Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

25 czerwca 2014

[KP] Odkąd dano mi życie, czuję, że coś ginie

Midsummer Fairies - Poppy: Art Print
Mara
Obudzona w sukience z płatków maku

[Art autorstwa Casey Robin
Cytat: Domowe Melodie


2 komentarze:

  1. Teraz to ja przepraszam że dopiero teraz ;<

    To nie był dobry dzień, i właściwie nigdy się na taki nie zapowiadał, jak większość dni w studenckim życiu Eamona. Generalnie nie tylko studenckim. Przez większość czasu całe jego istnienie wydawało się być pasmem dni okropnych, złych, pechowych, felernych i nieszczęśliwych, i ogółem takich, z przeżycia których żaden zdrowo myślący człowiek nie byłby w żadnym stopniu zadowolony - choć być może miał na to niejaki wpływ ten jeden niepodważalny fakt, że młody mężczyzna wręcz uwielbiał narzekać. Narzekał ciągle, nieustannie, bez wytchnienia, przez większość czasu nawet nie zdając sobie sprawy, że w ogóle to robi, jak również z tego, jak okropnie potrafi być to irytujące dla jego otoczenia, o ile takowe otoczenie w ogóle raz na jakiś czas się znalazło, i na dodatek nie składało się tylko i wyłącznie z przedmiotów nieożywionych oraz kolonii bakterii na dnie kubka z kawą, który od dobrego tygodnia stał na parapecie. Eamon Ahearne zwyczajnie, tak po prostu, miał narzekanie we krwi. Niespecjalnie mu to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, utyskiwanie na świat uważał za świetny sposób na rozładowanie napięcia, a może po prostu weszło mu to już w nawyk do tego stopnia, że najzwyczajniej w świecie nie potrafił inaczej?
    A więc to nie był dobry dzień. Ba, koło dobrego dnia to on nawet nie stał. Potężne opóźnienia w komunikacji miejskiej, niespodziewana ulewa, zepsuty automat do kawy, bardzo, ale to bardzo nudny wykład w wykonaniu profesora, który w bardzo widoczny sposób był już za stary, by uczyć, o jakieś trzy wieki za stary - niby nic wielkiego, niby takie drobne złośliwości dnia codziennego, ale Eamon był niewyspany, głodny i zły na cały wszechświat, i ostatecznie jedyne, na co miał ochotę po powrocie do tej ciasnej kliteczki, którą od ponad dwóch lat nazywał domem, to runąć twarzą w poduszkę i zasnąć.
    Z drugiej jednak strony, esej z historii prawa raczej nie zamierzał napisać się sam. Student z ciężkim westchnieniem zasiadł do odrapanego już nieco stołu, ustawionego pod jedną ze ścian i przez zdecydowaną większość czasu służącego głównie jako biurko oraz miejsce do upychania wszelkiego rodzaju papierzysk i dokumentów, i dość niemrawo zabrał się za stukanie w klawiaturę. Cóż, nie nastukał się za dużo.
    Podmuch przyjemnie ciepłego wiosennego wiatru wpadł przez otwarte okno... a wraz z nim na ciemnym drewnianym blacie wylądowało coś. W pierwszej chwili Eamon wziął ów coś za parę zwyczajnych czerwonych płatków i chciał zignorować, ale wtedy spomiędzy płatków wychynęła... twarz! Małe coś wstało, obróciło się raz, ciekawie lustrując otoczenie, a mężczyzna nie potrafił zrobić nic innego, jak tylko gapić się na nie, czując, jak usta same rozchylają mu się w niezbyt rozgarniętej minie. A kiedy coś przemówiło wysokim żeńskim głosikiem, mógł przysiąc, że prawie dostał zawału serca.
    – To mówi – jęknął sam do siebie, powstrzymując ochotę odskoczenia na jak największą odległość od tej małej aberracji. Mówiącej, patrzącej na niego wyczekująco, wyglądającej jak malutki człowieczek płci żeńskiej odziany w sukienusię z makowych płatków aberracji o Boże co się z nim dzieje. – To tylko sen. Jakiś dziwny sen, to nie może się dziać naprawdę, nie może, prawda? Po prostu jestem na tyle zmęczony, że zaczynam mieć omamy.
    Przetarł oczy, czując, że chyba powoli zaczyna panikować, tym prostym gestem próbując usunąć dziwne zdarzenie z pamięci, bo w końcu co z oczu, to z serca. Przez palce rzucił przerażone spojrzenie na stół, a gdy mała istotka wciąż tam stała, jęknął po raz drugi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Student patrzył w osłupieniu, jak stojące przed nim na odrapanym, ciemnym blacie małe stworzonko rozłożyło równie małe skrzydełka i zatrzepotało nimi, jakby próbowało sprawdzić, czy wszystko z nimi w porządku. Patrzył tak jeszcze przez chwilę, oniemiały i wciąż przerażony do granic możliwości, bo przecież coś takiego nie zdarza się codziennie, zanim dotarło do niego, że niecodzienny gość znów się do niego odezwał.
    [i]Mara.[/i] Miało na imię Mara. Gdyby nie był tak skołowany, pewnie by się uśmiał tym dziwnym wyborem godności osobistej.
    - Um - w pierwszej chwili tylko tyle był w stanie z siebie wydusić, kompletnie zapominając języka w gębie. Wyczekujący wzrok, jakim obdarzyła go nieduża istotka, sprawił, że młody mężczyzna odchrząknął niezręcznie i wreszcie na chwilę odwrócił wzrok. - Eamon. Mam na imię Eamon.
    To zdecydowanie był sen, i student przez przerażająco długą chwilę bardzo poważnie rozważał dyskretne uszczypnięcie się, żeby się wreszcie obudzić, bo zaczynało się robić coraz dziwniej... o ile to w ogóle było możliwe. Ale od dłuższego czasu chodził niewyspany, a w zasięgu wzroku nie było żadnych potworów ani sennych majaków, które mogłyby chcieć pożreć go żywcem, więc po kolejnej chwili głębokiego namysłu doszedł do niezbitego wniosku, że może lepiej będzie zostawić rzeczy takimi, jakie są, i nie interweniować. Jeśli to tylko sen, to w końcu sam się obudzi i będzie mógł szybko o tym wszystkim zapomnieć, prawda?
    - Mogę... Mogę spytać czym tak właściwie jesteś? I skąd się tutaj wzięłaś? - zapytał z pewnym wahaniem, znów przyglądając się stworzonku. Trochę przypominała mu mitologicznego skrzata, ale mniejszego i drobniejszego, i na dodatek uskrzydlonego... W nagłym przypływie opiekuńczości, dość dla siebie nietypowym, Eamon wstał i przymknął otwarte na całą szerokość okno, nie chcąc, żeby wpadający przez nie nagły podmuch wiatru porwał jego małego gościa. To wszystko wciąż wydawało mu się tak dziwne, tak cholernie nierealne, że aż powoli zaczynała go boleć głowa, ale przecież nikt nigdy nie mówił, że sny są logiczne. Wręcz przeciwnie, prawie nigdy takie nie były, i być może to właśnie był ich urok, przynajmniej dla większości ludzi; szansa oderwania się od rzeczywistości, pragnienia i obrazy podsuwane przez pracujący na najwyższych obrotach mózg. Eamon właściwie nigdy nie miewał snów jakoś wybitnie urozmaiconych i magicznych, a nawet jeśli, to większości z nich po przebudzeniu w ogóle nie pamiętał, ta sytuacja tym bardziej wydawała mu się nieco podejrzana. To nie w jego stylu, śnić o czymś tak... magicznym? Czy to dobre określenie? Cóż, na jego stole wylądował mały skrzydlaty skrzat imieniem Mara, tak, [i]magiczne[/i] to chyba było tutaj odpowiednim epitetem.

    OdpowiedzUsuń