Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

16 lutego 2017

Vrai

VRAI WELLER
Chciałaby, aby to wszystko nigdy się nie wydarzyło. Póki co, z powodzeniem wykorzystuje nabyte wcześniej umiejętności i próbuje nie dać się złapać. Wytrwale opiera się przyjęciu bakterii, a w trakcie próby wszczepienia jej na siłę udało jej się uciec. Niewiele mówi, nie udziela informacji, nie reaguje na zaczepki, a jej odpowiedzią na dokładnie wszystko jest "gówno cię to obchodzi".
Rzeczywistość natomiast jest taka, że cholernie boi się nawet na chwilę zostać sama, choć udaje nieustraszoną Larę Croft.

20 komentarzy:

  1. Zawsze wybierali tych najsilniejszych. Tych, którzy przetrwali najdłużej, broniąc się przed rozległymi sieciami Organizacji. Wiedzieli, że jedynie oni wytrzymają ekstremalne warunki, brak pożywienia, zmęczenie. I poniekąd chcieli ich ukarać, przydzielając do schwytania niezarażonych. W końcu, gdyby tylko zdawali sobie sprawę z własnych emocji, znienawidziliby samych siebie za to, co robili.
    Aidena schwytano dobre dwa miesiące temu. Po dokładnych badaniach stwierdzono, że posiada idealne zdolności, by zająć się sprawą, nad jaką Organizacja pracowała już od dłuższego czasu – w końcu, mimo zasięgu, jaki miała wynaleziona przez nią bakteria, wciąż istniały jednostki, które potrafiły się jej oprzeć. A możliwość zbadania ich wydawała się rozwiązaniem wszystkich problemów, ostatecznym ulepszeniem bakterii i opanowaniem umysłu każdego mieszkańca ziemi.
    Wyposażyli go więc w ciężki plecak wypełniony po brzegi prowiantem i butelkami wody oraz niewielkie urządzenie elektroniczne, dzięki któremu mogli się z nim komunikować, wydając kolejne polecenia i informując o przybliżonym miejscu pobytu dziewczyny. Kazali mu iść, nie pytając o zdanie, o opinię, o to, czy uważa, że to moralne, bo z chwilą, gdy w jego żyłach zaczęła krążyć bakteria, Aiden utracił wolną wolę, o jaką dawniej tak zaciekle walczył.
    Wyśledził ją po dwóch tygodniach mozolnego krążenia wokół opuszczonych miejscowości, gdzie spotkanie żywej duszy graniczyło z cudem. Po tym, jak Organizacja przejęła kontrolę nad światem, rozpętała się potężna wojna wyniszczająca niemal wszystko, co ludzie budowali przez setki lat. Gruzy dawniej pięknych budynków walały się po popękanym asfalcie, a rośliny niegdyś będące ozdobą parków, umarły pod wpływem intensywnego zanieczyszczenia powietrza w niektórych obszarach. Jedynie miejsca, gdzie Organizacja zdecydowała się na budowę mieszkań dla swoich członków pozwalały na zdrowe wzięcie głębokiego oddechu.
    Wiedział, że nie może zareagować od razu. Musiał czekać na dogodny moment, na jej chwilę słabości, by trafiła w jego ręce i została bezpiecznie dostarczona do siedziby Organizacji. Dlatego zdecydował się zaatakować po zapadnięciu zmroku. Obserwował ją, jak opiera się o pobliskie drzewo, by zapaść w niespokojny sen. Ukryty pomiędzy zaschłym kawałem kory, czuł, że powinien działać. Chociaż „czuł” to nieodpowiednie słowo – to Organizacja kazała mu działać. Kierowany więc nagłym impulsem, wyprostował się. W jednej ręce trzymał nadajnik, dzięki któremu mógł poinformować swoich władców, kiedy dopadnie dziewczynę, w drugiej – miniaturowy paralizator. Gotowy do ataku, podszedł ją od tyłu i, wykorzystując jedyną w swoim rodzaju szansę, zatkał jej usta dłonią. Sam nie wiedział, dlaczego od razu nie użył paralizatora, lecz coś, jakaś nieznana siła, kazała mu obejść się z dziewczyną w nieco delikatniejszy sposób.
    - Jestem przedstawicielem Organizacji numer 07724019, moją rolą jest bezpieczne dostarczenie tej jednostki do budynku A1109, która zostanie użyta do celów badawczych – wyrecytował bez emocji, tak jak go uczono, próbując utrzymać kontrolę nad wyrywającą się Vrai.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy jeszcze był małym chłopcem, zanim to wszystko się zaczęło, doskonale pamiętał, jak matka uczyła go, że pod żadnym pozorem nie powinien bić innych dziewczyn. Nawet własnej siostry, która niewątpliwie czasem działała mu na nerwy. Między rodzeństwem, rzecz jasna, dochodziło do częstych bójek, lecz Aiden zawsze potrafił się zreflektować, zatrzymać, zanim podniósł rękę na o rok starszą Laylę. Teraz jednak słowa matki wydawały się niezwykle przyćmione, zagłuszone przez głos, jaki nakazywał mu wykonywanie obowiązków obywatelskich wbrew własnej woli, o ile takową jeszcze posiadał. Pragnął sobie przypomnieć, ale nie potrafił, całkowicie owładnięty działaniem Bakterii, wiedział, iż obecnie bez skrupułów uderzyłby dziewczynę, gdyby tylko to pomogło mu w bezpiecznym dostarczeniu jej do siedziby Organizacji.
    Syknął z bólu i odruchowo cofnął rękę, kiedy tamta go ugryzła. Przypuszczał, że nie podda się bez walki, lecz on również nie zamierzał jej ustępować. Choć próbowała go przewrócić, ciało Aidena ostatecznie uderzyło o pień drzewa, co pozwoliło mu na zachowanie równowagi i kontratak. Zebrał w sobie całą siłę i, łapiąc ją za ramiona, przygwoździł ją do ziemi. Dopiero wtedy zorientował się, że Vrai wcześniej zdążyła wytrącić mu z ręki zarówno paralizator, jak i nadajnik.
    Zapewne gdyby nie był teraz pod wpływem Bakterii, przekląłby głośno. Sam nie wiedział, co powinien robić. Organizacja kazała mu dostarczyć dziewczynę całą i zdrową, a przez jego nieuwagę wszystkie racjonalne metody obezwładnienia jej spełzły na niczym.
    - Nie możesz się ruszać! - krzyknął do niej. - Przysięgnij na Organizację, że nie będziesz się ruszała, jeśli cię o to poproszę. W przeciwnym wypadku będę musiał cię zabić - oznajmił, jak gdyby nigdy nic.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuł, że nie podda się bez walki. On zresztą zrobił to samo, gdy pewien obcy, pozbawiony emocji mężczyzna wpadł do opuszczonego mieszkania, w którym ukrywał się razem z matką i siostrą, by bez skrupułów pozbawić go przytomności i załadować jego bezwładne ciało do samochodu razem z kilkoma innymi osobami. Całe szczęście, że przynajmniej oszczędził jego rodzinę - gdyby nie oni, zapewne nie opierałby się Organizacji przez tak długi okres czasu. Mimo to wiedział, że z czasem przyjdzie pora również na Laylę i jego matkę. Choć do tej pory Organizacja łapała tylko najsilniejszych, tych, którzy mogli jej się na coś przydać, Aiden wiedział, że zapewne za jakiś czas, by osiągnąć całkowitą władzę, rozszerzą swój zasięg również na osoby bezbronne, na przerażone, nieporadne kobiety i dzieci. I wtedy już nikt, absolutnie nikt nie oprze się działaniu Bakterii. Rzecz jasna poza jednostkami, o których istnieniu mężczyzna nie miał pojęcia i które żyły tuż obok, tuż przed jego oczami. Jak na przykład Vrai.
    Szarpała się niemiłosiernie i w niektórych momentach czuł, że lada chwila ją puści. Niestety wytrzymał. Teraz pozostawała kwestia bezpiecznego dostarczenia dziewczyny do siedziby. Tylko jak, skoro obecnie jego nadajnik leżał w bliżej nieokreślonym miejscu? Musiał albo ją uderzyć, albo puścić. Choć pierwsza opcja wydawała się najbardziej racjonalna i Aiden już podniósł pięść, by zaraz z ogromną siłą opuścić ją wprost na twarz przerażonej Vrai, coś go powstrzymało. Sam nie wiedział, co. Ale było to zdecydowanie silniejsze od Bakterii.
    Minęło dobrych kilkanaście sekund zanim zdążył otrząsnąć się z amoku. Dobrych kilkanaście sekund, podczas których Organizacja chwilowo straciła nad nim władzę. Jednak wystarczył jeden krótki impuls, by ostatecznie doprowadzić dziewczynę do chwilowej utraty przytomności. Kiedy leżała przed nim, całkowicie bezbronna, Aiden uświadomił sobie, iż powinien poszukać nadajnika. Niestety wiedział, że ciemność przejęła kontrolę nad dniem, a fakt, iż nie posiadał latarki znacznie utrudniał jego zadanie. Musiał więc gdzieś przenocować. Gdzieś, gdzie zarówno on, jak i niezarażona Vrai będą bezpieczni. Przecież nie mógł dopuścić do tego, by stało jej się coś poważniejszego, a nocowanie w lesie z pewnością się z tym wiązało, dlatego też wziął ją na ręce i ruszył przed siebie, do najbliższego miasta, gdzie mógłby ją ukryć, nie pozwolić jej na wyślizgnięcie się i jednocześnie gdzie mógłby się zdrzemnąć. Postanowił, że wróci na to miejsce zaraz z rana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po wojnie miasta, które niegdyś tętniły życiem, kusiły różnorodnością, tradycją, cudami architektury, zamieniły się w odrażające gruzowiska. Jedynie kilka pozostałych domów i mieszkań z powybijanymi oknami znalazły swoich nieprawnych właścicieli. Ludzie szukali schronienia, gdzie tylko się dało, niezrażeni przez brak bieżącej wody i światła. Każdy pragnął przetrwać, a wygoda, dawniej tak bardzo zaprzątająca głowy gatunku ludzkiego, obecnie stanowiła termin niemalże abstrakcyjny.
    Aiden i jego rodzina, zanim on został zarażony, zatrzymywali się w różnorakich opuszczonych budynkach, zmieniając swoje położenie średnio co tydzień, dzięki czemu mogli zgubić śledzących ich członków Organizacji. Przynajmniej do czasu.
    Niósł dziewczynę już dobre kilkanaście minut, jednak, mimo iż ważyła tyle co nic, jego ręce zaczęły boleć. W końcu on również był niedożywiony. Organizacja nie dbała o kondycję fizyczną zarażonych - wystarczyło jej, że z gotowością wykonywali wydane im polecenia, a reszta związana z korzyściami z posiadania Bakterii w krwioobiegu należała jedynie do propagandy, szumnie głoszonej na wszystkich billboardach rozsianych po kontynentach.
    Aiden czuł, że powinien zrobić przerwę. W końcu jeśli Vrai obudziłaby się właśnie teraz, nie dałby rady nad nią zapanować i prędzej czy później pozwoliłby jej uciec, przez co skręcił w jedną, wyjątkowo cichą uliczkę. Instynkt podpowiadał mu, że to idealna kryjówka, póki co najwyraźniej niezamieszkana przez nikogo. I, tak jak się spodziewał, po wejściu do środka, nie zastał tam żywej duszy.
    Mieszkanie musiało należeć do ludzi zamożnych, gdyż wszystkie znajdujące się tam pokoje były niezwykle przestronne, a meble, choć doszczętnie zniszczone, wskazywały na nowoczesny styl. W miejscu powybijanych okien znajdowały się teraz deski, skutecznie utrudniające światłu wdarcie się do wnętrza. Mężczyzna uważał więc, by nie przewrócić się o przedmioty porozrzucane po całej podłodze. Na szczęście, ku jego zadowoleniu, pełnia księżyca robiła swoje, sprawiając, iż nie czuł się jak ślepiec błądzący zupełnie po omacku. Gdy wreszcie udało mu się znaleźć sypialnię, na zabrudzonym łóżku położył nieprzytomne ciało dziewczyny, a sam usiadł obok. Czuł, że powinien ją nakarmić. Choć nie grzeszył ilością pożywienia, jaką posiadał, wiedział, że służy Organizacji, a ona nie byłaby dumna, gdyby dostarczył jej Vrai niemal zagłodzoną na śmierć, dlatego niechętnie wyjął ze swojego plecaka kilka suchych kanapek i ustawił je na stoliku nocnym, jednocześnie czekając, aż tamta się obudzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Kurczę, a wiesz, że miałam napisać o tym, że ją obszukał, tylko mi z głowy wypadło? XD]

    Aiden, zanim został zarażony, pamiętał o podobnych zasadach. Był niezwykle sprytny, dzięki czemu przez dość długi czas ukrywał się przed Organizacją, zresztą tak samo jak jego rodzina. A ludzie, którzy go szukali, mimo że większość z nich posiadała siłę i odporność, często zachowywali się bardzo nielogicznie. Zapewne dlatego jeszcze nie dopadli wszystkich niezarażonych. Cóż, nawet specjalistycznie wykreowana Bakteria posiadała swoje wady, otumaniając i często zabierając zdolność racjonalnego myślenia.
    Mężczyzna, kiedy tak pilnował nowej ofiary Organizacji, niespodziewanie poczuł przytłaczające zmęczenie. Był na nogach już dobre dwadzieścia cztery godziny, a ciemność, ciepło i komfort związane z przebywaniem w 'prawdziwym' mieszkaniu działały na niego niczym środki uspokajające, dlatego momentami nie mógł się powstrzymać i od czasu do czasu przymykał powieki, by następnie oddać się krótkiej drzemce.
    Obudził go dopiero krzyk dziewczyny. Gdy gwałtowanie otworzył oczy, całe zmęczenie niespodziewanie zniknęło. Przypuszczał, że Vrai miała zły sen. On, odkąd został zarażony, nie śnił, co było jedną z niewielu zalet posiadania Bakterii w krwioobiegu. Wcześniej koszmary dręczyły go prawie co noc, uniemożliwiając wypoczęcie.
    Wiedział, że się go boi. Może nie tyle jego, co bycia zarażoną. Ale stan, w jakim się znajdował, znacznie utrudniał mu okazanie jakichkolwiek emocji, dlatego też jedynie wpatrywał się w jej roztrzęsione ciało oświetlone przez niewielką smugę światła księżyca wdzierającą się do pomieszczenia przez cienką szparę między deskami zasłaniającymi okna. Za nic w świecie nie spodziewał się, że wyciągnie nóż. Bakteria mieszała jego myśli, przez co zapominał o tak podstawowych czynnościach jak obszukanie dziewczyny. Rzecz jasna teraz, kiedy okazało się, iż jest uzbrojona, musiał zareagować i jednocześnie nie dać się zabić. Niepewnie położył więc jedną rękę na podłodze w poszukiwaniu ewentualnych ciężkich przedmiotów. Ku jego zadowoleniu, znalazł jakiś metalowy pręt niewiadomego pochodzenia. Bez zastanowienia podniósł go i wstał, podchodząc bliżej Vrai.
    - Nie skrzywdzę cię, jeśli odłożysz ten nóż. Obiecuję - powiedział spokojnie.
    Miał nad nią przewagę. Wiedział, gdzie się znajdują. Ona - nie miała bladego pojęcia.
    - Nic ci się nie stanie. Organizacja chce się o ciebie zatroszczyć. Tylko dzięki niej możesz być bezpieczna - słowa mężczyzny nieświadomie wypływały z jego ust, choć w głębi serca doskonale wiedział, że to jedno wielkie kłamstwo.
    - A teraz powinnaś coś zjeść - dodał zaraz, wskazując na kanapki wciąż leżące na krawędzi łóżka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aiden, gdyby tylko mógł dotrzeć do swojego prawdziwego 'ja', z pewnością również uznałby, że nie jest już człowiekiem. Był jedynie kreaturą stworzoną przez Organizację w skórze człowieka. I zapewne, gdyby zdążył, zabiłby się, zanim tamci przejęli nad nim kontrole. Cóż, niestety się nie udało. Najpierw go otumanili, wstrzykując mu substancję wywołującą krótkotrwały paraliż mięśni, a potem, na jego oczach, uczynili z niego zwykłą marionetkę. Nawet nie dostał szansy na to, by zaprotestować, by się obronić. By umrzeć.
    Rzecz jasna, brał pod uwagę każdą ewentualność. Dziewczyna miała w ręce ostre narzędzie, a co za tym szło - mogła zaatakować lada chwila. Jednak on był silniejszy, poza tym również trzymał metalowy pręt. Potrafiłby ją zranić, lecz przecież nie o to chodziło. Wiedział, że musi dostarczyć ją na miejsce całą i zdrową. Dlaczego? Nie miał pojęcia. Nie mieszał się w sprawy Organizacji, a oni nie dostarczali mu podobnych informacji. Aiden jedynie ślepo wypełniał ich irracjonalne rozkazy.
    - Nie mogę cię stąd wypuścić - mruknął bez emocji, jak gdyby całkowicie ignorując wściekłość i przerażenie Vrai, jednak wciąż szanując jej prośbę. Nie zrobił ani kroku w jej kierunku, lecz jednocześnie nie zamierzał się cofać. - Co do jedzenia, tylko sobie szkodzisz. Doskonale wiesz, że twojemu organizmowi brakuje potrzebnych protein. Jeśli się boisz, że chcę cię otruć, to patrz - dodał, by zaraz potem chwycić kanapkę i ugryźć niewielki kęs. - Widzisz, nic się nie stało. A teraz jedz - rozkazał dość łagodnie.
    Ze względu na Bakterię, nie potrafił nawet się wściec, nie potrafił się bać. Jedyną emocją, jaką odczuwał, była pustka, o ile można ją w ten sposób nazwać. Jego słowa, oczy były całkowicie puste, co dodawało mu znacznie groźniejszego wyrazu. Mimo że musiał traktować dziewczynę jak zagubione dziecko, podświadomie wiedział, iż jego niezamącony spokój wywołuje w niej jeszcze większego przerażenie. Niestety nie mógł temu zaradzić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, choć tok rozumowania Vrai był jak najbardziej logiczny, dziewczyna najzwyczajniej w świecie nie wiedziała o niezwykłych właściwościach, jakie posiadał jej organizm. Organizacja potrzebowała właśnie jej, dziewczyny o niepowtarzalnym DNA, nowego królika doświadczalnego. Również Aiden nie wiedział, dlaczego to właśnie ją powinien znaleźć. Niepozorną, chuderlawą dziewczynę. Jednak on nie miał tu nic do gadania. Nie sprzeciwiał się rozkazom, zwyczajnie nie potrafił. To one kierowały jego działaniami i myślami.
    Cóż, niechętnie musiał przyznać rację słowom Vrai. Nie mógł jej otruć ani zabić, nawet gdyby pragnął, co, rzecz jasna, przed zarażeniem nigdy nie przeszłoby mu przez myśl. Aiden nie krzywdził ludzi, których nie owładnęła Bakteria. Mało - on ich chronił, za wszelką cenę. Czuł, że im więcej zdrowych osób pozostanie, tym większą szansę mają na wygraną. O ile jakakolwiek szansa jeszcze istniała. A zarażeni? Nie traktował ich jako przedstawicieli gatunku ludzkiego. Byli niczym zepsute lalki, które nadawały się jedynie do wyrzucenia. Uważał, że robi im przysługę, pozbawiając ich życia. Nigdy nie myślał o tym, czy gdzieś głęboko, pod powierzchnią działania Bakterii, znajdują się ukryte myśli, pragnienia czy wspomnienia tamtych ludzi. Tylko dzięki całkowitej dehumanizacji potrafił bez wyrzutów sumienia patrzeć na ich śmierć.
    Widział, jak dziewczyna stopniowo przesuwa się wzdłuż ściany w kierunku drzwi. Fakt, nie wiedziała dokładnie, gdzie się znajdowała, ale przecież mogła uciec gdzieś przed siebie. Aiden czuł, że powinien zareagować, powstrzymać ją, nawet jeśli miałaby go zaatakować. Wolnym, lecz zdecydowanym krokiem stopniowo szedł w jej kierunku, a gdy tamta poruszyła gwałtownie, kopnął ją, by móc wytrącić nóż z jej dłoni.
    - Na mocy Organizacji, będę musiał pozbawić cię przytomności, jeśli nie przestaniesz stawiać oporu! Doskonale wiesz, co jest dla ciebie najlepsze, a wyrywanie się mi z pewnością nie należy do mądrych czynności! - wrzasnął.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Okok postaram się! ]
    Teoretycznie, mógł jej zrobić taką krzywdę, która skutecznie uniemożliwiłaby jej dalsze poruszanie się. Wystarczyła chwila. W końcu był znacznie silniejszy i potężniejszy od drobnej dziewczyny, bez wahania mógł pozbawić ją przytomności. Jednak coś w głębi podpowiadało mu, iż nie powinien tego robić. Zazwyczaj omdlenia należały do stanów krótkotrwałych, a on nie zamierzał ryzykować przyczynienia się do większego uszczerbku na zdrowiu kobiety. Musiał więc czuwać w zamknięciu i udaremnić jej wszelkie próby ucieczki. Wiedział, że pozostało mu zaledwie kilka godzin. Gdy słońce ponownie wzejdzie, wybierze się do lasu w celu znalezienia nadajnika i bez skrupułów powiadomi Organizację o miejscu pobytu Vrai. Plan wydawał się niezwykle prosty, lecz, rzecz jasna, pojawiły się pewne komplikacje.
    Dziewczyna, którą kazano mu przypilnować, okazała się znacznie bardziej waleczna niż przypuszczał. Próbował po raz kolejny wytrącić jej nóż z dłoni, jednak ze względu na egipskie ciemności panujące w pomieszczeniu, blondwłosa stopniowo zaczęła wychodzić na prowadzenie. Teraz to ona weszła w posiadanie ostrego narzędzia, a on mógł bronić się tylko dość cienkim, metalowym prętem. Zamierzał się na nią rzucić, by uniemożliwić jej wykonywanie kolejnych ruchów, lecz tamta była odrobinę szybsza. Kiedy poczuł dość silne ukłucie w nodze, zasyczał z bólu. Ale moment ten, ku jego zadowoleniu, trwał tylko na chwilę. Zaraz potem zaczęła działać adrenalina. Choć przypuszczał, że zranienie znacznie utrudni jego ruchy, znów starał się skoncentrować na złapaniu Vrai. Widział, jak na czworakach dotarła do wyjścia, zdołała nawet otworzyć drzwi. W tym momencie Aiden zadziałał odruchowo. Instynkt wszczepiony przez Organizację nakazał mu złapanie dziewczyny, a z racji, że stawiała opór, uznał, iż nie zawaha się przed użyciem broni, by móc ją zatrzymać. Z łatwością zdołał dotrzeć do jej drobnego, roztrzęsionego ciała i wytrącić ją z równowagi na tyle skutecznie, by przygwoździć ją do ziemi oraz chwycić za nóż. A potem nawet nie zdążył się zorientować, kiedy wbił ostrze w jej brzuch.
    Nie minęło kilka sekund, a szkarłatna substancja wypłynęła z wnętrza jej ciała, brudząc przy okazji jej białą koszulkę. Dopiero wtedy Wahlberg zorientował się, że zareagował zdecydowanie zbyt gwałtownie, raniąc dziewczynę. Przecież musiał utrzymać ją przy życiu, dostarczyć do Organizacji całą i zdrową! A teraz? Sam był sobie winien. Czuł, że rana jest dość głęboka, że Vrai grozi niebezpieczeństwo. Powinien ją opatrzyć i to czym prędzej, jeżeli chciał zapobiec jej śmierci, lecz najbliższy szpital był oddalony o kilka kilometrów. Pozostawało mu mieć nadzieję, że w jednej z pobliskich, opuszczonych aptek znajdzie potrzebne materiały. Póki o jednak, patrzył na nią z otępieniem i przerażeniem. Nie wiedział, jak się zachować, jak sprawić, by jego nieuwaga uszła mu na sucho, a co więcej, jak uratować Vrai. I, chyba po raz pierwszy od czasu zarażenia, coś poczuł.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Przepraszam, chciałam jakoś akcję ruszyć do przodu xD]

    Nie wiedział, jak dzikie instynkty nim kierowały. Nie wiedział, co musiało zadziać się w jego głowie, że pozwolił tak ostremu narzędziu na wbicie się w brzuch całkowicie niewinnej kobiety. Wiedział jedno - był potworem. Zapewne gdyby posiadał choć odrobinę świadomości, za nic w świecie nie dopuściłby do podobnego zwrotu akcji, a raczej uwolniłby dziewczynę, pozwoliłby jej dalej uciekać przed nieuniknionym. Lecz teraz, kiedy zrobiono z niego bezwładną marionetkę, jego czyny i działania stały się całkowicie nielogiczne i irracjonalne. Czuł, że nie może puścić Vrai wolno, więc zabicie jej było najlepszym rozwiązaniem? Zdecydowanie lepszym niż oddanie jej w ręce Organizacji? To oznaczałoby, że na jeden krótki moment odzyskałby wolną wolę, co graniczyło z niemożliwym, dlatego swój atak uznał za czysty wypadek.
    Teraz jednak, kiedy obserwował trzonek noża wbity w skórę dziewczyny, ogarnęło go przerażenie. Na krótki moment chwycił się za głowę i przymknął oczy, nieudolnie próbując wymazać ze swojego umysłu ten okropny widok. Na daremno. Musiał więc działać i to szybko, z racji, że obok dziewczyny pojawiła się już niewielka kałuża krwi. Nie chciał, nie mógł pozwolić jej na śmierć, nawet jeśli w ludzkim rozumowaniu takowa była dla niej istnym wybawieniem.
    Aiden, choć nie był mistrzem w opatrywaniu ran, w przeciągu kilku lat doskonale nauczył się tego, jak je odkażać czy zszywać. Jednak w chwili obecnej nie posiadał odpowiednich materiałów. Musiał dotrzeć do opuszczonej apteki lub szpitala, a takowe znajdowały się dobre dwie mile dalej. Inną opcją, nieco bardziej skuteczną, mogło okazać się zaczepianie lokalnych zarażonych, tych, należących do najniższej klasy. Mężczyzna, rozważając wszystkie za i przeciw, ostatecznie wybrał drugą opcję. W końcu ktoś w pobliżu musiał posiadać odpowiednie opatrunki, zwłaszcza, że w obecnych czasach takowe potrafiły uratować życie.
    Zanim jednak zaczął realizować swój plan, wyjął ze swojego plecaka czystą koszulkę, przerwał ją i obwiązał wokół brzucha dziewczyny, by nieco ustabilizować ostre narzędzie i zatamować krwotok. Widział, że cierpiała. Cierpiała przez niego, a co za tym szło - za każdym razem gdy spoglądał na jej twarz, również on odczuwał swego rodzaju ból, którego racjonalnie nie potrafił wyjaśnić. Gdzieś głęboko, w duchu błagał, by nie umierała. Nie mogła umrzeć, nie po tym, jak silna była i jak długo przetrwała, uciekając przed Organizacją.
    - Przepraszam - powiedział cicho, lecz zupełnie spontanicznie, co nieco go zaskoczyło, gdy podniósł jej chude, bezwładne ciało, by móc poszukać pomocy.
    Bez zastanowienia ruszył więc przed siebie, pukając do drzwi każdego domu, który wyglądał na zamieszkiwany. Jednak nikt nie otwierał. Nikt, zupełnie nikt. Aiden przeklął pod nosem. Widział, że Vrai stopniowo traciła siły. Widział, jak stopniowo jej skóra blednie, jak ucieka z niej życie.
    - Słuchaj mnie. I nie zamykaj oczu, proszę, tylko nie zamykaj oczu - powiedział głośno i zdecydowanie, chcąc by się obudziła. - Będę do ciebie mówił, posłuchaj mnie, chociaż to nie będzie miało najmniejszego sensu. Zaraz coś dla ciebie znajdziemy, nie możesz się bać... znajdziemy kogoś, kto nam pomoże, opatrzę cię, ta rana jest naprawdę duża, ja nie... nie chciałem ci zrobić krzywdy, nie mogłem ci zrobić krzywdy... - mówił bez większego zastanowienia, tylko dlatego, by kobieta, wsłuchując się w jego głos nie zasnęła, nie straciła przytomności, by resztki swoich sił poświęciła na rozwieranie swoich powiek.
    I dopiero po kilkunastu minutach dotarli do strategicznego miejsca. Apteki. Aiden sam nie wiedział, jakim cudem tak szybko przemierzył tę odległość, lecz kiedy tylko zauważył budynek z powybijanymi szybami, przyspieszył kroku.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aiden całkowicie ignorował docinki Vrai. Nie interesowała go jej opinia. Wiedział, że musi ją uratować, bez względu na to, czy tego chciała, czy nie. Mogła sobie mówić, narzekać, ile tylko chciała, a on i tak zdecydowałby się jej pomóc. To należało do jego obowiązków obywatelskich, a za niewypełnianie ich groziła surowa kara, której mężczyzna za wszelką cenę pragnął uniknąć.
    Gdy ostatecznie dotarli do apteki, Wahlberg, uprzednio delikatnie kładąc ciało dziewczyny na zimnej podłodze, zaczął nerwowo i nieuważnie przegrzebywać zawartość szafek i półek w poszukiwaniu nici chirurgicznych i igieł, oraz bandaży, rzecz jasna. Niestety, tak jak się spodziewał, niczego takiego nie znalazł. Placówka była słabo zaopatrzona, zapewne lokalni zdążyli zużyć większą część sprzętu. Jedynie w pojedynczych miejscach udało mu się znaleźć odrobinę przybrudzone bandaże.
    - Cholera - warknął pod nosem, kątem oka spoglądając na Vrai, która ledwo oddychała. Widział, jak stopniowo uchodziło z niej życia. I nie mógł dopuścić do tego, by ostatecznie przestała oddychać.
    Słysząc jej propozycję, tylko zmarszczył brwi. Czuł, że poradzi sobie bez dodatkowego krzywdzenia dziewczyny, jeżeli założy odpowiedni opatrunek. Zebrał więc ze sobą wszelkie możliwe materiały i klęknął tuż obok Vrai. Na początek uniósł ją nieco, by przewinąć bandaż z tyłu jej pleców, a później chwycił za trzonek noża wciąż tkwiącego w jej chudym brzuchu.
    - To będzie bolało, więc zaciśnij zęby - poinformował ją, chociaż zdawał sobie sprawę, że jedynie bardziej zirytuje Vrai swoimi słowami.
    Nienawidziła go i miała ku temu pełne prawo. Jednak ze względu na przytłumione uczucia Aidena, mężczyzna nie robił z tego większego problemu. Tylko gdzieś głęboko, w środku zdawało mu się, że on również nosi w sobie olbrzymią nienawiść skierowaną w samo centrum własnej osoby.
    Ostrze wyjął silnym i zdecydowanym ruchem, byle by tylko nie przeciągać cierpienia Vrai. A później szybko, jak najszybciej zaczął walczyć z krwią wylewającą się z rany. Założył pierwszy opatrunek, pierwszy bandaż, który szybko nasiąknął szkarłatną substancją. Wahlberg ponownie zaklął, dokładając nową warstwę opatrunku. Czynność tę powtarzał jeszcze kilka razy, dopóki nie widział czerwonych plam na szarym bandażu. Kiedy skończył, spojrzał w przerażone oczy dziewczyny, o dziwo wciąż przytomnej.
    - To powinno pomóc, przynajmniej na chwilę - powiedział do niego, mimo że doskonale wiedział, iż tamta nie chciała go słuchać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Za wszelką cenę próbował przypomnieć sobie zasady pierwszej pomocy. To, jak należało opatrywać rany i jak postępować z poszkodowanym. I choć doskonale znał teorię, praktyka znacznie się od niej różniła. A on, mimo iż żył w tak burzliwych czasach, gdzie o podobne uszkodzenia ciała nie było trudno, tak naprawdę nigdy nie musiał radzić sobie z tak głęboką raną. Starał się zachować spokój i chyba tylko dzięki bakterii jego ręce nie drżały, a ciało nie oblało się zimnym potem. Cóż, przynajmniej dostanie się w ręce Organizacji miało jakieś zalety.
    - Zamknij się, do cholery - warknął, gdy bezustannie próbowała kłócić się z jego decyzjami.
    Sam zdziwił się tym, iż użył tak ostrych słów. Zarażeni przecież pozostawali spokojni w każdej sytuacji. Nie denerwowali się, nie przeklinali. I on na zewnątrz wyglądał na zrelaksowanego niemal dwadzieścia cztery godzinę na dobę, stąd brak jakichkolwiek reakcji fizjologicznych spowodowanych stresem, jednak ów stan nie miał odzwierciedlenia w jego umyśle. Najwyraźniej potrzebował tak intensywnych emocji, by sobie to uświadomić.
    - Nie będę niczego przypalał. Zresztą, nawet nie mam takiej możliwości. Będziesz tak leżeć i czekać, aż rana się zrośnie. Nie ma innej opcji - rozkazał, nie chcąc słyszeć głosu sprzeciwu.
    Rzecz jasna, nie wspominał o tym, że kiedy wyzdrowieje, bez wahania zwróci ją Organizacji. W tamtej chwili jednak czuł, że wspominanie o ludziach, przed którymi tak zażarcie uciekała byłoby nieodpowiednie.
    Popatrzył jeszcze raz na bandaż, jakim owinął jej brzuch. Póki co nie nasiąknął czerwienią , co oznaczało ,że udało mu się zatamować krwotok. Przynajmniej chwilowo.
    Upewniając się, iż w najbliższych kilku minutach Vrai nie grozi śmierć, położył swój plecak pod jej głowę, jednocześnie zdejmując swoją kurtkę i ją okrywając. Musiał zadbać o jej zdrowie, to należało do jego obowiązków. Bez względu na to, czy był z tego zadowolony, czy też nie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Widział, że była niezwykle uparta, jednak średnio go to obchodziło. On wiedział swoje, ona wiedziała swoje. Tyle tylko, że w chwili obecnej ona nie miała sił, by chociaż podnieść głowę, dlatego Aiden tak czy inaczej postawił na swoim. Nie zamierzał słuchać jej rad. W końcu on również wystarczająco długo przebywał na wolności, znał się więc co nieco na opatrywaniu ran. Co prawda bardziej w teorii niż praktyce, lecz mimo wszystko.
    Wahlberg starał się przez cały czas mówić do kobiety, tym samym coraz bardziej ją irytując. Czuł jednak, że to najskuteczniejszy sposób na to, by nie zamknęła oczu. Przestał dopiero, kiedy upewnił się, że wierzchnie bandaże wciąż wyglądają na suche, a Vrai zaczęła oddychać nieco spokojniej niż poprzednio. Dopiero wtedy miał pewność, że przynajmniej na chwilę obecną nie grozi jej śmierć. Nie zaprotestował nawet, gdy zmrużyła powieki i poddała się czemuś na kształt snu lub utraty przytomności.
    Nie mógł dopuścić do tego, by umarła. Zwyczajnie nie mógł. Wolał nie myśleć o tym, jak Organizacja ukarałaby go za niewykonanie zadania, pozbawienie życia kogoś pokroju panny Weller. Czuł tylko, że przerażające historie opowiadane mu przez znajomych jeszcze sprzed życia na wolności, które powodowały, że na jego skórze pojawiała się gęsia skórka mimo iż był dorosłym mężczyzną, stałyby się prawdą. I to prawdą z jego udziałem. Dlatego też zamierzał dołożyć wszelkich starań, by utrzymać kobietę przy życiu, bez względu na wszystko.
    Gdy zasnęła, on sam, wycieńczony niespodziewanym wypadkiem, oparł głowę o ścianę i spróbował się zdrzemnąć. Było mu zimno, lecz nie chciał zabierać kurtki, którą okrył blondynkę. Ona potrzebowała jej bardziej. Nie musiał również obawiać się o to, że ucieknie. Była zbyt wycieńczona, by zrobić choć krok, nie mówiąc już o wygraniu z Aidenem w ostatecznej walce. Mogła sobie obiecywać, że go uderzy, lecz nawet jeśli, Wahlberg i tak nie pozwoliłby jej zwiać.
    Nie miał pojęcia, ile czasu minęło, odkąd zmrużył oczy, ale na zewnątrz zaczynało już świtać, a w związku z tym - pierwsze promienie słońca przedostawały się do oszklonej apteki i przynosiły nieco więcej ciepła. Mężczyzna przetarł zaspane powieki i spojrzał na leżącą obok dziewczynę. Pierwszym, co zrobił, było sprawdzenie jej pulsu, oddechu i temperatury. Póki co nie zauważył nic niepokojącego, więc pozwolił jej dalej odpoczywać, a sam zdecydował, że uda się do lasu w poszukiwaniu swojej zguby. Nie zamierzał jednak wykorzystywać nadajnika, przynajmniej na chwilę obecną. Pragnął zaczekać, aż Vrai wyzdrowieje, by zwrócić ją Organizacji w jednym kawałku.
    Podróż zajęła mu dobre dwie godziny, lecz dzięki temu, że las został wykarczowany, już z daleka udało mu się zauważyć plecak kobiety i swoje urządzenia. Gdy wrócił, zorientował się, że kobieta już nie śpi.
    - Przyniosłem coś twojego - poinformował ją, po czym usiadł tuż obok.

    OdpowiedzUsuń
  13. Aiden coraz dosadniej zaczynał czuć, że cała sytuacja stopniowo wymykała mu się spod kontroli. Owszem, udało mu się zatamować krwawienie, jednak pozostawało pytanie - na jak długo? Wystarczyło, że dziewczyna zrobiłaby jeden, niewielki ruch ciałem, a rana z pewnością otworzyłaby się ponownie, co sprawiło, iż mężczyzna coraz częściej zaczynał rozważać pomysł z przypaleniem miejsca, w które wbił się nóż. Sadystycznie, co prawda, lecz Wahlberg nie próbował się już dłużej usprawiedliwiać tym, iż chciał, żeby nie cierpiała, skoro wcześniej sam wbił jej ostrze w brzuch. Niekoniecznie celowo, ale jednak.
    Kiedy wracał z wyprawy po plecak i urządzenia monitorujące, w myślach wciąż zastanawiał się, czy przypadkiem stan kobiety się nie pogorszył. Musiał być niezwykle ostrożny i pilnować jej dwadzieścia cztery godziny na dobę, by upewnić się, że jej rekonwalescencja postępuje we właściwym kierunku. Z drugiej strony musiał również zapewnić jej i sobie podstawowe pożywienie i wodę. Nie wiedział, jak sobie ze wszystkim poradzi, gdy skończy się cały prowiant, który miał w plecaku. Póki co jednak miał na głowie ważniejsze problemy.
    Kiedy ponownie wszedł do apteki, od razu rzuciła mu się w oczy czerwona plama wyraźnie znacząca dotąd biały bandaż.
    - Ruszyłaś się - powiedział głosem bez emocji, jak zwykle zresztą, chociaż w środku robił się coraz to bardziej nerwowy. - Nie powinnaś. Musisz słuchać poleceń Organizacji, nawet jeśli jesteś im przeciwna - dodał niczym robot.
    Czasami odnosił wrażenie, że w jego wnętrzu znajdowały się dwie przeciwstawne osoby. Pierwsza, bezgranicznie poddana i wszczepiona mu przez jedynych władców tego świata i druga, ta prawdziwa, głęboko ukryta, która tylko w nielicznych momentach przedostawała się na powierzchnię świadomości.
    Szybko podbiegł do kobiety i kucnął tuż przed nią, starając się jedną dłonią ucisnąć jej krwawiącą ranę.
    - Spokojnie. Przypalę to, tak jak mówiłaś - oznajmił w końcu ze zrezygnowaniem. - Tylko mocno uciskaj tamto miejsce.
    Nie miał zbyt wiele. Jedną zapalniczkę i metalowe nożyczki, jakie udało mu się znaleźć w którejś z szuflad. Wiedział, że jeśli skończy mu się gaz, zostanie z ostatnią paczką zapałek, lecz mimo to zamierzał zaryzykować. Resztą będzie martwił się później, kiedy Vrai już wyzdrowieje.
    Jeśli wyzdrowieje.
    Rozgrzanie metalu zajęło mu kilkanaście minut. Płomień zdawał się robić coraz to mniejszy, dlatego Aiden ostatecznie odstawił zapalniczkę na stół, a sam zajął się opatrywaniem dziewczyny. Najpierw należało zdjąć wcześniejsze bandaże, by dotrzeć do rany. Niezbyt rozsądnie, w końcu kolejne warstwy ligniny wciąż stanowiły pewien rodzaj ucisku. Mężczyzna wiedział więc, że musi działać niezwykle szybko. Gdy ostatecznie pozbył się plątaniny materiału przesiąkniętego krwią do ostatniej nitki, otworzył butelkę spirytusu należącego do Vrai i oblał nim wierzch rany. Zapewne nawet nie wyobrażał sobie bólu, jaki w tamtym momencie odczuwała. By nieco jej ulżyć, poinformował ją, że może zacisnąć zęby na jego kurtce, chociaż przypuszczał, że niewiele to pomogło, gdy dotknął rozgrzanym do czerwoności narzędziem jej brzucha.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Mogę zrobić tak, że on się gdzieś skaleczył wcześniej i kiedy dotknął się jej krwi, to za jakiś czas będzie miał taki krótki przebłysk świadomości? :P]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Też racja, ale może się dotknąć tej nogi po tym, jak będzie miał jej krew na rękach :P No to pisam.]

    Ten prawdziwy Aiden doskonale wiedział, że Vrai miała rację. Organizacja jeszcze nikomu w niczym nie pomogła. No, może ułatwiła życie tym, którzy od początku byli jej zwolennikami. Co zaś tyczyło się jej przeciwników, po tym, jak odebrano im wolną wolę, zmuszano ich prac na rzecz całej wspólnoty. I to nie byle jakich prac. Często kazano im ryzykować własne życie lub poniżać się przed tymi z lepszych warstw społecznych. Przynajmniej w tym aspekcie Bakteria okazała się pożyteczna - redukowała wstyd i wszelkie poczucie winy, czyniąc z człowieka myślącego coś na kształt maszyny. Aiden był już więc nie kimś, lecz czymś.
    - Jestem oddanym sługą Organizacji i nie będę tolerował uwłaczania naszym władcom - oznajmił tonem głosu robota, marszcząc przy tym brwi z wyraźną dezaprobatą.
    Prawdziwy Aiden z pewnością przyznałby jej rację. Mało - obrzuciłby Organizację kilkoma dodatkowymi, niezbyt pochlebnymi epitetami. Tak bardzo jej nienawidził.
    Mężczyzna w ogóle nie kłopotał się tym, że dotyka nagiej skóry na brzuchu kobiety. To, co robił traktował tylko i wyłącznie jak obowiązek obywatelski. Zresztą, Bakteria zdążyła zabić nim większość emocji, przez co obchodził się z Vrai jak z obiektem, a nie żywym organizmem. Owszem, uważał, by dodatkowo jej nie zranić, lecz nie robił tego z empatii. Robił to z obawy, że swoimi działaniami pogorszy jej i tak już fatalny stan.
    Zdejmując jej bandaże, czuł coś na kształt przerażenia, gdyż wszystkie były do reszty przesiąknięte krwią. Gdyby je ścisnął, z pewnością na podłodze powstałaby dość duża kałuża szkarłatnej substancji. Dodatkowo, rana, którą Vrai mu zadała, zaczęła go piec i swędzieć, przez co nie mógł się powstrzymać przed podrapaniem jej, choć doskonale wiedział, że groziło to zakażeniem. Najwyżej, oboje tutaj zgniją.
    Nie zdziwił się też, kiedy blondynka ostatecznie zamknęła oczy po tym, jak przypalił jej ranę. Wiedział, że było to niezwykle brutalne posunięcie, lecz czasem należało zdać się na większy ból, by uniknąć śmierci, która w tej sytuacji wydawała się niezwykle wygodnym rozwiązaniem. Na całe szczęście, jego działania pomogły, gdyż skóra przynajmniej w jednym miejscu nieco się zasklepiła. Aiden westchnął ciężko, przykrywając ją śpiworem, jaki był przyczepiony do plecaka dziewczyny. Miał nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej, że wystarczy kilka tygodni, by móc zwrócić ją Organizacji, zwyczajnie pozbyć się problemu. Póki co musiał nieco posprzątać ten cały bałagan, ponieważ podłoga została dosłownie zalana czerwoną posoką.
    Wahlberg podniósł się więc z klęczek i skierował się na zaplecze, lecz nie zdążył ujść kilku kroków, a coś, jakaś nieznana siła go zatrzymała. Poczuł nagłe zawroty głowy i nudności, i, zapewne gdyby nie przytrzymał się blatu, upadłby na ziemię.
    - Co się ze mną dzieje? - zapytał bardziej siebie niż Vrai, która właśnie powoli odzyskiwała przytomność. A zaraz potem stało się coś, czego nigdy by się nie spodziewał.
    - Zabij mnie! - krzyknął do dziewczyny, gdyż na jeden krótki moment odzyskał to, co bezczelnie mu zabrano - wolną wolę.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ojej :/ dzięki za informację, ale teraz nie będę tak chamsko odmawiać xD Może nie będzie tak źle ;P]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Nie spiesz się, ja nigdzie nie uciekam :P Mam nadzieję, że Ci się uda wszystko rozwiązać w takim wypadku :) A jak potrzebujesz jakiejś pomocy na blogu, dodawanie kart itp, to daj znać, z chęcią pomogę.]

    OdpowiedzUsuń
  18. [To mam nadzieję, że już się rozwiązało :P Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale na uniwerku troszku dużo roboty, bo koniec semestru się zbliża.]
    Aiden nie miał ku temu najmniejszych wątpliwości - był robotem. A co za tym sżło, niezależnie od tego jak bardzo ktoś próbowałby przekonać go, że Organizacja w istocie zamiast pomagać, więziła swoich poddanych, nie uwierzyłby. Mało - wściekłby się i zaczął grozić śmiercią tym, którzy sprzeciwili się władzom i śmieli stanąć na jego drodze. Przynajmniej tak uważał przed zarażeniem, kiedy w ukryciu patrzył na zarażonych. Oni w jego oczach przestali być ludźmi, zostali pozbawieni godności człowieka, przez co mężczyzna nie czuł nawet grama wyrzutów sumienia, gdy odbierał im życie w obronie własnej i swojej rodziny. Teraz, mając za sobą pewne doświadczenia, inaczej spojrzałby na tę sprawę. Choć na zewnątrz poddani Organizacji zachowywali się niczym zombie, w środku, w niedotykalnej nieświadomości wciąż tlił się w nich płomień wolnej woli. Niestety, zbyt słaby, by spowodować pożar i rozbłysnąć. Aż do tamtej chwili.
    Nie miał pojęcia, co się z nim stało. Jakim cudem jego myślom i wewnętrznym wołaniom udało się wydostać na powierzchnię. Mógł mówić, zupełnie naturalnie, to, co dyktował mu umysł. Podobna wolność była dla niego tak przerażająca i niespotykana, że zaczął się jej bać. Odwrócił się w kierunku Vrai i przytrzymał stojącej nieopodal szafy z resztkami pozostałych leków w środku.
    - Zabij mnie - powtórzył. - Nie wiem, co się dzieje, nie wiem, dlaczego mogę mówić, ale to jedyna opcja. Zabij a potem zniknij. Błagam - wyszeptał, patrząc jej w oczy.
    To było jego ostatnie życzenie. Nie miał pojęcia na jak długo utrzyma się jego wolna wola. Może na zawsze, może na zaledwie kilka sekund. Aiden wiedział jednak, że gdy powróci do bycia martwym zarażonym, zacznie krzywdzić innych, niewinnych ludzi. Zacznie pracować dla Organizacji, tak jak do tamtej pory. A była to ostatnia rzecz, jakiej w życiu pragnął. Nie bał się już własnej śmierci. Bał się raczej tego, że na powrót stanie się kimś, kto na tę śmierć zasługuje.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Ale wiesz, czasem trzeba najpierw wszystko pogorszyć, żeby się polepszyło :)]
    Patrzył na nią z czymś w rodzaju litości, ale jednocześnie wściekłości. Wściekłości na samego siebie. Nigdy wcześniej nawet nie przeszło mu przez myśl, by skrzywdzić niezarażoną kobietę. A teraz? Przecież mogła zginąć, zginąć z jego rąk, przez tę cholerną bakterię, ktora płynęła w jego żyłach. Wiedział, że przeprosiny tutaj zdadzą się na nic. Co więcej nie miał pojęcia, ile czasu mu zostało, zanim znów zmieni się w prawdziwą bestię. Musiał dzialać. Musiał przekonać ją do tego, by ugodziła go nożem. Coś, cokolwiek, byle tylko zapobiec jego przemianie. Doskonale rozumiał, że była słaba, że nie potrafiła nawet wstać, lecz on nie zamierzał się wyrywać. Usiadłby na przeciwko niej, grzecznie i spokojnie czekając na własną śmierć, która w tamtych okolicznościach wydawała się jedynym słusznym rozwiązaniem.
    - Nie wiem... ja... nie wiem, co się ze mną dzieje - wymamrotał.
    Nie dało się ukryć - obecna sytuacja bardzo go przeraziła. Nie rozumiał, dlaczego nagle odzyskał wolną wolę, nawet jeśli podobny moment miałby trwać tylko przez kilka minut. Po długich miesiącach trwania w wewnętrznym więzieniu, niespodziewana wolność sprawiła, że zaczął się bać.
    - Nie wiem, co się dzieje, dlaczego nagle mogę mówić to, co myślę. I nie wiem, ile to potrwa, dlatego błagam, weź ten cholerny nóż i mnie zabij, bo sam wiem, że tego nie zrobię - dodał jeszcze nagląco, po czym wcisnął jej w dłonie ostre narzędzie i znalazł sobie miejsce na podłodze tuż przed nią.
    - Błagam cię, zrób to teraz, zanim będzie za późno - szepnął, a następnie zamknął oczy i zacisnął zęby, przygotowując się na odpowiednią dawkę bólu.
    Jednak tamta nie nadeszła. Zamiast tego, Aiden upadł na ziemię, zupełnie niekontrolowanie, a jego ciałem wstrząsnęło kilka fal drgawek. Orgaznim walczył. Bakteria walczyła, by znów przejąć nad nim kontrolę.

    OdpowiedzUsuń
  20. [Szczerze, też mam czasem ochotę zmienić pracę. Jedna menadżerka się na mnie uwzięła i cokolwiek zrobię to źle, i kogo to obchodzi, że pozostali pracownicy robią to samo -.- Tylko mnie dobre zarobki trzymają.]
    Nie wiedział, co się z nim stało. Gdy jego ciałem zaczęły wstrząsać drgawki, chyba całkowicie stracił przytomność. Z dziwnego stanu wybudził go dopiero cichy i uspokajający głos Vrai. Jednak, gdy tylko ponownie otworzył oczy, znów obudził się w nim 'oddany sługa Organizacji'. Podniósł więc głowę i powtórzył tę samą formułkę:
    - Jestem przedstawicielem Organizacji numer 07724019, moją rolą jest... - przerwał jednak w połowie zdania.
    W tamtym momencie przypominał bardziej zepsutego robota, z bardzo poważną awarią systemu. Miotał się pomiędzy dwoma osobowościami, które w nim żyły. I choć za wszelką cenę pragnął, by to on, prawdziwy Aiden, przejął kontrolę, Bakteria nieuchronnie dawała znać o swoim działaniu, raz po raz zmieniając go w bezmózgiego pomagiera.
    Wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze ze świstem. Choć przeżył w swoim życiu naprawdę wiele traumatycznych sytuacji, nie pamiętał, kiedy ostatni raz był równie przerażony. Kiedy zorientował się, że kobieta go objęła, odsunął się nieco.
    - Nie powinnaś się tak ruszać - szepnął, po czym popatrzył na miejsce, w którym znajdowała się rana. Vrai była cała umazana krwią, on zresztą też. Miał tylko nadzieję, że dzięki przypaleniu zbolałego miejsca szkarłatna substancja przestała już wydostawać się z wnętrza jej ciała. Co nie zmieniało faktu, że Aiden odczuwał potworne wyrzuty sumienia względem kobiety. Wiedział, że przeprosiny zdadzą się tutaj na nic. Teraz wziął sobie za cel zadbanie o nią, wynagrodzenie jej tego, co zrobił i niedopuszczenie do tego, by po raz kolejny zrobił jej krzywdę.
    - Musimy się stąd wynieść, póki jeszcze potrafię normalne myśleć. Nie wiem, ile to potrwa - oznajmił, po czym sięgnął do swojej torby i wydobył z niej nadajnik z urządzeniem, które pozwoliłoby mu poinformować Organizację o miejscu pobytu Vrai, a następnie rzucił maszyną o ścianę. Ku jego zadowoleniu, tamta rozpadła się na kawałki. - Jeśli zostaniesz tu na chwilę sama, poszukam dla ciebie jakiegoś bezpiecznego miejsca. Tutaj jest zbyt zimno - mruknął. - Znajdę też jakieś środki przeciwbólowe, coś, cokolwiek, co ci pomoże, w porządku?

    OdpowiedzUsuń