Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

31 grudnia 2016

[KP] I'm tired of being what you want me to be...


Abigail Miller
28 lat – Właścicielka restauracji – Najstarsza z trójki rodzeństwa 

Nigdy nie mogła sprostać wygórowanym wymaganiom rodziców, w szczególności ojca. Nie potrafiła sprawić, by spojrzeli na nią wzrokiem przepełnionym dumą. Po prostu nie była wystarczająco dobra. W kółko ich zawodziła i nie żyła zgodnie z planem, który dla niej przygotowali. Naprawdę próbowała. Pragnęła być ich wymarzonym dzieckiem, ale nie umiała. To równałoby się z byciem kimś innym, rezygnacją z marzeń i własnych pragnień. Chcieli ją zmienić, a do tego nie mogła dopuścić, więc musiała pogodzić się z faktem, że nigdy nie będzie dla nich idealna.
Nie zdecydowała się na studia prawnicze, które jej wybrali. Miała odziedziczyć rodzinny biznes, jako najstarsza córka i przekazać go swoim dzieciom, tak aby firma pozostała w rękach Millerów. Jednakże ona wybrała gotowanie i sądziła, że wyszło jej to na dobre. Sama doszła do wszystkiego. Ciężko pracowała i zasłużyła sobie na miejsce, w którym się znajdowała. Była właścicielką jednej z najlepszych restauracji w mieście, z dużymi perspektywami na przyszłość. Przez chwilę nawet sądziła, że to wystarczy, że oni to docenią, ale tak się nie stało.

Jaka jest? Przede wszystkim ambitna, od zawsze pragnęła się rozwijać, a więc praca jest jedną z najważniejszych rzeczy w jej życiu. Jest też wymagająca i spostrzegawcza, prawdopodobnie dzięki tym dwóm cechą wybiła się w swoim zawodzie. Mimo to nie jest szefową, przed którą wszyscy drżą, choć bywa władcza. Ma serce, w dodatku ogromne. Przez wychowanie i warunki, w jakich spędziła dzieciństwo, naprawdę słabo znosi porażki i nigdy się do nich nie przyznaje. Ceni sobie szczerość, aczkolwiek jednocześnie uważa, że w życiu człowieka zdarzają się momenty, w których trzeba po prostu pominąć prawdę, dla dobra ogółu…

Wątek z prisoner

3 komentarze:

  1. Dzisiejszego popołudnia przestrzeń lokalu, wypełniona gwarnymi rozmowami zaproszonych na przyjęcie gości, wchłonęła w siebie wszystko co możliwe, poczynając od luźnych pogaduszek o młodej parze, która zorganizowała tę narzeczeńską imprezę, idąc przez niezobowiązujące ploteczki o byle sąsiadach i celebrytach, na niestosownym obgadywaniu kolegów lub koleżanek kończąc. To, czego jednak do tej pory atmosfera skromnej, rodzinnej uroczystości nie uświadczyła, to wyrafinowane kłamstwo samej gospodyni, tj. Narzeczonej. Jak się okazuje, do czasu. Nikt nie zorientował się, kiedy doszło do oszustwa — wplecione gdzieś pomiędzy pierwszym toastem, a piosenką instrumentalistów, zdawało się trzymać zmyślną wersję zdarzeń w zwartej kupie. Przekłamanie rozsypałoby się gdyby wcześniej wyszedł na scenę. Może ktoś by go skojarzył i przypisałby mu łatkę saksofonisty, co zdyskwalifikowałoby go jako ewentualny materiał na Udawanego Narzeczonego, ale tak się nie stało. Abigail wyczuła idealny moment na zatarcie granicy pomiędzy prawdą, a wiarygodnie przedstawionym fałszem, pociągając go za dłoń akurat w momencie, gdy gotów do występu, z futerałem w dłoni, przechodził obok niej.
    — ...to jest właśnie mój narzeczony!
    Wcześniejsze kwestie, podjęte między Abigail, a jej rodzicami, całkowicie mu umknęły. Usłyszał tylko pustą (bo kłamliwą) puentę, stając naprzeciw cudzych rodziców z dotykiem cudzej dłoni na własnej i z cudzą historyjką do przejęcia. Tylko czy na pewno chciał się w to pakować? Parę sekund dzieliło go od jednoznacznej decyzji, jeśli chciał podjąć tę niebezpieczną grę bez budzenia jakichkolwiek wątpliwości co do prawdziwości wypowiedzi. Póki co tylko on jeden odebrał słowa dziewczyny jako jawną desperację i to w jego rękach leżało, czy kłamstwo to zostanie zdekonspirowane już w powijakach, czy nie.
    Zerknął na swoją lewą rękę, wciąż trwającą w uścisku tej drobnej, kobiecej i chyba tylko skrajna ciekawość popchnęła go w stronę oczekiwanej przez Abigail reakcji. Spokojnie, jak przystało na zrelaksowanego człowieka, odstawił futerał z saksofonem na podłogę, z wyjątkową naturalnością, niewskazującą na niesmak czy doznane przed chwilą zaskoczenie, poruszając się w kierunku rodziców panny Miller.
    — Liam Cosgrave — przedstawił się krótko, zgodnie z zasadami savoir vivre’u podając dłoń starszemu mężczyźnie, kobiecie posyłając jedynie niezobowiązujący uśmiech. Na tę drobną uprzejmość było go stać, ale to była ostatnia, jaką planował ich uraczyć. Nie miał żadnej motywacji do tego, by udawać dżentelmena, co najwyżej kierował się zwykłą chęcią zorientowania się w sytuacji.
    Póki co więcej nie powiedział. Na dobrą sprawę też nie skłamał. Co najwyżej zataił fakt, że Liam, to tylko Liam-saksofonista, a nie Liam-narzeczony.

    Raz jeszcze przepraszam za ten poślizg czasowy, jeśli coś byłoby nie jasne - daj znać. Ogólnie założyłam, że Abigail zorganizowała imprezę, na której chciała przedstawić narzeczonego swojej rodzinie.

    Liam Cosgrave

    OdpowiedzUsuń
  2. Nicholas nie wywarł na nim najlepszego wrażenia. Pozorował na dojrzałego i poważnego mężczyznę, albo po prostu był dojrzały i poważny, a to skutkowało tym, że nie tylko przypominał mu do złudzenia jego własnego ojca, ale również już od samego początku tej rozmowy swoim szorstkim zachowaniem sprawiał, że Liam — jako osoba obca, stojąca po drugiej stronie barykady — czuł się niekomfortowo. Jakby zajmował przestrzeń towarzyską na straconej pozycji i jednocześnie, jakby patrzono nań z góry, bez uwzględnienia równości szans. To chyba było przykrą przywarą teściów — zawsze starali się przeciągnąć siłę kontroli na swoją stronę. Co w normalnej sytuacji wcale by mu nie przeszkadzało, ale przez wzgląd na to, że Nick i jego małżonka tak po prawdzie nikim dla niego nie byli i nie mieli być, tendencja do upartego zarządzania okolicznościami spotkania robiła się drażniąca.
    Już otwierał usta, żeby odpowiedzieć na zaczepkę w odpowiednio złośliwym tonie, gdy całe szczęście dla dziewczęcia, to ona odezwała się przed nim. Wobec tego zaśmiał się krótko, nie poczuwając się do większych, szalenie emocjonalnych reakcji.
    — Starczy go na tyle, by zagrać na imprezie narzeczeńskiej — dodał, sugerując, że w zasadzie to wolałby być teraz na scenie. Wciąż nie bawił się w kłamstwa, a jedynie manipulował faktami tak, by nie musieć posuwać się do jawnego oszustwa. Niedopowiedzenie to dobra strategia działania.
    — Chyba że koniecznie potrzebujecie mnie na dłużej w tej rozmowie…
    Chyba mógł się wstrzymać z tą szybką ucieczką, ale w zasadzie tak na dłuższą metę nie lubił się męczyć. Pomógł jej? Owszem. A teraz chciał wrócić do swoich obowiązków bez ujawniania, że gra na saksofonie była jego jedynym zobowiązaniem na dziś.

    Póki nie będziesz miała mi za złe, że ja odpowiadam w krótszej formie. nie widzę najmniejszego problemu w nieco dłuższych odpisach. A co do zdjęcia, to osobiście najbardziej podobało mi się to ostatnie, w kolorze, ale to w Twojej kwestii leży dobranie go sobie tak, żeby dobrze Ci się grało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przerzucił wzrok na matkę dziewczyny, choć z braku jakichkolwiek słów, nic jej nie odpowiedział. Nie padło bowiem żadne pytanie, kobieta nie powiedziała również nic, co mogłoby go zachęcić do kontynuowania wątku, więc jedyne, co mógł zrobić w tej sytuacji, to skinąć w zrozumieniu głową. Oczywiście opcja z dalszą rozmową w żadnym stopniu go nie zadowalała, gdyby to od niego zależało, wolałby dołączyć do zespołu i pierdolić to ich małe przedstawienie, ale całe szczęście dla Panny Narzeczonej, nie zwykł wycofywać się z raz podjętej decyzji. Owszem, przez chwilę próbował obejść rozmowę grą na scenie, ale nie po to, by zakończyć całkiem realizację działania. Zrobił to dla własnej wygody. Bo przecież mógł być tym nieszczęśnikiem, który się z nią żeni i jednocześnie facetem, który gra na własnej imprezie narzeczeńskiej. Jedno drugiemu nie przeczyło. Niestety, plan uniknięcia kontaktu z państwem Miller spalił się na panewce, gdy rodzice dziewczyny wyrazili chęć dalszej rozmowy.
    — Dokładnie tak, jak mówiłem — William nie lubił się powtarzać, więc mimo tej z pozoru uprzejmej kwestii, ton jego głosu wskazywał na znudzenie. Co więcej, w przypadku znajomości z Nicholasem, nie tylko pierwsze wrażenie wyszło im marnie. Nie sądził, by na dłuższą metę był w stanie go polubić, choć póki co wstrzymywał się z jakimikolwiek uwagami, by w żaden sposób go nie urazić. Nie dlatego, że jako „narzeczony” musiał przypodobać się rodzinie, raczej ze względu na poczucie obowiązku. Co by nie mówić, wciąż był zatrudniony jako muzyk na tej imprezie i akurat z tej części umowy chciał się wywiązać jak najlepiej. Jeżeli jednak miało dojść do gry na saksofonie, powinien włożyć przynajmniej minimalny wysiłek w to, by go nie zdemaskowano. A raczej by nie zdemaskowano Jej. Kobiety, która stała obok niego, a o której na dobrą sprawę nie wiedział nic, poza tym, że jest jubilatką tej imprezy.
    — Nie… — zdawało się, że znów chciał sabotować tę rozmowę, ale nie. Jednak nie. Przerwa pomiędzy jedną, a drugą kwestią trwała tylko ułamek sekundy — …chociaż w drzewie genealogicznym znajdzie się co najmniej kilku, którzy obsadzali sądownicze stanowiska. Jestem zaskoczony, że w ogóle ich kojarzysz, Nicholasie.
    Jego rodzina pochodziła z Irlandii, więc siłą rzeczy, odkąd pojawił się w Ameryce, rzadkością było, by ktokolwiek kojarzył jego nazwisko, nie mówiąc już o wskazaniu na jego korzenie i powiązania z prawem. Osobiście wolał, gdy ludzie nie wiedzieli o nim nic. Nie lubił nosić się na nazwisku rodowym, szczególnie, że wyjeżdżając do Ameryki, świadomie odciął się od rodziny.
    — Rodzice aktualnie prowadzą działalność — dodał zdawkowo, nie wchodząc w szczegóły. Ciepło drugiego ciała, wtulonego w niego, skutecznie rozproszyło jego myśli i tylko naturalna zdolność do niepokazywania emocji powstrzymała go przed jakimkolwiek gestem, ujawniającym jego zaskoczenie. Nawet na Nią nie spojrzał, choć czuł zapach jej perfum i rękę, wetkniętą pod jego ramię.
    Tak na dobrą sprawę nie poświęcił jej nawet pełnej minuty. Skupiony na barwnym teatrzyku, nie miał zielonego pojęcia, jak wygląda ta, dla której zdecydował się grać.
    — Kochanie... Pojęcia nie mam, dlaczego nie przedstawiłaś nas sobie wcześniej... — uśmiechnął się z wyuczoną gracją, ten spuszczając wzrok na ramię. Jedyne co jednak widział z tej perspektywy, to jej blond czupryna — Długo trzymała Was w niepewności, co? — zaśmiał się krótko, powracając do rozmowy z rodzicami, przy okazji przenosząc temat na ich córkę.
    Z dwojga złego wolał w tę stronę. Jeśli mieli się na kimś skupić, niech to będzie Narzeczona. Jemu niech dadzą spokój.

    prisoner / Liam

    OdpowiedzUsuń