Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

13 listopada 2015

[KP] And I think you should know this, you deserve much better than me

Angel Benjamin Evans 
25 lat - Australijczyk - po prostu Ben, Angel tylko w papierach - niezwykle intensywne zielone oczy - ponad metr osiemdziesiąt wzrostu - sporo blizn na ciele, a jeszcze więcej na duszy - dobry słuchacz, gorszy mówca - cichy i raczej zamknięty w sobie - trochę wybuchowy, trochę ironiczny, trochę artysta - już dawno nauczył się tego, że życie nie jest fair - ktoś ma wszystko, podczas gdy ty nie masz nic - całkiem niezły z niego kucharz - wszystkie oszczędności, które miały zostać przeznaczone na studia, wydał na bilet do Stanów - w Los Angeles zaledwie od kilku dni - he will be my ruin

35 komentarzy:

  1. Licem przeleciało mu bardzo szybko. Niby cztery lata, a już ukończył szkołę średnią i na jesień wybierze się na studia. Kiedy to minęło, cholera? Co prawda nie miał dużo czasu dla siebie, ale bez przesady. Trochę pływał, trochę grał w koszykówkę i regularnie uczestniczył w dodatkowych zajęciach artystycznych. To tam czuł się najlepiej (pomijając basen). To właśnie tam czuł, że robi to, co kocha. Rysowanie, malowanie, składanie dziwnych rzeźb. To było to. Wiedział, że trudno mu będzie zostać malarzem i sprzedawać własne obrazy, ale kto wie. W każdym bądź razie na razie o tym tak intensywnie nie myślał. Wysłał swoje dokumentu do kilku college’ów, ale bardzo ucieszył się, że tutejsze ASP chce go przyjąć. Nie będzie musiał się rozstawać z rodzinnym miastem. Nie przeszkadzało mu to, nie odczuwał potrzeby uciekania stąd, od rodziny. Wiedział, że kilku jego znajomych i tak zostaje tutaj, a poza tym nowe osoby przyjadą właśnie do Los Angeles, spełniać swoje marzenia.
    Bal maturalny (na który wybrał się ze swoją kolegą, i tak wszyscy wiedzieli, że Leo jest gejem), rozdanie dyplomów, wielka uroczystość. O tak. Jeśli ktoś tego nie miał, to niech żałuje, bo to było jedno z najlepszych przeżyć w życiu.
    W końcu nadeszły wakacje. Jeden z kumpli Leo wyprawiał imprezę w swoim domu z okazji zakończenia licem i dostaniu się na studia. Oczywiście Leo musiał tam być. Nie wiadomo kiedy zobaczy znowu niektórych ze swoich znajomych. Porozjeżdżają się po kraju, a nawet za granicę. No tak, sam był bogaty, to zadawał się z bogatymi. Jasne, że nie tylko, ponieważ w liceum poznał wielu ludzi z różnych klas społecznych. I dlatego cieszył się i trochę było mu smutno. Coś się kończyło, coś się zaczynało. Nowa przygoda, nowe doświadczenia. Będzie fajnie.
    Nie mógł się doczekać wyjścia. Zastanawiał się nawet czy nie wyjść wcześniej i nie dotrzeć szybciej na imprezę. Ale nie, cierpliwie czekał. Trochę pograł na konsoli, zjadł coś słodkiego, wziął prysznic, ubrał się w ciemne dżinsy, trampki, koszulkę z czaszką i narzucił na to jeszcze koszulę w czarno-czerwoną kratę. Jej oczywiście nie zapiał, żeby wyglądać bardzo rockowo. Sama impreza nie odbywała się jakoś daleko. Kolega, który wyprawiał zabawę był niedalekim sąsiadem Leo. I dobrze. W razie czego będzie mógł ze spokojem trafić do domu, przy okazji spacerując i wdychając nieco chłodniejsze niż za dnia powietrze.
    Wyszedł z domu i skierował się ścieżką do bramy. Jego dom był duży jak na trzyosobową rodzinę. Miał dwa garaże (i właśnie dlatego to jego samochód stał na podjeździe), basen kryty i otwarty na ogrodzie. Właśnie, ogród mieli bardzo piękny, bo mama Leo o niego dbała i co chwilę zmieniała jakieś dekoracje i meble ogrodowe. W samym domu każde pomieszczenie było ogromne. Cała rodzina lubiła duże przestrzenie. Może dlatego od strony oceanu na całej ścianie były okna. Tak, z góry do dołu. Ale spokojnie, przy suficie znajdowały się zasłony. Pokój Leo był na górze, właśnie od strony oceanu. Bardzo lubił ten widok.
    Otworzył furtkę i zatrzymał się, widząc nieznanego mu chłopaka. Uniósł brew wyżej. Hm, ciekawe, kto to. Stał tak przed ich domem… to było dość… dziwne. Leo zamknął za sobą i ponownie spojrzał na nieznajomego.
    - Nowy sąsiad? – zagadnął, bo przecież nie mógł odpuścić sprawy. Zawsze był chętny do rozmowy. – Jak do moich rodziców, to ich nie ma. Wrócą za dwa dni dopiero – poinformował go i podszedł bliżej, uważnie mu się przyglądając. Jakby go kojarzył, ale… nie, raczej nie. – Jestem Leo – przedstawił się i podał mu rękę. – Właśnie idę na imprezę. Jak nie masz nic lepszego do roboty, to może wybierzesz się ze mną? – Nie, nie miał problemów z zapraszaniem nieznajomych na jakieś zabawy. Zawsze mógł poznać nowych znajomych. A takich nigdy za mało przecież.

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, to było dziwne, że zapraszał obcego faceta na imprezę. Ale to nic. Im ich więcej tym lepiej. Może nieznajomy nie okaże się seryjnym mordercą. Może. Domy w tej części Los Angeles były ogromne. Właścicieli było na to stać. Dookoła mieszkały gwiazdy i bogaci biznesmeni. Nic dziwnego, że na imprezach zawsze bywało dużo ludzi. Zazwyczaj połowy się nie znało, bo przychodzili znajomi znajomych. A czasami i obcy się wkręcali. Można powiedzieć, że było to dość niebezpieczne. Ale jak na razie wszyscy żyli i mieli się dobrze. A bawet bardzo dobrze, zważając na to, że wszyscy szli na jesień do college’u. Musieli to uczcić. Im większa impreza, tym lepiej. Dlatego Leo sądził, że jego znajomy nie będzie miał nic przeciwko temu chłopakowi.
    Leo uśmiechnął się do niego.
    - To całkiem niedaleko – poinformował go, a potem wyszyli przed siebie. Słońce powoli zachodziło, zrobił się klimat. Dobrze, że ten znajomy miał fajne, imprezowe oświetlenie. Zawsze dodawało to uroku całej atmosferze. Podobno wynajął jeszcze DJa. Nic dziwnego, nie codziennie kończy się liceum, prawda? A Leo był bardzo ucieszony z tego powodu. O nic nie pytał nowego znajomego. Może przyjdzie na to jeszcze czas, a może nie. Na razie po prostu chciał się pobawić. Chciał tańczyć, śmiać się, ewentualnie powspominać, napić się czegoś. Jak to na imprezie. – To tam – wskazał Benowi jeden z białych, nowoczesnych domów. Widać było światła, a im bardziej się zbliżali, tym bardziej było słychać muzykę. Co jeszcze było fajnego w mieszkaniu na wzgórzach Hollywood oprócz tego, że sama dzielnica była bogata i piękna? Każdy z domów stał w odpowiedniej odległości od drugiego. Dlatego muzyka w nocy nie przeszkadzała sąsiadom i było mniejsze ryzyko patrolu policji.
    Dotarli pod dom, a Leo zadzwonił i zapukał. Ktoś im otworzył. Dość szybko, więc pewnie akurat przechodził obok drzwi i usłyszał pukanie. Leo nie znał tego chłopaka, ale przywitał się, żeby być miły.
    - Tylko się nie zgub – odwrócił się jeszcze do Bena, a potem weszli w głąb domu. Leo rozglądał się za kimś znajomym. No, widział wiele znanych twarzy ze szkoły. Większość już przyszła i powoli rozkręcała imprezę.
    Szedł przed siebie, szukając swojego przyjaciela. Pewnie już tu był. Co raz odwracał głowę i sprawdzał, czy jego nowy znajomy idzie za nim i czy jeszcze się nie zgubił. Ewentualnie nie znalazł sobie czegoś, czym mógłby się zająć. Na szczęście dzielnie śledził jego ruchy.
    W końcu dotarli do jakiegoś chłopaka, który był całkiem przystojny i właśnie nalewał sobie piwa do tego sławnego czerwonego kubka.
    - Reef, cześć – przywitał się Leo, a potem uścisnął się po przyjacielsku z chłopakiem. – Poznajcie się. Reef, to Ben, mój nowy kolega. Ben, to Reef, mój przyjaciel.
    - No cześć, miło cię poznać – przyjaciel wydawał się być podobny do Leo pod względem zawsze dobrego humoru i wiecznej szczęśliwości. Uśmiechnął się szeroko do Bena, a potem podał im po kubku z piwem. – Chodźcie, impreza przenosi się na basen – ruchem głowy wskazał im kierunek, w którym powinni się udać. Sam zaraz tam poszedł. Reef był hetero, więc pewnie chętnie zobaczy mokre dziewczyny w bikini lub po prostu w mokrym ubraniu.
    Leo odwrócił się przodem do Bena i uniósł nieco kubek.
    - Decyduj. Możemy iść tam albo rozejrzeć się tutaj. Można też zakosić miskę z chipsami – stwierdził, wbijając wzrok we wcześniej wspomniane jedzenie, które leżało na stoliku niedaleko nich. Skoro go tu zaprosił, to przecież go nie zostawi tu na pastwę losu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znał go i nie wiedział, czy chłopak szybko odnalazłby się w nowym towarzystwie tak, jak mają to co niektórzy (na przykład sam Leo), czy wręcz przeciwnie. A szczerze mówiąc, wyglądał na takiego, który raczej woli usiąść z boku na kanapie (tu też był taki kąt, nawet kilka, jedno już było zajęte przez kilka osób). Leo uniósł kubek i napił się. Nie przepadał za piwem; wolał mocniejsze trunki, ale skoro już i tak mieli te słynne beczki… przecież nie odmówi. Odwrócił wzrok od miseczki z chipsami, aby znów patrzeć na Bena. Znowu to dziwne uczucie. Może widzieli się kiedyś na ulicy. To tak jak ze snami, że ludziom śnią się osoby, które wcześniej widzieli, chociaż nawet tego nie odnotowali w głowie. Pewnie to coś podobnego.

      [Cicho, jest dobrze. Ja się jeszcze wkręcam w postać powoli… xd
      W ogóle tak myślałam, że na tej imprezie nie może zabraknąć partnera Leo z balu maturalnego… :D]

      Usuń
  3. Leo uśmiechnął się do kolegi. Widać było, że czuł się niepewnie w obcym domu przy obcych ludziach. Równie dobrze to któryś z nich mógłby być seryjnym mordercą i polować właśnie na niego, a nie on na nich. Tak, Leo zdecydowanie naoglądał się za dużo horrorów z seryjnym mordercami. Ale takie były najlepsze! Takie zabawne i głupie jednocześnie. Idealne na wieczorny relaks.
    Wziął jednego chipsa i pochrupał. Patrzył na niego uważnie, a kiedy stwierdzał, że gapi się zbyt długo, to odwracał wzrok na innych gości. Obserwował swoich kolegów, do niektórych się uśmiał i machał. No, znał ich. Cztery lata w tej samej szkole, czasami nawet i w tych samych grupach. A za chwilę każdy pojedzie w swoją stronę, zostawiając za sobą znajomości i miasto. Ciekawe, co Bena tu sprowadzało. Słyszał jego obcy akcent. Był Australijczykiem, zupełnie jak Leo. Swój swego pozna. Wszędzie. Nikt nie miał takich akcentów. Nawet Brytyjczycy, którzy przecież podlegali tej samej królowej. No, ale nieważne.
    - Jasne, że tak. A co innego mogłoby być na imprezie? Założę się, że w kuchni czekają na nas sałatki. O ile coś jeszcze zostało – wzruszył ramieniem i dopił piwo. Dolał im alkoholu do kubków i znów uśmiechnął się do nowego znajomego. Przez chwilę nawet zastanawiał się, czy ich znajomość mogłaby trwać dłużej niż kilka godzin spędzonych na imprezie, czy widzą się dzisiaj pierwszy i ostatni raz. Nie chciał się nad tym dłużej rozwodzić, przecież nawet go nie znał. Mieli na razie tylko tę domówkę.
    Przeszli na wolne miejsce na sofie przy oknie od strony ogrodu. Słońce zupełnie zaszło, pogrążając Los Angeles w ciemności.
    - Z okazji zakończenia liceum – wyjaśnił mu. – Cztery lata… przeleciało, że nawet nie wiem, kiedy – zaśmiał się głośno. – Fajnie było, ale co dobre, szybko się kończy. Większość z tych ludzi do moi znajomi ze szkoły – dodał, ponownie lustrując gości.
    Kilka osób podeszło do nich, witając się z Leo. No cóż, pan Xavier był dość popularny w szkole. Nic dziwnego, skoro ma się bogatych rodziców i jest się (a raczej było) w drużynie pływackiej. Raz po raz grywał też z chłopakami od drużyny koszykówki. Lubił ten sport, zastanawiał się kiedyś, czy nie powinien na stałe dołączyć do drużyny, jednak wolał wodę.
    - Wiem, że nie muszę, ale w końcu cię zaprosiłem, tak? Jestem za ciebie tak jakby odpowiedzialny – zaśmiał się ponownie, ale trochę ciszej. – Jeśli jednak chcesz kogoś poderwać i się zabawić z kimś innym, to nie ma problemu, Benji – uśmiechnął się i uniósł czerwony kubek w celu pozdrowienia, a potem upił kilka łyków. – Zdecydowanie potrzebuję czegoś innego niż to piwo. Co ty na to? – spojrzał na niego porozumiewawczo z lekko diabelskim uśmiechem na ustach. Chciał zwiedzić ten dom i poszukać czegoś konkretniejszego. Jeśli się nic nie znajdzie, to może powinni wyjść do miasta. Ben wydawał się być starszy, więc może ma już te ponad dwadzieścia jeden lat i bez problemu kupi alkohol w sklepie. Wziął kolejnego chipsa i chrupnął sobie. Nagle pochylił się nieco w jego kierunku. – Właśnie jakaś dziewczyna bardzo intensywnie rozbiera cię wzrokiem – zdradził mu. Nie wiedział, czy Benji woli dziewczyny, chłopaków, czy może nie wybrzydzał w ogóle. Więc pomyślał, że kolega powinien o tym wiedzieć.

    [Pojawi się, ale trochę później. Może zrobimy jakąś dramę… albo komedię xd]

    OdpowiedzUsuń
  4. Co jak co, ale podobał mu się ten facet. Niby taki milczący, ale intrygujący. Dlatego właśnie Leo chciał spędzić z nim ten czas. Nie dowiedział się ostatecznie, czy Ben to jego nowy sąsiad, czy co… No ale nie zamierzał o to pytać. Było wiele ciekawszych tematów, jakie mogą poruszyć, wiele ciekawszych zajęć, jakie mogą robić i wiele miejsc, do których mogą się udać. Tak, głównie chodziło mu o ten dom. Był ogromny. Gdzieś tu na pewno pochowane są butelki lepszego i o wiele droższego alkoholu. Trzeba tylko go znaleźć, mając nadzieję, że inni go nie znaleźli wcześniej. Jednak sądząc po tym, że wszyscy trzymali czerwone kubki, śmiali się do siebie i nikt nie wyglądał na specjalnie przejętego alkoholem… to mieli spore szanse, że będą pierwsi.
    - Jestem pewny, że to nie mnie rozbierała wzrokiem – zaśmiał się cicho. – Jesteś jednym z tych przystojnych i gorących nieznajomych z imprezy, Benji – uśmiechnął się i wstał. – No idziemy, idziemy. Nie przepadam za piwem, wolę mocniejsze alkohole. Chociażby dla samego smaku i przyjemnego pieczenia w gardle – wyjaśnił mu.
    Nagle z jego twarzy zniknął uśmiech. No świetnie, jeszcze jego tu brakowało. No ale w sumie miał dokładnie takie samo prawo obecności na tej imprezie jak każdy inny. Też skończył szkołę, tez był absolwentem i też idzie na studia jesienią. Praktycznie każdy szedł. Mogły się zdarzyć wyjątki, które robiły sobie rok przerwy, ale to była bardzo niewielka ilość.
    Obserwował długo chłopaka, który przechodził niedaleko nich i jak na razie nie spostrzegł Leo. Ten chłopak był jego partnerem na balu maturalnym. Trochę się pokłócili i generalnie na dzień dzisiejszy Leo chciał go po prostu unikać i najlepiej nie widzieć. No, ale na to już za późno. Mógł teraz ewentualnie wtopić się w tłum. Albo…
    - Chodź po ten alkohol – powiedział całkiem poważnie jak na siebie. Pierwszy raz chyba, odkąd poznał Benjamina. Co prawda było to jakąś chwilę temu, ale… Po prostu Leo rzadko bywał poważny i rzadko kiedy na jego ustach nie było uśmiechu. Nie przejmował się zmarszczkami, jakie mogą mu się od tego pojawić ani bolącymi mięśniami twarzy.
    Odwrócił się gwałtownie i poszedł w stronę schodów. Stwierdził, że najlepiej będzie tam zacząć szukać. Potem mogą iść do piwnicy. Dla Leo lepiej.
    - Mówisz tak, jakbyś nie pił, nie mając dwudziestu jeden lat – powiedział, a na jego twarzy ponownie zawitał uśmiech. Lekki, bo lekki, ale uśmiech. On był jego tajną bronią. Weszli na schody i skierowali się ku górze. Nigdy wcześniej tu nie był, nie było okazji i nie było z kim wyruszyć na poszukiwania alkoholu. A teraz wybierał się tam z zupełnie nieznanym mu chłopakiem. Nie, nadal się nie bał, że mógłby zaraz dostać nożem między żebra. Obejrzał się za siebie, spoglądając na gościu i wyszukując tej jednej twarzy, a potem szybko zwrócił swój wzrok ku Benjaminowi. Posłał mu lekki uśmiech, kiedy w końcu znaleźli się u szczytu schodów. – Poszukiwania czas zacząć – oznajmił i zajrzał w pierwsze lepsze drzwi. – Stawiam na sypialnię jego rodziców. I na jakieś gabinety – stwierdził, zamykając drzwi, które przed chwilą otworzył. – Więc jesteś z Australii? Poznaję po akcencie – zdradził mu, mijając go i zaglądając do kolejnego pokoju. Generalnie miał nadzieję, że nie natknął się na jakąś parę, która będzie chciała być sam na sam w jakimś pomieszczeniu z łóżkiem. Tja. Wszystko było możliwe na takich imprezach. – Ja też. Urodziłem się tam, ale potem moi rodzice dostali lepsze oferty pracy tutaj i się przeprowadziliśmy. Na szczęście mój akcent nie zanikł – zaśmiał się cicho i wsunął głowę do kolejnego pomieszczenia. – Mam gabinet – zakomunikował, widząc biurko, dwa fotele, sofę, jakieś regały… Coś tu na pewno znajdą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leo wszedł do środka i zapalił światło. Nie no, ładnie tutaj, tak elegancko i szykownie. Ale i tak twierdził, że jego ojciec miał lepiej urządzony gabinet. Podszedł do biurka i otworzył szuflady. Jedna była na klucz, więc nie miał jak się do niej dostać. Pozwolił sobie usiąść na fotelu i rozejrzał się.
      - A może tam? – pokazał na niewielką komodę. – Masz rodzeństwo, Benji?

      Usuń
  5. Leo wyprostował się na fotelu i spojrzał na towarzysza uważnie. Aha, czyli o rodzinę nie pytać, bo to zdecydowanie nie należy do łatwych i dobrych tematów. Zamilkł, nie wiedząc, co powiedzieć. To było przykre. I zrobiło mu się głupio, że w ogóle zapytał. Szkoda gadać. Powinien więcej myśleć, nim coś powie. Z drugiej strony, skąd mógł wiedzieć, że to tak wyjdzie? Że rodzina to drażliwy temat dla Benjamina? Na resztę imprezy będzie wiedział, żeby lepiej nie poruszać tego tematu. Nawet mu współczuł, kiedy usłyszał te wszystkie wiadomości. To naprawdę jest smutne. Podczas kiedy on miał rodziców i ich miłość, Benji nie miał nikogo. Ach. Przyszli tu na imprezę, żeby się bawić, napić się, potańczyć, a tymczasem utknęli w gabinecie jakiegoś faceta na piętrze, w zupełnie dalekim miejscu od tej właśnie imprezy.
    Obserwował go przez chwilę i westchnął cicho. To było dziwne. Zaprosił go, a teraz… zdecydowanie powinni się napić i zejść na dół, żeby się w końcu zabawić. Po to tutaj przyszli, a nie po jakieś smęty. Mimo wszystko najpierw wypadałoby coś powiedzieć. Leo wykorzystał okazję, że Benj usiadł na biurku obok niego i poklepał go niepewnie po ramieniu.
    - Nie, to ja przepraszam. Nie powinienem poruszać tego tematu. To już się nie powtórzy, słowo – spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się lekko. – O, nie, nie, nie. Nie będę mówić o sobie. Nie umiem tego robić, wierz mi – zaśmiał się, czując, jak wraca do niego dobry humor. A nawet się jeszcze nie napił niczego porządniejszego! Tak, Leo był z tych ludzi, którzy uważali, że nie trzeba pić ani brać czegokolwiek, żeby się dobrze bawić. Jemu na przykład wystarczy dobra gra na konsolę albo jakaś planszówka. Albo film. Alkohol był tylko dla smaku. No i coś trzeba było pić, żeby się człowiek nie odwodnił. A przecież już uczucie pragnienia świadczyło o lekkim odwodnieniu. Dlatego wziął od niego whisky i zabrał łyka. – No, i o tym właśnie mówię – kąciki jego ust ponownie powędrowały do górę. A raczej nigdy nie opadły, więc… Niektórzy mogliby uznać, że jest to lekko przerażające. Sam Leo uważał, że życie jest śmiechu warte, więc trzeba się śmiać. Nawet, jeśli na swojej drodze spotyka się kogoś takiego albo podobnego do tego tam na dole. – Ten chłopak? – powtórzył, unosząc nieco brwi. Z jego twarzy znów zniknął uśmiech. – Nic wielkiego, szkolna drama, nic specjalnego – wyjaśnił pokrótce i znowu wziął łyka. – On wiedział, że jestem gejem, ja widziałem, że on jest gejem, cała szkoła wie, że ja i on jesteśmy gejami, więc postanowiliśmy iść razem. A że jest nawet przystojny, to stwierdziłem, że przynajmniej będę miał ładne zdjęcia na pamiątkę na ściance – uśmiechnął się delikatnie. – Potem on chciał czegoś więcej, a ja nie i się o to pożarliśmy – dokończył, gestykulując zabawnie rękami. - Mówiłem, nic specjalnego. I wiem, że to może się wydawać dziwne, że się nie zgodziłem, ale po prostu nie chciałem. Tyle, koniec historii – wstał i wziął kolejnego łyka. – No, ale nie mam zamiaru tu siedzieć cały wieczór, Benji. Czas płynie zdecydowanie za szybko. Trzeba go wykorzystać – puścił mu oczko i już znowu na jego twarzy gościł wesoły uśmiech. No cóż, nie zamierzał się przejmować tym całym zdarzeniem. Były lepsze i ważniejsze rzeczy do roboty. Jasne, że to było dość… chyba bardziej upokarzające aniżeli bolesne i sprawiało, że przez chwilę nie odczuwał takiej radości jak zazwyczaj. Ale mówi się trudno i płynie się dalej. – Chodź – złapał go za koszulkę i już chciał go pociągnąć, kiedy jego telefon dał znać, że przyszła wiadomość. Leo puścił Benjaminową koszulkę i wyciągnął smartfona, aby odczytać wiadomość. – To Reef. Właśnie mnie poinformował, że tamten gościu się pojawił. Dobry z niego przyjaciel – schował telefon z powrotem do kieszeni i już znowu patrzył na znajomego nieznajomego. – Bierzemy butelkę. Jakby co… sami ją przynieśliśmy – zasugerował i skierował się do drzwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Jeszcze tak myślałam, że postać A (pisze tak, bo to tylko moje takie tam, a nie, że Twoja postać musi, mam nadzieję, że rozumiesz xd) mszcząc się na bracie, będzie chciał go w sobie rozkochać i w ogóle mieć z nim romans, żeby potem bezczelnie mu powiedzieć, że są braćmi. Dodatkowo byłby zaborczy, kiedy byliby już w związku xd]

      Usuń
  6. Ależ Leo się nigdzie nie wybierał. Nie miał najmniejszego zamiaru, ot co. Skoro przyprowadził tutaj Benjamina, to z nim zostanie. A skoro on nie chciał zostawiać jego dla panienek, które rozbierały go wzrokiem… W sumie nawet im się nie dziwił. Benji był przystojny, starszy i tajemniczy. Czy to właśnie nie to przyciągało kobiece spojrzenia? Leo nawet się nie zastanawiał, czy kiedykolwiek jeszcze się spotka z tym mężczyzną. Uważał, że powinni się dzisiaj bawić, póki mogą i czerpać z tego przyjemność. Od tego była właśnie impreza. Zwłaszcza ta z okazji odebrania dyplomów i przyjęcia na studia. Z jednej strony Leo już chciał się znaleźć w college’u, ale z drugiej chciał jak najdłużej korzystać z wolnych, wakacyjnych dni. Przez egzaminami zastanawiał się, czy może nie pójść do jakiejś pracy i sobie dorobić, żeby nie ciągnąć od rodziców, ale ci stanowczo odmówili. Stwierdzili, że przecież sobie zasłużył na te wakacje i powinien z nich korzystać jak najwięcej. Trochę było mu głupio, przecież był już tak jakby dorosły. No nic, pewnie jeszcze coś wymyśli.
    Zeszli na dół, a Leo ponownie się rozejrzał. Większość była na zewnątrz. Nic dziwnego, w salonie robiło się coraz cieplej, chociaż klimatyzacja cały czas działała. Tyle osób… Spojrzał na swojego towarzysza i napił się, kiedy ten się nad nim pochylił. Trochę był zaskoczony tą nagłą bliskością Benjiego. Spojrzał za jego ramię, wysłuchując go i uśmiechnął się do siebie. No proszę. Ciekawe, czy robił to dlatego, że sam wolał chłopców, czy może ze względu na usłyszaną kilka chwil wcześniej historię związaną z balem maturalnym i partnerem Leo. W każdym bądź razie obie te opcje były w porządku.
    - Po to tu przyszliśmy, prawda? – spojrzał mu w oczy, nie potrafiąc ukryć szerokiego uśmiechu. Złapał go za łokieć i wyprowadził na ogród. Szybko się rozejrzał, a kiedy patrzył kawałek wolnego miejsca, po prostu się tam skierował razem ze swoim nowym kolegą. Gdy znalazł się na miejscu, od razu zaczął poruszać biodrami. Może i nie należał do najlepszych tancerzy, ale to nie było ważne, przecież chodziło o dobrą zabawę, a nie o zawody w tańcu. Zresztą, niewielu tu było chłopaków, którzy potrafili tańczyć. Nie było zatem czego się wstydzić. Leo raz po raz sięgał po butelkę, w której było już coraz mniej alkoholu. Ale to nic, tyle zdecydowanie mu wystarczy. Chciałby jeszcze wrócić do domu i położyć się w swoim łóżku, a rano czuć się w miarę dobrze. Nie rozumiał tych ludzi, którzy lubili upijać się do nieprzytomności albo do momentu, w którym będą wymiotować.
    Przybliżył się do niego bardziej, nie przejmując się innymi. I tak nikt nie zwracał na nich uwagi. A jak już, to Leo nawet tego nie zauważał, bo aktualnie bardzo cieszył się z tego, że spotkał dzisiaj Benjiego. Gdyby nie to, to pewnie właśnie siedziałby gdzieś razem z Reefem i po prostu rozmawiałby z innymi. To też byłoby dobre rozwiązanie, ale taniec z kimś nowo poznanym, podczas kiedy Leo się nie wstydził, ponieważ był otwartym człowiekiem (jak zodiakalny lew; tja, to wymysł rodziców, żeby lewa nazwać Leo) i pewnym siebie. Położył dłonie na ramionach Benjamina i zakręcił biodrami. Jednak zdawał sobie sprawę z tego, że to było bardziej śmieszne, aniżeli seksowne, więc zaraz wybuchł śmiechem. Tak, istny z niego romantyk i podrywacz, nie ma co.
    Niedaleko nich siedział Reef i obserwował ich z jedną uniesioną brwią. Hm… Jeszcze dalej znajdował się ten chłopak, z którym Leo był na balu maturalnym. Chyba był trochę zły. Bo jemu odmówił, a teraz zabawia się z jakimś nieznajomym palantem?

    [Nie, nie, Benji jest super, nic nie zmieniaj. Właśnie bardzo dobrze, że nie będzie takim skurczysynem do końca. Tak jak jest, jest dobrze xd Podoba mi się postać Benjiego i jego ludzkie odruchy i te huśtawki, że w sumie to nie wina Leo, ale Leo nie oddali. To jest fajne xd
    A zaborczość zawsze spoko :D]

    OdpowiedzUsuń
  7. Leo lubił tańczyć, chociaż nie wychodziło mu to jakoś super dobrze. Cieszył się, że ma się z kim bawić dzisiaj, że może zatańczyć z kimś, kto nie był dziewczyną. Wątpił, aby na tej imprezie znalazł się inny chłopak, który chciałby z nim zatańczyć tak, jak robił to Ben. Nie wiedział, ilu było gejów w jego szkole. Miał ten swój gej radar i się domyślał, ale przecież nie będzie nikogo do niczego zmuszał. Każdy miał swoje życie i każdy robił z nim co chce. Leo się nie oszukiwał nigdy. Co prawda był trochę przerażony na samym początku, bo co pomyślą rodzice, co zrobią mu w szkole z tego tytułu. Miał wiele wątpliwości co do akceptacji przez swoje środowisko, nigdy do swojej seksualności. Pamiętał, że strasznie się rozpłakał, kiedy mówił o tym rodzicom. Oni na szczęście uśmiechnęli się i pogłaskali go po głowie. Powiedzieli, że to nic złego i cieszą się, że się z nim tym podzielił. Padło jeszcze kilka innych miłych słów, nie zabrakło rozmowy o zabezpieczeniu. Dzieci z tego nie będzie, ale można zarazić się różnymi chorobami. A chcieli, żeby ich syn był zdrowy. Kiedyś nawet podejrzewali, że Leo umawia się z Reefem. Na szczęście szybko im wyjaśnił, że Reef to tylko przyjaciel i on woli dziewczyny. I że totalnie nie jest w jego typie.
    - Oczywiście, że nie potrafię tańczyć, Benji. I wcale się tym nie przejmuję – zaśmiał się znowu. – A tam, nie wiem, może jest zazdrosny, nie przejmuj się nim. Ja się nie przejmuję. Nie ma czym – nie miał zamiaru zastanawiać się całą imprezę, o co może tamtemu chodzić. Leo chciał się bawić i myśleć o samych pozytywnych rzeczach. Teraz na przykład chciał tańczyć, póki go nogi nie zaczną boleć. Potem może sobie usiądzie razem z nowym znajomym, może i Reef do nich podejdzie pogadać. Może jednak warto by było przedłużyć tę znajomość. Jak na razie nowy znajomy robił dobre wrażenie i intrygował bardzo. Z drugiej strony noc jeszcze młoda, jeszcze się wiele może zdarzyć, Ben może jeszcze wiele zrobić i wiele powiedzieć. Leo nie chciał się spieszyć z oceną kogoś, kogo dopiero poznał.
    Był trochę zaskoczony, kiedy nagle znalazł się jeszcze bliżej Benjiego niż dotychczas. Przez chwilę czuł się nieswojo, a potem miał wrażenie, że jego policzki robią się bardziej gorące. Ale to pewnie wina alkoholu. Taką przynajmniej miał nadzieję. Uniósł na niego spojrzenie i przyjrzał mu się uważnie. Co prawda kiedy zobaczył go na ulicy pod swoim domem, gdzieś tam z tyłu głowy przebiegłą mu myśl, że jest przystojny, ale zaraz odgonił od siebie te myśli. Teraz kiedy na niego patrzył, również myślał, że facet jest przystojny. Oj tak, jak cholera. Dlatego objął go za szyję i uśmiechnął się do niego. Zakręcił biodrami, ocierając się o jego biodra. Cholera, chyba jednak powinien tak nie robić. Z drugiej strony czuł, że alkohol zaczyna działać.
    - No co ty, mówiłem ci, żebyś się nim nie przejmował. Jest zły, że nie udało mu się zaciągnąć mnie do łóżka i tyle. Nie zawsze można mieć to, czego chcemy – westchnął. – Nie wykopie cię, to nie jego impreza. A nawet jeśli pogada z gospodarzem i ten będzie chciał cię wykopać, to ja pójdę razem z tobą. Znajdziemy sobie coś innego do roboty – uśmiechnął się wesoło.
    I tak mijał im wieczór. Tańczyli, pili, potem nawet pogadali z kilkoma osobami, w tym z Reefem, wspominali czasy liceum i śmiali się. Leo wyjaśniał zawsze szybko Benowi co i jak, żeby mógł zrozumieć różne sytuacje.
    - Na koniec oczywiście zrobiliśmy żart, jak każda czwarta klasa – mówił Reef. – Kupiliśmy maskę saszetek z oranżadą w proszku i wsypaliśmy je do basenu. Potem to zalaliśmy. Zgadnij, jakiego rocznika nigdy nie zapomni ta szkoła? – śmiał się w głos. Za nim poszedł Leo, który przechylił się w bok w stronę Bena i oparł się o jego ramię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystkim dobrze się rozmawiało z Benem. Większość i tak nie będzie go jutro pamiętała. Możliwe, że tylko kilka osób przypomni sobie następnego dnia chłopaka, którego przyprowadził Leo. Na pewno i tak nie będą tego rozpamiętywać. Oczywiście z wyjątkiem Leo. Nie był tak pijany, żeby urwał mu się film. Doskonale wiedział, co mówi i co robi. Alkohol powoli z niego uchodził, ale nadal w nim był. I to było fajne. Nie potrzebował więcej.
    - Podkładanie nóg to na pewno się zacznie na studiach. Na tych cięższych kierunkach, jak na przykład prawo – stwierdził Reef. – Mam kuzyna, który mówi, że im dalej, tym gorzej. Każdy pod każdym kopie dołki, bo sami chcą zgarnąć robotę. No i zrobić aplikację. Tam to trzeba mieć twardą dupę.
    Leo westchnął. No, właściwie to to nawet logiczne było. Niemiłe, ale logiczne. Miał nadzieję, że w jego artystycznym college’u tak nie będzie i generalnie wszyscy będą dla siebie pomocni. Jak będzie, to pokaże tylko czas. Dobrze, że miał przyjaciół poza uczelnią, zawsze będzie do kogo się odezwać w razie czego. Miał Reefa, który zawsze był obok i dla niego. Przyjaźnili się odkąd tylko Leo przyjechał z rodzina do Los Angeles. Spotkali się w piaskownicy i tak już zostało. Wtedy jedli piasek (to nieważne, że ich przyjaźń zaczęła się od okładania się łopatkami, ponieważ wtedy jeszcze nie wiedzieli, że owszem, można przyjaźnić się z innym dzieckiem), dzisiaj razem pili alkohol. A za kilkadziesiąt lat będą razem zażywać leki. Przyjaźń na całe życie, jeden od drugiego nigdy się nie uwoli. A przynajmniej tak sądził Leo. Nic nie powinno zaszkodzić ich przyjaźni.
    - Ja na ASP tutaj, w Los Angeles. Nie chcę nigdzie wyjeżdżać, nie potrzebuję. Gdybym chciał, to mogę to zrobić w każdej chwili. Nie chcę też przed niczym uciekać, nie mam przed czym – wyjaśnił Leo. Lubił to miasto. Zawsze było tu ciepło, jak nadarzała się okazja, to można było skoczyć na plażę i posurfować. Zawsze można było iść gdzieś z przyjaciółmi. A jak będzie chciał, to się wyprowadzi od rodziców bliżej miasta, jak nie w samym centrum. A co, przecież ich było stać.
    Po rozmowach dotyczących studiów i innych rzeczy, zegarek wskazywał jeszcze późniejsza godzinę. Wypadałoby iść w końcu do domu, pomyślał Leo i wstał. Przeciągnął się, a potem ziewnął.
    - Wybaczcie, panowie, ja lecę do domu. Marzy mi się łóżko – powiedział do swoich kompanów, a potem spojrzał na Bena. – Jak chcesz, to zostań – przecież nie będzie mu mówił, co ma robić, nie każe mu pójść z nim, bo on wychodzi, tylko dlatego, że go tu przyprowadził. Przecież jeśli się dobrze bawi, to niech zostanie i bawi się dalej. Chociaż Leo osobiście uważał, że impreza dobiega do końca i dłuższe siedzenie tutaj nie miało sensu. Pożegnał się ze wszystkimi i ruszył w stronę domu, aby tam wyjść przez drzwi frontowe. Za nim poszedł Reef, który stwierdził, że rzeczywiście pora się w końcu zbierać. Z przyjacielem pożegnał się na ulicy, ponieważ jeden szedł w jedną stronę, a drugi w drugą. Leo schował ręce do kieszeni spodni i zaciągnął się chłodnym powietrzem. Dlatego właśnie uwielbiał wracać do domu o takich porach. Chociażby ze względu na to powietrze, które orzeźwiało. Na chwilę, bo na chwilę, ale zawsze. Po chwili i tak zmęczenie do niego wracało. Odwrócił się jeszcze, aby spojrzeć, czy ktoś idzie w jego kierunku. Ktoś, jak na przykład Benji. Dobrze się dzisiaj z nim bawił. Ot, zaprosił nieznajomego i proszę. Spędzili razem cały wieczór i ponad pół nocy. Ale i tak czuł, że prędko tego nie powtórzy. Cóż… mimo, że świetnie się razem bawili, to uznał, że zapraszanie innych obcych na imprezy może być nieco dziwne… I chyba nawet niebezpieczne.
    - Jak ci się podobało? – zapytał, widząc idącego w jego stronę chłopaka. – Super było, nie? – uśmiechnął się szeroko. Tak, na uśmiechanie się zawsze ma siłę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdyby Leo był szalony jak inni jego rówieśnicy, to prawdopodobnie zaprosiłby go do środka, żeby w miły sposób zakończyć ten wieczór. Ale nie był tak szalony jak inni w jego wieku, dlatego postanowił się z nim pożegnać. I nic poza tym. Uśmiechnął się do niego, patrząc na niego uważnie. Ten pocałunek w policzek był bardzo przyjemny. Leo w ogóle nie żałował, że zaprosił obcego faceta na imprezę. Kto wie, może wkrótce nie będzie taki znowu nieznajomy, prawda? Zwłaszcza, że właśnie mu powiedział, gdzie go można znaleźć i od której godziny. No ładnie, poszedł na imprezę z jakimś chłopakiem, który skończył liceum, chociaż następnego dnia szedł do pracy. Pokręcił lekko głową z rozbawieniem, obserwując go jak odchodzi.
    - Uważaj, bo jeszcze wpadnę – zawołał jeszcze, nim w końcu postanowił się odwrócić w stronę bramy. Wszedł na teren swojego domu, a potem do środka. Cały czas się uśmiechał. No… łał. Po prostu łał. Chyba naprawdę wybierze się jutro do tamtej knajpy. Skoro i tak jego rodziców nie będzie… a coś trzeba będzie zjeść. Mógłby się tam udać na obiad. Może wziąć ze sobą Reefa? Żeby nie czuć się głupio. A i towarzystwo przyjaciela zawsze jakoś go podbudowywało. Z drugiej strony iść tam z Reefem i co dalej? Jak miałby pogadać z Benjim? Ach, chyba jednak wybierze się sam. Potem ewentualnie umówi się na pizzę z Reefem, żeby z nim pogadać na temat Benjiego. No cóż… to było raptem tylko kilka godzin, a on czuł się oczarowany.
    Padł na łóżku i zamknął oczy. No i co zrobisz, jeśli cały czas widział jego twarz? Taką poważną i tajemniczą. Podobała mu się taka. Ciekawe, czy wiedział, jak to działało na innych. A może właśnie doskonale zdawał sobie z tego sprawę i specjalnie tak robił, żeby przyciągać do siebie ludzi. A może właśnie odwrotnie. Zachowywał się tak, żeby ludzie się do niego nie zbliżali. Cóż, Leo bez problemu się do niego zbliżył.
    Rozebrał się i poszedł spać. Obudził się dość późno, ale miał przecież teraz tyle czasu. Spojrzał na zegarek, upewniając się, ile miał jeszcze czasu, nim Benji skończy zmianę w tamtej knajpce. Miał jeszcze kilka godzin, jednak postanowił wstać. Otworzył okna, wpuszczając świeże powietrze, wszedł pod prysznic, a potem poszedł do swojej pracowni. Tak, odkąd mały Leo zaczął przejawiać w sobie pasję i talent do tworzenia sztuki, rodzice zafundowali mu osoby pokój, w którym mógł trzymać wszystkie swoje narzędzia i przybory. Przygotował sobie stanowisko pracy, usiadł przed sztalugą i zaczął malować. Z pamięci zaczął kreślić kolejne linie, powoli tworząc obraz Benjiego. Kto wie, może kiedyś mu pokaże swoje dzieło. Tymczasem wolał się z nim nie wychylać.
    Kiedy w końcu zgłodniał, postanowił umyć ręce i twarz z plam po farbie. Przebrał się w coś wyjściowego i udał się do tej knajpki. Prawdopodobnie zdążył wytrzeźwieć, ale i tak na wszelki wypadek wziął taksówkę. I tak po kilkudziesięciu minutach znalazł się pod knajpką. Całkiem przyjemnie. Wszedł do środka i rozejrzał się w poszukiwaniu Bena. Na razie go nie zauważył, więc zajął jakiś wolny stolik i chwycił do rąk menu. Przez chwilę żałował, że nie miał ze sobą długopisu, bo pewnie na zwykłej serwetce napisałby swój numer telefonu i podrzucił Benowi. Któryś z nich w końcu musi to zrobić, nie? Wyjrzał zza karty i w końcu go dostrzegł. Nie był zaskoczony czy coś, w końcu nie miał o nim jednego zdania, które wytworzył sobie w głowie, kiedy go tylko zobaczył. No, może nie spodziewał się do końca tego, że będzie pracował w takiej knajpce, przecież sądził, że jest ich nowych sąsiadem, a wczorajszego wieczoru znalazł się pod ich drzwiami, żeby się przywitać. Cóż…
    - Cześć, Benji – uśmiechnął się do chłopaka. – Co polecasz zjeść?

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyglądał mu się dłuższa chwilę z lekkim uśmiechem na ustach. No proszę. Właściwie… zwykłego kelnera w takiej zwykłej knajpce stać było na dom na wzgórzach? Hm, coś tu było nie tak. Może Ben wcale nie był ich sąsiadem i wczoraj wcale nie przeszedł się przywitać jako nowy sąsiad właśnie. Może Leo wszystko źle zrozumiał, przecież Ben mu tego nie wyjaśnił. Nie było czasu na takie rzeczy. Widocznie Ben po prostu przechodził obok i miał szczęście, że w tamtym momencie trafił na Leo, który tak po prostu zaprosił go na imprezę. Jak na razie absolutnie nie żałował tej decyzji. Świetnie się z nim bawił, a dzisiaj widzi go w fartuszku na biodrach. Całkiem… seksownie. Aż uniósł jedną brew wyżej na swoje myśli. Przecież to nic dziwnego, młody był, hormonu mu buzują. Zresztą Benjaminowi chyba to nie przeszkadzało, skoro go tu zaprosił. No, tak jakby zaprosił. W każdym bądź razie widzieli się znowu. I Leo bardzo się to podobało.
    - Wiesz co, mam pomysł, Benji – zaczął w końcu, kiedy zrozumiał, że trzeba przestać wyobrażać sobie pewne rzeczy i przejść do rozmowy. – Tutaj zjem tego kurczaka z ryżem i warzywami, a na kolację zrobisz mi pizzę. U mnie. W domu – podkreślił, uśmiechając się kącikiem ust. – Co ty na to? I tak wiesz, gdzie mieszkam – no, dom i tak będzie pusty. Jego rodzice przyjadą dopiero jutro, pewnie po południu albo wieczorem. Będą mieli chwilę czasu na zjedzenie pizzy, wypicie czegoś i obejrzenie jakiegoś filmu albo pogranie w coś. No, nie powinien zapraszać dopiero co poznanej osoby do domu, ale… w tamtym momencie o tym nie myślał. – Będziemy mogli się lepiej poznać, opowiesz mi co tam słychać w Australii, o sobie może trochę. To jak? – uśmiechnął się znowu, mając nadzieję, że Ben znajdzie trochę wolnego czasu. I chęci. Wyglądał na takiego, który był chętny spędzić z nim trochę więcej czasu.
    Będzie musiał szybko posprzątać w domu, pojechać po coś do picia i do chrupania. I powiadomić Reefa, że będzie miał gościa i w razie czego, to mają szukać niejakiego Benjamina, który pracuje w tej tu knajpce. A co, ostrożności nigdy za wiele. O, może nawet pokaże mu zaczęty dzisiaj rano obraz. Na razie nic szczególnego tam nie było, ot rysy twarzy i włosów Bena. Swoją drogą, fajne miał te włosy. Ciekawe, jakie są w dotyku…
    - Będę czekał na ciebie o… może o osiemnastej? No wiesz, zanim zrobi się ciasto i cała pizza, to trochę nam zejdzie – spojrzał na zegarek. – O ile się wyrobisz. Mówiłeś, że kończysz o siedemnastej? – no słuchał go, pamiętał mniej więcej o czym rozmawiali, aż tak dużo nie wypił wczoraj. Jak Ben wpadnie godzinę później to przecież nic się nie stanie. Wieczór jest długi, noc jeszcze dłuższa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Leo był zachwycony obiadem. Całkiem smacznie tu było. I zupełnie inaczej niż w miejscach, w których jadał dotychczas. No, może niezupełnie, bo nie zawsze chodził ze znajomymi do tych droższych restauracji, zdarzały się przecież często zwykłe pizzerie i restauracje z fast foodem. Tutaj też mu się podobało. Co rusz wodził wzrokiem za Benem, który jak widać tego dnia miał pełne ręce roboty. Leo nie widział się w roli kelnera. Nigdy. Mowy nie ma. Ta robota to kompletnie nie dla niego. Z jego „kocimi” ruchami? Mowy nie ma. Już pewnie w ciągu pierwszych dziesięciu minut potłukłby wszystko, co miałby w rękach, nie wspominając już o jego pamięci. Nie zapamiętałby, kto co zamawiał. Na pewno kelnerzy mieli swój system zapisywania wszystkiego w notesach, ale to nie uspokajało Leo. No i nie raz trzeba by było zmierzyć się z wrednymi klientami.
    Zapłacił za jedzenie i napój, a potem wyszedł, żegnając się krótko z Benem. Wrócił do domu, gdzie zabrał się za sprzątanie. Nie było tego wiele, ale odświeżenie zawsze się przyda. Głównie chodziło o salon, kuchnię, gdzie Benji będzie gotować, o łazienkę i pokój Leo. Reszta była w porządku, a co do pracowni… tak, cóż, tam po prostu nie dało się zapanować nad chaosem. Taki właśnie urok.
    W końcu Leo schował wszystkie potrzebne narzędzie, których potrzebował sprzątania i rozejrzał się. No, pięknie. Teraz szybko jeszcze wskoczył pod prysznic, ubrał się w świeże cichy i czekał. Wyrobił się idealnie. Spojrzał na zegarek, a potem usiadł na kanapie. Będą musieli jeszcze jechać do sklepu po potrzebne produkty. Co prawda lodówka Leo coś tam jeszcze chłodziła, ale nie wiedział, czego będzie potrzebował Ben do pizzy własnej roboty. Leo nigdy jeszcze takiej nie jadł. Sam nie robił, z Reefem też nie, bo zazwyczaj po prostu wykonywali telefon do swojej ulubionej pizzerii.
    Spojrzał na kartkę, którą dostał od Bena. Zaraz wyjął telefon i zapisał sobie ten numer. Aż dziw, że jeszcze jej nie zgubił. Zresztą, to nie problem, skoro Ben wiedział, gdzie ma przyjść. Zawsze mógł mu osobiście podyktować albo wklepać w telefon.
    Kiedy zadzwonił dzwonek, szybko się podniósł i z uśmiechem podszedł do domofonu. Spojrzał w ekran, który był obrazem z kamery przed bramą. Wcisnął przycisk, zwalniający blokadę i wpuścił swojego gościa do domu. Otworzył drzwi frontowe i poczekał, aż chłopak pokona dzielący ich dystans. Przy okazji zobaczył siatki. Czyli nie będą musieli specjalnie jechać do sklepu.
    - Mam nadzieję, że masz tam jakiś alkohol? – zaśmiał się na wstępie. – Nie no, żartowałem, zawsze się coś u mnie znajdzie. Wchodź, zapraszam – przepuścił go w drzwiach, robiąc mu miejsce, a kiedy przekroczył próg, Leo zamknął za nimi. – Zdejmij buty, rozgość się – wziął od niego siatki i stanął bliżej wejścia do salonu. A ten był ogromny. Wysoki, ponieważ był otwarty. Z piętra można było zobaczyć całe pomieszczenie. Duże okna na całą długość, ładne oświetlenie, skórzane sofy i fotele, duży telewizor i wiele innych bajerów, o których niektórzy mogą tylko marzyć, a które były dla Leo normalne i codzienne.
    Przeprowadził go przez salon, pokazując mu co nieco. Przeszli do kuchni, którą też mu ładnie zaprezentował. Postawił siatki na blacie na wyspie i spojrzał na Benjiego.
    - Okej, mogę ci pomóc, jeśli chcesz. Ewentualnie będę ci mówił, czego masz gdzie szukać. A kiedy będziemy czekać, pokaże ci dom – uśmiechnął się szeroko. Nie mógł się doczekać, aż zaprowadzi go do swojej pracowni i mu pokaże swój świat.

    OdpowiedzUsuń
  12. Leo usiadł sobie wygodnie i zaczął mu się przyglądać. Uśmiechał się raz po raz, kiedy Ben szukał po szafkach odpowiednich sprzętów. Chociaż za wiele raczej mu nie będzie potrzebne Ot, kawałek blatu, nóż i deska do krojenia. To chyba wszystko.
    - Jasne, rób swoje, nie będę ci przeszkadzał – wzruszył ramionami, a potem podszedł do dwudrzwiowej lodówki i otworzył mini barek, który ulokowany był na prawych drzwiach. Wyjął z niego butelkę ginu i jakiś bezbarwny napój. – Mam nadzieję, że lubisz – powiedział i zamknął mini barek. Położył butelki na blacie, a potem sięgnął po wysokie szklanki. Zrobił im zimne drinki, a potem sam napił się swojego. I zaraz znów patrzył bezwstydnie na Bena. – Oprócz pracy robisz coś jeszcze? Studiujesz, uczysz się? No i… po co wczoraj przyszedłeś pod nasz dom? Jesteś naszym sąsiadem? – zapytał w końcu i podszedł bliżej. Usilnie starał się go nie dotykać i nie rozpraszać. Poza tym, znali się za krótko, żeby posuwać się do czegoś więcej, więc no… Ukradł kawałek papryki i zaczął chrupać. Leo był łasy na wszystkie warzywa i owoce, które chrupały. I to nie tyczyło się tylko owoców i warzyw, wolał słone przekąski, aniżeli słodkości. Chociaż tymi drugimi też nie gardził. – Właśnie! – wrócił do lodówki i wyjął z niej puszkę kukurydzy. – Ja chcę jeszcze to – otworzył i wrzucił zawartość do sitka, żeby woda odpłynęła. – Jesteś pierwszy, który robi domową pizzę – powiedział mu i znów wziął łyka napoju. Miał nadzieję, że pizza wyjdzie ogromna. W końcu byli we dwóch, Leo lubił jeść, Benji wyglądał na takiego, który również nie lubi sobie odmawiać dobrego jedzenia.
    W salonie czekała na nich konsola jedna i druga oraz wiele gier. Jakie tylko zamarzyłby sobie Benji, to mogą pograć. Ewentualnie włączyć jakiś film i tez będzie fajnie. Tymczasem Leo cieszył się widokiem gotującego Bena. No, nadal wyglądał seksownie. Może nawet trochę bardziej. Wczoraj też to zauważył, ale nie chciał za dużo o tym myśleć. Dzisiaj sprawy miały się trochę inaczej. Znali się kilka godzin więcej niż wczoraj. No dobra, nie robiło to jakiejś różnicy, ale… cóż.
    - Masz kogoś albo miałeś kogoś w Australii? – zagadnął, jakby chciał wybadać go. To była ważna kwestia, jeśli myślał o Benjim w kategoriach „przystojny” i „zdecydowanie nie przyjaciel”. Oczywiście to nie znaczyło, że Leo zaraz się na niego rzuci i będzie chciał nie wiadomo czego. Ale od czegoś trzeba zacząć, a żeby zacząć, trzeba wiedzieć, czy w ogóle to ma sens.
    Kiedy ciasto sobie odpoczywało, Leo zaczął oprowadzać swojego gościa po domu. Pokazał mu wszystkie pomieszczenia na dole, które składały się na salon właśnie, łazienkę, kuchnie i jadalnię, a także wyjście na zewnątrz. Taras, ogród, basen. Oczywiście, że basen musiał być. W końcu Leo był pływakiem. Na górze znajdywały się głównie sypialnie, łazienki, gabinet ojca Leo i pracownia malarska. Nad tym pomieszczeniem rozwodził się najdłużej. Był zadowolony, bo to miejsce było tylko i wyłącznie jego. Oczywiście jego pokój też, ale ta pracownia miała w sobie coś… no takiego jego-jego.
    - O, a tutaj zaczęłam malować ciebie – pokazał mu duże płótno, stojące na sztaludze. – Nie oceniaj jeszcze, to dopiero szkic, będzie lepiej – zaśmiał się. – A, i uważaj, gdzieś tu farba mogła nie do końca wyschnąć – głównie chodziło o podłogę i ściany.

    OdpowiedzUsuń
  13. Leo przyglądał mu się i słuchał go uważnie. Nigdy nie wpadł na to, żeby namalować akt swojego przyjaciela. Reef by go chyba zabił śmiechem trzy razy. Chociaż… może powinien spróbować. Najlepiej wtedy, kiedy Reef będzie lekko nietrzeźwy, może wtedy się zgodzi po chwili namawiania. Poza tym, Leo nigdy nie uważał, że jego przyjaciel mógłby chcieć być namalowany nago. I nigdy nie szufladkował go jako faceta, z którym mógłby zacząć się spotykać. O nie, nigdy, nie. To tylko przyjaciel. Całowanie go byłoby dziwne, a co dopiero robienie czegoś więcej. Nie, nie.
    - Cóż, teraz i ja wiem o tym akcie… będziesz mnie musiał przekupić bardzo dobrą pizzą, żeby mu tego nie powiedzieć… - oczywiście nie miał pojęcia, czy w ogóle dowiedziałby się, kim jest Joel i jak go znaleźć, aby mu ewentualnie o tym napomknąć. A, właśnie. Ciekawe, czy kiedyś pozna tego jego przyjaciela. Chyba wszystko zależało od tego, jak ich znajomość potoczy się dalej i czy wszystko pójdzie zgodnie z planem Leo i zaczną się spotykać. I chodziło mu tu o typowe randki, a nie o zwykłe spotkania, takie jak to, gdzie jedli pizzę i grają na konsoli lub oglądają filmy. Na razie jednak wolał badać teren. Nigdy też nie był typem takiego hej do przodu i nie podrywał otwarcie nikogo. Robił to, owszem, ale w inny sposób. Zawsze wydawało mu się, że kluczem do tego wszystkiego jest jego zabawna i wesoła osobowość, bycie artystą i nienaganny wygląd. Sam siebie nie uważał za jakiegoś przystojniaka, twierdził, że Ben albo Reef są od niego przystojniejsi, ale… chyba nie było z nim tak źle, skoro zdarzało mu się na imprezach i nie tylko, że podchodził do niego jakiś chłopak albo dziewczyna i zagadywali. Nic nie zmieniało tego, że Benji był wolny i Leo mógł się koło niego zakręcić i zrobić cokolwiek, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. I tak nie miał teraz nic do roboty, nauka się skończyła, zacznie się dopiero za kilka miesięcy, więc…
    - Nie, nie mam nikogo. Jestem sam – poinformował go jeszcze, idąc za nim z powrotem do kuchni. Jego dom był duży, Reef kiedyś stwierdził, że tu jest jak w labiryncie, dlatego Leo szedł za Benem, gdyby w razie czego musiał nakierować swojego gościa do kuchni. Uśmiechnął się wesoło, raz po raz na niego spoglądając. No nic nie mógł poradzić na to, że kąciki jego ust same się unosiły ku górze. – Jak będziesz chciał kiedyś zwiedzić z kimś miasto, to się odezwij – usiadł na blacie i znów mu się przypatrywał. Powoli powstawała pizza, więc jeszcze trochę i będzie jedzonko.
    Leo sięgnął do piekarnika wbudowanego w szafki na ścianie i odpowiednio go ustawił. Niech się już powoli nagrzewa.
    - Co się sprowadza do Los Angeles? – zeskoczył zaraz z blatu i podszedł do niego. Zaczął nakładać składniki na ciasto pokryte już sosem. – Kariera? – uśmiechnął się kącikiem ust. – Praca? Architektura? – zaśmiał się cicho pod nosem. Zaraz znów się w niego zaczepił, uderzając lekko swoim biodrem jego biodro.

    [Jasne, spoko. Ja aktualnie i tak jestem w trakcie sesji, więc tylko doskakuję do komputera i jak odpisuję, to w ogóle jest nieźle ;) Także ode mnie to w ogóle w najbliższym czasie może być różnie z odpisami :)]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Spoko, ja i tak nie miałam czasu kiedy odpisać… Mam nadzieję, że wyjazd był udany xd]

    Leo podobał się ten wieczór. Taki luźny i w ogóle, mógł pogadać z nim, śmiać się i generalnie czuł się swobodnie w jego towarzystwie, chociaż dzieliła ich różnica wieku. Nie taka znowu wielka, ale jednak. Chyba Benowi też to nie przeszkadzało, bo przecież nadal tu z nim siedział i nadal robił dla niego tę pizzę. Leo nie mógł się doczekać, aż jej spróbuje, a na samą myśl robił się coraz bardziej głodny. Oby wystarczyło jedzenia dla nich obu.
    Napił się drinka, przyglądając mu się. No ładnie, same śluby ostatnio! No i w sumie okej, niech je biodra, tylu ludzi na tym zarobi przecież. A to tylko jeden ślub.
    - Przeszedłbym się na wesele, potańczył, zjadł coś dobrego – i znowu to jedzenie. Biedny Leo, pewnie zaraz zacznie mu burczeć w brzuchu i wtedy zrobi się dopiero śmiesznie.
    Odłożył szklankę i zrobił to w odpowiednim momencie. Spodobała mu się ta nagła bliskość. Benji był przystojny, więc kiedy Leo miał okazję przyjrzeć mu się z takiego bliska… no ale musiał spieprzyć tym pstryczkiem w nos. No co za mała cholera jedna. Chociaż może to i lepiej… Po co się spieszyć, a przecież trzeba jeszcze wybadać teren. Co z tego, że Ben był sam i wolał chłopców. No i jeszcze fakt, że się tak zachowywał względem niego… W życiu różnie bywa, Leo nie chciał się zbłaźnić. Lepiej poczekać. Chociaż Leo nie należał do cierpliwych osób.
    - Hm, może podrywam, może nie – odpowiedział tylko i wzruszył ramionami, jakby nic go to nie obchodziło. Znów się napił i z przykrością zauważył, że alkohol powoli się kończy. Niedługo trzeba będzie zrobić nowego drinka. – No jasne, mogę pozować, ale za nagość biorę opłatę. No wiesz, pozowanie nago jest o wiele trudniejsze, bo trzeba wyglądać jeszcze lepiej niż w ubraniu – powiedział bardzo poważnie. Oczywiście, że był zdolny do tego, żeby się przed nim rozebrać i usiąść najzwyczajniej w świecie, bez żadnych specjalnych pozycji i tak dalej. Po prostu pokazać mu się takim, jakiego go Bozia stworzył. Niech patrzy i podziwia, z kim ma do czynienia i co mógłby ewentualnie mieć. Tymczasem obaj musieli zadowolić się sobą nawzajem w ubraniach. I to też nie było złe, więc nie mogli narzekać. – Powiedz tylko kiedy i gdzie, a kto wie, może się nawet zjawię – uśmiechnął się lekko, a potem poszedł do salonu. I tak jeszcze mieli trochę czasu nim pizza się ładnie upiecze. A Leo poszedł poszukać jakiegoś filmu. I milion najróżniejszych kanałów, ale żeby coś obejrzeć, to nic nie ma. Czyli standard. – Możemy obejrzeć jakiś thriller albo komedię – przeglądał kanały, a na kolanach trzymał gazetę z programem. Tak, używał jeszcze papierowych gazet, przydawały się. – Albo możemy w coś pograć, ale to musimy skoczyć do mojego pokoju, żebyś spojrzał na moją małą kolekcję gier. Od koloru do wyboru – podsumował. Naturalnie z szerokim uśmiechem na ustach i lekkimi iskierkami w oczach. Lubił się uśmiechać. Miał wrażenie, że wtedy wygląda łagodniej i może się bardziej z niektórymi dogadać. Poza tym, kiedy ktoś uśmiechał się do niego, to jakoś mu się robiło ciepło na sercu, więc jeśli jego uśmiech ma sprawić, że komuś również będzie ciepło na sercu, to będzie to robił.

    OdpowiedzUsuń
  15. Leo spojrzał na gazetę. No cóż, czasami po nią chwytał, kiedy nie chciało mu się wchodzić na program tv przez internety. Miał wrażenie, że ma szersze spojrzenie na gazetę, niż w monitor. Jakoś tak. Dziwne, ale co zrobisz. To nie miało nic wspólnego z tym, że inni już nie używają papierowych gazet, a on jako taki pseudo dewiant czy buntownik nadal bawił się papierem.
    Potem zaczął przeskakiwać przez kanały, ale tam też nic ciekawego nie było. Ostatecznie jednak wszedł w te internety, żeby sprawdzić na stronie z filmami, jakie warto obejrzeć. No i znalazł jakąś głupią komedię. I jeszcze coś ciekawego. I to było najlepsze. Takie filmy były idealne dla odmóżdżenia. No bo film, gdzie mechaniczne rekiny albo piranie pływają w ziemi? Tak, w ziemi. I wpieprzają durnych, często płytkich ludzi? Idealnie! Leo nie miał pojęcia, kto to robi, dlaczego i kto w ogóle chce brać w tak głupim przedsięwzięciu udział, ale przynajmniej się nie nudził. A czasami przydawało się takie… coś, dla czystego relaksu.
    Spojrzał na Bena i przez chwilę się zastanawiał. No, może jednak na razie nie włączać z nim takich filmów. Dlatego ostatecznie postawił na komedię. Miała całkiem niezłą ocenę, komentarze były pozytywne, więc… po chwili już podłączał laptopa do kina domowego, a na dużym ekranie wyświetlił się pierwszy kadr z filmu.
    - Jasne, że bym chciał. Dlaczego nie? Nie mam się czego wstydzić – uniósł koszulkę i pokazał brzuch. – jestem pływakiem, więc o ciało się nie martwię. Poza tym, mieszkam w Los Angeles, tutaj trzeba dobrze wyglądać, żeby cię nie dotknął ostracyzm grupy. A ja jestem zwierzęciem stadnym – zaśmiał się i przysunął do niego nieco. Film jeszcze się buforował, więc mieli trochę czasu. No i jeszcze pizza się piekła. – Pokażę ci, zdecydujesz, czy chcesz mnie narysować. Nago – uśmiechnął się lekko i wstał. Zdjął koszulkę i pokazał ładnie wyrzeźbione ciało. Jak na jego ogólną sylwetkę, to było nieźle. Leo miał ten problem, że nie wyglądałby dobrze, gdyby jego mięśnie były bardziej widoczne. Co zrobisz, taki szkielet. Teraz było całkiem okej. Szerokie ramiona, wąskie biodra. W porządku.
    Leo spojrzał na Bena. No, chciał go poderwać, niech teraz o nim myśli cały czas. Nawet zabrał się za rozpinanie spodni, ale akurat piekarnik zaczął pikać, dając tym samym znak, że pizza już się zrobiła.
    - Oj… - powiedział tylko i zabrał łapki od spodni. – Serio, pomyśl nad tym, ja jestem chętny, ale będziemy musieli porozmawiać o zapłacie – dodał, zakładając koszulkę w drodze do kuchni.
    No, miał nadzieję, że teraz Benji będzie o nim myślał nieco więcej. Kto wie, może serio narysuje jego akt? Właściwie to Leo był bardzo chętny. Nie wstydził się swojego ciała. A wierzył, że Benji jest profesjonalistą. No i chciał mieć taki rysunek siebie. Jeszcze jakby przyjął taką pozycję, gdzie nic szczególnie nie byłoby widać i nadal byłoby seksownie i przede wszystkim tajemniczo… No super, prawda?
    Wyciągnął pizzę na drewnianą deskę do krojenia, pokroił ją, pizzę, na kilka kawałków i zaniósł z powrotem do salonu. Przy okazji jeszcze zrobił kolejne drinki i w końcu włączył film. Przez jakiś czas starał się nie patrzeć w stronę swojego towarzysza. Niby skupiał się na filmie, jadł sobie, popijał…

    [Późno te wyniki, my mieliśmy pod koniec czerwca.
    Sesja zdana, po trudach, stresach i płaczu – udało się. Teraz uczę się do ostatniego egzaminu – egzaminu dyplomowego…]

    OdpowiedzUsuń
  16. Najwidoczniej plan zadziałał. Benji myślał intensywnie o Leo. O to chodziło. Sam Leo bardzo rzadko, właściwie nigdy, nie robił takich rzeczy i cieszył się, że efekt był tai, jaki chciał. No cóż, niecodziennie się człowiek rozbiera przed obcymi ludźmi. Więc owszem, to mogło zostać uznane za szalone i Leo wcale by się nie zdziwił, gdyby Ben tak myślał. Tymczasem siedzieli obok siebie. Powoli przegryzał pizzę, ciągnąc ser. Jego wzrok wpatrzony był w ekran. Co jakiś czas kątem oka zerkał na swojego towarzysza. Właśnie przez to widział, że jego plan szedł zgodnie z planem. W jego głowie biegało milion myśli. Ach, chciał zrobić o wiele więcej szalonych rzeczy tego wieczora, tej nocy. Postanowił jednak się wstrzymać. Przecież dopiero co się poznali. Nie może mu się rzucić ot tak na szyję nieważne, jak bardzo mu się podobał i jak bardzo chciałby go zobaczyć nago. Może też powinien zaproponować mu akt? Wtedy obaj mieliby co podziwiać i wymiana byłaby równa, prawda?
    - Nie myślałem o pieniądzach – przyznał, patrząc w ekran i śledząc akcję. No, w miarę ją śledził. Bardziej zależało mu na tym, żeby nie okazywać Benowi za dużo uwagi. Zrobił swoje, teraz musiał poczekać, aby wykonać kolejny ruch. – Może ja zapozuję tobie, a ty mnie? – i dopiero teraz zwrócił swój wzrok ku niemu. Uśmiechnął się lekko. – Sam widziałeś, że lubię rysować i malować. A w ten sposób bylibyśmy kwita – dokończył i napił się drinka. – Tak, tak, moja pracownia brzmi super. Ewentualnie możemy to zrobić w mojej sypialni. No wiesz, łóżko i te sprawy. Mógłbym przenieść moją sztalugę i kilka płócien dla artystycznego tła. Co ty na to, Benji? To będzie twój najlepszy akt w życiu, musi być doskonały. A moje ciało załatwi tylko część tej roboty – powiedział poważnie. No ale jak to Leo, za poważnie być nie może, dlatego od razu się roześmiał. Ostatni kawałek pizzy wziął dla siebie. No, jak tak będzie jadł, to jego brzuszek wcale taki seksowny nie będzie podczas pozowania. Albo po prostu zrobi kilka dodatkowych basenów podczas treningu. To też było jakimś rozwiązaniem.
    Usiadł sobie wygodnie, opierając się o poduszki. W dłoni trzymał szklankę z alkoholem, a nogi oparł o stolik. Dobrze, że jego rodziców nie było w domu. Mama bardzo nie lubiła, kiedy jej syn tak robił.
    - Jasne, bardzo chętnie gdzieś z tobą wyjdę i pokażę ci co i jak, jeśli chcesz. Jest tyle do zobaczenia – uśmiechnął się. – Chociaż widziałeś mnie pół nagiego, to też jest dużo… A jak przyjdziesz kiedyś na mój trening, to już w ogóle będziesz mnie mógł obejrzeć tylko w kąpielówkach… No chyba że prędzej narysujesz mój akt… to obraz mnie w kąpielówkach nie zrobi wielkiego wrażenia, co?
    W ciągu tego wieczora do głowy Leo wpadła tylko kilka razy myśl, że co on, do cholery, wyprawia i co ty wygadujesz, ogarnij się. Po prostu miał wrażenie w niektórych momentach, że zdecydowanie przesadza i powinien się uspokoić. Zamknąć się i nie gadać za dużo takich pierdół. Nie dość, że wychodzi z tego jakiś misz-masz, to jeszcze Ben gotów pomyśleć sobie niefajne rzeczy o nim.
    - Jezu, przepraszam – wypalił nagle. – Za dużo mówię, wybacz, Benji. Nigdy tego nie robię – podrapał się w tył głowy i westchnął cicho. No, nagle zrobiło mu się głupio. No bo to, co gadał i co zrobił… A przecież wcale tak dużo nie wypił! – Nie, nie rozbieram się przed nowo poznanymi osobami. Przed lekarzem mam z tym problem, a co dopiero… cholera… - cóż, zawsze mógł wszystko zwalić na ten alkohol.

    [Okej, udało się, zdałam, teraz zaczynam w końcu wakacje!]

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy Benji go pocałował, poczuł się dziwnie. To znaczy serce zaczęło mu bić szybciej i jakby tak uniosło się kilak dobrych centymetrów w górę, a w żołądku zaczęło się dziać coś dziwnego. Ciekawe, czy to te motyle czy tam inne ćmy. Ale odwzajemnił pocałunek, oczywiście, że to zrobił. Byłby idiota, gdyby nie skorzystał z tej okazji. Rozkoszował się bliskością i smakiem jego ust. To mu się bardzo podobało, jednak nie potrafił go objąć lub po prostu dotknąć jego policzków. Czuł się trochę sparaliżowany w rękach. No, naprawdę dziwne uczucie. Dopiero kiedy Benji się od niego odsunął, Leo uśmiechnął się delikatnie. I wtedy też uniósł dłonie i położył je na jego dłoniach. Gdzieś z tyłu głowy miał poczucie, że ten pocałunek odbył się trochę za szybko. Bo mogli trochę poczekać, może wtedy byłoby jeszcze lepiej? Sam nie do końca nie wiedział, później będzie się nad tym zastanawiał. Na tę chwilę przeważała myśl, że to było po prostu super niesamowite.
    - Bo nie rozbieram – mruknął tylko, nie bardzo wiedząc, co powinien powiedzieć. Tak, rozgadany Leo nie wiedział, co powiedzieć. Widocznie Benji już wiedział jak doprowadzić Leo do takiego stanu.
    Zerknął na telefon i kiwnął głową. Może przez ten czas zastanowi się i będzie wiedział, co mówić, zrobić. Może napić się drinka? A może wyjść na chłodne, świeże powietrze? No tak, w końcu Benji mu się podobał i chciał tego. Później czy wcześniej. To po prostu musiało się stać. Gdyby on go nie pocałował, to pewnie zrobiłby to Leo. Ale nieco później.
    Żałował, że chłopak musiał już iść. Westchnął tylko i pokiwał głową. Nadal czuł się taki… no. Nie potrafił tego nazwać, ale wciąż nie potrafił znaleźć żadnych słów. Mógł jedynie się zgodzić na jutrzejsze spotkanie. Poinformował go, że wyśle mu esemesa ze wszystkimi informacjami. Potem jeszcze odwzajemnił ten pocałunek na pożegnanie i odprowadził go do drzwi. Patrzył za nim jeszcze jakiś czas, nim nie zniknął mu z oczy. No łał. Po prostu łał. No, to chyba była randka w takim razie… chyba.
    Zamknął drzwi i okna, a potem posprzątał w salonie. Wolałby, żeby Benji został z nim na noc. Nie musieliby nic robić, nie, nie. Raczej chodziło o to, że Leo czułby się pewniej w tym domu i w ogóle miałby obok siebie Benjiego. Co za facet. Tak mu poprzewracać w głowie? Nieładnie.
    Kiedy się położył, cały czas się uśmiechał. Pewnie długo jeszcze nie zaśnie, myśląc o tych pocałunkach. Okrył się kołdrą do klatki piersiowej i zamknął oczy, wyobrażając sobie i przypominając o tych słodkich pieszczotach. Mhm, zdecydowanie będą musieli to powtórzyć. Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien napisać esemesa do Benjiego. Ale co powinien napisać?
    Chwycił za telefon i napisał po prostu „Dobranoc ”. A następnego dnia poda mu godzinę i miejsce spotkania.
    I tak było, jak tylko się obudził, napisał mu, żeby spotkali się w parku przy fontannie o dwunastej. Dobra pora na początek zwiedzania i oglądania. Potem skoczą na jakiś lunch i pójdą dalej. LA było duże, wszystkiego dzisiaj nie zobaczą, ale od czegoś trzeba zacząć. Leo przygotował się na to spotkanie, ładnie się ubrał, ogolił, rozczesał włosy. No a jak. Ciekawe, jak będzie się zachowywał Benji…

    [Dzięki :D]

    OdpowiedzUsuń
  18. Leo całe życie był przekonany, że jest jedynakiem. Nigdy do głowy by nie wpadło, ze jest inaczej. Przecież rodzice nie ukryliby przed nim tak ważnej kwestii. Kochał swoich rodziców i naprawdę nie sądził, że coś przed nim ukrywają. A już na pewno nie to, że ma starszego brata, którego zostawali w Australii nim przenieśli się do LA. To przecież by było niemożliwe. Kto jak kto, ale jego rodzice, którzy zawsze o niego dbali i zawsze przy nim byli? I nie potępili go za bycie homoseksualistą ani za to, że ich synek chce zostać artystą. Przecież wszyscy wiedzieli, że artysta w dzisiejszych czasach to kiepski zawód. A oni go wspierali i kupowali mu coraz to droższe i zaawansowane narzędzia do tworzenia. Bardzo im się podobały obrazy, jakie malował ich syn. I Leo miał o rodzicach dobre zdanie, ponieważ nigdy go nie zawiedli. Gdyby jednak dowiedział się o tym, że rzeczywiście ma brata, którego przed laty zostawili…
    Wyszedł z domu trochę wcześniej. Miał trochę drogi do pokonania, ale nie chciał brać auta. Nie chciał utknąć w korku. A poza tym, chciał zwiedzić LA z Benjim na nogach, żeby łatwiej było mu wszystko pooglądać. Idąc w stronę fontanny, już z daleka dostrzegł znajomą postać. Jeszcze kilka dni temu nie przepuszczałby, że spotka kogoś takiego jak Ben. Randki? Jasne, za długo na nie nie chodził i jakoś tak o tym nie myślał. A tu proszę. Chociaż może to nie randka… Ale zawsze jakieś miłe spotkanie, prawda?
    - Cześć – uśmiechnął się, zastanawiając się, co ma zrobić. Pocałować go w usta? A może w policzek? A może przytulić? Cholera, to on powinien coś zrobić. Może też za bardzo nie wiedział, za co się najpierw zabrać. – Dziękuję, ty też ładnie. Taka odmiana od tej czerni. Ale wiesz, ładnemu we wszystkim ładnie – zaśmiał się. – Chodźmy, mam nawet mapę ze sobą – kupił ją kilka chwil wcześniej. Ben będzie mógł sobie poodzaczać na niej, co widział i gdzie był. – Zaczniemy od czegoś prostego, a na następnym spotkaniu pójdziemy w stronę Hollywood. O, zabiorę cię na wzgórze, jeśli chcesz zobaczyć napis z bliska – uśmiechnął się, idąc spokojnym krokiem.
    Szli przez centrum miasta, a Leo opowiadał mu o różnych sklepach, które mijali. Może nawet zdarzyło im się minąć jakąś znaną osobę, ale Leo jakoś na to nie zwrócił uwagi, ponieważ był pochłonięty osobą Bena. Chciał mu pokazać miasto z dobrej strony, tej najlepszej, no i przy okazji i siebie. Skoro i tak go już całował… może będzie chciał to powtórzyć. Xavier nie zamierzał narzekać. Poza tym, chciał wykorzystać czas z nim, bo jego rodzice niedługo wrócą i nie wiedział, co ma zrobić. Zaprosić Bena, żeby ich poznał? Przedstawić go jako swojego przyjaciela? Hm… Może jeszcze się wstrzyma, zobaczy, co wyjdzie z tej znajomości.
    - O, tu mamy zoo, jest ogromne i bardzo fajne. Ale tu zabiorę cię innym razem. I podjedziemy autem, bo nam nogi odpadną – zaśmiał się znowu. – Okej, jesteś głodny? Bo ja zaczynam być – spojrzał na zegarek. No, dochodziła pora lunchu. Jak dobrze trafią, to uda im się zdobyć jakiś stolik w dobrej restauracji. – Chodź – złapał go za rękę i poprowadził do jednej z knajp, gdzie dawali najlepsze jedzenie. No, zdaniem Leo. Zajęli stolik, a chłopak odetchnął. No, udało się. – Ja stawiam, więc bierz, co chcesz dodał, przeglądając menu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Restauracja była ładna, a ceny takie w miarę. To miejsce nie należało do najdroższych ani do najtańszych. Ceny były trochę wyższe, ale za to jedzenia było dużo, więc koszty się wyrównywały. I dlatego Leo lubił tu chodzić – wiedział za co płaci i płacił za smaczne jedzenie. Nie każda knajpka mogła się tym pochwalić, posiadając w menu drogie potrawy, które w ogóle nie miały smaku.
    Mapkę kupił dla ich, ale chętnie mu ją potem podaruje, na pamiątkę, że zwiedzał Los Angeles razem z Leo, tajemniczym chłopakiem, który widząc go po raz pierwszy, po kilku sekundach zaprosił go na imprezę do kolegi. To bardzo mądre, prawda? Ale wyszło, jak wyszło. Nie najgorzej, a nawet bardzo dobrze, zważając na to, że teraz nawiązali ze sobą kontakt i chcą kontynuować tę znajomość. Leo bardzo polubił Bena, zwłaszcza po tym pocałunku. A raczej pocałunkach. Nie zamierzał narzekać. Podobało mu się i chętnie zrobiłby to jeszcze raz. Ale może później… żeby pragnąć tego jeszcze bardziej. Może dzisiaj po zakończeniu wspólnego spotkania… a może gdzieś w zoo, do którego na pewno się wybiorą w ciągu najbliższych kilku dni? A może przy napisie? Przy literce H. Tam przecież był tak romantycznie. A kawałek dalej znajdował się punkt widokowy, do którego przyjeżdżały właśnie młode pary i tam oglądały miasto, a także spędzali czas trochę inaczej, na robieni innych, równie ciekawych rzeczy. Tam też Leo zamierzał zabrać Bena. Chciał mu pokazać wszystkie najlepsze i najciekawsze zakątki tego miasta, żeby Benji długo wspominał ich wspólnie spędzone chwile. Chciał wyjść na kogoś, kto… po prostu nie chciał być nudny. Co prawda zaczęcie znajomości od imprezy już mówiło co innego, ale…
    Spojrzał na niego trochę zdziwiony. O czym on mówi? Przecież Leo chciał być tylko miły. W końcu to on go zaprosił tutaj, więc chciał zapłacić. Uniósł brew wyżej, pozwalając mu skończyć. Westchnął cicho. Ciekawe, jak miał mu teraz wytłumaczyć, że nie o to mu chodziło… Na szczęście Ben sam pospieszył z wyjaśnieniami. I Leo od razu się uśmiechnął.
    - Po pierwsze, to można uznać za randkę. A po drugie, nie chodziło mi o to, czy cię stać, czy nie. Po prostu chciałem być miły, to ja cię tu zabrałem i pokazałem ci, co warto zamówić. A po trzecie, nie masz mnie za co przepraszać, a ja nie mam ci czego wybaczać, Benji – położył rękę na jego dłoni i uśmiechnął się do niego ciepło. – Serio, po prostu dobrze się baw i będziemy kwita – zaśmiał się cicho pod nosem. – Lepiej spójrz na mapę i powiedz, gdzie chcesz dalej jechać – zaproponował, a potem podziękował za jedzenie, które przyniosła im kelnerka. Po chwili zaczął jeść. – Mm! Pycha! Ja to jednak jestem smakoszem, nie ma co – zaśmiał się znów, ale trochę głośniej. – Możesz jeść tego swojego hamburgera, maja tu dobre mięso – pokiwał głową i napił się zimnego soku. Kątem okna zerknął na mapę. Może mogliby się wybrać do centrum handlowego. A jutro pojadą pod ten słynny napis, który Leo uwielbiał.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zjedzenie tych zamówionych dań poszło im szybko. Ale Leo był głodny po tym dniu pokazywania i łażenia tu i tam. Ale podobało mu się, nie narzekał, cieszył się, że może chłopakowi pokazać wszystko, co jest fajne w tym mieście i co można zobaczyć. Już miał pomysł, gdzie mogliby pójść, ale centrum handlowe też wydawało sę być okej. Zwłaszcza, że mieli konkretny cel, aby ta zawitać. A na Aleję Sław wybiorą się kiedy indziej. Może w ten sam dzień co wyprawa pod napis Hollywood? Dzień gwiazd i w ogóle. Zapowiadało się nieźle. Może nawet zrobią to już jutro. No tak, Leo chciał przebywać z nim cały czas, jednak wiedział, że któregoś dnia będą musieli sobie zrobić przerwę, bo najprawdopodobniej odezwie się do niego Reef z prośbą o spotkanie. Widzieli się ostatnio na tej imprezie. Nie minęło dużo czasu od niej, ale to Reef. Leo go uwielbiał i wiedział, że będą się przyjaźnić już całe życie i trudno będzie komukolwiek to zniszczyć. Ufali sobie. Jak bracia.
    Xavier zapłacił za posiłek ich obu. Zgodził się na wyprawę do centrum handlowego, bo przecież sam tez o tym pomyślał. Czym prędzej wyszli z restauracji, zostawiając napiwek i skierowali się do jednego z największych centrów handlowych w mieście. Skoro szukali prezentów, to musieli mieć dużą gamę wyboru. A tam były najróżniejsze sklepu, dużo było takich lokali z zabawkami, więc „bratanica” Bena na pewno otrzyma Olafa albo Elsę. Ewentualnie jedno i drugie, jeśli wujek będzie chciał się machnąć. Coś dla państwa młodych również się znajdzie. Może niekoniecznie mikser albo blender, ale coś… innego. Może wino? Mieli tam całkiem niezły sklep z winami. No, tam było wszystko i jeszcze więcej, czego się nie szukało i o czym się nie śniło. Generalnie najlepsze centrum, jeśli ktoś szuka ciekawego, oryginalnego prezentu.
    Weszli do środka, przywitała ich miła atmosfera, nowoczesność. Od razu było czuć, że interes się kręci.
    - To może najpierw obskoczymy zabawkowe, będzie prościej – zaproponował Leo i ruszyli przed siebie. – Wiesz, że kiedyś się tu zgubiłem z Reefem? To było jak byliśmy młodsi i byliśmy tu pierwszy raz. Było ciekawie, kiedy szukaliśmy tego jednego wyjścia, jedynego nam znanego – zaśmiał się. – I ciągle trafialiśmy na inne i kręciliśmy się w kółko. I tak, to jest możliwe, bo masz tu przykład – wskazał na siebie z szerokim uśmiechem. Leo ogólnie był otwartym człowiekiem, w końcu lew, ale przy Benjim było jeszcze inaczej. Było mu tak… no nie potrafił tego określić. Przy Reefe czuł swobodę i też mówił mu o wszystkim, w końcu to jego najlepszy przyjaciel. Natomiast Ben… Ben nie tylko sprawiał, że Leo czuł się swobodnie i dobrze w jego towarzystwie, ale także czuł lekkie ściskanie serca, coś jakby motylki w brzuchu… Tak, Benji mu się podobał, ale to już wiedział wcześniej. No i przecież te pocałunki wczoraj wieczorem. Oczywiście, że Leo chciał to powtórzyć, ale może w jakimś prywatnym miejscu, gdzie nie będą otoczeni przez innych ludzi… - O, to jest pierwszy – wskazał na otwarty lokal. Weszli do środka i rozejrzeli się. Zabawkowy raj. Takie rzeczy tylko w LA, proszę państwa. – Okej, tam jest chyba dział dla dziewczynek. Co za segregacja – mruknął Leo i pociągnął Bena za rękaw koszulki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Sklep z zabawkami był super. Jeszcze nigdy tyle rzeczy nie podobało mu się w jednym sklepie. Serio, miodzio. Był tu dział gier planszowych, dział lego, dział z żołnierzykami dla chłopców. Generalnie Leo czuł się tu super. Gdyby mógł, to by wykupił tutaj połowę asortymentu. Dla dziewczynek też fajnie było wszystko poukładane, nie trzeba było szukać. Ale i tak znalezienie Krainy Lodu trochę im zajęło. Głównie dlatego, że Leo oglądał sobie wszystko po kolei. Bardzo mu się podobały zabawki dla dziewczynek. A co. Czego to teraz nie wymyślą… Pewnie rodzice wydają kupę hajsu na to wszystko.
    Podszedł do chłopaka i uśmiechnął się.
    - Świetny jest, bierzemy go – stwierdził, rozglądając się jeszcze po wysokich półkach. Kawałek dalej były regały z mnóstwem najróżniejszych pluszkaów. Były super. Gdyby Leo nie miał tylu lat… to kto wie. – Ale Grace wie, że to tylko bajka? Anna jest w porządku, szukała siostry, chciała ją uratować, to było piękne – westchnął Leo. No jasne, że oglądał bajki. Na przykład na „Zwierzogrodzie” był w kinie i to było mega! I coś czuł, że jeszcze będzie sobie tak oglądał nowe bajki, bo były świetnie, po prostu.
    Wyszli ze sklepu, a Xavier uśmiechnął się.
    - Z przyjemnością pójdę z tobą na jej urodziny, jeśli chcesz, Benji – pogłaskał go po policzku, nadal mając uniesione kąciki ust. – Wiesz… musimy się wrócić do tego sklepu, muszę jej kupić coś fajnego. A ty mi pomożesz, bo ja nie wiem co – zaśmiał się lekko. Zostawili torbę w kasie, żeby było im wygodniej. Leo właściwie miał pomysł na prezent. Miała to być gra planszowa dla całej rodziny. I fajnie, bo się nie znudzi. W końcu to gra dla ludzi w każdym wieku. Jak Grace nie będzie chciała grać, to odłoży i może za pięć lat do niej wróci. – To – powiedział chłopak, biorąc duże pudło do rąk. Nie była to typowa gra planszowa, gdzie trzeba było rzucać kostką z oczkami. Nie, nie… Leo sam do końca nie wiedział, o co chodzi, ale będzie zabawnie, każąc przeciwnikom robić różne rzeczy. Jeśli wylosują daną kartę albo staną na nie na tym polu co trzeba. Serio. Kolorowa kostka, kary, plansza, różne pionki, które symbolizowały postaci dobre i złe. Będzie fajnie! A przynajmniej miał taką nadzieję. Bardzo lubił takie gry. – Okej – powiedział po odejściu od kasy z zakupami. – Teraz możemy iść dalej. Tylko nie wiem, gdzie, Benji. Może po prostu będziemy szli przed siebie i może coś nam się rzuci w oczy? – zaproponował i zrobił kilka kroków do przodu. – Najlepiej, jak to będzie coś pożytecznego i co im się przyda i nie rzucą tego w kąt – mówił Leo, czytając po kolei nazwy sklepów, które mijali. Na razie same odzieżowe i jakieś pierdółki. – Ekspres do kawy? – spojrzał na swojego towarzysza, kiedy mijali sklep ze sprzętem domowym. – Albo odkurzacz – zaśmiał się. – Nie wiem, Benji, dawno nie byłem na ślubie, a jak byłem, to nie musiałem się o to martwić, bo zajmowali się tym moi rodzice. O, a myślisz, że jak kupisz im super wina i dorzucisz parę gorszy w kopertę, to się ucieszą? – zapytał, bo akurat mijali sklep z różnymi winami z różnych stron świata.

    OdpowiedzUsuń
  22. Robić zakupy jak się wiedziało, co się chce, ale nic nie było… Tak. A jak jeszcze chciało się coś kupić, nie wiedząc, co… jeszcze gorzej. Bo niby towaru od cholery, ale żeby coś kupić, to nic. Teraz też tak było. Tyle dobrze, że wybór prezentów dla dzieci był duży. Chociaż z dziećmi chyba nie było takiego problemu. Gorzej jakby szli kupić coś chłopakowi. Wtedy to już gorzej, bo cokolwiek by to nie było, to było ciężko. Takiemu starszemu, oczywiście. Na przykład Ben. Leo nie wiedział, co miałby mu kupić na urodziny. Co prawda miał wskazówkę w postaci jego hobby a propo malowania. Coś może by wymyślił.
    - Tak, masz rację – pokiwał głową, kiedy szli w stronę wyjścia z centrum handlowego. – Zapytaj i on ci powie, co potrzebują. Tak będzie najlepiej, bo kupisz coś pożytecznego, a nie coś, co będzie stało w kącie i zbierało kurz – spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. Pokładał dużo nadziei w tej znajomości. Na razie wszystko układało się dobrze i oby tak zostało. O nic go nie podejrzewał, żadne ciche myśli z tyłu głowy też się nie pojawiły. A teraz pójdą na imprezę. Okej, na imprezę urodzinową pięciolatki, ale będą tam razem. Może później, po całym zwiedzaniu miasta, on go gdzieś zaprosi. Może niekoniecznie jakaś impreza tak jak na ich pierwszym spotkaniu, ale… to duże miasto, na pewno wpadnie na coś szalonego.
    - Pamiętam, Ben, ale moi rodzice wrócili do domu. Ciężko będzie zrobić teraz ten akt. Wolałbym, żeby nie wiedzieli, do czego pozuje ich jedyny i ukochany syn – zachichotał, nie mając pojęcia, że te słowa mogły zranić jego towarzysza. – Wiesz co, może się umówimy na weekend. Pewnie pójdą na jakaś imprezę czy tam galę i będziemy mieli cały dom dla siebie na pół nocy – poinformował go i znów na niego zerknął. Po drodze stawił im lody kulkowe, jedne z najlepszych w mieście.
    - To daj mi jeszcze znać potem, kiedy i gdzie ta impreza. Pójdziemy razem – powiedział jeszcze, zanim się rozeszli w swoje strony. Leo czuł się zmęczony po całym dniu łażenia, ale był zadowolony. Cieszył się, że ten czas był dobrze spożytkowany. Bo spędzanie go razem z Benem nie mogło być stracone. Nie mógł się doczekać na kolejną taką wycieczkę razem z nim.
    Pożegnali się i poszli w swoje strony. Leo wrócił zadowolony do domu, przywitał się z rodzicami, opowiedział im po krótce, co się u niego działo, że poznał nowego kolegę na imprezie u znajomego i właśnie pokazuje mu miasto. I że też jest z Australii. Rodzice powiedzieli, że chcieliby go poznać, a chłopak odpowiedział tylko, że kiedyś na pewno go poznają. I nawet nie musiał ich pytać o wolną chatę w weekend, bo sami się wygadali. Dla Leo to była super okazja, by móc w końcu zapozować Benji’emu do tego aktu. Aż przegryzł dolna wargę, kiedy o tym pomyślał. Zaraz napisał wiadomość do niego.

    OdpowiedzUsuń
  23. Leo nie wiedział, że swoimi słowami mógł sprawić przykrość chłopakowi. No bo niby jak? Przecież Ben nic nie mówił o swoich rodzicach. A tym bardziej nie zdradził mu tego. Poszedł spać jak gdyby nigdy nic. Znaczy był zadowolony i szczęśliwy z tego wszystkiego, co związane z Benem. I nie mógł się doczekać, aż pójdą razem na te urodziny, a potem będą robić inne, ciekawsze dla ludzi w ich wieku rzeczy. I spodobał mu się ten pomysł ze spędzeniem soboty. Trochę go zastanawiało, dlaczego ta impreza urodzinowa jest tak wcześnie, ale co tam, to nie jego dziecko. Posiedzą tam, może potem gdzieś jeszcze pójdą i dopiero potem skierują się do domu Leo. Jego rodzice wyjdą późno z domu, więc… A jak na razie chyba wolał zaczekać na ich spotkanie i na to, aż jego rodzice poznają Bena i na odwrót. Sam nie wiedział, dlaczego to przeciąga. Przecież to nic takiego i właściwie mogliby to mieć już z głowy. No i rodzice przestaliby mu mówić, że chcieliby znać wszystkich znajomych swojego syna. Pewnie myśleli, że to jego chłopak czy coś. Cóż… Leo sam nie wiedział, czy tego chce czy nie. Wolał zaczekać, poznać tego przystojnego i intrygującego chłopaka. Owszem, całował nieziemsko i czuł się przy nim… dobrze, ale w pewien sposób dziwnie. Leo uznał to oczywiście za atut.
    - Cześć – zaczął, kiedy odebrał telefon. – No szkoda, że nie możesz się spotkać, ale trudno. Będziemy się potem bardziej cieszyć na swój widok – zaśmiał się cicho do telefonu. – Słuchaj, myślę, że spotkamy się na mieście w tę sobotę. Może tam gdzie zawsze? – zaproponował. Nie wiedział, czy będą mieli dalej czy bliżej. Trudno. Na razie nie chciał, żeby zobaczyli go jego rodzice. Nie, nie, jeszcze nie teraz, ale wkrótce…. Kto wie.
    Tego dnia spotkał się z Reefem, trochę mu naopowiadał zadowolony i szczęśliwy. Tak, zdecydowanie za dużo się powtarzał z tym szczęśliwym. Ale tak właśnie się czuł. Nie chciał wszystkiego przyspieszać. Reef uśmiechnął się do niego i odpalił trawkę. Trochę sobie popalili, potem mama Leo przygotowała kolację, którą chłopcy chętnie zjedli, a potem Reef poszedł do siebie.
    Sobota nadeszła dość szybko. Na szczęście dla Leo. Przygotował się, wziął zapakowany prezent i już go nie było. Tak to jest, jak się tak długo śpi. Wyszedł na spotkanie z Benem cały uśmiechnięty. Chwilę na niego zaczekał, a potem podszedł do niego szybko, kiedy tylko go zobaczył. Pocałował go w nos na przywitanie. Za dużo? Za bardzo? Zbyt publicznie? Trudno, jak mu coś nie odpowiada, to zawsze może powiedzieć.
    - Cześć, miło cię widzieć – rozpoczął z uniesionymi kącikami ust. Przytulił się do niego na chwilę i o mało się nie rozpłynął. Serio. Lubił być w jego ramionach i dotykać go. Pewnie na za dużo sobie pozwalał, ale z drugiej strony przecież to Benji go całował, prawda? Owszem. Leo też wyrażał swoje zainteresowanie. – Idziemy? Nie mogę się doczekać aż poznam tę cała twoją Grace i twojego przyjaciela – pokiwał głową. – Dobrze wyglądam? Jesteś pewny, że spodoba jej się prezent? Nie wygłupię się? – tak wiele pytań, tak mało czasu na odpowiedzi…

    OdpowiedzUsuń
  24. No co, Leo naprawdę się denerwował. Wiedział, że ludzie, do których szli, byli bardzo ważnie dla Bena. A Ben stawał się ważny dla Leo. Chciał wypaść dobrze, to chyba zrozumiałe. Miał nadzieję nie popełnić jakiś błędów czy czegoś w tym rodzaju… Chciał po prostu, żeby ci ludzie pomyśleli o nim jako o spoko facecie i nie mówili czegoś złego na jego temat Benowi albo żeby mu odradzali tę znajomość. Tak, robiło się dość poważnie, a przecież to tylko impreza urodzinowa dziecka. Tylko albo aż. I właściwie nie przejął się śmiechem Bena. On co prawda poznał Reefa, no ale w sumie to była tylko chwila. Ciekawe, czy też by się tak denerwował, gdyby to on był na jego miejscu, pf.
    Doszli na miejsce, a Leo odetchnął jeszcze parę razy. Uśmiechnął się wesoło, kiedy zobaczył pierwszą twarz. Oczywiście powiedział, że bardzo mu miło poznać i dziękuje za zaproszenie i że przyniósł prezent i że ma nadzieję, że się spodoba. No tak, zawsze dużo mówił. I tak było nieźle, że przez nerwy nie mówił jeszcze więcej niż zazwyczaj. Bo wtedy dopiero byłoby ciekawie… No i koniecznie musiał zanotować sobie w głowie, że musi zapytać Bena o to Angie. To było interesujące. Jakiś pseudonim? Ksywa z dzieciństwa? Może wiązały się z tym jakieś ciekawe historie, o które warto zapytać.
    Leo przywitał się z Joelem. No wyglądał dość sympatycznie. Na pewno będzie gonić adoratorów swojej córki ze strzelbą albo czymś w tym rodzaju. Jak to ojcowie. A ten to już w ogóle na takiego wyglądał. Oczywiście uśmiechnął się do niego, ściskając jego dłoń.
    - I wzajemnie – uśmiechnął się. No Ben bardzo sobie cenił ich przyjaźń i często słyszał o niejakim Joelu. I teraz Leo mógł go poznać i się przekonać na własnej skórze, jaki on tak naprawdę jest.
    No i w końcu pochylił się nad małą Grace. No rzeczywiście mała księżniczka. Leo uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Zza pleców wyjął pakunek. Wyciągnął do w stronę dziewczynki.
    - Wszystkiego najlepszego, Grace. Życzę ci spełnienia marzeń, bo to jedna z najważniejszych rzeczy na świecie – wręczył jej prezent, ale nic więcej nie zrobił. Nie chciał jej straszyć jakimś ściskaniem czy czymś. Nie znali się i to mogło zostać źle odczytane, a jemu przecież zależy na dobrym wrażeniu. – Mam nadzieję, że prezent ci się spodoba – dodał i wyprostował się. Spojrzał szybko na Bena, szukając jakiegoś znaku, że dobrze postąpił. Albo źle. Nieważne, czegokolwiek, jakiegoś wsparcia, o. Sam miał wrażenie, że poszło mu całkiem nieźle. Przywitał się z każdym członkiem tej rodziny, uśmiechał się i był miły. Zawsze był przyjaźnie nastawiony do świata. A co do prezentu, to w środku czekała na dziewczynkę mała niespodzianka w postaci rysunku Olafa, zrobionego własnoręcznie przez Leo. A nudziło mu się wczoraj, to postanowił zrobić coś ładnego. Rysunek, a raczej malunek, został wykonany akwarelami i Leo nieskromnie myślał, że wyszło mu super i w ogóle najlepiej.
    W końcu mogli usiąść do stołu, a Leo oczywiście zajął miejsce obok Bena. Przy nim czul się nieco pewniej i bardziej komfortowo. I tak, nie mógł się doczekać tortu, to chyba oczywiste. Ach, no i jeszcze to, co miało się wydarzyć dzisiaj wieczorem, czyli pozowanie nago temu przystojniakowi… Nie chciał niczego przyspieszać, bo zabawa tutaj powoli się rozkręcała.

    OdpowiedzUsuń
  25. Właściwie to Leo dobrze się bawił. Czuł się tu dobrze, chociaż był obcy. Obecność Bena na pewno mu bardzo pomagała. A Joel mu nie przeszkadzał z tymi swoimi pytaniami. Doskonale go rozumiał, w końcu obaj byli blisko z Benem. Joel dłużej, w końcu to jego najlepszy przyjaciel z Australii, a Leo poznał dopiero parę dni temu. I właśnie dlatego Xavierowi zależało, żeby mężczyzna go polubił. I nie chciał do tego wykorzystywać dziecka, przekupując je czy coś w tym stylu. Ale chyba i tak dobrze mu szło…
    Chętnie opowiedział mężczyźnie o swoich studiach i planach. Nie były jakieś wielkie, ponieważ sam jeszcze nie wiedział do końca, co będzie robić. Na razie chciał studiować sztukę i nie myślał, co dalej. Wiedział, że życie z własnych obrazów w dzisiejszych czasach jest trudne, a nawet bardzo trudne. Najwyżej pomyśli nad czymś innym. Na razie dał sobie z tym spokój. Przecież dopiero co zacznie być studentem. Podczas tej rozmowy spoglądał ukradkiem na Bena jak chodzi i pomaga Alice. No i podobała mu się taka postawa. Uśmiechał się do niego szerzej, bo ogólnie to cały czas się uśmiechał, rozmawiając z Joelem albo zwracając się do Grace czy do pozostałej części rodziny, która przyjechała i której wypadało się przedstawić.
    Chętnie splótł palce z palcami Bena, kiedy ten usiadł obok niego. Znów się do niego uśmiechnął. O boże, tak bardzo zaczynał się w nim zakochiwać, że nawet go to trochę przerażało. Nigdy nie był zakochany, to pewnie dlatego. No i pewnie dlatego, że to zaczynało przyspieszać. Dobrze się bawił nawet jeśli z całego towarzystwa znał tylko jedną osobę, a reszta była mu obca.
    Wziął oczywiście talerz z kawałkiem tortu. No ba, po coś tu w końcu przeszedł. Wziął sobie widelczyk do ciasta i zaczął jeść. No, pycha! Nie miał jeszcze dość, było przyjemnie. Zerknął na Bena. I przypomniało mu się, że potem idą do Leo rysować akty. Och, będzie bardzo interesująco. Trochę nawet się zawstydził, dlatego zwrócił wzrok z powrotem na talerz. Dokończył ciacho, pogadał jeszcze, a potem skierował się do łazienki, wcześniej pytając o kierunek. Napisał jeszcze szybkiego esemesa do Reefa, że baw się dobrze i najprawdopodobniej go nie zabiją.
    Potem wyszedł na taras, żeby odetchnąć trochę świeżym powietrzem. Czas dość szybko zleciał. A kiedy Ben do niego dołączył, na chwilę się do niego przytulił i zaraz odsunął. Powiedział mu, że jest nieźle i bardzo się cieszy, że Benji o nim pomyślał i go tu zabrał. No niby imprezka rodzinna dla dziecka, a jednak Leo czuł się… może nie tyle, że ważny, ale… niepominięty. Nie, to chyba też nie było dobre określenie. Pocałował go szybko w usta i nie wiedział, że zauważył to Joel.
    - Robi się późno – powiedział Leo do Bena, patrząc na zegarek. No właściwie powolutku mogli się zbierać. No chyba, że zostania podana jeszcze kolacja, to mogą zostać, to oczywiste przecież. A u Leo napiją się jakiegoś dobrego alkoholu. Nie żeby szampan dla dzieci był zły czy coś, ale prawdziwe procenty też nie były najgorsze. A Leo czuł, że naprawdę musi się napić.


    [Pozwoliłam sobie poprowadzić Bena na ten taras, bo zależało mi, żeby Joel ich widział jak się całują xd Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza?]

    OdpowiedzUsuń
  26. Leo mógł ze spokojem zaliczyć tę imprezę do udanych. Podobało mu się, chociaż nie było alkoholu i wokół bawiły się dzieci. Serio, było przyjemnie. Może dlatego, że obok siebie miał Bena, z którym mógł porozmawiać w każdej chwili, dotykać jego dłoni pod stołem… no i jeszcze te pocałunki na tarasie. Zdecydowanie mógłby się do tego przyzwyczaić. Jeśli będzie miał okazje, to pójdzie na taką zabawę jeszcze raz. Cóż, te sekretne czułości były bardzo… interesujące.
    Xavier również był zaskoczony propozycją Alice. Och, na ślub? Nie spodziewał się tego. W końcu to impreza dla rodziny. No ale właściwie urodziny Grace to też była impreza dla rodziny, a Ben zaprosił jego. No nie spodziewał się czegoś takiego.
    - Jasne, jeśli nie będę musiał nigdzie być, to na pewno się zjawię – uśmiechnął się szeroko do kobiety. – Bardzo dziękuję za zaproszenie na ślub i na urodziny Grace. Bawiłem się znakomicie, naprawdę – pokiwał głową, mówiąc pewnym głosem. Nie kłamał, bawił się super. – I cieszę się, że Grace jest zadowolona z prezentu ode mnie. Dziękuję jeszcze raz. No i za jedzenie. Dobranoc – posłał im jeszcze ostatni uśmiech i w końcu ruszyli w stronę domu Leo. Chłopak oczywiście uśmiechał się całą drogę. Był szczęśliwy. I na bank pójdzie na ten ślub. No chyba, że stanie się coś nieprzewidzianego, strasznego. Z rodzicami. Albo jak pokłóci się z Benem, co, miał nadzieję, nigdy się nie stanie. – Dzięki temu jedzeniu nie umrzemy z głodu dzisiaj.
    Wkrótce dotarli do domu Leo. Weszli do środka, a chłopak nakazał Benowi iść do swojego pokoju i tam zaczekać. Mógł się w międzyczasie przygotować, pójść do łazienki rozebrać… Pomyślec nad odpowiednią pozą… Xavier naprawdę nie mógł się doczekać tego, co się będzie tu działo. A przecież chodziło tylko o malowanie.
    W tym czasie poszedł do swojej pracowni, z której przeniósł sztalugę, farby, paletę, masę pędzli, stołek, na którym siedział i wszystkie potrzebne przybory. Tym razem nie ubierał na siebie fartuszka czy jakiś ubrań do malowania. Po prostu też się rozebrał, ale do bokserek, żeby jego model mógł poczuć się jako tako komfortowo.
    Zasłonił okna i zapalił światło, żeby dobrze widzieć. Chyba nie potrzebowali dodatkowego oświetlenia, było całkiem okej. Teraz trzeba tylko dobrać odpowiednią pozycję modela i można chyba zaczynać powoli.
    - W porządku? – zapytał, kiedy w końcu mógł wydusić z siebie jakieś słowa. No cóż, nagi Ben był jeszcze bardziej interesujący niż wcześniej. Miał bardzo ładne ciało, które Leo zapragnął oglądać codziennie. Hm, może sobie zrobi kopię tego aktu i zatrzyma… Bo na razie nie liczył na widoki na żywo. Chyba trochę za krótko się znali… co z kolei nie przeszkodziło im umawianiu się na malowanie aktów. – Twoje ciało jest bardzo… seksowne, Benji – posłał mu uśmiech.
    Kiedy obaj zdecydowali się w końcu na niewinną, acz jednocześnie kuszącą pozę, Leo zaczął malować. Oczywiście na początku było więcej gapienia się niż samego tworzenia, ale nieważne. Po prostu nie chciał popełnić gafy ani nic takiego. Chciał dobrze odwzorować rysy mięśni i w ogóle… tego wszystkiego.

    [Chodziło mi o to, że Joel to twoja postać xd a mi zależało, żeby Joel się potem mógł czepiać, Bena, że Leo to jego brat i takie tam xd]

    OdpowiedzUsuń
  27. Cóż, Leo uważał sobie. Uznał ciało Bena za bardzo seksowne. Podobało mu się bardzo, ale to było oczywiste. Może i Ne dostrzegał blizn, ale blizny też są seksowne. Więc może to i lepiej, że ich nie widział, bo jeszcze gotów pędzel mu wysunąć się z między palców i upaść na podłogę. No, kto wie, może właśnie tak by ten widok zadziałał.
    - Jestem w bokserkach, żeby trochę dać ci pewności siebie czy coś, podczas kiedy ty jesteś nago… masz rację, ja też powinienem być nago – powiedział i zaraz wstał, zdejmując z siebie bieliznę. Odwrócił wzrok, patrząc cały czas na płótno. Nie mógł na niego spojrzeć teraz, kiedy również był nago. I tak już mu wystarczyło, że był cały czerwony na twarz. Musiał jakoś zakryć twarz, ale jednocześnie pokazać, że też jest nagi. Jakie to było trudne! Myślał, że przyjdzie mu to z większym luzem i jakoś machnie ten akt, przy okazji patrząc sobie na gorące ciało przed nim.
    Jego praca powoli szła do przodu. Starał się, chciał wypaść jak najlepiej. No i nie mógł spieprzyć tego aktu, to oczywiste.
    - Tak, Benji, chcę iść z tobą na ten ślub. Jak nie chcesz ze mną iść, to i tak pójdę, bo to nie ty mnie prosiłeś – spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. No, już się trochę rozluźnił, a ten tu chce przerwę. Ach, ci modele.
    Spojrzał za nim z uśmiechem. No, fajny był. Nic dziwnego, że Leo chciał go mieć przy sobie i generalnie nie opuszczać. Też założył na siebie bieliznę. Skoro tak, to nie chciał sam świecić gołym tyłkiem przed nim. Później na pewno to zrobi, ale przynajmniej razem sobie będą tak świecić. A teraz… Usiadł obok niego i spojrzał do koszyka. No, niezły prowiant dostali, serio. Aż tyle żarcia? Kiedy oni to zjedzą? Chociaż na sam widok Xavier poczuł się jeszcze bardziej głodny.
    - Idę po jakieś widelce, talerzyki, noże – poinformował go i szybko skoczył do kuchni, by wrócić z potrzebnymi przedmiotami. Wziął sobie oczywiście sałatkę i jakąś kanapkę. Nie przepuści takiej okazji. Skoro dostał darmową sałatkę, to zamierza ją zjeść. Jasne, że zostawili trochę Benowi. – Jeszcze chwila i twój akt będzie skończony – powiedział po chwili ciszy. – Jak będziesz chciał, to mogę ci go oddać – dodał. Chociaż nie chciał go oddawać, ale wiedział też, że to by było dziwne, gdyby powiedział mu, że nie chce mu go dać. W końcu to jego ciało widniało na płótnie. Też z drugiej strony Leo nie wiedział, gdzie miałby je trzymać. Przecież nie powiesi go sobie nad łóżkiem. Chowanie go też by było smutne. Mógłby jedynie pomyśleć o przeprowadzce i wtedy owszem, mógłby go sobie gdzieś powiesić, najlepiej w sypialni, żeby nikt inny nie mógł go oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  28. Cóż, tak właśnie myślał, że Ben będzie chciał wziąć swój akt do domu. Ale racja, w końcu to jego podobizna znajdowała się po drugiej stronie płótna i miał prawo je chcieć. A Leo mu je odda, a potem będzie miał wymówkę do tego, aby odwiedzać chłopaka regularnie. Zawsze coś, prawda? Przynajmniej teraz zmoże sobie na niego popatrzeć nago. Może nawet szybko nadarzy się okazja do tego, aby znów mogli pooglądać siebie nawzajem, ponieważ jeszcze pensji miał do namalowanie akt Leo. Jeśli obaj tego chcą, to takich okazji na pewno znajdzie się więcej. Już Leo coś wymyśli.
    - Okej, dostaniesz go. Nie wyrzuciłbym go, ale musiałbym schować, żeby moi rodzice nie widzieli i nie zaczęli zadawać pytań. Wiesz, są bardzo wyrozumiali i tak dalej, ale chyba wolałbym uniknąć tematu nagiego faceta na obrazie, który sam namalowałem – zaśmiał się lekko. No, to by było dziwne. Mógł porozmawiać z nimi o wszystkim, ale chyba jednak istniały pewne granice, których wolał nie przekraczać. Niech nadal myślą, że ich synek jest grzeczny i niewinny. Zależało mu na takiej opinii, zawsze się przyda.
    - Raczej pójdę sam… albo z tobą, chociaż sądzę, że ty masz osobne zaproszenie – zaśmiał się ponownie. – Pójdziemy razem z osobnymi zaproszeniami, tak? Czy jednak idziesz z kimś innym? – spojrzał na niego, a potem przesunął paluszkiem po jego ramieniu. No już sobie wyobrażał, jak dawali czadu na parkiecie. A przynajmniej Leo da, w końcu był całkiem niezły w tańcach. Wesele to dobra okazja do zabawy, jedzenia i picia oczywiście. Osobiście Leo już nie mógł się doczekać tego dnia. – Kiedy w ogóle ten ślub? Muszę kupić nowy garnitur i jakiś prezent… nie wiesz, co wolą? Kasę, wino czy jakiś prezent? – zaczął się poważnie nad tym zastanawiać, przeżuwając koleje kęsy smakowitego jedzonka, które podarowała im Alice. Cóż, nie znam tej pary, nie wiedział, co preferują jako prezent, jacy są, jakie mają hobby i tak dalej. A nie chciał dać plamy, skoro urodziny Grace były świetne i Xavier miał wrażenie, że musiało mu pójść równie dobrze, skoro dostał osobne zaproszenie na ślub. Po prostu wow. Był z siebie zadowolony i szczęśliwy, że nie narobił wstydu Benowi. W końcu na nim również bardzo mu zależało. Chyba coraz bardziej. – Jasne, że znajdę dla ciebie czas, Benji. W końcu widziałeś mnie nago… - uśmiechnął się, a kolacji wrócił do malowania aktu. Skończył dość późno, ale i tak twierdził, że szybko jak na siebie. Obraz był skończony i nawet mu się podobał. Uśmiechnął się szeroko, a potem po raz kolejny spojrzał na nagiego faceta w swoim łóżku. Tak, to miał właśnie tak zabrzmieć.
    - Chodź, pokażę ci – odezwał się i podniósł się ze stołka. Założył na siebie bokserki jeszcze (chyba nawet się już nie rumienił) i zrobił mu trochę miejsca koło siebie.
    Sam akt był bardzo ładny, a mężczyzna na nim przypominał Bena, chociaż można było znaleźć kilka różnic. Leo zrobił je oczywiście specjalnie, jakby dodawał coś od siebie. W lewym rogu machnął swój podpis; niech wszyscy ci, którzy będą to oglądać, wiedzą, kto mógł oglądać Bena nago.
    - Co myślisz?

    OdpowiedzUsuń
  29. Leo był z siebie zadowolony. Bardzo podobała mu się jego praca i nie czuł się jak jakiś początkujący. Znaczy nadal uważał, że mogło być lepiej, nigdy nie był zadowolony ze swoich prac jakoś super, więc no. Ale teraz i tak było nieźle. Skoro innym się podobały jego prace, to dobrze. Przecież nie będzie się z nimi kłócić, prawda? Dlatego bardzo się ucieszył, że i Benowi się podoba. W tym momencie jego zdanie było dla niego najważniejsze.
    - Dzięki, Benji – uśmiechnął się i spojrzał na niego. Serce mu trochę przyspieszyło. Nagi Ben tak blisko niego, podczas kiedy on sam nie miał na sobie wiele… Właściwie to nic. Więc nic dziwnego w tym, że poczuł się lekko skrępowany, a jego policzki przybrały kolor czerwieni. Cholera, to było silniejsze od niego i nie potrafił tego powstrzymać. Zatem ucieszył się, kiedy chłopak go pocałował; nie mógł zauważyć jego rumieńców. Leo oczywiście odpowiedział na pocałunek, odwzajemniając pieszczotę. Mógłby się do tego przyzwyczaić bez problemu.
    Uniósł ręce i objął go nieśmiało za szyje, muskając palcami jego skóry na karku i ramionach. Westchnął cicho, rozkoszując się jego ustami. Jak mu było teraz dobrze… nie potrzebował niczego więcej. No może za wyjątkiem czystych dłoni, w końcu dopiero co malował farbami… Ale Benowi chyba to nie przeszkadzało, bo nic nie powiedział na ten temat.
    Bił się w myślach, czy powinien zrobić coś więcej czy może jednak poczekać na dalsze działania chłopaka. Tak właściwie to pragnął go już od jakiegoś czasu, ale trudno mu się było do tego przyznać. Dopiero co się poznali i spędzali ze sobą czas, poznając się bliżej. Teraz widzieli się nago i całując się teraz, również byli nago. To chyba było wystarczające, jeśli chodzi o bycie blisko. Z żadnym chłopakiem jeszcze się tak dobrze nie czuł i żaden jeszcze go tak nie całował. Bo coś było innego w tym pocałunku. Leo nie do końca wiedział co, po prostu zwalił to na namiętność i pożądanie. Ben był inny i wywoływał w nim inne emocje niż inni chłopacy. To pewnie chodziło o to. Oczywiście nie narzekał, ponieważ to było bardzo ciekawe i bardzo go ciągnęło w stronę Benjiego i tych uczuć, jakie w nim wywoływał dopiero co poznany chłopak.
    Zsunął ręce niżej na jego plecy. Były gładkie, a pod palcami czuł mięśnie. Znów cicho westchnął i zarumieniłby się mocniej, gdyby to było możliwe. Trochę mu się głupio zrobiło, że tak wzdychał, ale nie potrafił tego powstrzymać. Ciało Bena, jak i cała jego osoba, były bardzo… interesujące. Leo jeszcze nie potrafił tego inaczej określić; po prostu ciągnęło go do tego mężczyzny.
    Oderwał się na chwilę od niego, żeby nabrać powietrza, jednak nadal miał zamknięte oczy. Wykonał ruch ustami, jakby chciał ich posmakować. Nie chciał wstawać, bo miał wrażenie, że i tak upadnie. Nogi jak z waty. Po krótkiej chwili sam pocałował Bena, od razu rozchylając nieco usta.


    [Cóż, jak widziałam urlop przy Twoim Nicku, to nawet nie wchodziłam na kartę, dobrze, że teraz to zrobiłam, bo Ty byś teraz czekała xd]

    OdpowiedzUsuń
  30. Leo marzył o tym, aby posunęli się dalej i położyli się w łóżku. Jasne, że się tym denerwował, ale chciał to z nim zrobić teraz. Czuł się gotowy, aby mu się oddać. Był pewien, że Ben też tego chce, skoro tak namiętnie go całował, jak jeszcze nikt inny. Leo był zachwycony tymi pieszczotami i aż westchnął cicho. Zdecydowanie mu się to podobało i nie chciał przerywać. Skinął jedynie głową, na słowa Bena o tym, że nie będzie odwrotu. Przecież nie chciał odwrotu. Chciał iść z nim do łóżka, zwłaszcza teraz, kiedy mieli spokój i nie musieli się przejmować, że ktoś może ich nakryć. Mogliby zająć się tylko sobą, skupić zmysły na sobie i na tym, co mogliby robić. Przeczesał jego włosy palcami, później przesuwając dłonie z powrotem na jego plecy, ramiona, klatkę piersiową i brzuch. Wyczuł na jego skórze mniejsze i większe ślady po jakiś ranach. Nie chciał o to pytać, nie teraz. Żadna z tych blizn absolutnie mu nie przeszkadzała, ba, czyniły Bena jeszcze bardziej pociągającym.
    Chciał jego w tym momencie, całego tylko dla siebie. Wydawało mu się, że Benji też tego chce; spędzić z nim noc, zachowując się jak para kochanków. Dlatego był zdziwiony, kiedy chłopak się od niego odsunął. Na chwilę zaniemówił. Dlaczego się odsunął? Dlaczego chce już iść? Czy powiedział coś nie tak? Zrobił coś wbrew jego woli…? Nie wiedział, co powiedzieć, co zrobić. Jedyne na co było go stać, to kiwnięcie głową, że owszem, mogą się zobaczyć we wtorek. Może Ben nie czuł się jeszcze gotowy na taki krok? Właściwie nigdy nie wspominał o poprzednim związku czy coś w tym stylu i Leo nie wiedział, czy Ben przeżywał jeszcze jakieś rozstanie czy chciał iść dalej… Zostawił go z wieloma pytaniami i Leo nie wiedział, co miał ze sobą zrobić. Spojrzał za nim, a później na płótno.
    Usiadł na stołku i ukrył twarz w dłoniach. Matko kochana, co tu się właśnie stało? Aż nagle zrobiło mu się zimno. Przeniósł się do swojego łóżka i nakrył się kołdrą. Może naprawdę zrobił coś nie tak? Może coś w Leo nie spodobało się Benowi?
    - Cholera jasna, Benji, co się stało – mruknął do siebie, sięgając po telefon. Teraz był lekko zły. Zostawił go w takim stanie. Wyszedł po prostu bez słowa wyjaśnienia. A może po prostu nie chciał się z tym spieszyć i już. Było tyle różnych opcji, nad każdą Leo intensywnie rozmyślał przez prawie całą noc. No, oto, do czego może doprowadzić facet. Pięknie.
    Następnego dnia schował płótno, posprzątał, ogarnął się i generalnie przez cały dzień starał się nie myśleć o Benie, ale im bardziej się starł tego nie robić, to właśnie to robił. Już potem się na siebie wkurzał i włączył jakiś film, ale to tez niewiele mu dało. Nie chciał się do niego odzywać i nie wiedział, czy właśnie popełniał błąd albo czy zachowywał się jak urażony kot.
    Dopiero we wtorek sięgnął po telefon i napisał do niego z pytaniem, czy mogą się spotkać. Może Benji już się uspokoił i dowiedział się, czego chce i będzie łaskaw mu o tym powiedzieć. Wziął swoje rzeczy typu klucze i portfel, a potem wyszedł z domu. Jeśli Ben mu nie odpisze, to będzie musiał wpaść do Reefa i z nim pogadać.

    OdpowiedzUsuń
  31. Leo był zły. Nie było mu przykro (no dobra, może trochę), ale był zły na Bena. Nic mu nie wyjaśnił na temat swojej ucieczki, dlaczego tak postąpił, czy Leo zrobił coś źle? Coś, co nie spodobało się Benowi? Chciał to wyjaśnić, ale najwidoczniej jemu nie spieszyło się do zadzwonienia albo do napisania. Dobrze, że przynajmniej odpisał mu na tę wiadomość. Leo westchnął, czytając ją. Zawsze coś, prawda? Pójdzie na to spotkanie. Przecież sam tego właśnie chciał; zobaczyć się z nim i może nawet mu wygarnąć. Co do tego drugiego nie był pewny, bo zazwyczaj przed sobie obiecywał, a później działy się inne rzeczy. Ale właściwie… przecież miał prawo być zły.
    Ogarnął się i wyszedł z domu przed dwunastą. Zaciskał palce na pasku od torby. No dobra, trzeba to jakoś odpowiednio rozegrać. Ale przede wszystkim zapytać, o co chodzi, co poszło nie tak.
    Kiedy zobaczył go w oddali, serce zaczęło mu bić szybciej. No, stresował się tym spotkaniem.
    - Co to, do ciężkiej cholery, było? – zapytał, marszcząc brwi. – Dlaczego się tak zachowałeś w tamten wieczór? Uciekłeś bez słowa, zostawiając mnie tam samego? Zwłaszcza przed tym, co mogło się stać! O co ci chodzi, co? Ja zrobiłem coś nie tak? – zasypywał go pytaniami, a jego zdenerwowanie wcale nie malało. – Może to moja wina? Powiedz mi, Ben, bo naprawdę nie potrafię tego rozgryźć! Wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, spędziliśmy fajnie czas i mogliby go spędzić jeszcze lepiej. Odkąd wyszedłeś, zastanawiam się, co było nie tak, co się stało, że uciekłeś i, co gorsza, nie odzywałeś się. W końcu stwierdziłem, że to nie ma sensu i po prostu się do ciebie odezwę – wyrzucił z siebie potok słów. Jego głos przy końcu zaczął drżeć. Cholera by to. Chciał być silny i stanowczy, ale emocje wzięły górę. – Wytłumacz mi to, Ben. Nie chcesz się więcej ze mną spotykać? – spojrzał na niego, ale zaraz jego wzrok powędrował gdzieś nad jego ramię, ponieważ nie potrafił spojrzeć mu w oczy. Za bardzo się denerwował. Nie podobał się sobie w takim stanie, ale nie umiał się opanować. Niestety. Zależało mu na nim, to pewnie dlatego. I pewnie dlatego nie uderzył go w twarz. Bo może rzeczywiście to Leo zrobił jakiś błąd.
    Dobrze, że stali bardziej boku i ludzie nie bardzo zwracali na nich uwagę. Ot, dwóch chłopaków rozmawia. Dobrze, że nie słyszeli o czym. Leo wolał nie mieć świadków tej rozmowy.
    Znów mocniej zacisnął palce na pasku od torby. Odetchnął. Dobrze, powiedział mniej więcej to, co chciał mu powiedzieć. Jeśli Ben będzie chciał zakończyć znajomość, to Leo będzie załamany. A może będzie chciał zwolnić tempo? Tyle było opcji, więc Leo czekał z niecierpliwością na jego odpowiedź. Miał wrażenie, że czas spowolnił i czeka milion lat na słowa Bena. Uniósł na chwilę wzrok, a później znów szybko go spuścił.

    OdpowiedzUsuń
  32. Leo był bardzo zdenerwowany. No do jasnej cholery. Zależało mu na Benie jak na nikim wcześniej. Przynajmniej nie w ten sposób. Chciał się z nim spotykać regularnie, poznawać go, dotykać, być blisko. Naprawdę się przestraszył, że coś poszło nie tak. Nawet przeszło mu przez myśl, że to dlatego że obaj są mężczyznami. Ale najwyraźniej to nie był problem. Benji nadal się nie określił i Leo nie wiedział, co ma zrobić. Miał mu wybaczyć ot tak? A co, jeśli sytuacja się powtórzy? Znowu miał nie spać po nocach, zastanawiając się, co zrobił nie tak?
    Spojrzał mu na chwilę w oczy, kiedy Ben go do tego zmusił. Westchnął cicho. Uniósł ręce i oparł je na jego dłoni.
    - Nie możesz więcej tak uciekać, Benji, bo ja naprawdę się martwiłem, nie wiedząc, co się stało. Albo mi wyjaśnisz o co poszło, albo nie będziemy mogli się widywać, jeśli taka sytuacja zdarzy się jeszcze raz. Musimy ze sobą rozmawiać – powiedział i przybliżył się do niego, żeby się do niego przytulić. No tak, bardzo tęsknił za jego ramionami i za zapachem. Leo już dawno się przekonał, że kluczem do większości spraw jest komunikacja. Wiele problemów można tak rozwiązać, więc na pewno im się przyda. – Nie wiedziałem, co robić – zdradził mu cicho, kiedy kładł dłonie na jego łopatkach. – Pojawiłeś się tak znikąd w moim życiu, a potem nagle zniknąłeś…
    Sam nie wiedział, po co mu to wszystko teraz mówi. Nie chciał tego, ale słowa same popłynęły z jego ust. To była bardzo ważna kwestia dla Leo; to nagłe pojawienie się w jego życiu Bena… Nie sądził, że coś takiego mu się przydarzy. I to w tak młodym wieku. Przytulił się do niego bardziej i westchnął.
    - Wybaczam, Benji. Ale obiecaj, że więcej mnie tak nie zostawisz i będziemy mogli spędzić ze sobą czas, jasne? – zależało mu na tym mężczyźnie jak cholera. Może nawet mógłby go przedstawić swoim rodzicom… Już wcześniej chciał to zrobić, ale może w tym wypadku lepiej jeszcze poczekać? – Jeżeli masz czas, to moglibyśmy pójść coś zjeść gdzieś – uniósł głowę i uśmiechnął się do niego lekko. Złość mu minęła, już nie musiał się martwić. Najwidoczniej Ben nie chciał go wykorzystać i zostawić. W końcu uciekł przed całym zdarzeniem. Leo stwierdził, że nie czas na odrzucanie ani nic takiego.
    Zsunął łapki nad jego pośladki, a później jedną z nich wsunął w dłoń Bena. Na razie nie chciał go zapraszać do siebie. A może… Nie, jeszcze nie. Teraz niech się on męczy, a co. Z drugiej strony nie chciał się od niego odsuwać, chciał być cały czas blisko niego, przytulać się, dotykać, głaskać go po włosach, rękach… No, najprawdopodobniej przepadł.

    OdpowiedzUsuń