1 września 2017

[KP] Jednooki smok


Shokudaikiri Mitsutada
Date M a s a m u n e
jednooki smok, daimyo

Nie można mu odmówić pewnego uroku. Coś w nim jest takiego, że gdy tylko się pojawia - nie umiesz oderwać wzroku. Uśmiecha się tajemniczo, masz wrażenie, że zna twoje sekrety. Oko stracone przez chorobę w wieku dziecięcym, ciemna dziura zakryta opaską, chłodne dłonie, nerwowe stąpnięcie z nogi na nogę, ukradkiem rzucone spojrzenie. Choć czujesz się nerwowo w jego towarzystwie, niekiedy sprawia wrażenie szaleńca, to mimo to wiesz, że nie jest złym człowiekiem. Uśmiecha się łagodnie, nawet pozwala sobie na żart. Wciąż jednak widzisz ten błysk w jego oku; coś, co nie pozwala pozostać spokojnym. Wiesz, że gdybyś zrobił coś nie tak - twoja głowa runie na posadzkę, a ty dołączysz do obszernej listy jego ofiar.

2 komentarze:


  1. Ciepła woda. Cisza. Słodki zapach kadzideł i kwiatów. Milcząca, małomówna służba, ostrożnie wchodząca do onsenu, by wykonać kolejne polecenie swoich panów. Podniesione, wesołe głosy, sake krążąca między rozluźnionymi, wesołymi i całkowicie nagimi mężczyznami...
    Uesugi Kenshin właśnie w takich miejscach czuł się najszczęśliwszy. Tu mógł na chwilę zapomnieć o podziałach kastowych, przesądach, kłótniach między rodzinami, waśniach dzielących ludzi. Tutaj szlachcic siedział obok szlachcica, weseląc się dniem, który dali mu bogowie, rozmowy nie sprowadzały się do wzajemnych pretensji spod szyldu "Hibiya jest moja!" i do lepiej lub gorzej zawoalowanych festiwali pogardliwych uwag.
    Siedział więc po prawej stronie sławnego Jednookiego Smoka, Niten-Ichi Ryuu, którego imię powtarzano ze strachem i z szacunkiem zarazem; po lewej stronie z kolei zasiadał wybuchowy, radosny Nobunaga, pan na Owari, aktualnie opowiadający swoim ochrypłym, rozbawionym głosem jakiś dowcip pełnemu rezerwy Mitsuhide Akechiemu. Zdawało się, że Akechi jak zwykle nie rozumie idei dowcipu, który prezentował sobą Oda-san...Poszukał wzrokiem Shingena. Jeżeli zacznie siać niepotrzebny ferment, będzie zmuszony zareagować, choć naprawdę wolałby tego nie robić.
    Ku jego uldze Tygrys z Kai siedział aż nadto spokojnie, sączył sake z czarki i całkiem spokojnie rozmawiał ze swoimi towarzyszami. Było przyjemnie ciepło, kwitnące w ozdobnych wazonach wiśnie wydzielały upajający zapach dobrze pasujący do zapachu powoli przekwitających już kwiatów śliwy shidare-ume. Subtelne malowidła przedstawiające krajobrazy wiejskie, ledwie zarysowane znaki oznaczające spokój i łagodne poruszenia się wody sprawiły, że złotowłosy daimyo na chwilę odpłynął w świat marzeń. Kiedy jednak do środka wszedł posłaniec i obwieścił, że w Edo coś się dzieje, Uesugi uniósł się lekko z miejsca.
    Wszyscy spojrzeli po sobie. Edo...święta ziemia od czasów Kamakura-jidai, rodzinna domena Uesugich, którzy byli wasalami pierwszego właściciela tych ziem. Kenshin wyszedł z wody, po czym owinął sobie biodra płaszczem - tak, jak nakazywała przyzwoitość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -Jeśli wolno mi się wmieszać, Date-san...-powiedział cicho, łagodnie. Goniec spojrzał na niego, po czym skłonił się jeszcze głębiej niż przed Masamune.
      - Szlachetny Uesugi-sama, przynoszę bardzo smutne wieści. Wasz brat, Harukage, zaginął w przedziwnych okolicznościach. Zaczęli znikać też ludzie w Echigo, Tohoko, Owari... - zaciął się na chwilę. - Ludzie mówią, że to rasetsu, panie.
      -Rasetsu? Co to jest, do licha? - zdziwił się odrobinę zbyt głośno Nobunaga Oda.
      Goniec pobladł. Rozejrzał się, czy nikt go nie widzi, po czym głosem zniżonym do poufnego szeptu objaśnił:
      - To potworne demony wysysające krew i życie ludzkie, dostojni panowie. Powiadają, że przybierają one formę człowieczą, mężczyzny lub kobiety, w zależności od ofiary, a potem czynią z nią rzeczy, których nie widzieli najstarsi ludzie. Podobno wprawiają człowieka w obłęd...
      Oda ryknął śmiechem. Nigdy nie wierzył w takie bajania plebsu, jednak pozostali mieli raczej poważne miny. Nawet zwykle pragmatyczny Shingen się nie roześmiał.
      -Co z moim bratem?-Kenshin był bardzo blady, zaciskał kurczowo dłonie na płaszczu, który okrywał jego męskość. Takashi, jego yojimbou, podszedł niepewnie do swojego pana, ten jednak pokręcił lekko głową. Utkwił spojrzenie w gońcu, oczekując odpowiedzi.
      - Nie wiadomo, panie - odpowiedział z prostotą sługa. - Pewnego wieczoru wybrał się do świątyni z całą eskortą, jako należy...i po prostu znikł. Znaleźliśmy jedynie zwłoki eskorty, tak poszarpane, że nie mogła tego uczynić ręka ludzka.
      Młody Uesugi oparł się o ścianę, usiłując powstrzymać jęki; ból brzucha, dość irytująca przypadłość odzywająca się zawsze, kiedy czymś się zdenerwował albo się przeforsował, znowu się pojawił i sprawił, że nie był w stanie trzeźwo myśleć. Przed jego oczami wyrósł uśmiechnięty delikatnie Harukage, tak bardzo do niego podobny mimo urody typowego Japończyka. Czy wtedy, gdy żegnał go pod bramą zamku, już coś przeczuwał?
      -To niemożliwe...-wykrztusił.-Harukage nie mógł...

      Uesugi Kenshin

      Usuń