Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

19 lipca 2017

[KP] I am the fire. I am the dragon.

Valerian. Młody smok. Lat 258. 

The Dragon.
Krwiożercza bestia, która nie cofnie się przed niczym. Pożera najchętniej młode kobiety lub mężczyzn. Im ciało młodsze tym mniej skażone złem tego świata. A takie ciało smakuje najlepiej. Do tego należy przyprawić je nutką strachu i niepewności.  A potem usmażyć.




***
The Human.

Czasami przybiera postać człowieka. Jako smok może robić to tylko kilka razy w roku. Ale Valerian często tego nadużywa. Może to i dziwne, ale uwielbia swoją ludzką postać. Gdyby tylko miał okazję skosztować również ludzkiego życia pewnie zniknął by na jakiś czas ze smoczego świata. A może już je zna tylko nie pamięta?




2 komentarze:

  1. To miała być krótka podróż. Nawet bardzo krótka podróż. Musieli przejechać do sąsiedniego zamku, aby sfinalizować jakąś umowę. Ona, jako jedna z córek króla, miała go reprezentować. Nie było to nic ważnego, ani nawet godnego uwagi. Więc ojciec stwierdził, że będzie idealnie, jeśli to ona wyjedzie i to załatwi. W końcu i tak nie miała nic ciekawszego do robienia.
    Wsiadła do karety i ruszyli. Podróż rzeczywiście nie trwała zbyt długo. Jednak z zupełnie innych powodów. Najpierw poczuła, jak konie zaczynają rżeć z przerażenia. Woźnica próbował je uspokoić, jednak najwyraźniej na niewiele się to zdało. W następnej chwili usłyszała trzepot skrzydeł. Musiały być to bardzo ogromne skrzydła. Na moment zamarła, podejrzewając co to może oznaczać. Dopiero po chwili odzyskała trzeźwość myślenia. Podniosła się z fotela wyściełanego miękkim materiałem. I chociaż piskliwy głosik w jej głowie krzyczał, aby nie wychodziła, to…
    Powoli otworzyła drzwi od karety. Skrzywiła się na widok spalonych zwłok jednego z rycerzy. Niejednokrotnie widziała ludzkie zwłoki przebite mieczami czy kopiami. Ale jeszcze nigdy nie miała okazji widzieć spalonych szczątków. I ani trochę jej się to nie podobało.
    Miała nadzieję, że smok jej nie zauważy. Że uda jej się uciec niezauważoną. Ale to byłoby zbyt piękne. A ona miała zbyt wielkiego pecha, aby to mogło się okazać prawdą. Kiedy tylko opuściła karetę pysk przeciwnika znalazł się zadziwiająco blisko. O wiele za blisko niż powinien. Głośno przełknęła ślinę i przez chwilę jedynie wpatrywała się w jego ślepia.
    Dopiero po upływie chwili, zdołała otrząsnąć się na tyle, aby sięgnąć po najbliżej leżący kamień. Rzuciła nim w smoka, jednocześnie wycofując się. Wiedziała, że nie ma szans w tym starciu, ale nie miała zamiaru dać się pożreć bez jakiejkolwiek walki.
    W jednej chwili zaczęła żałować, że została wychowana jako typowa dama. Nie potrafiła walczyć. Ba! Nawet nigdy o tym nie myślała. Jedyne co potrafiła, to rzucać. A w swoje niezdarne służki rzucała wszystkim, co tylko wpadło jej w ręce – od poduszek po talerze z zastawy.
    — Odejdź ode mnie! — Krzyknęła, schylając się po kolejny kamień. Również i ten poleciał w kierunku smoka. — Ty przerośnięta jaszczurko! — Znów krzyknęła. Ze smokiem miała po raz pierwszy do czynienia. I nawet nie wiedziała, czy to stworzenie ją rozumie. Lecz nie przejmowała się tym za bardzo. Przynajmniej sobie pokrzyczy.
    Kiedy pochyliła się po kolejny kamień, na krótką chwilkę straciła równowagę. Ta chwila sprawiła, że zamiast się wyprostować, to runęła na ziemię.
    Shadya

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy wcześniej nie miała do czynienia ze smokiem. Takim prawdziwym smokiem! Zazwyczaj o nich słyszała z ust poddanych, bądź czytała o nich w księgach. Nigdy nie podejrzewałaby, że będzie jej dane zobaczyć to stworzenie na własne oczy.
    Musiała przyznać, że smok był piękny. Bardzo majestatyczny, dostojny. Widziała w nim pewną grację. Lecz był również przerażający. Shadya wpatrywała się w niego z nieukrywanym przerażeniem, a jednocześnie z pewną fascynacją. To jednak nie było wystarczająco silne, aby całkiem straciła zdrowy rozum. Rzucała w niego kamieniami, jakby to miało jej pomóc. Była świadoma, że jej starania są na nic. Jednak jednocześnie nie chciała dać się pożreć bez jakiejkolwiek walki.
    Zatrzymała się w pół ruchu, słysząc głos w swojej głowie. Spojrzała w przerażające oczy smoka i przez chwilę jedynie się w nie wpatrywała, nie będąc w stanie zrobić nic więcej. Przełknęła ślinę.
    — To zeżryj mnie tutaj, ty… ty… ty, przerośnięta jaszczurko! — Wrzasnęła, starając się wydostać z jego szponów. I chociaż stała, to nie czuła się zbyt pewnie. Skóra smoka, a raczej łuski, którymi był zabezpieczony, bez czynnikami zewnętrznymi, były dziwnie gorące. Nie parzące, ale gorące.
    — Ale z drugiej strony… przecież nie będziesz jadł tutaj, prawda? — zapytała, uśmiechając się ślicznie i najniewinniej jak tylko potrafiła. Wolną ręką zakręciła sobie kosmyk włosów na palcu. — To bardzo niekulturalne jeść na świeżym powietrzu. Szczególnie w takim otoczeniu. I jeszcze bez sztućców i zieleniny. Wyglądasz mi na kulturalnego smoka. Więc może zabierz mnie do swojej… groty i zjedz mnie tak jak na kulturalnego smoka przystało?

    [Jutro wyjeżdżam i wracam dopiero w niedzielę/ w poniedziałek, więc nie wiem, czy dam radę odpisać :). udanego weekendu!]

    Shadya 

    OdpowiedzUsuń