udając zaczytanego w nic nie znaczące ciągli liczb na kartce. Potrzebował się im przyjrzeć dokładniej. Jednego rozpoznał na pewno.
    - Często przychodzą? Muszę ich unikać.

    OdpowiedzUsuń
  17. - Mają plakietki? - spojrzał na swoją koszulę. - Dlaczego ja nie mam?
    Nie spieszył się ani z kawą ani z pączkiem. Zastanowił sie nad jej odpowiedzią. Więc pojawiali się albo bardzo rzadko ci sami albo przysyłali wiadomości inaczej.
    - Maczeta ani kałach do ciebie nie pasują. Po tobie bym się spodziewał raczej trucizny. Albo rozczłonkowania żywce. - uśmiechnął się pogodnie. Jakoś droczenie się z nią sprawaiło mu przyjemnośc. Przynajmniej się nie śliniła jak kotka w rui i miała pewne specyficzne poczucie humoru, choć zdecydowanie za rzadko się uśmiechała.
    - Zauważyłem kilka dziwnych transakcji. Na przykład wyjątkowo dużą pensję dla sprzątacza, który nigdy tu nie pracował. Albo zakup elektorniki w firmie Medow, która tak w ogóle nie istnieje i nigdy nie była zarejestrowana.
    Skończył swojego pączka.
    - Wiesz gdzie tu jest sklep zoologiczny? Muszę kupić witaminy dla żółwia.
    Technika zmiany tematu była jego ulubioną, bo w większości przypadków działała lepiej niż groźby, przemoc i inne podobne stosowane w jego fachu sposoby wyciąganie informacji.

    OdpowiedzUsuń
  18. Prychnął.
    - Ależ ja posiadam cycki. Może nita tak imponujące i fajne w dotyku, ale mam. To dyskryminacja jest.
    Pił niespiesznie swoją kawę.
    - Liczę, ale szef zatrudnił mnie bym analizował i szukał oszczędności. Jak dla mnie wystarczy nie płacić fikcyjnym firmom i pracownikom. Jak na moje oko to trąci tu korupcją, łapówkami albo szantażem. Dlatego też, między innymi, chciałem z tobą porozmawiać. Jeśli da się jakoś to logicznie wyjaśnić, to nie będę się czepiał. Dlatego chciałem wiedzieć czy coś o tym wiesz.
    Odstawił prawie pusty piankowy kubek na blat i spojrzał uważnie na towarzyszkę. Spod szkieł okularów miało się wrażenie, że jego ciemnobrązowe oczy, stają się zupełnie czarne. Uśmiechnął się, słysząc propozycję.
    - Jasne. O której po ciebie przyjechać?

    OdpowiedzUsuń
  19. - Może ja lepiej podam ci swój. Jak nie zadzwonisz to będzie twoja wina, a ode mnie pewnie nie odbierzesz.
    Co jak co, ale swojego telefonu, swojego małego centrum dowodzenia, nie mógł nikomu pokazać, już nie mówiąc o daniu nawet na kilka chwile potrzymać. Dokończył kawę. Sięgnął po jedną z karteczek w organizerze i wypisał na nim swój numer.
    - Jak będziesz wolna to daj znać. A jak mam być szczery to wolę cie w stroju, jaki miałaś na sobie kiedy się poznaliśmy.
    Podniósł się z miejsca. Musi jeszcze przepytać sekretarkę, dopóki ślad był świeży. Musiał sie spieszyć. Vea może nie posiadała szuaknych przez niego informacji, ale może wiedziała cos waznego, z czego nie zdawała siobie sprawy.
    - W takim razie do póżniej.
    Zupełnie zapomniał o tym, jaki wymyślił powód by sie tu pokazać. Udał się do siebie i z uwagą prześledził nagranie z wizyty obcych u prezesa.

    OdpowiedzUsuń
  20. Telefon zaświecił się, informując o nadejściu wiadomości. Zerknął na wyświetlacz i zmarszczuł brwi. Wiadomośc od ich speca od labiryntów, była długa i dziwna. Spodziewał się czewgoś takiego, bo nawet w rozmowach z chłopakiem trudno było się dogadać. Labiryntem nazywali nowe tożsamości, tak wykreowane by z każdej strony, obojętnie jakiej nici się złapać, prowadziła do pewnego ślepego zaułka. Tak było i tym razem, kiedy siedział tydzień i wyuczał się wszystkich swoich danych, łacznie z tym po której stronie ulicy, od wyjście z domu w którym mieszkał, stał kościół. Wszystko było dobrze, jeśli trafiło się na kogoś kto nigdy nie był w danym mieście czy dzielnicy. Problem pojawiał się wedy kiedy trafiało się na osobę, pochądzącą z tego samego miasta, albo dobrze je znającą.
    Czytał wiadomośc po raz trzeci i dopiero teraz stała się klarowna. Ktoś go szukał po raz drugi i to bardzo uparty. Za pierwszym razem, nie był zdziwiony. Często sprawdzało się osoby świeżo przyjmowane do pracy, ale teraz to było coś innego . Numer IP komputera, jego lokalizacja, z dokładnością do metra, dała mu odpowiedż bardzo szybko.
    Przeklął kilka razy. Kobitka mogła popsuć całą akcje, przygotowywaną tak długo. Wystukiwał różny rytm na blacie szklanego stolika. Maił dwa wyjścia. Albo przerzucić ja od razu, albo zwerbować. Druga opcja też miała dwa rozwiązania. Przerzucić albo przyjąć i mieć dobrego kreta.
    skotaktował się z szefem, przedstawiając sytuacje. W sumie nic nie tracili. Mogli tylko zyskać. Przebierał się właśnie, by pójść ją trochę pośledzić i o nią popytać, kiedy zadzwoniła. Parsknął.
    - No i co? Wszystko wywęszyłaś i teraz chcesz się spotkać? No zobaczymy co się stanie...
    Odebrał i ustalił miejsce. Wziął broń, zawsze miał ją przy sobie. Pani Buldog zawsze wyłączała wykrywacz w bramce, kiedy przechodził. Ocenił swój wygląd w lustrze i wyszedł. Wsiadł na motor, włożył kask i ruszył pod biuro.
    Niemal z daleka dostrzegł łunę jej uśmiechu i triumfu. Zastanawiał się czy będzie się kryć, czy od razu powie o co jej chodzi. W miejscu publicznym pewnie nie zrobi sceny, a gdyby wezwała policje czy coś, w końcu miał przy sobie legitymacje.
    Zatrzymał się przed nią. Ze skrytki pod siedzeniem, wyciągnął drugi kask i podał jej. Swój zdjął na chwilę i opkazać że to na pewno on.
    - Co się tak cieszysz? Jednak dostałaś okresu i nie będzie małych Veodziątek? - uśmiechnął się dość łobuzersko. - Gdzie jedziemy?

    OdpowiedzUsuń
  21. - Służę własną spermą. Jutro mogę przynieść ci kubeczek to sama sobie zaaplikujesz. Wyszłyby śliczne dzieci.
    Poczekał aż założy kask, po czym sam wcisnął sobie go na głowę i ruszył. Wcale nie przejmował się za bardzo przepisami ruchu drogowego. Miał wrażenie, że już przy trzecim skrzyżowaniu zauważyła, że kiedy tylko się zbliżają, światło zmienia się dla nich na zielone.
    Zaparkował przed wskazanym adresem. Zsiedli oboje i weszli do środka. Lex, powiesił kask na haczyku przy stoliku i z uśmiechem przyjrzał się towarzyszce.
    - No to z czego się tak cieszysz?

    OdpowiedzUsuń
  22. - Dla mnie to trochę podejrzane, choć nie znam cie długo. Ty i dobry humor bez powodu... Mieszanka wybuchowa.
    Zamówił piwo. To z kija i tak będzie rozwodnione, więc może jak dobrze pójdzie, uda mu się nie zrobić z siebie kretyna. Wzruszył ramionami.
    - Zostawie go i wrócę jutro, albo zamówię taksówkę z kierowcą. Teraz to norma.
    Dostał co zamówił. Chwilę krytycznie przyglądał się bursztynowemu płynowi. Wyciągnął z kieszeni niewielki woreczek z białymi kryształkami w środku. Wsypał niewielką ilość do szklanki. Spojrzał na Veę i uśmiechnął się,
    - No co? Potrzebuje czasem mocniejszego kopa... - wyszczerzył się, ale widząc jej minę, zachichotał. - To sól, gdybyś na prawdę chciała wiedzieć.
    Zamieszał w szklance słomką i wziął duży łyk.
    - Wiesz,jak nie chcesz tego robić sama z kubeczka to można to załatwić w bardziej naturalny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  23. - Ja? Ja nic nie sugeruje tylko proponuje. I nie bądź taka wstydliwa. Jesteśmy dorośli. Nie rozumiem dlaczego wszyscy tak bardzo się wstydzą takich tematów. To nie średniowiecze.
    Wziął kilka kolejnych łyków. Bąbelki załaskotały go w gardle. Otarł kciukiem kącik ust. Rozejrzał się uważniej po lokalu. Był nawet w jego stylu, gdyby nie licząc tego, że nie miał stylu. Podobno też nie miał gustu. Kilka kobiet w zyciu go o tym informowała, a on odkrył że miały racje, w końcu się z nimi spotykał. Właściwie nie miał sobie wiele do zarzucenia, poza tym że dużo pracował i czasem wracał o dziwnych porach poobijany i zmęczony tak, że zasypiał w wannie.
    - Nie wydajesz się być sentymentalna. - odparł. Kolega z liceum? Nie pamiętał nazwisk wszystkich ale do twarzy miał pamięć. Zastanawiał się kiedy zacznie go wypytywać.
    - Późno kończysz pracę. Powinnaś się więcej spotykać z ludźmi. Mąż by ci się przydał

    OdpowiedzUsuń
  24. - Dziwne byłoby gdybym tego nie zaproponował. Atrakcyjna z ciebie dziewuszka i aż się zdziwiłem, że nikogo nie masz. Tak przynajmniej mówią w firmie i tak powiedział twój ojciec.
    Odstawił w połowie opróżnioną szklankę na okrągłą korkową podstawkę.
    - Do zrobienia dziecka nie potrzeba filozofii. A jak potem będziesz chciała alimenty czy coś, to powiem że mnie zgwałciłaś. Ludzie z firmy będą pewnie po mojej stronie. - zaśmiał się. Zartował, choć może nie do końca? Podniósł się i przytargał z baru miseczkę z pistacjami. Lubił to zielone słone coś w twardej łupinie.
    - Nie mam żony, bo żadna dziewczyna nie wytrzymała ze mną tyle, bym mógł się bez wahania oświadczyć. Dużo pracuje i większośc kobiet nie lubi się przeprowadzać tak często jak ja to robię. Poza tym wchodzą w to inne komplikacje o których można mówić godzinami.
    Rozłupał w palcach jedną pistację i przyjrzał się zielonemu nasieniu.
    - Była taka jedna, która wytrzymała dłużej. Czyli jakieś... trzy przeprowadzki. Ale była wegetarianką i nie znosiła widoku krwi. A że nie chciałem spać na kanapie, wywaliłem ją z domu. Wraz z jej kiełkami i kotletami z tofu, które wciskała mi, kłamiąc że to delikatne mięso górskich kozic. Wariatka.

    OdpowiedzUsuń
  25. - Moje poczucie humornu nie jest dla każdego. Dogadywałem się z takim jednym... kilka razy sie zsikał ze śmiechu kiedy rozmawialiśmy
    To że facet byl seryjnym zabójcą i że go poszukiwał, akurat nie musiała wiedzidć. Facet miał bardzo nierówno pod sufitem więc nic dziwnego że sikał ze śmiechu.
    - Emma uprawiała joge ale w łóżku wcale tego nie wykorzystywała. Więc w tym związku dzieciby nie było.
    Napił się piwa i zagryzł pistacjami. Przyglądał się jej z lekkim uśmiechem.
    - A co masz na myśli pytając kim jestem? - rzucił pytaniem w pytanie. Wolał się jeszcze podroczyć bo to było za darmo.

    OdpowiedzUsuń
  26. Westchnął raczej z rezygnacją.
    - Masz racje, nie jestem finansistą. Zajmuje się analizą danych. - co było właściwie prawdą. - Twój ojciec wynajął mnie bym znalazł koszty, nawet te w ludziach, których można się pozbyć, znalazł miejsce przecieków gotówki i elementy które są kosztochłonne. Podejrzewa też że ktoś przyjmuje łapówki i działa przeciwko firmie. Mam go zlokalizować na podstawie danych, przetwarzanych z każdego komputera
    Sam się zdziwił, ze potrafił coś takiego wymyślić na poczekaniu. Brzmiało zupełnie logicznie i sensowanie. Dopił swoje piwo i skrzywił się nieco czując, resztkę nierozmieszanej soli na dnie.
    - Ciebie też sprawdziałem, jeśli cie to interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  27. Odsunął od siebie szklanke, a jej miejsce zastąpiły pistacje. Pogrzebał chwile w misce. Szef dał mu wolną ręke. Eh, najwyżej ja przeniesie na drugi koniec świata. Spojrzał na nią zupełnie poważnie. Więkość wesołości zniknęła z jego oblicza. Został tylko dawny blask rozbawienia w oczach.
    - Nie uważasz, że grzebanie w takich rzeczach może być niebezpieczne? Pomijajac to że labirynt był spartaczony.
    Oparł głowe na dłoni i dość luźnej pozie. Widząc lekkie napięcie na jej twarzy i wyczuwając atmisfere która zawisła nad stolikiem, uśmiechnął się lekko.
    - Nie stresuj się. To że mam broń nie znaczy że jutro znajdą twojego ciałka z przestrzeloną głową

    OdpowiedzUsuń
  28. Westchnał. Była obca, niepewna, niegodna zaufania. No ale przecież mogła się przydać.
    - Po pierwsze, to nie miejsce na takie rozmowy. Wiesz, takie szczere i uczuciowe. Teraz moge ci powiedziec ze szukam rzeczy, osob i pewnych faktów, ktore jak nić, wkręca się w gruby motek. Nie musisz rozumieć o co mi chodzi. Ale pewnie sie domyślasz. Tylko w filmach rozmawia się o poważnych sprawach w niepoważnych miejscach.
    Zgniutł orzecz w dłoni i zsypał okruchy na stół.
    - Może przejedziemy się do mnie? Musze nakarmić żółwia

    OdpowiedzUsuń
  29. - Taksówki istnieją i dobrze prosperują. Ale skoro nie chcesz, a takim razie zapominasz o tej rozmowie i proponuje o niej nikomu nie opowiadać.
    Podniósł się z miejsca i zerknał na zegarek na nadgarstku. Wolał jechać sam jak już miał wybór. Wziął jej i swój kask.
    - Więc do poniedziałku w pracy. - Uśmjechnął się i wyszedł. Na zewnątrz zapalił. Rozkoszował sie chłodnym powietrzen, zupełnie innym niż zaduch baru. Wypuścił z płuc szary dym. Dał jej czas na zastanoienie, choć wcale nie musiał. Obserwował jarzący się punkt na końcu, a kiedy dosięgnął filtra, wcisnął go w piasek w popielniczce. Kiedy uznał ze już jest niegroźny, wsunał niedopałek do kieszeni. Zastanawiał się chwile czy dać jej czas, paląc drugiego papierosa, ale uznał ze jesliby chciała i była wystarczająco ciekawa a nawet odważna, juz pojawiłaby się obok.

    OdpowiedzUsuń
  30. Uniósł lekką kąciku ust. Kobiety zawsze go fascynowały. Większość mężczyzn, odpuściłaby, pod warunkiem że nie byłby piękną kobietą ze kształtnym tyłkiem. Podał jej całą paczkę, by sama się częstowała.
    - Mój szef dał mi wolną rękę niemal we wszystkim. Jest zajęty innymi sprawami, a takie zadanie uważa za nudne, choć niewielu jest takich, którzy mogliby się tego podjąć.
    Sam zapalł i zaciągnąl się mocno.
    - Poza tym, skąd ty wiesz że nie chce zaskodzić twojemu ojcu i firmie? Może przysłali mnie z konkurencji by rozwalić firmę od środka. A ty jeszcze chcesz pomagać? I to z własnej woli?
    Wcisnął kaski w odpowiednio przygotowane miejsce. Wyciągnął telefon i napisał krótkiego smsa. Ktoś zabierze maszynę. W końcu nie należała do neigo, tylko do firmy, a to duża różnica. Swoje pieniądze oszczędzał, więc zajeżdżał sprzęt służbowy. Zatrzymał się przed wystawą cukierni. Właściwie była już zamykana, ale wślizgnął się iwykupił niemal wszystko to co jeszcze zostało. Nie potrafił gotować i nie robił tego, uważając że samobójstwo to nie najlepszy pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Rózni ludzie pracują w różnych miejscach.
    Przeszli dwie przecznice i weszli na żwirową dróżkę jednego ze skwerów. Gdyby nie przybrudzone światło latarni, zapewne zgubiliby się po kilku krokach.
    - Jesteś ciekawą osobą. Twoje akta nie były obszerne więc z samej analizy charakteru, niewiele wynikało. Ale to nie miało sensu, dopóki nie zacząłem pracować.
    Coś poruszyło się w krzakach. Lex rozejrzał się ale nie zwolnił. O tej porze kręciło sietu dużo dziwaków i to nie zawsze nieszkodliwych. Sprawdziło położenie broni w kaburze na boku i odpiął pasek w kaburze, by w razie potrzeby lepiej i łatwiej móc sięgnąć po broń. Coś zachrzęściło za ich plecami i to całkiem blisko. Alexander momentalnie obrócił się, trzymając w dłoni pistolet. Młody chłopak z łysą czaszką, odziany w dużo za duży dres, zamarł w półkroku. Przez chwilę wpatrywał sie w lufę broni. Potem szybko przeniósł wzrok na Lexa, potem znów na broń i znów na jej właściciela. Dopiero kiedy mężczyzna odciągnął kurek, dresiarz zareagował i zaczął się cofać. Zaczął bełkotać coś w specyficznym języku ulicy, przeplatanym z przekleństwami, ale Lex za bardzo się tym nie przejął. Nie chowając broni ponownie podjął wędrówkę wraz z Veą.
    - Jeśli nie masz dziś ochoty na poważną rozmowę, możemy przełożyć to na inny termin.

    OdpowiedzUsuń
  32. Mruknął coś o gówniarzerii panoszącej się po okolicy. Drażniło to to że ludzie młodzi choć nie do końca inteligentni wybierali sobie taki styl życia. Mimo wszystko było dużo możliwości, ale łatwiej było okradać, szantażować, straszyć i składać podania o zasiłek czy rentę niż się trochę pomęczyć, za pewnie i tak mniejze pieniądze.
    - To co mi się w tobie podoba to twoja bezpośredniość. Chociaż instynktu samozachowawczego to pewnie masz bardzo mało.
    Przeszli przez skwer, wchodząc do spokojnej dzielnicy miasta, pełnej trzy-cztero piętrowych kamienic. Alexander wybrał jedną z nich, której okna wychodzily właśnie na drzwea skweru.
    Kilkumasto minutowa przechadzka od baru do domu, sprawiła że zgłodniał. Niestety był przyzwyczajony do ciągłego jedzenia w minimalnych porcjach. Otworzył kluczekdrzwi, prowadzące na klatkę schodową. Wdrapali się na czwarte piętro. Lex obejrzał drzwi, tak na wszelki wypadek. Potem wsunął klacz do zamka, pomanipulował nim trochę i wszedł do środka. Wewnątrz pachniało sosnową żywicą. Było to dość skromnie urządzone trzypokojowe mieszkanko. Spory salon, sypialnia i gabinecik. Jak dla samotnego kawalera to i tak dużo miejsca. Lex rozejrzał się.
    - Ciągle ucze go przynosić kapcie, ale jest niereformowalny.
    Odstawił torbę na stolik i zajrzał pod kanapę. Wycignął żółwia i pogłaskał go po skorupie.
    - Nikogo nie było, co Rambo? To dobrze, wkurza mnie jak grzebią mi w rzeczach.
    Odłożył swojego pulipa i spojrzał na Veę.
    - Rozgość się.
    Zdjął kurtkę i rzucił ją na łóżko w sypialni po czym zamknął drzwi. Usiadł na fotelu i wskazał Vei kanapę.
    - Piwo chcesz?

    OdpowiedzUsuń
  33. - Wiem co mówiłaś. Wcale nie musiałaś za mną iść. To był twój wolny wybór, więc teraz możesz miec pretensje tylko do siebie. - założył ramiona za głowę i zamknął na chwilę powieki. - Mówiłaś też, że masz ochotę porozmawiać. Teraz sama sobie zaprzeczasz, moja droga. Uważaj na żółwia. Rambo jest wrażliwy.
    Milczał chwilę. Zrobiło mu się zimno. Otworzył oczy i rozejrzał sie, ale zapomniał że nie jest już u siebie i panelu do sterowania temperaturą tu nie ma. Weschnął i podniósł się by przymknąc okno.
    - Albo panikujesz dalej na swój milczący sposób. Albo siadasz i rozmawiamy jak dorośli. Jakbym chciał coś ci zrobić, to już dawno bym to zrobił, albo kogoś nasłał więc nie wiem czego się tak nastawiasz. Poza tym, nie rozmawiam o sprawach służbowych w niepewnych miejscach. Nie jestem idiotą. To moja praca i wykonuje ją bardzo dobrze.
    Znów zajął miejsce na fotelu.
    - Nie patrz tak na mnie. Będziemy rozmawiać tu albo nigdzie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Przewrócił oczami.
    - Jesteś strasznie uparta. Nie rozumiem dlaczego nie chcesz po prostu się usadzić i posłuchać tego co mam do powiedzenia. nie rozumiem was, kobiet... Najpierw chcesz się spotkać i gadać a potem stwierdzasz że nie chcesz i sobie wychodzisz. Zmuszasz mnie to działań, które ani mnie ani tobie się nie spodobają, ale moi szefowie nie tolerują takich rzeczy. Poza tym... ta taksówka nigdy nie przyjedzie, chybaże sam po nią zadzwonie.
    Przyglądał się jej, a włąściwie jaj pośladkom. Odczekał chwilę i zaczął
    - Zgadłaś, pracuję dla organizacji rządowej. Możesz mnie nazwać jak chcesz... szpieg, agent... to nie istotne. Właściwie dostarczyłaś mi już informacji które były dla mnie istotne, odnośnie gości swojego ojca. Zastanawiałem się co z tobą zrobić. Jesteś jego córką i zaniem wielu, na pewno jesteś zamieszana w jego sprawki, ale mnie wydaje się że nie masz o nich pojęcia i chcesz się czegoś dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Po pierwsze, uznaje się mimo wszystko za osobę w miar dobrze wychowaną i miałem nadzieję, że usiądzesz spokojnie a nie zaczniesz się fochać. Po drugie, jesteś strasznie nerwowa. No ale jeśli wolisz stać, to stój.
    Wydobył z torby eklera i pochłonął go w całości. Pokiwał głową z uznaniem i podjął przerwany wątek.
    - poza tym, że pracuje tak jak pracuje, znam sie na analizie danych, dlatego zwykle jestem przydzielany na takie zadania.
    Na razie zignorował jej przerwany wątek. Uznał że jeszcze nie czas na takie rzeczy. W końcu jeszcze nie była po jego stronie.
    - Ponad połowa przychodów firmy to brudne pieniądze. Przez nią wiele osób dokonuje pewnych transakcji, które są legalne, ale dotyczą nielegalnych rzeczy. Rola tej firmy jest ważna, bo twój papcio współpracuje z ludźmi, którzy sprzedaliby własne matki za kilka banknotów. To niebezpieczne srodowisko, pełne ludzi bez sumienia i litości. Dlatego też nie wiem, czy wciągać cie w to bardziej. Możemy dać ci ochronę, nową tożsamość i takie tam, ale nie zagwarantuje ci tego, że mimo to cie nie znajdą. Nie lubie kłamać, system nie jest idealny.
    Wygrzebał z torby kolejny smakołyk.
    - Podsłuchy i kamery działają dobrze, ale to nie zmienia faktu, że nie wszystko mogę zobić tak, by nie być podejrzanym.

    OdpowiedzUsuń
  36. - Nie poradzisz sobie sama Vea. To nie panowie z bronią z dwoma czy trzema przydupasami przy sobie.
    Zerknął na żółwia, kroczącego dumnie po podłodze. Znów zapomniał kupić mu witaminy.
    - Co chcesz z zamian za współpracę i informacje? Tylko wiesz, lotu na księżyc ci nie załatwię.
    Poprawił kaburę na boku. Pasek ciągle uwierał go w żebra kiedy siedział, co niemiłosiernie go irytowało.
    - Nie mam nic do kobiet z charakterem i własnym zdaniem, o ile nie udają wszechwiedzących i wszystko potrafiących kobitek, które muszą udowodnić że są we wszyskim najlepsze. A ty zachowujesz się właśnie tak, jakbyś conajmniej od lat pracowała w wywiadzie i lepiej wiedziała co robić niż ja i moi współpracownicy. Nie udawaj Vea że jesteś niezwyciężona. To jest gra, którą możemy przegrać. Właśnie dlatego żaden z moich zwięzków nie przetrwał. Chciałabyś być z kimś, kto może wyjść i już nigdy nie wrócić? I sam się pcha w takie sytuacje? A ty jesteś kobietą. Uwierz mi, mnie strzelą w łeb od razu... no, może po lekkich torturach. Z tobą będą robić takie rzeczy, że sama zapragniesz umrzeć. Teraz tak na prawdę musisz zdecydować między pewnym życiem, albo niepewnym życiem. Ale to ryzyko może się opłacać

    OdpowiedzUsuń
  37. - Każdy ma swoje powody. - wzruszył ramionami. - Niech i tak będzie. Ale zasada jest taka, że to ja jestem szefem. Jeśli cie o coś proszę, wykonujesz to a jeśli ci czegoś zakazuje, wierzysz że tak będzie lepiej i tego nie robisz. Nie obraź się, ale współpraca z kimś niewprawionym jest trudna, a nie chce być coś zepsuła. Nie mam wiele czasu na to zadanie.
    Wkurzył się w końcu i odpiął dwa paski i odwiesił szelki na oparcie fotela, układając kaburę tak by bez problemu móc sięgnąć po broń.
    - Więc zacznijmy od początku. Wiesz gdzie i w jakich przedziałach czasowych, twój ojciec spotyka sie z klientami poza firmą? Jedzie sam cz z kimś? Jakim środkiem transportu? Uzbrojony? Wyposażony? Przebrany?

    OdpowiedzUsuń
  38. Westchnął.
    - No niech ci będzie. Nie chce by ci mózg wyparowa od tak wielu informacji na razi. Taksówka już pewnie czeka.
    Uśmiechnął się widząc jej minę.
    - Co? Myślałaś że mam tu jakieś radary albo coś, co przejmie połączenie? - zaśmiał się bo nei mógł się powstrzymać. Ale w końcu to była jego praca. Ciężka i wymagająca praca, w której musiał nauczyć się kłamać i zwodzić tak by było to jak najbardziej prawdziwe. Często zaczynało denerwować go to jak bardzo potrafi wczuwać się w swoje role i jak trudno odróżniać to co jest prawdziwe od tego co wykreowane. Wyciągnął paczkę papierosów i zapalił jednego. Zaciągnął się mocno dymem.
    - I tak musze jeszcze popracować. Jutro albo po jutrze cie gdzieś złapie. Do zobaczenia.
    Przeniósł spojrzenie na okno. Światła latarni przebijały się przez firanę. Wydawał się teraz zbyt poważny i zbyt smutny na zabawy. Potem, kiedy znów będzie się wybierał do birowca znów przyklei do twarzy swoj wyćwiczony uśmiech, ale on wcale taki nie był.

    OdpowiedzUsuń
  39. [W pracy mogą się spotkać, porozmawiać, ustalić fakty. Będzie chciał by Vea wpuściła go do domu. W tym czasie ojciec może mieć jakieś nieoczekiwane spotkanie w domu i będą musieli coś wymyślić by nie znalazł Lexa albo by podsłuchać rozmowę. Mogą się spotkać po pracy i razem przeanalizować jeszcze raz to co mają i co wiedzą, śledzić ojca. Mogą udawać przed nim że się spotykają by nie było to podejrzane, że czasem razem gdzieś wychodzą. Jest wiele możliwości :) ]

    OdpowiedzUsuń
  40. [ no dobrze, to zaczne XD trzeba bylo tak od razu, ja sie nie lubie domyślać XD ]

    OdpowiedzUsuń
  41. [ Nie da się nie zauważyć. Najbardziej lubie kiedy dziewczyna mówi, że ona taka nie jest i nie każde się domyślać a potem i tak to robi. ]

    Przyprowadził się do pracy, choć wcale nie miał na to ochoty. Szef poważnie ostrzegł go przed przeniesieniem do roboty za biurkiem, jeśli nie zacznie się zachowywać profesjonalnie. Dla Lexa ludzie tego typu, którzy zaszli na wysokie stnowiska ale nigdy nie pracowali w terenie, byli nie do konca kompetentni. Na papierze wszystko wydaje się proste ale kiedy trzeba wprowadzać to w zycie, jest duzo trudniej. Drażniło go to, że najpierw miał wolną rękę a potem nagane, że się ujawnił. Do tego wyjaśnienie że panna Vea nie chce zapłaty, było jego zdaniem nie do przyjęcia i postanowił skontaktować się z nią inaczej. Lex również uważał to za dośc dziwne. Nie chciałą samochodu, domu nad morzem, pieniędzy, szczeniaka ani nawet nowego komputera czy kwiatka w doniczce.
    Odebrał szarą kopertę od pani Buldog i udał się do siebie. W środku jak się spodziewał były kluczyki, nowe prawojazdy i numer, pod który miał zadzwonić, ale to później.
    Sprawdził co ma do zrobienia na już, ale uznając że to nic pilnego, podniósł się i polazł wyżej, do Vei. Odczekał grzecznie, aż będzie sama. Zapukał i wszedł do gabinetu, nie czekając na pozwolenie.
    Usiadł na krześle dla petentów i uśmiechnął się.
    - Dzisiaj będziesz musiała się wykazać, bo to bardzo ważne. Mnie niestety nie wpuszczą tak po prostu do gabinetu szefa.

    OdpowiedzUsuń
  42. Uniósł brew. Nie do końca wierzył w to co słyszał. Całkiem niedawno zgodziła się na współpracę, a teraz twierdzi że nie ma czasu? Poniósł się. Złapał za róg segregatora i pociągnął go w swoim kierunku, tak by zsunął się z biurka na podłogę. Dopiero kiedy na niego spojrzała, stał się całkowicie poważny i może trochę zły.
    - Wiesz, że nie obchodzi mnie to? Szykowałem się na taką akcję od prawie miesiąca i nie zepsujesz jej. Po jutrze możesz już tu nie pracować. Co jest? Boisz się? Wahasz? Masz wyrzuty sumienia? Mnie to nie śmieszy i się nie bawię. Rozumiem, że masz gdzieś to co się ze mną stanie, ale wyobraź sobie, że mnie to interesuje.
    Usiadł na brzegu biurka, tam gdzie przed chwilą leżał segregator. Wciąż jej się przyglądał.
    - Teraz poniesiesz się stąd, niezwykle zapracowana istoto, pójdziesz do gabinetu ojca i przyniesiesz dwie rzeczy. Jego pieczątkę, w czerwonym opakowaniu, którą trzyma w górnej szufladzie biurka i mały, czerwony notes. Jest wsunięty między siedzenie i oparcie krzesła. Masz na to pięć minut. Potem będziesz musiała to jeszcze odnieść, więc zarezerwuj sobie za jakieś dziesięć minut, kolejne pięć. I nie rób takiej miny. Odbiera ci to dużo uroku.
    Podniósł się i ruszył do drzwi.
    - Poczekam sobie tutaj.
    Usiadł znów na krześle dla petentów.

    OdpowiedzUsuń
  43. Wyraz jego twarzy nie zmienił się wcale.
    - Znam to doskonale,chociaż ja nigdy nie miałem rodziców. - mruknął. Milczał chwilę. Zastanawiał się czy jest sens opowiadać jej o zadaniu o tym co musi zrobić i jaka jest szansa na to, że mu się to uda. Pokręcił lekko głową.
    - Jutro ma spotkanie. Jak się dowiem kiedy i gdzie, dostaniemy to czego chcemy. - powiedział krótko, zgodnie z prawdą. Szanse taka jak ta trafiały się raz na dłui długi czas. Podniósł się powoli i poprawił garnitur. Musiał zaryzykować. Wyciągnął telefon i wybrał numer. Spojrzał na zegarek na nadgarstku.
    - Za dziesięć minut, wyłącz kamery na kolejne dwie minuty. - słuchał chwilę odpowiedzi.- Wlazłbym prze okno ale jest środek dnia. Jak mi się nie uda to odpuszczę. Będę tu siedział kolejny miesiąc najwyżej.
    Schował telefon do kieszeni. Zanim wyszedł znów przykleił usmiech do twarzy.
    - Nie myśl sobie, że zawsze jestem niemiły. Po prostu troche psujesz mi plany.
    Wyszedł z jej pokoju i udał się pod pokój prezesa. Uśmiechnął się szerzej do sekretarki. Akurat to potrafił, jeśli miał na to ochotę i był dość zdeterminowany. Posłuchał cierpliwie nowych plotek, sam kilka dopowiedział, po czym tak po prostu zaproponował nielegalne wyjście na kawę. Znał dziewczęta tego typu i wiedział, że się zgodzi. Ona poszła po płaszcz, a on wśliznął się do gabinetu szefa. Cholernego notatnika nie było. Trudno, następnym razem go zdobędzie. Szybko rozłożył pieczątkę. Przepisał ciąg cyfr z karteczki i umieścił ją z powrotem. Ubrudził całe dłonie tuszem, ale nie miał teraz na to czasu. Wytarł opakowanie koszulą by usuąc odciski i resztki atramentu. Po zapięciu matynarki nie było nic widać na szczęście. Schował karteczkę i wyszedł w ostatniej chwili. Ciche piknięcie telefonu poinformowało, że włączające się kamery, zarejestrowały jeszcze to jak wychodził z gabinetu. Przeklął w myślach, ale miał nadzieję, że nikt nie wpadnie na to by sprawdzać nagrania i że nic nie ubrudził. Teraz stojąc przy biurku i czekając na kobietę, stracił pewność. Dopiero kiedy się pojawiła poczuł że to będzie bardzo ciężkie półgodziny jego życia.

    OdpowiedzUsuń
  44. Nawet się ucieszył, że nie musiał się męczyć. czasami ta praca wyprowadzała go równowagi, ale przecież był zawodowcem. Nie powinien się dawać prowadzić emocjom. Ale od kilku dni, nie mógł sobie poradzić sam ze sobą, a najgorsze było to, że nawet nie miał z kim o tym porozmawiać.
    Wrócił do siebie i obejrzał karteczkę z cyframi. to nie mogło być trudne. Szyfr musiał być na tyle prosty by zapracowany mimo wszystko, szef firmy nie miał problemu z jego odczytaniem. Podstawiał litery z alfabetu od początku i od końca, ale nie miało to sensu. Zamknął oczy i przypomniał sobie wnętrze gabinetu. Brak plakatów na ścianie, tylko kilka nowoczesnych mazideł. Zdjęcie na biurku, kalendarz, piórniczek, stojak... Kalendarz?
    Otworzył oczy i spojrzał na swój, taki sam jak szefa frmowy kalendarz. Uznał że kropki to przerwy między literami. Dzień w miesiącu i litera w kolejności, przypisanych do danego dnia imion, osób obchodzących imieniny. Dobry pomysł, co miesiąc inna kombinacja szyfru. Jeśli przy cyfrze występowało zero, domyślał się że chodzi o konkretny dzień, albo tydzień.
    Przepisał słowa na blat biurka ołówkiem i zmarszczył brwi. Wiadomość krótka i pozornie bez znaczenia, ale dla niego wszystko miało znaczenie.
    "Musisz byc barka przybyc, kasa w gotowce"
    Do tego jutrzejsza data. Zmazał napis. Zgniótł kartkę i wsunął do kieszeni. Tym chyba już nie on się zajmie.

    OdpowiedzUsuń
  45. Zdązył się pozbyć atramentu z dłoni,kiedy zadzwoniła. Na prawdę szczerze nie miał ochoty teraz gdziekolwiek sie ruszać. Ale wstał i udał się co Vei. Po drodze porozmawiał jeszcze z kilkoma mijanymi osobami, zaczepiany uszczypliwymi teksami odnośnie ich cichego, a nawet tajnego związku. Spodziewał się czegoś takiego i nawet było mu to na rękę. Przyznajmniej sobie sami dopowiadali tego, czego nie widzieli i do tego nikt nie będzie się dziwił temu, że razem wychodzą, a nawet jeśli trafią na miłe osoby, lubiące tajemnice i romansidła zawsze, ze szczęśliwym zakończeniem, będą kryci, gdyby ktoś szukał któregoś z nich. Trochę mu się humor poprawił, choć nie był pewien dlaczego.
    Zapukał i wszedł do jej pokoju. Zamknął za dobą drzwi i spojrzał na Veę.
    - Pytają mnie już, o menu na nasze wesele. Ciebie się boją o to pytać, bo martwią się że ich nie zaprosisz. Dowiedziałem się też że będziemy mieli trójkę dzieci i psa.
    Przysiadł na blacie jej biurka
    - Stało się coś?

    OdpowiedzUsuń
  46. - Dwóch chłopców i dziewczynka. Ona ma być Victoria, a chłopcy powinni być bliźniakami i mieć imiona na A, jak moje. Żółw oczywiście zostaje. W końcu naucze go przynosić kapcie albo gazete. Choć zastanawiam się czy nie nauczyć go aportować. Kota też możemy mieć. Tylko trzebaby poczekać aż dzieci podrosną. A potem, kto wie... może zrobimy sobie czwarte? Cóż, mamy jeszcze czas by się zastanowić. Może jak zrobie z mojego szefa chrzestnego, to da mi urlop jakiś dłuższy?
    Uśmiechnął się raczej szczerze. Miał już swoje lata, ale zawsze myślał o rodzinie, jednak ta wizja kłóciła się z jego pracą. Wysłuchał jej uważnie. Spojrzał w ekran. Znał tę twarz
    - Czyżbyśmy mieli złapać bossa samego? Jak miło... może nawet... szef będzie miły? Tyle wygrać...
    Zerknął na Veę.
    - A podobno na nic nie masz czasu ani ochoty, kłamczucho. Możesz przyjść do mnie wieczorem?

    OdpowiedzUsuń
  47. - Nazywa sie Dale Milo, choć to tylko pesudonim. Nigdy nie został skazany bo albo jego kumple albo któraś z panienek, dawała mu alibi. Na celowniku od pięciu lat, kiedy zaczął pracować dla Hoguna. Ma patent na wszystkie skróty w okolicy, więc kurierzy z nich najlepsi. W gangu jest ich chyba z dziesięciu albo dwunastu. Rotują ciągle bo za podbieranie towaru jest nagrobek w lesie, daleko od cywilizacji.
    Napisał szybkiego smsa i wysłał do łącznika. Odpowiedz nie nadchodziła więc schował telefon i skrzyżował ramiona na piersi.
    - Domyślam się. Ale sam nie moge wiele. Możesz mu powiedzieć, że spotykasz się ze mną. Choć on już pewnie to wie, bo dupowłazy mu doniosły. Dopóki nie wie kim jestem, jesteś bezpieczna. Ala jak się dowie, będzie nieprzyjemnie.
    Siedział chwilę, milcząc. Patrzył gdzieś w przestrzeń.
    - Adam i Vincent. - Mruknał nagle - co ty na to? A ten naj najmłodszy, może być Anakin, jak bedzie chłopiec. A jak dziewczynka to może Anastazja.

    OdpowiedzUsuń
  48. Słysząc jej propozycje, brwi same podjechały mu do góry.
    - Nie. Nie, nie i nie. Nie jesteś agentką tylko cywilem. Nie będe cie narażał w taki sposób. Facet jest porządnie walnięty i wole by sobie nie wziął cie jako swojego nowego kanapowego i łóżkowego pupila. Inaczej się to załatwi. Coś wymyśle i tyle.
    Podniósł się i przeszedł po pokoju.
    - Dlaczego nie Anakin? to bardzo fajne imie. Poza tym dlaczego mam nie uczestniczyć w wyborze imion naszych dziecj? - fuknął. - Może sam cie potem zabiorę i zrobie z ciebie matke swoich dzieci? Phy... wolisz sie upijac z jakimś motocyklistą niż ze mną?
    Droczył się, ale dziwnie ta rozmowa poprawiła mu humor.

    OdpowiedzUsuń
  49. - Nie bo nie. Po pierwsze, szef urwie mi głowę. Po drugie, nie byłoby mnie przy tobie przez zały czas, a wątpie byś sobie sama poradziła z wielkim napalonym, nawet ciężko pijanym facetem. Po trzecie, potem miałabyś do mnie pretensje, że ci na to pozwoliłem i w ogóle. Nie oszukujmy się... nie warte jest tego.
    Oparł dłonie na biodrach i zmrużył lekko oczy.
    - Nie zaczynaj gadać tak jakbyśmy byli starym małżeństwem. No ale niech ci będzie. Czego chcesz? Mogłaś sobie wiele rzeczy zażyczyć, ale nie chciałaś. Poza tym, wyobraź sobie, że zapraszałem cie na randkę to mnie zlałaś.

    OdpowiedzUsuń
  50. - Może jeszcze mi powiesz, że nie chcesz dzieci, co? I to ze mną? Albo inaczej... dzieci się skądś biorą... więc domyślam się, że chodzi ci raczej o to, że nie chcesz ze mną iść do łóżka. Może ci się nie podobam?!
    Całą zabawa zaczynała się robić na prawdę śmieszna. Najbardziej jednak bawiło go to, że coraz więcej cichych szeptów słyszał przy drzwiach. Chyba trochę za głośno rozmawiali, bo zwrócili na siebie uwagę innych pracowników. Odchrząknął, zbliżył się i ściszył głos.
    - Poza tym, w pierwotnej wersji, miałem raczej zwerbować swoją koleżankę od pączków, a nie ciebie. Więc mi nie wmawiaj, że służbowo cie chciałem na piwo wyciągnąć. Nie wiem, może zaczne inaczej cie nazywać, jak będzie mi o coś chodziło na poważnie, co? Chcesz miec ksywkę? Może Mała Mi? Wtedy jak będę cie chciał zaprosić gdzieś prywanie, będę mówił "Hej, Mała Mi, idziemy na kawę?". Nie rób takiej miny, Mi.
    Podszedł do drzwi i otworzył je zamaszystym ruchem. Jednak z kobiet, prawie na niego wpadła, a reszta rozpierzchła się w panice. Rozejrzał się i zamknął z powrotem drzwi. Odwrócił się do niej i uniósł brew.
    - Poza tym, nie denerwuj mnie. Dzieciak będzie Anakin i kropka. Kota jakoś przeboleje, ale ma się nie zbliżać do żółwia.

    OdpowiedzUsuń
  51. - A tobie? Ciągle mnie zwodzisz, pyskujesz, warczysz i wykłócasz się o pierdoły. Twierdzisz że nie masz czasu a potem jednak że go masz. Nie chcesz właściwie nic robić, a potem chcesz uwodzić w barze jakiegoś brudasa. Dopiero jak się trochę luzujesz, można z tobą normalnie rozmawiać, choć gadanie o dzieciach nie jest moim ulubionym tematem. Mogę cie irytować, drażnić i denerwować, bo potrafię a ty mi na to pozwalasz. Podoba ci się to, choc nigdy tego nie przyznasz. chcesz uchodzić za kogoś do kogo lepiej się nie zbliżać i drażni cie to, że mnie nie odstraszasz. Wmawiasz sobie, że rozmawiam z tobą tylko dlatego, że chce od ciebie informacje. Uparcie wmawiasz sobie i mnie, że mnie nie lubisz bo tak ci wygodniej. Póki co, dalej będę robił to co robie, a ty dalej możesz uważać, że wcale nie chcesz mojej uwagi.
    Zbliżył się do niej bardzo blisko. Przez cały czas patrzył jej w oczy, ale widząc w nich lekką panikę, pokręcił lekko głową.
    - Jak już stwierdzisz, że mam racje, to zadzwoń. Mam wolny wieczór.

    OdpowiedzUsuń
  52. - Jasne. I teraz pojawia się pytanie, zgnębić cie czy sobie darować? Może sobie daruje. Nie będziemy robić z pracowników jakiejś tam widowni. Pogadamy sobie na spokojnie sam na sam, później.
    Uśmiechnął się raz jeszcze i wyszedł. W okół panowała cisza. Trochę przesadzili, w jego osądzie, ale przynajmniej starali się nie gapić. Wzruszył ramionami i poszedł do siebie. Skończył to co miał skończyć dla firmy. Nie było tego dużo. Właściwie nie poświęcał na to zbyt wiele czasu. Wysłał raporty mailami tam gdzie powinny trafić. Oparł się wygodniej na fotelu i oparł nogi na biurku.

    OdpowiedzUsuń
  53. Od przeglądania kolejnych stron, wypełnionych czarnymi literkami, zaczynało mu się robić słabo. Niestety nikt jeszcze nie wpadł na sposób, aby czytanie z monitora komputera stało się mnie uciązliwe. Przetarł dłońmi oczy i usiadł wygodniej w fotelu. Herbata w kubku dawno wystygła, ale nie chciało mu się bardzo wstać by zrobić nową. Sięgnął tylko po kubek u wypił chłodny napar. Zamknął laptop i odłożył na stolik.
    Kiedy telefon zadzwonił, przez chwilę aż niedowierzał się sie przełamała i zadzwoniła. Wątpił w to szczerze, ale kiedy odebrał, uznał że to nie o to chodzi.
    - Zaraz będę. - mruknął tylko.
    Wciągnął buty i kurtkę. Po pięciu minutach już był na miejscu. O tej porze ulice były niemal puste. Dostrzegł ja na chodniku i zatrzymał się. Otworzył drzwi i wysiadł. Spojrzał tylko na nią i kiwną głową.
    - Wsiadaj.

    OdpowiedzUsuń
  54. Zajął miejsce za kierownicą. Wrzucił bieg i spojrzał na nią.
    - Nie piernicz. I co ja mam z tobą tera zrobić? - spytał bardziej siebie niż jej. Teraz, w ciemności, i tak niewiele by zobaczył. Zerknął w lusterko i ruszył.
    - Chociaż teraz nie marudź. - ostrzegł ją od razu, choć niespodziewał się że zacznie. Dopiero kiedy wprowadził ją do swojego mieszkania i zapalił światło, przyjrzał się jej uwazniej. Posadził ją na foteli i obejrzał rany.
    - Tu założę ci szew. Nie mam tu nic silnego na ból.
    Przyniósł pateczkę, w którą zawsze byli wyposażani. Nieopisane leki w tabletkach różnych kolorów, które musieli znac na pamięć. Wybrał trzy z nich i podał jej.
    - Coś mi się zdaje, że już dzisiaj do domu nie wrócisz.
    Zabrał się za obmywanie i odkażanie.

    OdpowiedzUsuń
  55. Spokojnie robił to co powinien. Na tyle go szkolono by wiedział jak opatrywać, szyć i oczyszczać rany. Co prawda, zwykle robił to na sobie, ale okazja popracowania na kimś innym była zawsze dobra.
    Nie zdziwił się, że się nie ruszała i nic nie mówiła. To się zdarzało i domyślił sie przez to, że tym razem była to zbyt wielka przesada. Przyniósł jej szklankę wody i wręcz wmusił połknięcie tabletek. Odczekał chwilę aż zaczną działać. Te różowe działały szybko ale krótko, więc śpieszył się. Z wprawą zakładał kolejne szwy niebieską nicią chirurgiczną. Zawsze dostawał niebieską, choć prosił o przejrzystą. Niebieską za bardzo widać.
    - Vea? Tu ziemia. Słyszysz mnie w ogóle?

    OdpowiedzUsuń
  56. [ właśnie widze. Dziwne o_o bo odpis był zupełnie inny... ]

    Nie miał doświadczenia. Nie wiedział jak powinien się zachować, co powinien powiedzieć. To ile pamiętał z dzieciństwa niewiele pomagało, choć tak na prawdę nie chciał tego wspominać. Pamiętał tylko tyle że pocieszanie było najgorsze. Słowa zawsze mogło być gorzej albo jutro będzie lepiej, były ostre jak noże i zadawały ból, tam w środku. To co na prawde dawało moc był zupełnje zwyczajne, ale on nie tego oczekiwał. Wiedział co daje siłę i motywacje. Zemsta, a on dawał jej właśnie taką możliwość.
    Wyjął z apteczki niebieski pakunek. Rozgrzał go troche w dłoniach, a kiedy stał się chłodny, przyłożył go jej do policzka.
    - Zostaniesz tu do jutra. On i tak nie zauważy - to był bardziej rozkaz niż propozycja ale teraz nie było to ważne.
    Siedzieli tak chwile. Lex nie uważał sie za psychologa ano specjalisty od ludzkich zachowań. Analizował dane i to był jego głównh atut. Objął ją ramieniem, na tyle wolno by mogła go odepchnąć jeśli by zechciała.

    OdpowiedzUsuń
  57. Głaskał ją lekko po włosach i plecach. Nawet ładnie pachniała. Dziwnie nie przeszkadzała cisza, przerywana tylko cichymi drapnięciami żółwich łapek o podłogę.
    - Może chłopaki się dziś spiszą. Znają się na robocie.
    Raz jeszcze perzeanalizował w myślach to czego się dowiedział. Nie był pewien dwóch może trzech rzeczy. Ale teraz nie miało to większego znaczenia.
    - Tu zostaniesz do jutra. A jak przyjdą wiadomości, ustalimy co dalej.
    Nie był pewien czy w pokoju jest zimno czy po prostu ona ma lodowatą skórę. Na razie okrył ja kocem.
    - Herbate chcesz?

    OdpowiedzUsuń
  58. - Tam jest łazienka. Szlafrok wisi na drzwiach. I tak z niego nie korzystam.
    Przesunał żółwia pod komodę, by na niego nie nadepnąć. Wlał wodę do czajnika i włączył go. Stał chwile w kuchni, opierając się o blat. Słysząc o samochodzie, uśmiechnął się lekko.
    - Wiemy. Ale to już nie moje zadanie...
    Wyciągnął dwia kubki i wrzucił do niech herbate. Wrócił do Vei i uśmiechnął się lekko.
    - Nie krępuj się. Do jedzenia za bardzo nic nie mam, ale jak masz ochote na eklera albo kawalek ciasta to to akurat mam.

    OdpowiedzUsuń
  59. Uniósł nieco kąciki ust. Ta jej uparta troskliwość była na prawdę urocza.
    - Ta sprawa jest ważna bo stanowi pewien klucz do grubszej sprawy. Nie tylko ja się tym zajmuje. My ryzykujemy a szef robi to co robi i jak na razie niezle mu idzie.
    wyciągnął z lodówki talerzyk z kilkoma eklerami. Jednego zjadł od razu. Ćwiczył co dwa dni, albo codziennie jak mial potrzebe, wieć spalał wszystko bez problemu. Utrata kondycji byla dla osób w jego zawidzie niemal wyrokiem śmierci.
    - W łóżku będziesz spać, to chyba oczywiste. Mogę ci coś pożyczyć na przebranie, ale nie spodziewaj sie sukienki od Chanel. Aha i nie grzeb po szufladach i zdecydowanie nie dotykaj kompytera, ani telefonu mojego. Nie oszukujmy sie, ale mimo wszystko jesteś cywilem. I do tego bardzo wścibskim cywilem.
    Przechylił nieco głowę w bok. Dziwna kobieta, a przez to interesująca.
    - Powiedziałem szefowi że chcesz nowej torzsamości i domu w ładnym miejscu. Na razie na tym stanęło. Możesz nawet wybrać sobie nazwisko, a dom czy mieszkanie, to już twoja wola. Miejsce jest w sumie obojętne. Idź się umyj. Wyglądasz jak miś panda po przejścisch.
    Rozmazany tusz na oczach dawał jednoznaczne skojarzenia.

    OdpowiedzUsuń
  60. - No jedno. W kóńcu jestem samotny, nie? Chociaż nie, wybacz, kłamię. Rambo ma swoj posłanie. - parsknął. - Jak chcesz, mogę z tobą spać, ale nie powiem bym umiał długo trzymać ręce przy sobie. - wzruszył ramionami. Zaniósł talerz z ciastkami na stół. Woda się co prawda zagotowała, ale bez sensu było teraz zalewać herbatę, skoro zanim wyjdzie z łazienki, a kobiety prawdopodobnie wpadały tam w inną czasoprzestrzeń, napar całkiem wystygnie. To było właściwie całkiem ciekawe zjawisko. Kiedy on brał prysznc, zajmowało mu to nie więcej niż dzisięć minut. A kiedy kobieta brała prysznic, znikała na prawie godzinę. Co było jeszcze bardziej interesujące, kiedy brali prysznic razem, czas poza łazienką wydawał się płynąć dużo szybciej.
    - A jak mi zorstwisz tam do wyschnięcia swoje majtki i stanik, już nie mówiąc o pończochach to wyrzucę je przez okno. W sypialni na kaloryferze je sobie powieś jak już musisz. Ja prześpie się na kanapie.

    OdpowiedzUsuń
  61. - Tak, jasne. A potem będziez mi to wypominać do końca życia. "Hej, pamiętasz jak kazałeś mi spać na kanapie?" "Pamiętam, i wcale nie kazałem, sama chciałaś", "Nie prawda. Ja lepiej pamiętam. Potem bolały mnie plecy. A ty wykorzystałeś to by mnie zmusić do zgody na nadanie naszemu synkowi imienia Anakin" bla bla bla... Sorry, nie dam się nabrać.
    Zalał herbatę wrzątkiem. Kiedy jej nie było zdązył już wchłonąć do swojego wnętrza jeszcze dwa eklery. Ale uczciwie dwa zostawił jej. No i jeszcze drugie dwa dla siebie.
    - W te wasze porozwieszane wszędzie ubrania, można się zaplątać albo zagubić jak w dzungli. Trochę szmatek tu, trochę tam, by oznaczyć teren... Ja to tworze gniazdo. Jak muszę się szybko przebrać.
    Rozsiadł się na kanapie. Wrzucił sobie do kubka kawałki imbiru.
    - Ale w pończochach to byłoby ci ładnie. I w niczym innym oczywiście. Siadaj, zaraz ulubiony film Rambo.

    OdpowiedzUsuń
  62. - Ja?! Phy! To nie ja boję sie spać z tobą w łóżku, a raczej ty. Jestem tylko facetem, który nie lubi się domyślać, a ty jesteś niczego sobie, więc nie spodziewaj się że długo będę trzymał ręce przy sobie. A ty za mną nie przepadasz, zapomniałaś? Chociaż się ze mną jeszcze nie macałaś i się nie znasz. - mruknął. - Obrączka powiadasz... Cóż, znam może kilka osób, których małżeństwa są na tyle szczęśliwe, że wytrzymały po ślubie i jeszcze się trzymają, a oni sami nie mają ochoty przegryźć sobie gardeł. To taki mały, podstępny wykrywacz kłamstw.
    Staral się nie gapić. Na prawdę się starał i chwalił samego siebie w myślach. Kobiety nie zdają sobie sprawy z tego jak trudno jest odwrócić wzrok od ich biustów. To mniej więcej tak jak babka na diecie miałaby przed sobą piękny kawałek tortu czekoladowego. Natura jest po prostu podła. Zerknął na swój telefon ale nie dawał znaku życia. Brak informacji zaczynał go drażnić.
    - Jedź, bo sam wszystko zjem.
    chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. Jego humor w ciągu dnia zależał tylko od tego jak spędził noc. Czasem nie sypiał wcale, a ból był uciążliwy i na tyle irytujący by zepsuć mu humor.
    - Mówienie srio i droczenie się z tobą to chyba jedno i to samo, nie? Ciebie jakoś tak wszystko drażni.

    OdpowiedzUsuń
  63. Nadeszła w końcu ta upragniona chwila. Ta jedna okazja na kilkaset by to powiedzieć. Miał wrażenie nawet, że spływa na niego boski blask ducha kreacji. Czasem chwila oświecenia bya więcej warta niż całe dnie ciężkiej pracy, bo czesto okazywało się że cała praca była bez sensu. Ale to był jego moment. Uniósł kąciku ust, nabrał w płuca powietrza i wypowiedział TE słowa
    - Domyśl się.
    Cudownie smakowały te słowa zemsty. Mówiły tak wiele, a jednocześnie nic. Były wręcz zabójcze i nieziemsko wręcz irytujące. Pokiwał głową, nagradzając samego siebie. Nie wykorzystanie takiej okazji byłoby grzechem śmiertelnym. Wypominałby sobie to do końca zycia. W końcu, kiedy słowa wybrzmiały, zerknął na nią.
    - Nie bądż taka oporna z myśleniem. Doskonale wiesz o co mi chodzi i dlaczego ci to mówie. Jesteś dorosła.
    Westchnął. Uniósł dłoń i pokazał ją jej, prostując mocno palce. Akurat na tej, widać było długą, ciągnącą się przez całą dłoń bliznę, która na szczęście była na codzień mało widoczna.
    - Widzisz? To moja dłoń jest. Na pewno tego się akurat domyśliłaś. I ta dłoń... jako że jest moja... aby nie uschnąć i nie odpaść, a to się zdarza, musi... macać kobiece ciało. No ale nie każde. Tylko takie odpowiednie. Odpowiednie pod względem fizycznym i umysłowym. Rozumiesz, czy prościej?

    OdpowiedzUsuń
  64. - Wiesz, tak się składa, że pracowałem w terenie bardzo długo i zdarzyło się się ostatnio, wylecieć w powietrze. Dlatego teraz jestem tu, a nie biegam z kolegami za twoim ojcem i jego ziomkami. Mówiąc zupełnie szczerze, nie radze sobie tak jakbym chciał, z nadmiarem energii, albo z tym że nie mam jej wcale. Ale to minie w końcu. Przyzwyczaję się do statecznego życia, do czasu aż ktoś sobie o mnie nie przypomnij.
    Napił się herbaty, ale była jeszcze zbyt gorąca. Odsunął od siebie nieco kubek.
    - Czyli co? Chcesz żebym cie macał? Może jeszcze powiesz, że skoro już oboje tu jesteśmy, to możemy spokojnie uprawiać sex? Dlaczego ja mam się domyślać czego chcesz? Nie możesz mi po prostu tego powiedzieć, zamiast zadawać durne pytania?
    Pochylił sie nieco w jej kierunku. Przesunął kosmyk włosów, nie nie zasłaniał jej twarzy. Widział jej rumieńce i podobała mu się taka. Przesunął palcami po jej policzku
    - Więc uważasz, że tak po jednej nieudanej randce, mogę uznać że coś mi się należy, tak?

    OdpowiedzUsuń
  65. - Chcesz ode mnie czułości? Ode mnie? Gościa z wywiadu? Jest tyle ludzi na świecie. Mogłaś sobie wybrać każdego.
    wahał się czy nie powiedzieć od razy, że to nie ma sensu. Że jego praca nie ułatwia niczego. Że niedługo i tak zniknie, tak nagle jak sie pojawił. Uśmiechnął się nieco szerzej.
    - Uważasz, ze nie mówie szczerze? Że mógłbym kłamać, mówiąc że wolałbym byś nie znalazła tego szlafroka w łazięce? Tylko oboje wiemy, że nie należysz do kobiet, które po prostu idą z facetem do łóżka. Poza tym, skąd mam wiedzieć czego chcesz i o czym myślisz, skoro mi tego nie powiesz?
    Przesunał się jeszcze bliżej i lekko ją pocałował.

    OdpowiedzUsuń
  66. - Prawdopodobnie tak. Przywykłem do poleceń. Choć nie wszystkie wykonuje...
    Uśmiechnął się lekko. Tego typu rozmowy zwykle go przerażały. Większość ludzi nie rozumiało specyfiki jego pracy. Nie rozmumiały tego, że w różnych miajsach w domu o w samochodzie była broń, że ich chłopak czy dziewcyzna, mają kilka tożsamości, że muszą się często przeprowadzać, co nie pozwala na to by partner czy partnerka mogła na stałę gdzieś pracować. To nie było proste życie. A wieczne poczucie niepewności mogło wykończyć. Ale dla niego samego, miło było wracać do domu, do kogoś. Nie musiał jadać sam, opatrywać się sam, decydować sam, no i zawsze człowiek jest lepszym towarzyszem konwersacji niż żółw. Słysząc dalsze jej słowa, po prostu zaśmiał się.
    - Wszystko zależy od tego, czego tak na prawdę chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  67. Spojrzał na chwilę w stronę telewizora, by potem przenieść spojrzenie znów na Veę.
    - Całkiem logiczne. Choć w sumie szkoda. Nawet mógłbym cie ze sobą zabrać. Na ten przeklęty urlop, którego nie dostaje od roku. - wzruszył lekko ramionami. - Dobre chociaż że mi to wyjaśniłaś.
    Znów zająl wygodniejszą pozycję, bliżej niej. Znów zaczął przeszkadzać mu szlafrok, choć nie tylko. Pocałunek był teraz dłuższy i mocniejszy. Jemu akurat już się nie spieszyło. I tak nie zasnąłby długo, czekając na jakieś wieści. Teraz mógł nie spać razem z nią.
    - Nie musisz żałować niczego. Zostawię ci kontakt. Tak na wszelki wypadek.
    Położył dłoń na jej talii, przysuwając mocniej do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  68. Zmrużył oczy, nie do końca rozumiejąc o co jej chodzi. Dopiero kiedy się tego domyślił, zaśmiał sie cicho.
    - oj, Vea... Jak to się dzieje, że jeszcze nie jesteśmy małżeństwem? Potrafimy się świetnie pokłócić a to już jakiś symbol, nie? Nie chodzi mi o jak to nazwałaś, szybki numerek, tylko pomoc w razie potrzeby... no i jakbyś się za mną stęskniła i chciała kogoś podręczyć. Jesteś strasznie przerważliwiona. Za dużo filmów się naoglądałaś.
    Znów zerknął w stronę telewizora.
    - Może powinienem się przejść, że nie ma żadnych nowinek? Właściwie to ja ich tam wysłałem... - westchnął i pokręcił głową. Znów skupił swoją uwagę na Vei. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi to, że od czasu do czasu będę sprawdzał czy coś przyszło. Ale to nie znaczy, że cie ignoruje czy coś w tym rodzaju. To jedna z moich wad, z całkiem pokaźnej listy.
    Wyłączył telewizor, kładąc jednak telefon na stole by dobrze go widzieć.
    - Więcej odwagi. I nie myśl tyle bo teraz to na prawdę niepotrzebne. A potem, tak szczerze, wyjaśnisz mi o co ci chodzi. Bo jak na razie przekazałaś mi ze trzy sprzeczne komunikaty.
    Ujął w dłonie jej twarz by przestała w końcu odwracać wzrok.
    - Jeśli jeszcze się wahasz, to pozwól że ci pomogę w decyzji. chcesz.
    Uśmiechnął się szerzej i znów ją pocałował, tylko że tym razem, czekał aż komuś z nich zabraknie powietrza.

    OdpowiedzUsuń
  69. Zastanawiał się nawet, czy ona nie robi tego przypadkiem specjalnie. Od tak, dla rozrywki. Praca w wywiadzie przy tym, przy relacjach damsko męskich, wydawała się łatwa, prosta i przyjemna. Nie wazne było to, że większość agentów nie dożywała 50 lat. Ale jak tak dalej pójdzie, osiwieje jeszcze przed trzydziestoma piątymi urodzinami.
    - Zdajesz sobie sprawę, że czym więcej gadasz, i to takich pierduł, tym mniej mi się chce?
    Już właściwie był pewien, że sprawa się już wyjaśniła, bo sposób w jaki się do niego przysunęła był jednoznaczny. Ale teraz cała sytuacja zaczynała go drażnić.
    - Nie jesteśmy parą. Chcesz się za mną przesapć, ale jednak nie chcesz, albo wamawiasz sobie że nie chcesz. Nie chcesz nigdzie ze mną jechać, ale chcesz też... czego? zaangażowania? Lubie cie, na prawdę. I mogłoby coś z tego być, tak podejrzewam, ale jak na razie to wcale mnie do tego nie zachęcasz. A wręcz przeciwnie. Więc jak dalej masz warczeć a potem się denerwować, że nic ci nie daje, to tam są drzwi, za nimi łóżko i dobrej nocy życzę. Zachowujsz się jak dziecko, a podobno oboje jesteśmy dorośli.

    OdpowiedzUsuń
  70. Milczał. Miał wrażenie, że dwa małe ludziki, aniołek i diabełek, siedzą mu na ramionach.
    "Spróbuj. Może będzie wam dobrze razem. Ona nie chce wiele. Może..."
    "Zamknij się. Odwaliło ci? Będzie wiecznie zazdrosna i nie dogadacie się nawet w sprawie składników pizzy. Będziesz wracał do domu o róznych porach, nie? Raz w nocy raz w dzień, a raz po kilku dniach. I co? Myślisz, że się uśmiechnie, przytuli i poda kawę? Nie... Obwącha cie i zrobi awanture, że ją zdradzałeś bo czuje perfumy innej, a ty tylko wpadłeś w różany krzew, przeskakując przez płot."
    "Nie, nie i nie! Ona chce po prostu spróbować... Poza tym nie lubisz nudnych kobiet. Zawsze możecie się rozstać. Poza tym, no wiesz, masz już swoje lata. Może chociaż na dziecko się zgodzi"
    "Jakie znów dziecko?! Daj spokój. Przeleć ja i zostaw. Niech się obrazi i ma pretensje do świata."
    "Jeśli to zrobisz, będziesz miał wyrzuty sumienia i już nigdy nie pozwoli ci się do siebie zbliżyć"
    "I co z tego? Jak ją już rozdziewiczysz, to sobie znajdzie kogoś innego"
    "Jak to? Myślisz, że nigdy tego nie robiła?"
    "No jasne. Nawet nie wie jak dotykać faceta. Zobacz, wszystkie guziki zapięte. Nawet koszuli mu nie rozpięła."
    "Nie. nie i koniec. Właśnie rozwalasz jaj życie, przewracasz wszystko do góry nogami. To nie jest takie proste ani logiczne."
    "Ona nie jest prosta ani logiczna. ciągle sobie zaprzecza."
    "Wracaj do piekła ciamajdo, boi się i tyle. Chce poczucia bezpieczeństwa."
    "To niech się zamknie w pokoju bez klamek. Tam jest bezpiecznie"
    "No weź, popatrz na nią. Może wam się ułoży. Albo i nie, jak już się dowie jaką masz pracę. Nie jest wegetarianką i pewnie lubi żółwie. Może sama się zatrudni w wywiadzie?! To będziecie razem pracować."
    "Jasne i odstrzeli ci jaja przy pierwszej lepszej kłótni dzień po otrzymaniu służbowej broni"
    "No cóż, to całkiem możliwe... Ale to że cie prawie nie zna, a jednak uważa że coś może z tego być, chyba coś znaczy nie?"
    "Znaczy tyle, że jest ciekawa czy trzymasz broń w szufladzie ze skarpetkami. Może lubi dreszczyk emocji? Będzie miała dreszczyk emocji, jak pierwszy raz będzie wyciągać ci kulę z zadka i będzie cud jak nie zemdleje. Pewnie nawet nie potrafi szyć. Wyszyje ci blizne w kształcie kwiatka"
    "Na tyłku nie będzie widać. Dobrze, wiesz że się tobą zajmie. Nauczysz ją od czego są jakie tabletki i jak się szyje. Będziesz miał na to czas na urlopie, którego pewnie i taknei dostaniesz..."
    "Noooo..."
    To że spierające się wewnątrz jego umysłu strony, jednak doszły do pewnej zgody, zdziwiło go bardzo. Pokręcił lekko głową. Właściwie nic nie tracił, choć dobrze wiedział że straci jak nie dziś to za miesiąc czy dwa.
    Podniósł się powoli z kanapy. Wyłączył światło, zostawiając tylko niezbyt jasną lampkę w dalszej części pokoju. Podszedł do okna, uchylił je i zapalił papierosa. Na ulicy było zupełnie pusto.
    - Idź spać Vea. jutro porozmawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  71. Stał bez ruchu i słowa, aż nie wypalił do końca. Popił dym herbatą by zmienić nieco smak w ustach. Zerknął na telefon, ale wciąż nie było wiadomości. Miał ochotę powiedzieć że już po wszystkim i będzie mogła wyjechać gdzieś daleko. Że szybko o nim zapomni. Bo niby dlaczego miała pamiętać. Odwrócił się do niej i uśmiechnął się lekko.
    - Wy, baby, jesteście stworzone tylko po to byśmy my musili się męczyć. Wiesz o tym nie? Trenujesz do jakiegos rekordu czy jak?
    Szarpnął pasek szlafroka, wsunał dłonie pod spódo, łapiąc ją w talii i przyciągając ją do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  72. Odsunal sie na chwile. Wyciągnął koszule ze spodni i zdjął przez głowę. Nie nosił podkoszulek. Uważał że to dla staych. Nieśmiertelnikó też nie nosił. Miał za to wytatuowany ciąg znaków na piersi. Jego własny numer. Miał też kilka blizn. Dwie po postrale, kilka cienkich niemal prostych. Dodawalo mu to uroku. Nie przeszkadzala mu zana poza jedna. Na niej właśnie spoczeła teraz dłoń Ver. Rozległa blizna na łopatce i boku po ogniu. Pofaudowana, nierówna skóra, która w dotyku nie była nieprzyjemna. Chirurg na prawdę długo męczył się by nadać bliźnie taki wygląd. Wygładałaby gorzej, gdyby nie to nie odważyłby się spojrzać w lustro. Ale mimo to był zadowolony, że nie odskoczyła, nie skomentowała, nie zabrała ręki. Pozwolił jej obejrzeć się bez koszuli i znów ją pociągnął bliżej.
    - bierzesz tabletki?
    Głupie pytanie, ale mimo wszystko strategiczne.

    OdpowiedzUsuń
  73. Spojrzał jej w oczy niezupełnie rozumiejąc. Nie dał po sobie poznać, że jest zaskoczony. Właściwie chyba o tym wspominała ale uznał to za żart albo dziwną metaforę. Nie lubił być tym pierwszym. To zawsze utrudniało bardzo wiele. Przesunął dłonie niżej i zacisnął je na jej pośladkach, podnosząc ją nieco i przysuwając, tak by przylgnęła do niego cała.
    - Cóż... poradzimy sobie...
    Nie czekał aż go rozbierze. Na początku takie rzeczy nie były do końca oczywiste, a wiele kobiet się po prostu wstydziło.
    Pozbył się tylko spodni, butów i skarpet. Potem zsunął z niej szlafrok. Nie sprzeciwiał się więc obejrzał jeszcze dokładniej jej ciało. Podobała mu się bo nie była idealna. Znów ją pryciągnął i pocałował. Oplotła go nogami jak mała małpka a on bez problemu przeniósł ją do sypialni i dość mało delikatnie rzucił na łóżko. Sprawdzał jej reakcje, badał ciało, każdy element po koleji. Podszczypywał zębami i wargami sutki i skórę wokół nich. Czuł jej palce we włosach i na plecach. Przesunął się nieco niżej by łatwiej wsunąć palce między je nogi. Zacisnęła uda na jego dłoni, kiedy zaczął bawić się łechtaczką, co było całkiem proste  dzięki sporej już wilgoci.
    - ej, złamkesz mi ręke - zśmiał się, nie przestając jej pieścić choć teraz nie było to takie proste.

    OdpowiedzUsuń
  74. Spojrzał na nią.
    - Nie rób mi tu wykładu o biologii, ok? Poza tym, coś mi sie wydawało że wpominałaś, że jesteś dziewicą, więc skąd wiesz, że ci się nie spodoba z kondomem? Z resztą ja i tak zakładam go dopiero później. Więc bądź tak łaskawa i mnie nie pouczaj.
    Fuknął, ale zaraz uśmiechnął się i przesunął znów na górę, patrząc jej teraz w oczy.
    - Mogę nie używać kondoma. Ale jak zajdziesz w ciążę wywiesze wielki transparent z napisem "A nie mówiłem".
    Znów się kłócili, choć nie, to raczej była wymiana zdań, która w takim momencie zupełnie nie pasowała i raczej przeszkadzała. Ale tyle mogli mieć. Pochylił się i znów ją pocałował, by już nie gadała. Palcami znów znalazł się w odpowiednim miejscu. Teraz tylko przyjemność była ważna.

    OdpowiedzUsuń
  75. Może powinien ufać albo po prostu postawić na swoim, ale teraz na prawdę nie miał ochoty na myślenie o tym co się stanie później. Pieścił ją dopóki nie poczuł wilgoci na palcach. Teraz nie obawiał się tego, że będziemusiał zniknąć. Nikt nie powiedziałby złego słowa, gdyby ona zniknęła wraz z nim. Pewnie nikt nie zwróciłby na to uwagi. W końcu i tak szykował mu się urlop, Odwrał się od niej na chwilę.
    - Nie chciałabyś może popracować w wywiadzie?
    Nie uważał tego za żart. Ale nie mógł zapomniec o tym, jak przejrzała labirynt. Mogłaby sama je tworzyć, może nawet dla niego. Chroniłaby go i innych, nie wychodząc nawet z domu, a jej tożsamość i tak pozostanie tajemnicą.
    - Pracowałabyś ze mną... taka bliska współpraca...

    [chcesz opis seksu? Nie każdy lubi, więc jak będziesz chciała można to pominąć ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  76. - Nie... To byłaby miła współpraca... - zamruczał jej do ucha, ładując palce nieco niżej. Jeszcze chwilę się z nią drażnił, bo tak na prawdę to lubił. Mógł odciągnąc się od wielu rzeczy, którymi się trapił.
    Podniósł się na chwilę, zdejmując z siebie bieliznę. Jeszcze nie był gotowy tak jakby sobie tego życzył. Ujął jej dłoń i położył na swoim członku.
    - Pomęcz się trochę. Nie będe całej roboty odwalał sam.
    Uśmiechnął się, widząc jej minę. Zdał sobie sprawę z tego, że ją lubił. Te wykrzywienie ust, rumieniec na twarzy, kształt szczęki, nosa i kolor oczu. Znów ją pocałował, bo powstrzymać się było trudno. Znalazł palcami jej płeć i wsunął je nieco.

    OdpowiedzUsuń
  77. Zgodnie z instrukcją, jaką kiedyś usłyszał od kolegi, a którą później wypróbowywał kilka razy z powodzeniem, wsunął jej pod biodra poduszkę. To dużo ułatwiało mimo wszystko, choc większość facetów tego nie robiła. Rozsunął bardziej jej nogi i ułożył się między nimi. Teraz na prawdę nie miał ochoty na droczenia. Przesunął główką penisa po jej płci, by po chwili zacząć się powoli wsuwać. Była niezwykle gorąca, o wilgoci już nie wspominając. Sapnął, kiedy udało mu się w końcu wsunąć dalej i opór ustąpił zupełnie.

    OdpowiedzUsuń
  78. poczuł że to polubi i pewnie nie raz jeszcze będzie się z nią tarzał po łóżku i różnych innych meblach czy powierzchniach. Zacisnął moencij szczęki by dać jej ten czas. Jego ciało chciału zupełnie czegoś innego. Poczuł ogromną ulgę przy pierwszym ruchu i kolejnym i następnych. Narzucił dość szybkie tempo ale zmieniał je co jakiś czas, tak jak lubił. To że przyjmowała go bez oporu i jednocześnie była ciasna było niezwykle przyjemne i w pewien sposób motywujące. Brał ją tak jak akurat mu się podobało. Chciała go, same jej reakcje o tym mówiły.
    Potem nie prostestowała, kiedy przekręcił ją na brzuch i brał od tyłu. Klepknął ją przy tym kilka razy w posladek.

    OdpowiedzUsuń
  79. Reszta już poszła szybko. Przytrzymywał jej bidra by mu nie uciekała. Dostała przy tym ze dwa klapsy. Mocny skurcz i przeciągły jęk wyrażnie dały do zrosumienia że dochodzi. Zacisnęła się na nim tak mocno, że sam prawie doszedł. Olał kondomy. Teraz to była ostatnia rzecz o której mógł mysleć. Doszedł chwilę po niej, ale jeszcze przed dłuższą chwilę nie wysuwał się. Uspokajał oddech i ogromną ochotę by zostać tak jeszcze dłużej.
    Przekręcił ją znów na plecy bo móc na nią spojrzeć. Wyglądała ślicznie. Pochylił się i pocałował ją jeszcze.
    - Widzisz co zrobiłaś? Przez ciebie cały czas mi stoi

    OdpowiedzUsuń
  80. - Ja zawsze jestem w formie. No, chyba ze akurat mnie zszywają albo śpie.
    Objął ją iprzytulił do siebie. Właścwie nie wiedział po co. Zwykle tak nie robił. Po prostu leżał obok, a to czy kobieta się przytualał czy nie to była jej własna sprawa i inicjatywa. Nie należał do czułych facetów, którzy bez dotyku, buziaczków i czułostek, nie mogli wytrzymać nawt kilku minut. Pozwolił jej się na sobie położyć. Nie była ciężka. Patrzył w sufit i zastaniwął się nad jutrem. Bojakies jutro musiało w końcu przyjść.
    - Jak się obudzisz jutro i mnie nie będzie, nie panikuj. Może będę im potrzebny gdzieś w terenie.

    OdpowiedzUsuń
  81. - Nie mów do mnie jak do dziecka.
    Przymknął powieki, ale odziwo nie był zmęczony. Przeszkadzał mu brak informacji, trzepot uwięzionego w sercu ptaka i kłębiące się w głowie myśli. Pogłaskał ją lekko po plecach. Nawet odpowiadało mu to, że trafił na kogoś, przed kim nie musi się wstydzić blizn. Jego ciało zwykle źle sie goiło, przez co blizny było bardziej widać.
    - Spij. Zobaczy się jak będzie jutro...

    Wstał dopiero kiedy usłyszał i poczuł jej spokojny równy oddech. Umył się i ubrał. nie chciał jej budzić nie widział takiej potrzeby. Zgasił wszystkie światła. Otworzył okno i zapalił. Czuł na nagiej klatce piersiowej chłód nocnego powietrza. W końcu nie wytrzymał i sam zadzwonił. Sprawa wyglądała nieźle. Agenci właśnie wchodzili do firmy i zabezpieczali serwery. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden drobny szczegół. Ojciec Vei zwiał, kiedy nadarzyła się okazja. Szukali go, ale wątpili że znajdą szybko i bez boleśnie. Szukali też Vei, ale w prost powiedział, że jest u niego. Nie było co kręcić i tak by się dowiedzieli.
    Usiadł przy stole kuchni i przesiedział tak aż do rana. Włączył ekspres i zaparzył sobie kawy. Mocnej i słodiej kawy bez mleka.

    OdpowiedzUsuń
  82. - Dzień dobry.
    Przetarł oczy dłońmi.
    - Nie, ja dzwoniłem. Wszystko poszło nieźle. Choć moim zdaniem mogło być lepiej. Nie dopilnowali kilku... szczegółów. Weszli do firmy. Chcą z tobą rozmaiwać. Tyle na razie. Chcesz kawy?
    Uśmiechnął się lekko, widząc jaj strój. Postawił obie stopu na ziemi i poklepał się po udzie, dając jej znak by usiadła. Zrobiła to, a on przytulił ją do siebie.
    - Pewnie za tydzień albo dwa dopiero się pojawie u ciebie. Znajdę cie, o to się nie martw.

    OdpowiedzUsuń
  83. Westchnął tylko.
    - Nie jesteśmy dzićmi w piaskownicy. W agencji pracują ludzie, którzy na prawdę znają się na rzeczy.
    Sięgnął po swój kubek i napił się chłodnawej juz kawy.
    - Załatwisz na spokojnie wszystko z odpowiednimi ludźmi. Trochę cie podręczą, nieprzecze... Zaproponuj im swoje usługi, może będą chcieli cie wypróbować. Ja muszę zniknąć na jakiś czas... Może uda mi się zadzwonić, ale nie obiecuje. Jeśli nie ukryją cie gdzieś w bunkrze to za najdalej dwa tygodnie, będe z powrotem.

    OdpowiedzUsuń
  84. - Nie mogłabyś. Nie dopuściliby cie nawet w pobliże komputerów. Vea, zrozum w końcu że to poważna sprawa. Jesteś wciąz podejrzaną, wiesz o tym? Nie mogłabyś zrobić nic. Podejrzewam nawet że nie mogłabyś zadzwonić nigdzie ze swojego telefonu, albo mogłabyś ale rozmowa byłaby nagrywana i podsłuchiwana. Nie obraź się, ale są ludzie którzy lepiej się na tym znają i sobie świetnie radzą. Więc przestań udawać że wiesz wszysko najlepiej.
    Zsunął ją powoli ze swoich kolan i wstał. POdszedł do szafy i wybrał ubranie na dziś. Zapiął szelki z kaburą na boku i sprawdził czy magazynek jest pełny. Spojrzał na swoje oblicze w lustrze. Nie wyglądał najlepiej, ale nieprzespana noc zawsze dawała obiawy, nawet u kogoś tak zahartowanego jak on.
    - Muszę iść. Czekałem w sumie aż wstaniesz. - uśmiechnął się do niej lekko, ale całkiem ładnie. - Jak będziesz już gotowa na rozmowę, to wyjdź po prostu. Będą czekać.
    Podszedł do niej i poprawił jej włosy, zagarniając je za ucho.
    - Do zobaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  85. Pokręcił głową, już samemu nie wiedząc co robić.
    - Mogę wcale nie przyjeżdżać jak tak bardzo chcesz. - mruknął. Zapiął kurtkę i wyszedł. Teraz zaczynała się trudniejsza część pracy. Odpowiednie osoby zabrały z mieszkania wszystko. Jego ubrania, laptopa, broń, wszelkie elektorniczne urządzenia i zostawili jest w stanie jakim był na początk, kiedy Lex się wprowadził. Nawet żółwia przenieśli do transporterka i razem z resztą przesłali do nowej kwatery.
    Nie odiwedział firmy, by przypadkiem ktoś się nie domyślał czym się zajmował. Sprawdził natomiast miejsce transakcji. Jednak ciężka praca się opłaciła. Porozmawiał z szefem o Vei i o tym jak mu pomogła, bo pomogła mimo wszystko. Nie bawił się w szczegóły dotyczące tego jak go przejrzała, postanowił że załatwi to sam z programatorem, jak nazywali informatyków, tworzących labirynty.
    Następnego dnia już nie było go w mieście. pisywał raporty nawet na pokładzie helikoptera wojskowego. chciał się z ym jak najszybciej uporać. Podpytał parę osób co z Veą, ale dowiedział się tylko tyle, że jest przesłuchiwana i na razie nie ma nic konkretnego. Jej matka też jest teraz maglowana przez speców w tej dziedzinie. Samego Alexandra, drażnił fakt że nie złapali ojca i szefa finansowego całej organizacji. zablokowali co prawda wszystki zagraniczne konta które posiadał, ale wątpił by wiedzieli o wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  86. Wcale nie minął tydzień ani dwa, jak przewidywał. Dwoje lokum otrzymała dopiero po prawie trzech tygodniach. Zał procedury na tyle, by wiedzieć że czas nie jest przez większość jego kolegów po fachu czymś mierzalnym i liczonym z dniach czy godzinach. Czas po prostu był. Odczekał jeszcze jeden dzien dla pewności, po otrzymaniu raportów na biurko. miał swoje biurko. Otrzymał je, kiedy postanowił trochę zmienić styl pracy. Mimo to, wciąż był jednym z wazniejszych osób w poprzednim śledztwie. Adres Vei otrzymał bez zbędnych pytań. Mieszkała teraz w jednym z nieduzych domów na bezpiecznym osiedlu. Jej ojciec został uznzny za zmarłego, więc teraz połowa wszystkiego co miał należało do niej, gdyby nie mały szczegół że większość nie należała do niego.
    Długo zastanawiał się co kupić. Może kwiaty? Wino? Ciasto? Zdecydował się jednak na nieduzy bukiecik niebieskich kwiatków. Był najbaepieczniejszy, w razie gdyby chciała nim w niego rzucić. Butelka wina, ciasto czy bukiet róż z kolcami, były bardziej zabójcze. Nie stroił się speclajnie. Założył to w czym zwykle czuł się dobrze. Koszulka, kurtka i ciemne spodnie. Zaparkował trochę dalej i przeszedł kawałek do jej domu. Zadzwonił i czekał aż mu łaskawie otworzy. O ile otworzy.

    OdpowiedzUsuń
  87. [ Phy, no wiesz? Taka brutalność, a on do niej specjalnie przyjechał? No typowe dla kobietek...]

    - Dzień dobry. Mam coś na twarzy że tak mi się przyglądasz?
    Wsunął się do środka i zamknął za dobą drzwi, by nie zwracać na siebie za bardzo uwagi sąsiadów. Uśmiechnął się go niej. Wręczył, a właściwie wcisnął jej w dłoń kwiaty, bo była tak zesztywniała że wątpił by sama się domyśliła że ma je wziąć.
    - Zeszło trochę dłużej niż przewidywałem, więc przepraszam że musiałaś czekać. Chcesz pizze?
    Stał chwilę milcząc. spodziewał się trochę innej reakcji. Choć może nie powinien, w końcu wcale nie pożegnała się z nim tak jaby chciała go jeszcze kiedyś zobaczyć.
    - Hej, Vea... Żyjesz w ogóle?

    OdpowiedzUsuń
  88. Teraz to on stał skamieniały. Policzek go bolał i pulsował nieprzyjemnym ciepłem. Ale w końcy był facetem. Nie przyłożył nawet do niego dłoni. Patrzył ze zdziwieniem jak biegnie do łazienki. podniósł z podłogi kwiatki i położył je na stole. Właściwie wahał sie czy nie wyjść, ale skorok już przyszedł to wolałby powidziała mu w prost że ma się wynosić. Na razie poczeka.
    Usiadł w fotelu w saloniku i czekał. Obejrzał sobie przy okazji ulotkę z pizzą, którą znalazł w skrzynce jednej z mijanych posesji.

    OdpowiedzUsuń
  89. [ Spoko XD Zdarza się ]

    Wybrał pizze. Oczywiście z mięsem. Już miał dzwonić kiedy się wyłoniła z morcznego miejsca które przenosi do innej czasoprzestrzeni. Zmarszczył brwi.
    - To nie jest najlepsze powitanie jakie w życiu słyszałem... Wiesz, jak jednak ci przeszło i mam spierdalać to wystarczy powiedzieć. - wzruszył lekko ramionami. Właściwie miał nadzieje, że po prostu się ucieszy. No ale to była Vea, nic nie było oczywiste. Przyglądał się jej, czekając na jakieś reakcje. Nie był specjalistą od damskich "tych dni". Dla niego spózniony okres byl równoznaczy z ciążą, ale przecież sama zapweniała, że mogą.

    OdpowiedzUsuń
  90. - Czego się spodziewałem? Czegoś w stylu "nawet trochę tęskniłam", "cieszę się że cie widzę" w ostateczności "to wszystko twoja wina, wynoś się i nigdy nie wracaj".
    Podniósł się z miejsca. Właściwie to raczej nie do końca wiedział jak się zachować.
    - Powiedziałem, ze zadzwonie jak będę mógł. Nie mogłem. I jestem człowiekiem, który nic nie robi na siłę. - wciąż się jej przyglądał. Wyglądała inaczej, ale domyślał się że wiele przeszła przy tej sprawie.
    - Nie mam siły na takie zabawy i przepychanki. Nie myśl sobie że tylko ty jesteś zmęczona i pokrzywdzona w tym wszystkim. Powiedz mi jasno, bo zaczyna być to męczące. Mam sobie iść i nie pokazywać ci się na oczy czy zostać i z zaciśniętymi zębami, znosić twoje fochy, dopóki ci nie przejdzie? - pokręcił leko głową. - Vea, no kurwa mać. Mnie to nie bawi.

    OdpowiedzUsuń
  91. Westchnął i przetarł dłońmi twarz.
    - W ogóle nie rozumiesz mojej sytuacji. Z resztą wątpiłem że zrozumiesz bo przecież nic nie wiesz o mojej pracy. Po każdym takim zadaniu mam obowiązek robić wiele rzeczy, które długo trwają. Gdybyś była moją żoną, albo choćby narzeczoną, pewnie nie byłoby tak wielkiego problemu. Mam procedury, których muszę przestrzegać i nawet gdybym chciał, nie mógłbym się do ciebie zlizyć, bo każdy mój telefon, wizyta czy cokolwiek, wydłużyłoby śledztwo i zapewne wiele zmieniło. TO nie jest tak, że myślę tylko o sobie, bo chciałem pojawić się wcześniej. Tylko teraz mam wrażenie, ze to było bez sensu. Nie będę kłamał. Nie kocham cie. Ale mógłbym pokochać i na prawdę tego chciałem, tego chce. Nie jestem policjantem, prawnikiem, lekarzem czy innym normalnym człowiekiem. Doskonale o tym wiesz. Nic nie jest łatwe, poza powiedzeniem. Bo mówić może każdy ale kiedy trzeba to zrobić to pojawia sie problem. Ale jak chcesz... Nie będe cie prosił, błagał ani skakał wokół ciebie tylko dlatego, ze mnie nie akceptujesz.

    OdpowiedzUsuń
  92. - Chciałem. Ale teraz już nie jestem pewien czy przyjazd tu miał w ogóle jakiś sens. Chociaż pewnie powinienem się tego spodziewać... W końcu to takie normalne.
    Przeszedł się po pokoju, oglądając go w miarę dokłądnie. Szukał czegoś co przypomniałoby mu podsłuch albo inny element, który byłby podejrzany. Sam nie raz je zakładał więc wiedział czego szuka.
    - Z resztą co z tego, że ja chce spróbować, skoro ty tego nie chcesz? Nie będę się męczył, bo ty chcesz mnie ukarać za niewiadomo co.

    OdpowiedzUsuń
  93. - Po twojej reakcji już sam nie wiem czego chce. Nawet nie próbujesz mnie przekonać że sama tego chcesz. Nie próbujesz mnie przekonać bym został, bym nabrał pewności. Co mi to da że ja chce, skoro od ciebie nie mogę na nic liczyć? Na wsparcie, pomoc, cokolwiek... Będziesz tak sobie siedziała i patrzyła, bo ty jesteś tak bardzo pokrzywdzona. Ja się nie staram? Przyniosłem ci jebane kwiatki. Nawet kurwa, bilety na samolot zarezerwowałem. Wiesz, fajnie że chcesz wyrzucić z siebie co cie boli, ale dlaczego teraz? Nie widzieliśmy się od miesiąca, a ty pierwsze co robisz to dajesz mi w gębę i mówisz jakim to palantem jestem. Za każdym razem tak będzie? Jak będe przychodził z pracy po tygodniu czy dwóch?

    OdpowiedzUsuń
  94. - Duży biały, z czterema silnikami na dwóch skrzydłach. Dostałem urlop na cały miesiąc. Zaległy od jakichś trzech lat.
    Przyglądał się jej. Właściwie nie usłyszał od niej żadnego miłego słowa. Wiedział że była zmęczona, on też był. Kiepsko sypiał i czasem nie mógł prowadzić spokojnie samochodu. Rambo natomiast otrzymał towarzystwo w postaci żółwicy. Lex nie miał pojęcia czy z tego będą małe żółwie, bo nei znał się na ich tradycjach godowo-rozmnażających. Wzruszył lekko ramionami, krzywiąc się od razu. Wsunął dłon podkoszulkę i dotknął szwów. Strasznie swędziały. Zawsze tak było po kilku dniach. Musiał je zdjąć sam, bo czekanie do firmowego lekarza trwało kilka godzin a jemu się po prostu nie chciało czekać.
    - Masz nożyczki?

    OdpowiedzUsuń
  95. - Czyli nie interesuje cie jaki samolot tylko gdzie leci? Leci do Włoch. Troche cieplejszy klimat się przyda.
    Wziął nożyczki. Zdjął kurtkę, podciągnął koszulkę i przyjrzał się zszytej szramie na boku. Ujął odpowiednio nożyczki i zaczął powoli rozcinać niteczki w mocnym, niebieskim kolorze.
    - W sumie raczej w porządku. Tylko ostatnio robie się troche zbyt wolny. Więc dostałem mieszkanie na jakiś czas. Jakbyś chciała to możesz tam ze mną pomieszkać

    OdpowiedzUsuń
  96. - Włochy są za darmo. - uśmiechnął się jeszcze. Sam znał trochę ten język, chociaż nie na tyle by uznac to za biegłe. Rozebrał się, krzywiąc się nieco kiedy skóra się naciągnęła. Uniósł jedno ramię i podał jej nozyczki.
    - Rozcinaj. Tylko nie oderżnij mi jakiegoś przydatnego kawałka. Nie zaeragowałem wystarczająco szybko na wyciągany nóż. Dlatego dostałem urlop. Mam wrócić z kondycją albo usadzą mnie przy biurku i będe klikał sobie enter do końca życia. - zamilkł na chwilę, kiedy zaczęła przecinać niteczki. - To jedziesz?

    OdpowiedzUsuń
  97. Przycisnął dłonią jaj dłoń do swojego poloczka.
    - W takim razie, pakuj to co najważniejsze. Reszte kupi się na miejscu. Ja już się spakowałem. Jutro wylatujemy.
    Nadal mu się podobała, mimo widocznego zmęczenia i lekkiego zaniedbania. Objął ją w talii i przyciągnął bliżej do siebie.
    - W niebieskiej sukience byłoby ci bardzo ładnie.
    Uśmiechnął się i pocaławał ją lekko.

    OdpowiedzUsuń
  98. - Nie widziałem. Ale marzysz mi się w niebieskiej sukience i pończochach. Takie tam...
    Uśmiechnął się szeroko. Zaczął badać jej szyję i ramiona, bo w końcu wiele się mogło zmienić. Podciągnął ją wyżej i przerzucił sobie przez ramię. Klepnął ją w tyłek.
    - W sumie mam dużo sił chyba jeszcze. Ciebie to mogę jeszcze ponosić, choć schudłaś. Taka koścista nie możesz być bo jeszcze sobie krzywdę zrobię. Tyłka też nie masz prawie wcale... Nadrobimy to. Ja będę ćwiczył a razem będziemy żywić się czekoladą i bitą śmietaną. Tam we włoszech dużo lodów sprzedają. Damy radę.
    Zasiadał na kanapie i posadził ją sobie na kolanach.
    - Wróć z tą moją Veą. Nie chce tej marudnej dziewuszki.

    OdpowiedzUsuń
  99. - Pozwól że cycki sam ocenie. Wam nie można ufac w tych sprawach.
    Poprawił sobie ją, by nie ugniatała go w krocze. Odzwyskiwała kolory. Teraz już nie wydawała się dwuwymiarowa. Poprawił jej nieco włosy, by nie opadały mu na twarz. Znów ją pocałował, tym razem dłużej i mocniej.
    - Ah, jeszcze sprawa... Mogę przenocować? Mogę spać na kanapie, wszystko mi jedno. Samolot się opóźnił i będzie startował dopiero jutro, a miał dziś w nocy.

    OdpowiedzUsuń
  100. - A czym zasłużyłem na taki zaszczyt?
    Przesuwał powoli palcami po jej odsłoniętej skórze. Czuł na niej lekką gęsią skórkę pod dotykiem. Znów ją do siebie przyciągnął. Była gorąca i przyjemnie miękka.
    - Moge policzyć ci wszystkie żebra. Tak się teraz zastanawiam... Może jednak nie będę spał na kanapie... Wiesz, korci mnie by znów przerzucić sobie twoje ciałko przez ramię i tym razem zanieść do sypialni. Co ty na to?
    Kolejny pocałunek był jeszcze dłuższy i jeszcze przyjemniejszy.

    OdpowiedzUsuń
  101. Zmarszczył brwi.
    - Ty z tym potomkiem to tak na poważnie? Byłaś u lekarza czy coś? No nie zabezpieczyliśmy się właściwie ale tak od razu to lekka przesada by była, nie?
    Nieco się zmartwił właściwie. Oparł głową o oparcie fotela i przez chwilę patrzył w sufit. Poprawił ją sobie na kolanach i uśmiechnął się.
    - Tęskniłem za tobą Tak mi się zdaje. Nie każdy potrafi mnie tak denerwować jak ty.
    Przygarnął ją mocniej ramieniem. Miała zimne dłonie. Czuł je dokładnie, przesuwające sie po skórze.
    - Nie mogę za bardzo mówić ci o pracy. Wolę nei robić ci dodatkowych problemów. Byłem w Argentynie. Zajmowałem się tą sprawą do końca. Wiele osób się przestraszyło i zaczęło w panice opuszczać swoje domy. Wybrali Argentyne, bo tu są tajne banki. Czekaliśmy na nich. Nie pojawili się wszyscy z listy, ale i tak połów był zacny

    OdpowiedzUsuń
  102. - Nie. To również jest część, która się nie powiodła. Ktoś go ukrył i to całkiem nieźle. Sprawdzałem tez przy okazji czy przypadkiem nie wpisali go na listę świadków koronnych, chronionych przez nas, ale jak na razie brak informacji. Zwłaszcza, że oficjalnie jestem na urlopie, więc idzie to jeszcze ciężej. Informacje tego typu nie są trzymane w serwerach i sprawdza się je ręcznie.
    Złapał jąmocno, tak że uwiesiła się go jak mała małpka, czy koala, zależy od gustu.
    - Głodny jestem. Chcesz tą pizze?
    Przeszedł z nią pare kroków by sięgną ulotkę i swój telefon.
    - A tak w ogóle, to rozmawiałem z pewnymi osobami idnośnie pracy dla ciebie, jakbys chciała oczywiście. Całkiem miła i przyjemna... no i nie trzeba siedzieć cały czas w biurze, bo załatwiać to można z każdego miasca na świecie gdzie jest połączenie z satelitą. Pieniądze też są niezłe, ale trzeba właściwie w każdym momencie być gotowym do pracy, bo czasem dzieą się różne rzeczy, nie do końca spodziewane.

    OdpowiedzUsuń
  103. - Zacznijmy od tego, ze prześwietliłaś labirynt. Nawet jakby się to nie skończył tak jak sie skończyło, i tak zaproponowałbym twoje nazwisko tam gdzie trzeba. Potrzebujemy ludzi którzy potrafią drążyć. A ja czułbym się baezpieczniej, wiedząc że ty napisałaś mój nowy życiorys.
    Wybrał numer, chwilę czekał na połączenie i zamówił pizze z dostawą.
    - Żadne moje dane nie są przwdziwe tak na prawdę. Poza imieniem. Na prawdę jestem Alexander, pisane przez 'X'. Urodziny mam chyba 26 maja. Ogólnie to jestem sierotą, więc przytwierdzanie ma różnych nazwisk i osobowości jest względnie proste.

    OdpowiedzUsuń
  104. - Wszystko zależy od tego, jaką rolę mam przybrać. Raz jestem analitykiem finansowym, innym razem handlowcem, projktantem wnętrz, księdzem czy kim tam jeszcze. Zwykle nie ja decyduje kim mam się stać, ale muszę wiedzieć to trochę wczesniej by się przyotować i nauczyć roli. Kucharzem jeszcze nie byłem... Chyba nie chcieli nikogo otruć.
    Uśmiechnął się.
    - Zamówiłem ze wszystkim poza ananasa i innych owoców, łącznie z owocami morza. Nie umiem gotować, jem co lubie i tyle. POtem i tak to spalam, bo sporo ćwiczę.

    OdpowiedzUsuń
  105. - Dwa razy. Nie jestem wierzący, więc miałem pewną trudność z wygłaszaniem kazań. Gadałem od rzeczy ale chyba się poobało.
    Kiedy przyszła pizza na nogach jej dostawcy, zpałacił i otworzył pudło, kładąc je na stole. Nie przejmował sie czymś tak błahym jak talerze czy sztućce.
    - Zastanów sie odnsnie tej pracy. Nie musisz sie spieszyć, ale wydaje mi się, ze to akurat coś dla ciebie... no i nikt nie będzie się czepiał, że jestesmy razem. To też duży plus.

    OdpowiedzUsuń
  106. - Bez przesady, nie jestem jakimś zakonikiem czy coś. PO prostu moja praca wymaga dyskrecji i tajemnic. Czasem ciężko życ z kimś z kim nie można się podzielić niekórymi rzeczami, kto jest wścibski, ciekawski albo ma pretensje odnośnie pracy. Często przełożeni wymagają od pratnerów testów psychologicznych przysięg dyskrecji i takich tam a to zwykle niestety niszczy takie związki. Znam wielu agentów, którzy zostali postrzeleni przez swoje dziewczyny... - skrzywił się nieco i pokręcił głową. - A gdybys pracowała w firmie, nikt nie powiedziałby złego słowa.

    OdpowiedzUsuń
  107. - Czemu ty się tak od razu irytujesz? - spytał w westchnieniem. - Przedstawiam ci sprawę tak jak to wygląda pod względm procedur, które mnie obowiązują, a ty na mnie naskakujesz jakby to ode mnie zależało. Uspokój sie w końcu. Jak nie akceprujesz mojej pracy to od razu dajmy sobie spokój, bo będziemy się tylko męczyć przez ten miesiąc. Ty nic nie musisz. To ja muszę, a jeśli będziesz mi to utrudniać to się nie dogadamy wcale. Ale wiesz, jak cie tak teraz słucham, to odechciewa mi się gdziekolwiek jechać. Przyślą ci pierwszy test, czy nakażą mnie go przeprowadzić i zrobisz awanturę bo tobie się nie podoba. Taki masz na prawdę wybór. Albo być ze mną i w pewnym sensie dostosować się do wymogów, które mam, albo się nie dostosujesz wcale i nie mamy o czym rozmawiać. Przecież ci tłumacze, że nie jestem listonoszem, policjantem czy strażakiem... I nikogo nie obchodzi to czy ja ci ufam. To system musi ci zaufać.

    OdpowiedzUsuń
  108. - Mam za dobą już kilka związków, które przysporzyły więcej kłopotów niż radości. Pomijając to, że jedna z nich dość szybko postanowiła ugrać coś na tym związku i trochę zarobić po tej przeciwnej stronie. Mam z tym złe doświadczenia i na prawdę wolę uniknąć sytuacji, w której będę musiał cie zastrzelić. Bo tamto właśnie tak się skończyło. Więc powiedz mi o swich wątpliwościach, bo jak na razie to nie to słyszę tylko pretensje że śmiałem zaproponować ci stanowisko. I nie traktuj mnie jak kretyna. Jestem zmęczony. Tak totalnie zmęczony...

    OdpowiedzUsuń
  109. - Nie miałaś wystarczająco dużo czasu na przemyślenia? - westchnął. - Przecież wiedziałaś, że przyjadę. Jakbym nie przyjechał, bo bym przesłał przez pośrednika mój akt zgonu. Kwiatki na grobie zawsze mile widziane. - uśmiechnął się lekko. - Staram się bo mi zależy. Ale drażni mnie to, ze ledwo przyjechałem a ty już chcesz wiedzieć wszystko o wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  110. Pokręcił lekko głową i podniół się, zostawiając w pudełku swoj nie do końca zjedzony kawaek pizzy. Stanął za nią i objął ją w talii. Miał wrażenie, że oboje zupełnie inaczej odczuwają temperaturę. Jemu było ciepło, choć nie miał koszulki i całkiem niedawno wrócił z ciepłego kraju. Ona była chłodna. Wydawała się nawet drżeć lekko, choć nie wiedział czy to z zimna czy zdenerwowania. Pocałował ją w kark i przytulił do siebie.
    - Przeprasza, Vea. Jestem zdenerwowany i zmęczony. Jutro będzie lepiej, zobaczysz.

    OdpowiedzUsuń
  111. - Śpij, obudzę cie jutro.
    Kiedy został sam, zjadł całą pizze, bo w końcu nie mogła się zmarnować. Dopero widząc puste pudełko, zastanowił się gdzie mu się to zmieściło. Pogładził się po brzuchu, chwaląc swój żołądek za pojemność i wytrwałość. Najciszej jak móg, wziął prysznic. Przysnął na fotelu, zostawiając właczone powiadomienie w telefonie. Dochodziła 4 kiedy się obudził. Słońca jeszcze nie było i wszedzie było ciemno. Włożył koszulkę i kurtkę. Wyszedł przed dom zapalić, by nie miała pretensji o zapach tytoniu w domu. Potem poszedł ją obudzić. Mieli szczęście uniknąć odparwy, więc musieli tylko wsiąść do samolotu i zająć miejsce. A potem już ciepły klimat Włoch i tona lodów.

    OdpowiedzUsuń
  112. Samochód, droga, lotnisko, samolot, lot, sen na pokładzie, pobudka, lądowanie, wysiadka, spacerek, taksówka, droga, wysiadka, drzwi, klucz, drugie drzwi, drugi klucz, mieszkanie...
    Odetchnął z lugą kiedy w końcu weszli do mieszkania. Znajdowało się w zabytkowej części miejsca. Okna wychodziły na ogrody i antyczną fontennę, podświetlaną nocą. Duży salon i sypialnia. Niewiele jak na taki apartament, ale to nie było teraz ważne. Lex odłozył torbę gdzieś na bok i otworzył okna by przewietrzyć pokój, w którym jeszcze unosił się zapach żywicy i kleju do drewna. Było całkiem ładnie. Dość toporne, antyczne meble z niezwykłymi rzeźbionymi detalami idealnie paswowały do atmosfery wnętrza. Lex przeciągnął się. Wrócił po resztę, czyli przerzucił znów Veę przez ramię i posadził sobie ją na kanapie. Stała tak, jakby nie wiedziała czy w ogóle może wejść głębiej, więc postanowił jej pomóc. Stanął przed nią, opierając dłonie na biodrach.
    - Powiesz coś do mnie, czy będziesz milczeć cały dzień?

    OdpowiedzUsuń
  113. - Mógłbym... - westchnął, jakby strapiony. - Ale nie chce. - uśmiechnął się szeroko. - Muszę ćwiczyć, zapomniałaś? A poza tym, fajnie się ciebie nosi... Mogę śmiało powiedzieć że z tobą na rękach czy na ramieniu, czuję się bardziej męsko.
    Wyszczerzył się i zanim to skomentowała, pocałował ją. Brkowało mu tego.
    - Nie bocz się już. Teraz już chyba wiele rzeczy będzie inaczej... Zastanawiam sie czy wytrzymasz tak ze mną przez cały dzień i całą noc... Wiesz, że mam trudności z utzymaniem rąk przy sobie...

    OdpowiedzUsuń
  114. - chciałem dać ci ostatnią noc spokoju. Teraz będziesz spała ze mną. Przynajmniej przez ten miesiąc. A poza tym... - zaczął badać wargami jej szyję. - ... nie dałbym ci spać. W końcu nie miałaś stanika i nie musiałbym się męczyć z tym strasznym zapięciem.
    Przyjrzał się jej uważniej. Miał nadzieję, że ten czas jaki spędzą razem, przywróci jej trochę życia, bo jak na razie przypominała nieco zombi.
    - Tylko mi nie mów że dziś też sie źle czujesz... albo ten najgorszy tekst na świecie, ze cie głowa boli.

    OdpowiedzUsuń
  115. - Nie boli? A to ciekawe... - fuknął. Nie znosił tego pretekstu. Wolał już jak kobiety mówiły w prost, ze nie mają ochoty na sex. Głowa wcale nie jest potrzebna jak się chce trochę sexu.
    - Proponuje takie wyjście... dziś poznamy dogłębnie mieszkanie i zawartość lodówki, a jutro pójdziemy pozwiedzać, co?
    Usiadł prosto i posadził ją sobie na kolanach. Miał jej nie przenosić, ale jak ona w ogóle mogła czegoś takiego wymagać? To przecież był pewnego rodzaju przywilej. Mógł ją sobie nosić gdzie chciał i nie musiałaby kupować ciągle nowych butów, bo te w kórych by chodziła nie niszczyłyby się tak szybko. Tak, to dobra perspektywa.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Nie rozkazuj mi... Ale tu w sumie gorąco jest.
    Pozbył się koszulki i pozbył się jej wierzchniego odzienia.
    - Jakoś tak lepiej, nie?
    Pocałunek był długi i rozkoszny. Oboje się bawili bo mieli czas i ochotę. Przynajmniej dopóki, którą nie zadzwonił do drzwi. Lex spojrzał w tamtym kierunku, wyciągnął broń zza paska i wycelował w drzwi.
    - Mam gdzieś kto to. Nauczy się nie przyłazić kiedy nie trzeba. - mruknął. Dopiero kiedy natręt zadzwonił po raz trzeci i zaczął walić w drzwi, Lex łaskawie się podniósł. Poczłapał i otrzył je zamaszystym ruchem. Za nimi stał niewysoki facecik, sięgający Lexowi ledwo do pasa.
    - Długo coś. Mam nadzieję, ze nie przeszkadzam... - powiedział spokojnie i wepchnął się do środka, przechodząc pod ramieniem Lexa. SPojrzał na Veę i zmrużył i tak wiecznie zmrużone oczy.
    - Dzień dobry, dzień dobry. - przywitał się i usiadł na kanapie. Agent westchnął, założył koszulkę i usiadł obok Vei.
    - Stało się coś? Mam urlop... więc... jakby to powiedzieć... Idź sobie.
    - Ej, gówniarzu! Nie tym tonem! Powinieneś mi dziękować ze cie z rynsztoka wyciągnąłem bo...
    - Bo inaczej kradłbyś dalej i dawał się dymać każdemu. - przerwał mu i dokończył doskonale sobie znane zdanie.
    - Właśnie! A teraz milcz i słuchaj, bo nie będę dwa razy powtarzał. Pójdziesz do Watykanu. Ty masz wejściówkę. Dla pani też mam. Całkiem ładna jesteś kochaniutka. Znajdziesz biskupa Rozzera i odbierzesz od niego przesyłkę.
    - Dlaczego ja? Mam urlop... Na pewno masz kogoś innego w mieście.
    - Nie przerywaj mi! Oczywiście, ze mam kogoś innego w mieście. Zawsze mam kogoś! Ale oni sie zajmują czymś innym. Poza tym, daje wam możliwość zwierzenia Watykanu i jego kościołów, co nie jest dostępne dla zwykłuch turystów. Więc nie marudź. Aha, ci z gwardii szwajcarskiej mają nie zauważyć niczego. Cały czasu szukają kreta u siebie.
    - Super. - mruknął Lex. To było jak koszmar. Przetarł dłońmi oczy. - Coś jeszcze?
    - Nie, na razie tyle. No nie rób miny zbitego psa, bo aż mi się serce kraja. W nagrodę dam ci dwa dodatkowe dni urlopu. Niech już stracę. I masz ćwiczyć. Robisz się kluchowaty...
    Męczyzna odprowadził swoego przełożonego do drzwi, akiedy ten już sobie poszedł, zamknął wszystkie zamki przy drzwiach.
    - Nienawidzę kiedy to robi...

    OdpowiedzUsuń
  117. - To, moja śliczna, był mój szef. Właściwie jeden z szefów, ale głównie on się ze mną kontaktuje. Jakbym wiedział, że tu będzie to byśmy nie przyjechali. Ale ten dziad, się przemieszcza właściwie ciągle i zawsze. Zrobimy to co chce bo nie da nam żyć.
    Poklepał się po brzuchu.
    - Nie jest jeszcze źle... Uczepił się stary wariat. To że ostatnio się trochę zapuściłem, nie znaczy że ma mnie nazywać kluchą. Czuję si urażony...
    Zdjął znów koszulkę, prezentując się Vei z każdej strony.
    - Na prawdę wyglądam kluchowato? Tylko szczerze... Będę ryczał miesiąc poduszkę z depresją głęboką.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Po pierwsze, nie spoufalaj się z tą istotą. Po drugie, nie denerwuj mnie. Po trzecie, nawet nie przytyłem przez ten miesiąc. A po czwarte, mam nadzieję że nie rzpinasz mi spodni tylko po to by sobie na mnie popatrzeć. A jeśli chodzi o lody... to mógłbym się zadowolić ich inną wersją. No ale to już zależy od ciebie.
    Uśmiechnął się szeroko. Mimo tego, że szef, bo tak go załe życie nazywał, irytował go straszliwie, to właśnie jemu zawdzięczał to kim jest.
    - Miałem 12 lat, kiedy okradłem go i jego ochroniarzy. Zwinąłem im portfele... Żaden nie zauważył. Znaleźli mnie następnego dnia. Uciekałem im jeszcze trzy razy, ale zawsze mnie znajdowali w końcu. Nie wiem ile on ma lat ale bardzo dużo.

    OdpowiedzUsuń
  119. - Później poszedłem do szkoły. Znaczy zmuszali mnie bym chodził do szkoły. Może to zabrzmi dziwnie ale doskonale to pamiętam. Robiłem sobie zapasy prowiantu, by mieć co jeść już ucieknę. Okazało się że ten stary o tym wiedział i wyieniał mi to ukryte jedzenie na świeższe, bym się nie zatruł pleśnią. Potem była szkoła wojskowa, miałem 16 lat, kiedy po raz pierwszy poszedłem na strzelnicę i tam poznałem resztę ludzi z mojego oddziału. Potem już uczyliśmy sie razem.Potem doszedłem do wniosku, że nie uciekłem bo nie miałem czasu przygotować planu. Miałem tyle nauki i zajęć że przychodziłem do pokoju i od razu zasypiałem, by znów wstać o 6 rano i tak dzień w dzień. Z czasem było łatwiej...
    Zmarszczył lekko brwi.
    - Znawczynie męskich sprzętów się odezwała. Tyle ich w życiu widziałaś że całą skalę świata już znasz. - fuknął.

    OdpowiedzUsuń
  120. Fuknal, niemal ze zloscia.
    - Porównujesz mnie do innych swoich facetów? Zobaczymy...
    Zdjal do konca spodnie, zostajac w samych bokserkach. Zlapal ja za wlosy, przyciagajac do siebie i pocalowal mocno. Kiedy poczul ze sie oddala pocalunkowi znow przerzucil ja sobie przez ramie.
    - Nie bedziesz mi mowila co mam robic - burknal, ale teraz juz dla zartu. Wiercila sie ale to nie przeszkodzilo mu z zaniesieniu jej do sypialni i rzuceniu na lozko. Nie spodziewal sie tylko ze lozko okaze sie tak sprezyste ze odbije sie od niego i spanie na podloge
    - Ups...- zachichotal choc staral sie zachowac powage. Zaszedl z drugiej strony by ja podniesc i juz delikatniej polozyc na lozku.
    - Przetrenujemy to jeszcze

    [Wybacz moje dosc nielotne i nieczeste odpisy. Ostarnio nic mi nie wychodzi jak powinno]

    OdpowiedzUsuń
  121. - Tylko mi się tu nie obrażaj... Wydawało mi się, ze masz lepsze poczucie humoru.
    Wywrócił oczami. Przestał za nią nadążać, bo najpierw sie śmieje a potem nagle obraża niewiadomo o co. Połozył się na łóżku i zamknął oczy.
    - Nie musisz ze mną iść do Watykanu. Sam mogę to załatwić. Ale obejzenie od środka tamtejszych kościołów i katedr jest pewnym prestiżem... A poza tym to niesamowity widok. No ale wracając do głównego wątku... Jak będziesz się teraz złościć przez ten nieumyślny wypadek, to w lodówce są lody. Ja się zdrzemnę w takim wypadku. Ale jak jednak się znie złościsz... to chodź.

    OdpowiedzUsuń
  122. - Interpretujesz moje słowa tak jak chcesz... Jakbyś miała być kolejną z "moich panienek" to bym po ciebie nie wracał, nie? Nie zabierałbym cie ze sobą na urlop i udawął się że nie przejmuje tym, że porównujesz moje przyrodzenie to innych które widziałaś. Skoro mam cie nie przestawiać i się nie narzucać ci niczego, to przestanę nawet próbować pokazać ci o co mi chodzi, tylko poczekam aż się domyślisz sama. Tak dla informacji, jak facet zanosi cie do łóżka to albo chce cie zamordować albo się kochać. A zrobiłem to, bo jak mi się wydawało ty też miałaś na to ochotę.
    Usiadł na łóżku, by wstać i wrócić do pokoju po swoje spodnie. Wciągnął je na tyłek i obejrzał wejściówki.
    - Nie rozumiem cie w ogóle. Jesteś zła to to, że narzuciłem ci że wole to robić w łóżku niż na kanapie czy to, że w ogóle chciałem uprawiać sex? Czy jak ci powiem, że chce żebyśmy razem wzieli prysznic, to też tego nie zrobisz, bo ci narzucam że masz wziąc prysznic teraz i to ze mną? Co ja ci narzuciłem? Wytłumacz swojemu opóźnionemu facetowi w czym tkwi problem, poza tym że niechcesz bym niwelował twój kontakt z podłożem?

    OdpowiedzUsuń
  123. - Wydawało mi się że jednak już zauważyłaś, że nie należę do brutalów. Przynajmniej nie w życiu osobistym. - dodał to na szelki wypadek. Jakby zobaczyła jak zatłukł faceta na śmierć, to mogłaby mieć jakieś obiekcje co do tego stwierdzenia. Pokręcił lekko głową.
    - Słuchaj, gdybym chciał uległej baby, z którą mógłbym robić co chce, to bym sobie taką znalazł. Nie oszukujmy się, miałem takie i mogę mieć takich wiele. Wybrałem sobie ciebie, bo wiedziałem, że nie będzie łatwo. Dla mnie jesteś bardziej interesująca niż mogłoby się wydawać. Tylko nie wiem dlaczego od razu zakładasz, że to co chcesz zrobić w danym momencie, na pewno ci się nie spodoba

    OdpowiedzUsuń
  124. Uśmiechnął się lekko i pokręcił głową.
    - Nie chodzi o to, byś była wdzięczna czy coś w tym stylu. Chodzi tylko o to, byś doceniła to że nie traktuje cie jak każdej innej. Nie jesteś dla mnie ani ciężarem ani problemem. Gdybym umiał czytać ci w myslach pewnie nie mielibyśmy żadnych problemów.
    Wrócił do niej, bo włąściwie nie miał wielkiego wyboru. Mógł przyjść albo ubrać się i wyjść na dwór. Każda z tych opcji wydawała mu się niewłaściwa, ale wybrał tą która była lepsza. Objął ją ramieniem i przytulił do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  125. - Mówisz to troche tak, jakbyś robiła mi łaskę tym że tu jesteś. A to chyba trochę nie na tym polega.
    Już nie chciał o tym dyskutować, choć właściwie to czuł się oszukany przez to wszystko. Najpierw miał skończyć pracę po tygodniu, potem po dwóch, a jak już go łaskawie puścili na urlop, to się okazało, że pojawił się zbyt późno, by mogło być dobrze. Teraz jeszcze zadanie, które nie miał ochoty wykonywać, choc wydawało się banalnie proste. Nigdy nic nie było proste. Nawet teraz. Spojrzał na nią i pocałował ją może zbyt krótko i zbyt delikatnie.
    - Wezmę prysznic. chcesz pizze? Wiesz, Włoska to najbardziej prawdziwa

    OdpowiedzUsuń
  126. Zmrużył lekko oczy. Ta kobieta zaskakiwała go bardziej i częciej niż nie jeden przestępca, którzy w sumie działali bardzo schematycznie. Przez chwilę zaczął rozważać czy ona aby na pewno nie jest w ciąży. To mogłoby być jakieś wyjaśnienie jej reakcji, zachowania i tego że nie chce pizzy. Jak ktoś odmawia pizzy i to do tego takie stawianej przez kogoś innego, to musi być chory. No ale przynajmniej na razie, nie robil nic. Musiał dać jej czas, bo choć dla niego takie nagłe i dość szybko zawierane związki były czymś normalnym, dla niej było to czymś zupełnie nowym, bo w końcu z tego co wiedział, nikt wcześniej jej nie porywał do kraju po drugiej stronie świata, tak po niedługim czasie znajomości.

    OdpowiedzUsuń
  127. - Ja? Dopiero sama nie chciałaś... Nie za bardzo wiem jak się zachować. Zmieniasz zdanie szybciej niż się spodziewałem. - zaśmiał się. Przygarnął ją do siebie i pocałował mocno. Sam się dobrał do zapięcia stanika. Rozpięcie trochę potrwało bo z jego strony i to jedną ręką, trudno było manewrować.
    - Jesteś ciekawą kobietą. Ale coś tak czuje, że niedługo się siebie nauczymy

    OdpowiedzUsuń
  128. - ty i wystraszona? Jakoś trudno mi w to uwierzyć.
    Uśmiechnął się delikatnie ale całkiem przyjemnie. Właściwie nie miał nic przeciwko "delikatnemu" stosunkowi, choć w takowych zwykle długo trzeba było czekać na orgazm, co niekiedy było na prawdę irytujące. Ale teraz pomógł jej się rozebrać do majtek, które wyjątkowo jeszcze jej zostawił. Odsunął jej włosy do tyłu. nie rozumiał dlaczego się przed nim wstydziła. Przecież widział ją już nago i wcale nie byli pijani więc krępacja była zbędna.

    OdpowiedzUsuń
  129. - Oczywiście, że dobrze. Ze mną zawsze jedt dobrze. - poprzekomarzał się chwilę, chcąc nieco jej poprawić humor. Pochylił się nad nią, leżącą już na pościeli. Domyślał się czego oczekuje. W końu to pierwsza ich wspólna noc po tak długim czasie, zwłaszcza że wcześniej była tylko jedna. Teraz wiele rzeczy miało być innych, inaczej rozumianych czy wykonywanych. Musiał kupić drugi kask, bo już nie będzie jeździł sam. Miał tylko nadzieję, że dostanie motor a nie jakiś pedalski skuterek, bo Vea dostanie jeszcze ataku śmiechu i się udusi, widząc go, właściwie całkiem dużego faceta, na takiej popierduszce.

    OdpowiedzUsuń
  130. - Cóż, jakoś będziemy musieli sobie poradzić. W końcu jesteśmy ludźmi całkiem kreatywnymi. Nie będę się bawił w wyciąganie czy coś, bo tak nie ma zabawy.
    Nawet nie pytał czy to w ogóle jest na receptę czy nie. Z resztą teraz nie było to nawet choć troche istotne. Całował ją niespiesznie. Mieli dużo czasu. Masował ciało, piersi, uda i pośladki. Bawił się delikatną skórą na pachwinach. Badał jej ciało jeszcze raz, sprawdzając jak bardzo i gdzie się zmieniło. Była za chuda. Prawie wbijała mu się kością miedniczą w brzuch. Muszą nad tym popracować. Mniej ruchu, więcej pokarmu. On będzie ćwiczył za oboje.

    OdpowiedzUsuń
  131. - Robisz się bardzo niecierpliwa. - zamruczał, prawie szepcząc. Chociaż nie było co ukrywać że on też nie należał do cierpliwych. Od razu zajął się jej płcią. No miał być delikatny, ale to znaczyło od razu, że miał zwlekać? Najwyraźniej obojgu brakowało dotyku. Kiedy łechataczka była odłonięta i bardziej wrażliwa, zamieniał palce na język. Przy okazji pozbył się reszty swojej garderoby. Czuł jak się spina, wierci i oddycha ciężej. Przycisnął jej biodra mocniej do materaca, by mu nie uciekała, co od czasu do czasu raczej bezwiednie robiła. Przez chwilę zastanawiał się, czy jej powiedzieć by mu obciągnęła czy zrobić to samemu ręką

    OdpowiedzUsuń
  132. Całował ją, dotykał. Nie chciał teraz myśleć o niczym innym. Palcami znów znalazł odpowiednie punkt, podniecając ją jeszcze bardziej. Nie chciał by teraz przypadkiem jakimś cudem zmieniła zdanie. Czuł jej spłaszczone piersi na torsie. Twarde sutki były jak małe kamyki. Pojawiły się pierwsze lekkie skurcze. Palce bez problemu ślizgały się na wydzielinach. Położył się na plecach i naciągnął ją na siebie. Zgiął nogi w kolanach by miała oparcie i było jej wygodniej. Kilkoma ruchami jeszcze prostował swojego członka i czekał aż sama go w siebie wsunie. Teraz ona mogła decydować jak szybko, jak głęboko i czy w ogóle. Mogli skończyć w końcu na oralnym.

    OdpowiedzUsuń
  133. Stwierdził, że jednak poubi tę pozycję, choć zwykle za nią nie przepadał. Lubił na nią patrzeć z tej perspektywy. Podobała mu się. Taka cala jego. Zaczął lekko podnosić i opuszczać biodra. Teraz przynajmniej nie miał jakichś dziwnych obaw że zrobi jej krzywdę. Głaskał ją po udach i kolanach. Nie znosił kondomów, więc kiedy już będą mogli ich nie używać będzie na prawdę zadowolony. Cóż, wtedy będą mogli robić to wszędzie gdzie tylko im się zachce. A czasem się chce w różnych dziwnych miejscach i momentach.
    Wciąż była bardzo ciasna, więc pełnej erekcji dostał po kilku ruchach. Gorące, mokre wnętrze zaciskało się co chwilę w powolnych skurczach. Sapnął przeciągle.

    OdpowiedzUsuń
  134. Oglądanie jej samo w sobie było przyjemnością, ale to jak cudownie zacisnały się i rozluźniały jej mięśnie było czymś jeszcze przyjemniejszym. Sapał, czując pulsowania. Zsunął ją z siebie, kładąc obok. Pocałował ją mocno, czule, by odwócić nieco uwagę od tego że znów się w nią wsuwa. POtrzebował jeszcze trochę. Spiął się i zacisnął mocno szczęki by nad sobą panować. Poruszał się z miarę delikatnie, niezbyt szybko. Dopiero kiedy w niej doszedł i opadł na pościel obok niej, uświadomił sobie że zapomniał o czyś bardzo ważnym. Zerknął na nią, ale ona albo też zapomniala albo jej to nie przeszkadzało. W takim razie uznał ze nie będzie wspominał o tym, że nie naciągnął kondom. W końcu to nie jest najważniejsze na świecie, a jak Vea zacznie brać tabletki to pewnie i tak nic z tego nie będzie. Przekręcił się na bok by leżeć przodem do niej.

    OdpowiedzUsuń
  135. - Padam na twarz. Pewnie nie będzie mi się chciało podnosić jedzenia do ust.
    Objął ją w talii i przytulił do siebie. Była gorąca, tak jak to zapamiętał. Grzała jak mały piecyk. Zamyślił się nieco, całując ją po szyi i ramieniu. Ugryzł ją w obojczyk.
    - Właściwie... - zaczął, opierając bordę na jej ramieniu. - Zastanawiam się czy nie wynająć jakiegoś lepszego samochodu i nie pojechać gdzieś poza Rzym. Jak będziemy mieli pecha to znów będą czegoś ode mnie chcieć
    Przez chwilę wyplątywał się z jej włosów, które nagle były wszędzie. Wypluł jakiś kosmyk, który zapędził się aż do ust, zebrał je w rękę i upchnął pod jej głową.
    - Włosy... całe kurde szcęście że ja mam krótkie. Jakbyśmy się tak zaplątali i w twoje i w moje, jakby były podobnej długości to byśmy się nie wyplątali w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  136. - Nie, nie ścinaj. Tylko mnie nimi nie duś. Aha, i jeszcze jak znajdę twój kłak w mojej kawie albo herbacie to poznasz co to cierpienie. - powiedział to wszystko udawnie powaznym tonem. chwilę się wysilał by sięgnąc kołdrę. Chociaż gdyb wstał, albo chociaż trochę się podniósł, sięgnąłby ją bez problemu. No ale po co? Naciągnął na nich zupełnie cienką kołdrę w białej poszewce.
    - Oczywiście że tak. Koszulka, trampki i nic poza tym. Masz bardzo zgrabne nogi. - zachichotał. - Dziwne że o pamiętasz. Wtedy jeszcze mnie nie znosiłaś. Naburczałaś na mnie a ja byłem taki miły. Do tej pory wisisz mi tę kawę.
    Znalazł soboe wygodne oparcie dla dłoni w postaci jednej z piersi Vei.
    - To będzie spacerek. Trochę tylko zmienimy wygląd... no bo nie oszukujmy się, ale jak wlezie tam taka fajna dupa jak ty, to zwrócisz uwagę wszystkch dookoła.

    OdpowiedzUsuń
  137. - No ale dl amnie mogłaś chociaz udawać ze mnie lubisz. Chociaż w pewnym momencie miałem ochotę cie poddusić. No ale to już przeszłość... - zachichotał. Przez chwilę palcem trącał sutek jej piersi, zastanawiając się nad czymś.
    - Nie przesadzajmy już z garsonką. Masz wyglądać jak uboga turystka... Najtrudniej zauważyć osobę przeciętną. Dlatego ja do pracy ubieram się w małpie stroje i ciebie też odziejemy jak, powiedzmy... jak nauczycielkę matematyki na urlopie. No a tak poza tym to będę wspominał tę kawę bardzo długo... Byłaś chyba pierwszą dziewczyną, która mi tej kawy odmówiła. I tak, chcę być mnie zaprosiła na kawę, tam gdzie mi się spodoba. I pączka do tego. Dla ciebie dwa. Tak się trochę boję że cie połamie zaraz czy coś.

    OdpowiedzUsuń
  138. Parsknął.
    - A jak zechce mi się sikać?
    Więcej już nic nie mówił. W końcu obiecał i sobie i jej że dziś będzie czuły i delikatny aż do mdłości. Zastanawiał się nawet czy jest odpowiednio słodki.

    Noc minęła szybko. Zdecydowanie za szybko. Każdy człowiek wie, ze rano grawitacja łóżka wzrasta kilkakrotnie i potrzeba ogromnego wysiłku fizycznego i psychicznego by to przyciąganie pokonać. Ale wkońcu wstał. Obudził Veę. Wcągnął jakieś odzienie i poczłapał do kuchni wstawić ekspres. Zaniósł kubek kawy do syialni, stawiając go na szafce nocnej i raz jeszcze ją obudził, a przynajmniej próbował. Zanurzył dłoń pod kołdrę i trochę klucząc, ale w końcu trafiając, uszczypnął ją lekko w tyłek.
    - No wstawaj. Praca czeka.

    OdpowiedzUsuń
  139. - No widzisz. Ale mnie płacą a jak na razie przyda się to nam.

    Włożył niebieską koszulę, która wydawała mu się odpowiednia i do tego miejsca i do pogody. Na to włożył jakąś niegostowną marynarkę, którą znalazł w szafie. Tak ubrany mógł iśc wszędzie. I tak każdy uzna go za pokręconego turyste, pewnie nawet niemieckiego. Usiadł sobie na kanapie, starając się sobie przypomnieć czy wszystko już załatwił tak jak powinien. Doszedł do wniosku, ze cieszy się że nie jest tu sam. Przecieć ona mogła mu odmówić i posłać w diabły. Kiedy wyłoniła się z łazienki spojrzał na nią i się uśmiechnął.
    - Uśmiechnij się kochanie. Czeka nas dzisiaj wiele wrażeń

    OdpowiedzUsuń
  140. - Się nie mądruj. Myślisz, że mnie się to podoba?To nie mój styl, ale w tym się nie będę w oczy rzucał.
    Podniósł się i podszedł. Zmrużył lekko oczy.
    - Ty nawet w worku na śmieci wyglądałabyś zabójczo. Poza tym akurat ja wolę cie rozbierać niż ubierać, więc sama będziesz musiała sobie coś dobrać. Ale ze swoim wyglądem zrobisz to o co cie poproszę... To znaczy, zwiąż włosy w kok. W koku nie będzie widać jakiej są długości. Weźmiesz kretkę do malowania i pogrubisz i przedłużysz sobie brwi. To powinno wystarczyć by zmienić trochę twój wygląd.
    Przyglądał się jej chwilę.
    - Coś workowatego by ci się przydało... by zakryć twoją figurę. Eh, nie spodziewam się problemów. Jestem trochę przewrażliwiony... ale coś mi tu nie pasuje. Ten cały biskup mógł zanieść sam tą przesyłkę do którejś z komórek. Nie wiem dlaczego zlecono to mnie, ale to pewnie tylko moja wyobraźnia.
    Uśmiechnął się.

    OdpowiedzUsuń
  141. [ No widzę że ty XD Wrocław, tak? Też miałem studiować Gospodarkę Przestrzenną ale skończyło się na czymś zupełnie innym XD ]

    - Wcale nie musisz mi mówić jak świetnie w czymś wyglądam. Dobrze wiem, ze wolisz oglądać mnie bez ubania. Jakoś się tego w twoich oczach ukryć nie da.
    Znów usiadł na kanapie i czekał. Oglądał swój piękny zegarek. Kiedyś bardzo chciał taki wybuchający jak miał James Bond, ale dali mu tylko taki co odmierza czas i ma GPS w środku. Nic specjalnego.
    - Jasne że możesz się czesać jak Leia. Ale najlepiej się ubierz tak jak ona kiedy była niewolnicą tego wielkiego zielonego.
    Obserwował ją kiedy już kończyła. W końcu podniósł się, ale właśnie bardzo odechciało mu się iść.

    Wyszli z mieszkania. Wsiedli do samochodu i podjechali kawałek, bliżej Watykanu. Lex specjalnie wybrał trochę dłuższą i bardziej okrężną drogę. W mieście było dużo ludzi jak zwykle. W większości byli to pielgrzymi, zakonnice i księża. Dominowała czerń i biel strojów. Ruszyli przed główną bramę. Pokazali jednemu z ochorny zaproszenie i zapytali o drogę, choć Lex wiedział dobrze gdzie iść. Postanowił ze zapytają jeszcze kilka osób po drodze. Mijali place i budynki, stara i świeżo odnowione. Ludzie robili setki zdjęć, chcąc zapamiętać jak najwięcej ze swojej wycieczki.

    OdpowiedzUsuń
  142. [ Syrenka mówi że Wrocław. To symbol jakiegoś wydziału, ale nie pamietam jakiego. Ja miałem być już każdym właściwie. Moja siostra jest architektem krajobrazu, więc ja miałem być geodetą. Potem stwierdziłem że jednak gospodarka przestrzenna. Potem miało być prawo, ale skończyło się na logistyce, z której robię już magisterkę. W ogóle to ja zawsze chciałem zajmowac się renowacją dzieł sztuki albo kryminalistyką XD Taki tam rozstrzał. Jak się nie ma na siebie pomysłu to wtedy się zaczynają kombinacje. ]

    - Oczywiście że wiem jak się nazywał. Znam dobrze i lubie Gwiezdne Wojny. To ty nie chcesz dać naszemu dziecku na imię Anakin.
    CZasem można było się ukryć na widoku. Teraz było to widać najlepiej. Właściwie nie był pewien co ją opentało, ale wolał to niż burczenie gdzieś z kąta. Złapał ją za rękę, by wyglądali bardziej jak para. Zboczył z drogi by jeszcze pokazać jej kilka miejsc, a kiedy już wszystk zostało uwiecznione, wrócili na poprzednią trasę marsztury.
    - Wiedzę że ci się podoba. - uśmiechnął się do niej.

    OdpowiedzUsuń
  143. [ Ależ to mądrze brzmi o.o Logistyka nie jest zła. Wszystko zleży od podejścia :) W praktyce wszystko wygląda inaczej. Kiedy pracowałem w porcie moim największym osiągnięciem było logistyczne wykorzystanie łomu do zablokowania łożysk żurawia. Normalnie powinienm to opatentować. Nawet kazałem go okleić zieloną taśmą by był widoczny. Na zajęciach gdyby to usłyszał któryś z "mądrych" wyśmiałby mnie. Ale teoriw też warto znać.
    Jasne że pojarka XD Moja ex chyba przez niego zechciała mnie rzucić. No ale co będę kłamac... poruchałoby się XD ]

    - Bo ja jestem przyszłym młodym małżonkiem, moja droga. To oczywiste że żeniąc się z kimś takim jak ty, muszę wygądać na kogoś zniszczonego życiem. - wyszczerzył się. Stanęli w końcu pod drzwiami bazyliki. - Wydaje mi się że powinniśmy mieć takie dupiaste kapelutki i koszulki z napisem "Jezu ufam tobie" czy jakoś tak. A ty powinnaś mieć takie ogromniaste sandały z pianki. Wtedy efekt byłby całkowity.
    W środku było sporo turystów. Ale oni nie poszli w stronę ołtarza tylko w tę część nawy, która była odgrodzona. Lex poazał ochorniarzowi zaproszenie i zostali wpuszczeni. POciągnął ją za rękę dalej. Grube mury niemal zupełnie wygłuszały odgłosy z zewnątrz. Kolejny ochroniarz i znów ta sama bajeczka, ze są narzyczeństwem i ksiądz biskup obiecał im nauki przed małżeńskie. Znaleźli biskupa w konfesjonale. Starszy już czlowiek wydawal się zdenerwowany. Wymienili się hasłem z Lexem i usiedli w trójkę w pierwszym rzędzie ławek bocznej kaplicy. Mówił szybko i cicho, niemal szeptem.
    - Obserwują mnie. Coś podejrzewają chyba. Tu masz... - wcisnął Lexowi zawiniątko. - ... to co potrzeba. Nie zrobią mi nic otwarcie. Wyapdek też nie wchodzi w grę. Ale jak mam racje, to niedługo pewnie dostanę zawału. Dodatkowo...
    Przerwał bo pojawił się nale jeden z ochorniarzy. Biskup odchrząknął i zaczął.
    - A więc chciece się połączyć z Bogiem i w Bogu...
    Potem nastała seria litanii i monologu o małżeństwie. Po kilku minutach bikup ich wypuścił, umawiając się na następną wizytę. Podpisał im coś w książeczce i poprosił ochoniarza by ich odpowadził. Wyszli z kaplicy i z kościoła. Lex wciąż trzymał Veę za rękę.
    - Chcesz iśc na lody?

    OdpowiedzUsuń
  144. [ On był przed nią. Krótko byliśmy razem, bo jak sie okazało byłem za mało... czuły? Nie wiem. Nie dowiedziałem się, bo jak ktoś mi mówi że coś mu przeszkadza, to staram się to zmienić, a jak nie mówi nic to już nie moja wina jest.
    Zależy jaka odległość od morza zalicza się dla ciebie jako mieszkanie nad morzem XD ]


    Powstrzymał się by nie poklepać się po marynarce i sprawdzić czy na pewno przesyłka tam jest. Kieszkonkowcy tylko na to czekają. W tłumie zwłaszcza to jest widoczne. Jeden ze wspólników krzyczy, że go okradli a ludzie od razu macają się po kieszeniach i miejscach gdzie trzyma wartościowe przedmioty. Wtedy od razu wiadomo gdzie zaglądać by ukraść co trzeba.
    Szedł teraz z Veą, nie oglądając się na nic.
    - Nie jestem wierzący. Jakiś czas byłem w sierocińcu u zakonnic więc teraz nikt nigdy nie przekona mnie by iść do kościoła i się modlić. Znam świetną lodziarnie w okolicy... Trochę na uboczu ale ładny widok na fontanne mają. Kremówki muszą gdzieś tu mieć. W końcu to Watykan.
    Nie skomentował wyjścia na zakupy. Nawet nie wiedział gdzie tu jest jakieś centrum handlowe. Pewnie pójdzie z nią, choć chyba chciał mieć niespodziankę. Zatrzymali się na chwilę przy stoisku z okularami przeciwsłonecznymi. Lex zainteresował się jedną z par i przeglądał się w lusterku, śmiejąc się że znając jego szczęście słońce nie będzie w ogóle się pojawiać jak jż kupi okulary przeciwsłoneczne. Przy okazji obserwował otoczenie za sobą, by sprawdzić czy przypadkiem nikt się nimi nie interesuje. Zaklął pod nosem, rozpoznając w tłumie twarz ochroniarza, który przeszkodził im w rozmowie z biskupem. Facet udawał że interesuje się stoiskiem z medalikami. Lex odłożył okulary i spojrzal na Veę.
    - Ten ochroniarz za nami lezie. - powiedział, wciąż uśmiechnięty. - Zaraz skręcimy w lewo za tamtym budynkiem. Jak za nami pójdzie to będziemy musieli trochę się pomęczyć.

    OdpowiedzUsuń
  145. [Bo to zalezy od faceta. Ja mam starszą sistrę i jak się okazało nauczyłem się na niej pewnych rzeczy, które się czasem przydają. Szczecin... punkt dla ciebie ;) ]

    Przeszli kawałek, skręcili i zwolnili wchodząc w boczną dróżkę. Nie było tu większego tłumu. Tylko kilku starych mieszkańców siedziało na schodkach albo przyniesiosnych specjalnie rozkładanych krzesełkach. Lex zwolnił aż się w końcu zatrzymał. Obrócił się by stać do niej przodem i pocałował mocno. Otworzył oczy i przekręcił mocno głowę w bok.
    - Kurwa... - przeklął jej w usta. Potem odsunął się, wziął ją za rękę i poszli dalej. Ledwo szyli z uliczki, od razu skręcili w drugą i przebiegli kawałek do bramy.
    - Rozpuść włosy. - mruknął, zdejmując jednoczesnie marynarkę i koszulę. Pod nią miał zwykły biały podkoszulek. - Zmyj te brwi i jakoś podepnij sobie ten ciuch.
    Wyjrzał zza rogu. Facet stał niedaleko i rozglądał się. Lex wyciągnął z kieszeni okulary przeciwsłoneczne. Zawiesił na szyi krzyżyk na rzemyku i zmierzwił włosy by wyglądać wedle młodzieżowej mody. Spojrzał na Veę i się uśmiechnął.
    - Szybko się uczysz. Wyrzucił ciuchy do śmieci, a cenną paczkę wsunął sobie w spodnie, układając ją odpowiednio by się nie odznaczała za bardzo. Co prawda wyglądał jakby miał lekki wzwód, ale idąc z taką dziewczyną jak Vea to mozna się było spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
  146. [ Jedź jedź :) Ale poczekaj aż będzie cieplej XD]

    - Musisz w takich sytuacjach mi to darować. - mruknął. Obserwował jeszcze chwilę po czym się schował i spojrzal na nią.
    - Stoi, szuka i idzie w tę stronę. Przejdziemy kawałek w jego stronę. Po prawej jest ławka. Usiądziemy na niej. Wyciągniesz telefon i zaczniesz mi coś w nim pokazywać, a potem mnie pocałujsz. Czułości zawsze zawstdzają ludzi, więc pewnie nawet na nas nie spojrzy.
    Wziął ją za rękę i uśmiechnął się.
    - Najwyżej będziemy biegli, starając się nie zabić o pielgrzymów.
    Wziął kilka głebszych wdechów i wyszli razem z bramy. Szli jakby nic się nie działo, spokojnie, wolno, rozglądając się. Usiedli na ławce. Ochroniarz minął ich. Zerknął na nich, ale nie zwolnił nawet. Poszedł dalej, a kiedy zniknął w bramie, w której przed chwilą stali, LEx podniósł się i razem przeszli dalej, wtapiając się w tłum.
    - Jak sprawdzi śmietnik i znajdzie marynarkę, wróci się. - wyaśnił jej, tak by na przyszłośc wiedziała. - Będzie szukał juz zupełnie kogoś innego.

    OdpowiedzUsuń
  147. - Pocałunek będzie w domu i to tam gdzie chcesz.
    Uśmiechnął się do niej.
    - Gdybym wiedział czego chce byłoby łatwiej... ale wątpię by chciał nas poinformować o ogłoszeniach parafialnych.
    Starali się nie zwracać na siebie uwagi, a przynajmniej nie w taki sposób by wydawali się podejrzani. Zrobili sobie nawet zdjęcie na tle czegoś tam. Kupili lody. Przysiedli na chwilę przy fontannie. Lex uwaznie lustrował okolice szukając kogoś zbyt nimi zainteresowanego. Tłum gęstniał powoli. Niedługo miały zacząć się msze a wtedy ulice nagle się wyludnią.
    W końcu dostali się do niedużej cukierni. Lex uśmiechnął się i zapytał o chleb z szałwią. Zawsze uważał że te hasła są dziwne i raczej już niepotrzebne. Ale nie było po co dyskutować. Wyszli na zaplecze. Tam znaleźli siedzącego przy dużym, opasłym biurku Żyda z gęstą brodą. Żyd zdjął z okularów soczewkę jubilerską i uśmiechnął się. Może Lex powinien się spodziewać wszystkiego, ale tutaj, w stolicy wiary katolickiej, Żyd siedzi i napełnia nieduże tuleje jakimś proszkiem. Jakoś nie pasował mu z tymi pejsami i strojem, do otoczenia, ale przemilczał to.
    Wyciągnął paczkę i podał mężczyźnie.
    - Długa coś szliście...
    - Ogon był. Zgubiliśmy go, ale i tak ktoś coś musiał szepnąć by ten człowiek się nami zainteresował.
    - Mmm... Mam nadzieję, że to tylko jednorazowy wybryk. Ale pewnie niedługo się okaże. Pokażcie mi ten ogon.
    Wszyscy troje przeszli do kolejnego pomieszczenia. Tam mężczyzna wyglądający araba, siedział przy kilkunastu monitorach. Kiedy się do nich odwrócił okazało się że ma odwrotnego zeza. Razem z Veą znaleźli ochroniaża który się do nich przyczepił i wskazali go mężczyzną.
    Potem wyszli znów na ulicę. Lex zapalił

    OdpowiedzUsuń
  148. Po drodze udało mu się wrzucić fajkę do studzienki ściekowej. Był z siebie nawet dumny i żałował że ona tego nie widziała.
    - To tylko wyjątek. Więcej nie dam się wciągnąć w taki shit w czasie urlopu.
    Dał się prowadzić, ale kiedy zobaczył cel tej podróży westchnął z rezygnacją. Domyślał się że to go nie opuści. Skrzywił się ale szedł dalej. Krok po kroku i byłi już prawie na miejscu.
    - No dobra... Ale nie więcej niż godzinę. Jeszcze musimy coś do jedzenia kupić i ciacha.
    Rozglądał się, patrząc na witryny. Wszystko wydawało się przytłaczające. Wyciągnął portfel i wydobył kartę płatniczą.
    - Pin to twoja data urodzenia. -Wcisnął jej kartę do ręki. - To ja tu usiądę i poczekam.
    Wskazał z nadzieję na ławkę przy niedużej fontannie

    OdpowiedzUsuń
  149. - Uważaj na siebie. - mruknął, obejmując ją w pasie. - Jakbyś poczuła że coś jest nie tak to zadzwoń.
    Pocałował ją krótko , przy okazji macając po pośladkach. Potem się rozstali, każdy w swoją stronę. Lex korzystając z okazji zadzwonił doszefa i zrelacjonował całe wydarzenie. Powiedział od razu, że on na takie akcje i na żadne inne nie pisze się na urlopie. Zwłaszcza, że nie jest sam. Przeszedł sobie po korytarzach, patrząc na wystawy. Mijał ludzi, którzy w większośc przypadków nie zwracali na niego uwagi. Zaszedł do sklepu który w jakiś sposób przyciągnął jego uwagę i nabył coś w bardziej jego stylu, przebierając się od razu. Potem zszedł do cukieni i zajął miejsce

    OdpowiedzUsuń
  150. Zaczynał się powoli denerwować, kiedy zorientował się że minęło więcej czasu niż zakładali. Najpierw pomyślał, że mogli ich jednak śledzić, że może się starzeje i nie dostrzegł tego wcześniej. Potem uznał że pewien zapomniała, jak to kobiety. Czas nie istniał kiedy były zakupy. Wyciągał włąśnie telefon kiedy zadzwoniła. Westchnął przeciągle..
    - Zaraz przyjdę. Nic nie mów...
    Zapłacił za kawę, dwa ciasta i lody. Cóż, musiał mieć energię do ćwiczeń, a nic nie dawało jej więcej niż słodycze. Dodatkowo dawały motywacje by w ogóle ćwiczyć. To zawsze było błędne koło. Chcesz słodycze? Ćwicz, bo będziesz musiał zmienić garderobę, a to kosztuje więcej niż byś chciał. A czasem potrzebował pewnych rzeczy od firmy, a zmiana rozmaiaru to komplikacja.
    Znalazł pokój ochrony. Wyciągnął z kieszeni portfel i sprawdził czy ma odpowiednią legitymacje. Umieścił ją w reprezentacyjnym miejscu. Zapukał i nie czekając na pozwolenie, wszedł. Machnął legitymacją ochorniarzowi przed nosem.
    - Ta pani ze mną pracuje. I mam nadzieję, że w jej raporcie dobrze wypadniecie. Do widzenia.
    Złapał Veę za rękę i wyciągnął na zwenątrz zanim mężczyźni zdązyli odpowiedzić. Potem oboje zniknęli na chwilę z pola widzenia w korytarzu prowadzącym do toalet.
    - Co ty znów wymyślasz? Jakby chciel obejrzeć moją legitymację, to by zobaczyli tylko karty płatnicze...

    OdpowiedzUsuń
  151. Nie powiedział nic, tylko parsknął. Przez większość swojego życia gardził wszelką formą związku, a teraz średnio dawał wiarę temu, że tak po prostu ma dziewczynę. Wziął głęboki oddech i ruszył za nią. Szedł w pewnej odległości. Stwierdził że nie będzie spuszczał jej z oczu, w razie gdyby znów zechciała kogoś trzepnąć po gębie. Czekał na nią przed sklepem, a kiedy się pojawiła, uśmiechnął się lekko.
    - Lepiej? Załatwmy co mamy załatwić i wracajmy. Nie lubię takich tłumów. W ogóle nie lubie ludzi.

    [Masz jakiś pomysł na dalszą akcję, czy robimy po prostu ich "związek"? ]

    OdpowiedzUsuń
  152. [ Nie, nie. Ja mogę pisać :) Tylko odpisałem wczoraj na pewno, a odpisu nie ma o.o]

    Szedł z nią. Właściwie nie przeszkadzało mu to. Czuł się normalny. Zupełnie nie tak jak zwykle w pracy, kiedy musisiał uważać na każdy krok i ruch. Nie obserował otoczenia tak wnikliwie jak zawsze, nie szukał ciekawskich spojrzeń ani podejrzanych elementów. Był wolny, przynajmniej przez ten miesiąc. Był anionimowy w tłumie, razem z Veą, która mimo tego że chyba wciąż czuła pewną złość, powoli wracała do tego co tak w niej polubił. Czasem lubił jak inni mu rozkazywali, kiedy nie on musiał wszystkim kierować, sterować i strategicznie rozplanowywać. Chciał trwać w tym stanie jak najdłużej.
    Dotarcie do samochodu a potem do mieszkania, nie zajęło im wiele czasu. W środku, na stole leżała kopeta, a w niej kilka czarnobiałych fotografii z monitoringu, na kórym zaznaczony był mężczyzna, który szedł za nimi oraz kilka informacji o nim. Wiek, płeć, niewiadomo po co, krótka hisotria, praca i takie tam. Nie wydawąl się podejrzany za bardzo, więc Lex zostawił tylko jedno zdjęcie, reszte pobierzenie zapamiętał i spalił nad zlewem. Spojrzał na Veę.
    - To co z tymi babeczkami?

    OdpowiedzUsuń
  153. [ Nie no, nie oskarżam XD Ale ostatnio moje dwa albo trzy odpisy do różnych osób nie dotarły... więc jak w ciągu dwóch dni nie bedzesz miała odpisu to się upomnij :D ]

    - I tak będę nalegał na babeczki.
    włochy to taki cudowny kraj gdzie przywożą torty, ciastka a nawet lody w kawiarni do domu. Nie trzeba wcześniej składać zamówienia. Zwykle wszystk ojest na miejscu. Uznał żejeśli nie dostanie tych babeczek, skorzysta z tej opcji. Przez jakiś czas przyglądał się jej z lekkim uśmiechem. Piła jak facet. Mimo to widział, że coś jest nie tak, choć nie umiał powiedzieć co. On był czasem zbyt powazny jak na siebie. Bywał po prostu zmęczony. Czasem miał za dużo na głowie, za bardzo się przejmował czyms na co nie miał wpływu. Wtedy, najbardziej denerwowało to, że nikt nie spytał o co chodzi, co sie dzieje i dlaczego. Nikogo to nie obchodziło. Miał być tym kim był i koniec.
    Podszedł do niej, choć widział ze jest już nieco wstawiona. Objął ją w talii przyciskając nieco do blatu.

    OdpowiedzUsuń
  154. [ Nikt chyba nie lubi :) Nie przejmuj się ]

    Zaśmiał się. Lubił ją taką wyluzowaną i trochę wredną jak na początku, kiedy uparcie odmawiała mu spotkania, kawy i nawet wskazania palarni. Kiedy tak uparcie twierdziła, ze się jej nie podoba. Teraz tego nie ukrywała i pewnym sensie też mu się to podobało.
    - Co się zobaczy? Później... później będzie się działo wiele.
    Odsunął się posłusznie, choć ta pozycja mu odpowiadała. Pocałował ją mocno, czego mu trochę zaczynało już brakować.
    - Babeczki cie dziś nie ominą. Nie myśl sobie że o nich zapomnę.

    OdpowiedzUsuń
  155. [ XD Dobrze masz. Moi tylko pod krawatem chodzą -_- ]

    - Wiesz, domyśliłem się że nie byłaś cnotką. W ogóle wątpie że istnieje dziewczyna która nigdy w życiu nie oglądała pornola albo nie próbowała sobie robić dobrze, więc wątpiłem byś tu nigdy nie miała doczynienia z facetem.
    On sam stracił prawictwo bardzo wcześnie i jakoś nie żałował tego za bardzo. Zamruczał, czując pierwsze ruchy jej języka. Nie spodziewał się takiej pieszczoty i to tak bez zachęty.
    - Babeczki też chcę. - upierał się dalej przy swoim. Odruchowo pogłaskał ją po włosach.

    OdpowiedzUsuń
  156. [XD Orginalnie :D Jeden z moich, ulubiony mój z resztą pan "za półroku doktor" w młodości swej był tancerzem i dusiliśmy się ze śmiechu kiedy puścił nam filmik z jakiegoś tam występu XD Uwielbiam to po prostu XD Wszystko byłoby fajnie gdyby moja ocena nie zależała od tego pana... o.o ]

    - Właściwie... - sapnął. - mogłabyś częściej występować w takiej roli... od razu się ciszej zrobiło w domu... - zachichotał. Już jakiś czas temu standardowy łóżkowy seks mu się znudził. Zaczął szukać innych jego odmian i nie licząc pewnego epizodu w gejowskim klubie, którym się znalazł z konieczności spotkania z informatorem, ten specyficzny akt oralny bardzo lubił. Oparł sie dłońmi o blat kuchenny by nei stracić równowagi. Wolał nie zhańbić się lecąc na plecy w trakcie.
    - Albo będę cie częściej poić wódką

    OdpowiedzUsuń
  157. [ Słyszałaś nowe powitanie? "Niech będzie błogosławione łono, które cie nosiło i piersi, które ssałaś". Możesz się tak witać ze znajomymi. Do mnie dzisaj tak chłopak zagadał, jak przyprowadził zad sobie jakąś książkę pożyczyć, a moja mama tak na niego patrzy i w końcu rzuca "No, nie ma sprawy. Musiałam to to urodzić bo się strasznie wierciło" o.o ]

    - Przecież ty musisz gadać. Inaczej pewnie mózg by i eksplodował. - droczył się z nią dalej, choć nie koniecznie podobało mu się to że przestała. Nie był zły. chciał się z nią pobawić.
    - Poza tym jak już będziesz stara i zamieszkasz sobie w omku z werandą i białym płotkiem, zadbam o to by ciągle przypominało ci się moje gadanie. W każdej możliwej chwili. Zastanawiam się nad zmuszeniem cie do zrobienia tatuażu. Może coś w stylu "Pamiętaj o Alexandrze i jego gadananiu". Jeszcze nie zdecydowałem..
    Wyszczerzył się do niej. Położł dłoń na jej lędźwiach i przychiągnął bardziej so siebie by czuła lepiej jego coraz bardziej sztywnego członka.
    - Nie ochrzciliśmy jeszcze wszystkich mebli... - przypomniał - więc? Stół czy kanapa?

    OdpowiedzUsuń
  158. [ W ogóle poczułem się pominięty... Powinni jeszcze błogosławić prącie, które spłodziło.
    No wiesz, jakiś tam swój udział niby będę miał w tym całym różowym pomarszczonym. Chociaż osobiście, nie znosze dzieci o.o ]

    - Będziesz, będziesz. Każdy będzie. Poza tym, że można tego nie dożyć... - parsknął, choć sam nie dopuszczał do wiadomości tego, że może czegoś tak normalnego jak starość nie dożyć. Vea nie była jak każdy. Nie poddawała się jego woli w każdej chwili i czasie. Miała swoje zdanie, i zdarzało się, że musiał powstrzymywać siebie i to do czego był przyzwyczajony. Zsunął zupełnie spodnie i zdjął koszulkę. Nie przepadał za seksem w ubraniach, ale czasem sytuacja tego wymagała. Objął ją w talii i przesunął dłoń w dół, między jej uda, dotykając łechtaczki.
    - Normalnie aż cie nie poznaje...

    OdpowiedzUsuń
  159. [ No, większość facetów tak, nie będę bronił bo bez sensu XD Chociaż jak potrze na dziecko mojego kumpla i na niego z tym małym, to się czasem poważnie zastanawiam czy to by mi nie odpowiadało. Oczywiście wtedy jestem niekoniecznie trzeźwy... ale co tam... ]

    - Zadziwiasz mnie. - mruknął. Wszedł w nią bo nie było sensu się dalej bawić. - Jak tak dalejpójdzie, zaczniemy odwiedzać regularnie sexshop.
    Rozsunął nieco jej nogi by było mu wygodniej się poruszać i przyciągnął jej biodra do siebie. Dostała oczywiście klapsa na dobry początek. Brał ją w zmiennym tempie, stwierdzając że tak będzie najlepiej. Chciał to wszystko trochę przedłużyć. Stępknął bo przypomniał sobie coś bardzo ważnego.
    - Muszę iść po kondoma...

    OdpowiedzUsuń
  160. [ Oj tam zaraz nietrzeźwi...
    No ja sobie siebie nie wyobrażam, siedząc z dzieckiem i kolorując z nim jakieś obrazki xD ]

    - Ty też mogłabys o tym pamiętać, albo przynajmniej iść po tabletki. Nie jestem przyzwyczajony do kondomów...
    TO była prawda, bo większość jego partnerek albo nie lubiła albo nie potrzebowała kondomów. Większość brała tabletki.
    - Tak, wczoraj... - przysnął, poszapując. - Najwyżej będę ci płacił alimenty. - zaśmiał się. Teraz nie chciało tym myśleć. Po prostu poradzi sobie inaczej, jak kązdy facet powinien potrafić. Lubił sex, jak chyba większość facetów na świecie, ale z pewnymi osobami to było inne przeżycie. Tak jak teraz. Czuł jak dochodzi, więc nie przestawał, ale kiedy przyszła jego kolej, po prostu się wysunął i skończył sobie kilkoma ruchami dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  161. [ Niedługo bronie magistra a wciąż mam moje lego o.o Nikomu go nie oddam... ]

    - Rany, Vea... O co ci znów chodzi? Ciągle ci się zmienia humor i już nic nie można powiedzieć byś się nie poczuła urażona. Może w ogóle będę milczał. Ale wtedy pewnie będziesz miała pretensje, że się do ciebie nie odzywam.
    POkręcił głową, zrezygnowany już całkowicie. Wdział znów portki i koszulę. Umył ręce i zasiadł na kanapie w ich saloniuku. Właczył telewizje, ale włoskie programy nie przypadły mu do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  162. [ Ja też mam ksiązki :D Ale lego też o.o
    Więc można uznać, że jestem majętnym człowiekiem ]

    Parsknął słysząc jej słowa.
    - Właściwie to jak do tej pory to robisz wszystko byśmy tylko razem nie byli. I powiem ci, że świetnie ci to idzie. Jak jest dobrze to fajnie, a jak coś ci się nie spodoba, bo nie masz poczucia humoru, to się rzucasz jak ryba w sieci. Wiesz, albo w jedną albo w drugą. Albo bierzesz mnie takiego jaki jestem albo nie. Sobie posiedzimy tu ten miesiąc i się pożegnamy. to tylko zalezy od ciebie. Bo wyobraź sobie, ze ja się staram, przynajmniej próbuje. I nie chlej tyle.
    Podniósł się i poszedł po swojego laptopa. Otworzył go, wpisał hasło, potem jeszcz jedno i dopiero uruchomiła się poczta, do której i tak musiał wpisac jeszcze kolejne hasło. Dostał kilka wiadomości ale nie było w nich nic nadzwyczajnego.

    OdpowiedzUsuń
  163. [ Ja też ostatnio mam ciężkie dni. Nie wiem za bardzo dlaczego, ale nie mam zbyt dobrego humoru]

    Nie komentował. Nie było takiej potrzeby. I tak zrozumiałaby wszystko na swój sposób, miałaby znów pretensje i ciągle mu wmawiała że to jego wina. Właściwie mógłby skapitulować i jej przyznać, że to wszystko jego wina, ale to nie byłaby prawda. Postanowił ją na razie ignorować. W końcu i tak się rozejdą, o czym on już wiedział, a ona najwyraźniej nie. Nie mógłby być z kimś kto całą winę zwala na niego i kto nawet nie próbuje dźwignąć ich związku, kto jest tak dumny że nie potrafi się przyznać do błędy i nie zna pojęcia empatii. Właściwie mógł się tego spodziewać.
    Wyłączył komputer i odłożył do na miejsce. Załozył buty i kurtkę bo wieczorem robiło się już chłodniej.
    - Wychodzę. - mruknął. - Nie wiem kiedy wrócę. Baw się dobrze w tylko godnym ciebie towarzystwie.
    Będąc na dworzu, zapalił i udał się w kierunku swojego ulubionego w tej okolicy placu, z fontanną na środku, która o odpowiedniej porze prezentwała pokazy świateł do ciekawej muzyki.
    Jego kolega już czekał. Usiedli przy stoliku i zamówili po piwie. Znali się jeszcze z sierocińca, właśnie tu w Rzymie.

    OdpowiedzUsuń
  164. [Jakbym miał to bym zapalił XD ]

    Wrócił w miare wcześnie i nie był do tego bardzo wstawiony. Zionął trochę, ale przynajmniej się nie zataczał. Rozejrzał się pobierzenie. Wioczie Vea już spała. Wzruszył ramionami i poszedł do łazienki, wziąć prysznic i zmyć z siebie ten zapach papierosów, chloru z fontanny i alkoholu.
    Potem poczłapał do sypialni, kładąc się na swojej połowie. Mruknął coś i przepchnął Veę na jej kawałek, bo jak zwykle leżała na środku.

    OdpowiedzUsuń
  165. [ Kiedyś zrobiłem pięknego skręta, aż żal było zapalić o.o Tak się starałem, aż wszyscy się pochlali i nikt nie chciał. Więc sam go zjarałem o.o Takie tam, na studiach...]

    Nieco się dziwił, ż nie było drwin, przekleństw i kolejnego focha. Po prostu się przesunęła, a potem bez słowa, się przytuliła. Przez kilka chwil leżał bez ruchu, spodziewając się czegoś w stylu, ostrza sztyletu, zagłębiającego się pod żebra, albo innego licha. A tu nie. Nic. westchnął.
    - I jak ja miałbym cie zostawić... - mruknął bardziej do siebie, niż do niej, bo wątpił by była przytomna. Objął ją ramieniem, ale odwrócił głowę w drugą stronę by na nią nie chuchać. JEszcze nim zasnał, na co nie miał akurat ochoty , bo prawdę mówiąc dostał erekcji, przez to jej ciałko, zastanawiał się gdzie mogliby jutro pojechać. Miał dość ludzi na jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  166. [ Pewnie że wygodniej. A jak nie ma to człowiek sobie radzić musi :D ]

    Parsknął tylko, słysząc jej pytanie. Jakoś nie miał zamiaru wdawać sie teraz w dyskusje. Zasnął późno. Kiedy go obudziła, miał ochotę naciągnąć kołdę na głowę i udawać że go nie ma, ale w końcu był dużym chłopcem. Usiadł na łóżku i przeczesał palcami włosy.
    - Masz zbyt dobry humor. Nie podoba mi się to...
    Wstał i poszedł za nią. Zajął miejsce obok i spojrzał na jej pracę.
    - I cóż to takiego?

    OdpowiedzUsuń
  167. [ XD ]

    - Ty jesteś zawsze zadowolona z siebie. - parsknął śmiechem, przepchnął ją trochę biodrem by lepiej widzieć. Zrozumiał co kombinowała. Wyglądało na to, że nie odpuściła sobie jeszcze tej całej sprawy, przez którą się poznali.
    - To chyba ty chciałaś. - odpowiedział na pytanie. - Bardzo mnie to tego przekonujesz by przypadkiem nie wyszło, że to ty pierwsza zerwałaś. No, pokaż co tam masz

    OdpowiedzUsuń
  168. [ Jestem wkurzony, że ludzie małpują moich bohaterów, ich charakter a nawet imiona. Całe szczęście że chociaż wizerunki zmieniają. Zaczynam tu z kimś pisać, potem ten ktoś mnie olewa albo w ogóle znika z bloga, a potem znajduje na innych blogach albo w kartach tych autorów tutaj, właściwie skopiowane moje wymysły. Nie mam za bardzo co z tym zrobić, bo i tak ludzie to mają gdzieś. Tylko przykro mi, że ludzie wciągają się w pisanie z moimi ukradzionymi bohaterami. Raz nawet pewna dziewczyna, kiedy do niej napisałem z tym problemem, odpisała, że powinienem się cieszyć, bo to znaczy że świetnie pisze i ona daje im nowe życie. Ale to nie jest żadne pocieszenie... ]

    - Jasne że tak. Twoje foszki są wręcz urocze. - parsknął śmiechem. Były chwile takie jak ta, kiedy na prawdę nie chciał by się rozstali. Tak było mu dobrze. Ale były tez momenty,kiedy szczerze wątpił w to by mógł jej zaufać. A to w jego pracy było badzo wazne. Było wiele osób, które z rozkoszą skręciłoby mu kark, albo gorzej.
    Słuchał jej uważnie i przyglądał się jej dziełu.
    - Może jednak zaczniesz ze mną pracować, co? - zaśmiał się i cmoknął ją w skroń. Przesunął się jeszcze i posadził ją sobie na kolanach, choć wiedział, ze nie lubi być "przenoszona" bez własnej chęci.
    - Indie... To straszne mieszanka. Nie łatwo kogoś tam znaleźć. Skarbie, po tym urlopie nie będę działał w terenie jak do tej pory. Jestem już spalony w wielu miejscach. Mam się przenieść na zieloną trawkę. Ale... Jeden telefon i załatwię nasz transport do tego popapranego kraju. Właściwie jesteś cywilem i nie powinienem cie nigdzie zabierać, ale... wiem że to też twoja osobista sprawa, więc będę udawał w razie czego, że nie wiedziałem że ze mną lecisz. A to że siedziałaś obok w samolocie i mieszkaliśmy w jednym pokoju... to takie szczegóły.

    OdpowiedzUsuń
  169. [ XD Taki sprawy są zawsze XD Ja czasem robię grafiki do szablonów albo tak po prostu, jak ktoś znajmoy mnie poprosi, do kary na przykład. I już wiele razy je działem w różnych miejscach XD Ale reagowalem dopiero kiedy ktoś usuwał mój podpis.
    Wiesz, nie przeglądam wszystkich kart, bo to bez sensu by było. Nie jestem jakimś maniakiem, czy coś. Tylko wyszła taka sprawa, ze jedna dziewczyna ma pretensje, że zakończyłem wątek, na który nie chciała, czy nie miała nastroju by odpisywać, bo się wciągnęła w inny wątek. To sobie chciałem zobaczyć co to za wątek i trochę mnie zaskoczyło, bo z tą osobą też pisałem, ale jakoś nam się nie kleiło i cóż... nawet to że ma pięcioletnią córkę trochę poszybowało. Ale mniejsza z tym :) Nie chce nikomu robić problemów, bo to bez sensu jest. Nie chce też wyjść na jakiegoś psychola, łowcy spisków XD Marudze trochę tylko, droga wicehrabino, bom anginom zmożony i nikt mnie nie odwiedza, bo prądkuje zarazkami. A przez to nie mam z kim gadać o.o ]

    - Ja zwykle żartuje. Jak będę mówił poważnie to cie o tym poinformuje. Musisz trochę brać na mnie poprawkę, króliczku, bo mój zawód wymaga ode mnie pewnych zachowań, które weszły mi już w nawyk.
    Lubił kiedy siedziała mu na kolanach, choć zwykle nie robiła tego z własnej woli. Uszczypnął ją lekko w biodro.
    - Nie dadzą ci broni. Złożę oświadczenie, ze kategorycznie się nie zgadzam, obawiając się o swoją płodność. -zaśmiał się. - No wiem, że jesteś takim małym geniuszem z cyckami. Gdybyś była głupia albo nieodpowiednia, to bym ci nie proponował takiej pracy.
    Przyglądał jej się jakiś czas. No tak, dlatego jej nie odpuszczał w firmie. Nie chodziło o informacje, co wmawiał sobie i szefowi. Ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Uśmiechnął się.
    - Jeśli ty chcesz, to i ja się zaangażuje. To zależy od ciebie. Jeśli pozwoli ci to spokojniej w nocy spać, pojedziemy tam.
    Zaśmiał się.
    - No jakoś muszę do ciebie mówić, nie? Czuje się dobrze. Choć dowiedziałem się wczoraj że z moich przyjaciół z sierocińca żyję tylko ja i jeszcze jeden człek. Wszyscy się zabili. Ciekawe, nie?

    OdpowiedzUsuń
  170. [ Oh, wicehrabino... Ja dawno szalonów nie robiłem xD Tylko nagłówki. Jak się znajdzie ktoś co css napisze to mogę zrobić.
    Może to nie przez krem, tylko po prostu się przepoczwarzasz? o.o
    Moja ex tak czasami mówiła, kiedy miała okres i ją bolało. Albo że się przepoczwarza, albo że może to nie okres, może ona tylko umiera o.o Mnie było zawsze bardzo przykro bo nie lubię tego zapachu o.o]

    - Jak to po co mi płodność? Chce Anakina. Myślisz, ze zapomniałem? Phy... To że jestem już po trzydziestce, nie znaczy że nigdy nie zdecyduje się na dzieci.
    Poprawił ją sobie na kolanach, cho było tylko pretekstem by położyć jej dłonie na pośladkach.
    - Zastanów się. Jak już tam pojedziemy to nie będziemy mogli się wycofać. Znaczy ja nie będę mógł. Ale zorbię to dla ciebie. Skoro masz mirodzić Anakina. -zaśmiał się. - Możesz sobie wybrać każde inne zwierze. Kotek? Krówka? Świnka? Langusta? mmm... Może... mrówkojad? Wyobrażasz to sobie? Tak idziemy po ulicy i mina ludzi, kiedy słyszą jak do ciebie mówię "Może kawy, mój mrówkojadku?".
    Mina mu trochę zrzedła, słysząc jej pytanie.
    - Wiesz, nie wspominam dobrze tamtych czasów. To był sierociniec prowadzony przez zakonnice i działy się różne rzeczy. Nie kontaktowałem się za bardzo z nikim, bo nie chciałem tego wspominać. Miałem inne życie i pracę, tkóra dużo ode mnie wmagała, nie mogłem się rozklejać. Uciekliśmy razem z tego przybytku. Wiem, że wyszli na ludzi. Mieli nawet rodziny, a mimo to nie wytrzymali. Victor sam był zdzwony. Oczywiście że mi przykro. Ale co ja mogłem? Nadal nic nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
  171. [No jak dziewczyna ma okres to trochę inaczej pachnie. Ale nie martw się XD Jak się siedzi obok w ławce to nie czuć, ale jak się tak przytuli to już tak. Nie żeby to było coś strasznego]

    - Może być i lama. – wzruszył lekko ramionami. – Może się nie orientujesz, bo skąd z resztą, ale niektóre osoby z niektórych służb płacą alimenty, nawet jeśli są w związki i wychowują te dzieci. To taka… polisa. Jakby się coś miało stać, to dziecko, żona czy mąż, nie zostaną bez środków do życia. Na to się właśnie mówi u nas alimenty, bo głównie na dzieci się płaci wtedy. – przyjrzał się jej twarzy. – No co? Na ciebie już płacę, nie martw się. Jak mi coś odstrzelą to trochę dostaniesz. – wyszczerzył się. – No ale nie aż tyle, byś sobie planowała jakieś zabójstwo, czy coś. Nie patrz tak na mnie, należe do grupy zwiększonego ryzyka. Zawsze podobała mi się ta nazwa. No, ale dość o tym. Zastanów się, czy chcesz do tych Indii lecieć i szukać staruszka, a ja w tym czasu pójdę coś zjeść bo jak zwykle nie dostałem śniadania do łóżka.

    OdpowiedzUsuń
  172. [ Bo nikt tego głośno nie mówi, wicehrabino o.o ]

    - Kiedy ci miałem to powiedzieć, alpako? I tak byś mnie nie słuchała, bo jak już wpadasz w tej swój trans, to nic nie słyszysz nic nie widzisz. - poklepał ją po głowie. - I co z tego, że nie żoną. Żyjesz ze mną już... dwa dni. Więc, można uznać, ze to związek, oparty na czymś więcej niż, znajomości fizycznej. Tak było napisane w podręczniku tajnego agenta.
    Podniósł się kiedy wstała i poczłapał do kuchni.
    - Świetnie. Zapamiętam do i przypomne ci łaskawie, jak się oświadcze i zatargam cie do kościoła czy tam gdzie. Specjalnie się ożenie z tobą, by zobaczyć jak mi niesiesz kakałko do łóżka kobieto

    OdpowiedzUsuń
  173. [ Obrazek pasuje idealnie XD Ja mam tak straszny płyn zimowy do spryskiwaczy, że idzie rzygnąć o.o A nie chcesz być?]

    - Oczywiście że istnieje. No może się tak nie nazywa, ale istnieje. Z resztą, do każdego urządzenia, jakie dostajemy, zawsze jest instrukcja, co jest bez sensu. Jak ktoś nie umie prowadzić to się mu samochodu nie daje, normalne. Choć po obejrzeniu kilki filmów z Jamesem Bondem, miałem nadzieję, na jakiś wybuchający długopis czy coś w ten deseń, albo nóż wyskakujący z buta... Ale niestety, nie ma szans.
    Zjadł coś na szybko i wrócił z kubkiem kawy. Usiadł na kanapie i siedział chwilę, starając się przypomnieć sobie numer telefonu.
    - Dowiem się chociaż, ktro prowadzi tę sprawę teraz. Jak jakiś debil to nie będzie szans by pojechać tam... legalnie, że się tak wyrażę. Oby ktoś kto mnie lubi...
    Siegnął po telefon i wybrał numer z pamięci. Czekał chwilę na połączenie, potem podał rząd liczb i jakieś nazwisko. Rozmawiał dość długo, widać było że raczej po przyjacielsku niż służbowo. Ale się udało. Skończył rozmawiać i dopił kawę.
    - Prowadzi to moja dobra koleżanka. Raczej nie będzie miała nic przeciwko naszej przypadkowej tam obecności.

    OdpowiedzUsuń
  174. [ Nie to nie o.o ]

    Zerknął na nią, nie do końca wiedząc o co chodzi. Dopiero potem przypomniał sobie że przecież Vea nie wie o kogo chodzi.
    - Ładna... Ładna to może ona była zaraz po urodzeniu, ale i w to wątpie. Jest bardzo... wyzwolona... Ale przez to mściwa, wredna, zdecydowanie zbyt szczera i bardzo cwana. Dlatego siedzi w organizacji strategii.
    Stanął mu przed oczami obraz zaniedbanej kobiety, z niefarbowanymi włosami, zmarszczakmi i okólarami ala Harry Potter. No, przynajmnij była orginalna.
    - LAserowa szminka powiadasz... Może coś praktyczniejszego?

    OdpowiedzUsuń
  175. [ Nie szkodzi. Ja też mam ciężki okres i pewnie przez pewien czas będę się nieczęsto pojawiał :) ]

    - Preferuje inne rozrywki niż oglądanie Odlotowych agentek. - zaśmiał sie. - Chociaż jakby komuś udało się wsadzić laser w takie małe coś, byłbym pierwszy w kolejce po taki sprzęt.
    Przyglądał jej się jakiś czas. Włąściwie takie życiemu odpowiadało. Może rzeczywiście przyszedł już czas na zmiane stanowiska? Ile jeszcze, jak długo był w stanie latać po ulicy w pogodni z jakimiś, często niebezpiecznymi ćpunami, którzy często byli lepiej uzbrojeni niż pół oddziału policji.
    - Właściwie to nawet jak widzę nie pomyślałaś, ze mnie może być zimno i nie wygodnie. Proponuje fort zbudować.

    OdpowiedzUsuń
  176. - Źle spałaś? Chrapałaś jak mały bobasek. Jak cie po cyckach macałem to nawet ci powieka nie drgnęła, kłamczucho.
    Uśmiechnął się do niej łobuzersko i tajemniczo.
    - Cóż... Nie chcesz mnie pod kocem. Nie chcesz mnie w forcie... To może od razu się wyprowadze? Jak jeszcze powiesz że nie chcesz mnie w pochwie, to wstane i wyjdę.

    [Nie przesadzaj XD Ale koła się same nie zaliczą, niestety... ]

    OdpowiedzUsuń
  177. [ http://kwejk.pl/obrazek/2550879/kobiety.html
    Ja się niedługo zabieram za magisterską XD Więc pozwól że będę współczuł. ]

    - Skąd ty wiesz co robią bobaski? Znasz jakiegoś?
    Przesunął się do niej. Zaczał się mościć, dość wybradnie. Ciągle coś mu nie pasowało, więc skończyło się na tym, że po prostu siedział obok, okryty kawałkiem koca. Pozwolił jej wcisnąc stopy pod udo by się ogrzała.
    - Pójdziemy gdzieś wieczorem. Napiłbym się i to tak porządnie dość. Potem pewnie nie będzie zbyt szybko takiej okazji.

    OdpowiedzUsuń
  178. [ W przyszłym, w przyszłym. Ja swój licencjat napisałem bardzo szybko, tylko mój promotor ciągle wymagał dodatkowych badań i taki tam, aż na koniec musiałem skracać pracę o 10 stron, bo się nie mieściła w pułapach XD ]

    - Jasne, że znam się nadzieciach i pilnuje je cały czas. - sarknął. - W życiu żadnego bobasa nawet nie trzymałem. Są pomarszczone, różowe, ślinią się i śmierdzą. Wyglądają raczej jak trole niż ludzie. Ale co zrobić...? Jestem w sumie jeszcze młody, mam czas na dzieci. Najwyżej niedożyje ich pełnoletności.
    Spojrzał na nią i się usmiechnął.
    - Owszem, wyszedłem i wypiłem. Ale nie wyszedłem z tobą tylko z dawnym kolegom, a teraz chce wyjść i napić sie z tobą. To chyba róznica, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  179. [Szykuje sie powoli na doktorat XD Ale nie wiem czy po tym wszystkim, tych mękach, będę miał siłę by uczyć sie dalej XD ]

    - Moje to co innego. Moje to będzie piękne, pachnące i nie wrzeszczące po nocach. Od razu będzie znało dwa języki i potrafiło korzystać z toalety. W wieku dwóch lat pewnie wyślemy go do szkoły. Tak... moje dziecko będzie małym geniuszem, a nie zmarszczonym trolem. Poza tym, ja nigdy nie będe dobrym ojcem... wiesz co się mówi, o facetach, któzy na tych zdjęciach z usg nie widzą swojego dziecka... Ja na tych mazgach nigdy nic nie widzę. No i też nie umiem określić w którym miejscu te różowe parówki są podobne do rodziców. Nie wiem gdzie wy, baby to widzicie.
    Okrył sie całym kocem, kiedy wstała. Odprowadził ją spojrzeniem.
    - No, na te babeczki to czkam cały czas. Idż, wychodź, piecz, ocenie twoje umiejętności, bo przy szukaniu męża ci się to przyda, i możemy pójść gdzieś w fajne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  180. [ Też ostatnio myślałem o kursie spawacza XD Jasne, można coś nowego pomyśleć :) Jakaś myśl?]

    OdpowiedzUsuń
  181. [Właściwie myślałem nad tym by przy okazji zaprowadził ją do zanjomych i obgadali ten plan wyjazdu do Indii. Chyba że w ogóle zaczniemy nowy wątek o.o ]

    OdpowiedzUsuń
  182. [ Jak chcesz zacząć coś nowego to mów. Wymyśli się coś :D Do niczego cie przecież nie zmuszam. Do koca sobie tego nie wyobrażam, coś tam mi sie na bieżąco tworzy. Jak mi się sesja skończy to mogę spróbować zrobić nowy szablon jak będziesz chciała ;) ]

    Wyszli w miare wcześnie. Lex miał na oku pewne miejsce, które znajdowało się w miare dobrej dzielncy i miało dobre ceny. Zajął z Veą jedną z pustych loży. Zaczęło się kulturalnie od wódki. Każda libacja się zaczyna kulturalnie.
    potem bez zbędnego gadania przysiadło się do nich pięć osób. Wszysycy wyglądali na wyluzowanych, ale tak na prawdę, ani jedno z nich nie tknęło jeszcze piwa, które zdążyło już zwietrzec w szklankach.
    - Myślałam że przyjdzecie wcześniej. - muknęla kobieta, o wyglądzie bibliotekarki.
    - Nie czytam wam w myślach. - mruknął Lex. Przedstawił Veę swoim kolegom i koleżankom z pracy. Wypili po piwku i rozpoczęła się debata o tym , jak najlepiej przeprowadzić tę misję.

    OdpowiedzUsuń
  183. [ Mogę pokodować. W sumie przydałoby się to sobie przypomnieć. A jak nie to zawsze można zamówić nowy w jakiejś szablonowni XD ]

    Właściwie ustalili dość szybko co każdy miał do zrobienia. Widać było, że każdy się zna na swojej pracy. Lex i Vea mieli pozostać na uboczu, obserwować i czekać. Oficjalnie nie brali udziału jako część ekipy tylko coś, co zostało nazwane "wsparcie strategiczne". Lex uwielbiał ten paragraf. We wsparciu strategicznym mógł zabrać całyburdel z pracownikami i wyposażeniem nawet na koniec świata.
    Rozpoznają teren, sprawdzą co i jak, w czym teraz facet łapki moczy i zdecydują, czy sami go pojmą czy dadzą cynk odpowiednim władzon w Indiach. Czasem to wystarczało. Bardzo lubili kiedy ktoś z ściganych przez nich ludzi, uciekał do Kolumbii. Niby dziki kraj, a niewinny cynk że dana osoba przemyca narkotyki, wystarczył by wsadzić tego ludzia do więzienia na dobre kilkanaście lat. Takie prawo.
    W końcu mężczyzna, chyba najstarszy z nich, zaproponował Vei, by napisała labirynt dla siebie i Lexa, by sprawdzić jak sobie poradzi w takiej robi. Lex nie komentował. Vea sama musiała zdecydować czy chce w to wchodzić głębiej czy tylko pływać na powierzchni.

    OdpowiedzUsuń
  184. - No kto tu ma jaja to ja nie wiem. Ale chyba zwariowałaś jak sądzisz że będziesz to pisała sama. Nie bawimy się w przedszkole. Jak nie chcesz to nie. - mężczyzna wzruszył ramionami. Lex nie skomentował, choć miał wielką ochotę. Później sobie z nią porozmawia. Reszta towarzysta wydawała się nieco zbieszona, ale nikt nie ciągnął wątku dalej. W końcu stanęło na tym co ustalili na samym początku.
    Po kolei opuszczali bar. Każdy udawał się w inną sronę, tak na wszelki wypadek. Lex został sam z Veą, ale oni też musieli się zbierać, bo tak nakazywały przepisy, mimo wszystko. Lex podniósł się i zapłacił za ich napitki. Potem uśmiechnął się do Vei i oboje wyszli. Noc była dość ciepła. Ale tu nigdy ulice nie były puste.

    OdpowiedzUsuń
  185. [ Huhuhuhuhuhuhuhuhuh... XD śmieję się XD Może spróbuj związać i karmić przez rurkę? XD ]

    - No szkoda. - mruknął. Przeciągnął się. Rozejrzał się by zlokalizować ich pozycję. Szli w dobrym kierunku. Załatwili najważniejszą sprawę a teraz mogli się spokojnie wyluzować. Uśmiechnął się do niej.
    - Nie powiem, zachowałaś się jak, cóż jak mam być szczery, to jak kretynka. Nie spodziewałem się tego po tobie. - wzruszył ramionami. - No ale to już twoja sprawa. Bo to nie mnie będą traktować niepoważnie teraz.
    Zapalił papierosa i poprowadził ją jedną z ulic w kierunku centrum.
    - No ale trudno. Zmarnowałaś swoją szansę. A teraz, idziemy normalnie się napić i zabawić.
    Weszli do lokalu, przyjemne wnętrze w drewnie i szkle. Lex złapał kartę menu, przeglądając jakie jedzenie tu oferują.
    - No, to zjemy tu i pójdziemy tam gdzie można się bzykać w kiblu i podrzeć się do miktofonu, udając że się umie śpierwać. A potem na lody. o ile będziemy w stanie utrzymać się w pionie. Co ty na to?

    OdpowiedzUsuń
  186. [ XD Ja bym swojego żarcia nie oddał o.o Nie dzieliłbym się wcale a wcale ]

    - Wiesz tu nie chodzi o mnie, ale o ciebie. Pokazałaś się w złym świetle i wyobraź sobie, że teraz bez sensu będziemy do tych Indii jechać. I tak nic nie zdziałamy, nie dopuszczą nas nawet do trzeciej flanki. I nie, nie spodziewałem się że rozpiszesz to na serwetca. Raczej że wykarzesz się czymś w rodzaju ochoty współpracy, albo znalezienia pracy. Najpiew marudzisz, ze nikt cie nie chce pryjąć a jak ci dają możliwość to zachowujesz się jak dziecko. To było żałosne, na prawdę. Wielka obrażona dama. Z resztą, nie mówmy już o tym. Twoje idiotyczne zachowanie mówi samo za siebie. Nie będę ci pomagał w znalezieniu roboty. A tylko spróbuj mi pomarudzić że nie możesz jej znaleźć albo że coś ci się w akcji nie podoba. I jeszcze dodam tylko tyle że mnie ośmieszyłaś. Bo ręczyłem za ciebie. Tylko gratulować, jaśnie pani.
    Wybrał coś sobie z karty. Zamówił u barmana razem z ciemnym piwem. Zajeli jeden ze stolików.
    - Nikt nir mówił że będę się w kiblu bzykał z tobą, ani że ty musisz ze mną. Świetnie sobie radzisz w odstraszaniu facetów. Mam nadzieję, że chociaż trochę czujesz się jak kretynka bo to że mnie przeprosisz jest dla ciebie nieosiągalne.

    OdpowiedzUsuń
  187. [ I tak za dużo o.o Moje, moje i tylko moje. ]

    Przyglądal jej się jakiś czas, zastanawiając się w jakim świecie ona żyła w tej swojej blond głowie. No ale trudno. Sos hrabiego parówki razem z parówką się wylał i już nic z tym nie zrobi. A może w tym przysłowieu było coś o kąpaniu dzieci? No mniejsza. Nie było to istotne ani trochę. Wzruszył lekko ramionami.
    - Jasne.
    Dostał swoje żarcie. Pochłonął je dość szybko, popijając piwem. Zapłacił za swoje i jaj frytki, które jednak jej zamówił, by nie sępiła od niego. Bo kobiety zawsze to robią. Nie zamówią dla siebie, bo nie chcą, co się odchudzają czy co tam jeszcze, a potem żebrzą i by Bóg bronił im nie dać.
    Kiedy wyszli z lokalu było grubo po 11, a wszędzie i tak kręcili się ludzie. Objął ją ramieniem, bo mimo wszystko nie umiał gniewać się na nią zbyt długo i ruszyli z powrotem w stronę mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
  188. [ Jesteś dobrym człowiekiem o.o ]


    - Cóż, czasem twoje nudne towarzystwo ma zalety. A bzykać się w różnych dziwnych miejscach zawsze zdążę. Mam jeszcze sporo czasu nim dopadnie mnie impotencja.
    Podeszli do jednej z fontann. Lex rozejrzał się czy nikt im się ie przygląda. Z dobrego źródła wiedział, zę nie ma tu kamer. Wyciągnął z kieszeni, wcześniej przygotowany specyfik w woreczku. Udał że stracił równowagę i wrzucił zawiniątko do fontanny. Potem usiadł razem z Veą na ławce i czekał. Nie długo to trwało. Już po kilku sekundach pojawiła się piana, któa gęstniała coraz bardziej, wylewając się powoli za murek. Lex pokiwał głową.
    - Od dawna chciałem to zrobić. Spójrz jakie majestatyczne...

    OdpowiedzUsuń
  189. [ Sesja boli człowieka. Ale jeszcze dwa egzaminy i będzie dobrze :D ]

    - Wódka, babeczki, kakao i inne. - odparł. - Jeszcze muszę sprawdzić jak twoje zdolności pieczenia ciast. To wszystko jest punktowane. Jak zdobędziesz odpowiednią liczbę punktów to wygrasz lokówkę i pluszową małpkę.
    Obserwował pianę z zachwytem. Zapach przypominający płyn do płukania, rozchodził się, zagłuszając woń kawy, alkoholu i kadzideł wszechobecnych kościołów.
    Kiedy piana zaczęła się do niech zliżać niebezpiecznie, usiedli na oparciu ławki, kładąc nogi na siedzisku. Powoli zaczęło przybywać ludzi, którzy ofiarnie poczeli sie pianą obrzucać i w niej tarzać.
    - Może to za duża dawka jadnak?
    Bańki zaczęły unosić się i niesione wiatrem ulatywały gdzieś w przestrzeń.

    OdpowiedzUsuń
  190. - Jak mozna nie lubić pluszaków? Są takie miękkie... i niektóre są wstrętne... na przykład takie lalki klauny. One ożywają w nocy.
    Parsknął śmiechem kiedy dostała piękym pianowym plackim w twarz. To był widok, który powinien być uwiecznionych chociaż na fotografi. Zsunął się z ławki i dołączył do niej, pozwalając się oczywiście obrzucić pianą. Jakim byłby facetem, gdyby nie pozwolił sowjej kobiecie na coś takiego? To byłby skandal...
    Kiedy już dostał nową pianową fryzurę i udało mu się pozbyć piany z koszuli, pjawiła się policja. Żandarmi zawsze potrafili popsuć zabawę.
    Zaczeli krzyczeć do wszystkich po kolei, kto to zrobił i jakieś tam groźby. Lex wyszczerzył się do żandarma, który zaczał się do niech przez lawę piany przedzierać.
    - Ja nie wiem kto to zrobił. - powiedział po Włosku, udając że mówi bardzo łamaną włoszczyzną, ze niby turysta. - My przyszliśmy i to było. Ale macie fajne atrakcje. U nas tak nie ma.

    [Księżno, (niech już będzie na twoje XD ) czy mogłabyś usunąć mi kartę Logana, Cilliana, Dantego i Gabriela? ]

    OdpowiedzUsuń
  191. [ No mogłem, ale po co zaśmiecać jak i tak będę do ciebie pisał? XD Pisz co chcesz :) Ja też się trochę wybiłem przez tą sesję i dopiero zaczynam ogarniać jak się nazywam XD
    Mmmm... chyba że zaczniem coś nowego o.o ale za bardzo pomysłu nie mam XD ]

    OdpowiedzUsuń
  192. [ Tak sobie pomyślałem... Może zaczniemy nowy wątek... o dwójce agentów, którzy dostaliby wspólne zadanie a nie do końca by się dogadywali :) ]

    Dawno nie spał tak dobrze. Chyba klima tego świata dobrze na niego wpływał. Przekręcił się na drugi bok. Obudziło go dziwne uczucie, braku sprzeciwu. Otworzył oczy i dowiedział się, dlaczego sprzeciwu nie ma. Nie było Vei. Ziewnął i przetarł oczy. Podniósł się i poszedł jej poszukać, tak na wszelki wypadek.
    Zajął miejsce obok niej i zajrzał jej przez ramie.
    - Stres przez wyjazdem czy po prostu nie możesz spać?
    Objął ją w talii i przyciągnął bliżej siebie, by oderwała się na chwilę od komputera i zwróciła uwagę na niego.

    OdpowiedzUsuń
  193. [ No co jak co, ale ja zawsze w końcu odpisuje. Mądra pani doktor, przepisała mi jakieś nowe leki i śpie po nich żywcem, więc trochę jeszcze nie ogarniam.
    Tak się tylko zatanawiam. Ale mogłoby być ciekawie, gdyby coś takiego pomyśleć. Ale to już zależy od ciebie, bo ja mogę wszystko prawie ]

    OdpowiedzUsuń
  194. [ Serio? Wybacz, musiałem niedoczytać o.o
    Właściwie miałem pomysł jak to rozkręcić, więc nie ma sprawy, tylko potrzebuje trochę wolnego by to napisać. Gonią mnie terminy w robocie a jeszcze zaczynam semestr, no i tradycyjne pożarłem się z chłopakiem. Nic dodać nic ująć... ]

    OdpowiedzUsuń
  195. [ E, tam XD
    Półurlop, tak? XD ]

    Przez kolejne kilka dni, Lex tłumaczył Verze jak będzie wyglądała ich rola w tej misji. Sam nie miał zwykle problemu w dostosowaniu się do zadania, ale przejmował się, że Vera może oczekiwać od tego zadania więcej, niż może jej zaoferować.
    Indie to dziwny karaj. Z jednaj strony piękny, tajmeniczy i pełen niezwykłych ludzi o wspaniałej kulturze, a z drugiej slumsy, które zajmowały wększość kraju, bieda, dziwaczne tradycje, które nie zmieniły się od wieków i zupełnie nie pasowały do współczesności. Lex nigdy nie wdawał się w rozmowy z maniakami religijnymi, czy ludźmi, których zasady kulturalne tak bardzo mu się nie podobały. Dlatego Indie starał się omijać. Za każdym razem, kiedy się znajdował na terenie tego kraju, nie mógł zrozumieć jak dzieci mogą wyrzucić z domu własną matkę, pozwolić jej żebrać i się prostytuować, tylko dlatego, że została wdową. Sam nie pamiętał swoich rodziców, więc nie wyobrażał sobie tego w ogóle.

    Zamieszkali z Veą w hotlu, w tej częsci miasta, która nie przytłaczała i nie śmierdziała tak straszliwie słodyczą i ostrością przybraw i odorem ludzi.
    Stanął na tarasie, opierając się o barierkę i palił. Było gorąco. Słońce zaczęło znikać za horyzontem, malując niebo i miasto, różnymi odcieniami pomarańczy. Zerknął przez ramię i uśmiechnął się do swojej kobiety.
    - Mam nadzieję, że to nie potrwa długo. Nie przepadam za tą częścią świata.

    OdpowiedzUsuń
  196. - W Japonii nie ma czym oddychać. Ale chociaż nie capi tak tymi przyprawami i odchodami krów. - mruknął, wypuszczając kłąb dymu z płuc. Staral się nie oddychać zbyt głęboko, bo woń zdażniła jego nos i mózg. Tylko dym papierosowy ratował sytuację. Miał przemycone trochę trawki, ale to na później. Trzeba było oszczędzać, bo tutaj nie dość że się nie dogada z tubylcami to jeszcze mogą sprzedać mu coś toksycznego.
    Uśmiechnął się do Vei
    - I co? Podoba ci się praca w wywiadzie?

    OdpowiedzUsuń
  197. Wzruszył ramionami. Otatnio to wszystko interesowało go coraz mniej. Podejrzewał, że się wypalił. Miał już swoje lata i coraz turniej było mu wykonywać robotę, równie dobrze co kilka lat temu.
    - Zawsze jest przeciek. Zawsze jest kret. Zawsze jest ktoś kto nie ma z czego spłacić rat kredytu. Po prostu, zawsze... Często byłem przynętą dla kretów. I chyba mam już dość.
    Podszedł do niej i usiadł obok, patrząc na karty. Nigdy nie rozumiał tego hobby, którym był pasjans czy inne karciane wygibasy.
    - Mówisz tak, jabyś się tego w ogóle nie spodziewała. - parsknął. - Mam spaczenia zawodowe. Właściwie to, mam suże przywileje emerytalne... Trochę procentów, z tytułu uszczerbku na zdrowiu. Jeszcze z rok czy dwa i mogę iść na emeryturę. W końcu tyle lat stażu i czynnej służby robi swoje.
    Gdzieś za oknem, rozległo się głośne muczenie. Lex zachichotał nerwowo.
    - Kurwa mać... jak wrócimy do cywilizacji to z rozkoszą wpieprze jakąś krowiznę.

    OdpowiedzUsuń
  198. - Nie przesadzaj za bardzo. Nawet nie pracujesz w firmie, więc jak miałbym ci o wszystkim opowiadać? Za to jest conajmniej więzienie.
    Położył się na łóżku, patrząc w sufit.
    - Sobie ściągaj. Pewnie nic interesującego tamnie znajdziesz.
    Przechylił głowę w bok i przyjrzał się jej w miarę uważnie.
    - Właściwie, planowałem dzieci, ale jakie to ma w ogóle znaczenie? Nawet nie mam z kim ich mieć. Z tego co pamiętam, to ty za dziećmi nie przepadasz.
    Nie chciał jej zmuszać do ustatkowania się, ani tym bardziej do ryzyka utraty figury i siedzienia z bachorami. Miał wrażenie że się nie zabardzo do tego nadawała. Uśmiechnął się lekko.
    - Jesteś wyjątkowa, wiesz?

    [Przepraszam za nie wpisanie się na listę i raz jeszcze dziękuję :) ]

    OdpowiedzUsuń
  199. -i tak zrobisz jak zechcesz. Nie będę cie przekonywał, bo jak już podjęłaś decyzję, to nie ma sensu marnować energii na gadanie jak można ją spożytkować w lepszy sposób.
    Przesunął się do niej.
    - Możeszto rozumieć jak chcesz. Albo posłuchać mojego wyjasnienia i go przyjąć w takiej a nie innej postaci. - uśmiechnął się szelmowsko. - Ale moje wyjaśnienie nie jest za darmo.

    OdpowiedzUsuń