Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

1 marca 2017

[KP] Samuel Whitney

SAMUEL WHITNEY
30 lat
Pracownik opieki społecznej

Szczęściarz. Bo niby jak inaczej można określić człowieka, który, adoptowany jako kilkumiesięczne dziecko, trafił do najbardziej kochającej rodziny pod słońcem? Bo jak można określić człowieka, przed którym wszystkie drzwi stały otworem? Samuel nie musiał przezwyciężać większych trudności, by osiągnąć to, o czym marzył. Odkąd tylko Whitney'owie przygarnęli go pod swój dach, co stało się zresztą bardzo dawno temu, ani razu nie spotkał się z większą porażką. Miał wspierające grono przyjaciół, wspaniałą dziewczynę, godne pozazdroszczenia życie towarzyskie, a oprócz tego był jednym z najlepszych studentów nauk społecznych na uczelni. Ale podobna sielanka musiała mieć swój kres, czyż nie?
Od śmierci Yvette mija już siódmy rok. Choć czas płynie nieubłaganie, on zdaje się pamiętać wszystko z należytą dokładnością. Próbuje zacząć nowe życie. Skupić się na pracy. Zaaklimatyzować się w tak przeogromnym mieście. I po raz pierwszy próbuje tak naprawdę o coś walczyć. 

3 komentarze:

  1. Piątki zawsze bywały trudne. Gdy człowiek był młodszy zawsze nie mógł się ich doczekać. Kończył pracę lub szkołę i biegł do domu by móc przygotować się na imprezę. Dziewczyny wciskały się w kiecki i wysokie obcasy, robiły wyzywający makijaż by napić się jak najwięcej za darmo. W przypadku Jose i jej koleżanek zabawa nie kończyła się tylko na przetańczeniu całej nocy i wypiciu kilku litrów alkoholu. Najlepiej by wszystkiemu towarzyszyła biała kreska na lustrzanej tafli oraz kilka dodatkowych stówek w portfelu. Nie każdy miał okazję skończyć dobrze szkołę i pójść na studia. Takie dziewczyny jedyne co robiły to dbały o swój wygląd, potrafiły praktycznie nic nie jeść tylko po to by wyglądać tak aby mężczyźni ich pragnęły. Blanchett jako dziecko mawiała, że będzie nauczycielką. Potem miała znaleźć bogatego męża i ciągnąć go na kasę.
    Więc jak wygląda teraz życie Josephine? Można się bardzo łatwo domyślić jak żyje zgorzkniała dwudziestopięciolatka. Jej kariera właśnie się kończy, w modelingu nie jest już tak atrakcyjna jak młode dziewczyny. Jej twarz znudziła się ludziom. Jej życie jednak wygląda bardzo podobnie. Na chwilę obecną spotyka się z Benem, mężczyznom, który spokojnie mógłby być jej ojcem. Jest on fotografem i często stara się namawiać swoich klientów, że panna B będzie dobrym wyborem. Ich związek jest czystą formalnością, każde żyje własnym życiem nie martwiąc się, że jakakolwiek decyzja może zranić drugą osobę. W życiu kobiety nadal jest alkohol, papierosy i inne mocniejsze używki. Według niej brakuje tylko leków na depresje, którą zapewne zdiagnozują gdy w końcu wybierze się do psychiatry.
    Ten piątkowy poranek był jak każdy inny w ostatnim czasie. Pobudka z dziwnym poczuciem winy, spalenie papierosa na tarasie w towarzystwie czarnej kawy. Następnie seria ćwiczeń by utrzymać swoje ciało w dobrej formie. Nie mogło się na nim pojawić nic co mogłoby źle wpłynąć na jej wizerunek. Następnie skończyło się na spaleniu blanta w celu rozluźnienia się i nabrania ochoty do życia. Długa kąpiel by potem móc się wybrać na zakupy i kupić sukienkę na przyjęcie urodzinowe znajomego w przyszłym tygodniu. Owinięta w ręcznik szła w kierunku sypialni gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Pierwszą jej myślą było, że to Pedro, Portugalczyk, z którym spędziła kilka dni temu upojną noc. Nie spoglądając kto to otworzyła drzwi lecz ku jej zaskoczeniu stał tam obcy mężczyzna. Uniosła nieco brew przyglądając mu się.
    - Mogę jakoś panu pomóc? - spytała nieco zdezorientowana.

    [ przepraszam za czas oczekiwania :< ]

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodziewała się takiej wizyty. Była nieco zdezorientowana. Nie wiedziała co ma zrobić, zapomniała nawet o tym, że jest właśnie w ręczniku. Dopiero gdy poczuła zimne powietrze na jej nogach zdała sobie sprawę z tego w jakim stanie stoi przed mężczyzną.
    - Tak..proszę. - powiedziała tylko i otworzyła szerzej drzwi.
    Przedstawiciel opieki społecznej. Zapewne Amy znów coś wywinęła i dziecko zostało bez opieki. Przyzwyczaiła się do tego, że czasem musiała zajmować się córką przyjaciółki. W trakcie swoich rozmyślań zdążyła dojść do salonu z aneksem kuchennym oraz sporym balkonem.
    - Proszę usiąść. Za chwilę wrócę, wypadałoby się ubrać. - po tych słowach poszła do sypialni przymykając drzwi za sobą.
    Wzięła z szafy pierwsze lepsze ubrania. Nie chciała by mężczyzna za długo czekał to raz, a dwa wolała szybko to załatwić. Kto wie, może zabrali małą? W końcu Amy nie była matką roku. Wróciła po pięciu minutach ubrana w czarne obcisłe spodnie podkreślające jej kształty w tym długie nogi. Na górze zwykła szara bluzka z rękawem w ładnie wyciętym dekoltem.
    - Napiję się Pan czegoś? - spytała raczej z grzeczności niż zainteresowania. Sama sięgnęła sobie po butelkę wody, którą napełniła szklankę. Następnie usiadła naprzeciwko mężczyzny, długie włosy odgarnęła do tyłu i mu się przyjrzała swoimi ciemnymi oczyma. - W takim razie, co Pana do mnie sprowadza?

    OdpowiedzUsuń
  3. Spojrzała pierw na mężczyznę, dopiero później na dokumenty. Nie zapowiadało się to dobrze. Na początku myślała, że to pewnie jakiś wywiad środowiskowy mający na celu wyjaśnienie czy Amber jest dobrą matką. Oczywiście kłamałaby, że tak w końcu jej przyjaciółka kochała swoje dziecko. Miała nieco pokręcone życie, w sumie jak sama Josephine. Jednej udało się bardziej, drugiej mniej. Gdyby nie chciało kobiety, które kiedyś spodobało się jednemu fotografowi to zapewne Blanchett byłaby w tym samym miejscu co Amber.
    Przełknęła ślinę czując suchość w ustach po wcześniejszej używce. Wypiła dość spory łyk wody czując ukojenie podczas kontaktu cieszy z suchymi ścianami jej gardła. Jednak jego słowa spowodowały dziwny ucisk w jej żołądku. Wydawało jej się to niemożliwe. W jej uszach pojawiło się uczucie jakby właśnie zanurkowała głęboko i każdy dźwięk docierał stłumiony. Trzęsącą się nieco ręką odłożyła szklankę na szklany stół przed nimi. Wzięła głębszy oddech by się uspokoić. Musiała zacząć trzeźwo myśleć. Na pewno nie chodziło tutaj by poinformować ją o śmierci Amber, pewnie chodziło o coś innego. Myśl Jose, o co może mu chodzić. Dużo czasu nie potrzebowała. Jej brązowe oczy, które były lekko czerwone logiczne można wywnioskować, że od hamowania płaczu lecz były one takie z innego powodu.
    - Zgaduje, że chodzi panu o jej córkę. - odezwała się w końcu po chwili milczenia. - Amber ma...miała matkę, ale z tego co wiem to wyrzuciła ją z domu gdy ta miała szesnaście lat. Od tego czasu się nie kontaktowały. O reszcie rodziny nie wiem.

    OdpowiedzUsuń