Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

3 lutego 2016

[KP] One day we'll find our time


Ethan Teville

absolwent historii na Uniwersytecie Londyńskim * w przyszłości sławny archeolog, serio * obecnie aspirujący nauczyciel historii * lat jakieś prawie trzydzieści * ten mniej zdolny z rodzeństwa * boże czemu uczę takich idiotów * tato, nie żebym narzekał na ciebie po twojej śmierci, ale Rosalie ma dwa domy a ja żadnego * nie, dom strachów się nie liczy * tato stancja jest beznadziejna * cholera ile do wakacji
[Cytat: Riverside – Time Travellers
Wątek z: Gabriel Ravenwood; Władca Nocy Złodziej Snów]

40 komentarzy:

  1. [ Ja też nie za bardzo się znam, więc nie przejmuj się. Uznajmy że to nasz własny, wykreowany od nowa Londyn ;) ]

    Czas dla niego prawie nie istniał. Dzień zmieniał się w noc, następowały po sobie miesiące i lata, a on obserwował z zaciekawieniem jak śniedzieje srebrna patera, na której ustawiono już dawno zaśniedziałe i bardzo brudne srebrne kubeczki i imbryk. Dawno temu zakupił go u Żydowskich handlarzy. U nich można było kupić niemal wszystko, podobnie jak u Cyganów.
    Przestał zwracać uwagę na żywych. Rejestrował co prawda, pewne zmiany w ich ubiorze, zachowaniu, słownictwie a nawet we wzroście. Kiedy jeszcze mógł uznać się za pełnoprawnego człowieka, uważany był za wielkoluda. A teraz można go było uznać jedynie za kogoś o przeciętnym wzroście.
    Kilka lat temu udało mu się skutecznie przegonić ostatniego właściciela. Od tamtej pory nikt go nie niepokoił i co ważniejsze, nie próbował odnaleźć ukrytego w domu skarbu, o czym krążyły już po okolicy legendy. Ludzie bali się tu przychodzić bo dom był nawiedzony. Nawiedzony właśnie przez niego. Kilka razy jakieś dzieciaki próbowały się włamać by zrobić tu jakąś melinę ale ich też się pozbył. Gówniarzeria nie ma szacunku dla zmarłych.
    Właśnie poddawał się swojej ulubionej zabawie, czyli rysowaniu na zabrudzonej powierzchni kryształowego lustra, kiedy usłyszał niepokojący dźwięk otwieranych drzwi. Zszedł po schodach na parter i spojrzał na intruza. Miał klucze, więc dom musiał teraz należeć do niego. Wywrócił oczami. Cóż, najpierw go poobserwuje a potem zdecyduje w jaki sposób go przegonić. Każdy się czegoś bał.
    Ruszył za nim, nie przejmując się tym gdzie stąpa. Znał ten dom na pamięć. Wiedział które deski i w jakich miejscach, skrzypną pod jego stopami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmarszczył brwi i prychnął z dezaprobatą. Człowiek ten był albo bardzo mało inteligentny albo zwyczajnie zbyt odważny. Zbyt duża odwaga często wiązała się z głupotą i brakiem wyobraźni. Wyglądało na to że nie będzie tak łatwo.
    Zerknął na swoje odbicie w krzyształowym lustrze, na którym często rysował. To było jedno z nielicznych zwierciadeł w domu, a którym mógł się przejrzeć. Wciąż był wysoki, smukły i przede wszystkim młody. Przyglądał się chwilę swojej nieogolonej twarzy. Poprawił przekrzywiony krawat. Zwykle dbał o ubiór. Nawet w dniu, w którym został zamordowany, wyglądał dobrze. Cóż, próżność była jednym z grzechów na górze jego listy.
    Skończył poprawiać węzeł i powędrował spojrzeniem w górę, patrząc w odbicie nad swoim ramieniem. Ten obcy na niego patrzył, a raczej na jego odbicie. Uniósł brew. Szkoda. Element zaskoczenia został właśnie zniszczony i pogrzebany. Wywrócił oczami i przeszedł sobie przez ścianę. Ten dom i jego ściany nie pozwalały mu na to, lecz przez tę konkretne miejsce w ścianei mógł przejść, gdyż za jego czasów były tu drzwi, które później jakiś głupek zamurował. Zasiadł w fotelu i czekał.
    Było cicho. Brak krzyków, brak odgłosów ucieczki i trzaśnięcia drzwiami.
    Zmarszczył brwi. Może dostał zawału? Oby nie... Może się przecież tak stać, że też będzie tu straszył, a on chyba nie chciał towarzystwa. Prychnął i podniósł się niechętnie. Wzbiło się przy tym trochę kurzu, który od lat osiadał na materiale fotela. Może głupek tylko zemdlał?
    Wyszedł z pokoju okrężną drogą. Nie chciał znów pojawić się przy lustrze, gdyby ten człowiek wciąż przy nim stał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyglądał się sylwetce obcego. Kogoś mu przypominał. Współczesne odzienie sprawiało, że nie mógł skojarzyć ogólnego obrazu mężczyzny ze swoimi wspomnieniami.
    Przyglądał się jego lekko drżącej sylwetce. Nie planował mu się ukazać teraz. Jednak nie wszystkiego dało się uniknąć czy przewidzieć. Oparł się plecami o ścianę, z której odchodziła już tapeta, odsłaniają oryginalną tapetę z materiału, którą wybrał jego dziadek. Bardzo ją lubił będąc dzieckiem. A potem ktoś bezczelny, pozbawiony gusty zakrył ją szpetnym papierem w ciapki. I jak niby mógł zyć czy raczej bytować w tym domu, z ludźmi, którzy nie dość że nie mieli gustu, to jeszcze chcieli go okraść?
    Zmarszczył brwi. Szybko uwierzył, a raczej dopuszczał myśl, że to co widział nie było przewidzeniem i może jednak dom jest nawiedzony. Skoro tak było i nie uznał tego co widział za odbicie światła, mógł być zwyczajnie podatny. SPotkał się z tym kilkukrotnie w ciągu tych lat.
    na tak zadane pytanie, trudno było nie odpowiedzieć.
    - Tak. - odparł. Nie był pewien czy mężczyzna go słyszy, więc stanął znów przy lustrze, tym razem za nim i uśmiechnął się lekko, patrząc na jego odbicie.

    [Nie przejmuj się :) ]

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyzwyczaił się do tego w jaki sposób traktowali go ludzie, jak ich określał, mięsni, czyli tacy z mięśniami, kośćmi i krążącą wciąż krwią. Byli również ludzie niemięsni, czyli tacy jak on.
    Ten człowiek natomiast wybrał konwersację, co było niespotykane. Wyglądał na zszokowanego ale nie na tyle by mdleć albo paść na zawał. Wzdrygnął się na samą myśl. Gdyby mężczyzna zmarł w tym domu, mógłby do niego dołączyć. Ciekawe...
    - Więc mnie słyszysz? Jak miło. To mój dom. Mieszkam tu i...
    Przerwał, gdyż dotarła do niego jedna rzecz. Rozmawiał z tym mięsnym, który na razie jeszcze się go bał. Ale co będzie potem? Przecież mial go wystraszyć i wyrzucić, a teraz to może najzwyczajniej w świecie się nie udać.
    Więc cały misterny plan, który udawało się zrealizować z sukcesem za każdym razem, właśnie poszedł się walić i to pewnie nieodwracalnie. Westchnął. Trudno. Teraz już raczej nie da się tego naprawić.
    - Ja tu mieszkam od lat a ty jesteś ledwo gościem.

    OdpowiedzUsuń
  5. - To ciekawe, bo z tego co wiem to cała okolica wie że dom jest nawiedzony. Dziwne, że nikt cie nie ostrzegł kiedy tu wchodziłeś. Chociaż pewnie chcieli zoabczyć jak długo wytrzymasz zanim uciekniesz z wrzaskiem.
    Wyciągnął z kieszonki kamizelki zegarek na łańcuszku i sprawdził godzinę. Miał piękny nakręcany chronometr, dzięki temu mógł obserwować upływający czas.
    Podniósł spojrzenie na mężczyznę. A może gdyby zrzucił go ze schodów? Po co mięsnemu żyć? Nie miał obrączki i nie wydawał się być w związku. Świadczyło o tych jego odzienie, a raczej to co miał na sobie. Może nikt za nim nie zatęskni a on będzie miał towarzystwo.
    - Włazisz mi do domu bez pukana nawet a potem pytasz czy cie oprowadzę? - uniósł brew, przekrzywiając głowę w bok, jak robiły to zdziwione psy. Nie mógł się pozbyć tego odruchu, chciaż walczył z tym przez długie lata.
    - Jesteś dziwny jak na mięsnego. - wzruszył ramionami. Podszedł bliżej, stając niemal przy nim. W jego obecności robiło się chłodniej i jakoś tak lękliwie. - Tu kiedyś były drzwi. Jakiś głąb je zamurował.
    Odwrócił się i wskazał na korytarz po lewej.
    - Mięsny który nie boi się ducha... Nikt mi nie uwierzy. No chodź, gościu. Wciąż mam pretensje do matki, że jednak zdołała dobrze mnie wychować. Życie i nieżycie, byłoby dużo łatwiejsze gdybym był zupełnym chamem.

    [Tak mi teraz wpadło do głowy. A może nocą, Ethan jakimś sposobem, mógłby się przenosić w czasie do chwil, kiedy Gabriel jeszcze żył? Albo może nie nocami tylko jakimś innym sposobem? Moglibyśmy wtedy powymyślać jakieś ciekawe akcje ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Ogólnie to Gabriela widać tylko w odbiciu kilku luster, ale możemy uznać, ze Ethan ma pewne wrodzone zdolności i go widzi :) Dlatego też mógłby się przenosić w przeszłość o ile się na to zgadzasz oczywiście ]

    - I nie zdziwiło cie że dom mimo tego że jest opuszczony od tal nie został okradziony, splądrowany ani zniszczony? - spytał z lekką kpiną w głosie. Po co on właściwie z nim rozmawiał? Może się jeszcze z nim zaprzyjaźni? Prychnął sam do siebie.
    - Biblioteka. - weszli do jego ulubionego pomieszczenia które jako jedyne zachowalo swój dawnych charakter i umeblowanie. Wszystko pokrywała dość gruba warstwa kurzu, gdzieniegdzie tylko widoczne były ślady jakby rozwiania. Sam je zostawiał, kiedy na przykład wyciągał książki z regałów by coś przeczytać.
    Człowiek ten był po prostu bezczelny. Taki... nowoczesny. Nie znał tego czasu. Jednak i tak wydawał się mu dziwny.
    - Znałem jednego Teville'a. - mruknął. Przemknął przez pokój wzbijając niego kurzu w powietrze. - Szalony człowiek, ale dobry pracownik.
    Machnął dłonią nad rozłożoną na stoliku kawowym książką, wprawiając w ruch stronice.
    - Jestem Gabriel Ravenwood. - przedstawił się, czego też wymagały zasady dobrego wychowania, wpojone przez matkę. - Więc jesteś uczonym. - raczej stwierdził niż spytał. Nie zwrócił uwagi nawet na to, że nie mówili do siebie na "pan", czego wymagała jednak etykieta i jego pozycja społeczna. Chociaż teraz to był tylko duchem, uwięzionym w przestrzeni między światami.
    - Dom należy do mojej rodziny od trzech pokoleń i mimo wszystko wciąż należy do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Prychnął. Właściwie niczego innego się nie spodziewał. Weszli na piętro. Gabriel zaczął otwierać każde po kolei drzwi, zaglądając do wnętrza pokoju. Było ich tu sporo, chociaż większość została zamieniona w graciarnie albo przerobiona na wstrętny styl lat 70. albo wczesniejszy. Z obrzydzeniem oglądał kolorowe tapety w różne geometryczne kształty czy nawet zwisające z framug plastikowe koraliki nawleczone na sznurki.
    - W pewnym sensie... Był moim brudnym chłopakiem. Dobrze sobie radził. Zgrabnie łamał tchawice jednym ciosem.
    Pchnął zakamuflowane w boazerii drzwi, za którymi były schody dla służby prowadzące na wyższe piętro.
    - Macie podobne oczy - mruknął po dłuższej chwili przyglądania się gościowi. Weszli do obserwatorium. Lunety, plany nieba, rysunki, setki książek i przyrządów do rysowania, wyliczania i określania położenia gwiazd i planet. Na środku pomieszczenia z niezwykle wysokim sufitem i mnóstwem niedużych okien, stał duży stół. Rozłożony na nim plan nieba, był pokryty kurzem i nadgryziony przez czas i szkodniki.
    - Właściwie to co tu robisz?

    OdpowiedzUsuń
  8. Zmierzył go spojrzeniem od góry do dołu i z powrotem. Zwykle bez większych problemów mógł określić charakter człowieka, jednak z tym tutaj miał pewien problem. Nie był pewien jak dobrym jest aktorem, ale wysyłał tak sprzeczne sygnały, że zaczynał się gubić.
    - Coś nie bardzo się mną chwalą. Chociaż nawet się temu nie dziwie.
    Usiadł na fotelu. Drobiny kurzu zaczęły tańczyć w powetrzu, wprawiając że jego sylwetka stała sie jszcze wyraźniejsza.
    - Masz zamiar tu zamieszkać?
    Może to było jakieś wyjście? Da temu człowiekowi fundusze na remont domu? Sam nie mógłprzecież tego zrobić. Przydałoby się pozbyć tych paskudnych ozdódek, które ludzie tu pakowali od lat. Przesunął spojrzeniem po pomieszczeniu.
    - Masz jakieś plany względem domu?

    OdpowiedzUsuń
  9. - Czyli chcesz tu zamieszkać?
    Przyglądał się mężczyźnie. Niewiele ryzykował. Może poza zburzeniem domu.
    - Pysznie. Będziesz moim reprezentantem w świecie mięsnych. Dam ci fundusze na remont domu i przywrócenie mu jego dawnego kształtu i charakteru. Dostaniesz też conieco na życie i nie będziesz już musiał pracować w tym... liceum.
    Miał odłożonych wiele klejnotów, pięknych i unikatowych. Wystarczyło sprzedać ze dwa z nich by spokojnie wyremontować dom. Wiedział, że dom aukcyjny, z którym miedyś współpracował, działa dalej, prowadzony nawet przez tą samą rodzinę.
    - Podyktuje ci list. Umiecie jeszcze pisać? Ta sztuka zanikła już pewnie... Kaligrafia nie jest na współczesne proste umysły.
    Założył nagę na nogę i wyczekiwał odpowiedzi. Wiedział, że dom bez remontu nie postoi długo. Dach w niektorych miejscach przeciekał i trzeba by zmieni przewody elektryczne w kilku miejscach, ponieważ już niemal całkowicie zjadły je myszy.
    - Dom strachu to była farsa. Uznałem, że jeśli będę się pokazywał, to pojawi się więcej gości więc siedziałem i patrzyłem. Po kilku tygodniach im się znudziło.

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Jakoś to chyba przeżyję XD Przyzwyczaili mnie już do tego niektórzy autorzy ]

    - Jak można nie nosić przy sobie papieru? - prychnął, kręcąc głową. - Czekaj...
    Zniknął na kilka sekund. Pojawił się znów, wręczając mężczyźnie plik kartek z papeterii i pióro. Mógł ich dotykać, ponieważ pochodziły z jego wieku. Nie za bardzo rouzmiał jak działa ta zasada, ale cieszył się że może w ogóle dotykać swoich skarbów.
    - Uwaga dyktuję... - odchrząknął. Chwile zastanawiał się nad treścią. - Szanowny pani... Odziedziczylem dom, nalezący dawniej do mojego krewnego Gabriela Ravenwooda. Posiadłość nie jest w najlepszym stanie. Jednak czas odsłonił pewną skrytkę w której znalazłem szkatułkę z niezwykle piękną i starą biżuterią oraz bardzo starą wizytówkę pańska domu akcyjnego. Ucieszyłem się, dowiadując się że ten dom aukcyjny wciąż istnieje i prowadzony jest przez tę samą rodzinę. Przy biżuterii był list polecający by sprzedać ją tylko w państwa firmie. Proszę o odpowiedz, czy są państwo zainteresowani... Tu podaj jakieś twoje dane do kontaktu i machnij podpis.
    Dyktując przechadzał się po pokoju. Zwykle nie mógł usiedzieć w jednym miejscu. Zerknął na stworzone przez swojego gościa słowa.
    - Poćwicz kaligrafię... - mruknął. - Wsadź do koperty i wyślij. Nie odmówią na pewno. Powinni dać dobrą cenę. Podejrzewam, że coś koło półtora miliona... Chociaż nie wiem jak teraz czyta się pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Chce odnowić dom i chcę byś w nim zamieszkał. Chętnie dowiem się czegoś o tym wieku. Sto lat to jak mgnienia w życiu ducha.
    Zajął miejsce na fotelu, wzbijając przy tym chmurę kurzu. Hałas z ulicy niemal nie był tu słyszalny. Dom był stary ale solidny. Postałby jeszcze wiele lat, gdyby dano mu szansę.
    Meżczyzna obserwował swojego towarzysza. Przypominał mu bardzo kogoś ze swojej przeszłości. był tak uderzająco podobny, że trudno było mu się w niego nie wpatrywac. Zastanawiał się, co się działo kiedy został zamordowany. Kiedy utknął w tym domu. Mógł się tylko domyślać.
    - Czy istnieją... jakieś archiwa? Czy mógłbyś sprawdzic o się stało z ludzmi który od dawna nie żyją?

    OdpowiedzUsuń
  12. - Świetnie. - przyznał. - Przygotuję listę osób, które mógłbyś dla mnie sprawdzić. Jestem ciekaw cóż takiego się z nimi stało.
    Zamilkł na chwilę, przyglądając się swojemu gościowi. Tak bardzo przypominał mu Adama, że aż nie mógł uwierzyć, że to zupełnie inna osoba, chociaż przecież byli ze sobą spokrewnieni.
    - Ciekawe... Gdybym nie dał twojemu przodkowi pieniędzy na leczenie jego syna, ty nigdy byś się nie urodził. Adam bardzo dbał o swoją rodzinę...
    Wyciągnął z kieszonki kamizelki kieszonkowy zegarek na łańcuszku. Było wyraźnie słychać jego tykanie. Zerknął na godzinę.
    - Niedługo nastanie rocznica mojej śmierci. to zawsze boli... chociaż ten ból jest wstrętny, to czekam na niego co roku. Jest jak błogosławieństwo. To takie niezwykłe móc znów czuć, chociaż przez chwile. - zamknął zegarek i umieścił go na swoim miejscu. - Wyglądasz jakbyś miał jakieś pytania. Zadawaj... mamy dużo czasu.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Zostałem zamordowany. - przyznał. - Tam... - wskazał na jeden z korytarzy. - Nawet nie pamiętam jak weszli do domu i co się stało z całą ochroną. Przybiegłem tu by zabrać dziecko. By je gdzieś ukryć. Był taki maleńki w tym swoim kokonie z koca. Sam nie potrafiłem sie nim zajmować. Miał dobrą nianię. Nie za bardzo pamiętam co z nim zrobiłem. Nie jestem nawet pewien czy zdązyłem go wyciągnąć z kołyski. Jednak zatłuczenie na śmierć nie należy do najprzyjemniejszych śmierci. Adam pojawił się za późno. Z resztą on wiecznie się spóźniał... Taki miał charakter.Ale był solidny. Jak potrzeba było komuś spuścić wpierdol to on stał pierwszy w kolejce. Zawsze się uśmiechał. Wyglądał czasem jak prawdziwy kretyn, szczerząc się tak jakby ktoś go po jajach smyrał.
    Podniósł się i przeszedł po pokoju. Przetarł dłonią zaśniedziałe owalne lustro w mosiężnej ramie. Po jego dłoni został ślad a w przetarciu mógł zobaczyć swoją twarz.
    - I byłem w nim, niestety, bezsprzecznie i mocno zakochany. - tego nie musiał mu mówić. dawniej był częścią bogatej i potężnej rodziny. Za zamkniętymi drzwiami mógł robić co chciał, nawet jeśli było to bardzo piętnowane. Miał twardy i szorstki charakter i sposób bycia. Był bezczelny, nonszalancki i zwykle wredny. miał szacunek swoich ludzi i co najważniejsze, szacunek przeciwników. Gdyby tylko wiedzieli że w wolnych chwilach obściskuje się ze swoim ochroniarzem... I robi różne inne rzeczy. Obaj mieli żony i dzieci ale to tak na prawdę im nie przeszkadzało.
    Odwrócił się w stronę swojego rozmówcy.
    - Zatrudniłem go kiedy ukradł mi portfel. Ojciec wysłał swoich siepaczy, żeby odnaleźli chłystka który śmiał okraść jego syna. Mieli go chyba utopić w rzece... jak zwykle z resztą. Ale było w nim coś, co mnie przekonało by jednak go nie zabijać. Zrobiłem z niego swojgo ochroniarza a potem stał się moim przyjacielem... i to była najlepsza decyzja w moim życiu. Gdyby tylko się wiecznie nie spóźniał... Dałem mu zegarek, który był przestawiony o piętnaście minut. Wtedy był zawsze na czas. Wiesz... tego dnia ten cholerny zegarek był w naprawie. Rozwalił go przypakiem na twarzy jakiegoś człowieczka.
    Znów zasiadł na poprzednio zajmowanym fotelu.
    - Coś jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  14. - Podejrzewam, że masz podobny charakter do Adama. Jesteście do ciebie niezwykle podobni... Chyba... nie mam żadnej fotografii. Chociaż trzebaby przejrzeć dokumenty z piwnicy. Nikt tam nie schodził od lat... Chyba nawet nie wiedzieli, że dom jest podpiwniczony. Może zrobię to później...
    Znów zerknął na zegarek. Czas płynął wyjątkowo wolno. Zastanawiał się czy wpływa na to obecność tego meżczyzny. Zawsze był sam a wtedy dzień zmienia się w noc, jakby w kilka sekund.
    - Nie jesteś żonaty. - zauważył. - W związku chyba też nie jesteś... Masz niewyprasowaną koszulę. Dobra kobieta, nie wypuściłaby cie tak z domu. Masz ślad po atramencie na palcu i taki specyficzny odcisk od pióra. Często ściskasz go w palcach... Nie wyczyściłeś butów od dobrych trzech tygodni, jeśli nie miesięcy. Nie przykładasz dużej wagi do porządku i ubioru.
    Zerknął na swoje buty, które kiedy jeszcze żył, czyścił codziennie.
    - Chciałbym coś wiedzieć o tym czasie i świecie, w którym przyszło mi... nie żyć...

    OdpowiedzUsuń
  15. [ W sumie też o tym zapomniałem... Wybacz o.o ]

    - Jutro. Jutro... w 1885. Ominęła mnie chyba jakaś wojna. Co jakiś czas kręci się tu żołnierz. Szuka swojego brata... Chciałem go zaprosić ale nie mogę wyjść. Rozmawialiśmy tylko przez okno.
    Uśmiechną się ale lekko, smutnie. Był zmęczony trwaniem w tym domu. Chciał przejść na którąś ze stron. Ten stan zawieszenia na granicy był czymś, co trudno było opisać.
    - Jeśli masz ochotę możesz przyjść jutro... o 20:34. Wtedy dom wydaje się ożyć na kilka chwil mej agonii. Ale nic to... - mruknął, otrząsając się zadumy. - Wyślij list. Może szybko otrzymasz odpowiedź.

    [ Zastanawiam się czy może nie "ożywić" Gabiela. Mogłoby być zabawnie gdy będzie poznawał współczesność. A tak to możemy przenieść jeszcze w międzyczasie Ethana w przeszłość. Na przykład teraz by zobaczył jak zabili Gabriela ]

    OdpowiedzUsuń
  16. - To miasto jest pełne duchów. - przyznał dość ponuro.
    Odprowadził go do drzwi, jak na dobrego gospodarza przystało. Kiedy zstał sam, znów poczuł zimną pustkę. Ciążyło mu to strasznie. Gdyby mógł, odszedłby w zaświaty. Ale nie mógł... Coś trzymało go w tym domu.
    Resztę dnia i noc, spędził tak jak zwykle. Siedział w fotelu i obserwował to co działo sie za oknem. Nie mógł uwierzyć w to co się działo. Miał przed sobą krewnego Adama, który dodatkowo pomoże mu odnowić dom. I może tu zamieszka co będzie znacyło, ze będzie miał towarzystwo. To dobry znak. Może jednak los sie odmieni.

    Następnego dnia, Ethan pojawił się nieco wcześniej niż przypuszczał. Ale wtedy też zaczęła się ta krótka historia jego końca.
    Wnętrze domu wyglądało tak jak wtedy. Z zewnątrz dało się słyszeć hałas typowy dla dawnego Londynu - stukot kopyt, turkot kół dorożek i wszystko inne co znał.
    Stał w korytarzu z broniom w dłoniach. Rewolwer miał tylko sześć kul i wystrzelił już cztery z nich. Podniósł spojrzenie gdy drzwi się otworzyły i stanął w nich Ethan. Wyglądał na zaskoczonego. Gabriel uśmiechnął się. Był materialny, żywy, zupełnie jak wtedy.
    - łajzy... - mruknął. - Trochę ich za dużo...
    Rozległ się strzał. Kula rozewała materiał na ramieniu Gabriela. Postrzał nie był powazby, ledwo draśnięcie. Mężczyzna odwócił sie i strzelił. Napastnik otrzymał kulę prosto w oko. Część jego czaszki rozprysła się na ścianę.
    - Zawsze jest tak samo. - mruknął. - Bardzo nie chce iść na piętro... - westchnął. I wtedy usłyszeli kwilenie niemowlaka. Gabriel przeklął i pobiegł schodami na piętro. W międzyczasie strzelił jeszcze raz. W mięc miał pusty magazynek. Wpadł do pokoju dziecka. Chłopiec owinięty w koc, leżał włóżeczku. Obok leżały zwłoki niani. Chciał wyjąc chłopca i przenieść go w bezpieczne miejsce ale nie miał takiej możliwości. Ktoś kopniakiem otworzył drzwi. Pierwsza kula trafiła go w nogę. Wrzasnął i padł na ziemię. Ból był oszałamiający. Pocisk trafił w kolano, rozrywając cały staw. Odsunął się od łóżeczka, w którym leżał wciąż płaczący bobas, by jakaś zabłąkana kula go nie trafiła.
    Smród prochu, krwi i wszechobecnego strachu był oszałamiający. Gabriel mimo że cierpiał straszne męki, usmiechał się do swoich oprawców.
    - Jeśli powiesz gdzie to jest, daruje ci życie. - mruknął mężczyzna, który był przywódcą napadowców. Świadczył o tym czarny, idealnie skrojony garnitur.
    - Pierdol się, Fritz... - warknął. - Szukaj sobie tego do usranej śmierci...
    - Skoro tak... - warknął Fritz. Pociągnąl za spust. Kula uderzyła w ciało Gabriela, przechodząc przez płuco. Zakaszlał i wypluł krew. Powolna i podła śmierć, pełna bólu. To była jedyna rzecz o której myslał. Z dołu dochodziły już wrzaski i strzały. Kilka osób wpadło na korytarz, strzelając do napastników. Potem do pokoju wkroczył Adam, z wciąż dymiącym rewolwerem. Był uderzająco pdobny do Ethana. A raczej Ethan był do niego uderzająco podobny. Mężczyzna padł na podłogę, przykładając rękę do krwawiącej rany na piersi szefa.
    - Gabe, nie umieraj... Kurwa, nie możesz mi tego zrobić!
    chciał odpowiedzieć, ale zalewająca płuca i gardło krew uniemożliwiała to. Wypluwał jej coraz więcej, nie mogąc zaczernąć oddechu. A potem wszystko się skończyło.
    Gabriel siedział na podłodze w zrujnowanym pokoju, który kiedys należał do jego syna. Podniósł wzrok, przyglądając sie z ciekawością przerażonej twarzy Ethana.
    - Dziwne... - mruknął. - Jednak jesteś do niego bardziej podobny niż sądziłem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Uśmiechnął się w przyjemny i łagodny sposób. Podniósł się w podłogi. Ból zelżał, ale nie minął. Zerknął na swoją nogę. Była w cąłości, chociaż kiedy umierał był pewien że wisiała na strzępach mięśni i ścięgien. Dobrze było to poczuć. Tęsknił za dotykiem. Pragnął być dotykany. Czuć znów ciepło, chłód, miękkość. Te pare chwil potwornego bólu przerażało go za każdym razem, kiedy wiedział że to nadejdzie. Mimo to, nie mógł się doczekać. Wyczekiwał tego miesiąca, tego dnia. Znów mogł poczuć się żywo.
    - Ethan? - zaczął, podchodząc do młodzieńca. - Ocknij się... To tylko wspomnienie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przechylił głowę w bok, jak pies. Zamrugał kilkukrotnie, by wyrwać sie z zadziwienia. Chyba spodiewał się paniki, wielu pytań, szoku i niedowierzania. nikomu wcześniej tego nie pokazywał co prawda, ale to pytnie było zupełnie niespodziewane.
    Przeczesał palcami jedne włosy. Zastanawiał się chwilę nad tym jakich słów użyć i jak wiele mu powiedzieć.
    - Jest sposób. - wzruszył ramionami. - Ale dla ciebie może to bezpieczne nie być.
    Splótł dłonie za plecami i ruszył w dół schodów. Krążył po bibliotece, zastanawiając się głęboko nad tym wszystkim. Mógłby wrócić na kilka chwil do przeszłości. Jednak za każdym razem kiedy tego próbował, działo się coś niedobrego, jednak tylko z nim. Może gdyby towarzyszyłby mu ktoś żywy, byłoby inaczej? Energia życiowa Ethana na pewno była dużo silniejsza niż jego samego.
    Odwrócił się, kiedy usłyszał skrzypnięcie podłogi. Spojrzał mężczyźnie w oczy.
    - Na prawdę tego chcesz?

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Pewnie że można :) Będzie ciekawie. Tylko kiedy pojawią się po raz pierwszy? Jakoś teraz, gdy Ethan wróci z przeszłości, czy krótko przed tym jak Gabriel odzyska ciało? A może po tym? Albo możemy ich ciągle "pojawiać" XD Nawet kiedy Gabriel odzyska ciało to mogą uznać, że mu się nie należy i dalej będą ich prześladować. ]

    Przesunął spojrzeniem po całej sylwetce mężczyzny. Wzruszył ramionami i to miała być cała odpowiedź, jednak podejrzewał, że dla naukowca, za jakiego uważał swojego młodego towarzysza, było to za mało. w jego czasach nauczycielem nie mógł zostać każdy. Trzeba było mieć wysokie wykształcenie i odpowiedni dorobek naukowy.
    - Nie wiem. - odparł zgodnie z prawdą. - Nigdy nie skakałem w towarzystwie. Nigdy nie robiłem tego na więcej niż kilka sekund. Mam zbyt mało sił by podróżować. Opowiem ci coś o czasie...
    Wskazał fotel na którym chciał go widzieć. Potem z któregoś kąta wygrzebał stary kawałek linki.
    - Uznajmy, że to czas. Jest... niby prosty i niezmienny, ale... to nie do końca prawda. Pewne wydarzenia można zmienić a one mogą wypaczyć przyszłość i przesunąć ją chociaż niewiele.
    Odchylił dolny koniec liny nieco w bok.
    - Jednak czas leczy się sam. Sam dopasowuje elementy by przyszłość się nie zmieniła. Rozumiesz? Nie można się cofnąć w czasie i... zabić tego człowieczka z wąsem, co tę wojnę wywołał, a przez to sprawić by ta wojna nie miała miejsca. Czas się zregeneruje i jeśli przywódcą nie będzie ten z wąsem to ktoś może jeszcze gorszy. Nigdy nie wiemy tego jak bardzo czas się wypaczy i które wydarzenia mogą się nieco zmienić. Ogólnie, sens wydarzeń się nie zmieni. Także na przykład, gdybym zechciał jakoś uratować swoje życie wtedy, kiedy mnie zastrzelili, nie uda mi się to, bo zginę czy tego chce czy nie. Tyle mówi teoria.
    Wyrzucił linę gdzieś za siebie.
    - Nie wiem jak ta podróż na ciebie wpłynie. Według Ignatiusa to nic strasznego, bo on robi to ciągle z różnymi ludźmi. Ale on jest... bardzo specyficzny. dlatego to czy chcesz ryzykować, zależy tylko od ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  20. [ No to może po ich pierwszym skoku się pojawią? ]

    Skrzyżował ramiona na piersi. Ciągle miał wrażenie, że to wszystko miało się stać, że tak właśnie miała się potoczyć jego historia.
    - Nie jestem pewien... Ale może...
    Pokręcił głową. Chciał tam wrócić. Bardzo tęsknił za tymi czasami, za życiem. A poza tym, Ethan był interesującym człowiekiem.
    - Ignatius jest... sprzątaczem i... zajmuje się spirytyzmem. Bardzo dużo wie. Ale ostatnio bardzo rzadko się pojawia. Chyba jest już zbyt stary by chodzić.
    Uniósł nieco kąciki ust. Tak wiele się zmieniło odkąd ten mężczyzna się pojawił. Minął ledwie dzień, a już tak wiele od niego zależało.
    - Dostałeś odpowiedź od marszandów? Weź wolny dzień na uniwersytecie. Wtedy spróbujemy się przenieść.

    OdpowiedzUsuń
  21. - Pokażę ci gdzie mieszka. To po drugiej stronie ulicy. Pamiętam go kiedy jeszcze był dzieckiem. Wpadł tu gdy gonili go jacyś bandyci. A potem... wrócił zupełnie odmieniony. Mówił, że na świecie jest taka... organizacja, która pomaga takim jak ja odnaleźć drogę do światła. Ale są też tacy, którzy uważają, że jeśli jakiś duch zostaje na ziemi to musiało się tak stać z jakiegoś powodu i... takie duchy trzeba unicestwiać albo zamykać w takich... jakby kulach. Nazywają je orbami.
    Podszedł do okna. Musiał się upewnić czy dom, w którym mieszkał Ignatius w ogóle jeszcze istnieje. Czas zaczynał się zacierać. Nie był pewien gdzie, jak i w jakim czasie się znajduje.
    - Tam mieszka. Ostatnie okno na trzecim piętrze to jego mieszkanie.
    Odwrócił się do swojego towarzysza. Uśmiechnął się, miło i pogodnie.
    - Dla mnie? Ja przecież jestem martwy. Nic gorszego już mnie nie spotka.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Nie mogę opuszczać domu. Kiedy próbuję, wpadam w okropną pustkę... To tak jakbyś był sam na łodzi, na środku wielkiego jeziora. Widzisz, że ląd jest blisko ale kiedy próbujesz wskoczyć do wody i dopłynąć do brzegu, topisz się. Z Ignatiusem kontaktuje się tylko wtedy kiedy on wchodzi do domu albo jest gdzieś blisko i sam do mnie przyjdzie. Ale jest zajęty... Nie jestem jedyny w tym mieście. Londyn pełen jest duchów.
    Nie raz zastanawiał się, dlaczego tu utknął. Czasem dochodził do wniosku, że to przez to jakim był człowiekiem, ile zła uczynił i jak bardzo był samolubny. Potem doszedł do wniosku, że przecież było wiele gorszych ludzi niż on. Ostatecznie, wiedział tylko tyle, że jest tu i nic tego nie zmieni. Przynajmniej na razie nic tego nie zmieni. Ignatius podejrzewał, że ktoś rzucił na niego klątwę, skazując na wieczne tułanie. Dlatego zachęcał go do wspomnień i prób powrotu do przeszłości. Miał sobie przypomnieć, czy nie wydarzyło się nic dziwnego. Ale to nie było proste. Przez lata wspomnienie zacierają się. Ale teraz, miał możliwość powrotu na dłużej niż sekunę czy dwie.
    - Idź, moze go zastaniesz. Chyba musimy poczekać najpierw na odpowiedź od marszandów i sprzedaż biżuterii.

    [Nie ma sprawy :) ]

    OdpowiedzUsuń
  23. - Powiedz, że chcesz skoczyć w tył. Będzie wiedział o co chodzi. Opowie ci o tym wszystkim więcej niż ja. Powiedz też, ze ja cie przysłałem. że mnie widzisz i ze mną rozmawiasz. Na pewno zacznie wygłaszać swoją teorię splątania... Musisz jej wysłuchać bez marudzenia bo może się obrazić.
    Obserwował jak jakiś młodzieniec, wpatrując się w dziwne prostokątne pudełko, zagapił się i wpadł na słup. Wiedział już, że to urzadzeie służy do komunikacji. Nie rozumiał tylko, dlaczego dla niemal wszystkich ludzi, których obserwował przez okno, tu pudełeczko było czymś bez czego nie mogli żyć. Zupełnie jakby to małe urządzenie filtrowało powietrze którym oddychali.
    - Cóz, jest stary... Ma taką dużą bliznę na policzku. Całkiem ładne oczy. Chybna niebieskie. Poznasz go. Ignatius Purti, tak mi się przedstawił. Jeśli zgodzi się pomóc, przygotujemy się do podróży i może... Może często będziemy skakać. Może nawet ze mną zamieszkasz. To duży dom. Wystarczy nam miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  24. - Idź. Tylko pomachaj mi przez okno. - uśmiechnął się i zachichotał.

    Ignatius siedział w fotelu mlaskając. Przed chwilą wrzucił w siebie kilka krówek, przez co obkleił sobie całe zęby ciągnącym karmelem. Miał wszystkie swoje zęby, mimo wieku. Za każdym razem kiedy skakał w przeszłość, jego ciało jakby się regenerowało. Pomagał przechodzić duchaom na drugą stronę, ale teraz był już zmęczony. Miał ochotę na emeryturę i spokój. Odłozył na stolik wykończoną książeczkę z krzyżówkami. Poszedł do kuchni, by nastawić wodę na herbatę. Chyba instynktownie wlał więcej do czajnika, bo kiedy zaczynałą się gotować ktoś zapukał do drzwi. Westchnął.
    - Znów kogoś niesie...
    Szurając stopami, obutymi w ciepłe kapcie stanął przy drzwiach.
    - Kto tam? - rzucił. Wolał nie otwierać drzwi akwizytorom, osobom chcącym "porozmawiać o Bogu" czy innym dziwakom zbierającym podpisy pod nic nie znaczącymi petycjami.

    OdpowiedzUsuń
  25. [Bardzo cie przepraszam... Byłem pewien, ze odpisałem.
    chciałem jeszcze zapytać, czy podoba ci się wątek. Zawsze każdego o ty pytam, bo niektórzy nie mówią kiedy im się coś nie podoba a potem po prostu znikają. A ja umiem przyjmować krytykę więc w razie czego to się nie krępuj :) ]

    Ignatius zamruczał gardłowo. Zdjął z drzwi bazezpieczający łańcuch i spuścił rygle. Uchylił nieco drzwi by się przyjrzeć gościowi. Nie wyglądał groźnie. Był nawet sympatyczny.
    - Zapraszam. - odparł, wpuszczając gościa do środka. Potem znów zamknął dokładnie drzwi.
    - Masz ochotę na herbatę, chłopcze? Właśnie miałem sobie zaparzyć...
    Znów poczłapał go kuchni, szukarając kapciami. Wyciągnął drugi kubek. Wypłukał go, bo tak na prawdę gości nie miewał zbyt często.
    - No a teraz powiedz... Cóż ten dziwak znów wymyślił, co? Paniczysko za dużo w życiu dostał by teraz po prostu odpuścić. Chociaż ja go lubię. Dobrze gra w szachy i lubi słuchać.

    OdpowiedzUsuń
  26. [ To dobrze :)
    Mnie pasuje. Coś czuje, że ciekawie się rozwinie ten wątek :D ]

    Odczekał aż woda się zagotuje. Zalał woreczki z herbatą. Postawił kubki na drewnianej tacy. Postawił na niej również cukierniczkę ze starego ciosanego kryształu i dzbanuszek z mlekiem. Szorując kapciami wrócił do saloniku. Podstawił tacę na stoliku przy kanapie.
    Wlał sobie mleka do kubka i rozsiadł się wygodnie.
    - Ho ho... Widzę, że od razu przechodzisz do konkretów. Może to i dobrze. - napił się herbaty, zastanawiając się nad tym co powinien powiedzieć. - Tak, takie skoki są możliwe. Ale są straszne... Sam skakałem wiele razy. Poznałem żołnierza, który wracał ciągle do domu, ale jego dom został zbombardowany i nie mógł po prostu zakończyć swojej podróży. Skoczyłem z nim w czas wojny. To co tam widziałem, zmieniło wszystko.
    Odchrząknął i westchnął. Osobiście nie chciał nigdy skoczyć z Ravenwoodem. chociaż prawdę mówiąc, to Gabriel nie chciał skakać z nim. Uważał swoją prywatność za coś bardzo ważnego. Jednak skoro zaproponował to temu młodzieńcowi, musiał być on kimś wyjątkowym.
    - Co chcesz dokładnie wiedzieć? Ja mogę rozprawiać o tym całe godziny.

    OdpowiedzUsuń
  27. Milczał chwilę, sącząc powoli ciepły płyn z kubka.
    - Teoria splątania... Więc nie jesteś człowiekiem przypadkowym - westchnął. - Widzisz, Gabriel jest zabójczo romantyczny, mimo że tego po nim nie widać. Trudno dostrzec jego naturę. Bardzo dobrze się ukrywa w swoim małym kokonie. Wiele razy chciałem mu pomóc, by mógł przejść na drugą stronę. Jednak coś wciąż go tu trzyma. Aleo tym później... teraz o tym po co tu przyszedłeś.
    Znów zamilkł na chwilę, zastanawiając się nad tym co powinien powiedzieć najpierw.
    - Otóż nie... nie będziecie obserwatorami. Gabriel przez czas tego skoku, wróci do swojego ciała. Będzie tamtym sobą ale z duszą i wiedzą stąd. A ty... Ty zapewne trafiłbyś do ciała swego przodka albo na czas skoku otrzymasz inne, jakby swoje ale inne. Ten skok to na prawdę niezwykła sprawa. Cofasz się własnym umysłem i zanieżdzasz na jakiś czas w innym ciele. Ale nie łódź się, że uda ci się zmienić pewne wydarzenia. Czas sam się regeneruje. Pewne rzeczy po prostu muszą się wydarzyć a inne nie mogą sie zdarzyć w ogóle. Jeśli myślisz, że mógłbyś na przykład ocalić życie Gabriela to wiedz, że ci się to nie uda... On musi umrzeć właśnie wtedy. - pił łyk herbaty, mlaszcząc - Co do konsekwencji... Jeśli w czasie skoku twoje ciało tutaj zostanie uszkodzone, staniesz się duchem, jak Gabriel. Jeśli w czasie podróży przez czas, odłączysz się od przewodniej duszy przewodnika, możesz odpłynąć tak daleko że już nigdy się nie odnajdziesz. To dwa główne zagrożenia. Najniebezpieczniejsze jest to drugie... Wiem, ze Gabriel skakał kilkukrotnie sam, lecz na ledwie sekundę czy dwie. Wie jak trafić do swoich czasów. Nie wiem tylko czy będzie w stanie cie przy sobie utrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Jeśli chodzi o imiona i nazwiska postaci w etykietach ma to pewien cel, bo tak porządkuje swoje postaci, ale mogę przestać je dodawać to nie problem :) Nie chce robić bałaganu, więc z tego jak najbardziej mogę zrezygnować. A jeśli chodzi o samo G, to to raczej na pewno chciałbym zostawić, jeśli można oczywiście. Po prostu zauwazyłem, że niektórzy autorzy dodają do karty postaci etykietę z nazwą autora, nie miałem o to pretensji. A to G jest tylko moim oznaczeniem i pozwala mi na to by wyświetlać tylko moje posty.]

    - Uniesiesz się. To ciekawe uczucie. Trochę jakby się nurkowało. Czuje się taki opór ale dzięki temu można się poruszać.
    Dolał sobie trochę mleka do herbaty. Poruszył nieco kubkiem, mieszając zawartość.
    - Gabriel was pokieruje. Ty dostarczysz energię której potrzeba by się przenieść. Po powrotcie będziesz zmęczony. Dlatego ja już tego nie robię. Jestem za stary i zbyt słaby... - napił się herbaty, teraz jego zdaniem znacznie lepszej. - Gabriel w pewnym sensie wybiera miejsce i czas tego skoku. Czyli on jest nawigatorem a ty silnikiem.
    Odstawił kubek. Podniósł się, mrucząc coś o bólu w krzyżu. Wrócił do kuchni by przynieść ciasteczka na talerzyku.
    - Masz, zjedz coś słodkiego. Mam wrażenie, że spodziewałeś się czegoś innego. - zaśmiał się. - Ale by ci jeszcze lepiej uzmysłowić w co chcesz się wpakować, to ci powiem... że wszystko będziesz odczuwać normalnie. Znaczy... jeśli dokonacie skoku, wejziesz w ciało swojego przodka, albo dostaniesz własne, to każdy zapach, smak, dotyk będziesz czuł tak jak teraz. Ból, świąd, strach, złość... wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Starczyłaby, gdyby inni autorzy nie umieszczali mojego nika pod swoimi kartami XD Ale że to niektórzy robili, w sumie nie wiem czy robią dalej, bo teraz działam tylko na tej etykiecie G, gdzie wyświetlam tylko swoje karty. ]

    - Oczywiście. Ja sam kiedy o tym usłyszałem, pragnąłem się przenieść. Choćby na kilka sekund, by poczuć zapach tamtego starego powietrza. To było tak niezwykłe, ze szybko się uzależniłem. Szukałem duchów, z którymi skakałem w przeszłość i rozwiązywałem ich problemy. Nie zauważyłem nawet kiedy się zestarzałem.
    Wpatrywał się w powierzchnię płynu w swoim kubku, milcząc.
    - Tak poznałem swoją żoną. Znalazła w piwnicy nawiedzony przedmiot.Zwierzyła się księdzu a on powiedział to mnie. Eh, cóż to była za kobieta...
    Znów przerwał. Wiedział dobrze, że o Donnie mógłby opowiadać godzinami. Zaraz pewnie jeszcze wyciągnąłby album by swemu gościowi ją pokazać. Napił się herbaty.
    Zaśmiał się, słysząc jego pytanie.
    - Nie, źle mnie zrozumiałeś... Będziesz sobą. Tylko w innym ciele. Ale czuć będziesz tak samo tu, na ziemi. Tylko nie to co się dzieje z twoim pustym ciałem, tylko to co sie bedzie działo po tamtej stronie czasu.

    OdpowiedzUsuń
  30. - Różne. Od najbardziej skomplikowanych jak odnalezienie swojego zabójcy aż po wydawałoby się błahe. Miałem taki przypadek kilka lat temu...mężczyzna obiecał po pracy kupić córce klocki. Działo sie to w latach 60. tego wieku. Takie zwykłe, drewniane klocki z obrazkami. Ale nie wrócił do domu. Zginął w wypadku, niedaleko swojego domu. Nie mógł przejść na drugą stronę, bo ta niespełniona obietnica nie dawała mu spokoju. Ale gdy skoczyłem z nim w przeszłość udało mi się mu pomóc. Po prostu przyniosłem te klocki do jego domu... To wystarczyło. Kiedy idziej znów trafiłem na kobietę, staruszkę, która bardzo chciała przekazać wnuczce swój pierścionek. Ale zmarło jej się nim tego dokonała a los chciał, ze upadając upuściła ten drobiazg. Pierścionek utknął gdzieś między deskami podłogi i nikt go nie mógł znaleźć. Ona wiedziała gdzie jest i wskazywała to miejsce, ale ludzie nie słuchają duchów. Nie musiałem skakać w przeszłość. Po prostu przebrałem się za gazwonika, ze niby szukam wycieków gazu i wyciągnąłem pierścionek ze szpary w podłodze. Oddałem właścicielce a duch mógł spokojnie odejść. Spraw jest tak wiele jak duchów. Ale to nie twoja broszka chłopcze. Przecież nie będziesz Opiekunem Umarłych jak ja.
    Potarł w zamyśleniu brodę. Współczesna młodzież nie doceniała życia. Dla Ignatiusa młodzieżą byli ludzie do 40 roku życia, czyli jego gość się łapał w tych zawiasikach.
    - To będzie tak, jakbyś tam żył. Może skoro już tam będziesz, to wyciągniesz od tego uparciucha położenie jego sejfu. - zarechotał - POnoć ogromne skarby zgromadził za życia. Był jednym z najbogatszych gangsterów w mieście.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Nie mam pojęcia. Chciałem to ustalić, ale nie chce rozmawiać o przeszłości. Rzuca tylko jakieś fakty jakby sam nie był pewien tego co się wydarzyło.
    Podrapał się po brodzie w zamyśleniu.
    - Jeśli mogę ci coś doradzić... Skocz do biblioteki albo archiwum. Poczytaj trochę o Gabrielu Revenwoodzie. Poznaj trochę jego historię, tę znaną dla zwykłych ludzi. Poznaj tamten świat by nic nie mogło cie zaskoczyć. Gdybym był na twoim miejscu nauczyłbym się też strzelać ze starej broni. Ale domyślam się, ze nie będzie na to czasu.
    Ignatius miał spore doświadczenie w tych sprawach i wiedział, ze nie na wszystko można się było przygotowac. Jednak trzeba było chociaż próbować. Poznanie historii i zwyczajów tamtych czasów było podstawowym obowiązkiem kogoś kto chciał skoczyć w przeszłość. W niektrych czasach można było otrzymać kulkę w łeb za pewne słowa czy czyny, które były uważane za złe.
    - Widzę w twoich oczach, że nie zmienisz zdania, choćbym cie przekonywał. To ci się chwali. Doucz się. Kiedy ustalisz z Gabrielem termin, przyjdę by was poinstruwać i popilnować. Na szczęście ten duszek mieszka blisko. Bezczelnie ogrywa mnie w szachy...

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Nie ma sprawy :) Przecież blog to nie wszystko :D ]

    - Tylko pamiętaj młodzieńcze. Obcowanie z zaświatami jest niebezpieczne. Są tacy, którzy zrobić wszystko by oddzielić grubym murem to co duchowe od tego co rzeczywiste.
    Odprowadził swojego gościa do drzwi. Usiadł cięzko na fotelu kręcąc głową. Cóż, możliwe że mimo zmienaijacego się świata wciąż istnieje ten nadzwyczajny pierwiastek ciekawości w niektórych ludziach.

    Gabriel przyglądał się ustawionym na szachownicy figurom. Grywanie ze sobą zaczynało stawać się coraz nudniejsze, bo w końcu ile razy można było ogrywać siebie samego? Głos Ethana jakoby wyrwał go z zamyślenia. Udał się do salonu uśmiechajac się lekko.
    - No widzę. I co? Dowiedziałeś się czegoś ciekawego?

    OdpowiedzUsuń
  33. -Pysznie. Tylko... musisz to jeszcze przemyśleć. Nie chciałbym by coś ci się stało.- odparł duch, przepływając obok mężczyzny. Chciał cofnąć się do czasów swego życia, jednak wolałby przy tym nie zabrać do zaświatów drugiej, niewinnej duszy. Odchrząknął, zmieniając temat.
    - Odpisali? Któryś z marszandów?
    Ucieszył się gdy mężczyzna wyciągnął z kieszni list. Zaglądał mu przez ramię gdy czytał. Jak się spodziewał, byli bardzo zainteresowani biżuterią. Prosili o szybką odpowiedź, zatem będzie można otrzymac dobrą cenę.
    - Teraz się musimy zastanowić czy sprzedamy to marszandom po niższej cenie, ale pieniądze dostaniemy bardzo szybko, czy poczekamy na aukcję. Takie towary przyciągają kolekcjonerów.
    Zniknął na chwile, udając się do swojej tajnej skrytki. Było ich kilka w całym domu i większość wciąż nie została odkryta. Gdy dom był budowany, tak często zmieniali architektów, że już po jakimś czasie nikt nie był pewien ile tak na prawdę pokoi jest w tym budynku.
    Wrócił z małym aksamitnym woreczkiem oraz pudełkiem z czarnej błyszczącej skóry. Położył oba przedmioty na stole.
    - To właśnie to...
    Rozpakował najpierw woreczek. W środku była brosza. Srebro było nieco zaśniedziałe, ale wystarczyło kilka chwil pracy by odzyskało dawny blask. Ozdobą broszy były szmaragdy ułożone w misterny kształt skrzydeł motyla. Każdy kamień był oddzielnie szlifowany by wydobyć jak najpiękniejszy blask. Do tego kilka diamentów o żółtawym zabarwnieniu. Brosza była przepiękna. Współcześnie już nie tworzyło się takich skarbów.
    W pudełeczku za to był naszyjnik przedstawiający leśne dzwonki ze srebra i podłużnych rzeźbionych szafirów. Piękna i delikatna robota, stworzona przez prawdziwych fachowców, całkowicie ręcznie.
    - To powinno im wystarczyć. - zerknął na mężcznyznę. - Mam wrażenie, ze chcesz mi o czymś powiedzieć. Nie musisz się krępować... jestem duchem nic ci nie zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Ja za to sobie umieram xD Za dużo ode mnie na uczelni wymagają ]

    Zaczął krążyć po pokoju. Był pobudzony, może nawet podniecony. Tyle mogło się teraz wydarzyć! Mógł wrócić do domu, choćby na chwilę. Jego dom zostanie wyremontowany i zadany mu zostanie dawny charakter. Tak niewiele a jednak tak wiele.
    Zatrzymał się na przeciw mężczyzny, marszcząc lekko brwi w zamyśleniu.
    - co potrafię? Mogę przechodzić przez ściany... ale tylko te, których nie było za mojego życia. Mogę dotykać przedmioty, które istniały gdy byłem jeszcze zywy, a te bardziej... współczesne mogę tylko muskać i to kiedy się na prawdę mocno skupię. Mogę przepływać przez ludzi bo są dla mnie jak te ściany. Urodzili się po mojej śmierci, więc jako tako dla mnie nie istnieją. Mogę lewitować. Kiedy wychodzę poza dom to jest tak... jakby targał mną bardzo silny, mroźny wiatr. Nigdy długo nie wytrzymałem.
    Odsunął sobie krzesło i usiadł na nim. Było to jedno z krzeseł, które należało do wyposażenia z domu, kiedy jezcze żył. Ale ktoś, jakiś idiota pozbawiony gustu, pomalował ja białą olejną farbą.
    - W piwnicy powinno być trochę mebli... - mruknął, nieco poza myślą przewodnią. - Ktoś zamurował wejście do niej, bo pod posadzką schowali jakąś broń z napadu czy coś takiego. Nie słuchałem dokładnie. Z resztą, nie spodobało mi się to, że mi rozbijają piwnicę.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Jak zrobisz wystarczająco dużą dziurę w ścianie to mogę je poprzenosić w wolnej chwili...
    Właściwie miał same wolne chwile. Miał nieskończoną ilość wolnego czasu i piekielnie się nudził. Jednak dopóki w domu były jego skarby nie miał zamiaru się stąd nigdzie ruszać.
    - Musisz dobrze sprzedać te błyskotki. - powiedział po chwili ciszy. - Nie znam obecnych kursów... ale za moich czasów były warte tyle co kilkuletnie zarobki większości mieszkańców tego miasta.
    Już nie mógł się doczekać tego skoku w przeszłość. Znów będzie mógł poczuć się żywy. Dotyk, smak zapach i to wszystkie emocje. Mogło być tak cudownie. Jednak z drugiej strony, obawiał się że nie podoła. Że po prostu zabije Ethana. Waga stała w punkcie zero. Żadna z szal nie przeważała.
    - Mam niejasne wrażenie, że chcesz mi o czymś powiedzieć i nie jesteś pewnien czy możesz.

    OdpowiedzUsuń
  36. Skrzyżował ramiona na piersi. Wiedział, że nie ma doczynienia z młodym biznesmenem, kimś jego pokoju. Ale Ethan poruszył dość istotną kwestię. Gabriel nie znał obecnych cen rynkowych.
    - W takim razie... Popytaj wśród marszanów albo u kogoś na czarnym rynku, ile kosztuje ręcznie robiona biżutteria ze szamragdów z czaasów inkwizycji hiszpańskiej. A naszyjnik to rubinowe dzieło, pochodzące z Francji. Należał do Marii Antoniny. Ale jak straciła głowę, to przestał być jej potrzebny.
    Zamilkł, słysząc jego słowa. Nie dziwił się. On również obawiałby się, gdyby ktoś postawił go przed takim wyborem. Ale Gabriel był samolubny. I bardzo chciał odwiedzić swoje zywe ciało.
    - Nie ma się czym przejmować. Poradzimy z tym sobie... Poza tym, Ignatius zna się na rzeczy. Nie pozwoli ci odpłynąć.

    OdpowiedzUsuń
  37. Prychnął uwarzony. Jak to? Ktoś miałby kwestionować pochodzenie i prawdziwość przekazywanej przez niego biżuterii?!
    Jednak dopiero po chwili dotarło do niego, jak bardzo się myli. On nie żyje. Nie ma już poważania, szacunku anie tej dobrej opinii co dawniej. Westchnął głęboko, przesuwając dłońmi po włosach.
    - Mam... Mam certyfikaty. Tylko nie pamiętam gdzie.
    Powinny być w skrytce pod schodami. Ale chyba je przeniósł gdy kilka lat temu robiono remont.
    Spojrzał mężczyźnie w oczy gdy padło to pytanie. Długo na to czekał. Długo czekał na kogoś komu może zaufać.
    - Choćby jutro.
    Właśnie przekonał tego człowieka do okonania bardzo niebezpiecznej rzeczy. I wcale nie czuł wyrzutów sumienia. To chyba źle...Powinien się wahać, bać, denerwować... A Gabriel był całkowicie pewny tego co postanowił. Możliwe że było to jakieś przeczucie.

    [ Jak robimy dalej? Najpierw ich przenosimy w przeszłość, czy najpierw sprzedamy biżuterię? ]

    OdpowiedzUsuń
  38. - Więc jutro. Idź do Ignatiusa i powiedz by przyszedł. Muszę z nim jeszcze ustalić kilka spraw. A ty, mój drogi, wyśpij się i odpoczni. Jutro czeka nas cięzki dzień.
    Odprowadził go spojrzeniem. Potem obserwował go też przez okno. może jednak nie powinien? Ale to był tylko zwykły człowiek... Zwykły mięsny. Ale był taki podobny do Adama. Pokręcił głową. Gdyby wtedy ktoś wiedział, co robi za zamkniętymi drzwiami z jednym z własnych pracowników, pewnie własny ojciec by go rozstrzelał. Podobno teraz wiele się zmieniło. Ale dla niego nie miało to już znaczenia.

    Poprawił ułożenie włosów przed lustrem. Chciał dobrze wyglądać, kiedy wróci do swojego ciała. Nie mógł się już doczekać gdy znów zacznie czuć. Najbardziej brakowało mu jedzenia. Tak, naje się pieczonego mięsa, owoców i czekolady.
    Ignatius pojawił sie wraz z Ethanem. Czekał na nich w obserwatorium. To będzie najlepsze miejsce. Kiedy jeszcze żył, bywał tu zwykle tylko on i Adam. Nikogo nie interesowały gwiazdy.
    - Skoro jesteście pewni... do dzieła. - westchnął Ignatius. Zapalił grubą białą świecę i ustawił ją na siedzisku jednego z krzeseł.
    - Musicie wrócić nim świeca się wypali. Ethan, będę ci dawał znaki jak dużo czasu wam jeszcze zostało. Wyleję ci trochę wosku na dłoń, gdy świeca będzie wypalona do połowy. Poczujesz to. Drugi raz, gdy zostanie wam jedna trzecia czasu... A gdy pozostanie kilka minut i wciąż nie wrócicie, poleje woskiem twoje ramię. Zapamiętaj.
    Gabriel wraz z Ethanem położyli się na podłodze. O ile w przypadku Gabriela położenie się na podłodze właściwie było lewitacją tuż nad nią.
    Ignatius pokierował ich dłonie, by trzymali się mocno za ręce. Splótł razem ich palce a potem przewiązał je kawałkiem materiału.
    - Nie puszczajcie się. Jak będziecie wracać, również musicie trzymać się za ręce. To ważne. Powodzenia...

    Gabriel otworzył oczy. Leżał na podłodze w obserwatorium. Słońce raziło go w twarz. Podniósł się i rozjerzał. Zniknął kurz, zniszczenia i atmosfera opuszczenia. Wszystko lśniło czystością i było na swoim miejscu, tak jak powinno.
    - Udało się... - szepnął do siebie. Zaczął dotykać swojego ciała, rozkoszując się tym. Potem dotykał mebli, książek aż... ktoś wszedł. Mężczyzna wyglądał na zagubionego. Ale poznał go. To Adam. Już miał podejść i objąć go mocno, gdy zrozumiał, ze to nie Adam...
    - Ethan? - spytał dla pewności.

    OdpowiedzUsuń
  39. - Owszem, udało się. - uśmiechnął się. Czuł przyjemne łaskotanie w gardle. Już zapomniał jakie to uczucie. Słyszał szum płynącej w żyłach krwi i nie mógł przywyknąć do tych wszystkich dźwięków i odczuć.
    Usiadł w fotelu i z lubością przesunął dłońmi po miękkim aksamicie, którym obito mebel. Mógłby spędzić wiele godzin, wspominając żywot, ale wątpił by miał na to szanse. Był za życia człowiekiem bardzo zajętym.
    Rozległo się pukanie do drzwi. Nie czekała na zaproaszenie. Nigdy tego nie robiła, chociaż z szacynku chociaż pukała nim wtargnęła do środka. Ada, siostra Gabriela, wyglądała na zirytowaną.
    - Co tu się wyczynia? - sytała, patrzęc to na brata to na Adama. - Z resztą... nie obchodzi mnie to. Róbcie sobie co chcecie. Gabrielu, prosiłam cie już tydzień temu o to byś zaniósł te diamenty do oszlifowania. Wiem, że jesteś zajęty tymi twoimi sprawami, o których nie chce nic wiedzieć... Ale obiecałeś mi.
    Gabriel przyglądał się sistrze z nieco głupkowatym uśmiechem. Nie widział jej od tak dawna...
    Podniósł się z krzesła i objął ją ramieniem, przytulając do siebie.
    - Zaniosę je dzisiaj.
    - Coś się stało? Nigdy nie byłeś taki... czuły? - spytała, marszcząc brwi z podejrzliwością. - Jesteś chory?
    - Nie. Po prostu od czasu do czasu chyba mam prawo przytulić własną siostrę, prawda?
    - Owszem... - odparła Ada, kręcąc głową. Potem się uśmiechnęła. - Zostawiłam je w sejfie przy kominku. Będziesz na kolacji?
    - Postaram się. - odparł. Była to odpowiedź której w pewnym sensie się wyuczył i wypowiadał te słowa automatycznie.
    Gdy wyszła, uśmiechnął się Ethana, tkwiącego teraz w ciele Adama.
    - Tak bardzo mi tego brakowało...

    OdpowiedzUsuń
  40. - Daj głos, czlowieku. Bom jeszcze skory pomyśleć, żeś niemowa.
    Za Adamem też tęsknił. Przeczesał palcami jego ciemne włosy, zawsze idealnie ułożone. Dotknął jego twarzy i warg. Gdyby nie to, ze miał przed sobą Ethana zapewne nie wahałby się zaciągnąć go do sypialni. Jednak, możliwe że będzie jeszcze ku temu okazja.
    - Chodźmy kolego. Pokażę ci mój świat...
    Zabrał z sejfu klejnoty. Chociaż chwilę musiał poświęcić na przypomnienie sobie kombinacji. Gdy uświadomił sobie, ile w tym domu było skrytek i sejfów westchnął tylko. Nie pamiętał kombinacji i szyfrów. Ale wspomnienia pewnie wrócą.
    Musieli wyglądać na szalonych. Gabriel zadowolony, pogryzdywał pod nosem i kroczył sprężyście, wręcz tanecznie co nigdy mu się nie zdarzało. Natomiast Adam, zwykle wesoły i usmiechnięty, wydawał się zagubiony i niepewny, rozglądając się dookoła.
    Sprawdził czy ma broń. Ethanowi również wręczono rewolwer w kaburze. Potem obaj wsiedli do samochodu, na tylne siedzenia. Kierowca i pasażer, rośli mężczyźni w ciemnych kapeluszach i garniturach, z zaciętym wyrazem twarzy obserwowali uważnie wszystko co działo się na ulicy.
    W powietrzu unosiła się woń dymu z licznych kominów, lekki odorek alkoholi i wszechobecny zapach tytoniowego dumy. To miasto było zupełnie inne niż to współczesne. Bez wieżowców, współczesnych aut, elektorniki. Kakofonia dźwięków, warkotu silników, nawoływań gazeciarzy, szczęku maszyn ukrytych w niektórych budynkach i sączącej się przez szpary w drzwiach i oknach muzyki, sprawiała że człowiek czuł się przyjemnie zaadsorbowany tym wszystkim.
    - Jak ci się podoba? - spytał Ethana, zerkając na niego z szelmowskim uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń