Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

15 lipca 2017

She rides like a 67 Chevy

In her drop top red and white and blue
Cuz she's hell on heels 

VILJA POLA HODGSON
26
grafik komputerowy

Wizualnie nasuwa myśl o stereotypowej, głupiutkiej blondynce. Intelektualnie zaskakuje myślących w sposób stereotypowy.
Kompletnie nie odnajduje się w świecie pełnym wystawnych bankietów i bogaczy, wśród których nagle się znalazła. Co więcej, zupełnie się w niego nie wpasowuje ani wyglądem, ani zachowaniem. Totalny bałagan w życiu, absurdalny porządek w mieszkaniu.

__
tytuł: Pop Evil - Boss's daughter

4 komentarze:

  1. Nie mógł zrozumieć decyzji swojego wieloletniego wspólnika, mimo że niejednokrotnie próbował. To nie tak, że uważał, że cała firma mu się należała z jakiegoś powodu. Nie był egoistą, choć przełknęcie informacji zawartych w testamencie z początku sprawiało mu ogromny problem, wprawiało w złość. Potem pomyślał, że może mężczyzna miał jakiś powód, by tak uczynić. Wiedział, że ten ma córkę, ale nie widział jej nigdy w firmie na własne oczy. Może jego żal byłby mniejszy, gdyby okazało się, że kobieta potrafi zarządzać tak dużym organizmem, posiada jakieś doświadczenie w kwestiach architektonicznych, zna rynek, obracała się wśród spraw finansowych, jednak rzeczywistość okazała się brutalna. Każdego dnia zadawał sobie pytanie, dlaczego osoba, której przekazano większość udziałów, nie miała zielonego pojęcia o biznesie, w który została wciągnięta. Gdzie tu sens i logika? Od kiedy decyzje należą do kogoś niekompetentnego? To tak, jakby wziąć z ulicy pierwszego lepszego człowieka i kazać mu koordynować budową miejscowego szpitala. Uważał swojego długoletniego szefa za osobę racjonalnie myślącą, której zależy na losie firmy. Teraz miał co do tego poważne wątpliwości. Dodatkowo... miał wrażenie, że przez ten cały czas stali się przyjaciółmi. Decyzja Hodgsona stanowiła swoisty nóż w plecy. Poczuł się jak intruz. Zrobił tyle dla tej firmy, poświęcił jej całe serce oraz duszę, a na koniec dostał w nagrodę ostrego kopniaka. Czy mężczyzna mu nie ufał? Czy uważał, że zniszczy jego dorobek bez żadnych skrupułów? Czy dlatego wprowadził do korporacji zupełnie nową osobę, która miała kontrolować jego poczynania, blokować je? Ta decyzja najzwyczajniej w świecie go uraziła. Spoglądał na Vilję z ogromną niechęcią. Nieraz proponował jej, żeby sprzedała swoje akcje, nawet jemu. Bo co dobrego może zrobić dla tego biznesu ktoś bez doświadczenia? Tacy ludzie powinni zaczynać od najniższych stanowisk, a nie od posiadania tylu procent udziałów. Nie mógł też zboleć tego, że to, na co on pracował ponad dziesięć lat, ona dostała w mgnieniu oka. Jakby wszystko na co harował, utraciło nagle swoje znaczenie.
    Nic więc dziwnego, że miał ochotę kogoś spoliczkować, kiedy nadeszło to głupie nieporozumienie. Może, gdyby to nie był tak ważny klient, może, gdyby konkurencja nie dobijała się do niego rękami i nogami, wyprostowałby to od razu, ale tak... co miał zrobić? Taka okazja trafia się raz na milion. Sam by tego nie wymyślił, ponieważ naprawdę nie przepadał za panną Hudgson, a uczynienie z nich narzeczeństwa było ostatnią rzeczą, o której mógł pomyśleć. Chociaż musiał przyznać, że był pod wrażeniem poziomu aktorstwa kobiety i tym, że nie skoczyli sobie do gardeł w czasie bankietu. Kiedy znajdowali się obok siebie, byli jak dwie bomby, które wzajemnie na siebie oddziaływały. Jedna potrafiła podpalić drugą i na odwrót. "Współpraca" układała im się tylko na pokaz. Gdy gasły światła reflektorów i nadchodziła pora, by zejść ze sceny, wracała wzajemna niechęć. To zabawne, jak dalece wykreowana przez nich rzeczywistość różniła się od prawdy. Sytuacja w windzie doskonale to pokazywała. Nawet w tak codziennej sytuacji nie potrafili ze sobą normalnie rozmawiać. Nie sądził, że kiedykolwiek dojdzie do czegoś takiego. Nie zdarzyło mu się mieć takiej relacji ze współpracownikiem, ale jak mówią, zawsze musi być ten pierwszy raz.
    Kiedy drzwi się otworzyły, wytrzeszczył oczy i przez moment nie mógł się poruszyć. Dźwięk zamykania zmusił go do wyjścia. Najpierw zastanawiał się, czy to Vilja ma dzisiaj urodziny, ale gdy ujrzał jej minę, od razu skreślił tę opcję. Stanął obok niej i już miał rozglądać się za jakimiś ukrytymi kamerami. Czy ktoś ich wkręcał czy jak? Kiedy skończyli zawodzić, pracownicy podchodzili do nich i gratulowali. Dalej stał skonfundowany, nie wiedząc, co się dzieje, ale w końcu jedna z kobiet uświadomiła mu to, mówiąc:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Mam nadzieję, że zaprosicie nas na ślub.
      Spojrzał ukradkiem na swoją narzeczoną . Dosyć tej szopki.
      - Stop, stop - powiedział dość donośnym głosem i wszyscy ściszyli swoje tony o kilka decybeli. - Słuchajcie, to jest jakieś nieporozumienie. Z resztą... - westchnął ciężko - wracajcie do pracy. Wyjaśnimy wszystko, ale nie teraz. Ani słowa o ślubie.
      Był zmęczony już tym gadaniem. Przez tą całą sytuację jeszcze bardziej znienawidził Vilję. Miał ochotę wydrapać jej oczy, chociaż tak naprawdę to nie była jej wina. Jednak jeśli nie pojawiłaby się w firmie, to przecież nie byłoby całego tego cyrku.
      - Chodź - powiedział lakonicznie i wziął ją delikatnie za rękę, po chwili jednak ją puścił.
      Wszedł z nią do konferencyjnej, ale nie usiadł. Za bardzo targały nim emocje. Chodził w tę z powrotem z rękami w kieszeniach od czasu do czasu pocierając skronie. Cholera jasna zaklął siarczyście w myślach.
      - No i co zamierzamy z tym zrobić? - zaczął. - Za niedługo wszystkie gazety w mieście zaczną pisać o naszych zaręczynach . Może jeszcze mam wziąć z Tobą ślub, co? Po moim trupie... - wyszeptał sam do siebie. - Musimy jakoś zakończyć tę szopkę wiarygodnie. W dodatku ten klient... I co powiemy pracownikom? Że ten cały niby ślub to coś w rodzaju sieci zarzuconej na firmę, która przyniesie nam ogromny zysk?
      Wiedział, że to nie takie proste. Nie mogli powiedzieć, że to był taki żart albo pomyłka. Stracą na wiarygodności. Thomas zaczynał się bać, że z tej sytuacji nie ma już odwrotu.

      Usuń
  2. Zapewne wielu myślało, że cała ta sprawa z firmą i kłótniami z Vilją wynikała jedynie z jego chciwości. Gdyby tak było, prosiłby Raula o to, żeby przepisał mu całą spółkę w testamencie. Nigdy o nic takiego go nie prosił, a nawet nie rozmawiali na ten temat. Nie wiedział tylko, dlaczego akurat ona. Była jego córką, ale co poza tym? Nie widział jej w firmie, nie słyszał, żeby interesowała się jej sytuacją na miejscu w każdej chwili. Miała swój interes. On znał tu każdy kąt, a jednak ostatnie zdanie zawsze należeć będzie do niej. Z tym nie mógł się pogodzić i nie wiedział, czy kiedykolwiek zdoła. Mógłby odejść i zostawić ją z tym wszystkim kompletnie samą, rzucić na głęboką wodę. Nie twierdził, żeby sobie nie poradziła, ale z pewnością nie uniknęłaby wpadek nowicjusza. Decyzja Raula zabolała jego męską dumę, a Vilja widocznie nie umiała tego zrozumieć. Z jej ojcem miał naprawdę dobry kontakt. Byli partnerami w interesach, dość zgranymi. Thomas czuł do swojego szefa ogromny respekt, dużo go nauczył, traktował trochę jak syna, a przynajmniej tak mu się wydawało. Testament był jak policzek. Widocznie Raul mu nie ufał, sądził, że sprzeda firmę albo zrówna ją z ziemią, a on kochał to miejsce całym sercem. Traktował kobietę niczym intruza, która weszła z buciorami do jego idealnie poukładanego systemu. Może jednak nie umiał tak dobrze pracować zespołowo, jak mu się wydawało.
    Jej wypowiedź jeszcze bardziej go rozsierdziła. Czy ona myślała, że jest idiotą, że nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji? Szkoda tylko, że była taka krótkowzroczna...
    - Uważasz mnie za durnia? Dobrze wiem, jak to się skończy i właśnie dlatego uważam, że cały ten cyrk pociągnie nas na dno bez względu na wszystko. Nie rozumiesz, że jeśli ktoś mówi, że się z kimś zaręczył, to analogicznie oznacza, że zgadza się z nim na ślub? I co? Będziemy udawać szczęśliwą parę, a potem powiemy im: "Wybaczcie, ale jednak nam nie wyszło, ślubu nie będzie"? - zapytał, patrząc na nią.
    Od razu po wypowiedzeniu tych słów zrozumiał, że nie warto się kłócić. Była uparta, zrobi, co będzie chciała. Poza tym, to ona miała tutaj większość udziałów. Znajdowała się miejsce wyżej od niego. Z resztą, dlaczego miałoby mu zależeć? Dlaczego miał się zastanawiać, co będzie dalej, jeśli pani wszystkowiedząca miała plan? Skoro ona nie myślała aż tak do przodu, czemu on by miał? W końcu to Raul był jej ojcem, a nie Thomasa. Spuścił głowę i potarł skronie.
    - Jak chcesz - odparł, zbliżając się do drzwi. - Zastanów się, ilu karatowy chcesz pierścionek, kochanie - dodał, siląc się na uśmiech i zdecydowanie akcentując ostatnie słowo.
    Potem po prostu wyszedł, łagodnie zamykając za sobą drzwi. Ruszył w stronę swojego gabinetu, uśmiechając się do wszystkim wokoło. Po drodze przeprosił co poniektórych pracowników za swoje zachowanie i wyłgał się, że to wszystko przez stres, i że nie lubi wywlekać prywatnych spraw tak wszystkim naraz, że go zaskoczyli. Starał się przypomnieć, co powiedziała Vilja, żeby nie palnąć czegoś głupiego. Wparował do pokoju, po czym opadł na fotel. Przez chwilę siedział zupełnie w bezruchu. Potem wstał i zasłonił żaluzje, żeby zyskać trochę prywatności. Analizował w głowie całą sytuację. Po jakichś pięciu minutach w jego głowie wyrosła okrutna myśl. Miał 37 lat, został prezesem dobrze prosperującej firmy architektonicznej, jednej z najlepszych, ściślej ujmując. Pole zawodowe - chodzący ideał. Pole prywatne - totalna porażka na całej linii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaangażować? Angażował się w tą firmę o 12 lat dzień w dzień, a ta... ta kobieta dopiero co tu przyszła i już się wymądrza, jeszcze próbując mu coś zarzucić. Nie dogada się z nią, nie ma mowy. Kiedy weszła do gabinetu, jedyna na co miał ochotę, to wziąć ją za fraki i wyrzucić. Był mocno podminowany. Stres ostatnich dni, ten cały, nagły pomysł z narzeczeństwem, studiowanie rachunków, kosztorysów, dbanie o każdy szczegół robi swoje. Kiedy ostatnio miał urlop? Kiedy czas na odpoczynek? Nawet sobie nie przypominał. To tak, jakby ktoś zakręcił karuzelą, na której się znajdujesz, z całej siły. Na początku wszystko jest świetnie, dobrze się bawisz, a potem zaczynasz odczuwać mdłości, chcesz uciec, jednak wiesz, że próba wyskoczenia skończy się obrażeniami. Nie mógł wziąć wolnego, nawet gdyby bardzo chciał. To był chyba najważniejszy klient w historii całej firmy. Wziął głęboki oddech i wzruszył ramionami. Ukrył twarz w dłoniach. Miał jej dosyć. Kobiety. Tylko chcą gadać i gadać, a on tego nie potrzebował. Jedyne, o czym marzył, to spokój, jeden wielki spokój.
    - Posłuchaj - zaczął słabym głosem. - Po pierwsze, mogłabyś zapukać. Po drugie, jak ludzie wychodzą, to znaczy, że chcą być sami, coś sobie przemyśleć. Za dużo tego jak na jeden dzień. A po trzecie...
    Nie wiedział, czy miał jej to mówić, czy nie. W końcu zaznajamianie jej ze swoim prywatnym życiem może nie było dobrym pomysłem... Co miał robić? Wiedział, że po prostu nie wyjdzie stąd. Pewnie jest zbyt uparta i do tego zarozumiała. Uważa, że ten cały plan jest genialny i nie ma lepszego, a wywijanie się z tego to przecież głupota. Musiał jej uświadomić jeszcze jeden jego aspekt, który odkrył dopiero przed chwilą.
    - Jesteś młoda, wykształcona, dobrze zadbana, pewnie podobasz się facetom. Możesz spokojnie przeżyć w tym narzeczeństwie dwa, trzy lata. Po tym i tak będziesz jeszcze atrakcyjna dla wielu mężczyzn i zanim mi przerwiesz albo powiesz, że mam tupet, to daj mi dokończyć. Mnie za te trzy lata stuknie czterdziestka. Nie mam żony, nawet narzeczonej. Prawdziwej narzeczonej - dodał szybko. - Poświęciłem tej firmie mnóstwo swojego czasu. Dalej mi na niej zależy i mimo że naprawdę czasem nie mogę cię znieść, to nigdy dotąd nie żałowałem, że tu pracuje. Tobie ten układ nie zaszkodzi, a ja nie znajdę sobie nikogo tydzień potem, jak ogłosimy, że zerwaliśmy zaręczyny. Mnóstwo osób chciałoby nas pogrążyć, od razu poszłaby fama do gazet, że cię zdradzałem, a to nie wpłynęłoby dobrze na wizerunek przedsiębiorstwa. Praca nigdy nie ingerowała w moje życie osobiste, poza tym, że zabierała mi sporą ilość czasu, którą mógłbym poświęcić na randki, a teraz jest inaczej. Możesz powiedzieć, że przesadzam i gderam, ale najlepiej będzie, jak po prostu będziesz cicho i uszanujesz moje zdanie, nie komentując tego w żaden sposób. Chcę tylko, żebyś zrozumiała, dlaczego jestem aż tak zły z powodu tego zamieszania. Następnym razem lepiej konsultujmy ze sobą wszystkie tego typu decyzje i nie róbmy nic pod wpływem chwili. Zawsze jest inny sposób, zawsze jakiś plan B. Jednak skoro już się stało, to zrobię, co będzie trzeba, a przynajmniej się postaram, żeby wyglądało to autentycznie. Będziesz miała pierścionek, kwiaty, kolacje, jakieś prezenty, czy co tam innego związanego z relacjami damsko-męskimi - zakończył.
    Modlił się, żeby już wyszła. Naprawdę chciał zostać sam ze sobą.

    OdpowiedzUsuń