Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

5 lipca 2017

[KP] Amy Rosegal

Amy Rosegal
Denver | 23 lata | czytanie w myślach | wychowana przez babcię
5 lat w szkole dla Wyjątkowo Uzdolnionych | 6 lat na Uniwersytecie dla Wyjątkowo Uzdolnionych




17 komentarzy:

  1. Stał na środku swojego pokoju. Godzinę temu opróżnił ze swoich rzeczy wszystkie szafki. Nie miał ich dużo. Spakował się do jednej większej torby. W dłoni ściskał list... Jego ręce drżały. Zamknął oczy by powstrzymać łzy. Najchętniej zacząłby krzyczeć i kopać wszystko w koło, ale za drzwiami stało dwóch strażników, którzy mieli przetransportować go do nowego Uniwersytetu. W tym nikt nie chciał spać pod jednym dachem z kimś takim jak on...
    List był krótki, pisany koślawym dziecięcym pismem. Jego brat Max miał dopiero dwanaście lat. Kiedy to wszystko się stało był zbyt mały by pamiętać. Teraz Daryl żałował tego. Gdyby było inaczej może Max nie pragnąłby tak bardzo się z nim skontaktować.
    Ostatni raz zerknął na zdjęcia chłopca tulącego się do niewielkiego łaciatego psiaka, a potem potargał list i wrzucił jego resztki do kosza. Ze zdjęciem chciał zrobić to samo, ale coś go przed tym powstrzymało. Schował zdjęcie do wewnętrznej kieszeni od skórzanej kamizelki i podniósł z ziemi torbę.
    Lepiej będzie ci w twojej nowej rodzinie. Nie mogę tego zniszczyć. Pomyślał otwierając drzwi. Na uszy założył słuchawki puszczając w telefonie Motionless in white-Sinematic. Idąc przez korytarz po raz ostatni spoglądał na ludzi, którzy początkowo mieli być dla niego przyjaciółmi, a stali się wrogami. Na osoby, które patrzyły na niego z obrzydzeniem i nienawiścią. Kilka z nich rzucało pod jego adresem jakieś złośliwe komentarze. Na szczęście muzyka zagłuszała wszystko. To był ostatni raz kiedy widział uniwersytet w Los Angeles. Wychodząc pokazał wszystkim środkowego palca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dyrektor uniwersytetu w Denver był starszą osobą z długą siwą brodą i dziwnym spojrzeniem, które bacznie go obserwowało za każdym razem gdy tylko pojawiał się w jego gabinecie. Z jakiś powodów był dla Daryla miły, a wręcz nadopiekuńczy. Nie żeby mu to przeszkadzało, ale nie przywykł do takich zachowań. Siedział właśnie na zajęciach z Historii Nadzwyczajnych Ludzi. Profesor opowiadał właśnie o Napoleonie, który ponoć miał jakaś tam super moc. Daryl kompletnie się wyłączył. Siedział z tyłu sali i rysował czaszkę w swoim rysowniku. Jedno w czym był cholernie dobry to w rysowaniu. Potrafił naszkicować dosłownie wszystko.
    Lecz kiedy zadzwonił długo wyczekiwany dzwonek jako pierwszy wybiegł z klasy. Szedł szybkim krokiem wzdłuż korytarza próbując wcisnąć rysownik do plecaka. I wtedy... ktoś na niego wpadł. Rysownik upadł na ziemię i wysypały się z niego szkice.
    -Cholera!- Daryl schylił się by pozbierać rysunki. Słyszał jakieś chichoty z tle, ale nikt jakoś specjalnie się nie zainteresował tym co się stało. Dopiero po chwili zorientował się, że osoba z którą się zderzył leży na podłodze i się mu dziwnie przygląda. -Przepraszam... nie zauważyłem cię. -Szybko się wytłumaczył i wrócił do zbierania kartek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozbierał wszystkie rysunki z wyjątkiem tego, który trzymała w dłoni. A potem nieco zmieszany wyciągnął dłoń by odwzajemnić jej gest. Po czym szybko wycofał się do tyłu. Nie lubił dotyku innych... Nie lubił bliskości drugiej osoby.
    -Daryl. -Odparł spokojnie wpatrując się w krajobraz.
    Pamiętał ten dzień kiedy to się stało. Kiedy był tam w mrocznym lesie, który do tej pory przyprawiał go o dreszcze. Krajobraz był nie tylko jego wspomnieniem lecz również drugiej osoby, która tam była. Osoby, która umarła... A najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że uczyła się w Denver...
    -Mogę go dostać z powrotem? -Spojrzał na szkic. Nigdy nie zależało mu na kontaktach z kimkolwiek, a po tym co wydarzyło się w poprzednim uniwersytecie wolał nie zaprzyjaźniać się z nikim. Chciał być sam bo to wychodziło mu najlepiej. Lubił tylko swoje towarzystwo. Chociaż nie do końca. Przecież nie ufał sobie i właściwie czasami bał się sam siebie oraz tego do czego jest zdolny. A teraz kiedy ta dziewczyna wpatrywała się w niego jak w obrazek czuł się co najmniej dziwnie jakby był jakimś eksponatem w muzeum.
    -Co się tak patrzysz? -Spytał niepewnie obserwując zachowanie dziewczyny. Ponieważ znajdowali się w miejscu, gdzie dziwaków nie brakowało uznał, że za pewne ma to coś wspólnego z jej mocą. Może hipnoza? Albo zatrzymała się w czasie? Pamiętał raz chłopca, który miał naprawdę niebezpieczną moc. Kiedy śnił jego sny stawały się rzeczywistością. Wszystko było ok kiedy chłopiec śnił o samochodzikach czy zabawie w chowanego. Gorzej kiedy miewał koszmary... Zwłaszcza z potworami.
    Kiedy tutaj się pojawił dyrektor kazał mu nie mówić nikomu o swojej mocy by nie wzbudzić podejrzeń. Zamiast tego miał kłamać, że ma inny dar. Wspólnie uznali, że najlepiej by jego moc była słaba, nie wyróżniająca się jak większość studentów.
    -Spoko panie dyrektorze powiem, że kilka razy udało mi się zniknąć, ale nigdy więcej się to nie powtórzyło. -Powiedział wychodząc z gabinetu dyrektora i czując na sobie jego dziwne spojrzenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sam na sam z obcą dziewczyną, która oprowadza go po szkole? Co to to nie. Daryl nawet nie wiedziałby o czym z nią rozmawiać. Szczerze mówiąc wpadł w panikę. Kiedyś tak nie było. Kiedyś był szkolną gwiazdą, ale to było za czasów kiedy nie miał jeszcze swojej mocy. Miał dwóch najlepszych przyjaciół, którzy nie opuszczali go na krok. Chodził z największą laską w szkole, grał w rockowym zespole nie dając sąsiadom spać po nocach. Wszyscy go znali i podziwiali. Ale to już nie był ten sam Daryl, którego kochano. Nie był już synem, bratem ani dobrym człowiekiem lecz wcieleniem samego demona.
    -Panie dyrektorze... yyy.... ja.... mam teraz zajęcia...-Podrapał się nerwowo po głowie. -Z... z profesorem Hillsem, a on jest strasznie cięty na mnie....
    -Och daj spokój. -Dyrektor uśmiechnął się do niego przyjaźnie. -Zwolnię was z dalszych zajęć. Panno Rosegal... -Zwrócił się do swojej podopiecznej. -Daryl jest naszym nowym uczniem. Mam nadziej, że pokażesz mu wszystkie ciekawe miejsca w naszym Uniwersytecie nie chcę by się tutaj nudził. -Poklepał ją po ramieniu. -I nie będziesz zbytnio go prześwietlać. -To powiedział na tyle cicho, że tylko ona mogła go usłyszeć. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek. -No cóż pora na mnie moi drodzy. Pierwszy rok czeka na mój wykład z niecierpliwością. Tylko nie opuszczajcie terenu szkoły. -Zniknął pośpiesznie w tłumie.
    Stał tak patrząc się to na nią to na podłogę zupełnie nie wiedząc co ma robić. Dyrektor zrobił to specjalnie. Chce go sprawdzić. To na pewno test czy może mu ufać. Ale czy byłby na tyle głupi by wystawiać mu swoją uczennicę? Nie... Na pewno nie. To oznacza, że dyrektor mu ufa.
    -Jeśli.... jeśli masz jakieś inne plany to ja mogę sam przejść się po szkole. -Powiedział zasuwając swój plecak i zarzucając na ramię. Miał nadzieję, że dziewczyna odejdzie. Nie dlatego, że nie lubił jej czy coś... Po prostu lepiej dla niej jeśli nie będzie zbyt blisko z nim.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i stało się zostali na siebie skazani co w ogóle mu się nie spodobało, ale ponieważ zaczynał darzyć dyrektora większą sympatią uznał, że i jemu może zaufać. Przecież mężczyzna zajmuje się całe życie takimi osobami jak on i ponoć nie jednego udało mu się uratować od pochłonięcia przez moc. Był dla niego jedyną nadzieją na normalne życie. Jedyną osoba, która nie widziała w nim potwora lecz kogoś nadzwyczajnie uzdolnionego.
    Tak więc nie mając wyjścia musiał przystać na wspólnie spędzone popołudnie. Nie chciał zawieść dyrektora no i musiał spróbować chociaż przez chwilę poczuć się jak za dawnych lat kiedy to liczyła się zabawa i chwila. Oddałby wszystko by móc cofnąć czas...
    Jej pytanie kompletnie go zaskoczyło. Nikt jeszcze nie spytał go o jego moc. Może dlatego, że wszystkich unikał jak ognia. Ogień... mógł jej powiedzieć, że jest jakimś schizofrenicznym piromanem, który podpala wszystko wkoło gdy traci panowanie nad sobą. Ale co jeśli dziewczyna poprosi by podpalił szkolny śmietnik? Albo odpalił jej papierosa? Będzie wtedy skończony. Zatem została mu tylko opcja, którą uzgodnił z dyrektorem.
    -Właściwie to ja nie mam mocy. To znaczy mam, ale nie potrafię z niej korzystać. Dyrektor twierdzi, że mnie tego nauczy, ale wątpię by mu się to udało. -Zaczął iść powoli wzdłuż korytarza. -Parę razy udało mi się zniknąć to wszystko.
    Co ja bym dał, żeby to było tylko to. Żebym mógł tylko zniknąć. Niby nie wiele, a dla mnie byłoby to wszystko. Móc po prostu rozpłynąć się. Stać się niewidzialnym dla świata.
    -A jak to jest z tobą? -Spojrzał na dziewczynę odwracając się lekko w jej stronę. Miała ładne oczy. Oczy, które cały czas go obserwowały. To musiało mieć jakieś powiązanie z jej mocą. -Zawsze byłaś taka? Czy odkryłaś tą moc z wiekiem?

    OdpowiedzUsuń
  6. Spodziewał się wszystkiego. Że jej tajną mocą jest rentgen w oczach albo, że latanie. Stawiał na to, że zaraz zaprezentuje mu jak przemienia się w kota i drapuje na najwyższe drzewo. I tak pewnie by wolał. Aby jego jedyna tutaj znajoma osoba zamieniała się w zwierzęta, których po prostu nie znosił niż żeby.... no właśnie czytała w myślach.
    Nie myśl o swoich rodzicach. Nie myśl o tym co zrobiłeś.
    Pierwsze co przyszło mu na myśl to po prostu uciekać od niej jak najdalej. Potem pożałował, że nie założył na siebie bluzy z kapturem, jakby w ogóle kaptur miał odciąć jego głowę od niej. Jednak nie zrobił nic z tych rzeczy. Stał naprzeciwko niej wpatrując się w nią i robił się coraz bardziej blady. Zaczęło mu się kręcić w głowie.
    O nie tylko nie to! Ona pewnie teraz jest w mojej głowie! Nie myśl o nich.... o bracie... nie myśl o swojej mocy!
    -W myślach? -Zadał pytane jakby chciał się upewnić. -To znaczy, że siedzisz teraz w mojej głowie? -Jego ton był poważny wręcz przerażony. Zrobił takie rzeczy o których nie powinien wiedzieć nikt. Już wystarczająco dyrektor znał prawdę, a to już za dużo.
    Denver miało być dla niego nowym początkiem. Miejscem gdzie będzie mógł zacząć żyć od nowa, gdzie zapanuje nad swoim przekleństwem. Bo tak właśnie nazywał swoją moc. Nie była darem jak to zazwyczaj nazywał profesor. Nie była również pożyteczna dla reszty świata. Więc czym miała być? Niszczycielską siłą, która doprowadzi go do władzy nad światem? Brzmiało to jak z komiksu o superbohaterach, ale mogło być w tym coś prawdy. Tyle że on nie chciał władzy nad światem. Nie chciał niszczyć i zabijać. Chciał po prostu być normalny.
    Oparł się plecami o szafki i zamknął oczy ciężko wzdychając. Próbował myśleć o tym co jadł na śniadanie. Płatki z mlekiem. Nie przepadam za bakaliami, ale nie było innych. Jeśli dowie się dlaczego tu wylądowałem... Lubię też jeść pizzę. Tak będę musiał w weekend zamówić sobie pizzę podwójnym serem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na wieść, że jego sekrety pozostają zagadką i nie słyszy jego myśli otrząsnął się przerażenia. Co prawda w każdej chwili mogła przeniknąć barierę, która jakimś cudem chroniła go przed nią i wniknąć prosto w najmroczniejsze sekrety o których nie odważyłby się powiedzieć nawet dyrektorowi. To chyba wtedy podjął decyzję, że ich znajomość zakończy się tylko i wyłącznie na oprowadzeniu go po szkole. Może pokazać mu miejsca, szybko wymyśli jakaś wymówkę i ucieknie od niej. Nie może przecież ryzykować, że któregoś dnia pozna prawdę. Zwłaszcza o tym co przemycił do szkoły. Gdyby dyrektor się o tym dowiedział za pewne wyrzucił by go ze szkoły. Najbardziej jednak przerażała go wizja dlaczego przemycił to coś do szkoły...
    Jestem potworem.
    Wytłumaczył sobie w myślach mając nadzieję, że dziewczyna go nie kłamie. Jeśli faktycznie nic nie słyszała w jego głowie to mogłoby tłumaczyć jej dziwne zachowanie i spojrzenia. Tylko na jak długo będzie ją blokował? Nawet nie miał pojęcia jak to robi.
    Początkowo wydało mu się, że czytanie w myślach to musi być fajna sprawa. Czytał kiedyś książkę o dziewczynie, która pomagała policji w schwytaniu płatnego mordercy. Miała taki sam dar z tym, że nad nim panowała. A po zachowaniu Amy widział, że jej moc wymyka się jej spod kontroli zupełnie tak jak jego moc...
    Nie wiedział co robić, ale dziewczyna najwidoczniej bardzo cierpiała. Położył więc swoją dłoń na jej ramieniu. Sam nie wiedział czemu to zrobił. Nie lubił dotykać ludzi.
    -Amy... dobrze się czujesz? -Spojrzał na nią. -Może chcesz usiąść? Wyjść na zewnątrz? -Spytał zerkając w stronę drzwi wyjściowych. Jeśli słyszała te ich wszystkie myśli to wystarczyło po prostu znaleźć się w miejscu gdzie nikogo nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jego moc może i miała coś związanego z polem siłowym, ale na pewno nie jego polem. Właściwie jego moc była nieznana. Nawet Funery nie wiele o niej wiedział. Powiedział mu, że za pewne pochodzi ze starożytności i była uśpiona aż do momentu przekazania go silnej jednostce. Tyle, że on wcale nie był silny. Ani psychicznie ani fizycznie. Był po prostu lubiany i popularny. Choć po zdobyciu mocy nie wiele osób darzyło go sympatią.
    Pokręcił więc przecząco głową i spuścił wzrok zastanawiając się przez chwilę.
    -Wybacz mi, ale tylko czasami udało mi się po prostu zniknąć. -Nie skłamał przecież. To była prawda. Zniknął ze swojego rodzinnego miasteczka, potem z Los Angeles i za pewne będzie musiał teraz zniknąć z Denver jeśli dziewczyna odkryje jego zdolności.
    Złapał ją za ramię i powoli, delikatnie a wręcz troskliwe pociągnął ją w stronę wyjścia. Będzie musiał jakoś jej unikać, najlepiej pójdzie z tym do dyrektora i opowie mu o wszystkim. Poprosi o zmianę zajęć, żeby mogli mijać się niezauważeni. Wolał nie narażać nikogo tym bardziej jej. Jeśli pozna prawdę zacznie w niej grzebać, a to skończy się dla niej tragicznie. Jak dla wszystkich.... Jednak teraz chciał ją zaprowadzić na jedną z ławek przed szkołą. Wyglądała na zmęczoną i była cała blada. A on był ostatnią osobą którą powinni zobaczyć z nieprzytomną dziewczyną.
    Otworzył jedną ręką drzwi, a drugą ją podtrzymywał. Potem zapytał nieco niepewnie:
    -Dasz rade sama dojść do tej ławki? -Spytał mając nadzieję, że nie będzie dłużej musiał jej trzymać.
    Niechęć do dotykania innych osób za pewne też wywodziła się z jego mocy. Gdyby porównać go do drapieżnika wiele by to wyjaśniało. Drapieżnik potrafi wzrokiem ocenić, która jednostka ze stada jest najsłabsza, która pierwsza się podda i przestanie uciekać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy przestała go dotykać odetchnął z ulga. Poczuł jakby ktoś oblał go zimną wodą i znów mógł być sobą w swoim małym, tajemniczym świecie z daleka od wszystkich ludzi. Nawet z daleka od niej. Chociaż ona wcale nie sprawiała wrażenia takiej, która nie chce mieć z nim kontaktu. Wręcz przeciwnie z jakiegoś powodu tego pragnęła i on o tym wiedział. Będzie musiał pozbyć się jej za wszelką cenę. Nawet jeśli będzie musiał powiedzieć coś niemiłego. To dla jej i jego dobra. Nie wolno mu mieć przyjaciół. Kiedyś ich miał i jak to się skończyło?
    -Ukrywam wiele rzeczy. -Spojrzał przez ułamek sekundy w jej oczy, a potem skierował wzrok na pomnik, który stał na środku placu. Był to stający dęba koń, a na jego grzbiecie kobieta w długiej i powiewnej sukni. Podobno była jakaś ważną mutantką, którą uznali za czarownice i spalili. Może dla niego to byłoby wyjście? Gdyby ktoś przywiązał go do pnia i podpalił jak paliło się heretyków w dawnych czasach. Niestety był dwudziesty pierwszy wiek i wiele zjawisk paranormalnych dało się wyjaśnić po prostu naukowo. -A ty? To musi być dla ciebie niezły szok.... nie słyszeć czyiś myśli.
    Daryl był przekonany, że tak jest jednak do czasu. W którymś momencie coś się stanie i po prostu pęknie ta bariera. Może wystarczyło by po prostu bliżej go poznała? Może musiał jej zaufać? A może słyszała tylko tych ludzi, którzy mieli jakieś słabe nic nieznaczące moce.... Jednak przypomniało mu się, że przecież sama powiedziała iż z myśli dyrektora czyta jak z książki. A może tylko kłamała by go przestraszyć.
    -Posłuchaj... -Znów na nią spojrzał. Tym razem innym spojrzeniem. Nie było w nim niepewności, nieśmiałości czy strachu. -Nigdy nie próbuj czytać w moich myślach bo to może się dla ciebie źle skończyć. -Zabrzmiało jak groźba, ale tak właśnie miało brzmieć. Przecież o to chodziło by ją od siebie odgonić.
    Wstał nagle z ławki i zaczął nerwowo przechadzać się wokół niej. Wyjął z kieszeni klucze do swojego pokoju i podrzucał je co chwilę zamyślony. Wtedy zupełnie nagle zdał sobie jakby sprawę dlaczego ona go nie słyszy...
    Mój boże... To dalej we mnie jest...

    OdpowiedzUsuń
  10. W jakiś dziwny sposób poczuł do niej współczucie. To musi być straszne wszystko o wszystkich wiedzieć. Zaglądać w ich najgorsze zakamarki, znać wszystkie zboczenia i słyszeć co o tobie myślą. Ale ileż to razy pragnąłby by czytać komuś w myślach? By zajrzeć do głowy swojej dziewczynie i przekonać się czy nie kocha przypadkiem kogoś innego? Albo wyczytać z głowy profesora odpowiedzi do egzaminu. Czytanie w myślach mogło naprawdę być darem, ale również i przekleństwem.
    -Obawiam się, że mogłabyś zobaczyć coś znacznie gorszego. -Odparł zupełnie bez zastanowienie i zaraz pożałował. Owszem gdyby zajrzała w jego umysł mogłaby odczytać nie tylko jego myśli, ale również myśli tego co dało mu moc. Tego co zmieniło go w potwora, a wtedy kto wie co by się z nią stało?
    -Przykro mi z tego powodu co cię spotkało, ale nie pomogę ci. -Schował kluczki do kurtki i uniósł głowę wpatrując się w wychodzące zza chmur słońce, które przyjemnie ogrzewało jego twarz. -Nie jestem jakimś superbohaterem. -Zamknął oczy i westchnął.
    Do głowy przyszło my to, że może dyrektor specjalnie mu ją podstawił. Może chciał by ktoś wyczytał z jego myśli wszystko to co przeżył i co go spotkało oraz to jak naprawdę pozyskał moc. Jeśli tak faktycznie było to plan nie wypalił bo dziewczyna nie ma dostępu do jego myśli. Wtedy odezwała się w nim ta strona, której nienawidził.
    Po prostu uśmiechnął się na samą myśl, że ktoś znów jest bezradny wobec jego potęgi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Po tym jak dyrektor uratował go z opresji i zabrał Amy do swojego gabinetu Daryl wrócił do pokoju, który przydzieli mu na początku przyjęcia do Instytutu. Na całe szczęście dostał jednoosobowy pokój. Wiedział, że nie był to przypadek. Nic dziwnego, że dyrektor nie chciał nikogo narażać na kontakty z nim. Przecież był naprawdę niebezpieczny i doskonale o tym wiedział. Lepiej by nie zbliżał się do nikogo.
    Usiadł więc przy swoim biurku i włączył laptopa. Jedynej rzeczy jakiej mu brakowało po przeprowadzce z LA był laptop, ale pewnego poranka dyrektor zapukał do jego pokoju i wręczył mu zapakowane pudło jako prezent na powitanie. Oczywiście był to nowiusieńki laptop. Daryl ucieszył się z tego powodu.
    Teraz puścił na cały głos dyskografię swojego ulubionego zespołu i wyciągnął z plecaka rysownik. Otworzył na pierwszej nie zamalowanej stronie i zaczął coś szkicować. Nie myślał o niczym. Zwyczajnie się wyłączył.
    Kiedy usłyszał pukanie do drzwi otrząsnął się jakby z jakiegoś transu. Spojrzał na kartkę na której widniała podobizna Amy. Ściszył muzykę i popatrzył na swój szkic. Szybko zgarnął go ręką, zgiął w kulkę i wyrzucił do kosza na śmieci, a potem podszedł do drzwi i otworzył je.
    -Wiem wiem.... Funery mnie wzywa. -przewrócił teatralnie oczami. Próbował unikać kontaktu wzrokowego z nią.
    W gabinecie panował totalny spokój. Dyrektor właśnie parzył kawę. Podsunął mu kubek z czarną cieczą, a sam zrobił kilka łyków ze swojego kubka. Uśmiechnął się do niego i rozsiadł się wygodnie w fotelu.
    -Po co mnie pan wezwał? To wszystko było specjalnie prawda? Ona wyczyta wszystko z moich myśli? -Spytał poważnie.
    -Nie mój drogi. -Funery napił się kawy. -Ona nie potrafi tego zrobić. W jakiś sposób ją blokujesz. Jestem ciekaw tylko jaka moc powstrzymuje najlepszą telepatkę na tym świecie przed odczytaniem twoich myśli. -Podrapał się po brodzie.
    -Panie dyrektorze... nie mam pojęcia dlaczego tak jest. -Skłamał. Jak mógł skłamać jedyną osobę która mu ufała? Przecież wiedział... po prostu wiedział dlaczego tak jest. Innego wytłumaczenia nie było. -Nie chcę by ona kręciła się wokół mnie. Chcę mieć takie zajęcia by być z daleka od niej.
    -Może powinniście razem się zaprzyjaźnić?
    -Moi przyjaciele umierają. -Wstał gwałtownie od biurka. -Nie chcę kolejnych ofiar. Nie chcę jej przy sobie. Nie potrzebuję jej. -Wyszedł z gabinetu wściekły jak nigdy przedtem. Może i Funery był godny zaufania, ale nie rozumiał tego co siedziało mu w głowie.
    Uderzył z całej siły pięścią w ścianę od korytarza robiąc w niej niewielką dziurę.
    -Cholera.... -Wyszeptał.

    OdpowiedzUsuń
  12. Daryl wrócił po spotkaniu z dyrektorem do swojego pokoju. Jak zwykle zamknął się w nim i włączył album ulubionego zespołu zakładając na uszy słuchawki. Sięgnął po kartkę papieru, a potem po ołówek. Chwilę bawił się nim obracając w palcach po czym doszedł do wniosku, że nie ma pojęcia co chciałby narysować. Po głowie wciąż chodziła mu ta dziewczyna i rozmowa z Funerym. W końcu zgniótł kartkę i odłożył ołówek.
    Zaczął szperać po internecie. Wpisał w wyszukiwarkę czytanie w myślach . Wyświetliło mu się mnóstwo nic nie wartych stron na temat ludzi, którym wydawało się, że czasami słyszą czyjeś myśli. Było też coś o chorobach psychicznych, ale uznał, że skoro Amy zakwalifikowała się do ludzi uzdolnionych nie mogła być po prostu świruską. Znalazł też forum na którym ludzie wypowiadali się na temat mocy jakie posiadali detektywi i pomagali w odnalezieniu ich bliskich. O tym w końcu sama wspomniała Amy. Ale poza tym nic co by go zainteresowało. Już miał wyłączyć laptopa, kiedy natknął się na wzmiankę o medium, które potrafią rozmawiać z duchami.
    Zaśmiał się i pokręcił głową najeżdżając na czerwony krzyżyk od strony internetowej. Ale nie nacisnął go. Zaczął czytać artykuł. Jeden, a potem następny i następny. W końcu natknął się na namiary do jakiejś kobiety, która pomogła zamknąć niedokończone sprawy. Opinie o Aubrey Collis były tylko i wyłącznie pozytywne. Kobieta potrafiła kontaktować się ze zmarłymi, opowiadała historie z takimi szczegółami o których wiedziały tylko nieżyjące osoby. Chwycił za komórkę i wpisał w nią numer do kobiety. Zerknął na zegarek. Było wczas więc kobieta mogła być dostępna pod telefonem. Wstał od biurka i nacisnął zieloną słuchawkę.
    Kiedy stracił nadzieję, że ktokolwiek odbierze po drugiej stronie odezwał się głos starszej kobiety:
    -Aubrey Collins przy telefonie. W czym mogę pomóc dobra duszyczko?
    Odłączył się. Spanikował. Nie miał pojęcia co powinien powiedzieć. I wtedy to zauważył. Małą karteczkę pod jego drzwiami. Stał tak długo i przyglądał się jej aż w końcu podniósł ją i przeczytał wiadomość.
    -Co ty kombinujesz Amy? -Spytał na głos.
    Usiadł na łóżku i zastanawiał się. Nie chciał z nią iść. Nie chciał więcej się z nią spotykać. Ale jaką misję ma na myśli? Przecież nie może go skrzywdzić. Jeśli dowie się prawdy pewnie dyrektor z nią porozmawia. Kto wie może już to zrobił? Przecież to miał być jego nowy początek. Żadna panienka, która grzebie w myślach innych nie zniszczy mu tego.
    Podszedł do szafy i wyciągnął z niej czarną bluzę z kapturem oraz skórzaną kurtkę z naszywkami zespołów. Powinno wystarczyć.
    Zerknął na zegarek. Miał jeszcze dziesięć minut. Wykręcił ponownie numer do medium i czekał na połączenie.
    -Aubrey Collins przy telefonie. W czym mogę pomóc dobra duszyczko? -Wyrecytowała.
    -Potrzebuję pani pomocy. Wydaje mi się, że... że ktoś za mną chodzi.
    -Ktoś zmarły?
    -Tak jakby...
    -Mogę umówić cię na wizytę. Informacje co do spotkania prześle mój asystent smsem.
    -Dobrze. Do widzenia. -Rozłączył się pospiesznie.
    A potem otworzył drzwi od pokoju i zarzucił na głowę kaptur. Zamknął pokój i zauważył ją siedzącą na schodach.
    -Idę tam tylko dlatego, że pewnie Funery wymyślił tą całą głupią misję. -Włożył ręce do kieszeni. -Wcale nie uśmiecha mi się marznąć po nocach z obcą laską. Jasne?

    OdpowiedzUsuń
  13. Daryl przekręcił teatralnie oczami i ruszył za dziewczyną.
    -Nie będziemy ich torturować? A to szkoda... -W jego głosie można było usłyszeć ironię.
    Odkąd pamiętał noc była dla niego zawsze lepsza niż dzień. W nocy mógł przesiadywać w swoim pokoju i w spokoju rysować, w nocy nikt nie męczył go i nie zadawał pytań na temat jego przeszłości i mocy. W nocy potrafił lepiej zapanować nad atakami swojej mocy. Dlaczego? Może po prostu był typem nocnego marka, albo miało to jakiś głębszy sens nad którym nie chciał się nawet zastanawiać, żeby nie wpaść w obłęd.
    Dzień z kolei zawsze kojarzył mu się z wszystkim złym co go spotkało. To w dzień zginęli jego rodzice, brata zabrała opieka społeczna. Świt zawsze przynosił złe wieści... Nauczył się tego już od bardzo dawna.
    Tej nocy miał ochotę położyć się już spać. Nie ufał Amy. Nie ufał nikomu z wyjątkiem dyrektora choć i tak nie powierzyłby swojego życia w jego ręce. Daryl zawsze podchodził do wszystkich z dystansem odkąd to wszystko się wydarzyło...
    -Myślę o spaniu. -Westchnął. Skłamał. Wcale nie myślał teraz o śnie i chyba zauważył to, że dziewczyna nie bardzo mu uwierzyła. Nadal szedł wpatrzony w mokrą ziemie i swoje trampki. Nie zaśmiał się nawet na chwilę.
    -O Aubrey Collins. -Odpowiedział niespodziewanie zwalniając nieco kroku. -Wierzysz w to, że ludzie potrafią porozumieć się ze zmarłymi? -Dopiero teraz spojrzał na nią, ale starał się nie złapać kontaktu wzrokowego. Wyczytał gdzieś w internecie, że niektórzy potrafią wyczytać myśli z naszych oczu. Wolał dmuchać na zimno.

    OdpowiedzUsuń
  14. Domek od razu obudził w nim dawne wspomnienia. Jego najlepszy przyjaciel i gitarzysta w jego zespole Sam miał bardzo podobny domek również nad jeziorem, gdzie często wybierali się na imprezy. To w tym domku pierwszy raz spił się do nieprzytomności, pierwszy raz zapalił zioło, pierwszy raz całował się z dziewczyną i pierwszy raz stał się mężczyzną. Uwielbiał przesiadywać w tym domku. Uwielbiał kiedy Sam zapraszał ich na cały weekend gdzie mogli grać do woli i nikt nie czepiał się, że nie może spać po nocach.
    Dziś jednak widok podobnego domku przyprawiał go o dreszcze. Tamten który kiedyś wspominał pozytywnie pewnie był już stertą spalonego gruzu. Żałował, że Sam tak mu ufał. Gdyby nie dopuścił go do siebie tak blisko nic by się nie stało. Ciągle obwiniał się o ten nieszczęsny wypadek. Ale tak to już było odkąd posiadł moc. W koło działy się ciągle złe rzeczy, a on nie mógł tego powstrzymać.
    Dopiero teraz przypomniał sobie, że ostatni atak miał jakieś trzy miesiące temu i przeszedł go dreszcz. Jeśli będzie inaczej niż obiecał mu dyrektor i koniec końców nie zapanuje nad mocą to może komuś stać się krzywda. Mógł tylko się modlić by nie było to dziś. Chociaż Amy była mu zupełnie obojętna to jednak byłoby mu jej szkoda gdyby spotkało ją coś złego.
    -Kto powiedział, że ja chce się skontaktować? -Udał głupiego chociaż wiedział, że to bezsensowne. Nie zamierzał przecież zasunąć jej gatki w stylu 'mój znajomy....' Westchnął ścigając kaptur z głowy i poprawiając automatycznie swoje uklepane włosy tak by znów sterczały na wszystkie strony. -Czasami... czasami czuję czyjąś obecność. Wiem jak to brzmi... -Pokręcił głową podchodząc do okna i wpatrując się w nie. -To skomplikowane. Możliwe, że nie jest to nawet ktoś zmarły. Bo nieśmiertelny nie może umrzeć prawda? Z resztą nie ważne. Po co przyszliśmy do tego głupiego domku?

    OdpowiedzUsuń
  15. Funery kazał obserwować im magiczne stworzenia w ramach jakiegoś projektu? W to nie uwierzył. Coś mówiło mu, że są tutaj tylko i wyłącznie z jego powodu, że dyrektor może i nie powiedział dziewczynie jaką moc ma Daryl, ale może ma nadzieję na to że sama to odkryje, albo po prostu się do siebie zbliżą.
    Kiedyś już ktoś próbował mu pomóc mając nadzieję, że Daryl nie skrzywdzi nikogo na kim mu naprawdę zależy, wierzył, że wtedy zapanuje nad swoją mocą. Jak bardzo się wtedy mylił...
    Tak naprawdę Aubrey Collins nie mogła mu pomóc. To było zupełnie oczywiste, ale może tak naprawdę liczył na kontakt ze swoimi zmarłymi rodzicami? Z jednej strony marzył by móc się z nimi skontaktować, a z drugiej bał się tego panicznie. Bo co przecież by im powiedział? Przepraszam za to co zrobiłem? Przepraszam, że zepsułem naszą rodzinę? Przepraszam, że jesteście martwi, a Max jest w rodzinie zastępczej? Może dobrze się stało z tym ostatnim. Przynajmniej jego brat był szczęśliwy. Miał teraz nowych rodziców, którzy kochali go ponad życie, miał wymarzonego pieska, własny pokój i nowych kolegów. Kiedyś będzie miał to wszystko co stracił Daryl...
    -Nie lubię owoców. -Oparł się o zimną ścianę i obserwował jak jadła arbuza. Nigdy za nimi nie przepadał. Za dużo wody i pestek. -Nie chcę też oglądać tych zwierząt. -Zasunął niespodziewanie zasłony i usiadł na kanapie wyciągając z kieszeni zapalniczkę. Zaczął bawić się nią wpatrując w pojawiający się i znikający płomień. Wolałby władać ogniem. Byłoby prościej.
    Pełnia nie wróżyła niczego dobrego. Zazwyczaj zwiastowała kolejny atak. Tak bardzo teraz zapragnął być w swoim pokoju, bezpieczny z daleka od niej... by zwyczajnie jej nie skrzywdzić.
    -Po co naprawdę Funery kazał ci przyprowadzić mnie tu? -Po raz pierwszy odważył spojrzeć się w jej oczy. W jego spojrzeniu nie było już niepewności lecz coś innego... coś co sprawiało, że człowiek mógł się go bać.
    Czasami gdy spoglądał takim wzorkiem na uczniów z poprzedniej szkoły uciekali w pośpiechu, inni zamierali w bezruchu. A to przecież było tylko spojrzenie jego drugiej osobowości jak to miał zwyczaj nazywać.
    Druga osobowość.... Nie miał rozdwojenia jaźni czy schizofrenii. Po prostu czuł się jakby był wtedy kimś innym. Jak był tym potworem, który mu to wszystko zrobił.

    OdpowiedzUsuń
  16. Daryl był taki, że jeśli miał możliwość ucieczki, wyjścia, możliwość wyboru to zawsze szedł w ty kierunku w którym mógł pobyć sam. Zarzucił na siebie kaptur i zaczął zmierzać w stronę drzwi wyjściowych. Wystarczyło przecież tak po prostu wyjść i już nigdy więcej nie mieć z nią do czynienia. Ale zatrzymał się przy niej i chwilę zastanawiał.
    Ona miała rację. Nie może zawsze się ukrywać i uciekać. Nie może rozpamiętywać przeszłości i tego co się stało. Jego rodzice nie żyli. Nic nie zwróci im życia tak samo jak nic nie sprawi, że odkupi swoje winy. Był i tak skazany na piekło. Przecież jeśli w ogóle jakieś życie po śmierci istnieje to on na pewno usmaży się w kociołku, który będzie mieszał ogromny diabeł zanoszący się od śmiechu.
    Ale teraz jest jego nowa szansa. Nowy rozdział w życiu, który albo wszystko zmieni na lepsze albo na gorsze. Bo jeśli teraz też nie zapanuje nad swoją mocą to raczej będą musieli go zabić by powstrzymać. A Amy przecież jest jedyną osobą od tak bardzo dawna, która chce nawiązać z nim kontakt. Wiedział, że robi to tylko dlatego ponieważ w jego obecności nic nie słyszy.
    Wtedy zamknął drzwi i spojrzał na nią. Pokręcił głowa, a na jego twarzy pojawił się jakby zarys uśmiechu. Ściągnął kaptur i kurtkę skórzaną. Powiesił ją na stojącym obok wieszaku.
    -Zostanę tylko dlatego, że naprawdę chce zacząć na nowo. Ale pod jednym warunkiem. Nie będziesz szperać w mojej przeszłości. Jeśli czegoś ci nie mówię to dla twojego dobra. Zostajesz tutaj na własną odpowiedzialność ze mną. Nie chcę słyszeć potem jakiś plotek w szkole, że zrobiłem ci krzywdę. Jedno mogę ci powiedzieć.... -Przez chwilę zawahał się, ale przecież w jakiś sposób musiał ją ostrzec. -Nie panuję... Nie panuję nad tym rozumiesz? Nie mam kontroli nad sobą. W każdej chwili mogę dostać ataku i wtedy będziesz bez szans.
    Amy była chyba pierwszą osoba, której tak wiele powiedział o swojej mocy od śmierci jego przyjaciela Sama. Coś w niej było coś co sprawiało, że mógł jej zaufać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Daryl spojrzał na Amy i wtedy po raz pierwszy uświadomił sobie, że dziewczyna uzależniła się od niego. Za każdym razem gdy tylko go dotykała czuła ulgę jakiej nie mogła doznać od bardzo dawna. Słyszała cisze i spokój... Mogła skupić się na własnych myślach, a nie zgadywać co zrobi Kelly kiedy spotka się z Jamesem. Ale Daryl nie potrafił się przed nią otworzyć. Po pierwsze nie mógł. Wszystkie bliskie spotkania skończyły się tragicznie zwłaszcza te w których uczestniczył ktoś z jego bliskich.
    -Funery wierzy, że może mi pomóc. -Zaczął siadając na kanapie tuż przed kominkiem. -Ten stary głupiec chyba naprawdę wierzy w to, że może zapanować nad pradawnym bogiem.... -Spojrzał w jej stronę. -Jesteś pierwszą osobą, która powiedziała i takie coś.... Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc lepiej odejdź Amy. Moja moc to tylko zło. To coś co... -Zawahał się przez chwile ale wewnętrznie uznał, ze musi to powiedzieć. -To coś co zabija. Rozumiesz? Coś nad czym tracę kontrolę. Wiem, że da ciebie sprawa wygląda jasno... Dotykaj mnie byle bym nie słyszała. Okey... mogę cię dotykać kiedy zechcesz.

    OdpowiedzUsuń