Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

9 marca 2017

[KP] Brud


Oliver Hardwick


Zakała rodziny. Odmieniec. Zapomniany syn. Znienawidzony brat. Pedał. Wolny strzelec. Marzyciel. Łobuz. Palacz.  Spontaniczny. Ironiczny. Nerwus. 
To tylko kilka słów opisujące Olivera Hardwicka, Hosta pracującego w Hard Rock Cafe. Homoseksualistę wynajmującego pokój u Portuglaczyków.





wątek z V

3 komentarze:

  1. W trakcie całego swojego nastoletniego życia zdążyła obejrzeć naprawdę sporo tych niby fajnych filmów dla nastolatek, które zwykle ogląda się z „najlepszą przyjaciółką” podczas wielkiego nocowania czy czegoś w tym guście. Verity wprawdzie żadnej takowej przyjaciółeczki nie miała, naoglądała się jednak tych filmów sama, za każdym razem wzdychając tak samo, kiedy wszystko dobrze się kończyło. W nich, o ile sąsiedzi się przyjaźnili, zazwyczaj mieszkali w domach usytuowanych obok siebie, a pomiędzy oknami ich sypialni zawsze znajdowało się duże drzewo, po którym można było swobodnie przejść od okna do okna. Czasem zdarzał się też domek na drzewie… Ale, niestety, Verity nie żyła w takim filmie, nie mogła przejść po drzewie w piżamie i zastukać w okno naprzeciwko. Musiała zwlec się po schodach i pójść normalną drogą, a to wykluczało również chodzenie w piżamie, choć akurat niespecjalnie się przejmowała tym, co mogliby ludzie powiedzieć na taki strój. Piżamkę jednak miała zdecydowanie niewyjściową, kompletnie niezakrywającą tego, co powinno się zakryć, wychodząc na zewnątrz. Poza tym, czasy, gdy wystarczyło przejść jedynie przez ulicę do sąsiadów, też już minęły. Nawet one. Ostatnio wszystko się pozmieniało. Wszystko. Już nie byli tak blisko siebie, oczywiście w sensie dosłownym. Teraz trzeba było fatygować się cały kawałek, aby w ogóle się zobaczyć. Ale za to istniały telefony. Kiedyś ich nie było. Kiedyś po prostu sobie biegali po podwórku.
    Teraz też musiała pobiec. Jak kiedyś. Całe szczęście, że nie musiała wlec tyłka przez całe miasto. Poza tym, ostatnio Verity odnajdywała dziwną przyjemność w bieganiu. Nie miała towarzystwa, byłą tylko ona i muzyka biegnąca ze słuchawek wciśniętych do uszu, a na końcu przychodziło takie motywujące zmęczenie. Motywujące, bo wiedziała, ze zrobiła coś pożytecznego dla siebie, choć wcale nie musiała gubić sadełka. Tak więc ubrała getry, bluzę i wyszła z domu. Było wcześnie, ale normalni ludzie już o tej porze nie spali. Biegła sobie spokojnie, rozmyślając, czy to, co jej chodziło po głowie, nie jest jednak idiotyczne. Ale im dłużej się nad czymś myśli, tym mniej jest się do tego przekonanym, bo przychodziły wątpliwości, analiza… Wyrzuciła to z głowy. Ostatni odcinek przebiegła, jakby ją goniło co najmniej stado bizonów, bo próbowała się wcześniej nastawić pozytywnie i czuła się podekscytowana. Chciała się szybko podzielić swoim, bądź co bądź, raczej idiotycznym pomysłem. Jej jednak wydawał się odkrywczy i nie miał przecież żadnych wad. Mogła mieć z tego tylko korzyści, z takiego wychodziła założenia, bo co złego mogłoby się stać? Miała nawet przygotowaną w głowie listę argumentów, dzięki którym da radę przekonać Olivera, że naprawdę powinni to zrobić. Poleciała więc do niego jak na skrzydłach, wbiegając po schodach, nie kłopocząc się nawet pukaniem, bo i tak bywała tam na tyle często, że czuła się bardziej jak dodatkowy domownik niż jak gość.
    Wparowała Hardwickowi do pokoju, spodziewając się, że będzie spał, bo przecież to takie absorbujące zajęcie. Co innego mógłby robić, skoro po spojrzeniu do kalendarza widziało się zaznaczoną sobotę? Entuzjazm, który ją wręcz rozsadzał widać było dosłownie w każdym ruchu i geście, choć przede wszystkim wypisany był na twarzy. Pewnie dlatego z taką energią ściągnęła z przyjaciela kołdrę, choć właściwsze byłoby stwierdzenie, że ją wręcz z niego zerwała. Równocześnie krzyczała coś o tym, aby raczył ruszyć swoje dupsko, bo ma mu coś bardzo ważnego do zakomunikowania.
    Biedny. Byle tylko na zawał nie padł. Chociaż przez te wszystkie lata powinien już się przyzwyczaić do tego typu nagłych pobudek.

    [Końcówka to mi jakaś komiczna wyszła i niepasująca do reszty :D]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Spoko, spoko, nie musisz się tłumaczyć :)
    Może z czasem będzie mniej homo :P]

    Nie czuła się urażona przez to, że z początku była ignorowana. Właściwie to się nawet spodziewała czegoś w takim stylu, bo pewnym było to, że Oliver nie będzie zadowolony, a jego jedynym pragnieniem będzie to, aby dała mu spoać. No bo kto by był zadowolony na jego miejscu? Verity mogła w tym momencie podejrzewać, że poprzedniego wieczora trochę zabalował (i pewnie się to przeciągnęło do rana), a w takim wypadku niczym dziwnym nie było, że nie będzie chciał wstać. Ale zdawało jej się, że całkowicie nie będzie mu się chciało ruszyć, więc została odrobinę zaskoczona tym, że jednak raczył się ruszyć i miał zamiar jej wysłuchać. Ale tak przecież robią przyjaciele, prawda?
    - Żaden wspaniały pomysł – zaperzyła się od razu, kiedy tylko zabrał dłoń.- Czemu zakładasz, ze przyszłam tylko dlatego, że coś chcę albo muszę się czymś podzielić? Chciałam cię po prostu zobaczyć – taaa, akurat. Oczywistym było, ze musiała o czymś opowiedzieć i po to przyszła. Verity o tym wiedziała, Oliver o tym wiedział, ale powiedzieć swoje i tak musiała.
    Rozłożyła się na łóżku, a jakże, tylko najpierw zdjęła buty, a potem już mogła spokojnie mówić, tak sobie leżąc.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Świt? – prychnęła odruchowo, tak trochę kpiąco. Zdecydowanie nie był świt.- Wiesz, która jest godzina? – spytała, choć było to zdecydowanie pytanie retoryczne. Godzina była taka, że na pewno nie był świt, tylko już bliżej południa.
    Verity ułożyła głowę na poduszce i wpatrywała się przez kilka chwil w sufit, nic nie mówiąc. Nie wiedziała jak, to raz. Choć nie powinna mieć z tym problemu, bo naprawdę niekiedy rozmawiali o tak dziwnych rzeczach... A dwa, że to naprawdę było dziwaczne, no ale właśnie, omawiali już takie sprawy... Chrząknęła w końcu, po czym przysunęła się bardziej do przyjaciela i bez zastanowienia się do niego przytuliła. Przylgnęła do ego boku, nosem trafiając gdzieś w szyję. Sama nie wiedziała, czemu to zrobiła, tak jakoś ją naszło, choć zaskakująco szybko się skrzywiła. Ale się nie odsunęła.
    - Śmierdzisz – stwierdziła jedynie z wyraźną dezaprobatą.

    OdpowiedzUsuń