Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

1 marca 2017

[KP] Let your smile change the world.


Michela "Mia" Levis
 
Dwudziestopięcioletnia przyszła pani nauczyciel, która obecnie pracuje dwa razy w tygodniu w szkolnej bibliotece, a wieczorami czasami dorabia w miejscowej restauracji. Z domu wyprowadziła się w wieku osiemnastu lat, by wyjechać na studia. W taki oto sposób pożegnała się ze swoim ukochanym San Angelo i przeprowadziła się do Miami. Obecnie wynajmuje mieszkanie z najlepszą przyjaciółką i przyjacielem, który bywa w domu zazwyczaj raz w miesiącu. 

Fanka starych piosenek, kina akcji i oldschoolowych przypinek. Przyzwoita kucharka, która ma bzika na punkcie włoskiej kuchni. Przysłowiowa romantyczka, która praktycznie wcale nie chodzi na randki. Ceni sobie zdrowy tryb życia, nie pali, rzadko pije, a jej jedynym niezdrowym uzależnieniem jest kawa. 


10 komentarzy:

  1. Nie lubił tego miasta. Nie lubił jego atmosfery, ludzi i przerażająco gorącej temperatury, która tak skrajnie różniła się od tej, jakiej doświadczał na co dzień w swoim domu w Danii. Cóż, jednak mimo wszystko, za każdym razem, gdy wracał do Miami czerpać jak najwięcej z podobnej wizyty. To właśnie tutaj rozpoczęła się jego przygoda z muzyką. Pierwszych lekcji udzielił mu Jakob, starszy o dwadzieścia lat, przyrodni brat, a zarazem ktoś w rodzaju ojca, który był na tyle odważny, by porzucić swoje dotychczasowe życie i gonić marzenia. Pamiętał, że potrafił ćwiczyć przez dobrych kilka godzin, bez żadnych przerw, poznając nowe akordy i tworząc do nich nieznane dotąd melodie, śpiewając pod nosem słowa bez większego sensu. Potrzebował trzech lat, by wszystko, co robił nabrało wyrazu. I nigdy się nie poddawał. Wiedział, czego pragnie od życia i uparcie trzymał się swoich postanowień, nawet gdy każdy wokoło powtarzał mu, że muzyka to nie zawód. Teraz jedynie śmiał się w twarz ludziom, którzy w niego wątpili. I to bardzo perfidnie.
    Nawet nie zorientował się, gdy jego zespół zyskiwał coraz liczniejszych fanów. On zwyczajnie robił to, co kochał, a fakt, iż inni z ochotą słuchali jego kawałków, dodawał mu i jego kolegom nowej energii do działania. Pierwszy kontrakt, pierwszy album, pierwsze koncerty poza granicami Miami. I trasa koncertowa, z której właśnie wracali, by zagrać w swoich rodzinnych stronach. Lars żył swoim snem i nie czekał, aż ktoś go uszczypnie. Było mu zbyt dobrze, by się obudzić.
    Był już niezwykle zmęczony. Przez ostatnie kilka tygodni nie spał więcej niż cztery godziny, a Nick właśnie poinformował go, że przed koncertem odwiedzi ich dziewczyna, z którą od dłuższego czasu kręcił wraz ze swoją przyjaciółką. Początkowo zbeształ mężczyznę, lecz w gruncie rzeczy szybko dał za wygraną. Nie miał sił na wszczynanie niepotrzebnych kłótni, choć tak naprawdę marzył o świętym spokoju. Uwielbiał swoje fanki, to jak piszczały na jego widok i prosiły go o autografy, lecz w chwili obecnej miarka zwyczajnie się przebrała. Cóż, niestety musiał ten jeden ostatni raz w tym tygodniu nieco 'pogwiazdorzyć'.

    OdpowiedzUsuń
  2. Życia Larsa było za to pełne niespodzianek. Mężczyzna nie mógł usiedzieć na miejscu na dłużej niż kilka tygodni. Teraz na całe szczęście, gdy posiadał własny zespół, nie doskwierała mu nuda. Przenosił się z miejscowości do miejscowości, mało sypiał, imprezował, kiedy tylko się dało, był niezwykle zmęczony, ale i szczęśliwy. W końcu tego nauczył go brat - żeby gonić swoje marzenia, bez względu na to, co powiedzą inni. Żeby wyczerpać każdy gram energii, by osiągnąć ostateczny sukces. Tymi zasadami Holt kierował się na co dzień i póki co wychodził na tym zaskakująco dobrze.
    Siedział właśnie na kanapie za kulisami, starając się rozgrzać swój głos, śpiewając rytmicznie poszczególne dźwięki i wstępy do niektórych piosenek, kiedy usłyszał pukanie do drzwi.
    - Chyba mamy gości - powiedział Nick z entuzjazmem, po czym, nawet nie odkładając swojej gitary przewieszonej przez ramię, pobiegł do wyjścia i wpuścił do środka Amandę i Michelę. Tą pierwszą powitał krótkim pocałunkiem w policzek, drugiej jedynie podał rękę i przedstawił się.
    Nick był chyba najgrzeczniejszym członkiem zespołu. Podczas imprez to on bez przeszkód potrafił zbesztać Larsa, przypominając mu o porannej próbie. To on zatrzymywał się przy każdym z fanów, by zrobić sobie z nimi zdjęcie czy dać autograf, niezależnie od tego, jak bardzo był zmęczony. Holt natomiast rzadko fatygował się, by robić cokolwiek, co nie zgadzało się z jego obecnymi zachciankami. Również teraz, w odróżnieniu od pozostałych członków zespołu nawet nie wstał z kanapy, nawet nie obejrzał się w kierunku nowo przybyłych dziewczyn. Rzecz jasna, dopóki Nick nie uderzył go w plecy, przypominając mu, że jeśli dalej będzie traktował swoich fanów jak śmieci, szybko ich straci.
    Lars, nie ukrywając wielkiej łaski, odwrócił więc głowę i na chwilę przerwał swoje ćwiczenia. Cóż, gdy tylko zlustrował wzrokiem obie kobiety, stwierdził, że ten wieczór może wcale nie być aż tak monotonny i męczący.
    - Hej - przywitał się krótko, siadając na rogu sofy. - Witajcie na naszym skromnym zapleczu - dodał, po czym podniósł się, by stanąć obok brunetki. - A ty to...? - zapytał, choć tak naprawdę wcale nie obchodziło go, jak miała na imię.
    Liczyło się tylko to, że wyglądała naprawdę seksownie w tej rozkloszowanej sukience.

    OdpowiedzUsuń
  3. Związki Larsa zazwyczaj nie trwały dłużej niż kilka tygodni. Mężczyzna nie był stały w uczuciach. Chociaż, nie, on nigdy nie czuł niczego poza pociągiem fizycznym do kobiet, z którymi się spotykał. Nie czuł i nie chciał poczuć. Tak było zwyczajnie bezpieczniej i wygodniej. Nad trwałymi związkami za to trzeba było pracować, należało obdarzać tę drugą osobę nieograniczonym zaufaniem, a co więcej - być blisko, nawet wtedy, gdy działo się źle. Holt z tego względu uważał, że samotność i jednodniowe wypady jak najbardziej mu wystarczają. Tym samym nie zaprzątał sobie głowy podobnymi problemami.
    Do koncertu zostały jeszcze dwie godziny, a co za tym szło, mieli mnóstwo czasu na spotkanie z przybyłymi fankami i próbę dźwięku. Lars w głębi dziękował za to, że tym razem przyszło mu poznać kogoś, kto nie zaczyna piszczeć na widok jego twarzy. Czasem także i on potrzebował przerwy od idiotycznych zachowań niektórych słuchaczek, które po dłuższej chwili stawały się niezmiernie irytujące.
    Słysząc imię dziewczyny, uśmiechnął się do niej szeroko, po raz kolejny lustrując ją wzrokiem od stóp do głów, zupełnie nie przejmując się tym, że być może tamta, czując jego spojrzenie na swoim ciele, doświadcza pewnego dyskomfortu.
    - Lars - przedstawił się, wyciągając do niej dłoń, choć tak naprawdę był pewien, że brunetka zna jego imię.
    Cóż, nie dało się ukryć, pewność siebie Holta przerastała wszelkie możliwe normy, przeradzając się w wielkie, przerośnięte ego. A obecna popularność zespołu raczej nie przyczyniała się do jego redukcji. Wręcz przeciwnie - każda nowa porcja wiadomości od fanów, nowa inspiracja, nowa sprzedana płyta - wszystko to było niczym pokarm dla jego pychy.
    Lars po chwili zauważył, że Mia wgapia się w jego oczy. I po raz kolejny przeszło mu przez myśl, że może nie spędzi tego wieczoru w zupełnej samotności. Pstryknął palcami przed powiekami dziewczyny, by nieco ją rozbudzić. Odniósł nieodparte wrażenie, że czuła się wyjątkowo zagubiona w podobnym ułożeniu.
    - Nie śpij, jeszcze nie ma nawet czwartej - mruknął, śmiejąc się cicho, po czym skierował swoje spojrzenie na Nicka wesoło rozmawiającego z przyjaciółką jego towarzyszki.
    Nicolas był chyba jedynym członkiem zespołu, który potrafił być wierny swoim kobietom. Nawet kiedy upijał się do nieprzytomności, dwa lata temu, gdy związał się z Juliette, nie zdarzyło mu się flirtować z inną. Choć pozostali koledzy Holta uważali, że jego zachowanie jest jak najbardziej godne podziwu, Lars twierdził, że mężczyzna najzwyczajniej w świecie nie umie się odpowiednio bawić. Podobne różnice charakterów nie raz, nie dwa doprowadziły między nimi do ostrych sprzeczek.
    - Widzę, że straciliśmy twoją przyjaciółkę - dodał zaraz. - I mojego kumpla. Chociaż ja nie narzekam. Przypuszczam, że nowa dziewczyna może go zainspirować do napisania kilku nowych kawałków. Same korzyści.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lars nawet nie myślał o tym, że, przyglądając się tak uważnie nowo poznanej kobiecie, nieco ją zawstydził. Zwyczajnie nie myślał podobnymi kategoriami. Nie miał hamulców, a co za tym szło - robił to, co mu się podobało. I właśnie w tamtym momencie miał ochotę patrzeć na Mię, obserwować jej drobne ruchy, jej uśmiech i jej zaczerwienione policzki, których kolor sprawił, iż zaśmiał się cicho. Musiał przyznać, że było jej tak do twarzy, wyglądała niezwykle uroczo.
    Holt raczej nie spotykał się z odmową. A nawet jeśli, co działo się nieprawdopodobne rzadko, zazwyczaj tak długo próbował, aż ta druga osoba zwyczajnie odpuszczała. On nie przegrywał. Był bardzo uparty i zawsze, absolutnie zawsze, dostawał to, czego chciał. Przynajmniej w chwili obecnej, gdyż po przyjeździe do Ameryki on i jego brat musieli walczyć o zjedzenie godziwego obiadu, w imię wolności, w imię spokoju, jakiego nie potrafili odnaleźć w swoim rodzinnym mieście. Chyba właśnie w tamtym okresie swojego życia młody Holt zrozumiał, czym jest determinacja. Nauczył się walczyć o to, czego pragnął i podobną metodę stosował po dziś dzień. Niezależnie, czy chodziło mu o zdobycie nowej kobiety, czy sławę, czy umiejętności.
    Zaśmiał się, słysząc jej słowa. Musiał ugryźć się w język, by nie dodać, że on i jej przyjaciółka najwyraźniej mają ze sobą wiele wspólnego.
    - Nick najwyraźniej już się do niej przywiązał. Zupełnie przepadł. Zabawne, że wystarcza mu kilka tygodni, a on już zaczyna wierzyć, że poznał swoją przyszłą żonę - odrzekł, chichocząc.
    Nicolas, jego zdaniem, był niezwykle naiwny. Jakby nie zdążył dojrzeć i wciąż żył nierealnymi bajkami o idealnej miłości od pierwszego wejrzenia, które nie miały żadnego pokrycia w rzeczywistości. Mało - były raczej wyniszczające, gdyż wręcz karmiły ludzką nadzieję, matkę głupich.
    - Lepsze łzawe kawałki niż ich brak. Poza tym, chyba nikt nie lubi słuchać piosenek o szczęśliwej miłości, prawda? - zapytał, choć tak naprawdę nie oczekiwał odpowiedzi.
    Gdy Mia zaczęła spacerować po pomieszczeniu, on podążył za nią. Włożył ręce do kieszeni spodni i stanął odrobinę zbyt blisko, tuż przy jej plecach, gdy zatrzymała się przy jednej z gitar.
    Zdziwiło go jej pytanie. Naprawdę, wręcz zaskoczyło. Lars nigdy nie przypuszczał, że ktokolwiek może uznać jego tryb życia za nudny. Przecież każdego dnia działo się coś nowego. Każdego dnia przenosił się z miejsca na miejsce, poznawał nowych ludzi i przede wszystkim robił to, co kochał najbardziej - śpiewał. Uwielbiał swoje życie. Tak, zapewne czegoś mu w nim brakowało, ale inne jego aspekty zdawały się wypełniać tę pustkę, albo przynajmniej ją zagłuszać.
    - Dlaczego miałoby nudzić? - zapytał więc. - Jest pełne niespodzianek. Ciągle dzieje się coś nowego. Nie mógłbym się nudzić.
    On nie rozumiał tego, że niektórzy preferują zwykłą stabilizację. Monotonię codzienności.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lars natomiast często nie znał umiaru. Zbyt wiele już widział, zbyt wiele zrobił, przez co pewne widoczne dla innych granice przed jego oczyma były jakby zatarte i zamazane. Jakby mężczyzna czasem nie wiedział, kiedy należy powiedzieć "nie", przystopować i najzwyczajniej w świecie zrezygnować z tego, czego tak niezwykle pragnął. Z drugiej strony nie było co się dziwić. W końcu od dziecka otaczali go ludzie, dla których nie istniały żadne granice. Jego matka sypiała z niezliczoną ilością mężczyzn. Jego ojciec sypiał z niezliczoną ilością kobiet. I choć niektóre zostawały w jego życiu na dłużej niż kilka tygodni, tak jak na przykład matka Larsa czy Jakoba, wiedziały, że są zdradzane. Zostawały tylko i wyłącznie ze względu na dzieci, a i tak później, po dłuższym czasie nie potrafiły znieść tak przedmiotowego traktowania. Koniec końców, Lars, z wyjątkiem Jakoba, miał jeszcze czwórkę rodzeństwa, które pozostawało pod opieką swoich oddanych rodzicielek. I zapewne dobrze na tym wyszło, gdyż kiedy Holt skończył osiem lat, jak gdyby nic do ich domu zapukała opiekunka społeczna i zabrała go do pewnego ponurego ośrodka, skąd wydostał go dopiero dojrzały już wtedy Jakob, najstarszy brat, tym samym zostając jego prawnym opiekunem.
    Głównym autorem tekstów w ich zespole był właśnie Nick. Jednak również on często przyczyniał się do ich tworzenia, choć, szczerze przyznawał, iż niechętnie śpiewał własne piosenki przed dużym tłumem. Tylko w muzyce potrafił wyrażać swoje prawdziwe, głęboko skrywane emocje. A kiedy przyszło mu występować przed tak ogromną publicznością, czuł się zupełnie nagi, odkrywając przed tysiącami obcych ludzi kawałek swojej duszy.
    Naprawdę zdziwiły go rozważania kobiety. On nigdy nie patrzył na swoje życie w ten sposób. Nie, nie był znudzony. No, może odrobinę, lecz tak naprawdę nuda była nieodzownym elementem życia, nieprawdaż? Człowiek ostatecznie się wypalał, niezależnie od tego co robił. Jednak obecnie Lars przeżywał swoją wiosnę. Koncertował, tworzył i śpiewał. Lepiej nie mógł sobie wyobrazić własnej przyszłości. A to, że inni uważali, iż może być samotny... cóż, nie przejmował się ich opinią, utrzymując, że upojne noce z przypadkowymi kobietami całkowicie mu wystarczają. Poza tym, miał kolegów z zespołu, którzy byli dla niego jak bracia.
    - Jeśli tak na to spojrzeć, to faktycznie, może to być monotonne. Ale nie dla mnie. Naprawdę lubię swoją... pracę - odpowiedział, śmiejąc się cicho. - A ty? Co robisz w swoim życiu, Mio? - zapytał zaraz.
    Był niezwykle ciekaw, czym tak zawstydzona i niepozorna istota może zajmować się na co dzień. Przypuszczał, że posiadała jakąś cichą i spokojną pracę. Może była nauczycielką? A może psycholożką? Może... może nawet pisarką?
    Widząc, jak przygląda się wiszącej na statywie gitarze, odparł:
    - To atrapa. Zwykła ozdoba. Nie pograsz sobie.
    Zaraz też schylił się i sięgnął po inny instrument, siadając na krawędzi sofy, tym samym wykonując odpowiedni gest dłoni, zaprosił Mię, by zrobiła to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po chwili również wyciągnął w jej kierunku drugą rękę, w której trzymał gitarę akustyczną.

      Usuń
  6. Odkąd wyjechał do Stanów wraz z bratem, rodzina, jaką udało im się stworzyć, również była w miarę normalna. Choć Jakob niezwykle ciężko pracował, by zarobić na utrzymanie ich obojga, traktował Larsa jak swojego syna. A fakt, że zgubił się gdzieś po drodze, czego konsekwencją była jego obecna odsiadka w więzieniu, wcale nie umniejszało respektu, jaki młody Holt czuł do niego. Miał wrażenie, że gdyby nie Jakob, skończyłby w jakimś bardzo złym miejscu, zupełnie sam, z ciężkimi bliznami na psychice, pozbawiony jakichkolwiek nadziei na przyszłość.
    Teraz przynajmniej miał wybór. Mógł się ustabilizować, znaleźć normalną pracę, kupić dom czy założyć rodzinę. Lecz nie o to chodziło w jego życiu. Zapewne nawet gdyby próbował, szybko znudziłby się podobną monotonią. On potrzebował adrenaliny, którą zapewniało mu granie w zespole.
    - Tak jak przypuszczałem - powiedział cicho, kiedy poinformowała go, iż pracuje w szkole. - Wyglądasz na nauczycielkę. Ale nie stereotypową nauczycielkę. Raczej taką z powołaniem - dodał zaraz, obawiając się, iż tamta mylne odbierze jego stwierdzenie.
    Zaśmiał się tylko pod nosem na jej kolejne słowa, które zabrzmiały zupełnie jakby życie Larsa od razu było tak niezwykle łatwe i proste. Jakby odkąd tylko zaczął chodzić, fanki krzyczały na jego widok. Rzeczywistość była jednak inna, bardziej brutalna, lecz mężczyzna nie widział potrzeby, by dzielić się swoimi przemyśleniami z kimkolwiek, a zwłaszcza z nowo poznaną kobietą. Zwłaszcza, że nawet jego koledzy z zespołu, z jakimi łączyła go bardzo silna więź, nie znali całej historii.
    Gdy spotkał się z odmową, jedynie po raz kolejny zlustrował ją wzrokiem, uśmiechając się tajemniczo. To, w jaki sposób się zachowywała, jak za wszelką cenę próbowała się do niego zdystansować, działało jak znacznie skuteczniejszy afrodyzjak. Jak to mówią, nic tak nie przyciąga jak kobieta, która gra niedostępną, więc działania Mii przynosiły raczej odwrotny efekt do zamierzonego. Lars jednak czuł, że nie może jej spłoszyć. Co gorsza, zaczynał wątpić w swoje szanse jeśli chodziło o zaciągnięcie jej do łóżka jeszcze tego wieczoru, na co, rzecz jasna, miał wielką ochotę. Widział, że ma do czynienia z kimś, kto zna swoją wartość. Kimś, kto raczej nie zdaje się z mężczyznami jego pokroju. Kimś niezwykle wrażliwym. Wbrew pozorom Lars nie był ślepy ani brutalny. A co za tym szlo - nie zamierzał robić sobie niepotrzebnych problemow i łamać niewinnych serc. Przynajmniej tak sobie mówił, żeby zachować resztki przyzwoitości. Niestety, jego rozsądek często był niesamowicie sprzeczny z jego rzeczywistymi działaniami.
    - Zdążyłem się domyślić. Nie wyglądasz jak typowa fanka - odpowiedział, rozsiadając się wygodniej na kanapie, lecz wciąż pozostawiając miejsce dla Mii.
    Nie powiedział tego jednak w sposób uszczypliwy. Po prostu od samego początku, gdy tylko ją zobaczył, wiedział, iż słyszała ich utwory raz, może dwa razy w życiu, które w dodatku średnio ją porwały. Nie miał jednak do niej żadnych pretensji. Mało, był raczej wdzięczny, że nie zachowuje się jak jedna z tych psychotycznych fanek, z jakimi stykał się na co dzień, ku jego niezadowoleniu.
    - Poza tym, muszę cię rozczarować, ale odpowiedź brzmi nie. Wcale nie potrzebuję grania miłosnych utworów, by padały u moich stóp. - Zaśmiał się głośno, lecz szybko spoważniał, rozumiejąc, że jego żart jest nieco nie na miejscu. - Przecież nic ci nie zrobię, Mio. Chcę ci tylko pokazać, jak się gra. To całkiem zabawne.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Żle się wyraziłem - mruknął, słysząc jej prześmiewczą wypowiedź. - Miałem raczej na myśli twój charakter... jesteś nieśmiała w towarzystwie muzyków, używasz tych ładnych wyrażeń, poza tym, nie wyglądasz, jakbyś cieszyła się z tego, że twój strój tyle odkrywa. Nauczycielka, jak nic - wyjaśnił szczegółowo, śmiejąc się przy tym.
    Co jak co, ale Lars znał się na ludziach. Potrafił ich dobrze obserwować, zauważać to, na co inni często nie zwracali uwagi. Drobne gesty, które w istocie zdradzały prawdziwy charakter drugiego człowieka. Mężczyzna uważał, że to jego tajna broń, jaką nie dzielił się z nikim innym. Holt jedynie patrzył i próbował wywnioskować, z kim ma do czynienia. Często, bardzo skutecznie. Lecz jego nabyta intuicja nie zawsze wskazywała na prawdę, toteż Lars zwykle dodawał do niej pewien margines błędu. Jak na przykład w przypadku Mii - nie był do końca pewien, czy 'nauczycielka' jest trafiona.
    O tym, iż nie była typem dziewczyny na jedną noc, Holt już doskonale wiedział. Podobne jednostki można było bardzo łatwo wyczuć. Zazwyczaj kleiły się do niego jak rzepy, nie odstępowały go na krok, a cokolwiek powiedział - traktowały jak świętość. Mężczyzna, rzecz jasna, musiał uważać na podobne aferzystki. Takie potrafiły wypuścić do mediów niestworzone rzeczy, nawet jeśli stały dziesięć metrów od sceny i nigdy nie dostały się na zaplecze. Po jednym takim incydencie Lars zwyczajnie odpuścił sobie uwodzenie psychotycznych fanek. O ile uwodzeniem można to nazwać, z racji, iż podobne dziewczyny wcale nie potrzebowały jego zachęcających gestów. Wystarczyło, że się uśmiechnął. Mało - spojrzał w ich kierunku.
    - W takim razie sama coś zagraj - powiedział wesoło, zadowolony, że wzięła od niego instrument. - Poza tym, ja tu tylko śpiewam. Popatrz na Joeya, to prawdziwa słynna gitarowa legenda - dodał, specjalnie akcentując imię kumpla, by tamten go usłyszał.
    Nie dało się ukryć, że Joey jako jedyny z całego zespołu, miał wyższe wykształcenie muzyczne. Grał na gitarze, odkąd tylko skończył siedem lat. Chociaż chodzą słuchy, że robił to już jako niemowlę. Wszyscy dziwili mu się, że zdecydował się dołączyć do zespołu, gdyż rockowe rytmy raczej nie były w jego stylu. Odkąd tylko pamiętał, wykonywał muzykę poważną. Jego zdaniem jednak dopiero podobna odmiana, świeżość pozwoliła mu prawdziwie rozwinąć skrzydła.
    - Holt, powinieneś się rozgrzewać - zawołał mężczyzna, spoglądając w kierunku Larsa.
    Rzecz jasna, usłyszał jego wcześniejsze słowa.
    - Za pół godziny próba dźwięku. Lepiej żebyś nie śpiewał jak zdechła kaczka - dodał jeszcze.
    To właśnie on pilnował, by pozostali członkowie drużyny ćwiczyli tyle, ile powinni. Czyli, jego zdaniem, cały czas. To on umawiał kolejne próby i za każdym razem ganił ich, gdy rozpoczynali dłuższe dyskusje. Ponadto pochodził z angielskiego Chelsea, skąd wyniósł niesamowicie snobistyczny, brytyjski akcent będący obiektem kpin jego amerykańskich kolegów i jednocześnie czymś, co pociągało fanki. Ach, i najważniejsze - nigdy, absolutnie nigdy nie przeklinał. Aż chciałoby się rzec, kurwa, co za facet.
    Lars zignorował uwagi Joeya. Doskonale znał swój głos, a co za tym szło, wiedział, że rozgrzał go wystarczająco, by nie zawieść publiczności. Teraz miał więc odrobinę czasu, by skupić się na nowo poznanej dziewczynie.
    - To jak, co mi zagrasz? - zapytał, przyglądając się uważnie jej skupionej twarzy i przesuwając się w jej kierunku o kilka centymetrów. Mógłby przysiąc, że nawet tego nie zauważyła, zbyt zaaferowana gitarą, jaką jej podał.

    OdpowiedzUsuń
  8. - I tak przeczytam, i tak przeczytam - odpowiedział na jej słowa, śmiejąc się pod nosem. - Media niestety rzadko nas oszczędzają. A zwłaszcza teraz, skoro gramy w rodzinnym Miami - dodał jeszcze. I choć z całych sił starał się nie brzmieć jak zadufany w sobie egoista, by zaimponować Mii, coraz częściej łapał się na tym, że jego natura zwyczajnie nie dawała mu o sobie zapomnieć. Na prawo i lewo chwalił własną kapelę i swoje umiejętności, mimo że widział jak na dłoni, iż podobnym zachowaniem jedynie irytował swoją towarzyszkę. Ona, w odróżnieniu od Larsa, wręcz emanowała skromnością. Holt zastanawiał się więc, dlaczego wciąż z nim rozmawiała, skoro byli tak skrajnymi przeciwnościami. Ostatecznie Michela nie była typem, jaki zadawał się z mężczyznami jego pokroju, nawet jeśli chodziło o niezobowiązujące pogawędki bez konkretnego tematu.
    Wrodzona spostrzegawczość, jaka cechowała Larsa, bardzo często pomogła mu w osiągnięciu swoich celów. Niezależnie, czy chodziło o coś prozaicznego, jak ubłaganie managera zespołu o koncert w jednym z wybranych miast czy o spełnienie jego większych marzeń. Mężczyzna zwyczajnie wiedział, czego oczekiwali od niego inni i jak ich podejść, by dostać to, czego zapragnął. Choć było w tym coś złego i niezwykle przebiegłego, Holt zwyczajnie nie uznawał żadnych zasad moralnych, a co za tym szło - często nie miał hamulców, kiedy już się na coś uparł. Zwykle przestawał dążyć do konkretnego celu dopiero za upomnieniem przyjaciół czy, co gorsza, Jakoba. Jego bliscy musieli być więc niesamowicie czujni za każdym razem, gdy w głowie Larsa pojawiała się nowa zachcianka.
    Holt nie miał zamiaru oceniać ani komentować wystąpienia Mii. Wiedział, że nauka gry na instrumencie wymagała czasu i wielu poświęceń. A co za tym szło - jeżeli spędziło się kilka lat bez gitary w ręce, dawniej tak oczywiste chwyty i melodie zwyczajnie zostawały zapomniane. Jak wielkie było więc zdziwienie bruneta, gdy kobieta w rzeczy samej zaczęła grać. I to utwór, jakiego nigdy wcześniej nie słyszał. Był on nieco za spokojny jak na jego klimaty, niemniej jednak bardzo melodyjny i dźwięczny. Aż musiał powstrzymać się przed wybałuszeniem oczu.
    Gdy popełniła błąd, nawet nie otworzył ust, by cokolwiek skomentować. Zaśmiał się dopiero po usłyszeniu jej niewinnej groźby.
    - Możesz ją sobie wsadzać, gdzie dusza zapragnie, ale potem się nie zdziw, jak za kilka dni dostaniesz zgłoszenie do zapłaty - mruknął, zanim zdążyła kontynuować grę.
    Podobało mu się to, jak się z nim droczyła. Zachowywała się tak, jakby był jej długoletnim przyjacielem, a nie prawie nieznajomym. Ku jego zaskoczeniu, nawet nie hamowała się przed przekleństwami ani nie powstrzymywała się przed złośliwymi, lecz zabawnymi docinkami. Lars musiał przyznać, że im więcej czasu spędził w jej towarzystwie, tym więcej różnic zaczynał dostrzegać między Mią a kobietami, z jakimi do tej pory zwykle się zadawał.To mu imponowało.
    Gdy grała, cały czas uporczywie przyglądał się jej wyrazowi twarzy. Odniósł nawet wrażenie, że wczuwała się w melodię, jakby coś wewnątrz przeżywała. Lars nie należał do osób lubujących się w podobnych ckliwych gadkach o wnętrzu i duszy człowieka, lecz bez dwóch zdań potrafił obserwować i odgadywać emocje dyskretnie zdradzane przez krótkie ekspresje. A Mia w tamtym momencie z pewnością nie pozostawała obojętna.
    Kiedy wybrzmiały ostatnie nuty jej piosenki, znów przysunął się w jej kierunku o kilka centymetrow.
    - Jeszcze kilka prób, a będziesz mogła zastąpić Joeya - powiedział dla żartów, lecz jednocześnie nie krył swojego uznania. - A co do tej drobnej pomyłki, jeśli grasz chwyt barowy, musisz mocniej docisnąć struny. O, tak - dodał jeszcze, po czym chwycił jej dłoń, rzecz jasna, wcześniej nie pytając o pozwolenie i ułożył jej palce na gryfie.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jasne, że wybaczę <3 Ja też trochę teraz miałam zamieszania, bo i koniec roku na uczelni się zbliża wielkimi krokami, i musiałam mieszkania szukać. Ale już wyszłam na prostą, więc powinnam odpisywać w imarę regularnie.]
    Lars swoje pochwały skupiał wyłącznie na zespole, nie na sobie, co mogło umknąć uwadze dziewczyny. Fakt, identyfikował się ze swoją kapelą, lecz wiedział, że gdyby nie jego koledzy, za nic w świecie nie osiągnąłby sukcesu. Sam był tylko częścią większej całości, puzzlem idealnie dopasowanym do pozostałych części układanki. Fakt, że razem z chłopakami potrafili stworzyć tak dobrane brzmienie niejednokrotnie go zaskakiwał. Podczas wielu prób czy koncertów czuł, że nawet jeśli zdecyduje się na różne wariacje w postaci powtórzenia refrenu czy nagłej zmiany tonacji, pozostali członkowie zespołu nie popełnią błędu, zaskoczeni jego działaniami. Właśnie dlatego był tak cholernie dumny z całej kapeli, z każdego występuczy z każdego rozdanego autografu.
    Rodzina Larsa działała na nieco innej zasadzie niż rodzina Mii. Holt nigdy nie musiał zabiegać o aprobatę swojego brata. Wiedział, że tamten wspierał go bez względu na wszystko, zresztą z wzajemnością. Nawet teraz, gdy Jakob siedział w więzieniu, Lars odwiedzał go najczęściej jak tylko mógł. I nigdy, przenigdy nie powiedziałby mu, że się na nim zawiódł. W końcu to dzięki niemu mógł żyć swoim amerykańskim snem.
    Mężczyzna z łatwością usłyszał jej cichy głos śpiewający do melodii granej przez nią piosenki, co sprawiło, iż mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Nie dało się ukryć, szło jej znakomicie. Zwłaszcza zważywszy na fakt, iż nie trzymała gitary w ręku od dobrych kilku lat. On sam ćwiczył godzinami niemal każdego dnia, powtarzając piosenki, które znał na pamięć bez zająknięcia, które śpiewał już miliony razy, lecz mimo to wiedział, że nie powinien osiąść na laurach. Musiał nieustannie pracować nad swoim głosem, nawet gdy nie miał ochoty i wydawało mu się, że osiągnął już wystarczająco wysoki poziom, jeśli chodziło o jego wokal. Wtedy zwykle przypominał sobie słowa brata, który powtarzał mu, że niezależnie od tego jak dobry by był, zawsze może być lepszy.
    Wystarczyło, że się do niej zbliżył i z łatwością zdołał zauważyć, jak na nią działał. Podobało mu się to, nawet jeśli było to nic innego jak zwykłe fizyczne przyciąganie, jakie czuła względem niego większość jego fanek. Choć Mia zapewne uznała jego obecność za przytłaczającą, Lars nie zamierzał przestać, co więcej, celowo zmniejszył dystans między nimi, po czym bardzo odważnie popatrzył jej w oczy. Trwało to może z kilka sekund, dopóki nie przeszkodziła im przyjaciółka dziewczyny.
    - Powiedziałem jej, że jeśli dobrze jej pójdzie, to zastąpi Joeya w zespole - zażartował w odpowiedzi na pytanie Amandy. - Przedstawiła się jako Mia. To... w takim razie, które imię jest prawdziwe? - zapytał jeszcze, zanim spojrzał na zegarek. Czas mijał nieubłaganie, a przed nim była jeszcze próba dźwięku. - Chyba będę musiał przerwać nasz mały meet & greet. Obowiązki wzywają. Ale zobaczymy się na imprezie po koncercie. Wpadniecie, tak? - dodał głosem nie znającym sprzeciwu, po czym podniósł się z sofy i zniknął z zasięgu wzroku obu kobiet.

    OdpowiedzUsuń