Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

14 września 2015

[KP] Hold my hand


Znalezione obrazy dla zapytania rollo vikings tumblr gif
I've never liked this formalities. For friends just ROLLO.

Śmieszne jest uczucie straty. Gwałtownie wszystko przepada, świat się sypie, ludzie zaczynają rzucać podejrzliwe spojrzenia. Świdrują oczami twoją sylwetkę, kiedy ty możesz tylko patrzeć na krew, znajdującą się dosłownie wszędzie. Na nieruchome ciało, tak dobrze znane, spoczywające na mokrym piachu, morskie fale podmywające nogi, pusty wzrok jasnych jak słoneczne niebo oczu. Stoisz i patrzysz, godząc się ze stratą, jednocześnie rozpaczliwie szukając sposobu, aby przywrócić ją do życia. Staje się twoim utrapieniem. Koszmarem, nawiedzającym cię za dnia i nocy. Poczuciem winy, wiecznie obciążającym twoje barki. Bo mogłeś zrobić więcej. Zawsze mogłeś zrobić więcej i lepiej niż niejeden człowiek. Jesteś wiedźminem do jasnej cholery. Odmieńcem. Wyrzutkiem. Kreaturą bez uczuć. Wyklętym ze społeczeństwa. Więc czemuż wiedźmin brany za potwora, kiedy jego niewzruszone serce płacze, a reszta pozostaje obojętna? Może oni po prostu są n e u t r a l n i. Potrafią coś, na co on pracował latami, nadal nie do końca opanowując tę sztukę. On winien taki być. Zimny, wyrachowany, neutralny i naturalny w swojej wiedźminowatości. Przecież stanowił tylko kłopoty, które pożyteczniejsze są w lesie, ubijając potwory, aniżeli świętując w karczmach. Ale nie potrafił. Nigdy. Nie przy niej. Jasno stawiał zasady, jawnie ogłaszał się po jednej ze stron, wspomagał monarchów swoim błyskotliwym umysłem. Nie mógł od tak porzucić. Nikogo i niczego, zwłaszcza w opałach. Swojego wzroku, wędrującego po jej filigranowym ciele. Przykłada prawą rękę do piersi, gdzie zionął chłód, zaciskając palce na medalionie w kształcie wilka. Coś się w nim zbudziło. Coś poza smutkiem, stratą i rozpaczą. Promyk nadziei. I chęć zemsty. Przymyka na chwile oczy, oddalając od siebie natarczywe szepty ludzi, uśmiechając się pod nosem, a potem układając usta w osiem prostych słów. Morze nigdy nie będzie poskromione, a ty byłaś moim oceanem. Widząc zdezorientowane twarze Skelligijczyków, rzucasz tylko żart o tym, że kolejną, nieuważną "rybę" wyrzuciło na brzeg, tłamsząc w sobie ból. Zawsze tak robiłeś, robisz i będziesz robił. Zakrywasz wszystko żartem.

Znalezione obrazy dla zapytania rollo gif tumblr

Wiedźmin ze Szkoły Wilka ———— Ten prawy ———— ur. 1222 ———— najlepszymi druhami okazała się banda krasnoludów, która rozkręciła biznes w Novigradzie ———— ratuje niewiasty i ludzi w potrzebie, dokładnie w tej kolejności ———— szemrane znajomości i pochodzenie ———— nawet nie bawi się w "neutralność" ———— każdy Wilk stoi w cieniu Geralta ———— z pozoru prosty wiedźmin ————  uwielbia górskie klimaty, wyprawy morskie i wyzwania ———— poza mieczami przy sobie nosi także toporek ———— niegdyś związany z wojowniczką, zabitą przez klan z Faroe ———— wierny rumak Volpe towarzyszy mu już parę ładnych lat ———— przez swoich braci ochrzczony Morskim Wilkiem

FC: Clive Standen
Wątek z Chan

4 komentarze:

  1. Biaława mgła przesuwała się tuż nad zarośniętą trawą w połowie drogi przez las. Nie było tu jednak wilgotno. Ledwo widoczna substancja sprawiała wrażenie, jakby zupełnie tu nie pasowała, a z drugiej strony przypominała z daleka chmarę pszczół atakujących w konkretny cel. Owa mgła ten cel podróży posiadała, dlatego właśnie mknęła przed siebie, mijając krzewy blekotu, drzewa liściaste oraz dziką różę porastającą dawny płot należący do ówczesnego leśnika. Dom od dawna stał pusty, już prawie zapadł się do środka. Korzystał z niego tylko wiatr i dzika trawa. Biała mgławica zawirowała przed wejściem do ciemnej pieczary, po czym wniknęła w ciemność, gdzie ludzkie oko nie było już w stanie jej zauważyć. W tej czarnej dziurze, którą wydawała się jaskinia mgła sunęła środkiem nawet na chwilę nie zbaczając z trasy, bądź przez omyłkę odbijając się od kamiennych ścianek. Ona wiedziała, gdzie zmierza – ta dziwna biała substancja. Wtem znowu zatrzymała się, zakręciła w miejscu, w którym subtelne światło palonego ogniska nie sięgało swoimi skaczącymi płomykami. Nie minęła nawet sekunda, gdy z mgły wyłoniła się damska sylwetka. Subtelna, podkreślona czarnym ubiorem, który utrudniał dostrzeżenie jej w tych ciemnościach. Blada dłoń dotknęła zimnej ściany jaskini, pomagając kobiecie oprzeć się, by lepiej ujrzeć to, co działo się przy ognisku. Siedział tam mężczyzna w średnim wieku na jednym z większych kamieni. Wsparty rękoma o własne kolana ocieplał je parą buchająca z ogniska. Denerwował się. Lewa stopa lekko mu drżała w dziwnym i przerywanym tempie, raz go łapiąc, raz gubiąc. Ubiór sugerował, iż był zamożnym kupcem. Eldar von Krafft – Lorelei znała go nad wyraz dobrze. Razem sprzedawali najwyższej klasy zioła, składniki alchemiczne, rzadkie substancje, jak i eliksiry. Dziwna spółka: wampir i wilkołak, ale przez dłuższy okres czasu działała zaskakująco dobrze. Nastał jednak moment, w którym zaczęło się pogarszać. Eldar przynosił coraz mniej pieniędzy, podając kobiecie jakieś dziwne wytłumaczenia, w które ona głupia wierzyła. W momencie, w którym przechodząc się po lesie, w poszukiwaniu nowych ziół i sadzonek, napadła na nią banda opryszków, dotarł do niej bardzo przykry fakt.
    - Smutne miejsce sobie wybrałeś – rzekła brunetka, która od dłuższego czasu przechadzała się za mężczyzną, by teraz ukazać się gdzieś przy jego prawym boku. Ręce splątała za sobą i ze spokojem przyglądała się tańczącemu światłu, które jako jedyne w tym miejscu sprawiało wrażenie radosnego. – Smutne jak twoje długi, smutne jak twoje kłamstwa.
    - Czego chcesz? – warknął mężczyzna, podrywając głowę w stronę kobiety. Dłonie splątał i mocno trzymał, jakby próbując się przed czymś powstrzymać. To była ta noc, w której przemieniał się w swoją prawdziwą formę. Ogromnego dwunożnego wilka, z kłami co najmniej jak jeden palec wampirzycy.
    - Zapłaty – Lorelei przystanęła, spoglądając w tę parszywą mordę własnego wspólnika, który z chwilą odkrycia przez nią całej prawny po prostu przestał nim być. Nosił takie śmieszne okrągłe okularki, które miały to miały sprawiać wrażenie, że jest mądrzejszy, inteligentniejszy. Tak naprawdę wyglądał zupełnie, jakby świnie założyli takie na nos. Prawie niczym się nie różnili. – Prawdziwej zapłaty za to, co ci dawałam. Plus opłaty za robociznę z tymi czterema panami, którzy tak bardzo chcieli mi pomóc przy zbieraniu ziół w lesie – w ciemności zalśniły białe zęby, a w nich dwa kły, które nieludzko wystawały poza szereg pozostałego uzębienia. Uśmiech ten jednak zaraz zbladł, więc jakimkolwiek odbiciem świeciły czarne, jak węgiel oczy. – Ile miałeś za mnie dostać koron? Tysiąc? Czy to przypadkiem, jak na twoje długi, nie jest… Zbyt mało?
    - Zamilcz! – ryknął Eldar, a właściwie jego połowa, która jeszcze przypominała człowieka. Już chwilę później, tuż przed Lorelei stał sapiący wilkołak, w końcówce swej przemiany. Była północ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Pieprzyłeś każdą w Novigradzie, Krafft. Ja mam za to płacić? Za te twoje zachcianki psa, którego żadna suka nie chce? – wrzasnęła, ale i ona sama już przygotowywała się do walki. Paznokcie, które na co dzień wyglądały na całkiem normalne wydłużyły się do formy szponów, a subtelna i delikatna twarzyczka brunetki wyostrzyła swe rysy. Kły zalśniły w świetle ognia, a ryk wilkołaka wypełnił całą pieczarę. Trafiła w jego czuły punkt. Nie miał wybranki swego serca, tym bardziej żony. Jedyną kobietą w jego życiu była matka. On, rozpuszczony do granic możliwości, przez równie zamożnych rodziców robił, co chciał do momentu, gdy pieniądze się skończyły. Jego zachcianki jednak dalej zostawały spełniane, tak właśnie popadł w długi, z których chciał wykaraskać się, dostając nagrodę za wampira – samą Lorelei Erylis Vernier Lautrec. Ta rzuciła się wprost na wilkołaka, znikając mu tuż przed pyskiem, by zmaterializować się za nim, a prawą ręką przeciąć mu skórę na plecach czterema prostymi cięciami. Dokładnie tylu napadło na nią w lesie sądząc, iż to starczy na wampira wyższego. Głupcy.

      Usuń
  2. Nigdy nie myślała, że jakakolwiek czynność będzie w stanie zająć ją do tego stopnia, by mogła poświęcić własne bezpieczeństwo, w akcie jakiejś głupoty. Jednak dokładnie działo się to w momencie walki ze wspólnikiem. Skupiała się na tym, by w pewnym stopniu ograniczyć swoje ruchy. Głównie tylko po to, aby nie zrobić zbytniej krzywdy swojemu przeciwnikowi. Nie chciała go zabić. Chciała tylko lekko go poturbować, ponieważ myślała, że w ten sposób zrozumie z kim tak naprawdę ma do czynienia. Lorelei była wampirem wyższym, a nie jakimś pierwszym lepszym krwiopijcą. Ona w trakcie walki się nie męczyła, jej żaden ruch nie męczył. Już miała próbować się z nim dogadać, bo zaczęła zauważać, iż ten traci na mocy, gdy nagle mocna, ale i zarazem dziwna fala energii ścięła ją z nóg. Uderzyła prawym ramieniem o kamienie pieczary, po czym przeturlała się dwa razy, by tuż po tym stanąć równo na dwie nogi. Była to raptem chwila nieuwagi, aby mogła walczyć o swoje życie z wiedźminem, który stał nieopodal niej. Nie był to byle jaki wiedźmin, a sam Marollin z Lyrii. Dawno poznany przyjaciel, z którym to nie widziała się kilkanaście ładnych lat, gdy postanowiła dołączyć do Regisa, którego na szczęście udało się odratować. Dzięki Marollinowi miała bardzo dobre zdanie o wiedźminach, jak i o Szkole Wilka, z której pochodził. Miała również tyle wiedzy na ich temat, by rozumieć jak ich oszukać oraz zmylić. Bardzo nie lubiła ujawniać się ze swoją wampirzą naturą, czego Rollo niejednokrotnie był świadkiem, gdy jeszcze oboje stacjonowali na wyspach Skellige. Była mu niezwykle wdzięczna za wyrozumiałość, ponieważ zdarzało się kobiecie trafiać na wiedźminów innego pokroju, niżeli Marollin. Właśnie dlatego budowanie przyjaźni między nim, a Lorelei zajęło stosunkowo dłuższy okres czasu, niż zwykłym ludziom.
    Tymczasem jednak miała go tuż przed sobą, na ugiętych nogach, jak gdyby gotowy do walki z kimkolwiek. Ona wcale nie była lepsza, bo rozstawiona w pozycji obronnej z wyglądem gorszym, niż zazwyczaj. Była pewna, że w tym stanie nie pozna w niej ciemnowłosej i wręcz porcelanowej laleczki, którą niekiedy przypominała. Rysy twarzy znacznie zdeformowane nie były w stanie naprowadzić jego umysłu na wspomnienia związane z jej osobą, tak samo jak długie i jakże ostre szpony, które od długiego czasu nie nosiły znamion walki na sobie.
    Miała rację. Uznał wampirzycę, za kolejną spotkaną w swoim życiu, której czasu nie warto poświęcać. Pozwolił kobiecie na ucieczkę, do której wcale się nie przymierzała. Jedynie zmaterializowała się na półce skalnej, tuż nad wejściem do głównej komory jaskini, by stamtąd w spokoju przyglądać się walce. Usiadła na wystającym kamieniu, a nogi spuściła tak, że swobodnie zwisały nie ograniczone w swoich ruchach. Vernier chwyciła, za torbę, która na szczęście wytrzymała całą walkę, a spoglądając na tańce w dole wybierała, co lepsze i nie zniszczone kwiaty ze środka. Wraz z rozwojem małej bitwy, w jej dłoniach powstawał nowy wianek, ponieważ poprzedni leżał w częściach w każdym kącie jaskini. Wtem srebrny miecz błysnął nad wiedźminem, gotów wykonać ostateczny cios, kończący całą bezsensowną walkę. Lorelei odwróciła wzrok, kiedy zabrzmiał dźwięk zrywanych ścięgien, a kolejno chrobotnięcie łamanej kości oraz krótki jęk wilkołaka. Smród krwi rozprzestrzenił się w zastraszającym tempie, uderzając nagle w nozdrza wampirzycy, krzywiącej się z niesmakiem na te niecodziennie doznania jednego ze zmysłów. Wtedy nagle zaginęła w ciemnościach jaskini, a zamiast niej pojawiła się biała mgławica, ostrożnie wirująca ponad wiedźminem i jego ofiarą. Czasami zniżała się bardziej, niż powinna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vernier w ten sposób sprawdzała wyrobioną w sobie zdolność oszukiwania wiedźmińskich medalionów i z tego, co zauważyła sprawowała się całkiem przyzwoicie. Jedynym problemem był wianek z wonnych kwiatów zerwanych jeszcze tego samego dnia i choć były w stanie niezbyt urodziwym, to ich zapach niósł za sobą falę słodkiej woni. Mieszała się ona z białawą mgłą, która to zakręcała, prostowała się, a czasem kłębiła w miejscu. W końcu stała się bardziej skondensowana, ściemniała, by sekundę później przemienić się w postać czarnowłosej kobiety. Stała w bezpiecznej odległości od Marollina, co aby zdążyć uciec, gdyby jednak postanowił skończyć żywot przeszkadzającej mu wampirzycy. Spojrzała na leżące po lewej stronie zwłoki wilkołaka, ale zaraz potem odkręciła wzrok, żałując, że w ogóle wpadła na taki pomysł. Głowa nie stanowiła już części ciała przemienionego Eldara, ponieważ zgodnie z procedurą wiedźmińskich zleceń służyła jak dowód wykonanego zadania. Spływający krwią łeb znajdował się w rękach zbierającego się do wyjścia Rollo. Na to Lorelei również postanowiła nie patrzeć, bo z przekory losu dosyć ciężko znosiła widok krwi. Nie wiedziała skąd wzięło się to obrzydzenie. Czasami zastanawiała się, czy nie z przekleństw jakie zsyłała na samą siebie, gdy zrozumiała kim się stała. Z drugiej strony od momentu poznania Regisa zdążyła pogodzić się z własnym losem i zaakceptować nowe życie, które dostała – to jednak nie pomogło. Krwi zazwyczaj pragnęła, ale nie potrafiła przyglądać się jej dłużej, niż poł sekundy.
      - To przykre, że po tak długim czasie, musimy ponownie spotykać się w takich… okolicznościach – odezwała się spokojnym głosem wampirzyca, z niedbałością machając ręką zgodnie z okrągłym kształtem pieczary. Wodziła wzrokiem po ścianach po raz pierwszy tak naprawdę zauważając ich dosyć małą powierzchnię, acz wysoką. – Zapewne widząc cię w innym miejscu z radości rzuciłabym ci się na szyję. Zresztą znasz moją porywczość – uśmiechnęła się w stronę wiedźmina, jak zwykle nie ukazując nawet skrawka białawych zębów. – Teraz to jednak takie… - westchnęła mieląc wianek w swoich rękach. Kiedyś przyrzekła sobie, że nikt z bliskich jej osób, nie ujrzy jej po przemianie, gdy wyglądała tak przerażająco, ohydnie i odrzucająco. Niestety, z jakiś powodów bardzo dbała o swój wizerunek w oczach innych ludzi. – Takie niezręczne – dokończyła po krótkiej chwili, a gdy wzięła się w garść ponownie uśmiech wykwitł jej na twarzy. – Dalej jednak miło widzieć cię w Toussaint, Rollo i mam nadzieję, że zaszczycisz mnie swoją obecnością w moim skromnym domu – ukłoniła się jak na szlachciankę przystało, po czym koronując się kwiecistym wiankiem wykonała kilka kroków w stronę mężczyzny w celu przywitania się, jak prawdziwym przyjaciołom wypadało.

      Usuń