Bardzo proszę UWAŻNIE przeczytać sposób zostawiania linków w Administracji.

Autorko, Autorze!
Jeśli piszesz lub pisałeś wątek bądź opowiadanie, w którym pojawił się motyw samobójstwa/samobójcy/próby samobójczej i zgodziłabyś/zgodziłbyś się na zacytowanie jego fragmentów, odezwij się na maila glosbezrozsadku@gmail.com. Jestem studentką i piszę pracę badawczą na temat obrazu samobójstwa w tekstach fabularnych publikowanych w Internecie – każdy fragment jest na wagę złota.

6 marca 2017

can you be mine?


VILLEMO STEICHERT
22
Przyszła realizatorka dźwięku. Póki co, szczyci się mianem pomocniczki akustyka.
Ambicja większa niż wzrost. Tysiące muzycznych miłości. Serduszka w oczach, zbyt dużo marzeń, koszulka z nadrukiem mała wredna zołza i nieodłączne słuchawki.
W pakiecie nadzwyczaj cięty język.
I niebywała zdolność ukrywania własnych uczuć.

200 komentarzy:

  1. [ Nie do 21:00, bo do tej godziny pracujemy. Po prostu mam być później i tyle. Zaczyna mnie drażnić trochę to obcinanie godzin. :/ I gitara chociaż pisać można :)haha, będę miała chwilę to cały album mu nawet zrobię i podlinkuję w karcie :D nazwę go 50 twarzy Gusa :D]

    - Nie, nie znudzi mi się zapewniam cię. - Powiedział cicho, całując ją ponownie żeby tylko uciąć wszelkie dyskusje.
    Nie chciał teraz o tym rozmawiać. Chciał się z nią pieprzyć.W końcu sama twierdziła, że tylko to im dobrze wychodzi.
    Ale chciał też, żeby go przytulała, żeby głaskała go po włosach, bo Augustusowi Riveersowi nagle zabrakło w życiu czułości i dopiero Villemo pokazała mu, że to jest naprawdę fajne, a przede wszystkim udowodniła mu, że nawet taki nieczuły chuj jak on tej czułości potrzebuje.
    Jego dłoń zaraz odnalazła jej pierś, by mocniej się na niej zacisnąć. Wyczuwał już sterczące sutki. Szybko się podniecała i szybko reagowała na jego dotyk, a to też mu się podobało. Zaraz jednak, przesunął ją niżej, dotykając jej kobiecości przez materiał majtek.

    OdpowiedzUsuń
  2. [ U mnie zawsze jest afera nawet za 5 minut spóźnienia i każą Ci potem te pięć minut dłużej zostać, dlatego ja jestem pół godziny przed czasem :D randomowa, ale jaka śliczna *.* napatrzeć się nie mogę :D Stefcio jest boski to swój album musi mieć. :D]

    Obiecał jej wierność i słowa miał zamiar dotrzymać. Żadnych innych nie będzie, przynajmniej na razie. Villemo dała mu całą siebie, łącznie z czułością, której potrzebował, więc chciał spróbować. Potrzebował jej, ale chyba nie do końca zdawał sobie z tego sprawę.
    Uśmiechnął się triumfalnie, kiedy poczuł, że już jest wilgotna.
    Podniósł się, by pomóc jej zdjąć swoją koszulkę, przy okazji pozbywając się tej, którą miała na sobie. Zaraz też usadowił się między jej nogami, całując brzuch i przesuwając się wyżej, w stronę jej ucha.
    - Chcesz się kochać, czy pieprzyć? - Wymruczał jej do ucha, przygryzając lekko jego płatek i napierając na nią całym ciałem.

    OdpowiedzUsuń
  3. [ A gdzie ja to wysłałam? Muszę pisać jeszcze raz. Ło matko. :D]

    Gus zawsze przejmował kontrolę. Nie potrafił inaczej. Nauczył się dominacji, bo kobiety, z którymi sypiał, rzadko kiedy chciały przejmować inicjatywę. I tak już zostało.
    Z Vill było podobnie. Tylko, że ona dawała mu dużo więcej. Czemu więc nie mógł jej pozwolić na to, by zrobiła to, co chciała.
    Chwycił blondynkę w pasie i obrócił się tak, by leżeć na plecach, a by ona siedziała sobie na nim okrakiem.
    - Więc dotykaj. - Zamruczał, kładąc dłonie na jej biodrach. - Zrób ze mną co chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Aj, bo mam milion kart otwartych i to dlatego. :/ eh ale to wcześniejsze też napisałam podobnie, więc spoko. :d tylko w nawiasach było info, że co do tych drugich to spoko, poczekam. :d i pytałam, czy podejrzewasz, że możesz mieć dzidzię :D]

    Gus chciał, żeby go dotykała. W sumie, chyba nigdy nikomu tak naprawdę nie dał się dotykać i nie miał pojęcia jak to wszystko będzie wyglądało.
    Czekał więc z niecierpliwością na to, co chciała zrobić Villemo. Do seksu mu się nawet nie spieszyło.I tak częściowo był zamroczony alkoholem.
    - Jaki znaczek? - Zapytał po chwili, nie bardzo wiedząc o co jej chodzi. - I gdzie chcesz go zrobić? - Perspektywa malinki jakoś go nie przerażała. W sumie to mogło być nawet zabawne.
    Augustus pomyślał przez chwilę, że faktycznie, teraz przez ten układ należał do Villemo, a ona była jego.
    - Też ci taki zrobię, żeby żaden cię nie ruszył, bo będę gryzł. - Odezwał się po chwili, śmiejąc się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Mój ma to samo, tylko że mu zastrzegłam, że jak mnie zapłodni przed ślubem to go zabiję :D Oboje już się za to wzięliśmy, ale opornie nam idzie, a czas leci. :D ani się obejrzę a trzydziestka mi stuknie hahah :D]

    Augustus pewnie by się wkurwił, gdyby okazało się, że jakiś pajac kręci się obok Villemo. Była jego, przynajmniej do czasu, kiedy łączył ich ten cały układ, a on jako jedynak nie miał zamiaru się dzielić. I dzielić się nie potrafił.
    - Tobie raczej ufam, ale im już nie. - Powiedział cicho. - Nie musisz mnie oznaczać w żaden widoczny sposób. Masz mnie dla siebie. Całego. Obiecałem ci przecież. - Stwierdził jeszcze. Taka była prawda. Gus jaki by nie był, słowa dotrzymać potrafił. I to się u niego nigdy nie zmieniło.
    - Kto to Cythia? - Zapytał po chwili, marszcząc brwi.

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Faceci zawsze działają za późno. Niestety.
    No okey okey, odpiszesz jak będziesz w domu, a ja postaram się odpisać na jakiejś przerwie. :)]

    Vill była ładna. I nawet Gus musiał to przyznać. W końcu gdyby choć odrobinę go nie pociągała w życiu by nie zgodził się na ten układ.
    Słuchał jej uważnie, chociaż nie podobało mu się to, co mówiła. Zacisnął nawet usta, żeby tylko nie słyszała, jak zgrzyta zębami ze złości. Co chciała osiągnąć przez to, że mu to powiedziała? Że też zacznie mówić o niej w tej sposób?
    On nie mówił, on robił to, co do niego należało.
    Przesunął dłoń z jej biodra, na jej pierś i zacisnął na niej mocno palce, jakby chciał sprowadzić Villemo na ziemię.
    - Jebie mnie ta cała Cynthia. - Powiedział w końcu cicho. - Ale fakt, cycki masz zajebiste. Idealne dla mojej dłoni. - Dodał, łapiąc sutek w dwa palce, żeby lekko za niego pociągnąć. - Mi też staje, jak cię widzę. To chyba lepiej nie? - Zapytał, poruszając znacząco biodrami.
    Czyżby Agustus Riveers był zazdrosny o jakąś pannę, szok.
    Dłoń, którą nadal trzymał na jej pośladku, zacisnął mocno.
    - Nie chcę o niej więcej słyszeć. - Mruknął jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dwa razy nie musiała mu tego powtarzać. Wiedział, że go prowokowala. Wjechała mu na ego. Przecież niemożliwym było to, żeby jakaś laska była od niego lepszą w te klocki.
    - Mówisz i masz. - Powiedział, ostatni raz mocno zaciskajac dłoń na jej piersi, by zaraz ponownie chwycić ją za biodra i obrócić się tak, by leżała na plecach. Alkohol jakby wywietrzal mu z głowy. Zerwał z niej majtki, szybko, mało ich przy tym nie rozgrywając by zaraz zanurzyć głowę między jej nogami. Przesunął nosem po jej kobiecości, lekko przejechał po niej językiem, drażniąc ją delikatnie, by zaraz chwycić lekko w usta jej lechtaczke i zassac ją.
    Wystarczył jeden głupi tekst o tej całej Cynthi. a on poczuł się zazdrosny i miał zamiar udowadniać jej, że jest lepszy. Do czego ona doprowadzila.

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Zdarza się :) też tak parę razy miałam :) ]

    Tylko, że Gus był zazdrosny. Pierwszy raz w życiu. Był zazdrosny i to o jakąś laskę. To mu się w głowie nie mieściło. Mimo wszystko, Vill osiągnęła swój cel i dostała to czego chciała.
    Chciał jej udowodnić, że nikt nie zrobi jej dobrze w taki sposób jak on. Że nikt nie da jej tego, co on jej da. Aż sama będzie do niego przychodziła po więcej.
    - Nie ruszaj się, bo przestanę. - Zagroził tylko, odrywając się na chwilę od swojego zajęcia. - I możesz mnie chwycić za włosy, jeśli chcesz. - Dodał, wracając do całowania, lizania i pieszczenia.
    Znów zassal jej lechtaczke. Czuł, że Villemo jest gotowa, ale chciał żeby sama poprosiła go o to, by w końcu z nią wszedł. Droczyl się z nią trochę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fakt, Gus raczej nie chciał słuchać o tym, po co , na co i dlaczego Vill rozstała się z Cynthia. Przeszłość nie była ważna, liczyło się to, co tu i teraz, a to teraz było o wiele przyjemniejsze.
    Gus się starał, naprawdę się starał, a jęki dziewczyny, mówiły mu, że jej się to podoba.
    Po jakimś czasie jednak, stwierdził, że wystarczy tego dobrego. Rozebrał to co miał na sobie i przesunął się wyżej, by pocałować Villemo, jednocześnie dłonią, nakierowujac swoją męskość w odpowiednie miejsce, by zaraz zdecydowanie w nią wejść. Nie spieszył się jednak, poruszał się powoli, odrywając usta od ust Vill i patrząc na jej twarz uważnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. W pierwszym momencie, faktycznie chciał ją zostawić na granicy z pełnienia, ale że miał dobre serce to tego nie zrobił.
    Poza tym, on sam musiał wziąć coś dla siebie. Jemu też się coś należało, tym bardziej, że chyba udowodnił jej, że jednak jest lepszy w tym co robił od tej całej Cytnthi. Teraz Villemo już nie mogła w to wątpić.
    Kiedy na niego spojrzała, tymi swoimi dużymi oczami, faktycznie wyglądała jak jelonek Bambi, ale nic na ten temat nie powiedział. Uśmiechnął się tylko do niej szeroko, ponownie ja całując i samemu przygryzajac jej dolną wargę.
    Poruszał powoli, ale zdecydowanie, wchodząc jak najgłębiej się dało, cały czas na nią patrząc. Chciał widzieć jej minę, a przede wszystkim moment, w którym dojdzie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gus i tak wiedział swoje. Wiedział, że podobało jej się to, co robił. Widać to było w jej ruchach, w tych cichych jekach i to wystarczyło, by skoczyło mu ego.
    Doszedł chwilę po niej, kładąc się na niej całym ciężarem swojego ciała i wtulajac twarz w jej szyję. Nie odsunął się. Przytulił się do niej, nawet z niej jeszcze nie wychodząc, ustami niemal bezwiednie całując jej szyję.
    Wiedział, że ciężko by mu było z tego rezygnować. Lubił naturalność Vill w tym co robiła i to, jak mu się oddawała, więc miał zamiar to wszystko kontynuować jak najdłużej. Tym bardziej, jeśli będzie miała zamiar tak go prowokować. Wtedy na pewno nie odejdzie, bo wciąż na nowo, będzie musiał jej udowadniać, że jest w te klocki najlepszy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gus przytulił Vill do siebie na tyle, na ile było to możliwe. Nie chciał tylko brać, chciał też dać jej coś od siebie, a wiedział, że ona potrzebuje tego w tym momencie bardziej, niż on.
    Z nią było inaczej. Przy innej już dawno, by się odsunął. Teraz, został obok niej, już drugi raz wciągu ostatniej doby.
    Całował ją nadal, kierując się w stronę jej twarzy. Lewie musnął wargami jej czoło, policzki, czubek nosa, a na sam koniec usta, by zaraz potrzeć nosem o jej nos. Ot,tak, bo mu się tak chciał.
    - Vill...- zamruczał po chwili cicho. - Zostańmy przy tym układzie, ale mam jeden warunek. Przytulaj mnie tak częściej, udawaj chociaż, że ci na mnie zależy, dobrze? - Poprosił cicho, chociaż nie wiedział skąd mu to przyszło do głowy. - I ty też się do mnie przytulaj, zawsze, nie tylko po seksie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Gus nie poprosił jej o to pod wpływem chwili. Starannie sobie to wszystko przemyślał. Chciał tego i w pewnym sensie tego potrzebował. A wiedział, bądź też domyślał się, że Villemo mu nie odmówi.
    Spojrzał jej w oczy
    - Proszę. Zgódź się. - Wyszeptał, muskając lekko jej usta. - Rób to kiedy chcesz. Przy ludziach, jak będzie sami. Od ciebie to zależy. I owszem, wolno ci to robić. - Wyjaśnił, całując ją jeszcze raz i jeszcze. - Proszę. Niczego nie byłem tak pewien jak tego. - Dodał, jeszcze raz lekko ją całując.
    Dawał jej wolną rękę. Nie narzucał swojego zdania. Sama mogła zdecydować, chociaż wolałby na pewno usłyszeć od niej odpowiedź twierdzącą.

    OdpowiedzUsuń
  14. Może i to nie było odrzucenie, ale poczuł się odrzucony. Nie miał jednak zamiaru robić o to scen. Jedna kłótnia na dzień wystarczyła.
    Podniósł się na dłoniach, powoli wysuwając się z Villemo, po czym położył się obok na plecach, patrząc w sufit.
    - Tak, możemy się tam przejść. - Zgodził się po chwili, pocierając oczy pięściami. Sam czuł się już zmęczony. - Idziemy spać? - Zapytał. - Tylko najpierw skoczę pod prysznic.

    OdpowiedzUsuń
  15. Widział o tym, że to co zaproponował było ryzykowne, lecz mimo to chciał spróbować.
    Nie miał zamiaru rezygnować z tego układu. Podobało mu się i nie sądził, by w najbliższym czasie miało się to zmienić.
    - Dobra, wiem że śmierdzę. - Powiedział, śmiejąc się cicho i siadając na łóżku. - Idę się kąpać. Ty też byś się mogła ruszyć brudasku. - Szturchnął ją palcem, po czym podniósł się z miejsca. - Jutro trzeba im powiedzieć, żeby zmienili pościel. - Rzucił jeszcze, wchodząc do łazienki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Jutro jakby coś 9-17 mam zmianę, więc będę dostępna od 6:30 gdzieś do 8:50, potem na przerwach i później dopiero po pracy]

      Usuń
  16. [ Buuuu, i zostawisz mnie samą. Brzydko :C ale jutro znów mam na popołudnie, więc do 12:00 będę dostępna :D]

    - A rano będziesz marudziła, że ci wszystko zaschło. Z resztą rób jak uważasz. - Pokręcił głową, śmiejąc się cicho. - Pewnie nawet ze dwa razy jeszcze bym to zrobił, albo zeszłoby nam do rana. - Skomentował jeszcze i już go nie było.
    Wykąpał się dość szybko, bo już się czuł zmęczony. Wytarł się tylko ręcznikiem i wrócił do pokoju.
    Do łóżka położył się zupełnie nago. Tak mu było wygodniej. Okrył ich kołdrą i sam dość szybko zasnął. Chyba ta dzisiejsza awantura tak go wyczerpała. Albo seks, chociaż pewnie dałby radę jeszcze ze dwa razy, ale bez przesady, bo mu się znudzi w końcu faktycznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. [ No wiem, wiem, jakoś to przeżyje, ale może zdążysz wrócić do jakiejś normalnej godziny :)]

    Gus nigdy nie zastanawiał się nad tym, co robił. Po prostu działał. A że układ, który zawarł z Villemo mu odpowiadał to nie myślał o tym, czy robi dobrze, czy to jest moralne i czy tak powinno to wszystko wyglądać.
    Dla niego to był tylko seks. Przecież jego serce i uczucia były bezpieczne. On się nie zakochwial, więc nawet nie widział w tym zagrożenia.
    Na pewno w jakiś sposób by jednak zareagował, gdyby któregoś dnia, blondynka jednak stwierdziła,że nie chce się w to dalej bawić. Pewnie by się wsciekl, albo wzruszył obojętnie ramionami.
    Spał w najlepsze, kiedy wstała. Był zmęczony, a ostatnio jakoś sen nie dawał mu odpowiedniej porcji wypoczynku. Gdzieś w trakcie snu, koldra zsunela mu się z łóżka pozostawiając na widoku nagiego Gusa.
    Pewnie, jeśli nic ani nikt go nie obudzi, wstanie koło południa w końcu wyspany tak, jak należy.

    OdpowiedzUsuń
  18. [ To zupełnie tak jak moja mamusia. Ona też zawsze mi tyle żarcia da, że we dwójkę nie jesteśmy w stanie tego zjeść :)]

    Gusowi coś się śniło, więc nie chciał się budzić. Szczególnie, że to był sen erotyczny, czyli taki, jaki lubił najbardziej. W tej kwestii Riveers chyba był spaczony, bo myślał o seksie, gadał głównie o seksie, uprawiał seks i jeszcze o nim śnił.
    Kiedy dochodził już w tych swoich sennych marzeniach do wielkiego finału, usłyszał dźwięk upadajacego telefonu. Obudził się zaraz siadając na łóżku i nie bardzo wiedząc co się dzieje. Dostrzegł Villemo siedzącą na kanapie.
    - Co jest?- Zapytał zaspanym głosem. - Atak bombowy, czy jak?

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Nie no ja mam akurat teściową marzenie:)lubi mnie o dziwo :)]

    Gus spojrzał na Villemo nadal zaspany. Zaskoczył go jej ton, jakby chciała się na nim wyżyć. On sam nie miał humoru, więc burknal coś pod nosem i ponownie położył się na łóżku.
    - To przestań halasowac. Chce spać. - Odpowiedział jej, wtulajac się w poduszkę. - I nie, nie wstaję jeszcze, jest za wczesnie. - Dodał jeszcze, ponownie zamykając oczy. Nie chciało mu się znosić jej humorów.

    OdpowiedzUsuń
  20. Gus westchnął cicho, przekręcił się na plecy i otworzył oczy, by zaraz spojrzeć na siedzącą obok Villemo.
    Nie przejmował się kompletnie tym, że jest nagi. Przecież już go tak widziała, sieć nie powinno być problemu.
    - Już jedenasta? A czuję się jakby był środek nocy. - Wymruczal. - A po co ma do mnie dzwonić? Żebym go znów zjebał? Proszę bardzo, niech dziwni. - Dodał jeszcze, przecierajac zaspane oczy, żeby się dobudzic.
    - Pamiętam, pójdziemy. Daj mi tylko chwile, dobra?- Poprosił. - Wszystko mnie boli, a szczególnie głowa. Kawy bym się napił, skolujesz coś?- Poprosił jeszcze, siadając na łóżku.

    OdpowiedzUsuń
  21. Gus spojrzał na Villemo i zaczął się śmiać. Ona borila, wkurzała Petera, a on miał po niej sprzątać. Zabawne. Aż pokręcił głową z dezaprobatą. O dziwo, miał dobry humor.
    - Dobra, ustawie go do pionu jak zadzwoni. - Obiecał jej i spojrzał na potluczony telefon. - Skoczymy jeszcze do serwisu, może ci go naprawią. - Dodał po chwili. Tekstu o piciu nie skomentował. Nie chciał się kłócić.
    Kiedy zadzwonił telefon, wygramolil się łóżka i chwycił swoją komórkę. Zanim jednak odebrał spojrzał na villemo.
    - Jesteś aniołem.- Powiedział. - Riveers słucham.
    Kolejne piętnaście minut minęło mu na słuchaniu tego, jakie to problemy będzie miał przez niego zespół. Peter płynnie przeszedł też do skażenia się na Vill, ale tu Gus zazarcie jej bronił. Zakazu mężczyźnie obrażania blondynki po czym się rozłączył
    . Ubrał się też w końcu, ale tylko w bokserki.

    OdpowiedzUsuń
  22. Gus sam miał ochotę rzucić telefonem o ścianę po rozmowie z Peterem, ale się powstrzymał. Szkoda mu było jego nowego smartfona, poza tym wtedy już całkowicie stracilby kontakt że światem, a do tego nie chciał dopuścić.
    W oczekiwaniu na swoją kawę nawet się ubrał w całości, bo przecież i tak mieli za chwilę wychodzić.
    - Dzięki. - Mruknął tylko w odpowiedzi, pochylajac się nad dzbankiem z kawą i wdychajac jej zapach. Już samo to go otrzezwilo. - to co idziemy oglądać wieże czy coś jeszcze?- Zapytał Villemo, spoglądając na nią i jednocześnie nalewajac sobie kawy do kubka.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa.
    - Wynagrodzę ci to, ale wieczorem, bo jak teraz się za to wezmę to znów nigdzie nie wyjdziemy. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem na ustach. - A coś czuję, że za to jak ci się odwdzięczę będziesz mi nosiła kawę codziennie. - Spojrzał na nią uważniej. - Asystentka to dobry pomysł. Chcesz nią zostać?- Zapytał poważnie.
    Gus nie potrzebował żadnej asystentki, ale jeśli już ktoś miałby za nim latać cały czas to wolałby żeby to była Vill.
    - Co gadał? To co zwykle, że doprowadzasz go do szału, że nie umiesz się zorganizować i dowieźć mnie na miejsce na czas.- Zaczął wymieniać. - Jednak nie masz się co martwić, Peter wie, że nie wolno mu nigdy więcej tak do ciebie mówić. Dostał ode mnie szczegółowe wytyczne.

    OdpowiedzUsuń
  24. - Wiem, ja też żartowałem. - Odpowiedział jej krótko. - Poza tym, nie potrzebuje asystentki. Sam sobie świetnie radzę. - Dodał jeszcze po chwili, chociaż doskonaleda, że to nie jest prawda. Przydałby mi się ktoś taki, kto pilnował by jego terminów i jego samego też.
    - Jeśli tak powie to masz mi o tym powiedzieć. - Odezwał się wyraźnie zły, że Peter w taki sposób mógłby sobie to wszystko tłumaczyć. - Wtedy sobie z nim trochę inaczej porozmawiam.- Dodał jeszcze.
    Niechciane by ktokolwiek z ekipy wiedział co go łączyło z Villemo. To była tylko ich sprawa. Wyłącznie ich.

    OdpowiedzUsuń
  25. Owszem, nie radził sobie, jednak przecież musiał wmawiać wszystkim dookoła, że jest inaczej. Augustus Riveers nie przyznawał się do własnych słabości.
    Spojrzał na Villemo. I tak domyślał się, że nic mu nie powie. Nie mieli przecież tego w swojej umowie. Może i Gus by się tym zainteresował, ale ona sama nie wykazywała ku temu inicjatywy.
    - To co? -Zapytał po chwili. - Idziemy na to zwiedzanie? - Podniósł się z kanapy, poprawiając na sobie spodnie i podkoszulek oraz trochę mierzwiąc włosy. Lubił ten swój artystyczny nieład na głowie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Gus przyglądał się przez chwilę Villemo. Widział, że coś się działo, ale jakoś nie chciał o to pytać.
    Pewnie i tak by mu nie powiedziała, albo zaczęła by się złościć, albo zaczęłaby kręcić.
    Sam też narzucił na siebie bluzę i ruszył w stronę drzwi, otwierając je przed Vill.
    - Wypadałoby iść na jakieś śniadanie w sumie. - Odezwał się w drodze do windy. - Nic jeszcze dziś nie jedliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Dobra, to co do koncertu przeskakujemy?]

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Dobra to niech jeszcze idą na wieżę :D]

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Ooo dobre :) jeszcze jakiś koło zrobi im zdjęcie, jak Gus ja obejmuje czy coś. :) albo jak ja całuję i afera na pół świata:) no niech będzie szczęśliwa przez jakiś czas jeszcze, bo później wprowadzamy armageddon]

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Okey, spoko ja jutro na 13:00 idę więc od rana będę dostępna :D]

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Oj biedna, aż tak źle dzisiaj?]

    Gus chodził za Villemo, pozwalając ciągać się po Paryżu, a teraz słuchał jej marudzenia na temat tego, jaka to ta wieża nie jest brzydka.
    Zaśmiał się tylko i westchnął ciężko.
    - Przecież widzę, że ci się podoba. - Mruknął, wyciągając ręce z kieszeni, by zaraz sięgnąć po telefon. - Dobra, jedno zdjęcie ci zrobię, a drugie zrobimy sobie razem, co? - Zaproponował po chwili. - No dawaj Bambi, pozuj. - Krzyknął jej jeszcze, w ogóle nie zwracając uwagi na to, co się działo dookoła. Miał dobry humor i nawet marudzenie Villemo nie mogło tego zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Jeszcze pewnie średnia wieku 30 lub 40+ :/ eh masakra, co te chłopy mają we łbach. ]

    - Przestań marudzić, tylko stań prosto, bo jak nie to zaraz podejdę i cię przytrzymał. - Zagroził, przyglądając jej się przez chwilę.
    Podszedł do niej, bo nie chciał się drzeć na pół placu. - A tak ostatnio mi to wpadło do głowy. - Zaśmiał się cicho. - Wyglądasz jak Bambi. Masz takie wielkie oczy, ale bardzo ładne. - Dodał jeszcze, po czym szybko zrobił jej zdjęcie z zaskoczenia. - A teraz chodź tu. Muszę mieć pamiątkę. - Złapał Villemo w pasie i przyciągnął do siebie. Poprosił innego turystę o zrobienie zdjęcia. Wyszło całkiem fajnie, szczególnie, że w trakcie jego ramienia, trzymał blondynkę mocno, przy okazji kradnąc jej buziaka w policzek.

    OdpowiedzUsuń
  33. - Podziękowałabyś za komplement, a nie na mnie burczysz. - Powiedział, śmiejąc się cicho. Zabrał jej zaraz telefon, żeby go przypadkiem nie skasowała. To co miał w telefonie to była tylko i wyłącznie jego sprawa. - Żadnego kasowania! - Niemal krzyknął śmiejąc się cicho.
    Zrobił to, co zrobił. Kompletnie się nad tym nie zastanawiając. Miał na to ochotę, a że był Gusem to od razu wcielał swoje plany w życie. Czy Villemo się to podobało, czy nie.
    - Z rąsi? Żeby mi pół twarzy było widać? - Zaśmiał się cicho, odsuwając się trochę i robiąc zdjęcie wieży. - Nie musiał rozumieć, ważne że wiedział co robi. - Przejrzał te fotki, które już miał. - A zdjęcie jest urocze. - Zaśmiał się cicho, przyglądając mu się uważniej.

    OdpowiedzUsuń
  34. - Przecież wiesz, że nie jestem, administratorem tej strony. A jakoś nie mam ochoty przesyłać temu komuś zdjęć ze swojego prywatnego telefonu. - Odpowiedział jej, chociaż się nie uśmiechnął. Nie lubił, kiedy z niego kpiła. - Nie jestem słodziutki! Ani tym bardziej uroczy! Uwłaczasz mojemu ego. - Odezwał się po chwili, lewie kryjąc oburzenie. - Nie chcę zdjęć. - Wymruczał, dając się ustawić na tle wieży i zasłaniając dłonią twarz. - Daj spokój. Chodźmy już stąd. - Zaczynał powoli marudzić. Nigdy nie lubił, kiedy go fotografowano. Czy to z ukrycia, czy na jakiejś ustawionej sesji.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Bo ty jesteś fotogeniczna, a ja nie. - Odpowiedział jej szczerząc się głupio i cofając się do tyłu. Zrobił to jednak zbyt wolno. Udało jej się go dorwać. Stanął więc bok niej, obejmując ją mocno ramieniem i głupio szczerząc się do aparatu. Zaczął się śmiać, kiedy zobaczył efekt ich pracy. - Jak nic to zdjęcie wyląduje na tapecie. - Zaśmiał się cicho, zabierając Villemo swój telefon, żeby przypadkiem do głowy jej nie przyszło go usuwać.
    - Gus! - Usłyszał za sobą piskliwy głos. - To twoja nowa dziewczyna? Od kiedy się znacie? Jak myślisz, co na to fanki? - Pytania usłyszał szybciej, dopiero potem dostrzegł niską dziewczynę, idącą w jego stronę z dyktafonem w dłoni.
    - Kurwa mać! - Wyrwało mu się.

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Nie przejmuj się opiszesz jak będziesz miała chwilę :)]

    OdpowiedzUsuń
  37. - To, że robią mi sesje. nie znaczy, że je lubię. - Odpowiedział jej. Bo taka była prawda. Nic nie wkurzało go bardziej, niż pozowanie i robienie z siebie pajaca przez kilka godzin.
    A zdjecievi tak sobie ustawi na tapecie, czy Vill to pochwalała, czy nie. Jemu się podobało, a do jego telefonu mało kto miał dostęp.
    Wziął głębszy oddech, zanim spojrzał na dziennikarke. Nienawidził ich zawsze pojawiali się tak nagle e najmniej oczekiwanym momencie. Gus był wdzięczny Villemo, że jakoś wybrnela z sytuacji i zantowal sobie w głowie, że później jej podziękować.
    - Nie ma za co - krzyknął za nią. - Do zobaczenia na koncercie. - Dodał jeszcze, po czym z uroczym uśmiechem na ustach spojrzał na dziennikarke.
    - Jak widać to jedna z moich fanek. Nie mam dziewczyny i na razie nie zamierzam tego zmieniać. - Postanowił odpowiedzieć jej na pytania, które zadała. Musiał ukrywać to co łączyło go z Villemo, albo to co zaczynał czuć w stosunku do niej. - Moje fanki mogą czuć się bezpieczne. Serce nadal mam wolne. - Dodał jeszcze. - A teraz, proszę mi wybaczyć, muszę przygotować się na wylot do Londynu. Koncert.- Wsadził dłonie do kieszeni i ruszył przed siebie. Miał nadzieję, że uda mu się gdzieś znaleźć Villemo.

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie musiał się zbytnio tłumaczyć. Kobietą, która z nim rozmawiała nie była chyba zbyt dobra dziennikarka skoro nie zarejestrowała faktu, że Gusa tak naprawdę nie powinno tutaj być. Że od dwóch dni powinien był siedzieć e Londynie i przygotowywać się do koncertu.
    Całe szczęście, szybko mu odpuściła i sobie poszła, a Riveers ruszył na poszukiwania Villemo.
    Znalazł ja po jakichś piętnastu minutach na jednej z laleczek.
    - Wracajmy lepiej do hotelu.- Odezwał się w końcu, chowając dłonie do kieszeni.

    OdpowiedzUsuń
  39. Gus nie zauważył, że ktoś za nim idzie. Już i tak był wystarczająco zły na to, że go rozpoznano. Tego chyba najbardziej nienawidził. Dziennikarzy, którzy wciskali nos w nieswoje sprawy.
    Ukrywanie tego co ich łączyło było prostsze. Po co ktokolwiek miał wiedzieć, że coś ich łączy? To była tylko i wyłącznie ich sprawa, a Augustus należał do tego typu ludzi, którzy woleli by chronić swoją prywatność. Swoją i Villemo przede wszystkim.
    Podszedł do blondynki i objął ją ramieniem.
    - Co?- Zapytał, ruszając powoli w stronę hotelu. Drażniła go trochę tymi swoimi zdaniami, których nie kończyła. Zatrzymał się na chwilę, stając przed nią i zrobił pierwszą rzecz, na którą miał ochotę, nie zważając na otaczających ich ludzi. Pocałował ją, ale nie w policzek. W usta, tak całkowicie na serio, chwytając ja w talii i przyciągając do siebie. Jakby czytał jej w myślach.

    OdpowiedzUsuń
  40. W tym momencie Gusa nie obchodziło kompletnie nic, oprócz tego, że teraz całował Vill. Chciał to zrobić, więc to zrobił.
    Przyciągnął ja jeszcze bliżej siebie i skorzystał z tego, że otworzyła usta, zaraz zaatakował jej język swoim własnym.
    W tym momencie i on był szczęśliwy, na tyle na ile potrafił. Nie odetchnęła go, nie zaczęła mu wymyślać, że całuje go na środku ulicy, tylko po prostu oddała pocałunek.
    Po jakimś czasie, Gus oderwał usta, od ust Vill. Uniósł głowę, by spojrzeć jej w oczy i ogarnął wolną dłonią, włosy z jej policzka.
    - Wracamy?- Zapytał cicho, jeszcze raz ja całując. Tym razem krócej. Bardziej...czule.

    OdpowiedzUsuń
  41. Gus pewnie i przedłużył by to wszystko, jednak gdzieś po drodze zrezygnował. W sumie Vill nie bardzo była chętna do poszerzenia ich układu i jakoś nie bardzo chciał sam to wszystko inicjowac, żeby potem nie awanturowala się o to, że zrobił coś, czego nie powinien.
    Ruszył więc przed siebie , mając ochotę ją przytulić, objąć czy zrobić cokolwiek innego, ale się powstrzymał, a żeby go nie korciło wsadził sobie ręce do kieszeni.
    - Tak, masz rację. Szkoda, że musimy wracać już jutro.- Odpowiedział jej po chwili. - Chętnie bym sobie zrobił jakieś dłuższe wakacje w fajnym miejscu, gdzie nikt by mnie nie znał. Może po Londynie właśnie tak zrobię.- Zamyslil się na chwilę, co w gruncie rzeczy to nie był zły pomysł. Odpoczął by od wszystkiego i od wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  42. Prawda była taka, że zaczęli wszystko od dupy strony, ale może faktycznie, tak było łatwiej i prościej. Bez uczuć, bez zbędnych zawirowań. Czysty seks.
    Tylko Gusowi zaczynało brakować neutralnych tematów do rozmów. A chciał z Villemo rozmawiać.
    Propozycji poszerzenia ich układu już pewnie nie ponowi. Odmówiła mu dwa razy, więc sytuacja była dla niego jasna. Nie chciała tego, a Riveers prosić się nie miał zamiaru.
    - Ty to potrafisz człowieka jednym słowem sprowadzić na ziemię. - Stwierdził, śmiejąc się cicho. - W każdym razie i tak wyjeżdżam w trakcie urlopu. Czas się odesparowac od wszystkiego i od wszystkich.- Dodał jeszcze, głębiej wciskając dłonie w kieszenie, bo nadal swiezbilo go żeby ją złapać za rękę.

    OdpowiedzUsuń
  43. Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa i spojrzał na Villemo.
    - Chyba faktycznie muszę pomyśleć o tej asystentce.- Powiedział po chwili. - Ktoś musi zacząć mi pilnować terminów, koncertów i ogólnie mnie ogarniać.- Zaśmiał się cicho.
    Gus zawsze gdzieś jeździł, kiedy tylko miał urlop. Nie lubił wracać w te same miejsca, bo zawsze lubił zmieniać miejsce swojego pobytu.
    - - Zabiorę cię że sobą. - Stwierdził po chwili.
    W sumie teraz wpadło mu to do głowy. Skoro nadal mieli, by tkwić w tym układzie, to musiał ją zabrać ze sobą, żeby słowa dotrzymać i mieć z kim spędzać czas. W końcu obiecał, że będzie jej wierny.

    OdpowiedzUsuń
  44. I znów, po raz kolejny mu odmówiła. Stwierdził, że od tej pory niczego więcej jej proponował nie będzie, bo be zastanowienia wręcz mu odmawiała. Nawet nie przemyślała sprawy, tylko od razu walnęła tym swoim "nie".
    Spojrzał na nią tylko kątem oka, po czym wzruszył ramionami.
    - Jak chcesz. - Mruknął w odpowiedzi, nieco wydluzajac swój krok. Chciał już być w hotelu i najlepiej położyć się spać.
    Skoro ona tak stawiała sprawę, on nie miał zamiaru drążyć tematu, tylko żeby potem nie marudziła, że złamał dane jej słowo. A z resztą, czym on się przejmował?

    OdpowiedzUsuń
  45. Fakt, na pewno sporo chętnych znalazło by się na to miejsce i Gus miał tego świadomość. Kobiety wręcz do niego lgnely, ale tak naprawdę, żadna nie zaproponowała mu tego, co Vill.
    Poza tym, wolał skakać z kwiatka na kwiatek, jak taka pszczółka w poszukiwaniu coraz to lepszych okazów.
    Teraz,na chwilę się zatrzymał, jednak kto wiedział, jak długo wytrzyma w obecnej sytuacji.
    Augustus coś czuł, że po powrocie do Londynu coś się między nimi zmieni, że ich kontakty się rozluźnia, ale jakoś się o to nie martwił.
    - Co ty chcesz od Mona Lisy?- Zapytał. - Fajna z niej babka była. Ładny uśmiech miała. - Zaśmiał się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  46. - Nie znasz się na sztuce. Tyle ci powiem. - Skwitował.
    Gusowi akurat Mona Lisa się podobała i potrafił zrozumieć, czemu Villemo tak bardzo krytykowała ten obraz.
    Kiedy stwierdziła, że jest jej zimno, westchnął cicho i zdjął z siebie swoją bluzę.
    - Masz. - Podał jej ją. - Mi jest ciepło. - Dodał jeszcze. - W ogóle straszny z ciebie zmarźlak jest, wiesz o tym? - Zapytał. - Zmarźlak i maruda.

    OdpowiedzUsuń
  47. - Dobra, dobra. Ty to jesteś czasami za bardzo pewna siebie. - Powiedział, śmiejąc się cicho. - Aż dziwne, że jeszcze nie pękłaś od tej swojej dumy z samej siebie. - Dodał jeszcze.
    Widział, że się starała, ale widział też, że coś jest nie tak.
    - Nic mi nie będzie. Mnie się choroby nie trzymają, ale ciebie na pewno tak. - Odezwał się po chwili. - Więc chodźmy już lepiej do tego hotelu. Załatwię ci jakąś aspirynę i bez protestów kładziesz się do łóżka. - Dodał jeszcze, przyjmując nieco władczy ton.

    OdpowiedzUsuń
  48. [ Dobranoc :* jutro jak coś 9-17 jestem w pracy :) ]

    Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa.
    - Od razu narcyz. Po prostu znam swoją wartość. - powiedział. - A tak chyba powinno być, prawda?- Zapytał, chociaż odpowiedzi nie oczekiwał.
    Vill miała dużo racji w tym co powiedziała. Gus często był zapatrzony w siebie, nie patrząc na ludzi dookoła. Liczyło się to, czego on chciał, a reszta schodziła na boczny tor.
    - No to aspiryna będzie jak znalazł na ból głowy. - Odezwał się po chwili, by zaraz zacząć się śmiać. - wcale nie chciałem cię ciągnąć do łóżka. Za kogo ty mnie masz. No. Wiem. - Dodał, z udawanym oburzeniem.- Ja tu się chce o nią zatroszczyc, a ta mi że zbereznikiem jakimś wyjeżdża.

    OdpowiedzUsuń
  49. Zaczął się śmiać, patrząc na blondynkę.
    - Bo też masz w sobie coś z narcyza. - Odpowiedział jej. - Auć! - Mruknął, pocierając sobie bok, w który go szturchnęła i udając, że go to zabolało. - Nie jestem zbereźnikiem. Nawet przez myśl mi nie przemknęło, żeby cię dzisiaj ciągnąć do łóżka. - Dodał jeszcze.
    I tak myślał. Vill potrafiła nieźle maskować swoje faktyczne samopoczucie. Po Gusie z kolei było widać wszystkie targające nim emocje.
    - Także aspiryna i do łóżka. Bez dyskusji. - Odezwał się po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  50. - Dzięki za podsuniecie pomysłu. - Zaśmiał się cicho. - Pozwe cię i zażądam zapłaty za zniewawge w naturze. W życiu się nie wyplacisz i do końca swoich dni będziesz na mnie skazana. - Teraz już zaczął się śmiać. Humor, który stracił po spotkaniu z dziennikarką wrócił do niego teraz ponownie.
    Zaraz jednak otworzył szerzej oczy z zaskoczenia, a uśmiech zniknął z jego twarzy. Przyglądał się Villemo z lekko rozchylonymi ustami.
    - Vill...- szepnął cicho. - I kto z naszej dwójki jest większym zbereźnikiem?- Zapytał.
    Prowokowala go i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. A jemu się to podobało.
    Przesunął się do niej bliżej, objął ramieniem i nachylil nad jej uchem.
    - Rób tak dalej, a przelece cię na środku ulicy. - Powiedział cicho.- Albo zrobię ci dobrze ustami i zostawię, zanim będziesz mogła dojść.- Wyszeptal jeszcze, po czym zamilkł na chwilę- Albo wiesz, zmieniłem zdanie. - Odezwał się po jakimś czasie.- Nie zrobię nic. Wytrzymam. - Dodał na koniec.
    Chociaż wiedział, że i tak pewnie dopadnie ją w hotelowej windzie, zatrzymując ją między pietrami.

    OdpowiedzUsuń
  51. Zaśmiał się cicho.
    - A co to za skakanie na ciebie, skoro w ramach kary będę mógł cię wykorzystywać ile mi się żywnie podoba?- Zapytał, ledwie opanowujac śmiech. - Przecież to dla mnie biedzie raj na ziemii. - Dodał jeszcze.
    Miała rację. Nie wytrzymałby. Villemo miała w sobie coś takiego, co na niego działało. Wystarczyłoby jedno spojrzenie i byłby jej. W tym względzie, miała przewagę nad innymi.
    - Wytrzymam. - Szepnął cicho, zanim się nie zatrzymali, i zanim go nie pocałowała.
    Nie wytrzymał. Za dobrze go znała. Przyciągnął ją do siebie bliżej, kładąc dłonie na jej posladkach i odwzajemnil pocałunek. Co z tego, że byli na środku chodnika, że inni mogli na nich patrzeć, albo że znów przypaletalby się do nich jakiś dziennikarz? Oni się liczyli.
    - Co ty że mną robisz?- Wymruczal w jej usta,przerywając na chwilę pocałunek.

    OdpowiedzUsuń
  52. Vill robiła właśnie bardzo dużo. Nie zdawała sobie z tego sprawy, ale może to i dobrze, bo inaczej zaczęłaby to wykorzystywać przeciwko niemu.
    Gus nigdy wcześniej nie spał dwa razy z jedną dziewczyną, bo żadna tak naprawdę nie potrafiła zatrzymać go przy sobie. Jej się udało.
    - Robisz, tylko chyba o tym nie wiesz. - Powiedział cicho, niezbyt chętnie się od niej odrywając. Ale złapał ją za rękę i ruszył przed siebie.
    Łączył ich niby tylko seks, ale Gus i tak przekraczał ustalone granice, bo tak chciał, bo miał na to ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  53. Przysiadłam siebie przecież, że więcej jej nie dotknie, nie przytuli, nie złapię za rękę czy nie pocałuje, ale on tak nie potrafił. Akurat w tej kwestii nie miał pojęcia, jak być konsekwentnym i nie dotykać Vill, poza seksem oczywiście. Chciał jej dotykać, więc to robił.
    Teraz też chciał ja trzymać za rękę, więc to zrobił.
    Pewnie, gdyby ją zabrała to bylby zły, ale nie potrafiłbym jej wyjaśnić, czemu tak właściwie by się złościł.
    - Jezu, jaki jestem głodny. - Mruknął po chwili, kiedy wchodzili już na recepcje w hotelu. - Będzie trzeba coś zamówić, bo nie będę miał siły.- Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  54. Gus nic nie powiedział, kiedy zabrała rękę, ale od razu poszedł na recepcji żeby za jakieś pół godziny podrzuciła mu jakiś obiad na górę. Był głodny, zdecydował się na cokolwiek co mieli w menu byleby było tego dużo. Poinformowano go też ,że pod ich nieobecność posprzstali w pokoju o zmienili pościel.
    Poszedł więc do wind i dostrzegł stojąca przy jednej Villemo.
    - A ty zamiast jechać na górę to na mnie czekasz? - Zapytał śmiejąc się cicho.- Jak to miło z twojej strony.- Dodał jeszcze, przypominając sobie o czym myślał kilka minut temu.
    Windą podjechała i nikogo w niej nie było . Gus miał szanse wcielić swój plan w życie.

    OdpowiedzUsuń
  55. Gus wsiadł zaraz za Villemo do windy i wcisnął odpowiedni guzik ich piętra. Widział, że dziewczyną jest zmęczona, więc nawet niczego nie próbował.
    On w sumie był też głodny, więc nic innego mu w głowie nie było.
    - Ta się nie zatrzyma. Mamy tylko kilka pięter do przejechania. - powiedział. - Tak czułem, że to rozciecie wymaga szycia i to jak najszybszego, żeby nie dało się jakiekolwiek zakażenie.- Dodał jeszcze.
    Rozmawiali normalnie, to było dla niego dziwne. I Gus ciekaw był jak długo ten stan rzeczy się utrzyma między nimi. Pewnie do pierwszego głupiego zdania, które padnie z jego ust.

    OdpowiedzUsuń
  56. Spojrzał na Vill śmiejąc się cicho.
    - Wiem, jak można taką winde zatrzymać, nie martw się. - Odpowiedział jej. - Pewnie bym ją zatrzymał i uruchomił ponownie jak już bym miał na to ochotę, ale że jestem głodny to nie będziemy się tak bawić.- Dodał jeszcze z rozbawieniem.
    Faktycznie, już dawno powinna być w szpitalu, żeby jej tą rękę zszyli. Nie powiedziała jednak ani słowa przez te kilka dni, nawet minimalnie nie zaczęła marudzić.
    - Dobra, zmiana planów. - odezwał się po chwili, patrząc na nią uważnie. - Zjemy coś, odpoczniesz i znajdziemy najbliższy szpital, żeby ktoś się porządnie zajął ta ręka.- Powiedział. - Skoro kilka ostatnich dni to ty pilnowalas mnie, to teraz zamienimy się miejscami. I nawet nie próbuj się sprzeciwiać, bo zaniosę cię tam siłą. - Zazartowal

    OdpowiedzUsuń
  57. Gus z kolei zawsze narzekał na wszystko. Lubił marudzić, bo wiedział, że wtedy jest w centrum zainteresowania i wszyscy się o niego martwią i troszczą.
    Kiedy jednak w jego towarzystwie ktoś na coś narzekał, udawał że nie słyszy, albo że po prostu mało go to obchodzi.
    Teraz było trochę inaczej.
    - Dałbym sobie radę z francuskim.- Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Ale jak uważasz. Żeby potem nie było, że nie chciałem ci pomóc. - Dodał jeszcze, zaraz idąc otworzyć drzwi, bo przywieziono im obiad.

    OdpowiedzUsuń
  58. [ Wybacz, jestem u narzeczonego w szpitalu właśnie, ale zaraz wracam ]

    Zaśmiał się cicho.
    - Tak, sama się o tym przekonałaś, nie?- Zapytał śmiejąc się cicho i patrząc na nią uważniej.
    Odebrał obiad od dziewczyny, ledwie na nią zerkając po czym podszedł do łóżka i położył się obok Villemo.
    - Powinnaś coś zjeść.- Mruknął. - Przecież od śniadania noc nie miałaś w ustach. - Dodał z nagana w głosie.

    OdpowiedzUsuń
  59. [ Spoczko. :D Wiesz jak to jest jak chłopu nic jest, a uważa że umiera nie :d]

    Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa. Vill zawsze miała odpowiedź na to, co powiedział. Zawsze musiała mieć ostatnie zdanie. Dosłownie w każdym temacie.
    - Vill, nie drażnij mnie. - Powiedział, ujmując ją pod brodę, by na niego spojrzała. - Makaroniki nie są posiłkiem. To tylko przegryzka. Powinnaś zjeść coś ciepłego, no już. - Dodał jeszcze. - Tak jestem głodny, ale przejmuję się również tobą. Czy ci się to podoba, czy nie. - Mruknął, kompletnie szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  60. [ Okey, nie ma problemu. :) Ja jutro do 17 w pracy, później szpital. Jak coś też postaram się co jakiś czas odpisywać z telefonu. ]

    Nie lubił, kiedy do niej mówił, a ona gapiła się w sufit, dlatego zmusił ją do spojrzenia sobie w oczy. Chciał wiedzieć, że go słucha, a nie myśli o niebieskich migdałach. To było mało przyjemne.
    Zmarszczył brwi, słysząc jej słowa.
    - Wim, że nie muszę, ale chcę. - Powiedział cicho. - I wcale nie mam cię w dupie. To ty mnie do siebie nie dopuszczasz, a z resztą nie będę się tłumaczył. - Dodał jeszcze.
    Podniósł się z łóżka i wrócił na kanapę, żeby zjeść obiad. Może i wcześniej miał ją w nosie, może nie za bardzo się nią przejmował, ale coś mu się we łbie poprzestawiało i teraz było inaczej.
    Wiedział, że to przez ten układ i przez to przytulanie się po seksie. On sam nie miał pojęcia co się z nim dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  61. [ A jak myślisz? :d Właśnie przez te dziwne myśli i zachowania mu się odwidzi i będzie rżnął co popadnie, byle odpędzić od siebie uczucia. :D Przecież się nie przyzna, że ją lubi, nie? Spokojnie, ja mam plan. :D]

    Nic jej nie powiedział. Zajął się jedzeniem po prostu. Musiał się pozbyć tych wszystkich dziwnych odruchów i dążenia do zażyłości. Ona tego nie chciała i on też tego nie chciał.
    Jadł powoli, nawet bardzo powoli. Byleby się do niej nie odzywać. Byleby na nią nie patrzeć.
    Dopiero, kiedy talerz był pusty i kiedy odsunął go od siebie, spojrzał na nią uważniej.
    - Umowa nie zakładała też czułości po seksie, więc od tej pory i to odpada. - Odezwał się w końcu.
    Nie miał zamiaru robić więcej ponad to, co sobie ustalili. Tylko seks. Bez przytulania, bez całowania i bez tego, co było, gdy byli na spacerze. Finito.

    OdpowiedzUsuń
  62. [ Pewnie szybko mu się odwidzi. Potem zrozumie, że ją lubi trochę za bardzo i jeszcze bardziej będzie się starał żeby mu się odwidziało :D]

    Już miał jej powiedzieć, że sama chciała się przytulać po seksie, ale ugryzł się w język. Nie chciało mu się z nią kłócić. Był zmęczony.
    Obżarł się jak dzika świnia i teraz chętnie by się zdrzemnął, ale jakoś nie miał ochoty kłaść się obok niej na łóżku, więc rozłożył się wygodniej na kanapie, wkładając sobie ręce pod głowę.
    Przymknął na chwilę oczy. Dziwił się, że tak szybko doszli z punktu, w którym całowali się na środku ulicy, do miejsca, w którym byli teraz.
    Byli popieprzeni. Cała ta relacja, która ich łączyła była popieprzona.

    OdpowiedzUsuń
  63. [ Jak nic go zabije, chociaż pewnie początkowo będzie udawał, że go to nic nie obchodzi. :D też uciekam, bo rano się nie podniosę. Jutro standardowo 9-17,poodpisuję reszcie i też idę nynać. Dobranoc :)]

    Tak, obraził się. Nie wiedział przecież, czego konkretnie ona od niego chce. Raz mówiła jedno, potem robiła drugie, a trzecie pewnie sobie myślała.
    Kobiety. Nigdy nie potrafiły mówić wprost o co chodzi. A on tego nienawidził. Do niego docierały tylko proste komunikaty, a nie jakieś zawiłe, ukryte za milionem aluzji, prośby. Wściekał się wtedy tylko bardziej.
    Ledwo zamknął oczy, a już usłyszał jej głos. Początkowo miał to zignorować, jednak ton w jakim wypowiedziała jego imię, sprawił że usiadł, po czym zaraz do niej podszedł.
    Nie wyglądała dobrze. Dotknął jej czoła. Była rozpalona. A kiedy spojrzał na jej ranę, aż syknął. Nie mógł jej tak zostawić.
    Doskoczył do telefonu i zaraz zamówił taksówkę. Musieli jechać do szpitala. Innej opcji nie był.
    - Vill...- powiedział cicho, podchodząc do niej. - Jedziemy. Nie można zwlekać. Taksówka już jedzie. - Dodał. Chciał pomóc jej wstać, ale nie wiedział, czy byłaby w stanie sama iść. Wsadził więc dłoń pod jej kolana. - Obejmij mnie za szyję. - Mruknął jeszcze.
    Nie życzyła sobie troski z jego strony, ale w tym momencie musiał jej pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  64. [ Jak za nic. Będzie się kręcił koło Villemo, a to już zbrodnia :D]

    Gusa w tym momencie mało interesowało to, że Vill chce spać. Nie miał zamiaru czekać, aż zrobi się jeszcze gorzej.
    Jak na dłoni było widać, że ręka się nie goi tak jak powinna. Że być może wdało się jakieś zakażenie. Potrzebna u była pomoc lekarza. I tylko jego. Musieli ją z szyć.
    - Będziesz spała, jak wrócimy ze szpitala. - Powiedział tylko, kompletnie nie przejmując się tym, że próbowała go odepchnąć. Chwycił koc, okrył ją nim, żeby jej było cieplej, po czym wziął ją na ręce.
    Najwyżej jeśli się nie przytrzyma to spadnie. - I jedziemy do szpitala, czy ci się to podoba, czy nie. - Mruknął, po czym już z Villemo na rękach doszedł do drzwi. Z trudem je otworzył i poczłapał do windy. Na szczęście przyjechała dużo szybciej, niż poprzednio.

    OdpowiedzUsuń
  65. [ I pewnie będzie miała okazję mu nagadać, bo Gus zrobi kolesiowi piekło. Vill jest jego, chociaż jej nie chce Haha :D]

    Gus tylko prychnął, słysząc jej słowa. Naprawdę potrafiła czasami go zaskoczyć. Była niesamowita. Rana była pewnie zakazona, a ona marudziła, że nie chce jechać do szpitala. Jego akurat w tym momencie nie interesowało to, czego chcę Villemo. Ważniejsze było jej zdrowie.
    - Nie przejmuj się butami. - Mruknął, siadając do windy i wciskając guzik parteru. - To najmniej istotna kwestia w tym momencie.- Dodał jeszcze.
    Kiedy windą się zatrzymała, Gus wyleciał z niej niemal jak z procy i wyszedł przed hotel. Taksowka już czekała, więc zaraz otworzył drzwi i ostrożnie ułożył Villemo na tylnym siedzeniu, siadając obok niej.
    Jakimś cudem, udało mu się porozumieć z kierowcą, na temat tego gdzie chcą jechać. A może po prostu facet widział w jakim stanie jest Villemo i sam się połapał.

    OdpowiedzUsuń
  66. [ Haha sam nie weźmie, ale drugiemu nie da:) ale może coś wtedy do niego dotrze, chociaż wątpię]

    Tak Gus miał zamiar nosić Villemo przez cały czas. Była tak osłabiona, że raczej nie dałaby rady zrobić choćby jednego kroku.
    Miał zamiar się o nią zatroszczyc, czy jej się to podobało, czy też nie.
    Kiedy powiedziała, że jest jej zimno, automatycznie objął ją ramieniem, przyciągając do siebie i gladzac bezwiednie jej ramię.
    - Cieplej?- Zapytał po chwili.
    Mało interesowało go teraz to, czy jej się to podoba, czy nie. Czy było to zawarte w ich układzie, czy nie. Teraz trzeba było zająć się jej ręką. To było najważniejsze.
    Do szpitala mieli kawałek, taksówką stała w małym korku, więc posuwala się dość mozolnie, co Gusa niezmiernie irytowało.
    Spojrzał na Villemo. Okryl ja porządnie kocem.
    - Możesz się położyć na mich kolanach jeśli chcesz. - powiedział cicho, automatycznie przypominając sobie sytuację sprzed kilku dni, kiedy to ona powiedziała do niego to samo.

    OdpowiedzUsuń
  67. [ Nie no happy end będzie, jak najbardziej tylko zanim do Gusa coś trafi to wiesz, ale na pewno akcja z tym gościem da mu do myślenia]

    Przytulił Villemo jeszcze mocniej do siebie, kompletnie nieświadomie wolną chwilędlonia glaszczac ja po ramieniu. Miał nadziej, że jest jej cieplej.
    Nie odzywał się przez jakiś czas, raczej zapatrzyl się w okno, denerwujące się tym, że tak wolno się przemieszczają. Już miał coś powiedzieć taksowkarzowi, który i tak by go pewnie nie zrozumiał, ale to mężczyzna pierwszy zaczął gadać, a słysząc tłumaczenie Villemo Gus aż się zaśmiał.
    Pokiwal tylko głową w odpowiedzi.
    W końcu po jakichś piętnastu minutach podjechali na miejsce. Augustus zapłacił taksowkarzowi, po czym wysiadł i pociągnął za sobą blondynkę, najdelikatniej jak potrafił, żeby zaraz wziąć ją za rękę i zanieść na Izbę Przyjęć. Tłumaczył na migi o co mu chodzi, pokazując przy tym rękę dziewczyny. Kazali im czekać, przynajmniej tyle zrozumiał, więc razem z Villemo na rękach, klapnal sobie na jednym z plastikowych krzesełek, trzymając ja na kolanach i nadal do siebie tuląc.

    OdpowiedzUsuń
  68. [ spoko. Poczekam jak coś :) ]

    OdpowiedzUsuń
  69. Gusowi nie przeszkadzało to, że musiał się sam wszystkim zająć. Nawet mu to odpowiadało,bo mógł przejąć inicjatywę, wykazać się w jakikolwiek sposób.
    Wcześniej, po prostu pozwalał innym kontrolować sytuację, zająć się jego sprawami, a on bezczynnie czekał na efekty ich poczynań.
    Teraz jednak było inaczej. Augustus wiedział, że Villemo nie byłaby wstanie sama o siebie zadbać. Była wręcz bezbronna, a to była dla Riveersa nowość.
    Przytulił ją do siebie mocniej, kiedy już siedzieli na krzesełku i wolną dłonią gładził ją po plecach.
    - No to poczekamy. - Powiedział cicho, muskając ustami czubek jej głowy. - Ty nigdzie nie pójdziesz. Jak będą przedłużać ją to załatwię. - Dodał jeszcze.
    Jakoś nie mógł sobie wyobrazić, żeby Villemo była w stanie choćby zejść samodzielnie z jego kolan.

    OdpowiedzUsuń
  70. Tak, Gus też to zauważył. Mimo złego samopoczucia Villemo nadal potrafiła być zgryźliwa. Nic jednak nie powiedział.
    - Normalnie się z nimi dogadam. Nie Rób ze mnie idioty. - Mruknął po chwili.
    Starał się być spokojny, bo kłótnie nie były teraz wskazane.
    Kiedy pojawił się lekarz, Augustus spojrzał na niego, kompletnie nie rozumiejąc tego, co ten do nich mówi. Spojrzał na Villemo.
    - Poczekaj, pomogę ci, a nie mnie odpychasz. - Powiedział już poirytowanym tonem, pomagając dziewczynie wstać. Czemu się tak zachowywała? Tego nie potrafił zrozumieć.
    Zostawił sobie koc i położył go na krzesełku obok, a sam rozsiadł się wygodniej na swoim własnym.

    OdpowiedzUsuń
  71. Dla Gusa, bezinteresowna pomoc też była czymś nowym. Jakby nie patrzeć, zrobił to po raz pierwszy w życiu.
    Widać było, że się przejął stanem Villemo i trochę zirytował go fakt, że nie była mu choć odrobinę wdzięczna.
    - Spoko. - Odpowiedział jej tylko, spoglądając na nią przez chwilę, zanim nie zniknęła za drzwiami gabinetu.
    Kiedy został sam, rozsiadł się wygodniej na krzesełku, odchylając głowę do tyłu i przymykając na chwilę oczy.

    [ Dziś 9-17 w pracy. ]

    OdpowiedzUsuń
  72. [ Przez najbliższy miesiąc tylko ja pracować będę, więc niestety jak najwięcej muszę siedzieć w pracy. ]

    Gus niemal przysnął na tym niewygodnym krzesełku. Był zmęczony. Sporo się tego dnia działo i marzył o tym, by móc już wrócić do hotelu i położyć się do łóżka.
    Czekał jednak na Villemo, chociaż tak naprawdę mógłby być wredny i ją tutaj zostawić, jednak nie zdobył się na to. Jeszcze znalazł w sobie odrobinę współczucia dla stanu w jakim się znajdowała.
    Dopiero, kiedy wyszła z gabinetu, otworzył oczy i przyjrzał się jej uważnie.
    - To co?- Zapytał, podnosząc się z miejsca i zabierając ze sobą koc. - Wracamy do hotelu. Tylko będę musiał cie nieść, bo bez butów za daleko nie zajdziesz. - Powiedział, podchodząc do niej. - Jak ręka?

    OdpowiedzUsuń
  73. Gus miał swoje zagrania to fakt. Większą część czasu był po prostu chodzącą mendą i tego się ukryć nie dało.
    Tym razem, było jednak inaczej. Zatroszczył się o kogoś prócz siebie i nawet dobrze się z tym czuł. Szkoda tylko, że miał to być raczej jednorazowy wyskok. Nie będzie miał pewnie więcej okazji ku temu, by pomagać Villemo, czy komukolwiek innemu. Poza tym, przecież ona była samowystarczalna. Gdyby była w stanie sama by się sobą zajęła.
    Przyjrzal się jej ręce i skrzywił na wieść o tym, ile szwów jej założono.
    - Ważne, że ją patrzyli. - Mruknął niezadowlony z jej tonu głosu. Nawet głupiego podziękowania nie usłyszał. - To idziemy taksówka już czeka, a ja chce spać. - Dodał po chwili równie chłodnym głosem. Nie miał zamiaru jej nosić.
    Otworzył przed nią drzwi pojazdu, po czym sam usiadł obok i podał kierowcy adres hotelu.

    OdpowiedzUsuń
  74. Tak, dziwna relacja ich łączyła, ale najwidoczniej tak miało być. Jeśli się nie dogadają to tak to będzie między nimi wyglądało już cały czas. Gusowi to przeszkadzało czasami, ale przecież nic jej na ten temat nie powie.
    W taksówce usiadł obok. Owszem, miał ochotę ją przytulić. Ale jej chłodne zachowanie skutecznie go zniechęciło.
    Zdziwił się jednak, kiedy mu podziękowała.
    - Nie ma za co. - Powiedział w końcu. Przesunął się bliżej zarzucił na nią koc, bo widział, że jest jej zimno, po czym niezdarnie objął ją ramieniem. - Zaraz będzie ci cieplej. - Obiecał cicho

    OdpowiedzUsuń
  75. Z Gusem faktycznie różnie to bywało. On sam miał swoje humorki. Czasami jak taka typowa baba potrafił strzelić focha. Teraz, też tak było. Obraził się, bo mu nie powiedziała głupiego dziękuję, ale zaraz po tym, jak padło to jedno słówko, humor mu się poprawił.
    Nie chciał się na nią gniewać, jednak to było czasami silniejsze od niego. Teraz, objął ją ramieniem, mocno ją do siebie przytulił i oparł brodę o czubek jej głowy.
    Nie musieli ze sobą teraz rozmawiać. Milczenie było dobre, tym bardziej, że mówienie im nie wychodziło.
    Wolną dłonią, gładził ramię Villemo. To co się działo na pewno nie będzie trwało u nich wiecznie. Gus podejrzewał, że po powrocie do Londynu nie będzie już tak, jak było w chwili obecnej.

    OdpowiedzUsuń
  76. [ W sumie to nie więc możemy przeskoczyć :)]

    OdpowiedzUsuń
  77. [ Haha plan genialny]

    I znów byli w Londynie. Gus nawet tak naprawdę nie miał okazji do tego, by pogadać z Villemo, by jakoś pomyśleć w ogóle nad tym, co się ostatnio między nimi działo.
    Wszystko działo się bardzo szybko. Jak dla niego zbyt szybko.
    Będąc już na miejscu, razem z zespołem GUS wrócił do dawnych zwyczajów. Villemo już go nie pilnowała, nie sprawiała nad nim żadnej kontroli. Nie wiedział, nawet, że ktokolwiek go szukał.
    Poszedł sobie po prostu na wycieczkę po Londynie. Wypił piwo w jakimś barze i wpadł do garderoby na piętnaście minut przed koncertem.
    Kiedy blondynka pojawiła się u niego, akurat zdejmował z siebie koszulkę, żeby przebrać się w coś, co nadawaloby się na wieczór.
    Spojrzał na nią i na słuchawkę, którą mu podawała.
    - Na pewno jest spoko. - Odpowiedział jej, chwytając Vill za nadgarstek i przyciągając do siebie. Z nikim się nie pieprzył oprócz niej, więc nic dziwnego, że na piętnaście minut przed koncertem zachciało mu się akurat seksu. - ale za to mamy sporo czasu, żeby sprawdzić coś zupełnie innego. - Wymruczal, pochylajac się nad nią, by ją pocałować.

    OdpowiedzUsuń
  78. [ Wybacz, dopiero co wyszłam z pracy]

    Gus tak naprawdę miał w nosie to czy dźwięk będzie zsynchronizowany, czy będzie wszystko dobrze słyszał. Zawsze było spoko i teraz też nie miało być inaczej. Villemo zawsze odwołała kawał dobrej roboty, więc teraz też nie mogło być inaczej.
    Poza tym, nawet jeśli trochę się spóźni na koncert to co to będzie za różnica. Przecież ludzie już i tak czekali na niego kilka dni.
    Teraz, chciał pobyć z Vill. Nie mieli zbyt wielu okazji, żeby widzieć się sam na sam, a Gus potrzebował tych ich spotkań, chociaż nie do końca potrafił nawet przed samym sobą wyjaśnić dlaczego tak jest.
    Poza tym, wytrzymał prawie dwa dni bez seksu, co dla niego było nielada wyczynem. Owszem, mógł sobie przygruchac inną, ale chciał Villemo. Nadal obowiązywał ich układ, a on starał się dotrzymać słowa.
    Kiedy zadała mu pytanie, odsunął się od niej minimalnie, by spojrzeć jej w oczy.
    - Nie. Z nikim nie byłem. - Powiedział cicho, przesuwając kciukiem po jej dolnej wardze. - Dotrzymuję danego słowa. - Dodał jeszcze, ponownie wpijajac się w usta blondynki, jednocześnie zajmując z niej koszulkę, która miała na sobie.

    OdpowiedzUsuń
  79. Gus do wszystkiego miał takie beztroskie podejście. Nie potrafił się po prostu czasami spiąć i zrobić tego, co do niego należało.
    Koncert to tylko koncert. Wiele jeszcze takich będzie miał przed sobą. Poza tym czekali na niego kilka dni, czym więc było te kilka minut więcej. Niczym. Przecież ich ukochany Augustus Riveers i tak wyjdzie na scenę. Najpierw jednak musiał zaspokoić swoje pragnienie i Vill też przy okazji musiał się zaspokoić, żeby przypadkiem mu nie uciekła.
    Zrobił kilka kroków do tyłu, w stronę tej toaletka, bo wydawała mu się w miarę stabilna. Zawsze też pozostawało mu krzesło.
    - Drzwiami się nie przejmuj. Potrafią pukać zanim tu wieżą.- Odpowiedział jej cicho, przenosząc się z pocałunkami niżej, na jej szyję i ukryte jeszcze za materiałem stanika piersi.

    OdpowiedzUsuń
  80. Właśnie dlatego wszyscy pukali, bo bali się gniewu Augustusa. A on potrafił się wściekać. Chłopak nie lubił, kiedy wlazło mu się do garderoby bez pukania. Oczywiście, Vill teraz mogła to robić tak często jak chciała. Jej by nie zwyzywał za to, że nie zapukała w drzwi.
    Owszem, zacisnął palce na jej posladkach, ale zaraz też chwycił ją w talii i posadził na toaletce.
    Zaraz też przesunął dłonie wyżej, by rozpiąć haftki stanika i uwolnić spod niego piersi blondynki.
    - Stęskniłem się za wami. - Wymruczał cicho, patrząc przez chwilę na sterczące sutki, by zaraz się do nich przyssać.

    OdpowiedzUsuń
  81. Wtedy było inaczej. Wtedy Villemo było natrętna. Przerwała mu w połowie zabawy i marudziła nad uchem przez całą drogę. Później wszystko się zmieniło.
    Teoretycznie się dogadali. Teoretycznie znaleźli sposób na to, by wytrzymywać w swoim towarzystwie, chociaż przede wszystkim chodziło o seks. Tylko i wyłączenie. Czy aby tylko o to?
    Gus podczas tego dzisiejszego spaceru, uświadomił sobie, że lubi Villemo. Że naprawdę bardzo ją lubi, a to było niebezpieczne. Bardziej dla niego, niż dla nich.
    No tak, Peter jak zwykle potrafił wszystko zjebać, włażąc do jego garderoby w najmniej odpowiednim momencie.
    Gus odskoczył od Villemo, zasłaniając ją całym ciałem. Nie chciał, by mężczyzna ją zobaczył.
    - Zamknij się kurwa i wypierdalaj. - Augustus był wkurwiony. Zaciskał dłonie w pięści, patrząc na Petera ze złością. - Koncert zaczyna się za dziesięć minut, więc z łaski swojej wyjdź za drzwi, zamykając je za sobą. I sprawdź, czy aby na pewno jesteś po tamtej stronie. - Dodał jeszcze. - Powiedz jeszcze coś na jej temat i kurwa pożałujesz.

    OdpowiedzUsuń
  82. Gus zacisnął dłonie w pięści i patrzył na Petera ze złością. Jak on go irytował. Wręcz nieziemsko go wkurwiał. Za każdym razem, kiedy otwierał usta w Riveersie aż się gotowało.
    Jednak mężczyzna był najlepszy w tym co robił i chyba dlatego właśnie Augustus jeszcze go nie wymienił na kogokolwiek innego.
    - Chuj mnie obchodzi ten koncert. - Warknął do niego. Gdyby nie trzymająca go Villemo, jak nic rzucił by się na Petera. Miał na to ogromną ochotę.
    Tablet zignorował. Gówno obchodziło go to, co na nim było. Teraz liczył się to, co o Villemo powiedział Peter.
    - Jeszcze jedno słowo w tym tonie, a obiecuję ci, że wylecisz szybciej niż ona. I chuj mnie będzie obchodziło to, czy znajdę na twoje miejsce kogoś równie dobrego. - Powiedział, zaciskając dłonie w pięści. - Puść mnie Villemo. - Dodał jeszcze.
    Musiał się na kimś wyładować, a że Peter był w pobliżu i dodatkowo Gus był na niego wkurwiony to czemu miałby mu nie rozjebać nosa.

    OdpowiedzUsuń
  83. Kiedy tylko poczuł, że dziewczyna go puściła, rzucił się na Petera.
    Był wkurwiony. Nie tylko przez to, co mężczyzna mu powiedział, ale też przez to, co powiedział o Villemo i o to, że im przerwał.
    A wkurwiony i niewyżyty Augustus Riveers nie był najciekawszym widokiem.
    - Pożałujesz, że tu wlazłeś. - Gus doskoczył do Petera, pięścią waląc go prosto w twarz.
    Kiedy to zrobił poczuł się dużo lepiej. Zdecydowanie dużo lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  84. Był wściekły. Doskonale było to widać po jego zachowaniu. Po tym, jak zaciskał dłonie w pięści, jak w oczach szalały mu wręcz iskierki szaleństwa i jak ciężko oddychał.
    Nic nie było w stanie go teraz powstrzymać.
    Nic, poza wyjątkiem delikatnych dłoni, które poczuł na swoim torsie. Nic, poza wielkimi oczami, które się w niego wpatrywały. Tylko Villemo potrafiła go uspokoić. Jak się teraz okazało.
    Przeniósł wzrok z Petera na nią i przyglądał jej się przez chwilę. Powoli dochodził do siebie, ale oczywiście Peter musiał wszystko zjebać.
    - Vill... - powiedział cicho. - Odsuń się, nie chcę ci zrobić krzywdy. - Poprosił cicho, po czym spojrzał na Petera. - A tobie radzę wypierdalać, bo nie wyjdziesz stąd zaraz o własnych siłach. Możesz przekazać wszystkim ,że koncertu nie będzie. Skończyłem.

    OdpowiedzUsuń
  85. [ Też zaraz uciekam, bo jutro 9-17 do pracy :)]

    Wolał grzecznie ją poprosić, żeby się odsunęła. Naprawdę nie chciał jej zrobić krzywdy. Ona niczemu nie była winna. To Peter wszystko zjebał, Le GUS wiedział, że i on nie był święty. Nie powinien był go uderzyć. Tylko, że się wściekł. A jak Riveers się wściekła, nie było przebacz.
    Spojrzał tylko na Petera że złością i zaczął się ubierać.
    - Zaraz przyjdę. - Powiedział chłodno. Wolał się uspokoić. Miał zamiar dać ten koncert, a po wszystkim rozmowić się z Peterem w cztery oczy. - Załatw mi lepiej nową słuchawkę, bo tą całkowicie zniszczyłeś.- Dodał jeszcze, wskazując na szczątki urządzenia. - Po koncercie jeszcze sobie pogadamy.

    OdpowiedzUsuń
  86. [ Nic nie szkodzi. O kurde, ze złości? Ja dziś ledwo chyba wysiedzę, bo coś czuję, że mnie jakieś choróbsko łapie masakryczne, niestety. ]

    Gus sam był zdziwiony swoim zachowaniem, ale wolał nie wszczynać jeszcze większej awantury. Wolał wyjść do swoich fanów i dać koncert. To go zawsze odprężało i pozwalało jakoś jaśniej myśleć.
    Nie zmieniało to jednak faktu, że Peter wytrącił go z równowagi swoimi słowami i Riveers nadal miał ochotę wywalić go z ekipy na zbity pysk.
    Zatrzymał się, kiedy Vill go zawołała. Spojrzał na nią uważniej. Nie wiedział do tej pory, jakim cudem udało się jej go uspokoić, ale zrobiła to idealnie.
    Usiadł na wzmacniaczu.
    - Dzięki mała. - Odpowiedział jej, starając się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego jakiś dziwny grymas. Ukrył twarz w dłoniach, zastanawiając się nad wszystkim co się wydarzyło. Słowa Petera, szczególnie te o Vilemo straszliwie go zirytowały. Jakby jego menadżer miał jej coś do zarzucenia.

    OdpowiedzUsuń
  87. [ Haha, no pięknie :) ]

    Gus czekał na Villemo oddychając powoli i spokojnie. Musiał się jakoś opanować, by za chwilę, kiedy już znajdzie się na scenie nie pokazać, że coś się stało, że wielki Augustus Riveers był wściekły.
    Fanów to nie obchodziło. Miał zrobić show, tak jak zawsze i nic poza tym. Osobiste problemy musiały zostać rozwiązane później.
    Kiedy Villemo wróciła, wziął od niej słuchawkę, od razu ją na siebie zakładając, po czym wstał ze wzmacniacza. Podszedł do Vill, przyciągnął ją jeszcze na chwilę do siebie, by szybko ją pocałować, po czym wybiegł na scenę.
    - Czołem kochani. - Zawołał, widząc kątem oka ulgę na twarzach kolegów z zespołu.
    Zaraz też dali koncert. Wyszło im to całkiem nieźle, żeby nie powiedzieć, że zajebiście. Gus dawał z siebie wszystko, jak zawsze z resztą.

    OdpowiedzUsuń
  88. Gusa w tamtym momencie akurat mało obchodziło to, czy ktoś widział jak ją całuje, czy nie. To była jego sprawa. Niby chciał to wszystko ukrywać, bo sam nie wiedział, co tak naprawdę między nimi jest, ale zaraz przed koncertem musiał jakoś odreagować.
    Prawdą było jednak to, że często myślał móżdżkiem między nogami, a nie mózgiem i wychodziły potem z tego jakieś krzywe akcje, ale mało go to obchodziło.
    Zszedł ze sceny, jak zwykle żegnany oklaskami i krzykami. Pomachał kilku swoim fankom i ruszył w stronę garderoby, po drodze trafiając na Petera i Vill.
    - Puść ją do jasnej cholery. - Warknął na menadżera, podchodząc bliżej i wypuszczając rękę dziewczyny z łap mężczyzny.
    Doszli do garderoby. Gus wpuścił ich do środka, chociaż tak naprawdę miał ochotę zostać sam. Był zmęczony, a jedyne o czym teraz marzył to wielkie łóżko, które czekało na niego w hotelu.
    - Dobra gadaj co masz do powiedzenia, byle szybko. - Powiedział, siadając na krześle i patrząc na Petera. Nie miał ochoty z nim rozmawiać. Wściekłość, choć teraz uśpiona, nadal się w nim znajdowała, szukając ujścia.

    OdpowiedzUsuń
  89. W Gusie aż się gotowało. Zaciskał dłonie w pięści starając się jakoś uspokoić.
    I w sumie dobrze, że to Villemo mu wszystko powiedziała, pokazując artykuł i zdjęcia na tablecie. Spojrzał na nią, potem na Petera. Miał ochotę rozbić to małe elektroniczne gówno.
    - Powiedziałem ci coś wcześniej na temat tego, jak masz się do niej odzywać i jak o niej mówić. Mam ci przypomnieć? - Zapytał, patrząc na Petera ze złością. Nie podobało mu się tak, jak wyraża się o Villemo.
    Artykuł go wkurwił i to całkiem porządnie. Nie chciał, by ktokolwiek o tym wiedział.
    - Odkręcisz to. Chuj mnie obchodzi w jaki sposób. - Dodał jeszcze po chwili. - Jeśli znajdę choćby jeszcze jeden artykuł na ten temat, gwarantuję, że nie będę tak miły. A ta dziennikareczka z Paryża i tak dostanie za swoje. - Podniósł się ze swojego miejsca w poszukiwaniu czystych ubrań i ręcznika. Miał zamiar się wykąpać przed powrotem do hotelu.
    - Rżnąć mogę się z kim chcę, kiedy chcę, gdzie chcę i jak chcę. Twoim zadaniem jest usuwanie takich artykułów z sieci. Masz to zrobić. Gówno obchodzi mnie to, jak to sprostujesz i jak tego dokonasz. - Warknął, czując, że złość powoli bierze nad nim górę. Nawet nie pomyślał, że jego słowa mogą zranić Villemo. - Temat uznaję za zakończony. - Dodał jeszcze, zbierając swoje rzeczy z zamiarem wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
  90. Gus spojrzał na Petera. Miał wielką ochotę mu przyłożyć. Naprawdę ogromną, ale się powstrzymał. Potrzebował go i obaj doskonale zdawali sobie z tego sprawę.
    - Nie mam zamiaru cię zwalniać, więc z laski swojej załatw tą sprawę. - Powiedział w końcu, siląc się na spokojny ton.
    Teraz miał jeszcze na głowie wsciekłą Villemo. Tylko czy faktycznie to co powiedział nie było prawdą? Przecież nie byli parą, niczego prócz seksu jej nie obiecał. Nie powinna była się tak wściekać. Ale się wściekła, a on zaczął podejrzewać, że za tą reakcją kryło się coś jeszcze.
    - Zamknij się już kurwa i wracaj do pracy. - Mruknął do Petera, a sam wybiegł za Villemo.
    Nie uszła za daleko. Chwycił ją za ramię, by się zatrzymała.
    - Vill - zaczął cicho, sam nie wiedział do końca, czemu chce się jej tłumaczyć. Może przez to, że widział jej reakcje na swoje słowa. - Poczekaj. Przecież wiesz, że nie mówiłem tego poważnie. Daj spokój, proszę. - Powiedział, patrząc na jej twarz. - Powiedziałem to, bo byłem zły, ale tak naprawdę wcale tak nie myślę. - Dodał jeszcze.
    Chyba właśnie sobie uświadomił, że nie chciał jej stracić. Nie mógł sobie na to pozwolić.

    OdpowiedzUsuń
  91. [ wpadłam na mega pomysł. Gus napisze dla Villemo piosenkę.]

    Widział, że jest zła. Dostrzegł to w jej oczach, kiedy się od niego odsunęła. Nie sądził jednak, że aż tak przesadnie zareaguje.
    - Nie, ludzie w złości mówią coś, co ma zaboleć drugą osobę, więc to nie jest szczere. - Sprostował.
    Starał się ukryć to, że zabolało go to, co powiedziała. Kurwa! Skoro nic ich nie łączyło to jak cokolwiek mogło go zaboleć. Nie mógł tego zrozumieć.
    Nadal był zły. Wyżyć się miał, więc zamiar na pierwszej, lepszej osobie, czyli na niej.
    - Wiesz co? Masz rację. Nic nas nie łączy. Kompletnie nic. - Powiedział w końcu zimno, kierując się w stronę łazienki. - Szkoda tylko, że zbyt późno to zrozumiałem. Z reszta, piedrol się. Nie potrzebuje cię do szczęścia. - Dodał jeszcze, mijając Villemo i wchodząc do łazienki.
    Stracił ją w tym momencie. Wiedział o tym, ale prosić się nie miał zamiaru.
    Rzucił swoje rzeczy w kąt, by zaraz przyłożyć pięścią w kabinę prysznica.

    OdpowiedzUsuń
  92. [ Ha, no tak właśnie myślę. Zawszecmoze mu awanturę zrobić w jego apartamencie, albo nie wiem ten nowy techniczny się pojawi czy coś :) bo coś czuję, że teraz to się raczej nie pogodzą tak normalnie. Albo Vill niech po pijaku do niego przyjdzie. ]

    OdpowiedzUsuń
  93. [ Niech przyjdzie będzie śmiesznie:) oboje są uparcie, ale pewnie Gus ja przeprosi za to co powiedział. :)]

    OdpowiedzUsuń
  94. [ Pomyli pokoje w hotelu, albo dobra Gus do niej przyjdzie może trochę podpity i będzie ją przepraszał, a co ona z nim zrobi to już jej sprawa :)]

    OdpowiedzUsuń
  95. [ Dobra, ona niech przyjdzie. :) decyzja ostateczna :)]

    OdpowiedzUsuń
  96. [ Ta cała ich relacja jest szalona. Że sobą źle, bez siebie jeszcze gorzej.]

    Gus wiedział, że przesadził. Zdawał sobie z tego sprawę, ale czasu ani wypowiedzianych słów nie mógł już cofnąć. To nie było takie proste.
    Pewnie był winny bardziej, niż Villemo. Ona miała się prawo na niego złościć po tym co jej nagadał, ale przecież Riveers nie będzie oczerniał samego siebie. On w swoim mniemaniu był kompletnie bez winy.
    Wziął prysznic. Długi i gorący, żeby jakoś rozluźnić napięte mięśnie i choć przez chwilę poddać się ponurym rozmyslaniom.
    Był zaskoczony tym, że aż tak przeżywał to, że zakończyli ten głupi układ, że zabolało go, kiedy Vill powiedziała mu, że nic ich nie łączy. Wtedy sobie chyba co nieco uświadomił, jednak nie miał raczej zamiaru niczego zmieniać.
    Wrócił do swojego pokoju w hotelu, uprzednio organizując sobie jakiś alkohol. Chciał też sobie znaleźć jakąś pannę na wieczór, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu.
    Leżał więc w samotności na kanapie w pokoju, trzymając w dłoni butelkę whiskey. Usłyszał walenie do drzwi, ale początkowo je zignorował. Myślał, że to kumple z zespołu, chcący go zabrać na jakąś imprezę. Tylko, że oni nigdy nie pukali, tylko wchodzili jak do siebie.
    Wstał w końcu, otworzył drzwi i wystawił głowę z pokoju. Od razu ją zobaczył.
    - Vill?- Zapytał, zdziwiony tym, że ją widzi. Wiedział, że to ona pukala.

    OdpowiedzUsuń
  97. Już sam fakt, że do niego przyszła, nieźle go zaskoczył. A to, że nie uciekła kiedy się odezwał, zaskoczyło go jeszcze bardziej. Myślał, że to właśnie zrobi, że sobie pójdzie, nawet nie oglądając się za siebie.
    Westchnął cicho, nie bardzo wiedząc, czy ma do niej podejść, powiedzieć coś, czy zaprosić do pokoju. Nie wiedział czego chcę. Ta cała sytuacja nieco go przerosła.
    Podszedł w końcu do niej, zostawiając otwarte drzwi do pokoju. Stanął przed nią, by na nią spojrzeć. Założył ręce na piersi i przygryzl dolną wargę.
    - Vill...- zaczął cicho., spoglądając na jej twarz. - Pomyliłaś piętra, chciałaś ze mną pogadać, czy po prostu walilas mi w drzwi dla zabawy?- Zapytał, nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć.
    Pomilczal przez chwilę, po czym wydusil z siebie cichym głosem.
    - Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  98. Gus rzadko kogo przepraszał. Villemo powinna się była cieszyć, że jej powiedział to po raz drugi. Za pierwszym razem może i był po alkoholu, może i nie bardzo wtedy kontaktował, ale doskonale wiedział, co jej powiedzieć. Chciał przeprosić. Wtedy i teraz też.
    - Wcale nie chcę żebyś mi wskakiwała do łóżka. - Odpowiedział jej, siląc się na spokojny ton. Nie chciał się z nią kłócić, ale Vill jak zwykle go zaatakowała. - Nie wiem czemu tak powiedziałem. Czasami, albo zawsze, kiedy jestem zły mówię wszystko, co mi ślina na język przyniesienie. - Wytłumaczył jej, po czym na spojrzał. - Chodź, pogadamy w pokoju.- Zaproponował po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  99. Gus spojrzał na Villemo. Starał się opanować serio, ale ledwo wytrzymywał. Potrafiła wyprowadzić go z równowagi, jednym słowem.
    - Nie, nie chcę. - Odpowiedział jej. - A tobie jakoś miejsce nigdy nie przeszkadzało. - Dodał. Miał dość tej rozmowy, serio. Zacisnął tylko dłonie w pięści, oddychając powoli przez nos, by jeszcze czegoś nieprzyjemnego jej nie powiedzieć. - Więc nie słuchaj. Nadal nie wiem, po co żeś tu przylazła. Podręczyć mnie? Pokrzyczeć sobie, czy się powyżywać? - Zapytał ze złością. - Ja wracam do pokoju, a ty rób co chcesz. - Mruknął jeszcze, nadal stojąc w miejscu.
    Miał ochotę popchnąć ją na ścianę, naprzeć na nią całym ciałem i ją pocałować. Miała rację nie powstrzymałby się.

    OdpowiedzUsuń
  100. Owszem, chciał jej, ale przecież jej tego nie powie. Przecież nie pozwoli jej mieć tej pewności, że ma nad nim tą cholerną władzę.
    Zapewne, gdyby chodziło o jakąkolwiek inną laskę, powiedziałby jej jeszcze raz, że ma się pierdolić, że ma spierdalać, bo było minęło, przespali się i tyle.
    Tylko, że z Villemo było inaczej. Zależało mu na niej w jakiś dziwny i pokrętny sposób. Sam już nie wiedział, co czuje i czego tak naprawdę chce.
    - Sama chciałaś, żeby nas łączył tylko seks. - Odpowiedział jej, robiąc krok do przodu. - Sama wymyśliłaś ten układ, a ja się do niego dostosowałem. - Dodał jeszcze, patrząc na nią uważnie. - Nie mam zielonego pojęcia, co mi strzeliło do głowy, ale się kurwa staram. Gdybym chciał już bym z jakąś siedział w pokoju. Albo z dwiema. Myślisz, że nie miałem okazji? - Zapytał ją ze złością. - Miałem okazję, ale się powstrzymałem. Dla ciebie do chuja. - Przerwał na chwilę, bo nie wiedział, co więcej miałby jej jeszcze powiedzieć. - Nie jesteś idiotką. Ja tak nie uważam. Naprawdę przepraszam, chyba się trochę pogubiłem. Nawet bardzo się pogubiłem. - Dodał jeszcze, podchodząc jeszcze jeden krok do przodu. - I co teraz? - Zapytał cicho?

    OdpowiedzUsuń
  101. Gus może i się domyślał, że Villemo chciała więcej. Tylko, że nic z tym nie zrobił. To, co mu zaproponowała było najlepszym i najprostszym rozwiązaniem. Nie mogło być inaczej, bo i tak nic by z tego nie wyszło.
    Riveers doskonale zdawał sobie z ego sprawę. Do związków się nie nadawał i koniec kropka.
    - Dobra, wiesz co. Potrafisz być tylko złośliwa i wredna. - Odezwał się po chwili, cofając się o krok. - Męczy mnie to już. Sama nie wiesz czego chcesz. Drzesz na mnie japę, strzelasz fochy, a potem wracasz. Może zastanów się o co ci chodzi. - Założył ręce na piersi, przygryzając dolną wargę. - To skoro masz tylko chętnych to idź. Niech cię ktoś przeleci, może będziesz wtedy milsza, bo teraz akurat jesteś nie do zniesienia. - Był zły. Nie wiedział czy Vill kłamie, czy mówi prawdę, ale poczuł to ukłucie zazdrości, jakby myśl o tym, że mogłaby mieć kogoś innego, coś go obchodziła. Nie była przecież jego. I nigdy być nie miała, więc co go do obchodziło. Sam już nie wiedział czego chce.
    - To moje życie i mogę zrobić z nim co chcę. - Odpowiedział jej. - I nie udawaj, że ci na mnie zależy, że zależy ci na tym żeby było u mniej lepiej, bo w to nie uwierzę. - Dodał jeszcze. - Zmęczyła mnie ta rozmowa. Powiedziałaś co wiedziałaś i tyle. Myślę, że wszystko już sobie wyjaśniliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  102. Może Gus nie był po prostu aż tak straszny jak Peter. Może nie ciskał się aż tak bardzo jak tamten. Niemniej jednak, ta złośliwa wersja Villemo zaczęła go denerwować i strasznie męczyć.
    - Ja jetem do zniesienia o ile ktoś wie, jak ze mną postępować i rozmawiać, a ty najwidoczniej tego nie potrafisz. - Odpowiedział jej, patrząc w głąb korytarza, gdzieś ponad jej głową. - Wiem o co ci chodziło. Nie musisz mi tego tłumaczyć jak dzieciakowi. - Dodał jeszcze, chociaż tak naprawdę nadal rozmyślał nad tym, czy Vill faktycznie zrobiłaby to z innym. Chyba by się Gus wkurwił, gdyby tak się stało. Tylko przecież nie miał prawa rościć sobie do niej jakiegokolwiek prawa własności. - Nie w tym się pogubiłem. Moje życie, moje kłopoty. Może jak mi się w końcu noga powinie to wszyscy będziecie mieli spokój od Riveersa, skoro tak straszliwie wam przeszkadzam. - Mruknął jeszcze, powoli kierując się w stronę swojego pokoju. - Nie będziesz miała przez to kłopotów. Peter już się tym zajął.

    OdpowiedzUsuń
  103. - Nie Villemo. - Odpowiedział jej, specjalnie używając jej pełnego imienia. - Nie musisz ze mną uprawiać seksu i nie musisz mi robić dobrze. - Spojrzał na nią uważnie. - Ten układ był złym pomysłem. Cholernie złym. Nie widzisz tego? Wszystko się skomplikowało, dosłownie wszystko. - Właśnie tak uważał. Powiedział jej co o tym wszystkim myśli, ale nie powiedział, że chce to skończyć. Nie potrafił. - To się stoczę. Życie. Nie tak powinna postępować gwiazda rocka? - Zapytał, kompletnie nie oczekując od niej odpowiedzi.
    Słysząc jej słowa, zmarszczył brwi. Bała się. Wyraźnie było to po niej widać. Zrobił to odruchowo. Podszedł do niej i przytulił ją mocno do siebie. Mogła nawet go odepchnąć nie dbał o to. - Te zdjęcia to moja wina. Powinienem był się upewnić, że ta małpa za mną nie idzie. - Powiedział cicho, głaszcząc ją po plecach. - Musimy wymyślić coś, żeby dali ci spokój. Nie chcę, żeby za tobą łazili, albo żeby ktokolwiek ci groził, szczególnie jakaś gówniara, która myśli, że mnie kocha.

    OdpowiedzUsuń
  104. Gus nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć jej na to pytanie. Zbyt wiele, by jej wtedy wyznał. Odslonilby się przed nią, a to mogłoby być niebezpieczne. Nie wiedział, jak Vill zareaguje na jego słowa. Mogła go zwyzywac, mogła go wyśmiać, albo mogła nie powiedzieć kompletnie nic.
    - Wszystko się skomplikowało Vill. Dosłownie wszystko. Nie wiem jak mam ci to wyjaśnić. - Zaczął cicho. Nie patrzył na nią, patrzył na swoje dłonie. - Seks to za mało. Mówiłem ci już o tym przecież. Nie umiem od tak cię pieprzyć, a później udawać, że nic się nie dzieje oprócz tego. - dodał jeszcze.
    Tak naprawdę nic jej nie wyjaśnił. Sam nie wiedział czego chce, więc jak miał to wytłumaczyć Villemo.
    - W sumie dobry pomysł. Już widzę rozpacz tych wszystkich pseudofanek.- Zaśmiał się cicho.
    Wiedział, że go odepchnie, że powie mu, że nie wolno mu jej przytulać. Mało go to interesowało.
    - Nie mów mi co mogę, a czego nie. - powiedział cicho. - Chce cię przytulać, więc to robię i zrobię to jeszcze raz. - Mruknął, po czym ponownie ją przytulił.

    OdpowiedzUsuń
  105. - Nie wiem co miałoby się dziać Vill. Nie mam pojęcia. - Powiedział cicho. - Mam mętlik w głowie. Chce więcej, a jednocześnie nie chce. Bo wiem jak to się skończy. Wielokrotnie już tak się to kończyło. - Dodał po chwili.
    Nie puścił jej , nie miał zamiaru jej wypuścić, ani tym bardziej dać jej odejść. Tego był pewien. A reszta? Reszta pewnie jakoś sama się ułoży.
    - Nie jestem głupi. - Powiedział, patrząc na nią uważniej. - Chce cię przytulać. Chce cię całować, chce cię mieć blisko. Czy tak trudno to zrozumieć?- Zapytał w końcu. Pewnie tak. Pewnie nie potrafiła zrozumieć jego pokretnego myślenia. - W sumie moznaby było coś takiego zorganizować. Byłabyś wtedy bezpieczna. - Dodał jeszcze.
    Usłyszał głos Jamesa i zaczął się śmiać.
    - Idź lepiej kurwa spać, a nie podsluchujesz. Przytul się do swojego misia i śpij. - Dodał jeszcze, po czym złapał Vill za rękę i wciągnął ja do swojego pokoju. W jednym James miał rację. Nie powinni rozmawiać na korytarzu.

    OdpowiedzUsuń
  106. [ Wolny dzień mi się szykuje :D 39 stopni na termometrze mnie uratowało :)]

    Zawsze mogła uciec, a tym czasem weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
    Spojrzał tylko na nią, chowając dłonie do kieszeni i zastanawiając się co ma jej powiedzieć. Sam nie wiedział, jak ubrać w słowa wszystko to, co czuł.
    Potrzebował jej. Chciał mieć ją zawsze blisko. I nie mógł sobie pozwolić na jej utratę. Po prostu nie mógł.
    Nasuwało się jedynie pytanie, czy byłby w stanie dać Villemo coś od siebie. Miała by jego, to na pewno. Jego uwagę, czas i wszystko to, co było z nim związane.
    Gus spojrzał na blondynkę ponownie i przełknął głośno ślinę.
    - Chcę ciebie. - Powiedział w końcu cicho. - Obojętnie w jakim układzie. Masz być obok. To znaczy, chcę żebyś była obok. Zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  107. [ Haha, zgadza się :) Chociaż sobie jeden dzień odpocznę, chyba że lekarz da mi l4:) okey okey, czasu na pisanie będziemy miały aż nadto. A jutro dopiero na 13:00 więc nie jest źle. ]

    Chciał jej, owszem. Przyznał się jej przecież do tego całkowicie otwarcie. Może nie zdeklarował się w jakiś konkretny sposób, jednak jej chciał. To było jak powiedzenie Potrzebuję Cię, więc nie odchodź., tak bardziej w Gusowy sposób.
    Zmarszczył brwi i pokręcił głową.
    - Nie, Vill. - Powiedział cicho. - Na to się nie zgodzę. Nie będę się dzielił. Chcę cały pakiet i w zamian dostaniesz cały pakiet, ale bez poznawania kogoś innego. Nie tak to ma wyglądać. - Dodał jeszcze.
    Nie wyobrażał sobie tego. On miał być wierny, chciał był z nią, a przynajmniej tego chciał, na jakichś tam zasadach, które sobie ustalą. Miał się zaangażować , a ona po jakimś czasie by pożegnała, twierdząc, że znalazła kogoś innego. O nie. To w ogóle nie wchodziło w grę.

    OdpowiedzUsuń
  108. Racja, związku z tego raczej nie będzie. Gus nie potrafił i nie chciał.
    Dostałaby go na wyłączność, czy to na prawdę nadal było dla niej za mało? Sam już nie wiedział.
    Niczego więcej dać jej nie mógł, ale nie miał zamiaru później patrzeć, jak spotyka się z kimś innym, jak z innym chodzi na randki i może jeszcze kocha tego innego. Wiedział, że wtedy zostawiłaby jego.
    - Tak, Vill. Dostałabyś cały pakiet. - Powiedział cicho. - Ale znasz mój warunek. Nie zmienię zdania. Nie mam zamiaru potem patrzeć jak kopiesz mnie w dupę, bo znajdzie się ktoś inny. - Westchnął cicho. - Albo zrobimy to na moich zasadach, albo wcale.

    OdpowiedzUsuń
  109. Spojrzał na nią, kiedy zaczęła się śmiać. To ostatecznie sprawiło, że stracił cierpliwość.
    Wszedł głębiej do pokoju i usiadł na kanapie. Sięgnął po szklankę i nalał sobie do niej szczodrze alkoholu, by za jednym razem go wypić.
    Dopiero wtedy podniósł głowę i ponownie spojrzał na Villemo.
    - Myślę, że na tym zakończymy tą rozmowę. - Odpowiedział jej chłodno. - Jasno dałaś mi do zrozumienia, co myślisz o mnie i o moim pomyśle. - Dodał jeszcze. Miał dość. Wiedział, że jak najszybciej musi o niej zapomnieć. - Słuchawka nie była do końca zsynchronizowana z muzyką. Następnym razem sprawdź to kilka razy, zanim mi ją podasz. - Zmienił temat i ton swojej wypowiedzi. Ponownie uzupełnił szklaneczkę i ponownie od razu ją opuścił. - Jeśli to wszystko to możesz wyjść. Jutro mam spotkanie z fankami. Muszę się wyspać. - Łgał. Żadnego spotkania nie było. Musiał sobie wszystko przemyśleć i zastanowić się jak o niej zapomnieć. To, co powiedziała go zabolało i miał nadzieję, że tego nie dostrzeże. Odwrócił więc od niej wzrok, by nie mogła niczego wyczytać z jego oczu.

    OdpowiedzUsuń
  110. [ O dobry pomysł :d genialny wręcz, a wszystko by się wydało dopiero wtedy, kiedy mamusia pojawiła by się w mieście. ]

    On miał swoje zdanie, ona swoje. Nie dojdą do porozumienia w tej kwestii. To było jasne jak słońce. Gusowi chyba nawet przestało na tym zależeć. Zaczynał nawet żałować, że zgodził się na ten układ, że ją przeleciał i to nie raz. Że potem nawet zgodził się ją przytulić do siebie.
    - Gówno mnie obchodzi to jakie masz zdanie na ten temat. - Odpowiedział jej, odstawiając pustą szklankę na stół z takim impetem, że się rozbiła, kalecząc mu przy okazji dłoń. Nie zwrócił nawet na to uwagi. Zacisnął pięść jeszcze mocniej, wbijając sobie w nią jeszcze głębiej odłamki szkła, które w niej ściskał. Krew powoli ściekała mu już po nadgarstku. - Zrobię co będę chciał, a tobie nic do tego. - Dodał jeszcze i na potwierdzenie tych słów, chwycił butelkę zdrową ręką, by napić się już bezpośrednio z niej.

    OdpowiedzUsuń
  111. [ Haha już się doczekać nie mogę :d no pokomplikowało się. A Gus nie będzie przepraszał, więc raczej rzuci się teraz w wir zapominania i dobrym motywem byłoby teraz chyba wprowadzenie tego gostka. Tak myślę.]

    Może i faktycznie to on się przytulał. Potrzebował tego. Może i się kochali, ale tego chciał.
    Tylko, że teraz wszystko się pokomplikowało. Całkowicie i nieodwracalnie.
    Jednak może to i lepiej. Teraz Augustus będzie miał sposobność ku temu, by zapomnieć o Villemo, zanim te dziwaczne uczucia, które w sobie żywił rozwiną się jeszcze bardziej.
    - Spoko, za rok mnie nie będzie, więc ciesz się. - Odpowiedział jej, nawet na nią nie patrząc. - Więc niech cię to nie obchodzi. Idź już. - Dodał jeszcze.
    Zacisnął dłoń jeszcze mocniej. Ból pozwolił mu się nieco uspokoić.
    Poczekał aż wyjdzie i dopiero wtedy chwycił jeszcze niemal pełną butelkę w rękę i rzucił nią o ścianę. Ze złości, żeby się jakoś wyładować. Zaraz też wstał z kanapy i rzucił się na łóżko w ubraniu. Może sen jakoś mu pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  112. [ O dobry pomysł. :) Niech tak będzie. :) Kolejny koncert może niech mają też w Europie, np. w Amsterdamie teraz, bo robią trasę po tym kontynencie. :) haha dobre, a Gus nie będzie miał pojęcia czego ta obca baba od niego chce :D no i wtedy też napisze dla niej piosenkę ]

    OdpowiedzUsuń
  113. [ Okey zaraz zacznę. :) ile czasu mogło minąć od ich ostatniej rozmowy? Że dwa tygodnie?]

    OdpowiedzUsuń
  114. [ Okey w sumie racja, niech będzie tydzień. ]

    OdpowiedzUsuń
  115. W Londynie spędzili kolejne dwa dni. Augustus poświęcił je na spotkania z fanami, na rozmowy z nimi oraz na dość prowizorycznie zorganizowany wywiad z dziennikarzami, podczas którego głównym tematem był oczywiście artykuł o nim i Villemo.
    Riveers spokojnie wyjaśnił wszystkim, że nic ich nigdy nie łączyło, nie łączy i łączyć nie będzie. Że dziennikarka przyłapała ich akurat w ostatnim momencie ich jednorazowego romansu. Zapewnił solennie, że jego fanki mogą być spokojne, i że właśnie pisze utwory na nową płytę. Tak naprawdę, to stał w miejscu. Kompletnie nie mógł z siebie wykrzesać niczego dobrego. Tylko jeden tekst mu się udał, ale utwór kompletnie nie pasował do stylu zespołu. Piosenka dla Villemo było skończona, ale Gus jeszcze jej nikomu nie pokazał. Z resztą, sam nie wiedział, czy chciałby to zrobić.
    Peterowi wystarczył zaledwie jeden dzień, by dowiedzieć się, skąd prasa miała jakiekolwiek informacje na jego temat. Jeden z członków ekipy technicznej, Gregory wyleciał z hukiem, po tym jak wyszło na jaw, że to on był wtyczką. Dostał też przy okazji od Gusa.
    Noce dla Riveersa też były pracowite. Starał się zapomnieć Villemo, więc rżnął niemal wszystko, to co się ruszać potrafiło i miało parę cycków oraz długie nogi. Wybierał dziewczyny, które kompletnie nie były podobne do Steichert. Pił jeszcze więcej i wrócił też do narkotyków.
    Nic więc dziwnego, że rajcował go wyjazd do Amsterdamu, gdzie na każdym kroku można było spotkać coffe shop. Już sobie z Jacobem i Jamesem planowali co będą robić i gdzie pójdą.
    Dotarli do Amsterdamu bez większych problemów. Gus rozpakował się w swoim pokoju i poszedł na próbę, bo tego wieczoru mieli dać pierwszy koncert. W tej kwestii sporo się zmieniło. Skupił się przede wszystkim na koncertach i zespole, kompletnie nie myśląc o niczym innym.
    - Peter! - Wrzasnął, wchodząc na scenę i dopiero co zakładając na siebie swoją koszulkę. - Teraz zrobimy próbę z mikrofonem. Dopilnuj, żeby na wieczór słuchawka była odpowiednio zsynchronizowana z muzyką. - Dodał, rozkazującym tonem. Wiedział, że powinien zwrócić się z tym do Villemo i reszty ekipy, zajmującej się dźwiękiem, ale ograniczał ich kontakty do absolutnego minimum.

    OdpowiedzUsuń
  116. [ Christopher, Benjamin, Ethan, Jamie?]

    OdpowiedzUsuń
  117. [ Uuu, będzie dym :d]

    Ogólnie rzecz biorąc, relacje między Gusem a Peterem, poprawiły się znacznie, od kie Riveers zaczął poważniej traktować zespół. Menadżerowi nie przeszkadzało już wtedy, że chłopak przychodził na próby na kacu, bo wiedział, że zepnie się w sobie i do koncertu będzie gotowy i świeży.
    Augustusowi tak naprawdę zostało tylko to, więc skupiał na tym całą swoją uwagę i energię, byleby tylko nie myśleć o Villemo.
    Ledwie na nią spojrzał, kiedy pojawiła się na scenie. Na pewno słyszała, co powiedział, ale mało go to obeszło.
    - Gus - Peter nie dawał za wygraną. - Masz już mam nadzieję nowe kawałki? Po Amsterdamie nagrywamy nową płytę.
    - Pracuję nad tym nie martw się. - Odpowiedział mu. - Mam jedną nową, która nie bardzo pasuje do naszego stylu, ale powinna się przyjąć.
    - Pokażesz mi ją....- Peter przerwał w pół słowa, kiedy z głośników rozbrzmiał głos Ethana.
    Augustus spojrzał w tamtą stronę. Zaraz doskoczył do niego Jacob z Jamesem, bo wiedzieli, że ostatnio Riveers wściekał się o byle gówno.
    Wyrwał się z uścisku chłopaków i sam zeskoczył ze sceny.
    - E nowy! - Warknął do niego, podchodząc bliżej. Dłoń Ethana na plecach Villemo, jeszcze tylko go podjudziła. - Może jeszcze nie wiesz, jakie zasady tu panują, więc ci je kurwa zaraz wyłożę, żebyś doskonale zrozumiał. - Zaczął, patrząc na nich uważnie. - Po pierwsze, tak się składa, że dupek, o którym mówisz cię zatrudnia. Po drugie, ten dupek w każdej chwili może cię zwolnić, więc albo zamknij kurwa gębę i bierz się do roboty, albo wypierdalaj. A po trzecie, nie jesteście na randce. Jak się chcecie rżnąć, to wypierdalać z mojej sceny. Oboje. - Wściekłość w najczystszej postaci. To można było o nim teraz powiedzieć. Chuj, że wszyscy słyszeli to co powiedział, chuj że w ostatnim zdaniu można było wyczuć odrobinę zazdrości.
    - I pospieszcie się. Musimy zacząć próbę. - Dodał jeszcze. Obrócił się na pięcie i wrócił na scenę. Zdjął z siebie koszulkę, bo mu się nagle kurwesko gorąco zrobiło, przy okazji prezentując dobrze zbudowane ciało. Ethan przy nim mógł się tak naprawdę schować.

    OdpowiedzUsuń
  118. [ Zobacz jaką mam niespodziankę : http://in-dy-wi-du-al-nie.blogspot.com/2016/03/fifty-shades-of-augustus-riveers.html]

    Gus był wkurwiony na maksa. A całą złość za całą sytuację i tą przedziwną atmosferę, która panowała między nim a Villemo, wyładował na Ethanie.
    On mu pokaże. Vill była jego, chociaż tak naprawdę teraz ledwie ze sobą rozmawiali. Potrzebował jej, uświadomił sobie to już dawno temu, ale nie miał zamiaru powiedzieć jej tego wprost.
    Układ był skończony, ale Gus nawet nie był zainteresowany powrotem do niego. Nie tego chciał. Chciał czegoś innego, czegoś, czego nie mógł jej dać.
    - Próba zaczyna się wtedy, kiedy ja chcę. - Odpowiedział jej. - Zajmij się pracą, a nie zbędnymi komentarzami, których nikt nie zamierza słuchać. - Dodał jeszcze.
    A kiedy tylko Villemo poszła odebrać telefon, Augustus skorzystał z okazji i jeszcze raz podszedł do Ethana.
    - Jeśli jeszcze raz zobaczę, że jej dotykasz, albo że rozmawiasz z nią o czymś, co jest związane z pracą, nie będę taki miły. Ona jest moja. Jasne. - Niemal wysyczał do niego te słowa.
    Czas było pokazać nowemu, gdzie jest jego miejsce i kto w tym miejscu rozdaje karty.
    Gus wrócił na scenę i zabrał się do próby. Aż się w nim gotowało.

    OdpowiedzUsuń
  119. [ Haha, to wyobraź sobie moją minę, kiedy to robiłam, a mój chłop siedział na przeciwko. :) Jeszcze więcej znalazłam tych zdjęć, ale to już później je dodam. :) ]

    Nic mu już nie powiedział. Gówniarz mu tu będzie gadał co ma robić, a co nie. I tak nic z Villemo go nie łączyło i łączyć nie będzie. Została mu tylko piosenka, którą dla niej napisał. Może to podziała, chociaż Gus nie wiedział, co miała by zdziałać.
    Wszedł ponownie na scenę, by w końcu zacząć tą próbę, bo chciał jeszcze skoczyć z Jaka'm do coffe shopu.
    Już, już miał zacząć, kiedy na scenę wpadła jakaś babka i zaczęła go macać. Nie żeby mu to przeszkadzało, bo mimo wieku, świetnie się trzymała. Tylko, że Gus jej nie znał. Zmarszczyl brwi i spojrzał na nieznajoma.
    - Jaką dziewczynę? Jaką córkę?- Zapytał, patrząc na wszystkich dookoła. Zrobił krok do tyłu, by chwycić w dłoń swoją koszulkę i zaraz ją na siebie ubrać. - Kompletnie nie wiem, o czym pani mówi, więc proszę zejść że sceny. Koncert zaczyna się za dwie godziny, a mamy próbę. - Dodał jeszcze spokojnie.
    Dopiero po chili dostrzegł podobieństwo.
    - Pani jest matką Villemo. Teraz dopiero to widzę. Urodę musiała odziedziczyc po pani. - Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy. - Tylko, że nie spotykam się z pani córką, tak dla ścisłości.

    OdpowiedzUsuń
  120. [ Dodam, dodam. Jak tylko się dorwę do komputera. :) ,]

    Dopiero po chwili, Gus zrozumiał o co chodzi matce Villemo. Kobietą musiała widzieć ten cholerny artykuł w internecie. Spojrzał więc na blondynkę z lekkim uśmiechem.
    - Ach, o to chodzi. Nie, to było zjecie zrobione w złym miejscu o złym czasie. - Powiedział. - Vill mnie nawet nie lubi. - Dodał, po czym pochylił się nad kobietą, by coś jej szepnac na ucho. - A ja ją lubię, nawet bardzo. Tylko cicho. - Wyprostowal się, po czym podszedł do mikrofonu, żeby mogli w końcu zacząć tą cholerną próbę.
    - Nic się nie stało nie przepraszaj. - Odezwał się po chwili. - A jeśli twoja mama chce, niech zostanie na próbie. Nie musisz jej wyprowadzać. - Dodał.
    Zaczęli wreszcie. Pierwszą piosenka wyszła świetnie, druga również. W międzyczasie Gus znów się rozebrał, bo teraz faktycznie się spocil i było mu gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  121. Kiedy tylko GUS zauważył, że Villemo wyszła, postanowił przećwiczyć nową piosenkę. Nie chciał, by ją słyszała. Przynajmniej nie teraz.
    Zrobili próbę dwa razy i mimo, że była dość spokojna i dość nietypowa jak na styl, w którym grali, to postanowili ją wieczorem zagrać. Peter też nie widział przeciwwskazań.
    Gus zauważył, że jego menadżer dość często przygląda się Cecili, jakby się znali, jednak nie chciał w to wnikać. To nie była jego sprawa, a i swoje sprawy miał na głowie.
    - Dzięki za próbę panowie. - Riveers przybil piątkę z kumplami. - Widzimy się na koncercie za jakąś godzinę. - Zebrał swojej rzeczy i zaraz wyszedł z hali żeby się wykąpać i przygotować do koncertu. Minął Vill bez słowa. Nie chciał na razie z nią rozmawiać i ciekaw byl, jak zareaguje na piosenkę, którą dla niej napisał.

    OdpowiedzUsuń
  122. [ Haha spoko :) link już w karcie jest chociaż parę gifow jeszcze bym musiała znaleźć. ]

    Gus był w połowie drogi do hotelu, kiedy uświadomił sobie, że nie zabrał z hali swojego telefonu. Zawrócił więc, by odzyskać swoją własność. Jeszcze ktoś, by mu go zwinął, albo coś.
    Wszedł do środka, akurat w momencie, w którym Cecilia trzasnela Petera w twarz. Riveers stanął jak wryty. Nie tego się spodziewał.
    - Co tu się dzieje?- Zapytał, nie wiedząc czy ma się śmiać czy płakać. - Dlaczego pani bije mojego menadżera?- Dodał jeszcze.
    Spoglądał to na jedno, to na drugie i czasami na Villemo, ale ona była chyba tak samo zszokowana jak on.

    OdpowiedzUsuń
  123. [Nie no to na pewno, tylko muszę znaleźć jakieś fajne :)]

    Nie no, cała sytuacja wydawała mu się zabawna, owszem, ale nie zmieniało to faktu, że Peter był jego menadżerem, a Cecilia tak naprawdę obcą osobą.
    Dopiero, kiedy usłyszał, że kiedyś ze sobą byli co nieco zrozumiał.
    Spojrzał na matkę Villemo, potem na nią samą, a na koniec na Petera.
    - Nie jestem chłopcem, to po pierwsze. A po drugie, nie wiem co między wami zaszło i nie chcę wiedzieć. Doskonale wiem co robię. - Odpowiedział matce Villemo. - Przepraszam, ale wróciłem tylko po telefon. - Dodał jeszcze, po czym wrócił na scenę, by zabrać swoją zgubę.

    OdpowiedzUsuń
  124. [ Robimy przeskok do koncertu :D Gus jej pośpiewa :D]

    OdpowiedzUsuń

  125. Krzyki Petera i Cecilii niosły się echem po całej sali koncertowej. Gus starał się je ignorować, zajmując się własnym telefonem.
    Pozbierał też kartki z tekstem nowej piosenki, żeby przypadkiem nikt się na nie nie natknął.
    - A co ty tu jeszcze robisz? - Głos Jacoba przerwał ciszę.
    - Zostawiłem telefon, więc wróciłem. - Powiedział, spoglądając na zegarek.
    - Coffe shop chyba odłożymy na później co?
    - Tak, tak. - Wymruczał w odpowiedzi, przeglądając zdjęcia.
    Akurat trafił na te z Paryża. Cecilia miała rację. Wyglądał tak, jakby był zakochany. Powinien był je usunąć, jednak nie potrafił tego zrobić.
    Westchnął cicho, chowając telefon do kieszeni i ruszył w stronę wyjścia.
    Jednak to, co zobaczył, kazało mu się zatrzymać i ukryć w cieniu. Ethan tulił do siebie Villemo. Aż go coś zakuło. Schował się za dużą szafą, tak by słyszeć i widzieć, co mówią, chociaż sam nie wiedział, po co to robi.

    [ Nic się na razie nie dzieje, więc Gus się schował, żeby popatrzeć co zrobią. Jak ma być rycerzem to musi się coś dziać:D]

    OdpowiedzUsuń
  126. Wiedział, że nie powinien tak stać w cieniu i słuchać ich rozmowy, ale po prostu nie potrafił tak obojętnie obok tego przejść.
    Nie zauważył nawet kiedy Villemo stała się dla niego ważna. Zależało u na niej, a to, że teraz kręcił się obok niej Ethan, uznał po prostu za dopust boży. Gówniarz niezwykle działał mu na nerwy. Przede wszystkim tym, że kręcił się obok dziewczyny.
    Słuchał tego, co mówią i kiedy zauważył jak Vill odwraca się z zamiarem wyjścia, po czym ląduje na podłodze, wyskoczył z ukrycia.
    Dopadł do niej w trzech krokach, odpychając przy okazji Ethana.
    - A ty co tu robisz? - Zapytał go tamten.
    - Gówno cię to obchodzi. Odsuń się. - Dodał jeszcze, biorąc dziewczynę ostrożnie na ręce. - Otwórz mi lepiej drzwi. - Mruknął tylko, idąc w stronę wyjścia. Miał nadzieję, że świeże powietrze dobrze zrobi blondynce. - Hej, Vill...- zaczął. - Słyszysz mnie? - Zapytał cicho.

    OdpowiedzUsuń
  127. Tak, jeszcze czego. Gus w życiu nie pozwoliłby na to, żeby Ethan dotknął Villemo po raz kolejny. Co to, to nie.
    On miał być jej rycerzem, a nie ten długowłosy gówniarz, który działał mu na nerwy jeszcze bardziej. Jak on w ogóle śmiał, przytulać Vill. Zazdrość Riveersa nie znała granic.
    Wyszedł z nią spokojnie na zewnątrz i nie miał zamiaru jej puszczać. Dobrze mu tak było, bo znów ją trzymał w ramionach. No może nie do końca, ale to zawsze coś.
    - Od kiedy to mówisz do mnie po nazwisku? - Zapytał, patrząc jej w oczy. - Niezdara z ciebie wiesz o tym? - Dopytał jeszcze.
    Chciał jeszcze się dowiedzieć, czemu nie przyjdzie na koncert. Przecież musiała tam być. Musiała wysłuchać piosenki.
    Odstawił ją w końcu na ziemię, oparł się o niewysoki murek, by zapalić papierosa.

    OdpowiedzUsuń
  128. - Najwidoczniej ci tego brakuje. - Odpowiedział jej, zanim w ogóle zdążył ugryźć się w język.
    Spojrzał na nią uważnie. Nie wyglądała zbyt dobrze. Chciał jej sporo w tym momencie powiedzieć. Tylko, że niestety jej rzyganie nie bardzo go do tego nastrajało.
    Może na koncercie, albo po nim, kiedy już usłyszy piosenkę, co nieco do niej dotrze. Chciał, żeby tak było.
    Bo tak naprawdę, trochę się zmieniło od tamtego czasu.
    - Dwudziesty dziewiąty marca. - Odpowiedział jej machinalnie. Zaskoczyło go trochę to pytanie i to co później powiedziała. - Vill, co się dzieje? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  129. Teraz to go zaskoczyła. Stał i patrzył na nią przez jakiś czas, nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć. Nie, nie mogła być w ciąży. To by było niemożliwe. Kompletnie niemożliwe.
    - Pamiętam, że to było dziesięć dni temu. - Poinformował ją. - Nie mów mi, że jesteś w ciąży. To nie jest możliwe. Nie może być możliwe. - Dodał jeszcze. To nie mogło się stać. Dopiero co się pogodził (teoretycznie) z tym co czuje, a tu jeszcze miałby sobie uświadamiać, że zostanie ojcem. Co to to nie.
    - Przyjdź wieczorem na koncert. - Poprosił cicho. I w tym momencie z budynku wyszła Cecilia. - Proszę. To dla mnie ważne. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  130. [ oki]

    - No dobrze, ale nie musisz się od razu na mnie drzeć, Vill. - Powiedział cicho. Czemu ona taka była. Czemu tak strasznie się na nim wyżywała. Sam nie wiedział. Przykro mu się robiło z tego powodu, ale przecież jej tego nie pokaże. W sumie, sam nie wiedział już teraz, po co miała przychodzić na ten koncert. Po co, w ogóle napisał jej tą piosenkę, ale i tak ją zaśpiewa. Bez względu na to, czy Vill się pojawi, czy nie. - Jak chcesz. - Wzruszył tylko ramionami i podniósł się z murku z zamieram powrotu do hotelu. Musiał się wykąpać, a do koncertu została zaledwie godzina. Nie chciał się spóźnić.

    OdpowiedzUsuń
  131. [ Dobrze, nie musiałam długo czekać :D]

    OdpowiedzUsuń
  132. Gus coś czuł, że jeśli się nie dogadają w jakikolwiek sposób, to tak właśnie będzie wyglądało każde ich spotkanie, każda ich rozmowa.
    A tego nie chciał. Nie o to mu chodziło. Sam już nie miał pojęcia jak dotrzeć do Vill. W jaki sposób załagodzić to wszystko.
    - Na razie. - Mruknął tylko, ledwie dosłyszalnie, chowając dłonie do kieszeni i ruszając w stronę hotelu.
    Kiedy się tam znalazł, wziął szybki prysznic, przebrał się w "koncertowe" ubrania i ponownie wrócił na halę, gdzie mieli grać. Wiedział, że bez względu na to, czy Vill się pojawi, czy nie, zagrają tą nową piosenkę. Musiał to zrobić, przynajmniej dla siebie.

    [ Ona będzie na tym koncercie czy nie, bo chyba mam pomysł, co zrobić, gdyby jej nie było. ]

    OdpowiedzUsuń
  133. [ To jak wolisz, bo w sumie wymyśliłam, że gdyby jej nie było, to ktoś by po prostu wszystko nagrał ( może nawet ta stylistka, co z nią ostatnio gadała). Potem zaniosą jej to do pokoju w hotelu z tekstem :" Musisz to zobaczyć. Nie uwierzysz, co zrobił Gus". A później to już jakoś by poszło chyba.]

    OdpowiedzUsuń
  134. [ Okey, ta nowa piosenka będzie ostatnia i co nieco będzie chciał przed nią powiedzieć :D Monika, a Ty? :d]

    OdpowiedzUsuń
  135. [ Będę miała co dodać do Pisięciu twarzy Gusa i swojego prywatnego folderu :D]

    OdpowiedzUsuń
  136. Gus od dwudziestu minut biegał sobie za kurtyną, gdzie przygotowywali się do koncertu. Stresował się jak cholera. Jakby kurwa pierwszy raz wychodził na scenę i miał zaśpiewać przed tłumem ludzi.
    Nie wiedział nawet czy Villemo przyszło. Nie chciał o ty myśleć. Bez względu na wszystko i tak to zrobi.
    - Uspokój się człowieku. - Jacob zauważył, że Riveers trochę szaleje. - Będzie spoko, nie martw się.
    Augustus uśmiechnął się tylko krzywo, zakładając na ucho swoją słuchawkę. Zaraz też kurtyna się rozsunęła, a oni zaczęli koncert. Gus dał z siebie wszystko. Szalał jak nigdy i ku uciesze swoich fanek, zdjął z siebie koszulkę, rzucając ją w tłum.
    Zagrali swoje standardowe kawałki, po czym na sam koniec Riveers stanął na samym brzeżku sceny i donośnym głosem oznajmił.
    - A zanim się rozstaniemy, mam dla was utwór z nowej płyty. - Powiedział. - Napisałem go dla pewnej szczególnej osóbki, którą wszyscy znacie z powodu artykułu, który pojawił się przed tygodniem. - Westchnął cicho. - Jej tu z nami dziś nie ma. Może to i dobrze, bez dalszych wstępów " Heart on fire".
    Muzyka zagrała, nie taka jakiej pewnie się spodziewano, ale Gus nie zwracał na to uwagi. Po porstu śpiewał.
    - I'm falling in, I'm falling down
    I wanna begin, but I don't know how
    To let you know, how I'm feeling
    I'm high on hope, I'm reeling

    I won't let you go, now you know
    I've been crazy for you all this time
    I've kept it close, always hoping
    With a heart on fire, a heart on fire
    I was shot down, ghost out
    You opened up the door
    I don't know where you came from
    But you woke me up and left me wanting more
    Everything about you, and everything you do

    I won't let you go, now you know
    I've been crazy for you all this time!

    I won't let you go, now you know
    I've been crazy for you all this time
    I've kept it close, always hoping,
    With a heart on fire, a heart on fire, a heart on fire, all this time.... - Kiedy skończył, pomachał fanom, ukłonił się raz, czy dwa i z mocno bijącym sercem zszedł ze sceny słuchając pisków.
    Zrobił to. Czuł się dzięki temu, jakoś tak dziwnie lekko.

    OdpowiedzUsuń
  137. [ Haha :) to kto jest Grażyna?]

    Gus był zadowolony. Dali z siebie wszystko i koncert naprawdę się udał.
    Słyszał to jeszcze teraz, schodząc spokojnie że sceny. Oklaski, piski i wołanie jego imienia, było na to idealnym dowodem.
    Był zadowolony, chociaż wiedział, że i tak grubo będzie się musiał tłumaczyć z tej swojej gadki przed ostatnią piosenka. Nie przejmował się tym jednak. Zrobił swoje, a przede wszystkim mu ulżyło.
    Usłyszał ja, zanim ją zobaczył. Zdążył tylko obrócić głowę, by ze zdziwieniem na nią spojrzeć. Przecież miało jej nie być.
    Zdążył ją jeszcze złapać, zanim się nie przewróciła. Sam aż zrobił krok do tyłu z takim impetem na niego wpadła.
    - Uważaj jak chodzisz, bo się kiedyś zabijesz o własne nogi. - Powiedział, śmiejąc się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  138. [ Haha okey :)]

    Gus śmiał się dlatego, że się połknęła, a nie z całej tej sytuacji. Wiedział, że będzie musiał się jej zaraz grubo tłumaczyć. Widział to w jej oczach. No, ale skoro powiedział A to musiał powiedzieć i B. Nie mógł stchorzyc. Nie wolno mu było tego zrobić.
    Zrobił krok w tył, żeby stać od niej w bezpiecznej odległości. Spojrzalvna nią uważnie.
    - Piosenka powinna ci była wiele wyjaśnić. - Powiedział cicho. Denerwował się było to widać doskonale. - Powiedziałem mu tak, bo byłem zazdrosny. Powiedziałem tak, bo nie chciałem patrzeć jak cię dotyka. - Dodał jeszcze. Mało interesowało go to, czy ktoś ich słyszy czy nie. - Sporo się zmieniło Vill. Sporo zrozumiałem. I nie wiem jak mam to dalej powiedzieć, albo wyjaśnić. - Westchnął cicho. przymykajac na chwilę oczy.
    Przechodzący obok Jacob poklepal go po ramieniu, jakby chciał mu dodać otuchy. - Chce z tobą być Vill.

    OdpowiedzUsuń
  139. Był zazdrosny, kurewsko zazdrosny, bo zdał sobie sprawę z tego, że Villemo mu się wymyka. Każdego dnia, kiedy się kłócili, za każdym razem , kiedy się nie widzieli istniało ryzyko, że zacznie spotykać się z kimś innym. Że w końcu ktoś inny będzie ją miał. A nie on.
    Spojrzał na nią poważnie. Nie wyglądał na człowieka, który żartuje.
    - A wyglądam jakbym sobie robił jaja?- Zapytał, patrząc jej w oczy. - Mówię poważnie Vill. Chce z tobą być. I wcale nie chce cię zaciągnąć do łóżka. Myślisz, że gdyby mi o to chodziło to pisałabym dla ciebie piosenkę? Na pewno nie. - Zamilkł na chwilę, dłonią odgarniajac sobie spocone włosy z czoła. - I nie chce cie dręczyć. Masz prawo mi nie wierzyć po tym wszystkim co się stało. - Uśmiechnął się do niej smutno. - Wiesz już wszystko. Taka jest prawda. Nie będę zabierał ci więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
  140. - Głupia jesteś. - powiedział w końcu, używając stwierdzenia, którego ona tak często używała w stosunku do niego. - Mówię poważnie Vill. Teraz mówię poważnie, bo wcześniej, te dwie godziny temu to jeszcze mi odpierdalało. - Dodał, patrząc na nią uważnie. - Jeszcze mi teraz powiedz, że piosenka ci się nie podobała. Jest inna, owszem, ale ma coś w sobie. - Przygryzł lekko dolną wargę. - Nikt cię nie zabije. Nie przesadzaj. Myślisz, że wszyscy się mną interesują, albo moim życiem prywatnym? Wątpię, tylko piskliwe nastolatki, którym się wydaje, że mnie kochają. - Uśmiechnął się lekko do Vill, nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć.
    Podszedł więc bliżej, by położyć jej dłoń na policzku i pochylił się lekko ją całując. Chciał tego i to zrobił, ale zaraz też się odsunął.

    OdpowiedzUsuń
  141. [ Dobranoc ja jutro na 13:00 idę, więc tak do 12:30 będę dostępna, pewnie od rana, bo zawsze wstaje koło 5:30]

    - Wiem, że to moja wina. Nie musisz mi przypominać. - Odpowiedział jej. Cały czas był poważny. Nie mogła nadal uważać, że robił sobie jaja, bo nie robił.
    - Naprawdę obchodzi cię to, co inni będą pisać na twój temat w internecie?- Zapytał. On doskonale wiedział, jakie brednie czasami potrafili pisać o nim.- Daj spokój Vill. Poplacza parę dni i im przejdzie. - Dodał jeszcze.
    Widział zaskoczenie na jej twarzy po tym pocałunku. Widział, te wielkie oczy jelonka Bambi, które mu się podobały.
    Zmarszczyl jednak brwi, słysząc jej słabą wymówkę, ale nic nie powiedział.
    - Dobrze. Daj mi znać co i jak. - Powiedział jeszcze, po czym dołączył do reszty kumpli.
    Wrócili do hotelu, wzięli szybki prysznic i poszli na miasto, tak jak sobie to zaplanowali. W pokoju GUS zlądował grubo po północy. Nawet drzwi za sobą na klucz nie zamknął. Rozebrał się na wpół przytomnie i zupełnie nago padł na łóżko. Był zmęczony. Sporo się wydarzyło tego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  142. Staranie się o dziewczynę dla Gusa będzie nowością. Nigdy nie musiał tego robić, ale wiedział, że inaczej nic z tego nie wyjdzie. Vill była uparta. Cholernie uparta i skoro powiedziała, że do niego nie przyjdzie, to nie przyjdzie.
    Spał niemal do południa. Był tak wyczerpany poprzednim dniem, że nic dziwnego, że sobie pofolgował. Nie mieli nic zaplanowane. Żadnych wywiadów, żadnych spotkań z fanami. Nic. Po prostu czyste, błogie lenistwo.
    Gus podniósł się w końcu z wyra i poszedł pod prysznic. Musiał spłukać z siebie zapach alkoholu, trawki i tego wszystkiego, co się działo po wczorajszym koncercie. A sporo tego było. Zęby umył chyba ze cztery razy, żeby nie było nic czuć po czym się ubrał i poszedł do Villemo, mając nadzieję, że jest w pokoju. Musieli w końcu porozmawiać.
    Stanął pod jej drzwiami i zapukał. Nie walił w drzwi, jak ona wcześniej, po prostu cicho zapukał.

    OdpowiedzUsuń
  143. Zdziwił się trochę słysząc jej słowa, ale nie odebrało mu to animuszu. Przywykł już do tego, że Villemo lubi sobie pomarudzić i pokrzyczeć.
    - Vill - zaczął. - To tylko ja. Gus. - Powiedział, jakby nie pomyślał, że dziewczyna pozna go po głosie. - Mogę wejść? - Zapytał jeszcze, chociaż pewnie mógłby sobie bez pytania wleźć do środka. Ale wolał być grzeczny, wolał zapytać grzecznie o pozwolenie. Przecież musiał się postarać. Ciekawe tylko na jak długo starczy mu cierpliwości, żeby się uganiać za blondynką.

    OdpowiedzUsuń
  144. Skoro go zaprosiła do środka to westchnął cicho i nacisnął klamkę. Wszedł do pokoju, rozglądając się dookoła. Był mniejszy od tego, który zajmował on.
    - Cześć. - Przywitał się z dziewczynę, patrząc na nią uważnie. Nie wyglądała zbyt dobrze. - Mama nadal nie daje ci spokoju, co? - Zapytał, chcąc w jakiś sposób podtrzymać rozmowę. Zamknął za sobą drzwi, ale nawet nie ruszył się z miejsca. Chyba go sparaliżowało.

    OdpowiedzUsuń
  145. Fakt, status gwiazdy rocka pozwalał na dużo więcej i Gus miał jeden z większych pokoi w hotelu do swojej dyspozycji.
    Wszedł w końcu głębiej, usiadł na brzegu łóżka, po czym bezceremonialnie położył się za nią, zaglądając przez ramię w ekran komputera.
    - Dobrze się czujesz? - Zapytał, pamiętając że wczoraj wcale dobrze się nie czuła. Dostrzegł jakie strony przeglądała. - Nie zdjęłaś jeszcze tych szwów? - Dopytał, przysuwając się jeszcze odrobinę bliżej, by lepiej widzieć. - Zaraz za rogiem jest przychodnia. Tam na pewno będą mogli je ściągnąć.

    OdpowiedzUsuń
  146. Gus tylko na nią spojrzał. Wiedział, że musi zdjąć te szwy i to jak najszybciej, żeby potem nie było z tym żadnych problemów.
    - To zaraz tam pójdziemy. - Zdecydował po chwili. Tryb troskliwości mu się uruchomił, czy Vill się to podobało, czy nie. Miał zamiar się nią zaopiekować. - Przyjmą cię, już moja w tym głowa. - Dodał jeszcze, patrząc w te jej wielkie oczy. - Chodź, im szybciej to załatwimy, tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  147. Gus znając życie by się kłócił. Ten standardowy Augustus Riveers na pewno by to zrobił, natomiast ten nowy, który miał zamiar przynajmniej w teorii się zmienić, nie chciał wszczynać awantur. Musiał coś udowodnić Villemo i sobie chyba też.
    - No przecież, nawet się kłócić nie zamierzałem. - Powiedział z miną niewiniątka i lekkim uśmiechem na ustach. Przynajmniej się nie wykłócała o to, żeby tam z nią nie szedł. - No to idź, żebyś mi po drodze nie wołała. - Dodał jeszcze, chichocząc. Usiadła na łóżku.
    Mieli pogadać, ale może zrobią to później. Czuł jednak, że Vill będzie go sprawdzała teraz na każdym kroku. Ciekawe na ile tego sprawdzania wystarczy mu cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  148. Poczekał na nią grzecznie, zastanawiając się co dalej. Będzie pewnie musiał jej pokazać, że mu zależy naprawdę, a nie tak tylko na chwilę. Sporo roboty prze nim. Westchnął cicho i podniósł się z łóżka.
    - No już idę. - Powiedział. - Tylko skoczymy jeszcze do mnie po jakąś bluzę, dobrze? - Zapytał. Nie chciał paradować po ulicach w samej koszulce, w końcu w Europie wcale tak ciepło nie było. - Pewnie, możemy iść. Sam miałem to zaproponować. - Odezwał się jeszcze po chwili, otwierając przed nią drzwi i puszczając ją przodem. Drobne gesty, ale oby dobrze były przyjęte.

    OdpowiedzUsuń
  149. Zaśmiał się tylko słysząc jej słowa. Cud nie kłócili się jeszcze. Oby tak dalej.
    - Dobra, spotkamy się na dole. - Zgodził się w końcu, ruszając w stronę pokoju. - Nie martw się, jeszcze nie raz będę miał okazję, żeby cię zaskoczyć. - Krzyknął na cały korytarz.
    Zebrał w swoim pokoju wszystkie swoje rzeczy i ubrał na siebie pierwszą lepszą bluzę, po czym zszedł na dół. Nie jechał windą, musiał się trochę uspokoić. Wyszedł przed hotel żeby sobie jeszcze zapalić i poczekać na Vill.

    OdpowiedzUsuń
  150. Vill miała prawo wierzyć w to, że Gusowi odbiło. W końcu, niemal automatycznie zmienił swoje zachowanie w stosunku do niej.
    Chyba ta cała sytuacja z Ethanem nieco mu uświadomiła i to dlatego. Gdyby nie to, pewnie teraz nadal by się kłócili, albo nadal by ze sobą nie rozmawiali. Chociaż nawet i bez tego piosenkę by zaśpiewał.
    Czekał na nią cierpliwie, pogwizdując wesoło. Humor mu dopisywał.
    Kiedy się pojawiła, skończył akurat papierosa. Zaraz też wyrzucił niedopałek do kosza.
    - No to idziemy. - Zadecydował, ruszając przed siebie.
    Dziwnie było. Dość niezręcznie i Gus nie bardzo wiedział, co ma teraz powiedzieć, albo jak się zachować.
    - Co do tej kawy - zaczął po chwili. - Koło przychodni jest taka fajna kawiarenka. Byliśmy tam wczoraj z chłopakami po koncercie. Możemy tam iść jeśli chcesz. - Zaproponował, spoglądając na nią. Miał ochotę ją objąć, jednak nie chciał się spieszyć. Rozważnie musiał to wszystko rozegrać.

    OdpowiedzUsuń
  151. [ Okey, okey. ]

    I całe szczęście, że nie musieli się kłócić, bo pewnie Gus by w końcu nie wytrzymał. Holendrzy chyba faktycznie mieli trochę więcej rozumu, niż Francuzi i od razu zajęli się Villemo.
    Trochę czasu upłynęło, zanim dziewczyna wyszła z gabinetu, a w tym czasie Riveers wyszedł na chwilę z przychodni, żeby jej chociaż na straganie jakiegoś kwiatka kupić. Nie będzie przecież mu marudziła potem, że jej zaskoczyć nie umie.
    Zanim wyszła, on już siedział z miną niewiniątka na krzesełku. Uśmiechnął się do niej również, podnosząc się z miejsca.
    Podszedł bliżej i wyciągnął z zza pleców białego tulipana.
    - To dla ciebie. - Powiedział, patrząc uważnie na jej twarz, by dostrzec reakcję. - To co, idziemy na tą kawę? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  152. No masz babo placek. Ten się stara, a Vill już się z niego śmiać zaczyna. Eh, te baby. Tak źle, i tak niedobrze. Nie dogodzisz im za cholerę.
    W końcu sam też się zaczął śmiać, bo kwiatek trochę się pogniótł, kiedy chował go za plecami, a i jego mina, kiedy jej go wręczał też dość zabawna była.
    - Przecież normalnie się zachowuję. - Powiedział, zaskoczony nieco tym, że go pocałowała. Poszedł za nią i otworzył jej drzwi.
    Na zewnątrz odetchnął świeżym powietrze.
    - Dobra, następnym razem przyniosę ci koszyk jabłek. - Zażartował, ruszając w stronę kawiarenki. Nie mieli daleko. Właściwie mieściła się ledwie dwa budynki dalej.
    Wewnątrz pachniało cynamonem, trawką i mnóstwem innych dziwnych rzeczy, których Gus za cholerę nie mógł rozróżnić. Zajęli sobie jakiś stolik w kącie, oddalony nieco od reszty. Tutaj dopiero zdjął z siebie bluzę, bo zdecydowanie za gorąco tutaj było.

    OdpowiedzUsuń
  153. Niby dostał mały ochrzan za kwiatka, a jednak do wody go wsadziła. Ach te baby. Mówią jedno, a robią drugie. Gusowi aż się śmiać chciało, jednak nic nie powiedział.
    - Będę pamiętał, że nie lubisz róż. - Stwierdził, i aż mu ulżyło, że jednak dostała od niego tulipana a nie jakąś tandetna róże z kolcami. - Też chcę ciasto. Zaraz zobaczymy co dobrego tu mają. - Dodał jeszcze, po czym sięgnął po menu, by dokładnie mu się przyjrzeć. W sumie, to sam nie wiedział na co ma ochotę. - I jak ręka? Zroslo się wszystko?- Zapytał po chwili, podnosząc głowę, by spojrzeć na Vill.

    OdpowiedzUsuń
  154. Zaśmiał się tylko, słysząc jej słowa.
    - Chcesz to ci takie ciastka załatwię, skoro się musisz rozluźnić. - Powiedział, patrząc na nią z rozbawieniem. - Oczywiście żartuje. Żadnych ciastek z dodatkami. Weź jabłecznik. Dobry jest - Dodał po chwili.
    Przyglądał się, jak kładzie rękę na stole i podwija rękaw. Widział bandaż. Nie zabrała ręki, więc skorzystał z okazji i położył swoją dłoń na jej dłoni.
    - A skąd wiesz, że akurat to chciałem powiedzieć?- Zapytał. - Poza tym blizny są seksowne, a ta powstała w dość ciekawych okolicznościach. - Zaśmiał się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  155. Nic nie powiedział, kiedy zabrała rękę. Trochę się chyba pospieszył. Spojrzał na Villemo i swoje dłonie też zabrał ze stołu, coby jak idiotą z nimi nie siedzieć.
    - Gdybym chciał cię otruć to raczej bym cię zmusił do zjedzenia tego ciastka. - Orzekł w końcu. A ja ci je tylko zaproponowałem, bo sam wczoraj się nim zagadałem. - dodał z lekkim uśmiechem. Na chwilę przerwał im kelner. Ten sam, od którego Vill zabrała szklankę z wodą. Gus zamówił sobie sporą kawę o dziwnej nazwie i trzy kawałki jabłecznik. Był głodny. Kiedy znów zostali sami, spojrzał na nią.- Co do tatuaży to wiesz, ty mi powiedz. Sama mi kiedyś wytknelas, że jestem narcyzem, więc uważam, że są seksowne. A opinia napalonych nastolatek nie jest chyba odpowiednia. - Odezwał się po chwili, śmiejąc się cicho. - A wypominaj sobie nawet pięćdziesiąt lat. Nie planuje się z tobą rozstawać w najbliższym czasie, więc wszystko jest możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  156. Nie wytrzymał. Zaczął się śmiać, aż ludzie z najbliższych stolików zaczęli się na nich patrzeć. Dopiero tedy się w pewien sposób uspokoił.
    - Żartowałem przecież z tym klubem. - Powiedział, nie mogąc powstrzymać chichotu. - Nie mogę odejść, nie spełniając mojej życiowej misji, która jest wkurzanie twojej osoby do końca życia. - Mówił poważnie, ale oczy mu się śmiały. - Urodziny mam ostatniego kwietnia. Chociaż w internecie znajdziesz różne dziwne daty. - Odpowiedział jej, zabierając się za swoje ciastko. On się wagą nie martwił. I tak ćwiczył, więc nie musiał się bać, że przytyje.- Ach, czyli jestem jednak seksowny?- Zapytał śmiejąc się cicho. - To dobrze, bo mi ego coś ostatnio siadło. - Spojrzał na Vill i jej kawę z karmelem. - Będziesz musiała to później spalić, chyba że ci w cycki wejdzie, to nie będę protestował. - Poruszał śmiesznie brwiami.
    Już na pierwszy rzut oka było widać, że ma bardzo dobry humor. I trudno się dziwić. Siedział z Villemo na czymś w rodzaju randki, a od kilku godzin nie pokłócili się ani razu. Oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  157. Teraz i on przestał się śmiać. Łapała go za słówka, doskonale o tym wiedział, jednak mimo to, jego cierpliwość została wystawiona na próbę. Ogromną.
    Nie odpowiedział jej od razu. Najpierw musiał się nieco opanować. Napił się swojej kawy, zjadł kawałek jablecznika i dopiero wtedy na nią spojrzał.
    - To o Hitlerze wiem. - Odezwał się po chwili, zaczynając od mniej drażliwego tematu. - Teraz będę miał dwudzieste siódme urodziny, a moim piciem się nie przejmuj. Potrafię się kontrolować. - Dodał jeszcze.
    Westchnął cicho, przypominając sobie jej kolejne słowa.
    - Nie powiedziałem , że to coś złego, że przytyjesz, więc z łaski swojej nie łap mnie za słówka. Podobalabys mi się nawet gdybyś ważyła ze sto kilo i wchodzilabys bokiem do pomieszczenia. - Powiedział w końcu. - Ale skoro ja nie podobam się tobie to nie wiem po co rozmawiamy w ogóle. - Wjechała mu na ego. Był pewien,że w jakiś tam sposób się jej podoba.

    OdpowiedzUsuń
  158. Fakt, zaczęli od dupy strony tak naprawdę. Zaczęli od seksu, nie dając sobie nawet szansy na to, by się lepiej poznać.
    Dotarło to do niego po czasie tak naprawdę. Spojrzał na Villemo, już nieco opanowany. Chciał coś o niej wiedzieć. Przecież nie można budować czegokolwiek na podstawie wyobrażeń, albo tego jak jest z tym kimś w łóżku.
    Początkowo go zatkało. Uznał po prostu słowa Villemo za atak.
    - Mam młodszą siostrę, Alice. Ma dziewiętnaście lat. Mieszka z ojcem w Nowym Jorku. Jest mała i wredna. Zupełnie tak jak ty. I też jest artystką, tyle że ona akurat tańczy. Balet. - Odpowiedział dziewczynie na pytanie, lekko się uśmiechając. - A ty Vill? Mass jakieś rodzeństwo? I kiedy masz urodziny, bo nawet nie wiem, kiedy ci niezapominajki kupować, albo patrzeć czy zmarszczek ci nie przybyło.- Dodał jeszcze, śmiejąc się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  159. Seks seksem. Gus sobie jakoś w tej kwestii poradzi. A przynajmniej tak mu się teraz wydaje.
    Chyba biedak nie do końca wiedział na co się pisze. Zobaczymy na jak długo starczy mu czasu.
    - Ojciec ma swoją firmę, która się szczyci. Biuro architektoniczne właściwie i nie nie za bardzo podoba mu się syn rockman. Psuje mu renomę.- Uśmiechnął się kwaśno. - Z Alice z kolei, świetnie się dogadujemy, coś czuję że obie byście się dogadaly jeśli chodzi o marudzenie na mój temat.- Dodał jeszcze. - Ma do mnie przyjechać niedługo. Pewnie, kiedy wrócimy do miasta. O ile w tej jej super prywatnej szkole będzie miała wolne.- Napił się swojej kawy.
    Spojrzał na dziewczynę. Nie odpowiedziała na jego pytanie.
    - Brat bliźniak? - Zapytał.- I kiedy masz te urodziny?

    OdpowiedzUsuń
  160. Tak to były zbyt ostre słowa, aż Gusa na moment zatkało. Mówiła prawdę, tak wyglądało jego życie, ale mimo to, usłyszeć to bezpośrednio nie było przyjemnie.
    Zacisnął wargi w wąską linie i zabrał się za swoją kawę. Nie obraził się, po prostu musiał przetrawić tą informację.
    - Pewnie masz rację. - Powiedział w końcu cicho. - Z ojciec nie dogadywalem się nigdy, chyba od czasu śmierci mamy i od kiedy zaczął sobie sprowadzać do domu nowe żony.- Dodał jeszcze. - Kiedy miałem jakieś szesnaście lat, zwialem od niego. Do wujka Toma. To on mi pokazał czym jest muzyka, zrobił pierwszy tatuaż i to jego bardziej traktuje jak ojca. - wyznał jej w końcu. O tym nie wiedział nikt. Nawet w wywiadach Gus nie podawał takich informacji. - Alice specjalizuje się w kontaktach z trudnymi ludźmi.- Zaśmiał się cicho. - a ty wcale nie jesteś taka zła. Jesteś po prostu oryginalna.- Uśmiechnął się do niej.
    Zdziwił się na wieść o bracie.
    - Faktycznie twoi rodzice nie proznowali, skoro w tym samym roku doczekali się dwójki dzieciakow. - skończył w końcu swój sernik i poklepal się po brzuchu. - Masz jakieś marzenia?- Zapytał po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  161. [ Haha faktycznie, wybacz :)]

    Był zły owszem, ale gdzieś tam w środku. Nie miał jednak zamiaru wybuchnąć. Vill musiała się w końcu do niego przekonać. Znosił to wszystko bardzo cierpliwie. Dla niej, bo ją lubił.
    - Nie próbuje ci szukać przyjaciółek, tylko mówię, że byście się dogadaly.- Powiedział w końcu. - Który był pierwszy? Ten na wierzchu prawej dłoni. Bez rozbierania się obejdzie. - Zaśmiał się cicho. - Marzenia się zawsze spełniają. Przynajmniej moje się spełniło.- Dodał. -co chciałabyś robić w życiu?

    OdpowiedzUsuń
  162. [ Jutro jak coś też na 13:00 do pracy mam, a weekend wolny :)]

    Zaśmiał się cicho. Pytania jak pytania. Po prostu je zadawał z ciekawości.
    - Nie powiedziałaś, jakiej kategorii pytań oczekujesz.- Powiedział w końcu, dopijajac swoją kawę. - No, ale niech ci będzie. - Zastanowił się przez chwilę. - Rozmiar buta już znam. Mój to czterdzieści pięć, tak dla jasności, jakbyś chciała o to pytać. - Zaśmiał się cicho. - Czym w ogóle zajmuje się twoja mama?- Zapytał po chwili.
    Całkiem przyjemnie płynął im czas. Przynajmniej, tak się Gusowi wydawało.

    OdpowiedzUsuń
  163. [ No okey spoczko, jakoś to przeżyje. Poniedziałek i wtorek mam na popołudnie. Więc nie będzie aż tak źle:) ale fajne Gus i Vill normalnie Haha :) dobranoc!]

    - Zaraz kajaki. - Zaczął się śmiać. - Ja chociaż stanąłem w kolejce po wzrost, a ty chyba o tym zapomniałaś. - Zazartowal sobie jeszcze, ale zaraz spowaznial, kiedy zaczęła opowiadać o swojej mamie.
    Sam nie wiedział co ma myśleć o Cecilii. Była kobietą dość specyficzną.
    - No nieźle. Nie obraź się, ale jakoś nie bardzo przypadła mi do gustu. - Odezwał się po chwili. - Chyba trochę zbyt bezpośrednia jest i bardziej zachowuje się jak twoją siostra, a nie jak twoja mama. - Dodał jeszcze.
    Spojrzalvna blondynkę uważniej, zastanawiając się nad kolejnym pytaniem. - Jaki kolor najbardziej lubisz? Albo jaki smak lodów jest twoim ulubionym?- Zapytał. Tylko to mu wpadło do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  164. [ Czemu?:)]

    - Więc twierdzisz, że jestem mało inteligentny? I że nie mam rozumu?- Zapytał śmiejąc się cicho. Nie obrażał się, bo nie miał tak naprawdę o co. - Mogę być może mniej inteligentny i nie mieć cycków, ale chociaż odroslem od ziemii na odpowiednią wysokość. - Dodał jeszcze, wypinajac jej język.
    Rodzice byli różni. Ich się niestety nie wybierało.
    - No cóż, każdy jest inny, chociaż nie wyobrażam sobie żebym mógł być z jakąś spokojną kobietą, nie dałaby sobie ze mną rady, albo zrobiłaby to co zrobiła Hope.- Odezwał się po chwili, wymawiajac chyba całkowicie nieświadomie imię swojej byłej dziewczyny.
    Zaraz jednak Villemo zaczęła się śmiać, a kiedy dotarło do niego to, co wcześniej powiedział zrozumiał o co jej chodzi. Sam też zaczął się śmiać, patrząc na nią uważnie.
    - No tak, pytam o lody. Zimne lody Vill, które można kupić w sklepie. - Wyjaśnił jej, nie bardzo mogąc się opanować. - Jakie ty masz myśli- pokręcił głową.- A ja nawet przez sekundę o tym nie pomyślałem. Ale tobie widzę jedno chodzi po głowie. Oj ty, ty.- Zachcichotal.

    OdpowiedzUsuń
  165. [ No jest zabawne, a Stefcio taki uroczy :)]

    - Fakt, cycki są lepsze. - Odpowiedział jej jeszcze śmiejąc się cicho. Spowaznial zaraz. Że też musiał zacząć temat Hope. Spojrzał na Villemo uważniej, wzdychajac cicho. - Hope to moja była dziewczyna. I w ogóle jedyna dziewczyna, jaką kiedykolwiek miałem. - Wyjaśnił. - Nie chce jednak o niej rozmawiać, ani o tym co zrobiła. Przynajmniej nie teraz. Innym razem ci opowiem. - Dodał jeszcze. Nie chciał sobie psuć humoru. - A czemu niby przeze mnie pomyślałaś o innych lodach?- Wrócił do mniej drazliwego tematu.

    OdpowiedzUsuń
  166. Spojrzał na Villemo uważniej.
    - Cycki to masz akurat pierwszą klasa. - Powiedział w końcu. - Wiem, widziałem i dotykałem, więc tak jakby jestem ekspertem. - Zaśmiał się cicho. - Plus, mogę jeszcze dodać, że z lepszymi doczynienia jeszcze nigdy nie miałem. - To już był komplement. Całkowicie szczery. Uśmiech pojawił się na twarzy Gusa, a jego wzrok zaraz powędrował na jej dekolt. Patrzył w niego przez chwilę z lekko rozchylonymi ustami. - Przecież nic nie robię. Ja jestem grzeczny cały czas Vill, a rączki mam tutaj.- Wyciągnął dłonie spod stołu i pomachał nimi przed sobą. - Solony karmel? - Zdziwił się.- To ja będę szalenie nudny i powiem, że lubię pistacjowe i z czekoladą.

    OdpowiedzUsuń
  167. - W gruncie rzeczy, wanilia wcale nie jest taka nuda. Coś o tym wiem. Ostatnio smakowałem jej dwa razy i było całkiem fajnie. - Odpowiedział jej z szerokim uśmiechem, zdecydowanie nie mówiąc teraz o lodach. Ciekaw był czy Vill załapie aluzję.
    - Tamta miała sztuczne cycki, jak cała reszta. Bałem się, że jak mocniej przygryzę to mnie zaleje fala silikonu. Fuuuj. - Odezwał się po chwili, kompletnie nie obrażony na te docinki ze strony Villemo.
    Próbował zapomnieć o niej, a terapia musiała być długa i bardzo intensywna. Innej możliwości nie widział. Teraz miał nadzieję, że będzie już inaczej.
    - Chcesz iść może na spacer? - Zapytał po chwili. To gadanie o cyckach nieco wybiło go z rytmu i dość dziwne myśli mu w głowie generowało, a świeże powietrze dobrze mu zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  168. Może była jeszcze zbyt niewinna, by załapać aluzję. Trudno, może kiedyś jej to wyjaśni.
    Spojrzał na nią uważniej.
    - Łatwo da się to rozpoznać. Tym bardziej, że naturalne piersi są inne w dotyku. Chyba mam jakiś szósty zmysł w dłoniach, bo wiem co i jak. - Powiedział śmiejąc się cicho.
    Szkoda, że nie chciała iść z nim na spacer, ale jeśli faktycznie źle się czuła to nie zamierzał naciskać.
    - Dobrze, to chodź. Odprowadzę cię do pokoju. - Powiedział po chwili, wyciągając portfel, by rzucić kilka banknotów na stolik. - Położysz się i może ci przejdzie. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  169. Spojrzał na Vill uważniej i uśmiechnął się lekko w duchu wmawiając sobie, że musi to rozegrać w odpowiedni sposób.
    - Pewnie mają moc uzdrawiania, ale masaż dziś nie będzie. - Powiedział cicho. - Może innym razem. Na razie żadnego większego dotykania Vill. Trzeba to zrobić odpowiednio, bez pośpiechu. - Dodał jeszcze, chociaż sam nie mógł uwierzyć, że dobrowolnie zrezygnował z dotykania blondynki. Miał wrażenie, że albo żartuje, albo go sprawdza.
    Wolał wrócić do pokoju i popracować nad piosenką.
    - Daj spokój. - Odezwał się po chwili. - Zapłacę.Poza tym tak wypada, nie? - Dodał jeszcze. - A Paryżem się nie przejmuj. - Podniósł się ze swojego miejsca, zbierając swoje rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  170. - Nawet jeśli poprosisz Vill. - Odpowiedział jej cicho. - Najwyżej mogę ci przygotować termofor, położyć cię do łóżka i okryć kołdrą. Nic poza tym. - Dodał jeszcze.
    Wiedział, że gdyby nalegała, albo poprosiła to nawet by się obok położył, jednak raczej by jej nie dotknął. Nie chciał się spieszyć, chociaż to na pewno wystawi jego cierpliwość na ogromną próbę.
    Wyszli z kawiarni i ruszyli w stronę hotelu.
    - To nie była randka, a może była. Sam nie wiem. - Odezwał się po chwili. - Jednak jeśli tak bardzo ci to przeszkadza, to dobrze. Na jutro ci zrobię rozpiskę z paragonami, żebyś wiedziała ile dokładnie wydałem w Paryżu. - Zgodził się w końcu niechętnie, chociaż i tak pewnie nie przyjmie od niej tych pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  171. Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa.
    - Nie mówię, że bym nie chciał. - Powiedział cicho. - Tylko potem nie chcę, żebyś mówiła, że tylko o jednym myślę. Mógłbym się nawet obok ciebie położyć i cię przytulić, gdybyś chciała, może szybciej przestałby cię ten brzuch boleć. - Dodał jeszcze po chwili.
    Chciała iść z nim na randkę, czyli aż tak źle jej nie było. Gus był zadowolony.
    - Pewnie, możemy się wybrać. - Zgodził się od razu. - Nie lubię liczyć drobnych, ale skoro chcesz szczegółowy wykaz wydatków to się poświęcę. - Zaśmiał się cicho. - Zawsze też możemy policzyć to razem, żebyś potem nie marudziła, że za dużo mi wyszło, albo za mało. - Zaproponował jeszcze, licząc na to, że Vill się zgodzi.

    OdpowiedzUsuń
  172. - Ale masz o mnie opinię no wiesz. - Zaśmiał się cicho, udając smutnego i wypychając dolną wargę do przodu. Domyślił się, że żartowała. Jakoś łatwo mu dzisiaj przychodziło przyjmowanie jej docinek.
    Tak w windzie wiele mogło się wydarzyć. Chociaż Gus nawet o tym jeszcze nie myślał.
    - Liczyć umiem do dziesięciu. Raz. Trzy. Siedem. - Zażartował. - Daj spokój, jak zrobimy to razem będzie szybciej. A liczeniem kasy nigdy nie musiałem się zajmować. Ważne, że mam wpływy na koncie. Chociaż może powinienem zacząć to kontrolować, bo mogą mnie kantować. - Zastanowił się przez chwilę.
    Byli już prawie pod hotelem.

    OdpowiedzUsuń
  173. Spojrzał na Villemo poważnie.
    - Masz rację, sporo ich było. - Powiedział w końcu. Jemu też nie było do śmiechu. - Tylko, że robiłem to żeby zapomnieć. O tobie, ale się nie udało.- Dodał jeszcze.
    Weszli właśnie do hotelu. Gus otworzył przed Villemo drzwi i skierował się w stronę wind, by zaraz przywołać je guzikiem.
    - Sprawdzę to, ale jak się okaże, że kantowal mnie przez te wszystkie lata to nie ręczę za siebie. - Odezwał się po chwili równie cicho.
    Winda podjechała. Całkowicie pusta.

    OdpowiedzUsuń
  174. Najchętniej stuknal by się w łeb, że wypalił z takim tekstem. Wiedział, że zaraz zacznie go o wszystko wypytywać. Westchnął cicho, wchodząc do windy. Wcisnął guzik oznaczający numer piętra, na którym mieszkała Villemo.
    Dopiero wtedy na nią spojrzał.
    -Jak tylko sobie uświadomiłem, że mi się podobasz, że chciałbym czegoś innego niż ten idiotyczny układ, chciałem zapomnieć. - Zaczął cicho, patrząc na czubki swoich butów. - Wiedziałem, że mnie nie lubisz, że jesteś na mnie wściekła, więc to był najlepszy sposób. Tylko, że mi nie wyszło. Nie potrafiłem zapomnieć. Nie mogłem. - Dodał jeszcze, wiedząc że pewnie Vill i tak jeszcze bardziej się na niego wscieknie.

    OdpowiedzUsuń
  175. Wiedział, że wybuchnie. Czuł, że tak się to skończy. Po prostu wiedział i najchętniej jebnąłby się teraz w łeb. Albo lepiej żeby ona go teraz walnęła. Najlepiej z całej siły, żeby oprzytomniał.
    Podniósł na nią wzrok. Wolał nie ryzykować. Wolał widzieć tą wściekłość w jej oczach. Zasłużył sobie.
    - Nie, Ethan chyba tylko do końca mi uświadomił, jak wielkim idiotą jestem. - Powiedział cicho. - Już wcześniej, kiedy powiedziałaś mi w Londynie, że masz prawo sobie znaleźć kogoś innego, ułożyć sobie z kimś innym życie coś mnie tknęło. Wtedy chyba zdałem sobie sprawę z tego, że mi się wymykasz. - Aż mu głupio było. - I nie traktuję cię przedmiotu. Wiem, że masz uczucia, więc nie rób ze mnie bezdusznego kretyna, bo nim nie jest. - Westchnął, przygryzając dolną wargę. - Z resztą i tak już sprawa jest beznadziejna. Spaliłem się na starcie. Więc powiedz co masz mi powiedzieć i rozstańmy się w zgodzie.

    OdpowiedzUsuń
  176. Najpierw każe mu na siebie patrzeć, a potem odwraca się do niego plecami. No co za baba. Gusowi aż się dość głośne westchnienie wyrwało.
    - Do chuja Vill. - Teraz to on podniósł głos. - Nie rozumiesz, że się kurwa boję? Teraz chcę do chuja cały pakiet. Calusieńki, nawet z tym twoim wiecznym obrażaniem się na mnie. - Podszedł do niej, by chwycić ją za ramię i obrócić ją przodem do siebie. - Patrz na mniej, jak do ciebie mówię. - Powiedział jeszcze, zaraz puszczając jej ramię i odsuwając się krok do tyłu. - I nie rezygnuję. Tylko nie mam bladego pojęcia o co ci teraz chodzi. Powiedziałem ci prawdę. Całą prawdę. I byłem kurwa szczery, jak nigdy. - Podszedł do lustra i oparł dłonie o balustradę. Kurwa! A już się nie kłócili. Już tak dobrze szło. - I nie mam zamiaru cię zwalniać. - Odezwał się po chwili cicho. - Chcę cię widywać, codziennie.

    OdpowiedzUsuń
  177. Wahal się owszem. Nie wiedział jak im to wszystko wyjdzie. Nie miał bladego pojęcia co dalej. Za długo chyba unikał czegokolwiek. Za długo unikał uczuć. Zaangażowania i w ogóle zbliżenia się do drugiej osoby.
    Dopiero Vill to w nim odblokowala. Jakby miała w sobie jakąś tajemną moc.
    Podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć. To ta windą chyba tak źle na nich działała.
    Zrób coś. To chyba na niego najbardziej podziałało.
    - Niech cię cholera, Steichert!- Wymruczal tylko, pokonując dzieląca ich odległość. Niemal brutalnie popchnął ją na w stronę ściany i naparł na nią całym ciałem. Dłonie ułożył na jej policzkach, by zaraz pochylić się i ją pocałować. Mocno, dzieląc się z nią tymi wszystkimi targajacymi nim uczuciami.

    OdpowiedzUsuń
  178. Mogła powiedzieć o co jej chodzi. Zrób coś było dla Gusa zielonym światłem. Miał zrobić coś, więc zrobił. Zareagował na jej prośbę.
    Ale skoro oddała pocałunek to nie miała nic przeciwko. Pamiętał, że mieli się nie dotykać, ale to było silniejsze od niego. Nie wytrzymał po prostu.
    Winda zatrzymała się na którymś piętrze i Gus w ostatniej chwili zdążył odskoczyc od Villemo. Stanął obok z dziwnym uśmiechem przyglądając się starszemu małżeństwu, które właśnie weszło do środka.
    Objął Vill ramieniem i pochylił się nad jej uchem.
    - Ach te windy. - Wymruczal cicho.

    OdpowiedzUsuń
  179. [ Haha kończę o 18 , bo się okazało że zmienili nam dziś godziny pracy i nie poinformowali mnie o tym, że na rano mam być w pracy. ]

    A niech mu wypomina. Biedny i tak się dobrze trzymał od rana. Tylko ją pocałował.
    Śmiać mu się chciało z całej tej sytuacji, ale nic nie powiedział.
    Stał z miną niewiniatka obejmując Villemo i cierpliwie znoszac spojrzenia starszej pani. Wiedział co sobie o nim myśli. Pewnie, że to jakiś podmiot szatani.
    Kiedy tylko wysiedli z windy, Gus poszedł za Vill do jej pokoju.
    - Zaraz coś zdziałamy na ten twój bolący brzuch.- Powiedział. - Herbatka, termofor i kołderka. Tego ci trzeba.- Stwierdził po chwili z miną znawcy. Wcale a wcale nie miał zamiaru jej dotykać.

    OdpowiedzUsuń
  180. [ Szkoda, będę teraz rozpaczala pół weekendu:(]

    Sam też się rozebrał. Odłożył bluzę na fotel i został w samej podkoszulce.
    - Jakoś damy radę bez niego. - Powiedział z lekkim uśmiechem. - A skoro ci się nic cię już nie boli tak bardzo to możemy pogadać, albo poleżeć sobie. - Zaproponował, od razu lądując jej się na łóżko.
    - jeśli chcesz to i kołderka mogę być. Sporo ciepła wyttwarzam. - Dodał jeszcze, szeroko się uśmiechając i od razu ściągając z siebie buty.- No chodź. - wyciągnął do niej ręce.

    OdpowiedzUsuń
  181. [ Nie no bez przesady, przeżyje :)]

    Zaśmiał się cicho, słysząc jej słowa.
    - Już chcesz mnie wykorzystywać jako przenośny grzejnik? - Zapytal, patrząc na nią uważniej. - Ostrzegam. Pobieram wysokie opłaty. Buziak za pięć minut korzystania. - Dodał jeszcze, a słysząc jej kolejne słowa, usiadł na łóżku.
    - Dobra, to jak mnie wyganiasz to już sobie idę. - Odezwał się po chwili, udając obrazonego.

    OdpowiedzUsuń
  182. - Lubisz mnie łapać za słówka, nie?- Zapytał, śmiejąc się cicho i patrząc na nią uważnie. - Trudno. Podobno jak ktoś ma zimne ręce to jest dobry w łóżku. Tak przynajmniej słyszałem. - Stwierdził po chwili. - To jak ja mam ciepłe to jestem kiepski?- Zapytał, chociaż nie oczekiwał od niej odpowiedzi.
    Spowaznial zaraz jednak słysząc jej kolejne słowa.
    - Zdaje sobie z tego sprawę, ale i tak wszystko się zaczęło od wczorajszego koncertu. Wiesz o tym dobrze. - Powiedział, siadając prosto. - Choćbym chciał to tego nie zmienię. Plotki będą zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  183. Jej słowa nie zadziałały jak prowokacja. Gus spojrzał na nią tylko krzywo, nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć. Znów wyjeżdżała z tą całą Cynthia. Miał ochotę jej powiedzieć, że skoro była taka zajebistą to niech do niej wróci, ale nie powiedział nic.
    Zamiast tego zaczął wkładać swoje buty.
    - Coś chyba musiałem powiedzieć, tak. - Odezwał się po jakimś czasie. - Co innego niby miałem wymyślić? Nie mogłem powiedzieć, że jesteś moją siostrą, ani że jesteś moją dziewczyną, bo tak nie było. - Wyjaśnił jej swój tok rozumowania. - Poza tym, Peter stwierdził, że mam to w taki a nie inny sposób wyjaśnić.

    OdpowiedzUsuń
  184. Wiedział doskonale, że Vill nie pchała się tam gdzie jej nie chcieli. Już poczuł to kilka razy. Ciekaw był, czy teraz wszystko się zmieni. Czy mu nie ucieknie.
    Przestał na chwilę ubierać buty i spojrzał na Vill.
    - Nigdzie nie idę. Chłodno mi się w stopy zrobiło.- Zazartowal, żeby zaraz spoważniec.- Teraz powiem prawdę. Że się spotykamy. O ile się spotykamy.- Powiedział z lekkim uśmiechem. - Nie mam zamiaru kłamać. Od teraz będę mówił w wywiadach tylko prawdę. Poza tym, myślę że wszystko będzie dobrze. - Dodał jeszcze. - Nie chciałbym żebyś miała jakakiekolwiek nieprzyjemności z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
  185. Uśmiechnął się do niej, kiedy usiadła obok niego.
    - Chyba wolę naturalny kocyk. - Odpowiedział jej, patrząc na nią uważnie, by zaraz się pochylić i sprawdzić jej stopy. - Faktycznie zimne. Oboje musimy się rozgrzać. - Zaśmiał się cicho. - Pewnie, że zobaczymy. Widywać się będziemy codziennie, przynajmniej podczas trasy, a potem się zobaczy.- Odpowiedział jej. - Jutro mam wywiad odnośnie nowej płyty, więc zobaczymy, czy będą pytać o nas. Najwyżej będę improwizowal.

    OdpowiedzUsuń
  186. Gus też się położył, ale bokiem, podpierając głowę na dłoni, by móc bez przeszkód patrzeć na Villemo.
    Zaśmiał się tylko słysząc jej słowa.
    - To pewnie się dziwisz, jeśli ci powiem, że też nie mam u siebie pod łóżkiem ani nigdzie indziej butelki z alkoholem. - Powiedział, ciekaw jej reakcji. - Jacob mi wszystkie zabrał, z resztą na moja prośbę. Odbyliśmy wczoraj dość poważna rozmowę. - Dodał jeszcze. - Jak płyta? Dość kiepsko. Mamy jakieś dwa kawałki, plus tą piosenkę, którą napisałem dla ciebie.- Wyznał szczerze. - Jutro mamy nieco wolniejszy poranek, więc umówiliśmy się żeby trochę popracować. W końcu za tydzień będziemy nagrywać.

    OdpowiedzUsuń
  187. [ Ty wróciłaś , a ja przed 22 poszłam spać, bo taka zmęczona byłam :D
    no ale obstawiłam sobie mecze wczoraj i osiem stówek mi wpadło :D
    a co do stylu to myślałam o rocku alternatywnym albo może indie?]

    Gus spojrzał na Villemo z lekkim uśmiechem. Czasami była aż nazbyt ciekawska, jednak w sumie jego to bardziej bawiło, niż irytowało.
    Wiedział, że gdyby jej cokolwiek powiedział, nie puściłaby tego dalej.
    - O czym rozmawialiśmy? - Zapytał. - O wielu rzeczach. Wierz mi lub nie, ale Jacob zna mnie lepiej, niż ja sam znam siebie. Połapał się, że coś jest na rzeczy, chociaż sam nie miałem jeszcze o tym pojęcia. - Zaśmiał się cicho. -Poza tym, siedzenie przy piwku i blancie nastraja do zwierzeń. - Dodał jeszcze, nie mówiąc nic więcej.
    Przez chwilę się nie odzywał. Vill miała rację. Pędzili z tymi nowymi płytami, jakby się za nimi paliło. A Gus potrzebował przerwy.
    - Chyba masz rację. W sumie, wydanie kolejnej płyty tak szybko, to pomysł Petera. - Wyjaśnił. - Czasami mam wrażenie, jakbyśmy byli robotami i tylko na tym się skupiamy. Wcześniej było inaczej. Pisałem, kiedy chciałem i nikt mnie nie poganiał. - Spojrzał na Veillemo. - Chyba się postawię i po trasie koncertowej zrobimy sobie chwilę przerwy. Wiesz, że nie widziałem się z Tomem prawie dwa lata? A on tyle dla mnie zrobił. - Owszem, nie musiał brać pod uwagę tego, co robiła, jednak miała rację. - Można by było nagrać klip do tej piosenki, którą mamy. Tej dla ciebie. Te dwie, które już mamy i tak trzeba dopracować, bo coś mi w nich nie gra. - Zmarszczył brwi. - Jacob stwierdził, że czas trochę urozmaicić nasz repertuar. Zakochał się ostatnio i mu się miłosnych piosenek zachciało. - Zaczął się śmiać. - Chociaż to nie byłoby wcale takie głupie. Zawsze można podejść do tego z humorem. Nagrać jakiś fajny klip i będzie grało. Poza tym, myślałem o czymś troszeczkę spokojniejszym z głębszym przesłaniem, chociaż sam nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  188. [ Haha no ładnie, ja się bez telefonu nie ruszam z domu, a jakbym zapomniała to jak nic bym się po niego wróciła :D
    o dobry pomysł :D może uda jej się go przekonać. :D dzisiaj robię sobie piżamowy dzień i mam zamiar kompletnie nic nie robić :D]

    Powinna o sobie mówić. Tak samo, jak Gus mówił jej o sobie. Skoro mieli coś z tego stworzyć, to chyba tak powinno być.
    - Wiesz, Tom pokazał mi jak spełniać marzenia. Jestem mu to winien. Tym bardziej, że strasznie nam na początku kibicował, szczególnie kiedy jeszcze grywaliśmy w podrzędnych knajpkach i po garażach. - Uśmiechnął się lekko. - To nasz pierwszy i chyba największy fan. - Dodał jeszcze.
    Podniósł dłoń i chwycił Villemo za nadgarstek, odciągając jednocześnie jej rękę od jej twarzy.
    - Nie chowaj się przede mną. - Powiedział cicho. - Z Peterem sobie pogadam, bo to co robi zaczyna mnie coraz bardziej drażnić. - Spoważniał trochę. - Może nie tyle co dziadziejemy. I nie mówię od razu, że cały album miałby być z piosenkami o miłości. Nie przesadzajmy. Musimy trzymać fason. - Wrócił do poprzedniego tematu. - A ty? Jakbyś to widziała? - Zapytał po chwili.
    Wpadł mu do głowy pewien pomysł, ale nie wiedział jak to powiedzieć.
    - Vill...- zaczął cicho, patrząc na nią. - Mogę tu dziś zostać? Zasnąć przy tobie? Przytulić się? - Zapytał niepewnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ uzupełniłam jeszcze pisiąt twarzy Gusa :D]

      Usuń
  189. [ Okey spokojnie, ja na 14:00 idę na mecz później też mam trochę do zrobienia, więc źle nie będzie. :)]

    Zaczął się śmiać.
    - Serio, słuchałaś nas już na początku? Aż dziwne, że o tym nie wiedziałem, bo jednak fanów było niewielu, a myślałem, że znamy każdego. - Odpowiedział jej. To była dla niego nowość. nie sądził, że Vill była aż taką ich fanką.
    - Ważne. Chcę wiedzieć co na ten temat myślisz. - Odezwał się po chwili. - Chcę znać twoją opinię, więc się nie krępuj i powiedz. - Dodał jeszcze.
    Po jej kolejnych słowach, na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
    - I co z tego, że mam większy pokój i większe łóżko? - Zapytał. - Nie chcę spać sam. Chcę spać z tobą. I tylko spać Vill. Nic więcej. - Dodał jeszcze. - Proszę, zgódź się.

    OdpowiedzUsuń
  190. Miała rację całkowitą rację. Gus chciał grać tak jak na początku, ale wiecznie mu gadali, że to się nie sprzeda. Że nikt nie będzie chciał ich wtedy słuchać. W efekcie stali się bardziej komercyjni.
    - A może by tak zrobić płytę z naszymi garażowymi utworami? - Zapytał po chwili. - Tymi z samego początku, kiedy jeszcze nikt nie mówił nam, jak powinniśmy grać. - Wpadło mu teraz do głowy. Pomysł może byłby dobry. Nawet gdyby wytwórnia się nie zgodziła, zarabiali teraz tyle, że sami mogliby sobie tą płytę wydać. - Oj tam. Ballada dla wrednej zołzy była konieczna, bo inaczej nie chciałaby ze mną rozmawiać. - Zaśmiał się cicho.
    Spojrzał na nią uważniej. Przysunął się trochę bliżej niej. Tak, że niemal ich nosy się stykały.
    - Nawet nie wiesz, jak teraz się muszę powstrzymywać. - Powiedział cicho, kładąc dłoń na jej talii. - Ale dla dobra sprawy się poświęcę i będę grzeczny. Obiecuję. - Dodał jeszcze. Muskając wargami czubek jej nosa.

    OdpowiedzUsuń
  191. - Wiem, że muszę z nimi pogadać. To powinna być nasza decyzja. Tylko wiesz, tak naprawdę z pierwotnego składu zostałem ja, Jake i Gaspard. - Powiedział. Nie tracił jednak nadziei, miał nadzieję, że uda im się coś takiego zrobić. O wytwórni na razie nie myślał. Vill miała rację. Nie znał się na tym kompletnie.
    - Wiem. Zachowałem się jak totalny idiota i dupek, za którego mnie uważasz. - Powiedział cicho. - Tylko, że po prostu nie miałem pojęcia, co mam ze sobą zrobić, z tymi uczuciami i w ogóle. Zapomniałem już chyba po tylu latach, jak się to robi. - Dodał jeszcze, patrząc w te jej wielkie oczy. - Wiem o tym Vill. Tylko z drugiej strony nie chcę się spieszyć. Zaczęliśmy od dupy strony, a wolałbym żebyśmy tym razem lepiej się poznali.

    OdpowiedzUsuń
  192. [ Ty, a ona przypadkiem nie dostała okresu?:)]

    Może właśnie dlatego, że tak go odpychala, przyciągnęła go do siebie. Była niedostępna, a przynajmniej tak mu się wydawało. Przecież to co nieosiągalne, zawsze pociąga najbardziej.
    Poza tym, Gus lubił tą jej złośliwa naturę.
    - A bądź sobie jeszcze gorsza. - Odpowiedział jej śmiejąc się cicho. - Nie odstraszysz mnie. - Dodał jeszcze. Tego był pewien. No bo skoro znosił ją kiedy była wredna i niemiła to jak będzie inna, albo gorsza to nie zrobi mu to różnicy.
    Przesunął się jeszcze bliżej, pochylajac się nad Vill, by lekko ją pocałować.
    - Może jak już zrobimy to, czego oboje tak bardzo chcemy, to potem będziemy grzecznie w nocy spać. - Powiedział jeszcze, ponownie ją całując, a dłoń z brzucha blondynki wsadził pod jej koszulkę i przesunął w górę w stronę jej piersi.

    OdpowiedzUsuń
  193. [ Raczej mu to przeszkadzało nie będzie. Wyznaje zasade, że dobry koń i po błocie pójdzie Haha:) poczekam jak coś.]

    OdpowiedzUsuń
  194. Przecież to nie było na siłę. Gusa aż ręce świerzbiły tylko się powstrzymywał. Chciał jej dotykać, całować i pieścić, ale przecież obiecał, że jej nie dotknie. Teraz jednak dostał zielone światło, więc zabrał się do rzeczy.
    Zaśmiał się cicho, wprost w jej usta, odsuwając się na chwilę.
    - Zaraz dostaniesz masaż. - Obiecał, kładąc dłoń na piersi, ukrytej jeszcze pod materiałem stanika, zaciskając na niej mocniej palce. - Ja nie fałszuję, no wiesz. - Udawał oburzonego. I piosenka wcale nie była tandetna. - Dodał jeszcze, przesuwając nosem po jej nagiej szyi. - I nie psuj nastroju. - Wymruczał jeszcze, szukając wargami jej ust, by zaraz ją pocałować. Żeby znów się jej gadać nie zachciało.

    OdpowiedzUsuń
  195. [ Link do mojej jest w Administracji :d]

    - No dobra, czasami mi się zdarzy fałszować. Niech ci już będzie. - Zaśmiał się cicho. On sam nie zauważał, żeby kiedykolwiek nie udało mu się odpowiednio trafić w jakiś dźwięk. Jednak z Vill nie miał zamiaru się sprzeczać. Przecież to ona dostrajała mu sprzęt i przy okazji słuchała jak śpiewa przez cały koncert.
    - To może dziękujmy bogom za moją klatkę. Uniknąłem dzięki temu obrażania mojej osoby. - Odezwał się po chwili, spoglądając na Vill. Od razu też rozluźnił nieco uścisk na jej piersi i zaczął delikatnie je masować. - Czemu bolą? - Zapytał. Skoro o tym powiedziała to mogło być to ważne.

    OdpowiedzUsuń
  196. Nic już nie powiedział na temat śpiewania. Jeszcze sobie o tym pogadają na pewno. Teraz miał inne zajęcia.
    Spojrzał na Vill uważniej.
    - No cóż, kiedy mieszkałem w domu, ojciec też mnie nie oszczędzał. Tylko, że ja akurat nie musiałem grać na fortepianie. Zmuszał mnie do nauki i treningów. - Powiedział po chwili cicho, stwierdzając, że skoro już gadają w trakcie, to niech tak będzie.
    Odsunął się na chwilę, od blondynki, by pomóc jej zdjąć z siebie swoją koszulkę. Od razu też pozbył się tej, którą dziewczyna miała na sobie.
    - Nie nie przeszkadza mi to. - Powiedział cicho. Ulżyło mu jednak trochę, że Villemo nie jest w ciąży. Jeszcze tego teraz by im brakowało. - Biedne moje. - Odezwał się po chwili, całując delikatnie obie piersi, a dłonią masując jej brzuch. - Teraz cię coś boli? - Zapytał cicho. Nie miał zamiaru się odsuwać. Okres mu nie przeszkadzał.

    OdpowiedzUsuń