Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

6 października 2016

[KP] Don't wanna let you down but I am hell bound

so wake me up when it's all over
when i'm wiser and i'm older

Eveline   Lovelace
Dwudziestotrzyletnia Nefilim ze szkockiej rodziny. Najzwyklejsza na świecie, najprzeciętniejsza Nefilim. Wprawiona łuczniczka, dosyć utalentowana użytkowniczka steli. Niewyróżniająca się szczególnie w żadną stronę. Uważa, że Porozumienia powinny były zostać zawarte, bo ma świadomość, że ich podpisanie przerwano przez Nocnych Łowców, nie Podziemnych, ale wie, że teraz niewiele można na to poradzić. Przecież tamta sytuacja tak bardzo wpłynęła na relacje między nimi.
Gdy nie walczy i nie trenuje, chętnie grywa na gitarze. Wraz ze swoim parabatai, Jessem Moorem, często żartują, że gdyby byli Przyziemnymi, mogliby założyć zespół. Gdyby. Im więcej lat mija, tym częściej używają tego słowa. Gdyby podpisano Porozumienia, nie musielibyśmy teraz walczyć z tyloma Podziemnymi. Gdyby na co dzień nie groziła nam śmierć, moglibyśmy zaplanować jakieś wyjście do kina.Gdybyśmy mogli, wyjechalibyśmy w góry. Gdybyśmy nie byli parabatai, może w pewnym momencie byśmy się w sobie zakochali.
Teraz, oczywiście, nie brali tego pod uwagę. Tylko żartowali. Przy Jessem trudno było nie żartować. Chyba że nagle wychodził temat Podziemnych. Jesse nienawidził ich znacznie bardzie niż Eveline. Ona walczyła z nimi, bo kiedyś niemal zabili jej przyjaciela. On, bo kiedyś zamordowali całą jego rodzinę. Ona dostrzegała w nich czasem ludzi, on – potwory.
melting
between the life i got used to
and something i don’t understand
[Cytaty kolejno Imagine Dragons – Demons, Avicii – Wake me up, Riverside – Under the pillow
Zdjęcie autorstwa Malviny Frolovej, modelki imienia niestety nie znalazłam
Wątek z Blurryface]

5 komentarzy:

  1. Nie pierwszy raz był w Szkocji, ale wcześniej jego wizyta nie była przyjemna. Tym razem otrzymał zaproszenie od wieloletniego przyjaciela i kiedy je przyjął, postanowił, że nie da sobie zepsuć tych wakacji. Nieważne ile by trwały.
    - Alastairze, wiesz, że nie przepadam za barami – powiedział James, marszcząc nos.
    Obaj siedzieli w salonie przy zgaszonym kominku na ogromnych fotelach, wyłożonych karmelową skórą. Całe pomieszczenie utrzymane było w stonowanych kolorach tak jak całe życie jego przyjaciela. Często się zastanawiał, jak to się stało, że się zaprzyjaźnili i mimo upływającego czasu, nie utracili kontaktu. Mimo że jeden z nich był zwykłym Przyziemnym, który mógł umrzeć w każdej chwili. Tak kruche potrafiło być życie.
    - Jamie – jęknął brunet, patrząc na mężczyznę, którego wieku nie chciał pamiętać. Zbliżały się jego czterdzieste urodziny, a dokoła oczu powstawały coraz wyraźniejsze zmarszczki. Gdyby tylko Alastair mógł coś dla niego zrobić. Ciągle się o niego martwił, choć tego nie pokazywał. Zachowywał się tak, jakby obaj byli młodzi, choć tylko on zatrzymał wygląd. – Nie dasz mi chyba iść samemu? Ktoś musi mnie bronić przed niechcianymi dłońmi obleśnych kolesi i brzydkich kobiet.
    - Sam dobrze umiesz o siebie zadbać – westchnął, podnosząc wzrok znad książki.
    Zawsze miał niesamowicie jasne włosy, ale teraz wydawało się Alowi, że straciły one blask. Może nieco wypłowiały? Zerknął na okładkę, jednak pozostał niewzruszony, nawet gdy udało mu się przeczytać odwrócony do góry nogami tytuł. Zagryzł dolną wargę i szybko uniósł wzrok na przyjaciela. Nie dopuszczał do siebie uczucia melancholii. Musiał się napić, zabawić, przerwać ciszę, która choć kojąca, przynosiła za dużo myśli do jego głowy.
    - Odmówisz mnie? – spytał ni to zaskoczony, ni to urażony i położył dłoń na piersi w teatralnym geście. – Przez ciebie boli mnie serce, Jamie.
    Blondyn popatrzył na niego ze zrezygnowaniem. Naprawdę go kochał. Wiele mu zawdzięczał i czuł silną więź, jaka łączyła go z tym kłopotliwym czarownikiem, ale nie miał siły. Nawet nie nadeszła noc, a on chciał już iść spać.
    - Jestem na to za stary – prychnął, machając na niego ręką.
    Alastair przewrócił oczami i podniósł się z fotela, a jego każdy ruch wykonany był jak zawsze z gracją, powoli, niczym znużony książę. Spojrzał jeszcze raz na przyjaciela spod swoich gęstych i czarnych niczym smoła rzęs, po czym ruszył do drzwi.
    - Nie wiem, kiedy wrócę – rzucił jeszcze, zanim wyszedł.
    Drzwi zamknęły się za nim, a zimny wiatr dmuchnął mu w twarz, więc schował ją w kołnierzu granatowego płaszcza sięgającego mu do połowy łydek. Wyglądał w nim niczym długa ciemna smuga na białym tle. Widać było jedynie jego zmierzwione włosy, rozsypujące się kaskadą loków, ciemne oczy wyglądające zza nich i stopy okryte czekoladowymi sztybletami. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i jednego włożył do ust, chowając pozostałe. Uniósł rękę i pstryknął palcami. Spomiędzy kciuka i palca wskazującego wyskoczył iskierka, która zapaliła papierosa. Szedł przed siebie wąską uliczką między pozostałymi domami. Ludzie oglądali się za nim, gdy ich mijał i choć go to nie obchodziło, musiał się chwilę zastanowić, czy to dlatego, iż nie nałożył czaru na oczy. Wzruszył tylko ramionami, nie przejmując się spojrzeniami innych. Wiedział, że jest nowy w małym mieście i ze swoim wzrostem oraz specyficzną aurą musi stać się żywą atrakcją, ale Przyziemni mogliby być nieco subtelniejsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszedł do pierwszego baru. Siadł nieco z boku przy ladzie, a płaszcz przewiesił przez krzesełko, na którym usiadł. Zarzucił nogę na nogę i zaczął poruszać stopą w rytm muzyki. Podobał mu się klimat tego miejsca. Przyciemnione światła, bawiący się ludzie, szczere śmiechy, toasty kuflami z lejącym się z nich piwem. Uniósł brew, ledwo powstrzymując się od uśmiechu, gdy dostrzegł gdzieś w tłumie całującą się parę. Byli tacy młodzi i pełni życia.
      Westchnął, zanurzając czubek małego palca w swoim drinku i mieszając go.
      - A to ciekawe – wymruczał do siebie samego, kiedy zobaczył, jak do środka wchodzi dziewczyna, której gatunek tak dobrze, choć przyznawał się do tego z niechęcią, znał.
      Nie spodziewał się tu Nocnych Łowców, więc oczywiście widząc runy na jej skórze, coś w nim przeskoczyło. Fascynacja i odrobinka niechęci, która została odsunięta przez podziw dla jej piękna. Czemu musiał mieć słabość do rudowłosych? Dopił swojego drinka i widząc, co pije dziewczyna, nachylił się do barmana.
      - Springbank – powiedział, po czym podniósł się z miejsca.
      Zarzucił sobie przez przedramię płaszcz i ruszył na drugi koniec baru. Przystanął obok niej i uśmiechnął się szarmancko, choć nieco leniwie. Wskazał na wolne krzesełko obok niej.
      - Mogę? – spytał, jak przystało na dżentelmena.
      Nie przestawał się w nią wpatrywać. Zwiesił swoje czekoladowe spojrzenie na niej i zaczął liczyć piegi, co nieco go rozbawiło, ale nie dał tego po sobie poznać. Po prostu uśmiechnął się szerzej, jakby to było zaplanowane.

      Usuń
  2. - Dziękuję – odezwał się, nie przestając się uśmiechać prawym kącikiem ust.
    Przewiesił płaszcz przez oparcie krzesełka, po czym z gracją godną najszlachetniejszego kota usiadł obok dziewczyny i zarzucił sobie nogę na nogę. Ciemne loki drgnęły, opadając mu na oczy jeszcze bardziej, ale nie przeszkadzały mu, więc nie uniósł ręki, by je odgarnąć. Zamiast tego sięgnął po podstawioną mu przez barmana szklankę i upił łyk, przyglądając się dziewczynie. W półmroku pubu jego oczy prze wachlarz gęstych rzęs wyglądały niczym umalowane. Sam by zapewne nie zdawał z tego sprawy, gdyby tyle osób się nim nie zachwycało z tego powodu. Dla niego nie było to nic specjalnego, po prostu charakterystyczna cecha, którą mógł mieć bądź też nie. Nie wpływała na jego zdolności czy inteligencję. Po prostu dobrze wyglądał, a gdy miał swoje kocie oczy bez jakiegokolwiek czaru Podziemny nie mogli oderwać od niego wzroku. Nie żeby nie lubił uwagi, jaką mu poświęcali, wręcz przeciwnie, podobała mu się. Nawet bardzo.
    - A ja Alastair – odezwał się łagodnie, a jego głos zakrawał na mruczenie. Odstawił kieliszek na blat baru. Wyciągnął do niej rękę, którą ujął ostrożnie, by unieść do ust i ucałować grzbiet dłoni. – Miło mi cię poznać, Eveline.
    Typowy „czaruś”, jak określały go starsze panie. Wciąż młodsze od niego, myślał o tym z przekąsem, ale traktujące go niczym młodzieńca, na którego wyglądał. Bywało to miłe, nie mógł zaprzeczyć. Al wprost uwielbiał przeurocze babcie, przypominające mu o tym, jak świat się zaczął staczać. Czasem jednak odzyskiwał nadzieję. W tym momencie jeszcze nie wiedział, w jakim stanie opuści to miejsce, ale Nocna Łowczy do tej pory zrobiła na nim dobre wrażenie. Czekał tylko, aż je zepsuje. Puścił jej rękę i z ledwo widocznym uśmieszkiem odsunął się, by ponownie sięgnąć po swój trunek.
    - Bez urazy – zaczął powoli, patrząc nad nią znad szkła. Ah, jak go zżerała ciekawość. – Co taka dziewczyna jak ty tu robi?

    OdpowiedzUsuń
  3. Miał w sobie coś, co przyciągało spojrzenia. Może to te włosy? Albo oczy z rzęsami, których wiele kobiet mu zazdrościło? Może istniała psotsza odpowiedź? Alastair zawse uważał, że to jego demoniczna cząstka tak wabiła innych. Uniósł brew, patrząc na nią z powagą, ale w oczach również kryło się rozbawienie. Nie pomyślałby, że Nocny Łowca potrafi się choćby uśmiechnąć, a co dopiero wydać z siebie taki dźwięk. Chciał usłyszeć więcej. Coś głośniejszego, spowodowanego jego słowami bądź czynami. Był ciekawy, jakby to brzmiało. - Ludzie różnie reagują, gdy się pyta o pewne rzeczy - stwierdził, wzruszając ramionwmi i uśmiechając się tajemniczo. W umyśle pojawiały mu się pomysły na kolejne pytania. Jedno szczególnie ciążyło mu na języku, gdy dostrzegł, jak dotyka jednej z run. - Niedawno przyjechałem, więc wszędzie jestem nowy -przyznał, dopijając trunek do końca. Uśmiechnął się do niej, unosząc jeden kącik ust wyżej i ukazując białe zęby. W oczach igrały mu psotliwe ogniki. Nachylił się do niej nieznacznie i wykorzystując swoje zdolności aktorskie, których nabył przez lata, udał zainteresowanie jej runami. A zwłaszcza jedną. Wyciągnął powoli rękę, ostrożnie dotykając jej nadgarstka. - Zawsze chciałem zrobić sobie tatuaż, ale przyjaciel umiejętnie mnie od tego pomysłu odwodzi. Bardzo bolało? Zrobiłaś go w przypływie chwili, jeśli mogę wiedzieć? To niesamowite, że każdy ma własny powód na zrobienie sobie tatuażu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Patrzył na nią z taką samą intensywnością, co ona na niego. Otworzył oczy nieco szerzej i zacisnął zęby, powstrzymując rozbawienie. Bycie czarownikiem utrudniało życie, bywało kłopotliwe, ale w końcu nauczył się ukrywać swoje znamię. Wśród ludzi zachowywał się niczym ekstrawagancki Przyziemny, nie chcąc się dać nikomu zdemaskować. Teraz miał ku temu jeszcze większą motywację, gdyż nie miał pojęcia, jakby zareagowała na to młoda Nefilim. Chciał się dowiedzieć, ale jeszcze nie teraz. Było za wcześnie, a ona nie wyglądała na groźną. Nie w typowej definicji tego słowa, gdy myślało się o Nocnych Łowcach. Kiwnął głową, jakby przyswajał jej słowa. Przyjaciel. Więc z pewnością była to runa parabatai. "Jak słodko", pomyślał z sarkazmem. Nie miał pojęcia, że dalej był to praktykowany rytuał w ich kręgach. - Posiadanie kogoś tak wyjątkowego, by naznaczyć się dla tej osoby na całe życie, musi być to niesamowite - odezwał się, a w jego uśmiechu dało się zobaczyć cień smutku, który szybko odegnał. Tyle lat na tym przeklętym padole, a nawet pierwszy lepszy Nefilim miał kogoś takiego. Co prawda Jamie wiele dla niego znaczył, był jedyną tak bliską mu osobą, ale ich sytuacja była inna. Byli inni. - Gdybym się zdecydował, chciałbym coś znaczącego - wzruszył ramionami. - Myślałem o kwiecie lotosu na karku, ale słyszałem, że to jedno z najboleśniejszych miejsc - przyznał, bo przecież na takie tematy mogli rozmawiać swobodnie. Nie zdradzał nic od siebie, nic takiego, co by powiedziało jej, kim tak naprawdę jest, a sama mogłaby się przez to otworzyć. - I taki tatuaz raczej robią sobie kobiety. Tobie by z pewnością pasował, choć myślę, że we wszystkim byłoby ci do twarzy - powiedział jeszcze i puścił jej oczko dla rozluźnienia atmosfery. Odpiął guziki mankietów swojej czarnej koszuli zakończonej złotą nicią i podwinął rekawy, odkrywając silne ręce, na których widoczne były pojedyncze żyły, gdy napinał mięśnie. Skinął na barmana, by uzupełnił im kieliszki. - Skoro jesteś tu pierwszy raz - Zaczął, prostując się. Czarna marynarka idealnie pasowała do jego smukłego acz umięśnionego ciała. - Przyjechałaś niedawno? Czy po prostu nigdy tu nie zaglądasz? Nie ukruwam, że liczyłem na to, iż znalazłem sobie pięknego przewodnika po okolicy - zakończył, uśmiechając się tym uśmiechem, któremu nikt nie potrafił odmówić.

    OdpowiedzUsuń