Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

30 stycznia 2017

[KP] Amaterasu, Obiekt 388174

Amaterasu, Obiekt 388174

W podróży na jedną z najdziwniejszych planet zwaną Ziemią. Podrobione papiery, w których figuruje jako Alma Smith. Rzekoma pielęgniarka zdrowia psychicznego.




16 komentarzy:

  1. [ Jaram się *O*]

    - Więc czujesz się lepiej?
    Gideon poniósł spojrzenie, szukając wzrokiem tgo kto wyrwał go z zamyślenia. Psychoterapeuta odziany w tweedowy garnitur i okropnie szpetną koszulę przyglądał mu się z nieukrywanym zainteresowaniem.
    - Dużo lepiej. - odparł mężczyzna.
    W tym ośrodku był już ponad rok. Podawano mu ogormne ilości tabletek, które miały wyciszyć głosy, które słyszał i zmusić jego mózg do racjonalnego myślenia. On sam zaczynał wątpić w zdolności, tkóe ponoć u siebie odkrył w dzieciństwie. Wierzył w powtarzane przez lekarzy słowa o tym, że to tylko jego wyobraźnia i umysł płatający figle. Róznokolorowe tabletki odbierane od pielęgniarek trzy razy dziennie, serwowane w podpisanych kieliszkach, otumaniały. Jednak zaczynał dostrzegać objawy swojego szaleństwa. Czasem nie mógł odróżnić rzeczywistości od wyobrażeń. Wszystko wydawało się prawdziwe. Ale przecież nie mógł lewitować podczas snu, prawda?
    - Bardzo się cieszę. Dziś zaczyna pracę pani doktor Smith. Chciałbym byś odbywał z nią sesje.
    - A z panem już nie?
    - Nie nie. Ze mną też. Chodzi o to by wprawiła się w naszą... atmosferę. Jesteś inteligentnym człowiekiem. Twoje małe problemy powoli odchodzą w przeszłość i pewnie niedługo znów będziesz mógł wrócić do swoich pasji i do domu.
    Gideon pokiwał głową. chciał stąd wyjść. Miał dość tego zapachu, kolorów i dziwnych spojrzeń. Sesja dobiegła końca. Ostatnio pytali go tylko o zdrowie i samopoczucie. zupełnie jakby przestali się interesować jego snami, wizjami, zdolnościami... chociaż ich przecież nie ma. Jest jak każdy, tylko chory.
    Wszedł do jednego z saloników. Jego przyjaciółka siedziała na jednym z foteli obracając w dłoni piłeczkę do pingponga.
    - I co? Powiedzieli ci że jesteś pojebem? - rzuciła półgłosem.
    - Nie... uważają że zdrowieje.
    - A ty co sądzisz?
    - że rzygam na kolorowo od tych tabletek.
    Staneli na przeciw siebie przy stole go tenisa stołowego i zaczęli odbijać piłeczkę. Nie liczyły się punkty tylko liczba odbić. Im więcej tym lepiej. Zapisywali swoje rekordy na wyrwanej z gazety stronie z tabelą, na której można było zapisywać wyniki meczów rugby.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właściwie to nie był zainteresowany tym co się działo w okół. Lubił skupiać się na konkretnych rzeczach, dzięki czemu mógł się wyciszać. Nie lubił samotnych nocy, kiedy był sam ze swoimi myślami a powietrze wręcz iskrzyło od natłoku wszelkich emocji i dziwnej energii, której nie potrafił ujarzmić. Leki przytłumiały zmysły. Pozwalały ignorować pewne rzeczy a dzięki temu spokojnie trwać, nie narażając się na dziwaczne spojrzenia innych.
    Złapał w locie piłeczkę, gdy mężczyzna położył mu dłoń na ramieniu. Odwrócił się bardzo powoli, nauczony tym że wykonywanie gwałtownych ruchów może zostac niewłaściwie odebrane przez personel. Nie podobało mu się to, ze została im przerwana gra. Ale nie mógł tego po sobie pokazać.
    Odłożył na stół piłeczkę i przydusił ją paletką. Jego przyjaciółka prychnęła zniesmaczona cała styuacją.
    - Tu się gra, nie? Co myślicie? Żeście bogowie czy co? Gry się nie przerywa! - mruknęła. Zawsze nadmiernie gestykulowała a teraz, machała rękami, jakby się chciała porozumieć w migowym języku.
    Gideon spojrzał na wyciągniętą ku sobie dłoń. Wytarł swoją w spodnie i uścisnął jej dłoń.
    - Jasne, ja też. - odparł. Stał, czekając czy może wrócić do gry czy będą znów czegoś od niego chcieli.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Nie, nie w porzadku. Żaden z tych psycholi... - wykonała palcem ruch, wskazując całe pomieszczenie. - nie potrafi grać. Albo żrą piłeczkę albo chcą się ruchać z paletką. A tak się składa, że w pingponga nie można grać solo...
    - Zaraz wrócę Lenny.
    Gideon wiedział, ze jak się rozgada to trudno ją uciszyć. Dlatego tak ją lubił. Sam zwykle siedział cicho, pozwalając by ona sama zagłuszała ciszę a przy okazji irytowała lekarzy i pielęgniarki.
    - Jasne. Chcesz sobie poruchać, co? Jak tę pielęgniareczkę ostatnio? - rzuciła Lenny chichocząc.
    - Jaką pielęgniareczkę? - spytał psycholog z zaniepokojeniem.
    - Żadną. Lenny jest pacjentką w psychiatryku. To normalne ze zmyśla. - odparł Gideon z uśmieszkiem niewiniątka.
    Udał się z nową lekarką. Mijając Lenny pokawał jej język. Kiedy wchodził z nią do jednego z gabinetów, słyszął już jak Lenny rozpoczyna swoje trajkotanie o niezaspokajaniu potrzeb fizycznych w tym marnym ośrodku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jego problem polegał na tym, że nie czuł się chory. To co slyszał i widział wydawało mu się zupełnie naturalne. To, że czasem podczas snu, unosił się nad łóżkiem albo że niekóre przedmioty w jego obecności zmieniły swoje położenie, było dla niego czymś codzinnym, zwyczajnym i naturalnym. Dopiero później dowiedział się, że jest chory. Ciężko chory. Że zagraża sobie i innym. Trafił do ośrodka razem z Lenny i gdyby nie ona, na prawdę by zwariował.
    - Właściwie to... nie wiem co mógłbym powiedzieć, poza tym co jest w mojej karcie. Mmm... słyszę głosy. różne. Czasem mówią mi co mam robić albo czego nie robić. Mam wrażenie, że rozumiem ludzi mówiących innymi językami. Ale nie mogę ich rozumieć, bo nie uczyłem się żadnych języków. Znalazłem się tu bo... Przypadkiem uszkodziłem radiowóz w którym siedziałem. I wtedy uznali że mam coś jakby... schizofrenie. - wzruszył ramionami. To czego się tu nauczył to przede wszystkim wybiórcza szczerość. Powinien mówić o pewnych rzeczach ale nie o wszystkim. Pewne rzeczy trzeba zatajać.
    Ta kobieta była inna niż ludzie, których naptykał na swojej drodze. Wydawała się wyrwana z innej rzeczywistości, chociaż nie potrafił określić co konkretnie wywoływało jego niepokój.
    - Ale teraz... czuje się lepiej. Dużo lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Tak, to nie możliwe.
    Przyznał, bo bardzo chciał w to wierzyć. Nie przyznawał się do tego sam przed sobą, bo bardzo chciał wierzyć że jest normalny. Nigdy nie chciał się wyróżniać, wolał być zwyczajny, niezauważalny.
    Siedział dość nerwowo. Zwykle tak było gdy rozmawiał z kimś obcym. Jednak ta kobieta wywoływała u niego pewną obawę.
    Odchrząknął i przeczesał kilkakrotnie palcami włosy. Poprawił się na krześle.
    - Leki pomagają. Mogę... rozróżnić co jest a co mi się wydaje. Wiem gdzie jestem i co robię. Nie uważam tego wszystkiego już za iluzję. Wiem też, że chwile kiedy wydawało mi się, że coś... lata, nie były rzeczywiste.
    Powtarzał sobie pewne rzeczy aż w nie uwierzył i teraz nie pozwoliłby sobie wmówić, że ktoś przysięgał, że widział jak lewitował w nocy przez sen. Był taki pielęgniarz ale szybko go zwolnili.
    Kolejne pytanie, to o przeszłość nieco go zaskoczyło. Uniósł na chwilę kąciki ust.
    - Zatrzymała mnie policja. Booo... chyba okradłem sklep. Wsadzili mnie do radiowozu. Rozmawiałem z... tymi głosami więc uznali że jestem nienormalny. - znów poprawił się na krześle. - Kiedy siedziałem na tylnym siedzieniu, coś się stało... i wszystko wybuchło. Od środka wysadziło szyby, rozerwało tapicerkę i zniszczyło silnik. To wina zbiornika paliwa. Tak mówili...

    OdpowiedzUsuń
  6. Przechylił głowę w bok. Ale jak to? Przyszła tu po raz pierwszy i od razu zunała, ze nadaje się do wypisania? Na wolność? Do rzeczywistości? I ma być znów sam...?
    Zrobił się niespokojny i trochę nerwowy.
    - Wolałbym poczekać na Lenny. Trafiliśmy tu razem i... jesteśmy przyjaciółmi.
    Chyba przerażała go myśl powrotu do świata za szybą. Tam było niebezpiecznie. Chcieli by żył jak wszyscy inni. Ale to byo niemozliwe. Nie był taki jak wszyscy. Tuta czuł się dobrze. Nie musiał się niczym przejmować poza tym by pamiętać o lekarstwach i nie robić kłopotów. A tam? Praca, życie, problemy... i to wszystko bez lekarstw. Oczywiście będą dawać mu recepty, ale on pewnie przestanie je wykupywać. Zawsze tak było. Połowę życia spędził w placówkach takich jak ta. Rodzice od zawsze wiedzieli, ze jest inny.
    Jej pytanie nieco wytrąciło go z zamyślenia. Przechylił głowę w drugą stronę i odchrząknął. Poprawił się na krześle.
    - Bo wydawało mi się, ze nie wszedłem do środka... Znaczy, byłem na zewnątrz a to wszystko po prostu przyszło samo. Ale... to przecież było niemożliwe. Musiałem wejść do środka, by coś ukraść. Bo inaczej się nie da. No bo rzeczy same się nie ruszają, no nie? Chociaż Lenny mówi inaczej, ale ona jest szurnięta. - zachichotał nerwowo. - Ale i tak... chciałnym ją zabrać i byśmy... no razem. W sensie że wyszli. O ile w ogóle. Bo tu... nie jest tak źle właściwie. Mają ciasto czekoladowe. Tylko ten zapach mi przeszkadza. Zupełnie jakby rozrzucili wszędzie rozgniecine pomarańcze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wolał zostać w ośrodku. Ale nie chciał się kłócić. Zapewne prędzej czy później do niego wróci. W końcu chciał się powiesić. Dwa razy. I za każdym razem działo się coś, co mu tę sztukę uniemożliwiało.
    - Beze mnie jej się nie poprawi. Ona jest bardzo... zależna. Ode mnie. Jest bardzo smutna, kiedy nie jesteśmy razem. Dlatego się przyjaźnimy.
    Znów poprawił swoją pozycję na krześle. Był nerwowy. Dostawał lekarstwa które jednocześnie go otumaniały i pobudzały. Każdy dotyk odczuwał bardzo intensywnie ale jego myśli zwalniały, przez co nawet wysławiał się jak dziecko. Jednak kiedy próbowano zmniejszyć dawkę leku albo zmienić sukbstancje na inne, których skutai uboczne byłyby mniej szkodliwe dla organizmu, wszystko zaczynało wracać. Zmeniona percepcja, dziwne głosy, przesuwające się bez dotyku przedmioty. A teraz był otumaniony ale czuł się zdrowy.
    Pytanie nowej psychoterapeutki, nieco wytrąciło go z zamyślenia i stanu równowagi w jakim sie utrzymywał. Wyprostował się na krześle, przestając się w końcu wiercić. Zmrużył oczy.
    - Ale po co? I tak się nic nie poruszy... Przecież to niemożliwe. Tylko wyobraziłem sobie, ze samo się przesuwało. Nie da się złamać tych... fizycznych praw.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Beze mnie jej się pogarsza. - wyznał. - Trafiliśmy tu razem...
    Historia jeg przyjaźni z Lenny była długa i skomplikowana. Poznali się lata temu, gdy Gideon zaczął sprawiać problemy wychowawcze. Ona pojawiła się pewnego dnia i już została. Chadzali razem wszędzie. A kiedy on trafił tu, ona po prostu się zgłosiła do placówki. Jednak nie miał zamiaru kłócić się z tą kobietą. Czuł się nieswojo w jej towarzystwie. Miał wrażenie, że jest inna, jednak tego irracjonalnego lęku nie potrafił w żaden sposób wyjaśnić.
    Gideon wstał, gdy pojawił się lekarz informując o kolacji. No tak, dziś kasza z owocami, jego ulubiona. Lenny za to jej nie znosiła, zatem dostanie dwie porcje. Same zalety.
    - Do wiedzenia. - pożegnał się. Wyszedł za mężczyzną. Lenny czekała na korytarzu, prowadzącym do jadalni.
    - I co? Aż tak bardzo cie wymęczła? - sarknęła chichocząć.
    - Nie przesadzaj. Jest całkiem mila. Tylko jakaś dziwna.
    - Wszyscy tu jesteśmy szaleni.
    Odebrali swoje podpisane tace z rąk pielęgniarek i zajeli miejsca przyjednym z wolnych stolików.

    OdpowiedzUsuń
  9. Właściwie to nikt nie miał nic przeciwko by Lenny została przejęta przez nową lekarkę. Ta pacjentka zawsze sprawiała problemy. Ciężko było nad nią zapanować i rozmawiać. Chociaż na zajęciach grupowych radziła sobie na prawdę dobrze. Zwłaszcza na tych na których byłl też Gideon. Na początku chciano ich izolować, by nie mieli ze sobą kontaktu i lczeyć oddzielnie. Jednak Lenny wydawała się być od niego tak psychicznie uzależniona iż zaczynała dostawać dziwnych ataków paniki i palpitacji serca.
    - Oczywiście. Powinienem był wcześniej o tym wspomnieć. To takie nasze... papużki nierozłączki. Lenny bardzo źle reaguje kiedy Gideona długo przy niej nie ma. To ciekawa psychiczna zależność, którą badałem ostatnio... Ale poza tym, ze spotkali się pięć lat temu, nic ich nie łączy. Gideon jest u nas od dwóch lat. Wcześniej był w innych placówkach, ale szybko go wypuszczali... Miał podobno dziwny wpływ na innych pacjentów.

    Lenny siedziała na fotelu wpatrując się w pielęgniarkę grającą na pianinie. Któryś z lekarzy uznał, że muzyka "na żywo" pomoże pacjentom się uspokoić. Lenny to drażniło. Baba rzępoliła jakąś głupią melodyjkę, wciąż tę samą. Oderwałą spojrzenie od obiektu swojej nieniawiści gdy pojawiła się nowa doktorka. Poderwała się z miejsca i tanecznym krokiem do niej podeszła.
    - Słysząłam, że teraz należę do ciebie. - zachichotała. Podeszła jeszcze bliżej. Nagle wyraz jej twarzy całkowicie się zmienił a głos stał się nieprzyjemnie ochrypły.
    - Wiem co kombinujesz. On jest mój, rozumiesz? Ja go znalazłam pierwsza. Wracaj tam skąd wypełzłaś...

    OdpowiedzUsuń
  10. Lenny przechyliła głowę w bok w dosć nienaturalny sposób. Wiele razy powtarzano im na zajęciach grupowych że powinni przyglądać się różnym rzeczą i wydarzenią z różnych perspektyw, a ona zawsze rozumiała to dosłownie.
    - Akurat. Chcesz go zabrać tam. - wskazała palcem na sufit, wcale nie mając na myśli jednego z wyższych pięter. - Ale ja go znalazłam pierwsza. Pójdzie tam gdzie ja będę chciała. więc... możesz już sobie iść czy tam lecieć. Sio... - machnęła ręką jakby przeganiała natrętną muchę.
    Jednak gdy dostrzegła Gideona wyraz jej twarzy z zawziętej i ironicznej zmienił się na pogodną i zadowoloną. Pomachała do mężczyzny i podbiegła do niego.
    Gideon musiał przyznać że po raz pierwszy od dawna był pewien że to co się w okół niego dzieje jest n apewno realne i prawdziwe. Był pewien że to nie ułuda, wizja i wyobrażenie. Że ci ludzie o dziwnych twarzach, mówiący dziwnymi językami zniknęli mu z oczu już na dobre.
    Jednak uśmiech szybko zniknął z jej twarzy gdy dostrzegła kogoś jeszcze. Kogoś kogo się nie spodziewałą i kto mógł całkowicie zniszczyć jej plan. Mężczyzna w ciemnoszrym garniturze stał przy drzwicah, prowadzących do pokojupielęgniarek i rozmawiał z jednym z lekarzy. Lenny doskonale wiedziała kim ów człowiek jest i że ich sielankowa zabawa w tym ośrodku właśnie się skończyła.
    Szubko złapała Gideona za rękę i pociągnęła w stronę tej nowej lekarki.
    - Sesja sam na sam jest nudna. - zaczęła, uśmiechając się wrednie do Smith - Może zajęcia plastyczne w trójkącie?
    Gideon wywrócił oczami. Znów dadzą mu kartkę i każą zobrazować swoje uczucia? Jakież to było bez sensu...
    - Wolałbym nie...
    - Cicho! Tobie to się nic nie chce. Jesteś leniwy! No to może... - Lenny zerknęła w kierunku obecego w garniturze. - Może zajęcie na piłkach! tych wiesz, wielkich.

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Jeszcze nie wiem...XD Zastanawiałem się czy to może być dyrektor placówki, jakiś niemiły cżłowieczek. Ale potem uznałem, że jak wprowadzimy kogoś kto byłby jakimś "łowcą UFO z Archiwum X" to może akcja nabierze tempa i się nieco skomplikuje.
    Wybacz, że tak zaskakuje. Powinienem to najpierw z tobą ustalić. Już tak nie będę.
    Przepraszam :) ]

    OdpowiedzUsuń
  12. Gideon wzruszył ramionami. W sumie to stamtąd wyszedł... Ale mógłby właściwie tam wrócić. Czasem zastanawiał się czy to na pewno on jest tym nienormalnym.
    - Właśnie. Zaraz do ciebie wpadnę. Nie otwieraj nikomu! - zagrosiła Lenny, z zawziętą miną. Potem się roześmiała i popchnęła mężczyznę w kierynku korytarza z którego całkiem niedawno się wyłonił. Ten tylko wywrócił oczami i poszedł do siebie. Po co się kłócić skoto i tak by przegrał?
    Lenny za to, energicznym krokiem ruszyła do gabinetu, w którym odbywały się rozmowy między pacjentami a lekarzami. Usiadła na jednym z foteli i czekała aż Alma Smith do niej dołączy.
    Gdy tylko kobieta usiadła na przeciwko pacjentki, ta znów spoważniała wbijając w nią tewarde, zimne spojrzenie pełne wrogości i niechęci.
    - Co chcesz? tylko szybko. Nie mam czasu.
    Miała nadzieję, ze obcy meżczyzna nie dostrzegł Gideona a nawet jeśli to że nie wie jak się nazywa i że szybko nie znajdzie jego pokoju. znała swojego przyjaciela na tyle długo by wiedzieć, ze jeśli coś obiecał zrobi to na pewno, choćby miało się palić i walić.
    Przyglądała się kilka chwil swojej rozmówczyni po czym parsknęła i rzekła:
    - Skąd właściwie jesteś? Nie wydajesz się zbyt bystra... Za karę tu jesteś?

    OdpowiedzUsuń
  13. - Akurat. - parsknęła. - Może ludzie się na to nabierają, ale ty nawet nie wyglądasz tak do końca ludzko. Ja cie od razu rozpoznałam. Gideon nie ma o niczym pojęcia ale pewnie coś tam mu się w łepetynie kołacze, bo się na ciebie gapi. Wiesz, te laki strasznie mu ograniczają myślenie... Ale wtedy nie zwraca na siebie uwagi.
    Rozparła się wygodnie na fotelu dla petentów. Zawsze była wyluzowana. Uważała, że żadne prawo na tym świecie jej nie ogranicza i po prostu nie musi się dostosowywać do panujących tu warunków.
    - Relacja... - powtórzyła, smakując to słowo. - Ja go pilnuje by nie wpakował się w kłopoty. On ma czasem takie pomysły, że aż strach o wym myśleć! Na prawdę. Kiedy nie bierze tych leków jest cudownie szalony, dlatego do niebie pasujemy. Ale teraz na powaznie... Wsadziłam go tu dla bezpieczeństwa. Ale już się skończyło... Czas wyjść na wolność.
    Podniosła się i zaczęła krążyć po pokoju.
    - Muszę się zastanowić. A twoja twarz mnie rozprasza... - fuknęła. - Chociaż... możesz się przydać. Potrzebuję dwa wypisy. Dla siebie i dla niego. Jak ten facet go znajdzie... Zabiorą go. Tak jak pozostałych. Nie wiem jak to robią, ale zawsze znajdują takich jak my i on. Chociaż dla nich jestem mniej ciekawa... Są bezczelni.
    Krązyła po gabinecie, zastanawiając się co powinna zrobić. Czekanie na wypis mogło trwać zbyt długo. A teraz każda godzina była ważna.
    - Albo lepiej. Otworzysz nam drzwi! Masz kartę wstępu. Możesz wejść do placówki o każdej porze i o każdej porze z niej wyjść. Tak, to dobry pomysł. Potem wpakuje go do pociągu albo ukraniemy samochód... I pojedziemy daleko stąd.

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Mogą ją nawet zjeść XD ]

    - Dobrze wiesz o co mi chodzi. Jesteś inna. Tak jak ja i jak Gideon. Problem polega na tym, że on dorastał w przekonaniu że jest szalony i chory. A przez to łatwo nim manipulować. Oni go chcą bo ma moc.
    Usiadła znów na krześle dla pacjentów. Uniosła brew i przyglądała się kobiecie ze sceptycyzmem.
    - O facecie w brązowym garniturze. Nie widziałaś go przy pokolu pielęgniarek? Pewnie coś doda do leków dla Gideosia. Będę musiała go przypilnować. - westchnęła. Rozczochrała sobie włosy. Rozprostowała nogi wciąż siedząc na krześle. Zaczęła wygrywać jakieś tylko sobie znane rytmy na swoim brzuchu.
    - Ten facet pracuje dla rządu. Tropią takich jak my. Większość zabijają... ale niektórych przetrzymują i robią z nimi różne złe rzeczy. Zabrali moją siostrę. Ja uciekłam... Myślałam, że byłyśmy jedyne a potem spotkałam Gidosia. uratował mi życie. Więc ja obiecałam chronić jego. A teraz ty psujesz mi tylk plan i zajmujesz czas. Albo nam pomagasz albo spadaj. Przeszkadzasz dziunia...

    OdpowiedzUsuń
  15. - Przestań się ze mną droczyć - mruknęła Lenny, ignorując dobre maniery i to co jej wypada a co nie. - Mam rację. Ja zawsze mam racje.
    Zaczęła energicznie pocierać dłońmi, chcąc je rozgrzać. Miała zawsze zimne dłonie.
    - Jak to co? - prychnęła, wywracając oczami. - No ta kosmiczna energia, nie? Wszechświat, kosmici, antymateria i w ogóle! To jak magia... Całe szczęście, ze nie mamy zielonej skóry albo trzech rąk. Chociaż ty to wyglądasz dziwnie właściwie...
    Poprawiła się na krześle, przesuwając się na sam skraj siedziska.
    - Gideon ma moc. Ale nie taką jak ja, ze rozumie języki... Okradł sklep nie wchodząc do niego! To było świetne! Wszystko samo do nas przychodziło. Ludzie się go bali, tak wiesz... nieświadomie! Ale odkąd tu siedzi, stracił tego pazura. Nie miałam wyboru. Byli już na naszym tropie. I teraz znów są. Trzeba się spieszyć. - zamyśliła się. Wbiła spojrzenie gdzieś w przestrzeń nad ramieniem Almy. Trzeba by przekonać Gideona, że czas stąd odejść, chociaż on się dobrze tu czuje bo leki przytłumiają jego naturalne zdolności i pewnie ie będzie łatwo go przekonać. Potem ukradną jakiś samochód i pojadą... może na południe? Będzie cieplej...
    - Unikaj tego faceta w garniturze. To jeden z "nich". Jak cie rozpoznają to cie złapią i znikniesz tak samo jak inni.

    [Wybacz taki czas ciszy, ale musiałem skończyć pisać prace dyplomową :) ]

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziewczyna uniosła brew.
    - Zaraz zaraz... Jak to poza Ziemię? Oszalałaś?! - prychnęła. - Nigdzie się stąd nie wybieramy... Ani on ani ja. Gideon musi przejść odwyk od tych leków. Ale wtedy znów będzie myślał że jest nienormalny. Rozumiesz? Kiedy jest niestabilny jest niebezpieczny. Nie panuje nad swoimi zdolnościami.
    Zamyśliła się. Ta kobieta mogła służyć im pomocą. Potem zostawią ją przy jednym z postojów i odjadą we dwójkę.Ale z drugiej strony, moze powrót do korzeni to dobry pomysł? nie musieliby uciekać. Ale co ich tam czekało? Decyzja nie była prosta. Ale Ziemię przynajmniej znała...
    - Dobra... musimy się pospieszyć. Ten w garniaku jest zbyt blisko. Jutro najdalej, musi nas tu nie być. Ja się zajmę Gideonem. Jak dzisiaj i jutro nie weźmie leków... to jutro wieczorem powinien być w pełni sił. To co, białasko? Zwiewasz z nami czy dasz się złapać facetowi w garniaku?

    OdpowiedzUsuń